Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Separatystyczna hucpa trwa

Posted by redakcjawp w dniu 2009-07-28

Artykuł 3 Konstytucji RP z 1997 roku stwierdza jednoznacznie: „Rzeczpospolita Polska jest państwem jednolitym”. Jednolitym – czyli unitarnym – a więc rządzonym i administrowanym przez centralny rząd. Bez wewnętrznych podziałów, autonomii czy szczególnych uprawnień dla jakiegoś wyodrębnionego regionu. Nie jesteśmy państwem federalnym czy związkowym – jak Niemcy, Szwajcaria czy USA – i nie ma u nas silnej i żywej tradycji rozbijania państwa. Przynajmniej nie wśród narodu polskiego. Występuje ono za to tam, gdzie palce w politycznej grze macza niemiecka mniejszość, posługując się lokalnymi germanofilami, ukrywających swe prawdziwe, antypolskie oblicze pod płaszczykiem wyimaginowanej „śląskości” czy „kaszubskości”.

Od czego są służby specjalne?

Zresztą – w świetle trzeciego artykułu Konstytucji dążenia do lokalnej autonomii są sprzeczne z Konstytucją i godzą w interes Rzeczypospolitej, a nawet w jej integralność i suwerenność. I jako takie powinny być ścigane przez organy państwa. Jeśli złamania najwyższego obowiązującego na terytorium RP aktu prawnego, jakim jest Konstytucja, dopuścił się poseł, senator lub, powiedzmy, członek rządu (w tym i premier), zająć powinien się nim Trybunał Stanu, sprawdzając, czy nie zaistniała sytuacja zdrady stanu, zasługująca na najwyższy możliwy wymiar kary. Jeśli działania takie prowadzone są przez zwyczajnego obywatela, wystarczają postępowania przed sądami powszechnymi, a zatrzymaniem osoby, której postawiono konkretne zarzuty, zająć powinna się policja.
Jeśli natomiast istnieją trudności z ustaleniem danych osobowych ludzi prowadzących działalność wywrotową, jeśli ich sposób postępowania jest anonimowy lub przybiera charakter organizacji niejawnej, wówczas mamy do czynienia z klasycznym przykładem pola działania dla służb specjalnych. Jest tak już zwłaszcza, jeśli działalność danej organizacji ma charakter stricte antypaństwowy, jeśli godzi w podstawowe, żywotne interesy państwa i narodu – w jego integralność terytorialną, suwerenność, niepodległość. A dziać się tak może przykładowo przez nawoływanie do oderwania kawałka terytorium państwa i przyłączenia go do państwa sąsiedniego, lub ogłoszenie „niepodległości”.

Służby specjalne działają w każdym istniejącym państwie świata. I w każdym zajmują się one „neutralizacją” jednostek zagrażających istnieniu państwa i życiu jego obywateli. Jest tak nawet, albo wręcz przede wszystkim, w tych państwach, które uznawane są za wzorzec systemu „demokratycznego”. Czy to w Stanach Zjednoczonych, w Niemczech czy w Izraelu wszelka działalność wywrotowa ścigana jest z szczególną bezwzględnością (wtedy nawet prawa człowieka nie odgrywają pierwszorzędnej roli). O państwach rządzonych w sposób bardziej autorytarny nie trzeba nawet wspominać. Brak reakcji państwa na jaskrawe przykłady podważania nienaruszalności jego terytorium czy władzy zwierzchniej Narodu na terenie państwa jest tylko i wyłącznie przykładem słabości organizacji państwowej – choć zwolennicy takiego stanu rzeczy będą głośno mówić o nowoczesności i duchu współczesnej, „otwartej” Europy.

Kiedy pod koniec z początkiem XXI wieku Andrzej Lepper sypał zboże na tory kolejowe i organizował blokady dróg krajowych, nie brakowało głosów, że metody jego działalności godzą w interesy państwa, i z racji tego powinien on być ścigany przez ego organa i odpowiednio ukarany. Kiedy w tym samym czasie na Śląsku (Opolskim, ale nie tylko) stawiane były kolejne pomniki poległych żołnierzy Wehrmachtu, monumenty z hitlerowskimi hełmami, żelaznymi krzyżami i czarnymi orłami, obrońcy prawa i porządku milczeli. Andrzeja Leppera na polskiej scenie politycznej już nie ma (a nawet jak jeszcze był, to jakoś Polska się nie rozpadła), tymczasem niemiecka mniejszość i lokalni zwolennicy autonomii nadal prowadzą swą polityczną hucpę.

Ruch Autonomii Śląska, czy ruch niemieckiego Śląska?

18 lipca przez Katowice przeszedł trzeci już Marsz Autonomii, zorganizowany przez RAŚ. Udział wzięło w nim około 1000 osób – niby nie dużo, ale i tak więcej niż w poprzednich dwóch. Za to informacje o marszu został wystarczająco roztrąbione przez media, zauroczone „radosnym festynem” w słoneczne sobotnie przedpołudnie. Pianie z zachwytu u człowieka o zdrowych zmysłach powodowało mdłości – było tak kolorowo, tak wesoło, i baloniki, i orkiestra, i sto flag żółto-niebieskich łopocących na wietrze, i pokaz walk rycerskich, i nawet dziatwa się mogła żółtą i niebieską farbką pomalować… Achom i ochom końca nie było. Ciekawe tylko, czy zwabiona tym całym igrzyskiem młodzież i dzieciarnia wiedziała, w czym tak naprawdę brała udział.
Tymczasem niezorientowanego w politycznych niuansach zadziwić by mogło, jak bardzo RAŚ i mniejszość niemiecka na Śląsku idą ręka w rękę. Jak bardzo mniejszości niemieckiej zorganizowanej w Towarzystwie Społeczno-Kulturalnym Niemców na Śląsku Opolskim, a także tak zwanym „wypędzonym”, całym hufcom starczych ziomkostw pani Steinbach, podoba się pomysł śląskiej autonomii. Śląska oderwanego od Polski, i przez to otwartego na penetrację niemiecką, na germanizację.

Bo jeśli trąbienie wszem wobec o śląskiej odrębności, o śląskim języku, o śląskiej narodowości, śląskim godle, fladze, hymnie, w praktyce oznacza po prostu stawianie pomników poległym w obu wielkich wojnach Niemców (jako „synów śląskiej ziemi”), ale na pomnikach tych widnieją symbole Rzeszy niemieckiej, niemieckiego militaryzmu i potęgi; jeśli przywraca się nazewnictwo miejscowości nie sprzed okresu III Rzeszy (niemieckie, ale z widocznymi słowiańskimi końcówkami, przykładowo –itz od polskiego –ice), ale właśnie te nazistowskie z okresu 1933-1945, w których wszelki ślad niegermańskiej przeszłości został zatarty; jeśli i mniejszość i RAŚ wciąż walczą o powrót Niemców (tych „niewinnych”, co nie wiadomo dlaczego w tak panicznym strachu przed Armią Czerwoną rejterowali), o zwrócenie im ziem, domów, pałaców – to czymże to jest, jeśli nie germanizacją? Już tylko na marginesie należy wspomnieć, że cała ta działalność – towarzystwa, szkoły i przedszkola, czasopisma, gazety i tygodniki, nawet publikacje książkowe i stawianie pomników niemieckim zaborcom (w Chorzowie) i hitlerowskim żołnierzom, gloryfikujące niemiecką przeszłość Śląska i propagujące niemiecką kulturę, finansowane jest nie tylko z budżetu państwa polskiego, ale i przez niemiecki rząd federalny. O ile to drugie jest zrozumiałe, o tyle to pierwsze… woła o pomstę do nieba. Głupota? Ignorancją? Czy, nie daj Boże, działanie celowe?

Salonowo-medialno-autonomistyczna Targowica

Wystarczy jeden rzut oka na sympatie polityczne RAŚ-u, a wszystko staje się jasne jak na dłoni. Autonomiści i „Niemcy” (ci, co ich w Polsce nie było do lat 80-tych i nagle się cudownie odnaleźli, i ci od 100 zł za zapisanie się do mniejszości) od zawsze wspierali liberałów – w wyborach startowali z list Unii Wolności, potem PO. I liberałów, i autonomistów od zawsze pod niebiosa wychwalały natomiast liberalne media: „Wyborcza” zwłaszcza, a także „Dziennik Zachodni”. Natomiast wróg numer jeden tych środowisk to ci wszyscy, dla których główne wartości to patriotyzm, polskość, dobro Polski. Kiedyś byli to ludzie związani z AWS-em, potem z PiS i LPR.

Skąd ta nienawiść (wystarczy wejść na stronę internetową RAŚ, by się przekonać, że wolności i demokracji wciąż zagraża personifikacja zabobonu i ciemnogrodu w postaci Jarosława Kaczyńskiego – a więc te same bzdety, które utrwala „GW”)? Bo liberałowie i separatyści (można ich tak chyba nazwać, skoro chcą rozbicia państwa polskiego) mają wspólny cel, czego nawet nie ukrywają: Europa regionów. A Europa regionów to zaprzeczenie Europy Narodów, Europy suwerennych i niepodległych państw narodowych. To rozbicie dzielnicowe, likwidacja państw, zniesienie granic. Europa regionów to niszczenie kultury, tradycji i tożsamości. To Euroregiony, unijne państwo z rządem i konstytucją, z eurowalutą i euroobywatelstwem. Słowem: to wszystko, do czego zmierza Unia Europejska. A to powstać może tylko na gruzach niepodległych państw.

Liderzy RAŚ chcą Donaldowi Tuskowi wręczyć petycję. Petycję złożoną w dużej mierze z słów samego premiera z lat 90-tych, w których wyrażał on swe poparcie dla regionalizacji i idei autonomii. W petycji tej separatyści domagają się takiej zmiany Konstytucji RP, która umożliwi de facto oderwanie się Śląska (w języku poprawności politycznej zwanym autonomią kulturową i gospodarczą) od Polski, jego uniezależnienia zgodnie z standardami „współczesnej Europy”. Jaka może być reakcja premiera na taką petycję? Zapewne taka sama, jak jego rządy – nijaka. Nie skrytykuje, nie odrzuci, nie przywoła do porządku. Może się tylko będzie uśmiechał, może poprze w wąskim gronie, gdzieś na Śląsku Opolskim czy w liście do Krollów i Hupków. Na zmianę Konstytucji separatyści nie mają raczej co liczyć, takiej większości w Sejmie nie będzie. Ale czy to potrzebne? Sojusz salonu, „elit”, mniejszości niemieckiej i RAŚ będzie trwał, a czas działa zdecydowanie na ich korzyść. Im dłużej trwa ta hucpa, tym gorzej dla Polski

Michał Soska, Nowa Myśl Polska

Komentarzy 56 to “Separatystyczna hucpa trwa”

  1. Vol said

    Szkoda, ze przed plebiscytem w 1921 nikt w ten sposob co p. Soska nie dal Slonsokom do zrozumienia co „prawdziwy Polak” o nich sadzi. I zanim zapomne; to czego RAS rzada to absolutnie nic nowego. Statut organiczny Wojewodztwa Slonskiego na ktory RAS sie powoluje nie jest bynajmniej sposcizna jakkolwiek pojetych zaborcow lecz decyzja demokratycznego sejmu Rzeczypospolitej Polskiej. Zniesiony zostal decyzja Hitlera ktorego decyzja potwierdzona zostala przez stalinowski rzad PRL. Czyli dlaczego ta nagonka na grupe ludnosci walczacych o PRAWA obiecane i nadane przez panstwo polskie?
    Dalej; Autor wymiennie uzywa pojec „autonomia” i „separatysci”. Swiadczy to moim zdaniem o pewnych problemach z percepcja jezyka polskiego.
    Lecz bardziej prawdopodobnym jest, ze Autorowi chodzi o manipulowanie faktami; ciekawe gdzie mozna „dostac stowe” za zapisanie sie do „mniejszosci”. Jaka organizacje szanowny Autor ma na mysli, kto wyplaca te pieniadze? Czy sprawa nazewnictwa miejscowosci: „przykładowo –itz od polskiego –ice”; dlaczego POLSKIEGO? Przeciez slowianskie nazewnictwo na Slonsku niekoniecznie musi byc polskie, tak jak nie kazdy Slowianin polakiem.
    Ogolnie rzecz biorac wypowiedz Autora ma wiele cech wspolnych z mechanizmami wypowiedzi Dr. Goebelsa, p. Rydzyka czy Swiadkow Jehowy; chodzi o takie przedstawienie faktow by zrobic odbiorcy wode z mozgu i na sile udowodnic wlasna teze, nawet wbrew zdrowemu rozsadkowi.

    I Polska krajem jednolitym; kon by sie usmial, za dlugo zylem w tym kraju by nie zauwazyc antagonizmow regionalnych. Polacy sa czesto gesto jak sfora psow, dopuki sie miedzy soba gryza to wszystko jest w porzadku, a wspolnie zaczynaja dzialac dopiero jak znajdzie sie wspolny, nawet wyimaginowany „WROG”.

  2. Lubomir said

    Re: ‚Vol’. ‚Uderz w stół a odezwą się nożyce’ i odezwał się dyżurny Volksdeutsch. Taki sam jak ci renegaci podający się za Ślązaków a czyniący ze Ślązaków – Indian Europy a ze Śląska – poprzemysłowy rezerwat. To dzięki tym ślązakowcom, przebierańcom narodowości niemieckiej, utrzymywanym przez niemieckie fundacje rządowe, Polska po raz pierwszy w swoich dziejach – z eksportera węgla i wyrobów przemysłowych, staje się importerem węgla i innych produktów. To w germanizowanej ideologicznie Europie, przez wszelkiej maści folksdojczów – życie zaczyna stawać się koszmarem nie do zniesienia. Głos ‚Vol’ jest dziwnie zbieżny z m.in. głosem europejskiego terrorysty Daniela Cohena-Bendita. ‚V Kolumna’ próbuje najwyrażniej działać oficjalnie, nie stosując nawet figowego listka przyzwoitości.

  3. krakus said

    Brak mi słów oburzenia na tych łajdaków,synów,wnuków b.volksdojczy podających się za … i to z dużej litery (co za narodowość??) zmierzających do autonomii.Wspierani przez antypolaków jak herr Kutz
    czy autochton Buzek(TW)coraz mocniej akcentują swoją odrębność od Polski.Temat znany od wielu lat,wyciszany chojnością Gierka,dzisiaj
    po upadku gónictwa,hutnictwa,przemysłu ciężkiego,pojawia się na nowo
    i jest niczym woda na młyn dla wszelkich ruchów antypolskich panów
    zza Odry,współczesnych terorystów,muzealników „wypędzonych” itp.
    Nam na tej Witrynie pozostaje jedynie demaskować takie „ja ..Vol” i inne „gnidy”,które żreją Polski chleb,gryząc jednocześnie rękę, która go daje.

  4. Jan said

    Slusznie zauwazyl Lubomir, uderz w stol a nozyce sie odezwa. Vol nie ma nawet odwagi sie podpisac swoim imieniem a co dopiero mowic o rzetelnej dyskusji . Wlasnie takich kundlow mamy duzo w Polsce i dlatego tak sie dzieje.Za judaszowe srebrniki wszystko sa w stanie zrobic . Niech mi najpierw Vol odpowie czy jest jezyk slaski? Czy odmiana polskiej gwary jakich wiele w Polsce.A z kolei po co tu zabiera glos nie czujac sie Polakiem .Przeciez strona wyraznie mowi Wirtualna Polonia a nie germania.Wstydz sie Vol sewoich glupot.Granic nie trzeba teraz zmieniac ,granice sa otwarte jak ci nie pasuje . Nikt cie tam nie trzyma . I nie wmawiaj nam ze ta hucpa nie jest finansowana przez obcych.

  5. Ryziel said

    TUSK prezydentem Kaszub.cuż to dla PO zmienić konstytucje

  6. NSZ-c said

    Wszystkim tzw. „polskim rządom” i wszystkim tzw. „polskim prezydentom” od 1990 roku do DZISIAJ urzędujacym w Warszawie NIGDY nie zależało na jakimkolwiek zadbaniu o WSPÓLNY INTERES wszystkich obywateli zamieszkałych na terytorum Panstwa Polskiego.

    Czas najwyższy się zastanowić DLACZEGO tak się dzieje i jaki to mechanizam powoduje, że tak jest oraz wiekszość etnicznych Polaków MUSI podjąc adekwatne działania, aby nie zginąć.

    Wręcz przeciwnie, ci tzw. „polscy premierzy” i ci tzw. „polscy prezydenci” urzedujacy na piedestałach centralnej władzy w Warszawie, są tak naprawdę AGENTAMI innych wiekszych państw ościennych lub różnych kryminalistów globalistów ologarchów finansowych, lub działali lub dalej cynicznie działają na SZKODĘ etnicznych Polaków, ale za to na rękę różnych uzurpatorów NIE polskiej narodowosci lub MNIEJSZOŚCI narodowych zamieszkałych w Polsce, a zwłaszcza żydoskiej kooperujac w tym wzgledzie z rozwydżoną masońsko-żydoską miedzynardówką.

    Jakimś „dziwnym” zbiegiem okoliczności dosłownie NIKT do dzisiaj NIE usiłował przeprowadzić badań historycznych ani politologicznych czy socjologicznych na żadnym polskim uniwersytecie, instytucie badawczym, które są opłacane przez polskiego podatnika, aby zbadać DLACZEGO, w jakich okolicznościach, KTO stał za plecami i KTO faktycznie finansowaoł różne bunty mieszkańców na POLSKIM Pomorzu Bałtyckim, a zwłaszcza w Gadnsku lub innych regioach polski, gdzie jak u siebie w domu prosperują zagraniczne służby wywidowcze majac swoich płatnych agentów w lokalnych władzach.

    Badaniem tych buntów społecznych na Pomorzu czy innych regonach PRLu czy tej III RP wykazują pewne powtarzające się PRAWIDŁOWOŚCI, które można definiować, układają się w logiczny szereg przyczynowo-skutkowy, funkcjonowania tzw. „polskich” uwaronkowań funkcjonowania struktór władzy, która jest cały czas od 1945 roku do dzisiaj zdominowana przez przez przedstawicieli MNIEJSZOŚCI narodowych lub wylansowanych przedstawicieli ugrupowań SEPARTYSTYCZNYCH, finasowanych kiedyś w ukryty sposób.

    Dzisiaj SEPARTYSTYCZNE organizaje funkcjinujace w Polsce dążących do LIJWIDACJI Panstwa Polskiego są finansowane nawet z budżetu polskiego podanika i OTWARCIE przez tzw. „fundacje” grasujace w Polsce, które z koleji są finansowane OFICJALNIE z budżetu państw ościennych pragnacych ROZDRAPAĆ Państwo Polskie i zrobić z polaków swoich niewolników, którym bedzie można w 100% zabierać ich wszyskie wypracowane zyski. Takie intencje maja zwłaszcza Niemcy, Rosje lub miedzynarodowe żydoskie organizacje zonistyczne lub PRYWATNĄ korporacyjną globalną finansierę, która „prywatyzuje” dla siebie rentowne polskie firmy wydobywajace surowce jak miedz, siarkę, wegiel itd. lub dązace do WYKUPIENIA ziemi w Polsce na których są wielkie złożą gazy ziemnego, geotermi czy ropy naftowej do tychczas nie ekspaltowenej na rzecz Polaków (np. Wielkopolska i Kujawy)

    Na takie coś oprócz tego „polskiego” premierów czy prezydentów wyraża PEŁNĄ APROBATĘ też te „polskie” kneseto-sejmy czy kneseto-senaty . . .

    PRL w której „trójka wielkomocarstwoawa” Stalin-Rooswelt-Churchil wyznaczyli na rządców w PRL-u przedstawicieli MNIEJSZOŚCI nardowych zamieszkałych w Polsce, a zwłaszcza niedobitków żydo-komuny po KPP, aby to oni sprawowali władzę nad wiekszością etnicznych Polaków.
    Ta władza PRL-u z wyselekcjonowanych MNIEJSZOŚCI, uznała za najwiekszego wroga PRL-u krnabrych rdzennych Polaków i wszystkich tych, którzy otwarcie podjeli walkę polityczną i piedestały władzy w Warszawie. Dlatego żydo-komuna czyli przedstawiciele MNIEJSZOSCI narodowych MORDOWAŁA na piedestałach centralnej władzy w Warszawie z zimna krwią , lub zmuszano do ucieczki z Polski i emigracje za granicę etnicznych rdzennych Polaków, czyli identycznie jak to było po 1989 roku do DZISIAJ.

    Po 1945 roką rewizjonistyczne rzady RFN z Bonn, które nigdy do DZISIAJ nie zgadzają się z decyzją „wielkich mocarstw” z ustanowonych nowych granic Niemiec. Dlatego rzad niemiecki za pomoca swoich zachodnioniemckich służb wywiadowczych od poczatku lat 1950-tych, intensywnie zaczoł prowadzić działania, aby rozerwać spójność PRL-u na kwałki po przez finansowanie i inspirowanie do SEPARTYZMU regionalnego, różnych społeczności zamieszkałych w PRL-u, zwałaszcza tych które urzywały bardzo odmiennych regionalnych GWAR językowych.

    Oficjalne instytucje naukowe za granicą, zwłaszcza w Niemczech opłacane przez rzad niemiecki pracowały w pocie czoła od poczatku lat 1950 nad zjawiskami socjologicznymi, politologicznymi, gwarowymi czy regionalnymi występujacymi aby opracować PODWALINY do inspirowania SEPARTYZMU w PRL, Jugosławi, Czechach, na Słowcji, Wegrzech itd.

    Bazujac na opracowanej tej separatystycznej TECHNOLOGI, niemiecki rząd za pomocą swoich służb specjalnych i płatnych agentów w Jugosławi czy PRL-u wsród społecznosci mówiacej polską gwarą kaszubską, inspirowali do utworzenia organizacji separatystycznych wmawiajac w regionie Kaszub tamtejszej społecznosci, że są odzielną narodowościa Polaków, aby tym sposoobem skonfliktować mieszkanców Kaszub z resztą społeczenstwa polskiego, a tym samym OSŁABIENIA spujności wewnetrznej PRL-u w tamtym regionie.

    Rząd niemiecki za pomocą swoich służb wywiadowczych prowadziły też od poczatku lat 1950-tych IDENTYCZNĄ akcje ROZBIJANIA i SEPARACJI panstwa Jugosławia na Bałkanach, oraz społeczenstw bałtyckiej części ZSRR.

    Za pomocą finansów rzadu niemieckiego i INSPIRACJI niemieckiej agentury w wojewódzctwie gdanskim powstało w 1956 roku tzw. Zrzeszenie Kaszubskie, które prowadziło akcję propagndową przekonywania, iż istnieje NARÓD kaszubski, który nie ma związków z polskością, przekonujac grupkę płatnych agentów kaszubskich aby domagali się SEPARCJI Pomorza Gdanskiego od PRL-u wmawiajac tym agentom odrebność narodową oraz inspirujac do utworzenia odzielnego panstwa kaszubskiego.
    Niemieckie służby wywiadowcze na zamówienie rzadu RFN operujace na Pomorzu Bałtyckim inspirowały też tamtejszą ludność do czynnego oporu pod pozorem różnych pretekstów wobec oficjalnej władzy z Warszawy.

    To NIE jest PRZYPADEK, że akurat w Gdansku czy Szczecinie dochodziło do otwartych krwawych potyczek władzy PRL-u ze społeczenstwem, gdyż tam na szeroką skale zachodniemieckie służby wywiadowcze prowadziły operacje inspirujece do konfliktów społecznych na tle podziału społczenstwa nie tylko politycznych, ale jako mniejszości kaszubskiej.

    Pod koniec lat 1960-tych Zrzeszenie Kaszubskie, pod naciskiem niemieckim zmieniło swoją nazwę na Zrzeszenie Kaszubsko Pomorskie (ZKP), aby objąć swoim zaciegiem działania CAŁE Polskie Pomorze łacznie z Koszalinem i Szczecinem, czyli terenami Polski które do 1939 roku były w posiadaniu Niemiec.

    Po 1970 roku ZKP zaczeło wydawać swój organ prasowy o nazwie „Pomarania” nawołujacy do wiekszej aktywnosci politycznej nakierowanej do SEPARACJI kulturalnej, społecznej, politycznej i regionalnej od rządu z Warszawy.

    W tym pisemku „Pomarania” zaczoł swoją przygodę „dzienikarską” Donald Tusk pod okiem separatysty kaszubskiego Lecha Bądkowskiego, który potem został pierwszym rzecznikiem prasowym „Solidarności” w czasie strajku stowczniowców w 1980 roku.
    Po przyjeżdzie najbardziej aktywnych żydów z obywatelstwem polskim z Warszawy do Gdanska w drugiej połowie sierpnia 1980 roku, ci żydzi pod przywódctwem Gieremka i Mazowieckiego, USUNELI Lecha Bądkowskiego jako rzecznika prasowego solidarnosci, a na jego miejsce postawili żyda z obywatelstwem polskim Davida Warszawskego vel Geberta, który stał się rzecznikiem prasowym całej NSZZ Solidarność w tamtym czasie.

    David Warszawki to syn jednego z najniebezpieczniejszych agentów Kominternu w USA Bolesława Geberta ps. „Ataman”. Po wojnie B. Gebert był redaktorem naczelnym „Głosu Pracy”, szmatławca komunistycznych związków zawodowych, i zastępcą sekretarza generalnego Federacji Związków Zawodowych, wreszcie komunistycznym ambasadorem. Jego żona, matka D. Warszawskiego – Krystyna Gebert z domu Poznańska, była chorążym UB i organizatorką jednego z najokrutniejszych wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie w latach 1944-1945 (wg. L. Żebrowskiego „Ludzie UD…”).

    Tusk na łamach czasopisma „Pomarania” organu Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego otwarcie domagał sie SEPARACJI POLSKIEGO CAŁEGO POMORZA od Polski i uniezależnienia się tego regionu od rządu w Warszawie.
    Elaboraty Tuska na temat separacji Pomorza Gdanskiego od Polski, były i są na rekę niemcom i żydoskiej masonerii, dlatego jego za pomocą miejscowej podziemnej prasy kreowano jako wielkiego przywódce politycznego . . .

    To ZEWNETRZNE, zagraniczne wsparcie Tuska, bardzo jego ośmieliło do wygłoszenia referatu wygłoszonego w dniu 14.06.1992 na II Kongresie Kaszubskim w Gdańsku.

    Donald Tusk odczytał swój referat w którym pod płaszczykiem tzw. dzialności „samorządności terytorialnej” przedstawił swój plan ROZBICIA Polski na CZĘŚĆI jako odzielnych regionów i AGIOTOWAŁ kaszubów do SEPARCJI całego polskiego Pomorza od Polski, które miałoby nazywać się „Pomaranią” .

    Ponato w tym jego referacie też są jego inspiracje do separacji Śląska, separacji Podhala, separacji Wielkopolski, separacji Warmi-Mazór od Polski …. itd.
    Z tego ANTY-polskiego referatu Tusk nigdy nie został rozliczony przez polską WIEKSZOŚĆ w III RP i stąd ta dzisiejsza ANT-polska agresja RAŚ wspierana finansowo też przez „fundacje” niemieckie.

    Ponadto D. Tuska w swoim przemówieniu w dniu 14.06.1992 na II Kongresie Kaszubskim w Gdańsku stwierdził ze Polska ma obsesjny charatkter państwa totalitarnego przez swoją jednolitość. Tusk arbitralnie i kłamliwe oskarażył etnicznych rdzennych Polaków o likwidowanie wszelkich przejawów odmienności, różnorodności nardowych w Polsce, które wg Tuska isniały w PRL-u. Wedłóg referatu Tuska PRL ubiedniał jakieś tam małe narody zamieszkałe w Polsce i sugerował że własnie dlatego Polske należy podzelić „REGIONY” należące do Europy.

    Te REGIONY z podzielonej Polski wg. D.Tuska powinny mieć swoje WŁASNE KONSTYTUCJE, swoją monetę, swoje wojsko co by im dawało NIZALEŻNOŚĆ od Warszawy, a Polska miałaby być wtedy „federalnymi” regionami ze stolica gdzieś w Europie, ale NIE w Polsce.

    Nie można wykluczyć że ten referat być może został jemu podsuniety przez niemieckie słuzby specjalne, pracujace nad ROZWALENIEM Polski, a Tusk przeczytał ten referat jako swój. Ta cała sprawaa wymaga śledzctwa prokuratorskiego i uznania jako czynu wybitnie ze SZKODĄ dla spójnosci Panstwa Polskiego

    D. Tuska od tego czsu nawoływał do wielkiej aktywności politycznej kaszubów i inne mniejszości zamieszkałe w Polsce, aby się UAKTYWNILI politycznie oraz zjednoczyli działajac w kierunku wyłonienia z siebie najsilniejszej i najliczniejsz reprezentacji w polskim Sejmie, Senacie, centralnych władzch w Warszawie, dyplomacji bo wtedy jak on twierdził juz jako działacz Kongresu Liberalno-Demokratycznego od 1991 roku JAKOBY dzięki „rozsądnej” polityce tych przedstawicieli MNIEJSZOSCI nardowych i taktyce zaoferowanej przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskiego bedzie możliwe powołanie lobby które upora się z PROBLEMEM polskości . . .

    Tusk w szczególny sposób apelował na forum Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskiego, aby też umiejętnie szukać sprzymierzeńców politycznych w innych GRUPACH ETNICZNYCH zamieszkałych w obecnej Polsce. Ten wątek też pojawia się w Tuska publicznych wypowiedziach, gdy był we władzach żydosko-masonskiej partii Unii Wolnosci po 1994 roku, aby tam też popierano tą ideologie separatyzmu w III RP co było i jest na rekę rzadowi Niemieckiemu oraz globalistyczno-wielko-korparycyjnemu kapitałowi który nie chce płacić podatków ale jest wyznawcą IDEJI:

    „PRYWATYZOWANIA” panstwowego zysku lub rentownych własności i UPAŃSTWOWIANIA długów czy konsekwencji złodzejstwa tych globalistycznych korporacji.

    Etniczni rdzenni Polacy w Polsce nawet nie zdają sobie sprawy na jakiego WROGA głosowali w ostanich wyborach , który publicznie bez skrupułow w Polsce stworzył swój plan ROZWALENIA Panstwa Polskego wykożystyjąc 3% obywateli polskich , którzy NIE utożsamiaja się z interesem WIEKSZOSCI czyli etnicznych Polaków bo NIE są narodowości polskiej. PO jest partią polityczną, która utworzyli w wiekszosci WROGOWIE Panstawa Polskiego rekrutujacy się z przedstawicieli mniejszosci nardowych lub agentury separtystycznej wspieranej finansowo przez WROGÓW istnienia Panstwa Polskiego. PO to przestepcza organizacja w Polsce !

    Tusk nawoływał do zmian legislacyjnych w Polsce z przygotowaniem projektu nowej konstytucji włącznie w której by była mowa o PODZIELENIU Polski na niezalezne REGIONY federalne i ich DOWOLNOŚCI na podporzadkowaniu się Warszawie lub NIE ! ! !

    Tusk twierdził że to dzięki dzialności Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, właśnie na Pomorzu najprężniej działała opozycja kaszubska antykomunistyczna, szczególnie środowiska gdańskiego w stoczniach i to NIBY ona obaliła komunizm, do czego przyłączyły się inne mniejszościowe grupy etniczne zamieszkałe w Polsce, które zmieniły i zmieniają Polskę . . . a wiekszość była BIERNA wg. Tuska wobec tych procesów „demokratycznych” dlatego ta wiekszość w Polsce nie kwalifikuje się do bonifitów z tych jego przemian demokratycznych w III RP

    Tusk przyjażni się z Edytą Steinbach i w jej obecności zachowuje się jak szczeniak, udajac że nie widzi rewizjonizmu niemieckiego.
    Dlatego Tusk miał takie wsparcie medialne przez te polskojęzyczne media w Polsce , które są własnoscią koncernów niemieckich lub zydoskich.

    To siła tych niemieckich mediów lub zydoskich wykołowała społeczenstwo Polskie, które głosowało na PO a w tym na też na Tuska i innych renegatów ze Ślaska.

  7. krakus said

    Re.Lubomir
    Pozwolę sobie zauważyć,że już 14.05 w dyskusji do art.na temat:Wysyp
    „polskich obozów”,właściwie określił Pan respond.”Vol”lub „Ja Vol”
    jako swoistego adwokata Hitlera.Ma uzasadnienie „uderz w stół itd”,
    w Pańskiej opinii(poz.2)i aż się prosi …w nos.Pozdrawiam.

  8. Wojwit said

    Wklejam swój wpis ze strony Gajowego Maruchy. Jest on co prawda na temat gwar (m.in. śląskiej), ale znakomicie ilustruje tematykę powyższego artykułu, który nota bene na stronie Maruchy jeszcze nie został opublikowany.

    A propos kwestii gwar w Polsce w czasach PRL (nie jednej gwary śląskiej, ale gwar w różnych regionach Polski). Sięgną Państwo do własnej, powtarzam własnej (ci, co wtedy żyli, cokolwiek rozumieli a jeszcze nie mają sklerozy) pamięci, a nie do jakichś szmatławych opracowań obowiązujących w towarzystwach mniejszości narodowych, czy innych chcących za takowe uchodzić.
    PRL był państwem zależnym od sowietów we wszystkich płaszczyznach, płacącym im systematyczne i wielkie kontrybucje (choć pod nazwą obrotu towarowego między “bratnimi krajami obozu” – “my im dajemy statki a oni nam za to biorą węgiel”).
    W szkole indoktrynowano, częstokroć bardzo prymitywnie, ale również czegoś uczono. Niejednokrotnie na bardzo przyzwoitym, o wiele wiele wyższym niż teraz poziomie.
    Wymagano od uczniów posługiwania się w wypowiedziach polszczyzną literacką a nie knajacką (to nie o gwarach tylko o obecnej szkole). Dbano o to nie tylko na języku polskim ale nawet na wuefie. Nauczyciel prawie zawsze korygował i upominał ucznia, gdy ten mówił po polsku źle, kalecząc nasza piękną mowę ojczystą.
    Na Górnym Śląsku nikt nie zabraniał “godać” lecz w szkole, polskiej szkole, trzeba było mówić. I słychać było tę gwarę na ulicy i podwórku, w zakładach pracy i na boiskach. Częstokroć przyjezdni (nie tyle Kresowiacy, co później przyjeżdżajacy do pracy w kopalniach czy hutach) nabywali jej cech w swoim języku a nawet uznawali za swoją. Ale czym innym jest prawdziwa gwara śląska a czym innym to, co Polakom chcą jako gwarę śląską pokazać karierowicze działający w rozmaitych V kolumnach. Ten szkaradny zlepek bylejakiej, zepsutej polszczyzny, wulgaryzmów
    i obowiazkowych w każdym zdaniu wtrętów niemieckich nie jest śląską gwarą (chyba że na miarę “Roku 1984″ Orwella). Jest po prostu jej parodystycznym filogermańskim załganiem.
    Nie wolno natomiast było za czasów PRL-u uczyć na tym terenie języka niemieckiego w szkole.
    Pamietam atencję z jaką w propagandowych w końcu PRL-owskich programach dla młodzieży (piszę dla tych, którzy nie pamietają)
    darzono np. gwarę kaszubską czy podlaską (”Ekran z Bratkiem” i “Teleranek”) w II połowie dekady Gierka Pokazywano obrzędy (jak to wtedy nazywano)noworoczne np. chodzenie z Turoniem. Oczywiście nie wiązano ich w TV ze świętami Bożego Narodzenia ze względu na programową ateizację.
    Pokazywano zespoły dziecięce śpiewajace po kaszubsku jakieś stare, regionalne pieśni. O gwarze góralskiej nie ma nawet co wspominać, bo była nawet swego czasu swoista moda na pseudogóralskie stylizowanie języka mówionego.
    Propaganda PRL wykorzystywała wszystko co ludowe, a więc i gwary dla swoich celów. Nie “odcinała się” od nich, bo propagandyści zdawali sobie sprawę, że jakoś głupio nie oprzeć swych kłamstw
    o pozory prawdy, o autentyzm, o “gwarę – mowę ludu” w tej, którą bez przerwy nazywali “Polska Ludową”.

  9. Obiektywny said

    Jest to bardzo PRAWDOPODOBNE, że gdy Donald Tusk zostanie zdiety z centralnych urzedów władzy w Warszawie, a nastepnie wyalienowy z polskiego życia politycznego po upadku PO, to wtedy Tusk pojedzie do Gdańska i tam bedzie organizował REBELIE kaszubską, która w porozumieniu z RAŚ bedzie wymierzona w jedność Panstawa Polskiego.

    On tak jak w przeszłosci zacznie otwarcie organizować ruchy SEPARATYSTYCZNE w celu ODERWANIA ziemi Pomorza Gdanskiego i regionu Śląska od Państawa Polskiego, aby w ten sposób mścić się na Polakach za swoją głupotę pod każdym wzgledem.

    Niemcy i Rosja tylko na cos takiego czekają, czyli na wszystko co ołabia Panstwo Polskie.

    Nie można wykluczyć, ze rząd niemiecki ma już opracowany scenariusz na ROZAWLENIE Polski oraz jej totalnego podporządkowania politycznego i ekonomicznego Niemcom i Rosji.
    Przecież to niemcy bardzo skutecznie metodami małych kroczków konfliktowania nardów Jugosławi, a nastepnie za pomocą rak imperializmu żydo-amerykanskiego napadli społeczenstwa Jugosławi i ROZWALILI spujność Jugosławi, aby już jako małe słabe gówniane panstewaka podporządkować politycznie jej poszczególne regiony, a nestepnie KOLONIZOWAĆ nowoczesnymi metodami wysysajac zasoby skłuconych społeczenstw za pomocą różnych „miedzynardowych organizacji”.

    Gdy D.Tusk ten który twierdzi że „POLSKOŚĆ to NIENORMALNOŚĆ” przegrał wybory prezydenckie razem z jego awanturniczą kliką wspieraną przez niemców PO robili dosłownie wszystko, aby NIE DOPUSCIĆ do uchwalenia budżetu Panstwa Polskiego na 2006 rok, tylko po to aby to Panstwo Polskie STERRORYZOWAĆ i SPARALIŻOWAĆ gospodarczo na rzecz interesów niemieckich.

    Gdy Sejm RP nie jest w stanie uchwalić budżetu Panstwa Poalskiego w konstytucyjnym TERMINIE, wtedy Prezydent RP ma konstytucyjne prawo i OBOWIAZEK, aby rozwiazć taki Sejm-Parlament jako NIE sprawny, rozpisać nowe wybry i wybrać taki Sejm który bedzie w stanie udzwignąc decyzje w uchwalaniu NAJWAŻNIEJSZEJ sprawy (tak jak w rodzinie w sprawie środków do zycia) jak i w Panstwie tzn. Budżet Panstwa. Do takiej sytucji doszło w styczniu 2006 roku.

    Nie wolno zapominać jak to właśnie D.Tusk GROZIŁ REBELIĄ i obaleniem Prezydenta RP w styczniu 2006 roku, aby NIE wykonywał swoich konstytucyjnych obowiazków tymi słowami:

    „. . . . gdyby miało dojść do wyborów, to taka decyzja oznacza kryzys polityczny, jakiego ostatnie 15-lecie nie znało . . . ”

    a nastepnie do tego AWANTURNIK D.Tusk dodał:

    „. . . trzeba by wypowiedzieć obywatelskie nieposłuszeństwo takim decyzjom . . . ”

    D.Tusk w styczniu 2006 obawiał się, że gdyby doszło do ponownych wyborów na wiosne 2006 roku, to jego ANTY-polska partyjka PO by nie weszła ponownie do Sejmu i Senatu, wiec wtedy Tusk by był całkowicie za burtą rzadzenia oraz byłby Tusk NIKIM.

    Własnie dlatego Tusk, aby brutalnie bronić swoich pozycji z podeptaniem obowiazujacego prawa dopuścił sie czynów KRYMINALNYCH, grożąc publicznie OBALENIEM Prezydenta RP za pomocą jakieś insynuwanej REBELI pewno swoich popleczników separatystów kaszubskich i ślaskich, którzy by wtedy zarzadali SEPARACJI tych regionów od Polski.

    TAKĄ właśnie kartą gra D.Tusk ?!
    Czy sie ta zagrywka Tuska i jego awanturników separatystów POWTÓRZY ?

    D.Tusk i ta jego zgraja degeneratów recedywistów renegatów z PO do dzisiejszego dnia NIE ZOSTAŁA ROZLICZONA z tego swojego AWANTURNICTWA, pomimo ze w oczywisty sposób ZŁAMALI obowiazujace prawe nawołujac do REBELII siłowej przeciw legalnie DEMOKRATYCZNIE wybranemu Prezydentowi RP, a nawet jego OBALENIU nawołując do tego.

    Zaraz po tym nawoływaniu D. Tuska do REBELII w Polsce, drugi przekupiony komunistyczno-globalistyczny AWANTURNIK jako „pudło rezonansowe” w Polsce TW Bolek oświadczał WIELOKROTNIE publicznie, że jest gotowy zostać „komisarycznym prezydentem RP” jeśli zajdzie taka „potrzaeba” …

    To było klasyczne AWANTURNICTWO polityczne, ale nie zostało to wszystko rozliczone. Zatem jest SZKODA dla Polaków i Państawa Polskiego wiec taka awanturnicza zagrywka Tuska się prawdopodobnie POWTÓRZY i wtedy może popłynąć rzeka krwi w Polsce, a niemcy z ruskimi stana się „sądem” lub bedą praowadzić „arbitraż” w takiej awanturze która rozpeta ta gnida Tusk, na co to USA bedzie patrzyć jak na tym może też SKORZYSTAĆ tak jak w 1944 roku !

    TW bolek nawet wydał oficjalne publiczne pisemne oświadczenie w tej sprawie szykowanego zamachu stanu w Polsce, co zostało ziignorowane przez media, ale fakt faktem to TW bolek też powinien być też rozliczony z tego swojego AWANTURNICTWA nawoływania do REBELII w Polsce, które razem z D.Tuskiem obawiało się CAŁKOWITEGO ROZGONIENIA ganksterskiej mafii WSI i zagranicznych agentur grasujacych do dzisiaj w III RP.

    Przecież z tych wszystkich wydażeń wynikało że D.Tusk razem z TW bolkiem dopuścili się PRZESTĘPSTWA GROŻĄC obaleniem demokratycznie wybranego Prezydenta RP w 2005 roku, obojetnie kto by był tym Prezydentem RP.

    Nie można wykluczyć że Tusk razem TW Bolkiem MIELI PLAN REBELII i OBALENIA Prezydenta RP L.Kaczyńskiego.

    Potem podobna historia sie znowóz powtórzyła 28 pażdziernika 2007 roku, Tusk pojechał do Gdańska i złożył wizytę AWANTURNIKOWI kolaborantowi komunistycznemu TW Bolek, gdzie ustalili dalsze działania oraz wzajemną współpracę na rzecz serwalizmu WSI czy zagranicznej agentury grasujacej w III RP.

    Na tym spotkaniu Tusk, też ten co twierdzi że „POLSKOŚĆ to NIENORMALNOŚĆ” tzn. Donald Tusk złożył propozycję, aby TW Wałesa został jakimś tam jego „konsulem honorowym w USA” i pełnił rolę emisariuszem D. Tuska w Stanach Zjednoczonych. . . Czy już o tych faktach wszyscy zapomnieli ?

    Po co w takim razie była jest funkcja jaką mała spełniać ambasada RP w Waszynktonie i placówki konsularne w USA?

    Wygladało to wtedy na to, że D.Tusk chce mieć SWÓJ jakiś PRYWATNY urzad w USA poza tą też WĄTPLIWĄ żażydzoną oficjalna dyplomacją polską, który bedzie prowadził INNA, PRYWATNĄ politykę zagraniczną z POMINIECIEM Prezydenta RP.

    Wygladało to wtedy na to, że D.Tusk jako przyszły „szef” rządu polskiego NIE AKCEPTOWAŁ oficjalnego polskiego urzedu dyplomatycznego w USA oraz funkcji Prezydenta RP w tym procesie kreowania polskiej polityki zagranicznej.

    Tusk chciał mieć jakiś DRUGI swój PRYWATNY NIE KONSTYTUCYJNY urząd za pieniadze polskiego podatnika, ale taki urząd, który NIE ma kontaktów z Prezydentem RP – to była istna PARANAJA szkodzaca interesowi Polski.

    Na takiej zasadzie paranoi Tuska, on powołał W.Bartoszewskiego, który jest osobistym prywatnym przedstawicielem Tuska do spraw z niemcami i żydoskich.

    Donald Tusk już dawno KOMPLETNIE ZWARIOWAŁ i olewał swiomi wygłupami Konstytucje RP w sposób publiczny !

    Te wszystkie zwariowane pomysły tego GŁUPKA D.Tuska OŚMIESZAJĄ Polaków wogóle nie mówiac o SZKODZENIU prestiżu Państwa Polskiego.
    Nie wybrażam sobie, aby taki kołtun i awanturnik jak D.Tusk by został Prezydentem tej III RP o ZGROZO !!!
    Ale szykuje się teraz nowy UZURPATOR na salony władzy tzn. MASON Andrzej Olechowski, który był FIGURANTEM w PO i się zmył z tej przestepczej organizacji, któremu UBZDURAŁO się zostać polskim prezydentem ale chyba loż MASOŃSKICH bo przecież ten fałszywy koniunkturalny TYP zawsze polskie interesy miał i MA w DUPIE !

    To wszystko co KNUJE ten głupek Donald Tusk i te bandy zydo-masonów jest bardzo NIEBESPIECZNE dla Polaków i taki GŁUPEK jak Tusk NIE MOŻE być dalej premierem RP !!!!!

    DLACZEGO jest taka pobłazliwość wobec takich KRYMINALISTÓW ja D.Tusk ?????

    Przecież D.Tusk działa na SZKODĘ Polaków grajac sobie na uczuciach Kaszubów, Ślazaków, Polaków czy mniejszosci zydoskiej i to WIELOKROTNIE co OSŁABIA siłe panstwa Polskiego pod każdym wzgledem.

    D.Tusk celowo i CYNICZNIE wyzywał przecietnych polakówod „mocherowych beretów” dzielił Polków w rózny sposób co strasznie OSŁABIA Polskę i zacheca wrogów do zaatakowania Polski.

    Taki GŁUPIEC i AWANTURNIK jak D.Tusk absolutnie NIE NADAJE się na tak powazny urzad jak Premier RP, przecież on tyle narobił POWAŻNYCH SZKÓD polakom i Panswu Polskiemu co jest do udowodnienia !!!!

  10. zdziwiony said

    A propos Volksdeutsch-ów, przecież premier rządu RP Władysław Sikorski proponował i zalecał wszystkim zamieszkałym Polakom na Górnym ŚLĄSKU, by wpisywać się masowo na owe listy Volksdeutsch-ów, a po wojnie interweniował w obromie tychże Volksdeutsch-ów u rządu już komunistycznego ordynariusz katowicki ks.bp ADAMSKI. Niech ci niedouczeni co nieco poczytają i niech nie sieja nienawiści w swoim narodzie!

  11. Cham Wiejski said

    Co Pan bredzi, panie bździwiony?
    Swińska grypa na mózg się rzuciła?

  12. Polak said

    Panie Vol,

    „dopoki” pisze sie przez „o z kreska” po polsku czy po „slunsku” tak samo. Przez „u” to sie mozna /i nalezy/ popUkac w czolo.
    Nie wiem czy Vol celowo napisal „polak” z malej litery, mam przeczucie, ze jednak celowo. Dziwie sie Wirtualnej Polonii, ze pozwala na takie swinstwa. Nie wiem w ktorym jeszcze kraju jest to tolerowane, napewno nie w Reichu, na ktory p.Vol nigdy jeszcze nie splamil sie marnym slowem krytyki, ktorej Polsce i Polakom nie szczedzi.

    Nie ma watpliwosci, ze taka postawa p.Vola jest zdrada ludnosci Slaska, ktorej resztki tylko zostaly po 600 /lub wiecej/ latach germanizacji, dyskryminacji i przesladowan /szczegolnie intensywnej po zrabowaniu Slaska przez Prusy od Austrii/. Zachowujac swoja „slaskosc” Slazacy mogli byc tylko parobkami u Niemcow, najlepszy dowod, na niemieckim Slasku nie wyksztalcila sie zadna rodzima inteligencja, poza takimi bohaterami jak Korfanty bedacymi w ostrym konflikcie z krajem swojego obywatelstwa.
    Zdaje sobie sprawe z roznych nieszczesc, ktorych Slazacy doswiadczyli przez lata PRLu, IIIRP czy 1920-1939, jednak tego samego losu, a czesto gorszego doswiaczala reszta ludnosci kraju. Wynikalo to z uwarunkowan miedzynarodowych, zwalanie tego na karb Polakow czy Polski jest klamstwem, a ponowne wpychanie Slazakow w objecia Niemiec – zdrada. Jezeli Niemcy dzis ludza Slazakow poprawa stanu materialnego po ewentualnym oderwaniu od Polski, to jest to tylko przyneta za ktorym przyjdzie wyzysk jednych jak i drugich.

    Jeszcze jedna sprawa. Zalosny jest brak planu zagospodarowania Ziem Odzyskanych przez wladze RP, te tereny wygladaja okropnie mimo uplywu 64 lat od wojny.

    Panie Wojwit,
    Slowa uszanowania za to co Pan napisal o gwarach.

  13. Analityk said

    @Polak

    Szacunek dla panskiej wypowiedzi, a zwlaszcza za madrosc, ktora kryje sie w slowach
    (…)
    Jezeli Niemcy dzis ludza Slazakow poprawa stanu materialnego po ewentualnym oderwaniu od Polski, to jest to tylko przyneta za ktorym przyjdzie wyzysk jednych jak i drugich.
    (…)
    Odnosnie zagospodarowania Ziem Odzyskanych to sprawa wydaje sie oczywista. Do dzis nie uregulowano prawa wlasnosci na tych ziemiach dla osiedlonych tam Polakow z bylych terenow wschodnich IIRP, ktorzy czesto przybyli tam jako repatrianci. Powod oczywisty – do Polakow ma nic nie nalezec. Stan prawny jest taki, ze Niemcy bez problemu odzyskuja to co bylo ich przed IIWS. Obecnie te niezagospodarowane tereny w ramach UE rozni Niemcy I inni z eurokolchozu beda mogli kupic na przyslowiowy psi grosz, a pozniej Polacy beda parobkami u nich budujac dla nich dobrobyt na tych ziemiach. W ten sposob zostana oderwane od Polski a ludnosc tych utworzy piramide multi-kulti, gdzie Polacy beda na samym spodzie.
    Ja jestem krancowo oburzony polityka Zdrajcow I Anypolakow ze rzadow po 1989 roku, a zwlaszcza obecnej mafii z bandy herr Tuska, Sikorskiego, Grada, Schetyny i Kudryckiej oraz ich pomagierow pokroju p.Waltz wysylajacej palkarzy na prawych pracujacych Polakow.

  14. zdziwiony said

    Stanisław Adamski
    biskup katowicki

    POGLĄD NA ROZWÓJ SPRAWY
    NARODOWOŚCIOWEJ
    W WOJEWÓDZTWIE ŚLĄSKIM
    W CZASIE OKUPACJI NIEMIECKIEJ

    Katowice 1946

    Nakładem Księgarni św. Jacka w Katowicach

    Księgarnia i Drukarnia Katolicka,
    Katowice, ul. Warszawska 58
    (str. 29)

    A. WSTĘP

    Wobec ogłoszenia w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej dekretów Rządu i rozporządzeń Ministra Sprawiedliwości w sprawie warunków i sposobu rehabilitacji osób wpisanych do niemieckiej listy narodowej i przekazania procedury rehabilitacyjnej sądom, prokuratorom i władzom państwowym i bezpieczeństwa, uważam sobie za obowiązek zakomunikowania władzom pewnych informacji i faktów, przeważnie nieznanych ogółowi społeczeństwa polskiego. Informacje o stanowisku zajętym przez śp. generała Sikorskiego, szefa Rządu Polskiego, wobec maskowania się Polaków w ogóle a t. zw. „palcówki” i niemieckiej listy narodowej na Śląsku w szczególności, ułatwią władzom, decydującym o rehabilitacji, sprawiedliwą i rzeczową ocenę faktów i osób, zamieszkałych w czasie przeprowadzenia „palcówki” i niemieckiej listy narodowej nie tylko w obrębie przedwojennego województwa śląskiego, ale i w całej Polsce.

    Rozdział B „Poglądu na rozwój sprawy narodowościowej w województwie śląskim w czasie okupacji niemieckiej” wyjaśnia, że stanowisko, zajęte przez przeważną część Polaków śląskich w sprawie „palcówki” i niemieckiej listy narodowej opierało się na uprzednio zasięgniętej decyzji i zgodzie szefa ówczesnego Rządu Polskiego, generała Sikorskiego.

    Po zajęciu Śląska przez niemców i usunięciu władz polskich, cywilnych i wojskowych, my, biskupi śląscy, byliśmy jedynym autorytetem polskim w województwie śląskim. W czasie okupacji niemieckiej pozostaliśmy na Śląsku jeszcze przez półtora roku aż do przymusowego wywiezienia nas do Krakowa, W dniu 28 lutego 1941 r. W tym okresie wielu Polaków zwracało się do nas po wskazówki i decyzje.

    ———————— strona 4: ————————

    Przed wojną niemcy na Śląsku maskowali się jako Polacy. Wchodzili jako Polacy do polskich urzędów i organizacyj. Znali działaczy polskich, wiedzieli o wszystkim, mogli informować władze niemieckie o zamierzeniach polskich, zdołali skutecznie paraliżować zabiegi polskie. Po wybuchu wojny ci właśnie zdrajcy informowali władze niemieckie o polskich „agitatorach” i organizacjach, powodując śmierć wielu i straty ciężkie.

    To dało pochop do projektu, aby w podobny sposób maskować się wobec niemców i udając niemców pozostać na miejscu, przenikać ich organizacje, zorganizować wywiad, ratować ludzi, paraliżować zabiegi wrogie polskości.

    Nie chcąc samodzielnie decydować w tak doniosłej sprawie narodowej, jeszcze W październiku 1939 r. przesłałem śp. generałowi Sikorskiemu, szefowi Rządu Polskiego, obszerne piśmienne sprawozdanie o stosunkach wytworzonych na ziemiach polskich, a specjalnie na Śląsku, przez zarządzenia okupantów. Pragnienie niemców, wykazania jak największego przyrostu niemczyzny na zabranych ziemiach polskich, umożliwiło maskowanie się Polaków. Celem było uniknięcie wysiedlania Polaków i pozbawienia ich majątku oraz zachowanie o ile możności polskiego stanu posiadania na ziemiach okupowanych. Wierzyliśmy przecież, że wojna zakończy się klęską Niemiec w niezadługim czasie.

    Projekt ten Rząd Polski uznał za słuszny, p. generał Sikorski oraz inni członkowie Rządu Polskiego kilkakrotnie przez rozgłośnie wyrazili swą zgodę i polecali Polakom maskowanie się.

    Mnóstwo Polaków na Śląsku czekało na odpowiedź Rządu i słyszało ją. Sprawozdanie moje w tej sprawie referował z polecenia gen. Sikorskiego na Radzie Narodowej p. Arka Bożek, obecnie wicewojewoda śląsko-dąbrowski.

    A. Bożek, po zaakceptowaniu projektu maskowania się przez Rząd Polski i Radę Narodową, kilkakrotnie osobiście nawoływał kraj przez rozgłośnie do ukrywania się pod maskami „volksdeutsch” i niemieckiej listy narodowej.

    Ks. prałat Zygmunt Kaczyński z Warszawy, później minister oświaty w rządzie Mikołajczyka, wyjechawszy w marcu 1940 r. za granicę, na moją prośbę zareferował ponownie Rządowi Polskiemu o przebiegu maskowania się. Rząd Polski, nie zmieniając pierwotnej decyzji, stale podtrzymywał

    ———————— strona 5: ————————

    polecenie maskowania się Polaków i utrzymania tym sposobem w granicach możliwości stanu posiadania polskiego wśród zalewu niemczyzny.

    Polecenie maskowania się wydal Rząd Polski wszystkim Polakom, którzy mogli i chcieli z niego skorzystać. Nie wszyscy mogli. Zależało to przede wszystkim od nastawienia niemców. Najłatwiej udawało się maskowanie na Śląsku dlatego, że niemcy uważali Śląsk za kraj niemiecki, oraz ponieważ tu było wiele rodzin mieszanych pod względem narodowym.

    W Wielkopolsce i na Pomorzu wszystkich Polaków uważano za agitatorów i wykluczono zgoła myśl, że można by ich dopuścić do niemieckości.. Stąd z możliwości maskowania się na tych ziemiach Polacy korzystać mogli tylko w rzadkich wypadkach wyjątkowych, np. wobec urodzenia i wychowania się w Niemczech, posiadania urzędu niemieckiego, krewnych niemców itd.

    Rząd Polski tę samą linię podtrzymywał także wtedy. gdy niemcy żądali w GG oświadczenia się urzędników Polaków, że nie czują się zobowiązanymi w sumieniu przysięgą wierności, złożoną Rządowi Polskiemu. Rząd Polski udzielił swego zezwolenia takie i na ten sposób maskowania się.

    P. Arka Bożek i ks. prałat Zygmunt Kaczyński wrócili do Polski i są świadkami stanowiska, zajętego przez gen. Sikorskiego i Radę Narodową wobec kwestii maskowania się Polaków.

    Wobec rozstrzygnięcia wątpliwości przez szefa ówczesnego Rządu Polskiego uważałem się za uprawnionego

    i obowiązanego do wydania Polakom województwa śląskiego następujących dyrektyw:,

    1. Poleciłem podwładnemu mi duchowieństwu, prowincjom zakonnym, a przez nie i poszczególnym zakonnikom i zakonnicom, aby przy „palcówce” oświadczyli, że „przechylają się” do niemieckości. Tak bowiem wyrażał się formularz „palcówki”.

    To samo polecenie powtórzyłem, gdy zapowiedziano t. zw. niemieckie listy narodowe. Ówczesny Rząd Polski, jak wyżej wspomniano, wyrazu ponownie zgodę na tę nową formę maskowania się.

    ———————— strona 6: ————————

    Ponieważ chodziło o to, aby kapłani polscy nie opuścili swych polskich parafian i nie osłabili przez to ich odporności wobec okupanta, poleciłem im, aby za wszelką cenę starali się pozostać na miejscu, a w razie nieprzyjęcia ich do niemieckiej listy narodowej, aby wnieśli odwołanie do wyższej instancji. Chodziło o przedłużenie czasu pozostania na dawnych placówkach.

    2. Zgromadzeniom zakonnym i klasztorom poleciłem, aby z klasztorów niemieckich sprowadzili sobie niemieckich zakonników i zakonnice, którzy by reprezentowali ich wobec władz niemieckich. Taktyka ta chroniła rzeczywiście polskich zakonników i zakonnice przed wysiedleniem i sparaliżowaniem ich pracy.

    3. Organizacjom polskim, dopytującym się o dyrektywy, zakomunikowałem decyzję generała Sikorskiego, o ile jeszcze o niej nie wiedziano z rozgłośni zagranicznych.

    4. Poszczególnym osobom świeckim pytającym o wskazówki, udzielałem instrukcji w tym samym kierunku.

    Polakom z innych dzielnic, zwracającym się do mnie po radę czy wskazówki, komunikowałem także decyzję Rządu Polskiego, zaznaczając, że korzystanie ze sposobności maskowania się, celem ocalenia siebie i swego majątku na miejscu, jest zgodnym z decyzją Rządu Polskiego.

    Poważniejsze osobistości wiedziały, że rząd generała Sikorskiego zgodził się na ten sposób postępowania i informowały analogicznie zwracających się do nich po radę. Większość zatem Polaków na Śląsku, rejestrując się na niemiecką listę narodową, czyniła to w przeświadczeniu, że pozostaje w zgodzie z poleceniami Rządu Polskiego i nie popełnia w ten sposób zdrady narodowej. Inni zaś szli drogą wskazaną im przez większość. Czy i jak dalece poszczególne osoby zawiniły, czy mianowicie nadużyły drogi wskazanej do szkodzenia Polakom, wykaże niewątpliwie indywidualne badanie każdego, jego zachowanie się i postępowanie w czasie okupacji.

    My zaś, biskupi, oświadczyliśmy w „palcówce” i przy przesłuchach przez gestapo przynależność do narodowości

    ———————— strona 7: ————————

    polskiej, aby uniknąć przypuszczenia, iż innym polecaliśmy maskowanie się, aby siebie samych uchronić przed ewentualnymi późniejszymi zarzutami.

    Sądzę, że wyjaśnienia powyższe przyczynią się do ułatwienia pracy sądom, prokuraturom i innym władzom zainteresowanym i pozwolą im zrozumieć lepiej odrębną sytuację, która się wskutek zgody Rządu Polskiego na maskowanie się wytworzyła, nie tylko w obrębie województwa śląskiego, ale w całej Polsce.

    B. Pogląd na rozwój sprawy narodowościowej

    w województwie śląskim

    w czasie okupacji niemieckiej

    I. Od wybuchu wojny do listopada 1939 r.

    Władze polskie nie taiły się przed wybuchem wojny z opinią, iż Śląsk ulegnie zajęciu przez wojska niemieckie. Wobec tego ewakuowano urzędy, urzędników, sprzęt i akta. Biskupom i duchowieństwu proponowano to samo. Odmówiliśmy, uważając za swój obowiązek wytrwanie z powierzonym nam ludem w zlej czy dobrej doli. Duchowieństwu poleciłem okólnikiem, wydanym przed wybuchem wojny, aby pozostało na miejscu i zezwoliłem na wyjazd tylko wtedy, gdyby parafia cała uległa przymusowemu wysiedleniu.

    Z chwilą wkroczenia wojsk niemieckich do Katowic i innych miast Śląska ujawniły się następujące grupy ludności:

    1. Niemcy rodowici, którzy zawsze jawnie się przyznawali do swej narodowości i częściowo już należeli do partii narodowo-socjalistycznej, częściowo byli jej przeciwnikami lub obojętnymi wobec niej.

    2. Krypto-niemcy, zdrajcy, którzy udawając przed wojną Polaków, zajmowali poważne stanowiska w polskich urzędach i organizacjach, a po wkroczeniu wojsk niemieckich natychmiast zrzucili maskę. Chlubili się, okazując dowody na to, że od pięciu i więcej lat już byli tajnie członkami partii hitlerowskiej i stali na jaj usługach, szpiegowską czyniąc robotę. Ci właśnie ludzie, na mocy swej znajomości polskiego życia organizacyjnego, spowodowali śmierć i wywiezienie do obozów ogromnej liczby działaczy. polskich i młodzieży.

    ———————— strona 8: ————————

    3. Renegaci, ludzie polskiego pochodzenia, nieuświadomieni jeszcze narodowo, oraz karierowicze i pragnący zarobić na koniunkturze. Ci z niegodnym i świadczącym o braku charakteru zapałem podkreślali swój nowy patriotyzm niemiecki. Niemcy zwali ich pogardliwie: Septemberdeutsche albo Konjunkturdeutsche.

    4. Poiacy, wierni przekonaniom polskim, tworzący przeszło 80% ludności Śląska i przekonani, że niemcy nie zwyciężą, a Polska znów odzyska państwowość swoją.

    Wśród niemców rodowitych, którzy zawsze otwarcie za niemców się podawali, spotkało się niekiedy ludzi uczciwych, nie biorących udziału w politycznej pracy hitleryzmu, byli nawet wrogami hitleryzmu. Członkowie partii niemiecko-katolickiej śp. dr. Panta zaciekle zwalczali hitleryzm w prasie i życiu organizacyjnym. Istniały organizacje niemieckich katolików, które odżegnywały się zasadniczo od hitleryzmu, nie godzącego się z ich katolickimi przekonaniami. Po wkroczeniu niemców organizacje te zostały rozwiązane, majątek ich skonfiskowany, a działacze jak Janiszowski, dr. Rojek i i. [i inni] uwięzieni.

    Władze partyjne i organizacje hitlerowskie w tym okresie straszliwie prześladowały i mordowały Polaków, znanych jako działaczy narodowych. Co chwila słychać było o egzekucjach. Na rynku i ulicy Zamkowej rozstrzelano mnóstwo młodzieży i powstańców. Blisko setkę dziewcząt- harcerek zakatowano w zniesionym obecnie muzeum. Jęki i krzyki biednych ofiar rozlegały się wokoło. Co chwila odzywały się krótkie salwy z podwórza więziennego przy ulicy Mikołowskiej i z parku miejskiego, a Polacy, słysząc je, modlili się za zabijanych. Członkowie SS, SA, Freikorpsów i innych organizacji bojowych niemieckich, załatwiając swe osobiste porachunki z Polakami, po nocach wyciągali ich z mieszkań, z więzienia nawet, bili i mordowali. Masowo wysyłano działaczy polskich do obozów koncentracyjnych, do prac okopowych w najtrudniejszych warunkach i wśród zimy, nie tając się z tym, że wysyła się ich na śmierć. Ilu ich zginęło, jeszcze nie wiadomo. Kapłanów kilku zamordowano zaraz w pierwszych dniach, zabrano do obozów i więzień ogółem około stupięćdziesięciu, nie licząc kleryków i zakonników. Zakatowano tam przeszło 39-ciu. Blisko czter-

    ———————— strona 9: ————————

    dziestu wysiedlono do Gubernatorstwa, około trzydziestu do „Reichu”, kilkunastu, usuniętym z posad, pozwolono pozostać w diecezji, ale bez możności spełniania funkcji duszpasterskich. Ogółem wydalono przeszło 140-tu kapłanów, czyli że trzecią część stanu duchownego usunięto tym sposobem z diecezji i pracy kapłańskiej. 20-tu kapłanów diecezji jeszcze przebywa w więzieniach i obozach.

    Tak wyglądał pierwszy, krótki okres życia Śląska pod okupacją niemiecką.

    II. Maskowanie się Polaków

    Decyzja Rządu Polskiego

    Drugi okres rozpoczął się w listopadzie 1939 r. t. zw. „palcówką” — t. j. wydaniem nowych dowodów osobistych z odciskiem palców. „Palcówka” była obowiązkową legitymacją wszystkich mieszkańców województwa śląskiego. Przy zapisach do niej każdy mieszkaniec Śląska miał orzec na piśmie, czy uważa się za Polaka, czy też „przychyla się”

    — jak palcówka to określa, — do narodowości niemieckiej. Informatorzy donieśli nam, że za pomocą palcówki ma się stwierdzić narodowość Polaków celem wysiedlenia i pozbawienia ich mienia i pracy, podobnie jak się to stało w województwie poznańskim.

    Zdawaliśmy sobie sprawę, że wysiedlenie uświadomionych i dobrych Polaków ze Śląska grozi:

    a) powiększeniem liczby głodujących w t. zw. Gubernatorstwie Gen. wysiedleńców — Polaków o 700–900 tysięcy,

    b) zastąpieniem urzędników i załóg polskich w hutach, kopalniach i fabrykach śląskich urzędnikami i załogami niemieckimi,

    c) osłabieniem ducha narodowego wśród narodowo mniej uświadomionymi,

    d) zatopieniem i zagazowaniem kopalń, zastygnięciem wysokich pieców z powodu braku nad nimi opieki w chwili odzyskania niepodległości Polski i ucieczki załóg i urzędników niemieckich, czyli przerwą w produkcji przemysłowej Śląska na czas przynajmniej jednego roku. To przecież oznaczałoby pozbawienie Polski głównego ośródka ciężkiego przemysłu w chwili odwrotu niemców,

    ———————— strona 10: ————————

    gdy prawidłowe działanie tego ośrodka decydowało o kwestii życiowej dla Polski.

    Względy te wymagały absolutnie, aby kopalń, hut i fabryk nie pozbawiano urzędników, kierowników i załóg polskich. Polacy powinni zatem pozostać na Śląsku mimo trudności i niebezpieczeństw. Zachować na zewnątrz charakter polski i pozostać na Śląsku było niemożliwym wobec nastawienia partii hitlerowskiej, zdecydowanej na usunięcie ze Śląska wszystkich i wszystkiego, co nosiło wyraźne cechy polskie.

    Polacy zwracali się do nas, biskupów, jako do jedynego polskiego autorytetu na Śląsku z zapytaniem, co czynić. Innych powag narodowych już tu nie było.

    Prosili o decyzję, o wskazanie sposobu, który by Polakom umożliwił pozostanie na Śląsku, aby mogli opiekować się słabymi na duchu braćmi i Strzec przemysłu.

    Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że władze niemieckie najmniejszego nie miały prawa do tego, aby nas zobowiązywać w sumieniu do wyznawania narodowości w tym tylko celu, aby mogły łatwiej mordować, wysiedlać i prześladować Polaków.

    Wobec tego powstała myśl, aby się tak maskować, jak niemcy się maskowali za czasów polskich. Nie chciałem o tym decydować samodzielnie.

    Zapowiedź „palcówki” uprzedziła jej wprowadzenie w życie o przeszło miesiąc. Było więc dość czasu, aby zasięgnąć decyzji miarodajnych instancji, zwłaszcza, że kontakty z zagranicą nie były jeszcze przecięte, a dzięki Konsulatowi Włoskiemu były dla mnie łatwe, szybkie i bezpieczne.

    Chcąc pójść drogą pewną, przedłożyłem projekt i pobudki maskowania się głowie Rządu Polskiego, generałowi Sikorskiemu. Generał Sikorski wyraził zgodę swą na maskowanie się przez rozgłośnie radiową. „Walkę czynną o Polskę” — mówił między innymi — „prowadzą wojska na frontach, wy zaś w kraju macie zadanie: bronić frontu wewnętrznego, — wszelkimi siłami i sposobami utrzymać się na miejscu, — nie pozwolić usunąć się ze Śląska, — bronić waszych placówek pracy”. Nieco później Rząd Polski przez rozgłośnię w Tuluzie potwierdził kilkakrotnie obszerniej decyzję swoją i zachęcał Polaków do

    ———————— strona 11: ————————

    pozostania i maskowania się. Świadków, którzy słyszeli te oświadczenia Rządu, nie brak.

    Gdy więc miarodajna dla mnie instancja narodowo- państwowa maskowanie się Polaków uznała za krok właściwy w interesie Państwa i Narodu polskiego, miałem zupełne prawo, pytającym wskazać tę drogę.

    Ważniejsze osobistości i organizacje polskie powiadomiłem o decyzji Rządu Polskiego, ogółowi jednak ze względów zrozumiałych nie można było tego komunikować.

    Wykonując konsekwentnie plan, nakazałem podwładnym sobie kapłanom oraz zakonnikom i zakonnicom, aby w „palcówce” oświadczyli, że się „przychylają” ku narodowości niemieckiej. To samo doradziłem świeckim, wojskowym i cywilnym. Uznali radę za słuszną i w „palcówce” przeważnie zapisali akces do niemieckości, uważając to za fortel wojenny, celem wywiedzenia w pole nieprzyjaciela.

    My zaś, obydwaj biskupi. podaliśmy na „palcówce” narodowość polską, aby uniknąć podejrzenia, że innym poleciliśmy zapisanie się do niemieckości, aby siebie samych pokryć.

    Decyzję tę niezmiernie ważną, doniosłą a niezwykłą, powziąłem w przeświadczeniu, że to wówczas była jedyna droga, aby ocalić to, co trzeba było ratować w interesie Polski a zarazem, że do tej decyzji miałem pełne prawo wobec zgody Rządu Polskiego.

    Olbrzymia większość ludności polskiej na Śląsku poszła za tymi wskazaniami i pozostała na miejscu jako „Volksdeutsche”. W „palcówce” podali narodowość polską na ogół ci spośród starszych, którzy i tak zamierzali opuścić Śląsk, oraz znaczna część młodzieży, która tym sposobem z początku uchroniła się od poboru do wojska. Później jednak i to nie pomogło. Nie liczono się jednak z tak długim trwaniem wojny.

    Niespodziewany przy „palcówce” przyrost rzekomych niemców, a zmniejszenie się liczby Polaków, jednych niemców napełnił uczuciem triumfu, u drugich jednak wywołał konsternację.

    Partia hitlerowska postanowiła w każdym razie wysiedlać Polaków. Zapisy do „palcówki” jednak tak im pomieszały szyki, że gdy na przełomie roku 1939/1940 zorga-

    ———————— strona 12: ————————

    nizowano masowe wysiedlanie z Katowic i Chorzowa, wśród zagarniętych 800 osób było około 400 prawdziwych niemców. Powstał wielki krzyk w Berlinie na niedołęstwo partii, która prześladuje niemców i nie umie odróżnić niemców od Polaków. Cofnięto wysiedlanie, dopiero po roku dokonano ponownie masowych wysiedlań tych, co się podali jako Polacy. Poza tym poprzestano na usuwaniu poszczególnych rodzin i osób.

    „Palcówka” była tylko wstępem coraz to silniejszego naporu niemieckiego.

    Nabożeństwa katolickie na Śląsku odbywały się głównie w języku polskim, tam zaś, gdzie większe istniały grupy niemieckie, także w. języku niemieckim. Zwyczaj ten opierał się na traktacie mniejszościowym, zawartym między Polską a Niemcami. Wykonanie kontrolowały międzynarodowe instancje. Partia hitlerowska, widząc, że zapisy do „palcówki” zawiodły, zwróciła uwagę na nabożeństwa polskie. Zaczęto wyławiać w niektórych miejscowościach uczestników nabożeństw polskich, badano ich, spisywano, fotografowano przy wejściu do kościołów. W niektórych parafiach uwięziono trzech z rzędu proboszczów za to, że odprawiali polskie nabożeństwa. Przez życzliwych niemców dowiedzieliśmy się, że kola partyjne zamierzają za pomocą stwierdzenia udziału w polskich nabożeństwach wyłowić Polaków spośród „volksdeutschów”, celem ich masowego wysiedlenia.

    Chcąc sparaliżować tę wielce dla nas niebezpieczną akcję niemiecką, zdecydowałem się na krok bardzo doniosły. Zanim niemcy zdołali wykorzystać kontrolę nabożeństw polskich do swoich celów, sparaliżowałem te usiłowania zawieszając wszystkie nabożeństwa, śpiewy, kazania w języku polskim, w ogóle używanie języka polskiego w publicznym życiu Kościoła. Był to nowy sposób maskowania się Polaków. Język polski pozostał jedynie w konfesjonale, zakrystii, w prywatnym zetknięciu się z parafianami polskimi.. Partia hitlerowska była z tego wielce niezadowolona. Nadzieje wypośrodkowania Polaków za pomocą kościoła rozwiały się. Zabrakło podstaw do nowych masowych wysiedlań. Pozostali na Śląsku Polacy milczący, nie mówiący publicznie po polsku, w domu nawet niekiedy tając się przed dziećmi, które zbyt łatwo się zdradzały.

    ———————— strona 13: ————————

    Szpiegostwo, podsłuchiwanie pod drzwiami, jakim się rozmawia w domu językiem były na porządku dziennym. Ale Polacy pozostali na miejscu, spełniając swój wobec Polski obowiązek.

    Niemcy nie posiadają ani odrobiny zdolności zrozumienia innych narodów. Umieją w niezwykle skuteczny sposób zrażać do siebie nawet przyjaciół. Zupełnie zaś nie potrafią sobie pozyskać innych, umieją ich tylko tyranizować. Partia hitlerowska składała się w większości z ludzi — dzięki jednostronnemu wychowaniu partyjnemu — niezmiernie ciasnych, a przy tym pewnych siebie i zarozumiałych. Metody przez nią stosowane, zarówno brutalne jak nieskuteczne, wywołały na Śląsku skutek wręcz przeciwny zamierzeniom. Mimo zapisu „volksdeutsch”, uznawała partia za prawdziwych niemców tylko członków partii, organizacji partyjnych itp. Wszyscy inni uchodzili za podejrzanych o polskość lub o sympatie polskie. Tych postanowiono ukarać. Przemysłowym urzędnikom i robotnikom wymierzano karę, zmniejszając im płace gotówkowe o 15 — 25% i udzielając mniejszych przydziałów żywnościowych i ubraniowych. Przydziały te zmniejszały się jeszcze więcej przez proste oszustwa urzędników niemieckich, którzy przydziały brali dla siebie i swoich, dla reszty robotników nigdy „nie starczyło”. Później karę tę ścieśniono na nieprzyjętych do volkslisty.

    Urzędnicy — Polacy, zwłaszcza kolejowi, nabywali sobie chętnie kawałek ziemi i budowali na niej mały domek. Rodzina uprawiała ogródek, hodowała trochę warzyw, świnkę, kozę. Takich było tysiące. Teraz. niemcy nagle obwieszczają, że wszelka własność nieruchoma podejrzanych o polskość ludzi, przechodzi na państwo, w ręce „Treuhandgesellschaft”. Dotychczasowy właściciel ma płacić czynsz ze swego dobytku, dopóki go nie usuną i nie oddadzą domu i dobytku nowemu właścicielowi, prawdziwemu niemcowi.

    Nie trudno sobie wyobrazić, jak te kroki niemieckie oburzyły do, głębi zainteresowanych. Wielu chwiejnych wkrótce wyleczyło się z sympatii proniemieckich. Ślązak jest twardy i „honorny”. Gdy mu przy wypłacie co tydzień powtarzano, że mu się potrąca część wynagrodzenia, bo jest podejrzany o polskość, nawet słabo uświadomiony powiedział sobie: „jeśli tak, to na złość wam będę Polakiem”.

    ———————— strona 14: ————————

    A gdy do tego dołączono niezręczne oddziaływanie szkoły niemieckiej, próby zwalczania religii, naigrawanie się z niej, usuwanie napisów polskich ze sztandarów kościelnych, na grobach itd., postęp uświadomienia polskiego stawał się coraz szybszy i gwałtowniejszy, a odraza do niemców coraz powszechniejszą. Dał temu wyraz w rozmowie ze mną jeden z czołowych niemców katolików zwolennik hitleryzmu, zmarły już Strozik, który, ubolewając nad niezręcznością „partii”, oświadczył: „Czego wojewoda Grażyński nie zdołał dokonać przez dwanaście lat wytężonej pracy, partia hitlerowska dokonała w ciągu jednego roku — spolonizowała cały Górny Śląsk”.

    Ewolucja ta rozwinęła się tak niezwykle szybko, że gdy nas biskupów wywieziono ze Śląska w półtora roku po inwazji niemieckiej, a rodacy z innych dzielnic Polski dopytywali się o stosunki narodowe na Górnym Śląsku, mogłem z zadowoleniem i bez przesady oświadczyć, że Górny Śląsk nie był nigdy tak polskim, jak nim test obecnie.

    III. Partia kwalifikuje

    Widząc, że zapisy do „palcówki” nie wyjaśniły sprawy przynależności narodowej, niemcy w roku 1941 zmienili taktykę. Postanowili, że oświadczeniu zainteresowanych o narodowości dowierzać nie można. Odtąd partia sama będzie decydowała o tym, kogo zaliczyć do wspólnoty niemieckiej a kogo odrzucić. Zaczęli więc kwalifikować poszczególnych ludzi i dzielić na Polaków i niemców. Wynik był taki, że w powiecie rybnickim i pszczyńskim partia zaliczyła tylko 20% ludności do niemców, a 80% do Polaków. Znakomite zresztą i na pewno nie podejrzane świadectwo polskości tych powiatów. Gdy partia rezultat swych prac przedłożyła władzom berlińskim, te przysłały natychmiast specjalnego delegata, który zawiesił uchwały, przedstawicielom partii zrobił awanturę, że niedołężnie pracują i na błędnych podstawach działają, skoro po dwóch latach niemieckiego panowania na ziemi śląskiej, sami zaliczyli 80% ludności do Polaków. „Gdyby tak być miało naprawdę, wyzwolenie Śląska spod jarzma polskiego nie miałoby sensu”, oświadczył delegat na zebraniu partii.

    ———————— strona 15: ————————

    Snadź wyniki tej akcji w innych powiatach były podobne, skoro całą sprawę kwalifikacji narodowościowej zarzucono i cofnięto. Polacy pozostali na miejscu.

    IV. Niemieckie listy narodowe.

    (Volksliste)

    Rozróżnić należy „reichsdeutsch” od „volksdeutsch”. „Reichsdeutsch” są wszyscy, którzy w chwili wybuchu wojny mieszkali na przedwojennym terytorium Rzeszy, bez względu na narodowość. W Rzeszy nie rozróżniano Polaków od niemców. Wszyscy nasi rodacy z Bytomskiego, Raciborskiego, Opolskiego, Kozielskiego, wszyscy należeli do kategorii „reichsdeutsch”. Tam bowiem ani nie było narodowościowych palcówek, ani kwalifikowania narodowościowego, ani volkslisty.

    „Volksdeutsch” natomiast byli wszyscy niemcy, mieszkający poza obrębem Rzeszy, na ziemiach, które należały do Polski lub innych państw, jak Rumunia, Rosja, państwa bałtyckie. Do „volksdeutschów” zaliczano więc zarówno rodowitych niemców jak i nowosfabrykowanych.

    Są Polacy, którzy nie należą do żadnej grupy volkslisty i nie mają leż niemieckiego wykazu osobistego jako Polacy. Są to ci, którym udało się ukryć, oraz ci, których podejrzewano o polskość, ale dochodzenie i badania jeszcze nie były ukończone.

    Niemiecką listę narodową (volkslistę) ustanowiono w roku 1941 wyłącznie dla ziem, należących do Państwa Polskiego. Na innych ziemiach Śląska poza województwem śląskim listy zatem pierwotnie nie miały zastosowania. Zaprowadzili jednak później listy także w Alzacji i Lotaryngii.

    Władzom partii hitlerowskiej zależało na wcieleniu w województwie śląskim do społeczności niemieckiej jak największej liczby ludzi. Niższe, lokalne i powiatowe czynniki partyjne natomiast ostrzyły sobie zęby na majątek Polaków i dlatego dążyły do tego, aby jak najwięcej zamożnych gospodarzy zaliczyć do Polaków. Tak się stało, jak wyżej powiedziano, w powiatach rybnickim i pszczyńskim ku niezadowoleniu władz centralnych partii.

    ———————— strona 16: ————————

    Mimo pozornego panowania niemczyzny na Górnym. Śląsku partia hitlerowska z kwestią polską — na skutek maskowania się Polaków jako volksdeutsch — nie umiała sobie dać rady. Wypływały coraz to nowe pomysły. Ostatecznie, chcąc stworzyć możliwość wchłonięcia jak najwięcej Polaków ze Śląska do niemczyzny, wymyślono 4-ro klasową volkslistę. Volkslisty dotyczyły wyłącznie osób, mieszkających w dniu 1. 9. 1939 r. na ziemiach polskich, nie odnosiły się do ziem dawnego „Reichu”.

    1-szą klasę tworzyli zasadniczo niemcy, przedwojenni członkowie partii hitlerowskiej oraz tajnych i jawnych organizacji hitlerowskich na ziemiach polskich.

    II klasa, to zasadniczo niemcy rodowici, którzy co prawda nie byli członkami organizacji hitlerowskich, ale co najmniej posyłali swe dzieci do niemieckich szkól mniejszościowych, występowali jako niemcy i byli członkami niemieckich organizacji kulturalnych i społecznych.

    III i IV klasa zasadniczo były przeznaczone dla osób pochodzenia nieniemieckiego, więc Polaków. Zaliczano do jednej lub drugiej — zależnie od tego, czy partia uznała większe lub mniejsze zbliżenie do niemieckości. Kogo nie przyjęto nawet do IV-tej klasy, był przeznaczony na wysiedlenie do Gubernatorstwa albo do Francji lub w głąb Niemiec, do pracy. Rodziny takich ludzi rozrywano, majątek zabierano. Kto chciał pozostać, musiał starać się o uzyskanie jakiejś klasy, zwłaszcza klasy III-ciej, która dawała większą rękojmię bezpieczeństwa. Klasę IV-tą wcześniej chciano wysiedlić do „Reichu”. Wszyscy mieszkańcy województwa śląskiego bez wyjątku podlegali przymusowo klasyfikacji do volkslisty. Uchylić się od składania volkslisty i jej klasyfikacji nie było można, chyba ukrywać się lub usuwając się do „Gubernatorstwa Generalnego”. Polak, który w myśl hasła, wydanego przez Rząd Polski, pragnął pozostać na Śląsku, musiał stawić wniosek o volkslistę.

    Z chwilą rozpoczęcia kwalifikowania do volkslisty rozpoczął się nowy okres gwałtownej korupcji partyjnych urzędników. Kwalifikowanie stało się nierzadko zupełnie dowolne i kupne. Zależało zwykle od niskich funkcjonariuszy partii. Ręka rękę myje. Przekupstwo, alkohol, przysługi, przyjaźnie, decydowały o decyzjach partyjnych.

    ———————— strona 17: ————————

    Na tle samowoli większych i mniejszych dygnitarzy partyjnych pojawiły się rozmaite niespodzianki. Zależnie od humoru, łapówki, alkoholu i przysług, przyznano niejednemu Polakowi, nawet wbrew jego życzeniom, lI-gą klasę. Z drugiej strony ludzie, którzy raczej się zaliczali do niemców, niekiedy otrzymali III lub IV klasę, jeśli się posprzeczali z decydującymi czynnikami.

    Później władze partyjne, bez żadnego wniosku i wbrew woli zainteresowanych przenosiły Polaków z IV-tej klasy lub III-ciej do II-giej, aby móc syna powołać do wojska. Nieprzyjęcie klasy znaczyło pójść do obozu koncentracyjnego.

    Sprawa volkslist i stosunek Polaków do nich był dalszym ciągiem maskowania się, wysiłkiem, aby się nie dać usunąć z terenu, aby wytrwać na miejscu, pilnować sprawy polskiej. Że przy tym raz po raz pojawiali się ludzie bezideowi, nie zmienia głównej linii. Któż może twierdzić, że wszyscy Polacy, wobec których nikt nie podnosi kwestii narodowościowej, są bez zarzutu? — Iluż tam takich, co np. denuncjowali swych braci Polaków wobec niemców, a teraz udają wielkich patriotów, gdy konfidenci spalili biura policji niemieckiej i tym samym zniszczyli dowody kompromitujące. Istnienie takich ludzi bez wartości nie zmniejsza wartości całego społeczeństwa. Dochodzenia rehabilitacyjne stwierdzą, ile kto wart.

    Nie zdołano kwalifikacji do volkslist przeprowadzić u wszystkich. Są ludzie, mieszkający na Śląsku, a nie mający w ogóle volkslisty, gdyż byli podejrzani o polskość, a badania nie zostały ukończone.

    Volkslisty były ostatnim wyczynem partii hitlerowskiej na ziemiach śląskich. Stanowią one dowód bezradności i wielkiego bałaganu, wprowadzonego do pojęć niemieckich przez maskowanie się Polaków.

    Sprawę volkslisty przedłożono także Rządowi Polskiemu. Szef Rządu, generał Sikorski, przez radio kilkakrotnie polecił zapisywanie się do niemieckiej listy narodowej, widząc w tym środek obrony narodowej a nie zdrady. Nie brak świadków, którzy słyszeli jego oświadczenie. Analogiczne stanowisko zajął Rząd Polski wobec żądania, które niemcy stawili urzędnikom polskim w GG, aby oświadczyli, że nie czują się zobowiązani w sumieniu przysięgą wierności,

    ———————— strona 18: ————————

    złożoną władzom polskim. Rząd Polski oświadczył, że oświadczenie to można złożyć, bo ono i tak nie obowiązuje i nie stanowi zdrady narodu.

    Przebieg zmierzającej ku zgermanizowaniu województwa śląskiego akcji partii hitlerowskiej i nadaniu mu oblicza niemieckiego, jej zmiany, wahania i ostateczne niepowodzenie, świadczą nie tylko o braku orientacji w partii. Akcja ta oddała Śląskowi poważną przysługę w innym kierunku — wywołała zwlokę i chwiejność w dziedzinie poboru do wojska. Nie było na Śląsku powszechnego poboru do wojska aż do roku 1941, poza „przymusowymi ochotnikami”.

    W maju 1944 r. odbyło się na zameczku prezydenta we Wiśle zebranie dygnitarzy partyjnych, na którym dysputowano narodowościowe sprawy Śląska. „Gauleiterowi” Brachtowi gorzkie czyniono wyrzuty, że pozwolił się wprowadzić na błędną drogę, że cała sprawa kwalifikowania Polaków i volkslist była nonsensem i opóźniła zaciąganie Ślązaków do wojska. Trzeba było nie bawić się w przeciąganie Polaków do obozu niemieckiego, lecz od razu rozpisać powszechny pobór do wojska. Rozpoczęto z tym o trzy lata za późno. Dyskusja była tak gorąca wśród rozżalonych partyjników, że doszło do strzelaniny i rozlewu „cennej” krwi niemieckiej. „Gauleiterowi” Brachtowi partia udzieliła wotum niezaufania. Dodano mu dwóch stróżów, pilnujących, aby nowych nie popełniał błędów.

    Są dowody, że wojsko niemieckie słabą miało pociechę z żołnierzy śląskich. W armii polskiej znajduje się mnóstwo Polaków ze Śląska, którzy w czasie wojny przeszli na stronę rosyjską, poddali się i dziś są żołnierzami armii polskiej. Uczynili to nieraz w oryginalny sposób. Z niemieckich kancelarii batalionowych nadchodziły do rodzin śląskich urzędowe doniesienia o śmierci bohaterskiej licznych żołnierzy wraz z dokumentami, papierami i dobytkiem. Rodziny płakały, zamawiały nabożeństwa za zmarłych. Później się wykazało, że rzekomi polegli dostali się do niewoli lub zdezertowali i przeszli na stronę rosyjską. Mając przyjaciół w kancelarii batalionu wysyłali doniesienia O śmierci swej, aby rodziny nie narazić na prześladowanie gestapo. W kilku wypadkach jednak policja wpadła na trop oszustwa. — Poległo wielu Ślązaków, ale gdyby pobór

    ———————— strona 19: ————————

    był się rozpoczął o kilka lat wcześniej, straty byłyby wielokrotnie większe.

    Dwie Ślązaczki, oczywiście „volksdeutschki”, pracowały w pewnej ważnej wojskowej centrali telefonicznej. Uwięziono je później i wysłano do obozu koncentracyjnego pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Polski. Często przynosiły ciekawe wiadomości. Pewnego dnia generał frontowy telefonował do swych władz w kwaterze głównej i zażądał, aby Ślązaków odwołano z frontu, ponieważ swoim nastrojem polskim i antyniemieckim demoralizują im pułki frontowe. Domagał się wycofania Ślązaków z frontu i wysłania ich do fabryk lub do garnizonów. Rzeczywiście wkrótce pojawiło się rozporządzenie w tym kierunku.

    V.

    Rozporządzenia rehabilitacyjne przewidują możliwość rehabilitacji począwszy od dwójki niemieckiej listy narodowej. Należenie do volkslisty otwierało Polakom możliwości wspierania i zwalniania rodaków z więzień i obozów koncentracyjnych. „Trójki” i „czwórki” były mniej pożyteczne, gdyż władze niemieckie, zwłaszcza policja, z nimi wcale nie chciały rozmawiać, raczej grożono im, że sami mogą pójść do obozu. Z „dwójkami” rozmawiano, mieli dostęp do władz, mogli łatwiej zaproponować łapówkę lub inny sposób przekonywania. Im zawdzięczamy zwolnienie wielu uwięzionych z więzień i obozów koncentracyjnych. Jeśli działacze polityczni zwolnieni z obozów i więzień sądzą, że uzyskali wolność dzięki swej poczciwej twarzy lub dla braku dowodów winy, mylą się grubo. Zawsze za tym tkwiła poważna praca i wysiłek kogoś, kto za tym chodził, miał drogi otwarte i mógł przekonywać niemców, że więzień jest nieszkodliwy, że ma zasługi wobec niemców itd. Byli dwójkarze którym kilkudziesięciu Polaków zawdzięcza zwolnienie z obozów koncentracyjnych i życie. Czy Polska ich za to będzie karała?

    A iluż to więźniów w obozach koncentracyjnych i jeńców zachowały przy życiu olbrzymie ilości paczek żywnościowych i odzieżowych wysyłanych przez śląskich „volksdeutschów”? Wysyłano paczki do osób zupełnie nieznanych, jedynie w imię miłości wspólnej polskiej Ojczyzny!

    ———————— strona 20: ————————

    Ocaliło się na Śląsku sporo ludzi, ukrywających się przez lata cale. Wielu szukanych przez policję niemiecką uszło tylko dzięki niepodejrzanym o polskość „volksdeutschom”. Bez nich i ich pomocy życie narodowe na Śląsku w czasie wojny byłoby skarlało, a straty wartościowych ludzi jeszcze byłyby znaczniejsze.

    Specjalną kategorię tworzą starcy, emeryci. Emerytury im nie wypłacano, o ile się nie wykazali wysoką klasą listy. Skarb polski emerytury nie mógł płacić. Niemcy zaś im, jako nieszkodliwym, chętnie przyznawali wysoką klasę listy, chcąc się pochwalić wielkim przyrostem liczby niemców. Czy ci dwójkarze-emeryci mieli umierać z głodu?

    Sporo ludzi pracy oraz zakonnic otrzymało dwójkę, bo byli niemcom potrzebni do pracy jako szoferzy, urzędnicy przemysłowi, jako pielęgniarki. Dano im dwójkę bez wniosku, bez pytania.

    Dochodzenia rehabilitacyjne w tej grupie niemieckiej listy narodowej będą miały wdzięczne zadanie rozróżnienia plew od ziarna polskiego.

    Po zeszłej wojnie, gdy Górny Śląsk przyłączono do Polski, niejedną wyrządzono Śląskowi krzywdę. Nie znano Śląska i ludu śląskiego. Państwowość polska przez 600 lat nie zajmowała się Śląskiem. O polskość Śląska przez wieki nie troszczono się. Przecież to niemal cud, że Śląsk tyle zachował polskości, że nie roztopił się w morzu germańskim jak inne, więcej na zachód wysunięte plemiona słowiańskie.

    Inteligencji polskiej — poza kapłanami — nie było na Śląsku. Nie było tych, którzy w innych dzielnicach Polski krzewili i budzili świadomość polską. Śląski lud był skazany wyłącznie na siebie.

    Jedyna organizacja, która sprawiła, że lud śląski nie zatracił swej mocy, że na Siąsku nigdy nie było analfabetów polskich, — to Kościół katolicki. On w zaciszu życia kościelnego podtrzymywał i pielęgnował język i obyczaj polski. Śpiew kościelny, kazania polskie, modlitewniki polskie, były głównym nauczycielem i ostoją mowy i języka polskiego.

    Polskość bierna, zwyczajowa, poczęła się zamieniać w świadomą dopiero pod koniec XIX wieku, pod wpływem takich ludzi jak ks. Radziejewski, mec. Osuchowski, Napieralski, a zwłaszcza Korfanty, i dzięki założonej przez nich prasie oraz organizacjom polskim.

    ———————— strona 21: ————————

    Proces uświadomienia narodowego na Górnym Śląsku nie jest jeszcze zakończony i nie ogarnął jeszcze wszystkich mieszkańców Śląska pochodzenia polskiego. Dzięki drugiemu zmartwychwstaniu i objęciu zachodnich dzielnic Śląska, Polska może ocalić jeszcze dla siebie resztę polskości na Śląsku Opolskim. Ostatnia to chwila, aby ocalić najmłodsze pokolenie. Krytyczna to chwila, gdy można też niezręcznością zniszczyć i zgasić tlejące jeszcze w domach śląskich iskry polskości.

    W tej samej rodzinie znaleźć można niekiedy ludzi o chwilowo niemieckich przekonaniach lub ludzi chwiejnych, narodowo jeszcze niezdecydowanych. Pod wpływem oddziaływania wolnej Polski, działania polskiej szkoły i polskich organizacji, liczba niezdecydowanych narodowo Ślązaków, a nawet rzekomych niemców polskiego pochodzenia malała z każdym rokiem. Proces ten duchowy w ciekawy nieraz przejawia się sposób.

    Przed ośmiu laty umarł młody kapłan mej diecezji, śp. Ryszard C., syn powstańca polskiego z r. 1863, który go odumarł wcześnie. Wychowany w niemieckim otoczeniu, nie znał języka polskiego do 21-go roku życia. Nauczył się go dopiero w seminarium duchownym jako dorosły człowiek. Powołałem go na sekretarza generalnego katolickich organizacji niemieckich. Stykał się bezustannie z coraz bujniejszym polskim życiem religijnym i kulturalnym diecezji katowickiej. Odzywać się poczęła w nim dusza polska. Wkrótce zaczął tłumaczyć innym niemcom polskiego pochodzenia, że jeśli u niemca, pochodzącego z polskiej rodziny odezwie się duch polski, słusznym jest i sprawiedliwym, pójść za tą myślą. C. padł ofiarą jakiejś infekcji, która w ciągu tygodnia przyprawiła go o śmierć. Rozwój i powrót ducha polskiego jednak w nim już takie poczynił postępy, że w majaczeniach gorączkowych, gdy chory każdy wraca do ojczystego języka, on mówił już tylko po polsku. Byłem przy jego łożu śmiertelnym.

    Wobec takiego rozwoju odradzania się duszy polskiej, tym więcej potrzeba ostrożności i mądrości przy załatwianiu spraw narodowościowych. Polska musi ratować każdą kroplę krwi polskiej. Zbyt mało ma ludzi, zbyt wielu pochłonęła katastrofa wojenna, aby Polska. mogła uronić, lub broń Boże, odepchnąć człowieka, w którym chociażby

    ———————— strona 22: ————————

    słaba tli iskra polskości, opartej o krew polskich jego przodków! — Zakrawa na bolesną ironię i świadczy o zupełnej nieznajomości sprawy, jeśli się wymawia polskim „volksdeutschom”, pozostałym na Śląsku, że dzięki przynależeniu do niemieckiej listy narodowej opływali we wszystko, korzystali z przywilejów itd. Trzeba było tu pozostać i poznać te miody!

    Poza Śląskiem „volksdeutsche” może mogli korzystać z przywilejów, — na Śląsku naprawdę ani kokosów nie zdobywali, ani w dostatku nie opływali.

    Ciężkie, niemal męczeńskie było na Śląsku życie Polaka, bezustannie narażonego na szpiegostwo, zmuszanego do tajenia swych uczuć narodowych, do ukrywania się, do narażania swych dzieci na wpływy hitleryzmu.

    Łatwiejsze o wiele, swobodniejsze i radośniejsze było życie na wygnaniu w GG, w otoczeniu rodaków, wśród dźwięków nieskrępowanej mowy polskiej. Znam to. Byłem tu i tam. Miałem stałe, ścisłe kontakty ze Śląskiem przez cały czas wygnania. Wiem, że Śląsk kocha Polskę, że wielu jest w drodze do pełnego rozkwitu polskości. Lękam się tylko, aby ci, co nie znają przeszłości i osamotnienia śląskiego ludu polskiego, co nie rozumieją powolnej ewolucji narodowej narażonego na wpływy germanizacji a zdanego tylko na siebie ludu, ci, co sądzą, że lud śląski powinien już dziś tak myśleć i czuć jak oni, którzy od młodości wy- rośli w atmosferze pełnej kultury polskiej, — lękam się, aby ci właśnie, w nadmiarze źle stosowanego patriotyzmu nie odepchnęli raczej tych, co są na drodze do Polski, i nie powstrzymali procesu zbliżenia do polskości tych, co pozbawieni pomocy ze strony polskiej, nie ze swej winy byli przez tyle pokoleń narażeni na wpływy germanizacyjne.

    VI.

    Maskarada na Górnym Śląsku udała się. Swój cel osłęgła. Pewnie, że strat nie zabrakło, ale polskie załogi hut, kopalń i fabryk pozostały na miejscu, gdy nadeszły oswabadzające Śląsk wojska radzieckie i polskie, Ślązacy nie pozwolili zniszczyć przemysłu.

    Żadna fabryka nie stanęła, wyjąwszy dla braku surowca. Żadna huta nie zagasła, żadna kopalnia nie uległa zaga-

    ———————— strona 23: ————————

    zowaniu lub zatopieniu, — śląskie załogi polskie spełniły swój obowiązek wobec Polski — ocaliły przemysł śląski!

    Nadszedł czas likwidacji maskowania, czas rehabilitacji. Kto zawinił, niech poniesie zasłużoną karę. Kto poszedł drogą, na którą Rząd Polski się zgodził, nie zawinił, jeśli się innych nie dopuścił przewinień wobec swego narodu.

    Komu ani dochodzenia ani świadkowie nie wykażą winy, odzyska pełne prawa obywatelskie po badaniach dokładnych, sprawiedliwych i opartych na prawie!

    Przywrócenie spokoju i ładu prawnego w dziedzinie obywatelstwa polskiego będzie wielkim i ważnym owocem dekretów i rozporządzeń rehabilitacyjnych.

    C. Domówienie

    Wyżej podane uwagi napisałem przed 14 czerwca 1945. Obecnie sprawa rehabilitacji już jest w pełnym toku. Trójki i czwórki niemieckiej listy narodowej mocą rozporządzeń Rządu Polskiego rehabilitują się składaniem deklaracji wierności wobec Polski i odzyskują pełne prawa obywatelskie. Sprawa dwójek przechodzi przez sądy specjalne.

    I. Rząd Polski i zebranie Krajowej Rady Narodowej przyjęli zasadę wygłoszoną przez generała Zawadzkiego, wojewodę śląsko-dąbrowskiego, że należy ratować każdą kroplę krwi polskiej, chociażby bardzo już uległa wpływom germanizacji. Polska potrzebuje ludzi. Nie powinna stracić nikogo, w którym krąży krew polska, wyjąwszy zbrodniarzy lub zdecydowanych zdrajców. Premier Ministrów w przemówieniu na Krajowej Radzie Narodowej jeszcze silniej podkreślił dążenie Polski do zachowania narodowi polskiemu każdego Polaka, chociażby się był bardzo oddalił od polskości. Premier oświadczył, że do obywateli polskich zaliczy się i przyjmie chętnie nawet tych Polaków, którzy mieszkając za granicą, porzucili lub stracili obywatelstwo polskie i przybrali obce.

    Przyjęcie obywatelstwa w obcym państwie na pewno jest objawem daleko większego dobrowolnego oddalenia się od polskości, aniżeli przyjęcie listy narodowej niemiec-

    ———————— strona 24: ————————

    kiej pod naciskiem warunków a za wyraźną zgodą Rządu Polskiego. Widać z tego zdecydowaną wolę Rządu Polskiego do przebaczenia i przygarniania rozproszonych okruchów polskości.

    Rozprawy rehabilitacyjne idą, ale o dziwo, jakże rozmaicie! Są województwa w których zdawałoby się, że niektóre wpływowe osobistości sabotują wyraźną wolę Rządu Polskiego, aby z miłością przygarniać to; co polskie, a natomiast skwapliwie i z prawnie nieuzasadnioną surowością żądają, aby do nieszczęśników z listą narodową stosowano represje, wykraczające daleko poza wolę i rozporządzenie Rządu. Są wypadki, w których jakiś przedstawiciel władz samowolnie odbiera dwójkarzowi dowód i niszczy go, lub oświadcza, że dwójka to właściwie jedynka, której nie przysługuje prawo rehabilitacji. Są to objawy karygodnej samowoli. Obywatel generał Zawadzki mówił niejednokrotnie o ludziach, u których urząd, a zwłaszcza posiadanie karabinu, wywołało zawrót głowy i mniemanie, że im wszystko wolno.

    Rozumie się, że niemiec nie może być rehabilitowanym. Polska chce być państwem narodowym i nie chce mieć na swoim terytorium niemców nawet t. zw. dobrych. Natomiast dekrety rehabilitacyjne wykazują a oświadczenia przedstawicieli władz kompetentnych potwierdzają, że Polska nie chce odpychać od siebie ludzi polskiego pochodzenia, chce ratować każdą kroplę krwi polskiej. Kto się przeciwstawia tej tendencji, sabotuje wolę Państwa Polskiego, krzywdzi Polskę, zmniejszając jej potencjał narodowy.

    Państwo Polskie ustanowiło sądy i procedurę rehabilitacyjną, aby się odgrodzić od niemców, którzy by się chcieli wcisnąć bezprawnie w społeczeństwo polskie, ale nie chce się odgrodzić od Polaków, od ludzi, w których płynie krew polska. Żadna władza, żaden sąd rehabilitacyjny nie ma prawa Polaka zamienić w niemca i wyrzucić poza nawias społeczeństwa polskiego człowieka pochodzenia polskiego, który chce być Polakiem, i który nie popełnił zbrodni, za którą winno go się postawić przed sąd karny. Wniosku lub przyjęcia niemieckiej listy narodowej nie zalicza Rząd Polski jeszcze do takich zbrodni, inaczej nie ustanowiłby możliwości rehabilitacji. A gdy się uwzglę-

    ———————— strona 25: ————————

    dni fakt, że Rząd Polski śp. generała Sikorskiego wyraźnie upoważnił Polaków do maskowania się t. zw. volkslistą niemiecką, gdy się uwzględni, że ten sam Rząd zgodził się na to, aby Polacy, pełniący w czasie okupacji w GG funkcje urzędników niemieckich, podpisywali deklaracje, że nie czują się już związanymi przysięgą wierności złożoną Rządowi Polskiemu, gdy się doda, że obecny Rząd Polski Polaków, którzy obce przyjęli obywatelstwo i wyrzekli się polskiego, także przyjmuje do pełni obywatelstwa polskiego, — widać wyraźnie, że Polska chce ratować krew polską, a nie odpychać i potępiać.

    Nie wolno używać, podwójnej miary. Jeśli się chce potępić tych, co za zgodą Rządu Polskiego a pod przymusem warunków przyjęli volkslistę, czemu się nie potępia i tych, co również za zgodą Rządu Polskiego podpisali deklarację, aby nie stracić posady? Czemu pozwala się na to, aby ci, co podpisali ową deklarację, byli dziś sędziami tych, którzy za zgodą Rządu zgodzili się na volkslistę z konieczności, ratując swoje mienie, pragnąc pozostać na miejscu, w swoim domu, na swej roli?

    II. Pojawiły się nawet głosy i wnioski, aby cofnąć i znieść wszystkie ustawy rehabilitacyjne i wszystkich z listą narodową uznać za niegodnych, aby byli Polakami, pozbawić ich majątku itp. Skąd płyną takie tendencje i wołania, niewątpliwie niemądre i szkodliwe z punktu widzenia interesów Polski, której ludzi tak bardzo potrzeba? Kluczem do rozwiązania tej zagadki, do zrozumienia tych głośnych pseudopatriotów, to często pospolite szabrownictwo, interes osobisty, a nie interes Polski.

    Na dwa źródła, z których płynie świadomy lub nieświadomy sabotaż rehabilitacyjny, warto zwrócić uwagę władzom i organom sprawiedliwości. Pierwsze, to chęć żerowania na „dwójkarzach”. Procesy rehabilitacyjne ogłasza się publicznie w pismach itd., podając adresy dokładne, wzywa się ogłoszeniem do podnoszenia zarzutów.

    Otóż nie brak „szlachetnych” ludzi, którzy przeczytawszy listę kandydatów do rehabilitacji, zwracają się do nich z żądaniem: „Albo mi zapłacisz tyle a tyle, albo świadczę, żeś był zawsze wrogiem polskości”. Łatwy i znakomicie dochodowy interes. Rzecz tym więcej groźna, że są miejscowości, w których wystarczy niesprawdzony

    ———————— strona 26: ————————

    zarzut osoby bardzo mało wartościowej, aby rehabilitację udaremnić wbrew licznym świadectwom poważnych Polaków na korzyść danej osoby.

    Drugi sposób żerowania na nieszczęściu ludzkim wyrasta z innego przepisu rozporządzenia rehabilitacyjnego. Rehabilitowanemu Polakowi zwraca się zabrany majątek. Tymczasem w mieszkaniu rehabilitującego się siedzi już ktoś inny, dom jego już sobie upatrzyła lub zabrała jakaś osoba, instytucja, meble stoją dawno w cudzym mieszkaniu. Dopuścić do rehabilitacji, to znaczy oddać dom, mieszkanie, meble itd. prawowitemu właścicielowi. Uderza się wówczas w nutę patriotyzmu, czyni się wszystko, aby rehabilitację udaremnić. Bywają nawet instytucje polskie, którym tak się spodobał zakład czy dom rehabilitującego się, że uważają sobie za obowiązek obywatelski wszelkimi sposobami przeciwdziałać rehabilitacji, aby im nie odebrano zakładu. Wystarczają przecież niekiedy zarzuty nieudowodnione i niebadane, aby odrzucono wniosek rehabilitacyjny. Odrzucenie zaś wniosku o rehabilitację grozi karami i konsekwencjami, jakie na mocy wyroków sądowych spotykają najcięższych tylko zbrodniarzy — a więc śmierć obywatelska razem z konfiskatą majątku, natychmiastowe zaaresztowanie i przewiezienie do obozu czy więzienia bezterminowego, często oznacza to śmierć fizyczną.

    Na tym tle pojawiają się takie kwiatki jak wniosek pewnego członka Rady Narodowej większego miasta, aby dekrety rehabilitacyjne zmienić. o tyle, aby sąd, orzekający rehabilitację, mógł rehabilitowanego ukarać konfiskatą całego lub części majątku.

    Gdy z ciekawości dowiadywałem się bliższych szczegółów, przekonałem się, że wnioskodawca widząc, że rehabilitacji nie zdoła przeszkodzić, a łudząc się, że wzburzeniem opinii publicznej zdoła wpłynąć na sędziów i ławników chciał wyrokiem sądowym uzyskać na własność meble rehabilitowanego Polaka, które sobie był już przywłaszczył bezprawnie. Szabrownictwo, ubrane w płaszcz patriotyzmu, już wiele wyrządziło krzywd ludziom, ale większe jeszcze sprawie polskiej.

    III. Przemówienie wojewody śląsko-dąbrowskiego, generała Zawadzkiego o sprawie weryfikacji i rehabilitacji Polaków, wygłoszone na Wojewódzkiej Radzie Narodowej, cała akcja w tym kierunku wszczęta przez wojewodę, opór,

    ———————— strona 27: ————————

    na który akcja ta napotyka w powiatach, świadczą najwymowniej o tym, jak wielkie sprawie polskiej wyrządza krzywdy rzekome „patriotyczne” szabrownictwo i jak silnym jest front szabrowników usiłujących dla własnego osobistego zysku odtrącić od polskości Polaków, którzy zgodnie z wolą Rządu Polskiego maskowali się. Oczywiście Polacy tacy mieli majątek i starali się go ocalić maskowaniem się. Wśród nich jest mnóstwo specjalistów Polsce potrzebnych, rzemieślników artystycznych, przemysłowców specjalnych, są ogrodnictwa i hodowle, mniejsze ale Polsce niezbędne warsztaty, które właściciele chcieli ocalić przed hitlerowcami, przyjmując z konieczności listę niemiecką. Wyłączenie tych ludzi, Polaków, z polskiego społeczeństwa jest po prostu naigrawaniem się z woli Rządu. Do maskowania się upoważniała ich zgoda Rządu Polskiego. Jeśli ci ludzie dopuścili się jakiej zbrodni wobec Narodu polskiego, słusznie należy im się kara, ale nie za maskowanie się, lecz za przewinienia na innym polu popełnione.

    Powołane do udziału w procedurze rehabilitacji władze, idąc za rozporządzeniami i wskazaniami Rządu Polskiego, dążyć winny do ratowania dla Polski każdego Polaka z miłością i sprawiedliwością a bez ulegania animozji i nastrojom wyrosłym na tle przewrażliwionego patriotyzmu, a przeważnie płynącego ze źródeł „patriotycznego” szabrownictwa. Wielkie to i nad wyraz ważne zadanie procedury rehabilitacyjnej, aby segregując plewę od ziarna i przypatrując się pilnie a krytycznie zarówno podnoszonym zarzutom, jak i motywom tych, którzy je podnoszą, naprawiać 210 wyrządzone wielu Polakom, których odpycha się od polskości nieraz tak łatwo, skazuje się ich na najcięższe kary wbrew prawu i wskazaniom Rządu Polskiego.

    IV. Wyrok sądu rehabilitacyjnego jest ostateczny. Przeciw wyrokowi, decydującemu o życiu i śmierci obywatelskiej, narodowej i nawet fizycznej, nie ma odwołania do wyższej instancji. Najcięższemu zbrodniarzowi przysługuje prawo odwołania się, aby mógł osiągnąć zmianę wyroku powziętego mylnie wskutek niedostatecznego uwzględnienia dowodów na korzyść oskarżonego lub wskutek błędów i niedostatków w procedurze sądowej. Prawo ogólnie uznaje, że sąd mimo badań sumiennych mylić się może lub ulec nadmiernie wpływom wymowy oskarżyciela czy świadków.

    ———————— strona 28: ————————

    Chcąc przyśpieszyć załatwienie rehabilitacji wykluczono wyższe instancje. Zdawałoby się, że wskutek tego badanie sprawy powinno być tym więcej ostrożne, sumienne, wszechstronne, a przy tym życzliwe. Chodzi przecież o to, aby Polaka — nie niemca, ani nie zbrodniarza, wyłączyć ze społeczności polskiej i skazać go na najcięższą karę, na śmierć obywatelską i napiętnowanie. — Czy przestrzega się dostatecznie tej ostrożności? Czy przesłuchuje się świadków jak należy? Czy bada się sumiennie i odważa dowody pro i contra? — Czy przy przeprowadzaniu procedury rehabilitacyjnej nie oddziałują nadmiernie na rozstrzygnięcie opinie osobiste osób, mających bezpośredni interes w tym, aby wyrok był negatywny? Znam wypadki, w których zabraniano świadkom odwodowym odezwania się a słuchano tylko obciążających. Słuszności zarzutów nie badano w ogóle, a obrony nie dopuszczano. Są wypadki, że ludzi, którzy wielkie oddawali w czasie wojny usługi Polakom i polskości z narażeniem siebie samych, odsądza się od polskości na mocy niesprawdzonych zarzutów jednej czy drugiej skądinąd mało wiarogodnej osoby, a odrzuca się w tej samej sprawie świadectwa korzystne kilkudziesięciu prawych Polaków.

    Na polu rehabilitacji dzieją się rzeczy straszliwe. Zamiast ratować Polaków, którzy za zgodą Rządu Polskiego chcieli uniknąć zniszczenia warsztatów pracy przez niemców, którzy pod grozą obozu koncentracyjnego zmuszeni wnieśli o listę narodową, piętnuje się ich, odrzuca i skazuje na najcięższą, jaką Polska zna karę — bez możności odwołania, bez możności poddania wyroku kontroli wyższej instancji, bez możności wykazania niesłuszności wyroku. Każdemu złodziejaszkowi, każdemu oszczercy, zasądzonemu na kilka dni więzienia czy grzywnę, przysługuje prawo odwołania się do wyższej instancji, a w tej sprawie, w której chodzi o więcej aniżeli życie i śmierć, nie ma wyjścia żadnego, chyba prawo łaski,. o które wnieść można tylko wtedy, jeśli sąd wyrokujący poprze wniosek.

    Zasądzeni już nie mają głosu. Nie mają nawet możliwości dalszych starań. Z reguły aresztuje się ich wprost ze sali sądowej.

    Gdy zaś zasądzeni i oskarżeni już głosu nie mają, uważam to sobie jako Biskup i Polak za obowiązek, zwrócić w interesie dobra Polski uwagę na błędy popełniane przy

    ———————— strona 29: ————————

    rehabilitacji, na konieczność poddania rewizji obecnej procedury rehabilitacyjnej i stworzenia instancji odwoławczej, która by mogła poddać kontroli wyroki pierwszej instancji.

    Przede wszystkim zaś apeluję do wszystkich, którzy o sprawach rehabilitacyjnych decydują i wpływ na nie wywierają, aby nie ulegali pochopnie wpływom pokątnym i interesownym, ani nawet przewrażliwionym ale krótkowzrocznym opiniom ludzi poczciwych, lecz aby sądy swe opierali i wyroki wydawali po dokładnym i krytycznym zbadaniu świadków i dowodów, ściśle na zasadzie ustaw rehabilitacyjnych i tendencyj Rządu Polskiego, zawsze pamiętając, że Rząd Polski generała Sikorskiego wyraził zgodę na maskowanie się Polaków wobec niemców.

    Katowice, dnia 22 listopada 1945 r.
    † Stanisław Adamski; Biskup Katowicki

    [KONIEC]

    ———————— strona 29: ————————

  15. zdziwiony said

    Poczytaj sobie Chamie Wiejski:Stanisław Adamski
    biskup katowicki

    POGLĄD NA ROZWÓJ SPRAWY
    NARODOWOŚCIOWEJ
    W WOJEWÓDZTWIE ŚLĄSKIM
    W CZASIE OKUPACJI NIEMIECKIEJ

    Katowice 1946

    Nakładem Księgarni św. Jacka w Katowicach

    Księgarnia i Drukarnia Katolicka,
    Katowice, ul. Warszawska 58
    (str. 29)

  16. Elpolaco said

    Panie Zdziwiony,
    pan Cham Wiejski nie czyta niczego co sie nie zgadza z pogladami swoich ulubionych autorow i swoimi ile je ma.
    Wyznaje, jak mniemam idee Lenina (moze sam o tym nie wie),ze jak fakty nie pasuja do idei pogladow czy kolejnej interpretacji historii to tym gorzeja dla faktow.

    Chociaz jest i inna mozliwosc, mianowicie choroba. Tak, jest w katalogu chorob (przynajmniej tutaj) Captain of the World Syndrome.

    Polega on z grubsza na tym, ze pacjent jest permanentnie nieszczesliwy i zestresowany na swoje otoczenie tylko dlatego ze otoczenie nie zgadza sie z jego pogladami.

    No coz, w mlodosci czytalismy wszyscy „W pustyni i w puszczy” jako obowiazkowa lekture, to i ide Kalego zostaly. U niektorych na pewno.

    Jak MY chcemy Ukraine (a Lwow obowiazkowo) odebrac a Ukraincow zapedzic do parobkowania na odzyskanych majatkach ziemskich to dobrze, jak Slazacy nie chca cieszyc sie z Polskiej zyczliwosci i dobrobytu to zle.

    PS
    Poza paroma nawiedzonymi wariatami, jakos nie widac pedu Slazakow do oderwania sie od Polski. Przeciez nic takiego tez nie wynika z textu, poza interpretacja pana autora.
    A z calej Polski kto chce wyjezdza na saxy.
    A komentowac po swojemu kazdy moze, z powodu demokracji oczywiscie. Nawet Captains of the World…

    z szacunkiem pozdrawiam

  17. Vol said

    @ Krakus; ja „adwokatem Hitlera“? Chyba drobna pomylka. Nigdy nie mialem zamiaru usprawiedliwiac dzialan powyzszego, a jedynie przedstwic je w swietle nieco odbiegajacym od polskiego myslenia zyczeniowego.

    @ Cham Wiejski chamem sie okazal, zamiast siegnac nieco do materialow zrodlowych i zdziwic sie, ze Zdziwony ma 100% racje bluznal typowo po polsku na odlew.

    @Polak, Polak poddal moja ortografie masowej krytyce; w odpowiedzi: slowo „polak“ napisane z malej litery w moim tekscie nie wystepuje, jest w pierwszym zdaniu pisane poprawnie z wielkiej litery. Drugi blad to rzeczywiscie ewidetny ortograf, niestety piszac bez polskich znakow obniza sie wrazliwosc na bledy.
    Lecz dalej Polak wygarnal z grubej rury i niestety malo sensownie. Z wypowiedzi wynikaloby, ze Slonsk w granicach niemieckiego panstwa Habsburgow to w porzadku, a w prypadku niemieckiego panstwa Hohenzolernow to be. Dziwna logika. Zwlaszcza, ze na czasy pruskie przypada dynamiczny rozwoj, szczegolnie Gornego Slonska, o jakim w monarchi Habsburskiej nie bylo mowy. Pewnie na pohabsburski Gorny Slonsk Polska nie bylaby tak lasa jak na popruski.
    Czy “slonska”, w znaczeniu slowianska grupa spoleczna, ze slowianska “godkom” mogla byc tylko parobkami? Tak, to w duzej mierze prawda! Lecz czy inaczej bylo w Polsce (Kongresowce czy Galicji, gdzie “Panstwo” mowilo po francusku)? Jakie byly losy nizszych warstw spolecznych na polskich ziemiach? Tak bylo dobrze, ze tak sie pchali do Reichu, ze az Bismarck zaniepokojony rozwojem sytuacji “uszczenil” granice jak obecnie USA z Meksykiem.
    Zreszta z tego okresu wywodzi sie pewna pogarda z jaka wlasnie te slonskie nizsze warstwy spoleczne odnosza sie do Polakow. Dla takiego nisko w rodzimej hierarchi stojacego Slonsoka, ktory mimo to skonczyl pare klas pruskiej szkoly naplywowy Polak, zasadniczo niepismienny, byl kims na kogo moznabylo patrzec z gory i sie nieco przy tym dowartosciowac.
    A co do lokalnej inteligencji; tak jak na Litwie gdzie awans spoleczny wiazal sie z polonizacja, tak i na Slonsku awans ten wiazal sie z germanizacja. Tak jak mozna przeczytac w opisie polskiej oswiaty we wpisie Wojwita tak samo dzialala pruska oswiata, przy czym nalezy wyroznic kilka okresow, gdzie naciski na germanizacje wystepowaly z rozna intensywnoscia. Byl nawet okres kiedy zakladano nauke w jezyku rodzimym, obok jezyka niemieckiego. A co do Korfantego to wystarczy troche poczytac jego biografie by sie dowiedziec, ze wyksztalcil sie za niemieckie stypendium, jak i wielu innych, tylko nie kazdy gryzl reke ktora go wykarmila. Zreszta zycie Korfantego ma wiele facet. Po zwycieskiej interwencji na Slonsku szybko skonfliktowal sie z “powstancami z Sosnowca” z vel Grazynskim szarogeszacymi sie na Slonsku (jednak byl lokalnym patriota) i zaczal szukac partnerow w srodowiskach niemieckich czy proniemieckich Slonsokow. Miedzy innymi tego powodu musial uciekac z kraju. Aresztowany po powrocie zmarl w polskim wiezieniu. Wiele wskazuje na otrucie. Do tego w okresie jego dzialalnosci w czasach pruskich jest wiele niewyjasnionych spraw co do finansowania jego przedsiewziec. Polski bohater?
    I na koniec Slonsk jako “Ziemie Odzyskane”, zeby odzyskac trzeba wczesniej stracic. Sredniowieczni wladcy Slonska otwierali sie na zachod i pewien polski krol zrzekl sie praw do Slonska, zreszta na zasadzie wzajemnosci wiec gdzie tu jakis “zabor”?

  18. Vol said

    I bylbym zapomnial, kto oprocz mnie, wypowiedzial sie w meritum sprawy, czyli o tym o co RAS chodzi – Statucie Organicznym Wojewodztwa Slaskiego z 15 lipca 1920? Raczka do gory i prosze nie nie pchac przed orkiestre 🙂

    http://www.law.uj.edu.pl/users/khpp/fontesu/1920.htm

  19. Vol said

    I przepraszam za pare bledow ktore znowu sie wkradly; zanim polak mnie poprawi; aha i Polak pisze sie „wielka litera”, a nie „z wielkiej litery”.

  20. Polar said

    Gdyby Polska nie wpuściła po ’89 zachodnich korporacji w celu jej rozkradania, oraz nie zgodziła się na utworzenie bazy NATO na swoim terytorium, to prawdopodobnie, za pieniądze Sorosów i innych hucpiarzy, już by dawno znikła z mapy świata. Patrz Jugosławia. A tak będzie znikać powoli. Chyba że się wszyscy opamiętamy, nie tylko Polacy, ale wszyscy…

  21. Polak said

    ad.Vol.15.

    Napisalem „zrabowaniu Slaska od Austrii przez Prusy”. To oznacza, ze potepiam ten rabunek, ale jeszcze nie jest aprobata dla Austrii. Vol dobrze wie, ze sytuacja mniejszosci narodowych w Austrii, daleka od idealu, byla duzo lepsza niz w Prusach. Gdyby nie rabunek po wojnach slaskich w pol.18 wieku, po ktorym nastapila przymusowa germanizacja, to caly Slask, nie tylko jego pld.wschodni cypel, zachowal by swoja slaskosc i slowianskosc a takze resztki polskosci w wymiarze podobnym jak to mialo miejsce w Czechach i na Morawach.
    Volowi imponuje „dynamiczny rozwoj” pod Prusami, a przeciez Czechy, ktore byly w tym czasie czescia Austrii sa nie gorzej rozwiniete, a chyba nawet lepiej bo bardziej harmonijnie. Gospodarka Niemiec na Slasku byla rabunkowa, a miejscowi slowianscy aborygeni skazani na wytepienie, jak to od stuleci bylo praktykowane na terenie Niemiec. To wlasnie w Niemczech praktykowana byla teoria nierownosci ras i wdrazana z coraz bardziej szalencza zaciekloscia.

    Wcale nie dziwie sie, ze Slazacy sa zmeczeni roznymi eksperymentami, ktorymi byli poddawani, ze chca byc soba, jednak ten bezkrytyczny stosunek Vola dla germanizatorow mowi za siebie, szydlo wychodzi z worka..
    Moze Vol powie dlaczego Niemcy tak chetnie widzialy by autonomie Slaska, czy dlatego, ze maja takie dobre serca?

    Porownywanie germanizacji Slaska z polonizacja Litwy jest bardzo karkolomne i zwyczajnie klamliwe. Panstwo polskie nie prowadzilo planowej polonizacji, tak jak to mialo miejsce w Prusach. Panstwo polskie nie istnialo na kresach od r.1795, nie bylo tam nawet autonomicznego Krolestwa polskiego, jak na ziemiach centralnych, a polskosc byla w nielasce. Pojawienie sie w II pol.19w.nacjonalizmu litewskiego jest glownie rezutatem antypolskiej dywersji Niemiec. W tym czasie istnialo panstwo niemieckie i swoimi totalitarnymi metodami terroryzowalo mniejszosci w celu germanizacji.

  22. Vol said

    @ Polak; Sytuacja mniejszosci narodowych w Austrii; Austria z natury byla panstwem wielonarodowym i dlatego byly w mnim mniejsze naciski germanizacyjne niz w Prusach (za to dola slonskiego chlopa pod „polskimi” panami /rodzima szlachta/ byla o wiele gorsza niz w Prusach). Do tego dchodzila „prusyfikacja”, ze tak to nazwe, czyli ujednolicanie jezyka w panstwie pruskim, wplyw sluzby wojskowej w pruskiej armii i bardzo postepowe jak na owe czasy pruskie szkolnictwo. Mozna krytykowac je jako narzedzie germanizacji, lecz jak wygladalo to w tamtym czasie w Krolestwie Polskim? Program na Slonsku byl taki sam jak w innych regionach Prus i uczniowie z innych regionow Prus musieli rowniez poslugiwac sie gornoniemieckim, czesto zupelnie innym od rodzimego dialektu.
    Rowniez na Slonsku poza slowianskimi dialektami istniala cala gama dialektow wywodzacych sie z jezykow niemieckich. O tym takze nie wypada zapominac. Germanizacja, prawie calkowita Dolnego Slonska nastapila o wiele wczesniej niz Pan pisze, w tym regionie zachowaly sie w koncu XIXw. tylko niewielkie slowianskie wyspy jezykowe. Inaczej bylo na Gornym Slonsku, ktory przez rewolucja przemyslowa byl bardzo biedna i zacofana kraina. Dlatego nacisk kolonizacji niemieckiej jak i zwiazane z tym wplywy na lokalne spolecznosci byl o wiele slabszy. Rowniez Wojna Trzydziestoletnia i pomory zmniejszyly parcie z przeludnionych krajow niemieckich na Slonsk. Zmienilo sie to, jak Pan slusznie zauwazyl w polowie XIXw. Tylko ze na Slonsku Prusy bynajmniej nie stawialy szkol by zgermanizowac bogu ducha winnych „Polakow” lecz robily to samo co w calym kraju by wyksztalcone spoleczenstwo bylo w stanie sprostac wyzwaniom jakie niosl ze soba postep zarowno techniczny jak i spoleczny. Odbicie tego znajduje sie nawet w polskim Roczniku Statystycznym z roku 1936 gdzie jesli chodzi o odsetek analfabetow z Wojewodztwem Slaskim konkurowac mogly jedynie metropolie takie jak Warszawa, ale juz nie Wojewodztwo Warszawskie. I slowianskich „Aborygenow” nikt bynajmniej ogniem i mieczem nie tepil lecz asymilowal. Teoria nierownosci ras znana byla rowniez w Polsce, tylko miala inno plaszczyzne, przeciez gdzie chlopu do Szlachcica. A to co Pan ma na mysli to raczej lata czterdzieste ubieglego wieku. Bezsprzecznie czarna karta niemieckiej historii.
    „Dlaczego Niemcy tak chetnie widzialyby autonomie Slaska”, w Niemczech zyje jeszcze pokazne pokolenie wypedzonych ze Slonska, jak i osob identyfikujacych sie z ta kraina i to niezaleznie od tego czy uwazaja sie za slonskich Niemcow, niemieckich Slonsokow, czy Slonsokow na „saksach”. To jest rowniez elektorat. Proste pytanie, prosta odpowiedz.

    Czy nacjonalizm litewski to zaluga Niemiec? Na ten czas przypada powstanie wielu nacjonalizmow, rowniez czeskiego, slowackiego itd. By nie zapomniec, rowniez w tym okresie ksztaltowal sie narodowy nacjonalizm polski. W tym przypadku Niemcy na pewno byly niewinne.

  23. Cham Wiejski said

    Kryptofolksdojczom – m.in. Bździwionemu i Vol(kseutschowi) wyjaśniam, że istnieje różnica między REHABILITACJĄ kryminalisty, a PRZYZNANIEM MU RACJI.

    Cały ten wasz skopiowany artykuł w niczym nie potwierdza waszego antypolskiego stanowiska, które w normalnym państwie było by surowo karane.

  24. Analityk said

    Na wstepie kilka uwag odnosnie nazw.
    Po polsku piszemy:
    Śląsk – a nie Slonsk
    Ślaząk – a nie – Slonsok
    śląskie, śląskiego – a nie – slonskie, slonskiego

    Nalezy dbac o czystosc mowy polskiej.

    @Polak
    Ma Pan oczywiscie slusznosc piszac o nienawisci Niemcow do Polakow. To w nich tkwi, to odwieczne ich parcie na wschod by jak najwiecej ziemi nalezalo do wielkich Niemiec. Dlatego zawsze tepili Nas Polakow I metodami terroru poddawali germanizacji. Nawet w Kanadzie do dzis widac niemiecka bute to w nich tkwi jak Talmud w Zydach.

    Niemcy mimo, ze zyja poza granicami Niemiec to jak maja wladze to kazdemu dadza odczuc swoj niemiecki despotyczny styl rzadzenia. Malo tego – twierdza, ze to jest wlasnie demokracja  , a juz do wscieklosci ich doprowadze sytuacja, gdy udowodni sie im publicznie, ze nie mieli w czyms racji. Traktuja to jako osobista zniewage I podwazenie autorytetu ich wladzy. Innymi slowy jak masz Niemca za szefa lub wykladowce to masz wykonywac bez szemrania wszelkie jego polecenia lub aprobowac “nauki”, ktore glosi. Nie ma mowy o jakiejkolwiek sprzeciwie, ze cos mozna zrobic szybciej I efektywniej lub dyskusji, ze poglad jest watpliwy lub nieprawdziwy.

    @Cham Wiejski
    W swoim ostatnim zdaniu zapewne chcial pan napisac zupelnie cos odwrotnego.

  25. Lubomir said

    Ta ideologia ‚Vol’ z jego prześmiesznym nazewnictwem najwyrażniej została wysmażona w sztabie BND. Nie pasuje ani do ludzi, ani do czasu. ‚Vol’ wyskoczył z tym, jak Izraelczyk odgrywający rolę Araba.

  26. Vol said

    Mosci Panowie, a gdzie MERITUM? W dalszym ciagu ani slowka o Statucie … . Co szanowni dyskutanci nyslicie na ten temat? Chyba, ze sparafrazujecie powiedzenie pewnego Niemca „co nas obchodzi wczorejsze pieprzenie naszego sejmu”.

    @ Analityk
    Co do pisowni; w dialektach Slonkich nie ma a, z haczykiem e, z haczykiem itd. My tez nie gesi…
    A co do stereotypowych cech Niemcow ktore Pan przywoluje, to jest Pan w bledzie. Niemcy roznia sie w zaleznosci od Landu i w jak kazdym spoleczenstwie od osobowosci.

  27. Analityk said

    @Vol

    To juz ktorys raz wychodzi na wierzch panska separastyczna natura. Panska postawa ujawnia, ze z checia podjalby pan dzialania zmierzaja do oderwania Slaska od Polski. Powyzej podkreslil pan, ze wy nie gesi… czyli kto – wy nie Polacy? Innymi slowy odseparowuje sie pan od Polski i Polakow.

    Ja mam rodzine na Slasku i wiem co oni czuja. Oni sa Polakami i takich jak pan separatystow traktuja jako wrogow Polski. Wasze separatystyczne organizacje na sile zmuszaja mlodych ludzi do mowienie stara gwara slaska, ktorej nikt nie rozumie. Dla wiekszosci jest to obcy jezyk. Nie sposob sie porozumiec jesli jedni mowia czysto po polsku a inni ta gwara.
    To nie sa dzialania jednoczace budowania wspolnej sily Panstwa Polskiego – to sa dzialania separatystyczne zmierzajace do budowania roznic, do budowania barier miedzy ludzmi i pan bierze w tym udzial co jest rownoznaczne z oslabianiem Polski, dzieleniem Polski czyli wystepowaniem przeciw najistotniejszym interesom Narodu Polskiego jako calosci – co wpisuje sie niemal w zdrade stanu.

  28. wet3 said

    Pochodze z Pomorza. Mowilismy nasza gwara, ktora zawierala sporo germanizmow, np. zamiast zamknac drzwi na klucz u nas mowilo sie „zaketowac”. Nie mowilismy „bylem” – tylko „zem bul”; „poszedlem” – tylko „poszlem” lub „zem poszed”; dziewczynki nie mialy kokard – tylko „szlajfki” itd. W szkole nauczyciele zazarcie te gware zwalczali i wyrzucali nam germanstwo. Oczywiscie nam sie to nie podobalo. Gdy jakas nauczycielka z tym germanstwem nam zbyt wiele dokuczala, to czekalismy gdy miala dyzur na duzej przerwie. Wtedy w rewanzu zaspiewalismy jej „heili heilo”. Oczywiscie po takim „wystepie” tylki byly „w robocie” gdyz bicie bylo wowczas legalne, bardzo czesto stosowane i mocno naduzywane. Takie to byly czasy.
    PS – Nasza gwara zmarla naturalna smiercia po rozpowszechnieniu sie radia a potem telewizji. Dzis slyszy sie gdzie niegdzie jej mizerne resztki.

  29. Analityk said

    @Wet3

    Sam Pan widzi, ze roznice jezykowe tylko roznia ludzi a nie lacza ich. Glownie z tego powodu, ze kreuja trudnosci w komunikowaniu sie. Do tego trzeba dorosnac aby akceptowac roznice. Jednakze zawsze mowi kazda ze stron o drugiej – ONI. Im wiecej ludzi laczy to ludzie mowia wowczas – MY.

    Tak bylo od zaranie swiata i nie tylko wsrod zwiarzat ale i wsrod ludzi. Dwie historie jako dowod.
    Jedna dotyczy stada kaczek jednego gatunku wsrod ktorych urodzila sie jedna z defektem innego niespotykanego koloru fragmentu upierzenia – byla traktowana jako intruz, wrog i wygnana ze stada. Podobnie zachowuja sie dzieci na podworku. Wrogiem jest ten, ktory ma inny kolor wlosow np. rudy, albionos, etc. lub inaczej chodzi ubrany lub inny w sposobie zachowania a nie daj Boze niesmialy i slaby fizycznie a coz by bylo gdyby mowil jeszcze niezrozumialym jezykiem.

    Wy dorosli wiemy jak wychowywac dzieci i jak pokonywac te trudnosci, jak nauczyc dzieci do zycia w spoleczenstwie. Jednakze to kosztuje wiele trudu i wytrwalosci.
    Niestety roznice dziela a nie lacza – wiec nalezy je w miare mozliwosci niwelowac i tolerowac a nie kreowac – co czynia wszelkie separatystyczne ruchy czy to na Slasku, Kaszubach czy Bieszczadach.
    One nie sluza Polsce ani Narodowi Polskiemu – silni mozemy byc tylko zjednoczeni a nie podzieleni, bo znow Niemcy moga powiedziec, ze Polska byla winna wojny gdyz byla zbyt slaba i nie chciala sie zgodzic na spelnienie „niezbyt wygorowanych” zadan niemieckich.

  30. Lubomir said

    ‚Ruch Autonomii Śląska’ zasłynął z kontaktów z autonomistami baskijskimi. Właśnie wczoraj prasa poinformowała o zamachu bombowym w Burgos, przeprowadzonym przez…separatystycznych rebeliantów z ETA. Zatem popieranie terroryzmu musi być zjawiskiem nagannym i nielegalnym. O tym muszą również wiedzieć ideolodzy separatyzmu z Brukseli. Żaden premiowany przez Berlin profesor-gawędziarz czy krasomówca, nie może tu mataczyć ani deformować istoty rzeczy.

  31. Wojwit said

    @Vol

    Ad meritum. Proszę bardzo. Zadam na początku pytanie ilu bylo
    w Roku Pańskim 1920 ludzi na Górnym Śląsku i Śląsku Opolskim uważających się za Ślązaków. Ilu było wtedy na tym Gornym Śląsku Niemców? Rząd RP działał więc w innych uwarunkowaniach społeczno-politycznych niż panują na tych terenach dziś.
    Po ostatnim (anonimowym!) spisie powszechnym na Opolszczyźnie Górnym Śląsku i Śląsku Cieszyńskim okazało się, że na cztery miliony sześcset tysiećy zamieszkałych tu ludzi Ślązakami czuje się sto sześćdziesiąt tysięcy a Niemcami – niewiele ponad dziewięćdziesiąt tysiecy. „Reszta” – czyli większość niepodważalna (proszę z łaski swej obliczyć sobie procent Ślązaków w tej populacji) to POLACY. Jaka więc i dla kogo ta autonomia?!
    Silenie sie na „śląskość”, nieustanne podkreślanie wyimaginowanych i wspieranych przez niemieckie ośrodki dywersyjne odrębności (vide RAŚ, Radio Piekary) a także negowanie polskości przypomina reanimowanie sinozielonego trupa, któremu zamiast pogrzebu serwuje się zastrzyki z „Efu”. Jest to ewidentna ZDRADA Polski! I tak powinno być przez Naród Polski
    i Państwo Polskie traktowane. Jeżeli nie jest – to przez słabość państwa a nie przez słuszność rządań separatystów.
    Nawet jeżeli szwabskie zastrzyki zadziałają, to powstanie zombi a nie naród. Najlepszym przykładem jest tu podobne działanie C.K. Monarchii a później Niemiec Hitlera w Małopolsce Wschodniej, na Podolu czy Wołyniu. Nie powstał z tego naród silny swą kulturą a coś, czego owocem była OUN UPA. Bandyci mordujący bezbronne kobiety i dzieci tylko dlatego, że byli Polakami. Częstokroć nawet nie własnych sąsiadów ale własne rodziny. „Biletem wstępu” do bandy UPA bywało zabicie żony – Polki i własnych dzieci (tych wychowywanych na Polaków; w przypadku, gdy żona była Polką były to córki…).
    Czy tego chcecie?! Chcecie rzeźi, jak ta wołyńska? Chcecie okropieństw towarzyszących rozpadowi Jugosławii?
    (Z tym, ze tam były prawdziwe od dawna świadome swej kultury i odrębnosci narody, kultywujace swe tradycje).
    Gdzie wy macie sumienia?

    P.S.
    Proszę przeczytać mój wpis o etymologii nazwy pasożyt.
    Do Roku Panskiego 1936, w którym to zreformowano polską ortografię pisano z dawien dawna „pasorzyt”, od pasienia się w rzyci czyli d…. . Jeżeli gwara jest muzeum językowych archaizmów, to jakiego języka archaizmem jest gwara śląska, skoro do dzisiaj tę część ciała tak się w tej gwarze (prawdziwej – nie poddanej germańskim modyfikacjom) określa?
    I można by tu przytoczy jeszcze wiele przykładów, choćby rymotwórstwo Mikołaja Reja z Nagłowic. W swej budowie zdań
    i używanych idiomach – choćby słówko zwrotne „żem” jakże podobna jest rymom Reja mowa śląska. Na tegoż polskiego poetę (choć bez zrozumienia) Vol się śmie w swym separatyźmie powoływać. Zresztą błędnie – iż Ślązacy nie gęsi… – Tu nie chodziło Rejowi o rodzaj ptactwa domowego określanego tą nazwą, a więc rzeczownikiem, tylko o przymiotnik „gęsi”, tak jak „kaczy”, „kurzy” czy „indyczy”. Prawdziwa śląskość (nie ta „piątokolumnowa”!) nie jest więc niczym innym jak swoistą
    i oryginalną polskością.

  32. Elpolaco said

    Patrze, czytam i oczom nie wierze. Slask plus tzw. Ziemie Odzyskane z praslowianskim Wroclawiem czyli Breslau nadane zostaly Polsce przez ohydna komune, ktora sprawiedliwie wypedzila Niemcow i niesprawiedliwie przesiedlila tam Polakow z Ukrainy i Bialorusi.

    Mnie sie wydaje, ze te wszystkie argumenty znowu sa zaprawione doza Kalinizmu. Polsce dac dobrze, Plsce zabrac zle.

    Ale co z komuchami ohydnymi? Zrobili dobrze czy zle?

    Chyba tu warto by pomyslec o Europie bez granic, gdzie kazdy moze zyc mieszkac i pracowac gdzie mu sie podoba. Gdyby tak bylo, pewnie 90% wojen i sporow o miedze i nie tylko skonczylo by sie jak reka odjal.
    Moze pokoj sa wazniejsze od starych sporow i kto komu wiecej zlego zrobil?

    Druga strona medalu jest krzywda tych co zyja z judzenia i wypominania kto komu w przeszlosci zrobil be.

    No, ale nigdy sie taki nie urodzil co by wszystkim dogodzil!!!

  33. Vol said

    @ Wojwit; to moze zainicjowac plebiscyt za, czy przeciw autonomi zgodnie ze wspomniana ustawa. Przeciez ona niesie porzytki dla calej ludnosci Slonska niezaleznie od tego czy ktos uwaza sie na Niemca, Slonsoka, Poloka, Polaka i kogo tam jeszcze. Jesli wierzyc relacjom RAS to mimo kryzysu slonskieo przemyslu i tak 1/4 wplywow do budzetu pochodzi z Gornego Slonska. Dlaczego ci co to wypracowuja maja byc petentami w Wa-wie?

    A co do PS; w ten sposob udowodnic mozna i polskosc „Wielikoj Rasiji”.

  34. Lubomir said

    Re: Wojwit. Panie Wojwicie a czy psisyn, palikot czy inny gad ma sumienie?. Ta gadzina dopóki nie czuje bezwzględnego buta na sobie – brużdzi bez końca. Pobłażanie złu zawsze kończy się fatalnie. Zło trzeba eliminować w zarodku. Ktoś usiłuje budować klimat przyjazny człekokształtnym potworom. W Krajach Niemieckich w pocie czoła pracują nad wydaniem ‚Mein Kampf’. Znajdą się zapewne Volksdeutsche, którzy powiedzą, że to dla dobra ludzkości a przede wszystkim dla dobra Europy.

  35. Analityk said

    @Elpolaco

    Europa bez granic to jest utopia. Przeciez musi byc jakis rzad, ktory organizuje zycie danej spolecznosci. W Europie jest juz zbyt wielu wrogow chrzescijanstwa aby oni chcieli dbac o wlasciwy rozwoj Polski i Polakow – pasozytowac na Nas to oni do tego pierwsi.

    Ja jestem za Europa wolnych niepodleglych panstw, w ktorych gospodarzami sa narody od wiekow tam zamieszkale. Te narody powinny wspolpracowac ze soba na zasadach partnerskich.
    Wolnosc to nie znaczy – robta co chceta. To jest odpowiedzialnosc za to co sie robi, to sa obowiazki wzgledem spolecznosci w ktorej sie zyje, to jest praca dla tej spolecznosci, to wspieranie jeden drugiego a nie niszczenie drugiego – jak to robia Zydzi. To jest zapewnianie godnego rozwoju i ksztalcenia mlodego pokolenia, to jest obowiazek jak najlepszego przekazania mu wiedzy fachowej i prawdy historycznej aby w zyciu nie popelniali bledow przeszlosci, to jest obowiazek stworzenia godnego zycia seniorom na ich starosc, aby nie przymierali glodem i nie zebrali na ulicach – to humanitarne traktowanie innego czlowieka, nie zmuszanie go sila do robienia czegos wbrew jego woli, to jest zapewnienie bezpieczenstwa przeciw przestepcom i wrogom zewnetrznym, to jest obowiazek przestrzegania naturalnego prawa boskiego – zycia od naturalnych narodzin do naturalnej smierci.

    Ludzi musza zyc w/g praw boskich a nie zydo-masonskich. Musza sobie pomagac i czerpac radosc z tego i ze wspolnej pracy, w ktorej w miare czasu beda coraz bardziej wprawni. Musza dbac o produkcje, o dzielenie sie owocami wspolnej pracy, wspomaganie jeden drugiego

    Wojny powstawaly z zachlannosci, z lenistwa i pasozytniczego stylu zycia jednych kosztem drugich, z powodu checi zabrania owocow pracy innym – prawym i pracowitym, z powodu brakow srodkow do przezycia, z powodow checi dominowania nad innymi, pogardy dla nich, checi podporzadkowania ich sobie i uczynienia niewolnikami.
    To wszystko nie ma nic wspolnego z Europa bez granic. Prosze sobie wyobrazic swoj dom bez granic do ktorego kazdy moze wejsc, wziac co mu sie podoba i robic co chce. Ja sie na cos takiego nie wyrazam zgody i jestem przekonany, ze Elpolaco rowniez sie na to nie zgodzi. Trzeba zyc i pozwolic zyc innym.

    Trzeba przede wszystkim pamietac, ze Europa to kontynent bialych chrzescijan i takim powinien pozostac, a nie stajnia Augiasza, gdzie kazdy obcy moze wejsc, wziac co mu potrzeba bez pytania o zgode, zalatwic swoje potrzeby a potem jeszce opluc gospodarza nazywajac go antysemita albo rasista.

  36. wet3 said

    @ Vol
    Nie pitol beznadziejnych glupot! Tobie tylko we lbie rozbijanie Polski, a nie jakies tam dobro Slazakow. Naciagaj kogos innego na takie beznadziejne gadki!!! Zrob nam dobry uczynek. Wyjedz na zasuzona emereture do Reichu!

  37. Teresa said

    Czytam te wypowiedzi i jestem zdumiona. Przeczytalam, na stronie tej organizacji,ze RAS ma ok.7 tysiecy czlonkow.Niemalo, ale jak to sie ma do liczby mieszkancow Slaska? Po co od razu rzucac sie z piesciami na wszystkich Slazakow?
    Piszecie o jezyku, jak wazna jest literacka polszczyzna , Tej literackiej polszczyzny uczono w PRL eliminujac gwary, uczy sie teraz, a na ulicach slychac glownie ‚lacine kuchenna” (jak nazywalismy kiedys wulgaryzmy).Moze juz lepiej , gdyby ludzie wolali na siebie „idzieta czy nie idzieta”, albo „idymy” zamiast „kurwaa idziecie czy nie”,Te wulgaryzmy slysze w Sydney od 20 lat do teraz, bo nowoprzybyli Polacy zachowuja sie tak samo jak ci sprzed 20 lat.Na to niechlujstwo i brak poszanowania do jezyka skarzyla mi sie nauczycielka w polonijnej szkolce jezyka polskiego.Ta dyskusja o jezyku to zwykle bicie piany po obu stronach.Co niby ma udowodnic?
    Patrzac na sytuacje Polski, gdzie rzady rozwalaja wszystkie pieniadze podatnikow ,sama zastanawialam sie czy nie lepiej zdecentralizowac finanse , aby kazdy region mogl sam gospodarowac wypracowanymi przez siebie finansami odprowadzajac do stolicy jakas wspolnie wynegocjowana kwote.Moze mniej byloby dzikich prywatyzacji i likwidacji miejsc pracy?
    Australia jest jednym krajem chociaz podzielona na stany.I jakos to pracuje.Jest tu federalna policja i policje stanowe. Wszystko jest uregulowane poprzez porozumienia stanow z rzadem federalnym. Jedyny szkopul w tym , ze mamy do wyzywienia wiecej rzdow i zwiazanych z nimi darmozjadow.
    Nie zgadzam sie natomiast na autonomie z wlasnym wojskiem i polityka miedzynarodowa.

    Krakus, wierze ,ze z jakis osobistych powodow nienawidzisz Slazakow.To Twoj osobisty problem. Nie czepiaj sie , ze pisze Slazak z duzej litery. Mi nie przeszkadza byc zarowno Slazaczka jak Polka z duzej litery (kolejnosc nie gra roli, przynajmniej dla mnie).
    A juz najbardziej smiesza mnie teksty, ze ktos zre poski chleb itd…Ten chleb kazdy sam sobie wypracowuje,oprocz politykow, ktorzy zra chleb wyborcow nic nie robiac ,ba najczesciej jeszcze szkodzac swoim chlebodawcom.

  38. Oczywiscie ze Polacy moga pracowac…
    Tylko jedno pytanie: „Czy maja (lub mieli) korzysc z wykonanej pracy za wyjatkiem „cienkiej” wyplaty?

    Ano wlasnie! Teraz niech ktos (z racji tematu Slaska) mi powie, czy Slazacy (Polacy) za (wyjatkiem wyplaty) kiedykolwiek mieli zysk ze sprzedazy (na Zachod 82 dol/za tone – rok 1982) wydobytego (5 zlotych – to cena za usluge wydobycia) wegla?

    Podobny „geszeft” jest w kwestii miedzi, siarki, soli i innych surowcow naturalnych, a pomijam z grzecznosci wyroby ze stali, miedzi…,jak i o statkach…
    =========================
    Milego dnia zycze
    jasiek z toronto

    P.S. Zbudowac to zaden problem, ale miec korzysc z eksploatacji ze zbudowanego obiektu, to juz brzmi „nie-koszernie”…, „zasciankowo”…i troche „ksenofobicznie”, by nie powiedziec „anty-semicko”…

  39. Polak said

    ad.Vol.22.
    Przypominam, ze napisalem ze gdyby nie aneksja Slaska przez Prusy od Austrii w r.1763, to w nastepnym stuleciu nastapilo by tam odrodzenie slowianskie takie samo jakie mialo miejsce w Czechach. Charakter Slaska zostal by uratowany, a nie stlamszony pruskim germanizacyjnym walcem jak sie niestety stalo. Germanizacja Slaska do r.1763 wcale nie byla wieksza niz w Czechach. Do tego roku stopien zniemczenia Slaska /takze Dolnego/ nie byl wiekszy niz w Czechach, Praga byla miastem /pozornie/ niemieckim. Chyba wie Pan o bandyckich metodach germanizacynych Fryderyka i jego nastepcow, o zakazie udzielania slubow parom, ktore nie naucza sie po niemiecku, o rugowaniu jezyka polskiego z kazan w kosciolach katolickich Dolnego Slaska, bo jesli chodzi o protestancki, to zadbal juz sam o wlasna germanizacje. Niestety nie bylo juz panstwa polskiego aby sie temu przeciwstawic, uleglo bowiem aneksji 3 panstw sasiednich na skutek zabiegow i dywersji tego samego Fryderyka.
    Tymczasem w odpowiedzi na to co napisalem porownuje Pan stan zniemczenia na Slasku i w Czechach w koncu XIX w. Czyli nie jest to odpowiedz zadna, a tylko chwyt obliczony na nieuwage czytelnika.
    Jak wytlumaczyc, ze stale usprawiedliwia Pan pruskie metody, ktore zostaly potepione prze caly swiat. Przypominam Panu, ze Prusy jako panstwo zostaly r o z w i a z a n e uchwala Narodow Zjednoczonych wkrotce po II wojnie sw., jako odwieczne zrodlo militaryzmu i bandytyzmu w Europie. Jezeli prusactwo nadal bedzie podnosic odcieta raz glowe, a odrastajaca jak hydrze, to znajda sie sily, ktore mu to przypomna i zrobia z tego uzytek.

    Co do nacjonalizmu litewskiego, ktory mial i ma oblicze szowinistyczne, zupelnie nie wystepujace w polskim, to istnieje wystarczajaco duzo dowodow na to ze bylo to dzielo wywiadu niemieckiego, przy przymykaniu na to zjawisko oka przez Rosje jako przeciwwage dla dazen wolnosciowych Polakow. W zadnym wypadku nie mozna tego porownac z pozytywizmem i odradzaniem swiadomosci narodowej wsrod Polakow. Podobnie bylo z Ukraina, czy przypadkiem jest, ze Bandera i jego kompani szkoleni byli w Niemczech i tam zawsze znajdowali schronienie ? Czy nie widzi Pan, ze dazenia do oderwania Slaska od Polski maja przed soba taka sama perspektywe.
    A kto, jak nie Niemcy, byl promotorem „wyzwolenia” Kosowa i piekla, ktore nastapilo i jeszcze nie ma konca.

  40. wet3 said

    @ Lubomir
    Szowinizm litewski wywolany zostal przez Niemcow i Rosjan. Natomiast szowinizm ukrainski – przez Austriakow i Niemcow. Przypomne, ze do trzeciej cwierci XIX w. polski byl jezykiem panujacym na terenie Malopolski Wsch.
    Poza tym utrata panstwowosci polskiej wcale nie przerwala samorzutnego procesu polonizacji na ziemiach zaboru rosyjskiego. Wstrzymanie zapoczatkowane zostalo po powstaniu listopadowym i potem nasilil sie proces intensywnej rusyfikacji.

  41. maras said

    Na tej wirtualnejpolonii to macie same perełki. Dopiero teraz dotarłem do tego artykułu i przestałem się szokować. Autor artykułu, Michał Soska jest nieźle ograniczony. Jednak najgorsze są te komentarze. Jak można siać tyle nienawiści w stosunku do Górnego Śląska i Ślązaków. Czy to po chrześcijańsku? Hucpa na wirtualnejpolonii zorganizowana przez garstkę frustratów jednak to tylko nieznaczący margines. RAŚ zaś to rozwijająca się organizacja, która zdobywa coraz większe poparcie. Dlaczego? Bo mieszkańcy Śląska mają już dość wyzysku Warszawskiego ucisku fiskalnego, mają dość przemocy symbolicznej. Autonomia Górnego Śląska to po prostu powrót do normalności. Górny Śląsk swoim potencjałem przewyższa dwukrotnie stolicę, ale politycznie nic nie znaczy. Trzeba wreszcie skończyć z tą dyskryminacją.

    Radzę przygotować sporo środków uspokajających. Nie wiem co czytelnicy poczną, gdy RAŚ wygra wybory samorządowe.

    NIY POLOK, NIY NIMIYC, INO ŚLUNZOK! SZCZYŃŚĆ BOŻE!
    gornyslask.wordpress.com

  42. Lubomir said

    Re: Maras?. Gdzieś ty się chłopie uchował?. W kurniku czy na księżycu?. Niewielu takich ekscentryków jak ty, idzie jeszcze spotkać?. No może poza jeszcze jednym… takim z Kaszub?. Pawie piórko nosisz za uchem czy może…?. Zresztą, szkoda słów. Zgłoś się do jakiegoś skansenu etnograficznego albo do Marysi Pańczyk. Zrobi z ciebie rasowego, czy raczej raś-owego idola. I naucys wszystkich godać o ucisku większym niż ten ujka Bismarcka i ujka Adolfa. A jakbyś dołączył do Parady Miłości w Berlinie, to pewnie potraktowaliby cię jako mniejszość. Spróbuj. Masz życiową szansę.

  43. maras said

    No cóż, gdy się nie ma argumentów, najlepiej stosować inwektywy.

  44. opornik said

    Po to Ciebie hr. Maras, TuskoGermania tłucze, byś się z radością oddał wilekiej Germani dobrowolnie g…..e.
    Ale ta choroba nie boli, a gdy zaboli!- to nie będzie już nawet komu o tym … opowiedzieć.
    wróć do wpisów na początku i zanim nie zrozumiesz, np. ks. Klichty – nie mąć, bo to jedyne co masz w głowie – ZAMĘT!- współczując polecam więcej cierpliwości w szukaniu PRAWDY.
    Inwektywą jest to co Ty tutaj wypisujesz drogi panie Maras dziecię rewolucji francuskiej, jak mi się to kojarzy, bo i skąd taka ksywa!? – ani śląska ani polska więc – czyja ?!

  45. RAS dwa trzy said

    Marazm jest zwyklym Katarczykiem

  46. maras said

    Dziećmi Rewolucji Francuskiej są zarówno masoni, jak i choćby polscy nacjonaliści. Trwajcie dalej w tym intelektualnym grajdołku.

    NIY POLOK, NIY NIMIYC, INO ŚLUNZOK! SZCZYŃŚĆ BOŻE!
    gornyslask.wordpress.com

  47. Wojwit said

    Panowie, gwoli wyjaśnienia. Słowo „maras” znaczy dosłownie brud, ale mnie się kojarzy znaczeniowo z brudem tłustym, lepkim, czarnym i smolistym. Umaraszony to uwalany smarem
    i sadzą. Brudny, taki co „ciorał sie” po ziemi, bo „szpilał fusbal” to raczej „ukurzony” albo „czorny”.
    I słusznie sobie łotr taką ksywkę przybrał. Pasuje jak ulał do tego co tu wypisuje. Nie uważają Panowie, że to co ten „Maras” tu uprawia brudzi ten portal tak, jak smar
    z kombinezonu „fachmana” ścianę w mieszkaniu, gdy się o nią ów dajmy na to hydraulik oprze. Przetarcie ściany szmatką nie pomoże. Trzeba użyć farby. Reansumując. Dochodzę do wniosku, że dyskusja z nim działa tak jak szmatka na tej wzmiankowanej ścianie – rozciera tylko brud. A ten brud trzeba zebrać i zamalować. Najlepiej w pysk…

  48. opornik said

    Cóż więcej być może intelektualnym grajdołkiem, jak w Twoim przypadku rozumienie nacjonalizmu jako darwinowskiej fanaberii o małpim pochodzeniu, nawet Twój mistrz Marks i jego etniczne podwiązki uznały, że coś jednak jest pewne, coś wychodzi z czegoś a nie coś z niczego, więc nie byłoby Śląska gdyby nie było Polski, a jajko musiało być STWORZONE lub KURA – nieprwdaż?!
    Pierwszy Piast nie miał wątpliwości kim jest , ale Maras już ma! – no i w drogę Marasie ……. Wajda Ci dopowie, gdzie Polska z butelką w szyjce … a gdzie jej wrogowie. No nie każdy nadąży, rozumiem Marasa, ale jego myśli są jak cień …… reszta niech się poda do dymisji, już ją i tak rodacy naznaczyli a przyszłość ją – wyciśnie!!!

  49. Wojwit said

    Wklejam swój wpis, który jest odpowiedzią daną „Marasowi” ponad trzy godziny temu na portalu Gajowego Maruchy i do tej pory od wczoraj (od godziny dwudziestej pierwszej z „hakiem”) jest moderowana. Tak jest sprawiedliwie.

    Wojwit powiedział/a
    Twój komentarz czeka na moderację.
    2009-08-03 (poniedziałek) @ 21:11:20
    @Maras
    Jeszcze raz fakty, nawet “debilna głowa” jak byłeś łaskaw napisać (choć prawidłowo utworzony przymiotnik od rzeczownika “debil” brzmi “debilowaty”) powinna zrozumieć, że rządanie autonomii regionu, co musi grozić jego odłączeniem od Macierzy i przejęciem przez Niemcy, nawet jeśli (co jest ewidentnym kłamstwem) tego RAŚ nie chce, żeby spełnić mrzonki 3,74% deklarujących narodowość śląską, jest nie tyle idiotyczne, co bezzasadne i niesprawiedliwe. To każdy Polak (a i każdy
    w miarę rozgarnięty człowiek, uważający się za przedstawiciela innej narodowości, nawet nieistniejącej) powinien rozumieć bez, jak napisałeś “wbijania” do głowy . Natura nie znosi próżni, polityka miedzynarodowa
    (a w kwestii ogromnego bogactwa do “zagospodarowania” czyli przejęcia) tym bardziej. Polakom chcesz mydlić oczy?
    Po roku takiej “autonomii” będzie tu szwabska administracja, a nawet jeżeli będzie to kamuflowane na tyle, że nie będą na urzędach łopotać niemieckie flagi, to wszelkie profity z bogactw tego regionu i pracy ludzi(w ogromnej większości – 96% Polaków tu żyjących) przejmie Berlin. To takie trudne do pojęcia? Polacy staną się ludźmi trzeciej kategorii. I nie wypisuj głupot, że na pewno tak się nie stanie. Istnieje coś takiego jak stosunkowo mało zmienny w czasie charakter narodowy i duch narodu. Niemcy swój pokazali najdobitniej sześćdziesiąt pięć lat temu
    w Warszawie, a wcześniej był Bismarck, “hakata” i rugi Pruskie, Fryderyk II i “Jekatierina Wielikaja”, czyli Zofia Anhalt-Zerbst zresztą, jak śpiewał Kaczmarski, “niewyżyta Niemra”, a jeszcze wcześniej dbająca tylko o Drezno dynastia saska, krzywoprzysiężny hołdownik Zygmunta Starego (a więc i Polski) – Albrecht Hohenzolern aż wreszcie krzyżacy, sprawiający rzeź polskiemu Gdańskowi, a przedtem jeden z najdawniejszych polakożerców – margrabia Hodon. Czyli charakter narodowy
    i duch “Drang nach Osten” jest jak widać niezmienny przez tysiąc lat. Czy teraz może będzie inaczej? Zaślepionym wyjaśniam – jest to pytanie retoryczne.

  50. opornik said

    a co do Bismarcka – za co go odznaczył Papież Leon XIII w 1883 roku – czy ktoś zna ten fakt? – może to cos ma wspólnego z Gietrzwałdem? – bo jakoś te wydarznia bardzo na żołądku żelaznemu ministrowi się rzuciła, aż po … NAWRÓCENIE, czy może sie mylę?
    Historia Natrodu Polskiego to ser szwajcarski, a dzióry w nim POTĘŻNE, do książek i do lektury, bo nas zjedzą zanim zrozumiemy kim jesteśmy!

    A jesteśmy Królestwem MAtki Bożej, to Ona Sama nas uznała za swoje królestwo, od AD 1608 wg. wizji ks.Juliana Mancinellego, na co niejaki COmenius odpowiedział przymierzem z królem szweckim które miało na celu UNICESTWIĆ Naród Polski raz na zawsze!!!
    Źródła szukać u Henryka Pająka; Epifaniusa: „Ukryta strona dziejów” wyd.ANTYK; oraz pod hasłami Mancinelli; Królowa Polski; Św. Stanisław Kostka; ks.Piotr Skarga; ks.Papczyński; i wszystkie dokumenty papieskie uznające RP Polskę za Królestwo Matki Bożej!!!
    Reszta sama będzie Wam ujawniona, bo kto szuka znajduje, a kto puka będzie mu otworzone!
    Zostaliśmy skazani na śmierś już ponad 300 lat temu … i co? – żyjemy , więc uczmy się naszej historii i jej brońmy aż po grób, bo nic innego nie jest warte śmierci jak tylko – PRAWDA !

  51. Analityk said

    @Wojwit

    Bardzo dobrze, ze Pan to przypomnial takiemu Marasowi i jemu podobnym. Jednakze obawiam sie, ze sa oni na tyle zmanipulowani, ze ta wiedza przerasta ich i zadnych wnioskow z tych historycznych faktow nie wyciagna a co najwyzej je odrzuca jako nieprawdziwe. Dlatego, ze maja zakodowane, ze tacy jak my to oszolomy i ciemnogrod, ktory chce zburzyc ukladanke jaka maja w swoich glowach ulozona przez serwowana im wiedze z takich mediow jak zydowska Michnikowa GW czy niemieckie Fakty. Im sie z tym dobrze zyje co “wiedza” zwlaszcza, gdy sa dobrze oplacani przez roznych mojzejszych i majacych umilowanie do “ordnung müssen sein” – ich guru.

  52. Familok303 said

    Po co w historii różne narody wprowadzały autonomię? Po to, żeby odróżnić się od reszty kraju. By powiedzieć, że tu nie jest kraj X, w którym robili ałtonomię. Ałtonomię robili bo akurat tylko na to było ich w danym momencie stać ale nie po to by tak było na zawsze. Nie. Przy pierwszej nadarzającej się okazji chcieli uzyskać secesję. Powiedzcie mi szczerze ilu z was ślązakowców chce tylko ałtonomii? Kto mi zagwarantuje, że skończy się tylko na ałtonomii? Czy wam ślązakowcom wydaje się, że my Polacy jesteśmy aż tak głupi, żeby na to pozwalać? Ałtonomia to depolonizacja Śląska. To przyczynek do regionalnego egoizmu i zapominaniu o Polsce. To co ślązakowcy podają jako definicję autonomii mamy już dzisiaj nie widzę więc sensu wprowadzania tej formy administracji. Mamy w Polsce samorząd. Polska jest krajem unitarnym zdecentralizowanym. Można nawet dyskutować nad formą samorządu ale wprowadzanie ałtonomii to pójście za daleko w niebezpieczną stronę. Rozbicie dzielnicowe bis? Po to się łączyliśmy? Po to powstańcy umierali za powrót do Polski by teraz wyrzucać ich starania do kosza?

    Nie macie żadnych związków ze Śląskim Ruchem Separatystycznym?

    Autonomia może prowadzić do stworzenia nowego narodu. Może, bo odseparowywuje region śląsko-dąbrowski od reszty Polski. Może bo oddziela ten region od innych regionów Polski. Stwarza wrażenie, iż „tu jest inna Polska”. Od tego bardzo blisko do „tu nie jest Polska”. Ponadto taka autonomia stwarza wrażenie, iż to nie Polacy są tu najważniejszymi obywatelami. Ponadto przywrócenie autonomii zabranej przez Hitlera było bez sensu bo nie istniało już województwo śląskie w takiej formie terytorialnej jak przed wojną. Śląsk zrósł się z Polską i nie ma potrzeby obecnie podkreślać tej inności. Zresztą wielu Ślązaków nie chciało i nie chce żadnej autonomii bo widzą w tym zagrożenie dla Polski. Nie mówię tu tylko o Ruchu Obywatelskim Polski Śląsk ale o wielu zwykłych Ślązakach, którzy nawet o tym stowarzyszeniu nie słyszeli.

    Jeszcze raz powtórzę, że śląskość jest częścią polskości. Ślązak to Polak. Wiele osób mi to potwierdza oburzając się mocno na te czasem prezentowane wśród mieszkańców Śląska patrzenie na śląskość w oderwaniu od polskości. Przeszkadza mi postawa ślązakowca, nie Ślązaka. Nigdy nie pozwolę by śląskość była wiązana z antypolskością, tak jak chcecie to przedstawiać. Nie wiem też czemu młody Polak ma nie czuć się Polakiem tylko dlatego, że kiedyś na tym terenie gdzie mieszka żyło paru Niemców czy Czechów (obok wielu Polaków). Co to zmienia? Ok, taka była przeszłość a raczej jej część ale ja jestem Polakiem i mam prawo nim być.

    Koncepcja Europy regionów to utopia. Nie po to jednoczyły się Niemcy, Włochy czy Polska, żeby wracać do dawnego partykularyzmu. To jest wspólnota narodów, a nie regionów. Kto się podzieli – ten tylko się osłabi, za statystę będzie robić. To się nie kłóci z decentralizacją – ale na pewno polska specyfika nie jest specyfiką niemiecką – nie mamy federacyjnych tradycji, ani takich potrzeb. Jakieś szczególne podejście dla Górnego Śląska w ramach struktury administracyjnej Polski dziś jest już mało uzasadnione.

  53. Lubomir said

    Re: Maras. Oj Marasku, Marasku. Z ducha twojej wypowiedzi to nie pasuje to płynące z najdalszych głębin serca, najszczersze : ‚Szczyńść Boże!’. Raczej po tym co mówisz, to tylko dodać: ‚Glueck auf!’ albo ‚Gott mit uns!’. Taki antypolski lament przystoi wyłącznie pełzającemu neonaziście Dietmarowi Brehmerowi lub Norbertowi Graschowi. To ślązakowcy a la Rudi Pavelka. Tacy niegdyś tworzyli V Kolumnę i Wehrwolf, by denuncjować swoich braci Niemcom. Morderstwa Polaków i polskich Ślązaków też mieli na swoim koncie.

  54. mazovsko said

    Ja się zbytnio o Śląsk czy Kaszuby nie boję, najbardziej o PÓŁNOCNY WSCHÓD POLSKI się boję, że będą chcieli się od Rzeczypospolitej odłączyć! Na mapach z dawnych czasów widać, że na Mazurach nie było plemion polskich, tylko bałtyjskie, niesłowiańskie. I co niektórzy obywatele RP (przypuszczalnie?) chcą własnego państwa, które mogłoby się zaczynać na wschód od dolnej Wisły. Polacy zróbcie coś z tym (bez grzechów, przemocy, obelg). Polak to nie tylko genetyczny Lechita. Ktoś chciałby chyba ROZBIORU POLSKI! Odłączenia części ziem RP i utworzenia niepodległego państwa pruskiego (bałtyjskiego). Jeżeli Prusowie mieliby własne państwo, to czemu nie Pomorzanie, Ślązacy, Mazowszanie? Wstyd by mi było żyć w Polsce, która okazała się takimi pośladnikami. Prusy południowe są Polskie, Prusowie niech to zrozumieją i poczują się przede wszystkim Polakami, tak jak polscy patrioci wśród Kaszubów czy Ślązaków.

  55. Lubomir said

    Umizgi Volksdeutschów przed Polakami na niewiele przydadzą się, gdy Polacy zdecydują, że sami chcą budować Wielką Polskę. Stary tetryk Kutz, jako Niemiec najnowszego typu, nie zaistnieje w Brukseli bez polskich głosów. Osiemdziesięciopięcioletni Kutz niczym kaszalot pluje na tego, który zrujnował Śląsk, jako przemysłowe serce Polski, na Buzka, ale przecież do niedawna sam też pluł na wszystko co polskie i śląskie. Może tylko nie miał tyle możliwości sabotowania polskiego przemysłu co Herr Buseck, jak to mówią niemieccy towarzysze z Brukseli o ‚charyzmatycznym uczonym’. Polska wciąż ma tysiące genialnych i oddanych obywateli i wcale antypolskie miernoty nie muszą nas reprezentować.

  56. mazovsko said

    O Prusach znalazłem coś takiego (zdaje się krytykować Germanów i pochwalać Lechitów);

    Na dzisiejszych mapach nie znajdziecie takich państw jak Pomezania, tudzież sąsiadujące z nią:
    Pogezania, Natangia, Sambia, czy Galindia i Barcia.

    Nazwy tych krain zginęły wraz z ich mieszkańcami wskutek krzewienia słowa bożego za pomocą ognia i stali.
    Działo się to w XIII wieku: chrześcijańscy rycerze z miłością bliźniego w sercach masowo mordowali tzw. pogan, gwałcili ich kobiety, a dzieci żywcem wrzucali w ogień palonych domostw.
    Zaiste, Bóg jest nieskończenie cierpliwy…

    Rzecz cała miała miejsce w XIII wieku.
    Ówczesny papież za tę zbrodnię ludobójstwa nagradzał masowych morderców wizją odpuszczenia grzechów i otwarciem bram raju. Eksterminacja była tak skuteczna, że niektórzy historycy porównują pradawne Prusy do mitycznej Atlantydy – tak doskonale zniszczono wszelkie ślady po „ niewiernych”.

    Nic dziwnego: doświadczenie czyni mistrza.
    Warto wiedzieć, że Polska wybrała inną drogę nawracania „ pogan”: już w roku 1220 Leszek Biały chcąc uniknąć niewygód związanych z kolejną wyprawą krzyżową do Ziemi Świętej( szóstą i – jak poprzednie – zakończoną klęską) zaproponował papieżowi,
    że wzniesie w Prusach gród, w którym sprzedawał będzie sól i żelazo, aby „ tak pogan do ręki przyłożyć i obłaskawić”.
    Jednak Watykan musiał zdrenować rozgoryczenie rycerstwa po swym kolejnym niepowodzeniu i wezwał – jak to pisze kronikarz Gall
    do „ mieczem mordowania i wyniszczenia tego rodu żmij”.
    W 1228 r. zjawia się pierwszy hufiec krzyżacki, a po dwóch latach przyjeżdża mistrz Herman von Balke chowający pod płaszczem z czarnym krzyżem sfałszowany dokument kruszwicki, na podstawie którego przez wieki całe głoszono tezę, jakoby to Konrad Mazowiecki wezwał krzyżaków na pomoc. Po dalszych trzech latach przerażony ojciec chrzestny pruskich książąt- cysters Chrystian pisał skargi do Rzymu mówiąc o tym, że miast wznosić kościoły krzyżacy zabijają neofitów, za co został przez zakonników wtrącony do więzienia, a jego biskupstwo do cna złupiono.

    Tak też kończy się polski plan pokojowej ekspansji: handlowej Leszka Białego i rolnej cystersów( otrzymujących ziemie w Polsce, aby od Prusów nic nie brać podług nauk słynnego Alkuina głoszącego bezinteresowność apostołów chrześcijaństwa). Co ciekawe, działania te zaczęły przynosić pierwsze rezultaty: pielgrzymki do miejsca śmierci św. Wojciecha szły niepokojone przez terytoria „ bestii” pruskich przez nich zresztą oprowadzane, język polski był tam na tyle znany, że misjonarze nie mieli problemów językowych, a sam Brückner pisał: „ nazwy narzędzi, kruszców, roślin, gospodarskie- od polonizmów zza Wisły i Drwęcy w słownictwie pruskim się roją”. W traktacie dzierzgońskim Prusowie oświadczyli, że ich wolą jest przyjęcie znanego im prawa polskiego miast obcego- niemieckiego. Później już, bo w XIV w. zapisujący się na uniwersytet w Królewcu Prusowie określali się jako należący do nacji polskiej, a nie niemieckiej.

    W roku 1234 książę Resii stoczył ostatnią, przegraną tylko w wyniku zdrady bitwę w Świętym Gaju nad rzeką Dzierzgonią. Pięć lat później w Starym Dzierzgoniu przedstawiciele Pomezanii, Warmii i Natangii podpisali z krzyżakami pokój, który kończył pierwsze powstanie pruskie (1242-48). Traktat regulował stosunki własnościowe na podbitych ziemiach, zobowiązywał ich mieszkańców do odbudowy zniszczonych w czasie powstania kościołów, przyjęcia chrztu, porzucenia„ pogańskich” obrzędów i zachowania wierności zwycięzcom. Ci ostatni zerwali traktat jeszcze w tym samym roku atakując Warmię i Natangię.

    Jedyną nazwą, która dotrwała do naszych czasów jest Warmia. Obecnie czas płynie tu powoli i nic nie świadczy o okrucieństwach średniowiecza.

    Pierwszym punktem na mej trasie było dawne serce Pomezanii o nazwie Resia, czyli dzisiejsze Prabuty…..cd w linku.

    http://www.konrad-mw.home.pl/pomezania.html

    Polska to nie tylko haplogrupa r1a, zresztą niemal równo podzielona na L280 i M458. Mazowszanie czy kaszubi mają takie samo prawo do języka, etniczności co mieszkańcy okolic Węgorzewa (ci pierwsi to zostali raczej spolaszeni, popełniali błędy, ale pod względem dbałości o bogactwo regionalne Polski to Ślązacy Mazowian na głowę biją). Nieco i wstyd być Mazowszaninem. Nie może być tak, że Pomorzanie czy Prusowie mogą mieć regionalne „godki”, a przodkowie Mazowszan czy Wiślan już nie. Polska to nie rasa, geny! Niemiec urodzony w Opolu wydaje mis się naprawdę Polski, ziemie obecnej Polski (łącznie z NW) uważam za równie Polskie co Gniezno, Warszawę czy Zakopane.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: