Jaroslaw Kaczynski: PRAWDĘ O SMOLEŃSKU MUSI USŁYSZEĆ POLSKA I CAŁY ŚWIAT
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2010-07-14
“Leszek zadzwonił o 8.20. Myślałem, że już wylądował i dzwoni ze Smoleńska. Bardzo rzadko dzwonił z telefonu satelitarnego z samolotu. Powiedział mi, że z Mamą wszystko w porządku, i poradził, bym się przespał”. Z Jarosławem Kaczyńskim rozmawiają Katarzyna Gójska-Hejke i Tomasz Sakiewicz (“Gazeta Polska”).
fot. jaroslawkaczynski.info
Czy czuł Pan niepokój przed podróżą Brata do Katynia?
Dla mnie sprawa zaczęła się wówczas, gdy zakwestionowano prawo wyjazdu prezydenta z rodzinami katyńskimi na coroczne uroczystości upamiętniające zamordowanych polskich oficerów. Podkreślam słowo coroczne, bo to właśnie 10 kwietnia każdego roku, a nie jak premier 7 kwietnia, organizowano wyjazd na cmentarz katyński. Tymczasem po telefonie Władimira Putina do Donalda Tuska członkowie jego gabinetu zaczęli ogłaszać wprost, że do Katynia nikt prezydenta nie zaprasza i jego wyjazd na obchody 70. rocznicy tej zbrodni nie jest koniecznością i powinnością, ale czymś w rodzaju niezrozumiałej zachcianki. Ku mojemu zdumieniu rozpoczęło się podważanie prawa Lecha Kaczyńskiego do udziału w tej uroczystości. Muszę przyznać, że choć atak był kuriozalny, nawet jak na obyczaje gabinetu Tuska i jego medialnych sojuszników, to jednak nie wzbudził we mnie jakiegoś szczególnego zdziwienia, a wiedziałem już, że są zdolni posunąć się bardzo daleko. Niepokoiło, że tym razem wprost grają z Rosjanami.
Prezydent wahał się, czy pojechać do Katynia?
Absolutnie nie. Przez pewien czas nie było jednak pewne, jak się tam uda i jak ten wyjazd zostanie zorganizowany. Później – nie pamiętam dokładnie kiedy – pojawiła się koncepcja dwóch wyjazdów. Premier oddzielnie i prezydent oddzielnie. Lech Kaczyński miał jechać razem z coroczną delegacją środowisk katyńskich, a Donald Tusk specjalnie do Putina. Chcę mocno podkreślić, że organizatorem tego corocznego wyjazdu środowisk katyńskich był rząd. Prezydent poleciał do Katynia rządowym samolotem. Nie prezydenckim – bo takiego nie było i nie ma. To rząd Donalda Tuska dużo wcześniej odmówił głowie państwa prawa do korzystania z tupolewa. Dopiero po katastrofie ministrowie i sam premier zaczęli nazywać ten samolot prezydenckim. To dość znamienne. Tym bardziej że prezydentowi usiłowano odmówić samolotu niejeden raz. Tak było przed słynnym wyjazdem do Tbilisi, gdy Gruzję zaatakowały wojska rosyjskie. Premier Tusk chciał odmówić Lechowi Kaczyńskiemu prawa do polecenia rządowym samolotem. Uległ po telefonie prezydenta Busha do prezydenta RP. Prezydent USA z całą mocą poparł wtedy plan Lecha Kaczyńskiego. Donald Tusk przestraszył się międzynarodowej kompromitacji i wycofał swoje zastrzeżenia.
Pan też miał polecieć do Smoleńska 10 kwietnia?
Tak. Nie poleciałem z powodu stanu zdrowia Mamy. Było dla nas oczywiste, że przynajmniej jeden z nas musi przy niej być. Wcześniej nawet nocami razem czuwaliśmy w szpitalu. Z natury rzeczy to ja, a nie mój brat, musiałem zrezygnować z lotu do Smoleńska.
Nie miał Pan jakichś przeczuć przed tą podróżą Brata? Nie bał się Pan tym razem o Niego?
Wolałem, żeby Leszek jechał pociągiem – taki specjalny pociąg wyjechał z Warszawy do Smoleńska. To pamiętam bardzo dobrze. I nawet do pewnego momentu Brat też chciał tak zrobić. Ostatecznie zdecydował się na lot samolotem, bo wcześniej musiał polecieć do Wilna na spotkanie z panią prezydent Litwy. Ale to oznaczało, że nie będzie mógł pojechać pociągiem z rodzinami katyńskimi. Przyznam, iż zmartwiłem się tym. Jednak nie przeczuwałem zbliżającej się katastrofy. Muszę też powiedzieć, że od jakiegoś czasu namawiałem prezydenta, by zrezygnował z latania tupolewami. Mówiłem to także jego współpracownikom. Wszyscy rozkładali ręce i mówili: „to czym latać?”. Mówiąc wprost, to były takie graty, że nikt się nimi nie powinien poruszać.
Kiedy po raz ostatni widział Pan Brata?
W szpitalu u Mamy. To było późnym wieczorem w piątek. Rozmawiał ze mną, z Mamą i z prezydenckim lekarzem, który następnego dnia także zginął. Ja również rozmawiałem z panem docentem Lubińskim. Pamiętam, że pytałem go nawet, jakim samolotem polecą do Smoleńska. Przez pewien czas byłem przekonany, że będzie to JAK, a nie tupolew. Nawet myślałem, że to może lepiej. Później jednak przypomniałem sobie wszystkie awarie JAK-ów. 10 kwietnia o 6 rano Leszek obudził mnie telefonem. Później zadzwonił o 8.20. Myślałem, że już wylądował i dzwoni ze Smoleńska. Bardzo rzadko dzwonił z telefonu satelitarnego z samolotu. Powiedział mi, że z Mamą wszystko w porządku, i poradził, bym się przespał. Pamiętam doskonale, że użył określenia: „bo się rozpadniesz”.
Tylko o tym Pan rozmawiał wtedy z Panem Prezydentem?
Dokładnie. Tak wyglądała ta bardzo krótka rozmowa. Dosłownie kilka zdań. Zresztą pamiętam, że zerwało połączenie.
Nie zdziwiło to Pana?
Nie. Bo za każdym razem gdy rozmawiałem z Bratem przez telefon satelitarny podczas lotu – a powtarzam, było zaledwie kilka takich przypadków – połączenie się zrywało. Te rozmowy były bardzo krótkie. Dosłownie kilkuzdaniowe.
Jak się Pan dowiedział o katastrofie?
Przyznam, że nie posłuchałem rady Leszka. Nie położyłem się spać, tylko ubierałem się i szykowałem do odwiedzenia Mamy. Akurat goliłem się, gdy zadzwonił telefon. Byłem pewien, że to brat telefonuje już ze Smoleńska. Usłyszałem jednak jakiś nieznajomy glos. Chyba był to któryś ze współpracowników ministra Sikorskiego. Później słuchawkę przejął sam minister. Poznałem go. Nie miałem cienia wątpliwości, że stało się coś złego. Dowiedziałem się, że doszło do katastrofy. Rozbił się samolot. Wszyscy zginęli. Powiedziałem mu: „To jest wynik waszej zbrodniczej polityki – nie kupiliście nowych samolotów”. Na tym rozmowa się skończyła
Czy minister Sikorski odpowiedział na te słowa?
Nie. Chyba zresztą sam odłożyłem słuchawkę. Po kwadransie był następny telefon. Miałem cień nadziei, że może jednak ktoś przeżył. Znów dzwonił Sikorski i kategorycznie stwierdził, że katastrofa była wynikiem błędu pilota. Pamiętam jego słowa: „to był błąd pilota”.
Nie miał wątpliwości co do tego? Już wtedy wiedział, że zawinił pilot?
Tak. Oznajmił mi to zdecydowanie i jednoznacznie. Teraz myślę, że zarówno Sikorski, jak i sam Tusk bali się, że publicznie powtórzę to, co powiedziałem Sikorskiemu podczas pierwszej rozmowy telefonicznej. Jednak moje myśli skierowane były wtedy całkowicie na Mamę. W jej stanie nie przeżyłaby tej strasznej informacji. Popędziłem do szpitala i poprosiłem o stworzenie Mamie takich warunków, by uchronić ją przed wiadomością o śmierci Leszka. Nie było to proste – leżała na 8-osobowej sali. W szpitalu lekarze podali mi środki uspokajające. Bardzo mi pomogły. Gdy zabezpieczyłem Mamę, miałem już tylko jeden cel – jak najszybciej pojechać do Smoleńska.
Kto zorganizował tę podróż?
Przyjaciele. Szczególnie muszę wyróżnić Staszka Kostrzewskiego. Był ze mną też mój cioteczny brat. Bardzo pomógł Paweł Kowal. Początkowo wydawało się, że to nierealne, ale dzięki ich determinacji udało się. Wynajęli samolot. Lotnisko w Smoleńsku zostało zamknięte, polecieliśmy zatem do Witebska na Białorusi. Wcześniej namawiano mnie, bym poleciał z Donaldem Tuskiem.
Kto namawiał?
Nie pamiętam. Dzwonił ktoś od premiera. Miałem wrażenie, że Donald Tusk zdecydował się polecieć do Smoleńska wtedy, gdy dowiedział się, że ja tam lecę. Być może się mylę, ale tak to zapamiętałem. Nie chciałem jednak lecieć z premierem. Poleciałem z przyjaciółmi. Wylądowaliśmy zresztą w Witebsku przed Tuskiem. Strona białoruska zachowała się bardzo poprawnie. Na lotnisku czekał autokar i samochód osobowy. Wsiedliśmy i ruszyliśmy w drogę do Smoleńska. Po drodze zorientowaliśmy się, że tempo jazdy jest spowalniane. Dziś wiem, że nasze postoje i powolne tempo jazdy były wymuszone przez ścigającą nas delegację z premierem Tuskiem, który koniecznie chciał dotrzeć do Smoleńska przed nami. W pewnym momencie limuzyna z Donaldem Tuskiem minęła nas i dopiero wtedy pozwolono nam normalnie jechać. To była zresztą jakaś kompletna paranoja. Bo jeśli premier polskiego rządu ścigał się ze mną, kto pierwszy dojedzie do miejsca katastrofy, to widocznie szczególnie zależało mu, by się tam pokazać. Państwo wybaczą, ale nie jestem w stanie nawet zrozumieć takiej mentalności. Ja jechałem do ciał moich najbliższych – do Leszka, Marylki, Przyjaciół. To, co wyrabiał wówczas pan Tusk, po prostu nie mieści mi się w głowie.
Ma Pan pewność, że was zatrzymywano celowo?
Nie mam co do tego wątpliwości. Rozmawialiśmy z kierowcą. Mówił nam „nie lzja”. Ale jak limuzyna z premierem Tuskiem bez zatrzymania nas minęła, rozkaz przestał obowiązywać. Dopiero w Smoleńsku znowu nas spowalniano. W pewnym miejscu zaczęliśmy dosłownie kręcić się w kółko, zanim dotarliśmy do lotniska, które znajduje się przecież niedaleko centrum Smoleńska.
W kampanii prezydenckiej unikał Pan wypowiedzi o katastrofie smoleńskiej. Czy teraz też tak będzie?
Nie chciałem, by śmierć moich najbliższych stała się głównym tematem kampanii wyborczej. Jednak jest sprawą zupełnie oczywistą, że państwo polskie nie może przejść do porządku nad tą niespotykaną wprost tragedią. Uczynię wszystko, by wyjaśnić przyczyny katastrofy samolotu rządowego. To jest dziś dla mnie najważniejsze i osobiście, i politycznie. Będę zabiegał o wyciągnięcie konsekwencji nie tylko prawnych wobec tych, którzy mogli przyczynić się do tego zdarzenia, ale także politycznych i moralnych. Ustalenie osób odpowiedzialnych politycznie za katastrofę smoleńską nie wymaga śledztwa. Ale to trzeba powiedzieć w odpowiednim momencie tak, by usłyszała o tym cała Polska i cały świat.
Całość wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim w środowym wydaniu tygodnika “Gazeta Polska”




MK powiedział/a
Bog i Jego potega nie jest rychliwy,ale Sprawiedliwy.
stan powiedział/a
przestepcy powinni byc tam gdzie ich miejsce-w wiezieniu
a kto to jest tusk prosze obejrzec sobie film “Nocna zmiana”
U powiedział/a
Watpie czy uda mu sie odslonic prawde, chociaz szczerze mu zycze taaakiego sukcesu. Byloby to niebywale wydarzenie w skali swiatowej. Bo jak do tej pory to wszystkie takie niespodziewane przypadki, dotyczace naglej smierci osob na wysokich stanowiskach pozostaly w zasiegu przypuszczen.
Wystarczy, ze wspomne w tym kontekscie katastrofe w Giblartarze, Dallas i co i nic. Mozemy sobie tylko pogdybac.
wet3 powiedział/a
@ U
Podzielam Twoja opinie.
Ryziel powiedział/a
co robił samolot w drzewach jak do pasa startowego są same łąki
krakus powiedział/a
Nic nie da wyjaśnienie ZBRODNI na lotnisku w Smoleńsku,jest to po prostu ze względu na “rację stanu” niemożliwe,a wręcz zakazane. Naród Polski podzielony przez antypolskie rządy po 1989 roku, tumaniony całe lata przez niepolskie masmedia,jest całkowicie nie zdolny do walki o prawdę,sprawiedliwość,godność obywatelską,do wyjścia poza własne zmaterializowane “ego”. Wielcy narodowi bohaterowie dawno odeszli w zaświaty,a możni tego świata nigdy się nie zgodzą na powtórkę z Sarajewa,pomijam fakt,że kto i z czym “podskoczy” Putinowi?
Dzisiaj Moskwa żąda powtórnych przesłuchań Rodzin Ofiar Poległych
Męczeńską śmiercią w Smoleńsku w jakim celu? To właśnie Rodzinom
którzy stracili swoich najbliższych,należy w pierwszej kolejności zamknąć usta.Nasi”przyjaciele” z Kremla mają pełną aprobatę Polskiego (nie)rządu z herr Tuzkiem na czele,do “wyciszenia” tej
zbrodni XXI wieku.Żadne argumenty nie przekonają np.M.Olejnik,że była to Męczeńska śmierć (wywiad “kropka nad i”),że p.Brudziński
swoja wypowiedzią obraża premiera,ministra sprawiedl.,partie PO
“przewodnią”siłę Narodu i “szczekaczy” z PSL i SLD.
Reasumując,jaka szkoda,był na liście i nie odleciał,a trumien było aż 136.
Barbara P. powiedział/a
Z sieci, pytania do potomka szmalcownika Palikota: qqryq: znalezione ciekawe pytania do burakota – wklejajcie gdzie popadnie
1. Czy to prawda, że matka Janusza Palikota, Czesława Emilia Palikot, była ocalałą więźniarką nazistowskiego obozu zagłady KL Lublin na Majdanku?
2. Czy to prawda, że ojciec Janusza Palikota, Marian Palikot, był antysemitą, który na takich tragediach jaką cudem przeżyła matka Janusza Palikota, zarabiał brudne pieniądze
?
3. Czy to prawda i wielka rodzinna tajemnica, że to Marian Palikot sprzedał swoją przyszłą żonę nazistom?
4. Czy to prawda, że bezpośrednią przyczyną alkoholizmu Mariana Palikota, były wyrzuty sumienia wywołane jego dawną haniebna działalnością szmalcownika?
5. Czy Janusz Palikot dowiedział się o rodzinnej tragedii, gdy był nastolatkiem i to było bezpośrednią przyczyną jego niezrozumiałego zachowania, młodzieńczego buntu, w wyniku czego został usunięty z liceum?
6. Czy to prawda, że ojciec Janusza Palikota wstąpił do PZPR w czasach stalinowskich i był członkiem partii, aż do roku 1982?
7. Czy to prawda, że Marian Palikot był synem prostych chłopów, głęboko wierzących katolików i antysemitów, a sam przywiązywał do wartości narodowych i katolickich fanatyczną wręcz wagę. Czy to jest przyczyna awersji Janusza Palikota do idei endeckich i religii katolickiej, które kojarzą mu się ze szmalcownikiem i alkoholizmem?
8. Czy to prawda, że matka Janusza Palikota jest polską Żydówką, a sam Palikot wstydzi się tego i wypierał wiele razy, chociaż nie ma żadnych racjonalnych powodów, zwłaszcza w kontekście głoszonych przez niego poglądów otwartości i tolerancji dla mniejszości?
9. Czy to prawda, że Janusz Palikot publicznie zwracał się do swojej matki „proszę Pani”?
10. Czy to prawda, że Marian Palikot był umieszczony na liście izraelskich organizacji ścigających zbrodniarzy wojennych?
11. Czy to prawda, że Janusz Palikot był świadkiem śmierci ojca i nie udzielił pomocy ojcu, pozostawiając go na chodniku, ponieważ uznał, że ten jest po prostu i jak zwykle pijany?
12. Czy Marian Palikot ma na rękach krew polskich Żydów?
13. Czy Janusz Palikot jest ojcobójcą, synem mordercy, alkoholika i matki Żydówki, którą pogardza, a histeryczny strach przed ujawnieniem tych faktów, jest przyczyną jego choroby psychicznej?
14. Czy Janusz Palikot zgodzi się na badanie wariografem, w czasie odpowiedzi na te pytania?
15. Czy Janusz Palikot zgodzi się poddać badaniu w klinice psychiatrycznej?
Kibic powiedział/a
JAK DO TEGO MOGLO DOJSC?
KTO JEST SPRAWCA? KTO ZAWINIL? KTO JEST ODPOWIEDZIALNY?
Dzis pewnosc mamy tylko co do jednego: prace komisji badajacej przyczyny wypadku potrwaja
bardzo dlugo i z jej ustaleniami predko sie nie zapoznamy.
Jednak na podstawie tego co wiemy mozna juz teraz omal na pewno odrzucic dwie ewentualnosci.
Po pierwsze, krazace w internecie przypuszczenia, ze « to byl zamach » – mozna uznac za
fantazmy. Po drugie zas, zdaje sie byc pewnikiem, ze w gre nie wchodzi awaria samolotu,
ktory byl sprawny technicznie do samego konca.
Tym sposobem, droga eliminacji dochodzimy do miejsca, w ktorym mozemy probowac wyciagac
pierwsze wnioski.
Moje wnioski sa zas nastepujace:
Sprawca bezposrednim byl pilot/zaloga gdyz:
Przy zlych warunkach atmosferycznych, z prezydentem i pasazerami,probowali ladowac. Probowli mimo ostrzezen kontrolera lotow.
Poddali sie presji, ze « musza zdazyc na czas » i …
Nie potrafili spelnic obowiazku obywatelskiego i odmowic wykonania ryzykownego/zlego rozkazu.
Winnym bezposrednim jest p.Prezydent Lech Kaczynski, ktory:
Zaprosil na poklad, wbrew zdrowemu rozsadkowi, zbyt wielu VIPow.
Akceptowal program podrozy « na ostatnia chwile » stwarzajac tym niebywala presje na pilotow
(zwlaszcza w kontekscie jego poprzednich wypraw).
Wzrost presji na zaloge przez 25 minutowe spoznienie sie do odlotu.
Odpowiedzialnym « za caloksztalt » jest p.Premier Donald Tusk, ktory:
Mimo przesladujacych nas ostatnio katrastrof lotniczych zaniedbal opracowanie i wprowadzenie w zycie procedur, znanych z innych panstw, dotyczacych:
- podrozy VIPow
- nalezytego zabezpieczenia wszelkich ( w tym niby « prywatnych ») podrozy Glowy Panstwa.
Swa postawa:
- walki o samolot i wyjazdy prezydenckie,
- przemowieniem (rezygnacja ze startu do wyborow) deprecjonujacym stanowisko prezydenckie,
- tolerancja do publicznego ponizania Prezydenta przez czlonkow Rzadu i parlamentariuszy,
jest winnym nieodpowiedzialnej postawy ludzi i instytucji, ktorych rola bylo zapewnienie
bezpieczenstwa Glowie Panstwa i jej gosciom.
Narzuca sie pytanie:
Czy mozna ufac p.Donaldowi Tuskowi jako Premierowi Rzadu Polski, nie potrafiacemu zapewnic naleznego bezpieczenstwa Glowie Panstwa, ze zagwarantuje interesy i bezpieczenstwo nam prostym obywatelom Polski?
Nie zadbano o bezpieczenstwo Prezydenta – przez zaniechania – w podobny sposob jak nic sie nie robi aby zapobiec hetakombie panujacej na polskich drogach gdzie co roku gina tysiace Rodakow.
Zamiast konkluzji- banalne pytanie:
Czy p.Donald Tusk posiada moralne i mentalne predyspozycje do sprawowania funkcji Premiera Naszego Rzadu Polski ???
Kibic
z Reims, 24.04.2010
Jacek powiedział/a
ad Kibic #8
Troche za szybko “rozwiazuje” Pan sprawe katastrofy. Podstawowe pytanie brzmi: dlaczego “dochodzenie” przebiega tak jak przebiega? Panska logika jest w tym wzgledzie dosyc pokretna. Obciaza Pan bezposrednia wina pilotow, bez dowodow. Wiadomo ,ze poprzednio piloci odmowili ladowania w niekorzystnych warunkach. Wiec nalezy przypuszczac,ze omowiliby i tym razem.
Jezeli chodzi o Panskie pytanie, to o p. Tusku bylo od bardzo dawna wiadomo,ze takich kwalifikacji nie posiada.
Jadnakze, rowniez mozna zapytac czy swp Lech Kaczynski mial moralne kwalifikacje konieczne do sprawowania urzedu Prezydenta Rzaczypospolitej. Odpowidz brzmi, ze nie, a naczelnym dowodem jest fakt pod-pis-ania przezen “traktatu lizbonskiego”.
Jacek powiedział/a
ad Barbara P #7:
Prosze Pani, powielanie tych pytan stawia osobe powielajaca na poziomie p. Janusza Palikota.
wet3 powiedział/a
@ Jacek
Jestes w bledzie! Wlasnie tego typu pytania powinny byc w razie watpliwosci stawiane wszystkim politykom oraz osobom zajmujacym wysokie ugrzedy. Kazdy, kto sprawuje wysokie funkcje publiczne ten musi odpowiedziec na tego typu pytania o ile sa odnosnie jego osoby i prowadzenia sie watpliwosci! Jak nie chce odpowiedziec, to nie powinien sprawowac urzedu. A przeciez do przytlaczajacej wiekszosci czlonkow naszego rzadu, Sejmu, Senatu i TK mamy powazne watpliwosci!!! Problem w Polsce polega na tym, ze byle jaka swolocz i lachudra nie musi na te pytania odpowiadac. Dlatego wlasnie przez ostatnie 20 lat mamy burdel na kolkach gdyz nie zlustrowalismy ludzi, ktorzy dorwali sie do rzadzenia nami. Dlatego mamy prywate, wpyrzedanie kraju za grosze, okradniecie spoleczenstwa polaczone z razaca niesprawiedliwosci spoleczna, donosicieli i kapusiow w rzadach … … …!!!
Kibic powiedział/a
@Jacek – N°9
Widze, ze Pan – z zamknietymi oczami – w tamych warunkach by ladowal…
Nikt z mych znajomych (ani JA) takiej proby by nie podejmowal!
To jest opinia kilku znajomych pilotow, ktorzy dzis defilowali nad Paryzem…
Uklony,
Kibic
z Reims, 14.07.2010
PS:
Bez udawania, ze dotychczas ogloszone “ustalenia” nic nie wyjasniaja – po pierwsze.
Zas tempo oglaszania informacji/ustalen, jak na powszechnie znana praktyke, jest wrecz
REWELACYJNE (co nie musi oznaczac, ze informacje sa precyzyjne) – po drugie.
Barbara P. powiedział/a
Artykuł pt. Biologiczny Żyd, napisany przez amerykańskiego biologa,( z którym i ja mgr mikrobiolog się, w 100% zgadzam, mamy takie samo zdanie w temacie tych ludzkich wszy, parchów) który równocześnie interesuje się, historią cywilizacji. Zaintrygowało go uderzające podobieństwo metod stosowanych przez pasożyty w przyrodzie ze sposobami działania pewnej grupy etnicznej, która chyba od czasu trwania ludzkiej cywilizacji postrzegana jest przez wszystkie narody, wśród których ta grupa żyła, żyje jako rodzaj ludzi-pasożytów (jakiś odwieczny antysemityzm, czy co?). “Pasożyt dla utrzymania swojej pozycji musi sprawować pewien rodzaj kontroli nad swoim żywicielem, ponieważ żaden gospodarz z własnej woli nie tolerowałby obecności pasożyta. Jedna z form kontroli polega na kontrolowaniu wszystkiego co gospodarz myśli, czyta, ogląda, uczy się, oraz odbiera jako rozrywkę.” Interesujące jest naukowe podejście tego autora, który uważa, że historyk, podobnie jak biolog, powinien wystrzegać się, wartościowania przy opisie pasożytów. Ich istnienie jest obiektywnym faktem, zarówno w przyrodzie jak i w cywilizacji ludzkiej. “Naukowe” podejście tego autora uświadamia nam, że chrześcijaństwo nauczyło nas postrzegania historii jako swego rodzaju realizacji boskiego planu, tymczasem ma ona często charakter darwinowskiej walki o byt. Walka ta nie musi odbywać się, na kły i pazury, może ona przyjmować bardziej ukryte formy, np. na płodność. Przypomnijmy tutaj dyskusje jaka niedawno odbyła się, w polskiej TV z udziałem naczelnego rabina Polski M.Schudricha. Powiedział on mianowicie, że “gdyby nie II wojna światowa w Polsce byłoby dzisiaj 13 mln Żydów a Warszawa wyglądałaby jak Manhattan” (czyż nie byłaby to już Judeopolonia? do której tak uporczywie się, obecnie dąży Polacy, by z Was Gojów zrobić ich niewolników, pasożytów niewolników o dziwo za waszą zgodą, to swoiste kuriozum)
Jacek powiedział/a
ad Wet #11
Prosze Pana, na to aby wiedziec kim jest p. Palikot nie potrzeba znac odpowiedzi na te pytania. Pan Palikot nie jest odpowiedzialny za czyny swego ojca itd. ale jest odpowiedzialny za swoje, a tych jest az nadto. P. Palikot sam wystawia sobie swiadectwo. Jezeli to swiadectwo komus nie wystarcza to odpowiedzi na jakiekolwiek inne pytania niczego nie zmieniaja,jak to wykazuje praktyka polityczna ostatnich 20 lat. To samo dotyczy michniko-mazo-kuronio-geremka i calej plejady innych.
Problem z takimi pytaniami polega na tym,ze moga byc one kreowane w dowolny sposob, jako pytania, lub jako oskarzenia. I sa najczesciej uzywane dla odwrocenia uwagi. Dzialalnosc p. Palikota, miedzy innymi, jest tu typowym przykladem.
Jacek powiedział/a
ad Kibic #12
“Widze, ze Pan – z zamknietymi oczami – w tamych warunkach by ladowal…” nie wiem skad Pan wysnuwa takie wnioski.
Jacek powiedział/a
Pytan i odpowiedzi co do isntiejacej sytuacji i jej aktorow jest wystarczajaco wiele, np. http://www.niepoprawni.pl/blog/164/juz-koniec-polityki-w-polsce#comment-81090
“Bo jeśli Tusk i Komorowski byliby niewinni, to w jakim celu ich popychadło gadałoby na okrągło brednie o „krwi na rękach Lecha Kaczyńskiego”, „naciskach na pilotów” i ubliżało rodzinom ofiar wbrew oczywistym faktom? Dlaczego PO forsuje wciąż tą kłamliwą wersje wydarzeń? Dlaczego boi się ujawnienia prawdy? Dlaczego koledzy Tuska i Komorowskiego uznają, że samo pytanie rodzin ofiar o śledztwo, przypominanie o działaniach przed i po katastrofie to atak polityczny na PO? Skąd się biorą słowa w mediach „ostry atak PiSu na Premiera” zaraz po ujawnieniu zachowania polityków zaraz po tragedii? Skąd się biorą nagłe (jak na zamówienie) przecieki w stylu „jak nie wyląduję to mnie zabiją”? Po co taka desperacja w forsowaniu jedynej wersji wydarzeń?
Czy osoba niewinna by się zachowywała w ten sposób? Czy grupa nie będąca mafią oddawałaby śledztwo Rosjanom, a wiec poza kontrolę rodzin ofiar, polską opinie publiczną i organów państwa polskiego? Czy kto inny oprócz zbrodniarzy lub ich pomocników ma interes w ukrywaniu, mataczeniu i publicznym oraz proceduralnym forsowaniu ewidentnie kłamliwej wersji wydarzeń, nieznajdującej potwierdzenia w żadnych dokumentach oraz zeznaniach? Nawet tych przebrakowanych?
Proszę zauważyć, że Ci ludzie zawsze, gdy mogli zachować się jak należy, zachowywali się wbrew. Każda niemal ich czynność oddalała od poznania prawdy, utrudniała prowadzenie śledztwa lub myliła opinie publiczną. Ci ludzie zachowywali się tylko tak, by stworzyć pewne pozory. A kto tworzy pozory przed zbrodnią („prywatna wizyta”, „telefon od Putina”) i po zbrodni („Wyścig na spotkanie z Putinem”, „znakomicie układająca się współpraca”, „przekopanie na głębokość metra pola katastrofy”)? Ten niewinny? A po co? ”
Natomiast czego brakuje te to konkretnych propozycji dzialania i samego dzialnia. Na tym nalezy sie skupic.
alexirin powiedział/a
Perwersja zbrodni – ciało Prezydenta w błocie na deszczu
„Donald Tusk zostawił ciało prezydenta w błocie, w ruskiej trumnie, na deszczu”
Gazeta Współczesna, 14.07.2010 r.
alexirin powiedział/a
CASPAR WEINBERGER W KSIĄŻCE Z 1998 R. PRZEWIDZIAŁ ZAMORDOWANIE PRZEZ ROSJĘ POLSKIEGO RZĄDU I NAJWYŻSZYCH DOWÓDCÓW WOJSKOWYCH
Maciej Klich powiedział/a
Tak, tak, prawda wyjdzie na jaw.
Może skończmy ta polsko-polską wojnę.
Cała ta sytuacja od paru dni to istny cyrk.
Daj Pan z tym spokój.
Moher powiedział/a
Kibic jest typowym trolem.
Człowiek albo ma biegunkę myśli nie poddpartych wiedzą, albo zdanie do wykonania.
Szkoda czasu na zajmowanie się nim.
Guła powiedział/a
Robili z narodu głupków przez sto dni. Wystarczy.
To nie Jarosław Kaczyński podkręca emocje. Tylko popaprańce prowokując od początku kampanii wyborczej. Na oczach całego elektoratu.
Jednak to z narodu przyjdzie wyjaśnienie…
Czym wytłumaczyć te ataki wścieklizny, bo jak je inaczej określić, na każdy gest już nawet nie J.K. ale obojętnie kogo z PiSu.
A nawet milczenie JK również porusza popaprańcze buldogi do ataku… To rzeczywiście paranoja.
Une “szamiom”. Nie da się ukryć.
Kataryna powiedział/a
środa, 14 lipca 2010
Prawdziwych przyjaciół…
Miłada Jędrysik: A pomyśleć, że moglibyśmy go poznać już pod koniec kampanii wyborczej…
Taki komentarz do dzisiejszej sensacji dnia w postaci cudownie odczytanego fragmentu stenogramu zamieściła na twitterze dziennikarka Gazety Wyborczej Miłada Jędrysik. O ile rozumiem ten (i inne) komentarze, dzisiejszy news TVN24 jest newsem mocno wczorajszym, znanym w środowisku dziennikarskim od jakiegoś czasu, tylko z niewiadomych powodów trzymanym w tajemnicy przed “babcią”, której się znowu, koci-łapci, nic nie mówi.
Gdyby dziennikarze dostali tę wrzutkę dzisiaj i uznali ją za na tyle sensacyjną, że trzeba o niej niezwłocznie poinformować opinię publiczną (a przy okazji także rodziny ofiar, w tym rodzinę samego Protasiuka, która o wszystkim dowiedziała się razem z całą Polską, z TVN24) można by to jeszcze na jakimś poziomie zrozumieć. Ot, zaatakowany rząd, zemścił się niewygodną dla opozycji wrzutką do mediów, a te niezwłocznie sensację opublikowały bo od tego są. Ale jeśli dziennikarze rzeczywiście dostali tę wrzutkę dużo wcześniej, wszystko się robi bardzo dziwne. Bo jeśli tę informację mieli i jej nie upublicznili, to dobrze byłoby zapytać dlaczego. Dlaczego kilka dni temu uznali, że informacja jest nie do publikacji, a dzisiaj już można – a nawet trzeba – ją nagłośnić. Co się przez te kilka dni zmieniło? Poza tym, że Kaczyński wczoraj zaatakował rząd, a Palikot dzisiaj wezwał do odwetu?
Jeśli dziennikarze TVN24 trzymali sensacyjną informację na czarną – dla Platformy – godzinę, i użyli jej dzisiaj w reakcji na niewygodny dla Platformy wywiad Kaczyńskiego to tak ostentacyjna współpraca wystawia im jak najgorsze świadectwo. Bo jeśli ta informacja dzisiaj zasługuje na upublicznienie, to tak samo zasługiwała na upublicznienie wtedy gdy ją dostali, zasadne jest więc pytanie dlaczego ją przed nami ukrywali. Przypomina się afera Rywina i półroczne dziennikarskie śledztwo, będące alibi do zakulisowego rozgrywania afery i zagrania nią w najdogodniejszym momencie. Jeśli dziennikarze TVN24 kierują się interesami władzy przy decyzjach o zatrzymaniu lub uwolnieniu informacji w tak ważnej sprawie, to trzeba przyznać, że Wajda się ani trochę nie pomylił chwaląc sobie przyjacielską relację między PO a TVN.
Być może wczorajszy wywiad Kaczyńskiego o Smoleńsku był taktycznym błędem, znowu jest okazja do lamentowania nad tym, że się przemiana prezesa nie przyjęła. Naiwnością było jednak oczekiwać, że Kaczyński odpuści Smoleńsk dla kilku czy kilkunastu punktów procentowych. I paru cmoknięć nad jego przemianą. Inna sprawa, że nawet gdyby miał szczerą chęć puszczenia katastrofy smoleńskiej w niepamięć, to przecież Platforma zrobiła wszystko, żeby się w końcu odezwał i żeby się odezwał bardzo ostro.
Dwa tygodnie po katastrofie zamieściłam wpis “Szeptana propaganda władzy”, w którym zrelacjonowałam jak znani dziennikarze na twitterze, powołując się na wymienionego z imienia i nazwiska ważnego polityka Platformy, wymieniają się – publicznie – plotkami jakie on i inni platformersi rozpuszczają na prawo i lewo na temat winy Lecha Kaczyńskiego. Ileż tam było sensacji! Te plotki krążyły zaraz po katastrofie, bo władzy zależało, żeby krążyły. A dziennikarze, świadomie lub niechcący, służyli za pas transmisyjny, puszczając w obieg kolejne insynuacje prosto z kierownictwa Platformy. W sposób dla władzy całkowicie bezpieczny, bo przecież “off the record”, a że dziennikarze sobie plotkują? W ten sposób, bez oficjalnego komunikatu, do którego można się odnieść, bez artykułów, które można prostować, od ponad trzech miesięcy kolportowane są mające swoje źródło w Platformie – na samych jej szczytach – plotki o Lechu Kaczyńskim. Tak właśnie się zarządza informacją, jeśli się nie chce wziąć za nią żadnej odpowiedzialności.
Wszystkie te plotki, które dotarły nawet do mnie – osoby spoza polityki i mediów – do Jarosława Kaczyńskiego musiały docierać w ilości dużo, dużo większej. Od samego początku. Nie jest więc tak, że sobie ni z tego ni z owego, przez nikogo nie prowokowany wybuchnął wczoraj i trzeba go było ukarać mocną kontrą. Wczorajsze słowa musiały kiedyś paść, jeśli się wie, czego on sam się nasłuchał i naczytał przez te trzy miesiące. A – powtarzam – dotarło do niego dużo, dużo więcej niż do mnie. Jeśli więc ktoś uważa, że to Kaczyński wczoraj rozpoczął wojnę, to się bardzo myli, bo ona trwa nieprzerwanie od 10 kwietnia. Jedyna różnica jest taka, że Kaczyński wszystko powiedział otwarcie i pod własnym nazwiskiem, a politycy Platformy wysługują się plotką i dziennikarzami, przez co powstaje wrażenie agresywnie atakującego Kaczyńskiego i biednej, zaatakowanej Platformy, która sobie przecież tylko stała spokojnie z boczku.
Rozumiem, że mogą tego nie widzieć ludzie pobieżnie śledzący politykę, ale muszą to dostrzegać dziennikarze. I tak sobie już trzeci miesiąc czekam na pierwszego odważnego, który zamiast powtarzać na twitterze plotki do kolportowania których władza go sobie upatrzyła, zada rozplotkowanemu politykowi na antenie pytanie o nie. Sądząc jednak po dzisiejszych zgodnie oburzonych reakcjach dziennikarzy, udających, że od 10 kwietnia nie zdarzyło się nic co by usprawiedliwiało nerwowość Kaczyńskiego, chyba się nie doczekam. Dziennikarze, w przeważającej większości, wybierają lojalność wobec władzy niż wobec czytelnika, któremu się wspólnych z politykami sekretów nie zdradza. Nawet, a może zwłaszcza, gdyby miały zmienić odbiór niektórych zdarzeń.
21:18, kataryna.kataryna
Polaczek powiedział/a
@Kibic
a kto w ogóle mówi, że piloci lądowali. Od tego trzeba zacząć, że nie ma na to jeszcze dowodów.
wet3 powiedział/a
@ Polaczek
Analiza wykazuje, ze to NIE bylo ladowanie a tylko spadanie.
wet3 powiedział/a
@ Polaczek
Zapomnialem dodac. Wejdz na strone “smolensk2010″ i przeczytaj art. na ten temat.
wet3 powiedział/a
@ Jacek (14)
Chyba nie rozumiemy sie. Kazda osoba sprawujaca funkcje publiczne powinna odpowiedziec ma pytania jej zadawane. Bedac osoba publiczna musi rezygnowac z pewnych przywilejow posiadanych przez szarych ludzi. To jest cena bycia “na swieczniku” – czyli pod ciaglym obstrzalem.
Niestety w PRL-bis rzadzace kanalie nie praktykuja tego! – I tu jest pies pogrzebany.
Dlatego zawsze bede popieral wypowiedz Barbary P. Ma ona do tego pelne prawo!
PS – Prosze sobie przypomniec co stalo sie z Kurtem Waldheimem, ktory zatail swoja nazistowska przeszlosc.
Radek powiedział/a
Nie badzmy naiwni, wierzac, ze prawda o wypadku lotniczym pod Smolenskiem kiedykolwiek wyjdzie na jaw. Polacy to bardzo niewygodny narod. Przypomnijmy katastrofe pod Gibraltarem. Dokumenty dotyczace tej katastrofy pozostaja utajnione do dzisiaj. Gen. Sikorski stal sie bardzo niewygodny zarowno dla sowietow jaki dla aliantow, domagajc sie wyjasnienia zbrodni katynskiej.
Oczywiscie porownanie gen. Sikorskiego z L.Kaczynskim jest troche niepowazne. Lech Kaczynski z niewiarygodnym zapalem realizowal polityke “osaczania Rosji” wysmazona w Waszyngtonie i w Tel Avivie.
http://kandydaci2010.wordpress.com/2010/05/12/bracia-kaczynscy-a-polityka-osaczania-rosji/
KIedy sytuacja polityczna sie zmienila a Izraela i USA oglosily, ze Rosja jest naszym przyjacielem, Kaczynski nagle stal sie niewygodnym politykiem. Wymogli na Rosji, aby trzymala sie z boku w przypadku konfliktu z Iranem.
Kaczynski tego nie zrozumial i poniosl fatalne konsekwencje.
Barbara P. powiedział/a
To nie są podłe kłamstwa lecz PRAWDA, której już nie da się, waszej swołoczy ukryć.
Jarosław Kaczyński ma rację! i mówi PRAWDĘ!!! którą byście chcieli ukryć przed Polakami nie “polaczkami”, lecz to wam się, nie uda – Katastrofa pod Smoleńskiem – to mógł być zamach . – Czy to był zamach, czy nieszczęśliwy wypadek? Ja jestem głęboko przekonany, że to co się stało pod Smoleńskiem, w żaden sposób nie można podciągnąć pod splot nieszczęśliwych okoliczności, czy też błąd pilotów. Poniżej przedstawiam zbiór argumentów w pigułce ukazujących, dlaczego wersja o niezamierzonym wypadku jest dla mnie absolutnie nie do przyjęcia.
1. Motyw. Jest on bardzo ważny i choć nie jest żadnym dowodem, to z pewnością jest podstawą dalszego rozpatrywania hipotezy o celowej ingerencji osób trzecich, która mogła doprowadzić do takiego zdarzenia.
Czy Putin miał jakieś powody, aby zabić naszego prezydenta i naszą prawicową elitę? Otóż okazuje się, że tak i to wiele. (rosyjscy przywódcy mieli powody, by nie kochać Lecha Kaczyńskiego. 15 listopada 2006 r. prezydent Kaczyński zaproponował Unii Europejskiej, by wprowadziła sankcje przeciwko Rosji w odpowiedzi na zakaz importu polskich produktów do Rosji Polska nałożyła weto na decyzje rozpoczęcia negocjacji miedzy UE i Rosją. Podczas rosyjsko-gruzińskiej wojny w 2008 r. prezydent Kaczyński poparł Gruzję i stał się orędownikiem sprawy gruzińskiej w świecie, wspierał przystąpienie Gruzji do NATO. To za prezydentury Lecha Kaczyńskiego zapadła decyzja o rozmieszczeniu amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej na terytorium RP. Polska proponowała też alternatywne drogi pozyskania zasobów energetycznych i uniezależnienie się europy od dostaw rosyjskiego gazu.). Warto dodać tutaj, że 3 dni wcześniej Tusk z Putinem urządzili konferencję, na której to ten drugi zapewnił, że Polska ma zagwarantowane dostawy gazu do 2037 roku. W tym samym okresie światowe media doniosły o gigantycznych złożach gazu łupkowego w Polsce, które rząd chciał sprzedać amerykanom za bezcen. Lech Kaczyński groził premierowi postawieniem go przed trybunałem stanu, gdyby podpisał umowę tak bardzo godzącą w interesy naszego państwa. Tutaj widać dość poważny powód do niepokoju Kremla. Zabijając naszego prezydenta i prawicową elitę, która była blisko niego, pozbył się ludzi, którzy byli wstanie najgłośniej krzyczeć do opinii publicznej, aby nie podejmować kroków godzących w nasze interesy. Innym motywem może być “próbowanie” zachodu. Może Putin chciał pokazać światu, że Lech Kaczyński wstawiał się za Gruzją i “zginął nieszczęśliwie” w straszliwym wypadku. Opinia publiczna uwierzyłaby w to, ale nie koniecznie politycy, którzy znają trochę lepiej te realia. Może chodziło o dostęp do kodów NATO, może o osłabienie prawicy (z lewicowymi partiami łatwiej się współpracuje). Jak widzimy możliwości jest dużo i na dobrą sprawę nie musiało chodzić o jeden motyw, ale nawet o kilka. Putin nie należy do praworządnych przywódców. Cytując ten sam artykuł:
Niedowiarkom trzeba przypomnieć udział KGB w zamachu na papieża, zatrucie dioksynami prozachodniego kandydata na urząd prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, śmiertelne napromieniowanie izotopem polonu Aleksandra Litwinienki, zastrzelenie opozycyjnej dziennikarki Anny Politkowskiej etc. To pokolenie KGB-istów Putina przeprowadziło atak na pałac Tadz-Bek i zlikwidowało Hafizullah Amina, stojącego na czele Afganistanu, a przed nim jego poprzednika Nur Mohammed Taraka. Oni zlikwidowali pierwszego prezydenta Czeczenii Dżochara Dudajewa i przeprowadzili kilka zamachów na prezydenta Gruzji Eduarda Szewardnadze.
Sposobność też była niebywała. Tak liczne grono wrogów podanych na talerzu, wszyscy w jednym samolocie, rząd ochoczy do wszelkiej współpracy, a interesy gazowe opiewające na wiele miliardów dolarów wiszą na włosku. Nie pomoże kwestia np. mgły, bo łatwo ją sztucznie wywołać za pomocą jodku srebra – technika od dawna praktykowana przez Rosjan. Zaproponowanie lotniska zapasowego oddalonego o 4 godziny drogi nie jest kuszącą propozycją i łatwo można się było spodziewać, że pilot przynajmniej będzie podchodził do lądowania. A poza tym, jak się planuje zamach, to przeważnie oprócz planu A, myśli się również o planie B. W tym przypadku planu B nie trzeba było używać. W każdym razie nie musiało być środowiskowych czynników sprzyjających katastrofie, bo równie dobrze można je było samemu stworzyć. Więc z drugiej strony trudno wykazać jakieś alibi dla Rosjan.
Dodam jeszcze, że dziennikarzom Gazety Polskiej udało się dotrzeć do informacji z akt śledztwa, z których wynika, że możliwość utworzenia sztucznej mgły jest rozważana przez polską prokuraturę:
Portal Niezależna.pl dotarł do nieznanych dotąd akt śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej. Na stronie 388 znajduje się notatka mówiąca o możliwości rozpylenia środka chemicznego przez rosyjskiego Iła-76, który znalazł się w Smoleńsku niedługo przed Tu-154. Środek ten miał spowodować wystąpienie sztucznej mgły. Dlaczego zaczynam od motywu, obecności w tej całej historii bandyty (Putina) i od sposobności? Odpowiedź jest taka, że zawsze w kryminalistyce w podobnych warunkach pierwszą hipotezą jaka przychodzi do głowy, to zamach. Natomiast mam wrażenie, że rząd w ogóle nie wziął tego pod uwagę, powierzył śledztwo stronie rosyjskiej, a to przecież ona mogła spowodować ten zamach. Beztrosko zrobili coś, co jest niedopuszczalne w kryminalistyce – zostawili ich sam na sam ze wszystkimi materiałami dowodowymi. I co ciekawe, to teraz oni planują przetopić maszynę, ścięli drzewa, czarnych skrzynek nam nie zamierzają oddać, ludzie po miesiącu odnajdywali ważne części samolotu, które mają ogromne znacznie w śledztwie…
Spotkałem się z zarzutem niepoprawnej logiki, polegającej na tym, że nie można na podstawie faktu dokonywania wcześniej różnych zamachów przez Putina wnioskować, że i tym razem musiał on za tym stać. Ja jestem daleki od takiego rozumowania. Tak samo jeśli Kowalski często okradał kasę w sklepie, nie można z góry posądzić za kolejną kradzież tylko dla tego, że znowu z tej kasy zniknęły pieniądze. Ale w tym przypadku powinno jednak paść zdanie: “najpierw sprawdźmy Kowalskiego”. Tak samo w przypadku Putina. Pierwsze podejrzenie powinno paść na niego.
Jaka jest ludzka psychologia? Jeśli ja nie miałbym reputacji praworządnego obywatela, a na moim terenie zginął by mój wróg, to jak bym się “rozebrał do naga” i krzyknąłbym: “sprawdzajcie mnie, wezwijcie śledczych, specjalistów, zróbcie specjalistyczne badania i przekonajcie się, że to nie ja zrobiłem”. Natomiast my od samego początku w tym dochodzeniu jesteśmy tylko petentem. Reszta pod tym linkiem. http://smolensk-2010.pl/2010-07-13-smolensk-to-mogl-byc-zamach-argumenty-w-pigulce.html
Barbara P. powiedział/a
Z innej beczki a mianowicie o “od dzisiaj “chonorowym” pomiocie parcho bolszewika synu zbrodniarza, “warszawiaku” zza Donu, czyli z Khazaro Mongolii co po ich pijackich i małpo kształtnych mordach widać czyli o Izaaku Stoltzmanie juniorze vel Kwaśniewski – wstyd Polacy!. – Stoltzman junior alkoholik i pijanica jest synalkiem i pomiotem parcho bolszewika,zbrodniarza i bandyty z NKWD oraz tzw.POP-a,nigdy nie Polakiem,lecz Khazaro Mongołem,tamtejszym parchem,bo nikt z polskich władz nigdy nie nadał tej swołoczy parcho – bolszewickiej obywatelstwa polskiego.Teraz wiadomo skąd ich majątek pochodzi o czym poniżej.A co z ludobójstwem tate tego obszymurka i pijaka poniżej- STOLTZMANA vel KWAŚNIEWSKIEGO???W LATACH 1944-1945 ŻYDZI WYMORDOWALI W POLSCE 500 000 Polaków, ros. archiwa potwierdzają 100tyś t OKRUTNE PIRACTWO XX WIEKU MARYNARKI SOWIECKIEJ NA BAŁTYKU POD DOWÓDZTWEM PŁK. NKWD IZAAKA STOLZMANA-Zdzisława Kwaśniewskiego,ojca Aleksandra Kwaśniewskiego żydo- komunistycznego prezydenta . NKWD-zista, płk.Izaak Stoltzman vel Zdzisław Kwaśniewski, był wszechstronnie wykształconym oficerem. Po przybyciu na Pomorze-Wybrzeże zbudował siatkę agentów. Nawiązał współpracę z Urzędami Bezpieczeństwa w Gdańsku, Koszalinie, Słupsku i z mniejszych miejscowości oraz z WOP-em. W związku z tym Izaak Stoltzman posiadał bardzo dokładne dane o statkach szwedzkich, które zawijały do portów polskich. Wszystkie działania NKWD-zisty Stoltzmana były nakierowane na walkę z organizacjami niepodległościowymi na Wybrzeżu. Zorientował się też, że przy okazji może wyciągnąć dla siebie niebagatelne korzyści materialne, tak jak je bezkarnie osiągnął na kresach. Podam przykład, gdzie byłem naocznym świadkiem i zacytuje oświadczenie innego naocznego świadka, policjanta, Zygmunta Szymajno, z pochodzenia Polaka. Niemcy zarządzili, aby policja litewska dostarczyła grupę żydów z getta wileńskiego do Ponar na rozstrzelanie. Był to początek likwidacji getta wileńskiego. Jak zwykle, w Ponarach znalazł się, również Izaak Stoltzman ze swoimi ogarami, którzy bez pardonu rabowali żydów ze złota, dolarów, biżuterii itd. W pewnym momencie podeszła do Izaaka Stoltzmana vel Kwaśniewski młoda żydówka. Nie mogła mieć więcej niż 25 lat, jej przepiękne ciemnoblond włosy rozpuszczone sięgały aż do łydek, posiadała piękne rysy twarzy i nie wyglądała na żydówkę. Trzymała znacznej wielkości walizkę i torbę. Zwróciła się do Stoltzmana vel Kwaśniewski, że odda mu dolary i biżuterię, jeżeli uratuje on jej życie. Izaak Stoltzman kazał otworzyć walizkę, w której pełno było dolarów, następnie kazał otworzyć torbę, w której znajdowała się biżuteria. Torba została zamknięta. Walizkę i torbę Stoltzman przekazał pod moją opiekę. Wziął żydówkę z lewej strony i przycisnął do swego lewego boku i tak spacerowali. Po kilku lub kilkunastu minutach, wyciągnął z kabury parabellum i zza swoich pleców strzelił do dziewczyny. Jednak jej nie zabił, a tylko zranił. żydówka upadła na ziemię, po czym odwróciła się w stronę Izaaka Stoltzmana ze łzami w oczach i na policzkach, z takim wyrazem żalu na twarzy, że ciarki przeszły mi po plecach. Zapytała dlaczego? : Izaaku Stoltzmanie! Dlaczego? Dlaczego? Następnie wypowiedziała: Przeklinam Ciebie, Izaaku Stoltzmanie, i cały Twój ród. Stoltzman nie wytrzymał nerwowo. Wyciągnął ponownie pistolet z kabury i wystrzelał do dziewczyny cały magazynek. Następnie zabrał walizkę oraz torbę, a swojej obstawie kazał wsiąść do samochodu, po czy odjechali. Zastanowiło mnie to, że żydówka, którą Izaak Stoltzman obrabował, a potem zastrzelił, zwracała się, do niego po imieniu i nazwisku. W związku z tym przeszukałem ciało i znalazłem dowód osobisty na nazwisko Rachela Stoltzman, urodzona we Lwowie. Izaak Stoltzman doskonale zdawał sobie sprawę, że władze szwedzkie wcześniej czy później zapytają, co robiły załogi ich statków w Gdańskim Urzędzie Bezpieczeństwa i zaczną ich poszukiwać. W związku a tym Izaak Stoltzman postanowił wpuścić w maliny Szwedów i władze PRL. Posłał do Szwedów agenta sowieckiego, członka NKWD, który mu podlegał i z jego rozkazu brał udział w mordowaniu żydów w miejscowości Jedwabne i był mu posłuszny. Tamten zawiadomił Szwedów, iż siedział w więzieniu warszawskim i kontaktował się z ich marynarzami z dwóch statków, którzy zostali zatrzymani przez UB. 50 lat później, w maju 2001 r., w TVP nastąpiła wypowiedz pana prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, że IPN ma dane, iż Szwedzi siedzieli w więzieniu w Warszawie i w tej sprawie będzie prowadzone dochodzenie. Osobiście zostałem zaszokowany ta informacją. Szwedzi i Instytut Pamięci Narodowej są tak naiwni, że dali się Izaakowi Stoltzmanowi po 50 latach wpuścić w matnię (maliny), a on ma z tego w piekle radość! 9 maja 2001 r. napisałem pismo do ambasady szwedzkiej W moim odczuciu i przekonaniu oraz zgodnie z posiadanymi wiadomościami IPN przyjął błędny kierunek dochodzenia. W styczniu 2002 r. pan prezes Instytutu Pamięci Narodowej przyznał się do porażki – że prokurator prowadzący dochodzenie w sprawie porwania szwedzkich załóg nic nie wykrył i zostało ono umorzone. Mój serdeczny przyjaciel, Kazik, gdy go wypuszczono na wolność zaczął używać życia do woli i co się miało stać, to się stało. Dziewczyna o imieniu Zosia zaszła w ciążę. Kazik przyszedł do mojego domu, żalił się i prosił o radę. Mój ojciec poradził mu, aby się ożenił. Kazio wziął rzymski ślub kościelny w Oliwskiej Katedrze w mundurze galowym. Córka, która się wkrótce urodziła, również została ochrzczona w katedrze. Wtedy przebrała się miarka! Partia zrobiła wszystko, aby Kazika zwolnić z wojska i tak się też stało. Kazik znalazł się na zielonej trawce. Na szczęście, jego żona zapisała się do spółdzielni mieszkaniowej w Oliwie i otrzymali mieszkanie zastępcze. Kazik, będąc w szkole oficerskiej, był celującym uczniem, więc bez żadnych problemów uzyskał dyplom Porucznika żeglugi Wielkiej. Jego nieszczęściem było to, że zamieszkał w sąsiedztwie pani, u której bardzo często przebywał ksiądz H., bo była ona jego przyjaciółką. Rzekomo w tym mieszkaniu mieścił się punkt kontaktowy łączników. Księdzem była bardzo zainteresowana polska Bezpieka oraz wywiad sowiecki, który podejrzewał, że współpracuje on z zagranicą. Przez pewien okres czasu Kazik był bez pracy i siedział w domu. Wtedy to sowieckie GRU i nasza Bezpieka zło-żyły mu propozycję nie do odrzucenia – aby podsłuchiwał i nagrywał wszystkie rozmowy, jakie przeprowadzał ksiądz H. Gdy odmówił, uratowało go tylko to, że już miał wezwanie do pracy w P M na stanowisku trzeciego oficera oraz, że jego szwagier pracował w UB w Gdańsku. Przed wyjazdem na statek do Szczecina Kazik przyszedł do mojego domu z pół litrem wódki, celem pożegnania się. Po wypiciu kilku kieliszków wódki zaczął opowiadać, że UB oraz NKWD-ziści chcieli go namówić do współpracy przeciwko księdzu, który był kochankiem jego sąsiadki. Na początku 1966 r. do Gdańska przyjechał Kazik, który otrzymał zaległy urlop wypoczynkowy i oczywiście bez wódki się nie obeszło. Już wówczas, moim zdaniem, nadużywał on alkoholu. W toku konwersacji zeszliśmy na tematy morskie, a między innymi na temat pracy Kazika na statku. W pewnym momencie zaczął on opowiadać o zdarzeniach, które miały tam miejsce. Został zamustrowany marynarz, który był Polakiem, chociaż bardzo źle mówił po polsku. Gdy zacząłem z nim rozmawiać na wachcie, opowiadał jak został powołany do marynarki sowieckiej. Po odpowiednim przeszkoleniu skierowano go na trałowce. Jak się okazało, znał bardzo dobrze język niemiecki oraz angielski. Po pewnym czasie został wezwany do sztabu dywizjonu trałowców, gdzie pułkownik NKWD pytał, jakie zna języki. Powiedział, że zna również język polski. Potem okazało się, że był to… Izaak Stoltzman vel Zdzisław Kwaśniewski. Po tej rozmowie zostałem skierowany na trałowiec, który był obsługiwany przez marynarzy NKWD i podlegał pełnomocnikowi NKWD na całe Wybrzeże i Pomorze… Izaakowi Stoltzmanowi vel Zdzisław Kwaśniewski, który był bezwzględny w stosunku do załogi trałowca. Za przywłaszczenie zrabowanego mienia, nawet niewielkiej wartości, Izaak Stoltzman karał śmiercią. Zamustrowano mnie na trałowiec, który podnosił banderę wojenną związku sowieckiego wojsk ochrony pogranicza PRL lub polską banderę PRL, w zależności od sytuacji. Miejscem postoju było Świnoujście, przy molo i Żaden inny okręt, nawet sowiecki, nie miał prawa dobić do burty naszego trałowca. Rozmowy z innymi marynarzami były zabronione. W pewnym momencie opowiadania przerwałem Kazikowi i zapytałem: Mówisz, że za najmniejsze przywłaszczenie zrabowanego mienia Izaak Stoltzman karał śmiercią, zabronione były rozmowy z innymi marynarzami sowieckimi, którzy służyli na innych okrętach itd. W takim razie skąd on werbował taką załogę, która zgadzała się na wszystko. Kazik udzielił mi odpowiedzi: Część załogi znałem z czasów II wojny światowej. Byli to agenci sowieccy, przysłani na tereny wschodniej Polski, a dokładnie w okolice miasteczka Jedwabne. Pod koniec czerwca Izaak Stoltzman udał się w okolice Jedwabnego, celem podporządkowania ww. agentów, ale już byli tam Niemcy. Podczas okupacji sowieckiej, w Jedwabnem i okolicy żydzi organizowali milicję i robili donosy do NKWD na ludność polską. Przychodzili do polskich domów i przeprowadzali aresztowania oraz pomagali NKWD w przygotowaniach Polaków do wywózki na Sybir. Gdy do Jedwabnego wkroczyli Niemcy, sytuacja dla żydów była bardzo niewesoła. Zawiść i nienawiść za wyrządzone Polakom w Jedwabnem krzywdy, była bardzo duża. Tą sytuację wykorzystał Izaak Stoltzman, mobilizując swoich ludzi, którzy chodzili od żydowskiego domu do domu i oznajmiali ludziom, że jeżeli chcą żyć, to muszą dać daninę w złocie, dolarach, biżuterii itd. Druga grupa chodziła od domu do domu i wyganiała żydów. Potem Stoltzman zaprowadził agentów, z Jedwabnego, którzy uniknęli niemieckiej masakry w stodole do Puszczy Rudnickiej, gdzie większość z nich przetrwała wojnę, a następnie udała się na Wybrzeże, skąd w odpowiednim czasie Stoltzman zamustrował ich na okręt. Następnie zaokrętował, dokooptował kilku marynarzy, skazanych na wieloletnie więzienie i katorgę. Trałowiec wychodził w morze lub kotwiczył w redzie. Czas załogi był zorganizowany przez cały dzień, z przerwami tylko na posiłki. Broń zamknięto w specjalnym magazynie, który był odpowiednio zabezpieczony. Dowódca okrętu i jego zastępcy mieli przy sobie, na wszelki wypadek, broń krótką. Nie pamiętam dokładnej daty, kiedy dowódca trałowca zarządził alarm bojowy. Kazał podnieść banderę wojsk ochrony pogranicza PRL. Mieliśmy skontrolować statek szwedzki, wiozący węgiel z portu Ustka do Szwecji. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że trałowiec czekał na ten statek w zasadzce już od kilkunastu godzin. Po chwili sygnalista, stojący na wachcie, zameldował, że z lewej burty widać statek, niosący szwedzką banderę. Był to przepiękny statek typu szkuner. Dowódca wydał polecenie wywieszenia sygnału, aby statek zatrzymał się do kontroli dokumentów. Kapitan statku posłusznie zatrzymał jednostkę i po kilku minutach trałowiec dobił do burty statku szwedzkiego. Weszła grupa marynarzy sowieckich, nie krepując się wcale, że nosili mundury marynarki sowieckiej. Niemałe było zdumienie Szwedów, gdy marynarze żydowscy-rosyjscy zaczęli między sobą rozmawiać po rosyjsku, a nie po polsku. Jeden z marynarzy szwedzkich zwrócił się do marynarza rosyjskiego z zapytaniem dlaczego nie rozmawiają po polsku, jeżeli to okręt polski i pływa pod polską banderą. Marynarz, do którego zwrócił się w odpowiedzi, stwierdził, że on durak i jednocześnie uderzył go w twarz kolbą pepeszy (pistolet maszynowy). Grupa rozeszła się po statku, w pierwszej kolejności zamknięto załogę w jednym z pomieszczeń. Zaczęto rabować wszystko; co wartościowsze przedmioty znoszono na trałowiec i składano na kupę. Szukano przede wszystkim dolarów, złota itd. Gdy przetrząśnięto i skontrolowano wszystkie pomieszczenia od dechy do dechy, skierowano się do ładowni i tam, po krótkich poszukiwaniach, znaleziono sześć osób – czterech mężczyzn i dwie kobiety w młodym wieku. Byli to Polacy. Zrobiono dokładną rewizję i znaleziono biżuterię ze złota w znacznej ilości, dolary oraz duże ilości narkotyków. Nie wiem, jakie to były narkotyki, bo się na nich nie znam. Z polecenia dowódcy okrętu oddzielono kobiety od mężczyzn, chociaż były to małżeństwa. Kobiety zamknięto w osobnym pomieszczeniu trałowca. Marynarze cieszyli się z takiej zdobyczy jak małe dzieci. W tzw. międzyczasie dowódca okrętu otrzymał wiadomość, że z Ustki wyszedł następny statek szwedzki z węglem, i że należy go skontrolować. Dowódca trałowca zarządził, aby załoga szwedzka zabrała wszystkie swoje rzeczy osobiste, dlatego że zostanie zabrana na trałowiec, a statek zostanie zatopiony. Jednak nie było czasu na mocowanie ładunków itp. Postanowiono podpalić, upozorować pożar i że załoga opuści statek w popłochu. Rozpalono ropę, podpalono, następnie odbito i ruszono przypuszczalnym kursem drugiego statku. W tzw. Międzyczasie marynarze musieli się przebrać i osuszyć, bo byli zamoczeni, a był luty i zima w całej krasie. Po jakimś czasie zobaczyliśmy statek, zdążający w kierunku brzegów Szwecji. Powtórzyły się te same procedury co ze statkiem poprzednim. Gdy dobiliśmy do burty statku szwedzkiego, kpt statku przedstawił dokumenty statku oraz ładunku. Grupa marynarzy sowieckich kazała natychmiast otworzyć luk ładunkowy. Następnie poproszono kapitana szwedzkiego, aby razem z nim zeszli marynarze szwedzcy oraz kpt statku. Po zejściu rozpoczęto rewizję, kazano marynarzom szwedzkim przerzucać węgiel. Po kilkunastu minutach znaleziono zablindowane cztery osoby w średnim wieku oraz bagaż osobisty, w którym znajdowała się biżuteria, dolary, narkotyki itd. Po wykonaniu rewizji, w kabinach załogi szwedzkiej znaleziono dolary i narkotyki w dość znacznej ilości. Po zabraniu załogi na trałowiec, dowódca rozkazał założyć ładunki trotylu i wysadzić statek. My popłynęliśmy do Gdańska, zacumowaliśmy przy nabrzeżu Westerplatte, tam gdzie bazowały okręty WOP. Izaak Stoltzman przyjechał tam samochodem, zabrał zrabowane złoto, dolary i narkotyki oraz marynarzy szwedzkich i uciekinierów polskich. Dziewczęta pozostawił nam – jako nagrodę – do zabawy, za dobrze wykonane zadanie. Były one, rzecz jasna, gwałcone przez żydowską załogę. Co się stało z załogą szwedzką i uciekinierami? Tego dowiedzieliśmy się dopiero po miesiącu. Otóż na okręt przybył Bartkowski – polsko brzmiące nazwisko, ale to był typowy rudy żyd. Zaciągał po żydowsku aej, waj. Był pomocnikiem Izaaka Stoltzmana (żyd), który przywiózł nam dodatkowe wynagrodzenie za wykonane zadanie. Gdy dowiedział się, że zarekwirowanych kobiet nie ma na okręcie, zapytał gdzie się podziały. W odpowiedzi dowiedział się, że zostały one wrzucone do wody i utopione, ponieważ były bardzo niegrzeczne, a poza tym już niepotrzebne, bo każdy z członków załogi trałowca zaspokoił swoje potrzeby seksualne po kilkanaście razy. Mówiąc innymi słowy, zostały zużyte jak stara ścierka do zmywania pokładu. Bartkowski roześmiał się i zaczął opowiadać, że załogi szwedzkie zostały przesłuchane w Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Gdańsku. Następnie zawieziono je do Słupska, a tam spalono w piecu w krematorium, w podziemiach byłego Urzędu Pracy. Natomiast Polacy zostali zastrzeleni w Gdańsku i zakopani. Zwróciłem się do niego, że jednej rzeczy nie rozumiem, mianowicie: dlaczego te dziewczyny zostały wrzucone do wody? O ile mi wiadomo, były to bardzo młode mężatki, nie rodziły jeszcze dziecinie miały więcej niż 25 lat, były bardzo ładne i zgrabne. Odpowiedział, że najważniejszy na trałowcu był zca dowódcy trałowca – obrzezany żyd, o czym nikt nie wiedział. Trzeba jednak przyznać, że umiał współżyć z załogą i ogólnie był lubiany przez ludzi. Gdy dziewczyny zostały na okręcie, a Szwedzi i Polacy zostali zabrani, z-ca dowódcy zabrał załogę, zrobił zebranie i oświadczył, że jedna dziewczynę daje załodze, a drugą pozostawia do swojej dyspozycji. Po przyprowadzeniu do swojej kajuty zaczął ją gwałcić i zniewalać w ten sposób przez kilka dni. Gdy wyszedł z kabiny, dziewczyna spenetrowała ją i znalazła sztylet. W związku z tym, że żyd miał ponadnormatywnego członka co do grubości i wielkości, przy stosunku kobieta nie mogła wytrzymać z bólu. W związku z tym położył ją na brzuchu, następnie kazał klęknąć i z całej siły włożył swój członek do odbytnicy, rozrywając jej początek. W tym momencie zdesperowana dziewczyna wyjęła nóż i z całej siły dżgnęła swego złoczyńcę. Niestety, tylko go zraniła! Żyd zaczął wzywać pomocy. Usłyszało go kilku członków załogi i uratowało mu życie. Dziewczyna została związana i wyniesiono ją na pokład. A była zimnica w pełni – przełom lutego i marca. Przyprowadzono też drugą dziewczynę i związano. Następnie przyniesiono kostkę balastową, przywiązano ją do rąk, nóg i tułowia ofiar. Pomimo płaczu i próśb, wrzucono obie panie do wody. Poszły na dno jak siekiera. Po sukcesach ze statkiem szwedzkim, okręt skierowano do Świnoujścia, gdzie była baza MW sowietów. Po okresie odpoczynku i doprowadzeniu okrętu do porządku, zaczęliśmy wypływać na ćwiczenia w morze. Chęć wzbogacenia się była większa niż strach, więc zaczęliśmy rabować kutry rybackie na własną odpowiedzialność, a potem je topiąc tak, że pozostawały tylko drobne szczątki po wybuchu trotylu i żeby wyglądało na trafienie na minę. Jak już wspomniałem, dowódca trałowca miał całkowicie wolną rękę, nie musiał prosić o zezwolenie na wyjście w morze, sam sobie planował zajęcia itp. Była piękna pogoda, morze spokojne, nie było wiatru. Z daleka zobaczyliśmy statek, płynący w odległości około 2 mil morskich. Płynął na przecięcie naszego kursu, a gdy nas rozpoznał i zobaczył że to okręt wojenny który nosi banderę WOP, zmienił kurs na oddalający. D-ca okrętu rozkazał zwiększyć szybkość, wywiesić flagi kodu, zatrzymać statek do kontroli. Gdy statek nie usłuchał wezwania, oddano kilka strzałów w kierunku oddalającego się statku. Statek natychmiast zastopował silnik, okazało się, że był to kuter rybacki dość znacznej wielkości. Załoga trałowca na wszelki wypadek została uzbrojona w broń, amunicję itd. Grupa marynarzy weszła na pokład statku. W trakcie kontroli okazało się, że to statek niemiecki zarejestrowany w Hamburgu. Podczas rewizji statku, w kabinie kapitana znaleziono ok. 40 tys. dolarów, biżuterię, złoto itd. Skontrolowano cały kuter, ale nigdzie nie było przemycanych ludzi. D-ca trałowca zarządził; założenie ładunków wybuchowych i zatopienie kutra. Wtedy dopiero przemycani ludzie dali znać zaczęli strzelać do marynarzy, którzy zeszli do ładowni założyć trotyl. Na szczęście, marynarze, którzy mieli zakładać ładunki wybuchowe w ładowni statku, byli asekurowani przez dwóch marynarzy z gotowymi do strzału pepeszami. Marynarze otworzyli ogień w kierunku, z którego strzelali nieznani osobnicy. Dwaj lekko ranni żołnierze zostali zabrani z ładowni. Okazało się, że była wybudowana dodatkowa gródź, która tworzyła skrytkę. Wejście do skrytki było od strony maszynowni. D-ca trałowca zarządził wlanie do środka ładowni kilku wiader ropy oraz podpalenie jej. Po kilku minutach przewożeni ludzie zaczęli wychodzić od strony maszynowni. Po założeniu ok. 50 kg materiału wybuchowego i założeniu lontu, sprowadzono załogę, gdzie kilku marynarzy zabiło ich wszystkich seriami z pepeszy. Gdy zapalono lonty, trałowiec odbił od statku na bezpieczną odległość, a po kilku minutach ładunki wybuchły. D-ca trałowca był na tyle przebiegły i przezorny, że zrabowane bogactwo kazał zanieść do swojej kabiny i tam trzymał pod zamknięciem aż do chwili przybycia na okręt Izaaka Stoltzmana vel Zdzisław Kwaśniewski. Ten zaraz po przybyciu na trałowiec, uczciwie podzielił zdobycz między załogę a d-cę trałowca, uprzednio zabierając swoją część łupu. Nie pamiętam dokładnie, kiedy przyszło zawiadomienie, że mamy wyjść z portu Świnoujście pod port Ustka, skąd miał wypłynąć kuter szwedzki z węglem, narkotykami i uciekinierami, stojąc w dryfie niedaleko Ustki, na przypuszczalnym kursie Szweda. Obserwatorzy zameldowali, że widzą na kursie statek z banderą; szwedzką. Był to szkuner, który zbliżał się w naszym kierunku, zostały wywieszone flagi sygnałowe, aby statek zatrzymał się do kontroli. Historia się powtórzyła, tak jak z tymi dwoma statkami szwedzkimi. Szwedzki statek posłusznie zastopował maszynę, następnie dobiliśmy do burty statku. Weszła grupa kontrolująca i zaczęto rabować statek, zamykając marynarzy szwedzkich razem z kapitanem statku w jego kabinie. Wszystkie wartościowe przedmioty znoszono na trałowiec, szukano przede wszystkim dolarów, złota, biżuterii, narkotyków. W ładowni znaleziono kilku Polaków uciekinierów oraz dolary, biżuterię, złoto i znaczne ilości narkotyków. Dowódca trałowca porozumiał się z lądem, możliwe że z Izaakiem Stoltzmanem, w sprawie co zrobić ze statkiem. Otrzymał polecenie, aby dostarczyć statek do Gdyni, do portu wojennego. Wtedy d-ca podjął decyzje o wzięciu na hak statku szwedzkiego. Nie miał z tym żadnych problemów, gdyż statek został podholowany pod Gdynię. Z Gdyni wyszedł holownik, który wziął na hak statek bez załogi szwedzkiej, obsadzając statek swoimi ludźmi. My popłynęliśmy do Gdańska. Zahamowaliśmy w basenie Westerplatte, dokąd pułk Izaak Stoltzman vel Zdzisław Kwaśniewski pojechał samochodem, zabrał rabowane złoto, dolary, narkotyki, oraz marynarzy szwedzkich i Polaków. Kaziu zaaplikował mi fantastyczną opowieść o Izaaku Stoltzmanie vel Zdzisław Kwaśniewski. Żebym go nie znał, to bym nie uwierzył. Podczas tej rozmowy na końcu języka miałem, że ja to wszystko znam i częściowo przeżyłem osobiście, ale powstrzymałem się. Zapytałem tylko Kazia, jaki był tego wszystkiego epilog? Przyszedł rozkaz, aby tego marynarza, który to wszystko opowiadał, zwolnić do rezerwy. Został zdjęty z trałowca i wysłany do cywila. W jakiś enigmatyczny sposób załatwił sobie pobyt w Polsce. Lecz, gdy został zamustrowany na polski statek, nie był już obywatelem polskim. Zaprzyjaźniłem się z nim w bardzo krótkim czasie. Dopomogła temu wódka, a on lubił od czasu do czasu wypić i ja również. On lubił opowiadać swoje przeżycia, a ja lubiłem go słuchać, bo bardzo ciekawie i barwnie opowiadał o zbrodniczej i okrutnej działalności załogi wraz z ofiarami, które znajdowały się na trałowcu, bezpośrednio podlegającym Izaakowi Stoltzmanowi vel Zdzisławowi Kwaśniewskiemu. Gdy Marian za dużo sobie popił, nie krył się wcale przed innymi członkami załogi statku. Po 15 latach od wspomnianych zdarzeń, które usłużny doniósł kapitanowi statku, że jeden z marynarzy był wrogo ustosunkowany do Związku Radzieckiego, a co za tym idzie – do PRL-u. Gdy wróciliśmy z rejsu do Szczecina i dobiliśmy do molo, czekały na nas MO i WOP. Weszli na statek z nakazem aresztowania Mariana Jabłońskiego. Widziałem jak z kajdankami na rekach opuszczał trap statku, nie pozwolono mu nawet się z nim pożegnać. Po dwóch miesiącach dowiedziałem się od załogi, że Marian nie żyje, że przyszło pismo od kapitana statku, że Jabłoński zmarł w areszcie na serce. Nadszedł rok 1966, Boże Narodzenie spędzałem na statku. Kucharz szykował uroczystą wigilię. Akurat na mnie przypadła wachta. Większość załogi została na statku, ponieważ za dwa dni statek miał wyjść w morze. Marynarze, którzy byli na wachcie, obsługiwali załadunek towaru. W trakcie rozmowy o świętach, o wigilii itp. wspomniałem o marynarzu Jabłońskim, że będzie go nam brakowało. Marynarze byli zdziwieni, że ja nie wiem, że mój przyjaciel Jabłoński, nie żyje, że kapitan statku nie zawiadomił o śmierci, a wiedział, że się przyjażniliśmy. Zdałem wachtę, z tych nerwów wypiłem dwie setki wódki z drugim oficerem i poszedłem na obiad do mesy. Gdy miałem wejść do mesy, drzwi otworzyły się i pierś w pierś spotkałem się z kapitanem statku, który już wychodził stamtąd po obiedzie. W tym momencie puściły mi nerwy i zapytałem go: Panie kapitanie, dlaczego pan zrobił donos na mojego przyjaciela, na podstawie którego został on aresztowany i zamordowany przez UB. Riposta ze strony kapitana statku była natychmiastowa: I ciebie, łachudro, niezadługo spotka ten los. Znajdziesz się w więzieniu. Nie wiem, co się ze mną stało, ale trzepnąłem go pięścią w twarz aż zatoczył się do środka mesy. Z krzykiem wpadłem do środka mesy, wołając: Zarżnę ciebie, kapitanie, jak świniaka. Złapałem nóż, ale nie pamiętam jakich był rozmiarów. Kapitan statku, widząc, że ja trzymam nóż w ręku, wyskoczył z mesy na pokład, wołając: Ratunku!, a ja za nim z nożem w ręku. Z tyłu, za mną, biegła część załogi, próbując mnie powstrzymać. W pewnym momencie jeden z marynarzy dopędził mnie, złapał za rękę, wyrwał nóż i wrzucił go do wody. I tak dowód mego przestępstwa został utopiony. Marynarz, który to zrobił, nie przyznał się do tego, że miałem nóż w ręku. Finisz tego wszystkiego był taki, że zostałem zwolniony z pracy. Obecnie pracuję na stanowisku kierownika statku, który został wycofany z eksploatacji i stoi na nabrzeżu, służyć jako magazyn. Naprawdę bardzo się boję, kilkakrotnie przychodzili do mnie do pracy – na statek i grozili, że jeżeli będę zeznawał, co Jabłoński mi opowiedział, to zginę. Kazio długo nie pożył, w 1967 r. w czerwcu został zamordowany na statku – w magazynie w nowym porcie… Zabójców nie wykryto, dochodzenie-śledztwo zostało umorzone.
Dominik Dzimitrowicz
***
Ustka, 9 maja 2001 r.
Szanowny Pan Ambasador
KRÓLESTWA SZWECJI
Warszawa
W załączeniu uprzejmie przesyłam pismo, które było skierowane do prokuratora generalnego. A zostało skierowane przez niego do IPN. Kilka
dni temu nastąpiła wypowiedź w telewizji pana prezesa Instytutu Pamięci Narodowej na temat porwanych marynarzy szwedzkich. W moim
odczuciu i przekonaniu oraz posiadanych wiadomości IPN. przyjął kierunek dochodzenia błędny. Z momentem przywiezienia załogi szwedzkiej
d-ca placówki, mój ojciec Władysław Dzimitrowicz nawiązał w trybie alarmowym kontakt z przedstawicielem szwedzkim zawiadamiając
go, że NKWD – zista Izaak Stoltzman więzi załogę szwedzką. Drugi meldunek to, że Izaak Stoltzman wywiózł ich w kierunku Słupska oraz wymordował wszystkich Szwedów.
Z poważaniem Dominik Dzimitrowicz.
Jacek powiedział/a
ad Wet3 #26
Jezeli chodzi o samego J. Palikota to oczywiscie pytania odnosnie jego dzialan na niwie publicznej, organizacyjnej (przynaleznosc), stanu majtkowego, cywilnego sa jak najbardziej uzasadnione. To samo dotyczy jego rodziny. Ale pytania “psychoanalizujace” jego samego lub jego ojca, matke itd., relacje miedzy nimi, sa bzdurne i moga byc tylko obliczone na wyrzadzenie krzywdy osobistej przez publiczne ponizanie w sprawach najbardziej osobistych (publiczna spowiedz?). Jest to schodzenie na poziom J. Palikota.
Odpowiedzi na te pytania nie sa mozliwe (skad wiadomo jaka jest prawda? od Palikota, a moze od znajomych i “przyjaciol”?) chyba ,ze na Spowiedzi Swietej, a wtedy nikomu nic do tego, ani nikomu do niczego nie sa potrzebne, bo tak jak napisalem wiadomosci dla dokladnej oceny J. Palikota jest az nadto. Te pytania tylko odwarcaja uwage od koniecznosci wyciagniecia praktycznych wnioskow z tego co J. Palikot publicznie robi.
Inna pod tym wzgledem jest np. sprawa sypania przez Niesiolowskiego jego bylej narzeczonej. Ta sprawa ma charakter obiektywny, pomimo zawartego w niej watku osobistego, poniewaz dotyczy spraw urzedowwych i udokumentowanych.
Dedektyw powiedział/a
KTO bezpośrednio uczestniczył w Polsce z rządu kaszubskiego bandyty Tuska i “wystawił” ruskim do ZLIKWIDOWANIA Prezydenta RP oraz jego obóz w dniu 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku ?
Radek Sikorski ?
Tomasz Arabski – szef kancelarii Prezesa Rady Ministrów – najbardziej zaufany człowieczek Tuska ?
Bronisław Komorowski – najbardziej CYNICZNY typ żartujacy sobie w kuluarach gdy przywieziono zwłoki Prezydenta RP do Polski ?
Grzegorz Michniewicz – dyrektor w kancelari Tuska do dnia 23 grudnia 2009 roku czyli do dnia gdy “KTOŚ” jego zamordował i w tej sprawie nikt do dzisiaj nie prowadzi dochodzenia bo jest nie wygodne dla Tuska ? Przez rece Grzegorza Michniewicza przechodziła wszystka korespondencja do Tuska i nawet ta prywatana. Grzegorz Michniewicz – dyrektor w kancelarii Tuska ZA DUŻO WIEDZIAŁ więc musiał UMRZEĆ aby czegoś uczciwie nie powiedział jak Tusk spiskował przeciw Panstwu Polskiemu ? (ROŚNIE lista osób, które UMIERAJĄ w nie wyjaśnionych okolicznosciach, które byly zbliżone do bandyckiego kregu “platformy obywatelskiej” które bardzo dużo wiedzą o Komorowskim, Sikorskim itd. czyli działa tuskowa La Cosa Nostra)
KTO jeszcze inny ?
Jeżeli 10 kwietnia 2010 roku był to ZAMACH na Prezydenta III RP, to MUSIAŁ on być od DAWNA przygotowywany z inżynierską dokładnoscią !
Warto się zająć tym KTO lub którzy osobnicy z najwyższego szczebla władzy w Polsce knuli intrygę tz. jaką prowadzili grę tak aby “WYSTAWIĆ” ruskim do ZABICIA Prezydenta RP i pozostałych osób które jemu sprzyjały …
Przygotowania do ZAMACHU MUSIAŁY zająć trochę czasu, pozostawiły po sobie ślady, które NALEŻY odszukać i po śladach z całą pewnoscią da się dojść do ZAMACHOWCÓW już nie tylko na Prezydenta RP, ale wogóle na ten urzad oraz Dówdców Polskich Sił Zbrojnych.
Już od pażdziernika 2009 roku rozpoczęły się przygotowania Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa do organizacji uroczystości w Katyniu w kwietniu 2010 roku. Ze względu na wyjątkowy charakter planowanych obchodów, w związku z 70 rocznicą ludobójstwa, o wszczętych przygotowaniach Andrzej Przewoźnik informował (wpierw nieoficjalnie) Kancelarię Prezydenta, Kancelarię Premiera oraz szereg instytucji.
Na temat krązyła korespondencja miedzy róznymi instytucjami w Polsce, więc BANDYCI ZAMACHOWCY też MUSIELI zacząć działania do zoorganizowania ZAMACHU, które MUSIAŁY być trojakiego rodzaju:
1. Techniczne przygotowanie sposobu dokonania zamachu (Rosja.
2. Przygotowanie ukrycia (zatuszowania) faktu zamachu (Polska i Rosja).
3. “WYSTAWIENIA” znienawidzonej ofiary lub znienawidzonych przeciwników Tuska (Polska).
Najważniejsze i najłatwiejsze do zbadania jest KTO i jak “grał” w Polsce, aby „wystawić” Lecha Kaczyńskiego i jego otoczenie do zgładzenia.
Mając bowiem wewnętrzne przekonanie, iż zamachowcy wiedzieli iż dojdzie do katastrofy samolotu z Prezydentem na pokładzie wiec kombinacja operacyjna ZAMACHOWCÓW w Polsce sprowadzała się do doprowadzeniu do wylotu OKROSLONYM dniu oraz czasie do Katynia samolotu z Lechem Kaczyńskim ortaz ludźmi niewygodnymi Tuskowi i Moskwie.
Zamachowcy mieli wiedzę na temat całej logistyki wyjazdu Prezydenta RP do Katynia, gdyż wczesniej w poprzednich latach samolot z Prezydentem RP latał z Warszawy do Smolenska. Słuzby specjalne Rosjii dokładnie wiedziały jak to wyglada ze strony technicznej i tą wiedze wykożystały w swoich przygotowaniach.
Musiała powstać oraz działać jakaś grupa ZADANIOWA powiązana z WSI, bo ta ma kontakty na najwyższym szczeblu z ruskim GRU oraz prominentami przestępczej bandyckiej organizacji “platforma obywatelska”.
Wspólna akcja grupy zadaniowej Rosyjsko-Polskiej musiała być prowadzona, której efektem miało być “WYSTAWIENIE” Prezydenta RP oraz licznego grona ich współpracowników i osób do zlikwidowania, których samolat został doprowadzony do rozbicia.
Z resztę rozważań na ten temat prosze się KONICZNIE zapoznać na tej stronie internetowej:
Smolensk: KTO dokonał zamachu ?
http://nowyporzadekswiata.blogspot.com/
Barbara P. powiedział/a
Z sieci – PYTANIA DO PANA PALIKOTA
1. Jaka jest data urodzin pani Czeslawy Palikot?
2. Jakie bylo panienskie nazwisko pani Czeslawy Palikot?
3. Czy Czeslawa Palikot byla wiezniem Lublin KL Majdanek?
4. Jaka jest data urodzin pana Mariana Palikota?
5. Czy to prawda, ze w latach 1945-47 Marian Palikot wstapil do PZPR i byl wlascicielem sklepu miesnego? Skad wzial na to srodki i kto mu pozwolil na dzialalnosc prywatna w latach stalinowskiej nacjonalizacji?
6. Czy to prawda, ze Marian Palikot zniknal na dluzszy czas, uciekl z Bilgoraja, gdy w tym miescie trwala identyfikacja szmalcowników? – Zydzi wskazywali Polaków, którzy szantazowali ich i sprzedawali nazistom.
7. Czy pani Czeslawa Palikot pamieta takie nazwisko i imie jak Jakub Schulman, oraz odwiedziny Jakuba Schumana, okolo roku 1964?
8. Czy pani Czeslawa wie, co sie stalo z Jakubem Szulmanem?
9. Czy rodzina Palikotów znala Józefa Dechnika, sekretarza KC PZPR z Bilgoraja?
10. Czy Marian Palikot korzystal z pomocy Józefa Technika, aby pozbyc sie Zyda, którego szantazowal?
11. Czy pan Palikot jest synem szmalcownika i ofiary Majdanka?
12. Czy matka pana Palikota jest Zydówka i dlatego posel Palikot wstydzi sie swojej matki?
13. Czy posel Palikot jest antysemita?
14. Czy akcjonariuszami Ambry (spolka Palikota) przy prawatyzacji POLMOSU LUBLIN byli wówczas Hanna Suchocka, Jacek Kuron i Henryk Wujec ?
15. Czy Palikot kupil Polmos Lublin za pieniadze nie swoje, tylko Polmosu ?
16. Czy bezrobotny brat Palikota jest w stanie udzielac mu milionowych pozyczek?
17. Czy Janusz Palikot jest pionekiem w rekach polityków?
18. Czy Palikot jest “nieformalnym kasjerem PO”? Wlozyl miliony w Tuska?
Barbara P. powiedział/a
Z sieci – Czy Marian Palikot, ojciec Janusza, był poszukiwany przez izraelskie organizacje ścigające zbrodniarzy wojennych? – Obóz zagłady Lublin KL (Majdanek). Ilu Żydów posłał na śmierć szmalcownik Marian Palikot? – Niestety nie wszystkie tematy są medialne, mimo ponad 20 tysięcy odsłon, kilkudziesięciu linków umieszczonych w sieci, w tym na blogu pana Palikota, temat Mariana Palikota nie istnieje. Nie dowiedziałem się ani od Janusza Palikota, ani od mediów jaka jest transparentna prawda? Nie dowiedziałem się, mimo że pytania zdałem w formie kulturalnej, a może właśnie dlatego się niedowidziałem. Trudno może to po prostu jest tak, że trzeba pytać do skutku i tak też zamierzam czynić. Zawsze sobie zadajemy pytanie, czy zachowania ludzkie są przypadkowe, wyreżyserowane, czy może są wynikiem odreagowania ciężkich doświadczeń? Jak tłumaczyć zachowania posła Janusza Palikota, które wybiegają daleko poza ogólnie przyjęte normy społeczne i normy zachowań zdrowych psychicznie jednostek. Może najlepszą metodą, jest ta metoda, którą stosuje sam Janusz Palikot? Trzeba pytać o sprawy bolesne, o takie sprawy, które ciekawią i rozpalają emocje milionów Polaków. Może po prostu trzeba zadawać trudne pytania, aby dojść do dramatycznej prawdy? Nie bać się trudnych pytań, oczekiwać odpowiedzi, ponieważ zadawanie pytań w demokracji jest podstawowym przywilejem i prawem jednostki, a w psychiatrii warunkiem skutecznej terapii. Chciałbym zrozumieć, dlaczego Janusz Palikot nie potrafi zachowywać się inaczej niż prymitywnie prowokująco? Czy to jest cynizm? Polityczne zamówienie? Czy wielkie wewnętrzne rozdarcie, które zaniedbane przez lata objawia się zaburzeniami psychicznymi? Postawiłem panu Palikotowi kilkanaście pytań, te pytania są już własnością tak zwanej sieci. Blisko 20 tysięcy odsłon, link pozostawiony na blogu pana Palikota i ani słowa odzewu ze strony posła. W związku z tym nadal podtrzymuję moją prośbę o udzielenie odpowiedzi na wcześniej zadane pytania oraz zadaję kolejne pytania, które wyjaśnią zachowanie Janusza Palikota, w moim głębokim przekonaniu zachowanie człowieka chorego psychicznie.
Barbara P. powiedział/a
Z sieci – Alkoholowa impreza z udziałem Donalda Tuska? Czy 11 kwietnia członkowie PO krzyczeli: „Jeszcze jeden nam pozostał”? – Nie zweryfikowane wiadomości, pozbawione kontekstu i przedstawiane w kilku formach, co wyraźnie podkreślają same media w trosce o rzetelność przekazu, stały się dominującym elementem debaty publicznej. Ostanie zdanie: „Jak nie wyląduję, to mnie zabije” powtórzone w dwóch formach, w liczbie mnogiej i pojedynczej, jest hitem przez kolejne dni. Zdanie powszechnie uznawane za kolokwializm, w 999 przepadkach na 1000 wypowiadane w takich okolicznościach jak: „Dostałem lufę, mama mnie zabije”, „Znów się uchlałem, stara mnie zabije”, „Jak zawalę tę robotę, szef mnie zabije”, w przekazie medialnym ma mówić jedno: „Kaczyński był psychopatą, chciał zabić pilota”. Dziesiątki ekspertów od lotnictwa interpretowało kolokwializm jako przyczynę katastrofy. Od żadnego nie usłyszałem nic ponad interpretacją zdania, klasyczną metodą: „co poeta miał na myśli”. Trudno mi zrozumieć, dlaczego eksperci od lotnictwa, a nie językoznawcy analizowali rozbiór logiczny i interpretację literacką zdania. Może dlatego, że to po prostu banał, a może dlatego, że banał to poziom kompetencji ekspertów od lotnictwa.
Problem z takim przekazem jest jeden, mianowicie dystrybucja tego typu komunikatów odbywa się nie tylko na szczeblu najwyższej władzy, ale na szczeblu ściśle tajnym. Wpływ odbiorcy komunikatu, na treści, które są mu serwowane jest żaden, tego zdania nie da się zweryfikować, nie da się ustalić kto to zdanie sprzedał mediom, jaka była jego intencja, ponieważ to zawsze pozostaje ściśle tajne i na najwyższym szczeblu rządowym. Taki sposób komunikowania stał się standardem, w tej chwili już się praktycznie nie mówi o tym, że są to praktyki de facto kryminogenne, na pewno karygodne i nie mające nic wspólnego, ani z profesjonalna polityką, ani z wiarygodnymi mediami. Skoro to jest normą, to chciałbym mimo wszystko mieć wpływ i mieć możliwość obrony przed tego rodzaju narracją. Otrzymałem list od kogoś, kto się podaje za członka PO, który w najbliższych dniach ma zamiar złożyć legitymację partyjną. Namawiałem autora tego listu, aby się podpisał z imienia i nazwiska, a następnie opublikował treść swojego listu. Odmówił, tłumacząc się strachem przed konsekwencjami, już nie partyjnymi, ale osobistymi i zawodowymi. W takiej sytuacji nie mogę opublikować całego listu, w którym są opisane fakty, jak twierdzi autor, ale mogę po prostu zapytać Donalda Tuska i jego współpracowników o następujące rzeczy:
1. Czy to prawda, że w nocy 11 kwietnia z niedzieli na poniedziałek w ścisłym gronie PO odbyło się spotkanie, gdzie ustalano polityczną strategię po katastrofie smoleńskiej?
2. Czy podczas spotkania z udziałem Donalda Tusk, pana Grupińskiego, Grasia, Arabskiego i innych podawano alkohol?
3. Czy to prawda, że w czasie spotkania jeden z rozweselonych uczestników biesiady, na co dzień piłkarz w drużynie Donalda Tuska skandował: „Jeszcze jeden! Jeszcze jeden! nam pozostał”? Jaki był kontekst tych słów, do czego i kogo te słowa się, odnoszą?
4. Czy to prawda, że już w poniedziałek 12 kwietnia sztab PO, na polecenie Donalda Tuska zlecił badanie sondażowe, w którym miały paść pytania na temat odpowiedzialności Lecha Kaczyńskiego i pytanie o to, czy respondent pamięta „incydent gruziński” oraz czy widzi związek z katastrofą smoleńską?
5. Czy to prawda, że podczas spotkania zdecydowano, po konsultacjach telefonicznych ze znanymi prawnikami, że lepiej dla rządu będzie jeśli śledztwo będzie przebiegać według procedur międzynarodowych, a nie umowy między Polską i Rosją, co w pierwszej fazie proponowali sami Rosjanie?
6. Czy to prawda, że w telefonie komórkowym Donalda Tuska pojawiły się następującej treści sms: „Jeszcze jeden”, „Ląduj dziadu”, „Do smoleńska poleciał kartofel, a wrócił bohater wawelski”. Jaka była reakcja premiera?
7. Czy to prawda, że większość smsów w podobnym tonie i guście wysłał poseł PO Janusz Palikot za przyzwoleniem i aprobatą Donalda Tuska?
Wszystkie te pytania można wyposażyć w proste odpowiedzi, dać odpór niepotrzebnym sensacjom i być może sfrustrowanemu byłemu politykowi PO, który odreagowuje swoje niepowodzenie. Pytania przesyłam na adres biura PO.
wet3 powiedział/a
@ Kibic
Podpadles mi na calego gdyz na sile pchasz kacapska i tuskowa wersje o bledzie pilota. Czy nie wiesz, ze jasnowidz Radoslaw Sikorski informujac Jaroslawa Kaczynskiego zaraz po katastrofie juz doskonale wiedzial, ze to zdarzylo sie z powodu winy pilota? Stuknij sie w dekiel!!!