Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

NASTĘPNY ATAK SZALEŃCA W WARSZAWIE!!!!

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2010-10-26

Ponowny atak samotnego szaleńca! Tym razem w Warszawie, na wizji, u Moniki Olejnik!

Błogosławieństwem pobytu za granica jest nieoglądanie Olejnik i Niesiołowskiego w TV, ale od czego internet i relacje z tego eventu?

Jak czytam, „Leopold” Myszkiewicz Niesiołowski zaoferował tam swoje swoje przeprosiny.

Ja też oferuje swoje przeprosiny: „Jeśli w czymkolwiek uraziłem pana Niesiołowskiego, za wszystko przepraszam. On to czyta, zobaczymy, czy będzie jakaś ewolucja. Ale czy jesteście naiwni i wierzycie, że on zmieni swoją strategię? Problem w tym, że Niesiołowski nie potrafi budować poparcia czy programu, a jedynie wzbudzać emocje. On się w tym dobrze czuje, a ceną jest to, że doszedł do stanowiska wicemarszałka Sejmu, co jest dowodem ostatecznego upadku parlametaryzmu w Polsce…

Przyznaję, że emocjonalne wypowiedzi zdarzą się też członkom PiS, ale za język tej debaty odpowiada przede wszystkim PO. „Można powiedzieć wszystko, policję nazwać securitate, jak Graś, każdego człowieka można nazwać moherem, psychopatą, członkiem sekty, czubkiem, Kaczyńskiego porównac do Gomułki, albo Hitlera, przekrecać nazwiska, przyrównywac posłów do zwierząt, nawoływac do delegalizacji PiS, mówić, ze Kaczyński jest kandydatem do psychiatrycznego leczenia, że PIS to zbieranina podłych, wstrętny chorych psychicznie, że Kaczynscy sa zródłem wszelkiego zla, zwłaszcza Jaroslaw Kaczynski, że część z tych, którzy stoja tam i rzekomo pilnuja krzyza, to rzeczywiscie kandydaci do kliniki psychiatrycznej. Ostatnia stacja tej ich procesji to Tworki, odeslijmy IV RP na smietnik…

 Za to odpowiada pan Niesiołowski. To on miał „rozhuśtać” psychopatów”

To mniej, więcej, a właściwie prawie dosłownie  powiedział w ramach „przeprosin” Niesiołowski, tyle, ze oczywiście, o Kaczyńskim, bo on potrafi mówić wyłącznie o Kaczyńskim, od 5 lat nie powiedział nic na żaden inny temat, w każdym razie ja nie pamiętam, jak ktos pamięta, bardzo proszę o link, albo cytat, odszczekam! Przy czym, zaznaczam, inny temat, to nie ma być Ziobro, Macierewicz, Brudziński, Natali- Świat, Gęsicka, Kamiński, to ma być INNY TEMAT, OK?!

Pamiętam kiedyś zupełnie nieudaną rozmowe z tym nieszczęsnym człowiekiem, zapytany o Palikota odpowiedział, ze on nie będzie sie wypowiadał na temat PO, ale może cos powiedzieć o Gęsickiej, proszę bardzo. Jednak dziennikarz naprawde chciał usłyszeć odpowiedż , więc Niesiołowski odpowiedział, ze on nie będzie sie wypowiadał na temat PO, ale może cos powiedzieć na temat Gęsickiej, proszę bardzo. Dziennikarz zapytał o jakiegos z ministrów, Niesiołowski powtórzył, że on może powiedzieć, ale o Gęsickiej, albo o Kaczyńskim, już porządnie zirytowany, ale i zaskoczony niecodziennym przebiegiem rozmowy, bo przecież od 5 lat  zawsze tylko o PiS go pytano i on zawsze tylko o PiS sie wypowiadał, zresztą wypowiadał 5-6 zawsze tych samych zdań , będących losowa kombinacją równoważników zdań i słów : haniebne, podłe, nikczemne, pisowskie, haniebne, nikczemne, podłe, załgane, plus kilka przydawek i przecinków, ale nie za dużo. Taki bluzg w konserwie, służący do wyłacznie jednego celu i w tym jedynym celu wynajęty i wynagrodzony mandatem stanowiskiem. Nikt go w PO o nic nie pyta, ani o niczym nie informuje, nie ma takiej potrzeby. Nikt, łącznie z Niesiołowskim nawet nie usiłuje tego udawać.

U Olejnik zreszta starał sie wytłumaczyć z tej monotonności:  „Staram się nie używać pewnych słów, ale trudno zastąpić słowo: ‘podły’, ‚hipokryta’. Nie znam ich odpowiedników”.  

Hmm, chyba jestem w stanie pomóc temu biednemu człowiekowi o starganych nerwach i zasugerowac najbliższy odpowiednik:  a może : „Niesiołowski”?

http://www.niepoprawni.pl/blogs/seawolf

Zachęcam do kliknięcia w poniższy link, w ogóle, to mam juz chyba ze 6 notek pod rząd wywalonych do Piwnicy w ostatnich 3 dniach, ale do tej zachęcam szczególnie, zobaczycie, dlaczego.

http://seawolf.salon24.pl/241926,quo-vadis

Łażący Łazarz

http://lubczasopismo.salon24.pl/lazacylazarz/post/242111,nastepny-atak-szalenca-w-warszawie

Reklamy

komentarze 24 to “NASTĘPNY ATAK SZALEŃCA W WARSZAWIE!!!!”

  1. WP. said

    Jeśli ktoś myślał, że katastrofa smoleńska, czy morderstwo w Łodzi sprawią, że życie polityczne w Polsce zacznie się cywilizować, to oczywiście mylił się. W garnku zwanym życiem politycznym III RP w największym stopniu mieszają ubecy. W swoim czasie generał Czesław Kiszczak, podczas odprawy kadry kierowniczej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, mówił o celach ministerstwa na rok 1989: „SB może i powinna kreować różne stowarzyszenia, kluby, czy nawet partie polityczne, głęboko infiltrować istniejące. Gremia kierownicze tych organizacji, na szczeblu centralnym i wojewódzkim, a także na szczeblach podstawowych muszą być przez nas operacyjnie opanowane. Musimy sobie zapewnić operacyjne możliwości oddziaływania na te organizacje, kreowania ich działalności i polityki”. Kto powiedział, że rozkaz Kiszczaka został odwołany? Można by o to zapytać np. jednego z „trzech tenorów” doktora Braidweina vel Andrzeja Olechowskiego współpracownika służb specjalnych PRL, którego to oficerem prowadzącym był sam generał Gromosław Czempiński. Jak wiadomo, zakonspirowany lecz zdemaskowany żyd, czyli w/g Talmudu i rebe głupi żyd doktor Braidwein vel Olechowski wraz z Donaldem Tuskiem i Maciejem Płażyńskim zakładał Platformę Obywatelską, która to zanim jeszcze została założona już stała się ulubioną partią wiodących mediów. Ale nie wiem czy pan doktor odpowiedziałby na to pytanie. Wracając do tematu. W fachu ubeka normalne jest, że padają trupy. Mogą więc zmienić chwilowo ton propagandy, ale cele zawsze będą te same: utrzymać kontrolę nad życiem politycznym w Polsce i kraść ile wlezie! Skoro nie kontrolują PiS, to zwalczają tą partię wszelkimi dostępnymi środkami. W propagandzie wobec tej partii posługują się znaną od lat zasada: skoro nie możemy pokonać ich argumentami racjonalnymi to sprawmy, aby ludzie ich nienawidzili. I to właśnie dlatego różne te dziennikarskie sławy, nagradzane co chwile coraz to nowymi nagrodami, których pełno jest w telewizorze, radio, gazetach, politycy PO i SLD, mądrale zwani niesłusznie intelektualistami itd., itd., tak zawzięcie zwalczają PiS. To oni rozpętali (posłużę się ich zwrotem) „kampanię nienawiści” i prowadzą ją dalej. Teraz chodzi o to jak tu zyskać na śmierci Marka Rosiaka. Nie zdziwię się, gdy w ramach walki z nienawiścią w polityce zamkną Gazetę Polską i Radio Maryja. Pożyjemy, zobaczymy.

  2. WP. said

  3. WP. said

    „Katyń 1940 ballady” więc już lepiej wkleję tą balladę, może komuś zagra w duszy, tak, jak mnie.

  4. WP. said

    QUO VADIS, POLONIA?

    Pamiętasz, stary? Orkiestry grały,

    Wszystkie się panny w Tobie kochały…

    Gdy was żegnano z wódką i Bogiem

    W tamtą wrześniową najdłuższą drogę…

    Potem pod Mławą dzielnie stawałeś

    Czołgi nie przeszły… Medal dostałeś…

    Los Cię wystawiał nieraz na próbę;

    Z Monte Cassino – prosto na UB! (Prosto z Pawiaka wzięli na UB)

    Sanitariuszka… Prawdziwy anioł…

    Tak ranni chłopcy wołali za nią

    Gdy kanałami (tak było trzeba)

    Wiodła ich z Chmielnej prosto do nieba

    Nie odebrała nigdy Virtuti

    Poznała, co to śniegi Workuty

    A dzisiaj wnuczek dowód jej chowa…

    Wszyscy się śmieją… I jest czadowo…

    Było ich wielu… Ludzi ze stali…

    Nie mógł ich złamać Hitler ni Stalin…

    Została garstka… Zresztą – sam zobacz;

    Śmieszne berety… Znicze na grobach…

    Czasami grzebią w śmietnikach nocą…

    Żyć jakoś trzeba, a nie ma za co…

    Za słabi, żeby światu urągać…

    Za dumni, żeby rękę wyciągać…

    Ojczyzna… Honor… Frazesy puste…

    Świat się odbija w krzywym lustrze.

    Spocony raper klepie pacierze…

    Jest zajebiście! Ja tam mu nie wierzę!!!

    (solo)

    Historia uczy… Lecz nie każdego…

    Bawmy się! Pijmy! Do upadłego!

    Wszystko już było, świat się nie zmienia

    Zegar odlicza czas do spełnienia…

    Zaskoczy kiedyś mózgi wyprane

    Grzyb ponad miastem… Salwa nad ranem…

    Oni walczyli za kraj w potrzebie…

    Kto ich zastąpi?… Nie wiem… Ja nie wiem…

    Ja też nie wiem, kto ich zastąpi…

  5. beata said

    Pierwszy film dokumentalny telewizji holenderskie o katastrofie smolenskiej wwwblogmedia24.pl – LIST Z POLSKI lub http://www.blobpress.pl Brief uit POLEN- LIST Z POLSKI

  6. Wybry już blisko, głosuj na przedstawicieli Polonii:

  7. tu jest film said

    #5

    http://player.omroep.nl/?aflID=11565491&tt888=true&silverlight=true

  8. WP. said

    Farsa weryfikacji sędziów PRL jako rodzaj kłamstwa komunistycznego – dr Przemysław Czarnek – Nie jest możliwe, by zaledwie 50 żyjących sędziów PRL dopuszczało się zbrodni sądowych i innych czynów godzących w sędziowską niezawisłość. Efekty weryfikacji PRL-owskiego wymiaru sprawiedliwości są zatrważające. Wbrew oczywistym faktom każe się nam wierzyć, że wszyscy sędziowie okresu komunistycznego działali etycznie, byli niezawiśli i niezależni. Nie pierwszy to i nie ostatni przypadek, w którym całe społeczeństwo wie doskonale o skandalicznym działaniu organów państwa, z wyjątkiem elit, które te działania miały rozpoznać i osądzić. Zaniedbania i zaniechania sądów dyscyplinarnych podczas prowadzenia takich spraw były karygodne. Na łamach “Naszego Dziennika” zabrałem już wraz z posłem Sławomirem Zawiślakiem głos na temat potrzeby penalizacji kłamstwa komunistycznego, wykazując, że jest dokładnie tak samo szkodzące jak kłamstwo oświęcimskie. Przed kilkoma tygodniami pisaliśmy wraz z parlamentarzystą PiS z Zamościa, że “pobłażliwość wobec zła, jego banalizacja, jest złem samym w sobie, wcale nie mniejszym od czynów, które taka postawa sankcjonuje”. Wskazaliśmy, że nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż w Polsce komunizm traktuje się jako coś w rodzaju mniejszego zła, o czym świadczy chociażby fakt, że o ile dość łatwo wskazać na przypadki wyroków sądowych, a zwłaszcza postępowań prokuratorskich w sprawie tzw. kłamstwa oświęcimskiego, o tyle na próżno szukać tego rodzaju postępowań w sprawach tzw. kłamstwa komunistycznego. A wszystko to przez “grubą kreskę” Mazowieckiego i relatywizację rzeczywistości, uprawianą z powodzeniem przez salonowe elity III RP. Wywód ten wymaga jednak rozwinięcia, do czego skłonił mnie artykuł Jerzego Szczęsnego pt. “Koncesja na bezkarność”, zamieszczony na łamach “Rzeczpospolitej” (30 września br.). Autor nawiązuje w nim do żenującej uchwały Sądu Najwyższego sankcjonującej stosowanie przez sądy ustawowego bezprawia, jakim były działające wstecz przepisy karne dekretu o stanie wojennym. “Sąd Najwyższy – pisze Szczęsny – sięgnął tu do wypróbowanego już przy ustawie lustracyjnej sposobu. Zastępując ustawodawcę, nadał ustawowemu pojęciu zbrodni komunistycznej taki sens, który w istocie zanegował istnienie zbrodni sądowej w całej PRL-owskiej przeszłości. Ze stalinizmem włącznie. Tę krytykowaną nawet w kuluarach SN uchwałę wydano wobec wniosku IPN o uchylenie immunitetu byłemu sędziemu SN Zdzisławowi Bartnikowi, który niechlubnie zapisał się w stanie wojennym. Sąd Najwyższy uznał wniosek IPN za oczywiście bezzasadny i wpisał uchwałę do tzw. księgi zasad prawnych, instytucji będącej resztówką PRL-owskiego prawa, dyscyplinując inne sądy i przez to naruszając zasadę ich niezawisłości”. Wspomniana uchwała położyła ostateczny kres weryfikacji PRL-owskiego wymiaru sprawiedliwości, co jednak nie dziwi, jeśli przeanalizuje się wszystkie skandaliczne działania PRL-owskich sędziów działających w dzisiejszym wymiarze sprawiedliwości, jeśli odsłoni się “poświęcenie i determinację”, z jaką środowisko sędziowskie i prokuratorskie – naturalnie mowa tu przede wszystkim o starszych kadrach – przystąpiło do weryfikacji swoich szeregów i oczyszczenia ich z sędziów skompromitowanych swą dyspozycyjnością wobec reżimu komunistycznego. Zobaczymy wówczas, że wszystkie te działania to jedna wielka farsa. Pierwsze próby weryfikacji – Mając żywo w pamięci orzeczenia sądów z lat 80., a zwłaszcza z okresu stanu wojennego, zaraz po 1990 r., podnoszono postulaty usunięcia z zawodu sędziego wszystkich tych, którzy swą haniebną postawą sprzeniewierzyli się zasadzie niezawisłości sędziowskiej w tamtych latach. Obowiązujące po 1990 r. prawo w zakresie postępowania dyscyplinarnego nie mogło być jednak zastosowane wobec tzw. dyspozycyjnych sędziów, przewinienia dyscyplinarne przedawniają się bowiem zaledwie po upływie jednego roku. Stąd też konieczna była ingerencja ustawodawcy. Pierwszą próbę ustawowego uregulowania możliwości odwołania sędziego za zbrodnie sądowe lub służalstwo wobec władz komunistycznych podjęto w 1993 roku. 15 marca tego roku uchwalono nowelizację prawa o ustroju sądów powszechnych. Na jej podstawie prezydent, na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa (KRS), mógł odwołać sędziego, co do którego sąd dyscyplinarny stwierdził sprzeniewierzenie się zasadzie niezawisłości. Przyjęto, że sędziowie niebędący w stanie oprzeć się naciskom z zewnątrz, mają mankamenty psychiczne uniemożliwiające im wykonywanie zawodu. Takie rozwiązanie zostało jednak uznane przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodne z Konstytucją. Kolejną próbę podjęto dopiero po upływie czterech lat. 17 grudnia 1997 r. uchwalona została kolejna ustawa o zmianie ustawy – prawo o ustroju sądów powszechnych oraz niektórych innych ustaw. Ale i tym razem, w związku z brakami formalnymi w procedurze uchwalania nowelizacji, TK uznał przepis art. 6 ustawy za niekonstytucyjny. Pomimo tego Trybunał wskazywał na zasadność ostatecznego, zgodnego z procedurami, uregulowania problemu: “Ograniczając jednak rozważania tylko do okresu zamkniętego datą 1989 r. trzeba przypomnieć, że zachodziły wówczas tak drastyczne nadużycia niezawisłości, że obecnie nadal istnieje potrzeba ich ujawnienia i wyjaśnienia”, zaś “ogólne zasady odpowiedzialności sędziego, dostosowane do warunków demokratycznego państwa prawnego, nie stanowią mechanizmu wystarczającego”. Na konieczność ostatecznego uregulowania sprawy zwracał uwagę przede wszystkim sędzia Marian Zdyb, który w votum separatum do przywoływanego wyżej wyroku stwierdził, że “obowiązek prawnego potraktowania sprawców naruszenia niezawisłości i bezstronności sądów, w tym szczególnie nieuczciwych sędziów, dotyczy także sytuacji, w której naruszenia te dokonywane były pod ochroną państwa w systemie totalitarnym, a często wręcz w majestacie prawa. Jest to niezbędne nie tylko ze względu na zaspokojenie społecznego poczucia sprawiedliwości, ale przede wszystkim z uwagi na potrzebę zapewnienia wiarygodności samego państwa i jego organów. Autorytet państwa budowany jest także przez jego stosunek do zachowań niegodziwych”. Ostatecznie problem doczekał się swego ustawowego rozwiązania 3 grudnia 1998 r., kiedy uchwalono ustawę o odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, którzy w latach 1944-1989 sprzeniewierzyli się niezawisłości sędziowskiej. Mocą przepisów ustawy w stosunku do sędziego, który w latach 1944-1989, orzekając w procesach stanowiących formę represji za działalność niepodległościową, polityczną, obronę praw człowieka lub korzystanie z podstawowych praw człowieka, sprzeniewierzył się niezawisłości sędziowskiej, wyłączono stosowanie przepisów o przedawnieniu w postępowaniu dyscyplinarnym dotyczącym sędziów. Wyłączenie to nie było jednak bezterminowe – jego koniec ustalono na 31 grudnia 2002 roku. Jako że ustawa weszła w życie 26 stycznia 1999 r., organy uprawnione miały niecałe cztery lata na wystąpienie z żądaniem wszczęcia postępowania do sądu dyscyplinarnego. Organem uprawnionym do występowania z takim żądaniem była KRS, która mogła to czynić z urzędu lub na wniosek osoby skrzywdzonej orzeczeniem. Osoba taka mogła skierować taki wniosek również do ministra sprawiedliwości. Nadto, na mocy art. 88 § 1 ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych, z wnioskiem o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego mógł wystąpić rzecznik dyscyplinarny na żądanie ministra sprawiedliwości, prezesa sądu apelacyjnego lub okręgowego oraz kolegium sądu apelacyjnego lub okręgowego. Sąd Dyscyplinarny po przeprowadzeniu postępowania mógł orzec karę wydalenia ze służby sędziowskiej. Oszustwo sądów dyscyplinarnych – O ile na gruncie ustawowym warunki do weryfikacji wymiaru sprawiedliwości zostały stworzone, o tyle już praktyka w tym zakresie była skandalicznie żenująca. W okresie od wejścia w życie omawianej ustawy do października 2001 r. wpłynęło 30 spraw, z czego 28 zostało złożonych przez ministra sprawiedliwości, a tylko dwie były efektem wniosków rzecznika dyscyplinarnego. Krajowa Rada Sądownictwa nie złożyła żadnego wniosku. We wszystkich sprawach z wniosku ministra sprawiedliwości rzecznicy dyscyplinarni wyraźnie dystansowali się od nich, wskazując, że działają z polecenia ministra. Wszystkie sprawy dotyczyły zaledwie około 50 sędziów, w większości w stanie spoczynku, spośród których tylko jeden nie był sędzią karnym. W toku postępowania aż 41 sędziów już na samym początku zostało uwolnionych od stawianych im zarzutów. W stosunku do czterech sprawa została od razu zwrócona rzecznikowi dyscyplinarnemu, pozostałym zaś w wyniku przeprowadzonego postępowania nie udowodniono sprzeniewierzenia się niezawisłości sędziowskiej. Efekty weryfikacji PRL-owskiego wymiaru sprawiedliwości są więc zatrważające. Wynika z niej – wbrew oczywistym faktom – że wszyscy sędziowie okresu komunistycznego działali na wskroś etycznie, byli niezawiśli i niezależni. Nie pierwszy to i nie ostatni przypadek, w którym całe społeczeństwo wie doskonale o skandalicznym działaniu organów państwa, z wyjątkiem elit, które te działania miały rozpoznać i osądzić. Zaniedbania i zaniechania sądów dyscyplinarnych podczas rozpatrywania wskazanych wyżej spraw były przy tym karygodne. Duża wyrozumiałość – Ogólnie rzecz ujmując, aż nadto widoczna była “duża wyrozumiałość” sądów dyscyplinarnych dla osób obwinionych – zresztą i tak symptomatycznie niewielu: nie jest przecież możliwe, by zaledwie 50 żyjących sędziów PRL dopuszczało się zbrodni sądowych i innych czynów godzących w sędziowską niezawisłość. I choć prawdą jest również, że nie wszyscy sędziowie orzekający w sprawach dyscyplinarnych byli tak liberalni w stosunku do swoich kolegów, to jednak ich zdania odrębne mają wyłącznie charakter “świadectwa prawdy”. Jak podkreśla prof. Adam Strzembosz, “oni sami wymagali od siebie więcej w trudnym okresie stanu wojennego, a wiedzieli dobrze, jakie pożytki przynosiło ‘pryncypialne’ orzecznictwo”. Cały proces weryfikacji pokazał haniebną w tym wypadku solidarność korporacyjną, która stała się bez wątpienia główną przyczyną jego fiaska. Profesor Strzembosz w swych publikacjach przedstawia najbardziej jaskrawe przypadki farsy. W jednym z tych przykładów obwiniony sędzia w czasie orzekania był osławionym prezesem sądu wojewódzkiego. Sąd dyscyplinarny odmówił wszczęcia wobec niego postępowania dyscyplinarnego. Ale oto inny skład rozpatruje sprawę kolejnego obwinionego – sędziego wojewódzkiego z tego samego sądu. Warto dodać, że w tej sprawie oskarżonych (trzech) skazano na kary 3 lat pozbawienia wolności, w trybie doraźnym, za rozlepienie kilku ulotek na terenie głuchej wsi, które przed zdarciem – według zeznań sołtysa – przeczytał tylko jeden rolnik. W obronie tego sędziego składa pismo dziekan okręgowej rady adwokackiej (ORA), notabene w okresie stanu wojennego prezes sądu rejonowego w tym samym okręgu. W dalszej części pisma prezes ORA informował, że za fatalną atmosferę w sądzie wojewódzkim (a więc naciski polityczne, zastraszanie sędziów) odpowiada prezes sądu wojewódzkiego, wobec którego właśnie odmówiono wszczęcia postępowania dyscyplinarnego w jego własnej sprawie! A oto inny przykład. W jednym z miast skazano trzy osoby za to, że w październiku 1985 r. poczyniły przygotowania do kolportażu ulotek wzywających do powstrzymania się od głosowania w wyborach do Sejmu. Przewodniczący składu ławniczego, młody sędzia sądu rejonowego, skazał aresztowanego recydywistę na karę 2 lat i 6 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności (!), a pozostałych dwóch oskarżonych – na 2 lata, przy czym wobec odpowiadających z wolnej stopy zastosował areszt tymczasowy. Sędzia ten prezesem sądu rejonowego został na samym początku stanu wojennego; w omawianej sprawie zarządził wydawanie kart wstępu (rzekomo ze względu na niewielką salę), nigdy nie sporządził uzasadnienia wydanego wyroku, aż do objęcia sprawy amnestią, ale początkowo nie umiał tego wytłumaczyć. Ten młody sędzia był delegatem na IX Zjazd PZPR, przewodniczącym Komisji Bezpieczeństwa i Porządku Publicznego Komitetu Wojewódzkiego, a do 1983 r. albo 1984 r. był członkiem egzekutywy KW PZPR. Stąd całkiem zasadne było przypuszczenie, że wymierzanie tak surowych kar za czynności przygotowawcze, a więc niekaralne, i to wobec jednego z oskarżonych – ponad żądanie prokuratora – nastąpiło z powodów innych niż merytoryczne. Sąd dyscyplinarny po “merytorycznym” rozpoznaniu sprawy uniewinnił obwinionego! Podważył wszystkie zarzuty, powołując się stereotypowo na kolegialność przy surowym skazaniu. Największe wątpliwości co do bezstronności sędziego budziła jego działalność polityczna, ale uznano, że brak jest dostatecznych dowodów, aby surowy wyrok był związany z tą działalnością. Warto dodać w tym miejscu, że sędzia ten do dziś sądzi w jednym z sądów powszechnych, pełniąc w nim prominentną funkcję.
    “To nie żadna wysoka sprawiedliwość, tylko sąd”. Tak wyglądała farsa weryfikacji sędziów PRL-owskiego wymiaru sprawiedliwości. Farsa, którą ostatecznie podtrzymał Sąd Najwyższy we wspomnianej wcześniej uchwale. Farsa, do której doskonale pasuje komentarz Jerzego Szczęsnego z przywołanego na wstępie artykułu: “Grubym kreskom towarzyszy zawsze chrzęst tłuczonych luster. Gruba kreska z 1989 r. była tak gruba, że w jej wyniku nastąpiło przekroczenie granicy, poza którą takie kwestie, jak: skrupuły, sumienie i odpowiedzialność, stały się iluzoryczne, a pojęcia takie, jak: hańba, wina, skrucha i przebaczenie, zyskały status staroświeckich anachronizmów”. W tym kontekście trudno dziwić się zwykłym obywatelom, gdy mówią, że nie wierzą w polski wymiar sprawiedliwości. Na jednej z rozpraw strona postępowania zwróciła się do sędziego słowami: “Proszę wysokiej sprawiedliwości”, na co sędzia, z wyraźnym rozbawieniem i niby żartobliwie, odparł: “To nie żadna wysoka sprawiedliwość, tylko sąd”. Patrząc na to, ilu sędziów służalczo wiernych totalitaryzmowi komunistycznemu pełni dziś prominentne funkcje w wymiarze sprawiedliwości i sprawuje je w imieniu Rzeczypospolitej, odpowiedź sędziego wcale nie jawi się jako żart.
    Dr Przemysław Czarnek – za bibuła.com
    Autor jest konstytucjonalistą, pracownikiem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II.

  9. WP. said

    To ich pomiot w sądach, prokuraturach, trybunałach, etc, Polacy!!!Czerwone dynastie: Chajn trząsł Ministerstwem Sprawiedliwości – Jerzy Robert Nowak – Do bardziej wpływowych postaci ostatnich czasów należy chyba świadomie mało nagłaśniany Józef Chajn. Przez wiele lat po 1989 r. był sekretarzem Fundacji Batorego, mającej potężne oddziaływanie w różnych sferach życia. Józef Chajn był tam swego rodzaju “szarą eminencją” wpływającą na odpowiednią selekcję osób i instytucji, które sponsorowane były z pieniędzy fundacji. Dziś Chajn jest zastępcą dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Rzecz znamienna, na tak ważnym stanowisku w liberalno-lewicowej Fundacji Batorego znalazł się syn jednego z najwyższych “czerwonych prominentów”. Jego ojciec Leon Chajn był stalinowskim dzierżymordą, który faktycznie trząsł całym Ministerstwem Sprawiedliwości. Ten żydowski komunista, znakomicie współdziałający z tak przemożnymi wówczas Jakubem Bermanem i Hilarym Mincem, decydował o wszystkim w resorcie, w niczym nie licząc się z figurantem – ministrem sprawiedliwości Henrykiem Świątkowskim. Jak pisał Wacław Barcikowski w swych wspomnieniach z owych lat: “(…) faktycznym kierownikiem Ministerstwa Sprawiedliwości był Leon Chajn” (W. Barcikowski “W kręgu prawa i polityki”, Katowice 1988, s. 142). Chajn, który samowolnie podporządkował sobie sądy i prokuratury, ponosi ogromną odpowiedzialność za dyktowanie bezwzględnych wyroków w sfabrykowanych stalinowskich procesach w Polsce. Nader typowe pod tym względem były jego kategoryczne stwierdzenia w broszurze wydanej w 1947 roku: “Są jeszcze prokuratorzy, którzy zdradzają zbytek gorliwości formalnej przy przetrzymywaniu zbirów z NSZ. Najwyższy czas skończyć z tym marazmem i dobrym sercem w stosunku do bratobójców!” (L. Chajn “Trzy lata demokratyzacji prawa i wymiaru sprawiedliwości”, Warszawa 1947, s. 76-77). Zaiste, dość szczególna była to sprawiedliwość! Aby przerwać “niepotrzebne” liczenie się ze zbędnymi formalnościami (czytaj: regułami prawa), Chajn wzywał do przyspieszonych czystek. Już w kwietniu 1946 r. podczas dyskusji w Krajowej Radzie Narodowej Chajn gromko piętnował, że w polskim sądownictwie jest zbyt wiele starych kadr sędziowskich i prokuratorskich, akcentując: “Chcielibyśmy (…) wprowadzić do sądownictwa nowy strumień krwi społecznej (…)” (cyt. za: A. Rzepliński “Sądownictwo w PRL”, Londyn 1990, s. 31). I rzeczywiście, wprowadzono całą masę nowych sędziów “dokształconych” w przyspieszonym tempie, którzy bez skrupułów wydawali krwiożercze wyroki zgodnie z życzeniami zwierzchników. Ulegli wobec Chajna sędziowie doprowadzali do skazywania na długoletnie okresy więzienia na podstawie fałszywych dowodów. Dodajmy, że Leon Chajn jako agent komunistyczny został oddelegowany do Stronnictwa Demokratycznego po to, by intrygami i podstępami jak najmocniej podporządkować SD partii komunistycznej (od 1945 do 1961 r. Chajn był sekretarzem generalnym SD, a później jego wiceprzewodniczącym). Szokujące, że syn tego stalinowskiego dzierżymordy i podłego komunistycznego agenta w SD zajmował po 1989 r. jedno z bardziej wpływowych stanowisk w polskim życiu publicznym. Nie byłoby problemu, gdyby chodziło o przypadek odosobniony, gorzej, gdy mamy całą jakże szeroką gamę tego typu przypadków, od Włodzimierza Cimoszewicza po Stefana Mellera.
    prof. Jerzy Robert Nowak

  10. Jacek said

    Troche z innej beczki ale za to perspektywicznie:

    za Al Ahram, http://weekly.ahram.org.eg/2007/868/in2.htm:

    „The influential French daily Le Figaro last week revealed that the French leader once worked for — and perhaps still does, it hinted — Israeli intelligence as a sayan (Hebrew for helper), one of the thousands of Jewish citizens of countries other than Israel who cooperate with the katsas (Mossad case-officers).”

    Wplywowy dziennik francuski Le Figaro w zeszlym tygodniu ujawnil, ze obecny francuski przywodca (Sarkozy) w pewnym czasie pracowal dla – i byc moze dalej pracuje, jak sugeruje Le Figaro – wywiadu izraelskiego jako sayan (po hebrajsku pomocnik), jeden z tysiecy zydowwskich obywateli krajow innych niz izrael, ktorzy wspolpracuja z katas (oficerowie prowadzacy mossadu).

    „A letter dispatched to French police officials late last winter — long before the presidential election but somehow kept secret — revealed that Sarkozy was recruited as an Israeli spy. The French police is currently investigating documents concerning Sarkozy’s alleged espionage activities on behalf of Mossad, which Le Figaro claims dated as far back as 1983. According to the author of the message, in 1978, Israeli prime minister Menachem Begin ordered the infiltration of the French ruling Gaullist Party, Union pour un Mouvement Populaire. Originally targeted were Patrick Balkany, Patrick Devedjian and Pierre Lellouche. In 1983, they recruited the „young and promising” Sarkozy, the „fourth man”.”

    List rozeslany do pracownikow policji francuskiej ostatniej zimy -na dlugo przed wyborami prezydenckimi ale jakos utrzymany w tajemnicy – ujawnil, ze Sarkozy zostal zwerbowany jako szpieg izraelski. Francuska policja obecnie bada dokumenty dotyczace zarzucanych Sarkozy’emu dzialan szpiegowskich na rzecz mossadu, ktore jak twierdzi Figaro siegaja wstecz az do roku 1983. Zgodnie z autorem tej wiadomosci w roku 1978 izraelski premier Manechem Begin zarzadzil infiltracje rzadzacej francja partii gaulistowskiej, Zjednoczenia dla Ruchu Powszechnego. Poczatkowymi celami byli Patrick Balkany, Patrick Devedjian i Pierre Lellouche. W roku 1983 zwerbowano „mlodego i obiecujacego” Sarkozy’go, „czwartego czlowieka”.

    calosc pod wskazanym adresem.

    Ilu sayanow mamy Polsce? Czy rowniez ich staral sie odkryc p. Macierewicz? A ilu katas poktywa terytorium naszego nie ich kraju?

  11. Lubomir said

    Że też jeszcze nie okrzyknęli ‚Le Figaro’ tubą antysemicką?. Nie wypowiedział się także na ten temat w ramach globalnej solidarności ‚starszych i mądrzejszych’ naczelny ‚Głosu cadyka’ w Polsce. Pewnie nie chce zwracać uwagi na siebie. Postanowił przeczekać burzę w krzakach. Dziennikarz śledczy Berthold Kuettel też milczy.

  12. Julka said

    ad/Lubomir
    „Zamilczanie” faktów, wydarzeń, ludzi- to jedna z metod manipulacji.

  13. WP. said

    Esbecki tw. Leopold czyli AARON NUSSELBAUM ksywa MYSZKIEWICZ ksywa NIESIOŁOWSKI RŻNIE BOHATERA, CZYLI O ROZMYWANIU ISTOTY ZBRODNI – Wczoraj minął tydzień od tzw. „zbrodni łódzkiej”, jutro natomiast odbędzie się pogrzeb ofiary tejże zbrodni. Tymczasem można odnieść wrażenie, że z całą istotą tej zbrodni, zrobiono to, co robi się w Polsce z innymi rzeczami wartymi analizy. Po prostu rozmyto jej istotę. Tak samo zresztą stało się w przypadku innych wydarzeń, które miały charakter ważny, lecz zostały tak rozciągnięte wzdłuż i wszerz, że stały się przezroczyste i niewiele z nich pozostało. Warto więc przypomnieć, że w „zbrodni łódzkiej” obiektem brutalnego napadu stało się łódzkie biuro PiS, a raczej jego żywa „zawartość”. Morderca, po ujęciu go przez policję, krzyczał, że nienawidzi PiS-u i że chciał zabić Kaczyńskiego, lecz „miał za małą broń”.Tymczasem minęło parę dni a już wielu tych słów nie pamięta (nie chce pamiętać?). Wystarczyło, że Ryszard Cyba, tuż przed napadem na biuro PiS, był także w biurze esbeckiego tw. Leopolda czyli Aarona Nusselbauma ksywa Myszkiewicza ksywa Niesiołowskiego. Wicemarszałkowi SejmoKnessetu jednak nic się nie stało. Mało tego, nie stało się też nic żadnemu z pracowników biura esbeckiego tw. Leopold czyli Aarona Nusselbauma ksywa Myszkiewicza ksywa Stefana Niesiołowskiego. Pracownicy biura PiS nie mieli już tyle szczęścia, o czym Niesiołowski, chcąc nadal odgrywać bohatera, który się ledwo otarł o śmierć, zdaje się zapominać. Cały sens rozmywania istoty „zbrodni łódzkiej” zamyka się w zamiarze zaprzeczenia, że nie ma żadnej nagonki na PiS (bo jak nie ma tej nagonki, to nie ma też winnych jej rozpoczęcia), że PiS wcale nie był jedynym celem „politycznego morderstwa” (żeby czasem nie robić z nich jedynych męczenników) i że to czysty przypadek, iż strzał został oddany do kogoś z PiS. Bo przecież Ryszard Cyba „był” u Niesiołowskiego co okazało się, ewidentnym łgarstwem. Ale czy chciał go zabić? Szczerze wątpię. Jak ktoś nienawidzi PiS, nie strzeli do kogoś, kto też nienawidzi PiS. Więc jak sugeruje „Nasz Dziennik” on tam poszedł być może zapytać o drogę. Kto wie, może poszedł w innym celu, np. pochwalić się esbeckiemu tw. Leopold czyli Aaronowi Nusselbaumowi ksywa Myszkiewiczowi ksywa Niesiołowskiemu, że idzie właśnie ubić PiSiora, że może uda mu się zabić tego największego z PiSiorów. Poszedł może po błogosławieństwo a może po pochwałę, po prostu chciał „swojemu” zaimponować. Na pewno jednak nie poszedł po to, by zabić Niesiołowskiego, bo „kutwa kutwie łba nie urwie”. Zresztą nienawiść do PiS zrobiła z Ryszarda Cyby i z esbeckiego tw. Leopolda czyli Aarona Nusselbauma ksywa Myszkiewicza ksywa Niesiołowskiego „braci w wierze”, wspólników jednej łączącej ich sprawy. Sprawy nienawiści do PiS. To samo można powiedzieć o innych z listy, zaczynając od Kalisza (czyżby następne tetełe pochodzące od nazwy miast? jak to u „braci w wierze” w zwyczaju, np. Dickman ksywa Mazowiecki, Dawid Warszawski, Liebling ksywa Polański, etc,) a kończąc na Millerze. Cała lista nie ma tu znaczenia, znaczenie ma tylko to, na kim wyrok z tej listy został wykonany. Kaliszem najwyżej mógłby się zainteresować Klub Kwadransowych Grubasów lub dyrektor jakiejś masarni, Millerem to sam Pan Bóg tylko wie, kto mógłby się zainteresować. Więc licytowanie się tych wszystkich osób, obecnych na liście, która z nich była bardziej zagrożona, nie ma największego sensu. Może być jedynie zabiegiem, by poszczególni politycy podnieśli nieco swoją wartość, dmuchając znaczenie własnych postaci i sztucznie nadając im nienaturalnie wielki wpływ na rzeczywistą politykę. A sens słów „nienawidzę PiS” ciągle pozostaje ten sam, słowa te są zresztą wypowiadane przez znacznie więcej ust, nie tylko przez usta Ryszarda Cyby i należy pamiętać, że póki mówią one, że „nienawidzą PiS”, to nie można ich odbierać jako „nienawidzę polskich polityków”. Dlatego Kalisz z z esbeckim tw. Leopoldem czyli Aaronem Nusselbaumem ksywa Myszkiewiczem ksywa Niesiołowskim i Millerem mogą spać spokojnie, politycy Prawa i Sprawiedliwości już niekoniecznie. I o tym trzeba pamiętać, inaczej bardzo szybko czeka nas podobna sytuacja, jak zawsze, gdy z prawdziwych wydarzeń wyciąga się fałszywe wnioski

  14. Guła said

    # 10

    „Że też jeszcze nie okrzyknęli ‘Le Figaro’ tubą antysemicką?”

    W tym cuś jest. Być może, a wszystko na to wskazuje że jest, chce urwać się im ze smyczy, i une rozpoczęli typową na niego nagonkę.

    Nieudanych lądowań może być sporo więcej.

  15. WP. said

    Tu znajduje się, część tłumaczeń wypowiedzi z holenderskiego filmu – Oglądałem ten film wczoraj późnym wieczorem i została mi w głowie wypowiedź pilota, który stwierdził, że odczytanie czarnej skrzynki to 3-4 godziny roboty i mamy cały zapis. Dzisiaj z tym chodzę z tak dużym poczuciem bezsilności, że ….Nasi specjaliści w Polsce mogli odczytać czarne skrzynki w ciągu, no dajmy na to, doby, kilku dni!!!!POlactwo!!!! czego i kogo wy jeszcze bronicie, przy czym dalej obstajecie!!!! Jeśli wolicie władzę ruską, to po prostu przeprowadźcie się tam, a nam Polakom dajcie spokój!!!! Boże! dopomóż nam!.Tu znajduje się, część tłumaczeń wypowiedzi z holenderskiego filmu – http://rebelya.pl/discussion/10209/list-z-polski-szokujacy-dla-zachodu-dokument-w-holenderskiej-tv-o-smolensku/ – Już jest na YouTube
    cz.1

    cz.2

    cz.3

    cz.4

    cz.5

    Linki: dążenie do prawdy
    KATASTROFA SMOLEŃSK 10.04.2010. SZCZĄTKI SAMOLOTU N°101 – WPISZ NA YouTube
    i zobacz to:
    Proszę dobrze oglądnąć film ,a następnie dobrze policzyć kola na poniższych fotografiach, obejrzeć przestrzeliny w skrzydle i stateczniku pionowym – po 20 otworów, pytanie od czego? gałęzi brzózek, czy kolców akacji, agrestu?.





    Powyższy filmik potwierdza autentyczność.
    A tu ciekawostka…zrobione kolo komisu:
    http://img530.imageshack.us/img530/9624/28141713.png – link do ściągnięcia filmu
    https://www.wetransfer.com/
    a tu do obejrzenia w całości:
    1) http://cgi.omroep.nl/legacy/player?/ceres/1/vpro/rest/2010/VPRO_1142688/bb.20101025.asf
    2) http://player.omroep.nl/?aflID=11565491

  16. Ant said

    Słowa uznania dla Łazarza.
    Jednak Niesiołowski już się zużył- podobnie jak Monika Olejnik. Doskonale wiedzą o tym spece od propagandy i robieniu siana w głowach Polaków. Dlatego też wypłynął kiedyś Palikot (wbrew pozorom szybko nie zniknie) i mamy promowane nowe portale internetowe jak np. ten:
    http://politykier.pl/kat,1025797,wid,12798482,wiadomosc.html?ticaid=6b232

    Chciałbym zwrócić uwagę na pewne istotne tam zdanie z wypowiedzi Palikota: „Aby kościół oddał to, co ukradł – aby nam oddał Polskę”

    Jak wspomniałem robią to czujni fachowcy i tutaj, z potrzebą chwili starają się wyprodukować kolejny, porzewrotny mem informacyjny. Wiedzą w co chcą trafić. Kiedyś A.Walentynowicz nawoływała abyśmy nie dali sobie zabrać Polski. Ponieważ trudno już nie dostrzec, że tak się stało a o złodziejstwie zaczyna się już mówić głośno, fachowcy wiedzą jak problem rozmyć i przekierować.
    Zapewniam, że znajdą się całe stada idiotów, których zacytowane zdanie zainspiruje i będą gorliwie ten „punkt widzenia” powielać.

  17. Ant said

    PS
    W zasadzie pisanie o tym jest już nagłaśnianiem tej wypowiedzi a więc w jakimś stopniu sprzyjaniem szumowi, rozmywaniu pojęć i głupawce. Jak jednak pokazywać sposoby manipulowania w pozorach debaty publicznej?

  18. Lubomir said

    Re: Ant. Ciąle zastanawiam się jak ten wariat Palikot mógł ukończyć Katolicki Uniwersytet Lubelski?. Przecież jego choroba psychiczna i skłonność do przeróżnych zboczeń musiały uwidaczniać się również wcześniej. Pewnie, że psychopata i bandzior Pol Pot ukończył paryską Sorbonę i również wydział filozofii jak Paliknur, przepraszam – Palikot. Dziwnie wkomponowuje się w przyjażń z Palikotem germanofil Kutz. Czyżby i Palikot jedynie strugał wariata na niemieckie zlecenie?. Czyżby Lista Instytutu Gaucka, lista 500 polskojęzycznych agentów Stasi/KGB obejmowała również w/w antypolaków?.

  19. Ant said

    Re: Lubomir
    To nie chodzi o prawdę, czy podniesienie poziomu w przestrzeni przepływu informacji. Wręcz przeciwnie- chodzi o powszechną głupawkę i rozchwianie obrazu wirualnej rzeczywistości. Tutaj ludziom myślącym pokazywany jest gest „f u c k y o u” – ich emigracja wewnętrzna i poczucie bezsilności jest IM na rękę.

  20. Ant said

    PS
    Lubomir. Moja odpowiedź Tobie została zablokowana – zapewne przez automat. Nie będę jej powtarzał, bo administrator prawdopodobnie wyciągnie ją miłosiernie z niebytu.
    Pozdrawiam

  21. Archie said

    A jo przeczuwam że cała ta wojna PO z PISem to teatr pod publiczkę,widowisko dla gawiedzi, żeby zająć publikę, odciągnąć uwagę od kieszonkowców grasujących w tłumie.

  22. biała said

    Re Archie: Niestety możliwych scenariuszy jest dużo, ten o którym piszesz, to jeden z gorszych. Obecnie tak bardzo mamy pomieszane w głowach,iż coraz trudniej dociec prawdy. Może ta poręcz której się trzymamy idąc w ciemnościach prowadzi nas w przepaść?
    Jednak czegoś trzymać się trzeba, choćby jak ten trochę zapomniany żołnierz:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82adys%C5%82aw_Polesi%C5%84ski

  23. Jacek said

    ad Gula #13

    no wlasnie, ten „list policyjny” pewnie trafil ronwiez do np. sojusznika niemieckiego. Nie mozna wykluczyc szerszej „wspolpracy miedzynarodowej”, tak jak i w wypadku Smolenska. A Sarkozy jakos taki ostatnio bywal arogancki.

  24. Jacek said

    ad Archie #22

    zwraca na to uwage np. kompletne wykluczenie przez pis odnosnikow do sil politycznych obecnie nie reprezentowanych w sejmie, ktore przeciez, nie tylko pis, sa zainteresowane przestrzeganiem norm demokratycznych w Polsce.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: