Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Stanisław Michalkiewicz: Niegodziwa mamona

Posted by redakcjawp w dniu 2009-08-14

Jak wiadomo, 15 sierpnia, a więc już jutro, na warszawskim lotnisku Bemowo odbędzie się koncert Marii Ludwiki Weroniki Ciccone. Pani Ludwika Ciccone wystąpi tam jako piosenkarka, ale w swojej karierze praktykowała również inne, że tak powiem, dyscypliny… Zaczynała od zdejmowania bielizny i pozowania na golasa do zdjęć, ale później została piosenkarką, tancerką, aktorką, słowem – jak mówi poeta – „damą i pisarką”, a nawet autorytetem moralnym, w każdym razie dla Ala Gore’a, który w imieniu znękanej ludzkości walczy z globalnym ociepleniem. Organizatorem koncertu 51-letniej pani Ludwiki Ciccone jest firma Live Nation Polska z siedzibą przy ul. Wołodyjowskiego 59 (boczna Wałbrzyskiej) w Warszawie, będąca częścią amerykańskiej agencji o tej samej nazwie z siedzibą w Los Angeles. Koncert pani Ludwiki Ciccone wywołał protesty grup katolików, i to nawet nie dlatego, że pani Ciccone, swoim zwyczajem, niekiedy zachowuje się wulgarnie, tylko dlatego, że koncert ma się odbyć w święto Wniebowzięcia Matki Bożej. Rzecz w tym, że pani Ciccone przybrała sobie pseudonim „Madonna” – prawdopodobnie w celu łatwiejszej promocji swoich umiarkowanych umiejętności artystycznych przy pomocy skandali polegających na drażnieniu katolików. Drażnić np. muzułmanów pani Ciccone nigdy by się nie ośmieliła, bo natychmiast ściągnęliby jej bieliznę razem ze skórą. Nie mówiąc już o Żydach – bo wtedy miałaby przechlapane w całym przemyśle rozrywkowym, nawet gdyby zgodziła się występować bez bielizny. Chrześcijanie tymczasem, a zwłaszcza katolicy, stali się ostatnio tak łagodni, że drażnienie ich jest całkowicie bezpieczne, w związku z tym przekształca się w stały element kampanii reklamowych.
Zatem możliwe jest, że protest przeciwko koncertowi pani Ludwiki Ciccone jest autentyczny, ale nie można z góry wykluczyć, że i on został jakoś w promocję tego przedsięwzięcia wkalkulowany. Co oczywiście nie znaczy, że wszyscy spośród 15 tysięcy jego sygnatariuszy o tym wiedzieli. Tymczasem „na tym świecie pełnym złości nigdy nie dość jest przezorności”, więc organizatorzy koncertu zadbali również o kontrdemonstrację w wykonaniu Armii Wyzwolenia Madonny, której dowódcą – jak oznajmia „Gazeta Wyborcza” – jest niejaki pan Wojciech Przedoniak. W przeciwnym razie tubylcze frajerstwo może nie kupiłoby wszystkich biletów po 400 złotych – bo obejrzeć, a nawet posłuchać, śpiewającą wulgarną starszą panią to można u nas znacznie taniej.
Dlatego – jak słychać – koncert pani Ludwiki Ciccone jest sponsorowany przez firmę produkującą carlsberg – oficjalne piwo agencji Live Nation. Najwyraźniej producent nawarzył tego piwa, podobnie jak piwa kasztelan – bo jedno i drugie warzy ta sama centrala kapitałowa – w nadziei, że tubylcza gawiedź dzięki temu będzie je chłeptać chętniej bez względu na cenę i akcyzę. Nie jest wykluczone, że się nie zawiedzie, bo jak dotąd nikomu chyba nie przyszło do głowy, by skandalistów i ich sponsorów uczyć rozumu przy pomocy mechanizmów rynkowych. Wprawdzie te wszystkie koncerny są potężne, ale warto pamiętać, że potęga ta bierze się z milionów groszowych zakupów. Gdyby ludzie dysponujący tymi groszami zaczęli kierować je nie byle jak, jak dotychczas – ale na przykład starannie omijać produkty sprzedaży sponsorów koncertu pani Ludwiki Ciccone, to moglibyśmy się przekonać, czy przypadkiem zarówno oni, jak i sama refrenistka nie zaczęliby wkrótce śpiewać z innego klucza. A przecież chrześcijan jest na świecie więcej niż miliard, więc gdyby tak nagle przestali pić piwo carlsberg, to koncern mógłby pójść na dno niczym Titanic, bo muzułmanie piwa przecież nie piją, a 11 milionów Żydów (bo – jak się okazuje – tylko tylu jest na świecie) wszystkiego przecież nie wypije. Na koniec warto przypomnieć, że działanie przy pomocy metod rynkowych jest zalecane w ewangelicznej przypowieści o obrotnym rządcy, co to powiedział sobie: „kopać nie mogę, żebrać się wstydzę” – i zaczął „czynić sobie przyjaciół niegodziwą mamoną”. Z panią Marią Ludwiką Weroniką Ciccone przyjaźnić się chyba nie musimy; mała szkoda – krótki żal, zwłaszcza że tylko patrzeć, jak skończy ona 60 lat, a wtedy „nie pomoże puder, róż”. Mnie w każdym razie serce od tego nie pęknie, natomiast gdyby tak pod wpływem oddziaływania metodami rynkowymi Carlsberg się nawrócił, porzucając sprośne błędy? Aaaa, to co innego! Więc – pourquoi pas?

Stanisław Michalkiewicz
http://www.michalkiewicz.pl

Reklamy

Komentarzy 16 to “Stanisław Michalkiewicz: Niegodziwa mamona”

  1. Bolek said

    No cóż, 45 lat „komunizacji”
    i kolejne 20 lat judeizacji, czyli
    wychowywania Polaków na „światowców”
    i „europejczyków” zrobiło swoje.
    Dziś na sygnał z polskojęzycznych
    merdiów wytresowane watahy gawiedzi
    pobiegną obejrzeć podstarzałą
    prukwę, co da im poczucie wyższości
    i przynależności do jasnogrodzkiej
    elity, co najmniej równej tej
    z „Owsikowej biesiady błotnej”.
    Hmm. Jaka elita, takie „autorytety”
    i „Madonny”.
    A „Ciemnogrodzianie” jak co roku
    podążą na swoją Jasną Górę i choćby
    tysiące Michników starało się ją im to „obżydzić”, to i tak nic nie
    wskórają.
    „No bo tradycją nazwać niczego nie możesz. I nie możesz uchwałą
    specjalną zarządzić ani jej ustanowić. Kto inaczej sądzi, świeci
    jak zgasła świeczka na słonecznym dworze. Tradycja to dąb, który
    tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt
    kiełka małego z dębem nie
    przymierza. Tradycja naszych dziejów
    jest warownym murem, to jest właśnie
    kolęda, świąteczna wieczerza.
    To jest ludu śpiewanie, to jest
    ojców mowa, to jest nasza historia,
    której się nie zmieni. A to co
    dookoła powstaje, od nowa, to jest
    nasza codzienność, w której my
    żyjemy”. –
    – cytat węglarza Tłoczyńskiego
    z filmu Stanisława Barei „Miś”.

  2. anex said

    Madonna została uznana za jedną z najbardziej wpływowych Żydówek.

    Publiczne wyznania dotyczące fascynacji kabałą-religią żydowską doprowadziły do tego, iż artystka znalazła się na 51, pozycji listy najbardziej wpływowych Żydów w Stanów Zjednoczonych. Ranking przygotował magazyn „The Forward”, a Madonna trafiła do niego mimo protestów swojej rzeczniczki. Liz Rosenberg-żydówki ,bezskutecznie przekonywała szefów żydowskiego pisma, iż jej pracodawczyni nie jest Żydówką.

    Decyzję zaliczenia wokalistki i aktorki do grona Żydów postanowił wytłumaczyć wydawca „Jewish Weekly”, J.J. Goldberg. – Madonna poprzez swoją fascynację kabałą praktykuje judaizm – stwierdził Goldberg. – I wiele wskazuje, że w tej chwili jest najbardziej znaną na świecie osobą związaną żydowską religią.

    Przypomnijmy, że podczas ostatniej trasy koncertowej Madonna nie chciała koncertować w piątki twierdząc, iż jest to wbrew jej religii.Madonna jest bardzo wierzącą -judaizm i religijną żydówką,kilka razy w tygodniu uczestniczy w modłach w synagodze.Odwiedza synagogi w czasie swych podróży koncertowych,jest wtedy ostentacyjnie witana przez miejscowych żydów,rabinów i gminy żydowskie.

  3. onecik mały said

    Madonna, czyli scenariusz konfliktu

    Kiedy zapytano mnie dwa miesiące temu, co sądzę o koncercie Madonny właśnie 15 sierpnia w Warszawie, obawiałem się, że wszystko potoczy się według dawno sprawdzonego schematu.

    Scenariusz takich konfliktów jest do bólu przewidywalny

    Co o nas powiedzą?

    Najpierw dowiadujemy się, że królowa popu (w przypadku Madonny) lub wybitny twórca (w przypadku Catellany) albo odważna, młoda, utalentowana (Dorota Nieznalska) zaszczyci nas swą twórczością. Pojawiają się reklamy, zapowiedzi, głosy zachwyconych krytyków i medialne uwielbienie. Następnie tu i ówdzie, najczęściej w katolickich mediach, ze strony konserwatywnych publicystów, dają się słyszeć głosy sceptycyzmu i niepokoju. Wtedy następuje drugi akt: reklama wzmocniona informacją, że wokół wielkiego wydarzenia artystycznego pojawiają się nieuzasadnione kontrowersje.

    W Tok Fm, w „Gazecie”, w „Newsweeku”, „Dzienniku” natychmiast roi się od komentarzy. Ale o tym, czy sprawa rozwinie się w ten najbardziej spektakularny sposób, rozstrzyga jednak udział polityków. Bo interwencja posła Witolda Tomczaka w obronie czci Jana Pawła II, demolującego ekspozycję w Zachęcie, czy teraz aktywność radnego Mariana Brudzińskiego jest warunkiem koniecznym, by konflikt rozkręcił się w tym najbardziej oczekiwanym kierunku. Dopiero teraz rechoczący szklarze kontaktowi czy tokujący w radiu obrońcy wolności mogą bić na alarm! To dla nich wymarzony moment, by nareszcie uruchomić znaną argumentację o zagrożeniu wolności, o polskim fanatyzmie i fundamentalizmie, o nieprzystawaniu do Europy i o tym co najstraszniejsze – a mianowicie „CO O NAS POWIEDZĄ NA ZACHODZIE”!!!

    Nic też tak nie podnieca dyżurnych stróżów postępu i demokracji, jak zlokalizowanie wroga na pozycjach LPR i Radio Maryja. Nie ma też dla broniących nas przed „obciachem” groźniejszej, ogólnopaństwowej klęski niż krytyka zagranicznych mediów. A doniesienia o konflikcie wokół koncertu Madonny mają swoją szczególną nośność, dotyczą bowiem rozpoznawalnego na całym świecie produktu kultury masowej, trafiają więc na portale młodzieżowe, plotkarskie, tabloidowe.

    Rzetelna informacja?

    Nie ma co liczyć, że ktoś uczciwie napisze o co toczy się spór. Że nie chodzi o odwołanie koncertu, a zaledwie problem, jakim jest data występu. Najważniejsze jest, że można na okrągło powtarzać frazę o katolickiej cenzurze – o inkwizytorskich zapędach polityków, o mieszaniu się Kościoła w życie publiczne w Polsce. Prowokacja, jako mechanizm rozgłosu, to znana sprawa. Rzetelną analizę o marketingowej roli skandalu zamieścił Wojtek Wybranowski w „Rzeczpospolitej”.

    Uznając argumentację o świadomym graniu na skandal – chce zwrócić uwagę na inny aspekt. Wokół sponsora koncertu – portalu handlowego – swoistej elektronicznej giełdy wytworzyła się cała społeczność – stałych dostawców, handlowców wyspecjalizowanych branż, poszukiwaczy najprzeróżniejszych towarów i usług. Wiadomo, że to właśnie młodzi ludzie spędzają w sieci najwięcej godzin. Łatwość poruszania się w wirtualnym świecie, internetowe zakupy, obecność na portalach społecznościowych, blogi, własne profile na modnych stronach WWW nie zawsze idą w parze z tym, o co upominają się dziś przeciwnicy koncertu Madonny. Retoryka w stylu „obrona wiary, narodowej tradycji” tych ludzi chyba nie poruszy. Mam wrażenie, że obok siebie funkcjonują już dwa światy.

    Inne plemiona

    Słyszałem ostatnio w Polskim Radiu wypowiedź młodego ekologa, który z zapałem namawiał do rewelacyjnego pomysłu. Nowa, odkrywcza – oryginalna idea polega na tym, żeby powstrzymać się od jedzenia mięsa choć jeden dzień w tygodniu. Chodzi nie tylko o to, by w rzeźniach nie zabijano tak wielu zwierząt. Ograniczenie spożycia produktów zwierzęcych wpłynie na zmniejszenie przemysłowej hodowli, a zwierzęta, jak wiadomo, wytwarzają strasznie dużo CO2 i potęgują globalne ocieplenie. Zdumiała mnie nie tylko ta wypowiedź, ale też brak jakiejkolwiek reakcji dziennikarza. Uświadomiłem sobie, że aktywista-ekolog jak i dziennikarz mieszkając w chrześcijańskim kraju tak naprawdę niewiele wiedzą o kulturze, w której się urodzili. Wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych przez jeden dzień w tygodniu jako novum – przyznacie, że oryginalne!

    Jak więc data 15 sierpnia może być dla tych ludzi czymś szczególnym? Pewnie nie są w stanie zrozumieć o co chodzi obrońcom wiary i narodowej tradycji.

    „Modlitwą w Madonnę”; „Z koronką przeciw Madonnie” – to niektóre tytuły artykułów opisujących protest księdza Małkowskiego i działaczy Akcji Katolickiej. Wątpię, czy autorzy takiego newsa odmawiali kiedykolwiek Różaniec lub Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Czy mieli szansę usłyszeć o cudownej mocy modlitwy – jej działaniu w życiu wierzących? Mam wrażenie, że w granicach tego samego kraju żyją inne plemiona. Razem, obok siebie, choć coraz bardziej obcy. Młodzi wyznawcy internetowej świątyni handlu mają inną Madonnę. Plemię odkrywające ze zdumieniem, że można raz w tygodniu nie jeść mięsa, tubylcy kpiący z modlitwy nie przylecieli z kosmosu. Zostali wychowani w rodzinach, w szkołach. Coś tam oglądają w telewizji, pewnie coś czytają. Do tego plemienia należą pewnie przedstawiciele sponsora imprezy, którzy zaakceptowali, a może, jak twierdzi Wybranowski w „Rzeczpospolitej”, wybrali taką datę koncertu.

    Czasy i ludzie

    W więc czy ludzie z wrażliwością księdza Małkowskiego skazani są już tylko na śmieszność i drwinę? Czy rację ma Joanna Najfeld, która w dyskusji z feministkami na temat nietolerancji i dyskryminacji powiedziała, iż będąc kobietą, mając żydowsko brzmiące nazwisko i będąc katoliczką doświadczyła dyskryminacji… ale tylko jako katoliczka.

    Daleki jestem od determinizmu marksistów i nie powtórzę za nimi – no trudno, takie czasy. Zmiana – czyli dominacja tego obcego plemienia, nie jest nieunikniona. To nie czasy zmieniają ludzi, ale ludzie zmieniają bieg historii. Pokazał to Jan Paweł II i na szczęście nadal w Polsce jest bardzo wielu, których on naprawdę

    Przewodnik Katolicki, Jan Pospieszalski

  4. Ryziel said

    Żydzi polscy umieją ośmieszyć katolickich goji

  5. andrzej o said

    do#4. a jej ataki na katolicyzm tez sa niecelowe. a ze zaczela te ataki od kiedy ‚zostala” zydowka tez sa przypadkowe. nie uwazam ze pan uwaznie uwazal

  6. Marian Barański said

    Czyta hadko. Polecam http://www.polityczni.pl/ kontrowersyjna- madonna/ czyli telewizyjna relacje z konferencji prasowej z licznym udziałem dziennikarzy , zorganizowaną przez Komitet Obronz Wiary i Tradycji Narodowych ‚Pro Polonia’i dopero potem zabieranie głosu. Najbardziej mnie denerwują wynurzenia mędrków, którzy nic nie robią , a zawsze maja „genialne ” pomysły do realizacji , rzecz jasna cudzymi rękoma.Są tez i głosy : dywersantow , rzekomych katolików,którzy radzą nic nie robic, nie sprzeciwiac się antyMadonnie. Niestety, duchowieństwo, włącznie z Radiem Maryja , zachowało w tej sprawie dostojno- oportunistyczne milczenie ,choc ma elementarny obowiązek obrony czci NMP, a przypominam: , 10-15 proc. młodzieży w wielkich miastach uczestniczy w katechizacji.Czyżby i ono zaczęło byc w rządzącym Polka układzie?To droga do nikąd, do samolikwidacji Kościoła.

  7. Bibuła said

    Znana piosenkarka muzyki pop występująca pod pseudonimem Madonna, od kilku lat związana jest z żydowską sektą kabalistyczną, studiuje Talmud i przybrała żydowskie imię Estera (Ester). Od 2005 roku obchodzi cotygodniowe żydowskie święta Szabat, nieustannie nosi na lewej ręce czerwoną bransoletę – tak zwaną nić Racheli – mającą “oddalić moc diabelską”, w rezultacie będącą satanistycznym atrybutem.

    Judaizm pobiblijny (chasydyzm) , czyli nauka Faryzeuszy wzbogacona Talmudem i mistyką kabały, przepełniony jest astrologią, wróżbami, gemetrią, nekromancją, magią, numerologią, demonologią, czyli tymi elementami, które chrześcijaństwo bazując na Objawieniu, logice i Rozumie jednoznacznie umiejscawia w obszarach wpływów szatańskich. Jeśli przez stulecia te marginalne i niebezpieczne wątki były trzymane w odizolowaniu i nie zagrażały szerokiemu ogółowi społeczeństw, tak w czasach dzisiejszych, w których odbywa się jawna judaizacja życia społecznego, są one wpajane w główny nurt życia.

    satan

    W tym celu wykorzystuje się ikony (idole – przyp.red.)pop-kultury przemawiające do młodego pokolenia, propagując zainteresowania eterycznymi religiami wschodnimi, mistyką judaizmu czy wprost satanizmem. Posiadając tak wielki wpływ na życie społeczne poprzez kontrolę nad środkami masowego przekazu czy nawet nad rządami (vide rządy USA), przy osłabionych strukturach Kościoła i niskim morale społeczeństw Zachodu, siły te mogą przystąpić do zrealizowania swojego – być może ostatecznego – celu. A cel jest jeden i ten sam od dwóch tysiącleci: zniszczenie Chrześcijaństwa i wprowadzenie kultu Antychrysta. Odbudowa świątyni jerozolimskiej i “przyspieszenie” nadejścia Mesjasza jest esencją kultu żydowskiego oraz opętanych “urodzonych-ponownie” pro-syjonistycznych protestantów amerykańskich. Śpiewaczka Madonna-Estera jest kolejną ofiarą tego obłędu i zarazem skutecznym narzędziem dechrystianizacji społeczeństw zachodnich.

    Źródło: http://www.bibula.com/?p=12580

  8. z blogów polskich said

    2009-08-16
    Czy możliwe jest „obrazoburstwo postępowe”?

    Polskę odwiedziła piosenkarka Madonna ogłoszona skandalistką, w związku z czym mieliśmy nawrót dyskusji o roli skandalu w sztuce. Ciekawa rzecz z tym artystycznym obrazoburstwem. Ostatecznie ci, których Madonna oburza nie idą na jej koncert, ci, którzy idą nie tylko, że nie są oburzeni, ale jeszcze z oburzonych szydzą, jeśli więc Madonna prowokuje, to – nie swoją publiczność. I można to zrozumieć, ostatecznie mowa o artystce pop. Tyle, że to samo da się powiedzieć o elitarnej ponoć „sztuce krytycznej”. Bo czy widział kto kiedy postępowego recenzenta OBURZONEGO przez „krytycznego artystę”? Albo lewicująca młódź garnąca się do galerii i teatrów. Gdyby zapytać „jakie wydarzenie artystyczne ostatnio was oburzyło” – byliby w kłopocie. Bo nawet jeśli by ich coś oburzyło, to nie przyporządkują tego do kategorii „wydarzenie artystyczne”. Tu jednak musimy być precyzyjni. Pisząc o obrazoburczym wydarzeniu artystycznym mamy na myśli coś, co obraża widza niejako „osobiście”. Dla większej jasności posłużmy się przykładem. Weźmy – Łukasza Drewniaka pisującego recenzje teatralne dla „Dziennika”.

    Oto Drewniak jadąc koleją żelazną na przedstawienie piętnujące „polski antysemityzm” spotyka w przedziale Jerzego Roberta Nowaka. Potem Drewniak ogląda spektakl i pod jego wrażeniem obiecuje sobie, że- jeśli Nowaka znowu spotka – to go opluje. Albo: idzie Drewniak na inne przedstawienie piętnujące „polski antysemityzm” (widać trudno dziś trafić na inne), ogląda, wychodzi z teatru i rozgląda się za łopatą, bo ma chęć na walenie antysemitów po łbach (jak udało mi się wniknąć tak głęboko w duszę Łukasza Drewniaka? To proste: Drewniak opisuje swoje stany psychiczne w recenzjach). Cóż, pewne jest jedno: jeśli widz po wyjściu z teatru zamiast czuć się oplutym, ma ochotę pluć na innych, to znaczy, że przedstawienie nie było dla niego obrazoburcze w sensie o jaki nam chodzi. Gdyby było inaczej Drewniak chciałby ewentualnie opluwać czy walić po łbie, ale – autora, reżysera i aktorów. Czym wobec tego są owe przedstawienia dla ich publiczności? Sądząc po reakcjach Drewniaka – czymś na kształt orwellowskich „seansów nienawiści” (jak to szło… „…na ekran wypłynęła twarz Emmanuela Goldsteina, Wroga Ludu. Wśród widowni rozległy się syki. Drobna rudawa blondynka wydała pisk strachu i obrzydzenia”…). Choć to może i za mocno powiedziane. W każdym bądź razie zamiast oburzać i dotykać zapewniają ich entuzjastom przyjemne poczucie wyższości („my nie jesteśmy tacy, jak tamci – odgrywani na scenie…), utwierdzają w słuszności dokonanych wyborów ideologicznych, wreszcie dają wrażenie uczestnictwa we wspólnocie ludzi światłych i zaangażowanych. Są to wszystko bodźce pozytywne, nie dziwmy się zatem, osobliwej drażliwości entuzjastów „artystów krytycznych”. Trudno doprawdy uniknąć podejrzenia, że w ich pojęciu można krytykować cały dorobek ludzkości – poza „sztuką krytyczną”. Ładnie wyszło to w rozmowie Roberta Mazurka z osobnikiem, który pod pseudonimem Whielki Krasnal robi sobie żarty – między innymi – z zadęcia „artystów krytycznych” i ich promotorów:

    Mazurek: (…) jak oni krzyżują genitalia, to nikt nie może pisnąć, a jak ktoś delikatnie zakpi z nich…
    Whielki Krasnal: To słyszy, jak my od pani z Ha!artu, że ma „spierdalać, bo jest dupkiem”. Kiedy oni normalnych widzów czynią przedmiotem happeningów, to wszystko w porządku, ale jak my postawiliśmy świnkę na instalacji Ani Molskiej na Biennale w Berlinie, to wściekły kurator Adam Szymczak krzyczał do telefonu, że „przekroczono wszystkie granice” i z nami „trzeba się rozprawić”! W związku z tym kazał pod rzeźbą postawić policjanta z rottweilerem. To dopiero była instalacja!” (Rozmowa Roberta Mazurka piątek 13 lutego 2009 23:47, Whielki Krasnal: Artysta musi mieć jaja

    Tu usłyszę: a więc, drogi autorze sam sobie odpowiedziałeś, co oburza postępową publiczność. Oburza ją to, co każdego innego, to jest uderzenie w coś, co lubią i z czym czują się związani. Niby tak, ale to jeszcze nie jest to, o co mi chodziło. Mówimy wszak o oburzaniu przez sztukę, a pani z Ha!Artu – by trzymać się jej przykładu – ma Whielkiego Krasnala nie za „artystę krytycznego krytykującego artystów krytycznych” jeno za – dupka. Podobnie, gdybym ja – na przykład – powiedział, że Nieznalska to beztalencie, to postępowa publiczność może i poczułaby się dotknięta w jestestwie swoim, ale przecież nie uzna mnie za krytyka mogącego wydawać wiążące opinie o sztuce Nieznalskiej, tylko za ciemniaka, który się nie zna. Gdybyś rozumiał sztukę Nieznalskiej – powiedzieliby mi niechybnie – to być nie odmawiał jej talentu; uświadom sobie biedny ignorancie, że sztuka współczesna wymaga pewniej wiedzy… I na tym by stanęło, bo o ile mi wiadomo, nie istnieją entuzjaści „sztuki krytycznej” przyjmujący, że można zarazem i rozumieć i nie cenić. Uściślijmy więc nasze pytanie: czy jest dziś możliwe takie wydarzenie artystyczne, które uznane zostałoby przez postępową publiczność za artystyczne właśnie i – zarazem – za oburzające w sensie o jakim tu mowa. Jeśli nie jest, to wychodzi na to, że współcześni artyści albo nie chcą, albo wręcz nie są w stanie dotknąć do żywego akurat tych, którzy ponoć najlepiej znają się na sztuce. Idą więc na łatwiznę, oburzając tych, których oburzyć prościej. Dlaczegóż jednak w takim razie są tak cenieni przez publiczność – ponoć – wyrobioną? Rozumiem – są wspomniane wyżej bodźce pozytywne, ale jeśli tylko o nie chodzi, to nie nazywajmy „artystów krytycznych” obrazoburcami, bo cóż to za obrazoburca, który przyjemnie łechce swoją publiczność igrając sobie z czymś, czego nie ceni ani ona, ani on?

    A znów jeśli „oburzenie sztuką” postępowego widza jest dziś ciągle możliwe – to jak właściwie miałoby to wyglądać? Tu moi postępowi czytelnicy zaczynają się wić jak piskorze i kombinować jak by się wykręcić, bo osobnik nowoczesny prędzej pęknie, nim powie, że go w ten sposób można dotknąć SZTUKĄ. Oburzać się w kinie, galerii czy teatrze na „wykluczanie Innego”, klerykalizm, nacjonalizm zbrodnie neoliberalizmu – proszę bardzo. Ale przyznać, że zostało się oplutym przez ARTYSTĘ? Za nic! Chociaż – może się mylę. No dobrze, a jeśli postępowego odbiorcy sztuki nowoczesnej naprawdę nie da się „oburzyć sztuką”? W takim razie artyści byliby usprawiedliwieni. Bo tak jak nie da się rozśmieszyć osobnika pozbawionego poczucia humoru, czy wzruszyć osobnika pozbawionego uczuć, tak nie da się niczym oburzyć osobnik pozbawiony… No właśnie – czego? Tak czy owak póki co nie wiem: czy hołubieni przez postępową publiczność „artyści krytyczni” są zbyt kiepscy na to, by być obrazoburczy dla tej publiczności, czy też zbyt tchórzliwi na to, by tego spróbować, czy może owa publiczność jest w jakimś sensie „psychopatyczna” i oburzyć sztuką jej nie sposób. Jeśli plącze się tu jakiś przedstawiciel „artystów krytycznych” lub postępowych entuzjastów sztuki nowoczesnej – niech mnie łaskawie oświeci…
    http://perlyprzedwieprze.salon24.pl/

  9. z blogów polskich said

    http://perlyprzedwieprze.salon24.pl/

  10. wet3 said

    Do tej dziwki pasuje jak ulal ten wyjatek z „Balu w operze” Tuwima:
    Oto na sale karnawalowa
    Wjezdza gad w miare przedpotopowa Z szmaragdowym monoklem w oku
    Z neonowa reklama w kroku
    Rzuca sie na pienieznym potoku
    Komu dzis dac, komu dzis dac, komu dzis dac???
    Promieniejaca k.mac, k.mac, k.mac!!!

  11. Ryvan said

    Dziekuje Panu Stanislawowi, ze choc w ostatniej chwili ale odezwal sie w tej sprawie.
    Jest to przykre, ze Komitet Obrony Wiary i Tradycji Narodowych ‘Pro Polonia’ byl tak osamotniony.
    Zastanawiam sie takze czy milczenie Hierarchii KK to swiadectwo pogodzenia sie z przegrana czy finansowy oportunizm? A gdzie podzialo sie RM? Spodziewam sie glebokiego milczenia ze strony obu tych instytucji – chyba wstyd usta otworzyc.

  12. Julka said

    Trafnie zauważył mec.Barański, że obrona czci Maryi jest OBOWIĄZKIEM duchowieństwa, podczas gdy pozostałych katolików -prawem. Duchowieństwo, a zwłaszcza Episkopat zawiodło niestety.Postawę hierarchów wyraził b-p Długosz: rano na mszę, a wieczorem na koncert i jest to postawa zgniłego lyberalyzmu większości duchowieństwa /przynajmniej tej części, której nazwiska są znane/. Skoro urzędnicy ratusza zaangażowali się w organizację szoł zdegenerowanej baby, to znaczy że ratusz był współorganizatorem- za pieniądze publiczne Gronkiewicz-Walz działa przeciwko Polakom i na rzecz kabalistów i innych pogańskich plemion. W stosunku do takiego hucpiarstwa trzeba prezentować bardziej zdecydowane postawy, bo perswazja, pokazywanie na nic się nie zda. To towarzystwo nie stosuje zasad moralnych, a jak widać i prawnych oraz coraz bardziej się rozzuchwala nie widząc znaku stop. Nie ma co liczyć też na przepchnięcie przepisów o odpowiedzialności osób publicznych.No chyba, że po zebraniu jak największej ilości podpisów jeszcze potężne demonstracje do skutku.

  13. aaa said

    Sadzac po urywkach z relacji to madonna jest slaba piosenkarka jeszcze slabasza tancerka. A jak na 50-latke w „loin cloth” (zaslonka genitalii) wygladala dziwnie.
    Ot, taki nowoczesny „blichtr dla glupcow” i kobitek w srednim wieku, ktore chca sobie jeszcze przypomniec zwiedla mlodosc.

  14. Radio Erewań said

    Koncert „madonny” ciosem w polskość i chrześcijaństwo

    http://prostowoczy.blog.onet.pl/Koncert-madonny-ciosem-w-polsk,2,ID388617486,n

  15. Mars said

    No to ja chyba muszę dopisać to, czego nie może zrobić- (w tym „naszym wymarzonym” jewroraju „wolnośćici”)- nasz wspaniały Stanisław-pisarz,felietonista, aby nie być posądzonym o:faszyzm,antykosmityzm,antysemityzm i inne wszelkie możliwe do wymyślenia, bezeceństwa.
    O tej starej,wychełtanej,-po raz któryś tam za grube miliony,wyremontowanej- za wydarte tym zbaraniałym,zidiociałym fanom – marnej ałtystce, szkoda pisać, „szkoda atramentu”.Ale „katolicy”(pokolenie JP II ???),którzy „po mszy”, za swoje-lub wycyganione na swoich jeszcze głupszych mamusiach – grube pieniądze poszli oglądać to zidiociałe,skurwione ,stare pruchno- to rozpacz.Nasz wspaniały rodak Papierz chyba już tam przewrócił się w grobie, na tych „wielbicieli” którzy nie tak dawmno jeszce wołali „ZOSTAŃ Z NAMI”
    A tak na marginesie to może ten”koncert”jest taką swoistą amerykańską zapłatą za naszą wierną służbę, krew przelaną przez naszych dzielnych (i gołych) żołnierzy w Iraku,Afganistanie.Takim swego rodzaju ofssetem za zakupiony od nich, i równie przestarzały jak ta latawica- samolot.W końcu amerykanie także jak i nasi,zdolni wyborcy, periodycznie wybierają rówmnie „patryjotycznie „nastawionych (a może „wystawionych” – za czyjeś pieniądze)- wodzów !!!

  16. Mars said

    Serdecznie dziękukje operatorowi WP za skuteczną i totalną cenzurę!

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: