Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Andrzej Kumor: Dyletanci na stos

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2010-12-11

Nadwiślańscy publicyści zaczynają zauważać, że realny stopień suwerenności Polski dziwnie nie odpowiada powszechnemu mniemaniu Polaków.  
 Państwo czterdziestomilionowego narodu w sercu Europy coraz bardziej wygląda jak  „kongresówka”, zarządzana na  przez partię „niemiecko-rosyjską”. 
 „Mądrzejsi” tłumaczą to sobie, że tak musi być, ponieważ mamy do czynienia z powszechnym „trendem” globalizacyjnym; inni jednak zauważają, że dookolne państwa wydają się być bardziej suwerenne i pytają dlaczego.
  Zdumiewa  brak debaty nad zdefiniowaniem polskiego interesu. A przecież czasy są trudne i  znaczące figury śmigają po europejskiej szachownicy. Być może ktoś to w Polsce zauważy, bo na razie polityczne rozmowy publiczne przypominają dialogi na cztery nogi. 
 Zauważył to ze zdziwieniem jeden z amerykańskich zawodowych obserwatorów George Friedman z Instytutu Stratfor. Napisał w kolejnym odcinku cyklu „Geopolitical Journey”, że w Warszawie  jego polscy rozmówcy dziwnie nie zdradzali niepokoju o bezpieczeństwo kraju, zasłaniając się UE i NATO oraz wskazując na wyjście Białorusi i Ukrainy spod rosyjskiej kurateli, jako swego rodzaju bufor.
 Friedman ripostował, że przecież Niemcy na nowo definiują dzisiaj swe miejsce wewnątrz Unii, a dzieje się tak za sprawą  odżywającego resentymentu szeregowego Helmuta, któremu wydaje są, że musi pracować na całą Europę, ratując bankrutujących nierobów.  Sama kanclerz Merkel przyznaje, że Niemcom nie w smak jest pracować do 67 roku, kiedy Grecy  już od 57 roku życia byczą  się do góry brzuchem. 
 Powiem, że warto przy okazji przypomnieć – iż poczucie krzywdy było kiedyś jednym z głównych motorów renesansu niemieckiego nacjonalizm. I tym razem musi się ono przełożyć się na wzrost niemieckiego tupetu wewnątrz Europy – stawiania warunku „harmonizacji” systemów socjalnych i finansowych poszczególnych państw członkowskich, tak żeby jednak na Niemców też ktoś pracował…
 To jedna ze zmian, które w Polsce są przemilczane. W rozmowie z Friedmanem niewymieniony z nazwiska polski polityk miał powiedzieć, że Polakom nie przeszkadza bycie państwem klientem UE – nawet klientem UE kierowanej przez Niemcy, dopóki Polaków się nie zaniedbuje. 
 „- Kiedy  wspomniałem o utracie przez Polskę suwerenności – przytacza  Friedman rozmowę – on stwierdził, że są różne rodzaje suwerenności i utrata możliwości suwerennego kształtowania budżetu nie oznacza koniecznie utraty narodowej suwerenności”. Friedman przekonywał jednak, że to, w jaki sposób państwo opodatkowuje i rozdziela swe dochody, jest istotą suwerenności, ponieważ bez tego polskim władzom pozostanie być może w gestii możliwość ogłoszenia  „ogólnokrajowego miesiąca jedzenia lodów”, ale takie sprawy jak obrona czy oświata będą dyktowane przez Niemców. Jeśli proces tworzenia budżetu wyjmiemy z rąk suwerennego państwa, suwerenność traci znaczenie – dowodzi Friedman i wie, co mówi, bo bywał tu i tam.
 Podobne mrzonki w myśleniu polskich polityków dotyczą Rosji, która także od nowa szuka  pozycji w układzie geopolitycznym i która sprawnie odbudowuje tradycyjne wpływy. Tymczasem – w rozmowach z Friedmanem – polscy politycy nie przejawiali żadnego zaniepokojenia rosnącym współdziałaniem i bieżącymi konsultacjami dyplomacji Niemiec i Rosji.
 Warto całość przeczytać na stronach Stratfor: „Geopolitical Journey, Part 7: Poland” i zastanowić się, dlaczego nasz wielki naród roi się od cyników i pożytecznych bawidamków na wysokich stanowiskach; zastanowić się, jak ich wrzucić do wora i jak podjąć pracę nad oświatą narodową.
 Zacytuję jeszcze tylko na koniec jedno boleśnie prawdziwe zdanie: „-Zagwarantowanie polskiej suwerenności jest przede wszystkim sprawą polskiego narodu. Żaden zaś naród nie powinien scedować kontroli nad podstawowymi prerogatywami, jak gospodarka, na rzecz organizacji międzynarodowych, szczególnie zaś tych zdominowanych przez jego tradycyjnych historycznych wrogów jak (w przypadku Polski) Niemcy”.
 Opiniotwórcze elity Polski wstydzą się dzisiaj słowa naród, i robiąc dobre miny, walcują w chocholim tańcu. Co tu zresztą mówić o pisarczykach, skoro sami „twardzi” politycy jądra władzy, co to powinni być doinformowani jak James Bond, pływają we mgle jak sztubacy. Z ujawnionych depesz amerykańskiego ambasadora w Warszawie wynika, że Polacy, negocjując nie tak dawno ewentualne stacjonowanie w pobliżu stolicy rakiet „Patriot”, nie zdawali sobie sprawy, że będzie to „bateria nieuzbrojona”, czyli wyrzutnie bez rakiet, zaś strona amerykańska zastanawiała się, jak o tym delikatnie Polakom dać do zrozumienia. To już zakrawa – mówiąc po amerykańsku –  na „Polish joke”  i pokazuje, w jak głębokim dole jesteśmy. 
 Przypominam te smutne rzeczy nie po to, byśmy się przygnębili i poszli na wódkę, lecz byśmy założyli gumiaki i szli pracować do ludzi. Naród może się dźwignąć nawet przez jedno pokolenie. Upadaliśmy już tyle razy, że może tym razem Pan Bóg da wytchnąć. Musimy tylko dać Panu Bogu szansę i popracować nad losem.
 Na razie pokazujemy sobie samym, że jesteśmy gospodarczo bardzo zaradni, potrafimy budować przedsiębiorstwa i zarabiać. Pora, by tę umiejętność przełożyć na budowanie geopolitycznej siły – polskiej realpolitik, wyzwolonej ze smutnych miraży całopalnej ofiary, straceńczych walk, mesjanistycznych wątków, a ubranej w rozsądne myśli nowoczesnego Polaka. 
 Coraz więcej ludzi w Polsce ma zdrowo poukładane pod kopułą, pora, by zaczęli nadawać ton narodowej debacie i dorobili się mediów z prawdziwego zdarzenia. Wiadomo, że czasy są trudne. Ale kiedy były łatwe? 
 

Andrzej Kumor, Mississauga
www.goniec.net

Reklamy

Komentarzy 5 to “Andrzej Kumor: Dyletanci na stos”

  1. TV Wszechnica Narodowa said

  2. TV Wszechnica Narodowa said

  3. TV Wszechnica Narodowa said

  4. Lubomir said

    Na początku zawsze jest słowo…A tu wg obliczń badających polski rynek prasowy, niezależne polskie słowo to około 10-20 procent prasy wydawanej w Polsce. Reszta, a w zasadzie dominująca większość to prasa wydawana przez kapitał żydo-niemiecki. Czy taka propaganda może działać na korzyść Polski?. Z pewnością nie. W tej prasie zatrudniani są agenturalni pismacy. Tyle, że o agentach BND mówiło się odnośnie tytułów wychodzących w Krajach Niemieckich. Na temt Polski rozciągnięto zasłonę milczenia. Wiadomo, strategia i polityka Berlina wobec Polski, nie zamierza ujawniać swoich planów. Na terenie Krajów Niemieckich nie ma praktycznie żadnej polskiej propagandy. Podobnie rzecz ma się w krajach Federacji Rosyjskiej, od Zachodniej Rosji i Tatarstanu – po Baszkirię i Jakucję.

  5. Jerzy Tatol said

    A może by tak pomyśleć o NOWEJ SANACJI?

    SANACJA czyli UZDROWIENIE – temat tabu!!

    „Naprawianie Polski” to w obecnych czasach bardzo modny slogan. „Łżeelity” prześcigają się w pomysłach na nazwy i propagandowe chwyty. Ci co wielokrotnie się już zbłaźnili podsuwają nam różne „cuda na kiju”: Polska XXI, Polska Naprzód, Ruch Naprawy Polski, Nowa Lewica, reanimowane Stronnictwo Demokratyczne itp. Do koloru, do wyboru! Jakoś przycichła sprawa IV RP a sprawa nawiązania do korzeni naszej państwowości czyli II-ej RP nadal objęta jest ścisłą „zasłoną milczenia”!
    A tu aż się prosi aby głośno krzyczeć: POLSKA WOŁA O NOWĄ SANACJĘ!!!!!
    Polska woła o oczyszczenie z bolszewickiej zarazy, ukaranie zdrajców, paserów politycznych, przeniewierców i agentów obcych wywiadów oraz rewindykację rozgrabionego i zniszczonego majątku narodowego. A tu nic! Tak jakby nic złego dotąd się nie stało a trzeba tylko naprawiać „błędy i wypaczenia”.
    Ponieważ słowo „sanacja” zostało wyklęte przez bolszewicką propagandę i nadal nie istnieje w języku „nowo mowy” używanym zarówno przez „łżewicę” jak i przez „psiawicę” warto chyba zastanowić nad jego znaczeniem i zastosowaniem w praktyce.
    Najpierw przypomnijmy sobie co na temat SANACJI głosiła PRL-owska propaganda. Dla przykładu – wg Leksykonu dla dzieci młodzieży wydanego w 1977 roku czytamy:

    „SANACJA – potoczna nazwa obozu rządzącego w Polsce w latach 1926 – 1939. Obóz ten doszedł do władzy w wyniku przewrotu wojskowego w maju 1926r. Przewrotu dokonano pod hasłem „sanacji moralnej” czyli uzdrowienia życia politycznego w kraju. Sanacja była rzecznikiem ustroju kapitalistycznego, reprezentowała interesy polskich klas posiadających. Głosiła kult osoby Józefa Piłsudskiego i uważała, że tylko ona ma prawo rządzić w Polsce. Sanacja zwalczała komunizm, ograniczała swobody demokratyczne obywateli, umacniała władzę Prezydenta i Rządu, ograniczając uprawnienia Sejmu i Senatu. Znalazło to wyraz w sformułowaniach konstytucji kwietniowej z 1935 r. Sanacja wprowadzając rządy „silnej ręki” prześladowała przeciwników politycznych, ograniczyła również działalność opozycyjnych partii, występujących przeciw niej. Swoją politykę zagraniczną opierała na zbliżeniu z Niemcami, a następnie – w przededniu wojny – na sojuszach z mocarstwami zachodnimi – Francją i Anglią – przy równoczesnej wrogości do Związku Radzieckiego. Wybuch II wojny światowej w 1939 r. i klęska wrześniowa doprowadziły do upadku rządów sanacyjnych. Wielu polityków sanacyjnych działało jeszcze w rządzie emigracyjnym w Londynie.
    Wyraz sanacja pochodzi od łacińskiego wyrazu sanatio (wymawiaj: sanacjo) =uzdrowienie.”

    Biorąc pod uwagę hasła propagandowe pod jakimi na początku lat 90-tych rozpoczęto tzw. „transformację ustrojową” niewiele tu trzeba dodać. Należało by tylko zapytać autorów tego tekstu na czym polegało „zbliżenie z Niemcami” oraz kto i jak przyczynił się do „klęski wrześniowej”. Należy też zwrócić uwagę, ze SANACJA de facto rozpoczęła się w 1934 roku kiedy wyeliminowano z życia publicznego najgroźniejszych wywrotowców i sługusów obcych interesów i wysłano ich na „odwykówkę” w Berezie Kartuskiej.

    Czy dzisiaj nie jest nam potrzebne UZDROWIENIE ŻYCIA POLITYCZNEGO w Kraju a także w środowiskach polonijnych? Czy dzisiaj nie jest nam potrzebna eliminacja z życia publicznego zdrajców, oszustów politycznych, złodziei i przeniewierców? Czy dzisiaj nie jest nam potrzebne ograniczenie „partiokracji” i wyizolowanie mafii bolszewickiej? Czy nie warto skorzystać z gotowych, sprawdzonych wzorów wypracowanych przez naszych Ojców. Tu zwrócę uwagę na kilka zasadniczych dziedzin godnych naśladowania:
    – rola Rządu w planowaniu rozwoju gospodarczego,
    – rola Banku Polskiego w inwestowaniu w rozwój przemysłu i badań naukowych,
    – prosty system podatkowy,
    – ograniczenia płac dla urzędników państwowych wszystkich szczebli,
    – urzędowa walka z lichwą,
    – zakaz działania masonerii i wolnomularstwa.
    Jeśli kogoś interesują szczegóły dotyczące polskiego PANSTWA PRAWA z lat 1935 – 39 to odsyłam do archiwum prawnego sejmu http://isip.sejm.gov.pl/prawo. Znajdzie tam wszystkie akta prawne obowiązujące w Polsce od 1918 r. Tu zwrócę tylko uwagę, że wiele z tych przepisów obowiązywało jeszcze w PRL-u a niektóre jaszcze w okresie tzw. transformacji ustrojowej.
    Na przykład: Kodeks Handlowy z 1934 r. Zmiany do tego kodeksu wprowadzano w latach 1946, 1950, 1964, 1969, 1988, 1990. Pomińmy tu już lata „pierestrojki”. A jakie zmiany wprowadzano? Przede wszystkim takie, które ułatwiały przywłaszczanie i rozkradanie majątku narodowego. Natomiast nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że prawodawstwo tworzone po 1990 roku jest co najmniej „niedoskonałe”. To taki eufemizm stosowany przez krętaczy i medialnych manipulatorów. I dlatego Polska jest państwem legalnego bezprawia. A czy warto by było skorzystać z przepisów prawa II-ej RP. Weźmy dwa przykłady z Konstytucji kwietniowej:
    – Art.51 Zaciągnięcie pożyczki państwowej, zbycie lub obciążenie nieruchomego majątku państwowego, oszacowanego na kwotę ponad 100 000 złotych, nałożenie podatków lub opłat publicznych, ustanowienie ceł lub monopoli, ustalenie systemu monetarnego, jak również przyjęcie gwarancji finansowej przez Skarb Państwa – może nastąpić tylko na mocy aktu ustawodawczego.;
    – W Art.99 (zachowanym z konstytucji marcowej) czytamy: Ziemia, jako jeden z najważniejszych czynników bytu Narodu i Państwa, nie może być przedmiotem nieograniczonego obrotu. Ustawy określą przysługujące Państwu prawo przymusowego wykupu ziemi, oraz regulowania obrotu ziemią, przy uwzględnieniu zasady, że ustrój rolny Rzeczypospolitej Polskiej ma się opierać na gospodarstwach rolnych, zdolnych do prawidłowej wytwórczości i stanowiących osobistą własność.
    Czy potrzebne są większe gwarancje konstytucyjne polskiej racji stanu? Potrzebni są tylko ludzie godni zaufania, dla których Polska to Ojczyzna a nie tylko miejsce na mapie!

    No i tu są problemy! W związku z tzw. kryzysem ekonomicznym i grożącą Polsce zapaścią społeczno – gospodarczą pojawiają się inicjatywy nowych ugrupowań politycznych ale ich horyzont myślowy ogranicza się tylko do najbliższych wyborów i wymiany garnituru marionetek na najwyższych stanowiskach władzy państwowej bez eliminacji wpływów podziemnej „grupy trzymającej władzę”. A jaka będzie ta Polska po wyborach? Oczywiście, wszyscy twierdzą, że będzie demokratyczna, sprawiedliwa i solidarna tylko nie chcą powiedzieć jak się pozbyć jej obecnego libertyńskiego i bolszewickiego charakteru! I rzecz charakterystyczna – wszyscy cierpią na głęboką awersję do tzw. Polski Sanacyjnej! A warto tu przypomnieć, że Polska Sanacyjna potrzebowała 15-tu (!!!) lat aby uporządkować swoje przepisy prawne i wstąpić na drogę dynamicznego rozwoju. Ile potrzeba lat aby uporządkować obecne „legalne bezprawie”. I kto to zrobi? Ci „eksperci” wątpliwej jakości kręcący przy parlamencie i ministerstwach? Potrzebni są więc nowi, młodzi „eksperci” znawcy starego „sanacyjnego” prawodawstwa. Kandydatów na takich ekspertów nie brakuje. To kilkadziesiąt tysięcy młodych prawników i ekonomistów bez pracy w zawodzie bo korporacje starych, bolszewickich prawników i ekonomistów są szczelnie zamknięte. Jeśli jakiś ruch społeczny stworzy warunki do „przekwalifikowania się” młodych ekspertów to wtedy będzie szansa na NOWĄ SANACJĘ RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ!!!!

    Jerzy Tatol
    Marzec 2009 r.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: