Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Stanisław Michalkiewicz: Pogody jesienne

Posted by redakcjawp w dniu 2008-11-27

Nic na tym świecie nie trwa wiecznie, wszystko kiedyś się kończy. Zauważył to już dawno ksiądz biskup Ignacy Krasicki, wspominając melancholijnie „wszystko to odmienne: łaska pańska, gust kobiet, pogody jesienne”. Trudno nie przywołać tego spostrzeżenia właśnie teraz, kiedy po upływie roku od powstania rządu premiera Donalda Tuska pojawiły się oznaki zwijania medialnego parasola ochronnego nad Platformą Obywatelską.

Jak pamiętamy, co najmniej od wiosny 2005 roku Platforma Obywatelska oraz osobiście Donald Tusk byli faworytami mediów, zwłaszcza TVN i Polsatu, no i oczywiście „Gazety Wyborczej”. Oznaczało to, że zarówno razwiedka, jak i Salon – obydwie strony umowy Okrągłego Stołu – uznały, iż program IV Rzeczypospolitej, a więc program odzyskiwania suwerenności politycznej, ekonomicznej i państwowej, przy pomocy którego Jarosław Kaczyński próbował pozyskać głosy wyborcze, rzeczywiście może zagrażać ich interesom i podważyć fundamenty ładu zaprojektowanego w Magdalence. Mimo to jednak, m.in. dzięki poparciu środowiska identyfikowanego z Radiem Maryja, zwycięzcą wyborów parlamentarnych w roku 2005 zostało Prawo i Sprawiedliwość – jednak bez większości sejmowej. Próby nawiązania politycznej współpracy z Platformą Obywatelską zakończyły się niepowodzeniem z powodu nieustępliwości obydwu stron w sprawie kontroli nad tzw. resortami siłowymi, a zwłaszcza – tajnymi służbami. W rezultacie doszło do utworzenia rządu premiera Marcinkiewicza, który jednak, pozbawiony stabilnej większości parlamentarnej, nie był zdolny do poważniejszych przedsięwzięć. Nie wzmocnił rządu również pakt stabilizacyjny, jaki PiS zawarło z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin. W rezultacie doszło do zawarcia koalicji PiS z Samoobroną i LPR oraz zmiany premiera, którym został sam Jarosław Kaczyński. Podjął on próbę podporządkowania sobie koalicjantów poprzez wywołanie w ugrupowaniach koalicyjnych kryzysu przywództwa, jednak próba ta doprowadziła do rozpadu koalicji, co prezes PiS uznał za wystarczający powód do rozpisania nowych wyborów.

Tym razem jednak zwycięzcą została Platforma Obywatelska, utworzyła z Polskim Stronnictwem Ludowym koalicyjny rząd, który rozpoczął realizowanie programu odwdzięczania się razwiedce za nieustanne poparcie. Ten program był realizowany konsekwentnie od samego początku działalności rządu Tuska, ale w sejmowym exposé premier nie mógł tego ogłosić, również dlatego, że to nie on decydował o formach, w jakich musi się odwdzięczać, tylko raczej był o nich informowany na bieżąco. Dlatego też po roku działalności rządu nawet najwięksi jego entuzjaści mieli trudności ze wskazaniem jakiejś zrealizowanej obietnicy. Jeśli jednak podczas narady aktywu partyjnego z okazji pierwszej rocznicy powstania rządu premier Tusk powiedział, że PO Polskę „uporządkowała”, to jest to prawda w tym sensie, iż beneficjenci umowy Okrągłego Stołu umocnili się na kluczowych pozycjach życia publicznego.Trzeba bowiem pamiętać, że z punktu widzenia obydwu stron umowy Okrągłego Stołu Platforma Obywatelska stanowi tylko tzw. mniejsze zło w porównaniu z PiS, którego pogróżki zostały potraktowane serio. Nie chodzi mi bynajmniej o program IV Rzeczypospolitej rozumiany jako rekonkwista suwerenności politycznej, ekonomicznej i państwowej, bo mam wrażenie, że Jarosław Kaczyński wcale nie myślał serio o jego realizacji. Sądzę, że prawdziwym jego programem było wysadzenie w powietrze tzw. grupy trzymającej władzę i zajęcie jej miejsca bez zasadniczej zmiany modelu państwa i kierunku polityki zagranicznej.

Warto pamiętać, że PiS w referendum 2003 roku opowiedziało się za włączeniem Polski do Unii Europejskiej, więc trudno sobie wyobrazić, by było przeciwne wynikającym z tego konsekwencjom. Zresztą, nie tylko intencje liczą się w polityce, ale i skutki, a skutkiem rozpadu koalicji z Samoobroną i LPR było zniknięcie z centrum politycznej sceny wszelkich ugrupowań głoszących – mniejsza o to, czy szczerze, czy nieszczerze – hasła antyunijne. Ten prawdziwy program PiS też przez beneficjentów umowy Okrągłego Stołu został potraktowany serio, a ponieważ na skutek afery z Rywinem na lewicy pojawiły się objawy dekompozycji, postawiono na Platformę Obywatelską, która żadnych rewolucji pod tym względem nie zapowiadała.

Jednak realizacja programu odwdzięczania musiała uświadomić premierowi Tuskowi, że na dłuższą metę jest on dla Platformy Obywatelskiej i dla niego samego niekorzystny, bo chociaż doprowadzi do umocnienia pozycji beneficjentów umowy Okrągłego Stołu w życiu publicznym, to jednak z tego samego powodu zapoczątkuje erozję popularności PO i jego osobiście. Poza tym ręczne sterowanie rządem zza kulis musiało być dla niego również coraz bardziej nieznośne ze względów prestiżowych. W rezultacie podjął próbę skonfrontowania się ze środowiskiem swoich dotychczasowych dobroczyńców, co objawiło się w postaci konfliktu rządu z PZPN. Okazało się, że rząd, chociaż uruchomił pozostające w jego formalnej dyspozycji Moce, nie jest w stanie podporządkować sobie tych środowisk. Armaty wprawdzie umilkły, ale napięcie pozostało. Musiało się ono jeszcze zwiększyć po wizycie premiera Tuska w Chinach, gdzie zaprosił on chińskich biznesmenów do inwestowania w Polsce – co mogło zostać odczytane jako próba podważenia dotychczasowej hierarchii w świecie biznesu i ustanowienia nowej, bardziej uzależnionej od łaskawości rządu – a zwłaszcza po wizycie w Katarze, gdzie premier Tusk zapowiedział rozpoczęcie importu skroplonego gazu i budowę gazoportu – a więc przedsięwzięć, przy pomocy których również Jarosław Kaczyński zamierzał osłabić potęgę „układu”, dla którego kontrola nad sektorem paliwowym stanowi istotny element stanu posiadania.

W tej sytuacji „układ” zareagował pierwszym poważnym ostrzeżeniem w postaci medialnych ataków na ministra Drzewieckiego i ministra Nowaka, które były dla nich całkowitym zaskoczeniem. Politycy PO tak dalece przyzwyczaili się do przychylności mediów, że gdy dziennikarka radia RMF FM zaczęła rozmawiać z ministrem Bonim normalnie, tzn. tak samo, jak – dajmy na to – z politykami PiS, ten był do tego stopnia zgorszony, że powiedział o tej „zniewadze” publicznie. Jednocześnie z tymi atakami opublikowane zostały wyniki sondażu, z którego wynikało, iż największymi wolnorynkowcami są w Polsce wyborcy… Sojuszu Lewicy Demokratycznej! Było to drugie poważne ostrzeżenie pod adresem PO, że może pojawić się dla niej polityczna alternatywa, która przelicytuje ją w retoryce modernizacyjnej i wolnorynkowej.

Trudno się zatem dziwić, że w sejmowym wystąpieniu premiera Tuska znalazła się oferta pojednania i współpracy skierowana do znienawidzonego PiS. Zarówno bowiem PO, jak i PiS, przy ostentacyjnej nieprzejednanej wrogości, mają ten sam polityczny cel – by ani z jednej, ani z drugiej strony nie pojawiła się dla nich polityczna alternatywa. Zatem wspólny interes obydwu partii polega z jednej strony na tym, by podsycanymi codziennie z obydwu stron przez harcowników hałaśliwymi sporami absorbować bez reszty uwagę opinii publicznej i doprowadzać ją w ten sposób do stanu kompletnego amoku, w którym przestanie zwracać uwagę na sprawy naprawdę ważne, a z drugiej strony – by blokować każdą próbę stworzenia alternatywy politycznej. Wtedy całkiem realna staje się możliwość ukształtowania się dwubiegunowej sceny politycznej, zdominowanej bez reszty przez obydwie partie, które co kadencja wymieniają się przy sterze państwa. Warto zwrócić uwagę, że odpowiadając na tę ofertę i zarazem odpierając zarzuty posła Chlebowskiego o niekonstruktywnym sposobie uprawiania polityki przez PiS, Jarosław Kaczyński przypomniał, iż PiS bodajże w 80 procentach przypadków głosowało tak samo jak Platforma Obywatelska. Już choćby ta statystyka pokazuje, że tak naprawdę większość sporów między PO i PiS może mieć charakter wyłącznie instrumentalny, socjotechniczny.

Oczywiście gest premiera Tuska miał również taki charakter, ale nie sądzę, żeby wyłącznie. Musi on bowiem liczyć się z tym, że dla beneficjentów Okrągłego Stołu jest wyłącznie „mniejszym złem” i jeśli tylko dopracują się oni własnej alternatywy politycznej, to bez wahania zwiną nad nim ochronny parasol mediów, wycofają wsparcie agentury, a i Salon z dnia na dzień też przestanie Platformę obcmokiwać. Mogła to być również odpowiedź na owo pierwsze poważne ostrzeżenie. Przemawia za tym także ostatnia deklaracja ministra Sikorskiego, który dopuścił możliwość „prawie stałej” obecności rosyjskich inspektorów w amerykańskich instalacjach wojskowych, jakie ewentualnie powstaną na terenie Polski. Wygląda to tak, jakby rząd premiera Tuska próbował ofensywy na kilku frontach: wobec tubylczego „układu”, wobec swojego umiłowanego wroga i nawet wobec strategicznych partnerów.
 Stanisław Michalkiewicz
  www.michalkiewicz.pl

Odpowiedzi: 8 to “Stanisław Michalkiewicz: Pogody jesienne”

  1. j powiedział/a

    Panie Redaktorze! Pal szesc tych wszystkich przebierancow, Tuskow i Kaczynskich! Niech sie szarpia miedzy soba! A mnie dzis serce rosnie!

    http://wiadomosci.wp.pl/wid,10612911,wiadomosc.html?ticaid=170b0

  2. j powiedział/a

    ***Panie Redaktorze! Pal szesc tych wszystkich przebierancow, Tuskow i Kaczynskich! Niech sie szarpia miedzy soba! A mnie dzis serce rosnie!

    ***http://wiadomosci.wp.pl/wid,10612911,wiadomosc.html?ticaid=170b0

  3. j powiedział/a

    :) :) :)

    Biznesmen żąda 1,9 mln m.in. od Michnika i wiceszefa MSZ

    Naczelny “Gazety Wyborczej” Adam Michnik i “Polityki” Jerzy Baczyński oraz wiceszef MSZ Ryszard Schnepf na ławie oskarżonych, 100-stronicowy akt oskarżenia i żądanie prawie 2 mln zł na cele charytatywne. Jak ustalił serwis internetowy tvp.info, tak będzie wyglądać proces o pomówienie, jaki kontrowersyjny polonijny biznesmen Jan Kobylański postanowił wytoczyć 19 dziennikarzom i dyplomatom. Domaga się od każdej z oskarżanych przez siebie osób po 100 tys. zł na cele charytatywne. Łącznie daje to kwotę 1,9 mln złotych.

    Proces będzie się toczył przed sądem karnym z prywatnego aktu oskarżenia. Wśród oskarżonych przez Kobylańskiego są m.in. redaktorzy naczelni “Gazety Wyborczej” i “Polityki” Adam Michnik i Jerzy Baczyński, wiceminister spraw zagranicznych Ryszard Schnepf, były ambasador Polski w Urugwaju Jarosław Gugała, były naczelny “Rzeczpospolitej” Grzegorz Gauden oraz dziennikarze Mikołaj Lizut i Jerzy Morawski.

    Polonijny milioner z Urugwaju i prezes Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polonijnych Ameryki Łacińskiej zarzuca całej dziewiętnastce pomówienie. – Akt oskarżenia liczy około stu stron. Przygotowując go, zebraliśmy ok. dwóch tysięcy artykułów, audycji radiowych i telewizyjnych, w których zawarte są nieprawdziwe informacje na temat Jana Kobylańskiego. To była iście katorżnicza praca, ale było warto. Te wszystkie publikacje to jedna wielka niesprawiedliwość wobec tego zacnego starszego człowieka – tłumaczy w rozmowie TVP INFO adwokat Andrzej Lew-Mirski, pełnomocnik Kobylańskiego.

    Oskarżeni się nie poddają i chcą ustanowić wspólnego pełnomocnika. – Jest to bardzo możliwe – potwierdza w rozmowie z TVP INFO Gugała. Oskarżeni zamierzają też na najbliższej rozprawie, która odbędzie się w styczniu, wystąpić do sądu o wezwanie na świadka samego Kobylańskiego. – Mam nadzieję, że nie zabraknie mu ani odwagi, ani siły żeby się stawić w sądzie. Ten proces w ogóle będzie okazją do tego, by sięgnąć do przeszłości i ponownie przeanalizować znajdujące się w IPN dokumenty na temat Kobylańskiego – mówi Ryszard Schnepf.

    W podobnym tonie wypowiada się reszta oskarżonych. – Jestem zadowolony, że ten proces się odbędzie i zbadamy wszystkie niejasności – mówi Gauden. – Cieszę się z tego procesu, bo uważam, że każdy przyzwoity człowiek powinien mieć sprawę w sądzie z panem Kobylańskim – dodaje Gugała.

    Kobylański to postać wyjątkowo kontrowersyjna. Kilka lat temu “Gazeta Wyborcza” i “Rzeczpospolita” zarzuciły mu, że podczas drugiej wojny światowej kolaborował z hitlerowcami. Związany z Radiem Maryja biznesmen zaprzecza. Efektem tych publikacji było jednak wszczęcie przez Instytut Pamięci Narodowej postępowania sprawdzającego ws. domniemanego zadenuncjowania Niemcom żydowskiej rodziny w czasie wojny. Ostatecznie dowodów przeciwko Kobylańskiemu nie znaleziono.

    Jarosław Olechowski
    Michał Krzymowski
    tvp.info |

  4. Jozek B powiedział/a

    Ciekawe tez, kogo Cwiakalski wystawi do skladu sedziowskiego.

    Juz wiem…. Wolinska z Anglii.
    Wyrok po “sprawiedliwosci” murowany.
    Wszak krajowi sedziowie nadal tacy niepewni, mimo znacznych postepow ( vide orzeczenia TK z okresu chociazby minionych 2 lat).

  5. aga powiedział/a

    J:
    a mnie by rosło serce gdyby w Polsce rzeczywiściwe NIEZAWISLE SADY byly.ale są nieawisle tylko od rozumu

  6. j powiedział/a

    Aga! Ja wierze w Opatrznosc Boska! Tym razem lobuzy, zdrajcy i zaprzance musza przegrac chocby sady byly nie wiem jakie!

  7. PAP powiedział/a

    ” Ten proces w ogóle będzie okazją do tego, by sięgnąć do przeszłości i ponownie przeanalizować znajdujące się w IPN dokumenty na temat Kobylańskiego – mówi Ryszard Schnepf.”

    Niezły gagatek z tego Rysia. Ale, takie stwierdzenie to też dowód w sprawie – tak myślę.

    Praca zbierania materiałów procesowych musiała być iście gigantyczna. Toteż i koszty do zwrotu mogą być równie niebagatelne, tak mniej więcej szacując, na poziomie wartości kilku ge-wu…
    A co najzabawniejsze, już teraz, śmiało można powiedzieć iż finał sprawy będzie miał miejsce w stolicy stolic.
    O ile taka stolica, rzecz jasna, w czas finału sprawy, będzie jeszcze istniała.

    Ależ będzie “wozduch”, a ja ja jaj.

  8. PAP powiedział/a

    A wracając do artykułu pana Stanisława należy ogłosić, wszem i wobec że “mordo ty nasza” wraca na oficjalne stanowisko wiodącego lewicę a potwierdza ten fakt, wyłuszczone, czarno na białym w artykule tezy pana Stanisława.

    “Logika Wystarczy”

    Antyantysemityzm jemu (“Olkowi”) wyszedł, albo nie wyszedł, nie ważne, bo przecież samą ochotą przekonał “głównego srula” do własnych intencji i w efekcie powyższego, wraca do gry. Tym bardziej, że “Olek” to samyj łuczszij wolnorynkowiec, oczywiście wolnoamerykański. Można powiedzieć narodowiec.

    Istnieje szansa że ten stół zacznie być bardzo, bardzo kanciasty i zacznie co niektórych uwierać nieprzyzwoicie, tu i ówdzie. Bo przecież nikt nie lubi; kiedy z niego robi się wariata, albo zrobiło. I w końcu ten okrągły stolik spróchnieje, rozpadnie sie, spopieli na pył, wiatr go poniesie nie wiadomo gdzie, a wraz z nim “nasze zwycięstwo”.

    Ach, USOPALe szanowny, wiele, bardzo wiele od czcigodnych zależy.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Gravatar
WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 89 other followers