Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Piotr Szubarczyk: Literat Winston Churchill

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2010-03-03

Na pytanie, kiedy Winston Churchill otrzymał Literacką Nagrodę Nobla, widzę w oczach rozmówców najczęściej zdumienie, a potem uśmiech, że to na pewno żart. Churchill dostał Order Podwiązki i szlachecki tytuł, ale literackiego Nobla? A jednak to nie żart. Premier rządu i niekwestionowany przywódca Brytyjczyków w okresie II wojny światowej, jeden z kreatorów powojennego, jałtańskiego świata, rzeczywiście dostał Literacką Nagrodę Nobla – i to w czasach, kiedy tę nagrodę dostawali pisarze o ugruntowanej do dziś pozycji w światowej literaturze: William Faulkner (1949), Bertrand Russel (1950), Pär Lagerqvist (1951), Fran?ois Mauriac (1952), Ernest Hemingway (1954). Między Mauriakiem i Hemingwayem był właśnie Churchill.

Za co sir Winston Churchill, polityk, dostał Literacką Nagrodę Nobla? Nie był wszak literatem, interesował się raczej historią. Akademia Szwedzka uznała jednak, że należy mu się Nobel w dziedzinie literatury „za mistrzostwo opisu historycznego i biograficznego, jak i doskonałe przemowy w obronie wysokich ludzkich wartości”. Dostał więc Nobla między innymi za 6-tomową „Historię II wojny światowej”. Wiele rzeczy się w tej historii nie zgadza, np. gdy chodzi o sprawy polskie, ale ostatecznie literacki Nobel jest nie za rzetelność historyczną, lecz za „mistrzostwo opisu”. Fantazji zaś sir Winstonowi nie brakowało. Poza tym jego historia II wojny światowej nie miała pokazywać wojny, lecz… Churchilla. Podobnie przed wojną pisał wielotomowe księgi o swojej rodzinie, by się wypromować jako polityk.

„W obronie wartości”
W uzasadnieniu wyboru laureata przez Akademię Szwedzką zwracają szczególną uwagę „przemowy w obronie wysokich ludzkich wartości”. Wątpliwe jest przyznawanie Nobla za przemówienia, więc warto się na tym zatrzymać. I tak dochodzimy do najgłośniejszej przemowy Churchilla „w obronie wartości”, wygłoszonej w amerykańskim mieście Fulton w stanie Missouri we wtorek, 5 marca 1946 r., w obecności prezydenta USA Harry’ego Trumana. Churchill już nie był wówczas premierem Wielkiej Brytanii, tuż po zakończeniu wojny jego Partia Konserwatywna przegrała z kretesem pierwsze po wojnie wybory. Brytyjczycy podziwiali go jako premiera czasu wojny, ale jednocześnie nie chcieli, by premierem był dalej ktoś, kto im tę wojnę przypominał. Nie pozwolili mu nawet dokończyć dzieła podziału Europy rozpoczętego w Teheranie i dokończonego w Jałcie. Na konferencję poczdamską pojechał nowy premier Clement Attlee. Stalin stracił też drugiego partnera od pogaduszek na temat pokojowej przyszłości świata z połową Europy pod sowieckim butem. Zmarłego prezydenta Roosevelta zastąpił Harry Truman, który mógł się jedynie podpisać pod uzgodnieniami niesławnej „wielkiej trójki”, ale szybko się zorientował, że pora położyć w Ameryce kres fascynacji wielkim zbrodniarzem „Wujaszkiem Joe” i od roku 1947 zabrał się do rozprawy z sowiecką agenturą w USA – zwłaszcza z agentami wpływu. Senator Joseph McCarthy stanął na czele komisji śledczej, która dobrała się do skóry licznym miłośnikom „Wujaszka Joe”, zwłaszcza w ważnych dla bezpieczeństwa USA urzędach i instytucjach państwowych. Jedną z sowieckich grup szpiegowskich w USA kierował wtedy gen. Wasilij Zarubin, który jeszcze jako major NKWD wsławił się „filtracją” polskich oficerów z obozu w Kozielsku. Wyszło mu na to, że prawie wszystkich trzeba zabić. Jednym z jego pomocników był „ambasador” PRL w Waszyngtonie („polscy dyplomaci to listonosze Sowietów” – pisał Kazimierz Wierzyński), „geniusz socjalistycznej ekonomii” Oskar Lange. Na próżno szukalibyśmy o tym wzmianki w jego biogramie zamieszczonym w „naukowej” encyklopedii PWN. Znajdziemy tam za to zgoła nienaukowe potępienie „maccartyzmu”, który „szykanował osoby o przekonaniach lewicowych, zwłaszcza współpracujących z Komunistyczną Partią USA”. A fe! Na senatora McCarthy’ego oburza się do dziś „polska lewica”.

Za, a nawet przeciw
„Od Szczecina nad Bałtykiem do Triestu nad Adriatykiem zapadła żelazna kurtyna, dzieląc nasz kontynent” – mówił Churchill w Westminster College w Fulton, a określenie „żelazna kurtyna” (iron curtain) przeszło do historii i jest jednoznacznie kojarzone właśnie z Churchillem, choć nie on go użył jako pierwszy. Ważne jest jednak nie tylko to, co się mówi, ale i to, kto i gdzie mówi. „Poza tą linią pozostały stolice tego, co dawniej było Europą środkową i wschodnią: Warszawa, Berlin, Praga, Wiedeń, Budapeszt, Belgrad, Bukareszt i Sofia, wszystkie te miasta i wszyscy ich mieszkańcy leżą w czymś, co trzeba nazwać strefą sowiecką, są one wszystkie poddane, w takiej czy innej formie, wpływowi sowieckiemu, ale także – w wysokiej i rosnącej mierze – kontroli ze strony Moskwy”. Churchill wiedział, o czym mówi. To przecież był ten nowy, wspaniały świat, którego on sam był współautorem! Churchill w Fulton był „za, a nawet przeciw”! Współtwórca pojałtańskiego więzienia narodów w Europie jednocześnie potępiał to więzienie i pracował na przyszłego Nobla za „obronę wartości”! Jego przemówienie przeszło do historii pod tytułem „Siła pokoju”, ponieważ takiego wyrażenia Churchill z upodobaniem używał. Zresztą, on sam to przemówienie tak zatytułował. Komentatorzy i historycy tłumaczą nam, że była to jego najważniejsza mowa jako lidera opozycji, którym pozostawał do października 1951 r., gdy ponownie został premierem i był nim aż do kwietnia 1955 roku. Dostał więc Nobla jako urzędujący premier! Jako lider opozycji potępiał świat za „żelazną kurtyną”, którą wcześniej jako premier sam rozciągnął nad Polską, Czechosłowacją, Węgrami, Rumunią, Bułgarią i częścią Niemiec!

Wyłuszczę wam fakty…
Churchill zastosował szczególny rodzaj dialektyki, oceniając zagrożenia ciążące nad światem. Nie chciał mówić wprost o sowieckich zbrodniach i o dramatycznym oporze Polaków i innych narodów przeciw sowietyzacji, skoro sam się do tego przyczynił. Nie mógł się narażać na śmieszność. Komplementował więc nieszczerze „towarzysza okresu wojny, marszałka Stalina” i „ludy Wszechrusi” (!). Usprawiedliwiał nowe, sowieckie granice państwowe i granice wpływów jako „zabezpieczenie zachodnich granic przez usunięcie wszelkiej możliwości niemieckiej agresji”. Jednocześnie mówił: „Nikt nie wie, co w najbliższej przyszłości zamierza Sowiecka Rosja i jej międzynarodowa organizacja komunistyczna, albo czy są jakieś granice, o ile są, ich ekspansjonistycznych i prozelitycznych skłonności”.
Dalej Churchill oświadcza słuchaczom, że wyłuszczy im fakty, czyli powie, co się dzieje w Europie. Wyjaśnia, że „partie komunistyczne, które były bardzo małe we wschodniej części Europy, zostały wyniesione do władzy i potęgi, dalece przekraczających liczbę ich członków, i starają się wszędzie zdobyć totalitarną kontrolę. Policyjne rządy tryumfują”. Słuszna diagnoza. Tak samo jak stwierdzenie, że jedyny zrozumiały dla Sowietów język to siła, więc trzeba być od nich silniejszym: „Z tego, co widziałem u naszych rosyjskich przyjaciół i sprzymierzeńców z czasów wojny, wiem, że niczego oni tak nie podziwiają jak siła i niczym tak nie gardzą jak słabość, zwłaszcza słabość militarna. Z tej przyczyny stara doktryna równowagi sił jest niezdrowa. Nie możemy sobie pozwolić na działanie na wąskiej krawędzi, nastręczającej różne pokusy próby sił. Jeśli zachodnie demokracje wytrwają razem w skrupulatnym przestrzeganiu zasad Karty Narodów Zjednoczonych, to ich wpływ na upowszechnienie się tych zasad będzie ogromny i prawdopodobnie nie znajdzie się nikt, kto by im się naprzykrzał. Jeśli jednak podzielą się lub zaniedbają swoich obowiązków i pozwolą, by te nader ważne lata umknęły bezczynnie, to rzeczywiście katastrofa może nas wszystkich przytłoczyć”.

Nasz przyjaciel Churchill…
Churchill przemawiał w marcu 1946 r., czyli w czasie, gdy cały Naród Polski z nadzieją oczekiwał na pierwsze po wojnie wybory do Sejmu, łudząc się, że będą one pod międzynarodową kontrolą; że komuniści utracą władzę, no bo kto na nich zagłosuje? Przemawiał w czasie, gdy mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” zaczynał swoją kampanię pomorską przeciwko UB i PPR, by wlać otuchę w serca rodaków przed tymi wyborami; gdy Konspiracyjne Wojsko Polskie kpt. Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca” ogłosiło, trzy dni przed przemówieniem Churchilla, że „zasadniczą przyczyną pozostania w podziemiach wielkich ugrupowań konspiracyjnych (…) jest narzucenie Narodowi, który poniósł największe ofiary dla samostanowienia o sobie, rządu podporządkowanego obcym wpływom i spełniającego swą władzę przy pomocy okupacyjnych metod terroru”. Nie trzeba przypominać, że ten „rząd” został uznany przez Churchilla, kosztem legalnego rządu RP na uchodźstwie, na początku lipca 1945 r., trzy tygodnie przed odejściem Churchilla z urzędu premiera.
Cóż więc ma Churchill do powiedzenia Polakom? Czy w ogóle ich zauważa? Owszem. Narzeka w swoim przemówieniu na „polski rząd”, że „został zachęcony [przez Sowietów] do dokonania ogromnych i bezprawnych najazdów na Niemcy”! Że „mają teraz miejsce masowe wysiedlenia milionów Niemców na godną pożałowania i nieprawdopodobną skalę”…
Gdyby mjr „Łupaszko”, kpt. „Warszyc”, mjr „Ogień”, mjr „Zapora” i inni dowódcy antykomunistycznego podziemia w Polsce, stąpający codziennie na granicy życia i śmierci, przekonujący samych siebie, że przecież nasi alianci tak nas nie zostawią, mogli usłyszeć biadolenia Churchilla nad losem Niemców i nad „bezprawnym najazdem polskiego rządu” na Niemcy – to jeszcze tego samego dnia kazaliby swoim żołnierzom wracać do domu, by nie marnować ich życia przed przyszłą walką, w innym świecie niż ten z krasomówczych popisów brytyjskiego premiera…

Rekomendacje dla Lucyfera
Historycy uważają, że Churchill nie ufał Stalinowi, ale sojusz z nim traktował jako konieczność, by wygrać wojnę. Po niemieckim ataku na Sowiety powiedział on w brytyjskim parlamencie, że „gdyby Hitler najechał piekło, udzieliłbym w Izbie Gmin najlepszych rekomendacji Lucyferowi”… Tej zasadzie pozostał wierny, udzielając Lucyferowi Stalinowi carte blanche w sprawie polskiej. Warto więc czasami przypominać „historyczne” przemówienie wielkiego „literata”. Los zażartował sobie z Churchilla, który nie wiedział nawet, że przemawia dokładnie w 6. rocznicę rozkazu Stalina i jego kamratów o wymordowaniu prawie 22 tys. polskich oficerów i więźniów politycznych…

Autor korzystał z tłumaczenia przemówienia Winstona Churchilla, dokonanego przez Andrzeja Gliwińskiego. Tekst oryginalny pod adresem: http://www.hpol.org/ churchill/, tekst w języku polskim pod adresem: http://ag.sos2.w.interia.pl/churchill.htm.

(NDz)

Komentarzy 11 to “Piotr Szubarczyk: Literat Winston Churchill”

  1. Andrzej Paciorek said

    Na pytanie, kiedy Adolf Hitler otrzymał Nagrodę Nobla, widzę w oczach rozmówców najczęściej zdumienie, a potem uśmiech, że to na pewno żart.
    żart? nie. Nominowany kilkakrotnie do pokojowej a otrzymał w ekonomi za zwalczenie hiperinflacji. żart? NIE. Tylko historie nam pisza nowa

  2. Lubomir said

    Pewnie m.in. dlatego zginął generał i premier Władysław Sikorski. Wielki Polak, wielki strateg i wielki dyplomata zrobiłby wszystko by rozmawiać w Jałcie jak równy z równymi. Karły jednak nie lubią wielkich ludzi. Nie cofną się przed niczym, by pozbyć się ich konkurencji.

  3. amin said

    Jakie jest zagrożenie dla Polski i świata?
    http://www.piotrnatanek.pl/

  4. wet3 said

    A co mnie obchodzi ten wredny angolski pijak, swinia najwyzszego kalibru – szubrawiec i klamca handlujacy z sowietami narodami Europy Srodkowej!

  5. Warszawiak said

    Akademia Szwedzka razem z ich nagrodą NOBLA po 2-j wojnie światowej została opanowana i jest finansowana przez masońsko-żydowska śitwa miedzynarodówki włascicieli wielkich miedzynarodowych korporacji, którzy promują MASONSKI i judaistyczno-talmudczy system odnieśienia w określaniu co złem i dobrem.

    Obecna tzw Akademia Szwedzka, która daje pokojowe nogrody NOBLA lub z zakresu humanistyki preferuje ZAPRZECZENIE dekalogu chrześcijanskiego(systemu okreslajacego co jest złem i dobrem).

    Wspóeczesna Akademia Szwedzka to banda POPRAWNYCH POLITYCZNIE pachołków która demarlizuje świat preferujac zboczenców homoseksualistów i wszelkiego rodzaju tzw „mniejszosci” zbeoczeńców seksualanei oraz wszystkich tych którzy wspieraja miedzynarodówkę mniejszosci zydoskiej wojującej o władze nad całym światem.

  6. darek k. said

    Autor cytuje Churchilla: „Narzeka w swoim przemówieniu na “polski rząd”, że “został zachęcony [przez Sowietów] do dokonania ogromnych i bezprawnych najazdów na Niemcy”.

    Churchill powiedzial: „zdominowany przez Rosje polski rzad” a nie „polski rzad”. To taka roznica jak pomiedzy „niemieckimi obozam zaglady w Polsce” a „polskimi obozami zaglady”.

    Jezeli autor chce aby jego praca byly czyms wiecej niz emocjonalnym biciem piany, to nie powinien przekrecac cytatow byle by tylko sprzyjaly jego argumentom.

  7. Domator said

    @ Lubomir

    Czy gen. Wł. Sikorski był rzeczywiście tak wielkim Polakiem ? Czy to nie on utajnił umowę Polsko-Francuską z 1939 roku o wzajemnych zobowiązaniach sojuszniczych, co pomogło Francji w robieniu uników od początku agresji Niemiec w 1939 roku w udzielaniu nawet pomocy logistycznej walczącej Polsce czy jej opóźnianiu a później w 1939/1940 we Francji. Czy koła politykierów z nim związanych nie ośmieszały wysiłku zbrojnego polskiego w 1939 w najróżniejszy fałszywy sposób – to wszystko można znaleźć w książce Tadeusza Jurga „Obrona Polski w 1939”.
    Radzę się zapoznać z bardziej rzeczowymi faktami a nie spreparowaną legendą.
    Między innymi z tymi informacjami poniżej :

    Bóg, honor, agentura

    Numer: 18/2005 (1170) http://www.wprost.pl/ar/?O=76093&C=57
    Niektórzy bohaterowie naszej historii – na przykład generał Władysław Sikorski – byli agentami obcych mocarstw

    Polska historia jest historią bohaterów – nie ma w niej miejsca dla agentów. Ostatni agent, o którym wolno mówić, to książę Janusz Radziwiłł, a i to wyłącznie w kontekście dramatu osobistego. Polska historia jest jednak także historią agentów pojawiających się w tle każdego bohaterstwa i każdej ludzkiej bezinteresowności.

  8. Lubomir said

    Re: Domator. Znajdż jeden rząd na świecie w którym nie ma agentów?. Tę wizję idealnego rządu snują agenci Berlina, Tel Awiwu, Moskwy, Waszyngtonu i m.in. Kijowa, proponując Polsce w miejsce ochlapanych medialnym błotem polskich polityków – swoich agentów, głównie różnych wnuczków dziadków z Abwehry i NKWD.

  9. aga said

    Tak Panie Domator i dlatego oprancy tzw. londiniszcze czyli pilsudczykowscy karierowicze pochowali go w worku!
    Jakież to talmudyczne.Tak jak autor przez pana polecany.
    PRAWDY to radze labym szukać w II i III ibiegu.

  10. piotr said

    Z komentarza:
    „Autor cytuje Churchilla: “Narzeka w swoim przemówieniu na “polski rząd”, że “został zachęcony [przez Sowietów] do dokonania ogromnych i bezprawnych najazdów na Niemcy”.
    Churchill powiedzial: “zdominowany przez Rosje polski rzad” a nie “polski rzad”. To taka roznica jak pomiedzy “niemieckimi obozam zaglady w Polsce” a “polskimi obozami zaglady”.

    Odpowiedź:
    Churchill jako „literat” bawi się słowami i używa określenia „polski rząd” w odniesieniu do gremium powołanego przez Stalina. Wiedział to od samego początku, uznając ten „rząd” i bezprawnie odmawiając uznania legalnemu rządowi RP 6 lipca 1945 r. Jego narzekania w Fulton, że ten rząd „zdominowany jest przez Rosję” można określić tylko jako skrajną bezczelność. Ten „rząd” nie był zdominowany przez Rosje, był po prostu jej przedstawicielstwem, działającą jawnie agenturą, z półgłówkiem Mikołajczykiem jako kwiatkiem do kożucha i alibi dla faryzejskich aliantów, którzy namówili tego pajaca, by jechał do Moskwy i konferował ze Stalinem w dniu rozpoczęcia procesu „16”. Churchill doskonale zdawał sobie sprawę, że ten „rząd” nie miał ani oparcia w społeczeństwie polskim, ani nie został powołany przez żadną legalną strukturę w Polsce. Więc wyszukiwanie takich subtelności i jeszcze mieszanie do tego obozów to jest zabawa w dialektykę marksistowską a nie żadna rzetelność.

  11. Kibic said

    Witam,

    Macie watpliwosci do literackiego opisu historii przez Winstona Churchilla ?!?
    Proponuje zabawic sie w krytyka/analityka.
    Po przeczytaniu pamietnikow/pracy/dziela Churchilla siegnijcie po pamietniki Generala de
    Gaulla.
    Obie ksiazki przeczytane?
    Gratuluje! To byl wysilek…
    Teraz najtrudniejsze: czytamy ponownie obie ksiazki w sposob rownolegly. Zalecam rownolegle
    czytanie fragmentow obu ksiazek dotyczacych tego samego zdarzenia badz tego samego okresu
    czasu.
    Pierwsza rzecz, ktora rzuca sie w oczy to duze roznice w opisie i interpretacji tych samych
    zdarzen!
    Teraz mozna przystapic do analizy opisow „tla” i wyciagac wlasne wnioski.
    Dociekliwym polecam rozszerzenie lektury o opracowania rosyjskich wodzow wspominajacych II
    wojne.
    Pouczajaca, pasjonujaca i prowokujaca do myslenia lektura.
    Odwagi!

    Kibic
    z Reims, 4.03.2010

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: