Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Matka musiała siłą odebrać dziecko Jugendamtowi

Posted by redakcjawp w dniu 2008-10-30

Unia na rzecz Europy Narodów rozpoczęła prace nad projektem rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie likwidacji systemu Jugendamtów

Polka, której niemiecki Jugendamt zakazał kontaktów z synem, nie widząc innego wyjścia, posunęła się do desperackiego czynu i siłą odebrała swoje dziecko. Teraz za taki czyn grozi jej odpowiedzialność karna, a nawet wyrok więzienia.

Polka w miniony piątek ok. godziny 16.00 wywiozła swojego dziewięcioletniego syna z Duesseldorfu. Niemieckie gazety, opisując to zdarzenie, podają nazwisko zdesperowanej matki, twierdząc, iż jest to Beata Pokrzeptowicz, która od kilku lat bezskutecznie walczy z niemieckimi urzędnikami o prawo do opieki i prawo do widzeń ze swoim synem. W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” rzecznik prasowy policji w Duesseldorfie potwierdził nam fakt odebrania dziecka i opisywane przez prasę zdarzenie, ale ani nie potwierdził personaliów matki, ani im nie zaprzeczył.
Dowiedzieliśmy się w prokuraturze, że za taki czyn zgodnie z paragrafem 235 niemieckiego kodeksu karnego, który mówi o nielegalnym odebraniu nieletniego opiekunowi wbrew jego woli, grozi kara do pięciu lat pozbawiania wolności, kara grzywny lub obie te kary łącznie.
Z nieoficjalnych źródeł dowiedzieliśmy się, że matka pojechała z dzieckiem do Francji.
Polscy rodzice pokrzywdzeni przez niemieckie Jugendamty od wielu lat bezskutecznie proszą o interwencję zarówno niemiecką, jak i polską stronę. Niestety – jak sami stwierdzają – jedynie minister Anna Fotyga wykazywała zainteresowanie ich problemami. Poinformowali o nich opinię międzynarodową, Parlament Europejski, Komisję Petycji Parlamentu Europejskiego i Komisję Europejską, ale ciągle dla większości polskich dyplomatów temat dyskryminującego postępowania urzędników Jugendamtów to tylko pojedyncze przypadki, a nie poważny problem społeczny.
Zupełnie innego zdania jest eurodeputowany Bogusław Rogalski, który podczas dyskusji w Parlamencie Europejskim o ochronie praw dziecka stwierdził m.in., że każde dziecko musi mieć zagwarantowane prawo do utrzymywania stałego i bezpośredniego kontaktu z obojgiem rodziców, a także prawo do wychowania w kulturze rodziców oraz prawo do nauki języka obojga rodziców. – Te prawa są nagminnie łamane przez niemiecki Urząd ds. Dzieci i Młodzieży Jugendamt w stosunku do dzieci, których jeden z rodziców jest obcokrajowcem. W przypadku rozwodu Jugendamt doprowadza wszelkimi sposobami do pozbawienia praw rodzicielskich rodzica, który nie jest Niemcem. Dzieciom odbiera się prawo do nauki języka drugiego rodzica, zabrania się rozmowy podczas wyznaczonych widzeń w języku innym niż niemiecki. W oficjalnych pismach stwierdza się, że dwujęzyczność jest dla dzieci szkodliwa. W samej tylko Komisji Petycji jest złożonych ponad 250 skarg na działalność tego urzędu. Mimo że rok temu Komisja Europejska stwierdziła, iż działania niemieckiego Jugendamtu łamią artykuł 12 traktatu wspólnotowego, który zakazuje wszelkiej dyskryminacji, to państwo niemieckie jeszcze bardziej zaostrzyło praktyki dyskryminujące dzieci obcokrajowców i to jest oczywisty skandal – stwierdził Rogalski.
Asystentka europosła Bogusława Rogalskiego Agnieszka Kuczys zapewniała nas, że stworzona w parlamencie grupa Unia na rzecz Europy Narodów (UEN), której polski poseł jest członkiem, rozpoczęła prace nad projektem rezolucji PE w sprawie likwidacji systemu Jugendamtów. Podobnie wielu prawników oraz osoby pokrzywdzone przez niemieckich urzędników zrzeszone w Stowarzyszeniu Polscy Rodzice przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech opowiadają się za likwidacją Jugendamtów.
Waldemar Maszewski, Hamburg

www.naszdziennik.pl

Reklamy

Komentarzy 5 to “Matka musiała siłą odebrać dziecko Jugendamtowi”

  1. dag said

    Całe miasto finansuje Agorę

    182,5 tys. zł – to kwota, jaką Urząd Miasta Stołecznego Warszawy zapłacił z budżetu miasta – a więc z kieszeni wszystkich warszawiaków – spółce wydającej „Gazetę Wyborczą”. Pieniądze zostały przelane pod pretekstem „Święta Warszawskiego Metra” na stacji Warszawa Młociny. Jego zorganizowanie powierzono w bezprzetargowym trybie. Zawierając umowę z Agorą, miasto naciągnęło przepisy regulujące zasady udzielania zamówień z wolnej ręki. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że tuż przed przydzieleniem Agorze lukratywnego zlecenia Hanna Gronkiewicz-Waltz była ostro krytykowana przez media Agory, po podpisaniu umowy krytyka ucichła.

    Jak wynika z zamówienia opiewającego na kwotę 180 tys. zł, podpisanego między miastem stołecznym Warszawa a spółką Agora SA (ZP/EG/341/II-203/08), to opłata za przygotowanie i przeprowadzenie 25 października na stacji metra Warszawa Młociny widowiska plenerowego „Święto Warszawskiego Metra”. Impreza finalizująca 25 lat budowy warszawskiego metra zorganizowana przez „Agorę” pod patronatem „Gazety Wyborczej” rzeczywiście się odbyła.
    Pytania i zastrzeżenia jednak budzą nie tylko koszty całej imprezy – 180 tys. zł, ale też powód i tryb zawarcia takiej umowy.
    Zlecenie dla spółki wydającej „Gazetę Wyborczą” miejscy urzędnicy podpisali, nie przeprowadzając wcześniej ani przetargu, ani procedury konkursowej. Tymczasem, choć przepisy ustawy o zamówieniach publicznych pozwalają w przypadku udzielania zamówienia w zakresie działalności twórczej lub artystycznej na podstawie art. 67 ust. 1 dokonać wyboru wykonawcy w trybie z wolnej ręki, to jednak obowiązująca interpretacja prawna zapisów tejże ustawy wskazuje, że w tym przypadku prawo mogło zostać złamane. Dopuszczalność udzielenia zamówienia z wolnej ręki uzależniona jest od istnienia na rynku w danym miejscu i czasie tylko jednego wykonawcy, który może wykonać określone zamówienie. Co więcej, taki stan rzeczy musi mieć przy tym charakter trwały i nieprzezwyciężalny.
    Tymczasem w samej stolicy funkcjonuje co najmniej kilkanaście prężnych firm, które taką imprezę mogłyby zorganizować: zarówno prywatnych, jak i miejskich. Do żadnej z nich urzędnicy nie zwrócili się z ofertowym zapytaniem. Zlekceważono również największą warszawską instytucję kulturalną – stołeczną Estradę.
    – Nie otrzymaliśmy takiej propozycji – przyznaje Marek Will, wicedyrektor Estrady.
    Z pytaniami o powód takiego a nie innego wyboru, koszty, wreszcie pominięcie przewidzianej prawem procedury zwróciliśmy się wczoraj do miejskich urzędników. Okazało się, że wyjaśnienie sprawy sprawia im poważne trudności.
    – My się tym nie zajmowaliśmy, to prowadziło Biuro Promocji – tłumaczy Marek Kraszewski, dyrektor Biura Kultury Urzędu Stołecznego Miasta Warszawy.
    Tomasz Andryszczyk, rzecznik Hanny Gronkiewicz-Waltz, zapewnił nas wczoraj, że odpowiedzi otrzymamy „jeszcze w tym tygodniu”. Tymczasem, jak się dowiedzieliśmy w Biurze Prawnym Urzędu Stołecznego Miasta Warszawy, stosowną opinię dyrektor tego wydziału – Jowita Dzierzgowska, jeszcze wczoraj po południu przekazała do Biura Promocji. Do „Naszego Dziennika” jednak nie trafiła.
    Kontrowersji wokół przekazania z wolnej ręki wydawcy „Gazety Wyborczej” 180 tys. zł jest jednak więcej. Kilkanaście dni przed podpisaniem lukratywnego kontraktu z Agorą Hanna Gronkiewicz-Waltz była ostro krytykowana w mediach należących do tego koncernu. Powodem był wypadek, jaki przed kilkoma tygodniami zdarzył się na stacji metra Warszawa Centrum, kiedy to niewidomy student dziennikarstwa wpadł pod wagonik kolejki. Ratusz krytykowano wówczas m.in. w publikacji „Niewidomi boją się metra” (18.09 gazeta.pl) za lekceważenie problemów osób niewidomych, niewłaściwe zabezpieczenia na peronach. Jak zauważyli internauci komentujący sprawę, po podpisaniu umowy krytyka gwałtownie ucichła.
    Wojciech Wybranowski

  2. Lubomir said

    Nie tylko Jugendamty pachną hitlerowskim rasizmem. Duch Hitlera wciąż jest reanimowany nad Renem i Menem. Odrestarowanie hitlerowskiego Reichstagu wkomponowuje się we wciąż pełzający nazizm. Pomnik Holocaustu Serbołużyczan z pewnością nie pojawi się w ojczyżnie ‚niemieckich nadludzi’. Tu wciąż liczy się buta i wszechobecny prymat niemczyzny.

  3. Janusz said

    Dobrze zrobila i podziwiam ja za ten czyn.Prawde mowiac ja tez to planuje tylko ze dziecko to bedzie szczerzone przez uzbrojonych ludzi,ktorzy na widok JUGENDAMTU bez zawachania otworza ogien.Nikt tego nie rozumie,ale gdyby ta pani obecnie w polsce to niemieckie prawo nie zadziala,a ze to by byl jej pierwszy taki numer to polski sad nigdy nie wsadzil by matki do wiezienia.Maksymalny wyrok to zawiasy,choc prawdopodobnie odstapil by od wymierzenia kary na zaistniala sytuacje.

  4. Janusz said

    http://www.inhr.net/artikel/150-kinder-pro-jahr-get%C3%B6tet-unter-aufsicht-vom-jugendamt

  5. Janusz said

    http://w53.wrzuta.pl/audio/7xKBmit3uFW/jugendamt_christof_hen

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: