Andrzej Kumor: Nieustająca radość Bożego Narodzenia
Posted by redakcjawp w dniu 2009-12-19
Zaczynają dochodzić pierwsze znane odgłosy, sączą się pierwsze kosmyki światła… Otwieram oczy. Żyję. Żyję kolejny dzień, ależ to jest – kurczę pieczone – cud.
W tym całym pustym kosmosie, w tej olbrzymiej przestrzeni, po której w całkowitej ciszy kwanty latają w tę i we w tę, jestem ja. Zaistniałem. Mam swój moment. Kolorowy, nasączony dźwiękami świat stał się moim udziałem.
Zbudowany jestem z jego elementów, coś tam bulgoce; pasożyty, bakterie, wirusy, pleśń i grzyby wszystko to po mnie i we mnie łazi, tworząc materialną formę trwania.
Ale to nie cały „ja” i nie ten główny ja. Poza tym jest jeszcze moja świadomość. Myślę, zastanawiam się, przypominam, dziwię. Jestem.
Jestem. Jestem. Jestem. Teraz jestem.
Co to znaczy? Przede wszystkim to znaczy, że może mnie nie być. To podstawowy fakt mojego trwania, że ono przemija. Jakże to wielki dar, że zaistniałem. Że jednym boskim „fiat” wyłoniłem się z nicości. Ot, tak z niczego. A każda sekunda istnienia jest lepsza od nieistnienia.
Ten cud powinien być podstawą porannej modlitwy o brzasku. Niczym nie zasłużyłem sobie na istnienie, a jestem. Dostałem je na wyrost, jak prezent.
Nie wiedzieć dlaczego, dlaczego właśnie tutaj i właśnie teraz? Dlaczego nie pięć minut później i dwadzieścia metrów dalej?
Nie ja o tym zdecydowałem.
Tyle wiem na oczy i zdrowy rozum, resztę wiem na wiarę.
Na wiarę w istnienie, którego JESTEM nie jest w żaden sposób uwarunkowane, gdyż JEST, KTÓRE JEST.
Zazwyczaj przed świętami Bożego Narodzenia wiele mówimy o serdeczności dla innych, o rodzinnym cieple, przyjaźni, podawaniu ręki słabszym i okazywaniu ludzkiej solidarności. Ale przecież jest ten większy, poważniejszy wymiar Świąt. Jest tajemnica zawarta we wcieleniu; w przyjściu Boga na Świat, Syna Człowieczego.
Tyloma rzeczami zajmujemy się przed świętami, tyloma bezsensownymi rzeczami będziemy się zajmować w same Święta, ale przecież świętowanie nie może się obejść bez tej refleksji, bez myślenia o tym, co w czasie świąt Bożego Narodzenia się wydarza. Bez wypełnienia treścią tych wszystkich pięknych zwyczajów, bez chwili namysłu, kim jesteśmy, dokąd idziemy, i bez tej głębokiej wdzięczności za wszystkie niesamowite dary, jakie mamy od Boga na co dzień.
Dzielmy się nimi bez umiaru, bo w ten sposób będziemy ich mieli więcej. Dzielmy się radością życia, optymizmem, dzielmy się naszą wiarą jak opłatkiem, to jest chleb, który potrafi nakarmić nawet tych wiszących na krawędzi duchowej śmierci głodowej.
Podnośmy się wzajemnie, podpierajmy w chwilach zwątpienia, zasklepiania w małości, przypominajmy innym, kim są. Łatwo zapomnieć, łatwo przestać sią cieszyć, łatwo koncentrować się na głupotach, a to, że nie mamy dla kogoś prezentu, a to, że mogą zwolnić z pracy, albo że nie będzie za co spłacać pożyczek, że… znajomi mają, a my nie mamy.
Człowiek tak często, zamiast być Bogu wdzięczny za każdą sekundę, traci czas własnego życia na tak niegodne, banalne rzeczy, że aż się przykro robi. A to przecież sam Pan Bóg ląduje nam zaraz obok, przychodząc zwyczajnie jak wszyscy – jako niemowlak. Po co?
To jest dopiero pytanie…
Podzielmy się ze wszystkimi radością tych Świąt. Niech jej nic nie mąci. W życiu nie ma bowiem nieszczęść, jest tylko droga duszy. Nieszczęściem może być jedynie odrzucenie życia, przekształcenie swego losu w wegetację. Jesteśmy wolni, możemy w swej głupocie zrobić, co nam się zamami. Świętujmy więc, bo jest po temu czas, a przede wszystkim otwórzmy drzwi temu, który przychodzi, bo w ten sposób otworzymy również drzwi sobie, On właśnie po to przychodzi, byśmy potrafili przekroczyć próg codzienności, zabiegania, zatroskania o bzdury, byśmy zobaczyli co ważne.
My, słabi, zatkani różnymi żądzami, zapętleni w sytuacjach, które wydają się być bez wyjścia, zaślepieni, śmieszni w swojej pysze i próżności.
Mówiąc strasznym językiem gier wideo, otwarcie drzwi Bogu przychodzącemu na świat jest jak przejście na wyższy poziom, przez to łatwiej przygotować się do kolejnego.
Żyjemy tutaj tylko czas jakiś, nie wiemy, kiedy będziemy wychodzić, jednak z całą pewnością wiemy, że tutaj się nie zostaje. I w tym sensie Chrystus, który przychodzi jako człowiek, przychodzi, żeby nas zabrać.
I jeszcze jedno. Nie bójmy się mówić wszem wobec, czym są nasze święta, bo nie chodzi w nich ani o prezenty, ani o choinkę, nie dajmy się zgłuszyć barbarzyńcom. Z wiarą jest jak z ciążą, albo jest, albo nie ma.
A gdy jest… Gdy jest, to są Święta!
Andrzej Kumor, Mississauga



Laughinglady powiedział/a
Walka z chrześcijaństwem
1. dzisiejszy Daily Mail pisze o nauczycielce matematyki, uczącej dzieci zbyt chore, by mogły uczęszczać do szkoły. Podczas jej wizyty u dziecka spytała jego matkę, czy może odmówić za nie modlitwę. Matka sprzeciwiła się, a nawet doniosła na nauczycielkę. Kobieta straciła pracę.
2. jak donosi bibula.com, żydom przeszkadza Wieczernik w Jerozolimie, i pomyśleli, że najlepszym sposobem na znieważanie go jest obsikiwanie jego drzwi i malowanie graffiti na jego murach.
3. w naszej / nie naszej telewizji ciągle słychać o ‘świętym miejscu’ Auschwitz. Chyba się tu komuś pomyliły pojęcia. A Wieczernik to co, wychodek?
4. w Iraku bomby zniszczyły kościoły, chrześcijanie opuszczają kraj.
5. w Betlejem, właśnie teraz, kiedy chrześcijanie przygotowują się do Bożego Narodzenia, podpalane są warsztaty, w których od stuleci rzeźbione są drewniane szopki. Z pewnością dzieje się tak po to, by odstraszyć pielgrzymów na całym świecie, w końcu po co mają przyjeżdżać do Betlejem, i zostawić grosze Palestyńczykom? Niech przyjeżdżają do Jerozolimy, Haify, Tel Awiwu, tylko niech nie mówią o chrześcijaństwie, bo mogą dostać się do więzienia.
6. w Jerozolimie – 500 budynków należących do różnych kościołów ma ulec całkowitemu zniszczeniu, wynocha stąd…
Takie idiotyzmy dzieją się pod nadzorem wiadomo kogo, tych, którzy myślą, że są wybrani, tylko przez kogo? A przecież Chrystus im powiedział : jesteście dziećmi diabla. I oni mają opiekować się miejscami świętymi dla całego świata, mimo, że są niewierzący? To tak, jakby lisowi oddano w opiekę kurnik.
Nie było miejsca dla Ciebie
W Betlejem żadnej gospodzie
I narodziłeś się Jezu
W stajni, ubóstwie i chłodzie.
Nie było miejsca, choć zszedłeś
Jako Zbawiciel na ziemię
By wyrwać z czarta niewoli
Nieszczęsne Adama plemię.
Nie było miejsca, choć chciałeś
Ludzkość przytulić do łona
I podać z krzyża grzesznikom
Zbawcze, skrwawione ramiona.
Nie było miejsca, choć zszedłeś
Ogień miłości zapalić
I przez swą mękę najdroższą
Świat od zagłady ocalić.
Nie było miejsca, choć chciałeś
Wszystkim otworzyć swe serce
I kres położyć miłośnie
Ludzkiej nędzy, poniewierce.
A dzisiaj czemu wśród ludzi
Tyle łez, jęków, katuszy
Bo nie ma miejsca dla Ciebie
W niejednej człowieczej duszy.