Z pamiętnika Donalda “Cudotwórcy”
Posted by redakcjawp w dniu 2009-04-04
Czwartek, 26.03.2009 r. Ale mamy drużynę! Naszym kandydatem do Parlamentu Europejskiego jest i Marian z AWS, i Danka z Brukseli (chociaż lewica też ją chciała!), i Lena, która od lat dba o wyniki sondaży wyborczych… Znów wszyscy do nas lgną! Wszyscy nas kochają! To jest najlepszy dowód na to, że nasza polityka miłości sprawdza się w praktyce. Może nasze wyniki w sondażach pogorszyły się właśnie dlatego, że ostatnio mniej mówiłem o tym, iż najważniejsza w życiu jest miłość? A właściwie, to czemu na naszych listach nie ma Lucjana ani Basi z “M jak miłość”?
Piątek, 27.03.2009 r. Węgrzy są dziwni. Najpierw zapomnieli, że państwa zachodniej Europy są od nas biedniejsze i chcieli dla nowych krajów UE 200 miliardów euro pomocy. Teraz zapomnieli, że ich rodak George Soros jest filantropem i oskarżają go o manipulowanie kursami węgierskich banków! Nałożyli nawet na jego fundusz inwestycyjny 2 miliony dolarów kary! Jean-Vincent, czyli nasz “Jacek” z Ministerstwa Finansów, mówi, że to nie może być prawda, bo Soros założył przecież Fundację Batorego i cały czas pomaga i nam, i Węgrom. Może manipulował właśnie dlatego, że chciał takiej kary, żeby zamiast tych 200 miliardów chociaż 2 milionami dolarów pomóc Węgrom? Sobota, 28.03.2009 r. To chyba cud… U wszystkich naszych sąsiadów spada PKB, a my ciągle na plusie! Litwini są bliscy bankructwa, chociaż weszli do systemu walutowego ERM2. Słowacy też narzekają. Nawet wprowadzenie euro im nie pomogło. Na zakupy jeżdżą teraz do Polski. A u nas nie jest źle! I może być jeszcze lepiej. Szczególnie że dostaniemy pieniądze ze sprzedaży praw do emisji CO2! Gordon z Londynu podpowiedział mi, że emisję gazów możemy ograniczać tak jak on. Dziś na godzinę wyłączył światło i starał się jak najmniej oddychać. Według “Jacka”, na tej walce z ociepleniem klimatu można zarobić lepiej niż na akcyzie paliwowej. Wystarczy, że dla dobra środowiska na wszystkich zużywających powietrze nałożymy podatek akcyzowy. Niedziela, 29.03.2009 r. Mamy coraz większe poparcie gajowych! Już 43 procent z nich chce na nas głosować! Wyniki sondażu bardzo zaskoczyły lewicę, bo do tej pory to ich najczęściej popierali gajowi. Janusz z Lublina bardzo się ucieszył. Mówił, że dotychczas wiedział tylko, że ciągnie wilka do lasu, ale dokąd z tego lasu ciągnie gajowego, tego nie był pewien. Cieszył się, ale zaraz stwierdził, że ten wynik można łatwo poprawić. Zaproponował, żebym na najbliższej konferencji prasowej wystąpił w jednej z jego ulubionych koszulek. Tej z wielkim napisem: “Jestem gajowym”. Poniedziałek, 30.03.2009 r. To było udane, antykryzysowe posiedzenie. Posiedzieliśmy sobie przy chipsach i słonych paluszkach. “Jacek” przyznał, że trochę się zagalopował z tymi prognozami wzrostu PKB. Polska nie jest samotną wyspą na oceanie finansowego kryzysu. Na razie cudu nie będzie… I co teraz mamy mówić na konferencjach prasowych? Bronek zaproponował, żeby zamiast naszej tablicy z “dziesięcioma zobowiązaniami PO” pokazać jakieś nowe, antykryzysowe hasła. Rymowankę nawet wymyślił: “Donald zuch, starczy na kryzysów dwóch!”. “Jacek” docenił talent marszałka, ale stwierdził, że na razie wystarczy po prostu przyjąć euro, a wtedy wszystkie problemy same znikną. Wtorek, 31.03.2009 r. Dzwoniła Angela. Martwiła się, że gospodarka Niemiec jest “w ostrej recesji”. Wzrasta bezrobocie, spada produkcja… Nie wiedziałbym, co jej poradzić, ale na szczęście przypomniałem sobie o wczorajszych rozmowach… Podpowiedziałem Angeli, że powinna jak najszybciej wprowadzić w Niemczech euro, bo tylko to może uchronić ten kraj przed kryzysem! Podziękowała za porady, ale okazało się, że to niemożliwe. Niemcy już jakiś czas temu wprowadzili europejską walutę… Jak w takim razie mogą zwalczyć kryzys? Znalazłem rozwiązanie! Zasugerowałem, że mogliby na jeden dzień zrezygnować z euro, a potem na nowo je przyjąć. Środa, 1.04.2009 r. Co za dzień! Podobno Angela zaproponowała, żebym został prezydentem Europy! Bronek przeczytał o tym w gazecie. I to nie w jakiejś wydawanej na Jamajce, tylko tu, w Polsce. Nie myślałem, że moje rady w sprawie kryzysu zrobią na Angeli takie wrażenie… Niektórzy niemieccy dziennikarze zastanawiają się nawet, czy szefowa ich rządu nie ulega za bardzo polskim wpływom… Gazety piszą, że jest szansa na polski triumwirat: ja prezydentem Europy, Jurek ze Śląska przewodniczącym Parlamentu Europejskiego, a Radek szefem NATO. Aż nie chce mi się wierzyć, że to wszystko dzięki naszej polityce uśmiechów! A opozycja? Zamiast nam gratulować, mówi, że to jakieś primaaprilisowe żarty… Piotr Tomczyk Rys. Artur Żukow



wklejacz powiedział/a
“Ale mamy drużynę! Naszym kandydatem do Parlamentu Europejskiego jest i Marian z AWS, i Danka z Brukseli (chociaż lewica też ją chciała!), i Lena, która od lat dba o wyniki sondaży wyborczych… ”
:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::
ROZKAPRYSZONA STARA PANNA
W ostatnich miesiącach, a nawet jeszcze dłużej bardzo dużo mówi się o roli Polski w Europie, w Unii Europejskiej i NATO. Że jest ona duża, że rośnie i że mamy silną pozycję w regionie. Media podniecają się każdym, nawet najgłupszym newsem, który może sugerować wzrost znaczenia Polski za granicą. A tak naprawdę – wzrost znaczenia ekipy Donalda Tuska. Polska i jej interesy są tu drugorzędne i tylko z rzadka dowiadujemy się, że z tego wzrostu coś będziemy mieć, my, obywatele.
Są też złe wiadomości, których nie da się przemilczeć. Nie uczestniczymy w szczycie G 20, choć jesteśmy, naszym zdaniem, dużym i ważnym krajem europejskim, za to uczestniczą Czesi i inne pomniejsze kraje. Chcemy do czołówki europejskiej ale nie wiemy, jak się do niej dostać. Włosi proponują powołanie G 6 z udziałem Niemiec, Francji, W. Brytanii, Włoch, Hiszpanii i Polski.
Ta propozycja nie wzbudziła zainteresowania państw unijnych. Jak na razie usiłuje nami rządzić G 3, Niemcy, Francja i Wielka Brytania. Uważamy się za przywódców regionu wschodnioeuropejskiego, ale ten region jakoś nie kwapi się do zaakceptowania polskiego przywództwa. Miało w tym pomóc powołane przez Szwecję i Polskę tzw. Partnerstwo Wschodnioeuropejskie, a skończyło się na nędznych 600 mln euro dotacji, do tego na kilka lat. Z takimi pieniędzmi ani Ukraina ani tym bardziej Mołdawia nie będą w stanie posunąć się nawet o centymetr w kierunku bogatej Europy. Ot taki ochłap, który spadł z unijnego stołu.
Nie są zachwyceni naszymi “przywódczymi” aspiracjami Czesi. I przypuszczam, że Węgrzy oraz Słowacy również. Stwierdził to dobitnie w wywiadzie dla “Faktu” minister spraw zagranicznych Republiki Czeskiej Karel Schwarzenberg. Cytuję: “Jesteśmy oczywiście sojusznikami i przyjaciółmi, zawsze z uwagą słuchamy polskiego zdania, niemniej jednak pomysł, by Polska reprezentowała kraje Europy Środkowej wydaje mi się dość dziwny.” Właśnie, chcemy w Unii Europejskiej reprezentować kraje, które tego nie chcą. Czy polska dyplomacja jest ślepa i głucha czy też w zapale propagandowym nasze rządzące elity straciły po raz kolejny kontakt z rzeczywistością?
W Europie przeżywać będziemy maraton uśmiechów, uścisków dłoni i cmokań w policzki czyli szczyt szczytów. Nie wniosą one niczego nowego ani do walki z globalnym kryzysem ani z islamskim terroryzmem i talibami. Europa jest oporną materią, oblężoną twierdzą, broniącą swego dobrobytu i świętego spokoju, okupionego rezygnacją z wartości , odartą z poczucia odpowiedzialności za losy pozostałego świata. Rozkapryszoną starą panną,
wciąż rozglądającą się za jakimś wielbicielem.
Takim wielbicielem ma być prezydent USA Barack Obama, który rozpoczyna swoją podróż po Europie i po szczytach. Nie będzie to udana randka z Europą, ponieważ nie chce ona przyjąć do wiadomości apelu Obamy o większe zaangażowanie się instytucji państwowych Unii Europejskiej w dławienie kryzysu i zwiększenie obecności (
dodajmy: bojowości) europejskich państw NATO w Afganistanie. Barack Obama będzie testował Europę, a Europa będzie testowała Baracka Obamę. Dodatkowo Obama będzie na G 20 testował Miedwiedjewa z wzajemnością. Jak zwykle na szczytach, a europejskich w szczególności najważniejsze problemy rozpłyną się w detalach, drobiazgach nie mających większego wpływu na aktualną sytuację.
Media skupią się na prezentowaniu Obamy z przodu z tyłu i z profilu. I na tym, z kim rozmawiał i jak długo, do kogo się uśmiechnął a kogo pominął. Polska zarówno na szczycie UE w Pradze jak i NATO w Strassburgu nie odegra żadne roli, bo do odgrywania roli trzeba się przygotować.
W polityce tak jak w teatrze, trzeba znać tekst, inaczejskończy się na marnej improwizacji. Aby improwizacja się powiodła trzeba być doskonałym aktorem. A tych w naszej polityce zagranicznej brak.
Co tam panie w polityce? Chińczyki trzymają się mocno. A w Polsce? Jakoś leci. A w Rosji? W Rosji jest wszystko na “niet”. Rosja jest przeciwko tarczy antyrakietowej w naszej części Europy i przeciwko stacjonowaniu myśliwców F 16 w Polsce. Jest przeciwko kandydaturze Polaka na szefa NATO, dla niej każdy Polak jest antyrosyjski, nawet Radosław Sikorski. I jeśli szef naszego MSZ sądził, że chodzi o jego osobę konkretnie, to musiał się rozczarować. Rosja jest za rozszerzaniem wpływów w dawnych republikach sowieckich i gdzie się jeszcze da, w Wenezueli albo Nikaragui. Tylko, że jak w tej anegdocie o Napoleonie – po pierwsze nie ma armat. Nie ma też samolotów myśliwskich, bo zardzewiały i wielka Rosja nie jest w stanie użyć armii do zwiększania swoich wpływów. Taka próba wpływania na “bliską
zagranicę” miała miejsce latem ubiegłego roku w Gruzji i skończyła się kompromitacją. Miedwiedjew zapowiedział modernizację armii, co będzie można
porównać do pomalowania trawy na zielono.
Jest na naszym kontynencie nudno. Media zagraniczne tłuką na okrągło o kryzysie, upadających bankach i grupowych zwolnieniach. Te mrożące krew w żyłach raporty są na tak wysokim poziomie, że nie widać w nich tych, którzy z powodu kryzysu ucierpieli najbardziej. Zwykłych obywateli. Ogromnej rzeszy emerytów, którzy milcząco i w pokorze znoszą fanaberie bogatych. Coraz mniej mogą kupić, coraz gorzej się czują i jako pierwsi padają ofiarą inflacji i wzrostu podatków pośrednich. Dodatkowym upokorzeniem jest dyskusja o eutanazji i testamencie życia. Dyskutanci najwyraźniej czują się jeszcze dobrze i nie przychodzi im do głowy myśl, że kiedyś będą starzy i chorzy i mimo to bardzo będą chcieli żyć. Europa chwali się socjalnymi zdobyczami, może się też pochwalić znieczulicą i upadkiem moralnym swoich liderów.
Krystyna Grzybowska, 04-04-2009 14:00
http://www.niezalezna.pl/article/show/id/19054