Andrzej Kumor: Kiedy argumenty nie mają sensu
Opublikował/a redakcjawp w dniu 2009-10-31
Najczęściej spotykaną metodą atakowania patriotyzmu, tradycji, Kościoła czy religii jest ośmieszanie, wyszydzanie, pomniejszanie, wypominanie domniemanej głupoty czy “wstecznictwa”.
Metoda ta jest wszechobecna w środkach masowego przekazu, przesiąka do rozmów zwykłych ludzi. Prześmiewanie i wyszydzanie jest atrakcyjne, ponieważ, po pierwsze, wywyższa szydzącego i wyśmiewającego, a po drugie, umożliwia całkowitą ignorancję na argumenty drugiej strony.
Co mamy robić, jak na to reagować, skoro przestrzeń dyskusji publicznych i tych naszych prywatnych w kontaktach towarzyskich jest w wielu wypadkach zawłaszczona przez język apologetów lewicowego liberalizmu powtarzających zasłyszane w telewizji stereotypy? Jak odzyskać głos w debacie, jak pokonać na słowa kogoś, kto z uśmieszkiem pyta “na dzień dobry”, no jak tam, wyprałeś już moherowy berecik?
Nasi przeciwnicy panują nad językiem, no bo właśnie mają telewizję i łatwo im propagować stereotypy, wciskać słowa naładowane znaczeniem w rodzaju “maybach” czy “moher”, “pisior” etc.
Przeciwnika możemy podzielić na trzy grupy:
1) Zdeklarowane CIOTY REWOLUCJI (coś na kształt ideowych bolszewików), czyli osoby, które NAPRAWDĘ wierzą w polityczną poprawność, globalizację, zakładają, iż większość z nas to bydło, którym musi rządzić elita tych bardziej “iluminowanych”.
2) Cyniczni konformiści – ludzie, którzy zawsze wiedzą, skąd wieje, i odpowiednio napinają swój żagiel. Prawda nie ma dla nich znaczenia, liczą się pieniądze, kariera, poklask, zaszczyty etc.
3) Użyteczni idioci, czy też jak ich kiedyś określono po polsku “wykształciuchy”. Niedokształceni pseudointelektualiści, inteligenci, ludzie czytający za dużo gazet, którzy chcą być modni i na czasie, a których nie nauczono krytycznie myśleć, za to uwarunkowano tak, by się wstydzili (pochodzenia, niedokształcenia, braku obycia). Ta grupa to mięso armatnie polit-poprawnej armii.
Debata na argumenty i racjonalne przekonywanie wymaga wzajemnego poszanowania rozmówców, niestety, nasz przeciwnik nas nie zamierzał i nie zamierza szanować (jest rewolucjonistą), stara się nas jedynie zdezawuować, pomniejszyć, ośmieszyć, czyli zamknąć nam usta. Stąd wniosek, by z nim nie próbować rozmawiać na argumenty.
Nie ma to sensu!
Trzeba natomiast odwrócić ostrze szyderstwa; na pytania odpowiadać pytaniami, stosować zaskakujące zestawienia i porównania, ukuć sobie kilka odzywek, gładko brzmiących neologizmów, personalizować odpowiedzi w zależności od tego, z kim mamy do czynienia, w ostateczności zaś, gdy jesteśmy w oczywisty sposób zaszczuci, po prostu przestać mówić na temat.
Są to zabiegi, które odpowiednio użyte pozwalają w oczach otoczenia wygrać dyskusję. Na argumenty debatujmy między sobą, z kulturowymi barbarzyńcami atakującymi nasze rodziny, naszą tożsamość, naszą tradycję i naszą cywilizację walczy się ich bronią – intelektualnym “cepem i kłonicą”.
Ważny jest przy tym język ciała – “drwiąca” postawa w obliczu interlokutora, liczą się celne strzały personalne (drwina z “modnego” ubrania, uczesania, sposobu noszenia się). Wszystko to trzeba lekko i aluzyjnie wyśmiać. Pamiętajmy, że w naszym starciu chodzi o to, by kopać boleśnie, nie okazując wysiłku z naszej strony, finezyjnie.
Ważne jest, by dotrzeć do kompleksów naszego przeciwnika – to zaś najczęściej widać po tym, na co się snobuje, rozpoznać, przed jakimi autorytetami “dyga”, co można ośmieszyć.
Równie ważne, by starcie odbywało się na naszych warunkach, na naszej “planszy”, trzeba więc je odpowiednio ukierunkować. W zależności od ustawienia poziomu walki i oceny przeciwnika dozujemy też ilość chamstwa, na jakie chcemy sobie pozwolić. Na przykład na pytanie znajomej atrakcyjnej pani, “jaki kolor moherowych beretów jest dziś modny”, odpowiadamy “słyszałem od Franka, że bez zdjęcia Tuska nad łóżkiem nie możesz mieć orgazmu”, czy tym podobną odzywką.
Poziom chamstwa i moc uderzenia musi być dobrana indywidualnie (jak mówią górale: “bij, ale z cuciem”). Chamstwo jest jak katalizator, czasem wzmaga siłę ciosu, ale może do nas zrazić… Odpowiednio dozowane uchodzi za inteligentną złośliwość i pozwala wygrać. Po raz kolejny przypomnę słowa Kisiela, który wspominał, jak to w zaciętej debacie uniwersyteckiej z jednym oenerowcem przed wojną złapał gościa za guzik marynarki i perorował mu w twarz swoje racje, na co przeciwnik odparował jedynie “ale ci z gęby śmierdzi”, czym wygrał pojedynek.
My w przeciwieństwie do przeciwników nie mamy dobrych odzywek przydatnych w takich starciach. Programy telewizyjne i tzw. celebryci dają naszym przeciwnikom gotowe powiedzonka i wzorce polit-poprawnego “szczekania”. Musimy więc wysilić własną głowę, musimy być lepsi.
Wyszydzanie i wyśmiewanie politycznie poprawnych ciot rewolucji wymaga jedynie odrobinę towarzyskiej odwagi i trochę intelektualnego wyćwiczenia. Wniosek na koniec jest taki, Drogi Czytelniku – musimy być od nich lepsi, musimy być lepiej oczytani i wykształceni, musimy znać języki i jasno formułować w nich myśli; musimy też być bardziej zimni, opanowani i… uśmiechnięci, bo przecież prawda jest po naszej stronie.
To zapewni przewagę, zaś absolutną Wunderwaffe jest odsłonięcie kompleksów naszych przeciwników. Cioty rewolucji właśnie grają na kompleksach niedokształconych, niepewnych swego ludzi. Wystarczy tę zagrywkę odsłonić i zagrać nią w drugą stronę, wystarczy odrobina językowej manipulacji, kilka wyrazów uznawanych za “mądre” przez pseudowykształconych, by zapędzić “szeregowców” liberalnego globalizmu w kozi róg.
A gdy już odejmie im mowę, to w innych sztukach walki z pewnością damy sobie radę.
Andrzej Kumor, Mississauga



krakus powiedział/a
Jeżeli można przyjąć że forma,metoda,atakowania wszystkiego co
Polskie,Katolickie jest wszechobecna w naszym codziennym życiu,na dobitek zatacza coraz szersze kręgi społeczne,wyrażnie widoczne w środowisku ludzi młodych.Dalszym zjawiskiem jest pogarda człowieka do człowieka zwłaszcza starego,schorowanego,niedołężnego.Zjawisko nie znane podczas okupacji czy po wojnie.Wreszcie dokonujący się podział społeczny na tych co mają i tych co wegetują,a ściślej na
“my” i “oni”.To wszystko rodzi niepokój nad przyszłością tego kraju.
Ewentualna walka z naleciałościami po “okrągłostołowymi” oraz ten “patronat” III R.P. o pochodzeniu niepolskim,jest przyczyną fiaska w zamian zwyciestwa Prawdy nad fałszem.
john powiedział/a
http://www.tcichocki.pl
Proszę o opinie o tym człowieku, czy to co proponuje ma szansę realizacji?
ss powiedział/a
dostałem maila od niego, przeczytałem i powiem:
1. krok w komunizm
2. utopia
3. anarchia
4. właściwie to brak jakichkolwiek argumentów czy prezentacji efektów proponowanych działań – tylko puste hasła.
Nigdy nie będzie równości między ludźmi, a umożenie długów jednym spowoduje upadek banków i utratę oszczędności drugich – nie tylko bogaci oszczędzają (a właściwie wogóle nie oszczędzają tylko trzymają wszystko w inwestycjach).
Hasła typowo populistyczne, bez szans wprowadzenia, albo z faktycznie negatywnymi skutkami dla tych, którym miałyby pomóc. Praktycznie drugie tyle można napisać co ten Pan, by w prosty sposób obalić większość postawionych i niepotwierdzonych przez autora tez.
Program dobry dla poprawy humoru, i tyle.
Choć przyznam – kilka pomysłów spodobało mi się.
John Galt powiedział/a
Witam Pana serdecznie. Proszę o uściślenie, co ma pan ma myśli mówiąc ‘liberalizm’. Bo w zachowaniu ‘rewolucjonistów’, którzy już nawet muszą mieć powiedziane z czego się śmiac, żadnych postaw ‘liberalnych’ nie widzę. Obciążenia fiskalne i inne nakładane na gospodarkę ograniczenia, też raczej z liberalizmem mało mają wspólnego, co ma Pan na myśli mówiąc o liberalnym globaliźmie. Tożto czysty zamordyzm. Tusku/Kczyński powie na co mają iść pieniądze, a Michnik napisze w co wolno wierzyć. Gdzie tu ‘liberty’ ?
Lubomir powiedział/a
Sami pomagamy wrogom polskości. Zachowanie młodych Polaków na stadionie, w klatce schodowej, w autobusie…Wejście młodych hydraulików czy murarzy {i nie tylko młodych} na teren prywatnej posesji czy mieszkania, przypomina najczęściej najazd zdziczałych Hunów lub Kałmuków. Jest to jakieś demonstracyjne i obsesyjne oblewanie ‘fekaliami’ wszystkiego i wszystkich. Hamulcem dla zezwierzęconych ‘bohaterów’ nie jest ani obecność dzieci, ani obecność kobiet, ani nawet obecność kapłana. Takiego upadku obyczajów nie było w Polsce nigdy dotąd. Krajowa demoralizacja otrzymała wsparcie od patologii kontynentalnej i globalnej. Patologia otrzymała obywatelstwo, status nietykalności i bezkarności. Telewizyjnym dewiantom nadaje się status idoli i wzorców do naśladowania.