Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Sprzeciw

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2010-12-04

Szanowni Państwo!
Internetowa grupa patriotów podjęła inicjatywę wyrażenia milczacego sprzeciwu
w dniu 6 grudnia 2010 r. – w czasie wizyty prezydenta Rosji.
Zakładając na ten dzień żałobny strój – czerń, stonowany ciemy ubiór, inne widoczne oznaki,
– pragniemy nawiazując do historycznego, popowstaniowego, narodowego protestu,
pokazać swój sprzeciw polityce poddańczej uległości rządu wobec groźnego dla nas sąsiada.

Nie godzimy się na zapomnienie Mordu Katyńskiego przed ujawnieniem całej prawdy!
Przed ujawnieniem wszystkich ofiar i miejsc pochówku!
Sprzeciwiamy się zakłamywaniu i mataczeniu okoliczności Tragedii Smoleńskiej!
Nie zgadzamy się na tajne układy gospodarcze z Rosją!
Sprzeciwiamy się Nowej Jałcie oddajacej nas w tzw.Rosyjską Strefę Wpływów.

Forma widocznego sprzeciwu społeczeństwa zakładajacego strój żałoby
utrudni mediom i publikatorom pokazanie nas światu jako spolegliwych,
uległych, wykonawców krzywdzących nas międzynarodowych uzgodnień
zawieranych ponad naszymi głowami.

Zasięg milczącego protestu pozwoli nam również zobaczyć i policzyć siebie.
Zalecamy  poufność przygotowań ograniczając informacje do kregu internetowych znajomych.
Prosimy jednocześnie o rozpowszechnianie akcji tą samą drogą i podejmowanie inicjatywy
zdobywania zdeklarowanych zwolenników. Dopuszczamy możliwość demonstrowania
poparcia poprzez  zmianę (do 6.XII.) swoich awatarów na motyw flagi narodowej z czarną wstążką.

Pokażmy oblicze narodu!
Jeszcze Polska nie zginęła!

Maciej Piwowaron, Internet

Reklamy

Komentarzy 14 to “Sprzeciw”

  1. iva said

    Pod przykrywką Katynia, Smoleńska, pojednania szykują nam taki pasztet. Jeśli Łażący Łazarz dobrze kombinuje to wszystkie afery III RP to pikuś – czytaj http://www.niepoprawni.pl/blog/164/wizyta-miedwiediewa-bardzo-dobrze-przygotowana . Hitler domagał się korytarza, rozpętał II WŚ i nie dał radę a nasi z PO bez jednego wystrzału na tacy wszystko podają, ale cóż kasa jest najważniejsza. Trzeba wziąść gwizki GW i wygwizdać takie pojednanie.

  2. WP. said

    „Gdzie są akta z sekcji zwłok tłumacza L. Kaczyńskiego?” – Odnajdywane w Smoleńsku fragmenty zwłok świadczą o ogromnym zakresie obrażeń, których doznali pasażerowie Tu-154 M. Należałoby się bardzo dokładnie tym ciałom przyjrzeć, bo przy zwykłych urazach mechanicznych aż tak duże rozdrobnienie jest naprawdę zadziwiające. Tymczasem w aktach śledztwa smoleńskiego nie ma materiałów dotyczących sekcji zwłok. Nie widziałem nawet fotokopii tych materiałów w języku rosyjskim. Dlatego ja i moi najbliżsi nie wykluczamy ekshumacji ciała brata – z lekarzem wojskowym, kapitanem rezerwy Dariuszem Fedorowiczem, bratem Aleksandra Fedorowicza, dyplomaty i prezydenckiego tłumacza, który zginął w katastrofie smoleńskiej, rozmawia Dorota Kania. W Warszawie pogrzeby ofiar katastrofy gromadziły tłumy. Jak wyglądała ostatnia droga Pańskiego brata?Dzięki pomocy ks. prałata Romualda Biniaka trumna brata od wczesnych godzin porannych była wystawiona w kościele pw. Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy (w historii tej parafii coś takiego zdarzyło się po raz pierwszy). Świątynię tę Jan Paweł II podczas wizyty w Bydgoszczy ustanowił Sanktuarium Nowych Męczenników, tam też swoją ostatnią mszę św. sprawował ks. Jerzy Popiełuszko. Po uroczystej mszy św. ulicami miasta przeszedł na cmentarz kondukt żałobny – szliśmy prawie 3 km. Mimo że był to dzień powszedni, nie napotkaliśmy żadnych utrudnień, o co zadbały władze miasta, które zachowały się bardzo dobrze. Pełnomocnik wojewody Kamila Dominiak zrobiła bardzo dużo dobrego: była z nami w Warszawie na placu Piłsudskiego, była na Torwarze, gdzie stały trumny. W pogrzebie uczestniczyło ok. 20 tys. osób. Było to niezwykle wzruszająca uroczystość: ludzie rzucali kwiaty na karawan, stali wzdłuż ulic, wyglądało to jak w Warszawie podczas przejazdów konduktów żałobnych. Mrowie ludzi, których kościół nie był w stanie pomieścić; wypełniony po brzegi cmentarz. Takiego pogrzebu Bydgoszcz, przynajmniej za mojej pamięci, nie widziała. A na drugi dzień w gazetach przeczytałem, że na pogrzeb mojego brata przyszły „setki bydgoszczan”. To było pierwsze twarde zderzenie z kreowaną przez media rzeczywistością, chociaż do tego, co w sprawie katastrofy smoleńskiej wyprawiają prorządowe media, lepiej pasuje słowo „propaganda”. Równie boleśnie odebraliśmy kwestię Krzyża Pamięci na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. To naród spontanicznie wybrał miejsce, gdzie powinien stanąć pomnik upamiętniający ofiary katastrofy. Władze zdecydowały się – nie wiadomo dlaczego – na Powązki i na dodatek nikt z wieloma rodzinami tego nie konsultował. Kolejną przykrość przeżyliśmy, gdy okazało się, jak dużym problemem było dopisanie do nazwiska mojego brata słowa „dyplomata”. Ten pomnik dla mnie osobiście jest okropny, jest symbolem rozłamu narodu polskiego i na pewno jego miejsce nie jest na cmentarzu. Ale najgorsze spadło na Państwa parę tygodni po pogrzebie. Akurat byłem w Warszawie, gdy zadzwonił pracownik MSWiA i poprosił o spotkanie. Umówiłem się z nim w mieszkaniu brata i wtedy on przekazał mi informację, która mnie prawie ścięła z nóg: że odnaleziono kolejne fragmenty ciała brata. Pytałem o szczegóły. Interesowało mnie to z punktu widzenia lekarskiego – jakie szczątki odnaleziono, jakie były uszkodzenia ciała. Usłyszałem, że on nie może mi takiej informacji udzielić, gdyż jest objęta tajemnicą. Na spotkaniu z premierem, które odbyło się 10 listopada, zapytałem o to samo obecnego tam ministra Michała Boniego. Obiecał, że udzieli mi pełnej informacji, ale do tej pory się nie doczekałem. Inne osoby też podnosiły te kwestie. Tu nie chodziło o żadną sensację – my nie tylko chcielibyśmy mieć pewność, kto jest w tych trumnach, ale przede wszystkim dowiedzieć się, jak zginęli nasi bliscy. Wszyscy jesteśmy zjednoczeni przez tę wielką tragedię i gdyby nawet okazało się, że w trumnie brata są też szczątki innej osoby, nie byłby to dla mnie problem. W październiku polscy archeolodzy znaleźli w Smoleńsku kolejne szczątki ludzkie, najprawdopodobniej ofiar katastrofy. To są szokujące sprawy. Odnajdywane fragmenty zwłok świadczą o ogromnym zakresie obrażeń, których doznali pasażerowie Tu-154 M. Pojawiające się kolejne znaki zapytania potwierdzają, że należałoby się bardzo dokładnie tym ciałom przyjrzeć, bo przy zwykłych urazach mechanicznych aż tak duże rozdrobnienie jest naprawdę zadziwiające. Czy widział Pan akta prokuratorskie dotyczące katastrofy smoleńskiej? Tak. Co prawda są one opatrzone klauzulą „ściśle tajne” i podpisałem zobowiązanie do nieujawniania zawartych w nich informacji, jednak chcę powiedzieć – co nie jest żadnym przestępstwem – o rzeczach, których w tych aktach brakuje, a nie powinno. Nie było tam żadnych materiałów dotyczących sekcji zwłok, których bezskutecznie domagamy się od kwietnia. Cały czas dominuje jedno tłumaczenie: że są właśnie przekazywane, właśnie przekładane na polski. A czas mija. Nie widziałem nawet fotokopii tych materiałów w języku rosyjskim. Zupełnie niezrozumiały jest dla mnie fakt, że po przyjeździe ciał naszych najbliższych do kraju nie wykonano sekcji. To były naprawdę bardzo ważne dowody, które można było jeszcze w kwietniu wykorzystać. Oczywiście szczątki ciał z biegiem czasu, na skutek rozkładu biologicznego, będą miały coraz mniejszą wartość dowodową. Odnoszę wrażenie, że na naszych oczach odbywa się pewnego rodzaju gra na czas. Równie niezrozumiałe są tłumaczenia naszych władz w tej sprawie. Najpierw usłyszałem, że trumny objęte są rosyjską jurysdykcją i dlatego nie można ich było otwierać. Jest to dla mnie zupełny absurd, bo podobno jesteśmy krajem suwerennym. Podczas spotkania u premiera miałem okazję zapytać o to minister Ewę Kopacz, która znalazła inne wytłumaczenie: że nieotwieranie trumien po ich przyjeździe do kraju było spowodowane zapisami ustawy o cmentarzach i pochówkach z 1959 r. Jest to tłumaczenie tak samo pokrętne i nie do przyjęcia, jak poprzednie, ponieważ przepisy natury sanitarnej nie mogą górować nad postępowaniem prokuratorskim. Nie wolno bowiem odrzucać żadnych hipotez i zakładać, że miał miejsce taki czy inny scenariusz. Sekcje to badania, które powinny być wykonane rutynowo. Tego być może nie dopełniono. A jeśli nawet same sekcje się odbyły, to nie wiemy, jak zostały wykonane i jakie dodatkowe badania zrobiono. Dlatego nie wykluczamy ekshumacji ciała brata, choć będzie to dla naszej rodziny kolejne bolesne przeżycie. W aktach śledztwa nie widział Pan protokołu sekcji zwłok Pańskiego brata. Czy otrzymał Pan akt zgonu? Tak, jest na nim napisana data, godzina i miejsce śmierci. Widziałem przywiezioną z Moskwy kserokopię krótkiego rosyjskiego dokumentu sporządzonego na małej karteczce, na którym było stwierdzone, że śmierć nastąpiła w wyniku urazu wielonarządowego. Na tym dokumencie znajdowały się rubryki do zakreślenia, na jakiej podstawie to stwierdzono. I wszystkie rubryki – łącznie z tą dotyczącą wykonania sekcji zwłok oraz innych badań – były puste. Tam po prostu nie było nic. Ten dokument nie był aktem zgonu, ale lekarskim świadectwem śmierci, który wystawił rosyjski lekarz. I to był jedyny dokument, który widziałem poza aktem zgonu. Czy polska dokumentacja medyczna wystawiana w przypadku zgonu różni się od dokumentacji rosyjskiej? Bardzo niewiele. Kluczowe sprawy muszą się znaleźć: jeżeli mamy do czynienia z nagłą śmiercią, to zawsze należy przeprowadzić badanie sekcyjne, choćby ta przyczyna wydawała się jak najbardziej oczywista. Weźmy na przykład wypadki drogowe, w których ginie tak wiele osób. Te wszystkie ofiary są poddawane sekcji zwłok, nawet jeżeli przyczyna zgonu wydaje się niepodważalna i oczywista. Zawsze należy zbadać, czy dana osoba nie była pod wpływem alkoholu, narkotyków, leków czy jakichkolwiek środków odurzających oraz jakich dokładnie doznała urazów. Ma to kapitalne znaczenie dla odtworzenia przebiegu zdarzeń. Czy na spotkaniu z premierem udało się Panu zadać konkretne, specjalistyczne pytania dotyczące badań ciał po katastrofie? Tak, gdy zapytałem o te kwestie minister Ewę Kopacz, stwierdziła, że właśnie jest na sali pan profesor, specjalista z zakresu medycyny sądowej, który był z nią w Moskwie i odpowie na te pytania. Odpowiedział? Ależ skąd! Zaraz po moim pytaniu ogłoszono przerwę – gdy chciałem panu profesorowi zadać pytania, czy pobierano wycinki z ciał, czy robiono jakiekolwiek badania, czy coś wie na ten temat – on przyłożył do ucha komórkę i pomknął przed siebie, mówiąc: „teraz nie mogę rozmawiać”. A czy po przerwie udało się Panu uzyskać te odpowiedzi? Nie, nie wypowiedział się ani pan profesor, ani pani minister Kopacz. Dlatego uważam, że tych badań nie było. Podczas jednej z przerw, które zarządzano w trakcie spotkania u premiera, uczestniczący w nim z ramienia rządu ks. Henryk Błaszczyk poszedł do TVN24 i udzielił tam wywiadu. Dowiedzieliśmy się o nim znacznie później. Ks. Błaszczyk powiedział w nim, że „najgłośniej krzyczą rodziny, których w Moskwie nie było” oraz „zaświadcza, że pochowano tych, których kochają”, zmieniając całkowicie kontekst naszych pytań. Nam nie chodziło tylko o identyfikację osób, które zostały pochowane. Pytanie brzmiało, dlaczego nie wykonano badań sekcyjnych, które mogły bardzo wiele wnieść w poznanie mechanizmu śmierci, a co za tym idzie, również w poznanie przyczyn tragedii. Mówię to jako lekarz: po śmierci ciało ludzkie jest nam w stanie bardzo wiele „powiedzieć” o mechanizmach powstania urazów, o przyczynach zgonu. Czy na przykład był tam jakiś uraz termiczny, czy był jakiś impuls baryczny. Na takie pytania odpowiadają specjaliści po przeprowadzeniu sekcji zwłok, badań histopatologicznych wycinków czy jeszcze bardziej specjalistycznych badań, np. chromatografii gazowej, dzięki którym można stwierdzić, czy na ciałach nie było substancji obcych, które znalazły się na pokładzie i mogły być np. użyte do spowodowania wybuchu. To nie jest budowanie żadnych teorii spiskowych, lecz profesjonalne działania, których nie wolno pomijać. Ks. Błaszczyk określił Pana potem mianem „charakteropaty”. Nie chcę komentować zachowania ks. prałata i jego szybkiej diagnozy odnośnie mojej osoby. Traktuję to jako element rozgrywki zmierzającej do spacyfikowania mnie czy wręcz zdyskredytowania w oczach pozostałych uczestników spotkania. Na szczęście tak się nie stało. Czy na spotkaniu z premierem padło pytanie, ilu patomorfologów było w Moskwie? Patomorfologów właściwie nie powinno tam być, powinni natomiast pojechać specjaliści medycyny sądowej. Z tego, co mówiła minister Kopacz, było trzech „medyków”, trzech genetyków, inspektor sanitarny i czterech techników kryminalistycznych. W takiej skromnej liczbie nie mogli uczestniczyć w sekcjach zwłok, co zresztą po naszych wielokrotnych pytaniach pani minister przyznała. Potwierdziła również i to, że polska strona uczestniczyła jedynie w identyfikacji ciał. Równocześnie okazało się, że do Moskwy pojechało ok. trzydziestu urzędników, listę ich nazwisk przedstawił nam na spotkaniu premier. Mnie to zadziwiło, bo wydawało mi się, że powinni tam przede wszystkim pojechać lekarze specjaliści i śledczy. Przecież nie wiadomo, co było przyczyną katastrofy i nie można odrzucać żadnej hipotezy. Zginął prezydent, zginęli najważniejsi urzędnicy, posłowie, dowódcy sił zbrojnych, zginęła elita narodu. Czy Pana zdaniem rząd chce wyjaśnić tę tragedię? Na początku odczuwaliśmy niewyobrażalny ból i rozpacz. I mieliśmy zaufanie do strony polskiej, że zrobi wszystko, by wyjaśnić przyczyny tragedii. Potem przyszły pierwsze rozczarowania, np. w związku z żałobą narodową. Byliśmy przekonani, że zostanie przedłużona do miesiąca, do chwili powrotu do kraju i pochowania ostatnich poległych… Ale tak się nie stało. Nie zapomnę, jak ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski powiedział, że po katastrofie państwo polskie zdało egzamin. A nie zdało? Moim zdaniem absolutnie nie, czego najlepszym dowodem jest całkowite oddanie śledztwa stronie rosyjskiej, bo właściwie można powiedzieć, że Polska w tym śledztwie nie uczestniczy. Jak Pan ocenia działania polskiej prokuratury? Na początku mieliśmy ogromne zaufanie, ale od dłuższego czasu to, co się dzieje w tym postępowaniu, ogromnie nas niepokoi. Ta „metodologia” dotycząca wraku samolotu, którą mogliśmy oglądać dzięki programowi „Misja specjalna”, mówi sama za siebie. Dzięki Bogu, że to zostało wyemitowane, bo na własne oczy mogliśmy się przekonać, jak Rosjanie traktują szczątki naszego rządowego samolotu: ćwiartowano je za pomocą sprzętu mechanicznego, wybijano szyby, a duże części przewracano za pomocą ciężkiego sprzętu. I to wszystko zostało nazwane „rekonstrukcją” przez zastępcę gen. Anodiny [szefowej MAK – przyp. red]. Ja przepraszam, ale to zakrawa na czystą kpinę. Mieliśmy okazję zapoznać się z postępowaniami w przypadku innych katastrof, jak np. katastrofa w Lockerbie. Na stelażu odtworzono chyba w 80 proc. samolot, który spadł z prawie 10 km. I ten samolot – tak przynajmniej wynika ze zdjęć – był chyba mniej uszkodzony niż ten nasz nieszczęsny tupolew. Serce boli, gdy widzę te różne standardy, jeżeli to, co robią Rosjanie, w ogóle można standardami określić. Niestety, naszej prokuraturze także daleko do zachodnich standardów. Polska strona nie wywalczyła sobie nawet możliwości zbadania szczątków samolotu, które nadal niszczeją. Wrak niby przykryto, ale nie oszukujmy się – narzucono na niego jakąś brezentową płachtę, która w żaden sposób nie zabezpiecza przed czynnikami atmosferycznymi, a pozostałe drobne szczątki nadal niszczeją. Jedynym zabezpieczeniem jest blaszany, trzymetrowy płot, który chroni przed dziennikarzami i „postronnymi osobami”. Niedawno na miejsce tragedii udała się z pielgrzymką matka chrzestna mojego brata. Nie mogła nawet zbliżyć się do wraku. Nasze uczestnictwo w śledztwie sprowadza się do roli petenta, a już na kompletną farsę zakrawają takie fakty jak ten, że Rosjanie wycofują zeznania i dają nam nowe. Świadczy to, tak zupełnie po ludzku, tylko o jednym: że próbuje się pewne rzeczy ukrywać, zakłamywać, przeinaczać, bo inaczej chyba tego wytłumaczyć nie można. A my – członkowie rodzin poległych – chcemy wiedzieć, co tak naprawdę stało się na lotnisku w Smoleńsku. Chcemy wiedzieć, dlaczego rozpętano kampanię oszczerstw i pomówień, wskazując na rzekomo winnych tej katastrofy – na osoby, które nie mogą się bronić, bo poległy. Chcemy wiedzieć, dlaczego jest tyle niejasności i matactw i czy strona polska świadomie w nich uczestniczy. Dlatego mamy nadzieję, że wreszcie w sprawie smoleńskiej katastrofy będzie powołany arbitraż międzynarodowy. Co Pan sądzi o wizycie w USA byłej minister spraw zagranicznych Anny Fotygi i szefa zespołu parlamentarnego badającego przyczyny katastrofy Antoniego Macierewicza? Była potrzebna i słuszna, mam też nadzieję, że odniesie pozytywny skutek. Prorządowe media, które usiłują przemilczać niedociągnięcia strony rządowej, niestety nie udzielają rzetelnej informacji w sprawie tej wizyty. Uważam, że minister Fotyga i minister Macierewicz nie udali się po pomoc do obcego mocarstwa – jak to zasugerował minister Graś – lecz do lidera NATO, do naszego sojusznika. Po wypowiedzi ministra Grasia rodzi się pytanie: kogo w takim razie nasz rząd uważa za sojusznika – czy niezbyt przychylną nam Rosję, która prowadzi śledztwo i może nie być obiektywna w swoim postępowaniu, czy też Amerykanów, z którymi jesteśmy powiązani sojuszami militarnymi, i to już od wielu lat. Tę wizytę uważam za jak najbardziej naturalną, zwłaszcza że strona polska nie radzi sobie z wagą tego śledztwa, z problemami, które się pojawiają. Nie dysponujemy właściwie żadnym ważnym materiałem w tej sprawie – przynajmniej nam, jako rodzinom, nic o tym nie wiadomo. Nie wiemy, na jakiej podstawie Polska ma się odnieść do raportu MAK, nie posiadając własnych ustaleń. Przecież już kilkadziesiąt minut po tragedii rosyjskie agencje podały, że wykluczono techniczne przyczyny katastrofy. To mnie wprawiło w osłupienie: przecież nawet nie otworzono czarnych skrzynek! Ale rosyjski przekaz poszedł w świat. Jesteśmy całkowicie zdani na wolę Rosji, a tak być nie powinno. – Szanowny panie dr i kpt. rezerwy Dariuszu Fedorowiczu, to powinien pan wiedzieć o czym ja piszę poniżej z racji zawodu i służby w wojsku Bomba izowolumeryczna (termobaryczna – jak kto woli) umieszczona w samolocie może mieć kształt małej gaśnicy, umieszczonej np. w pobliżu kabiny pilotów. Technika nie zna innego wytłumaczenia przyczyny, dla której z potężnego kadłuba samolotu dosłownie nic nie zostało. Tu muszą Państwo wiedzieć, że izowolumeryczna oznacza, że wybucha cała powierzchnia (dokładniej całą objętość). Wybuch punktowy konwencjonalnego ładunku zostawia zawsze duże zniszczenia blisko ładunku, a im dalej tym mniejsze. I zachowane tym większe fragmenty kadłuba, im dalej było od miejsca wybuchu. . . . Tylko bomba izowolumeryczna rozniesie dosłownie cały kadłub w drobny mak! Dowody.To, o czym mówimy powyżej – to nie są żadne hipotezy. To są rzeczy pewne. Istnieje niepodważalnych kilka niepodważalnych dowodów, Że tak było. Tu musimy stwierdzić, że wybuch bomby izowolumerycznej pozostawi charakterystyczne ślady tworzących ją substancji na szczątkach wewnętrznej blachy tworzącej kadłub samolotu. Są one do wykrycia poprzez najdokładniejszą metodę rozpoznawania śladowych ilości substancji analizę spektrofotometryczną. Składnikiem wielu takich bomb jest np. sproszkowane aluminium. Nadto z niczym nieporównywalne są ślady pozostawione na zwłokach ofiar. Z powodu bardzo wysokiej temperatury ubrania i odsłoniętą skóra będą po prostu zwęglone. W dodatku w płucach powstanie charakterystyczny obraz. Mówiąc najkrócej – płuca zamienią się w dwie powietrzne jamy. Taki obraz, zwany przez radiologów wojskowych powietrznym motylem (płuca posiada człowiek dwa) powstaje tylko i wyłącznie wskutek wybuchu bomby izowolumerycznej. Wystarczy zrobię zdjęcie rentgenowskie choć jednych zwłok z jako tako zachowaną klatką piersiową. . . . Stąd tak ważna dla materiału dowodowego jest . . . sekcja zwłok. Tu mówimy o dowodach eksperckich. Ale to nie wszystko. . . . Wybuch takiej bomby i tylko takiej, doszczętnie rozkawałkuje kadłub – i to na bardzo drobne kawałki. . . . Na zdjęciach satelitarnych dostępnych w internecie widać jak samolot jest rozpiżony. ŚLEDZTWO to jedna WIELKA ŚCIEMA i ZACIERANIE ŚLADÓW . . .panie dr i kapitanie rezerwy Dariuszu Fedorowicz, dobrze pan i inni o tym wiedzą lecz boją się o swoje i rodzin życie, dr nauk technicznych E. Wróbla już to spotkało jak i wielu innych przed nim panie Fedorowicz.

  3. Globalne oszustwo

  4. Andy said


    Spowodowanie katastrofy prezydenckiego samolotu z niezależnym od bolszewików w PRL-bis Prezydentem RP — doskonale wpisuje się w rosyjsko-sowiecką nienawiść do polskiej niepodległości oraz Polaków reprezentujących polski patriotyzm…

    Ta typowo bolszewicko-trockistowska agresja przeciw polskości była obecna w PRL-bis od początku utworzenia tej postsowieckiej mafijnej republiki zarządzanej przez bandytów z WSI… Czyli takiej mafijnej republiki, w której królują: bolszewiokracja, kleptokracja, komunokracja i komunofaszyzm…

    W notce pt. tytułem „Bolszewizm i michnikowszczyzna razem — w postbolszewickim i agenturalnym PRL-bis” zacytowałem trockistowsko-bolszewicki chłam z gadzinowej gazetki zwanej GWno — napisany w pół roku po morderstwie polskich patriotów w Smoleńsku:

    „Tu mieliśmy raczej manię wielkości, chęć pokazania, kto jest najważniejszy w państwie, z kim przylatuje do Rosji prawdziwa Polska ze swoimi marszałkami, generałami, senatorami, posłami, biskupami, ze swoją elitą (…).”

    Taki tekst można cytować we wszystkich podręcznikach mówiących prawdę o bolszewickim załganiu — i o bolszewicko-trockistowskiej nienawiści do prawdy i polskiego patriotyzmu.

    Bo dla tych trockistowskich janczarów piszących w GWnie — jedyną, bo postbolszewicką mafijną elitą, są oni sami…

    Wszyscy inni Polacy, dla tych prymitywnych cyngli michnikowszczyzny — są jedynie uzurpatorami w swoim własnym kraju…

    Bowiem, ojcowie i matki tych trockistowskich janczarów, a więc te wszystkie bolszewickie funki z NKWD, którzy zostali przywiezieni do Polski na stalinowskich czołgach — tę sowiecką kolonię zwaną PRL tworzyli dla siebie!

    Tworzyli to nieszczęsne i bolszewizowane przez nich PRL — mordując najlepszych i najwierniejszych Polsce patriotów…

    Następnie, po tzw. Okrągłym Stole nadzorowanym i kontrolowanym przez morderców z SB — postbolszewicy razem z trockistami specjalnie dla swoich dzieci utworzyli PRL-bis…

    W PRL-bis ci potomkowie sowieckich bolszewików — wcześniej słowami mordowali możliwości wykreowania jakiejkolwiek myśli niezależnej od michnikowszczyzny… Teraz do słów doszły i polityczne morderstwa przeciwników komuny…

  5. TV Polonitas said

    TV Polonitas poleca TV Wierni Polsce

  6. ASTILBE said

    a co to za Popapraniec udaje ze umie czytać???

  7. zenek said

    Widać wyraźnie ,że wirtualna polonia to nie polski portal, w rękach unych starozakonnych.

  8. Archie said

    A tu coś ciekawego:
    http://www.wykop.pl/ramka/534767/obrazkowy-komentarz-do-decyzji-narodu/
    http://www.wykop.pl/ramka/537515/k-o-wazna-debata-w-sejmie/

  9. abra said

    Adam Śmiech ma racje Pis to zydowska partia podobnie jak PO.Polska nie chce polityki euro-atlantyckiej pod przykrywkami Piślsudczyzny i emocji smoleńskich. Polska ma charakter katolicki i narodowy, więc „starozakonni” zluzujcie…bo już naród was nie słucha. Odprowazcie kasztanki do Waszytngtonu

  10. marek said

    Kazdy rzecz jasna moze deminstrować swoje poglady polityczne na swój sposób. Niemniej jednak zastanawia mnie jedno z haseł owej demonstracji: „Sprzeciwiamy się Nowej Jałcie oddajacej nas w tzw.Rosyjską Strefę Wpływów.”

    Czy naprawdę inicjator (inicjtorzy?) owej demonstracji wierzą w to, ze eurokołchoz wyrazi zgode na przejście Polski do rosyjskiej strefy wpływów???
    Rosja prawdopodobnie ma od Berlina carte blanche, na dojście do linii Bugu, a nam pozostaje walczyć, aby granica stref wpływów nie przebiegała na linii Wisły. Bo to byłaby znacznie wieksza katastrofa, niz to co mamy teraz, czy tez to czego sie obawia Pan Piwowaron.

    Na marginesie, szkoda, że inicjatorzy „uniformowej demonstracj”, nie wpadli na pomysl jej zorganizowania w dniu podpisywania traktatu Lizbońskiego. Traktatu, który nas jako Panstwo i jako Naród ubezwłasnowolnił w znacznie wiekszym stopniu, niż to moze uczynić ta „groźna” Rosja.

  11. mapa said

    Wpis poprzedni oczywiscie od mnie.

  12. Jarek Sadecki said

    Dobrze sie dzieje kiedy mozemy protestowac co nie zwolni nas od powziecia decyzji jakim krajem pozostaniemy w przyszlosci. Nalezymy do Nato pod przewodnictwem USA ktory to kraj zabiega o partnerstwo z Rosja. Cena tego partnerstwa zwiekszenie sie wplywow Rosji w naszym rejonie. Trzeba tez wspomniec to ze Niemcy najwieksza potega gospodarcza w Europie wyznaczyla sobie zadanie zostania strategicznym partnerem Rosjii krajem ktory ma najwieksze zasoby mineralow w Europie. Ktos rozsadny moze powiedziec – jakie to szczescie ze mamy takie wspaniale polozenie geograficze! Dzis eksportujemy 30 % naszej produkcji do Niemiec! Mozemy tez exportowac zywnosc tyle ile wyprodukujemy do Rosji. Zyc nie umierac.
    Czego nam potrzeba?
    Pokoju i scislej wspolpracy z Niemcami i Rosja, Ukraina, Bialorusia i czechami. Zadne inne wyglupy nie sa nam potrzebne.

  13. Jarek Sadecki said

    Popatrzmy jeszcze raz na nasza sytuacje. Sa dwa kraje ktore posiadaja 95% broni nuklearnej na swiecie. Sa to USA i Rosja.Zarowno Rosji jak i USA zalezy na tym azeby nie spowodowac nuklearnej konfrontacji ktora skonczylaby by sie fatalnie. Oba kraje moge sie nawzajem obrocic w proch i sila rzeczy daza do wspolpracy. Nalezymy do NATO ktoremu przewodniczy USA i to wystarczy azeby zapewnic nasze bezpieczenstwo a tym samym konfrontacje z Rosja . Rosja nie zaatakuje kraju nalezacego do NATO ale trzeba sie liczyc z upadkiem USA jako przewodniej sily w Nato. Jezeli USA dazy do wspolpracy z Rosja po to azeby zmniejszyc szanse konfrontacji tym lepiej dla nas przynajmniej w niedalekiej przyszlosci powiedzmy 10 lat. Czym w takim razie mamy sie niepokoic. Czasy kiedy moglismy prowadzic wojny z Rosja juz dawno minely i ktos kto mysli inaczej jest niespelna rozumu.

    W Europie nalezymy do EU. EU prowadzi polityke zagraniczna w imieniu wszystkich czlonkow panst i polityka zagraniczna EU zbiegajaca sie zreszta z polityka Niemiec szuka scislej wspolpracy z Rosja. Polska opozycja do tej polityki jest wynikiem niedojrzalosci politycznej jako ze nasza gospodarka opiera sie o eksport do EU a EU zalezne jest od surowcow Rosji.

    Polska nie ma ani silnej gospodarki ani militarnego potencjalu azeby miec wplyw na polityke zagraniczna EU i ktos kto mysli inaczej jest niespelna rozumu.

    W polityce mozna tylko umacniac swoja pozycje poprzez dyplomacje. Jakie sa zadania Polski na przyszlosc – wspolpracowac z sasiadami i szukac wspolnych ineresow i Niemcami i z Rosja a to bedzie nam potrzebne po upadku USA jako globalnej sily. Powodem upadku USA bedzie to ze USA po to aby isniec musi prowadzic niekonczace sie wojny (przemysl zbrojeniowy jest dominujaca sila gospodarki usa)i USA staje sie zagrozeniem swiata .Predzej czy pozniej kraje swiata zabezpieczajac sie przed niekonczacymi sie wojnami beda musialy odzegnac sie od wplywow USA. Juz dzisiaj Europa ma tylko jedna alternatywe zaciesniac wspolprace z Azja – Chinami i India jako ze w przyszlosci te kraje beda dominowac swiat.

  14. mapa said

    ad 12 i ad 13.
    Nie podzielam takiej optymistycznej wizji współpracy wszystkich ze wszystkimi. Rosja zawsze będzie chciała mieć wpływy w Europie Wschodniej, Niemcy będą konsekwentnie budować swoją pozycję w UE i umacniać wpływy w Mitteleuropie. Zatem osłabienie pozycji USA w Europie i podzielenie się przestrzenią pomiędzy Odrą, a Dnieprem, stanowi wspólny cel Rosji i Niemiec. I taki scenariusz jest oczywiście dla Polski niekorzystny.
    Ale podzielam konstatację, że przy posiadanym potencjale ekonomicznym, demograficznym, czy militarnym nie jesteśmy praktycznie w stanie skutecznie oponować, przeciwko takiemu przebiegowi wydarzeń. A już kompletną bzdurą jest liczenie na jakąś krucjatę antyrosyjską. Nasze antyrosyjskie fobie odwracają uwagę społeczeństwa od innych poważniejszych zagrożeń, a przez Niemców są wykorzystywane na arenie międzynarodowej w celu wykazania naszego infantylizmu. Im więcej i głośniej będziemy, UE straszyli Rosją, tym bardziej będzie to odbierane, jako zachowanie niepoważne. W konsekwencji tym większe będzie przyzwolenie na uczestnictwo Rosji i Niemiec w rozgrywaniu państw UE. Taka jest de facto sytuacja.

    Co można zrobić? Budować alians państw, które będą osłabiać pozycję Niemiec w UE, starać się rozgrywać konflikty na linii Berlin – Moskwa, bo takowe są, budować swój potencjał ekonomiczny, militarny, demograficzny oraz wpływy w Europie Wschodniej. I czekać na zmianę koniunktury. A ona nadejdzie, wraz z nasileniem się konfliktów w UE, upadkiem ekipy Obamy, wzrastającym zagrożeniem muzułmańskim. Ważne, aby Polska dotrwała do tego czasu z większym potencjałem, niż ten który ma obecnie.

    Na odcinku wschodnim ciągle jeszcze Rosja nie osiągnęła swoich celów. Trzeba uważnie obserwować grę zarówno Łukaszenki, jak i Janukowycza. Bo oni obaj grają o zachowanie jakiej takiej suwerenności od imperium. Zwłaszcza widać to na przykładzie Łukaszenki, który dysponując marnym potencjałem surowcowym i ekonomicznym, wręcz rozpaczliwie szuka ratunku w UE, Wenezueli, czy nawet w Chinach. Nie wierzę w jakiś sojusz polsko – białorusko – ukraiński wymierzony w Rosję, ale co do pewnych kwestii, np. z Łukaszenką można się dogadać. Może się bowiem okazać, że jego następca będzie jeszcze bardziej uzależniony od Rosji i mniej skłonny do współpracy z nami.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: