Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

„Opór”. (Nie)prawdziwa historia braci Bielskich

Posted by redakcjawp w dniu 2009-01-23

Istnieją pisemne i ustne przekazy, które potwierdzają udział „partyzantów” żydowskich w pacyfikacji Naliboków i wymordowaniu ok. 130 polskich mieszkańców

Od miesięcy robiono medialny szum wokół superprodukcji Hollywoodu, czyli filmu „Opór” („Defiance”) z Danielem Craigiem w roli głównej. Aktor ten jest znany przede wszystkim jako kolejne wcielenie „Agenta 007”, czyli fikcyjnego Jamesa Bonda, dokonującego na ekranach rzeczy niemożliwych i to z niezwykłą łatwością. Był to trafny wybór. Aktor w filmie „Opór” miał bowiem pokazać również rzeczy, które tak naprawdę nie miały miejsca w rzeczywistości. Twórcom nie przeszkadzało jednak informować widzów już w zwiastunach, że film jest oparty na faktach. A więc – prawda czy nieprawda? Czy to, co zobaczymy na ekranach, wydarzyło się w rzeczywistości, czy też jest to kolejna fikcja literacka nastawiona na toporną propagandę i indoktrynację w ustalonym z góry kierunku?

„Badacze” z „Wyborczej”
Rzecz komplikuje się jeszcze bardziej, bo oto „Gazeta Wyborcza” oddelegowała dwóch swych redaktorów do zbadania i opisania historii braci Bielskich. Autorzy, Piotr Głuchowski i Marcin Kowalski, zatytułowali książę tak: „Odwet. Prawdziwa historia braci Bielskich” (Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa 2009). Czy z prawdą można polemizować? Jeśli rzecz została zbadana starannie i jest odpowiednio udokumentowana, bez pomijania czegokolwiek, co rzuca choćby cień na tok rozważań autorów, to oczywiście polemika nie ma sensu. Wystarczą same pochwały. Ale jeśli tak nie jest? Jeśli film, a w ślad za nim książka aż tak prawdziwa nie jest, to jak najbardziej – nie tylko można, ale po prostu trzeba stawić opór czarnej, jednostronnej propagandzie.
W 1994 r. Adam Michnik ogłosił na łamach swej gazety, że „zdolność do konfrontowania się z ciemnymi epizodami własnego dziedzictwa jest dla każdego narodu egzaminem z dojrzałości demokratycznej. Twierdzę, że Polacy dojrzeli do demokracji, co znaczy, że mają prawo do pełnej prawdy o własnej przeszłości”. Wtedy chodziło o osławioną sprawę Powstania Warszawskiego i podparcie jakimś autorytetem tego, co na łamach „Wyborczej” napisał jej ówczesny kierownik działu kulturalnego Michał Cichy. Później wyszło na jaw, że autor paszkwilu na powstańców warszawskich preparował dokumenty, fałszował cytaty i – choć sam historyk z wykształcenia – wykonał pracę nie tyle historyczną, co histeryczną. Następnie zniknął na wiele lat…
Nie była to jedyna taka dyskusja na łamach tejże gazety. Tak samo było bowiem ze sprawą Jaffy Eliach i tym, co napisała o Ejszyszkach, jak to oddziały AK gromiły Żydów w nowej, sowieckiej już rzeczywistości. W tym przypadku również dyskusja została przerwana w miejscu najmniej wygodnym, gdy ukazały się rzeczowe publikacje, podparte solidną faktografią i badaniami źródłowymi, które gazetowe „ustalenia” obracały w perzynę.
Przypuszczam, że teraz będzie podobnie – już rozpoczęła się dyskusja. Nawet na forum internetowym „Gazety Wyborczej” czytelnicy wzięli pod lupę ustalenia jej dziennikarzy, jak choćby kłamliwe twierdzenie o rzekomym istnieniu „polskiego batalionu SS” na froncie wschodnim.
Nie trzeba było długo czekać. Jeden z autorów, Marcin Głuchowski, „przedstawił się”, odpowiadając jednemu z krytyków: „Jak mniemam, jesteś historykiem, ja – tylko dziennikarzem, pewno wszystkie szczegółowe kwestie, o których piszesz, przedstawiają się tak jak twierdzisz, mimo to – sądzę, że książka Cię nie rozczaruje pełno w niej oczywiście skrótów (typu batalion SS zamiast pomocniczy batalion policyjny pozostający częściowo pod dowództwem SS) ale zważ, że napisaliśmy powieść dla ludzi, a nie pracę historyczną – to ma się czytać” (http://forum.gazeta.pl/forum /72,2.html?f=521&w=89722520&a =89777089).
I właściwie wszystko jest jasne – tak samo jak prawdziwym założeniem filmu „Opór” nie było pokazanie prawdy, tak samo dziennikarze „Wyborczej” zamiast „prawdziwej historii” dali nam „powieść dla ludzi”, z ideowym uzasadnieniem takiego podejścia: „to ma się czytać”. Ale w takim razie po co dobudowywać do wszystkiego ideologię, że jest w tym jakaś prawda?

100 km od miejsca zbrodni…
Jeśli tak zasobna gazeta, którą stać przecież na wynajęcie profesjonalistów, mających lepsze przygotowanie do badania historii niż to, jakie nam zaprezentował jeden z autorów, traktuje sprawę po macoszemu, powierzając ją osobom w ogóle do tego nieprzygotowanym, to rezultaty muszą być takie, jakie są. A są bardzo marne. Oto co według własnego mniemania ustalili dziennikarze „Gazety Wyborczej”: „Pojechaliśmy na Białoruś, odnaleźliśmy ludzi, którzy pamiętają Bielskich oraz sowieckie dokumenty, gdzie partyzanccy dowódcy opisują mord w Nalibokach jako zwycięstwo w walce z ‚niemieckim garnizonem’. W archiwach są nazwiska czterech dowódców akcji nagrodzonych za ten ‚bój’ – to towarzysze Gulewicz, Muratow, Szaszkin i Surkiew. Paweł Gulewicz wymieniony jest jako ten, który osobiście zabił czterech ‚faszystowskich pachołków’.
Znaleźliśmy też ostatnich żyjących partyzantów Bielskiego: mieszkają na Białorusi, w USA i w Anglii. Ich relacje zgadzają się z zawartością sowieckich archiwów – w dniu pacyfikacji Naliboków (8 maja 1943 r.) – oddział Tewjego Bielskiego stacjonował 100 kilometrów dalej.
– Byli wtedy w miejscowości Stara Huta – opowiada Tamara Wiarszycka, historyk i dyrektor muzeum regionalnego w Nowogródku, gdzie znajduje się największy zbiór dokumentów pozostałych po Bielskich. – Do Puszczy Nalibockiej przeszli dopiero parę miesięcy później, o czym można przeczytać w opublikowanych już dawno relacjach” (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6124559,Prawdziwa_historia_Bielskich.html).
Na oko wszystko wygląda wiarygodnie: pojechali, sprawdzili, zbadali, rozmawiali i wszystko opisali najlepiej, jak tylko potrafili. Ale z poznawczego punktu widzenia znacznie ważniejsze jest to, czego nie sprawdzili, nie zbadali i nie opisali. Pominięte jest bowiem wszystko to, co przeczyło z góry założonej tezie: że oddział Bielskich nie uczestniczył w masakrze. Ważne jest zatem to, co mówi jakaś Tamara Wiarszycka z Białorusi (czy znane są jej jakiekolwiek poważne publikacje na ten temat, skoro autorzy mianują ją historykiem?). Ale nie jest ważne to, co można znaleźć w dokumentach i relacjach, a co przeczy jedynie słusznej wersji.
Niewątpliwie „historycy” z „Wyborczej” mają poważne problemy z geografią. Choćby z publikacji Nechamy Tec wiemy, gdzie grupa Bielskiego przebywała w kwietniu i maju 1943 roku. Były to m.in. lasy jasionowskie, nieco na zachód od Wsieluba i rodzinnej wsi Bielskich – Stankiewicz. To niespełna 50 km od Naliboków! A skądinąd wiemy, że na osławione „operacje gospodarcze” uzbrojone grupy od Bielskiego wyprawiały się w promieniu nawet 80-90 km od swych obozów, nie odległość stała więc na przeszkodzie ich udziału w opisywanej pacyfikacji.
Do tego jeden ze znanych historyków młodszego pokolenia natychmiast po artykule Głuchowskiego i Kowalskiego autorytatywnie oświadczył w informacyjnym serwisie telewizyjnym, że grupa Bielskiego w tym czasie stacjonowała „100 km od Naliboków”, więc udziału w tym nie brała. A szacunek dla słowa i własnej reputacji to już się nie liczy?

Mijają lata, śledztwo stoi w miejscu
Niepokojące jest również to, że prawdopodobnie i śledztwo IPN, mimo początkowych ustaleń, zmierza w stronę wykluczenia partyzantów żydowskich z udziału w masakrze. Świadczyć o tym może informacja Polskiej Agencji Prasowej z 14 stycznia br.: „Rzecznik IPN Andrzej Arseniuk poinformował, że kilku świadków mordu dokonanego w 1943 r. przez partyzantów sowieckich na polskich mieszkańcach wsi Naliboki zeznaje, iż wśród atakujących byli partyzanci od Bielskiego, jednak zeznania te ‚nie są poparte dokumentami archiwalnymi’. (…) Pytany przez PAP, jaką wiedzę na temat udziału Żydów z oddziału Bielskiego w zbrodni w Nalibokach posiada IPN, Arseniuk wyjaśnił, że, ‚kilku świadków lakonicznie zeznaje, że wśród atakujących byli partyzanci od Bielskiego; świadkowie nie wskazują jednak, na jakich przesłankach opierają to twierdzenie; ponadto zeznania te nie są poparte żadnymi innymi dowodami, np. dokumentami archiwalnymi’. Arseniuk zaznaczył jednocześnie, że część historyków również wskazuje na udział partyzantów z Oddziału Bielskiego w ataku na Naliboki, jednak autorzy nie przywołują w swych opracowaniach źródeł tych informacji”.
Należy tu rozróżnić dwie rzeczy: naszą wiedzę o wydarzeniach (która zawsze będzie niepełna, ale z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa można je przecież zrekonstruować) od wymogów procesowych i stawiania zarzutów konkretnym osobom. W końcu jak świadkowie mają pamiętać, po kilkudziesięciu latach, twarze i dokładne nazwiska (oraz inne dane personalne) sprawców? Ale ewentualne umorzenie sprawy przez IPN nie będzie wcale oznaczać, że grupy „bojców” od Tewje Bielskiego nie były obecne w Nalibokach.

Skąd się biorą kontrowersje
Jaki jest stan wiedzy o „obozie rodzinnym” braci Bielskich? Bohater filmu i gazetowej „powieści dla ludzi” Tewje Bielski doczekał się sporej literatury, także historycznej. Występuje również w wielu materiałach uznawanych za źródła historyczne (niezależnie od konieczności przeprowadzenia ich krytyki). Dwie rzeczy są niewątpliwie prawdziwe: że Tewje Bielski istniał naprawdę oraz że trzymał żelazną ręką (wraz ze swymi młodszymi braćmi i grupą najbardziej zaufanych osób) „obóz rodzinny”, w którym uratowało się 1200 osób pochodzenia żydowskiego. Rzecz nie wzbudzałaby prawdopodobnie żadnych kontrowersji (nawet fantastyczne opisy walk z niemieckimi kolumnami pancernymi), gdyby nie fakt, że od kilku lat toczy się (co prawda bardzo niemrawo) śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie pacyfikacji polskiego kresowego miasteczka położonego na skraju Puszczy Nalibockiej. Wydarzenia, jakie miały miejsce wczesnym rankiem 8 maja 1943 r., zapadły głęboko w pamięć mieszkańców, a na skutek wielu publikacji z ostatnich lat sprawa stała się w miarę głośna.
W tym dniu Naliboki zostały bowiem brutalnie zaatakowane przez oddziały partyzantki sowieckiej. Zginęło około 130 mieszkańców, w tym kobiety i dzieci. To również nie wzbudzałoby tak wielkich emocji i z pewnością „Gazeta Wyborcza” nie chciałaby poświęcać tak wiele sił, środków i miejsca na swych łamach jednej z wielu wojennych zbrodni. Kontrowersje pojawiają się dlatego, że wedle niektórych źródeł (w tym także żydowskich), a także pamięci poszkodowanych, w pacyfikacji Naliboków brali udział również partyzanci żydowscy, pełniący służbę w ramach partyzantki sowieckiej. I zapewne tylko tym da się wytłumaczyć takie medialne zaangażowanie wielkiego koncernu prasowego.

Wacław Nowicki – świadek niewygodny, więc niewiarygodny
Najbardziej przejmujący i pełny opis wydarzeń zawarty jest we wspomnieniach Wacława Nowickiego, bezpośredniego świadka zbrodni: „Godzina 5 rano, 8 maja 1943 roku. Długa seria z kaemu rozpruła poniżej okien frontową ścianę naszego domu, stojącą pod nią kanapę, przeleciała przez pokój i ugrzęzła w przeciwległej ścianie zaledwie kilka centymetrów nad naszymi głowami. (…) Mama dopadła okna.
– Wieś płonie! – krzyczy. (…)
O godzinie 7.00 strzały i jęki ucichły. Zewsząd wiało grozą śmierci i zniszczenia. Ocaleni od pogromu mogli teraz zobaczyć tragedię swego miasteczka i dokonanego w nim ludobójstwa. W niespełna 2 godziny zginęło 128 niewinnych ludzi. Większość z nich, jak stwierdzili potem naoczni świadkowie, z rąk siepaczy Bielskiego i ‚Pobiedy’. Mordercy obojga płci wpadali do mieszkań i seriami z automatów unicestwiali we śnie całe rodziny, a obrabowane w pośpiechu (nawet z zegarków) domostwa palili i pijani od krwi, z okrzykiem ‚hura!’ szli dalej mordować. Wielu zbudzonych nagłą strzelaniną i jękiem sąsiadów wylatywało na podwórko. Tych rozstrzeliwano z dziećmi pod ścianami chat. Jedni i drudzy wraz z domostwem obracali się w popiół. Daleko słychać było ryk bydła i rżenie zagrabianych koni. Podczas dantejskiego pogrzebu trudno było zidentyfikować pozostałe czasem tylko kończyny dzieci, rodziców, dziadków z rodów Karniewiczów, Łojków, Chmarów i wielu innych” (W. Nowicki, Żywe echa, Warszawa 1993, s. 99-100).
Głuchowski i Kowalski w „Gazecie Wyborczej” całkowicie deprecjonują relację Wacława Nowickiego: „Odwiedziliśmy i Nowickiego – mieszka w Warszawie. Przyjął nas w pokoju zasypanym starymi egzemplarzami ‚Naszego Dziennika’. Przyznał, że nigdy nie widział żadnego z Bielskich, nie ma też dowodów na ich udział w zbrodni, a plotkę o winie Tewjego i braci przekazał mu, przy wódce, niejaki ‚Lowa z Nowogródka’, potwierdził zaś ‚Wania z Lubczy’. Wyniki śledztwa IPN autor ‚Żywych ech’ nazwał ‚mydleniem oczu’. Film – wielkim antypolskim skandalem”. Może się więc wydawać, że dochowali wszelkiej staranności, dają się wypowiedzieć wszystkim stronom. Nie napisali jednak, że przedstawili się panu Nowickiemu nie jako dziennikarze „Wyborczej”, lecz jako „studenci historii” (a przynajmniej jeden z nich nic wspólnego z historią nie ma), którzy jego adres rzekomo otrzymali od nalibockiego proboszcza. Nie sprawdzili, ile pan Nowicki ma lat, jak się z nim obecnie rozmawia. Wystarczy, że powtórzy zasłyszane pytanie (w którym zawarta jest sugerowana odpowiedź), aby już mieć zmanipulowaną relację.
Do tego w książce posłużyli się innym „świadectwem”, czyli wypowiedzią osiemdziesięcioletniej Leonardy Juncewicz, która do dziś mieszka w Nalibokach. Usłyszeli od niej to, co usłyszeć chcieli, a mianowicie: „Myślę, że wielu ludzi, co Bielskich oskarżają, że się tą książką [Wacława Nowickiego – przyp. L.Ż.] zasugerowali. A przecież… co ten Nowicki mógł wiedzieć? On wtedy naście lat miał”. Wacław Nowicki miał już wówczas 18 lat i był zaprzysiężonym żołnierzem AK. Można to więc odwrócić: co „mogła wiedzieć” pani Juncewicz, kilka lat młodsza od niego, o napastnikach?

„Wioska już nie istnieje” – relacja Sulii Wołożyńskiej-Rubin
Przejdźmy więc do tego, czego dziennikarze „Wyborczej” w swych analizach przyjąć nie chcieli. Oto przed prawie 30 laty ukazała się w Jerozolimie książka Sulii Wołożyńskiej-Rubin. Jej mąż Borys Rubiżewski był żydowskim partyzantem w grupie Izraela Keslera, podporządkowanej Tewje Bielskiemu. Sulia też była w tej grupie. Oto jak ona wspomina mord w Nalibokach:
„Nieopodal [dworzeckiego] getta znajdowała się wioska. Żydzi musieli przez nią przechodzić po drodze do lasu, a partyzanci [sowieccy] w drodze z lasu. Ci wieśniacy ostrzegali biciem w dzwony i waleniem w miedziane garnki o przemarszu takich osób, aby ostrzec pobliskie wioski. Chłopi wybiegali z siekierami, sierpami – czymkolwiek, co może służyć do zabijania – i rżnęli każdego, a potem rozdzielali między siebie cokolwiek ci nieszczęśliwi mieli. Grupa Borysa [Rubiżewskiego] zdecydowała, aby położyć raz na zawsze kres takiej działalności. Wysłali kilku ludzi do tej wioski, a sami zaczaili się w zasadzce. Wkrótce rozległy się sygnały alarmowe i uzbrojeni chłopi wybiegli, aby zabić ‚przeklętych Żydów’. No, ale rozległy się salwy i skoszono ich ze wszystkich stron. Trzy dni zajęło, aby zbić trumny [dla poległych chłopów] i ponad 130 osób pochowano. Nigdy już więcej żaden Żyd czy partyzant nie zginął na tych drogach” (S. Wolozhinski Rubin, Against the Tide: The Story of an Unknown Partisan, Jerusalem 1980, s. 126-127). Możemy spokojnie pominąć drastyczne opisy, jak to mieszkańcy wypadali z siekierami na przechodzących spokojnie Żydów, którzy przecież dysponowali bronią palną. Ale te wspomnienia, choć nazwa Naliboki w nich nie pada, jednoznacznie wskazują na opisywaną pacyfikację. Zgadza się też liczba ofiar. Nigdzie w pobliżu nie było takiej zbrodni. Przez prawie 30 lat nikt tych wspomnień nie zakwestionował.
Co więcej, mamy nowe informacje, że miał to być akt żydowskiej zemsty na polskiej miejscowości. Z czasem Sulia Rubin dopowiadała nowe, coraz bardziej drastyczne szczegóły, aby bardziej ubarwić swą opowieść. Pojawiły się one w filmie dokumentalnym „The Bielsky Brothers: The Unkown Partisans” (Soma Productions, 1993). Sulia wypowiada się w nim: „Wioska już nie istnieje. (…) Tego dnia pochowano 130 osób”. W filmie tym (w którym wystąpił również jej mąż i inni uczestnicy grupy Keslera, który pochodził z Naliboków i też miał brać udział w masakrze) przyznano również, że grupy żydowskie dokonywały rabunków okolicznej ludności: „Największym kłopotem było (…) wyżywienie tylu ludzi. Grupy 10 do 12 partyzantów wymaszerowywały na odległość 80 do 90 kilometrów, aby rabować wioski i przynieść żywność dla partyzantów”. Sulia pochwaliła przedsiębiorczość swego przyszłego męża Borysa za to, że obdarował ją futrem, ubraniami i butami.
Wypowiedzi partyzantów żydowskich, jakie padły w tym filmie (w tym samej Sulii), też nigdy nie były kwestionowane. Dlaczego więc miałyby nie być prawdziwe? A według Głuchowskiego i Kowalskiego, nie są (o filmie w ogóle nie wspominają). Dlaczego? Bo jakoby „z grubsza zgadza się ilość zabitych, ale nie zgadza się co innego – opodal Nalibok nie było w czasie wojny żadnego getta”. Ale słowo „opodal” jest bardzo względne.

„Antysemici, którzy twierdzą, że zabijaliśmy Polaków, po prostu kłamią”
Mamy również ustne przekazy, które potwierdzają udział ludzi Bielskiego. W 1996 r. „Gazeta Wyborcza” przytoczyła wypowiedź Longina Kołosowskiego „Longinusa”, partyzanta AK: „Zaczęły się masowe rabunki wsi. I to nie było raz czy dwa, ale jedni wychodzili, drudzy wchodzili. Miejscowi zaczęli więc walczyć o chleb, organizowali polsko-białoruską samoobronę. (…) W Nalibokach wyrżnęli 127 ludzi z samoobrony. Wszyscy mówili, że Naliboki zrobił Bielski” (J. Hugo-Bader, A rewolucja to przecież miała być przecież przyjemność, „Gazeta Wyborcza”, „Magazyn Gazety”, 15 listopada 1996 r.). Dlaczego mamy im nie wierzyć właśnie teraz, skoro wcześniej takie przekazy były afirmowane?
Świadkowie – Polacy mieszkający w Nalibokach – nawet w ostatnich latach bali się zeznawać. Maria Chilicka w liście do mnie z 3 marca 2004 r. napisała: „Faktem jest, że boją się zeznawać, bo ci bandyci są przy władzy w Polsce. (…) Myśmy wszystko stracili, raz spalili [nas] Sowieci z Żydami. Za trzy miesiące (…) spalili nas Niemcy. (…) Dla mnie wojna się nie skończyła, do dziś nie mamy spokoju w Polsce”. Czy można się dziwić wszechobecnemu strachowi w tamtym pokoleniu? Po tym, co przeżyło podczas okupacji?
Historyk Bogdan Musiał, badacz m.in. partyzantki sowieckiej na Kresach, przytacza dokument – rozkaz dla Brygady im. Stalina (z 3 czerwca 1943 r.), który jednoznacznie potwierdza, że byli mieszkańcy Naliboków byli wykorzystywani przez Sowietów w ataku na tę miejscowość: „Trzeba wskazać na fakt, że partyzant oddziału Dzierżyńskiego Józef Szymanowicz, który jako mieszkaniec Naliboków miał oddziałowi pokazać drogę w czasie marszu do tej miejscowości, zabłądził i nie doprowadził jednej z grup partyzantów na czas do miejsca wyjścia”.
Skoro w tym samym rozkazie są wymieniani liczni Żydzi, którzy zostali wyróżnieni za swą postawę „w partyzantce”, to trudno zakładać, aby Sowieci nie wykorzystywali znających teren i miejscowe układy byłych mieszkańców tej miejscowości (zob. Bogdan Musiał, Sowjetische Partisanen in Weißrußland: Innenansichten aus dem Gebiet Baranovi˘ci, 1941-1944. Eine Dokumentation, Mün-chen: Oldenbourg, 2004, s. 190-191).
Autorzy skupili się jednak na wybiórczych relacjach tych Żydów z grupy Bielskiego, którzy obecnie usilnie zaprzeczają swemu udziałowi w masakrze. Jeden z nich, Jakow Abramowicz, napisał: „Antysemici, którzy twierdzą, że zabijaliśmy Polaków, po prostu kłamią”. Jest to „argument” mocny i obecnie bardzo skuteczny. Drugi – Jack-Idel Kagan, napisał mniej napastliwie, ale jednoznacznie: „Rozmawiałem po wojnie z wieloma byłymi partyzantami Bielskich i zapewnili mnie, że ich w Nalibokach nie było”. Tenże sam Kagan kategorycznie wykluczył też udział Rubiżewskiego, opierając się na geografii: „Powtarzam, że cały maj spędziliśmy w okolicy wsi Stara Huta. To gdzie indziej”. To jednak za mało, aby całkowicie wykluczyć udział partyzantów narodowości żydowskiej w masakrze. Tym bardziej że 14-letni Kagan do końca września 1943 r. przebywał w getcie w Nowogródku i na temat obozu Bielskich tak naprawdę nie miał nic do powiedzenia!
I jeszcze jedno – Zvi Bielski (syn Zusa Bielskiego) stwierdził, że „Bielscy sprzątnęliby wszystkich mieszkańców wioski, jeśliby musieli, (…) ci ludzie byli okrutnymi zabójcami, kiedy musieli”. Czy naprawdę musieli?
Z pewnością konieczne są dalsze badania i poszukiwania, choć nieubłagany upływ czasu bardzo szybko zaciera resztki śladów.

O wszystkim decydowali Sowieci, ale…
Mimo wszystko dyskusja na te tematy – choć niepotrzebnie sprowadzona przez „Wyborczą” wyłącznie do zagadnienia: Żydzi czy nie-Żydzi? – jest bardzo potrzebna. Nie można oskarżać Żydów o zaplanowanie tej akcji czy kierowanie nią. O wszystkim, co istotne, decydowali przecież Sowieci. Ale grupy żydowskie były ich znaczącą częścią, trudno więc zdjąć z nich odpowiedzialność za wspólne dokonania.
Partyzantka sowiecka, pokrywająca olbrzymie połacie północno-wschodnich krańców RP, była wielokrotnie silniejsza od partyzantki polskiej, która nie była w stanie w pełni chronić ludności polskiej i polskiego stanu posiadania. Należy przy tym pamiętać, że warunki okupacji i działalności partyzantki na tych ziemiach były zupełnie inne niż w centralnej Polsce. Tu Niemcy panowali jedynie nad strategicznymi drogami i liniami kolejowymi, ich garnizony stacjonowały tylko w większych miejscowościach. Wokół zaś była „ziemia niczyja”, wydana na łup wszelkich band rabunkowych i sowieckich „otriadów”. Były to dla nich Dzikie Pola, na których można było bezkarnie hasać: kraść, rabować, napadać, gwałcić, mordować.
Raporty Delegatury Rządu i Armii Krajowej z tych terenów nie pozostawiają złudzeń co do istoty „sowieckiej partyzantki” oraz działającej ściśle w jej ramach „partyzantki żydowskiej”. Jeden z nich tak to ujmuje:
„Akcja band bolszewickich jest tak ściśle związana z działalnością band rabunkowych i tyle ma wspólnych z nimi cech, że trudno jest nieraz (je) rozróżnić. Specjalną kategorię, jak gdyby pośrednią, stanowią bandy żydowskie, szczególnie znienawidzone przez ludność za swą bezwzględną i pełną nienawiści postawę, przede wszystkim do wszystkiego, co jest polskie”.
Gdy dziś czytamy w zachodnich publikacjach o „polskich obozach koncentracyjnych”, o „nazistowskiej AK”, o współudziale Polaków w zagładzie Żydów, trudno oprzeć się przekonaniu, że mamy do czynienia z jakąś ogromną ofensywą propagandową. Bardzo często pojawiają się zarzuty (także w publikacjach dotyczących obozu Bielskiego), że AK dokonywała na nich mordów. Tylko że są to insynuacje bez pokrycia. Natomiast udział grup partyzantów żydowskich (w ramach oddziałów sowieckich) w bezwzględnym zwalczaniu oddziałów AK jest przecież bezsporny.
Partyzantka sowiecka była dla ludności polskiej tych ziem „drugą okupacją”, często groźniejszą i bardziej okrutną. Niemieckie pacyfikacje, choć straszliwe w skutkach, dokonywane były co jakiś czas w ramach akcji odwetowych lub zastraszających. Partyzanci sowieccy i żydowscy mogli przychodzić noc w noc. Zabierali dosłownie wszystko – nawet rzeczy, które w ogóle w ich leśnym życiu były nieprzydatne, ale przecież miały jakąś wartość. Ich działalność przeciwko Niemcom – w porównaniu do możliwości kadrowych i posiadanego uzbrojenia – była doprawdy znikoma. Do tego dochodziły gwałty na kobietach dokonywane z ogromnym okrucieństwem. Nie było przed tym obrony – polska partyzantka była nieporównanie słabsza, gorzej uzbrojona, mogła operować tylko silnymi oddziałami.

„Ludność chwyta za broń w swej obronie”
Głuchowski i Kowalski wiedzą o tym, ale tak naprawdę bagatelizują problem. W obozie Bielskiego wygląda to wręcz na sielankę: „Sam Tewje nie zaprzeczał po wojnie, że sypiał z wieloma kobietami, ale – przynajmniej w obozie – starał się unikać mężatek, obojętnie, czy mąż był w lesie, czy w getcie”. To, co robił on i jego „bojcy” poza obozem, w ich opowieści właściwie nie istnieje. A przecież sprawa gwałtów na kobietach stała się jednym z głównych problemów w rozmowach polsko-sowieckich w połowie 1943 roku, gdy Polacy chcieli jakoś unormować stosunki z Sowietami. Apelowali o „(…) niewysyłanie Żydów na rekwizycje (ludność się skarży) samorzutnie chwyta za broń w swej obronie, bo ci się znęcają, gwałcą kobiety i małe dzieci (…) obrażają ludność, straszą późniejszą zemstą Sowietów, nie mają miary w swej nieuzasadnionej złości i w rabunku”.
Czy można to wszystko pominąć milczeniem, gdy bada się skomplikowane dzieje Kresów w tamtych latach? Czy można w ogóle mówić o klasycznej partyzantce w odniesieniu do grup żydowskich, które bardziej były „grupami przetrwania” i nie prowadziły walki z okupantem niemieckim? Czy można pomijać całkowitym milczeniem skomplikowane, nieformalne porozumienia grup żydowskich z Niemcami w Puszczy Nalibockiej (wspomina o nich choćby Sulia Rubin), a jednocześnie pisać o oddziałach AK por. Adolfa Pilcha, ps. „Góra”, „Dolina”, jako faktycznych niemieckich kolaborantach: „Polacy wespół z Niemcami konwojują transporty mąki idące do Mińska. Gdy napadają ich Sowieci – bronią się ramię w ramię”. Dlatego tak łatwo Głuchowskiemu i Kowalskiemu udało się napisać o „polskim batalionie SS”, którego przecież nie było.
Należy życzyć autorom, aby w jakichkolwiek badaniach, w tym także historycznych, wykazali więcej staranności i nie pomijali niczego, co może być istotnym objaśnieniem. A przede wszystkim – aby nie szli na tak skandaliczne „skróty”, które mają usprawiedliwić skandaliczne błędy. Widzowie zaś, którzy na film „Opór” mimo wszystko się wybiorą, powinni potraktować go z przymrużeniem oka jak filmową bajkę, która z historią prawdziwą, która jest nauczycielką życia – naprawdę nie ma nic wspólnego.

Leszek Żebrowski
www.naszdziennik.pl

Reklamy

komentarzy 26 to “„Opór”. (Nie)prawdziwa historia braci Bielskich”

  1. Antek said

    Gadzinówka wyborcza Schechtera powinna być zamknieta.

  2. Joe said

    Przy pomocy klucza mozdziezowego o sr.150 mm.

  3. Bua said

    Panowie to co piszecie to pobożne życzenia.
    Tego się nie da zrobic w tej zafajdanej demokracji.
    Mozna Wyborczą jedynie bojkotować.
    Nie zamieszczać tam ogłoszeń i reklam.
    Ale czyje sa firmy, które się tam reklamują, polskie?
    One są w Polsce, ale czy właścicielami są Polakami?
    Oczywiście wielu z nich ma polskie obywatelstwo ale są takimi Polakami jak ja Murzynem.

  4. Bua said

    Panowie to co piszecie to pobożne życzenia.
    Tego się nie da zrobic w tej zafajdanej demokracji.
    Mozna Wyborczą jedynie bojkotować.
    Nie zamieszczać tam ogłoszeń i reklam.
    Ale czyje sa firmy, które się tam reklamują, polskie?
    One są w Polsce, ale czy właściciele są Polakami?
    Oczywiście wielu z nich ma polskie obywatelstwo ale są takimi Polakami jak ja Murzynem.

  5. Andrzej Głogowski said

    A wczoraj w „Der Dzienniku” wyczytałem że ludność polska witała wkraczjącą armię niemiecką portretami Hitlera.Prawdę mowiąc trudno mi to sobie to wyobrazić.Czy mógłby ktoś kompetentny w tej sprawie to sprostować?

  6. Joe said

    Nie ludnosc polska..Panie Andrzeju,tylko”ludnosc polska”…reszte sie zgadza.
    Przy okazji troche historii.

    „Hitler walczacy ze wschodnim zydowswstwem wspierany byl przez Zydow z Nowego Jorku.Tylko dzieki nim NSDAP mogla dzialac…”nigdy nie mowilem publicznie”-pisal Bruening do swego przyjaciela dr.Pechla”ale w interesie Niemiec nalezaloby to uczynic i ujawnic,jak ci sami bankierzy jesienia 1930 r.wywierali naciski na ambasadora amerykanskiego Sacceta,aby nastawic go negatywnie do mojego rzadu,a pozytywnie do NSDAP.”Buerning nie ujawnil tego co wiedzial.Dlatego zostal pozniej profesorem na amerykanskich uniwersytetach….Tyle Hannecke Kardel. Pozdrawiam Joe.

  7. Czarny Jastrząb said

    Polacy mają niezbywalne prawo wiedzieć kogo mają wybierać.Powinno prześwietlać się,kandydatów do władz wszystkich szczebli do 4 pokoleń wstecz.Teraz udostępniam deser,część w j.angielskim i mój komentarz do niego,czytajcie i proszę o opinię,ja tzw.oszołom wg.niektórych z Was. —- Donald Thuzk – i 1.1 MIL.Żydów,(zakamuflowanych) w Polsce – Jego Braci w Wierze. Captured German and Related Records on Microform in the National Archives See also the list of Captured German Sound Recordings Revised May 27, 2008 Table of Contents Introduction National Archives Collection of Foreign Records Seized, Record Group 242 * Captured German Records Microfilmed at Whaddon Hall, U.K. * Captured German Navy Records *Microfilmed in London, England, U.K. * *Captured German records microfilmed in Berlin, Germany * Microfilmed records received from the Berlin Document Center * Captured German records microfilmed at Alexandria, Virginia, USA * *Nazi Party and SS records * Records of private individuals and enterprises * German military records antedating World War II * Other captured records Other Related Records, Records of U.S.. Army Commands, 1942- , Record Group 338
    General records of the Department of State, Record Group 59
    German Documents in Other Record Groups
    National Archives Collection of World War II, War Crimes Records, Record Groups 153, 238 and 549
    *Records of the International Military Tribunal (IMT) at Nuernberg (RG 238)
    *Records of U.S. Military Tribunals at Nuernberg (RG 238) *Records of U.S. Army War Crimes Trials in Europe *Records of War Crimes Trials in the Far East
    *Suggestions for citing National Archives microfilm of Captured German and related records
    Introduction
    The National Archives holds over 70,000 rolls of microfilm reproducing captured German and related records, as described below. Reference copies of the microfilm may be viewed free of charge in the Microfilm Reading Room, National Archives at College Park, 8601 Adelphi Road, College Park, MD 20740-6001 (Phone: (301) 837-2015; FAX: 301-837-0483.) Self-service copies from microfilm can also be made in the reading room for $0.50 each.
    Komentarz do powyższego tekstu:
    Na szczególne zainteresowanie zasługuje też zespół Einwanderungszentrale Litzmanstadt. W ramach tego urzędu sprowadzono do Polski ponad 1.1 mln „Niemców”,lub jak kto woli „Eskimosów”,ponieważ jak napisze Żydów to okrzyknie się,go anty coś tam i jedynie Bóg wie kim jeszcze, z całej Europy Środkowo – Wschodniej. Większa część tych osób uzyskała obywatelstwo PRL. Nadawano je w latach sześćdziesiątych. W tym samym czasie „prostowano” z urzędu pisownie nazwisk. Cały zespół znajduje się, w Bundesarchiv RFN, jednak około 25 mb (kartoteka) przechowywana jest w AP w Szczecinie, oddział w Płotach!!!!. Dokumenty te trafiły tam z MSW jako depozyt NDAP w latach osiemdziesiątych. W tamtym czasie miały kaluzulę – „ściśle tajne”. Pokażna część archiwaliów dotyczących Einwanderungs Zentrale Litzmanstadt znajduje się, w zasobach AGAN oraz w IPN(tak Polacy i jest dla Was nadal ściśle tajna Goje!!!!), w bazie SEZAM (dlatego tak usilnie walczy się,o likwidację IPN,czy zakaz tam wstępu gojom)
    Przywiezieni do Polski „Niemcy” czy jak kto woli „Eskimosi”, byli takimi samymi „Niemcami” jak żydowski gen. w PRL – Jan Frey- Bielecki czy Jerzy Albrecht „Polakami”.
    Na „miłość” PRL do tych „Niemców”,czy „Eskimosów” mógł liczyć też urodzony w Królewcu Fritz RYMARZ,(to nazwisko wyjaśnia wszystko o pilnowaniu wyników wyborów w 2007 roku i poprzednich), który przez 5 lat pracując w Szczecińskiem, przebywał bez polskich dokumentów. Niedługo ukaże się, materialna wiedza, pokazująca, gdzie schowano ogromną ilość rzekomo wysiedlonych z PRL „Niemców”,czyli „Eskimosów”- osób, które dziś domagają się za pośrednictwem Niemców z Platformy Obywatelskiej – odszkodowań? . Skala używania „niemieckich” nazwisk w RP, na: moi krewni jewishgen i odessa2.org (WAR Records). Nazwisko Thuzk(prawidłowa pisownia), jest nazwiskiem bełchatowskich Żydów, którzy przenieśli się, na Kaszuby na początku XX wieku oraz po I i II wojnie światowej.12 osób o tym nazwisku leży na cmentarzu niemieckim w Benghazi,Libii,a 50 osób o tym nazwisku było osadzonych w Getto w Łodzi. Donald Thuzk, formalnie jest potomkiem folksdeutschy – (każde z czworga jego dziadków podpisało VL i na ochotnika wstąpiło do Wechrmachtu,służąc gorliwie Hitlerowi-pół żydowi,by uratować swą skórę ped umieszczeniem w obozach), zaś etnicznie jest Żydem prowieniencji germańskiej i lgnącym do Niemieckiego Kręgu Kulturowego(stąd ta służalczość i miłość okazywana wobec Merkel,oraz kgbisty Putina jako proszący lokaj).Teraz Polacy wiecie kto Wami (nie)rządzi i kogo wybraliście.Te dokumenty podważają prawdziwość tzw.holokaustu,jego liczby,bajeczki dla Gojów by ich wydoić za nie swoje winy.Kiedy otworzycie oczy Polacy,stanowczo zażądacie otwarcia archiwów IPN i ujawnienia prawdziwych nazwisk przechrztów przed następnymi wyborami prezydenckimi,do Sejmu,Senatu czy tymi lokalnymi.Prześwietlić do 4 pokoleń wstecz kandydatów,także ich stan posiadania to wasze prawo i wręcz obowiązek jako Polaka i wyborcy,bo musicie wiedzieć komu powierzacie władzę nad Polską i sobą.Niech te eskimoskie przechrzty startują z list mniejszości jak jest w innych krajach jeżeli mają cywilną odwagę i szczyptę honoru(o czym ja tu mówię?)odwagę pod swymi prawdziwymi nazwiskami,bo to świadczy o nich samych,że wstydzą się,swych przodków,tate,mame,etc,czego się,boją?,że Polacy znając ich prawdziwe pochodzenie nie wybiorą do koryta?,i dobrze bo dość okradania i oszukiwania Polaków,przedtem mordowania i katowania.Czekam na opinie,Polaków,nie lewackiej hołoty ich pomiotu z tutejszego forum.

  8. Andrzej Głogowski said

    Czarny Jastrzębiu chciałbym zauważyć że forum jest dostępne dla ogół internautów a nie reglamentowane tylko dla osób które sie z tobą zgadzają.A tak na marginesie to Czarny Jastrząb nie był Polakiem tylko wodzem Sauków i Lisów (SAC)opowiadającym sie za brytyjczykami króry nie przyjął chrześcijaństwa i zabraniał picia alkoholu.A jak tak już demaskujesz te nazwiska to może nie zabraknie ci cywilnej odwagi aby przedstwić się z prawdziwego imienia i nazwiska.Pozdrawiam

  9. macius said

    RE:Andrzej Głogowski
    Rzeczywiscie tak bylo, ze witano kolumny wojsk niemieckich kwiatami w Gdansku ale to nie byli Polacy a mieszkajacy tu folksdojcze (przepraszam za fonetyczna nazwe).

  10. […] jego założeń było to, aby okolicznych chłopów nie rabowały grupy żydowskie, znane ze swojej brutalności i niegodziwości. Zachowały się relacje o gwałtach i pobiciach, w czym przodował sam Szlomo […]

  11. Adam said

    Jeżeli ktoś ma wątpliwości, czy Polska to Polska to niech popatrzy w Warszawie
    STOLICY POLSKI jak wygląda GRÓB POLSKIEGO NIEZNANEGO ŻOŁNIERZA
    ( prawie 68 lat po zakończeniu II wojny światowej) i jak wygląda POMNIK BOHATERÓW
    GETTA z + aktualną budową.
    Dalsze komentarze uważam za zbyteczne.

  12. What’s up friends, its fantastic piece of writing on the topic of cultureand completely defined, keep it up all the time.

  13. Until now on Adventure Time Period 4 Episode 17 „B-Mo Noire”, B-Mo plays detective and efforts to discover Finn’s missing sock, and Finn becomes afraid that B-mo might be worrying excessive to sort it out. With this app, it is possible to listen to the actual voices and sounds from ‚The Simpsons’ or opt to listen to your own music within the background while you play this arcade-style game. You use tokens which are the characters from the show.

  14. Thanks for your personal marvelous posting!
    I really enjoyed reading it, you’re a great author.I will ensure that I bookmark your blog and will come back down the road. I want to encourage you to definitely continue your great posts, have a nice weekend!

  15. Feldnonadiabet said

    Complicating matters is that the composition of the food eaten (see glycemic index) affects intestinal absorption rates.

    cozaar cough

  16. Your mode of telling everything in this paragraph is genuinely pleasant, every one be capable of without difficulty know it,
    Thanks a lot.

  17. I love the valuable data an individual present in the articles or blog posts. Let me save your current blog site look again here on a regular basis. I’m just instead positive I’m going to find out many innovative stuff appropriate the following! Best of luck for the following!

  18. With havin so much content do you ever run into any issues of plagorism or copyright violation?

    My blog has a lot of unique content I’ve either created myself or outsourced
    but it appears a lot of it is popping it up all
    over the web without my authorization. Do you know any techniques to help protect against content from being stolen?
    I’d definitely appreciate it.

  19. Lubomir said

    Re: Maciuś Współcześnie gdańszczanie też witali kwiatami przedstawiciela narodu herrenvolków. Nie było końca wiwatom przebywającego w Gdańsku Guentera Grassa. Ba, nawet na wniosek gdańskich Niemców i germanofilów nadano temu byłemu żołdakowi Waffen-SS tytuł ‚Honorowego Obywatela Gdańska’. Zmarły niedawno poeta Mirosław Krupiński, związany z prawdziwą polską solidarnością i Gdańskiem, wypędzony z ukochanego miasta przez reżim Jaruzelskiego, nigdy nie został zaproszony do Bursztynowej Bramy Bałtyku, do Gdańska. A przecież jego literatura była przepełniona miłością do Polski, Polaków i polskości. Dzisiaj niektórym antypolakom przeszkadzają nawet Polacy – miłośnicy polskiej piłki nożnej. Chyba dlatego postanowili oni sprzedać klub Lechia Gdańsk – niemieckiemu konsorcjum…

  20. Magnificent items the following. I will be prepared to view your content. Thanks a lot with this particular taking a look forward to get in touch with an individual. Might you i implore you to fall us a mail?

  21. Verna said

    You can also use tools to hook up your GPS and
    have Google Earth provide you with chart plotting capability for your new iPad.
    You can find constellations, planets, stars, or a see your first UFO:).
    With press releases you can make sure that everyone is kept informed of when launch day is.

  22. hey there and thank you for your info – I’ve certainly picked up something new from
    right here. I did however expertise several technical issues using this site, as I experienced to reload the website a lot
    of times previous to I could get it to load properly.
    I had been wondering if your hosting is OK? Not that I’m complaining, but slow loading instances times will sometimes affect your placement in google and can damage your high-quality score if
    advertising and marketing with Adwords. Well I am
    adding this RSS to my email and could look out for
    much more of your respective interesting content. Make sure you update this again very
    soon.

  23. Vivien said

    ) It stimulates the immune system with very high levels of beta-carotene (4 Milligram.
    Thats the main reasons people dont usually set out to catch the Blue cat fish.

    The Ptarmigan, a plant-eating bird that thrives in the northern tundra, dons white feathers that not only hide them from their
    enemies, but with the white long feathers that grow over the feet and legs and down to
    the toes, it gives them warmer gear to survive in the frigid temperatures.

  24. For example, if you want to be the Monk, you will be able to summon spirits.
    Earthbound-Mother 2This game has one of the best story lines of any game ever heard.
    From an early age, I remember initiating role-play with friends.

  25. 2014 women jordan shoes, Wholesale 2014 new jordan shoes Suppliers from jordans 2014 shoes store factory with fast free shipping.

  26. Sale women jordans shoes in stock from official Cheap jordan Wholesale Shop china, buy wholesale cheap jordan with free shipping.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: