Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Katastrofa pod Smoleńskiem oczami fizyka

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2010-10-31

Wywiad Blogpress.pl z prof. Mirosławem Dakowskim – katastrofa pod Smoleńskiem oczami fizyka

Prezentujemy wywiad z profesorem Mirosławem Dakowskim, fizykiem, który ma odwagę otwarcie nie zgadzać się z doniesieniami MAK oraz z procedurami podejmowanymi podczas śledztwa w.s. katastrofy pod Smoleńskiem.

Blogpress: Dlaczego postanowił Pan zabrać głos w sprawie katastrofy?

Mirosław Dakowski: Bo śledztwo oficjalne zostało oddane podejrzanym. Bo są dowody, że oni mataczą i niszczą dowody istotne w sprawie. Bo dużo sensownych i ważnych uwag blogerów oraz rodzin ofiar nie jest uwzględniane przez tutejszą prokuraturę, gdyż… nie zostały im oficjalnie przesłane. A ludzie, szczególnie eksperci, boją się, co po potwornym zamordowaniu d-ra Wróbla (miał brać udział w analizach „Raportu MAK”, czy jak ten raport zwać) nie dziwi. Kilku ze znanych mi ekspertów wycofało się z chęci bycia świadkiem czy ekspertem (…mam chorą teściową, wybacz)…

Blogpress: Nie zgadza się Pan z trzema głównymi tezami wizualizacji katastrofy lansowanej przez Rosjan tj. poddaje Pan pod wątpliwość fakt, że zderzenie z brzozą doprowadziło do oderwania części skrzydła, że samolot po tym zderzeniu wykonał tzw. „pół beczki”, oraz że przyspieszenie samolotu nie mogło być tak duże, że doprowadziło do jednoczesnej śmierci wszystkich pasażerów. Czy mógłby Pan ustosunkować się do każdej z tych hipotez biorąc jednocześnie pod uwagę, że wielu z nas to humaniści?

Mirosław Dakowski: Proszę uważnie poczytać ostatnią wersję mojego artykułu, tam uzupełniam o wyjaśnienia podstawowe. (artykuł publikujemy za zgodą p. profesora  poniżej) Cytuję: W sytuacji, gdy szczegółowa wiedza o parametrach końca lotu Tu-154M jest zarezerwowana wyłącznie dla strony rosyjskiej, wszystkie rejestratory tych danych są zagarnięte przez stronę podejrzaną, nawet oryginał t.zw. „trzeciej skrzynki” został im przekazany, nam pozostaje potężna broń – korzystanie z niezmiennych i nie dających się zafałszować praw logiki oraz praw natury, czyli „praw zachowania” fizyki. Nie wystarczą one do zrozumienia, co się tam stało. Pozwalają jednak wykluczyć wersje anty-fizyczne, anty-logiczne. Oto jedna z prób ich wykorzystania.
Poniższe porównania napisaliśmy, by uzmysłowić pewne podstawowe prawidłowości osobom zajmującym się na co dzień socjologią, polityką czy historią. Są to oczywiście jedynie obrazy. Uwzględniam tu spostrzeżenia licznej rzeszy analityków, t.zw. blogerów, którzy formułują je od przełomu kwietnia/maja, ale nie przesyłają swych wyliczeń i argumentów, jak należy, do prokuratury wojskowej badającej katastrofę.
Wyjaśnienie: Tam, gdzie analiza procesów jest trudna z powodu małej ilości danych, np. ukrywanych przez naturę, osiągnięcia poznawcze opierają się przede wszystkim na uwzględnianiu podstawowych praw zachowania. Dotyczy to tak np. zderzeń ciężkich jąder (a więc struktur w rzeczywistości bardzo skomplikowanych), jak i – na drugim końcu w skali wielkości – oddziaływań czarnych dziur czy zderzeń galaktyk. Może więc i „pośrodku skali” czegoś się tym sposobem dowiemy.

Blogpress: Jak to możliwe, że w samolocie lecącym w ostatniej fazie lotu z  prędkością ok. 300 km na godzinę, obracającym się wokół osi wzdłużnej  i nie lecącym równolegle do ziemi przed zetknięciem z nią, panują tak  niskie przeciążenia przy samym zderzeniu, jak Pan wyliczył (0,4-4g).

Mirosław Dakowski: Twierdzi Pan: ”obracającym się wokół osi wzdłużnej” .. Nie znajduję sił, które by taki obrót wymusiły. Ani odpowiednich momentów pędu.

Blogpress: Niektórzy specjaliści przyjmują, że przeciążenia podczas tej katastrofy, działające na pasa-żerów, mogły wynosić ok. 100g. Skąd tak duża rozbieżność w Pana wyliczeniach z tym poglądem?

Mirosław Dakowski: To nie żadni „specjaliści” lecz firma MAK. I dyżurni dezinformatorzy. Liczę proste rzeczy po to, by każdy mógł sobie przeliczyć, czy to możliwe i wiarygodne. I wyobrazić (obliczenia w artykule pod wywiadem).

Blogpress: Czy przyjęta przez Pana do obliczeń konstrukcja samolotu jako duralowej rury, nieuwzględniająca znaczących niejednorodności konstrukcji kadłuba, sił wywoływanych przez ciąg silników oraz skrzydła, jest wiarygodną podstawą do obliczeń przeciążeń w tej katastrofie?

Mirosław Dakowski: Liczę na MODELU. Są to informacje podstawowe, w celu wykazania niemożności zaistnienia „pewników” MAK-u w rzeczywistości. Tylko tyle.

Blogpress: Jak wiadomo we wszelkich obliczeniach ważne są dane wejściowe. Czy tych jest Pan pewien? Czy podobne wyniki otrzymałby Pan gdyby założyć że np. samolot nie był równomiernie obciążony, wiał wiatr itd. Czy jest możliwym że ogromne przeciążenia zaistniały podczas „spadania” samolotu – na takowe wskazuje np. analiza przeprowadzona przez jednego z naszych blogerów –  proszę spojrzeć tutaj:

http://www.pluszaczek.com/2010/06/05/stenogramy-z-czarnych-skrzynek-tu-154m-%E2%80%93-falszerstwo-%E2%80%93-czesc-iv

Mirosław Dakowski: To świetna analiza, nie znałem. Wskazuje jednak nie na przeciążenia, lecz na ewidentne fałszerstwa piszącego ten raport. Uważam, za Autor powinien przekazać tę analizę uzupełnioną do stanu jego wiedzy z końca października) do Prokuratora Generalnego – jako dowód przestępstwa. Nie wystarczy „sobie napisać”, trzeba z tego zrobić „dowód w sprawie” ! Danych wejściowych, uczciwych, NIE MAMY, dlatego muszę się posłużyć niezmiennymi prawami natury. O „danych”, które czasem przeciekają zMAk-a, możemy powiedzieć że są.. niepewne.

Blogpress: Na jakiej podstawie wnioskuje Pan, że prędkości samolotu podczas  podchodzenia do lądowania wahały się od 59 do 158 km/h? Nie zostały  przecież ujawnione zapisy z rejestratora parametrów lotu Tupolewa, a  jedynie transkrypcja rozmów w kokpicie?

 Mirosław Dakowski: To nie ja, ja tylko dowodzę, że dane z fonii przesłane przez firmę MAK są nieprawdziwe, niewiarygodne…Czyli sprowadzam te „dane” do absurdu. Wniosek, jest taki że zostały nieudolnie sfałszowane.

Blogpress: Jeśli nie przeciążenia to co zatem mogło doprowadzić do tego, że samolot rozleciał się na tyle części?

 Mirosław Dakowski: Piszę o tym w artykule, po przeczytaniu którego, jak sądzę, Panowie mi zadali pytania: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=2504&Itemi…

Powtarzam: Ponieważ ze 100% pewnością (czego dowodzą zdjęcia) nie było na „Siewiernym” krateru świadczącego o „wbiciu się” płatowca w ziemię, wykluczone są przyspieszenia rzędu 40-100 g, o których czytaliśmy w sprawozdaniach z prac komisji MAK. W każdym razie nie są dostępne argumenty za wystąpieniem takich przyspieszeń, o których mówili i zapewniali „eksperci” śledztwa. Wiele ciał i twarzy ofiar katastrofy widzieli ich bliscy, m.in. i głównie twarz śp. Lecha Kaczyńskiego. W tym wypadku jest też dostępny dokument – protokół sekcji zwłok. Nikt nie sygnalizował zaobserwowania typowych obrażeń nieuniknionych przy przeciążeniach rzędu 40 do 100 g. Ten fakt zadaje kłam twierdzeniom rosyjskim (potwierdzanym m.in. przez B. Klicha) o wystąpieniu tak wielkich przeciążeń. Na zdjęciach z pierwszych chwil po katastrofie widoczny jest kokpit (kabina pilotów). Na zebranych przez firmę MAK i ułożonym na płycie lotniska „samolocie” kabiny nie ma. Wniosek: została wywieziona (Mi-26 ?), a potem zapewne opróżniona z aparatury pomiarowej rejestrującej techniczne warunki lotu (czyli dowodów przyczyn i przebiegu katastrofy) i później wysadzona w wybuchu. Kabina pasażerska przy znanych parametrach prędkości i przyspieszeń nie mogła się rozpaść na więcej, niż dwie lub trzy części. Znana energia kinetyczna płatowca nie wystarcza do rozerwania kadłuba na ogromną ilość części; nieznany fizyce byłby też proces, sposób takiej dezintegracji. Fakt, iż kadłub jest rozpryśnięty na dziesiątki tysięcy drobnych ułamków i większych części, w związku ze stwierdzeniem prokuratora Andrzeja Seremeta, że „na pokładzie nie doszło do wybuchu konwencjonalnego”, wskazuje na wybuch ładunku „niekonwencjonalnego”. Narzucającą się przyczyną tak destruktywnego „rozpryśnięcia” kadłuba jest eksplozja np. bomby termo- wolumetrycznej w czasie zatrzymywania się kadłuba z dokładnością 2-4 sekund). Z tej przyczyny uzasadnialiśmy konieczność ekshumacji już 2 maja(por. http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1921&Itemid=100 ). W świetle tych argumentów odmowa żądanej przez krewnych ofiar ekshumacji, m.in. w celu wykonania badań spektrometrycznych jest matactwem i powinna być ścigana z urzędu.  Można i należy tę hipotezę sprawdzić przy koniecznej, jak najszybszej ekshumacji ciał ofiar. Proponowana metoda: poszukiwanie przy pomocy spektrometrii mas związków metalo-organicznch i innych, charakterystycznych dla takich bomb czy ładunków.

Blogpress: Wyobraźmy sobie, że kieruje Pan pracami polskiej komisji. Dysponuje Pan wrakiem (oczywiście zaraz po katastrofie) i wszelkimi możliwymi danymi w postaci czarnych skrzynek itd.
Jakie działania (od strony naukowej) zleciłby Pan podjąć?

Mirosław Dakowski: Ależ to oczywiste: Powołanie polskiej KOMISJI złożonej z uczciwych specjalistów. Zgodnie z umową z 1993 roku. Z udziałem strony, na terenie której katastrofa nastąpiła, oraz władz NATO i USA (ich obywatele są wśród poszkodowanych – rodzin ofiar). Potem np.: Analiza trzech rejestratorów (bo nawet
ten trzeci „tutejsi” oddali władzom Rosji – za co powinni być od razu odsunięci od śledztwa czy władzy). Ta analiza zapewne wystarczy do tego, by poznać prawdziwe przyczyny KATASTROFY. Jeśli nie: Analiza masowa czy spektrofotometryczna ścian płatowca, szczególnie od wnętrza, ciał, ubrań pod kątem śladów materiałów stosowanych w różnych środkach wybuchowych, zwłaszcza w ładunkach termo-wolumetrycznych. To jest jeszcze możliwe, ale najpierw osoby mataczące oraz pomagające w mataczeniu muszą się znaleźć w więzieniu, w oddzielnych celach (by nie mataczyły dalej).

Blogpress: Co zawierać będzie Pana zdaniem raport Rosjan? Jaka
Pana zdaniem będzie odpowiedź naszych władz i na podstawie jakich analiz będzie ona przedstawiona?

Mirosław Dakowski: „Wina pilotów” i „naciski” ich szefów (generał, prezydent). Stan Tu-101M – doskonały. Może drobne uchybienia kontrolera, ale już go pouczono, zresztą poszedł na zasłużoną emeryturę. Władze w Warszawie [to ci o których pisze Pan (chyba prześmiewczo?): „naszych władz” – jeśli to będą jeszcze władze obecne, wtedy będzie   „ogólna zgoda”, a p. B. Klich na osłodę i dla zaznaczenia swej niezależności coś powie o swoich konfliktach z Anodiną, czy kimś tam… Ale chyba zasłużymy na uczciwe władze…

Blogpress: Czy zdaniem Pana jest szansa aby niezależna komisja
(zakładając jej powstanie) mogła kiedykolwiek ustalić przyczyny tej katastrofy?

Mirosław Dakowski: Oczywiście. W tym celu z ks. Małkowskim promujemy krucjatę o poświęcenie Rosji wg. żądań Matki Bożej z Fatimy, Jej Niepokalanemu Sercu.  Por:http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1298&Itemid=46  i sąsiednie z tego działu: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=category&sectionid=7&id=57&Itemid=46

Oraz „Ks. Małkowski pisze” (jest na mej stronie, obok powyższego) , czyli: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=category&sectionid=7&id=42&Itemid=46

Samą „polityką” ani tym bardziej pisywaniem sobie (a muzom) na „forach” Polski nie uratujemy. DOWÓD: od 15-tu lat usiłujemy wprowadzić uczciwsze zasady wybierania posłów, niż „z listy partyjniackiej”, lecz na zasadzie Okręgów Jednomandatowych (JOW) . „ONI” się niby zgadzają, a potem – niszczą setki tysięcy podpisów, które sami (w tym wypadku PO) zanieśli jako NEWS do sejmu.

By nie kończyć patetycznie ani pesymistycznie – wznoszę okrzyk (za Gierkiem) TOWARZYSZE, POMÓŻCIE!

Blogpress:
Czy zechciałby Pan Profesor przedstawić się internautom z portalu
Blogpress.pl? Jak wyglądała Pana kariera naukowa, w jakich renomowanych
czasopismach Pan publikował (publikuje)?

Mirosław Dakowski: Profesurę
„belwederską” uzyskałem w 1997 r. za prace z fizyki jądrowej
(rozszczepienie i zderzenia ciężkich jonów). Ok. 70-ciu prac naukowych
recenzowanych, ciągle cytowanych. Większość z t.zw. „listy
filadelfijskiej”. W latach 1959 – ok. 1989 pracowałem w Instytucie Badań
Jądrowych w Świerku (mimo
„wyrzucenia” z IBJ ok. 1983r).
Osiem lat pracowałem jako fizyk za
granicą  (Dubna w ZSSR, Saclay i Orsay Francja, Darmstadt Niemcy). W
latach 90-tych pracowałem na Uniwersytecie Warszawskim, w Państwowej
Agencji Atomistyki, w Centralnym Urzędzie  Planowania, Agencji Techniki i
Technologii oraz w Wyższej Szkole Rolniczo – Pedagogicznej  w
Siedlcach. Od 1995r. wykładałem na Akademii Podlaskiej w Siedlcach oraz miałem
tam Zakład Energii Odnawialnych. Od ok. 1985 r. buduję w Polsce Ruch
Poszanowania Energii […]. Od 1990 r. jestem animatorem Grupy
Poszanowania Energii. Byłem (1990) projektodawcą Agencji Poszanowania
Energii
podległej premierowi. Byłem w Radzie Programowej kwartalnika
„Rurociągi”. Genug W latach 80-tych pracowałem dla Wydawnictwa Krąg, potem (chyba od 1983r) z Andrzejem Urbańskim prowadziłem własne wydawnictwo podziemne „Wydawnictwo„.
Wydaliśmy
kilkadziesiąt pozycji z ekonomii i najnowszej historii, głównie dla
młodych robotników oraz studentów.Jestem autorem następujących książek:
wraz z prof. Jerzym Przystawą „Via bank i FOZZ, o rabunku finansów Polski” (1992) oraz wraz z prof. St. Wiąckowskim „O Energetyce – dla użytkowników oraz sceptyków” (2005
i 2006 ). Zawarliśmy tu też podstawy poszanowania Energii i Energii
Odnawialnych dla Polski.  estem też żeglarzem. Podobno najlepszym
żeglarzem wśród fizyków jądrowych trzech ostatnich dekad XX wieku (w
Polsce). Niestety – „w drugą stronę”  to nie działa…

(Więcej danych na mojej
stronie, pod:
http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=128&Itemid=50)

Blogpress: Bardzo dziękujemy za wywiad.

PONIŻEJ WSPOMNIANY W WYWIADZIE ARTYKUŁ

Prawa zachowania fizyki a oficjalna dezinformacja w trakcie przyziemiania

„Pytanie zasadnicze jest tylko jedno: dlaczego maszyna na autopilocie, z systemem nawigacji tej klasy znajdowała się – zanim do czegokolwiek doszło – 70 do 100 metrów poniżej prawidłowej wysokości. I z boku”

 

M. Dakowski

W sytuacji, gdy szczegółowa wiedza o parametrach końca lotu Tu-154M jest zarezerwowana wyłącznie dla strony rosyjskiej, wszystkie rejestratory tych danych są zagarnięte przez stronę podejrzaną, nawet oryginał t.zw. „trzeciej skrzynki”
został im przekazany, nam pozostaje potężna broń – korzystanie z niezmiennych i nie dających się zafałszować praw logiki oraz praw natury, czyli „praw zachowania” fizyki. Nie wystarczą one do zrozumienia, co się tam stało.
Pozwalają jednak wykluczyć wersje anty-fizyczne, anty-logiczne. Oto jedna z prób ich wykorzystania.

Poniższe porównania napisaliśmy, by uzmysłowić pewne podstawowe prawidłowości osobom zajmującym się na co dzień socjologią, polityką czy historią. Są to oczywiście jedynie obrazy. Uwzględniam tu spostrzeżenia licznej rzeszy analityków, t.zw. blogerów, którzy formułują je od przełomu kwietnia/maja, ale nie przesyłają swych wyliczeń i argumentów  jak należy, do prokuratury wojskowej badającej katastrofę.

 Wyjaśnienie: Tam, gdzie analiza procesów jest trudna z powodu małej ilości danych, np. ukrywanych przez naturę, osiągnięcia poznawcze opierają się przede wszystkim na uwzględnianiu podstawowych praw zachowania. Dotyczy to tak np. zderzeń ciężkich jąder (a więc struktur w rzeczywistości bardzo skomplikowanych), jak i – na drugim końcu w skali wielkości – oddziaływań czarnych dziur czy zderzeń galaktyk. Może więc i „pośrodku skali” czegoś się tym sposobem, dowiemy.

 I. „Pół beczki”

Przy zderzeniu z pierwszą brzozą samolot leciał lotem bez znacznych przechyłów na
skrzydło. Jeśli zawadził o brzozę skrzydłem, to  

1)      siły skręcające, powodujące powstanie ew. momentu obrotowego, były jedynie w płaszczyźnie poziomej, bez składowej pionowej. Ze względu na efekt cięcia opisany niżej, pod koniec cz. II, generowany moment pędu był (dla samolotu) niewielki.

2)      Urwanie końcówki skrzydła nie zmienia ani pędu samolotu, ani (w sposób znaczący) siły nośnej (o tym napiszę osobno) uszkodzonego skrzydła. Hipotetyczne uszkodzenie lotek w ten sposób, by samolot uzyskał skrajnie różną siłę nośną skrzydeł, nie jest możliwe przy uderzeniu blisko końca skrzydła. Gdyby jednak nastąpiło takie (zupełnie nieprawdopodobne) uszkodzenie, to przechylenie (obrót kadłuba), przy wysokości przemieszczania się kadłuba około paru metrów nad gruntem, ze względu na wielki pęd układu, a brak składowej pionowej, spowodowałoby zrywanie dalszej części skrzydła, a nie obracanie się płatowca wokół osi podłużnej. Ostatecznym dowodem na nie wykonanie pół-beczki przez Tu-154M są zdjęcia kół i podwozia. Te elementy są ubłocone ze wszystkich stron, a nie ew. z jednego boku (to ostatnie sugerowałoby ślizganie się kadłuba przez jakiś czas na boku).

II. Prosty model

Z punktu widzenia kinetyki i dynamiki ruchu samolot Tu-154M można w pierwszym przybliżeniu, przy wyobrażaniu sobie ew. przyśpieszeń w ruchu postępowym, rozpatrywać jako bardzo mocną rurę z duralu z podłużnymi i poprzecznymi żebrami wzmacniającymi. W Smoleńsku Tu-154M nie uderzył w ziemię dziobem całości swej konstrukcji (nie ma krateru). Jego „ślizganie się” po lasku czy zagajniku zostawiło ślad, którego długość można ocenić na 1000 do 100 m. (bierzemy pod uwagę większe uszkodzenia lasku).

Analiza udostępnionych zdjęć z terenu katastrofy prowadzi do wniosku, że samolot tracił prędkość uderzając o kolejne drzewa i ślizgając się po podmokłym gruncie. Niewidoczne jednak były większe uszkodzenia gleby w postaci bruzd. Osoby w tak spowalnianym obiekcie, jeśli są zapięte w pasy bezpieczeństwa, odczują ścinanie kolejnych drzew, czy grzęźnięcie kół i podwozia w bagienku, jako serię kolejnych szarpnięć charakteryzujących się chwilowymi przyspieszeniami (trwającymi ułamki sekundy) rzędu 2-3 g, ale nie więcej.

Dla uzmysłowienia skutków kolejnych zderzeń z drzewami przesuwającej się rury może być przydatne następujące porównanie:

Porównamy pęd samochodu z pędem lądującego samolotu.

Dla poglądowości rachunków załóżmy, że samochód ma masę (m) jednej tony i prędkość (v) 100 km/h. Unormujmy jego pęd (p=m*v) do jedynki; jego energię
kinetyczną też do jedynki (E=mv2/2).

Dla uproszczenia obliczeń modelowych przyjmujemy masę układu (lądującego samolotu) równą 80 ton. Na tę liczbę składa się: masa samolotu [56 ton], z resztą paliwa [ok. 13 ton], pasażerami [8 ton] i bagażami [3 t]. Przyjmujemy prędkość układu v =300 km/h.

Pęd takiego układu P jest więc 240 razy większy od pędu modelowego samochodu, a jego energia Ek jest 720 razy większa.

Jest rozsądnym założenie (w pierwszym przybliżeniu), że opór stawiany na początku przyziemiania przez napotkane przeszkody (drzewa) jest związany liniowo z powierzchnią przekroju pnia. W tym przybliżeniu zakładamy brak wpływu gatunku drzewa, np. „same brzozy”. Zmiana pędu obiektu przy cięciu takiego drzewa jest więc proporcjonalna do kwadratu średnicy (d=2*r, gdzie r to promień). Przyjmując, że pierwsza brzoza, z którą zetknął się Tu 154 (i którą częściowo ściął końcem skrzydła) miała średnicę 2*R = 30 cm (tak wynika ze zdjęć), możemy porównać skutki takiego uderzenia ze skutkami (dla pasażerów) uderzenia modelowego samochodu o drzewko o średnicy r:

            r2 = R2*p/P,
czyli: 225/240 = ok. 1.                d = 2*r = 2 cm

Byłoby to więc szarpnięcie powodujące przyspieszenie δa podobne do tego, jakie odczuwa się przy zderzeniu samochodu z drzewkiem o średnicy 2 cm.

Należy uzmysłowić czytelnikowi, że ew. zderzenie tego modelowego samochodu z drzewem o średnicy 30 cm. doprowadzi do drogi hamowania pasażera ok. 1 metra, zupełnej utraty pędu i prędkości, czyli do przyspieszenia a = (36 m/s)2/2*1m /9.81 = 66 g

Nie należy ekstrapolować tak prostego modelu zbyt daleko.
Jednak dla uświadomienia sobie roli pędu można wspomnieć, iż dla roweru o masie 100 kg (80 kg kolarz + 20 kg stary rower) i prędkości 20 km/h, pęd jest równy pr = 0.02 p (50 razy mniej, niż samochodu). Średnica modelowego „drzewka” wynosiłaby więc ok. 3 mm, by kolarz odczuł wstrząs zbliżony do rozważanych powyżej.

Średnie przyspieszenie: a = v2/2s

Przy początkowej (poglądowej) prędkości 300 km/h średnie przyspieszenia wynoszą:

            – przy długości drogi hamowania 1000 m : a = 0.35
g
(g – wartość przyspieszenia
ziemskiego)

            – przy długości drogi hamowania 100 m :   a = 3.5 g

            – przy długości drogi hamowania 10 m :     a = 35 g

Ze względu na wielki i znany pęd układu, odchylenia (szarpnięcia) mają wielkości wyliczalne, ale niewielkie w porównaniu z wartością średnią.

(Łatwe jest przeliczenie pędów i przyspieszeń dla każdej zadanej, a innej od założonej powyżej masy i prędkości)

Na początku linii zniszczeń podobno wywołanych przez katastrofę Tu-154M nie ma nigdzie krateru, który musiałby powstać przy nagłym wbiciu się płatowca w grunt. Tylko wtedy cała energia kinetyczna zostałaby zamieniona na energię kruszenia powłoki. Także w tym wypadku droga hamowania poszczególnych części samolotu czy pasażerów wynosiłaby ok. 10 metrów, lub trochę poniżej tej wartości. Tylko wtedy można ocenić przeciążenia na znajdujące się w granicach 40 -100 g, czyli śmiertelne. Ale takie uderzenie nie mogłoby spowodować rozerwania kadłuba na tysiące części.

W Niemczech przy ocenie wypadków samochodowych uznaje się, że dopuszczalne dla zdrowia pasażerów jest wystąpienie przyspieszeń do 6 g. Przy tych obciążeniach ciała mogą wystąpić krwawienia z nosa, może sińce. Powyżej 8 g są uszkodzenia mięśni od nacisku pasów bezpieczeństwa, a można się obawiać nawet złamania kości. Przy 10 g (trwające mniej niż 1 sek) możliwe są omdlenia. Dopiero wartość ponad 14 g może prowadzić do śmierci lub ciężkich obrażeń. Dotyczy to zwykłych pasażerów, a nie osób specjalnie trenowanych (piloci, kierowcy wyścigowi).

Ścinanie przeszkód drewnianych przez ostrą i giętką konstrukcję skrzydła przypomina ścinanie badyli ostrą szablą, a nie uderzanie tępym narzędziem w drewno. Ten efekt można również wymodelować liczbowo. Mam nadzieje, że prokuratura wojskowa to zrobiła. Zmniejsza on znacznie kolejne zmiany pędu układu.

III. Inne uwagi; „na ścieżce i na kursie”

1) Powtarzam: Ponieważ ze 100% pewnością (zdjęcia) nie było na Siewiernym krateru świadczącego o „wbiciu się” płatowca w ziemię, wykluczone są przyspieszenia rzędu 40-100 g, o których czytaliśmy w sprawozdaniach z prac komisji MAK. W każdym razie nie są dostępne argumenty za wystąpieniem takich przyspieszeń, o których mówili i zapewniali „eksperci” śledztwa. Wiele ciał i twarzy ofiar katastrofy widzieli ich bliscy, m.inn. i głównie twarz śp. Lecha Kaczyńskiego.
W tym wypadku jest też dostępny dokument – protokół sekcji zwłok. Nikt nie sygnalizował zaobserwowania typowych obrażeń nieuniknionych przy przeciążeniach rzędu 40 do 100 g. Ten fakt zadaje kłam twierdzeniom rosyjskim (potwierdzanym m.inn. przez B. Klicha) o wystąpieniu tak wielkich przeciążeń.

2) Na zdjęciach z pierwszych chwil po katastrofie widoczny jest kokpit (kabina pilotów). Na zebranych przez firmę MAK i ułożonym na płycie lotniska „samolocie” kabiny nie ma. Wniosek: została wywieziona (Mi-26 ?), a potem zapewne opróżniona z aparatury pomiarowej rejestrującej techniczne warunki lotu (czyli dowodów przyczyn i przebiegu katastrofy) i później wysadzona w wybuchu.

3) Kabina pasażerska przy znanych parametrach prędkości i przyspieszeń nie mogła się rozpaść na więcej, niż dwie lub trzy części. Znana energia kinetyczna płatowca nie wystarcza do rozerwania kadłuba na ogromną ilość części; nieznany fizyce byłby też proces, sposób takiej dezintegracji. Fakt, iż kadłub jest rozpryśnięty na dziesiątki tysięcy drobnych ułamków i większych części, w związku ze stwierdzeniem prokuratora Andrzeja Seremeta, że „na pokładzie nie doszło do wybuchu konwencjonalnego”, wskazuje na wybuch ładunku niekonwencjonalnego.
Narzucającą się przyczyną tak destruktywnego „rozpryśnięcia” kadłuba jest eksplozja bomby termo-wolumetrycznej w czasie zatrzymywania się kadłuba (z dokładnością 2-4 sekund). Z tej przyczyny uzasadnialiśmy konieczność ekshumacji już 2 maja (por. http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1921&Itemid=100
) .

W świetle tych argumentów odmowa żądanej przez krewnych ofiar ekshumacji, m.inn. w celu badań spektrometrycznych jest matactwem i powinna być ścigana z urzędu.

Można i należy tę hipotezę sprawdzić przy koniecznej, jak najszybszej ekshumacji ciał
ofiar. Proponowana metoda: poszukiwanie przy pomocy strong>spektrometrii mas związków metaloorganicznch i innych, charakterystycznych dla takich bomb czy ładunków. Są możliwe do zastosowania również inne z istniejących, bardzo czułe metody spektralne, ale ich nie znam z
doświadczenia.

4) Ujawnienie przez MAK z zapisów fonii z rejestratorów – pozycje i czasy znajdowania się samolotu pozwalają na szacunkowe wyliczenie średniej (wg. MAK) prędkości na danym odcinku lotu.  Absurdalne PRZYKŁADY „skaczącej” prędkości od…. 57 km/h do 157 km/h. Ponieważ jest to sprzeczne z możliwą fizyką lotu (vmin
= ok. 280 km/h), wskazuje jednoznacznie na oszustwa czy pomyłki w odczycie danych przez komisję MAK. Najistotniejsze do analizy są dane cyfrowe zapisów przyrządów płatowca, niestety niedostępne.

 5) Cięcie kadłuba, hydrauliki i kabli oraz wybijanie okien w kabinie wraku w dzień czy dwa po katastrofie świadczy o pośpiesznym niszczeniu dowodów przebiegu zdarzeń przez oficjalne przecież ekipy rosyjskie.

6)
Pozostawienie przez załogę płatowca (wg. MAK), maszyny na auto-pilocie do 5.4 sek. przed pierwszym zderzeniem jednoznacznie wskazuje na „meaconing”, czyli celowe przesłanie opóźnionego i wzmocnionego sygnału z satelitów (dla GPS), które zmyliło co do wysokości i położenia przyrządy (komputer pokładowy), a w wyniku tego
również załogę samolotu. W czasie katastrofy (niezależnie od trwających ciągle przekłamań strony rosyjskiej co do momentu  – niepewności rzędu 20 minut!) nad horyzontem lotniska Siewiernyj było 7-8 satelitów GPS; analiza parametrów przekazywanych przez nie do komputerów pokładowych „tutki” musi wskazać na przyczynę anomalii trajektorii lotu. Zapewne dlatego strona posiadająca czarne skrzynki stara się nie wypuścić ich z rąk.

W związku z tym: Pytanie zasadnicze nadal jest tylko jedno: dlaczego maszyna na autopilocie, z systemem nawigacji tej klasy znajdowała się – zanim do czegokolwiek doszło – 70 do 100 metrów poniżej prawidłowej wysokości. [lotnik-
ekspert od katastrof skomentował: Innych pytań już nie trzeba do udowodnienia zbrodni, jakkolwiek te pytania nie byłyby słuszne]

7) Kilkakrotne powtórzenie przez kontrolerów z „wieży kontrolnej” lotniska Siewiernyj, iż samolot jest „na ścieżce i na kursie” wskazuje na świadomy udział tych osób, może podszywających się pod „kontrolerów”, w utrzymywaniu
załogi i szczególnie pilota na błędniej, katastrofalnej trajektorii. Takie pozorne „przesunięcie” płatowca i jego skutki możliwe są jedynie przy równoczesnym zaistnieniu trzech czynników: nagła mgła, meaconing oraz zapewnienie ze strony załogi „wieży kontrolnej”, że samolot jest „na kursie i na ścieżce”.

Dynamika wystąpienia nad lotniskiem Siewiernyj gęstej mgły znana jest posiadaczom zdjęć i filmów satelitarnych wykonanych przez CIA, armię USA oraz NATO. Techniczne sposoby na wygenerowanie takiej mgły oraz ich zastosowanie praktyczne znane są co najmniej od kilkunastu lat.

Konieczne jest sprawdzenie, czy prawdą jest, iż rząd polski, jak mówił oficjalnie jego
rzecznik, otrzymał te zdjęcia i filmy.

Jeśli NIE – konieczne jest wdrożenie śledztwa, czemu nie otrzymał i czemu rzecznik kłamał. Jeśli TAK, czemu nie przekazał tych dokumentów do prokuratury wojskowej zajmującej się śledztwem w sprawie katastrofy.

Inną z prób zwrócenia uwagi Prokuratury na prawa zachowania skopiowałem i przypomniałem pod: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=2500&Itemid=100

Komentarzy 36 to “Katastrofa pod Smoleńskiem oczami fizyka”

  1. Andrzejek2010 said

    GDZIE SIĘ PODZIAŁA STRONA PANA DAKOWSKIEGO ???

  2. iva said

    tu jest http://dakowski.pl/

  3. Andrzejek2010 said

    strona http://www.dakowski.pl/ powróciła

  4. alk said

    Przerażające są komentarze zawodowych spamerów pod wszystkimi artykułami, jakie powstały nt. katastrofy w Smoleńsku, gdzie zwraca się uwagę na oczywiste bzdury sprzedawane w dyżurnych komentarzach TVN, GazWybu i pochodnych. Pod linkowanym przez prof. Dakowskiego artykułem p. Rajmunda Pollaka niejaki „gagarin” przedstawiający się jako domorosły ekspert od kosmonautyki pisze trzystronicowy tekst bez jednego argumentu, ale – oczywiście demaskuje wszystkie teorie spiskowe bezlitośnie. To, że przy okazji wychodzi, że w dziedzinie mechaniki jest kompletnym ignorantem, nie ma najmniejszego znaczenia, bo pisze dla wiekszości, która się przecież nie orientuje. Na prostym przykładzie widać więc, jak obecne bandyckie władze dyskontują demontaż edukacji, który przeprowadzali metodycznie w ciągu ostatnich 20 lat

  5. Andrzejek2010 said

    Alk #4

    Nie mogę się nadziwić temu fenomenowi 21 wieku.
    Jak można ludziom wmówić teorie nie mające pokrycia w faktach i dowodach.
    To nie tylko wina braku wiedzy merytorycznej łatwowiernych, to socjotechniczna metoda, którą można porównać jedynie do hipnozy.
    Znane są przypadki zbiorowych samobójstw, sytuacji w których ludzie majętni, wykształceni popełnili zbiorowe samobójstwo będąc zainspirowanymi do tego czynu przez guru. Ludzie przed samobójstwem sprzedali domy, zlikwidowali konta bankowe i cały swój majątek przekazali guru. Sprawa wykorzystywania osób wprowadzonych w stan hipnozy to fakt i częste nadużycie.

    Zamieszczając swoje analizy dotyczące ocalałych osób w katastrofie, oraz dialogów i słów jakie wypowiadali będąc jeszcze przy życiu, spotykałem się z wieloma komentarzami których zadaniem było ośmieszenie mojej analizy, choć nie odnoszono się do mojej analizy bezpośrednio.
    To ośmieszanie to np. wyodrębnianie z filmu 1:24 dialogów w ilości kilku stron maszynopisu w sposób prześmiewczy i groteskowy. Zawodowi spamerzy mają także zasadę pisania obszernych wpisów aby zniechęcić do czytania lektury osoby mniej wykształcone i w pewien sposób znudzone ogromem publikacji.

    W przypadku sekt i zbiorowych samobójstw następuje rozładowanie napięcia właśnie przez samobójstwo i niema pytań do guru bo sprawa staje się bezprzedmiotowa.
    Socjotechniczne kłamstwo które nie prowadzi do samobójstwa a tym samym nie może być rozładowane w ten sposób, szuka wentyla przez który może się uwolnić.
    Dochodzi do sytuacji w której oszołomieni, skonfliktowani ludzie skaczą sobie do gardła i w przeciwieństwie do zbiorowych samobójstw, gdzie ludzie bardzo często w przyjaźni, trzymając się za ręce podążają w stronę Ojca, tu biorą się nie za ręce lecz za klapy marynarek lub sięgają po pistolet, nóż itd.. W takich warunkach jakakolwiek analiza argumentów Pana Dakowskiego nie dociera do większości adresatów.

    Kopernik – „wstrzymał słońce ruszył ziemią”
    Ten ogólnie znany cytat jest twierdzeniem uznanym za prawdziwe nie dlatego, że ludzie którzy się z nim zgadzają, zrozumieli naukowo ten temat, lecz dlatego, że wpajano im tą wiedzę wielokrotnie.
    Zastanówmy się co by było, gdyby jakieś wpływowe gremium zanegowało teorię Kopernika uzasadniając jej podważenie setkami bzdurnych argumentów. Większość prostych ludzi zdziwiłaby się i nic poza tym. To, że astronomowie nie zgodziliby się z nową, oszukańczo-socjotechniczną teorią byłoby bez znaczenia ponieważ w demokracji, jak powiedział Pan Cejrowski, „dwóch pijaczków z pod budki z piwem ma więcej do powiedzenia, niż niejeden profesor z wyższej uczelni” i właśnie chodzi o to aby ów pijaczek kupił „kit” i pomógł przestępcom w sposób demokratyczny uniknąć kary.

    Pozdrowienia dla Pana prof. Dakowskiego. Będę myślał o panu i modlił się za Niego.

  6. JJaskow said

    Pomimo, że zgadzam się z uwagami prof.Dakowskiego, to przy jego doświadczeniu Fizyka i Działacza Polskiego dziwi mnie jego bezgraniczna wiara w oficjalne urzędy np. w prokurature.

    Przecież drogi Przyjacielu w Polsce obowiązuje art. 304 Kodeksu Karnego par.2, który mowi wprost,że urzędnik MUSI ZAJĄĆ SIĘ SPRAWĄ O KTÓREJ DOSTAŁ WIUADOMOŚĆ PUBLICZNIE,

    Tak więc po pierwsze, po to jest prasa, a blogi spełniaja taka sama rolę jak prasa [vide wyroki sądowe] ,że jeżeli ukażała się informacja to prokuratura musi włączyć ją do dośledztwa. Oczywiście może wykazać jej bezzasadność ale nie może pominąć.

    Dotyczy to Państwa Prawa, którym oczywiście wg zapewnień wszystkich rządów od 1990 roku, Polska jest.I którego to faktu przecież nikt nie neguje!!!!

    Po to prokutatura ma , utrzymywanego za nasze społeczne pieniądze rzecznika prasowego aby wychwytywał te wszystkie informacje mogące mieć związek z łamaniem prawa, i nadawał bieg sprawie.

    Po drugie po analizie całego materiału faktograficznego – zdjęcia, filmy oraz rozważań teoretycxznych prof. Dakowskiego, mój wniosek jest ZUPEŁNIE ODMIENNY.

    DO CHWILI OBECNEJ BRAK JAKIEGOKOLWIEK DOWODU KATASTROFY SAMOLOTU PASAZERSKIEGO W SMOLEŃSKU W DNIU 10 KWIETNIA 2010R.

    WSZYSTKIE FAKTY TEMU PRZECZĄ.

    a więc zawodomi dezinformatorzy wymyślajcie inne bajki .za to wam płacą!!!!
    dr Jerzy Jaśkowski
    wwwdeportacje eu

  7. Analityk said

    ZNÓW TO SAMO SFORMUŁOWANIE – katastrofa pod Smoleńskiem. Widać wrogie antypolskie media mocno wryły ten zwrot w pamięć Polaków. Otrząśnijcie się Polacy. To była TRAGEDIA a nie żadna katastrofa. Dowodów jest już tyle i poszlak, że wstakują one na ZAMACH i ZDRADĘ STANU z co kula w łeb. Nie może być tak, że wrogowie Narodu Polskiego mogą Nas Polaków mordować za co pójdą do więzienia na parę lat a po amnestii wznowią swoją „działalność”.

  8. Analityk said

    @JJaskow

    To, że to był zamach i całe „dochodzenie” to matactwo to było wiadomo od samego niemalże początku i jest opisane na http://www.polskawalczaca.com Mataczących należy przy najbliższej okazji aresztować i wtrącić do lochu, gdzie powinni przebywać w separatkach aż do wyjaśnienia przyczyn tej tragedii.
    Tak samo nie może zignorować napastowania i napaści na modlących się pod krzyżem smoleńskim na Krakowskim Przedmieściu gdzie są widoczne twarze napastników. Jak dotąd prokuratura i policja twierdzą, że sprawcy tych napaści są nieznani 🙂 Dowodów jest wiele na youtube.com – oto parę dowodów poniżej
    http://www.youtube.com/results?search_query=MrPolishpatriot&aq=f

    Jakaś zbieżność w sposobie prowadzenia wszystkich śledztw w sprawie dotyczących antypolskich zabójstw i napaści na Polaków. Tylko patrzeć jak powiedzą, że sprawca napaści na biuro PiS i zabójstwa jest również nieznany, gdyż ten którego schwytano chciał zabić „tylko” J.Kaczyńskiego co mu sie nie udało 🙂 Dlaczego – ano dlatego – powiedzą – że nie schwytano go za rękę jak strzelał i ciął nożem więc stawianie jemu zarzutu zabójstwa i poranienia to wszystko to pomówienia.

  9. Lubomir said

    Gdyby badanie tragedii samolotu PanAm 103 nad szkocką miejscowością Lockerbie w 1988 roku powierzono ekspertom typu MAK, to do dzisiaj wszyscy byliby przekonani, że chodziło o błąd pilota. Słowa ‚zamach’ i ‚terrorysta’ nawet przez myśl nie przemknęłyby się nikomu.

  10. Ryvan said

    Obawiam sie, ze prawdy nie poznamy predko badz nie poznamy jej wcale. Gdyby „Polski Rzad” nie byl rzadem antyplskim bylaby nadzieja na rozwiklanie sprawy. Tymczasem pozostawione samemu sobie spoleczenstwo ma zbyt wielu przeciwnikow ujawnienia prawdy. Front przeciwny jest zbyt szeroki. Nawet sluzby amerykanskie jezeli nawet posiadaja jakies materialy wola je zachowac jako karte przetargowa w rozgrywkach miedzynarodowych a co im po ogryzionym szkielecie Polski. Tak w tym wlasnie momencie przypomniala mi sie telewizyjna debata i wypowiedzi panow kandydatow na prezydenta w sprawie wycofania wojsk z Afganistanu. Jednoznacznie odebralem, ze wlasnie brat prezydenta Jaroslaw byl za dluzszym utrzymywaniem naszych oddzialow w tym podbijanym kraju. Niby ludzie z tytulami znajacy historie a pamiec tak krotka – no kto nas sprzedawal Stalinowi? Historia kolem sie toczy i Pan Jaroslaw dostal wlasnie negatywna odpowiedz wielkiego brata zza oceanu na temat udzialu w rozwiklaniu zagadki Tragedii Smolenskiej. Sfora platnych „psow medialnych” doprowadzila do sytuacji, ze nawet czesc spoleczenstwa uznala iz internetowe dochodzenia (jak dzisiejsze) to robota oszolomow PIS-owskich. Jedyna moja nadzieja jest, ze udzialowcy NATO w odroznieniu od nas trzymaja materialy pod pacha i wyciagna je jednak po zakonczeniu sledztwa. Jest bowiem glupota odkrywanie kart w sytuacji gdy dotychczasowa komisja jest w posiadaniu wszystkich materialow i moze nimi manipulowac. Jestem gleboko przekonany, ze wyniki sledztwa bylyby juz ogloszone gdyby wszyscy potakiwali ich slusznosc. Tymczasem naszymi dociekaniami dajemy dobry material wskazujacy gdzie slad powinien zostac zatarty. Dzialamy w dobrej wierze jednak bezmyslnie bo tego typu dywagacje powinny trafiac tylko i wylacznie na rece Pana Macierewicza, ktory powinien na ich podstawie stworzyc plan dzialania komisji rzeczywiscie miedzynarodowej- bowiem z takiej komisji wykluczyc nalezy ewentualnych sprawcow katastrofy. Internetowa burze zainicjowac mozna w czasie gdy sprawy pojda dobra droga tj. gdy uznamy, ze nowa komisja to nie kolejny kolorowy dymek „Praworzadnej demokracji”.
    …… Zachodni przyjaciele zabierali sie do sprawy gen. Sikorskiego w b. podobny sposob i do dzis nie znamy prawdy. Kto wymyslil 50-cio letnie okresy tajnosci dokumentow? – oczywiscie jest to b. wygodne.
    Ps. :Dziwie sie rodzinom skladajacym prosby o ekshumacje i czekajacym spokojnie na odpowiedz jakiejs biurwy, ktora jak wiemy wsadzila pismo w zla przegrodke i premier ani minister ani prokurator nic nie wiedzieli. W ekshumacji musza wziac udzial niezalezni specjalisci.
    Poza Polska istnieje zwyczaj powodztwa cywilnego i dziala wtedy komisja niezalezna, ktora b. czesto zmienia werdykt w sprawie. Ale prawnikiem nie jestem wiec ‚stop’.

  11. Andrzejek2010 said

    Ryvan #10

    W kwestii dostarczania materiałów do komisji Pana Macierewicza to muszę stwierdzić, że organizacja w tym zakresie jest zła od samego początku. Niema bowiem współpracy obustronnej. Pan Macierewicz wielokrotnie dziękował Internautom za rożne analizy, lecz dokładnie, kogo miał na myśli nie wiadomo. Czy chodziło o materiały Internautów zamieszczone w internecie, czy o wysłane bezpośrednio na adres e-mail pana posła.
    Brak wiedzy, czy moje wiadomości, na które wprawdzie dostawałem potwierdzenie, dotarły właśnie do Pana Macierewicza a nie przypadkiem do Pana Tuska (wielki brat ma duże uszy) jest powodem mojego pisania w Internecie.
    Wszystkie analizy, spostrzeżenia trafiają do komisji Pana Macierewicza poprzez Internet. Nawet fachowcy z tytułami doktorskimi publikują swoje wnioski w Internecie.
    Oczywiście, ma Pan rację, że w ten sposób gramy w otwarte karty i na część, wydawało by się, mocnych argumentów MAK, zostaną spreparowane kontrargumenty.
    Pan Macierewicz i nie tylko On, wymieniał szczegółowo różne fakty i nieścisłości których było bardzo wiele.
    Jeżeli, po mimo zgłaszania przez kogoś ważnych, jego zdaniem, faktów, nie znajdują one odzwierciedlenia w wyliczance pana Macierewicza, oznaczać to może, ze nie są traktowane jako poważne dowody w sprawie lub, że komisja Pana Macierewicza nie wie o ich istnieniu.
    I tak właśnie dochodzi do podawania wszystkich faktów dla MAK, przez Internet, niczym na talerzu.
    To tak, jakby na rozprawie sądowej informować adwokata strony przeciwnej o naszej linii obrony 🙂 🙂 🙂

  12. latarnik said

    Czarna skrzynka koloru pomaranczowego hna filmie Wisniewskiego lezy w zlym miejscu – wypoadla z samolotu zanim ten sie rozbil, albo podlozona zostala tam ludzka reka przez duraka. Wiecej dowodow na przestepstwo juz nie trzeba.

  13. z internetu said

    Karygodne zaniedbania w śledztwie smoleńskim – Beata Gosiewska i Andrzej Melak w klubie GP

  14. z internetu said

    Rozmowy niedokończone (1/5) – 5 miesięcy po katastrofie smoleńskiej

  15. WP. said

    Pamiętać należy, że sporo ludzi we władzach, czy też środkach masowego przekazu to dzieci lub wnuki byłych ubeckich morderców, niepiśmiennych prostaków, lumpów i hołoty z czworaków, przedwojennych złodziei i przestępców, o mentalności parobków, na których ,bolszewicka Ub-ecja oparła aparat władzy. Sporo to również potomkowie niemieckich i sowieckich konfidentów.I ta mentalność wpajana im od dziecka przetrwała na starość, w myśl powiedzenia: „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. Więc do momentu dopóki nie odsunie się od władzy potomków tych lumpów nie spodziewajmy się zmiany w kraju na lepsze.

  16. Lubomir said

    WP. Rzecz oczywista. Z potomka bydgoskich czy gdańskich hitlerowców czy folksdojczów, nie zrobi się nigdy polskiego patrioty. To zawsze będzie antypolski szkodnik. Antypolski sabotażysta. Będzie zakładał partie wywrotowców i złodziei, i będzie uczestniczył w nich aktywnie. Te kanalie trzeba po prostu przegonić z Polski.

  17. Andrzejek2010 said

    WP #15

    Słyszymy często argument o bezsensowności lustracji z uwagi na upływ czasu i inny argument, że wkrótce, z byłych agentów nikogo już wśród nas nie będzie.
    Jest to teoria z którą w żadnym wypadku, nie można się zgodzić.
    Potomkowie oprawców mordujących Polski Naród będą się bronić aby informacja o ich dziadach, pradziadach i pra pra pra nie wyszła na jaw.
    Wielu z potomków tych UBeckich oprawców ma nowe, wymyślone korzenie, często szlacheckie, oczywiście na papierze co dodatkowo motywuje ich do obrony nowej tożsamości i ukrycia prawdy.
    Cechą charakterystyczną większości potomków włodarzy PRLu jest zajmowanie ważnych stanowisk publicznych co ułatwia tej grupie ludzi bronić ich partykularnych interesów.
    Wszystko to sprawia, że najbardziej oczywiste prawa fizyki, logiki przytaczane przez Pana Dakowskiego i innych wykształconych ludzi nie są w stanie zaistnieć w oficjalnych środkach masowego przekazu.
    To jest zbrodnia nowego rodzaju będąca podważaniem podstawowych praw fizyki i matematyki n oczach całego, milczącego świata.

    Jestem przekonany, że milczenie świata w tej sprawie będzie po latach oceniane jako oczywiste pozostawianie Polski bez pomocy.
    Porównując tragedię w Smoleńsku do innych tragedii w dziejach Polski, ta tragedia wydarzyła się w czasach postępu technicznego gwarantującego przekaz informacji i dostęp do niej w krótkim czasie. To nie są czasy w których informacje przekazywano przez kuriera jadącego konno.
    Milczenie świata w tej sprawie to zgoda na likwidację Narodu Polskiego.

    Pokojowa nagroda Nobla przyznana B. Obamie to chichot historii i to nie pierwszy raz w którym Nobliści niszczą Polskę.

    Boże! chroń przed Noblistami!

  18. Andrzejek2010 said

    z internetu #13

    Zakaz otwierania trumien w oparciu o decyzje Rosjan.
    Ten temat intryguje i szokuje wielu ludzi. W Internecie na blogach widnieją wpisy będące wskazówkami np. że należy otworzyć trumny ukradkiem.
    Jest to pomysł całkowicie nieodpowiedzialny i pozbawiany sensu.
    Celem ekshumacji jest poddanie zawartości trumien analizie. celowo używam określenia zawartości, gdyż może się okazać że zawartością nie są zwłoki lecz np. worki z piaskiem.
    Informacje o zakazie otwierania trumien podawana wielokrotnie wskazują na wysoką rangę tego zakazu.
    To z kolei rodzi przypuszczenia, że Prokuratura Wojskowa podchodzi do tego tematu niezwykle ostrożnie. W obecnej chwili jesteśmy zdani na łaskę FR w bardzo wielu sprawach, od raportu poprzez przekazanie materiałów łącznie z wrakiem samolotu. Nasze dążenie do poznania prawdy w zakresie faktycznej zawartości trumien jest zrozumiała, lecz obawiam się, że istnieją także mocne argumenty przemawiające za wstrzymaniem się z decyzją do czasu przekazania reszty dowodów lub uzyskania ostatecznej informacji o tym, że więcej przedmiotów i dokumentów nie dostaniemy.
    Jakiekolwiek działania nieoficjalne w zakresie ekshumacji są niebezpieczne. Tak stanowczy zakaz otwierania trumien z powoływaniem się na zakaz FR w oparciu o prawo Rosyjskie daje podstawy do podejrzewania, że w trumnach umieszczono elektronikę sygnalizującą niedotrzymanie tego zakazu i nieoficjalną próbę ich otwarcia. W tym momencie dochodzimy do wniosku, że ekshumacja i otwarcie trumien nastąpić może po uzyskaniu zgody FR lub poinformowaniu FR o decyzji o ekshumacji mimo sprzeciwu Rosjan.
    To, ze FR nie wyda zgody na otwierania trumien to moim zdaniem pewne. To czy mamy jeszcze coś do ugrania w kwestii materiałów ze śledztwa, oraz to czy osoby władne wydać zgodę na ekshumację będą miały dość odwagi, aby taką decyzje podjąć, zadecyduje o wydaniu lub odmowie wydania zgody na ekshumację.

    Od czasu katastrofy w Smoleńsku wydarzyło się wiele wypadków w których śmierć ponieśli obywatele RP, także poza granicami Polski.
    Wypadek autokaru w Niemczech, katastrofa busa w Nowym Mieście.
    We wszystkich przypadkach w oficjalnych informacjach podawanych przez prokuraturę uderza informacja o konieczności wykonania sekcji zwłok, co w odniesieniu do zaniedbań Smoleńskich w tym zakresie, podważa prawo obowiązujące w Polsce a także w innych krajach na całym świecie.
    W katastrofie pod Nowym Miastem byliśmy informowani o fakcie wykonywania zdjęć specjalną metodą, która gwarantuje odtworzenie stanu na miejscu katastrofy i dokładne wymiarowanie odległości i wielkości przedmiotów w oparciu o wykonane zdjęcia w dowolnym momencie.
    Czy na miejscu tragedii Smoleńskiej były wykonane takie zdjęcia? Jest to pytanie retoryczne a odpowiedź jest oczywista.

    Polscy śledczy, gdyby zostali dopuszczeni do współpracy przy śledztwie, czego żadne prawo nie zabrania, wiedzieliby jakie czynności mają wykonać aby nazwać je śledztwem.

    To na premierze RP Panu Tusku spoczywa główna odpowiedzialność za haniebne zaniechanie i rezygnację ze śledztwa.
    Drugą osobą, która wpisała się w zaniedbania w sposób szczególny jest Pani Kopacz. Jak na ironię nazwisko tej Pani kojarzy się z jej nikczemnym kłamstwem o przekopaniu ziemi na metr w głąb.
    Mam nadzieję, że wkrótce nazwisko tej Pani będzie się kojarzyło Polakom w inny sposób i będzie to skojarzenie zwycięskie.
    Tak nam dopomóż Bóg!

  19. Lubomir said

    Ciągle wierzymy infantylnie, że autorzy zamachu dobrowolnie przyznają się do winy. Pewnie jeszcze podadzą jaką rolę w zamachu odegrali poszczególni osobnicy. Hitlerowski bandzior Rudolf Hoess niemal do końca twierdził, że on właściwie nie miał nic wspólnego z tymi, którzy ginęli w KL Auschwitz. Te typy tak mają. To nieudacznicy i psychopaci żądni władzy, ze strachu o stanowisko gotowi zabijać innych.

  20. Lemon said

    @16
    „Raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy.” Kto to powiedział?

  21. kai555 said

    …a coby było jakby ktoś w „czynie społecznym”wykonał ekshumacje i autopsje?…czy na tej podstawie możnaby wreszcie zamknąc ten rząd do pudła?!…

  22. Politically Incorrect said

    @Andrzejek
    Lepiej byc nieodpowiedzialnym i zobaczyc co jest w trumnie, niz nie dowiedziec sie nigdy.
    Spodziewanie sie nadajnika w trumnie jest dziecinne. Jezeli to bylyby fale krotkie lub bardzo krotkie, to nie dosieglyby Rosji, bo nadajnik musialby byc duzy. Jezeliby to byly fale dlugie to z pewnoscia dosieglyby Rosji, ale musialyby uzywac antene Raszyna. Nadajniki trzymane w zamknieciu musza miec baterie, ktore coraz sa slabsze. Zreszta po otwarciu trumny, mozna je wylaczyc. Jesliby ktos naiwnie spodziewal sie nadajnika i sygnalu radiowego to przeciez mozna zastosowac ekran. Otworzenie trumny przy pomocy recznej pilki, takie co tnie sie chodniki na ulicy, potrwa nie wiecej niz pol godziny. Musi byc to zrobione pod namiotem. Ksiadz z cmentarza, chyba nie-Zyd, chetnie wlaczy sie do konspiracji. Zreszta co Rodzinom tragicznie zmarlym (najpewniej zabitych w zamachu Tuska) pozostalo? Chyba tylko byc straszonymi przez Andrzejka2010!

  23. Analityk said

    @Politically Incorrect

    Zapomina pan o rosyjskiej ambasadzie. Odbiorą te fale, wzmocnią i wyslą gdzie potrzeba by podjąc „odpowiednią” akcję. Oczywiście nie jest to powód aby tego nie robić.

    Pozwolę sobie na małe rozważania.

    Ciekawe co powiedzą rodziny zmarłych jak w trumnach bedą tylko worki z piaskiem, a na pytanie – pod adresem Rosji – gdzie są zwłoki tamci odpowiedzą, że na wskutek „uderzenia samolotu o ziemię wyparowały” lub – co lepiej – mamy ale nie oddamy tak jak orginalne czarne skrzynki?

    To przerażające jak Europę zachodnią NIC nie obchodzą tragedie ich sojusznika tj. 1939, 1944, 1956 powstanie w Poznaniu, zamieszki na wybrzeżu w latach 70-tych, a teraz ta tragedia pod Smoleńskiem. Wszyscy udają, że nic się nie dzieje nie chcą ryzykować konfliktu z barbarzyńcami uzbrojonymi w broń masowego rażenia – prawda jest zadeptywana, ludzka krzywda ignorowana w imię „swiętego spokoju” i zaspokojenia wyłącznie swoich interesów.
    Przecież mogliby założyć całkowite embargo na wszelką technologię i produkty do Rosji.
    No tak – tylko czy une stojące po obu stronach na to pozwolą. Co było z wykradzeniem tajemnicy bomby atomowej przez tychże i podarowanie jej Rosji? Dla unych tylko ynteres i mamona sie liczy a nie ludzkie życie czy krzywda. Przecież to mentalność Kalego. Jak mogą kogoś okraść to nie cofną sie przed tym.
    Kiedy ludzie zrealizują wreszcie idee Franciszka Liszta? Znów pytanie – no a jak zrealizują to czy tamci nie pociągną w otchłań cały świat? Czy nie ma już ratunku dla ludzkości jak złożenie następnej ofiary z – tym razem już z miliardów ludzkich istnień aby ludzie zrozumieli ZŁO i oczyścili swe sumienia z niego.

    Mimo wszystko o Prawdę warto się bić do końca, ujawniać ZŁO i być prawym Polakiem. Wówczas życie ma sens, a Pan Bóg może nagrodzi tych co stoją przy Nim. Oczyszczamy się w ten sposób dążąc do świętości. Wszystko w naszym ręku by zmieniać Naszą Ojczyznę Polskę a Pan Bóg pobłogosławi.

  24. Andrzejek2010 said

    Politically Incorrect #22

    Spodziewałem się wątpliwości technicznych dotyczących nadajników.
    To jest sprawa niezwykle poważna i w przypadku, gdyby był to zamach i wszystko co jest z tym związane, to sposobów na zabezpieczenie trumien jest wiele. Nie pisałem o nich gdyż jest to kwestia wyobraźni i pewnych wiadomości technicznych.
    Nie jestem fachowcem od techniki radiowej, satelitarnej lecz właśnie wyobraźnia i znajomość urządzeń techniki podsłuchu i bezprzewodowego przekazu informacji, nawet tych nieprofesjonalnych rozwiewa wątpliwości.
    Podaję najprostszy sposób informacji o otwarciu trumny:
    Moduł alarmowy GSM podłączony do telefonu komórkowego. http://ropam.pl/modul-powiadomienia-i-sterowania-gsm-mgsm35.html/mgsm35-ps_1
    To jest urządzenie ogólnodostępne i nie profesjonalna, ale u mnie w domu działa bez zarzutów.
    Cały układ zostaje włączony poprzez zadziałanie czujnika otwarcia.
    Następnie moduł za pośrednictwem telefonu wysyła SMSy na max 4 podane numerów telefonów a dodatkowo telefonuje pod piąty numer i osoba przyjmująca rozmowę słyszy a nawet nagrywa zdarzenie do czasu wyładowania baterii, lub do wyczerpania środków na koncie.
    Numery zadeklarowane do SMSów jak również do połączenia mogą być numerami z całego świata lecz oczywiste, że najprawdopodobniej jeden z nich alarmuje ambasadę. Niewykluczone, że do każdej trumny działa osobny zespół agentów (to jest sprawa bardzo poważna).

    Kai555 #21

    Masz rację lecz tylko w części pomysłu.
    Gdyby w trumnach były worki z piaskiem to ocena byłaby możliwa, lecz autopsja i badania fizykochemiczne to wyższa szkoła jazdy.
    Nawet, gdyby ktoś dokonał ekshumacji i w jej wyniku stwierdził że niema ciała a trumna jest wypełniona wypełniaczem, to zostałby oskarżony o profanacje miejsca pochówku, następny zarzut to kradzież zwłok i kto wie co jeszcze.

    Ekshumacja w przypadku braku zaufania, po tak haniebnych działaniach rządu, musi odbyć się w biały dzień, na oczach wszystkich zainteresowanych a badania zawartości trumien, powinny się odbywać przez zespół ludzi obdarzonych zaufaniem. Do procedury związanej z sekcją a także czynności składowania i przemieszczania się materiału do badań pomiędzy cmentarzem a Zakładem Kryminalistyki Sadowej, powinni czuwać mężowie zaufania i reprezentanci prawni wyznaczeni przez rodziny i sąd, przez 24 godziny.
    To nie będzie wyłącznie badanie zawartości trumien, ale także a może przede wszystkim, tych którzy swoim działaniem doprowadzili do konieczności przeprowadzania ekshumacji.

    Porównując tą sprawę do sprawy Krzysztofa Olewnika, osoby które spowodowały, że ekshumacja była konieczna, nie uczestniczyły w niej.
    Tak jak w przypadku Olewnika tak i w tym przypadku był czas na odpowiedzialne przeprowadzenie sekcji i z możliwości tej nie skorzystano.
    Mówiąc wprost, nikt z osób władnych przeprowadzenia sekcji po powrocie ciał do Polski nie powinien być dopuszczony do sekcji, ponieważ, gdyby okazało się, że są wady prawne, wynikające z wniosków po sekcyjnych, informacje te mogłyby być ukryte.

    Komisja pod przewodnictwem Pana Macierewicza z pewnością zadba o wszystkie niuanse, na które trzeba zwrócić szczególną uwagę.

  25. Ekonom said

    Panie profesorze,
    w sredniej szkole ucza, ze przspieszenie to pierwsza pochodna predkoci w czasie.
    Czyli jak zmienia sie predkosc czegos w czasie.
    Ani razu nie wspomina pan,jak dlugo trwal proces „hamowania” rozbijajacego sie samolotu.
    Bez tej wartosci wszelkie panskie kalkulacje nie maja sensu.

  26. Andrzejek2010 said

    Analityk #23

    W trakcie jak pan pisał o ambasadzie, ja także pisałem o takiej ewentualności. Myślimy racjonalnie.

    Pisze Pan
    „To przerażające jak Europę zachodnią NIC nie obchodzą tragedie ich sojusznika”

    W kontekście tego stwierdzenia pozwolę sobie dotknąć tematu wulkanu na Islandii.
    UWAGA
    Aby podać datę erupcji wulkanu, pisząc ten post, wszedłem w Google, gdzie, ku mojemu zdziwieniu przeczytałem artykuł który opisuje moją teorię przyczyn wybuchu i związaną z tym absencję głów zaprzyjaźnionych państw na pogrzebie prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki. Tak więc nie będę opisywał tematu i ograniczę się do wklejenia linku na ten temat. Dodam tylko, ze tą hipotezę opisywałem wielokrotnie i być może zainspirowałem kogoś do podjęcia tego tropu
    http://codziennik.prawdy.salon24.pl/

  27. Andrzejek2010 said

    Ekonom #25

    Jestem średnio wykształconym człowiekiem albo nawet poniżej średniej, lecz mimo to dostrzegam w wywodzie Pana Dakowskiego obliczenia odnoszące się do odległości hamowania i to nawet przykłady trzech odległości.

    Średnie przyspieszenie: a = v2/2s

    Przy początkowej (poglądowej) prędkości 300 km/h średnie przyspieszenia wynoszą:

    – przy długości drogi hamowania 1000 m : a = 0.35
    g (g – wartość przyspieszenia
    ziemskiego)

    – przy długości drogi hamowania 100 m : a = 3.5 g

    – przy długości drogi hamowania 10 m : a = 35 g

    Niech Pan pomyśli logicznie i wybierze sobie długość hamowania wynikającą ze zdjęć satelitarnych miejsca katastrofy > 100m a dojdzie Pan do wniosku, że to nie była siła mogąca zabić < 3.5 g

    Być może jest pan ekonomem, lecz fizykiem jest Pan Mirosław Dakowski i to nie byle jakim.

  28. Ekonom said

    Hmm,
    ale definicja przyspieszenia czy opoznienia zakladjac liniowosc tego procesu to roznica zmiany predkosci w czasie.
    a={v-v’}:{t-t’)
    gdzie a przyspieszenie albo deceleracja
    v predkosc poczatkowa
    v’ pretkosc koncowa
    t-t’ czas w ktorym ta zmiana zaszla
    skad sie wiec wzial wzor cytowany przez pana a=v2/2s?

    PS
    Np landing speed dla jumbojeta 747 wynosi 180 mph dlugosc drogi hamowania okolo 2000 metrow w zaleznosci od cisnienia barometrycznego wagi samolotu itd

    Click to access 7471sec3.pdf


    Oczywiscie, hamowanie samolotu od momentu przyziemnienia trwa kilkadziesiat sekund i dlategp przeciazenie ktoremu poddwani sa pasazerowie jest tolerowane.

  29. Jacek said

    ad Ekonom #28

    Dakowski uzywa zasady zachownia energi kinetycznej. Calkowita energia kinetyczna wytracona na drodze hamowania ( do spoczynku) wynosi:

    m*v2/2

    gdzie m jest masa maszyny wraz z pasazerami i ladunkiem, a v jest predkoscia w ruchu wzdluznym maszyny na pczatku hamowania (v2 to druga potega predkosci). Praca konieczna do osiagniecia tej zmiany energi kinetycznej wynosi

    F*s

    gdzie F jast przylozona sila a s droga hamowania,

    natomiast sila ta, zgodnie z zasada Newtona wynosi

    F=m*a

    gdzie a jest przspieszeniem hamowania.

    Z zasady zachowania pedu:

    m*v2/2 = F*s

    podstawiajac wartosc sily wyrazona przez przspieszenie otrzymujemy:

    m*v2/2=m*a*s

    a stad

    a = v2/2*s

    oczywiscie mowa jest o srednim przyspieszeniu na calej drodze hamowania. Stad konieczne jest zalozenie,ze hamowanie odbywalo sie mniej wiecej rownomiernie. Na podstawie zdjec jest to uzasadnione zalozenie. Drugim zalozeniem jest, ze energia kinetyczna byla w znakomitej wiekszosci skupiona w ruchu wzdluznym maszyny. To rowniez jest rozsadne zalozenie na podstawie zdjec.

  30. Jacek said

    korekta ; zamiast „Z zasady zachowania pedu” powinno oczywiscie byc „Z zasady zachowania energi”.

  31. gbur said

    hmmm… zasada zachowania energii, zasady mechaniki Newtona plus wzory na droge hamowania przy znanym opoznieniu (ujemne przyspieszenie) i predkosci początkowej, to wszystko fizyka z pierwszej klasy szkoly sredniej (ogolniak, technikum) przy odpowiednich zalozeniach upraszczajacych. Zastanawiam sie dlaczego ludzie w Polsce( i nie tylko w Polsce) tak nagle zbiorowo zgłupieli ze nie widzą rzeczy oczywistych. Pamietam jak kiedyś ogłądałem film ‚Apollo 13’ w towarzystwie jakiś pryszczatych i tam jest taki moment jak jeden z inzynierow wyciaga suwak logarytmiczny i sobie cos tam liczy. Pryszczaci nie wiedzieli co to jest i kiedy wytlumaczylem o co chodzi… to stwierdzili ze to jakas ‚żenada’… ostatnio ulubione słowo lemingów w Polsce… a ja odnoszę wrażenie że cała (prawie cała… ) to jedna wielka żenada do której trudno się przyznawać.

  32. Ekonom said

    re jacek
    dziekuje, rozumiem teraz. Ale czy wiadomo jaka „droge” hamowania przebyli pasazerowie?
    To znaczy gdzie knkretnie znalazla sie pasazerska czesc kadluba i czy pasazerowie mieli zapiete pasy?
    Za duzo w tej analizie zalozen. Nie bardzo wiadomo gdzie znajdowala sie kabina pasazerow od pierwszego miejsca uderzenia i co i jak rozlecialo sie w momencie uderznia o ziemie.
    PS
    Sam spedzilemdwa tygodnie w szpitalu z polamanymi zebrami kiedy wjechalem z predkoscia okolo 20mph w drzewo grubosci 6 cali.
    Wina byla oczywiscie po stronie drzewa, wyroslo nie tam gdzie trzeba.

  33. Jacek said

    ad Ekonom #32

    droga pasazerow rowniez moze byc oceniona jako minimalna siegajaca do poczatku wraku samolotu (liczac w kierunku lotu) i maksynalna siegajaca do jego konca. Wszystkie te wyliczenia sa szacunkowe, ale sa istotne bo okreslaja rzad wielkosci dajac wynik np 1 a moglo byc powiedzmy 2 lub ale nie 10 lub 1OO lub 1000. To jest glowny argument Dakowskiego i jest on w zupelnosci uzasadniony.

    ad Gbur #31

    w dzisiejszym „systemie edukacyjnym” jezeli ktos sie czgos w rzeczywistosci nauczyl to jest dobrym samoukiem, a jezeli wiele umie to jest wybitnym samoukiem (musi sie nie tylko nauczyc ale najpierw odtruc swoj umysl). Dobre cztery klasy szkoly podstawowej (czytac, pisac, rachowac, i myslec – podstawy logiki klasycznej) plus zainteresowanie i odpowiednia lektura produkuja giganta mysli ( ale juz nie gigantke, dlatego feminizacja szkolnictwa i koedukacja sa zabojcze dla poziomu umyslowego spoleczenstwa).

  34. Joe said

    Panowie obliczenia kinetyczne ,mechaniczne czy inne na tym forum,niewiele maja sensu.
    Nalezy propagowac to co mowia i pisza ludzie bezstronni,znajacy temat, profesjonalisci.
    W Tu-154 doszlo do eksplozji,tuz przed zetknieciem z ziemia.Kabina i podwozie wykonaly „koziolka”.A nie jakas galazka ktora uszkodzila skrzydlo.Ogladalem kiedys dawno tamu jak B154 ladowal w lesie a nie przecince.Obydwa skrzydla zostaly co najmniej w 50%zniszczone.Sam kadlub walnal w ziemie i okolo polowa pasazerow przezyla.

  35. gbur said

    Ad Jacek:
    „Dobre cztery klasy szkoly podstawowej (czytac, pisac, rachowac, i myslec – podstawy logiki klasycznej) plus zainteresowanie i odpowiednia lektura produkuja giganta mysli”

    czytac, pisac, rachować ( a co to znaczy? +/-/x/./.)… to troche mało. Potrzebne jest solidne wprowadzenie w podstawy matematyki (to nie tylko rachunki…), fizyki, chemii, biologii plus podstawy nauk takich jak historia (Polski i powszechna) , geografia plus literatura polska plus jezyki obce. to tak na dobry poczatek. Najwazniejsi sa jednak nauczyciele, tacy ktorzy nie tylko potrafia wymagac ale rowniez zainspirowac, tacy ktorzy potrafia wskazac właściwe lektury (te ponad obowiazkowe). Miałem szczescie w podstawowce do dobrych nauczycieli matematyki i fizyki, ‚zrujnowali’ mi życie… gdzieś w piątej/szóstej klasie szkoły podstawowej zacząłem czytać ‚Lilavati’, ‚Sladami Archmidesa’, ‚Zajmującą fizykę’ – Perelmana.

  36. gbur said

    oops… pamięć już nie ta… chodzi oczywiście o książke Szczepana Jeleńskiego pseudo Bohdan Katerwa ‚Śladami Pitagorasa’ a nie Archimedesa… pierwsze wydanie w 1928, poźniej wznawiana wielokrotnie.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: