Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

List ks. Jarosława Wiśniewskiego

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2010-04-01

Witam serdecznie,
Nie pisalem nic przez kilka miesiecy.
Niektorych to dziwi, innych martwi, kogos zapewne cieszy.
Wielkanoc jednak to okazja do zadumy ale tez i dzialania.
Wielu ludzi Wielkanoc mobilizuje do odnowienia starych znajomosci.
Piszemy listy, planujemy swiateczne podroze.
Wypowiadamy wiele uroczystych slow, odwiedzamy koscioly, by zrzucic z
siebie brud. Wiosna rodzi nowy optymizm nawet w tych zatwardzialych
sercach, ktore i slyszec nie chca o nawroceniu i zbawieniu…
W tym roku temat nawrocenia bedzie dreczyl wiele dusz pokolenia
Piotrowskiego, Kiszczaka czy Pietruszki.
W tym roku zaraz po Bozym Ciele bedzie beatyfikacja ksiedza Jerzego
Popieluszko. Nie bedzie mi dane odwiedzic Polske w tym czasie wiec do
Okopow gdzie sie ksiadz Jurek urodzil i na Tame do Wloclawka udalem sie na
3 miesiace wczesniej, by pewne rzeczy w glowie poukladac i podziekowac za
dar kaplanstwa i za meczenstwo tego niezwyklego czlowieka.
W czasach kleryckich robilismy wycieczki, by obejrzec „piekne groby
Panskie”, bo parafie przescigaly sie w pomyslach. W tym roku wiele
dekoracji bedzie nawiazywac do „tamtego meczenstwa” w Przysieku i
slusznie, bo zbliza sie wspomniana beatyfikacja.
Gdy w 23 marca w przeddzien Niedzieli Palmowej patrzylem na twarz mamy
ksiedza Jurka a potem nastepnego dnia na piane jaka sie zbiera na wodach
Wisly przy Tamie we Wloclawku postanowilem, ze obowiazkowo o tym napisze.
Moze te skojarzenia slowa i sam temat komus pomoga przezyc te Wielkanoc
inaczej, ze swiadomoscia, ze Krzyz Jezusa jest dalej niesiony przez takich
ludzi jak ksiadz Jurek a ich krew wpada do tego samego strumienia i laczy
sie z bezkrwawa ofiara tylu przedziwnych oltarzy.
Podobno Watykan zasypywany jest swiadectwami o uzdrowieniach i cudach.
Ilosc takich swiadectw dotyczacych lask otrzymanych przez posrednictwo
ksiedza Jurka i Jana Pawla II konkuruje z iloscia cudow jakie sprawil
ojciec Pio stygmatyk…
Mamy powody do dumy ale tez do zadumy.
Taki jest moj dzisiejszy list.
Zapraszam serdecznie do lektury.
ks. Jaroslaw Wisniewski
Vatican Embassy
ul. Musaxanova 80/1a
100047 Taszkient
Uzbekistan
www.orient.to.pl

Komentarzy 9 to “List ks. Jarosława Wiśniewskiego”

  1. Marian Barański said

    Proszę Księdza . Z tymi cudami JPII , to bym trochę poczekał.Radzę myślec samodzielnie. Poza tym Wesołych Świąt
    Zmartwychwstania Chrystusa .

  2. Guła, idziemy said

    Wszelkie życie jest jedno.

  3. i-adamczak said

    @ 1
    Pan to nie przymierzając zachowuje się ciągle jak ten szewc, który zadrości wikaremu, że został proboszczem. Trochę pokory. Jakie ma Pan kwalifikacje bądź uzdolnienia aby pouczać kapłana na temat cudów Jana Pawła II?

  4. WD said

    Zdanie ma prawo mieć każdy, a ksiądz…? Cóż, też człowiek czasami może, jak ma głowę na karku czegoś dobrego się dowiedzieć.

    Szanujmy księży tak, jak oni nas szanują.

  5. Przeclaw said

    Wesolego Alleluja, Ksieze Jaroslawie,

    z calego serca zycze.

    I ciesze sie, ze Ksiadz powrocil do swego pelnego imienia, przez co moze godniej reprezentowac Kosciol i swoj Kraj, porzucajac podrzucona mode wykoslawiania i samoosmieszania starodawnych imion, ktore w tym przypadku lacza tradycje Polski i Rusi. Mam nadzieje, ze mialem w tym swoj skromny udzial.

    Przeclaw

  6. mars... said

    Serdecznie Ks.Jarosława pozdrawiam i całuje jego kapłańskie ręce, które tyle dobra niosą ludziom gdzie pracuje.
    Niech w dniu kapłańskim Bóg ks.Jarosławowi błogosławi i Matka Boża ma Go w swojej opiece na tej trudnej i nie łatwej drodze gdzie służy ludziom dobrej woli.
    Szczęść Boże!

  7. kopista said

    Tu podaje swietny artykul red. S. Michalkiewicza na czasie i ku przestrodze:
    *******************************************

    Żołnierze przeciw ekumeniakom

    Święta Wielkanocne to szczególnie trudny okres dla tak zwanego „dialogu z judaizmem”, forsowanego u nas, zwłaszcza przez duchownych, co to ongiś „bez swojej wiedzy i zgody”… Nawiasem mówiąc, trudno zgadnąć, z kim właściwie ten „dialog” się toczy, kto konkretnie przemawia w imieniu „judaizmu”. W Kościele katolickim sytuacja jest jasna: Roma locuta, causa finita. A w judaizmie? Przecież co rabin to „judaizm”. W tej sytuacji jest oczywiste, że ten cały „dialog” sprowadza się do mizdrzenia się salonowych ekumeniaków, którzy skaczą przed Żydami z gałęzi na gałąź. Ale mniejsza o to, bo nadchodzi Wielkanoc, a wraz z nią – najtrudniejszy moment dla „dialogu z judaizmem”, cokolwiek by on nie oznaczał. Chodzi oczywiście o fragment Ewangelii św. Mateusza opowiadający, jak to żołnierze pilnujący grobu Jezusa zameldowali arcykapłanom i starszym ludu, co się tam wydarzyło, zaś tamci – „po naradzie” – więc początkowo się wahali – przekupili żołnierzy by puścili w świat wersję o wykradzeniu zwłok i obiecali, że „pomówią” z namiestnikiem, czyli Piłatem, żeby nie karał ich za spanie na warcie. Z tego fragmentu Ewangelii wyraźnie wynika, że o ile przedtem można jeszcze zakładać dobrą wiarę u arcykapłanów i starszych ludu, to OD TEJ PORY judaizm wygląda na zwyczajny i świadomy PRZEKRĘT – chyba, że koloryzował św. Mateusz. Ale czyż Kościół katolicki może dopuścić możliwość, że któryś z ewangelistów koloryzował, zwłaszcza w takiej sprawie? Jasne, że nie może. No to jak z tego wybrnąć, jak głosić Ewangelię o Zmartwychwstaniu, a jednocześnie ekumenicznie pić Żydom z dzióbków na eleganckich sympozjonach?

    Z pomocą przychodzą krętacze, zwani dla niepoznaki teologami. Oczywiście i tutaj panuje ścisła hierarchia; jedni krętacze uchodzą za proroków większych, inni – za mniejszych, a jeszcze inni trudnią się sprzedawaniem tej tandety na straganach. Jeden z takich straganów uruchomiła „Gazeta Wyborcza”, gdzie urzęduje rzucony na odcinek religijny red. Janu Turnau. Podpierając się autorytetem proroków większych np. dominikanina, mianowanego później przez Jana Pawła II kardynałem Iwo Congara i mniejszych, jak np. Hansa Kunga twierdzi on, że Zmartwychwstanie nie było faktem historycznym. Pusty grób nie jest bowiem żadnym historycznym dowodem. To rzeczywiście prawda, ale w takim razie co ze Zmartwychwstaniem? Zdarzyło się, czy nie? Jeszcze Mniejszy Prorok wykombinował to sobie następująco: „Historycznie można tylko stwierdzić najgłębsze przekonanie uczniów, że Zmartwychwstałego w sposób nadzwyczajny spotkali”. Tak jest w książce „Nie wstydzę się Ewangelii” ks. Michała Czajkowskiego. No, proszę! Nie tylko „najgłębsze przekonanie”, ale w dodatku „w sposób nadzwyczajny”… Po przełożeniu tych aktów strzelistych na język potoczny widać wyraźnie, że Przewielebny delikatnie daje do zrozumienia, że jak tam naprawdę było, to diabli wiedzą, zaś uczniom tak się tylko wydawało. Żeby nie było wątpliwości, wtóruje mu sam Hans Kung twierdząc, że Zmartwychwstanie było „akcją realną” , ale tylko dla kogoś, kto chce być nie tylko neutralnym obserwatorem, ale kto z wiarą się w nią angażuje. Słowem – realności Zmartwychwstania można doświadczyć tylko subiektywnie, a i to pod warunkiem uprzedniego wprawienia się w rodzaj rauszu. No tak, rzeczywiście, wszystko się zgadza; po odpowiedniej dawce LSD ludzie nie takie rzeczy widywali. W takiej sytuacji przed dialogiem z judaizmem rysują się rzeczywiście obiecujące perspektywy.

    To znaczy – rysowałyby się, gdyby nie ci cholerni żołnierze z Ewangelii św. Mateusza, no i – niestety – arcykapłani i starsi. Już tam ani żołnierze, ani tym bardziej – arcykapłani i starsi nie angażowali się „z wiarą” w to całe Zmartwychwstanie, przynajmniej w tym znaczeniu, o jakim bredzi Kung. Przeciwnie – woleliby, żeby go w ogóle nie było. Jednak wdrożeni w rzymskich legionach do żelaznej dyscypliny żołnierze zameldowali arcykapłanom, co widzieli NAPRAWDĘ. Co ciekawsze – ci również natychmiast w to uwierzyli, bo czyż w przeciwnym razie daliby żołnierzom „sporo pieniędzy” i w dodatku obiecali, że załatwią sprawę z Piłatem, który, dowiedziawszy się, że zasnęli na warcie, bez ceregieli kazałby żołnierzy zaćwiczyć na śmierć? W rzymskim wojsku nie było żartów – w odróżnieniu od obyczajów panujących w naszej armii, gdzie nawet w elitarnym przecież GROM-ie oficerowie pozywają dowódców przed niezawisłe sądy. No a Piłat? Uwierzyłby handełesom? Oczywiście, że by nie uwierzył, przeciwnie – natychmiast zacząłby się zastanawiać, dlaczegóż to tak zależy im na uchronieniu żołnierzy od kary i jeśli nie wdrożyłby surowego badania, o co NAPRAWDĘ tu chodzi, to tylko za potężną łapówkę. Mówiąc krótko – handełesy również narażały się na oskarżenie o zorganizowanie spisku z udziałem żołnierzy, które Piłat chętnie by im spreparował, choćby dla satysfakcji za upokorzenie, jakiego doznał podczas procesu Jezusa, kiedy to został publicznie postraszony groźbą donosu do podejrzliwego Tyberiusza. Teraz to on miał ich w garści, niczym Miller Michnika, kiedy ten przez 6 miesięcy cicho siedział z nagraniem Rywina, niby to prowadząc „dziennikarskie śledztwo” – a za spiskowanie z wciąganiem żołnierzy z pewnością już pospadałyby głowy. Jeśli zatem w tej sytuacji handełesy zdecydowały się na „pomówienie” z Piłatem, to tylko dlatego, że musiały być jak najbardziej przekonane o „realności” Zmartwychwstania, które jednak zdecydowani byli za wszelką cenę ukryć. Widać wyraźnie, że w konfrontacji z tym fragmentem Ewangelii św. Mateusza wszystkie ekumeniczne sofizmata krętaczy większych, mniejszych i całkiem małych, to zwyczajny Scheiss – bo PIERWSZE („kiedy one – tzn. niewiasty – SM – szły”, czyli dopiero wracały od grobu) świadectwo o WYDARZENIU jakie miało miejsce wokół grobu Jezusa dali właśnie żołnierze – a więc nie żadni uczniowie, co to niby mieli mieć „przekonanie”, że „w sposób nadzwyczajny” itd. – a którzy wtedy chyba jeszcze o niczym nie wiedzieli.

    Czy przypadkiem nie te ekumeniczne sofizmata miał na myśli św. Paweł, jeszcze w głębokiej starożytności przestrzegając, że „gdyby Chrystus nie zmartwychwstał – próżna byłaby nasza wiara”? Skoro w samym Kościele katolickim podważany jest historyczny charakter Zmartwychwstania, to nic dziwnego, że na Zachodzie pustoszeją kościoły. U nas wygląda to lepiej, bo jeszcze w czasach saskich w „laikacie” ugruntowała się dewocja obyczajowa („ukrajemy szyneczki, umaczamy w chrzanie; jakżeś dobrze uczynił, żeś zmartwychwstał, Panie”), podobnie, jak i po stronie przewielebnego duchowieństwa („Boga chwal, sztukę mięsa wal – ot, co jest!”), a do tego głęboka wiara nie jest koniecznie potrzebna. Zresztą – jaka tam „głęboka wiara” – jeśli jej przedmiotem miałyby być jakieś halucynacje uczniów – bo inaczej załamie się dialog z judaizmem? Gdy chrześcijaństwo podbijało Europę, wybitni ludzie Kościoła inaczej myśleli: „dla dobra przecież naszej wiary, dzięki której RÓŻNIMY SIĘ (podkr. SM) od pogan, Żydów i heretyków…”? – pisał w Liście V do papieża Bonifacego IV w początkach VII wieku św. Kolumban. Wcale nie chciał być taki sam, jak wszyscy.

    Stanisław Michalkiewicz

  8. wet3 said

    @ I-Adamczuk
    Pan Baranski ma racje! JP2 wyraznie popieral ekumenizm, ktory jest niczym innym tylko herezja sprzeczna z naukami Chrystusa. Wystarczy tu przypomniec „slawny popis ekumeniczny” w Asyzu, po ktorym ziemia sie mocno zatrzesla. Jest to tylko jedna ze wielu nieprawidlowosci JP2.

  9. Drogi Księże Jarku! Jednak tak będę się do Ciebie zwracała, chociaż to nieistotne czy używam zdrobnienia, czy też nie. Chciałam Ci życzyć wiele dobrego w Twej trudnej pracy duszpasterskiej. Zawsze byłam pełna podziwu dla Tych księży, którzy nie wybierają sobie „ciepłego” wygodnego miejsca, ale tak jak Ty są siewcami Słowa Bożego i nie zważając na niedogodności pełnia swoją rolę. Życzę owocnej pracy. Twoja krewna ze Świedziebni.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: