Krzysztof Ligęza: Pył, kurz i racja stanu
Opublikował/a poadmina w dniu 2008-07-05
Mogłoby się wydawać, że pył po irlandzkim “nie” dla Traktatu Lizbońskiego dawno już opadł. Okazuje się jednak, że to nieprawda. Pyłu i kurzu dopiero się nałykamy – i oby skończyło się na uciążliwym kaszlu. Wszak prawdziwa batalia o Stary Kontynent nabiera tempa, a strony sporu o przyszłość Europy radykalizują się niepomiernie.
W powyższym kontekście warto przypomnieć, w moim przekonaniu najbardziej symptomatyczną, reakcję dwójki Niemców: Martina Schulza, szefa frakcji socjalistycznej w Parlamencie Europejskim, oraz Güntera Verheugena, unijnego komisarza do spraw przemysłu i przedsiębiorczości. Pierwszy zagroził Irlandii wykluczeniem z procesu integracji i pozostawienie tego kraju poza powstającą Unią, natomiast Verheugen w wywiadzie dla gazety “Bild” bez owijania w bawełnę wyłożył, na czym polega niemieckie rozumienie demokracji: “Irlandczycy skorzystali ze swego demokratycznego prawa, by powiedzieć nie. Jasne jest jednak, że nie można teraz wprowadzać dla nich uregulowań specjalnych. W Unii Europejskiej nie ma tak, by wszyscy akceptowali nowe reguły gry, a jeden kraj stał z boku”.
TEN PROJEKT
JEST SKOŃCZONY
Jedyne społeczeństwo, któremu dano szansę oceny idei europejskiej integracji zapisanej w Traktacie Reformującym, opowiedziało się przeciwko tworzeniu paneuropejskiej utopii. W trybie demokratycznym, ale wbrew stanowisku elit politycznych. Prawdopodobnie jednak niemieccy eurokraci żyją przekonaniem, że mimo irlandzkiego “nie”, po ratyfikowaniu Traktatu Reformującego przez pozostałe państwa, do kolejnego referendum przekona się Irlandczyków prośbą bądź groźbą. Że będzie się ich przekonywać tak długo, aż, w pełni demokratycznie, a jakże, podejmą “właściwe” rozstrzygnięcie, dzięki czemu dopełni się rysowany w Berlinie kształt Europy.
Jak ktoś słusznie zauważył, Stalin postanowił bić się o pokój, póki z wrogów pokoju nie zostanie kamień na kamieniu. Najwyraźniej brukselscy eurokraci będą walczyli o demokrację, aż nic z demokracji nie zostanie.
Spośród grona europejskich polityków (w tym polityków polskich), jedynym człowiekiem godnym miana prawdziwego męża stanu okazał się prezydent Republiki Czeskiej Vaclav Klaus, który wynik referendum skomentował bardzo zwięźle i bardzo celnie: “Tylko w jednym jedynym państwie UE politycy umożliwili obywatelom wyrażenie ich poglądu. Wynik jest chyba dla wszystkich jasnym przesłaniem. Projekt Traktatu Lizbońskiego decyzją irlandzkich wyborców dziś się zakończył i niemożliwa jest kontynuacja jego ratyfikacji”.
MANIPULATORIADA
Vaclav Klaus, skoro mówi mądrze, niech mówi, co chce, lecz proszę zwrócić uwagę, iż nie ma wiele przesady w stwierdzeniu, że socjotechniczne urabianie Irlandczyków rozpoczęło się już w dniu ogłoszenia wyników referendum. Wygląda też na to, że scenariusz tej swoistej manipulatoriady układa duch Alfreda Hitchcocka.
Początkowo media zachłysnęły się sondażowymi informacjami o tym, że mieszkańcy Zielonej Wyspy są najbardziej zadowoleni z członkostwa w Unii. Że skok gospodarczy, o charakterze niemal cywilizacyjnym, możliwy był wyłącznie dzięki unijnym dotacjom. Innymi słowy: ech, och, i jak nam jest w tej Unii “zajefajnie”.
Niedługo potem uderzono w dzwon trwogi: oto dziewięciu na każdych dziesięciu Irlandczyków zamierza wyemigrować z kraju co najmniej na kilka lat. Państwu grozi niespotykana recesja. Wraca bezrobocie i rośnie przestępczość. Trzeba ciąć świadczenia socjalne. I tak dalej, coraz bardziej czarno – “The Irish Times” pokazał na czołówce filigranowego, zabiedzonego Irlandczyka, niepewnie balansującego na linie – ale tytuł obok krzyczał: “Don’t panic!”. W domyśle – ratunek w Unii, bo dzięki Unii Irlandia nie sczeźnie z kretesem.
KAŻDY SOBIE RZEPKĘ
SKROBIE
Co Unia szykuje Polakom, można było zaobserwować w syberyjskim Chanty-Mansyjsku, na ostatnim szycie UE – Rosja. Podjęto tu decyzję o rozpoczęciu negocjacji na temat nowego porozumienia strategicznego, i to mimo podtrzymania przez Moskwę sprzeciwu wobec amerykańskich planów budowy tarczy antyrakietowej oraz formułowanych wprost ostrzeżeń Dymitra Miedwiediewa, że Europa, w trosce o swoje bezpieczeństwo, nie powinna polegać na USA.
Nowy rosyjski prezydent skrytykował też unijną zasadę solidarności w polityce zagranicznej, ewidentnie czyniąc to w relacji do planowanych rozmów o współpracy energetycznej. To najbardziej kontrowersyjny punkt przyszłych negocjacji, mimo to Komisja Europejska po raz kolejny poparła projekt budowy Gazociągu Północnego. Szef KE José Manuel Barroso oznajmił wręcz, że projekt ten “odpowiada europejskim potrzebom”.
Oznacza to ni mniej, ni więcej, że Polska, mało tego, że nic już nie może w tej sprawie zrobić, to jeszcze, choć nie bezpośrednio, będzie finansować “projekt skierowany na zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego Europy”. Czyli przedsięwzięcie, dzięki któremu gaz z Azji docierać będzie do polskich domów przez Niemcy i za pośrednictwem infrastruktury kontrolowanej przez Berlin. Oraz Moskwę.
…Jak to się ma do polskiej racji stanu? To retoryczne pytanie kieruję pod adresem aktualnego premiera Rzeczypospolitej.
Krzysztof Ligęza
(Goniec)
Kontakt z autorem: widnokregi@op.pl



Analityk powiedział/a
Oto niemieckie rozumienie demokracji – jak sie nie zgodzisz dobrowolnie na to czego zadamy od ciebie to uzyjemy sily aby to osiagnac.
Sprawdzaja sie slowa Platona – demokracja prowadzi do dyktatury. Tak bylo, gdy Hitler doszedl do wladzy tak i teraz postepuje sie wedlug tej samej recepty. Pan Verheugen az zbyt dobrze to wyrazil.
Osobiscie jestem przekonany, ze gdyby dano szanse wypowiedzenia sie wszystkich spoleczenstw w Europie poprzez referendum – trybie demokratycznym – wiekszosc nie chcialaby nalezec do terrorystycznej UE, gdzie kazdemu bedzie sie mowic co, kiedy, jak ma robic. Nikt nie chce byc traktowany jak niewolnik. Na razie zdradzieckie elity politycznych zasiadajace w parlamentach krajow europejskich pokazaly, ze gardza obywatelami swoich krajow i kreuja dla nich system w/g wlasnego uznania.
Powoli inne kraje Europy jak Czechy czy Austria zamierzaja przeprowadzic rowniez referendum w wsrod swoich obywateli. Powod – albo rzeczywiscie sa demokratyczne albo z obawy, ze pewnego dnia poleca glowy (w doslownym tego slowa znaczeniu) tych co sila narzucili obywatelom niewolnicze prawo.
{…}
Niezliczeni ludzie beda nienawidziec nowy porzadek swiata i beda umierac protestujac przeciw niemu.
http://www.youtube.com/watch?v=jLeEQ7J4agc
{…}
Pytanie pana Ligezy do premiera RP p.Tuska jest zbedne. Kazdy Polak zna odpowiedz, gdyz po slowach i czynach p.Tusk pokazal, ze Polski nienawidzi – czyli dla niego im gorzej w Polsce Polakom tym lepiej dla jego nacji i tych co jego dzialania oplacaja.