Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Komu przeszkadza Kościuszko?

Posted by redakcjawp w dniu 2009-07-29

Góra Kościuszki, najwyższy szczyt Australii wznoszący się 2228 m n.p.m., może zmienić nazwę, którą ponad półtora wieku temu nadał jej odkrywca, polski podróżnik Paweł Edmund Strzelecki. Niektórym nie podoba się jej polskie, a właściwie europejskie pochodzenie. Nowa nazwa miałaby mieć charakter czysto aborygeński.

Zachowania nazwy „Góra Kościuszki” broni australijska Polonia. Ma w tych działaniach poparcie senatorów z Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą.

Na pomysł zmiany nazwy góry wpadł przed ośmioma laty George Martin, burmistrz miasteczka Tumbarumba. Burmistrz oraz dyrekcja Parku Narodowego Kościuszki postanowili wprowadzić podwójne nazewnictwo – szczytu i samego parku. Byłoby to pierwszym krokiem do całkowitego wycofania tradycyjnej, polskiej nazwy. Pomysł burmistrza zaakceptowały władze stanu Nowa Południowa Walia. W Tumbarumbie powołano specjalny zespół urzędników, który opracował nowy plan zagospodarowania terenu i podjął decyzję o przemianowaniu nazwy góry.

Przeciwko zmianie protestuje australijska Polonia. – Głosy na temat zmiany nazwy góry pojawiły się już w latach 70., nigdy jednak zagrożenie nie było tak poważne jak teraz. Postanowiliśmy więc przeciwdziałać. Ruch Obrony Góry Kościuszki jest spontaniczny. Nie przyświecają nam żadne cele polityczne. Działamy po prostu na rzecz zachowania pamięci o Strzeleckim i prawowitej nazwy. Oczekujemy poparcia polskiego Senatu – mówił Paweł Gospodarczyk z organizacji polonijnej Spuścizna Strzeleckiego na wczorajszym posiedzeniu senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą. Jego zdaniem, zmiana nazwy Góry Kościuszki ma wymiar społeczny i historyczny. – Nie trzeba chyba przekonywać, że ma to ogromne znaczenie dla promocji Polski i wzbudzania zainteresowania naszym krajem. Nazwę tę nadał zasłużony dla Australii polski podróżnik i naukowiec Edmund Strzelecki. Był on nie tylko naukowcem, ale i humanistą, który wyprzedzał swój czas, upominając się o prawa aborygenów. Najwyższemu szczytowi Australii nadał nazwę Kościuszko, nie tylko na cześć bohatera dwóch narodów, ale również człowieka wielkiego serca, który wspierał ideę zniesienia niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych – poparł stanowisko Polonii senator Władysław Dajczyk (PiS). – Nazwa to dusza miejsca. Świadczy o kulturze, ciągłości historii, tożsamości danego narodu. To piękna idea, żeby każde państwo samo decydowało o swych nazwach, choć nie zawsze jej realizacja jest łatwa z powodu burzliwych dziejów i zmian granic – twierdzi Dajczyk.

Według obowiązujących w światowej nauce obyczajów wynalazca czy podróżnik ma prawo do nazwania odkrytego przez siebie obiektu. Niezależnie od tego, czy jest to mucha, wzór chemiczny czy góra. Najwyższą górę Australii Strzelecki odkrył w 1840 roku. Później nadał jej imię Kościuszki. Odbywał wówczas podróż dookoła świata, która zajęła mu dziewięć lat. W Australii spędził cztery, odkrył wiele szczytów, dolin, rzek i drogocennych złóż surowców naturalnych. Nazwa Góra Kościuszki została zatwierdzona przez australijską służbę triangulacyjną i przez ponad półtora wieku nikomu nie przeszkadzała. Na stałe weszła do światowego słownika geograficznego i – m.in. obok Mount Everestu czy Kilimandżaro – jest częścią Korony Ziemi, czyli grupy najwyższych szczytów (po jednym z każdego kontynentu), której zdobycie jest jednym z celów wielu alpinistów.

Anna Ambroziak, Nasz Dziennik 29.07.2009

Komentarzy 14 to “Komu przeszkadza Kościuszko?”

  1. Vol said

    Z calym szacunkiem dla p. Strzeleckiego i Kosciuszki, ale czy ten pierwszy spytal miejscowych czy ten szczyt przez przypadek nie jest juz nazwany? W koncu biali „odkrywcy” nie byli pierwszymi ludzmi na tym kontynencie. Moze po epoce kolonializmu nalezaloby bardziej szanowac lokalne spolecznosci.

  2. Bua said

    Vol odkrywca „ameryk” może odpowie na poniższe pytania:
    który z miejscowych wdrapał się pierwszy na ten szczyt
    i go nazwał
    oraz na jakich to mapach zaznaczył tę nazwę?

  3. Vol said

    Bylbym zapomnial Mt. Everst to po nepalsku Sagarmatha lub po tybetansku Chomolungma, a Kilimandżaro jest nazwa miejscowa choc pomiedzy 1902 a 1918 nazywal sie Kaiser-Wilhelm-Spitze, bedac najwyzsza gora Rzeszy Niemieckiej; panta rhei. Czy w imie „swiatowych obyczajow” nalezaloby reklamowac wspomniana nazwe z epoki kolonialnej?
    Jak widac punktow widzenia moze byc kilka. Mnie osobiscie Kosciuszko nie przeszkadza, choc najwyzszym szczytem Australii bynajmniej nie jest, tak samo jak nie jest praktycznie zadnym wyzwaniem alpinistycznym, czy taternickim (jak kto woli).

  4. Bua said

    Vol zamiast się popisywać, rozwodząc się o nazewnictwie szczytów położonych bardzo daleko od Australii
    odpowiedz raczej na pytania:

    który z mieszkańców kontynentu, który ktoś (nie pytając miejscowych) samowolnie nazwał Australią
    wdrapał się pierwszy na ten szczyt
    i go nazwał
    oraz na jakich to mapach zaznaczył tę nazwę?

  5. Max said

    @Vol

    Już dzisiaj niektórzy badacze przeszłości wskazują, że:
    Aborygeni gustowali w kanibalizmie,
    nie stanowili ludności autochtonicznej Australii (po przybyciu na kontynent wytępili Papuasów),
    toczyli między sobą zażarte wojny o kobiety,
    absolutnie nie posiadali jakiegokolwiek poczucia „narodowej wspólnoty”.

    Słowem, przybywający do Australii koloniści nie odkrywali raju. Przeciwnie – sami go budowali z talentem i uporem właściwym przedstawicielom cywilizacji białego człowieka.
    Dariusz Ratajczak
    http://starwon.com.au/~korey/Ratajczak/klamstwo__aborygenskie.htm

  6. Elpolaco said

    Buo,
    przeciez szczytem najwyzszym wcale nie byl ten na ktory wdrapal sie Strzelecki!!!
    Pozniej okazalo sie ze jest inny, troche wyzszy i przeniesiono nazwe.
    Z nazwami tez nie tak, jak domorosli obroncy polskosci czyli POLACTWO sobie wyobrazaja.

    Nazwe parku narodowego „wymawia” sie Sterzleki a szczyt Koziaszko.

    Pan Max tez tu jakies cuda wymysla o Papuasach i ich tepieniu.

    Moralnym i cywilizowanym czytelnikom przypomne historie konca plemienia zamieszkujacych Tasmanie aborygenow

    Cywilizowani osadnicy plus choroby zakaznie wytepily 30 tysiecy zyjacych na Tasmanii Aborygenow mniej wiecej w ciagu 76 lat. Ostatni „pelnej krwi” Tasmanczyk, Wiliam Lanne umrl w 1869. Cywilizowani lekarze z Royal College of Surgeons w Anglii d chcieli „zachowac” dla nauki zwloki. Albo przynajmniej czaszke. Wiec nijaki pan doktor William Crowther wlamal sie do kostnicy i podmienil czaszke na inna, ale bialego czlowieka.
    Kiedy sprawa sie wydala, konkurencja z Royal Society in Tasmania na zlosc naprzod obciela glowe i rece
    glowe i rece i wyrzucili je.
    Z ostania kobieta uwazana za pelnej krwi Tasmanke Truganini historia byla rownie makabryczna. Z pompa ogloszono ze problem z Aboryginami sie skonczyl a rzad urzadzil nawet pgrzeb z podobno pusta trumna…
    Cialo tej kobiety wykopano dwa lata pozniej w 1878 robu, wygotowano a szkielet po zmontowaniu pokazywano w muzemum az do 1947 roku. Do 1976 roku cenny „exponat” schowany byl w piwnicach muzeum…

  7. Max said

    @Elpolaco napisal: ‚Pan Max tez tu jakies cuda wymysla o Papuasach i ich tepieniu.’

    KŁAMSTWO ABORYGEŃSKIE (I NIE TYLKO)

    Z przykrością konstatuję, ze znakomita większość szlachetnych przeciwników politycznej poprawności, czyli cenzury i jej nieodrodnej córy- kłamstwa, koncentruje się na opresyjnych działaniach różnej maści dzierżymordów w Europie oraz Ameryce Północnej. Odnoszę nawet wrażenie, że w Polsce istnieje w tej materii pewna specjalizacja lub nieformalny podział ról. Otóż narodowcy koncentrują się przede wszystkim na naszym kontynencie, natomiast konserwatyści lubią „przyłupić” amerykańskim polit-wariatom. Tymczasem zapominamy o przepięknej krainie kangurów, psów dingo, misiów koala, 10. najjadowitszych wężów świata i pozbawionych wszelkich uczuć krokodyli różańcowych… Zapominamy o Australii.

    (…)Niewątpliwie Aborygeni są obecnie australijskimi „świętymi krowami”. Zdecydowana większość miejscowych badaczy przeszłości podkreśla ich szlachetność, pokojowe nastawienie i gehennę, jaką zgotowali tym uprzejmym ludziom występni biali osadnicy. Szczególnie odnosi się to do rdzennych Tasmańczyków, którzy w XIX wieku podobno zostali celowo wytępieni przez kolonistów.

    Zajmijmy się bliżej tą sprawą.

    Już w 1948 r. Clive Turnbull pisał w książce „Black War”, iż „polityka eksterminacyjna nie odnosiła się tylko do nazistowskich Niemiec (ale i do Australii- DR)”. Kilkadziesiąt lat później jego słowa potwierdziła Lyndall Ryan w pozycji „ The Aborigines of Tasmania”. Napisała, ze Tasmańczycy byli ofiarami świadomej polityki ludobójstwa („genocide”). Podobnie uważają Lloyd Robson oraz Rhys Jones i Tom Haydon. Ci ostatni w pracy „The Last Tasmanian” jasno dali do zrozumienia, że podbój Australii był „holokaustem dokonanym przez niemiłosiernych Europejczyków”. Holokaust? No to jesteśmy w domu!

    Wszystko byłoby cacy, ale oto w historycznym światku Australii pojawia się Keith Windschuttle z wydaną rok temu w formie tomu pierwszego książką „The Fabrication of Aboriginal History: Van Diemen’s Land, 1803-1847”, w której mocno podważa główne tezy głoszone przez współczesnych naukowców. Windschuttle, dodajmy, w dużym stopniu oparł swoje sądy na wcześniejszych pracach, w tym książce klasyka tematu i naocznego świadka wydarzeń, Jamesa Erskine Caldera („The Native Tribes of Tasmania”).

    Przede wszystkim zauważył, że w walkach na Tasmanii zginęło więcej białych niż tubylców (187 do 118; w czasie kolonizacji wyspy liczba Aborygenów dochodziła zaledwie do 2 tysięcy).Autor podważył również pogląd, iż tubylcy toczyli świadomą „wojnę narodową” z Europejczykami. Przecież dla tych prymitywnych nomadów pojęcie „narodowego celu” musiało być czystą abstrakcją. Windschuttle twierdzi, że rdzenni Tasmańczycy byli ludem raczej agresywnym. Dokonywali okrutnych rajdów na izolowane farmy, nadziewali na włócznie bezbronne kobiety i dzieci. Pomimo tego znajdowali wielu obrońców, tak w tasmańskim rządzie, jak i wśród kolonistów.

    Jego spostrzeżenia znakomicie korespondują z uwagami Patricii Cobern . Niewiasta ta opublikowała w 1982 r. w „The Bulletin” artykuł „ Who really killed Tasmania’s Aborigines”, w którym postawiła tezę, iż tasmańscy tubylcy wymierali już przed przybyciem Europejczyków na wyspę. Gdyby zatem koloniści pojawili się u brzegów Tasmanii nieco później, najpewniej nie odkryliby żadnych siedzib ludzkich.

    Cobern podaje kilka przyczyn samoistnej degrengolady tasmańskich Aborygenów.

    Były to: obżarstwo (pochłanianie nadmiernej ilości zjełczałych produktów); brak higieny (obejmował on również prymitywne, rzecz jasna bez użycia wysterylizowanych narzędzi, przecinanie pępowiny podczas aktów narodzin); plemienna prostytucja skutkująca chorobami wenerycznymi; infekcje będące następstwem zadawania sobie rytualnych cięć i ran; słabe zabezpieczenie przed względnie surowym klimatem Tasmanii (nie jest dziełem przypadku, że miejscowi Aborygeni masowo kradli koce przybyszom z Europy).

    Autorka konkluduje:

    „ cichy morderca tasmańskich plemion nie miał białej twarzy, były nim rasowe praktyki oraz obyczaje”.

    Nie był to zresztą morderca konsekwentny.

    Do dnia dzisiejszego na Tasmanii żyje kilkuset europejsko-tubylczych mieszańców domagających się (w ramach aborygeńskiej odmiany przemysłu holokaustu?) terenów wyłącznie dla siebie. Jak widać, spryciarzy nigdzie nie brakuje.

    Windschuttle zapowiada kolejne tomy swojej książki. Obiecuje mocno wstrząsnąć politycznie poprawnymi podstawami australijsko-aborygeńskiej historii. A będzie czym potrząsnąć.
    Dariusz Ratajczak
    PS.w moim wpisie oparlem sie na http://starwon.com.au/~korey/Ratajczak/klamstwo__aborygenskie.htm

  8. sloneczko said

    Ja mam propozycje, dzieki ktorej mozna by unkinac wszystkich sporow.
    Niech odbiora nazwe Gora Kosciuszki gorze Kosciuszki i nadadza te nazwe najwiekszemu dolowi w Australii, dzieki czemu bedzie Dol Kosciuszki. Wtedy i wilk bedzie syty i owca zjedzona.

    A w ogole to czemu sie dziwic? Polskosc juz od dawna skazano na nigdy nie istnienie i to jest jeden z kolejnych krokow do konsekwentnej realizacji tego planu. Zmieniajmy nazwiska.

  9. Bua said

    Elpolaco
    pouczasz mnie przytaczając dziwne argumenty.
    Co ma do rzeczy wymowa nazw geograficznych? Wymawiamy Londyn a nie London i to nikogo nie razi.
    Poza tym co za znaczenie ma to który szczyt jest najwyższy?
    Żadnego znaczenia nie ma!
    Najwyższy czas (nie szczyt), byś przestał pisać bzdety.

    A tak przy okazji domorośli obrońcy polskości to wcale nie POLACTWO.
    Radzę, przeczytaj jeszcze raz książkę, to może wówczas wreszcie zrozumiesz o czym pisze autor tego nowosłowia.

  10. Bua said

    Sloneczko
    najlepiej będzie gdy jak najwcześniej schowasz się ze wstydu pod ziemię, a to dlatego, że te twoje propozycje połączone z bezczelnoscią nie są anie dowcipne ani logiczne.
    Zjedź wprost do tego najgłębszego dołu nie tylko w Australii (do piekła).
    Wtedy dopiero wilk będzie syty i owca cała.

  11. Elpolaco said

    Droga, Szanowana Buo…

    Oczywiscie masz racje.
    Nic nie ma znaczenia poza tym, ze Ty masz racje.

    Co prawda nie wiem, ktora ksiazke radzisz mnie przeczytac ale na wszelki wypadek sie zgadzam.
    I potwierdzam, ze kazdy Polak, ktory wypowie sie w jakiejkolwiek sprawie, nawet takiej o jakiej nie ma pojecia ma racje.

    Tylko antypolacy maja czelnosc kwestionowac kunsztowne i zawile skroty myslowe prawdziwego Polaka, ktory np. po przeczytaniu ksiazki pana Szklarskiego „Tomek w krainie kangurow” albo strony internetowej nie znanego autora zalatwiajacego swoje osobiste porachunki polityczne, znajduje argumenty powalajace prymitywnych i niedouczonych naukowcow z australijskich uniwersytetow.

    Z typowa polska subtelnoscia, dajmy wiec do zrozumienia goscinnej dla emigrantow Australii, ze dla nas Polakow prawdziwych ich sprawy sa bliskie i zrobimy wszystko aby pomoc tubylcom wiedziec wszystko poprawnie, czyli z zgodnie z naszym punktem widzenia.

    Z tego wynika, oczywista oczywistosc droga Buo, ze wara wrogim Polsce burmistrzom miasteczek australijskich od nawolywania do zmiany nazwy gory.

    Tej gory,
    nazwanej przez prawdziwego odkrywce, Polaka na czesc innego prawdziwego Polaka z powodu ze przypomniala mu Kopiec Kosciuszki, ktory widzial podobno w Krakowie.

    Nie ma wiec znaczenia gdzie ta gora jest i czy ktokolwiek w Australii odczuwa goraca wdziecznosc (choc powinien) do Tadeusza Kosciuszki czy tez pana Strzeleckiego.

    Bez nich kultura i nauka Australii upadly by, tak samo jak upadla katedra jezyka polskiego na mlbournenskim Monash University, jako ze chetnych do studiowania Polakow emigrantow a i australijczykow nie bylo. (autentyczne hehehe)

    Co to ma wspolnego ze Slaskiem czy tez tematem wpisu?

    Wszystko, odpowiem, bowiem kazda opinia prawdziwego Polaka powinna byc wiazaca i dyskutowana z naboznym podziwem najlepiej przez caly swiat.

  12. Vol said

    @ Max; czy kanibale musza byc z natury rzeczy mniej cywilizowani od nas? Kanibalizm badz ludzkie ofiary znane sa wielu kulturom. Kiedys czytalem, nie wiem czy prawdziwa relacje, jak kacykowi plemienia kanibali relacjonowano europejskie konflikty i liczby ofiar. Ten „dziki” byl bardzo zdziwony po co zabijac tyle ludzi skoro sie ich nie zjada. Tak ze punkt widzenia zalezy od punktu patrzenia. Rowniez polowania na Aborygenow, jak i ich wyparcie z rzyznych rejonow Australii sa faktami. I czy konflikty o kobiety sa nieznane w naszym kregu kulturowym? Choroby weneryczne; temat w wielu uroczych zakatkach do przybycia pokrytych ranami po ospie i zarazonych syfilisem „cywilizowanych” Europejczykow nieznany. Tak samo co znaczy „autochtoniczna ludnosc”?

    Ostatecznie pytanie brzmialo „czy Strzelecki nazwal cos, co juz nazwe mialo”. Niezaleznie od naszych pogladow na Aborygenow byli oni tam przed bialymi „odkrywcami” i mimo braku struktur narodowych zapewne mieli jakies tam nazewnictwo.

  13. Bua said

    Elpol…
    przeczytaj tę książkę:

    http://czytelnia.onet.pl/0,5833,0,1,nowosci.html

  14. Pawelzmel said

    Witam wszystkich dyskutantów!
    Jestem ten, który wrócił po 30 latch dobrowolnego zesłania do Australii – Melbourne i ja udzielałem tego wywiadu.
    Dopiero dzisiaj zauważyłem te komentarze i jestem mile zdziwiony ile macie wiadomosci o Australii.
    Z niektórymi wypowiedziami do końca się niezgadzam, ale podziwiam jeszcze raz za tak głęboką analizę.
    W każdej sprawie jest wiele punktów spojrzenia i napewno sprawa naszej góry nie jest w odosobnieniu.
    Jestem prezesem Spuścizny Strzeleckiego nie tak dawno zawiązanej w Melbourne. W przyszłym roku 15 marca mija 170 rocznica odkrycia i nazwania Mt.Kościuszko.
    żeby się nie rozciągać podam tylko jeden jedyny argument broniący naszego bohatera i mojego imiennika. W tamtych czasach przypływając na drugi koniec świata w całkowite nieznane i niezbadany kontynent z obcym języku to już była odwaga.
    Teraz wyrusza w podróż w nieznane, a niebezpieczeństwa i choroby mogły zakończyć jego życie w każdej chwili. Jednak pomimo tych niebezpieczeństw poszedł odkrył, udokumentował i stworzył mapę terenu – także czy to będzie dla nas Polaków czy dla kogokolwiek – z narażeniem własnego życia zrobił coś dla tego kontynentu i trzeba mu oddać hołd. I w takim wypadku polityka nie ma miejsca, bo teraz siedząc w ciepłym domku będziemy debatować o czasach o których niemożemy tak do końca za wiele powiedzieć – zgadza się?
    Dziękuje bardzo i pozdrawiam z Melbourne
    Mój adres: strzeleckiheritage@iprimus.com.au

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: