Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Zygmunt Haduch: SATYRA W SADZIE

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2012-01-13

W teatrze bywam w miare czesto ale w sadzie bylem po raz pierwszy w zyciu. Na szczescie. Sad zawsze kojarzyl mi sie ze „swiatynia prawa”, porzadku, powaga, miejscem gdzie wszystko jest utalone i uregulowane prawem, gdzie nie ma miejsca na improwizacje, gdzie prawda jest swieta a klamstwo i kretactwo wykluczone.  Widac mialem bledne pojecie bo to co zobaczylem i uslyszalem zakrawalo na satyre. Nie w wykonaniu Wysokiego Sadu, aktorzy ktorzy ta satyre usiluja uprawiac to dziennikarze pozwani przez Jana Kobylanskiego, niekwestionowanego przywodce Polonii w Ameryce Lacinskiej, tworcy i prezesa jednej z najwiekszych i preznie pracujacych organizacji polonijnych Unii Stowarzyszen i Organizacji Polskiech Ameryki Lacinskiej (USOPAL).  Dodac nalezy niekwestionowany przez polskich emigrantow, to polscy dziennikarze usiluja wmowic polskiemu spoleczenstwu czarny obraz czlowieka, ktory jest uhonorowany  wieloma odznaczeniami polskimi i zagranicznymi, byl szanowany przez rzady polskie za czasow Walesy i Kwasniewkiego a teraz nagle zostal wyklety. Odebrano mu konsulat honorowy a media odsadzily od czci i wiary.

        Zastanowic sie nalezy czy napewno dziennikarze sa polscy. Jezeli bowiem Jan Kobylanski buduje pomniki polskiemu papiezowi i we wszystkich swoich dzialaniach wspiera kazda inicjatywe dla  obrony i promocji Polski w swiecie a dziennikarze za to go poniewieraja to czy naprawde mozna mowic o nich „polscy”?. Czy naprawde mozna mowic o nich dziennikarze?. Bowiem dziennikarz to zawod obligujacy do rzetelnego i zgodnego z prawda przekazywania informacji, tymczasem teksty napisane przez pozwanych do sadu sa stekiem klamstw. Takie pisanie nie ma nic wspolnego z etyka dziennikarska. Powinni byc pozbawieni wykonywania zawodu, tymczasem zachowuja sie przed sadem tak jak pisza w gazetach, butnie i bez szacunku dla prawa, sadu i publicznosci sluchajacej ich klamliwych wywodow. Wychodzac z sadu ktos z publicznosci powiedzial: „czulo sie ducha lat  50-tych w Polsce”.

      Dlaczego tak uwazam? Dlaczego mam prawo tak uwazac? Otorz jestem na emigracji w Ameryce Lacinskiej od 24 lat, znam dokladnie dzialalnosc organizacji polonijnych, znam dzialalnosc USOPAL i jej Prezesa Jana Kobylanskiego. On to osobiscie zapalil nas w Meksyku do stworzenia organizacji polonijnej. Przez kilkanscie lat dzialalnosci  mozemy poszczycic sie wieloma akcjami. Wspomne wspolorganizacje trzech wizyt Lecha Walesy, wiele wizyt polskich ambasadorow. Duza akcja zwiazana z wizyta w Monterrey Premiera Belki z kilkoma ministrami owczesnego rzadu. Zaden zespol muzyczny, folklorystyczny, zaden artysta czy sportowiec, ba zaden student przyjezdzajacy na semestralna wymiane nie pozostawali bez pomocy naszego zwiazku. Co roku przywoze do Polski 15 do 30 studentow z mego uniwersytetu na kursy letnie. Oni potem sa najlepszymi ambasadorami Polski w swiecie. Jeden z moich bylych studentow otworzyl przewod doktorski w Polsce a dwu wykonuje badania do swoich doktoratow. Kilka doktoratow juz zostalo w Polsce zakonczonych. Nagroda? Nikt z nas nie pracuje dla nagrod ale tez nie pochwalamy stwierdzen typu … „ale ja tu nie przyjechalem do Polakow” – taka byla odpowiedz Lecha Walesy na moje slowa powitania Pana Prezydenta w imieniu miejscowej Polonii. Nie oczekujemy pochwal ze strony obecnego rzadu jako ze jestesmy na „czarnej liscie” MSZ jako ci ktorzy sa po stronie Jana Kobylanskiego. Dzialamy dla dobra Polski, jednej ojczyzny wszystkich Polakow tych w kraju i tych poza jej granicami.

   Ale wrocmy do procesu. Wszyscy pozwani spiewaja jak w zgodnym chorze:  „Czy zgadza sie Pan (i) z zarzutami?”  -„Nie”.  „ Czy bedzie Pan (i) odpowiadal na pytania sadu” -„Nie” ??? „Co ma Pan (I) na swoje wyjasnienie”?  No i tutaj zaczyna sie satyra.  Wszyscy pozwani odpowiadaja, ze to co napisali lub powiedzieli oparte bylo na wiarygodnych zrodlach.  Jakie sa to wiec  te „wiarygodne zrodla”? Po pierwsze publikacja Mikolaja Lizuta z 2004 roku bedaca perfidnym paszkwilem i stekiem klamstw. Przyklad, opisujac ranczo Jana Kobylanskiego Lizut pisze, cytuje: …”na rowno przystrzyzonych trawnikach stoja pomniki Prezesa”… Niby niewinne klamstwo, ale kto za zycia stawia sobie pomniki. Bylem wielokrotnie na „Estancji” Don Juana i jakos jego pomnika nie moge sie tam dopatrzec.  Tak,  ale jak to klamstwo moze zweryfikowac polski czytelnik? Inni powoluja sie na „material zrodlowy” jakim jest audycja telewizyjna z udzialem Ryszarda Schepfa i Jaroslawa Gugaly w ktorej zmieszali z blotem Jana Kobylanskiego.  A byla to zamsta za czasy w ktorych obydwaj panowie pelnili funkcje dyplomatyczne  w Ameryce Lacinskiej. Zapomina sie jednak ze Shnepf zostal przez MSZ odwolany z funkcji za przekrety finansowe i machlojki nie licujace godnoscia ambasadora czego nie pochwalal Jan Kobylanski a   tamtejsza Polonia uznala takich przedstawicieli Polski za „personas non grata”.

Pani  Agnieszka Kubik stwierdza przed sadem, ze teksty „Sowiecki szpieg” i  „Kobylanski zawsze szkodzil Polsce” nie sa napisane przez nia ale jest to … „wybor dokonany przezemnie z wywiadu Jaroslawa Gugaly i Ryszarda Shnepfa z Monika Olejnik… „Rozmowcy to osoby godne zaufania, majace doswiadczenie i wiedze o Janie Kobylanskim”… W ten sposob mozna w Polsce zniszczyc kazdego.  Ktos napisze lub powie klamstwo,  ktos inny opiera sie na tym klamstwie jako na „materiale zrodlowym” nie uznajac za stosowne sprawdzania   wiarygodnosci informacji. SATYRA.

Na koniec rozprawy sedzia proponuje termin nastepnej rozprawy na sierpien. Na to nie zgadza sie jedna z pan obroncow, „niemozliwe, w sierpniu  ja jestem z dzieckiem na wakacjach” !?  Czy naprawde strona pozwana moze dyktowac sadowi terminy rozpraw?.

   Czy prawo rowne dla wszystkich

      Porownajmy dwie sprawy sadowe, dwa przypadki bardzo podobne. Oto w „Gazecie Wyborczej” z dnia 1-go lipca 2009  ukazal sie tekst „Dziennikarz skazany za artykul” .  Czytamy: …Robert Rewinski byl scigany za pomowienie (art. 212 kodeksu karnego) z oskarzenia prywatnego”.. zupelnie jak w procesie Kobylanskiego. Dalej; …”Rewinski przeprowadzil sie w tym czasie do Warszawy. Sad wyslal za nim list gonczy z decyzja o tymczasowym aresztowaniu na dwa miesiace”.  Dalej informacja ze siedzial w areszcie i wyszedl po wplaceniu 15 tys. zl kaucji.  Oskarzeni w procesie Kobylanskiego nie stawiaja sie w sadzie:… „z uwagi na wazne obowiazki sluzbowe”, … „swieto Gazety,”  „zawiadczenie lekarskie” lub poprostu bez zadnego wyjasnienia. Glowni pozwani Mikolaj Lizut i Adam Michnik nie pokazali twarzy ani na pierwszej ani na drugiej rozprawie a sa na miejscu w Warszawie i nikt za nimi listow gonczych nie wysyla.  Rewinski tak przez sad pierwszej jak i drugiej instancji …”zostal skazany za to, ze w tekscie podal nieprawde”.. „a wobec  dziennikarza oczekuje sie wyzszych zasad i srodkow ostroznosci.”…Jak to? Od jednych dziennikarzy oczekuje sie przestrzegania „wyzszych zasad”  etyki dziennikarskiej  a inni piszac wierutne klamstwa, wprost ponizajac czlowieka,  nie poczuwaja sie do winy. A wiec panstwo prawa rownego dla wszystkich czy atrapa prawa z ktorego wybrancy moga sobie robic satyre.

Dzis widac wyraznie, ze proce toczacy sie przed sadem w WARSZAWIE  ——– Mokotow obliczony jest na zmeczenie materii.  Porownajmy. Przewinienie dotyczace Rewinskiego dokonane bylo w 2004 roku, dzis w 2009 jest juz wyrok sadow dwu instancji.  W przypadku Kobylanskiego pierwszy ochydny paszkwil ukazal sie latem 2004 roku a sprawa weszla na wokande sadu dopiero wiosna 2009 roku.  Ktos liczy na to, ze styrany obozami koncentracyjnymi i zyciem Jan Kobylanski odejdzie z tego swiata i bedzie po problemie.  Komus zalezy na poroznieniu Polakow tych mieszkajacych w Polsce i na emigracji, komus zalezy na rozbiciu jednosci Polonii.  Od tego zreszta sie zaczelo.  Gazeta Wyborcza wyslala swojego szpicla Lizuta  do Urugwaju ktory pod zmienionym nazwiskiem dostal sie do USOPAL jako student aby „zbierac materialy do swojej pracy dyplomowej”.  A wszystko bylo po zorganizowaniu przez Jana Kobylanskiego „kongresu jednosci” Kongresu Obu Ameryk na ktorym porozumialy sie najwieksze organizacje kontynentu amerykanskiego,  Kongresu Polonii Amerykanskiej, Kongresu Polonii Kanadyjskiej KPK i USOPAL. Kogos kluje w oczy jednosc Polonii i Polakow.  Kogo i dlaczego?

 

Zygmunt Haduch

Prof. Tytularny Uniwersytetu

Prezes Zwiazku Polakow i Przyjaciol Polski w Meksyku

About these ads

Odpowiedzi: 2 to “Zygmunt Haduch: SATYRA W SADZIE”

  1. @ + @ = @@ said

    Czy kto widział na tym świecie przypadki, ażeby właściciele folwarków za własne przewinienia sami sobie wytaczali procesy i skazywali siebie na jakieś kary? Wykluczone! Ale gdyby jego własny pies głośniej zawarczał na to, że właściciel wyrządził mu krzywdę, to właściciel folwarku (i psa) w zanadrzu ma kija, którym go zdzieli.

    A pies? Jemu wymiar sprawiedliwości i tak nic nie zrobi… A za okazanie sprzeciwu pies pogarsza sobie tylko własną dolę. Na tym przykładzie najlepiej widać dlaczego bandzie Michnika wolno wszystko. A my tylko możemy popatrzeć na ten sąd i pokiwać głową.

    PS.
    Nawet sensownie w tekście Z. Haducha usadowiła się niedogodność językowa wynikająca z braku czcionki „ą”. To wcale nie razi. Z tego powodu „sąd” w brzmieniu „sad” jest bliższy prawdy. Można powiedzieć, że faktycznie mamy satyrów w sadzie, a nie satyrę w sądzie. Satyr kojarzy się z bożkiem Bachusem i mocno podchmieloną głową. To tłumaczy postanowienia sędziów. Ich reakcje są typowe dla zachowań podchmielonych satyrów, a poznać je można po ich nienormalnych zachowań i wygadywanych bzdurach.

  2. Analityk said

    Pan Haduch napisał “…polscy dziennikarze usiluja wmowic polskiemu spoleczenstwu czarny obraz czlowieka, ktory jest uhonorowany wieloma odznaczeniami polskimi…”.
    Z całym szacunkiem ale czy naprawdę Pan w to wierzy, że są to „polscy dziennikarze” czy to tylko przejęzyczenie w rozpędzie pisania niniejszego artykułu? Dla mnie to są „polskojęzyczni” wrogowie Narodu Polskiego i trzeba KAŻDEGO z nich zapamiętać i wymierzyć mu karę jak najszybciej i jak najbardziej dotkliwą. Zawsze trzeba działać zgodnie z zasadą biblijną „po czynach poznamy”, a słowa Wałęsy przytoczone przez Pana „ale ja tu nie przyjechalem do Polakow” wystarczyły aby rozpoznać kim on jest – ten antypolski smieć.

    Z perspektywy czasu widać, że zapraszanie takich jak agenta Wałęsa czy Belka było dużym błędem. Obaj okazali się Antypolakami wspierającymi najgorszych wrogów Polaków w ich działaniach przeciw Narodowi Polskiemu. Po czynach widać to do dnia dzisiejszego.

    Co do robienia doktoratów w Polsce w dzisiejszych czasach przez Polaków z Meksyku też miałbym wątpliwości. Oby pod wpływem członków z Partii Obwiesiów, jej herszta Thuska i służalczej Halowej nie zostali spreparowani na Antypolaków.

    Natomiast co do sądów w Polsce to – więcej niż pewnik – są tam jak widać sami Antypolacy a nawet gorzej bo ZDRAJCY chroniący wszelkie szumowiny działające przeciw Narodowi Polskiemu.

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 193 obserwujących.

%d bloggers like this: