Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Jarosław Kaczyński: Solidarność była społecznym buntem…

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2010-08-31

 

Oklaskami na stojąco i okrzykami “Jarek! Jarek!” został przywitany prezes PIS Jarosław Kaczyński, gdy wchodził do sali widowiskowo-sportowej w Gdyni. W poniedziałek odbywają się tam uroczystości upamiętniające 30. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych
Jarosław Kaczyński oświadczył, że przemawia w zastępstwie tragicznie zmarłego w katastrofie smoleńskiej Lecha Kaczyńskiego, który – jak podkreślił – był człowiekiem Solidarności. /W sali rozległy się oklaski./

- Wiem, że gdyby nie tragiczna, przedwczesna śmierć, byłby tutaj, przemawiałby tutaj. Sądzę, że miałby bardzo, bardzo wiele do powiedzenia. Nie ma go już wśród nas – powiedział prezes PiS. – Pamiętajcie o nim, pamiętajcie, bo jego misja wskazuje na to, że idea Solidarności trwa, że jest nieśmiertelna – powiedział.

Kaczyński podkreślał, że Solidarność mogła powstać m.in. dzięki rewolucji moralnej. Dzięki temu – mówił – że w tamtych dniach Polacy odrzucili opresję, zło, oszustwo, manipulację. Zwracał uwagę, że wszyscy, którzy pamiętają tamte dni, znakomicie muszą pamiętać jak często posługiwano się pojęciem manipulacja.
- Nie wolno ludźmi manipulować, nie wolno ludzi oszukiwać. Trzeba mówić jak jest. Nie wolno zmieniać znaczenia słów, bo to też jest manipulacja, a tak często się z nią spotykamy i na tej sali – mówił gromko oklaskiwany. Jak dodał, Solidarność była społecznym buntem przeciwko wielkiej niesprawiedliwości, przeciwko haniebnemu traktowaniu pracy i pracowników, domaganiu się by prawa pracownicze były przestrzegane.

Jak zaznaczył, Solidarność “broniąc wolności, broniąc praw pracowniczych, zawsze odwoływała się do narodu i patriotyzmu”. – To była specyficzna wersja patriotyzmu; to był patriotyzm odwagi i nadziei. Stworzyć tego rodzaju organizację w środku komunistycznego imperium, zawrzeć porozumienie, którego istotą była zmiana ustroju – to wymagało wielkiej dzielności, wielkiej odwagi – powiedział prezes PiS.

Podkreślał, że ta sprawa już 30 lat temu stała się także w stoczni przedmiotem sporu. Mówił, że przybyła wówczas tam grupa ludzi o znanych nazwiskach z autorytetem, ludzi – zaznaczył – dobrej woli, “ale mieli oni plan kompromisu, który gdyby go realizować, okazałby się pozorem”.

Kaczyński oświadczył, że jego brat miał wówczas zadanie, które było wielkim zaszczytem: reprezentował robotniczą polską odwagę wobec tych ludzi. – Robotnicy chcieli więcej i historia przyznała im rację. Solidarność zmieniła Polskę, Solidarność zmieniła Europę, Solidarność zmieniła świat – powiedział.

Kaczyński ocenił “S” jako wielkie zwycięstwo, ale podkreślał, że wiele spraw, o które walczyła, nie zostało zrealizowanych. -Jest w Polsce wolność, ułomna, ale jest. Z przywilejami dla jednych, niesprawiedliwością dla drugich – wytykał prezes PiS. Nie wolno manipulować i oszukiwać ludzi. Trzeba ludziom mówić, jak jest.

Całe przemówienie: http://www.polskieradio.pl/wiadomosci…

Odpowiedzi: 15 to “Jarosław Kaczyński: Solidarność była społecznym buntem…”

  1. Art powiedział/a

    Pan J.Kaczyński popełnia jeden,powtarzający się błąd:jest ciągle w defensywie.Przeciwnik zaś ciągle atakuje.Czas przejść też do ataku.

  2. Xall powiedział/a

    P. Jarosław Kaczyński rozpoczyna od stwierdzenia, że jego brat był człowiekiem Solidarności. Nie dodaje jednak, że był socjalistą. Heh

  3. Barbara P. powiedział/a

    SMOLEŃSK: PASAŻEROWIE TU-154 POWINNI PRZEŻYĆ Leszek Misiak, Grzegorz Wierzchołowski “Gazeta Polska”, 31-08-2010 07:58 – Stenogramy rozmów
    w kokpicie w badaniu katastrof są zawsze materiałem jedynie pomocniczym. Najistotniejsze są informacje ze skrzynki rejestrującej parametry lotu. To, że ich dotychczas nie opublikowano, jest dla mnie najbardziej zagadkowe i oburzające. Dopiero te dane mogłyby nam wiele wyjaśnić – z kapitanem Januszem Więckowskim, wieloletnim pilotem Tu-154, rozmawiają
    Leszek Misiak i Grzegorz Wierzchołowski

    Ze stenogramów wynika, że Tu-154 z parą prezydencką na pokładzie odebrał sygnał markera bliższej radiolatarni na wysokości 20 m, w dodatku sygnał przerywał. Komendy wieży w Smoleńsku też były spóźnione i mijały się z rzeczywistością. Ze stenogramów wyłania się niejasny obraz katastrofy.
    Stenogramy rozmów w kokpicie w badaniu katastrof są zawsze materiałem jedynie pomocniczym. Najistotniejsze są informacje ze skrzynki rejestrującej parametry lotu.

    Dlaczego więc ich dotychczas nie opublikowano?
    To jest dla mnie najbardziej zagadkowe i oburzające. Dopiero te dane mogłyby nam wiele wyjaśnić. Gdy samolot podchodzi do lądowania, taśma w czarnej skrzynce rejestrującej parametry przesuwa się dwa razy szybciej, ważny jest zapis co do ułamka sekundy – prędkości samolotu, wysokości, prędkości wznoszenia i opadania. Opublikowania tych danych powinni już dawno zażądać kierujący naszym śledztwem i rząd.

    Na razie jednak ich nie znamy. Wiemy tylko, że samolot zboczył ze ścieżki schodzenia i ścinał drzewa.
    Na całym świecie obowiązuje zasada, że kilometr od progu pasa nie powinno być żadnego drzewa, żadnych przeszkód, zarówno na lotniskach wojskowych, jak i cywilnych. A tam były drzewa na wysokości radiolatarni…

    Samolot nie leciał wprost na próg pasa.
    To nie ma znaczenia, oni byli zaledwie 30–40 m z boku pasa, skorygowanie kursu to tylko mały ruch wolantem. W tej odległości od osi pasa nie powinno być drzew.

    Pilot podawał wysokość zniżania do 20 m, absolutnie nic nie widząc, bo była bardzo gęsta mgła. Wydaje się to wręcz niemożliwe. A przecież, nie mając żadnej widoczności już na wysokości 70 m (tyle według karty podejścia lotniska Smoleńsk-Siewiernyj wynosi wysokość decyzyjna), nie mógł według procedur podchodzić do lądowania. Czy doświadczony pilot, w dodatku mający na pokładzie taką delegację, powinien się tak zachować?
    Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że piloci nie widzą ziemi, a nawigator spokojnie odlicza wysokość aż do 20 m. Jeśli do tego doszło, to znaczy, że musiała nastąpić jakaś awaria. Każdy normalnie myślący pilot, nie widząc ziemi na tak małej wysokości, poderwałby samolot na drugi krąg, czyli odleciał. Uważam, że oni stracili panowanie nad sterowaniem samolotu. Według mnie, mogło dojść do awarii silnika w ogonie samolotu, który rozrywając się, przeciął gumowe przewody hydrauliczne i samolot stracił sterowność. Dlatego dla mnie najważniejsze jest poznanie, jak wygląda komora tego silnika. W tej sprawie dzwoniłem nawet do Edmunda Klicha. Powiedziałem, że miałem podobny przypadek podczas podejścia na lotnisko Orly w Paryżu i utraciłem silnik. Na szczęście zdążyłem go wyłączyć, zanim się rozleciał.

    Drugi pilot Tu-154 mjr Robert Grzywna na 80 m powiedział: odchodzimy.
    I tak naprawdę nie wiemy, co dalej się działo. Wszystko, co nastąpiło potem, jest wbrew logice latania, jeśli założymy – jak twierdzi MAK – że mieli sprawny samolot.

    Rządowy Tu-154 – jak powiedział nam jeden z ekspertów – w ostatnich sekundach lotu zachowywał się tak, jakby uszkodzeniu uległ serwozawór instalacji hydraulicznej wspomagania sterowania samolotem. Mgła mogła utrzymywać zawieszone cząstki (opary) substancji olejowej lub innej, która (podobnie jak pył wulkaniczny), gdy dostanie się do powolnego serwozaworu hydraulicznego steru, zatyka go, powodując jego dezorganizację funkcyjną, czyli odwrócenie działania.
    W tupolewie są trzy niezależne instalacje hydrauliczne, które otwierają się i zamykają, powodując odpowiednie wychylenie steru głębokości, steru kierunku i lotek. Dopiero uszkodzenie tych trzech instalacji spowoduje utratę sterowności. Jeśli choć jedna z instalacji jest sprawna, samolot jest sterowny. Chyba że – tak jak wspomniałem – silnik środkowy uległby awarii i doszło do jego rozerwania. Na zdjęciach z terenu katastrofy widać jeden z dysków
    turbiny – jest on cały, leży na ziemi. Gdyby spadł z silnikiem rozerwanym po uderzeniu, nie powinien być cały.

    Może wypadł, gdy samolot obracał się o 180 stopni po uderzeniu w drzewo?
    Ścięcie takiej brzozy nie spowoduje wykonania przez samolot półbeczki. To jest masa 90 t.

    Podobnie stwierdził w wypowiedzi dla „GP” ekspert, prof. Zdobysław Goraj z Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej. Powiedział, że zderzenie z brzozą przy masie ok. 100 t nie miało żadnego wpływu na lot tupolewa. Ale według MAK uderzenie w brzozę urwało część skrzydła…
    Mogło urwać, bo to jest duża prędkość, ale nie mogło spowodować wykonania półbeczki. Jeśli po zderzeniu z tym drzewem samolot utracił sterowność, ponieważ wyciekł płyn hydrauliczny wskutek urwania końcówki skrzydła, co jest możliwe, to siła bezwładności przyziemiłaby go kołami do ziemi, na pomieszczenia bagażowe, które są pod podłogą w części pasażerskiej. To zamortyzowałoby uderzenie. Samolot mógłby lekko się przechylić, ale nie obrócić o 180 stopni! Przy takim przyziemieniu siła uderzenia spowodowałaby u pasażerów rozłożenie ciężaru na pośladki i kręgosłup i sądzę, że w takiej sytuacji wiele osób przeżyłoby katastrofę.

    A gdyby samolot był sprawny, czy mógłby wykonać taki obrót?
    Jeśli byłby sprawny, to wykonanie półbeczki wymagałoby działania pilota. Ale po co? Dla fantazji? Absurd.

    Może więc zadziałała jakaś nieznana siła, samolot przekoziołkował i rozpadł się na drobne kawałki? W „GP” opublikowaliśmy mało znane zdjęcia
    Routersa, na którym widać koła Tu-154 całe w błocie. Może samolot rzeczywiście przyziemiał i wówczas coś się stało, zadziałała jakaś siła, która spowodowała jego obrót?
    Jaka?

    Myślimy o „teorii spiskowej”.
    Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, myślę, że coś się stało z samolotem. Dwie katastrofy polskich Iłów-62, które mają te same silniki co Tu-154, były spowodowane rozerwaniem silnika, które zablokowało ster głębokości. Dlatego chciałbym wreszcie zobaczyć zapis pracy silników: jakie miały ustawione moce, jakie były temperatury gazów wylotowych za turbinami. Bo nawet gdy silnik środkowy się kręcił, tracąc swoją moc
    , kiedy rozpadał się na kawałki, dalej pokazywał obroty, bo wartość obrotów może być pobierana ze sprężarki albo z pierwszego stopnia turbiny.
    Może jednak było tak, jak twierdzi gen. Anodina: uderzenie w drzewo spowodowało upadek Tu-154 grzbietem o ziemię i dlatego wszyscy zginęli?
    Teoria z drzewem – powtarzam raz jeszcze – mnie nie przekonuje. Czy znają panowie przebieg katastrofy Iła-62 w Lasach Kabackich? Samolot ciął jak brzytwa wierzchołki wielu drzew, i to grubych.

    Skrzydeł nie pourywał?
    Pourywał, ale ciął drzewa równo do samego końca, lecąc w normalnej pozycji. A w Smoleńsku ściął jedno większe drzewo, bo nie liczę tych małych, i to miało być przyczyną wykonania półbeczki…

    Podobno kpt. Protasiuk powiedział: „patrzcie, jak lądują debeściaki”.
    Ale nie powiedział: „patrzcie, jestem samobójcą, pokażę wam, jak się zabija ludzi”. Ścieżka schodzenia z 5 do 16 m na sekundę wskazuje, że tego nie mógł zrobić człowiek świadomy, zdrowy na umyśle, w sprawnym samolocie. Jeżeli załoga zdawała sobie sprawę z tego, co robi, nie powinno dojść do tej katastrofy. To byli normalni ludzie, którzy mieli rodziny, nie chcieli zabić ani siebie, ani innych. Latałem Tu-154 pięć i pół roku w LOT, wylatałem na nim 2500 godzin. To jest dobry samolot, najlepszy z rosyjskich maszyn, jakie u nas latały. Wbrew temu jednak, co mówią Rosjanie, było sporo wypadków tych samolotów w ZSRR z powodu awarii silnika – 66 katastrof na 1000 wyprodukowanych samolotów.

    Winnych już wskazano – pilotów, którzy za wszelką cenę starali się wylądować.
    Niektórzy dziennikarze już mają winnych i naprowadzają swoich rozmówców, by to potwierdzili: durni piloci lądowali, a naciskał na nich prezydent lub gen. Błasik. Znałem gen. Błasika. To był wspaniały dowódca. Oni go już wskazali jako winnego, a Palikot mówi o krwi na rękach prezydenta. To poniżej krytyki. Niestety, ani polscy prokuratorzy, ani rządzący nic nie zrobili, byśmy poznali prawdę o tej tragedii. I to mnie dziwi. Ja nie szukam winnego, nie wskazuję go, lecz chcę poznać prawdę. Być może piloci też popełnili błędy, ale najpierw chciałbym zobaczyć parametry pracy silników, instalacji hydraulicznej i inne. Z oryginalnych skrzynek, a nie z kopii, bo każdy materiał można sfałszować. Oryginalne materiały są jednak przed nami ukrywane.

    Co pana najbardziej zastanawia lub dziwi w tej sprawie?
    Podejście ludzi, którzy powinni działać w kierunku wyjaśnienia prawdy o tej katastrofie, lecz nie wykorzystują swojej władzy i możliwości.

    Wierzy pan, że kiedyś tę prawdę poznamy?
    Mimo wszystko wierzę, że prędzej czy później tak się stanie.

  4. Ant powiedział/a

    @ Xall
    Stawał się niejako socjalistą w opozycji do kwitnącego kapitalizmu kompradorskiego.
    Tym samym stawała się też LPR i Samoobrona. Trudna sprawa przy potędze polskojęzycznych massmediów i ich ogłupiających społeczeństwo roli.
    Ciekawe, że niektórym wystarczą takie skróty myślowe jak “socjalista”…

  5. wniosek powiedział/a

    kiedy w końcu zakończą się te wewnętrzne wojny

  6. Lubomir powiedział/a

    Zamieszanie w GRU…Po zdemaskowaniu agentów rosyjskich w USA, nastapiło zdemaskowanie rosyjskiego agenta w Polsce. Od 1989 roku Amerykanie informowali Polaków, że cały ‘garnitur’ GRU Rosjanie zostawili w Polsce. Podobną informację przekazywał Polsce Gauck na temat polskojęzycznych agentów Stasi. W tajemniczych okolicznościach zginął jeden z szefów GRU, właśnie ten odpowiedzialny za ‘siatkę’ w Polsce. Pewnie miał niemałą wiedzę na temat ‘przygotowań’ i ‘lądowania’ Prezydenta Polski i Jego Drużyny w Smoleńsku. Teraz pewnie zaczną odchodzić ‘na wieczną wartę’ w niewyjaśnionych okolicznościach członkowie Komisji Lotniczej z Moskwy, chyba, że wcześniej poproszą o azyl w Polsce, Wlk Brytanii, USA, Szwecji lub w Kanadzie.

  7. Barbara P. powiedział/a

    NSZZ POczytaj: Z sieci o Krzywonos cytat: Emocji i uwielbienie dla jedynej partii na pewno nie daje takiej przepustki. Henryka Krzywonos prosta, niewykształcona kobieta (ukończona szkoła podstawowa dla pracujących, czyli wieczorowa, było widać, słychać i czuć tępotę umysłowa) o dużej sile ekspresji i artykulacji (pyskata baba) jak zwykle dała się po raz kolejny wypuścić. Po raz pierwszy 15.08.1980 roku gdy zatrzymała tramwaj inicjując strajk w MPK i gdy następnego dnia poszła do stoczni zarejestrować nowy komitet strajkowy okazało się, że postulaty stoczniowców zostały załatwione i jest już po strajku i stąd te rozpaczliwe zabiegi o kontynuację strajku i dopisywanie nowych postulatów. Zresztą ta bohaterka tamtych czasów jednak długo nie cieszyła się zaufaniem swoich kolegów związkowych skoro już na jesieni odwołali ją z prezydium MKZ. Wtedy ta prosta , niewykształcona kobieta została urzędniczką w biurze interwencji MKZ gdzie miała swoje biurko (z jej wywiadu). O Henryce Krzywonos przypomniał potomnym Prezydent Lech Kaczyński odznaczając ją jednym z najwyższych odznaczeń – był to jeden z błędów prezydenta. I to nieszczęsne, mało kulturalne wtargnięcie na podium i wykrzyczenie tekstu wcześniej przygotowanego, nie nawiązujące do wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, i stąd wrażenie że nie bardzo go zrozumiała. Ot, kolejna okazja aby “dowalić” Kaczyńskiemu i zakłócić uroczystości bez legendarnego przywódcy. Udało się i stąd fala gratulacji “naszej Heni” w wieczornym TVN (Celiński, Torańska, Janas et consortes). Z drugiej strony nihil novi sub sone – za “pierwszej Solidarności” to było niemalże normą. Chyba nie jest uczciwe gloryfikowanie Pani Krzywonos poprzez wskazywanie, że niby to wychowała 12 dzieci (adoptowanych ?). Czy to jest forma bohaterstwa ? Pewnie tak, dawniej mówiono o bohaterach pracy. Ale czyż nie jest to też forma manipulacji na uczuciach. Przecież pani Krzywonos prowadziła rodzinny dom dziecka i za tą działalność dostawała “wynagrodzenie” do każdego wychowywanego dziecka. Z powodu wykonywania tej pracy przeszła w ubiegłym roku na emeryturę gdy zorientowała się, że rząd Tuska wydłużył wiek emerytalny kobiet o 5 lat (z dniem 1.01.2009 r.)

  8. Barbara P. powiedział/a

    Krzyki P.Krzywonos nie miały związku z przemówieniem P.Kaczyńskiego. Miała przygotowanego gotowca nie pokrywającego się, z tematem przemówienia J.K wiec wyszło ble, ble i się, ośmieszyła. P.Kaczyński to prawdziwy mąż stanu o wysokiej kulturze, wiedzy ma klasę jest patriotą, dba o wartości chrześcijańskie ma poparcie u 8 mln Polaków i dlatego jest atakowany przez PO z zazdrości.P.Krzywonos stanęła po stronie tych co doprowadzają Polaków do nędzy i ubóstwa, chyba nie pojęła idei Solidarności tylko tym wystąpieniem się, skompromitowała. Dzisiaj w tvn J.Stoltzmanowa ksywa Kwaśniewska chwaliła się , że zainspirowała, reżyserowała i napisała całe wystąpienie p. Krzywonos. Kartka w ręku(na zdjęciu – http://www.bankfotek.pl/view/740479 ) świadczy o “spontaniczności” tego wystąpienia. Dalibóg,wytłumaczcie bo nie rozumiem, czym Jarosław uchybił wielkości bratu jak powiedziała tramwajarka po szkole wieczorowej – podstawowej? Logika wypowiedzi jak u Bolka. L.Wałęsy. Krzywonos została wczoraj namaszczona i oświecona. Oświecenie nastąpiło w momencie, kiedy przystała do kliki Joli Kwaśniewskiej, a ta nauczyła ją jeść bezę. Ciekawe kiedy ta biedna kobieta zrozumie, to co dopiero teraz zrozumiał konfident Wałęsa, że na salonach warszawki może tylko robić za prostaczkę i namiestnikowskiego kaszalota, z którego za plecami wszyscy śmieją się, do pasa. A Olejnik o mało nie skręciło dzisiaj w zetce, Śniadek się, nie dawał więc jak to u niej w zwyczaju po chamsku wyłączyła mu mikrofon.

  9. Polar powiedział/a

    Ad 2
    zgoda, nie mówi również czym była dla Jaruzelskiego “Solidarność”, po wojnie Jaruzelsko-Polskiej.

    Ad 5
    To nie jest prawdziwa wojna. Prawdziwi tam są tylko ludzie. Należą oni do jednego, bolszewickiego obozu. Prawicy nie ma, a jakieś jej niedobitki są marginalizowane, lub neutralizowane w zarodku. Ten system działa już od lat i to nie jest jakiś polski ewenement. W tej chwili USA to chyba najbardziej socjalistyczny kraj, a może nawet komunistyczny. Tam też o władzę, tę realną władzę, bije się już tylko lewactwo. To wina oglądaczy niewinnej, wydawać by się mogło – “prognozy pogody” i “Mody na sukces”.

  10. Ant powiedział/a

    @ Polar
    “W tej chwili USA to chyba najbardziej socjalistyczny kraj, a może nawet komunistyczny.”
    Może dla niektórych zabrzmiało to mało wiarygodnie. Niestety po obejrzeniu filmu na discavery o farmerach amerykańskich nie śmiem w to wątpić. Zniewolono ich za sprawą dotacji – to nie żart. Najpierw pomoc wyglądała atrakcyjnie – potem jednak uzależniono ją od stawianych im oczekiwań. Obecnie farmerzy produkują żywność poniżej swojej opłacalności i dopiero dotacje państwa sprawiają, że mogą przetrwać do następnych zbiorów i… tak na okrągło na pasku zarządzających centralnie.
    To samo czeka i naszych rolników wraz z unijnymi. Na razie wygląda to dość atrakcyjnie i nawet o te dotacje walczą nie dostrzegając że uzależniają się na własną prośbę. Trudno im się nawet dziwić naszym rolnikom, kiedy stoją pod gilotyną. Trudno jednak uwierzyć, że nie dostrzegają tego politycy. Mamy więc do wyboru: albo są to idioci albo wyjątkowo parszywi szubrawcy skrywający przed społeczeństwem cele ku jakim to zmierza.

  11. Ant powiedział/a

    PS
    Ciekawe, kto zwrócił uwagę na fakt, że Jarosław Kaczyński w jednej z rozmów na forum międzynarodowym (w Anglii) stwierdził, że wolałby zamiast dotacji na rolników pieniądze przeznaczyć na armię mającej strzec suwerenności kraju. Tą wypowiedź, wyrywając z kontekstu, Komorowski w kampanii wyborczej obrócił przeciwko Jarosławowi a ogłupiałą część Narodu (oglądaczy niewinnej, wydawać by się mogło – „prognozy pogody” i „Mody na sukces”- za Polarem), nie była w stanie dostrzec, że została poddana po raz kolejny tępej manipulacji.

  12. Barbara P. powiedział/a

  13. Andrzejek2010 powiedział/a

    Barbara P.
    To, że część pasażerów przeżyła katastrofę jest pewne. Świadczą o tym rozmowy zarejestrowane w amatorskim filmie.

    Zastanówmy się.
    Mężczyzna zwracający się do kobiety słowami “niech pani spróbuje wyjść”
    Czy ów dialog można wytłumaczyć inaczej jak tym, że mężczyzna, który przeżył zwracał się do kobiety która przeżyła.
    Ponadto sens dialogu jest oczywisty i trudno tą wypowiedź przypisywać BORowikom lub grzybiarzom.

    Inne słowa które słychać w filmie to:
    Boże Ty Mój
    Aj
    O Jezu
    co jest kurde

    Ta ostatnia wypowiedź “co jest kurde” jest szczególnie dobrze słyszalna.
    Kto więc był autorem tych słów wypowiadanych po polsku?
    Jeżeli nie ocalali pasażerowie to kto?

    Zakładając, że wszyscy zginęli to kto wypowiadał te słowa i dialogi?
    Dlaczego prokuratura nie wyjaśniła tej sprawy do tej pory.

    Media POlszewików od początku roztrząsają sprawę strzałów tłumacząc, ze to dezodoranty, pękające gałęzie odwracając tym samym uwagę od słów jakie słychać w filmie.
    Dzieje się tak ponieważ można przyjąć wiele wersji przyczyn strzałów natomiast trudno jest znaleźć logiczne wytłumaczenie głosów i dialogów.

    Podaję linka do analizy z wyszczególnionymi dialogami o których piszę.
    Momenty rozmów zostały odszumione i pogłośnione. Dodatkowo napisy zostały zsynchronizowane ze słowami.
    Dodam jeszcze, że od dnia w którym film odnotował ponad tysiąc wejść i po trzech dniach uzyskał 3500 odtworzeń i pozycję nr 5 w wynikach wyszukiwania pod hasłem “strzały w smoleńsku”
    Obecnie film zniknął z wyników wyszukiwania You Tube i jedyna metoda na dotarcie do odbiorcy to przekazanie linku co też czynię.

  14. Andrzejek2010 powiedział/a

    I jeszcze jedno.
    To jest wywiad z rzekomym autorem filmu który opowiada bajkę wyuczoną na pamięć co bystry Internauta zauważył i opublikował.

    A to jest nieprawdopodobnie absurdalna wersja Rosjan dotycząca źródła strzałów pod przewrotnym tytułem.
    cała prawda o katastrofie

    A to wypowiedź polityka który przyjmuje za pewnik, że nikt nie przeżył.

    I jeszcze jeden zakłopotany fachowiec.

  15. Rozmyślania...Katarzyny powiedział/a

    Godziwe wynagrodzenie po polsku

    “Praca to nie jest coś, co można traktować jako koszt, który należy redukować. Prawa pracownicze to nie jest coś, co jest kosztem nieuzasadnionym, jak dzisiaj wielu mówi”.
    Prawa pracownicze, umowa o pracę, ubezpieczenia, prawa wolnych związków zawodowych, to “taka sama część naszej cywilizacji, jak spółka akcyjna, spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, jak akcja, jak giełda – instytucje, które zdołały stworzyć współczesny kapitalizm i gigantyczny sukces gospodarczy”.

    Gdzieś nam ta prawda w III RP umknęła. Jarosław Kaczyński przypomniał ją w swoim przemówieniu na Zjeździe „Solidarności z okazji 30 rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych , ale w ferworze cytowania przez wszystkie media krzyku tramwajarki została zagłuszona. A szkoda, bo rocznica Porozumień powinna być okazją do społecznej debaty nad rolą związków zawodowych w dzisiejszym świecie, a w Polsce w szczególności.

    Któż z nas, pobierający edukację w PRL, nie wzruszał się ciężką dolą chłopa i wyzyskiem robotnika. Krwiożerczy burżuj, kapitalista wysysał krew, odbierał godność, zabierał nadzieję. Może jeszcze niektórzy z nas pamiętają obowiązkową lekturę Igora Newerlego „Pamiątka z Celulozy”. Było tych lektur więcej i wydawały się nam one tanią propagandą. Z pewnością taki miały cel, ale opisy nędzy nie odbiegały od rzeczywistości.
    Opisy warunków pracy w XIX – wiecznych fabrykach, a potem początków XX wieku, znajdziemy też w podręcznikach.
    W tamtych czasach robotnicy zmuszeni byli zgadzać się na wszystkie warunki pracy, jak i wynagrodzenia, oferowane im przez pracodawców. Do ciężkiej pracy (12-16 godzinnej), w niszczących zdrowie warunkach, zatrudniano nawet dzieci. Na miejsce chorego robotnika stały w kolejce setki innych bezrobotnych przybyłych ze wsi.
    Dla właścicieli liczył się tylko zysk i to szybki. To właśnie w wyniku tzw. dzikiego kapitalizmu narodziły się związki zawodowe.
    I pomyśleć, że dziś, zdaje się, jesteśmy prawie w tym samy miejscu. Praca stała się bezosobowym towarem, a ci, którzy jej nie mają w opinii pracodawców są mało mobilni, źle wykształceni, leniwi i nastawieni na roszczenia. Bez zmrużenia oka przełykamy formułki typu; to normalne, że płace są niskie, bo konkurencja, wymaga obniżenia kosztów produkcji. Tak funkcjonuje kapitalizm. Dodajmy od siebie – dziki kapitalizm, przenoszony z krajów wysoko rozwiniętych tam, gdzie pracownika można traktować jak maszynę produkcyjną i po zużyciu wyrzucić na śmietnik.
    Czy tak Polska jest traktowana?
    Na to pytanie właśnie związki zawodowe, opierając się o gruntowną wiedzę socjologiczną i ekonomiczną, powinny nam odpowiedzieć.
    Tymczasem przez 20 lat nawet nie udało się nikomu ustalić koszyka minimum socjalnego, ba, nawet zapomniano już o takiej potrzebie.
    Czy jeszcze pamiętamy, co oznacza termin godziwe wynagrodzenie? A przecież nie jest to termin tylko etyczny, ma on swoje umocowanie w prawie międzynarodowym.
    Art.4 Europejskiej Karty Społecznej z 1961 r., którą Polska podpisała w listopadzie 1991 r., w momencie wstępowania do Rady Europy, jasno określa, co znaczy uznać prawo pracownika do godziwego wynagrodzenia. Oznacza to, ni mniej ni więcej, tylko:

    * uznać prawo pracowników do takiego wynagrodzenia, które zapewni im i ich rodzinom godziwy poziom życia;
    * uznać prawo pracowników do zwiększonej stawki wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych, z zastrzeżeniem wyjątków w przypadkach szczególnych;
    * uznać prawo pracowników, mężczyzn i kobiet, do jednakowego wynagrodzenia za pracę jednakowej wartości;
    * uznać prawo wszystkich pracowników do rozsądnego okresu wypowiedzenia w razie zwolnienia z pracy;
    * zezwolić na dokonywanie potrąceń z wynagrodzeń tylko na warunkach i w zakresie przewidzianym w ustawodawstwie krajowym lub ustalonym w układach zbiorowych pracy lub w orzeczeniach arbitrażowych.

    Na straży owego godziwego wynagrodzenia, które powinno starczyć nie tylko pracownikowi ale i jego rodzinie powinny stać związki zawodowe.
    Czy można opłacić czynsz, dojazdy do pracy, energię, zakupić żywność, opał, lekarstwa, ubranie, wyprawki do szkoły za płacę minimalną? O rozrywce, urlopie, nawet nie wspominam.
    A od tej płacy liczone są podatki i wszystkie składki, w tym emerytalne i zdrowotne. Resztę niektórzy pracownicy, poza budżetówką, dostają pod stołem. Czy można się dziwić, że budżet cienko przędzie a zadłużenie państwa rośnie? Skoro z płacy minimalnej nie może utrzymać się pracownik, to jakim cudem miałoby utrzymać się państwo?
    Czy możliwe jest przecięcie tego węzła gordyjskiego? I na to pytanie też powinny szukać odpowiedzi związki.
    A jeśli znajdą, jeśli będą chcieli wyegzekwować to prawo? Czy będą chętni i zdeterminowani jak stoczniowcy w 1980 r.? Czy znajdą się też chętni, tak jak wtedy, pracownicy innych zakładów w całej Polsce do poparcia ich? Ilu nas wtedy będzie?
    Problem liczebności związków zawodowych nie jest tylko problemem polskim. Zrzeszonych w nich Polaków jest zaledwie 15%. Jesteśmy na czwartym miejscu od końca wśród krajów UE. Są jednak gorsi od nas. W Europie najmniej związkowców jest we Francji – 8%. A jednak raz po raz czytamy: francuskie związki zawodowe rozpoczęły ogólnokrajowy strajk przeciwko…
    I za każdym razem tysiące pracowników opuszcza stanowiska pracy, by bronić swoich praw. Nie wiem czy tupią na nich tak jak w Polsce, że mieszają się do polityki, są destrukcyjne i hamujące rozwój gospodarki. Wiem jednak, że centrale związkowe we Francji mają swoją siłę niezależnie od liczebności i są skuteczne. Może każdy pilnuje tam swego? Może nie martwią się o pracodawcę, kryzys, rząd, tylko robią to, do czego zostały powołane? Bronią praw pracowniczych, negocjują, opiniują, a jak to nie skutkuje po prostu strajkują.
    Czy w Polsce takie silne związki są możliwe? Czy są potrzebne? Skąd mam wiedzieć, kiedy same związki nie są zainteresowane tym, by do pracowników trafić?
    Z kolportażem krucho, z wykorzystaniem Internetu jeszcze gorzej. Z trafieniem do pracowników w konkretnych zakładach pracy całkiem kiepsko.
    Siłę związku mierzy się masowością i determinacją działania. Ale jest i jeszcze coś, o czym niechętnie mówimy.
    W roku 1980 mogłam ja i inni związkowcy liczyć, że w przypadku szykan nie zostaniemy bez pomocy. Jeśli wyrzucą nas z pracy, nie umrzemy z głodu, jeśli aresztują, rodziną zajmą się przyjaciele. A jak jest teraz?
    Pod koniec lat 90-tych poprosiły mnie koleżanki o założenie komisji zakładowej w kuratorium oświaty. Zgodziłam się pod jednym warunkiem, że zrobimy to natychmiast, by kierownictwo nie miało wpływu na wybór prezydium.
    Liczba chętnych w tym momencie stopniała w błyskawicznym tempie. Dlaczego to wspominam? Bo tak sobie myślę, że jedną z pierwszych poprawek w związkowym statucie powinien być zakaz kierowania komisją zakładową przez członka związku, który bezpośrednio podlega szefowi. Czy można sobie bowiem wyobrazić sprawnie działającą organizację zakładową z przewodniczącym, który jest kierowcą szefa?
    Potrzebę istnienia związków zawodowych jako reprezentacji pracowników najemnych uzasadniał już w XVIII wieku klasyk ekonomii Adam Smith. I co ciekawe, nie oddzielał on pracy ludzkiej od osoby, a rozwój społeczeństwa wyprowadzał od psychologicznej zdolności człowieka do empatii. To, zdaniem Smitha, ludzka zdolność do zrozumienia potrzeb innych i zaspokajania tych potrzeb na drodze wymiany towarów i usług doprowadziła do rozwoju cywilizacji.
    Po wiekach przypomniał nam sens i wartość ludzkiej pracy Jan Paweł II. Cytujemy Jego słowa, powtarzamy, ale nic z tego nie wynika, albo bardzo niewiele.
    Śmialiśmy się kiedyś z roli związku zawodowego za komuny; szef pilnie opiniował zarządzenia kierownictwa, dopingował do pracy, w nagrodę dostawał talon na malucha, albo wczasy. Pokornym związkowcom też się czasem i coś dostało, w najgorszym wypadku worek cebuli lub ziemniaków jesienią.
    Dziś związki w prywatnych firmach są rzadkością, dba o to właściciel, po co mu kłopot? W firmach państwowych najważniejszą troską zdaje się być utrzymanie liczby członków tak, aby były etaty dla związku. Jak przewodniczący fika, to następnego dnia w prasie wylicza mu się, ile zarabia i gościu cichnie.
    Owszem, pracują sekcje regionalne i krajowe, biorą udział, jak ich zaproszą, w pracach komisji trójstronnej i … w końcu bez szemrania godzą się na kolejne wykreślenie z Kodeksu Pracy prawa pracowniczego, a komisje zakładowe niedługo już będą ograniczać się do dzielenia paczek świątecznych.
    Czyżbyśmy zatoczyli koło i cofnęli się do związków PRL?
    Dobrze się stało, że Jarosław Kaczyński przypomniał nam o roli i miejscu związków zawodowych, ale bez pracy nad ich reformą, ciężkiej harówy, jakiej kiedyś dokonali szeregowi działacze z 1980 r., skazani będziemy na kolejne wspominanie, jak to kiedyś pięknie było. A 40 rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych niewiele będzie się różnić od obecnej. I żadne to dla mego pokolenia pocieszenie, że prawdopodobnie wielu z nas będzie już świętować w lepszym, Bożym świecie.

    Katarzyna (23:39)

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 93 other followers