Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Z pamiętnika Donalda „Cudotwórcy”

Posted by redakcjawp w dniu 2009-03-20


Czwartek, 12.03.2009 r.
To są fajne i ważne rozmowy. Przypomniały mi się dawne dobre czasy. Rozmawiamy jednocześnie z lewicową opozycją i z naszymi koalicjantami od Waldka z PSL. Na razie zmiany koalicji nie będzie. Wszyscy zastanawiali się, czy damy radę odrzucić prezydenckie weto. Sukces jest prawie pewny! Dla niedowiarków moja propozycja jest od lat taka sama: „policzmy głosy!”. No i w końcu policzyliśmy. Jeśli lewica nie skrewi (trochę ich zdenerwowaliśmy, że bierzemy na nasze listy wyborcze Dankę z Brukseli), to wygramy w każdym głosowaniu!

Piątek, 13.03.2009 r.
Chłopaki od pijaru upierają się, że na jakiś czas powinienem się ukryć przed dziennikarzami. W kilku sprawach jeszcze nie przygotowali „oficjalnego stanowiska”. A powtarzanie informacji, że „rząd uważnie przygląda się sytuacji”, może mediom nie wystarczyć. Janusz z Lublina pisze ustawy razem z przyjaznymi państwu lobbystami, znajomi i rodzina Waldka zarabiają na zleceniach od straży pożarnej, firma Tomka z Senatu ma dostać zlecenie z Agencji Rozwoju Przemysłu na 50 milionów za kursy i szkolenia dla stoczniowców, a narzeczona Tomka nie płaci za latanie rządowym samolotem… Trzeba to przeczekać.

Sobota, 14.03.2009 r.
Jest tak, jak podejrzewaliśmy… Tomek z Senatu nie złamał prawa! Nie ma u nas żadnego nepotyzmu! Okazało się, że Tomek to uczciwy, pracowity chłopak. Jest tak zapracowany, że nawet nie kontroluje już tego, co się dzieje w jego firmie. Julia już z nim rozmawiała. „Pod słowem honoru powiedział mi, że nie miał wpływu na podpisywanie tego kontraktu” – zrelacjonowała rozmowę Julia. Poza tym Tomek powiedział, że dostał to zlecenie z ARP bez konkursu, ale w ogóle mu na nim nie zależało. I wcale na tym nie zarobi! Zajmie się szkoleniami za 50 milionów złotych, bo chce po prostu pomóc pracownikom swojej firmy i stoczniowcom…

Niedziela, 15.03.2009 r.
Dzwoniła Angela. Też będzie niedługo miała u siebie wybory… No i musiała w końcu powiedzieć niemieckim dziennikarzom, że popiera działania Eriki. Nie mam do niej pretensji. Nie mogła już dłużej czekać. Zresztą od początku mówiła mi, że „z całych sił” wspiera dążenia Eriki do upamiętnienia „wielomilionowych wypędzeń”, a polskie napaści na nią uważa za niesprawiedliwe. Trochę szkoda, bo już nawet nasze najbardziej opiniotwórcze gazety pisały takie fajne komentarze, że dzięki naszej polityce uśmiechów to Angela nam teraz nie tylko drogi zbuduje, ale nawet mosty prawdziwej polsko-niemieckiej przyjaźni…

Poniedziałek, 16.03.2009 r.
Ta korupcja to jednak śliski temat. Ciągle nie pokazuję się dziennikarzom, bo nie mamy jeszcze oficjalnego stanowiska w sprawie Waldka ani w sprawie Tomka. Opozycja się teraz na niego uwzięła, jak kiedyś na Beatę. A nawet mu nie udowodnili, że jadł dorsze albo że w godzinach pracy chodził do parku na lody! To co to za korupcja? Na szczęście mamy Janusza z Lublina. Skontrował krytykantów, że największy skandal korupcyjny na świecie to był, jak kiedyś prezydent dał bratu bliźniakowi urząd premiera! Chyba zaproponuję mu, żeby poprowadził naszą kampanię wyborczą w wyborach do Parlamentu Europejskiego…

Wtorek, 17.03.2009 r.
Wyszedłem z ukrycia. Już wszystko ustalone. Tomek wie, co ma robić. Obiecał, że sam zrezygnuje z kierowania naszą kampanią wyborczą. Z członkostwa w klubie parlamentarnym też zrezygnuje. Dodatkowo zastanowi się, czy nie sprzedać udziałów w tej firmie, która dostaje zlecenia bez konkursów. Może nawet zapłacić za przelot narzeczonej rządowym samolotem! Z Waldkiem sytuacja jest trochę inna. On ma inne standardy niż nasze. Nie musi rezygnować z kierowania strażą pożarną. Za to – zgodnie z naszymi standardami walki z korupcją – Julia poprosi go o słowo honoru, że nie będzie swojego stanowiska w żaden sposób wykorzystywał.

Środa, 18.03.2009 r.
Chłopaki od pijaru przygotowali świetną konferencję prasową. Najpierw chcieli, żeby Tomek, tak jak kiedyś Beata, rozpłakał się przed kamerami i w kółko powtarzał tylko: „Takie nieszczęście, takie nieszczęście…”. Ale on nie chciał płakać. Wybrał bardziej religijny scenariusz. Wytłumaczył, że w ogóle nie miał zamiaru zarabiać na szkoleniach stoczniowców, ale inni wspólnicy go przegłosowali. „Dowiedziałem się o tej umowie. Zadzwoniłem do ludzi z firmy i powiedziałem, że to jest stocznia, to jednak świętość polska i lepiej, żeby firma związana z politykiem nie startowała w tym przetargu. Zostałem ukrzyżowany za nieswoje grzechy” – opowiadał smutnym głosem Tomek. Widziałem, że dziennikarze mieli łzy w oczach…
Piotr Tomczyk
Rys. Artur Żukow

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: