Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Triumf brutalnego Zła, Kłamstwa, a PRAWDA.

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2010-05-20

Gdzie jest Wróg? Rola „śpiochów” i jazgotu medialnego

Jacy są współzawodnicy w Grze o Świat?

Triumf brutalnego Zła, Kłamstwa, a PRAWDA.

Mirosław Dakowski

STARE wróciło? W czasach niesłusznie zwanych „minionymi”:

Amerykanin: Czy to prawda, że u was w GUŁAGU siedzi 6 325 600

niewinnych osób? Ruski (czyli KGB): „A u was niegrow bijut!”

1. Co najważniejsze?

Co jest dla Polaków, dla Polski teraz najważniejsze? Wielu rozsądnych  mówi: „Wybory prezydenckie”. Nie neguję, że to ważne. Stąd powstał tekst „Dupki, pokurcze…” http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1895&Itemid=100

Mówi on, że w sytuacji zmienionej przez Katastrofę czy Zamach, nie wolno rozpraszać sił. Czeka nas przecież prosty wybór, a nie wybory. Plebiscyt. Między rządami sprywatyzowanych (i powiązanych międzynarodowo) „służb” czy mafii, a rządami grupy usiłującej być patriotyczną. Dla sceptyków pisałem tam: wybór między syfilisem a katarem.

Ale zwracam uwagę iż teraz, od 10 kwietnia, przeprowadzana jest ogromna propagandowa operacja. Odbieranie nam nadziei, szerzenie strachu i zamieszania. M. inn. poprzez jazgot medialny. Uaktywniły się tuby propagandowe Wroga.

Stąd – najważniejsze jest dla nas poznanie Prawdy o Katastrofie czy Zbrodni. Konsekwencje poznania prawdy nie mogą być – na dalszą metę – złe dla nas, szkodliwe. Gdybyśmy natomiast poddali się, możemy się już nie dźwignąć. O tym niebezpieczeństwie mówią poniższe rozważania. I proponują drogi wyjścia.

2. Konflikt Szatana z Czartem

[uwaga: Kogo drażnią i żenują poniższe obrazy, czy powyższy tytuł, „taki” język, proszę, niech skoczy do punktu 4 („Rozwiązania…”). Potem może tu wrócić, lub przerwać czytanie. Inni mogą czytać ciurkiem… ]

 W języku meta-politycznym można by to skrótowo wyrazić, że Szatan (w UE i USA) respektuje na razie „autonomiczność” Biesów i Czartów ( w Rosji i Chinach, czyli ChRL). I „dialogują”. Ale wiemy, że nad nimi stoi (raczej: siedzi na trzynastym Krześle) Syn Poranka, Lucyfer – i uśmiecha się. Jaki Plan posiada i udoskonala On, Lucyfer?

Cytowałem na Stronie  [zob.pod : Kościół Malachi Martin ] sporo fragmentów z Windstept House Malachi Martina – no i dostępny jest Epiphanius. [Lepiej te książki przestudiować, niż szkodzić swym niedouczonym a panicznym pisaniem]

Można się tylko domyślać i wnioskować na podstawie dotychczasowych realizacji. Są to więc jedynie mocno uzasadnione DOMYSŁY.

W tym Planie są na pewno katastrofy gospodarcze i finansowe, ale jest już też miejsce na wielki konflikt zbrojny. Czy rozpocznie się od np. prowokacji z budową Trzeciej świątyni na wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie? Wtedy Plan polegałby na rzuceniu miliarda muzułmanów przeciw „cywilizacji Zachodu”. A na pewno Lucyfer dorzuci tu hasło „rżnij chrześcijan”.

Czy też „Zachodowi” będzie nakazane (przez jego szatańskich „mędrców”) „ujrzenie zbrodni Rosji” i w tej części świata (Iran, Rosja) ustalą początek krwawej części planu? Jaką rolę mają do odegrania Chiny, też rządzone obecnie przez jakiegoś Złego (Dowód np. krwawa rzeź niewiniątek, por. http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=995&Itemid=53

http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=557&Itemid=53

Różni „politolodzy” mogą sobie budować kariery z pisywania o tym. Jest to jednak jałowe – piszą akurat to, co im podrzucają „z góry”. Lub piszą „political fiction”.

MY jednak – trzódka Pana Boga [Mam nadzieję, że większość Polaków chce do tej trzódki należeć] – musimy widzieć prawdziwą skalę konfliktu.

3. Dwa sztandary

Jest to odwieczny lecz doprowadzany do ostateczności konflikt między Bogiem a Jego adwersarzem. Między Dobrem i Prawdą, a Złem i Kłamstwem. Są tylko DWA sztandary: Sztandar Chrystusa – oraz Lucyfera. I żadne dialogi, pojednania tu nie są możliwe. „Nie ma takiej opcji”, jak mówią dzieci. Czyli ci lansujący daleko (i głęboko) idące „porozumienia”, tym samym przechodzą do obozu Wroga. A tego robić – na dłuższa metę – nie warto (w sensie: nie opłaca się! – to argument dla zastrachanych).

Oczywiście w tak dramatycznej, szczególnie w Polsce, atmosferze i sytuacji, strach jest czymś naturalnym. Ale musimy walczyć.

Dla kuszonych: Nie warto faktu poddania się łagodzić tchórzliwym „ależ chyba nic się nie stało, to przykry wypadek, ale daje nam szansę pojednania”, ani tym bardziej łaszeniem się do mordercy.

Rzeczywistość zawsze była czarno-biała. Ale teraz, w czasach Odstępstwa, coraz więcej osób dostaje szansę, by to zobaczyć.

Ten meta-język nie podoba się większości wychowywanej przez co najmniej dwa pokolenia w ateizmie, pogardzie dla logiki, braku szacunku dla Prawdy. Rozumiem to. Ale on doprowadza do zdrowych i zbawiennych skutków – na skróty. Ci którzy go nie zechcą zaakceptować, a są Polakami, niech choć trzymają się logiki i też szukają Prawdy o Katastrofie. Niech nie powodują się jednak panicznym strachem. Niech nie ośmieszają się szukaniem spisku „zielonych ludzików” tam, gdzie widzą „dymiący nagan”.

W świetle metody „dwóch sztandarów” analiza obecnych konfliktów jedynie w kategoriach konfliktu Szatana z Biesem (dla preferujących inny język: konfliktu UE i globalistów Zachodu z reżimem rządzącym Rosją) – prowadzi na manowce, nie może być owocna. Przeciwstawiane ich „interesów” umniejsza skalę sprawy.

Jeśli to Bies planował zamach, to wcześniej zapewnił sobie nie-interwencję Szatana. Przecież USA i NATO maja aktualne zdjęcia satelitarne, również okolic Smoleńska rankiem 10 kwietnia. Już przed ćwierć wiekiem chwalili się, że z kosmosu mogą przeczytać tytuł gazety u przechodnia na ulicy. Widziałem takie zdjęcia.

Tam jest na pewno przeprowadzona analiza toru lotu „tutki” w ostatnich minutach i sekundach lotu. Czemu minister spraw zagranicznych (tutejszy, Radek S) o te zdjęcia i analizę nie wystąpił? A może są? tylko my nic nie wiemy?

4. Rozwiązania i dowody – skomplikowane lub proste

W matematyce istnieją złożone problemy, dla których przez dziesięciolecia, a czasem nawet stulecia, nie można znaleźć rozwiązania czy dowodu prawdziwości. Lub – dowodu nierozwiązalności. Drogi radzenia sobie z takimi zadaniami są, dla różnych umysłów, bardzo różne. Niektóre drogi dowodzenia wymagają setek stron lematów, procesów tworzenia i udowadniania równań pomocniczych. Przypomina to marsz – bez maczety- przez dżunglę tropikalną. Inni widzą rozwiązanie. I jakoś, może błyskiem geniusza – zauważają prostą i krótką doń drogę. Widziałem kiedyś prace doktorską z nieznanej mi odnogi matematyki, której to pracy istota zapisana została na połowie strony.

W szkole „pani od matematyki” rozwiązywała zadanie na dwóch czy trzech tablicach. Rozwiązała zresztą z błędem. Dziewczynka, nauczona na dobrych korepetycjach, rozwiązała je… w dwóch linijkach. „Pani” była najpierw oburzona. Tyle jej pracy – a tu „mała” w dwóch linijkach… Trzeba przyznać, że jednak uparte dziecko spowodowało, iż pani się zgodziła. I nie dała „pały”, lecz „szóstkę”.

Podobnie bywa przy rozwiązywaniu zadań związanych z wytrzymałością materiałów i urządzeń, z jakością szkolenia ludzi (pilotów i kontrolerów ruchu), czy sprawą terroryzmu państwowego.

W przypadku tego ostatniego dez-informatorom chodzi o to, by „obcinać” wszystkie, wyłaniające się hipotezy rozsądne i prowadzące do celu wątki śledztwa, a końce w wodę. Do tego potrzebują skomplikowanych, wielo-wątkowych hipotez. Oraz – obudzenia „śpiochów”.

My także mamy takie, na skróty, dojścia do Prawdy, nie wolno nam ich się bać!

Są nam objawione dwa tysiące lat temu.

5. STRASZNA hipoteza

Bierność i zajęcie się drobiazgami oraz dziwne występy w Youtube do „ruskich” (JK), szukanie „sojuszów” – przez resztkę „polityków patriotycznych” może wskazywać na to, że oni ZNAJĄ PRAWDĘ . Prawdę o przyczynie Katastrofy. Gorzej, że znają czy mają DOWODY, kto i jak Katastrofę przygotował i popełnił. A w każdym razie wiedzą, gdzie i jak można zdobyć te dowody. Ale – nie chcą, „nie mogą” tego Narodowi ujawnić. Chodzi tu (może) o to, że boją się o resztkę swojego życia. To byłoby jakoś zrozumiałe, choć świadczyłoby o niewielkim kalibrze tych ludzi.

Obawiamy się jednak, że tłumaczą się przed sobą czy podwładnymi, iż „naród nie dorósł do poznania prawdy”, należy więc ją – dla jego dobra – ukrywać. Współdziałać w ukrywaniu. Gdyby tak było naprawdę, to ten grzech pychy byłby niewybaczalny. NIGDY.  Komentarz Czytelniczki: Też myślę że oni znają prawdę o zamachu. Myślę jednak, że jeśliby ją ujawnili, to cóż zostaje??? Powinna wtedy być chyba wojna z Rosją… Rosja może wkroczy do Polski pod pretekstem ataku uprzedzającego[….]

6. Generowanie Panicznego Strachu – i „śpiochy”

Skąd nagle pojawiły się tak silne i różniące się pochodzeniem oddziały sowieto-filów?

W tak decydującym dla Polski momencie rozsądnym Polakom nie wolno generować szumów, dziwnych hipotez. To robi się teraz „taśmowo”.

Np. argument, że „to na pewno nie Rosja” , to „agenci obcych wywiadów”. Cytuję: Wtajemniczeni w plany zamachu agenci obcych służb czekali więc w pobliżu miejsca, w którym miał się rozbić celowo tam właśnie naprowadzony samolot. Kilka minut po katastrofie byli już na miejscu. Jeden z nich nagrał filmik na telefon komórkowy. Celowo [….] Inni agenci pospiesznie zbierali szczątki samolotu, przedmioty należące do zabitych pasażerów czy nawet przyrządy nawigacyjne. Zanim na teren katastrofy dotarła rosyjska policja i agenci FSB przedstawiciele obcych służb (obładowani “bagażem”) zniknęli. Przedmioty wyniesione przez nich do dzisiaj podrzucane są na miejscu katastrofy. Mają wywoływać nadal podejrzliwość o niedbałość i mataczenie w śledztwie ze strony Rosji.

Takie naiwne dyrdymały pisze człowiek (A..), z litości jeszcze nie podaję nazwiska), którego dotąd miałem za uczciwego. Mam jeszcze nadzieję, że nie śpioch. A nie potrafię go od 10-ciu dni skłonić do udzielenia odpowiedzi, na poszczególne argumenty zebrane w logicznym, klarownym artykule „Dymiący nagan”, p. np. tu:  http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1936&Itemid=101

Opowiada – dosłownie „od rzeczy”: … na temat filmiku „ze strzałami”. Na rozpaczliwie powtórzone przeze mnie pytanie o stosunek do argumentów w „Dymiącym naganie”,  a wreszcie na pytanie: czy ten artykuł czytał, odpowiada, że „czytał wszystkie artykuły na mej stronie”. Widocznie proces „odcyfrowywania i składania bukw” przebiega u pana (A..) poprawnie, ale procesy myślowe mogące pomóc w zrozumieniu jedynie przecież pięciu kodycyli z „Dymiącego nagana” – w ogóle zostały zahamowane.

Liczni autorzy podobnych infantylnych historyjek chyba nie zdają sobie sprawy, jak ośmieszają bronionego przez siebie Chozjaina. Wykazują zupełną (jakoby) nieskuteczność i bezsilność tych licznych FSB czy KGB (tajnych i dwupłciowych), których śmiertelną i brutalną skuteczność mogliśmy doświadczyć od przeszło 90-ciu lat. Takie opowiastki tworzą tylko „jazgot”, hałas ogłuszający ludzi, którzy chcą, czy może mają szansę, poznać Prawdę.

Podobnie Piotr Bein na stronie http://grypa666.wordpress.com : mniej analizuje przyczyny i sposoby przeprowadzenia Zamachu 10.IV., a zwala go na jakiś, świeżo przez siebie zdefiniowany „kompleks Jot”. Którego uczestnicy np. „wykorzystają Loże Wielkiego Wschodu i ich prawdziwe oblicze działalności charytatywnej” . Jeśli to nie jest przejęzyczenie, zdanie to stawia autora po stronie masonów, którzy w prymitywny sposób dezinformują „profanów” o celach masonerii. Odwoływanie się przez Piotra Beina do naukowości jego pracy o „kompleksie Jot” wskazuje, że odkrywa on na nowo, tylko w specyficznych, przez siebie stworzonych określeniach, to co uczeni historycy i teologowie, szczególnie papieże, poznali, przez wieki ocenili i opublikowali. Tylko – teraz jest to deformowane! Celowo?

O tajnych organizacjach, ich powiązaniach nie można (bez ośmieszenia się) pisać bez odniesienia się do najlepszej w tych sprawach książki Epiphaniusa „Ukryta strona dziejów” (wyd. Antyk). Na mej stronie jest wiele cytatów i odniesień do niej. Oczywiście należy tę wiedzę rozwijać, pogłębiać, uwspółcześniać. Ale przemilczanie – dyskredytuje nowego autora. I eliminuje z działu „naukowe”.

A to już na pewno „śpioch: Wzięte z: http://www.polpatriot.com/html/biuletyn_prp.html „Odrzucam różne hipotezy dyżurnych rusofobów o rosyjskim sprawstwie katastrofy. Państwo rosyjskie nie miało z tej katastrofy żadnych korzyści a raczej same kłopoty. Nawet tylko w postaci histerii podejrzeń z którą mamy niestety do czynienia.”

7. Chozjain i raby

Neo-sowieci wrócili do sposobów komunikowania swych preferencji politycznych z lat 50-tych i 60-tych. Mianowicie „analitycy” mający dostęp do me®diów wnioskują z… usytuowania marionetek wobec Chazjaina na Mauzoleum Lenina w trakcie – nomen omen – „defilady zwycięstwa”. Jeśli jakiś psiarczyk z uzależnionej krainy jest „zaproszony” , to jego wspólnicy się cieszą. Nie znajduję bliższego obrazu, niż taki: „i merdają ogonem”. Jeśli jednak posadzili go daleko od Chazjaina, to są smutni i wnioskują, że trzeba okazać więcej gestów przywiązania i poddania.

Obserwujemy pozornie egzotyczne sojusze: O „pojednanie” z rządem Rosji apelują wajdo-podobne „pudła rezonansowe” z oddziału GazWyb-u, ale też liczne i głośne środowiska zwące się „narodowcami”. Obie grupy świadomie mieszają Rosjan (tych poćciwych) z brutalnym reżimem. Podobnie brzmią namaszczone, namolne i nachalne apele niektórych biskupów z „kościoła łagiewnickiego” (nie mylić z Katolickim!). Nie miejsce tu na analizę przyczyn tych (chwilowych?) sojuszy. Może po prostu – nakaz od wspólnego szefa? (t. zw. krysza).

Ich sparaliżowanie potęgą Chazjaina rośnie, gdy słyszą, że np. odrzucił ON przyjazd na „paradę” zastępcy prezydenta USA, czy księcia Karola z Wielkiej Brytanii.

Jest to reakcja ruskiego raba, dla którego utworzono kiedyś regułę „rugajetsia – znaczyt naczalstwo”. Natomiast sparaliżowani strachem nie uświadamiają sobie, że obecnie „reżimu” nie umacnia ani potęga wojskowa, ani gospodarcza. A nie ma tam już państwa jednoznacznie niewolniczego, ludzi zapewniających dawniej darmową pracę „dla własti”. Za Chazjainem stoi tylko brutalne i okrutne ZŁO.

Jego działanie jest możliwe i skuteczne przez to, iż w budowanych z ogromnym pośpiechem strukturach ZŁA na Zachodzie dominuje tylko chęć „dogadania się” z władcami Rosji. Dotyczy to tak sztucznej, potwornej duchowo UE, jak i kolejnych rządów USA, które są agresywne, lecz wykonują cudze plany i działają dla cudzych interesów. Doświadczamy akcji „Służb” będących w symbiozie z trans- nacjonalistycznymi siłami. 

Nic nowego: Przecież pomoc gospodarcza i wojskowa dla morderczego reżimu Stalina (np. lend lease), szła cały czas w latach 30-tych, 40-tych i 50-tych.. (por. np. Pierre de Villemarest, „Źródła finansowe komunizmu i nazizmu”, czy książki Suttona). A o współpracy Biesa z Szatanem ; np. Aleksandra Bregmana „Najlepszy sojusznik Hitlera”.

Obecnie również ci „przywódcy” Zachodu na szczeblu najwyższym, szczeblu rządzącym i kierującym marionetkami politycznymi, uważają, iż jeśli władcy Rosji są (przepraszam, „byliby”) aż tak krwawo brutalni i zdeterminowani do stosowania rozszerzenia swej dyktatury, to należy z nimi „dialogować” i im pomagać.

 „Gospodarze” pokazują ze świadomie ujawnianą bezczelnością, z jak piekielnym (dosłownie) lekceważeniem traktują to „śledztwo”. Cel główny: wymusić bezwzględne posłuszeństwo wobec „Miszki” na „pieresłojce” (warstewce) tutejszych (w Polsce), których naznaczono do rządzenia (głównie przez siły UE i Niemcy). – A naród w konsekwencji tego – sterroryzować.

A gadanie o „planach posyłania ekipy archeologów” (powtarzał to TW Znak- t.zw. „super- minister” Boni), zamiast natychmiastowego wysłania ekip biegłych z kryminalistyki sądowej jest szyderstwem. Zdaje się, że dotąd tego „archeologa” nie posłali, ale posłali… pisma z prośbą do „gospodarzy”. [To w pale się nie mieści – powiedziałby ZOMO-wiec]. Toż Kafka się w grobie przewraca. Ze śmiechu.

 Na razie wszyscy ostrożni (chyba nie mamy tylu „śpiochów”?) trzęsą tyłkiem, uciekają w „winę obcych” przebranych dla niepoznaki w budionówki. Widać skutki nacisków: Zmiany, z tygodnia na tydzień,  w wypowiedziach adwokatki, córki jednej z Ofiar, porażają. Tak nie- profesjonalnością, jak i coraz bardziej widocznym strachem. Czym Cię zastraszyli dziewczyno?

8. „Operacja dwie Wieże” a stan po naszej katastrofie. Porównanie

Inny ze zwolenników tezy, że spowodowali to „ci globaliści z Zachodu”, Gajowy Marucha, na dowód słuszności swych tez wyciąga stare artykuły o wewnątrz- amerykańskim spisku w sprawie 9/11 – World Trade Center. Tamta sprawa została doskonale opisana przez Sławomira Kozaka (wyd. oficyna Aurora) w paru udokumentowanych książkach, z których pierwsza była „Operacja dwie wieże”. Nie chodzi o dwa budynki WTC, lecz o wieżę kontrolną, oficjalna i tę rzeczywistą, z której sterowano porwanymi samolotami. Mamy też (z tegoż źródła) 3 lub 4 filmy z analizami torów lotów tych płatowców (i ewentualnej rakiety w Pentagon). Większość Polaków, nawet tych „poinformowanych”, nie wie, że tam i wtedy w kontrolowanych, grubo wcześniej przygotowanych wybuchach zwalono TRZY wieżowce, ten trzeci (nr. 7) z ogromnymi ilościami złota, kosztowności i papierów wartościowych, które „nieszczęśliwie zaginęły” po tym zawaleniu. Zawalił się chyba z wrażenia…?

Ale w USA są piloci, kontrolerzy lotów, oficerowie FBI i CIA, którzy nie dali się zastraszyć groźbom. Stworzyli grupy badawcze – i nie powtarzają oficjalnych, bzdurnych wersji, lecz skutecznie dokumentują Prawdę. Nie zauważyłem promocji tych książek u Gajowego, czy na innych portalach, które teraz wybielają ruskich władców. Może przegapiłem.

U nas na razie nie ma zauważalnych ruchów szukających prawdy o niespotykanej w historii Tragedii: od-głowienia Państwa w czasie pokoju

Piszesz, Marucho, gdzieś w dyskusji, że „chciałbyś mieć taki rząd, jak Putina”. Jak rozumiem w sensie, że potrzebny jest nam rząd pro-polski, a nie kundle łaszące się do „obcych” i oddające im nasz majątek i suwerenność. Z tym drugim się zgadzam. Z tym pierwszym zdecydowanie nie, gdyż rządy w Rosji są anty-rosyjskie, dla tego narodu tragiczne. Nie jest ważne, że rządy te są (jakoby) anty-zachodnie, walczą przeciw rabunkowi przez obcych finansistów (czytaj: zorganizowane gangi), gdyż rabują sami, przez lokalne, sprawne mafie. Ważne, że są rządami terroru, tajnych służb i morderstw. Starowojtowa, Litwinienko, Politkowska, może Lebiedź. To tylko nieliczne przykłady.

Nawet Rzepa ośmieliła się opublikować analizę dotyczącą „dokonań zawodowych” prok. Czajki. Politkowska została zamordowana w urodziny Putina. Pisali wtedy w Rosji, że „dostał podarok urodzinowy”. Prok. Jurij Czajka nie znalazł winnych. To samo dotyczy jawnego morderstwa Litwinienki. Morderca został wybrany do DUMY… Więcej: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1994&Itemid=100                   

Powtarzam: tam widać szyderczą Mordę Bestii. Musimy zrobić wszystko (dosłownie), by nic podobnego nam nie groziło.

9. Podsumowanie

Mamy w Polsce 96dowodów”, przy pomocy których możemy i musimy sprawdzić, czy użyto broni niekonwencjonalnej, np. termo-barycznej. Prokurator generalny Andrzej Seremet wykluczył niedawno zamach bronią konwencjonalną. Czyżby bał się odpowiedzialności, gdy okaże się z badań biegłych sądowych po ekshumacji, że była to broń niekonwencjonalna?  Musimy poznać tor lotu „tutki” w ostatniej minucie, co pozwoli zweryfikować ew. blokadę układu sterowniczego oraz skutki meaconingu.

Nie wolno nam po tragedii 10.IV. skierować gniewu i aktywności Polaków na tory fantazji. Bo są jałowe. Na razie sporo portali przedrukowuje w pętli wzajemności dywagacje o niewinności Chozjaina. Czyżby uruchomiono klasyczne „pudła rezonansowe”?

 Panowie! Nam tu, w Polsce, trudno jest ocenić, kto jest może trochę nieostrożnym działaczem, a kto obudzonym w decydującym momencie „śpiochem”. To okazuje działalność. Aktualna. Jest to ostrzeżenie tak dla publikujących, jak do czytelników.

Powtarzam: przeprowadzana jest ogromna propagandowa operacja: Łamanie nam, Narodowi, kręgosłupa. Odbieranie nam nadziei, szerzenie strachu i zamieszania.

Stąd – najważniejsze jest dla nas poznanie Prawdy o Katastrofie czy Zbrodni. Konsekwencje poznania prawdy nie mogą być – na dalszą metę – złe dla nas, szkodliwe. Gdybyśmy natomiast poddali się, możemy się już nie dźwignąć.

 

Panowie! zastanówcie się! Musimy się skoncentrować na znalezieniu dowodów PRAWDY o tragedii 10.IV. Z tego może wyniknąć tylko DOBRO, bo ono zawsze jest związane z PRAWDĄ.

 

www.dakowski.pl

Komentarze 52 to “Triumf brutalnego Zła, Kłamstwa, a PRAWDA.”

  1. Stanley said

    Glupota i naiwnosc Polakow jest przyslowiowa.
    Starsi i madrzejsi wykorzystuja to bezwzglednie.
    Tu w Ameryce Pollack znaczy po prostu glupek.
    Latwo to zrozumiec kiedy czyta sie takie artykuly jak ten, pelne wielkich slow jak Prawda, Zlo, Dobro, Milosc itd.
    Kilku oszolomow chce nawet powolac Jezusa Chrystusa na krola Polski. A moze lepiej od razu Trzech Kroli. Jak mowia Rosjanie „Boh trojcu liubit.”
    Oplakiwany przez Polakow, pochowany na Wawelu jak najwiekszy polski bohater, s.p. Lech Kaczynski zachowywal sie czesto wedlug
    wspomnianego modelu Pollacka. Popieral Juszczenke i jego neobanderowcow,izraelskie plany wykorzystania Gruzji, bialoruska opozycje, itd.
    Po jego smierci wielu odetchnelo i to nie tylko Tusk, Komorowski
    czy Putin. Rowniez przywodcy zachodnioeuropejscy i rowniez administracja Obamy, ktory zmienil swoja polityke wobec Rosji.
    L.Kaczynski bylby bardzo niewygodnym sojusznikiem, ktory mogl
    narobic klopotow. Wielu dziwi sie zmianie nastawienia Michnika,
    ktory nagle zpalal milosci do Rosji.
    A to takie proste. Rosja jest teraz potrzebna Izraelowi i USA
    w szantazowaniu Iranu, ktory uznawany jest za glownego wroga.
    Na szczescie zrozumial to Jaroslaw, ktory rozpoczal swoja kampanie
    prezydencka od przyjaznego listu do Rosjan.
    niestety, nie rozumieja tego nasi rodzimi Pollack, ktorzy chca prawdy o katastrofie TU 154. Problem w tym, ze ta prawda nigdy nie zostanie odkryta, bo bylaby zbyt niewygodna, podobnie jak porawda o ataku na WTC.

    Polecam artykul pt. „Cel uswieca trupy”

    http://www.jezierski.pl/strona.htm?id=782

  2. Błysk said

    Panie Stanley. Wydaje mi się,że pomieszał Pan rzeczy.i byc może nie jest Pan przyjacielem Polaków. Czy w Ameryce nie ma większych głupków od Polaków np. tak zwanych przeciętnych Amerykanów , którzy nie wiedza gdzie jest Polska, Meksykanów , murzynów itd. Natomiast z oceną zmarłego tragicznie Kaczyńskiego na ogół się zgadzam .

  3. Andrzej101 said

    No cóż, już wcześniej miałem pewne podejrzenia co do Wirtualnej Polonii… Potwierdziły się…
    Wiem nawet, co wywołało wściekłość profesora…
    Na pożegnanie Wirtualnej Polonii wkleję jeszcze to:

    Czyżby jeszcze jeden “dymiący nagan” w sprawie Smoleńska ?
    Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich napisał specjalnie dla The Jewish Week artykuł pt. “Straciliśmy przyjaciela”.
    http://www.propolonia.pl/blog-read.php?bid=142&pid=2548

    ——————————————————
    Od Redakcji
    Panie Andrzeju, rozpracowal nas Pan naprawde szybko. Szkoda, ze tracimy takie pioro ale jak widac sami sobie na to zapracowalismy.

  4. Guła said

    To że Rosja jest teraz USA i Izraelowi potrzebna to każden głupi w Polsce wie, tak samo dobrze jak i to że bez mała każden amerykański Pollack będzie w tej materii nadgorliwie na rzecz w/w zabiegał. Rzecz jasna kosztem Starego Kraju.

    Poza tym une już nie mogli doczekać się na dostęp do tych dóbr które okazuje się, nie tylko Putin, ale i stanowisko śp Prezydenta blokowało. Runą teraz przez rozwarte wrota zbliżenia i aj waj, przyssą się do tego ula jakby nie patrzeć, jako firmy z terenu Polski.

    Czy „tyle dobra nie będzie już marnowało się”, to zobaczymy.

    Aha
    Na początek podwyżkę gazu zapowiedział rząd obiecując niezaradnym pomoc finansową. To prawda, nikt tych galopujących cen przy wynagrodzeniu nie reguluje. Zaśby tam.
    Prawdziwny ojciec z tego , capo di tutti capi

  5. Guła said

    I oto cała historia obydwu tragedii na ziemi smoleńskiej.

  6. Jacek said

    Jezeli Polacy sa az tak glupi, to co powiedziec o nacjach „zachodnich”, na czele z „amerykanami”. Jakie Polacy maja mozliwosci dochodzenia do prawdy w porownaniu z nimi? Amerykanie lykneli „oficjalna wersje” zamordowania ich prezydenta „cudowna kula” w ich wlasnym kraju dosyc dawno temu (nie pierwsze to morderstwo i „wytlumacznie”), czy nalezy dalej wyliczac, np. „9/11”, irackie „bronie masowego razenia”, „akt patriotyczny”, „wycofanie z Iraku”, „kryzys finansowy”, „nielegalnych obcych”, ktorzy „nie moga byc dyskryminowani”, serie ostatnich „prezydentow” itd itp.

    Poziom oglupienia (czy glupoty ?) amerykanow przewyzsza wielokrotnie wysokosc obu wiez WTC postawionych jedna na drugiej, a Polakom mimo wszystkich „braterskich” wysilkow „zachodnich sojusznikow”, w tym „amerykanskich”, i „wschodnich przyjaciol”, bardzo jeszcze daleko do niego. Sadze,ze jest on dla Polakow nieosiagalny. Pod tym wzgledem „ameryka” jest dominujacym mocarstwem. Wystarczy poczytac „amerykanska prase’ czy poogladac „amerykanskie” dzienniki telewizyjne.

    Aby STARAC SIE Polakow sprowadzic do takiego poziomu trzeba bylo najpierw wcielic ich do powazanego przez „amerykanow” i ludobojczego dla Polakow bloku sowieckiego, a obecnie do „sojuszniczego” dla „amerykanow” i morderczego dla Polskiego Bytu Narodowego eurosojuza. A i to by sie nie udalo bez dywersji w Kosciele Katolickim.

  7. Jacek said

    PS powyzszy wpis adresowany jest do Stanley’a

  8. Andrzej101 said

    Czyżby jeszcze jeden “dymiący nagan” w sprawie Smoleńska ?

    Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich napisał specjalnie dla The Jewish Week artykuł pt. “Straciliśmy przyjaciela”.

    W tekście tym jest napisane:

    “Dwa lata temu, w czasie wizyty w Katyniu, obydwaj modliliśmy się przed tablica upamiętniającą rabina Barucha Sternberga, głównego rabina Wojska Polskiego, który został zamordowany w Katyniu wraz z setkami żydowskich żołnierzy. Ocenia się, że około 10% zamordowanych w Katyniu polskich żołnierzy stanowili Żydzi.”

    W komentarzu od redakcji The Jewish Week jest napisane:

    “Na pokładzie pechowego samolotu miał być również Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich oraz wielu działaczy żydowskiej społeczności. Jedynie z powodu Sabbath’u nie wsiedli do tego samolotu. Rabin Schudrich był od wielu lat zaprzyjaźniony z Lechem Kaczyńskim, jeszcze w czasie kiedy był on Prezydentem Warszawy. Prezydent Kaczyński systematycznie brał udział w uroczystościach z okazji świat w głównej synagodze stolicy, kilkanaście razy odwiedzał Izrael…”

    Data obchodów w dniu 10 kwietnia była wybrana dowolnie. Likwidacja obozu w Kozielsku, z którego jeńców wywożono do zamordowania głównie w Katyniu, trwała od 3 kwietnia do 12 maja. Można było więc na obchody 70 rocznicy Katynia wybrać inną datę. Na przykład 13 kwietnia, kiedy to Niemcy w roku 1943 ogłosili odkrycie grobów katyńskich.

    Dziwi jedna rzecz. Otoczenie prezydenta znało jego słabość do Żydów. Wiedziało też, że dwa lata wcześniej prezydent był w Katyniu razem z naczelnym rabinem. Można by się więc spodziewać, że na okrągłą 70 rocznicę zbrodni tym bardziej naczelny rabin i “wielu działaczy żydowskiej społeczności” chcieliby razem z ich przyjacielem, polskim prezydentem, uczcić ofiary w Katyniu (ze względu na owe ok. 10% żołnierzy, jakich stanowili Żydzi).

    Jest też raczej pewne, że prezydent i jego otoczenie znało zwyczaje prezydenckich żydowskich przyjaciół i wiedziało, że w sabat takiej uroczystości nie powinno się organizować, jeśli chce się, aby żydowscy przyjaciele wzięli w niej udział.
    A jednak uroczystość zaplanowano na sobotę!
    Czyżby o to właśnie chodziło? Aby oszczędzić w “katastrofie” Żydów ?

    Jest to naturalnie niepoważna teoria spiskowa.
    Taka sama jak ta, że 11/9 pracujący w WTC Żydzi wzięli sobie wolne czy też pojechali na wycieczkę. Dlatego tak mało ich wtedy zginęło (tylko ci, których nie ostrzeżono???).

  9. aigle said

    @Stanley
    Wiekszosc madrych jankesow nie wie gdzie lezy Polska a 60% nie umie czytac i pisac. Jezeli mowia zle o Polakach to tylko dlatego ze jestesmy narodem ktory zamiast trzymac sie razem, walczy ze soba(zagranica). Nie bronimy dobrego imienia Polski,jak robia to inne nacje.Stanley kim ty jestes? Polakiem napewno nie!

  10. Jacek said

    ad Miroslaw Dakowski

    rezym rosyjski nie jest jedynym, ktory mogl byc zainteresowany wywolaniem Katastrofy, jezeli odnosimy sie do postawy stp L. Kaczynskiego, mogli byc nia bezposrednio zainteresowani np. nasi „sojusznicy” niemieccy, lub moglo chodzic o prowokacje. Poniewaz zgineli w Katastrofie wysocy oficerowie NATO, a suwerenem NATO sa USA, ktokolwiek przyczynil sie do Katastrofy podjal jednoczesenie ryzyko wywolania NATOwskiej odpowiedzi. Nie jest wazne jak „wartosciowym” sojusznikiem jest w NATO Polska. Chodzi o bezpieczenstwo kogokolwiek z pozostalych sojusznikow na poziomie naczelnego dowodctwa. Dlatego wywolanie Katastrofy moglo byc tylko:

    a) celowym wyzwaniem rzuconym NATO, a przez to USA;

    b) dokonanane w porozumieniu z USA;

    c) dokonanane przez sile, kore posiada wobec USA i NATO immunitet, taka sila jest tylko Izrael.

    Nic dziwnego, ze ci ktorzy cos rzeczywiscie WIEDZA trzymaja jezyk za zebami. W takiej sytuacji oczywiste podejrzenia spadaja na Rosje.

  11. Gasienica said

    Z portalu http://kresy24.pl/showNews/news_id/11401/

    Rosyjscy eksperci są przekonani, że do katastrofy prezydenckiego Tu-154M doszło z powodu niedoświadczenia pilota, który – chcąc spełnić życzenie urzędników – zgodził się na śmiertelnie niebezpieczne lądowanie, a potem, posłuchawszy nawigatora, popełnił fatalne błędy w pilotażu. (…)
    „Kommiersant” informuje, że „w opinii rosyjskich ekspertów główną przyczyną katastrofy były jednak błędy polskich lotników popełnione w czasie podejścia do lądowania”.

    „Pierwszy polegał na tym, że dowódca, wykonując nieprecyzyjne podejście do lądowania, włączył reżim autopilota, czego kategorycznie nie powinien był robić. Ustawiwszy samolot na początku glisady, po której – według jego obliczeń – powinna była zniżać się maszyna, dowódca wprowadził do autopilota prędkość zniżania 4 metry na sekundę i rozpoczął lądowanie, sądząc, iż przy tych parametrach podwozie dotknie ziemi na początku pasa startowego” – relacjonuje gazeta.

    „Tymczasem nawigator kontrolował wysokość lotu za pomocą radiowysokościomierza – przyrządu określającego odległość od ziemi na podstawie odbicia od jej powierzchni sygnału radiowego. Fatalną rolę w katastrofie – według ekspertów – odegrał łagodnie pochyły, długi parów o głębokości około 40 metrów znajdujący się przed lotniskiem i niedoświadczenie nawigatora” – kontynuuje „Kommiersant”.

    „Gdy samolot leciał nad dnem parowu i ziemia zaczęła uciekać w dół, nawigator wpadł w panikę i zaczął informować dowódcę, iż idą powyżej kursu oraz że w ten sposób nie trafią na pas. Dowódca uwierzył podwładnemu i zwiększył prędkość zniżania dwukrotnie – do 8 m/sek. Tymczasem parów na trasie się skończył i zaczęło długie zbocze wzgórza. A o zwiększonej prędkości zniżania lotnicy zapomnieli” – pisze dziennik.

    „Kommiersant” podaje, że kontroler (z lotniska) próbował wyprowadzić samolot z lotu nurkowego, krzycząc do pilotów: „Sto pierwszy, horyzont!”. Gazeta wyjaśnia, że 101 – to numer polskiej maszyny, a komenda „horyzont” oznacza wyrównanie samolotu do położenia horyzontalnego. Ponadto system ostrzegania przed zderzeniem z ziemią TAWS automatycznie uruchomił w kabinie sygnał „PULL UP” (do góry). „Wszelako załoga była zajęta wizualnym poszukiwaniem ziemi i nikogo już nie słyszała. Lotnicy opamiętali się dopiero, gdy zobaczyli przed sobą brzozę. Było już jednak za późno” – wskazuje „Kommiersant”.

    Dziennik podaje, że strona polska nie zgadza się z tym stanowiskiem. „Zdaniem polskich ekspertów, komenda kontrolera padła zbyt późno, gdy samolot zszedł już poniżej wysokości podjęcia decyzji, tj. 100 metrów. Rosyjscy eksperci się z tym zgadzają. Tłumaczą jednak, że kontroler nie nadążał z odczytywaniem znaczeń z powodu zbyt dużej prędkości zniżania maszyny”.

    Tatiana Anodina podała, że drzwi do kabiny pilotów prezydenckiej maszyny w trakcie podejścia do lądowania były otwarte. Według niej, eksperci MAK na podstawie zapisów z czarnych skrzynek samolotu ustalili, że w kokpicie przebywały dwie postronne osoby. Anodina ujawniła, że głos jednej z nich został już zidentyfikowany. Nie zdradziła jednak, do kogo należał zidentyfikowany głos.

    W oficjalnym komunikacie MAK na konferencji w Moskwie wczoraj podano, że 31 letni, niedoświadczony nawigator miał wylatane ogółem 1070 godzin, w tym na TU 154 tylko godzin… 30.

  12. Jan III said

    Dziekuje panu Dakowskiemu za rzeczowe omowienie wypadkow i przypadkow. Niestety niektorzy tutaj piszacy jak Andrzej czy Pl nie panimaju prawdy i dalej z uporem maniaka staraja sie przedstawic Rosjan jako przylacieli. To jak uwazacie ich za takich przyjaciol to dlaczego az 70 lat zapszeczali zbrodni Katynskiej . To dlaczego prezydent naszego kraju musial zginac zeby sie swiat dowiedzial prawdy . Gdyby wczesniej rzadzacy Rosja sie przyznali nie pod naciskiem nie doszlo by do tragedji ,bo dawno by bylo wyjasnione. Troche uzywac rozumu panowie a nie powtarzac brednie agentury Maruchy.

  13. Jacek said

    za bibula

    Eksperci od nawigacji satelitarnej: to był zamach
    Aktualizacja: 2010-05-20 9:02 am

    Informacja, że Tu-154 podchodził do lądowania prawie do końca na autopilocie, w 100 proc. potwierdza tezę, że załogę wprowadzono w błąd przy użyciu tzw. meaconingu – twierdzą Marek Strassenburg Kleciak, specjalista ds. systemów trójwymiarowej nawigacji, i Hans Dodel, ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”.

    Z raportu rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego wynika (zauważyła to telewizja TVN24), że samolot prezydencki podchodził do lądowania na autopilocie, który sterował zarówno wysokością, ciągiem, jak i kursem rządowej maszyny. Wyłączenie autopilota nastąpiło 5,4 sekundy przed uderzeniem w pierwszą przeszkodę.

    To bardzo ważna informacja. Autopilot jest urządzeniem do automatycznego sterowania samolotem, pobierającym do tego celu dane z GPS i innych wskazań przyrządów pokładowych. Dodajmy, że wyłącza się go jednym ruchem ręki, a więc w ciągu sekundy można – jeśli jest taka potrzeba – przejść na sterowanie „ręczne”.

    Ostatni etap przed lądowaniem na autopilocie to przelot przez kolejne, blisko obok siebie leżące tzw. waypoints: 10 km przed pasem / wysokość 500 m, 8 km / 400 m, 6 km / 300 m, 4 km / 200 m, 2 km / 100 m – ten ostatni punkt to tzw punkt decyzji i wysokość decyzyjna: jesli pilot nie widzi tutaj pasu startowego, to MUSI zrezygnować z lądowania i polecieć na inne lotnisko. Tymczasem załoga polskiego samolotu (w tak trudnych warunkach pogodowych) wyłączyła pilota dopiero 5 sekund przed katastrofą, mimo że – jak już zaznaczyliśmy – można to zrobić w sekundę.

    Dziennik “Fakt”, powołując się na rosyjskiego prokuratora, który słyszał rozmowy w kokpicie, napisał kilka dni temu, że parę sekund przed tragedią piloci – dotąd spokojni – zaczęli wołać: “Daj drugi… W drugą!” Musiał być to po prostu pierwszy moment, w którym załoga zorientowała się, że jest w złym miejscu i na złej wysokości – prawdopodobnie minęli wtedy znajdującą się tam antenę NDB.

    Dlaczego piloci schodzili spokojnie do lądowania na autopilocie i dopiero kilka metrów nad ziemią zorientowali się, że samolot jest tak nisko? Wytłumaczenie jest tylko jedno: autopilot opierał się na błędnych danych satelitarnych.

    To, że 10 kwietnia pod Smoleńskiem odbiór GPS w Tu-154 był zakłócony – co doprowadziło do błędu pozycji samolotu w pozycji horyzontalnej – jest oczywiste. Najprostszą metodą takiej agresji jest meaconing, polegający na nagraniu sygnału satelity i ponownym nadaniu go (z niewielkim przesunięciem w czasie i z większą mocą) na tej samej częstotliwości w celu zmylenia załogi samolotu. W przypadku Tu-154, podchodzącego właśnie do lądowania, wystarczyłoby niewielkie przekłamanie sygnału, by doprowadzić do tragedii. Meaconing można “ustawić” z precyzją do 0,3 metra, a do zaburzenia prawidłowego działania może dojść ze źródła oddalonego nawet kilkadziesiąt kilometrów od samolotu. W podobny sposób można też zmylić wysokościomierz radiowy. Gdyby dodać do tego przekazanie nieprawdziwej wartości ciśnienia barometrycznego (Rosjanie nie poinformowali dotąd, jakie ciśnienie podali dowódcy Tupolewa), załoga samolotu była – nawet przy dużo lepszej widoczności niż ta, która panowała w Smoleńsku – bez szans. Charakterystyczne ukształtowanie terenu przed lotniskiem Smoleńsk-Siewiernyj – rozległa niecka – stanowiło dodatkową gwarancję powodzenia ataku.

    Wskazania wysokości przez GPS nie były prawidłowe, ale mimo wszystko wystarczające, by uruchomić EGPWS (system ostrzegający pilotów o odległości samolotu od gruntu). System ten włącza się, gdy samolot schodzi poniżej 666 metrów nad ziemią. Piloci słusznie zignorowali ostrzeżenie EGPWS (jako że jego zadaniem jest ostrzegać przed zbliżającą się ziemią i robi on to za każdym razem, kiedy się laduje) i lecieli dalej, oczekując, że za jakiś czas zobaczą pas startowy. Problem w tym, że EGWPS także opiera się na pomiarach położenia uzyskanego z odbiornika GPS i wysokości z wysokościomierza radiowego: Tu-154 wkrótce znalazł się więc 5 metrów nad ziemią. Piloci nie zdążyli nawet poszukać wzrokiem pasa startowego… Jeszcze raz powtórzmy: skoro samolot leciał na włączonym autopilocie, to piloci wierzyli, że są znacznie wyżej i w innej pozycji.

    Dla laików wątpiących w techniki rodem z Jamesa Bonda: od czasu lotniczych zamachów terrorystycznych w Nowym Jorku na World Trade Center w prawie wszystkich krajach świata używa się meaconingu do ochrony obiektów specjalnego znaczenia, takich jak np. elektrownie atomowe.

    Atak na przyrządy nawigacyjne można stwierdzić po analizie czarnych skrzynek. Niestety, rejestratory lotu to nośniki magnetyczne i usunięcie śladów meaconingu – zwłaszcza dla służb znających od podszewkę budowę Tu-154 i jego przyrządów – nie jest trudnym zadaniem. Wystarczy, żeby nikt im w tym nie przeszkadzał.

    Marek Strassenburg Kleciak
    specjalista ds. systemów trójwymiarowej nawigacji
    Hans Dodel
    ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”

  14. Lubomir said

    Dobrze chociaż, że eksperci z Moskwy nie doszli do wniosku, że prezydent Kaczyński machając z radości marynarką, że dolatują do Katynia, poprzewracał siedzących pilotów. Bo przecież i takiej wersji nie podważyliby występujący w roli kibiców polskojęzyczni delegaci. Dramat zaniechania czy może umysłowy paraliż ?. W ogólnopolskiej powodzi pewnie rozmyje się tematyka katyńska, jak pod Katyniem zakończyła się afera hazardowa…Kryminalistom hazardowym bardzo na rękę była śmierć prezydenta Kaczyńskiego, Zbigniewa Wassermana i Sebastiana Karpiniuka.

  15. Błysk said

    Ciągle się mówi,że dzięki katastrofie Smoleńskiej wyjaśniła się tzw. prawda o Katyniu. A to nieprawda. Wszyscy sądzą,że to Rosjanie wymordowali Polaków w Katyniu.

  16. Lubomir said

    Re: Błysk. Żeby tylko ludzie nie zaczęli mówić na świecie, że to Polacy mordowali Palestyńczyków. W końcu przecież prezydent Szymon Perski uchodził w młodości za Polaka.

  17. Vol said

    „Eksperci od nawigacji satelitarnej: to był zamach
    Aktualizacja: 2010-05-20 9:02 am

    Informacja, że Tu-154 podchodził do lądowania prawie do końca na autopilocie, w 100 proc. potwierdza tezę, że załogę wprowadzono w błąd przy użyciu tzw. meaconingu – twierdzą Marek Strassenburg Kleciak, specjalista ds. systemów trójwymiarowej nawigacji, i Hans Dodel, ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”.

    Z raportu rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego wynika (zauważyła to telewizja TVN24), że samolot prezydencki podchodził do lądowania na autopilocie, który sterował zarówno wysokością, ciągiem, jak i kursem rządowej maszyny. Wyłączenie autopilota nastąpiło 5,4 sekundy przed uderzeniem w pierwszą przeszkodę.

    To bardzo ważna informacja. Autopilot jest urządzeniem do automatycznego sterowania samolotem, pobierającym do tego celu dane z GPS i innych wskazań przyrządów pokładowych. Dodajmy, że wyłącza się go jednym ruchem ręki, a więc w ciągu sekundy można – jeśli jest taka potrzeba – przejść na sterowanie „ręczne”.”

    Tak na AUTOPILOCIE, ale na ROSYJSKIM, lub nawet SOWIECKIM AUTOPILOCIE. A ten nie korzysta z imperialistycznego GPS’a.
    Kurs magnetyczny, badz z radiokompasu na NDB, sciezka schodzenia wg. wariometru. Ot i cala tajemnica. Czyli potwierdzenie tezy o meaconingu = 0%. Podejscie wg. GPS do dzisiaj nie jest standartem w lotnictwie cywilnym, jak i wojskowym.
    A nawet gdyby?; po to jest kilka(!) przyrzadow. I jak jeden(!) pokazuje cos niepokojacego to sie wyrywa na bezpieczna wysokosc. TAWS, a dokladniej EGPWS, funkcjonujacy z braku cyfrowej mapy Smolenska z tylko z funkcjami GPWS „darl ryja” wystarczajaco wczesnie by uratowac samolot. Tylko dlaczego chcieli nawet za cene takiego ryzyka wyladowac.
    PS. I GPWS potrafi „drzec ryja” rowniez bez powodu; ale jak sie nic pewnego nie widzi(!), to slucha sie go!!!

  18. Vol said

    I jeszcze jeden kwiatek:
    „Piloci słusznie zignorowali ostrzeżenie EGPWS (jako że jego zadaniem jest ostrzegać przed zbliżającą się ziemią i robi on to za każdym razem, kiedy się laduje)”
    Debilizm do kwadratu. EGPWS korzysta z GPS i podczas podchodzenia do ladowania na lotnisku z mapa w bazie danych nie drze sie. Tak samo GPWS nie drze sie jak schodzi sie wg. ILS.
    A podstawowa zasada; ostrzezenie GPWS wolno zignorowac tylko i wylacznie wtedy gdy jest w sposob oczywisty bezpodstawny! Inaczej jest to Smolenska Ruletka.

  19. latawiec Isia said

    A propos kwiatkow to Vol jest uwiedlym fijolem na tym forum! Oj w polskie szkole koledzy i kolezanki wyzywali sie bez umiaru i to widac nawet nw odziale geriatrycznym.

  20. Józef Bizoń said

    Ks. prof. Waldemar Chrostowski w wykładzie „O dialogu z Żydami” wygłoszonym kilka lat temu do kapelanów wojskowych na Jasnej Górze powiedział, żeu nich obowiązuje zasada: nieważne jak wistocie się rzeczy mają. Ważnym jest to jak się to opowiada, a jeżeli rzeczywistość przeczy temu, to tym gorzej dla rzeczywistości. Opowiada się zaś tak, aby było to z korzyścią dla opowiadaiadającego.
    Nieważne jest czy Rosja jest winna tej tragedii czy też nie ma nic z nią wspólnego (oprócz terytorium katastrofy) ważne jest to, że według opowiadań jest winna, bo tylko w takim przypadku można mieć korzyść polityczną gwarantującą dalszą realizację doktryny politycznej ujawnionej w wykładzie Jarosława Kaczyńskiego wygłoszonym w Fundacji Batorego – wpisz w google „PiS w fundacj Batorego George’a Sorosa”.
    Nachalne wciskanie, że za katastrofą stoją Rosjanie – posługując się czynami z przeszłości przypomina wiejskich chłopków rozstropków, którzy na wieść, że sąsiadowi ktoś ukradł kurę, od razu wiedzieli, że ukradł ją ją Antek, bo przecież wiemy, że raz już coś ukradł.
    Jeżeli nie był to nieszczęśliwy wypadek powstały na skutek zwykłych ludzkich pomyłek, to proszę odpowiedzieć na 2 proste zasadnicze pytania co do motywu spowodowania takiej katastrofy:
    1. Jaki interes miałaby mieć Rosja w tym, aby powodując katastrofę oddalić jeszcze bardziej Polskę od siebie? – odpowiedzi na to pytanie należy poszukiwać przy założeniu (z dozą pewności), że Rosjanie durniami nie są – czego już nie raz dali dowody.
    2. Kto mógł mieć korzyść w tym, aby Rosję tą katastrofą jeszcze bardziej oddalić od Polski.
    Liczę na Pana profesora w udzieleniu trafnej logicznej odpowiedzi na te dwa postawione wyżej zasadnicze pytania.

  21. Vol said

    @Latawiec Isia
    A to nastepny „uwiedly fijol”:
    http://www.tvn24.pl/12690,1657219,0,1,mowilismy-uwazajcie-strasznie-potem-slyszalem-trzask-i-huk,wiadomosc.html

    Proponuje przed inwektywami skonsultowac Wikipedie. Myslenie nie boli!

  22. Guła said

    A co to za różnica gdyby; Rosjanie dokonali zamachu, czy Rosjanie ukrywaliby prawdę o zamachu?

  23. Andrej said

    Swego czasu wydawało mi się , że pan Dakowski to rozsądny człowiek,niestety dzisiaj postrzegam go jako typowego pisowskiego oszołoma. Co charakterystyczne pan Dakowski w artykułach na swej stronie internetowej wielokrotnie prezentował sie jako przeciwnik LPR-u a zwłaszcza jego ówczesnego przewodniczącego i wicepremiera Romana Giertycha

  24. latawiec Isia said

    Fijole uwiedly, myslenie nie boli powiadasz. Imputujesz nam tu swoje racje z ktorych nic nie wynika logicznego.
    Jezeli nie boli to pomysl chwilke… i jeszcze chwilke i napisz nam teraz, ktora to z Twoich teorii skonsultowanych z Wikipedia zmiksowala ciala pasazerow z maszyna i okolica.
    Ciekawe kto bardziej wyzywal sie na Tobie. Kolezanki czy koledzy bo ze dali popalic to sie czuje. Chyba mieli racje. Na to pytanie odpowiesz pozniej jak zechcesz, byleby nie zaguszylo pierwszego.
    Powtarzam pytanie zasadnicze powoli i wyraznie. Ktora z Twoich teori zmielila ciala pasazerow.
    a) rozmowa Prezydenta przez telefon
    b) brzozy syberyjskie na ktore spadlo skrzydlo
    c) autopilot rozbryzgal szczatki na kilkunastu ha.
    d tlok w kabinie lub inne Twoje propagandowo – „naukowe” insynuacje

  25. aigle said

    2010-05-20 Zagadka autopilota
    Z opublikowanych wczoraj ustaleń Międzynarodowego Komitetu Lotniczego (m.in: wyborcza.pl/1,76842,7908997,Na_pewno_zawinili_ludzie.html) najbardziej zdziwił mnie wątek dotyczący włączonego autopilota. A konkretnie informacja, że autopilot prowadził samolot aż do momentu rozpoczęcia manewru „go around” (poderwania maszyny), czyli jakieś 5 sekund przed ścięciem pierwszego drzewa.

    Użytkownik „blanka” napisał w komentarzu pod jednym z ostatnich wpisów na moim blogu: „Wszelkie znaki na niebie i ziemi (…) wskazują, że było to lądowanie w trybie automatycznym. Ja nie twierdzę, że lądowanie automatyczne nie istnieje, tylko czy w tym dokładnie wypadku mogło mieć to miejsce i czy w ogóle było możliwe. Jak autopilot „dogaduje się” z radiowysokościomierzem?”

    Otóż owszem, procedura „autoland” istnieje, ale absolutnie nie mogła być stosowana w Smoleńsku. Polega na tym, że autopilot może prowadzić samolot do samego końca, łącznie z hamowaniem na pasie. Autopilot nie dogaduje się bynajmniej z wysokościomierzem (te nie są dokładne – a przy autolandzie np. 2 metry błędu spowodowałyby ciężkie klapnięcie na pasie, a 10 metrów już poważne problemy), tylko z wiązką sygnału radiowego ILS nadawaną z ziemi, która prowadzi samolot jak po sznurku. Problem w tym, że wykonanie autolandu wymaga ILS kategorii III. Smoleński nie miał żadnego ILS (nawet kat I) i piloci o tym wiedzieli. Statek nie może płynąć w stronę latarni morskiej, która… nie istnieje. Próba autolandu odpada.

    Jednak podane przez MAK wcale nie świadczą o próbie autolandu. Samolotem takim jak TU-154 leci się na autopilocie przez 95% czasu, choćby ze względu na komfort pasażerów (łagodniejsze manewry). Ręcznie wykonuje się samo przyziemienie i ostatnią fazę podejścia. W zależności od warunków pogodowych i rodzaju podejścia autopilota wyłącza się na różnych wysokościach, ale jedno jest pewne: najpóźniej na wysokości decyzyjnej, czyli wysokości, gdzie pilot musi widzieć pas i podjąć decyzję, czy zdoła wylądować. W podejściach precyzyjnych (ILS) to może być bardzo nisko, nawet 30-60 metrów nad pasem, ale w Smoleńsku, przy podejściu NDB – co najmniej 100 metrów.

    Włączenie autopilota stawia więc pod dużym znakiem zapytania tezę, że piloci popisali się ułańską fantazją i postanowili sprawdzić, czy nie zobaczą jednak przez mgłę ziemi. Gdyby tak było – bez wątpienia pierwsze, co by zrobili, to wyłączenie automatycznego sterowania, aby móc ręcznie regulować prędkość zniżania. Nie robi się takich manewrów na autopilocie, wyłącza się go zawsze, gdy dochodzi do sytuacji niestandardowej lub niebezpiecznej, bo on przystosowany jest tylko do sytuacji typowych i normalnych. Przenosząc to do bardziej zrozumiałego dla laików świata samochodów: wyobraźcie sobie, że pędzicie jednopasmową drogą we mgle z zablokowaną przez tempomat prędkością 100km/h i ustalacie, że w wypadku zauważenia czerwonych świateł tylnych samochodu przed wami za żadne skarby nie wyłączacie tempomatu, tylko zjeżdżacie na lewy pas bez zmieniania prędkości, może uda się wyprzedzić…. Bez sensu.

    Zresztą bardzo trudno byłoby zaprogramować autopilota do wykonania takiego manewru, bowiem ustawia się na nim nie tylko prędkość zniżania, ale i wysokość docelową, z dokładnością do 100 stóp (30 metrów). Aby znaleźć się tam, gdzie się znaleźli, piloci musieliby ustawić na panelu autopilota wysokość docelową… poniżej poziomu lotniska!
    Powiecie: zaraz, zaraz, przecież to mogło się zdarzyć! Owszem, tłumaczyłoby to sporo, ale pomijając nawet fakt, że błąd ten przeoczyć musiałyby aż 4 osoby w kokpicie (a ich zadaniem jest sprawdzanie się nawzajem), to takiej teorii zaprzecza profil pionowy ostatnich sekundach lotu. Wiemy już, że po przekroczeniu wysokości decyzyjnej samolot zaczął się gwałtownie zniżać – a więc ktoś musiałby nie tylko ustawić złą wysokość docelową, ale w pewnym momencie zmienić na panelu autopilota prędkość zniżania, i to na niespotykanie dużą. Tego już przez pomyłkę zrobić nie można.

    I jeszcze jedna zagadka: 18 sekund przed katastrofą system TAWS zaczyna się drzeć: „pull up, pull up!”. Punkt pierwszy procedury w takim wypadku brzmi: „Autopilot – off”. Pilot natychmiast naciska przycisk TOGA, który ma pod palcem na wolancie, odłączający autopilota. Tymczasem MAK podał, że nastąpiło to 5 sekund przed katastrofą. Różnica wynosi 13 sekund – kawał czasu!

    Słowem – coś tu jest nie tak! Dla mnie to wszystko się wyklucza, bo jak można na autopilocie gwałtownie zbliżać się do ziemi i trzymać go włączonego nawet po ostrzeżeniu TAWS? To się nie trzyma kupy. Przyszła mi do głowy jeszcze jeden pomysł: autopilot mógł być włączony w trybie horyzontalnym (czyli sterował położeniem poziomym), aby samolot leciał w osi pasa (co do pewnego momentu się udawało), a piloci sterowali samodzielnie położeniem pionowym (tryb wertykalny). To jest możliwe i czasami tak się robi. Tyle, że MAK podał też, że włączony był „automat ciągu” (automatyczne sterowanie pracą silnika), a ten sprzęgnięty jest z trybem wertykalnym autopilota.

    Słowem: komitet serwuje nam albo półprawdę, albo tak zwaną g… prawdę.

  26. Józef Bizoń said

    Do „Guły” – kłania się udzielenie odpowiedzi na pierwsze wyżej postawione przeze mnie pytanie. Musi być wpierw korzyść, bo tylko wówczas jakikolwiek sens ma ukrywanie. Korzyścią dla faktycznego złodzieja jest to co ukradł – więc ma co ukrywać. No i trzeba pamiętać, że poruszamy się w płaszczyźnie wielkiej polityki a nie w piskownicy dla dzieci i do tego bez majtek.

  27. Mle mle said

    ble ble ble

  28. Alek said

    Wlasnie dzisiaj rzad Rosyjski poprzez spikerke Tatiane oglosil ze winni byli piloci a czarnych skrzynek nie oddadza bo im sie tak podoba i basta. No i co na to Panowie ktorzy tak bronili Rosji ze taka dobra . Gdyby nie mieli nic za pazurami i przez 5 tygodni nic nie udalo im sie zafalszowac w skrzynkach to te czarne skrzynki by zwrocili Polsce bo taka jest procedura. Teraz niech mi ktos spotrafi powiezdziec ze Putin i Tusk nie maja nic za pazurami. Jest dwa rozwiazania albo Putin kryje Tuzka i niechce dopuscic expertow albo jego rzad odpowiada za katastrofe czy zamach. Panowie Bizon ,Andrzej , Vol wasza ciasnota umyslu za boli. A moze celowo agenture wspieracie ,to jeszcze gorzej dla was.

  29. Guła said

    Józefie Bizoń ja_ja sobie robisz.
    Korzyść?
    Toż sami Rosjanie larum podnieśli o tzw korzyści a właściwe jej utracie, na cały świat.

    A przy okazji. Sprawdzają się właśnie w terenie twoje teorie o sile działania partyjniackich radnych, którzy dbają o interesa rządu i własne interesa, na poziomie naszego życia. Już widać że ani jeden region tych uprawnień samorządowych nie dał rady wykorzystać, na własne regionalne potrzeby.
    Nie licząc „nasich” gmin

    Załóż już te majtki, jednak spytaj się, partyjniackiego radnego, czy ci wolno.

  30. Luis said

    ad.13
    Niestety prof. Dakowski nie chce tego w żaden sposób zrozumieć.

  31. Kij w mrowisku ZLA said

    Nalezy od czasu do czasu wytknac ZLO by zobaczyc co to za swolocz, ktora pozniej wyyyyyje!

  32. grypa666 said

    od Piotra Beina @Jan III 2010-05-20 @ 21:18
    a dlaczego polscy przywodcy nie powiedza prawdy o Szoa (syjonistyczni mordercy), ub (zydokomuna terroru), Solidarnosci, ‚reformach’ Sorosa, nie mowiac o sprawach globalnych jak 11 IX i wojna z terrorem? = wszystko robota kompleksu jot

  33. Guła said

    Ciekawym co stworzyłby za 1 bilion zł w ciągu 20 lat ktoś z ja_jami Gierka na ów czas siłą rzeczy socjalista. W kraju, który w naszej rzeczywistości może doić „trzymając za jaja” dwa cesarstwa. Cesarstwo zachodnie i cesarstwo wschodnie. Tym bardziej że nie mamy nic do stracenia, oprócz jurgieltu.
    Musieliby znów uderzyć „skurwiela”, ale to już insza inszość.
    Chociaż, powiadają mądrzy ludzie, chcącemu krzywda nie dzieje się.

    Panie Euzebio zwracam honor, rzeczywiście My sami też możemy uporać się z wielką wodą. Rząd już wyasygnował 100 tyś na rzecz dotkniętych kataklizmem, wyjdzie to po 1l mineralnej na łeb, a wojsku udało się w końcu odpalić drugą amfibie. Dadzą radę. Byleby tzw powodzianie mordy mieli pozamykane na kłódkę…no i byli posłuszni partyjniactwom sztabom kryzysowym.
    Ot problem z narodem choć miał czas przez dwadzieścia lat podtapiania, przywyknąć.

  34. Vol said

    @Latawieca
    „Powtarzam pytanie zasadnicze powoli i wyraznie. Ktora z Twoich teori zmielila ciala pasazerow.
    a) rozmowa Prezydenta przez telefon
    b) brzozy syberyjskie na ktore spadlo skrzydlo
    c) autopilot rozbryzgal szczatki na kilkunastu ha.
    d tlok w kabinie lub inne Twoje propagandowo – “naukowe” insynuacje”

    Pytanie: co „zmielilo” ciala pasazerow? Odpowiedz: Prawo zachowania energi. Ok. 250 km/h wychamowane na tak krotkim odcinku. C.b.d.o.

    PS. Moje panie z fizyki zawsze mnie lubily. I masz pojecie jaka to powierzchnia „hektar”, skoro mowa o „kilkunastu”? I najwazniejsze pytanie brzmi: „dlaczego zeszli tak nisko?”

  35. Błysk said

    Re: Alek .Trzeba myślec. Komu mieliby Rosjanie przekazac czarne skrzynki? Tuskowi? I wyszłoby z tego to , co po katastrofie pod Mirosławiem .PiSowi , to ten by pewnie orzekł,że to Rosjanie. Krótko mówiąc ; nie ma komu.

  36. grypa666 said

    http://grypa666.wordpress.com/2010/05/21/pravda-prof-dakowskiego/
    Pravda Prof. Dakowskiego

    Piotr Bein 20.5.2010

    Mam nadzieję, że Mirek Dakowski popełnił chybiony artykuł z niewiedzy. Oczekuję przeprosin i sprostowania jego tekstu. Sugestie, że jestem „śpiochem” (jakiego reżimu?) są poniżej pasa. Równie łatwo mogę udowodnić, że Mirosław jest agentem kompleksu jot, bo propaguje rusofobię, zaprawioną łacinniczym religionizmem. Wśród Polaków istnieje podobna infiltracja, demoralizacja, deprawacja i zniewolenie przez siły szatańskie, co wśród Rosjan. Więc dlaczego nie jesteś polonofobem, Mirku? Widzę w twej mentalności dylemat chrześcijański. Nie wiem dlaczego zapewniłeś mnie w emailu, że walczymy z tym samym wrogiem. Ja walczę z siłami ciemności, ty chyba potrzebujesz wrogów, żeby się określić.

    Kompleks jot zdefiniowałem w pracach zlinkowanych na blogu grypa666. Z nimi polemizuje naukowiec, zamiast insynuować a la giewu. Rozwinąłem myśli profesorów Maersheimera i Walta („Lobby Izraela w USA”) oraz Petrasa („Kompleks Władzy Syjonistów”). Petras nie uwzględnił genezy i zasięgu syjonizmu, ani całościowej ideologii judeocentryzmu i struktur kompleksu jot. Przyczyniłem się do podniesienia wiedzy o kompleksie jot i to w kontekście empirycznym, rzadkim w polskiej literaturze. Za to należy mi się szacunek. Łatwiej o to u obcych, jak widać poniżej.

    Szyderstwo Mirka jest nie na miejscu, nieuzasadnione i niekonstruktywne. Naukowiec nie referuje na stronę główną bloga (kilkaset artykułów, dziesiątki tysięcy komentarzy), tylko do konkretnych wypowiedzi. A tam nie znajdzie, że twierdzę „ 10 IV to robota kompleksu jot”, bo nie mam dowodów. Hipotezy o możliwych sprawcach należy stawiać, tak jak śledczy 10 IV powinni byli sukcesywnie eliminować możliwe przyczyny katastrofy w miarę zdobywania dowodów.

    Mirek apeluje o szukanie Prawdy 10 IV, słusznie wątpi w pochopne wnioskowanie o sprawcach 10 IV przed wyjaśnieniem technicznej przyczyny katastrofy. Tak myślą m.in. Bein i Konrad “In” od początku na blogu grypa666. To czemu Prof. Dakowski stawia Dra Beina na przeciwnym biegunie? Zainicjowałem badania hipotez technicznych 10 IV (Konrad bada fałszywe NDB, do innych nikt się nie zgłosił) i utworzenia e-bazy danych “10 IV Timeline”. Zacząłem też praktycznie sam szufladkowac info 10 IV na pod-stronach grypa666, co porzuciłem z braku pomocników. A co zrobił Prof. Mirosław Dakowski ze swym darem Bożym w chwili próby narodowej? Blogowi „naukowcy”, nie poraficie wyszukać na necie i przedstawić po polsku tematów ważnych dla 10 IV, np. broń neutronowa i termobaryczna. Za to nie brak energii do bzdet, plotkowania, oczerniania, plagiatów i kłótni o głupstwa…

    “Kompleks jot” Beina to wynik 10-letnich badań naukowych, drogą porównania współczesnej demonizacji Serbów i Polaków. Prof. Mirek też miał szanse tego dokonać, kiedy na wyzwanie dyrektora projektu badań nad ludobójstwem na Uniwerystecie Miasta Hiroszima poprosiłem polskich badaczy, by przyłączyli się do opracowania tematów Golgoty PL, stosunków polsko-żydowskich i struktur władzy globalnej. Temat bałkański był mi ponad siły, a tu jeszcze dodatkowe, o których wiedzialem nic w porównaniu z polskimi naukowcami. A jednak trzy lata później, za darmochę, kosztem zdrowia i życia osobistego, a potem opluwania przez dratewstwo w kampanii antyscypionowej, macie te referata w literaturze anglojęzycznej, ślimaczo tłumaczone na polski od paru lat…

    Mirek nie zgłosił się, inni wybrzydzali (“nic z tego nie będzie, mośki nie pozwolą”). Dziś na JEDYNYM referacie nt. polski, opublikowanym jako praca naukowa z projektu, figurują nazwiska Beina i Pągowskiego — obaj inżynierowie, polonusy, nawet nie historycy czy humanisci. W tymże projekcie jedyne referaty nt. Bałkanów, struktur globalnych i zakazanej broni uranowej — tematy współczesne i palące, powiązane z kompleksem jot — noszą nazwisko jakiegoś Beina. Dyrektor projektu, szwajcarski Profesor Christian Scherrer uznał te prace za doniosłe i jakościowe, opublikował jeden z referatów w tomie wstępnym, obok najlepszych autorów-badaczy ludobójstwa. Może Mirek poskarży się tamtemu gremium?

    Wg Mirka, w pracy naukowej Beina brakuje kluczowej wg niego literatury. Jest mnóstwo tekstów godnych poznania i przytoczenia, przede wszystkim Nowy Testament, gdzie Chrystus powiedział co trzeba o kompleksie jot. Na pewno nie poznałem wszystkich pozycji, bo niby kiedy w przyspieszonym projekcie na budżecie zerowym? I niby po co? Prace historyczne i wiele współczesnych podkreślających masonów i iluminatów, nie stosują się do współczesnych warunków: bezprecedensowo w historii dominuje kompleks jot w najważniejszych sferach życia, wytworzył nowe struktury i narzędzia podoboju (techniczne i instytucjonalne) dosłownie w ostatnich latach.

    W której z prac zalecanych przez Profesora znajdę, że masoneria jest narzędziem judeocentryków, a u steru kompleksu jot są lubawiczerowie z banksterami? Która z nich rozwiąże zagadki Bałkanów i Ruandy, paprania wody, żywności i scypionek, skażenia radioaktywnego, elektromagnetycznego i chemizacji, 11 IX i wojny z terrorem, „duńskich” karykatur Mahometa, terroru w Mumbaju itd? Z próbek tekstu u Mirka widzę, że Epiphanus ogranicza się do masonerii. Ja z kolei zapytam, dlaczego Profesor nie zaleca lektury Bjerknesa i Eggerta? Brałem udział w empirycznych badaniach zorientowanych na prewencję, a nie w przeglądzie literatury. Ledwo zmieściłem się w narzuconym limicie objętości. Dodatkowe pozycje literatury wyleciałyby z braku miejsca. Wybrałem te, które trafiają w sedno – kompleks jot jako globalny, nadrzędny manipulator tajnych stowarzyszeń, religii, ideologii itd. Dlaczego Prof. Dakowski nie lansuje wątku judeocentrycznego, tylko masoński jako źródło zła — dokładnie za propagandą jot?

  37. Gasienica said

    Katastrofa TU 154 – pierwsze pęka zawsze najsłabsze ogniwo…

    Z portalu http://kresy24.pl/showNews/news_id/11401/

    Rosyjscy eksperci są przekonani, że do katastrofy prezydenckiego Tu-154M doszło z powodu niedoświadczenia pilota, który – chcąc spełnić życzenie urzędników – zgodził się na śmiertelnie niebezpieczne lądowanie, a potem, posłuchawszy nawigatora, popełnił fatalne błędy w pilotażu. (…) „Kommiersant” informuje, że „w opinii rosyjskich ekspertów główną przyczyną katastrofy były jednak błędy polskich lotników popełnione w czasie podejścia do lądowania”.

    „Pierwszy polegał na tym, że dowódca, wykonując nieprecyzyjne podejście do lądowania, włączył reżim autopilota, czego kategorycznie nie powinien był robić. Ustawiwszy samolot na początku glisady, po której – według jego obliczeń – powinna była zniżać się maszyna, dowódca wprowadził do autopilota prędkość zniżania 4 metry na sekundę i rozpoczął lądowanie, sądząc, iż przy tych parametrach podwozie dotknie ziemi na początku pasa startowego” – relacjonuje gazeta.

    „Tymczasem nawigator kontrolował wysokość lotu za pomocą radiowysokościomierza – przyrządu określającego odległość od ziemi na podstawie odbicia od jej powierzchni sygnału radiowego. Fatalną rolę w katastrofie – według ekspertów – odegrał łagodnie pochyły, długi parów o głębokości około 40 metrów znajdujący się przed lotniskiem i niedoświadczenie nawigatora” – kontynuuje „Kommiersant”.

    „Gdy samolot leciał nad dnem parowu i ziemia zaczęła uciekać w dół, nawigator wpadł w panikę i zaczął informować dowódcę, iż idą powyżej kursu oraz że w ten sposób nie trafią na pas. Dowódca uwierzył podwładnemu i zwiększył prędkość zniżania dwukrotnie – do 8 m/sek. Tymczasem parów na trasie się skończył i zaczęło długie zbocze wzgórza. A o zwiększonej prędkości zniżania lotnicy zapomnieli” – pisze dziennik.

    „Kommiersant” podaje, że kontroler (z lotniska) próbował wyprowadzić samolot z lotu nurkowego, krzycząc do pilotów: „Sto pierwszy, horyzont!”. Gazeta wyjaśnia, że 101 – to numer polskiej maszyny, a komenda „horyzont” oznacza wyrównanie samolotu do położenia horyzontalnego. Ponadto system ostrzegania przed zderzeniem z ziemią TAWS automatycznie uruchomił w kabinie sygnał „PULL UP” (do góry). „Wszelako załoga była zajęta wizualnym poszukiwaniem ziemi i nikogo już nie słyszała. Lotnicy opamiętali się dopiero, gdy zobaczyli przed sobą brzozę. Było już jednak za późno” – wskazuje „Kommiersant”.

    Dziennik podaje, że strona polska nie zgadza się z tym stanowiskiem. „Zdaniem polskich ekspertów, komenda kontrolera padła zbyt późno, gdy samolot zszedł już poniżej wysokości podjęcia decyzji, tj. 100 metrów. Rosyjscy eksperci się z tym zgadzają. Tłumaczą jednak, że kontroler nie nadążał z odczytywaniem znaczeń z powodu zbyt dużej prędkości zniżania maszyny”.

    Tatiana Anodina podała, że drzwi do kabiny pilotów prezydenckiej maszyny w trakcie podejścia do lądowania były otwarte. Według niej, eksperci MAK na podstawie zapisów z czarnych skrzynek samolotu ustalili, że w kokpicie przebywały dwie postronne osoby. Anodina ujawniła, że głos jednej z nich został już zidentyfikowany. Nie zdradziła jednak, do kogo należał zidentyfikowany głos.

    Warto w tym kontekście przypomnieć, że rzeczony nawigator miał tylko 31 lat i na konferencji w MAK w Moskwie ujawniono, że miał wylatane ogółem 1070 godzin, w tym na TU 154 godzin… 30!

    PS. Intersujace jest, że to co podaje powyżej rosyjaki „Kommiersant” (‚Kupiec’ jak przystało na anty-socjalistycznego idola naszych czasów) pokrywa się z tym co już tydzień temu twierdził w „Polska – the Times” płk. Piotr Łukaszewicz (zwolnił się on w 2007 roku z funkcji szefa szkolenia w proteście przeciw decyzjom ówczesnego ministra Obrony, obecnie śp. Aleksandra Szczygło, który zakazał szkolenia pilotów TU 154 na symulatorach znajdujących się w Rosji). Łukaszewicz napisał: „Do wysokości 100 m Tu-154 utrzymywał właściwy profil lotu, do którego kontroler lotu nie miał zastrzeżeń. Należy przypomnieć, że przed pasem lotniska na kierunku lądowania znajdował się jar o głębokości ok. 60 m. […] Nie widząc ziemi, załoga nie mogła uświadomić sobie faktu, że tym razem to nie samolot wznosi się, tylko ziemia się od niego oddala. Podejmując przeciwdziałanie wznoszeniu, którego nie było, piloci nagle zwiększyli prędkość zniżania, kierując się wskazaniami wysokościomierza radiowego i mając w pamięci fakt, iż przyrządy ciśnieniowe, także wariometr pokazujący prędkość wznoszenia lub opadania samolotu, działają z pewnym opóźnieniem, a radiowysokościomierz działa w czasie rzeczywistym”..

  38. No tak... said

    Zaznaczam ze nie uwazam ze strona rosyjska (nie Rosjanie typu jakis rosyjski kowalski, czy rosyjski narod itd) nie jest bez winy, ale wyobrazcie sobie (zwlaszcza szanowni autorzy) jesli podobny ‚wypadek stalby sie na terenie Polski i padlyby oskarżenia ze inspirowal go ‚polski’ rzad = POLACY, rowniez WY [jesli jestescie Polakami, trudno to stwierdzic w dzisiejszych czasach kto jest kim ;)] No ale wyobrazmy sobie taka sytuacje.

    Czy to jest nasz POLSKI rzad? zeby mowic od razu ze to POLACY?

    analogicznie w stosunku do ROSJAN (uzywacie slowa ROSJANIE, a nie rosyjskojezyczni, czy wladze Rosji itd.) Ja nie kumam co ma typowy ‚ruski kowalski’ do rzeczy z ta katastrofa.

    Poza tym macie klapki na oczach. Zamiast zobaczyc kto skorzystal na calej sytuacji w kolko trabicie ze ROSJa ROSJa. Moze i tak w pewnym stopniu ale jesli byl to zamach to nie tylko ROsja w nim maczala paluchy. Podaliscie przyklad Maruchy ktory broni Rosji (ma prawo, jest demokracja)i ktory wzbudzil w Was wielkie oburzenie. Ale wy obierajac przeciwny, skrajny kierunek w niczym sie od niego fanatyzmem nie roznicie. Skrajnosci zazwyczaj wygladaja smiesznie i hipokryzja jest komus takowe zarzucac samemu bedac.

    Prawda lezy po srodku. I tylko chlodna ocena faktow, bez uprzedzen, moze nam w tej sytuacji pomoc.

  39. Kij w mrowisku ZLA said

    Profesor Dakowski zaatakowal samo ZLO i KLAMSTWO.
    POWINIEN PRZEPROSIC!!!!

  40. Vol said

    @Gasienica
    I do tych rewelacji nalezy podchodzic z duza doza zdrowego sceptycyzmu.
    A co do korzystania z rosyjskich symulatorow, to powodem bylo ich wyposarzenie, daleko odbiegajace od zmodernizowanego wyposarzenia polskich samolotow. Mimo wszystko podstawowe rzeczy mogli spokojnie w Moskwie trenowac. Tak, ze na pewno jest to jeden ze znaczacych faktorow tej tragicznej ukladanki.

  41. Vol said

    Bylbym zapomnial; dla zainteresowanych tlumaczenie raportu:
    http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/przeczytaj-oryginal-raportu-mak-w-sprawie-katastrofy,1481770

  42. arka.dy said

    Teraz zalewa tereny Polski pol.wielka woda.Kto odpowie za zaniedbania?Tak samo bedzie jak z KATYN-em II.Winne sa ofiary katastrofy albo sami zalani!

  43. Polonus said

    Czy nas Polakow nie stac na samodzielnosc?

    S.p. Prof. Wieczorkiewicz w wywiadzie dla Rzepy zwrocil uwage na fakt, ze w 1989 roku, tuz przed obradami okraglego stolu, Michnik udal sie na rozmowy w Moskwie.
    http://niepoprawni.pl:80/blog
    Praktycznie byl glownym rozgrywajacym w podziale wladzy i majatku polskiego w Magdalence i pozniej. Objal rowniez rzad dusz nad Polakami wydajac GW.
    Zrozumiale, ze nikt nie udostepni materialow z tych rozmow, tym niemniej posrednio mozemy sobie uswiadomic jakie sily sterowalyb tym co w Polsce wowczas nastapilo.
    Prof. Wieczorkiewicz wspomina rowniez, ze przydatne w dociekaniach kto
    steruje wydarzeniami politycznymi jest przesledzenie gdzie plyna pieniadze.
    Polecam panu artykul pt. „Kto przejal pieniadze przeznaczone przez rzad Stanow Zjednoczonych dla Solidarnosci”
    http://www.polpatriot.com/htm
    oraz dwa inne artykuly na tej samej stronie internetowej n/t przemian sysytmowych po 1989 roku w Polsce
    http://www.polpatriot.com/htm
    http://www.polpatriot.com/htm

  44. Jan III said

    Re; Jozef Bizon ; Panskie bzdurne wypociny kupy sie nie trzymaja.
    Widac to golym okiem ze ma pan problem z mysleniem za to wysluguje sie pan na forum SOWA Frankfurt zalozonym za SB-ckie pieniadze. Opusc pan lepiej to forum i wstydu sobie zaoszczedz.
    Pytanie jakie Rosja mogla by miec korzysci z zamachu na przywodcow Polski swiadczy ze naprawde pan i panu podobni co bronia ruskich interesow niczewo niepanimaju . i z takimi ludzmi sie nie dyskutuje tylko palcem pokazuje ich naiwnosc i glupote.
    CCCP a teraz zpowrorem Rosja nic a nic sie nie zmienila za rzadu Cara a raczej KGB-owca Putina . Nie moze sie pododzic z utrata wplywu na POlske a teraz jeszcze tym bardziej jak okazalo sie ze sa potezne zasoby Gazu Lupkowego i innych bogactw. Ameryka tez nie miala interesu napadajac na Irak prawdaz? Bo tez nie chciala placic za rope.

  45. aigle said

    Manipulacje od pierwszej chwili az do dzisiaj!

    22:20
    Prezes PiS Jarosław Kaczyński przybył na miejsce katastrofy samolotu TU-154 do Smoleńska. Według agencji, zidentyfikował zwłoki Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony Marii Kaczyńskiej. Potem agencje poinformują, że ciała Pani Marii nie można było zidentyfikować.

    http://wiadomosci.wp.pl/gid,12162369,title,Od-katastrofy-do-pozegnania—Polska-pograzona-w-smutku,gpage,20,img,12162455,galeria.html

  46. Ant said

    No własnie: „Manipulacje od pierwszej chwili az do dzisiaj!”
    Obyśmy nie dali się „wyczerpać zamętem” (za słowami Pietrzaka)

  47. Jacek said

    Sledzac „przebieg dochodzenia”, „oficjalne komunikaty”, oraz „zabezpieczenie” materialu dowodowego, tudziez gwaltowna „przyjazn” jaka Rosja Putina zapalala do „Polski” tuska i wzajemnie, nalezy uznac za moralnie pewne,ze Rosja bierze udzial w ukrywaniu przyczyn Katastrofy i robi to w pelnym porozumieniu z tuskiem.

    Jezeli Moskwa ma czyste rece to paradoskalnie robi wszystko aby nie wyjsc z czystym czolem. Po co? Dlaczego?

    Poniewaz w katastrofie zgineli najwyzsi dowodcy sil zbrojnych kraju nalezacego do NATO, a tusk jest gwarantem „dobrych” stosunkow „polsko”- niemckich, wszystko to dzieje sie w porozumieniu z niemcami i usa.

    Bez wzgledu na szczegoly, wynika stad, ze Polska jest „przycinana” wg scenariusza, na ktory zgadzaja sie w taki czy inny sposob wszystkie wymienione strony. Bylismy chyba w lepszej sytuacji na wiosne 1939 roku.

  48. Julka said

    Przeciwnicy sprawstwa Rosji w zamachu jako koronny argument podają brak motywu oraz korzyści. Gdyby to był jedyny powód eliminacji podejrzanych w prowadzonych postępowaniach kryminalnych, to połowa z przestępców nie byłaby oskarżona. Motywy bowiem i korzyści bywają proste i nieskomplikowane ale także jak najbardziej niedorzeczne i nonsensowne-nieprzewidywalne. Również może nie być ich wcale. Litwinienko też zdążył powiedzieć, co miał do powiedzenia, a jednak musiał zginąć.
    Prości ludzie nie mają problemów ze wskazaniem na „Kacapów”.

  49. Andrej said

    Prości ludzie myślą , że PiS to opozycja w stosunku do PO a to jest jedna banda wywodząca sie z Magdalenki. POPiS = AWS-bis

  50. Julka said

    Ad/Andrej
    Niekoniecznie, raczej tak myślą wykRZtałceni.

  51. Guła said

    dakowski.pl

    W PR1 19-go maja w „wiadomościach” o ósmej mówili jedynie o powodzi. Np. o tym, że w Cikowicach krowy boją się wejść na samochód, bo za stromo. I trzeba odwrócić kierunek samochodu. Co ONI nam szykują? Oczywiście odwracają uwagę od Katynia II. Co jeszcze?

    ———-Nasi prokuratorzy prosili oryginalną taśmę z czarnej skrzynki. Nic z tego. Szefowa rosyjskiej komisji (MAK) Tatiana Anodina oznajmiła, że oryginał do końca zostanie w jej komisji. Polska strona dostać może tylko kopie nagrań (DzGP)

    Rząd zmusił armię do (samo-) obrony
    Wpisał: NDz
    21.05.2010.

    Rząd zmusił armię do (samo-) obrony

    http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100521&typ=po&id=po01.txt

    Pozwalając na płynący z Moskwy przekaz degradujący wartość polskiej armii, koalicja PO – PSL osłabia zdolności obronne państwa

    Z gen. broni Waldemarem Skrzypczakiem, byłym dowódcą Wojsk Lądowych,
    rozmawia Mariusz Bober

    W armii wrze. Do dymisji podali się zastępca Sztabu Generalnego i pełniący obowiązki szef Dowództwa Sił Powietrznych, a szykują się kolejne dymisje. Panie Generalne, co się dzieje w polskiej armii?
    – To początek końca zdrowej atmosfery w armii. Ale politycy nie chcą o tym słyszeć. Proces ten zapoczątkował zresztą moje odejście.

    Dlaczego ta atmosfera tak bardzo się pogarsza?
    – Ponieważ politycy zawłaszczyli armię. Traktują ją jak podwórko do prowadzenia własnych gierek politycznych. Obecny minister obrony Bogdan Klich dąży do sprywatyzowania armii, tzn. bezwzględnego podporządkowania jej jego własnym celom i celom jego partii. A przecież nasza armia ma służyć Polsce i Polakom.

    W czym przejawia się uprawianie takiej prywaty?
    – Na przykład w polityce personalnej. Na najważniejsze stanowiska wyznacza się ludzi wygodnych, układnych, zgodnie z zasadą „bmw” – biernych, miernych, ale wiernych, którzy nie myślą, tylko wykonują polecenia polityczne. To jest chore.

    Jakie to ma w praktyce skutki?
    – W ten sposób nie dowodzi się armią. Dowódców powinno się wybierać według kryterium zaufania wojskowego, a więc trzeba też brać pod uwagę, czy mianowana osoba ma autorytet wśród podwładnych, czyli wśród żołnierzy. Oni wiedzą, którzy dowódcy sprawdzili się w polu, w walce. Tymczasem władze często wyznaczają na dowódców osoby niemające w ogóle doświadczenia bojowego. To jest kuriozum. Jesteśmy jedynym krajem na świecie, w którym stosuje się taką politykę. Rządzący nie myślą bowiem o przyszłości i celach, którym ma służyć armia, tylko o własnych, prywatnych i partyjnych interesach.

    Do Pana również dotarły sygnały, że kolejnych kilkudziesięciu generałów i wyższych oficerów chce odejść z wojska?
    – Niestety tak.

    Z powodu planowanych, niekorzystnych dla wojskowych, zmian w systemie emerytur mundurowych – jak twierdzą niektóre media – czy z innych względów?
    – Nie tylko z powodów finansowych. Chodzi także o to, że żołnierze nie chcą być dowodzeni przez ludzi, którzy nie mają żadnych osiągnięć. Od 2003 roku w naszej armii doszło do dużych zmian, głównie pod wpływem udziału naszych żołnierzy w misjach w Iraku i Afganistanie. Ludzie, którzy na tych misjach zbudowali sobie autorytet w armii, jak np. śp. gen. Tadeusz Buk [były dowódca Wojsk Lądowych, zginął podczas katastrofy samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem – przyp. red.]. Tacy są potencjalni następcy, ale po nich się nie sięga. Sięga się po osoby znane politykom. A żołnierze nie chcą armii politycznej.

    Wojsko nie pozbierało się jeszcze po katastrofie pod Katyniem, a wcześniej w Mirosławcu (w której zginęło dwudziestu żołnierzy, w tym wyżsi oficerowie sił powietrznych). Jakie skutki miałoby dla armii odejście w jednym czasie kilkudziesięciu generałów i wyższych oficerów?
    – Nie chciałbym snuć katastroficznych wizji, ale na pewno poważnie obniżyłoby to zdolności obronne państwa. Gdyby do tego doszło, byłaby to konsekwencja złej polityki Ministerstwa Obrony Narodowej oraz dowód na kierowanie się przez polityków własnymi sympatiami i antypatiami, a nie rozsądkiem. To właśnie prowadzi do upadku armii. Politycy nie słuchają już żołnierzy. Żyją w swoim świecie, między poszczególnymi sztabami, w zupełnym oderwaniu od wojskowych realiów. To jest największe nieszczęście. Oni nawet nie wiedzą, co naprawdę dzieje się w armii. Niestety, także mianowani przez polityków dowódcy nie identyfikują się z armią, tylko z politykami.

    Panie Generale, sugeruje Pan, że MON obniża zdolność bojową armii?
    – Takie rozgrywki personalne przede wszystkim zakłócają normalne funkcjonowanie armii, ale prowadzą też do tego, że odbiera się pieniądze zarezerwowane dla niej i przeznacza np. na uzbrojenie, które aktualnie nie jest potrzebne. Tymczasem takie działania właśnie powodują osłabienie zdolności obronnych państwa.

    Może Pan podać konkretne przykłady?
    – Kiedy naszym żołnierzom w Afganistanie potrzebne były samoloty bezzałogowe i śmigłowce, MON zdecydowało się na zakup samolotów Bryza [średniej wielkości samolot transportowy o zasięgu do 1,5 tys. km wykorzystywany obecnie przez polską armię – przyp. red.], które wtedy nie były nam wcale potrzebne. W dodatku ustalono bardzo wysoką cenę ich zakupu. W tym samym czasie zwłaszcza w Afganistanie, ale także w Polsce brakowało śmigłowców. Politycy mówili wtedy o „pakiecie afgańskim”. I gdzie on teraz jest? W ten sposób oszukuje się polskie wojsko i społeczeństwo, zapewne dla celów politycznych.

    Minister Bogdan Klich twierdzi jednak, że właśnie za jego kadencji wprowadzono reformę armii, przechodząc na jej uzawodowienie. To miało być panaceum na wszelkie jej problemy…
    – Uzawodowienie armii to nie jest recepta na jej problemy. Poza tym jest to tylko PR-owski chwyt propagandowy. Tak naprawdę dla armii zawodowej nie zrobiono nic, poza tym, że zlikwidowano pobór powszechny. Ale to wcale nie oznacza uzawodowienia armii. W niektórych jednostkach żołnierze nadal nie mają nawet amunicji na szkolenie, chodzą w stalowych hełmach jak w czasach PRL i w parcianych pasach. I tak ma wyglądać armia zawodowa? Po prostu nie kupuje się dla wojska tego, co jest aktualnie potrzebne.

    Po katastrofie pod Smoleńskiem sprawa rzekomo słabego wyszkolenia armii stała się ulubionym tematem mediów…
    – Braki w wyszkoleniu występują dlatego, że żołnierze nie mają na czym się szkolić. Posłużę się przykładem z Afganistanu. Nasi żołnierze wykorzystują tam śmigłowce MI-24. Ale tych maszyn brakuje, więc na czym nasi piloci mają ćwiczyć? Na wrotach od stodoły, używając języka p.o. prezydenta Bronisława Komorowskiego? W Afganistanie nie da się latać na wrotach od stodoły! Takie problemy są też w kraju. Na przykład pod Toruniem doszło do katastrofy lotniczej [przed 2 laty rozbił się śmigłowiec MI-24 – przyp. red.], bo na jednym śmigłowcu szkoliło się aż osiem załóg. Piloci latali więc na granicy ryzyka, żeby wylatać potrzebne godziny i zdobyć umiejętności. Dlatego właśnie wymusza się latanie nawet w ekstremalnych warunkach pogodowych, w których normalnie nie powinno się tego robić.

    MON ma za małe fundusze dla armii czy po prostu źle je wykorzystuje?
    – Publiczne pieniądze są źle wykorzystywane. Na pewno nie chodzi o brak funduszy. Wcześniej mówiłem o bezsensownych zakupach bryz. Teraz podam „kliniczny” przykład marnowania pieniędzy w polskiej armii. Planuje się np. przeniesienie Dowództwa Wojsk Lądowych z Warszawy do Wrocławia. Minister Klich oświadczył, że będzie to kosztować tylko 60 mln złotych. Może więc lepiej byłoby powołać komisję, która dokona pełnej analizy kosztów tego przedsięwzięcia. Według mnie, po uwzględnieniu wszystkich kosztów adaptacji budynków, wyposażenia itd. te koszty należy oszacować na ok. 600 mln złotych. Politycy twierdzą, że to nieprawda. Ale ja opieram się na szacunkach fachowców. Gdy byłem jeszcze dowódcą wojsk lądowych, wysłałem do Wrocławia ekipę, która oceniła tylko potrzeby w zakresie robót budowlanych oraz koszt nowej instalacji elektrycznej. Były to prace konieczne do wykonania. Eksperci ocenili ich koszt na 250 mln złotych. A gdzie koszty informatyzacji, innego niezbędnego wyposażenia i przeniesienia pracowników? To byłyby ukryte wydatki, które armia musiałaby ponieść, choć o nich nie mówiłoby się głośno. W ten sposób tylko z powodu realizacji prywatnych planów – bo w tym przypadku chodzi o to, że wiceministrowi obrony narodowej gen. Czesławowi Piątasowi śni się „Potęga Wojskowego Wrocławia”, bo on pochodzi z Wrocławia – MON wydałoby kilkaset milionów złotych? Czy takie projekty są potrzebne teraz, gdy w budżecie brakuje pieniędzy na armię? To jakiś chory pomysł tych ludzi, którzy bezmyślnie chcą wydawać pieniądze polskich podatników. Czy ktoś zapytał Polaków, czy zgadzają się na to? Ja – jako podatnik – nie wyrażam na to zgody. Dlatego uważam, że w obecnej sytuacji, gdy brakuje pieniędzy na szkolenie, na amunicję dla żołnierzy itd., forsowanie takich pomysłów to przestępstwo.

    Politycy nie rozumieją, na czym polega cywilna kontrola nad armią…
    – Oni mylą mieszanie się w dowodzenie z cywilną kontrolą nad nią. Może niech ci panowie przyjrzą się, jak realizowana jest ta kontrola np. w Wielkiej Brytanii. Przede wszystkim musimy sobie publicznie odpowiedzieć na pytanie, jaką armię chcemy mieć i jakie ma ona cele osiągnąć.

    Diagnoza wyrażona z rozbrajającą szczerością przez ministra Bogdana Klicha, że polska armia nie jest w stanie obronić naszego kraju, nie jest tu wskazówką?
    – Ten człowiek ma ciągle jakieś nowe pomysły i chyba wszyscy już stracili orientację, o co mu chodzi w odniesieniu do naszej armii. Przechodząc zaś do diagnozy zagrożeń – w najbliższym czasie na pewno nie będzie konfliktu globalnego, który zagrażałby Polsce. Dlatego musimy postawić przed armią jasne cele i dopasować do nich funkcjonowanie i strukturę armii oraz jej wyposażenie, a przede wszystkim odbiurokratyzować ją. Biurokracja pożera armię i samą siebie, zakłócając ponadto funkcjonowanie wojska.

    Ma Pan na myśli MON czy także struktury wojskowe?
    – Zarówno ministerstwo, jak i wszystkie podległe mu struktury biurokratyczne, które niczemu nie służą.

    Dziękuję za rozmowę.

    Generał broni Waldemar Skrzypczak jest absolwentem Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Pancernych w Poznaniu i Akademii Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Pełnił m.in. funkcje szefa Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych, szefa Zarządu Doktryn i Szkolenia Sił Zbrojnych Generalnego Zarządu Operacyjnego P3 w Sztabie Generalnym WP. W pierwszej połowie 2005 r. kierował Wielonarodową Dywizją Centrum-Południe w ramach IV zmiany polskiego kontyngentu wojskowego w Iraku. Dowodził 16. Pomorską Dywizją Zmechanizowaną i 11. Dywizją Kawalerii Pancernej. W latach 2006-2009 pełnił funkcję dowódcy Wojsk Lądowych. Został zwolniony w ubiegłym roku po publicznej krytyce błędnej polityki MON.

  52. Prawda nas wyzwoli !!!

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: