Z pamiętnika Donalda “Cudotwórcy”
Posted by redakcjawp w dniu 2008-11-28

Czwartek, 20.11.2008 r.
Sondaże nie wyglądają najlepiej. Ludzie ciągle nie widzą ani gospodarczego cudu, ani spełnionych obietnic. A przecież minął dopiero rok! Chłopaki od pijaru mówią, że na przyszłość najbezpieczniej będzie, gdy będziemy obiecywać jakoś bardziej wieloznacznie. Szkoda, że tak późno… Teraz musimy obmyślać różne fortele. Na przykład obiecywaliśmy otworzyć w internecie portal dla emigrantów, ale okazało się, że… powstał już rok wcześniej! Znaleźliśmy rozwiązanie. Żeby oficjalnie otworzyć ten portal, musieliśmy go najpierw zamknąć! W końcu, żeby się kiedyś odnaleźć, najpierw trzeba się zagubić. Po tym roku jesteśmy przynajmniej w połowie drogi.
Piątek, 21.11.2008 r.
Z Waldkiem z PSL znowu są kłopoty. Jego prognozy gospodarcze chyba będę musiał utajniać tak jak raporty Julii… Ostatnio ogłosił, że jak nie popełnimy błędu, to w przyszłym roku w Polsce będzie wzrost PKB o 5 procent. No i wyszło na to, że wszyscy się spodziewają naszych błędów. Jean-Vincent, czyli nasz “Jacek” z Ministerstwa Finansów, jest twardy jak orkiestra na “Titanicu”. Ciągle trzyma się założeń budżetowych, ale nawet według niego, PKB wzrośnie o 4,8 procent. Adam z Waldkowego ministerstwa mówi, że można się spodziewać przynajmniej 3,5 proc. wzrostu. A w prognozach zagranicznych banków jest już znacznie gorzej. Może warto by utajnić wszystkie informacje o gospodarce?
Sobota, 22.11.2008 r.
Z okazji rocznicy pracy rządu mieliśmy wyjazdowe posiedzenie klubu parlamentarnego. Zrobiłem wszystkim “megaochrzan”! Mamy naprawdę dobrych posłów. Co najmniej tak dobrych jak opozycja. Harują w dzień i w nocy! Coś tam potrafią, coś tam robią, coś tak opowiadają w mediach… Ale – mimo że mamy prawo do satysfakcji – jesteśmy największą partią w historii demokratycznej Polski, czeka nas wielka lekcja pokory… Dziennikarze szukają sensacji i dlatego nie możemy ciągle chodzić na lody albo latać jak messerschmitty do knajpy i z powrotem. A jak już po takiej wyczerpującej podróży wracamy, to nie powinniśmy szukać lądowiska na hotelowym korytarzu, tylko w poselskim pokoju…
Niedziela, 23.11.2008 r.
Nasi piloci już wyzdrowieli, ktoś wydał prezydentowi samolot, no i stało się… Poleciał do Gruzji! Nawet Radka nie zabrał. Na koniec z tej wizyty zrobiło się przedstawienie na cały świat. Relacje, komentarze, wywiady… Wszystko z tego powodu, że jak polsko-gruzińska kolumna samochodów dojeżdżała do granicy, to ktoś kilka razy wystrzelił z kałasznikowa! A jak w Afganistanie talibowie o mało nie zbombardowali mojego samolotu, to prawie nikt nie chciał o tym pisać. Takie fajne zdjęcia, jak byłem w kamizelce kuloodpornej, się zmarnowały…
Poniedziałek, 24.11.2008 r.
Nie przyjechałem do Londynu kogokolwiek namawiać, żeby wrócił czy został. Za to zgodnie z obietnicą otworzyłem ten portal dla emigrantów! Było miło. Wyborcy jakoś bardziej tu doceniają efekty moich rządów. Obiecałem im, że powinno być jeszcze lepiej. “Trochę to jeszcze czasu zajmie, żeby wszyscy byli zadowoleni, ale akurat tutaj, w Wielkiej Brytanii, postęp jest dość wyraźny” – plany na przyszłość oceniłem bardzo ostrożnie. Na wszelki wypadek o cudach tym razem nie wspominałem.
Wtorek, 25.11.2008 r.
Lechu z Gdańska – ten to dopiero ma poczucie humoru! W ogóle nie przejął się rozgłosem wokół gruzińskiej wyprawy prezydenta. “Prezydent mógł sprawdzić, czy w Gruzji nie było polowania na kuropatwy” – głupawo zażartował Lechu. A Janusz z Lublina już szuka rekwizytów na kolejną konferencję prasową. Strzelb i gumowych kaczek.
Środa, 26.11.2008 r.
Nie będziemy już mówili, że na naszej wyspie stabilizacji nie ma kryzysu. Manuel z Brukseli przekonał mnie. Stwierdził, że z kryzysem trzeba walczyć. Gdyby kryzys nie istniał, to przecież żadna walka z nim nie byłaby potrzebna! A taka wojna może sporo kosztować. Manuel chce 200 miliardów euro od krajów członkowskich Unii. Wszystkie kraje powinny wpłacić po 1,5 procent wartości PKB. Chyba stać nas na taki gest… Według Manuela, możliwości są co najmniej dwie: albo koordynujemy działania, albo razem pójdziemy na dno. Nie powinno być z tym problemu. “Jacek” mówi, że jesteśmy przygotowani na każdą wersję planu.
Piotr Tomczyk
Rys. Artur Żukow


