Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Czego uczy 11 Listopada?

Posted by redakcjawp w dniu 2009-11-10

Czy Kwaśniewski i Wałęsa mogą być w czymkolwiek porównani z Piłsudskim i Dmowskim? Co wspólnego z Paderewskim ma Owsiak? Druga i Trzecia Niepodległość. Różnica polega nie tylko na numeracji – zauważa prof. Grzegorz Kucharczyk.
———————————————————————–

10 listopada 1918 roku do Warszawy z Magdeburga przybył Józef Piłsudski. Następnego dnia z rąk Rady Regencyjnej przyjął najwyższą władzę wojskową, a po kilku dniach – cywilną. Jako Tymczasowy Naczelnik Państwa skupił w swoich rękach pełnię władzy w tworzącym się państwie polskim. Już w samej tytulaturze tkwiło jasne nawiązanie do tradycji pierwszego naczelnika, a zarazem wodza pierwszej insurekcji – Tadeusza Kościuszki.

Tego samego dnia – 11 listopada 1918 roku – w CompiÝgne Niemcy przyjęły warunki rozejmu podyktowane im przez naczelnego dowódcę sił zbrojnych państw ententy, marszałka Ferdynanda Focha. A w tym samym czasie na ulicach Warszawy rozpoczęła się spontaniczna i udana akcja rozbrajania Niemców. Czytając relacje naocznych świadków tamtych wydarzeń, można odnieść wrażenie, że właśnie to ostatnie wydarzenie inaugurowało dla nich Niepodległość.

Mission impossible?
Piłsudski wysiadający z “czerwonego tramwaju na przystanku Niepodległość” i obejmujący władzę w powstającym państwie polskim – miał przed sobą niebotycznie trudne zadanie. Piętrzyły się zagrożenia zewnętrzne, sytuacja wewnętrzna była skomplikowana. Zaczynając od tych pierwszych – należy przypomnieć, że ziemie polskie zagrożone były niszczycielską (pod każdym względem) rewolucją nie tylko od wschodu (bolszewizm), ale i od zachodu. W listopadzie 1918 roku rewolucją ogarnięte były bowiem także Niemcy. Po drugie, z Niemcami graniczyliśmy jesienią 1918 roku nie tylko od zachodu, ale i od wschodu. Na wschód od Bugu stacjonowało kilkaset tysięcy wojsk niemieckich z tzw. komendy Ober-Ost, które z pewnością chciały jak najszybciej powrócić do swojej ojczyzny. A droga nieuchronnie wiodła przez Polskę.
W samym kraju jesienią 1918 roku wykształciło się wiele ośrodków aspirujących do sprawowania władzy: Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej w Lublinie (pod prezesurą socjalisty Ignacego Daszyńskiego), Polska Komisja Likwidacyjna w Krakowie (na czele z Wincentym Witosem), Naczelna Rada Ludowa w Poznaniu (ale obejmująca swoim działaniem cały zabór pruski oraz Górny Śląsk). Do pełni obrazu trzeba dodać dramatyczną sytuację aprowizacyjną i olbrzymie zniszczenia wojenne w przeważającej części kraju.
W tej sytuacji podstawowym zadaniem było utrzymanie – możliwie jak najdłużej – spokoju w kraju. I w tym kontekście można powiedzieć, że Piłsudski w listopadzie 1918 roku jako Naczelnik Państwa okazał się właściwym człowiekiem na właściwym miejscu i we właściwym czasie. Oto bowiem władzę w kraju obejmował dawny “towarzysz Wiktor” (jak nazywano go w PPS) – a więc był on do zaakceptowania przez rosnącą w siłę na fali ruchów rewolucyjnych lewicę. Nie tylko jako dawny więzień carski (zesłaniec syberyjski), ale i niemiecki (Magdeburg od 1917 roku) – zatem możliwy do zaakceptowania przez dawnych “pasywistów” (reprezentujących w okresie I wojny światowej orientację antyniemiecką, głównie endecję).
Nie tylko sama osoba Naczelnika Państwa, ale i jego pierwsze decyzje polityczne świadczyły o tym, że trafnie rozpoznał on hierarchię stojących przed nim zadań. A więc na początku: porozumienie z odchodzącymi niemieckimi władzami okupacyjnymi, które umożliwiło pokojowe rozbrojenie Niemców w Warszawie i przetransportowanie do Niemiec wojsk Ober-Ostu. Mianowanie przez Piłsudskiego rządu pod prezesurą socjalisty Jędrzeja Moraczewskiego (gabinetu zdominowanego przez dwa lewicowe stronnictwa PPS i PSL Wyzwolenie) skutecznie wytrącało argument tym, którzy chcieli dowieść, że w Polsce władzę objął “obóz reakcji”. Chodziło o uniknięcie niepotrzebnej eskalacji nastrojów rewolucyjnych, co – dla kraju wyniszczonego materialnie przez wojnę i znajdującego się między dwiema rewolucjami – było jesienią 1918 roku kwestią życia lub śmierci.

Dwaj wielcy mężowie stanu
Dobrze rozumiał to Roman Dmowski obserwujący sytuację w Polsce z Paryża. Szef Komitetu Narodowego Polskiego miał świadomość siły ruchu narodowego w Polsce, ale jak mówił do swoich najbliższych współpracowników: endecja nie może sobie w aktualnej sytuacji pozwolić na przejęcie władzy w kraju. Interes Narodu dla przywódcy KNP nie był tożsamy z interesem partyjnym (nawet jego własnej partii).
W tym miejscu należy przypomnieć, że jesienią 1918 roku istniały de facto dwa polskie rządy. Jeden w Warszawie – podporządkowany Piłsudskiemu (rząd lubelski i PKL z Krakowa już wcześniej uznały zwierzchnictwo Naczelnika Państwa) i drugi w Paryżu – czyli KNP Dmowskiego, uznany przez zwycięskich aliantów za “organizację reprezentującą interesy narodu polskiego”, co faktycznie oznaczało uznanie Komitetu za rząd.
Pozycja Dmowskiego była tym silniejsza, że kierowany przez niego KNP sprawował polityczne zwierzchnictwo nad jedynymi oddziałami polskimi, które brały udział u boku ententy w zwycięskich bojach z Niemcami na froncie zachodnim. (Mowa o “błękitnej armii” gen. Józefa Hallera.) Dzięki temu Polska wzięła udział w pokojowej konferencji w Paryżu wśród państw zwycięskich, co miało swoje znaczenie.
Dmowski rozumiał jednak, że nakazem chwili jest kompromis między nim a Piłsudskim. W żywotnym interesie Polski było to, żeby w obliczu zbliżającej się wielkimi krokami konferencji pokojowej, która ustali polityczny ład w Europie po I wojnie światowej (konferencję zainaugurowano w Wersalu 18 stycznia 1919 roku), Rzeczpospolita miała jednolity rząd – uznawany przez wszystkie znaczące siły polityczne w samej Polsce oraz przez zwycięskie mocarstwa. Dmowski był przeświadczony, że mimo swojej siły ruch narodowy nie może pod koniec 1918 roku przejąć władzy. Nie mógł jednak zaakceptować lewicowego rządu Moraczewskiego. Nowy premier – jak pisał Dmowski – “nie może być socjalistą, ale do zaakceptowania przez socjalistów”.
Również Piłsudski był całkowicie świadomy faktu, że gabinet Moraczewskiego jest rządem przejściowym. Pod koniec 1918 roku Dmowski wysłał do Polski z “misją rozpoznawczą” jednego ze swoich bliskich współpracowników, Stanisława Grabskiego. W listach do niego szef KNP nie szczędził słów krytyki pod adresem Piłsudskiego, ale potrafił przejść ponad osobistymi animozjami. Zalecał Grabskiemu “stosunki z nim [Piłsudskim], o ile możności, naprawić i utrzymywać jak najbliższe”. Naczelnik Państwa rewanżował się nawiązaniem korespondencji z przywódcą KNP, zaczynając ją od znamiennych słów: “Drogi Panie Romanie”.
Kompromisową kandydaturą okazała się osoba Ignacego Jana Paderewskiego – wybitnego pianisty i kompozytora, wielkiego patrioty i członka KNP. Wymowne są słowa z listu napisanego 16 grudnia 1918 roku przez Dmowskiego do Stanisława Grabskiego: “Nie trzeba Ci wykładać, jak ważne jest, żebyście Paderewskiemu ułatwili wszelkimi sposobami zbliżenie i porozumienie z różnymi żywiołami, i doprowadzenie do rządu koalicyjnego. Trzeba go wysunąć jako sztandar jedności narodowej”. I takie zadanie wypełnił rząd Paderewskiego powołany 17 stycznia 1919 roku, na dzień przed początkiem obrad konferencji pokojowej w Wersalu. Wielu badaczy wskazuje, że w tym kompromisie, który wiódł do powstania tego gabinetu, na więcej ustępstw poszedł Dmowski, ale przecież najwięcej zyskał narodowy interes Polski. Jedno jest pewne – w kluczowych tygodniach przełomu 1918 i 1919 roku zarówno Piłsudski, jak i Dmowski pokazali, że są mężami stanu – bez cudzysłowu.
Należy przy tej okazji podkreślić, że powstanie rządu pod prezesurą Paderewskiego nie tylko dawało Polsce gabinet uznawany przez ententę, ale także przez wszystkie ośrodki władzy na ziemiach polskich. Oto bowiem kierująca Powstaniem Wielkopolskim (od 27 grudnia 1918 roku) Naczelna Rada Ludowa uznawała zwierzchnictwo polityczne KNP. Od 17 stycznia 1919 r. nie miała już żadnych oporów przed uznaniem nowego rządu w Warszawie.
Jest jeszcze jedna znamienna cecha – obok dalekowzroczności i kompromisu czołowych polskich polityków tamtego czasu – rodzącej się Niepodległości w 1918 roku. Oto bowiem do patronowania kompromisowi zaproszono bardzo szybko cały Naród. Wiadomo, jaki stosunek do demokracji parlamentarnej po 1926 roku miał Piłsudski, jednak u progu Niepodległości jako Naczelnik Państwa związał odbudowę państwa właśnie z szybkim przygotowaniem i przeprowadzeniem wolnych i demokratycznych wyborów do Sejmu ustawodawczego, które odbyły się (według zasad ordynacji wyborczej przyjętej przez rząd Moraczewskiego) w styczniu 1919 roku. A więc pierwszy parlament II Rzeczypospolitej został wyłoniony niespełna dwa miesiące po 11 listopada 1918 roku – i to mimo toczącej się już wówczas właściwie na wszystkich granicach wojen w obronie odzyskanej wolności.

Jak i z kim jechać do “przystanku Niepodległość”?
Jedynym ugrupowaniem, które wezwało do bojkotu wyborów sejmowych w 1919 roku, byli komuniści, którzy już wcześniej wzywali do bojkotu powstającego wojska polskiego. Tyle że wtedy – u progu II RP, komuniści byli na zupełnym marginesie polskiego życia politycznego; rozpoznawani przez wszystkie polskie stronnictwa od prawa do lewa jako agenci obcego mocarstwa. Po 1989 roku – jak wiadomo – stali się (pod szyldem “socjaldemokratów”) jedną z sił decydujących o ładzie politycznym i ustrojowym państwa polskiego (np. decydujący wpływ postkomunistów na uchwalenie Konstytucji z 1997 roku).
W III RP musieliśmy czekać na w pełni wolne wybory nie dwa miesiące, ale ponad dwa lata po przełomowej dacie 4 czerwca 1989 roku. Od początku zresztą była widoczna niechęć elit politycznych III RP – co ciekawe, także tych wywodzących się z dawnej opozycji – by respektować głos Narodu wyrażony nawet w ograniczonej formule tzw. wyborów kontraktowych (np. sprawa listy krajowej).
Zabrakło przede wszystkim mężów stanu z prawdziwego zdarzenia, myślenia w kategoriach polskiej racji stanu. Nie tylko chodzi tutaj o traktowanie kraju jako “postawu czerwonego sukna” rozrywanego przez rozmaite “grupy trzymające władzę” i “kolegów z cmentarza i ze stacji benzynowej”. Ale dojmujący jest brak szerszej, samodzielnej wizji politycznej, bo nie ma samodzielnej myśli politycznej. Trudno bowiem do tej kategorii zaliczyć kolejne deklaracje zmieniających się komitetów wyborczych. Czy Aleksander Kwaśniewski i Lech Wałęsa mogą być w czymkolwiek porównywani z Piłsudskim i Dmowskim? Co wspólnego z Paderewskim ma Jerzy Owsiak – kreowany na “sztandar jedności narodowej” w III RP? Sapienti sat.
I jeszcze jedno. Powstająca do Drugiej Niepodległości Rzeczpospolita uchwaliła w dwa lata Konstytucję Polski; Ustawę Zasadniczą opartą na mocnych podstawach aksjologicznych. Wystarczy przeczytać preambułę do Konstytucji marcowej z 1921 roku i porównać ją z preambułą Konstytucji z 1997 roku. Tam zaczynano od Boga Wszechmogącego, tutaj półgębkiem wspomina się tych, którzy wierzą, przy pełnej tolerancji dla tych, którzy nie wierzą. Dwa rodzaje mężów stanu, dwie preambuły, Druga i Trzecia Niepodległość. Różnica nie tylko w numeracji.

www.naszdziennik.pl

Odpowiedzi: 11 to “Czego uczy 11 Listopada?”

  1. Ryziel powiedział/a

    Komuniści z II i III RP niczym się nie różnią jedni i drudzy sprzedają Ojczyznę .Należy ich odsunąć od władzy na okres 1 roku

  2. i-adamczak powiedział/a

    Z okazji podpisania Traktatu Lesbijskiego wywieś flagę narodową z kirem! Wyślij maila o tej treści znajomym.

  3. Sarmata powiedział/a

    Józef Mackiewicz – Droga donikąd (fragment “na czasie”)

    “Otóż bolszewicy doszli na podstawie studiów bardziej praktycznych niż teoretycznych, że skoncentrowane kłamstwo ludzkie posiada siłę, której granic na razie nie znamy, że można dokonać przewrotu gruntownego w takich dziedzinach, jak mowa ludzka, znaczenie słów itd. – Tadeusz zatrzymał się pośrodku pokoju, uniósł głowę i wskazał palcem sufit:
    - Jeżeli ty albo ja, albo ktoś z normalnych ludzi w normalnych warunkach zechce na przykład zełgać, że sufit jest nie biały, a czarny, to rzecz wyda się nam zrazu bardzo trudną. Zaczniemy od kołowania, chrząkania, wskazywania na cienie po jego rogach, będziemy tłumaczyć, że w istocie swej nie jest on już tak zupełnie czysto biały… Jednym słowem, będziemy się posługiwać skomplikowaną metodą, która zresztą nie doprowadzi w końcu
    do celu, bo nikogo nie przekona my, że sufit jest czarny. Co robią natomiast bolszewicy? Wskazują sufit i mówią od razu: “Widzicie ten sufit… On jest czarny jak smoła”. Punkt, dowiedli od razu. Ty myślisz, że to jest ważne dla ludzi, że prawda jest odwrotna? Zapewne tak myślisz. A oni się przekonali na podstawie praktyki, że to wcale nie ważne. Że wszystko można twierdzić i że twierdzenie zależy nic od jego treści, a od sposobu jego wyrażenia. I oto widzimy jak dochodzą do następnego etapu, powiadając do ludzi tak: “A teraz wyobraźcie sobie, że istnieją podli kłamcy, wrogowie wszelkiej prawdy naukowej, postępu i wiedzy, którzy tak nisko upadli w swym nikczemnym zakłamaniu za pieniądze kapitalistów, że ośmielają się łgać w żywe oczy, że sufit jest biały!” I zebrany tłum wyrazi swe oburzenie, wzgardę, a nawet śmiać się będzie i wykpiwać tak oczywiste kłamstwa tych wrogów prawdy… My sądzimy dotychczas, że oni mogą wyczyniać takie seanse zbiorowej hipnozy tylko u siebie po uprzednim zmaltretowaniu swoich obywateli. Nic podobnego. Oto przychodzą do nas i wydają na przykład broszurkę o tym, co u nas się działo. Dla nas o nas samych. Ja tobie zaraz pokażę. – Wyjął z podręcznej teczki małą, szarą książeczkę.
    - Co to jest? – spytał Paweł, który wpółleżąc na kanapie i słuchając Tadeusza zabawiał się gładzeniem kota, a teraz wyciągnął rękę po broszurę. Dziełko wydane zaraz po wkroczeniu armii czerwonej w granice wschodniej Polski w r. 1939, nosiło tytuł “Zapadnaja Biełaruś”. Na odwrocie okładki: “Państwowe wydawnictwo literatury politycznej. 18 drukarnia moskiewskiego trestu politgrafiki. Nakład 100 tysięcy”. – Widziałem to – rzekł Paweł zwracając.
    - Czytałeś?
    - Nie.
    - To posłuchaj: “W Polsce istniało takie prawo, że gdy zaskrzypi koło u wozu chłopskiego, niepokojąc sen obszarnika, chłop musiał płacić 7 złotych sztrafu. Obszarnik miał prawo bić chłopa aż do utraty przytomności, zabrać odeń ziemię i cały inwentarz za długi – zupełnie bezkarnie i bez żadnego sądu… Robotnik pracował więcej niż 20 godzin na dobę… W armii panował system kar cielesnych, bito pałka mi… żydzi mogli chodzić tylko po niektórych ulicach, po innych nie mieli prawa…” Paweł roześmiał się szczerze.
    - Ty się śmiejesz? Śmieje się może jeszcze kilku, do słownie. Ci, którzy jeszcze rozumują starymi kategoriami, kiedy to twierdziliśmy, że podobna lektura byłaby lekturą humorystyczną. W tym tkwił właśnie nasz błąd. To nie jest literatura humorystyczna. Oni to kolportują u nas masowo i… ludzie się nie śmieją. Nie do pomyślenia? – mówisz. – Owszem, to jakby na przykład wydać w Londynie książkę, że przechodnie nie mieli prawa mijać pałacu królewskiego inaczej, jak na przykład na klęczkach albo coś w tym rodzaju. Zaręczam lobie, że też nie będą się śmiali, gdy zostaną zagarnięci przez bolszewików. Zaręczam. “Nie do pomyślenia” może być coś jedynie póty, póki istnieje możliwość wytknięcia tego kłamstwa palcem. Z chwilą Jednak gdy palec zostanie sparaliżowany, wszystko staje się do pomyślenia. Oni o tym właśnie wiedzą.
    - No, ale poza granicami…
    - Co poza granicami? Zaprzeczenie każde stwarza jedynie sporność sprawy. I wiele milionów powie sobie: “Ostatecznie, nie ma dymu bez ognia”… Otóż bolszewicy stworzyli: dym bez ognia. To są rzeczy genialne, mój drogi! Sto tysięcy nakładu dla rozpowszechnienia w naszym kraju, który jeszcze pół roku temu wiedział, jak było naprawdę!
    -Schował broszurę i wyjął inną książeczkę, w czerwonej, płóciennej okładce.
    - Co ty za bibliotekę wozisz ze sobą? – zażartował Paweł.
    - A to, dla pewnych celów… misyjnych – odpowiedział Tadeusz tym samym tonem. – Ty może myślisz, że oni tak piszą tylko na najniższym szczeblu propagandy? – Ciągnął dalej. – Więc posłuchaj wielkiego pisarza Maksyma Gorkiego, jak on pisze o świecie niesowieckim: “…I cóżbyście robili, gdybyście nie umieli łgać?!… Ogromną zasługą władzy sowieckiej jest stworzenie takiej prasy, która szeroko zaznajamia ludność z życiem całego
    świata i demaskuje kłamstwa tego życia… Fakt znamienny tego świata, to wrogi stosunek do myśli…”
    - Oj, dosyć – Paweł zrobił ruch ręką.
    - Ty możesz sobie na to pozwolić, żeby przerwać, ale miliony i miliony muszą słuchać podobnych rzeczy, muszą. W głowie zaczyna się kręcić. Jakaż może być dyskusja, gdy wszystko postawione jest właśnie do góry nogami. Słowa mają tu znaczenie odwrotne albo nie mają żadnego. Odbierz ludziom pierwotny sens słów, a otrzymasz właśnie ten stopień paraliżu psychicznego, którego dziś jesteśmy świadkami. To jest w swej prostocie tak genialne, jak to zrobił Pan Bóg, gdy chciał sparaliżować akcję zbuntowanych ludzi, budujących wieżę Babel: pomieszał im języki.
    - Więc jakiż jest, twoim zdaniem, sposób przełamania tego zbiorowego paraliżu, wywołanego hipnozą kłamstwa?
    - W każdym razie nie można go szukać na drodze polemiki. Sam fakt bowiem polemiki wciąga w orbitę i prze nosi nas w płaszczyznę bolszewickiego absurdu.
    - Więc jaki? Powiedz.
    - Należy go szukać na drodze równie prostych odruchów pychicznych: strzelać!
    Paweł usiadł i oderwał rękę od kota:
    - Jak to, strzelać? Do kogo?
    - Zwyczajnie. Po prostu. Do bolszewików.”

  4. wet3 powiedział/a

    Obaj wypasieni Chazarzy moga byc tylko porownani z Pilsudskim. Prosze Dmowskiego nie obrazac !!!

  5. jurek K powiedział/a

    Dwa dni temu na jednym z blogow piszacych w “Rzepie” zacytowalem pare zdan z felietonu Andrzeja Kumora “W berecie z antenka” podajac zarowno pelne nazwisko autora jak i strone internetowa gdzie mozna znalesc pelny artykul …

    No i “nie przeszlo” … Pewnie dlatego, ze Andrzej Kumor uzyl slow w rodzaju “Polska jest potworkiem” albo “ciemny narod” …

  6. Lubomir powiedział/a

    A we Francji?. 11 listopada Merkel wzięła pod pachę Sarkozy’ego i urządzili paradę miłości. Jedność niemalże plemienna. Gdzie kapitał stał się religią, najwyrażniej nie warto wspominać historii.

  7. Aerolit powiedział/a

    Chciałbym pozostawić tu kilka swoich refleksji związanych z Niepodległością i z Jej świętem.

    Święto 11 listopada jest nadal dla nas świętem zadumy i troski o Ojczyznę.

    Niepodległość jest, ale tak jakby jej w ogóle nie było. Jest fikcyjna. Jak się z niej cieszyć, jak ją przeżywać?

    Polska jest już krańcowo rozszabrowana przez jej “elity polityczne” i po dwudziestu latach tzw. niepodległości jest nadal przedmiotowa, czyli uległa wobec obcych ośrodków decyzyjnych.
    Przyjmuje każde ich polecenie i bezwzględnie wykonuje.

    Naród jest otumaniony i okłamywany jak nigdy dotąd.

    Dwadzieścia lat temu radowalismy się, ale im dalej od daty z 1989 r. tym bardziej zatrważajaca jest sytuacja naszego narodu. Wciąż śpimy czekając jakby na cud, jakby na odgłos “Złotego rogu”, a słyszymy tylko naigrywanie się michnikowszczyzny z nas, a my sami stajemy się coraz mniejsi i coraz mniej obecni w narodowej wspólnocie. Uciekamy od problemu.

    Rozumiejących tę sytuację jest wielu, ale nadal jest nas za mało.

    Tymczasem Polski też mamy coraz mniej. Przy naszej milczącej aprobacie, przy zaćmieniu umysłowym większości Polaków, wyciagana jest Ona nam niemal spod nóg.

    Nasza Ojczyzna wydzierana jest nam spod naszych nóg, “a my…..jak we śnie, jak we mgle”…..

  8. aga powiedział/a

    Prywatnie o Piłsudskim – 1919 rok

    Fragment listu do Stanisława Grabskiego z 14 marca 1919 r.

    PRYWATNIE O PIŁSUDSKIM

    b. poufne

    Paryż, 14 marca 1919

    Kochany Stachu! List Twój z 5. b.m. częściowo potwierdził moje pojęcia o sytuacji w kraju, częściowo obudził we mnie nowe troski.

    Od dłuższego już czasu doszedłem do przekonania, że Piłsudski śni o dyktaturze wojskowej, o roli Napoleona wypływającego na fali rewolucji.

    Ten człowiek ma różne wielce niebezpieczne strony:
    nie rozumie Polski, nie zdaje sobie sprawy z tego, co w niej jest potrzebne i co możliwe;
    nie jest człowiekiem dzisiejszym, należąc swoją konstrukcją psychiczną do I – szej połowy XIX w.;
    nie jest jednolity: to kombinacja starego romantyka polskiego z bolszewikiem moskiewskim, dająca się genetycznie wyjaśnić;
    nie jest sobą, ale przedrzeźnia wielkie wzory historyczne, co zawsze prowadzi do czynów poronionych;
    otrzymawszy posadę boga od jołopów, którzy go otaczają, usiłuje być większym, niż go Pan Bóg stworzył, robi pozory siły wielkiej, poza którymi ukrywa się słabość itd. Robi czasem na mnie wrażenie wołu, któremu wydaje się, że jest bykiem, i wdrapuje się na krowę…
    Taki człowiek, podniecany przez swoich współkonspiratorów, łakomych na władzę, łatwo gotów pokusić się o zamach na sejm.

    Zamach taki, moim zdaniem, skazany jest na fiasco w tym znaczeniu, że Polską rządzić bez poparcia narodu nikt nie jest w stanie.

    Nam wszakże musi chodzić nie o to, żeby podobny zamach spotkał się z niepowodzeniem, ale o to, żeby zamachu nie było.

    Sama próba takiego zamachu może Polskę zarżnąć…

    romandmowski

  9. Guła powiedział/a

    Totalna indolencja realistyczna.

  10. Guła powiedział/a

    Życie przecież udowodniło!

  11. aga powiedział/a

    Warto poczytac biografie Romana Dmowskiego, bo byl to czlowiek wielki i wyjatkowy. Patrzyl w przyszlosc dalej widzial wiecej i wyciagal celne wnioski. Nie odpieral atakow swoich wrogow, bo uwazal to za strate czasu. Koncentrowal sie na swojej wizji Polski. Byl to czlowiek szlachetny i prawy. Znienawidzony tylko za to ze byl Polakiem, czul i myslal po polsku i mial odwage o tym glosno mowic. Jego zycie moze byc inspiracja do pracy nad soba.
    Jego dom w Chludowie byl otwatry dla kazdego. Oficera WP, ktory odwazylby sie odwiedzic go w domu czekala zlamana kariera wojskowa. Takie to byly czasy po przewrocie majowym. Uwazal ze cokolwiek sie robi powinno robic sie to dobrze. Prowadzil wzorowe gospodarstwo ogrodnicze.

    prosze przeczytac prorocze slowa RD
    http://www.jednodniowka.com/news.php?readmore=137
    i porownac z “tuba” PiSu ks. Dyrektorem
    a) polityka w sprawie Rosji
    …..okazuje się, że wojowniczy finansiści nie są tak nierealni. Nie myślą oni wcale wciągać swoich państw w wojnę. Ich ideą jest powierzyć tę operację… Polsce. Mówią to całkiem otwarcie, gdy ich ludzie pytają o sposób realizacji ich pomysłów. Okazuje się, że my ciągle mamy reputację durniów, których można na wszystko namówić. Byle żydek międzynarodowy postanawia sobie w swojej geszefciarskiej głowie, że Polska będzie na jego komendę prowadziła wojnę. I jest przekonany, że ma dla niej niezawodną przynętę. Cóż to za przynęta? A no, Polska przy podziale Rosji dostanie ziemie na swoim wschodzie.(…) Jest jeszcze druga przynęta: dają do zrozumienia, że Polska na prowadzenie wojny dostałaby pożyczkę, ma się rozumieć na przyzwoity procent….
    …..doszedłem do przekonania, że dla Polski zguba Rosji wcale nie jest potrzebna, że przeciwnie, dla nas konieczne jest istnienie Rosji zdrowej, silnej, rozwijającej się pomyślnie na zasadach wspólnym wszystkim narodom europejskim….
    b)w sprawie Ukrainy
    ….Wystąpienie Polski na arenę międzynarodową, jako wielkiego narodu, byłoby dla polityki niemieckiej wielką klęską. Jeżeli nie można było tego narodu zniszczyć, trzeba go było zrobić małym. Na to zaś najprostszym sposobem było stworzenie państwa ukraińskiego i posunięcie jego granic w głąb ziem polskich tak daleko, jak daleko sięgają dźwięki mowy ruskiej. Plan ukraiński tedy był sposobem zadania potężnego ciosu jednocześnie Rosji i Polsce. Ten plan na papierze urzeczywistniono. Tym papierem był traktat podpisany w r. 1918 w Brześciu Litewskim (…) Nie ma siły ludzkiej, zdolnej przeszkodzić temu, ażeby oderwana od Rosji i przekształcona w niezawisłe państwo Ukraina stała sie zbiegowiskiem aferzystów całego świata (…) rzezimieszków i organizatorów wszelkiego gatunku prostytucji (…) Ukraina stałaby się wrzodem na ciele Europy; ludzie zaś marzący o wytworzeniu kulturalnego, zdrowego i silnego narodu ukraińskiego, dojrzewającego we własnym państwie, przekonaliby się, że zamiast własnego państwa, mają międzynarodowe przedsiębiorstwo, a zamiast zdrowego rozwoju, szybki postęp rozkładu i zgnilizny…..
    c)ocena elity rzadzacej
    ….”Półpolacy” – ludzie (…), którzy zatracili związek z aspiracjami narodu, którzy uważając się za Polaków, interesy polskie o tyle tylko uznają, o ile nie sprzeciwiają się one interesom innych ludów, którzy w swych uczuciach narodowych do takiej dochodzą rzekomej bezstronności, że w imieniu narodu ze wszystkiego gotowi zrezygnować, do czego ktokolwiek rości pretensję…..
    …. Z tymi ludźmi nie tylko nie pogodzimy się, ale nie zrozumiemy sie nigdy. (…) dla nich (Polska) – to luźne zbiorowisko jednostek, grup lub warstw, mających tylko to wspólnego, że żyją na jednej ziemi, że jednym, i to nie zawsze, mówią językiem……
    ….. oni(”Półpolacy”) we wszystkich starciach narodu naszego z obcymi uważają za możliwe zajmować stanowisko bezstronne, “zgodne ze słusznością”(dobre dla Izraela i USA)….
    …..oni(”Półpolacy”) chcą zawsze i wszędzie być tylko ludźmi stojącymi na straży nie istniejącego lub wyszydzanego prawa, my żądamy od każdego, żeby w stosunku swego narodu do obcych czuł sie przede wszystkim Polakiem. Między tymi dwoma stanowiskami istnieje przepaść niewyrównana……
    Szkoda ze ten WIELKI MAZ STANU,POLAK, PATRIOTA jest przemilczany i unikany przez ks. Dyr.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 93 other followers