Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Stanisław Michalkiewicz: Showman, czy przywódca?

Posted by redakcjawp w dniu 2009-01-23

Z punktu widzenia potrzeb przemysłu rozrywkowego Barack Husejn Obama był kandydatem znakomitym – bo w historii Ameryki jeszcze nigdy nie było czarnoskórego prezydenta.


Felieton  ·  Radio Maryja  ·  2009-01-22  |  http://www.michalkiewicz.pl

Szanowni Państwo!

Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem politycznym obecnego tygodnia jest wczorajsza inauguracja prezydentury 44 prezydenta Stanów Zjednoczonych, Baracka Husejna Obamy. A jeśli nawet nie najważniejszym – bo o tym, co było najważniejsze, można mówić dopiero po latach – to w każdym razie – najgłośniejszym. Inaczej zresztą być nie mogło, bo inauguracja prezydentury jest wielkim widowiskiem telewizyjnym – mniej więcej tej rangi, co otwarcie lub zamknięcie Olimpiady. W ogóle, od pewnego czasu polityka w coraz to większym stopniu podporządkowuje się wymaganiom stawianym widowiskom telewizyjnym, co oczywiście wpływa również na to, jaki rodzaj ludzi robi polityczne kariery.

Zaczęło się to w Stanach Zjednoczonych, kiedy w 1960 roku John Kennedy rywalizował o prezydenturę z Ryszardem Nixonem. Decydującym momentem tej kampanii była telewizyjna debata – pierwsza telewizyjna debata między kandydatami na prezydenta USA w historii – we wrześniu 1960 roku. Wprawdzie według większości obserwatorów Nixon argumentował znacznie lepiej niż Kennedy, ale Kennedy był niewątpliwie przystojniejszy od Nixona i to zdecydowało o zwycięstwie.

Od tamtej pory sztaby organizujące kampanie wyborcze zaczynają zwracać coraz większą uwagę na widowiskowe zalety kandydatów. Niekiedy – jak w przypadku prezydenta Ronalda Reagana – udaje się pogodzić zalety aktorskie z merytorycznymi kwalifikacjami politycznymi, ale coraz częściej pogodzić tego nie można – co objawiło się na przykład w przypadku byłego prezydenta Jerzego Busha.

Jak z tego punktu widzenia zakwalifikować prezydenta Obamę? Z punktu widzenia potrzeb przemysłu rozrywkowego był on kandydatem znakomitym – bo w historii Ameryki jeszcze nigdy nie było czarnoskórego prezydenta. Wprawdzie Barack Husejn Obama nie jest Murzynem tylko Mulatem, ale to nic nie szkodzi, bo i to wzbudza wystarczające zainteresowanie żądnej sensacji publiczności.

Pierwszy warunek został zatem spełniony, ale to oczywiście nie wystarcza, bo konieczny jest też warunek drugi – by kandydat, podobnie jak sprawny konferansjer, potrafił utrzymać uwagę publiczności przez całą kampanię. Wymaga to, by każdemu mówić coś miłego, ale w taki sposób, by nie pociągało to za sobą żadnych konkretnych zobowiązań. I Barack Husejn Obama okazał się pod tym względem kandydatem idealnym. Epatował Amerykanów zapowiedzią „zmian”. Zmiany – czemu nie, zwłaszcza po 8 latach prezydentury Busha, który zdołował Amerykę w sposób zaiste zdumiewający. No dobrze – ale co właściwie ma się zmienić i w jaki sposób? Tego już Barack Husejn Obama nie mówił, ograniczając się do komunikatu, że „zmiany” będą „wielkie”. Jak się okazało, ten, jak to mówią, bajer wystarczył, by wygrać wybory prezydenckie w najpotężniejszym państwie świata. Oto co z ludźmi i z państwami robi telewizja!

O ile jednak Barack Husejn Obama udowodnił, że z punktu widzenia potrzeb przemysłu rozrywkowego jest kandydatem znakomitym, o tyle jego merytoryczne zalety już takie oczywiste nie są. Jako senator nie odznaczył się niczym szczególnym, a prawdę mówiąc – nie odznaczył się niczym. To oczywiście o niczym nie świadczy, bo we współczesnych demokracjach najbezpieczniej jest nie mieć żadnych poglądów, a już na pewno – poglądów wyrazistych. Jeśli nawet jakiś polityk przypadkowo ma wyrobione poglądy, to często woli je ukrywać. Ronald Reagan jest wyjątkiem potwierdzającym tę regułę.

Ale zostawszy prezydentem Barack Husejn Obama nie ma już nic do stracenia, więc jeśli ma jakieś poglądy, to teraz może je ujawnić. Jak dotąd tego nie zrobił, ograniczając się do wypowiadania opinii poprawnych, ale mało oryginalnych. Również przemówienie inauguracyjne nie zwiastuje żadnych rewelacji. Prezydent Obama zapowiedział zbudowanie „nowej Ameryki”. Co to konkretnie miałoby oznaczać? Może oznaczać wszystko: albo jakąś niesłychaną rewolucję we wszystkich dziedzinach życia – albo nic, to znaczy – zwyczajną blagę, ot – coś w rodzaju „drugiej Polski” Edwarda Gierka, czy „drugiej Japonii” Lecha Wałęsy.

Ta druga możliwość wydaje się znacznie bardziej prawdopodobna, zarówno z uwagi na coraz bardziej widoczne załamanie gospodarki, spowodowane łajdackimi poczynaniami lichwiarzy i ich politycznych popleczników, jak i z uwagi na gigantyczny dług publiczny Stanów Zjednoczonych, który już w październiku ubiegłego roku przekroczył 10 bilionów (po amerykańsku – trylionów) dolarów i ani myśli się zatrzymać.

Toteż deklaracja prezydenta Obamy, że Stany Zjednoczone „znowu gotowe są objąć przywództwo” nie zabrzmiała wiarygodnie i na świecie została przyjęta raczej z rezerwą. W gratulacyjnej depeszy niemiecka kanclerz Aniela Merkel zauważyła, że żadne pojedyncze państwo nie jest w stanie stawić czoła poważnym wyzwaniom współczesnego świata – co jest przejrzystą aluzją, że Niemcy, jako polityczny kierownik Unii Europejskiej, ani myślą poddawać się przywództwu Stanów Zjednoczonych pod kierownictwem Baracka Husejna Obamy. Jeszcze bardziej wyrazisty był sygnał od włoskiego premiera Berlusconiego, który otwartym tekstem zaapelował do amerykańskiego prezydenta, by znormalizował stosunki z Rosją, a więc – by porzucił myśl, jaka kołatała się w głowie prezydenta Busha, o wznieceniu zarzewia konfliktu między Unią Europejską i Rosją, żeby dzięki temu odgrywać rolę arbitra w europejskiej polityce. Dodatkową okolicznością, która tę sugestię wzmacniała, było poniedziałkowe porozumienie w sprawie dostaw rosyjskiego gazu. Pokazało one, że strategiczne partnerstwo rosyjsko-niemieckie znakomicie wytrzymało test gazowy, podobnie jak w sierpniu ubiegłego roku – test gruziński.

O ile więc wczorajsza inauguracja prezydentury Baracka Husejna Obamy z punktu widzenia przemysłu rozrywkowego wypadła okazale, o tyle zapowiadane z takim przytupem przez nowego prezydenta „zmiany” niekoniecznie muszą być takie „wielkie”. Wskazuje na to również skład administracji nowego prezydenta, a zwłaszcza dwie osoby: szef administracji Białego Domu Rahm Emanuel i sekretarz stanu Hilaria Clintonowa. Szef administracji Białego Domu decyduje o dostępie do prezydenta, a więc – z kim prezydent będzie rozmawiał. Z pewną przesadą można powiedzieć, że to od niego zależy, co prezydent będzie wiedział, a czego nie. Z kolei Hilaria Clintonowa jako sekretarz stanu zapowiada raczej kontynuację linii politycznej swego małżonka Billa Clintona, niż jakieś „zmiany”, a już zwłaszcza – „wielkie”. Krótko mówiąc – prezydent Obama wygląda na szczelnie obstawionego, więc jeśli nawet w aspekcie rozrywkowym może jeszcze rozwinąć pawi ogon rozmaitych zalet, o tyle punkt ciężkości władzy państwowej może nadal pozostawać poza oficjalnymi strukturami, jak to było w przypadku prezydentury Jerzego Busha juniora. Zatem o tym, czy wczorajsza inauguracja prezydentury Baracka Husejna Obamy była najważniejszym, czy tylko najgłośniejszym i najkosztowniejszym wydarzeniem tego tygodnia, dowiemy się dopiero po latach.

Mówił Stanisław Michalkiewicz

 Stanisław Michalkiewicz
  www.michalkiewicz.pl

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza z cyklu „Myśląc Ojczyzna” jest emitowany w Radiu Maryja w każdą środę o godz. 20.50 i powtarzany w czwartek. Komentarze nie są emitowane podczas przerwy wakacyjnej w lipcu i sierpniu.

Reklamy

Komentarzy 9 to “Stanisław Michalkiewicz: Showman, czy przywódca?”

  1. ula said

    Potwierdza sie ta jedna regula,na pewno, ze „The masses are asses”.

  2. Mietek said

    najbardziej dla mnie przerazajace jest to ze ludzie ktorych do niedawna uwazalem za inteligentnych wpadaja w balwochwalczy zachwyt na widok Obamy. A przeciez facio jest zwyklym figurantem, ’empty suit’ i to wszystko.To taka polityczna wersja ‚Milli Vanili’ – jezeli ktos ich pamieta.

  3. Jarek Sadecki said

    Jednym z wielkich wkladow Anglosasow do cywilizacji europejskiej bylo wprowadzenie prawa Habeus Corpus. Prawo to zostalo wprowadzone dosc wczesnie (sa zapisy archiwalne z sadownictwa angielskiego z 952 roku) daje gwarancje kazdemu wiezniowi ,wystapienia przed sadem i wysluchania zarzutow przeciwko niemu ,po to, azeby mozna bylo sie przed tymi zarzutami bronic.
    Habeus Corpus zabezpieczal ludzi przed wiezieniem ich w nieskonczonosc bez wytoczenie przeciwko nim procesu.

    Kraje, ktore nie stosowaly tej reguly, nazywano krajami niecywilizowanymi, krajami barbarzynskimi albo rezymami. W sowieckiej Rosji omijano to prawo kierujac przeciwnikow komunizmu do zakladow psychiatrychnych.

    Niedawno do klubu barbarzyncow dolaczyly Stany Zjednoczone, ktore podobnie jak Israel wsadzaja do wiezienia ludzi na podstawie podejrzenia, na lata i to bez zadnego oskarzenia. I tak w amerykanskim gulagu Guantanamo siedza ludzie ponad 6 lat bez zadnego przewodu sadowego(utworzono parodie tz sadu militarnego). Pan Barak Obama obiecywal zlikwidowac gulag i podpisal juz dyrektywe jego zamkniecia ale dopiero w nastepnym roku.

    Z tego wynika tylko jedno – powrot do cywilizowanej Ameryki idzie jak „krew z nosa” i wolnosc osobista bedzie zagrozona w USA przez nastepny rok.

    Co bedzie z Irakiem? Czy tez beda opoznienia w zakonczeniu wojny? Czy dalej USA bedzie szukac Ali Babe i 40 rozbojnikow w Afganistanie ,ktorzy ponoc zburzyli blizniacze drapacze chmur. W to, ze to zrobil Taliban juz nie wiele ludzi na swiecie wierzy i Pan Barak Obama powinien zarzadzic dochodzenie, jezeli nie wyburzenia Twin Towers, to przynajmniej w sprawie runiecia budynku nr 7 w ktory nie uderzyl zaden samolot, a sa eksperci, ktorzy twierdza ze budynek zostal wysadzony w powietrze przez kontrolowane wybuchy pietro za pietrem.

    Pan Michalkiewicz sugeruje to, ze Obama to Showman i ma w tym duzo racji.

    Co do szefa administracji Białego Domu, Rahm Emanuel o ktorym wspomina Pan Michalkiewicz ,jest synem syjonisty nalezacego w przeszlosci do terorystycznej organizacji Israela -Irgun i Pan Rahm Emanuel posiada podwojne obywatelstwo USA i Israela.

    Co mozna powiedziec o zmianach.
    Na pewno nie wiele sie zmieni. Sa tylko nowe twarze a ten sam „Cyrk”
    Jak juz pisalem na tej internetowej stronie – mozemy pozegnac Ameryke z naszych snow.

  4. nie wiedzacy? said

    Pragne zasiegnac informacji u formowiczow jak na granicy w USA kontroluja posiadaczy tzw. zielonej karty.
    Czy uda sie posiadaczowi takiej karty przekroczyc granice do USA jesli pobyt w Polsce wynosil powyzej 1 roku np.1,8r?
    Czy mozna im sklamac, ze przebywalem 9 miesiecy?

  5. j said

    W sieci krazy pare interesujacych materialow o Obamie. Oto jeden z nich a czy okaze sie prawdziwy? Czas pokaze.

    Poki co, nic optymistycznego:

    „Pierwsza zaskakująca akcja zbrojna sił USA za prezydentury Obamy
    10 osób zginęło w zaskakującym ataku rakietowym w pakistańskim Waziristanie. To pierwsza akcja zbrojna amerykańskiego wojska od czasu objęcia stanowiska prezydenta USA przez Baracka Obamę – informuje serwis CNN”

    http://wiadomosci.onet.pl/1903282,12,pierwsza_zaskakujaca_akcja_zbrojna_sil_usa_za_prezydentury_obamy,item.html

  6. Joe said

    Dawniej sie udawalo,ale dzis w dobie komputerow..nie radze.A w czym problem wyjasnic w konsulacie .

  7. RKK said

    do NIEWIEDZACEGO.KONIECZNA WIZYTA W KONSULACIE Z DOBRYM UPRAWIEDLIWIENIEM .JEST PRZECIEZ KONTROLA KOMPUTEROWA,KTORA OSTATNIO WYLAPALA NAWET ZE JEDEN JEGOMOSC PRZEDLUZYL POBYT W USA 20 LAT TEMU I OCZYWISCIE GO NADGORLIWIEC COFNAL DO KRAJU.SUGERUJE JECHAC PRZEZ KANADE .NA PRZEJSCIACH LADOWYCH JEST LEPSZA ATMOSFERA.

  8. nie wiedzacy? said

    Dziekuje za rady formowiczom i pozdrawiam.
    Myslalem, ze jak zmienie sobie paszport to tego nie odkryja.
    Przy opuszczeniu USA na granicy nikt tego nie odnotowuje to pomyslalem , ze moze sie udac.

  9. kkr said

    Czy jestes pewien ze nie odnotowano przekroczenia granicy?sprawa skomplikowana,bo to zadne wielkie wykroczenie przedluzenie pobytu a moze byc klopot przy odkryciu prawdy,ktora jest obowiazkowa dla maluczkich.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: