Włoska prasa pisze, iż nieobecność zachodnich przywódców na pogrzebie polskiej pary prezydenckiej w Krakowie była żenująca, a przybycie prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, który postanowił przylecieć za wszelką cenę, to dowód determinacji i woli pojednania. “Miedwiediew jako jedyny Wielki rzucił wyzwanie zamkniętemu niebu” – podał Corriere della Sera. Przypominamy, iż Miedwiediew leciał pod chmurą popiołu wulkanicznego.
No cóż – z woli Opatrzności pogrzeb Prezydenta i Jego Małżonki odbył się w zasadzie w gronie rodzinnym. Nie zawiodły bowiem reprezentacje takich krajów, jak Czechy, Słowacja, Litwa, Ukraina, Rosja… Jedynie Niemcy przysłały swego prezydenta.
Czy ma być to powodem do rozczarowania? W żadnym wypadku. Wiadomość, że np. prezydent Berek Obama w czasie, gdy odbywał się jeden z najuroczystszych pogrzebów w historii Polski, grał sobie w golfa, powinna uzmysłowić największym nawet entuzjastom opcji amerykańskiej, ile znaczymy dla USA i jak bardzo możemy na ten kraj liczyć. Podobnie powinni sobie przemyśleć, ile Polska znaczy dla UE.
Poza tym… Zgromadzenie w jednym miejscu aż tylu rozgrywających w polityce światowej mogło by stanowić zachętę nie tylko dla mitycznych „terrorystów”, ale i dla pewnego państwa, zamieszkałego głównie przez Anglosasów i potomków Hiszpanów, ale rządzonego przez zupełnie kogo innego. Państwo to – a właściwie jego rząd – uważa, iż ma prawo mieszać się do wszystkiego na całym świecie, np. napadać na różne kraje bez wypowiadania wojny, zmieniać im ustrój, rządy itp.
Pamiętamy, gdy wojskowi tego państwa zabili reportera CNN, ponieważ pomylił im się imponujący teleobiektyw aparatu fotograficznego z bodajże granatnicą. Stało się to daleko poza granicami USA i do dziś nie wiemy, czego ci wojskowi tam szukali.
Czyż laweta w orszaku żałobnym nie mogła by się kompetentnym specjalistom pomylić z wyrzutnią rakietową?
Czyż wystarczającym powodem do interwencji nie było by np. krzywe anty-coś-tam spojrzenie, jakie niejeden mieszkaniec Krakowa wysłał by po adresem szacownych gości i ich ochroniarzy? W końcu agenci Mosadu mają chyba niejedno doświadczenie z polskimi antysemitami z okazji „Marszu Żywych”…
S. Chamilton





Pominięcie w uchwale Sejmu słowa „ludobójstwo” w odniesieniu do rzezi Polaków dokonanej na Kresach Wschodnich przez ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA miało, wedle naszych władz, służyć uniknięciu wywołania konfliktu między Polską a Ukrainą. Ale nawet tak powściągliwa uchwała, nieoddająca całej prawdy historycznej, wywołała protesty ukraińskich nacjonalistów, którzy nie dość, że zaprzeczają czystkom etnicznym na polskiej ludności, to jeszcze oskarżają Sejm o ukrywanie „okupacyjnej istoty Armii Krajowej i innych polskich formacji wojskowych” pod „obłudnymi słowami o obronie cywilnej ludności”. 