Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Katastrofa, której nie było, cz. III – Raport MAK; -sekundy, których nie ma.

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2011-01-25

Krzysztof Cierpisz: MAK przyznał, że katastrofy smoleńskiej TU-154M 101 nie było


Oszustwo Katastrofy Smoleńskiej10 kwietnia 2010
Dowody oszukańczej inscenizacji – ręcznego ułożenia -podrzuconych fragmentów wraku samolotu TU-154M. Uwagi pośrednie.
(ciąg dalszy; „Samolot bliźniak” oraz „Katastrofa, której nie było”)

Cześć Trzecia- Raport MAK; -sekundy, których nie ma.

 
(kontynuacja; Oszustwo Katastrofy Smoleńskiej 100821) http://zamach.eu/100821%20Oszustwo%20katastrofy20smolenskiej/Oszustwo.htm  
R.0.0
 
 
 
Uczynił to raportem opublikowanym dniu 10 stycznia 2010 roku w Moskwie.
 
W dokumencie tym, nie ma zapisu w CVR i FDR z okresu; od uderzenia skrzydłem w brzozę, do momentu rozbicia się po drugiej strony drogi asfaltowej – tzn. odbycia lotu na dalsze 300-400m.
A to właśnie jest katastrofą, a nie dialogi pilotów.
 
W raporcie, zapis czarnych skrzynek kończy się właśnie w chwili uderzenia w brzozę, a to dopiero początek katastrofy, a nie jej koniec. A przecież, po tym momencie, Tupolew leci jeszcze 3-6 sekund, skrzynki pozostają nieruszone i muszą pracować normalnie, ale zapisu tej pracy nie ma.
 
Brak zapisu przebiegu katastrofy, oznacza brak dowodów na to, że ona miała miejsce.
-Skorupy poszarpanego wraku samolotu nie są dowodem katastrofy.
-Plac ich zalegania, nie jest automatycznym miejscem wypadku.
 
Podobnie, znalezienie ciał zabitych w Smoleńsku ( lub prosektorium w Moskwie) nie oznacza,
tego, że osoby te utraciły życie w Rosji.
 
Brak zapisu wynika z prostego faktu: sfałszowanie zapisu FDR, przy tej dokumentacji fotograficznej rzekomego miejsca katastrofy– jaką niefrasobliwie wypuszczono w świat – nie jest możliwe dla nikogo. Tu nawet geniusz kłamstwa oszustów Apokalipsy nie pomoże.
Najsprytniejszym chwytem jest udawać, że początek katastrofy jest jej końcem, bo to zalewie parę słabo uchwytnych sekund, które się zręcznie pomija.
 
MAK opublikował wersją multimedialną raportu, zwaną animacją. Animacja ta swoim hałasem i scenariuszem grozy, odwróciła uwagę od tego bardzo prostego faktu; barku w/w zapisu przebiegu technicznego katastrofy, która doprowadziła do ostatecznego uszkodzenia samolotu i śmierci 96 osób. Sztuką było umieć ten brak przemilczeć lub zagadać innymi problemami.
 
Natychmiast po animizacji, pani Anodina podała, że gen. Błasik był pijany. Wersje tę – powód katastrofy – natychmiast rozgłoszono w całym świecie.
Skuteczność propagandowa tej akcji musi dawać dużo do myślenia Polakom, którzy potrafią rozważać o Polsce w szerszej perspektywie.
 
Na tym jednak nie koniec. Aby utrzymać odwrócenie uwagi od tych paru sekund lotu, którego nie było, zwołano chybcikiem kontr-konferencję Millera. W retoryce obrony dobrego imienia Polski w świecie, narobiono nowej porcji zamieszania. A nawet obiecano, że polski raport będzie tym bardziej niekorzystny dla Polski niż wersja rosyjska. O stanie umysłów referentów tamtego gremium świadczy fakt, że oficer lotnictwa podawał kurs Tupolewa w metrach, kiedy – dotąd – kurs był podawany w stopniach.
 
Parę dni po Millerze, do akcji podkręcania emocji ruszył parlament. O problemie oszustwa z zapisem w skrzynkach, ani słowa. Skończyło się na damskich utarczkach, bo mężczyźni z powodu braku testosteronu w organizmie siedzieli cicho. A tu, – co gorsza – nie pyskować, a łby urywać trzeba.
„…Żniwa wielkie, a robotników mało.”
 
Polacy muszą zrozumieć filozofię zaplecza zamachu. Dojrzenie tego zaplecza (beneficjentów) i zrozumienie jego celów decyduje o możliwości, wyobrażenia sobie tej gry 10 kwietnia. Gdzie cały ten zamach, to jedynie drobny fragment procesu, który w Polskiej historii najnowszej należy liczyć od  co najmniej  1 września 1939 ( 17 -09).
Strona polska i Rosja to jedynie pionki w grze.  Przy czym jest zupełnie odwrotnie, niż się myśli. To Warszawa wydaje zlecenia Moskwie, a nie odwrotnie. Wynika to z prostego faktu; zamach został wymierzony w Polskę, i doraźne sterowanie przebiegiem tego zamachu najlepiej powierzyć politykom w Warszawie, słabsi i głupsi niż koledzy rosyjscy. Zyski tego przedsięwzięcia muszą wpaść we właściwe ręce, więc ani polskie ani rosyjskie. A o to zadba najlepiej szumowina polskojęzyczna. Rosja, której pozwolono by czynić zbyt dużo, mogłaby popaść w jakąś pokusę i posunąć się zbyt daleko. Byłby z nią kłopot , wciąż nie jest ona dostatecznie pijana.
To, dlatego wszystko zostało zrobione w Warszawie, co następnie podrzucono do Smoleńska i Moskwy. Rolą Moskwy było wystawić kwity i tak się właśnie stało.
 
Raport MAK, został napisany i opublikowany wg. tego jak to zleceniodawcy w Warszawie zadecydowali. Emocje tego raportu odwracają uwagę od kłopotliwego faktu braków dowodów katastrofy w Smoleńsku. Brak ten obnaża słabość oszustwa smoleńskiego. Co za tym idzie, hipoteza mówiąca, że delegacja katyńska została porwana i zamordowana w Polsce nie ma alternatywy.
A to sytuacja najgorsza z możliwych. To dlatego w histerii medialnej biorą udział wszyscy gracze medialni bez wyjątku. To są te „ wszystkie ręce na pokład”.
 
Wszystko jednak się ułoży. Rzekoma agresywność i fałsz raportu, podlegnie słusznemu odporowi zdeterminowanych polityków w Warszawie. Będzie więc tak, że Rosja wycofa się z wielu tez tego raportu, weźmie na siebie część winy, co doprowadzi do ugody między rzekomo skłóconymi politykami. Ugoda ta zaś uniemożliwi dochodzenie do prawdy. No bo po co drażnić niedźwiedzia?
 
Histeria – celowo zaplanowana – wywołuje emocje, które uniemożliwiają logiczne ułożenie klocków. Napięcia te sprawiają przekonanie sugerujące, że rzekomo strona rosyjska jest agresorem, a strona polska ofiarą i nic więcej. Katastrofa jak każda inna.
Podczas kiedy obraz jest dużo szerszy: Niedźwiedź – szabelka, to owszem, ale Oszuści Liczb najpierwsi.
 
Kiedy Ten Naród w końcu się obudzi.
 
Christus Rex
(-) Krzysztof Cierpisz
20110125
+++
 http://zamach.eu/

Reklamy

Komentarzy 50 to “Katastrofa, której nie było, cz. III – Raport MAK; -sekundy, których nie ma.”

  1. Analityk said

    Brawo Panie Krzysztofie,
    pan Macierewicz powinien trąbić o tych 300-400 metrach i tych 3-6 sekundach no stop. O tym musi słyszeć cała Polska a stacje RM doskonale sie do tego nadają. Z tego powodu RM jest tak znienawidzone przez wrogów Narodu Polskiego, gdyz głosi cały czas prawdę o sytuacji polityczno-ekonomicznej zwłaszcza w Polsce.
    Bezmyślnym lemingom powoli zaczynaja sie otwierać oczy, a ci co tkwią uparcie w „katastrofie” to są krańcowi zaprzańcy i Zdrajcy gotowi podpalić Polskę by nie dać odepchnąć się od koryta.
    Ci szubrawcy, którzy ten zamach zorganizowali powinni zrozumieć, że my Polacy im tego nie darujemy.

  2. Obawiam sie ze p. macierewicz jest „szpec-jalista” od wyjasniania i tlumaczenia wszystkiego tego, co nie da sie wyjasnic i nie da sie wytlumaczyc, ale zawsze „kontynuuje” swoje „wyjasniania” do tego stopnia zeby niczego nie wyjasnic…
    =======================
    jasiek z toronto

  3. W.P said

    Kolejne bzdury powtarzane przez tych od siedmiu boleści i specjalistów i samozwańczych „ekspertów” to, że 80m, 100 m za nisko, czy winie pilotów bo za późno, etc….. A prawda jest taka(potwierdził ją słowacki pilot słownie i czynem, dotykając podwoziem pasa i odchodząc w górę, jest film o tym!!!): samolot Tu-154M, zgodnie z danymi producenta, jest certyfikowany do minimalnych warunków pogodowych w kategorii II ICAO. Co to oznacza? To, że wysokością decyzji dla tego modelu tupolewa jest 100 stóp, czyli 30 metrów. Zgodnie z takimi danymi właśnie z takiej wysokości maszyna jest w stanie bezpiecznie przerwać procedurę lądowania i odejść na drugi krąg. Ci „fachowcy” i samozwańczy „eksperci” niech najpierw sprawdzą a potem kłapią jęzorami na temat błędów pilotów!

  4. W.P said

    CZY MON ZBIERAŁ HAKI NA RODZINY OFIAR KATASTROFY? – Resort obrony szukał kompromitujących faktów z życia rodzin lotników – ofiar katastrofy samolotu CASA. Mowa o działaniach, które według „Rzeczpospolitej” były podejmowane przez MON wobec rodzin lotników, ofiar wypadku CASY, w tym córki gen. Andrzejewskiego, dowódcy 1. Brygady Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie. Według gazety, miało to zmusić ich do milczenia. Nie tylko zbierano kompromitujące ich materiały, ale także zastanawiano się nad ich przekazaniem do tabloidów. Świadkowie twierdzą, iż dokonywano prób zdyskredytowania wizerunku tych rodzin, które krytykowały MON i Siły Powietrzne. Jednym z dowodów na to jest e-mail pochodzący z resortu obrony. Gazeta przypomina, iż w niedzielę minęła trzecia rocznica katastrofy w Mirosławcu. Zginęło w niej 20 wojskowych, czteroosobowa załoga i 16 oficerów. Maszyną lecieli uczestnicy konferencji Bezpieczeństwa Lotów Lotnictwa Sił Zbrojnych RP.

  5. -=irYss=- said

    MAK przygotował dla nas bardzo udany wykres obrazujący 3 fazy:
    1. samolot bardzo długo robi …”Uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu”…
    2. pod koniec pilot mówi …”AAAaaa”…
    3. na koniec samolot robi …”bUUUm”…
    Człowiek myślący robi tak: 😉
    Do czego zmierzam?
    Dosłownie dzień wcześniej, w TV był znakomity show (bodajże) kabaretu moralnego niepokoju, skecz o facecie który chciał zapalić papierosa na dachu. Ale jak to w życiu bywa wszyscy których spotkał na dachu, słyszał z dołu itd. Wmawiali mu, że niby to chce popełnić samobójstwo. Wartka akcja itp. itd. Co istotne, na koniec zaprezentowano tam wykres przedstawiający przewidywany tor skaczącego z dachu. Był identyczny jak ten z MAK. Tyle, że krótszy. Aktorzy zebrali gromkie brawa.
    Wnioski:
    1. czas trwania prezentacji nie przekłada się na jakość (nomen omen merytoryczną)
    2. jeden z dwóch opisanych wykresów nie nadaje się do niczego
    Jeszcze tylko dodam, iż mniemam, że dalej już (WSZYSCY!) poradzicie sobie z wyciąganiem wniosków i rozwiązaniem tej zagadki.

  6. tomahawk said

    @W.P o 9:07
    To co Pan opisuje czynem slowackiego pilota, to jest „touch and go”, w sumie bardzo latwy i rownoczesnie jeden z najtrudniejszych manewrow pilota z pasazerami na pokladzie. Kiedy jest zachowana co do kilometra szybkosc ladowania,w momencie dotkniecia kolami pasa ladujacego, nastepuje dodanie pelnej mocy i poderwanie samolotu samolotu go gory. Przezylem to tamtego roku lecac do Puerto Vallarta podczas bardzo silnego sztormu deszczowego(ichni sezon deszczow). A jako ze nie wylaczono glosnikow na czas, to kiedy samolot doslownie dotknal pasa, padla trzykrotna komenda z wiezy „go and up”, pozniej powtorzona przez pilota ale w momencie niesamowicie ostrego wznoszenia. Ladowalismy w Mazatlan i potem z powrotem do Porto Vallarta i na koncu dlugie oklaski na stojaco dla pilota doslownie wyciagnietego z kabiny. Wracajac do Smolenska, to pilot TU-154, IMHO, nie potrzebowal „touch and go” zupelnie, bo juz byl skazanym na zaglade. Moim zdaniem, o ile nie nastapil rosyjski „meaconing” urzadzen samolotu, to zostal on mechanicznie „doktoryzowanym” przed samym odlotem z Polski.
    Tak, TU-154 M byl/jest wzglednie latwym samolotem do pilotazu i nie potrzebuje super pogody. Chociazby tylko z tego wzgledu byl tak masowo uzywanym. Dobrze robi tez manewr „touch and go”, pozostawiajac jednak za soba czarna chmure spalin(zreszta podobnie jak i Tri-Star czy Boeing 727).

    I jescze jedna sprawa dosyc zasadnicza; tak dlugo jak nie dostaniemy czarnych skrzynek, tak dlugo beda rozne spekulacje, pijani generalowie, czy tez „niewyszkoleni” piloci.

    howgh

  7. Z freeyourmind said

    @FYM — pozorny wybór, czyli ‚uchod’ z zaciskającego się imadła

    Nie jest sztuką popełnić morderstwo. Prawdziwa sztuka to popełnić całkowicie naturalną śmierć.

    Rozszerzając tę pełną podniety do działania maksymę braci Słowian (dodam: maksymę zachęcającą do działania skutecznego, a nie jakiegoś tam „osadzonego w wartościach” czy innym zapadnom gawnie), można by powiedzieć, że nie jest sztuką przedstawić OBIEKTOWI ZAINTERESOWANIA jedyną wersję wypadków, czy jedyną drogę decydowania. Sztuką jest pokazać mu alternatyw tyle, i tylko tyle, że OBIEKT sam wybierze przeznaczony dla niego los.

    Lub uwierzy, po długiej i starannej analizie, w którą był włożył całe swe serce, i wszystkie umiejętności, dokładnie w przeznaczoną dla niego do uwierzenia wersję wypadków, i tylko w taką.

    ***

    OBIEKT specsłużb – to my. Ty, i ja.

    To my mamy analizować po to, aby w końcu uwierzyć w podsuniętą wersję. To my mamy pracować po to, aby się przywiązać do „własnej analizy” tak bardzo, że zaczniemy jej w końcu bronić, ją reprezentować w rodzienie, w towarzystwie, a wreszcie zaczniemy głosić ją wśród społeczeństwa, które „nie ma takiej wiedzy aeronautycznej/inżynierskiej/matematycznej/what-the fuck-ever”.

    Spojrzyjmy raz więc na odmianę raz tam, gdzie nikt dotąd nikt nie patrzył. Proszę zrobić sobie kawę, i zapiąć pasy. Będzie jazda.

    Zacznę od ruskiej dieriewni pod nazwą Sieszcza.

    Sieszcza przypomina centralę wywiadu; prócz tego, że jest tam pas o niezwykłej długości bo 2850m do 3km, szerokości 80m, w sam raz wystarczającej na równoległe starty myśliwców (stamtąd może startować 20 maszyn NA MINUTĘ) oraz do lądowania transportowców o masie 500ton (tak, PIĘĆSET, to nie jest błąd).

    Pas ten nadawałby się idealnie do porzuconego programu kosmicznego wahadłowca „Burzan”, ale akurat ten pas nie figuruje w wykazie lotnisk rezerwowych dla wahadłowca. Siewiernyj, owszem, był przewidziany do lądowania promów. Jest tam też miasteczko z 5 tysiącami mieszkańców. Poza tym nie widać w okolicy Sieszczy nic, dosłownie nic.

    Sieszcza leży przy linii kolejowej Smoleńsk-Briańsk; tej samej co Szatałowo. Perzwóz dowolnego ładunku między np. Smoleńskiem, Szatałowem i Sieszczą nie wzbudziłby niczyjego zainteresowania, zwłaszcza że sprzęt wywożony z rozformowanego garnizonu Szatałowo wywożono zapewne w pierwszej linii do Sieszczy. A w Smoleńsku bocznica kolejowa dochodzi do samego lotniska Siewiernyj, więc i tam można by słonia przewieźć bez wzbudzania jakichkolwiek szczególnych podejrzeń. A co dopiero fotele i sterówkę (kockpit) z samolotu, które to elementy mają być składowane w hangarach tuż obok Siewernego.

    Zasada imadła. Zaciskające się szczęki.

    Dokręcane, minuta po minucie, coraz mocniej. Mamy ranek dnia 10 kwietnia 2010 roku. Lotnisko docelowe nie przyjmuje, bo pogoda nie taka, jaka ma być. Wprawdzie na jednym końcu lotniska tylko, ale „nie taka”. Inne lotniska w pobliżu są nieczynne, albo też z jakichś powodów im odmawiają przyjęcia, nieprzygotowane. Cały plan lotu to jeden wielki zbuk. Pytają w systemie – nie ma go nawet w systemie. Nie ma planu, nie ma alternatyw. Wszystko się sypie. I nagle – wolna droga na pas tuż obok, gdzie i zostaną profesjonalnie sprowadzeni i najmilej po rosyjsku przyjęci w objęcia, przez wyszkolony w takich przyjęciach — komitet powitalny.

    Przez komitet powitalny, który jest przygotowany na „odbicie samolotu prezydenckiego z rąk terrorystów” — na przykład. Spec od proszków i usypiania nimi w ułamek sekundy, szybciej niż palec zamyka się na spuście automatu (Dubrowka się kłania) mógł był zostać użyty nieświadomie do przejęcia „opanowanego przez terrorystów” samolotu, oraz kompletnej załogi, oraz pasażerów. Użyty nieświadomie, podobnie jak ci stareńcy kontrolerzy na Korsarzu, którzy to dziadkowie byli absolutnie wszystkim, co ich tego dnia spotkało, zaskoczeni. A TEGO DNIA BYL OGLOSZONY ALARM ANTYTERRORYSTYCZNY, PRAWDA? Z samego rana, o świcie (podobnie jak 11 wrzesnia 2001 w Nowym Jorku i 7 lipca 2005 w Londynie – przyp. moj).

    Skoro był alarm, to była i ekipa przygotowana. A jak była ekipa, to dlaczego by i jej nie użyć? Profesjonaliści pracują wtedy dobrze, jak mają motywację, a jaka może być dla Rosjanina lepsza motywacja, niż „teraz pokażemy tym Czeczeńcom, co potrafimy”. No i pokazali. Tyle, że nie żadnym Czeczeńcom.

    Przenieśmy się teraz na „Korsarz”, czyli do bazy smoleńskiej.

    Tam od świtu, w tej nieszczęsnej barakopodobne smoleńskiej „wieży” z buczącym piecykiem, przebywało osobliwe towarzystwo. Wszystkim tam obecnym brakowało aktualnych badań potwierdzających nie tylko trzeźwość, jak u operatora wózka widłowego, ale i (proszę potwierdzić moje słowa) brakowało badań ich REFLEKSÓW, badań ich zdolności do TRÓJWYMIAROWEJ ORIENTACJI, etc, czyli generalnie badań zdolności do pełnienia służby nie na jakieś popelinowej budowie przy mieszalniku betonu, ale do prowadzenia kontroli lotów w międzynarodowym – tutaj oczywiście wojskowym – LOTNICTWIE.

    Gdyby chcieć organizować lądowanie w tym pustym Szatałowie, to w moim przekonaniu kontrola lotów nad obszarem Szatałowa siedziałaby z radarem właśnie w Sieszczy. Sami młodzi, rzutcy, i pewni jak tow. Feliks. A w Smoleńsku byliby jacyś przypadkowi dziadkowie na wymarciu ściągnięci tam w połowie nocy z Tweru, niewyspani, o refleksie żółwia po potrójnym valium, i dwóch głębszych walniętych na ex już na dworcu smoleńskim, ale bez badań lekarskich wymaganych od kontrolera przestrzeni powietrznej RF.

    Ehm.

    Zaraz, zaraz… w Smoleńsku siedzieli dziadkowie tuż przed emeryturą, półprzytomni, wkuwrieni jak 100 jeży, wyrwani nocnym rozkazem ze snu, i przewiezieni ciupasem na Siewiernyj, aby tam „sprowadzać jakichś Polaków, którzy cholera wie dlaczego akurat tutaj się pchają”. No, i nikt ich nie badał zanim przystąpili do wykonywania zadań służbowych na powierzonym im odcinku dezinformacji.

    A pół świata, MAK, i cała polska blogosfera analizuje „co się stało na Siewiernym, no, na tym podejściu do lądowania tam”. Tam?

  8. z sieci said

    Skurczybyki blokuja wejscie – nie da sie wejsc z WP na podany tu przez p. Cierpisza adres:

    (http://zamach.eu/100821%20Oszustwo%20katastrofy20smolenskiej/Oszustwo.htm)

    Nalezy wiec wejsc osobno na witryne

    http://zamach.eu

    i stamtad dopiero ( w kolumnie tytulow po lewej stronie) na ten bardzo ciekawy link docelowy, zreszta znakomicie udokumentowany.

  9. Poniewaz nie jestem lotnikiem, wiec wierze w naszych lotnikow. A nie wierze rzadowcom Tusku. Nie rozumiem jak to mozliwe ze po wypadku Tusku godzi sie na prowadzenie czynnosci sledczych przez rosjan, a nie brygad dwu osobowych rosjanin i polak. Jak to mozliwe ze rosjanie sami otwieraja czarne skrzynki, a nie wspolnie z polakami otwieraja przesluchuja czarne skrzynki i robia ich kopie ktore sie przekazuje do emisji dla polskiego i rosyjskiego spoleczenstwa do przesluchania w tv. Dlaczego nikt nie odpowiada, dlaczego 30 sek. przed rozbiciem sie tupolewa wlaczyl sie alarm. Tak samo jak i nikt nie wyjasnia o wiezy, godz. wczesniej wyladowal samolot z dziennikarzami i ochroniarzami BOR bez problemu. Wieza umiala go spokojnie sprowadzic na pas startowy, natomiast nie umieli sprowadzic tupolewa. Przerazajace dla mnie jest ze rozbil sie 1000metrow przed pasem startowym i 200 metrow w bok od pasa. Samolot byl dwa tygodnie przed tym lotem serwisowany przez rosjan. Wiec co oni mu zdalnie sterowanego zainstalowali ze sami prowadzili prace nad wrakiem, aby to wymontowac wraz ze sterownikami, i cala wine zwalic na pilotow. Gdyby tego nie zrobili to we wlasnym celu by zaproponowali polakom wspolne badania wraku, a tak robiac z polakow glupkow, sami prowadzili badania. Jak to mozliwe ze polacy szykujacy sie do tego lotu nie zawiezli i nie zamontowali na lotnisku komputerowego nawigatora. Putin przylatujac do Smolenska aby obejrzec wrak, zostal sprowadzony przez wczesniej przywieziony i zainstalowany nawigator komputerowy. Marek Kopala autor http://www.polacypobudka.pl

  10. ryszard said

    Oto przykład zupełnego zezwierzęcenia.Taką mamy młodzież w dzisiejszych czasach,kształtującą swoją osobowość pod wpływem po,michnikowszczyzny,lisów.kuców wszelkiej maści…..Dzisiejszy „HIT” you tube.!!

  11. -=irYss=- said

    @Z freeyourmind

    no! nic dodać, nic ująć.

  12. W.P said

    [Cyt: POCZATEK KATASTROFY JEST JEJ KONCEM!!! „Mak uczynił to raportem opublikowanym dniu 10 stycznia 2010 roku w Moskwie. W dokumencie tym, nie ma zapisu w CVR i FDR z okresu; od uderzenia skrzydłem w brzozę, do momentu rozbicia się po drugiej strony drogi asfaltowej – tzn. odbycia lotu na dalsze 300-400m. A to właśnie jest katastrofą, a nie dialogi pilotów. W raporcie, zapis czarnych skrzynek kończy się właśnie w chwili uderzenia w brzozę, a to dopiero początek katastrofy, a nie jej koniec. A przecież, po tym momencie, Tupolew leci jeszcze 3-6 sekund, skrzynki pozostają nieruszone i muszą pracować normalnie, ale zapisu tej pracy nie ma. Brak zapisu przebiegu katastrofy, oznacza brak dowodów na to, że ona miała miejsce.”] – Fakt, nigdy nie dyskutowano co się działo po uderzeniu skrzydłem w brzozę(!!!). Przecież tylko rzekomo skrzydło (ok.2 m końcówki) się oderwało, samolot nie był jeszcze zdezintegrowany, wiec zapis na czarnych skrzynkach powinien się zakończyć w momencie uderzenia w ziemie lub wybuchu bomby izowolumerycznej (termobarycznej). Tymczasem zapis urywa się po uderzeniu w brzozę, a wszyscy są uśpieni, jakby to miało być normalne. Kpt. Protasiuk zaniemówił, jak i cała reszta załogi, a taśmy w skrzynkach (wszystkich; polskiej też?) się automatycznie zatrzymały. I nikt nigdy nie zwrócił na to uwagi???, badający, eksperci, prokuratorzy? niemożliwe!!!.Najlepszy dowód, że największe umysły podlegają manipulacji. Pomyśleć, jak oba obozy polityczne się obrzucają na wzajem epitetami oszołomów i przygłupów.

  13. z sieci said

    To właśnie uparcie twierdził śp. dr Eugeniusz Wróbel z Politechniki Śląskiej:
    „na lotnisku w Smoleńsku nie leżą szczątki wraku samolotu, którym leciała polska delegacja? Tam leży zupełnie inny wrak”

  14. z sieci said

    errata:
    „na lotnisku w Smoleńsku nie leżą szczątki wraku samolotu, którym leciała polska delegacja. Tam leży zupełnie inny wrak”

  15. W.P said

    CENY OFIARY SMOLEŃSKIEJ – Widzę wyraźną analogię pomiędzy kłamstwem katyńskim a kłamstwem smoleńskim. Przez kilkadziesiąt lat mówiono nieprawdziwe rzeczy na temat Katynia. Teraz jest podobnie. Byłem przesłuchiwany przez polskich śledczych na zlecenie rosyjskiej prokuratury. Pytano mnie m.in., na ile wyceniam śmierć mojego brata Stefana Melaka, który zginął w smoleńskiej katastrofie, i po co brat jechał do Katynia. Dziś, po upływie czasu, na te pytania patrzę z zupełnie innej perspektywy. Już w pierwszych dniach po katastrofie mogłem zaobserwować, jak dezinformuje się społeczeństwo, jaki wpływ ma w naszym kraju rosyjska propaganda. To przecież zaraz po katastrofie usłyszeliśmy, że wypadek wydarzył się z winy polskich pilotów, a chwilę później pojawiły się informacje o rzekomych naciskach prezydenta Lecha Kaczyńskiego na lądowanie w Smoleńsku. Bez żadnych dowodów i skrupułów znieważano pamięć poległych w katastrofie oficerów, zanim ich ciała spoczęły w grobach. Jednocześnie wprowadzano ferment wśród rodzin, by je skłócić i poróżnić.
    Aktywność Pawła Deresza
    Wdowiec po posłance SLD Jolancie Szymanek-Deresz od początku smoleńskiego śledztwa wykazuje zaangażowanie po stronie racji rządowej, przyjmując bez protestu wszystkie decyzje zarówno rządu, jak i prokuratury. Słuchając go, jest mi niezmiernie przykro, bo myślałem, że w obliczu śmierci zacierają się wszelkie podziały i różnice światopoglądowe. Czas pokazał, jak bardzo się myliłem! Kilka dni temu w II Programie TVP w audycji „Punkt widzenia” pan Deresz powiedział, że w Katyniu Prezydent RP prof. Lech Kaczyński zamierzał zainaugurować swoją kampanię prezydencką. Pan Deresz powiedział, że ma na to dokumenty i dowody. W takim razie ja teraz mówię: „sprawdzam” i proszę, by te dowody wyłożył na stół. Proszę, by udowodnił, że prezydent chciał zacząć swoją kampanię na grobach zamordowanych przez NKWD oficerów. Niech dowiedzie, że mieli mu w tym pomóc zaproszeni goście, w tym mój brat. Wystąpienie pana Deresza przypomniało mi moje przesłuchanie w prokuraturze. I to pytanie: po co Stefan Melak jechał do Katynia? Może chciano usłyszeć, że nie chodziło o 70. rocznicę katyńskiego ludobójstwa, ale o kampanię wyborczą? W głowie mi się nie mieści taki sposób rozumowania. Zdaję sobie sprawę, że drogi życia mojego brata i pana Deresza diametralnie się od siebie różniły, ale nie sądziłem, że będę zmuszony o tym napisać. A zmusił mnie do tego sam Paweł Deresz swoimi publicznymi wystąpieniami. Gdy Stefan był zatrzymywany, inwigilowany, gdy siedział w więzieniu, gdy walczył o pamięć narodową i o pomnik Ofiar Katynia, pan Deresz robił w tym czasie coś zupełnie innego. Z internetu dowiedziałem się, że Paweł Deresz został zarejestrowany jako kontakt operacyjny Służby Bezpieczeństwa. W PRL był korespondentem polskiej prasy w Czechosłowacji, sprawował również istotne funkcje w aparacie PZPR. Zgodnie z linią partyjną komentował inwazję na Czechosłowację w 1968 r., a jako dziennikarz „Kuriera Polskiego” chciał wejść do Wydziału Propagandy Prasy i Wydawnictw KC PZPR. Po 1989 r. był w gronie stałych współpracowników miesięcznika „Przegląd Międzynarodowy” założonego przez Wojskowe Służby Informacyjne. W inicjatywę tę zaangażowani byli m.in. szkoleni w ZSRR szefowie WSI – gen. Konstanty Malejczyk i gen. Marek Dukaczewski. Według Raportu z weryfikacji WSI, miesięcznik był przykładem aktywnej roli służb w sferze mediów. Słuchając wystąpień pana Deresza, zastanawiam się, czy jego przeszłość jest rzeczywistą przeszłością, czy też rzutuje na jego aktualne posunięcia. Nie mnie oceniać życie Pawła Deresza, ale do moich ostatnich dni będę walczył o dobre imię i pamięć mojego brata. Nie ma takiej ceny, która wynagrodziłaby jego śmierć, i wiem, że do Katynia jechał po to, by oddać hołd polskim żołnierzom zamordowanym przez sowieckie bestie.
    Upokorzeni przez Rosjan i polski rząd
    Słuchając konferencji gen. Tatiany Anodiny, szefowej MAK, na temat przyczyn katastrofy rządowego samolotu Tu-154 na lotnisku w Smoleńsku, poczułem się tak, jakby ktoś wymierzył mi upokarzający policzek. Niestety, potwierdził się przewidywany przeze mnie scenariusz. Rosjanie zmusili Polaków do przyjęcia konwencji chicagowskiej, co spowodowało, że uznano status lotu prywatnego, który przecież był samolotem wojskowym, samolotem rządowym. Postępowanie rządu Rzeczypospolitej doprowadziło do tego, że całkowita odpowiedzialność za katastrofę smoleńską spadła na polskich pilotów i polskie służby. Rosjanie są całkowicie oczyszczeni i to możemy zawdzięczać wyłącznie premierowi i jego ministrom, a także prezydentowi, który też decydował, by wyjaśnienie sprawy katastrofy znalazło się w rękach rosyjskich. MAK stwierdził, iż badał wyłącznie przyczyny techniczne katastrofy. Ale jak to się ma do uwag, że na załogę samolotu wywierały wpływ inne osoby, np. szef sił powietrznych gen. Andrzej Błasik? To jest wyraźna niekonsekwencja. Co wspólnego ma badanie przyczyn technicznych z rzekomym napięciem emocjonalnym pilotów? Widzę wyraźną analogię pomiędzy kłamstwem katyńskim a kłamstwem smoleńskim. Przez kilkadziesiąt lat mówiono nieprawdziwe rzeczy na temat Katynia. Teraz jest podobnie. Postępowanie polskiego rządu w sprawie wyjaśnienia przyczyn katastrofy samolotu pod Smoleńskiem to chyba największa hańba w dziejach Polski. Zgodziliśmy się na dyktat Rosjan, który był typowo putinowski. Dziwi mnie postawa polskiej prokuratury, która zachowuje się tak, jakby bała się Rosjan i polskiego rządu. W czasie gdy ogłaszano raport MAK, polscy śledczy oddalili wniosek dowodowy złożony przez mojego pełnomocnika mec. Stefana Hamburę dotyczący przesłuchania premiera Donalda Tuska. Polscy prokuratorzy uznali, że podniesione we wniosku okoliczności, m.in. zmiany stanowiska premiera odnośnie do raportu MAK, nie mają znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy. Chcę również przypomnieć, że już 27 kwietnia Komitet Katyński wystosował list otwarty do premiera Donalda Tuska w sprawie działań władz w związku z tragedią smoleńską. Pisaliśmy wówczas m.in.:
    „Minęło 17 dni od daty śmierci Prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego, Pierwszej Damy Marii oraz 94 innych osób, w tym parlamentarzystów, ministrów, dowódców Sił Zbrojnych RP, duchowieństwa i przedstawicieli środowisk katyńskich – najlepszych Córek i Synów Narodu Polskiego, którzy w 70. rocznicę zbrodni katyńskiej spieszyli oddać hołd pomordowanym na „nieludzkiej ziemi” Polakom. Śmierć spotkała ich poza obszarem Rzeczypospolitej Polskiej, na terytorium Federacji Rosyjskiej. W czasie kolejnych mijających dni od tej największej w dziejach powojennych tragedii narodowej, bezprecedensowej także w dziejach świata, opinia publiczna jest zdana na wyrywkowy, często sprzeczny medialny przekaz informacji na temat przyczyn tragedii pod Smoleńskiem. Zdumiewają nas coraz bardziej w tym kontekście dwuznaczna bierność i milczenie władz RP, z Panem premierem na czele”. Od tego listu minęło blisko 10 miesięcy, które pokazały, że nasze obawy były słuszne, a rząd okazał się zupełnie bezsilny. Największym skandalem jest jednak to, że od 26 kwietnia rząd miał nagrania z wieży kontrolerów lotu w Smoleńsku z rozmowami z załogą Tu-154 do chwili katastrofy i ich nie ujawnił opinii publicznej. Czy obawiano się, że treść tych rozmów wpłynie na wynik wyborów prezydenckich? Jeżeli by tak było, stałoby się to największą hańbą rządzących i uważam, że także tę sprawę należy do końca wyjaśnić.
    Śmierć mojego brata nie ma ceny
    Brat całe dorosłe życie, prawie 40 lat, poświęcił Polsce i wykryciu prawdy o ludobójczej zbrodni dokonanej na polskich jeńcach wojennych z rozkazu najwyższych władz ZSRR. Gdy Komitet Katyński, którego założycielem był Stefan, czcił pomordowanych tablicami i pomnikami w kraju i za granicą, pan Deresz i jemu podobni z premedytacją mordowali pamięć o nich, prześladując i wyłączając z życia publicznego bliskich ofiar Katynia. My byliśmy prześladowani, bici, zatrzymywani. Pan Deresz otrzymywał awanse i ekstra wynagrodzenia. Do dziś brzmią mi w uszach jego słowa, które padły na spotkaniu w lipcu ub.r. w Kancelarii Premiera poświęconym pomnikowi ofiar smoleńskiej katastrofy, który stanął na Powązkach. Pan Deresz bez żadnego skrępowania zaatakował pracownicę Kancelarii Premiera, pytając, kiedy będziemy rozmawiać o odszkodowaniach i czy będzie to w formie ugody czy też trzeba będzie iść z tym do sądu. W tym czasie ja, a także wielu, wielu innych bliskich ofiar smoleńskiej katastrofy myśleliśmy wyłącznie o dotarciu do prawdy, wyjaśnieniu przyczyn katastrofy i o sprowadzeniu wraku Tu-154 oraz czarnych skrzynek do Polski.
    Andrzej Melak
    przewodniczący Komitetu Katyńskiego, odznaczony m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski przez śp. Prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego, brązowym Krzyżem Zasługi, Gloria Artis i Pro Memoria
    Całość tekstu w najnowszym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska”

  16. Analityk said

    @Marekkopala

    Trzeba sobie powiedzieć wprost, że herr ryży Tusk rżnie głupa. O jest wspólnikiem tego zamachu i wszystko co zrobił – oddanie śledztwa Rosji – i robi jest celowym działaniem mającym na celu zatarcie wszelkich śladów tej ZBRODNI. O nawet teraz grozi procesami ludziom, którzy nazywają jego i jego rządu z Partii Oprawców działania po imieniu – nazywając je zaprzaństwem. To jest Prawda – oni zacieraja wszelki dowody i twierdzą, że nie ma żadnych dowodów a więc ich sie pomawia o cos co nie miało miejsca.
    Inteligentni ludzie widzą jednak doskonale kto winien.

  17. ZP said

    Re Jasiek z Toronto

    Nie zawsze z daleka widać lepiej !

  18. W.P said

    Rozbiórka kłamliwego raportu MAK na czynniki – część 1 – Wziąłem się za wnikliwą lekturę raportu MAK. Odłóżmy emocje na bok bo złym są doradcą. Bierzmy się za meritum – ten stek kłamstw należy rozmontować step by step! Zamierzam tę pracę kontynuować z pozycji inżyniera – sceptyka, człowieka który co prawda nie jest profesjonalnym ekspertem w dziedzinach które dotyczą tej katastrofy, ale nieźle zorientowanym w zagadnieniu pasjonatem. Wasze poprawki i uzupełnienia do tego cyklu jak najbardziej mile widziane i oczekiwane! Celem który chcę doraźnie osiągnąć, jest sporządzenie rzeczowej krytyki raportu MAK – spójnej, logicznej i niepodważalnej. Katalogu zagadnień w ogóle pominiętych w Raporcie, jawnie zakłamanych, przeinaczonych, bezpodstawnie wykreowanych, nie zgodnych ze znanymi dowodami jak i prawami fizyki i pozostałych nauk, stanem prawnym i wszystkim co sprawdzalne i mierzalne, mam zamiar użyć jako narzędzia do demontażu fatalnego merytorycznie wpisu na polskiej Wikipedii. http://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_polskiego_Tu-154_w_Smole%C5%84sku
    Cel strategiczny tej pracy jak i wszystkich następnych jest oczywisty – przyczynić się do udowodnienia roli strony rosyjskiej i podległej jej agentury administrującej Polską w zbrodniczej intrydze a wyniku czego ekipa Tuska będzie musiała oddać władzę ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami (jakimi? o tym innym razem). A więc do dzieła! Opieram się w swej pracy na polskim tłumaczeniu Raportu: http://bi.gazeta.pl/mak/raport.pdf sporne kwestie zaznaczam na czerwono, własne uwagi zamieszczam na zielono. Na początek wziąłem na warsztat krótki a ważny akapit „Podsumowanie” ze stron 193, 194 w.w. wersji Raportu. Oto ten tekst:
    Str193
    3 Podsumowanie
    Badanie katastrofy samolotu Tu-154 lotnictwa państwowego Rzeczpospolitej Polskiej (nie cywilnego czyli wojskowego!), wykonującego nieregularny międzynarodowy lot (lot HEAD a sugestia jakby jakiś charter) w celu przewozu pasażerów na lotnisko lotnictwa państwowego (czytaj „nie cywilne” czyli wojskowe!) Federacji Rosyjskiej Smoleńsk „Północny”, prowadzono, na podstawie decyzji (brak decyzji, nie istnieje żaden dokument co potwierdził Tusk – samowolka rządu FR) Rządów Federacji Rosyjskiej i Rzeczpospolitej Polskiej, zgodnie ze standardami i zalecaną praktyką Załącznika 13 do Konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym (nie dotyczy lotów wojskowych a więc i PFL-101) Załącznik 13 do Konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym jest jedynym
    międzynarodowym dokumentem (nieprawda – jest bilateralne porozumienie z 1993), wyraźnie określającym sposób powołania, organizacjii przeprowadzenia badania zdarzeń lotniczych, dotyczących interesów dwóch lub więcej państw.
    Zapisy Załącznika 13 regulują prawa i odpowiedzialność zainteresowanych państw przy badaniu, a także sposób przygotowania i publikacji raportu Końcowego z wyników badania.
    Badanie prowadziła Komisja Techniczna Międzypaństwowego (międzynarodowego – tzn jakiego jeszcze narodu??) Komitetu Lotniczego. Akredytowany przedstawiciel Rzeczpospolitej Polskiej (E. Klich) , jego współpracownicy (jacy? EK uniemożliwił współudział innych osób) i duża grupa cywilnych i wojskowych ekspertów uczestniczyli we wszystkich głównych aspektach tego badania, przewidzianych Załącznikiem 13 do Konwencji. Polskim specjalistom przekazywane były materiały, mające związek ze sprawą (wybiórczo te, które pasowały do założenia apriori winy Polaków, dostępu do większości materiałów odmówiono), a także dana była możliwość zapoznania z wyciągami z dokumentów ograniczonego dostępu (tak utajniono główny dowód w sprawie, czyli oryginalne zapisy czarnych skrzynek, jakiś „stenogram” i to we wstępnej wersji nie ma żadne=j wartości procesowej. na podobnej zasadzie uniemożliwiono dostęp do innych dowodów). W badaniu brali również udział specjaliści instytutów naukowo-badawczych i przemysłu Federacji Rosyjskiej, Rzeczpospolitej Polskiej i USA.
    Na podstawie zapisów Zbioru informacji aeronawigacyjnej Federacji Rosyjskiej i Wspólnoty Niepodległych Państw (AIP RF) (czy ten tajemniczy dokument udostępniono stronie polskiej?), określających sposób organizacji ruchu powietrznego i lotów międzynarodowych wszystkich rodzajów lotnictwa nad terytorium Federacji Rosyjskiej, a także zgodnie z zamówieniem na lot, przekazanym przez Ambasadę Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej do Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej, rejs PLF 101 był międzynarodowym, nieregularnym (jednorazowym) lotem w celu przewozu pasażerów. (potwierdza wojskowy i to HEAD charakter lotu – lotów cywilnych charterowych nie organizują MSZ-ety zainteresowanych państw!)
    Możliwość wykonania nieregularnego (jednorazowego) lotu statkiem powietrznym lotnictwa państwowego obcego państwa na lotnisko Federacji Rosyjskiej, nieotwarte dla lotów międzynarodowych, w sposób jawny omówiona jest w AIP FR (j.w. odnośnie znajomości w RP tych przepisów). Wychodząc ze statusu rejsu
    56 W tym rozdziale, jeżeli nie podano inaczej, pod terminem wysokość rozumie się wysokość odnośnie progu WPP 26. (do czego ten przypis?)
    Str 194
    PLF 101, do jego wykonania i zabezpieczenia zostały przyjęte zapisy AIP FR w części jego dotyczącej. Zapisy Federalnych przepisów lotniczych wykonywania lotów lotnictwa państwowego Federacji Rosyjskiej, a także innych dokumentów, na podstawie których oparto te Zasady, przyjmowane są tylko dla pododdziałów i statków powietrznych lotnictwa państwowego Federacji Rosyjskiej i co za tym idzie, nie mają zastosowania do rejsu PLF 101, ponieważ nie był on lotem, wykonywanym przez pododdział lotnictwa państwowego Federacji Rosyjskiej i statkiem powietrznym lotnictwa państwowego Federacji Rosyjskiej. (lot PFL nie był rosyjski- truizm, lot może być wojskowy tylko jak jest rosyjski- bzdura w sumie to jest SOFIZMAT uzasadniający jakoby że wojskowy lot HEAD został potraktowany w raporcie jako cywilny)
    Moje podsumowanie:
    a.- akapit ma tytuł „Podsumowanie” a zawartość nie stanowi podsumowania, tylko założenie apriori, że lot ten miał charakter cywilny. Nie wynika to z żadnych faktograficznych przesłanek, w.w. tekst zawiera pseudoargumenty łatwe do odrzucenia, sprowadzające się do czczej sofistyki.
    b.- MAK próbuje tu wykreować umocowanie prawne w dokumencie AIP RF – jakimś wewnętrznym regulacjom FR nikomu w Polsce nie znanych a nie obowiązujących w żadnym przypadku na pokładzie polskiego lotu HEAD z definicji eksterytorialnego!!
    c.- MAK nie potrafiąc uzasadnić wybiegu formalnego traktowania PFL-101 jako cywilnego obala podstawę prawną procedowania Komisji, czyli Załącznik 13 do Konwencji Chicagowskiej
    d – nieistnienie umowy bilateralnej zawierającej podstawy takiego procedowania
    dodatkowo czyni raport MAK zdarzeniem jedynie medialnym
    e.- MAK jawi się sędzią w sprawie gdzie jego zleceniodawca jest stroną – konsekwencją tej niedopuszczalnej sytuacji jest spodziewana apriori stronniczość, co przy braku procedur odwoławczych czyni raport niewiarygodnym z definicji
    f.- MAK reglamentował materiał dowodowy co w praktyce sprowadzało się do jego całkowitej niedostępności – w tym kluczowych dowodów w sprawie katastrofy lotniczej, czyli dostępu do oryginalnych zapisów z rejestratorów. Według dostępnych w mediach informacji, do dnia dzisiejszego strona polska nie otrzymała wiarygodnej kopii zapisu z VCR, z uwagą że kopia wiarygodna bardziej czy mniej nie ma wartości dowodowej w sensie procesowym. Podobnie bezwartościowy jest stenogram – jego niewiarygodność wynika z kilku przesłanek w tym z braku podpisu pod nim pilota B. Stroińskiego delegowanego do siedziby MAK w celu rozpoznawania głosów na zapisie dźwiękowym
    Rozbiórka kłamliwego raportu MAK na czynniki – część 2 – Dziś sensacyjny wątek z Raportu MAK- kto wiedział 22 marca, że 10 kwietnia rano zepsuje się Casa i dlaczego dla Tuska rezerwowano flotyllę samolotów a dla Prezydenta i Generalicji tylko jedną latającą trumnę?? Cofnijmy się dziś do przygotowań do lotów 7 i 10 kwietnia – co na ten temat mówi raport MAK? oto stosowny fragment z komentarzami: str 15
    1.1. Historia lotu
    22 marca 2010 roku do Trzeciego Europejskiego Departamentu Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej z Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej (grę dyplomatyczną tusko-ruską w celu wystawienia Prezydenta opisał Łarzący Łazarz w artykule Gruppenfuhrer KAT więc tylko podkreślę fakt że B. Komorowski nagrodził odznaczeniem ambasadora FR w Polsce Grynina, który ewidentnie kłamał publicznie w tej rozgrywce) zostało przesłane pismo o numerze PdS 10-14-2010 z załączonymi dwoma zapotrzebowaniami na wykonanie nieregularnych (jednorazowych) lotów w przestrzeni powietrznej Federacji Rosyjskiej 10 kwietnia 2010 roku. Zgodnie z zapotrzebowaniami na 10 kwietnia 2010 roku planowano dwa rejsy po trasie Warszawa (EPWA) – Smoleńsk „Północny” (XUBS) – Warszawa (EPWA) samolotów Tu-154M (b/n 101, rejs PLF 101) i Jak 40 (b/n 044, rejs PLF 031). Jako cel lotu wskazano: „wizyta delegacji polskiej na czele z Prezydentem Rzeczpospolitej w Katyniu i udział w uroczystościach w Miejscu Pamięci”. (oto kluczowy wątek- Sztab sił zbrojnych RP jeszcze rankiem 10 kwietnia miał planowo lecieć Casą! Z nieznanych do dziś niewyjaśnionych powodów, podobno awarii Casy, generałów ulokowano w Tu154M-101 – skąd polski MSZ wiedział 22 marca że 10 kwietnia Casa ulegnie awarii? Dlaczego nie było zapasowej Casy??)
    W piśmie Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej zawarta była prośba o zapewnienie obsługi na lotnisku w Smoleńsku oraz zapewnienie aktualnych planów i procedur portu lotniczego. Strona polska prosiła o skierowanie nawigatora na pokład samolotu. (czytałm dalej uważnie ten raport – jest info że ruskiego „szturmana” na pokładzie nie było, nie ma informacji dlaczego!) Powyższe zapotrzebowanie było uzgodnione z Wydziałem Organizacji i Kontroli Szczególnie Ważnych Lotów Rosaeronawigacji2 31. 03. 2010. Rejs PLF 101 otrzymał oznaczenie„A” (ciekawe że ten jeden rejs nazywa się A, pozostałe prezydenckie i rządowe nazywają się K – czyżby A znaczyło u ruskich to co AF1 u amerykanów?), rejs PLF 031 – oznaczenie „K”. Zgodnie z p. 3.13 G.N 1.2-9 Zbioru Informacji Aeronawigacyjnych Federacji Rosyjskiej i Wspólnoty Niepodległych Państw (dalej AIP FR) Zbioru Informacji Aeronawigacyjnych Federacji Rosyjskiej 9 kwietnia z Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej do Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej zostało wysłane pismo z zezwoleniem na wykonanie lotów: o numerze 176 CD/10 dla rejsu PLF 101 i o numerze 177 CD/10 dla rejsu PLF 031. 30 marca 2010 roku do Trzeciego Europejskiego Departamentu Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej z Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej
    zostało przesłane jeszcze jedno pismo, numer PdS 10-19-2010, z załączeniem trzech zapotrzebowań na wykonanie nieregularnych (jednorazowych) lotów w przestrzeni powietrznej Federacji Rosyjskiej 7 kwietnia 2010 roku. (zauważmy, że ruski MSZ potwierdza, że najpierw zafiksowano lot „prezydencki” a po 8 dniach osobny „rządowy”) Zgodnie z zapotrzebowaniami, na 7 kwietnia 2010 roku planowano trzy rejsy po trasie Warszawa (EPWA) – Smoleńsk „Północny” (XUBS) – Warszawa (EPWA) samolotów Tu-154M
    Str 16
    (b/n 101, rejs PLF 102) i dwóch Jak 40 (b/n 044, rejs PLF 034 i b/n 0443, rejs PLF 035)
    z delegacją polską na czele z Prezesem Rady Ministrów Rzeczpospolitej Polskiej. (to już 3 samoloty dla tuskowej delegacji) Powyższe zapotrzebowanie zostało uzgodnione z Wydziałem Organizacji i Kontroli Szczególnie Ważnych Lotów Rosaeronawigacji (w opisie przygotowań lotu „prezydenckiego” nie ma tego określenia „szczególnie ważne loty- sens tej frazy należy koniecznie wyjaśnić) 31. 03. 2010 z nadaniem oznaczenia „K”.30 marca 2010 roku do Trzeciego Europejskiego Departamentu Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej z Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej zostało przesłane dodatkowe pismo o numerze PdS 10-20-2010 z załączonym jeszcze jednym zapotrzebowaniem na wykonanie nieregularnego (jednorazowego) lotu w przestrzeni powietrznej Federacji Rosyjskiej 7 kwietnia 2010 roku.
    Zgodnie z zapotrzebowaniem, na 7 kwietnia 2010 roku planowano jeszcze jeden rejs po trasie Warszawa (EPWA) – Smoleńsk „Północny” (XUBS) – Warszawa (EPWA) samolotu Jak-40 (b/n 047, rejs PLF 037). (to już samolot nr 4 dla Tuska&co) Ww. zapotrzebowanie również zostało uzgodnione z Wydziałem Organizacji i Kontroli Szczególnie Ważnych Lotów (Tusk „szczególnie ważny” vs Prezydent RP nieważny?) Rosaeronawigacji 01. 04. 2010 z nadaniem oznaczenia „K”. Dodatkowo na podstawie pisma Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej numer PdS 10-21-2010 z 1 kwietnia 2010 został uzgodniony przylot 7 kwietnia trzech samolotów typu CASA – 295M. (samoloty nr 5 i 6 dla ekipy Tuska – już cała flotylla!!) Faktycznie, 7 kwietnia na lotnisko Smoleńsk „Północny” wykonano cztery rejsy: jeden samolotem Tu-154M (PLF 102), jeden samolotem Jak-40 (PLF 035) i dwa samolotami CASA- 295M. (z 6 anonsowanych samolotów poleciało 4 – to uważam za normalną nadmiarowość w przygotowaniach ale pozostaje pytanie dlaczego całą delegację prezydencką upchnięto w feralnym Tu154M-101 – tu juz dziwnie całkowity brak „zapobiegliwości”! Lotu Jaka40 z samymi pismakami na pokładzie nie liczę – nie byli członkami oficjalnej delegacji a co najciekawsze brak praktycznie ich relacji z tej „imprezy” – to po co lecieli jak nic nie relacjonowali?? Jedyny który przekazał ciekawe dane był tam na miejscu wcześniej obecny W. Bater i „zaginął” a jego kamerzysta Knyż poniósł tajemniczą śmierć wkrótce po zdarzeniu)
    Moje podsumowanie:
    a. – sensacyjny „profetyczny” wątek odnośnie przydziału samolotów do lotu 10 kwietnia – albo MAK napisał te zamówienia na loty Tu154M-101 i Jak40-44 post facum fałszując i antydatując dokumenty albo polski MSZ wiedział 22 marca, że Casa dla generalicji się zepsuje i zapobiegliwie nie przygotował rezerwowej, choć 7 kwietnia obie Casy brały udział w „wypadzie” Tuska
    b. – zauważmy dysproporcję w traktowaniu delegacji rządowej i prezydenckiej – 7 kwietnia dla Tuska anonsowano 6 samolotów poleciały 4, 10 kwietnia anonsowano 2 w tym VIPy zostały stłoczone w „feralnym” Tu154M-101 a Jak40 poleciał z nic nie znaczącymi pismakami
    Ciekawe, prawda??
    Rozbiórka kłamliwego raportu MAK na czynniki – część 3 – Dziś tak skrótowo, ale temat ważny – czego w raporcie MAK w ogóle nie ma a powinno być? Od razu powiem- nie ma bardzo wielu istotnych elementów- dziś po sejmowej debacie w tej sprawie, długiej i męczącej mam mało czasu więc wybaczcie że w telegraficznym skrócie – zapraszam do dyskusji i uzupełnień!. Raport MAK miał być stricte techniczny, ale niestety już pobieżna analiza wskazuje, że jest to dokument chaotycznie napisany niskiej merytorycznej jakości. Już sam układ dokumentu wsoazuje, że choć MAK jest peryferyjnym ogniwem ICAO, to nawet nie panuje nad standardem formatu tekstu – nie trzymają się szablonu raportu a deklaracja Millera, że „polski raport będzie układem zbliżony do MAK- owskiego” wskazuje, że choroba „lamera awiacji” zatacza szerokie kręgi. Jeszcze ad vocem- owszem, nie traćmy energii i czasu na szczegółowe polemiki z setkami przekłamań w tym raporcie bo to zapewne wrzutki, ale pamiętajmy jedno – dopóki polska prokuratura prowadzi śledztwo nie mając dostępu do bezpośrednich dowodów, to formalnie rzecz biorąc raport MAK ma spory ciężar gatunkowy – jest substytutem materiału dowodowego!! Pozostańmy w wewnętrznym kręgu dochodzeniowym – twarde dowody! Co mamy a czego nie? Dość dobrą odpowiedź daje lektura dokumentu proponowanych uzupełnień i poprawek do raportu MAK http://www.mak.ru/english/info/tu-154m_101.html a dokładniej link do w.w. dokument http://www.mak.ru/russian/investigations/2010/files/tu154m_101/comment_polsk.pdf
    1.- ok 80% wniosków o pomoc prawną do strony rosyjskiej została odrzucona lub zignorowana.
    2. – o protokołach z sekcji zwłok już mówiliśmy – wyrywkowe o wątpliwej wartości a dokumentacja fotograficzna tylko do wgladu na miejscu- jak dla petenta!
    3. – na jakąkolwiek ekshumację nie wyrażono zgody (w.w. materiał nieweryfikowalny)
    4. – wrak samolotu nieudostępniony i niszczeje a jego oględziny wysoce wątpliwe
    5. – rejestratory pokładowe niedostępne a kopie zapisów niewiarygodne (nawet polski QAR, bo otrzymany po kilku dniach z komentarzem, że ruscy nie potrafią zdekodować zapisu co jest blizej żartu niż prawdy obiektywnej= również sfałszowane)
    6. – dane lotniska i jego wyposażenia i procedur- 100% odmowa udostępnienia (curiosum jest konstatacja, że dane kartograficzne, np. na karcie podejścia do lotniska Sieviernyj jest niewiarygodna bo użyte dane kartograficzne są niestandaryzowane – sic!)
    7. – błyskawiczna wycinka drzew i niwelacja terenu choć dochodzenie jeszcze trwa (uszkodzenia drzew miały jakoby udowadniać, że wersja amielinowska „dachowania” Tutki jest wytłumaczeniem całkowitego rozpadu kadłuba i śmierci wszystkich uczestników lotu) itd itd ale zwrócę uwagę na jeden brak w raporcie MAK, który mnie załamał – brak planu sytuacyjnego terenu katastrofy z podziałem na sektory i opisem gdzie znajdowały się pierwotnie elementy płatowca, przedmiotów z pokładu i ciał ofiar- których i w jakim były stanie to+ materiał fotograficzny to absolutne abecadło działań śledczych! np w raporcie używa się określenia „szczątki kokpitu wraz z ciałami załogi przypiętymi do foteli znajdowały się w sektorze 1” – a brak planu sytuacyjnego! nie wiemy gdzie to było, podobno kokpit uległ anihilacji a ciała załogi i gen Błasika (jakoby obecnego w kabinie) zostały zidentyfikowane na samym końcu – skąd to info że byli w fotelach, skąd przyrządy pokładowe w tym TAWS badane u producenta w USA czyli w całkiem niezłym stanie? podsumuję ten wątek:
    a. skoro wycięto drzewa, zniwelowano teren, nie mamy dostępu do szczątków wraku, nie mamy wiarygodnych materiałów z sekcji zwłok, nie robimy ekshumacji, nie mamy planu sytuacyjnego obszaru katastrofy, nie mamy, nie mamy, nie mamy
    b. to na jakiej bazie dowodowej mamy prowadzić to śledztwo, które zapowiadają trzęsący się ze strachu Miller, Seremet, Rzepa, Parulski, Klich i Tusk??
    Rozbiórka kłamliwego raportu MAK na czynniki – cz4 – „Mądre wykresy” z FDR zawarte w raporcie MAK są być może mistyfikacją, a na pewno nie profesjonalnymi wydrukami analitycznymi!. Zastanawiając się nad dyskutowanym na blogach domniemanym próbnym lotem do Smoleńska w przeddzień katastrofy o czym pisał m.in. Alef-1 http://www.niepoprawni.pl/blog/3290/tajemnica-lo… zidentyfikowałem w spornym dokumencie nieliche dziwności. w tekście raportu stoi, że w dniach 1.04 do 10.04 Tu154-101 wykonał 10 lotów: przedostatni jakoby do Pragi 8.04 i powrót przed północą, 9-go jakoby nigdzie nie leciał – feralny 10go…Jeżeli ojciec stewardessy się nie myli, to nie dziwiłby próbny lot 9-go – byłby oblot po naprawie owiewki radaru (kolizja z ptakiem przy powrocie z Pragi) a jakieś przygotowania do lotu HEAD 10-go załoga pisemnie zameldowała – raport choć dociekliwie tropi wszelkie niedoróbki i zaniechania załogi tego akurat wątku dziwnie nie drąży! Jeżeli próbny lot 9.04 jednak się odbył, to by znaczyło, że zapis z FDR (str 66 w wersji ang i 75 w wer rus/pol) został sfałszowany – zrobić by to było nietrudno (wykasowanie taśmy na stosownym odcinku), równie łatwo byłoby udowodnić fałszerstwo- potrzebna tylko i aż oryginalna taśma z rejestratora z niewytłumaczalnie długim odcinkiem pomiędzy lotami nr 8 i 10 zawierająca pusty zapis (te rejestratory zapisują do 30 godz lotu – jak nie leci to taśma się e nie przesuwa!) To mogą łatwo stwierdzić prokuratorzy analizując stan oryginalnej taśmy. Ja znalazłem na w.w. zapisach następującą nieprawidłowość wskazującą, że były edytowane (nie są oryginalnym wydrukiem z programu WinArm32) – skala czasu jest dobowa a nie 10 dniowa jak widnieje w interpretacji lotów, przy czym w wersji:
    1) rosyjskiej (również polskim tłumaczeniu) zapis obejmuje ok. dobę od godz od 19-ej do 21 –str75 raportu
    http://www.mak.ru/russian/investigations/2010/fi
    2) angielskiej – również trochę ponad dobę od godz 1 do 3 – str 66 tej wersji raportu
    http://www.mak.ru/russian/investigations/2010/fi
    Co chcę wykazać przez ujawnienie kolejnej nierzetelności Raportu?, że jak na potrzeby śledztwa prokuratorskiego to nie jest on wart funta kłaków – KGB-owcy – oddawać nam dowody w tej sprawie – teraz zaczniemy prawdziwe śledztwo!! – Polon210 – blog

  19. W.P said

    Dla MAK-u nie ma rzeczy niemożliwych – Od 1 czerwca 2010 – gdy opublikowano stenogramy z czarnej skrzynki TU 154M – było jasne, że nie zrobiono tego bez celu. Materiał ten miał posłużyć do udowodnienia tezy, że piloci podjęli świadomą decyzję o lądowaniu, a decyzja ta spowodowana była naciskami ich zwierzchników. Głęboka analiza stenogramów przeprowadzona przede wszystkim w blogosferze, wykazała, że stenogram w takiej postaci, w jakiej został opublikowany, nie może przedstawiać rzeczywistego przebiegu wydarzeń.
    Jednym z najbardziej zadziwiających faktów było to, że stenogram obejmował ostatnie 38 minut lotu, a tymczasem rejestrator w prezydenckim samolocie Tu-154 zapisuje z reguły 30 ostatnich minut lotu i jeżeli czas się kończy to kasuje początek i zapisuje dane od początku nadpisując sukcesywnie poprzednie nagranie. Nie było możliwe założenie do rejestratora dłuższej taśmy, ponieważ bęben, w którym jest ona umieszczona na to nie pozwala. Jakie więc znaleziono wytłumaczenie? W tym przypadku była inna cieńsza taśma, której więcej nawinęło się na szpulę i zarejestrowano aż 38 minut. Mogłoby się wydawać, że jest to wytłumaczenie logiczne, ale faktu założenia innej taśmy w żaden sposób nie udokumentowano. Po ukazaniu się raportu końcowego MAK, możemy skonfrontować te informacje z tym, co przedstawiono w raporcie (str. 60-61 raportu w wersji angielskiej).
    1.11.1. Pokładowy katastroficzny magnetofon dźwiękowy.
    Samolot Tu-154M jest wyposażony w pokładowy katastroficzny magnetofon dźwiękowy MARS-BM, o czasie rejestracji ~30 minut. Rejestrator był odnaleziony na miejscu zdarzenia lotniczego z mechanicznymi uszkodzeniami obudowy. 11.04.2010 magnetofon był dostarczony do laboratorium Międzypaństwowego komitetu lotniczego, w celu otwarcia, kopiowania i obróbki informacji. Prace związane z otwarciem obudowy i kopiowaniem informacji przeprowadzone były z udziałem specjalistów lotniczych Rzeczpospolitej Polskiej, a także przedstawicieli komitetu Śledczego przy prokuraturze RF i wojskowej prokuratury Rzeczpospolitej Polskiej…Z rezultatów przesłuchiwania magnetofonu MARS – BM sporządzono protokół odpisu (transkrypcja) rozmów załogi o ogólnej długotrwałości ~38 minut. Jak to się stało, że z 30 minut zdołano uzyskać transkrypcję o długości 38 minut – nie wyjaśniono. Interesujące jest również, że do raportu nie załączono ostatecznej wersji stenogramu, cytując jedynie jego fragmenty, mające podeprzeć chybioną tezę o naciskach i winie pilotów. Obowiązku załączania stenogramu w świetle konwencji chicagowskiej nie było, ale po wcześniejszym opublikowania pierwszej wersji, naturalne wydawało się, że MAK-owska wersja ostateczna powinna być dołączona. Nowe światło na ten problem rzucił min. Miller w wystąpieniu sejmowym, w dniu 19 stycznia. Powiedział wyraźnie:
    1. – Taśma jest analizowana od pierwszych dni czerwca. Ta analiza została skończona tym rozstrzygnięciem w pierwszych dniach grudnia. Nagranie ma 30 minut. Analiza nie jest zakończona, jest kontynuowana… Komu zatem można wierzyć. Oczywiście najprostszą odpowiedzią na to pytanie jest stwierdzenie: NIKOMU. Ale to nie rozwiązuje problemu. Min. Miller dodał jeszcze: Polska komisja nadal pracuje. Pan premier powiedział przed chwilą, pytany jak długo jeszcze komisja polska będzie musiała pracować, aby być na etapie gotowości do wydania raportu końcowego, obiecałem, że chcemy to zrobić jeszcze w lutym. Trzymany zatem za słowo, czekamy do lutego, ale w raporcie z prac polskiej komisji oczekujemy odpowiedzi na pytania:
    2. – gdzie podziało się 8 minut stenogramu,
    3. – które fragmenty z dostarczonej polskiej stronie wersji w dniu 31 maja 2010 nie pochodzą z feralnego lotu
    4. – i dlaczego strona rosyjska dokonała tej manipulacji?
    I nie wystarczy wytłumaczenie, że taśma była elastyczna lub, że urządzenie odtwarzające miało źle wyregulowaną prędkość odczytu … w oczekiwaniu na raport postaramy się znaleźć te 8 minut. – Alef-1 – blog

  20. W.P said

    Dwa certyfikaty, czyli symbolika tajnych służb – Większość komentatorów zastanawiała się, dlaczego raport MAK został opublikowany tak szybko i dlaczego akurat 12 stycznia. O tym na końcu – na początek o dwóch certyfikatach. Pozornie wydaje się to niemożliwe, ale według raportu MAK, w samolocie TU 154M 101, który rozbił się w Smoleńsku znaleziono dwa certyfikaty zdatności do lotu. Pierwszy samolotu nr 101, a drugi samolotu nr 102, który był wtedy w remoncie w Samarze. To, że certyfikat nr 101 był nieaktualny nie dziwi – w wojsku zarządzanym przez psychiatrę, wszystko jest możliwe – ale to, że na pokładzie znalazł się certyfikat z innego samolotu, to jest już podejrzane. Rosjanie w raporcie MAK zarzucali stronie polskiej, że Tu-154M nr boczny 101 nie miał ważnego certyfikatu zdatności do lotu. Co prawda Polacy w uwagach do raportu odpowiedzieli, że taki według nich nie był wymagany, ale według przepisów Federacji Rosyjskiej (AIP RF), na którą powołuje się MAK, zaświadczenie o zdatności do lotu statku powietrznego (certyfikat zdatności do lotu) jest obowiązkowym dokumentem i powinno znajdować się na pokładzie zagranicznego statku powietrznego wykonującego rejs międzynarodowy. Na miejscu katastrofy znaleziono natomiast ważny certyfikat – tyle że samolotu Tu-154M nr 102, który przechodził wówczas remont. Dowództwo Sił Powietrznych odmówiło komentarza w tej sprawie. W związku z tym przypomnijmy sobie pewne daty i zdarzenia. Ważność certyfikatu samolotu o numerze 101 upłynęła 20 maja 2009 roku. Czy w tym dniu wydarzyło się jeszcze coś istotnego, co jest związane ze smoleńską katastrofą? Tak – tego dnia nastąpił odlot samolotu TU 154M -101do Samary w Rosji, w celu przeprowadzenia remontu. Rosjanie zażądali, aby samolot wlatujący w ich przestrzeń powietrzną posiadał aktualny certyfikat zdolności do latania. Wylot samolotu odbył się w ostatnim dniu ważności certyfikatu, chociaż planowany remont rozpoczął się dopiero 2 czerwca. Powrót Tupolewa z remontu nastąpił w dniu 23 grudnia 2009 roku. Również ta data jest znamienna. Wtedy właśnie „popełnił” samobójstwo” Grzegorz Michniewicz, dyrektor generalny Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, członek rady nadzorczej polskiego giganta paliwowego PKN Orlen. Był też pełnomocnikiem ds. informacji niejawnych w kancelarii. Miał wgląd do najtajniejszych dokumentów trafiających do szefa rządu oraz jego współpracowników. Piszę „popełnił” ponieważ wokół śmierci Grzegorza Michniewicza istnieje wiele niejasności, które są opisanie m. inn. tutaj: http://www.rp.pl/artykul/2,577054_Jak-zmarl-urzednik-premiera.html oraz na wielu portalach. Po powrocie z Samary nowy certyfikat nie został wydany i tak już pozostało do 10 kwietnia. 12 stycznia 2010 roku Tu-154 nr 102 odleciał do Samary w Rosji w celu przeprowadzenia remontu, skąd wrócił 21 września 2010 roku. Pierwotnie zapowiadano, że wróci 22 lipca; termin ten był kilkakrotnie przesuwany. Powodem opóźnienia były kłopoty techniczne z elektroniką, a później konieczność powtórnego przemalowania samolotu (podobno źle pomalowane były szachownice). Certyfikat tego samolotu był ważny do 28 kwietnia 2010 roku i w niewyjaśniony sposób znalazł się na miejscu katastrofy. I teraz uważajcie: Wszyscy zastanawiali się, dlaczego ogłoszenie raportu MAK nastąpiło 12 stycznia 2011 roku? Ano dlatego, że była to rocznica przylotu do Rosji TU-154M nr 102. I właśnie dlatego dołączono do akt dochodzenia certyfikat samolotu o numerze 102, który w tym czasie był remontowany w Rosji. W tym momencie nieistotne jest to, czy na lotnisku Siewiernyj leżą szczątki samolotu o numerze 101, do którego podrzucono certyfikat samolotu o numerze 102, czy odwrotnie – to szczątki samolotu o numerze 102 spoczywają na lotnisku, a samolot o numerze 101- po przemalowaniu – jest w Polsce. Ważne jest to, że w tej chwili w tajnej centrali tajnych służb, siedzą tajni funkcjonariusze i opróżniając kolejne butelki „Putinówki”, klepią się wzajemnie po plecach. A nam, szarym blogerom pozostaje rozszyfrowywanie symboliki, której używają. – Alef-1 – blog

  21. W.P said

    Tajemnica lotu do Smoleńska w dniu 9 kwietnia 2010 roku – 12 kwietnia 2010 roku Zdzisław Moniuszko, ojciec stewardessy Justyny Moniuszko, wspominając córkę mówi:
    a.- Wpadła na święta. Tylko na chwilę, bo ciągle była w rozjazdach. Już musiała lecieć do Gdańska, do premiera Tuska. Opowiadała, że zaraz po świętach co chwila będzie w podróży do Katynia i Smoleńska. Dzień przed katastrofą też tam była, nawet leciała tym samym samolotem. To latanie to było całe jej życie. http://wiadomosci.onet.pl/raporty/katastrofa-smolenska/justysia-szybuje-wysoko-w-chmurach,1,3355107,wiadomosc.html
    Również 12 kwietnia portal Lotnicza Polska zamieszcza wspomnienie pana Moniuszko:
    b. – Dzień przed katastrofą też była w Smoleńsku, tym samym samolotem – mówi Zdzisław Moniuszko. – A jeszcze wcześniej latała z premierem. http://lotniczapolska.pl/Odeszla-Justyna-Moniuszko–stewardessa-z-Bialegostoku,12769
    Powyższe cytaty wskazują na to, że samolot TU-154M 101 w dniu 9 kwietnia poleciał do Smoleńska z tą sama załogą na tzw. oblot weryfikacyjny. Po opublikowaniu raportu końcowego, interesujące może być, czy fakt lotu z dnia 9 kwietnia znajdzie w nim jakieś odzwierciedlenie.
    W podstawowych danych o samolocie zamieszczonych w raporcie (str. 26 wersji w j. angielskim) czytamy m. inn. Nalot od początku eksploatacji na 08. 04. 2010: 5143 godziny, 3899 lądowań – Nalot od ostatniego remontu na 08. 04. 2010: 139 godziny, 76 lądowań. Jak widzimy przed ostatnim lotem odnotowano czas i ilość lądowań jedynie do 8 kwietnia. W innym miejscu raportu czytamy: (str. 64 i 65 wersji w j. angielskim). 14.04.2010 do laboratorium MAK został dostarczony, odnaleziony na miejscu zdarzenia mechanizm przesuwu taśmy BLM-1-1 seria 2 nr 390130 kasetowego pokładowego rejestratora KBN-1-1 serii 2 z kompletu pokładowego systemu rejestracji MSRP-64. Prace związane z otwarciem obudowy i kopiowaniem informacji z 14.04.2010 przeprowadzone były z udziałem specjalistów lotniczych Rzeczpospolitej Polskiej, a także z przedstawicielem prokuratury wojskowej Rzeczpospolitej Polskiej.
    1. – Podczas procesu odczytywania i obróbki stwierdzono, że nośnik magnetyczny zawiera informację o zdarzeniu lotniczym, jakość zarejestrowanej informacji – zadowalająca.
    2.- W procesie przetwarzania informacji zostały częściowo usunięte błędy systematyczne i przypadkowe. Jako podstawa przyjęte zostały dane rejestratora eksploatacyjnego KS-13, który zarejestrował informację lepszej jakości. Ogółem taśma magnetyczna systemu MSRP-64 zawiera informację o dziesięciu (10) lotach samolotu o numerze 85837, zaczynając od 01.04. 2010, o ogólnym czasie rejestracji 27,5 godziny. Na podstawie wyników przetwarzania sporządzono wykresy (rysunki 21-25). Na rysunku 21 (wykres przeglądowy) przedstawiono ogólny czas zapisu i informację o wszystkich zarejestrowanych lotach. Na rys. 21 zamieszczonym w raporcie na str. 66 (wersja w j. angielskim) przedstawiony został wykres zapisów rejestratora obrazujący w formie wykresów zmiany prędkości samolotu oraz zmiany pułapu wysokości, jakie osiągał podczas lotu. Na wykresie uwidoczniono między innymi lot do Pragi w dniu 8 kwietnia, oraz lot do Smoleńska w dniu 10 kwietnia. Z wykresów wynika, że w dniu 9 kwietnia samolot TU-154M 101 nie odbył żadnego lotu. Wydaje się więc, że wspomnienie ojca Justyny Moniuszko stoi w sprzeczności z zapisem rejestratora. Czy ojciec stewardessy mógł się aż tak pomylić? Sprawdźmy, czy w raporcie końcowym MAK jest coś jeszcze na ten temat? Jest. (str. 20 wersji w j. angielskim) Na zapytanie Komisji o przebieg wstępnego przygotowania załogi przed lotem na lotnisko Smoleńsk „Północny”, strona polska przedstawiła informację, że przygotowanie do tego lotu załoga przeprowadziła samodzielnie 09. 04. 2010. Wyniki przygotowania załoga przedstawiła dowódcy pułku i dowódcy eskadry. Zapisy o przeprowadzeniu przygotowania, rozpatrywanych problemach, wykorzystanych materiałach i wynikach kontroli przez przełożonych gotowości załogi do wylotu nie były dokonywane. Podczas przesłuchania dowódca eskadry oświadczył, że prowadzenie kontroli gotowości podwładnych mu załóg nie należy do jego obowiązków. W pododdziale znajduje się dziennik zadań (przedstawienie wyników wstępnego przygotowania i gotowości załogi), wypełniany przez dowódcę statku powietrznego, w którym widnieje wpis tylko o składzie załogi, numerze zadania lotniczego (rozkazu) Nr 69/10/101 i rodzaju lotu. Dalej znajduje się rubryka z podpisem dowódcy statku powietrznego o gotowości załogi. Na tej podstawie możemy sądzić, że w dniu 9 kwietnia wykonywane było zadanie lotnicze zgodnie z rozkazem Nr 69/10/101. Pytania:
    1.- Czy zacytowany powyżej fragment raportu końcowego, dotyczący wykonywania zadania lotniczego w dniu 9 kwietnia, odpowiada rzeczywistości?
    Jeżeli tak, to:
    2. – Co oznacza sformułowanie: przygotowanie do tego lotu załoga przeprowadziła samodzielnie 09.04.2010?
    3. – Dlaczego zapisy o przeprowadzeniu przygotowania, rozpatrywanych problemach, wykorzystanych materiałach i wynikach kontroli przez przełożonych gotowości załogi do wylotu nie były dokonywane?
    4. – Jaka jest treść zadania lotniczego (rozkazu) Nr 69/10/101
    I wreszcie najważniejsze:
    5. – Czy w połączeniu z wypowiedziami ojca stewardessy oznacza to, że w dniu 9 kwietnia TU-154M 101 odbył lot do Smoleńska i czy lądował na lotnisku Siewiernyj?
    6. – Czy na pokładzie, oprócz załogi i stewardess, był ktoś jeszcze?
    7. – Dlaczego lot ten nie został odnotowany w rejestratorze, lub dlaczego zapis o tym locie został z niego usunięty?
    9. – Dlaczego lot z 9 kwietnia utrzymywany jest w tajemnicy?
    10. – Czy ma to związek z zawartością stenogramów?
    Alef-1 – blog

  22. W.P said

    25 pasażerów Tupolewa, czyli brakujące ogniwo – Niektórzy twierdzą, że raport końcowy MAK jest dokumentem bezwartościowym i analizowanie jego treści jest stratą czasu. Nic bardziej błędnego. Raport ten, jest bowiem źródłem wiedzy o metodach i sposobach pracy tych, dla których manipulacja jest treścią ich życia. Manipulacja to nie tylko fałszowanie i ukrywanie dowodów, to także podawanie tzw. prawdy ukrytej i niedopowiedzianej. Jest to stempel tych, którzy tej manipulacji dokonują. Notka ta jest adresowana również do tych, którzy rozpatrują hipotezy zamachu. W hipotezach tych rozważane są m. innymi inne miejsca katastrofy, niż te oficjalnie podawane, lub też udział większej ilości samolotów w mistyfikacji katastrofy. W notce nie są w zasadzie poruszane aspekty techniczne katastrofy. Nie są one po prostu potrzebne. Rozważane są działania i manipulacje wokół katastrofy, w kontekście jednego jej aspektu. Poniższy tekst jest dość długi, ale zachęcam do przeczytania go w całości. Na początek cofnijmy się do 10 kwietnia, do wczesnych godzin porannych,. TVN24 rozpoczyna swój program od informacji, że w dniu dzisiejszym prezydent Lech Kaczyński udaje się do Katynia. Niezawodny Jarosław Kuźniar pozwala sobie na kolejny niewybredny żart w stosunku do prezydenta mówiąc: „Ciekawe jaką gafę popełni dzisiaj prezydent Kaczyński.” Długo nie musiał czekać … w pewnym momencie audycji, prezenter otrzymuje wiadomość o katastrofie prezydenckiego samolotu. Tym samolotem jest JAK 40. Kuźniar wielokrotnie podkreśla ten fakt, że katastrofie uległ JAK 40. Dopiero po kilkunastu minutach otrzymuje informację, że chodzi o Tupolewa. TVN24 jest stacją dobrze poinformowaną, więc jak to jest możliwe, że przez 20 minut po oficjalnym czasie katastrofy, TVN podawało według stacji „sprawdzoną informację”, że według MSZ i dziennikarzy, Prezydent leciał JAK-iem 40 ?
    Co działo się dalej w dniu 10 kwietnia?
    1. – 19:39 – Wydobyto ciała wszystkich 96 ofiar katastrofy polskiego samolotu rządowego, który rozbił się w rano w Smoleńsku – poinformował rosyjski minister ds. sytuacji nadzwyczajnych Siergiej Szojgu. Szczątki zostały już przetransportowane do Moskwy.
    20:10 – Identyfikacja ciał ofiar katastrofy polskiego samolotu prezydenckiego Tu-154M zostanie przeprowadzona w Moskwie – poinformowała rosyjska minister zdrowia Tatiana Golikowa.
    2. – 21:47 – AFP: Wszystkie ciała ofiar katastrofy pod Smoleńskiem zostały już przetransportowane na moskiewskie lotnisko Domodedowo.
    Z powyższego wynika, że wszystkie ciała ofiar o 21:47 znalazły się w Moskwie.
    I. – 11 kwietnia 2010
    1. – Prezydent RP zidentyfikowany w Smoleńsku,
    2. – ciała ofiar (95) znajdują się w Moskwie
    3. – wstępna identyfikacja: 24
    4. – Jest wstępna identyfikacja 24 ciał – powiedział w RMF FM Krzysztof Kwiatkowski.
    II. – 12 kwietnia 2010
    Według relacji polskiej minister, tylko 14 ciał jest na tyle dobrze zachowanych, iż identyfikacja może odbyć się bez problemu. W przypadku kolejnych 10 identyfikacja prawdopodobnie będzie mogła się odbyć dzięki znakom szczególnym. Od krewnych reszty tragicznie zmarłych konieczne będzie pobieranie materiału DNA. Zwróćmy uwagę 14+10=24
    Właśnie tyle ciał będzie można zidentyfikować bez badań DNA. Najwyższy czas zajrzeć teraz do raportu końcowego. Interesuje nas punkt:
    1.15. Działania zespołów ratunkowych i przeciwpożarowych
    Oto jego fragmenty:
    11:10 – przybycie na miejsce zdarzenia lotniczego 7 brygad pogotowia ratunkowego;
    11:40 – ustalenie faktu braku żywych poszkodowanych na miejscu zdarzenia lotniczego,
    odjazd 7 brygad medycznego pogotowia ratunkowego;
    13:00 – przybycie na lotnisko Smoleńsk „Północny” naczelnika ekspertyz medycyny
    sądowej, z nim 7 ludzi, 16 patologów, starszy – kierownik okręgowego instytutu anatomii
    patologicznej
    14:58 – przygotowane miejsca do rozmieszczenia ciał ofiar: miejska kostnica 100 miejsc, 1 -szy szpital kliniczny m. Smoleńsk – 5 miejsc;
    15:12 – przystąpiono do ewakuacji ciał ofiar, miejsce zdarzenia lotniczego podzielono na 14
    sektorów;
    16:20 – na miejscu AP odnaleziono 25 ciał ofiar;
    19:00 – początek załadunku ciał ofiar do śmigłowca Mi-26;
    20:54 – wylot śmigłowca Mi–26 na lotnisko Domodiedowo m. Moskwa z ciałami ofiar na
    pokładzie;
    Prace na miejscu AP prowadzone były do 16 kwietnia …16 kwietnia o 16:00 … miejsce AP było przekazane pod kontrolę administracji m. Smoleńsk. 19 kwietnia miejsce AP było poddane zabiegom sanitarnym.
    Nigdzie w powyższej sekwencji nie pojawia się informacja o odnalezieniu pozostałych ciał ofiar, oraz o kolejnych wylotach do Moskwy.
    Pytania dodatkowe:
    Dla kogo przygotowano o 14:58 5 miejsc w szpitalu klinicznym, skoro o 11:40 stwierdzono brak żywych? Czy w związku z tym prawdziwa może byc informacja o trzech karetkach wyjeżdżających z okolic lotniska?
    Jeżeli informacja o odnalezieniu pozostałych ciał ofiar i przewiezieniu ich do Moskwy nie została podana w raporcie MAK, to nie ze względu na oszczędność papieru, ale dlatego, że na wywożenie pozostałych ciał ze Smoleńska nie ma być może żadnego dokumentu – nawet sfałszowanego. A przede wszystkim informacja ta miała zostać właśnie tak sformułowana, aby zostawić szerokie pole do interpretacji – co niniejszym czynię.
    Przypomnę również:
    12 kwietnia 2010 portal Life News podał – powołując się na jednego z lekarzy obecnych przy badaniach – że obrażenia, jakie odnieśli pasażerowie tragicznego lotu wskazują, że zginęli wskutek silnego wstrząsu i oparzeń. Wiele ciał jest zwęglonych nawet w 50 proc. Nie tak dawno Generał Krzysztof Parulski, szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej, mówił na połączonym posiedzeniu sejmowych Komisji Obrony Narodowej, Infrastruktury i Sprawiedliwości i Praw Człowieka, że przekazana do tej pory dokumentacja dotycząca sekcji jest kompletna jedynie w odniesieniu do 18 ofiar katastrofy…Dlaczego tylko dla tylu? Dla pozostałych prawdopodobnie dokumentacja taka nie istnieje. Jakie wnioski można wyciągnąć z powyższych informacji? Oto jeden ze scenariuszy – niekoniecznie prawdziwy: W trakcie lotu do Smoleńska załoga samolotu otrzymuje informacje, że lądowanie na lotnisku Siewiernyj jest niemożliwe, np. ze względu na mgłę. Byłoby możliwe lądowanie na lotnisku południowym, ponieważ tam mgła już ustępuje, ale dla Tupolewa jest tam za krótki pas. Rozwiązaniem alternatywnym jest lądowanie na innym lotnisku, przesiadka osób wytypowanych do innego samolotu, np. Jaka 40, który na lotnisku południowym może wylądować. W ten sposób najważniejsze osoby mogą zdążyć na główne uroczystości, pozostałe będą czekać w Tupolewie na poprawę pogody, aby móc wylądować na Siewiernym. Prezydentowi zależy na punktualnym przybyciu do Katynia i po konsultacjach z pracownikami kancelarii i ochroną BOR-u ustala skład delegacji, która przesiądzie się do Jaka. Ograniczeniem jest liczba osób, która w wypadku Jaka nie może przekraczać 26-32 zależnie od wersji (rozważamy tu wersję nie VIP, lecz zwykłą – w wypadku wersji VIP ilość ta byłaby ograniczona do 17 osób.). Jakie kryteria zostają zastosowane przy doborze delegacji?
    Po pierwsze –
    1. Prezydent RP
    2. Małżonka Prezydenta RP
    3. Były Prezydent RP na uchodźstwie
    Po drugie – pracownicy kancelarii prezydenta, jego lekarz i tłumacz
    4. Szef Kancelarii Prezydenta RP
    5. Tłumacz prezydenta RP
    9. Lekarz prezydenta RP
    6. Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP
    7. pracownik Biura Obsługi Kancelarii Prezydenta RP
    8. pracownik Biura Prasowe Kancelarii Prezydenta
    Po trzecie – funkcjonariusze BOR
    10. ppłk
    11. kpt.
    12. por.
    13. ppor.
    14. chor.
    15. chor.
    Po czwarte – przedstawiciel MSZ
    16. Dyrektor Protokołu Dyplomatycznego MSZ
    Po piąte – ze względu, że są to uroczystości również religijne, przedstawiciele kościołów różnych wyznań
    17. Ordynariat Polowy Wojska Polskiego
    18. Ewangelickie Duszpasterstwo Polowe
    19. Prawosławny Ordynariusz Wojska Polskiego
    20. Rektor UKSW
    Po szóste – podczas uroczystości miały być wręczone odznaczenia państwowe
    21. Przedstawiciel Kapituły Orderu Virtutti Militari
    22. Członek Kapituły Orderu Wojennego Virtutti Militari
    Cezary Szczepankowski, który pojechał do Katynia pociągiem w zastępstwie matki Danuty, był jedną z trzech osób, które wydelegowała zielonogórska Rodzina Katyńska. Wspomina: – A po mszy kazali natychmiast wracać do autokarów. Nie mieliśmy czasu, żeby się zadumać, pomyśleć, żeby ogarnąć ten cmentarz.Na zjedzenie obiadu mieli siedem minut. Potem do pociągu i szybki powrót do Polski. A nie tak miało być. Miał być wspólny obiad z prezydentem Kaczyńskim, odznaczenia…
    Po siódme – prezes NBP, który miał wręczyć pamiątkowe złote monety podczas uroczystości
    23 Prezes NBP
    Smoleńska ziemia oprócz szczątków tupolewa i ciał tragicznie zmarłych pasażerów samolotu może skrywać coś jeszcze. Na polanie w lesie zaginęły monety NBP, które do Katynia wiózł prezes banku Sławomir Skrzypek. Odnaleziono tylko 114 z nich, brakuje 46. Monety upamiętniały 70. rocznicę zbrodni katyńskiej i miały zostać wręczone m.in. prezydenckiej parze.
    Po ósme – przedstawiciele parlamentu
    24 Wicemarszałek Sejmu RP
    25 Wicemarszałek Sejmu RP
    Delegacja została wytypowana i liczyła 25 osób. Jeżeli przejrzymy dokładnie wiadomości z pierwszych dni po katastrofie, okaże się, że właśnie te osoby zostały zidentyfikowane jako pierwsze i ich ciała jako pierwsze powróciły do Polski. Przypomnijmy również jeszcze raz:
    16:20 – na miejscu AP odnaleziono 25 ciał ofiar; 20:54 – wylot śmigłowca Mi–26 na lotnisko Domodiedowo m. Moskwa z ciałami ofiar na pokładzie;
    25. osobą był prezydent, zidentyfikowany na lotnisku Siewiernyj, jako pierwszy i jego ciało nie poleciało do Moskwy.
    W Tupolewie do ochrony pozostałych pasażerów pozostało m. inn. trzech funkcjonariuszy BOR-u, do ochrony pozostałych pasażerów, jak również szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, wraz z generałami, oraz Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych wraz z pracownikami kancelarii prezydenta: Podsekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP, Dyrektor Zespołu Protokolarnego Prezydenta RP, Dyrektor w Kancelarii Prezydenta RP. Wnioski: Tupolew nr boczny 101 wylądował w nieznanym nam miejscu i tam nastąpiła „przesiadka” wytypowanej delegacji do przygotowanego wcześniej przez Rosjan, Jaka 40. Co się stało z Tupolewem nr boczny 101 i jego pasażerami? Tupolew z rosyjską załogą poleciał do Samary … natomiast do identyfikacji pasażerów potrzebne były badania DNA. Dokumentację Tupolewa 101 – odpowiednio spreparowaną (zapach paliwa lotniczego) – przerzucono na miejsce mistyfikacji. Pamiętajmy, że pomimo całkowitego rozbicia kokpitu (wersja oficjalna), dokumentacja była w dobrym stanie i było jej bardzo dużo. Dodatkowo podrzucono certyfikat zdolności do lotu Tu 154M 102. Pisałem o tym w notce: http://fikcje.salon24.pl/268844,dwa-certyfikaty-czyli-symbolika-tajnych-sluzb – Z powyższego wynika że na miejscu mistyfikacji, leży wrak Tupolewa o numerze bocznym 102, który odpowiednio przygotowany, został rozbity przez rosyjska załogę w miejscu wcześniej zaaranżowanym lub został tam umieszczony wcześniej, po odpowiednim spreparowaniu jego szczątków. Jak 40 odleciał do Smoleńska i tam wylądował na lotnisku południowym, lub w innej wersji został rozbity niedaleko lotniska Siewiernyj (wskazują na to zeznania świadków ze Smoleńska). Ciała 25 ofiar z Jaka 40 zostały podrzucone na miejsce mistyfikacji (przypomnę – 15:12 – przystąpiono do ewakuacji ciał ofiar, miejsce zdarzenia lotniczego podzielono na 14 sektorów – czasu było dużo; nie widać było ciał – wypowiedzi Wiśniewskiego i Bahra). Co z rosyjskimi pilotami Jaka i Tupolewa 102, jeżeli nastąpiło ich kontrolowane rozbicie?. Przypomnę – w szpitalu klinicznym w Smoleńsku przygotowano 5 miejsc, a według wypowiedzi niektórych świadków, z okolic lotniska Siewiernyj, tuż po katastrofie odjechały trzy karetki pogotowia. Scenariusz ten pozwala uniknąć technicznych dyskusji o powodach opadania samolotu, gdy pilot chciał odejść na drugi krąg, o jego trajektorii i o prawdopodobnie sfałszowanych zapisach z czarnych skrzynek. Zapisy te mogą być kompilacją z wcześniejszych lotów, a to oznaczałoby, że akcja była przygotowywana od dłuższego czasu. Umożliwiał on również zaplanowanie dokładnego miejsca „katastrofy” – bez niepewności o skuteczność jej realizacji. Mgła była potrzebna do ukrycia działań, które odbywały się w tle prowadzonej akcji, jak również do uzasadnienia jej przyczyn. Co z filmem Koli? – Była to najprawdopodobniej mistyfikacja, mająca na celu uwiarygodnienie miejsca katastrofy, a sceny, które tam się odbywały miały przekonać nas wszystkich, że właśnie tam zginęli pasażerowie samolotu. Pozostają następujące problemy:
    a. – o której godzinie i gdzie taka przesiadka mogła mieć miejsce,
    b. – czy było wystarczająco dużo czasu na jej zrealizowanie.
    Na terenie Rosji mogą występować zjawiska rozciągania czasoprzestrzeni, czego przykładem jest fakt, że stenogram z VCR TU 154M 101 jest o osiem minut dłuższy, niż przewiduje to konstrukcja rejestratora, więc i w opisywanym przypadku wszystko jest możliwe. Sprawa ta zasługuje na analizę, tym bardziej, że nie należy w dalszym ciągu wierzyć godzinom wylotu TU154M 101 z Warszawy oraz podawanej godzinie katastrofy. Problemem jest również brak wiarygodnych źródeł, dotyczących lokalnego czasu w Smoleńsku – jeśli ten problem zostanie rozwiązany hipoteza się uprawdopodobni. Sprawa znajdywanych na miejscu katastrofy przedmiotów i ludzkich szczątków była wielokrotnie omawiana przez innych blogerów, nie będę więc robił tego powtórnie. Natomiast zapisami z czarnych skrzynek, stenogramami i wyciąganymi na ich podstawie wnioskami nie martwiłbym się? Technika wykorzystywana przez wojskowe i cywilne służby specjalne wyprzedza technikę do zwykłych zastosowań cywilnych, co najmniej o kilka lat. A tajne służby rosyjskie są bezwzględne i profesjonalne – profesjonalne, aż do bólu. Nie twierdzę, że opisany scenariusz wydarzeń jest prawdziwy, ale warto go rozważyć. – Alef-1

  23. Jacek said

    Calkowite milczenie „sojusznikow z nato” w sprawie tak newralgicznej jak nagla smierc czolowych przywodcow panstwowych i dowodcow wojskowych „sojuszniczego” panstwa, oraz bezwolne powtarzanie przez ich srodki przekazu absurdalnych „konkluzji komisji MAK” w ich najbardziej prymitywnej formie (pijany general), swiadczy wayraznie o wspoldzialaniu tych sojusznikow z rezymem putina i para dyszlowa marionetek tusk-komorowski ( a przez to rowniez z niemcami).

    Taka sama cisza wsrod „naszych zachodnich sojusznikow” zapadla w swoim czasie w kwestii Katynia, nie mowiac o ciszy o Polsce i Polakach jako sojusznikach w II W Sw. Oczywiscie ta cisza musiala zapasc ze wzgledu na Jalte, ktora byla planowana z pewnoscia znacznie wczesniej. Czy wiec przypadkiem Katyn nie odbyl sie z przynajmniej milczacym przyzwoleniem „naszych sojusznikow”. Czy nie dlatego putinowka tak pewnie czuje sie w tym temacie. Czy moze dlatego nie mozna przeprowadzic pelnego sledztwa w kwestii Katynia, jak rowniez „katastrofy” gen. Sikorskiego?

    Juz samo to milczenie potwierdza,ze mamy do czynienia z uzgodnionym zamachem. W zasadzie potwierdza to ponad wszelka inna mozliwosc bo jest jeszcze jedna monstrualna dziwnoscia w calym tym i tak juz absurdalnym „dochodzeniu” i tlumaczeniu „katastrofy” smolenskiej.

  24. Analityk said

    @Jasiek z Toronto

    Panie Janku mimo wszystko o tym gdzie jest te 6 ostatnich sekund nagrania z czarnych skrzynek trzeba uparcie pytać, pytać i jeszcze raz pytać. Usłyszymy z pewnością ryk nienawiści z przeciwnej strony, że nie chcemy żyć w zgodzie po chrześcijańsku tylko jątrzymy.

  25. W.P said

    [Cyt: jaga: Do W.P.
    Czytam Twoje analizy od dłuższego czasu – jestem pod wielkim wrażeniem. Postanowiłem dorzucić swoje „parę groszy”. Wiem to z pierwszej ręki (moi rodzice rozmawiali z ojcem ś.p. stewardessy Moniuszko niedługo po „katastrofie” i po tym jak był na rozpoznaniu): według tegoż Pana ciało stewardessy było nietknięte – dosłownie jakby spała – żadnych obrażeń!!!! Jak to możliwe i od czego umarła pozostaje tajemnicą….] a reszta zmielona, w kawałkach, etc. Wytłumaczcie to „super” „eksperci” i „specjaliści” od „katastrof” lotniczych.

  26. krakus said

    @Jacek
    Wieki całe Polacy pracowali dla Wuja Sama,przelewali krew broniąc
    interesów Ameryki,zwłaszcza jej pejsowatych obywateli.
    Głębokie poczucie Polaków „Za Waszą i Naszą..” było zawsze i jest dalej wykorzystywane przez Amerykanów do angażowania Polskich sił zbrojnych do tak niecnych celów jak np. wojny o charakterze więcej
    niż agresorskim w Kosowie,Iraku,Afganistanie.
    Absolutnie się zgadzam z Pańską wypowiedzią,a to ich „milczenie” pozwolę sobie zaliczyć do tych „dóbr” i „przysług” jakie spotkały Polskę licząc od Jałty poprzez sprzedaż samolotów do obiecywanych przez 25 lat zniesienia wiz.

  27. wet3 said

    @ Jacek (23)
    Zawsze pisze, ze to milczenie Zachodu daje bardzo wiele do myslenia. Nie wiem tylko jakie przyczyny to milczenie powoduje?
    Zgodnie z moja droga rozumowania moga tu byc trzy powody:
    1 – oni milcza bo podlozyli swinie Putinowi (dla mnie jest to najbardziej prawdopodobne), lub
    2 – milcza gdzyz scisle wspolpracowali z Putinem oraz
    3 – Milcza, bo pozbycie sie LK bylo im na reke.

  28. Jacek said

    ad Wet3 #27

    jezeli doprowadzic Panska analize do konkluzji to punkty

    „2 – milcza gdzyz scisle wspolpracowali z Putinem oraz
    3 – Milcza, bo pozbycie sie LK bylo im na reke.”

    przewazaja (2 do 1), a wiec wypadkowa jest posrodku nich tzn 2.5 co daje i pozbycie sie LK (czy tylko jego czy tez moze, a moze nawet w pierwszym rzedzie innych) i wsolprace z putinowka w tym celu. Bezposrednimi uczestnikami wspolpracy musialy byc agentury nimieckie i rosyjskie w Polsce nie wylaczjac amerykanskich ( moze tylko pasywnie przez przyzwolenie).

    Jezeli chodzi o

    „– oni milcza bo podlozyli swinie Putinowi (dla mnie jest to najbardziej prawdopodobne) ”

    to milczenie na ten temat nie jest sposobem na rozegranie tej swini, doswiadczenia 2WS wyraznie wskazuja co takie milczenie w rzeczywistosci oznacza. A ze w odpowiednich okolicznosciach mozna grac na nastrojach Polakow ciagnac te swinie za ogon to inna sprawa.

    Takie wnioski musza byc na uwadze kazdego rzadu POLSKIEGO w przyszlosci.

    Pozdrawiam

  29. z sieci said

    Ad.25

    Rodzice ktorejs ze stewardes (nie wiem czy pp. Moniuszko czy inni) twierdza, ze ich corka leciala rzadowym Tupolewem do Smolenska takze 9 kwietnia czyli dzien przed katastrofa. Ciekawe po co?
    Natomiast 7 kwietnia Tusk polecial podobno do Smolenska Ilem a nie Tupolewem. Nie ma jasnosci na temat lotu Tuska.
    Same zagadki….

  30. W.P said

    Zamach, Katastrofa czy Mistyfikacja?(oto jest pytanie).- Nie ma i nie było ŻADNYCH relacji z wylotu delegacji Prezydenckiej do Smoleńska w dniu 10 kwietnia . Wiemy tylko o starcie YAKA 40 z Okęcia z Prezydentem na pokładzie .Taki JAK w wersji lux „gabinetowej” ma ok. 21 miejsc na pokładzie i… tyle ofiar katastrofy zostało zidentyfikowane. Wszyscy tylko słyszeli iż TU154 robił cztery okrążenia do podejścia do lądowania – nie wiadomo gdzie odbyło się lądowanie. TVN przerwało transmisję w momencie jak (jakiś) samolot ląduje w krzakach potem pokazał się ogień i dym ……Film telewizji niemieckiej przez kilka sekund pokazuje cały kadłub samolotu leżący w zaroślach i kręcących się tam bliżej nieokreślonych funkcjonariuszy..Jaki to był samolot ? YAK40 czy TU154 M ? Nikt nie widział lądującego TU154M o Nr.bocznym 101. Nikt nie widział upadku samolotu. Ktoś (reporter Wiśniewski ?) „widział” tylko we mgle „jakiś” samolot pochylony na lewe skrzydło i słyszał dwa wybuchy. NIE MA żadnych bezpośrednich świadków samej katastrofy ,chociaż obok liczne i zamieszkałe domy – Nikt nie widział ofiar, nawet sanitariuszki rosyjskie mówiły tylko o „pakowaniu „czarnych worków. Wszystko spowiła Mgła niewiedzy.Nie wiadomo tak naprawdę kiedy i o której godzinie to się stało. Mniej więcej między 10: 38 a 10 :59 czasu miejscowego? Wszyscy , natomiast widzieli podjeżdżające w kilka godzin „po” ciężarówki wyładowane gustownego koloru trumnami i wiedzą o ich liczbie – przygotowano 136 sztuk w/g zapotrzebowania „pierwotnej” listy pasażerów.! Reporter TV i oczekujący na lotnisku , pobiegli na miejsce katastrofy i widzieli pozostałości „szczątków samolotu” i kilku „strażaków ” ( strażacy ? przed przybyciem samochodów Straży Pożarnej , które dopiero po chwili kilkunastu minut nadjechały ! ) polewających pracowicie krzaki a w tle dwa czy trzy tlące się niewielkie ogniska. Szczątki samolotu to fragment ogona , kadłuby silników i płaty skrzydeł niezbyt do siebie pasujących – jeden komplet rzekomo pochodził od innego typu samolotu ,oraz kawałek środkowej części kadłuba z monumentalnie sterczącymi kołami . Pozostałość wzmocnionej „salonki” topniała w oczach – w postaci jakiejś resztki blach poszycia z oknami , najpierw 8 potem 3 które były wybijane łomem przez żołnierza w czasie „porządkowania” terenu, zresztą trzeba przyznać przebiegającego w tempie wyjątkowo błyskawicznym i łącznie z wycinką okolicznych drzew na przestrzeni hektara. Kokpit który był widoczny na sławnym filmiku (1:54 ) kręconym za pomocą telefonu komórkowego ,znikł nim ktokolwiek inny zdołał go zobaczyć, nie mówiąc o sfotografowaniu. Te fragmenty , mało ubłocone, silnik (patrz zdj. do raportu Mak) jak „nówka” nigdy nie pracujący, czyściutki wewnątrz, bez śladu spalin i okopceń z „calutką ” kierownicą wlotu turbiny, nawet nie zabłocony, wyglądały jakby były pieczołowicie ułożone przez teatralnego dekoratora w inscenizacji tego Dramatu-Tragedii. Olbrzymi rozrzut części samolotu na dużej przestrzeni może świadczyć o wybuchu – Eksplozji czy Implozji w pozostałej części kadłuba który rozerwał się na tysiące odłamków.Powbijane liczne odłamki w pnie i konary drzew – (zdjęcia , przewiezione przez turystów -eksponaty prezentowane na stronach internetu), oraz kompletny brak niemalże całego kadłuba – kabiny pasażerskiej, także widoczny brak (165) foteli, bagażu podręcznego i ciał 96 pasażerów, które w wypadku „wybuchu” uległy(?) nie tylko rozerwaniu i rozczłonkowaniu ale podlegając tym samym prawom fizyki, były ( by)rozrzucone po całej okolicy. Fakty mówią co innego. Zwrócono niektórym rodzinom całe ubrania nawet nie wybrudzone oraz część osobistych rzeczy i bagażu ( zegarki, tel.kom?!) i portfele czy teczki, nie specjalnie uszkodzone i …radzono nie oglądać szczątków osób im bliskich ze względu na makabryczny i szokujący widok. Faktem jest ,że pierwsze sygnały „załoga żyje:” oraz 3( trzy ) „osoby uratowane” i odjeżdżające 3 (trzy) karetki pogotowia mogą świadczyć że trzech lotników przeżyło, co nie musi znaczy że byli to „nasi” polscy lotnicy. Nadbiegający na miejsce dyplomaci i pracownicy Kancelarii oczekujący na Prezydenta widzieli ułożone kilka ciał ofiar wzdłuż „wraku” i ..nic więcej, po za ,sugestią, że reszta znajdowała się w kadłubie samolotu – kadłubie którego w ogóle nie było!!!. Wszystko wskazuje na „Wielką Mistyfikację” katastrofy a filmik nikomu nieznanego Andrija Mendrieja mógłby być fragmentem Wielkiej Reżyserii i Dramatu na miarę Szekspira naprawdę wiejącą Grozą horroru inscenizacją. Nazwisko nieznanego reżysera filmu – Mendriej – jakby „mędrek” budzi już określone skojarzenie i makabrycznie Cyniczny Dowcip.
    Przytoczone tu przykłady w żadnym stopniu nie potwierdzają jednoznacznie katastrofy Rządowego TU154M Nr.101 ani nie identyfikują że to właśnie ten samolot był jej udziałem. Może wchodzi w grę teoria o zamianie samolotów, rozwalenie pustego TU 102 przeznaczonego do remontu i „remontowanie” za kwotę 70 mln. zł. w zakładach w Samarze „wyremontowanego” już TU 101 na koszt podatników. Taka „teoria” jest lansowana na blogu Salon24 i „dokumentowana” zdjęciami – kto wie ? Gdzie w takim razie reszta Pasażerów – może jak gdzieś na forum pisano ,siedzą sobie w którymś syberyjskim „sanatorium” czekając aż Polska zapomni o swym Prezydencie i „katastrofie”. Co stało się z pozostałymi pasażerami, czyje więc zwłoki spoczywają w trumnach, jak rzeczywiście zginęli, mogłaby wyjaśnić tylko ekshumacja. Czy Rządowy TU154M to nr.101 czy 102 ? Może rozpoznają mechanicy czy lotnicy znający ten samolot, nawet pomimo przemalowania , przełożenia czy uzupełnienia części i wyposażenia. Na miejscu katastrofy zostały znalezione dokumenty samolotu TU154M Nr.102 ! ! ! Na pokładzie Tu-154 był ważny certyfikat. Drugiego tupolewa DLACZEGO WE WRAKU ZNALEZIONO DOKUMENT INNEJ MASZYNY? Skąd certyfikat Tu-154M (102) wziął się na miejscu katastrofy?( czyżby bardak? a może?). Rosjanie w raporcie MAK zarzucają stronie polskiej, że Tu-154M nr boczny 101 nie miał ważnego certyfikatu zdatności do lotu. Polacy w uwagach do raportu odpowiedzieli, że taki nie był wymagany. Tymczasem na miejscu katastrofy znaleziono ważny certyfikat – tyle że innej maszyny, Tu-154M nr 102, który przechodził wówczas ponoć czy POnoć remont. Dowództwo Sił Powietrznych na zadawane im tym temacie pytania, odmawia komentarza w tej sprawie, pytanie dlaczego?. – Musimy poczekać na wyniki śledztwa polskiej komisji – mówi ppłk Rober Kupracz, rzecznik Sił Powietrznych(a co to ma do rzeczy? pytam pana rzecznika ppłk. Kupracza.). W opublikowanym w środę raporcie MAK w kilku miejscach pojawia się informacja, że Polska nie przedstawiła stronie rosyjskiej certyfikatu zdatności do lotów samolotu Tu-154 M nr boczny 101, który rozbił się 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem. Według przepisów Federacji Rosyjskiej (AIP RF), na którą powołuje się MAK, zaświadczenie o zdatności do lotu statku powietrznego (certyfikat zdatności do lotu) jest obowiązkowym dokumentem i powinno znajdować się na pokładzie zagranicznego statku powietrznego wykonującego rejs międzynarodowy.

  31. W.P said

    ad.29 to była Moniuszko, to Jej Ojciec zeznał w prokuraturze, że ona leciała tutką ponoć 101 do Smoleńska 09.04, wrócili wieczorem, a ryży leciał Casą, lub Jakiem, leciały POnoć dwa samoloty?. Co do samych zagadek to masz rację.

  32. Porażające said

    @Rolex

    Porażające jest to, że gdy obowiązywał czas katastrofy 8:56, to oficjalnie podawali, że samolot wyleciał o 7:54. Gdy poprawiono czas katastrofy na 8:41, poprawiono również czas wylotu na 7:27 i przeszło się nad tym do porządku dziennego. Obłęd.

  33. W.P said

    DLACZEGO ZAMILKŁ KOMPUTER POKŁADOWY – Według raportu MAK, zanik zasilania i zamrożenie pamięci komputera pokładowego FMS samolotu Tu-154 nastąpiły 15 m nad poziomem lotniska. Komputer przestał działać o godz. 10.41.05. Dokładnie w tym samym czasie miało dojść do zniszczenia samolotu wskutek rozbicia o powierzchnię ziemi. Z raportu MAK wynika, że moment zderzenia tupolewa z ziemią, który miał być bezpośrednią przyczyną zniszczenia maszyny, pokrywa się z chwilą „zamrożenia pamięci” komputera. Problem w tym, że samolot nie mógł być 15 m nad poziomem lotniska i jednocześnie rozbijać się o ziemię na wysokości pasa startowego lub tuż nad nim (Tu-154 uderzył w ziemię w miejscu znajdującym się między 0 a 5 m nad poziomem lotniska). Co jest więc powodem tych sprzeczności i która wersja gen. Tatiany Anodiny jest zgodna z prawdą? Na stronie 119 polskiego tłumaczenia raportu MAK jest napisane: „Zanik zasilania FMS („zamrożenie” pamięci) nastąpiło o 10.41.05, na wysokości barometrycznej skorygowanej do poziomu lotniska na wysokości około 15 metrów, prędkości podróżnej 145 węzłów (~270 km/h), w punkcie o współrzędnych 54°49,483” szerokości północnej, i 032°03,161 długości wschodniej”. Uderzył w ziemię, a potem w drzewa…
    – Gdy nastąpił zanik zasilania FMS, polski Tu-154 M znajdował się około 80 m przed miejscem pierwszego zderzenia z drzewami, 600 m od progu pasa. Tak wynika z obliczeń po zniwelowaniu błędu odchylenia i przedłużenia prostej linii podanych przez MAK błędnych współrzędnych – mówi „GP” K.M. (nazwisko i imię do wiadomości redakcji), mieszkający dziś za granicą wojskowy związany z kontrolą radiolokacyjną przestrzeni powietrznej, ekspert sejmowego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej Antoniego Macierewicza.
    Te obliczenia jeszcze bardziej podważają wersję MAK, według której w czasie, gdy „wysiadł” komputer, samolot roztrzaskał się o ziemię. Skoro zanik zasilania FMS nastąpił 80 m przed pierwszym zderzeniem tupolewa z drzewami, należałoby – trzymając się wersji Rosjan – przyjąć, że samolot najpierw uległ zniszczeniu, a dopiero potem… zderzył się z drzewami.
    – Co więcej, podane przez MAK współrzędne miejsca, w którym rozbił się samolot, i współrzędne zatrzymania się komputera pokładowego FMS dzieli różnica ok. 800 m, choć powinno to być to samo miejsce – dodaje K.M.
    Współrzędne miejsca, w którym rozbił się samolot (dokładnie: współrzędne środka tej strefy), to według MAK 54ľ49.450’N i 32ľ03.041’E (str. 88 tłumaczenia polskiego raportu MAK). Natomiast współrzędne miejsca zatrzymania się komputera pokładowego FMS – 54°49,483” N i 032°03,161” E (str. 117 polskiego tłumaczenia raportu MAK). Informacje te odczytali Amerykanie, bo w rządowym tupolewie zainstalowany był FMS produkcji USA.
    Co uszkodziło komputer?
    Najprostszym wyjaśnieniem, na które wskazuje ten sam czas „zamrożenia pamięci” komputera i zniszczenia samolotu (10.41.05), jest hipoteza przerwania pracy FMS w wyniku katastrofy. Jak wyjaśnialiśmy – katastrofa ta musiałaby jednak nastąpić 15 m nad poziomem lotniska i w sporej odległości od miejsca rozbicia się maszyny, co wymagałoby założenia „teorii spiskowej”, czyli np. wybuchu bomby na pokładzie. Czy są inne wytłumaczenia?
    – Komputer pokładowy przestaje działać wtedy, gdy „siada” energetyka. Być może rozpadł się środkowy silnik, wówczas odpadła prądnica, co spowodowało brak zasilania. Jednak bez poznania zapisów oryginałów czarnych skrzynek nie sposób rozstrzygnąć, co mogło być tego przyczyną – mówi „GP Janusz Więckowski, wieloletni pilot Tu-154.
    Czy awaria komputera mogła spowodować zablokowanie systemu sterowania samolotem lub wpłynąć na pracę silników bądź też uniemożliwić wykonanie manewru odejścia na drugi krąg, który rozpoczął kpt. Protasiuk?
    – Awaria komputera pokładowego nie wpływa bezpośrednio na możliwość zapanowania pilotów nad maszyną ani na zachowanie się samolotu. Komputer nie steruje samolotem, jest jednak bardzo ważnym urządzeniem pomocniczym. Nowoczesny amerykański system komputerowy umożliwia bezpieczne i dokładne ustawienie podejścia – mówi kpt. Więckowski.
    Przypomnijmy, że do komputera Tu-154 wprowadzono na podstawie błędnych kart podejścia dostarczonych przez Rosjan nieprecyzyjne współrzędne lotniska, niewskazujące środka drogi startowej. Jak powiedział „GP” Krzysztof Zalewski z miesięcznika „Lotnictwo”, „pilot, planując lot, wprowadził do GPS dane z otrzymanych od Rosjan kart podejścia. Komputer wyprowadził go idealnie w punkt, w którym nie było lotniska”. Co jednak stało się potem?
    – Trudno powiedzieć, bo informacja, że FMS przestał działać w momencie zniszczenia samolotu, choć przerwanie pracy komputera nastąpiło na wysokości 15 m nad poziomem lotniska, jest faktycznie dziwna – mówi Krzysztof Zalewski.
    – Może dano do badania w USA urządzenia z innego samolotu? – zastanawia się Marek Strassenburg Kleciak, pracujący w Niemczech ekspert ds. nawigacji satelitarnej.
    Maciej Lasek, członek Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, której przewodniczy minister spraw wewnętrznych i administracji Jerzy Miller, mówi „GP”, że komisja zajmuje się tym problemem.
    – Niedługo przedstawimy nasze stanowisko w raporcie komisji. Wcześniej nie chcę tego komentować – stwierdza w wypowiedzi dla „GP” Maciej Lasek. Poprosiliśmy, by ekspert komisji powiedział, czy jest sprzeczność w raporcie MAK w tej kwestii.
    – Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, bo zająłbym wówczas stanowisko dotyczące tego problemu, a nie chcę teraz tego robić – odpowiada Maciej Lasek.
    Wystąpienie nagłego braku zasilania i „zamrożenia” pamięci komputera pokładowego FMS 15 m nad poziomem lotniska to kolejna niewiadoma i kolejny niejasny punkt w rosyjskiej wersji tłumaczącej przyczyny katastrofy.
    Leszek Misiak, Grzegorz Wierzchołowski
    Współpraca: K.M.
    Artykuł ukazał się w najnowszym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska”

  34. W.P said

  35. z sieci said

    autorka

    Gdyby spojrzeć na tzw. prezentację komisji Millera z 18/01 pytania mam dwa:

    1) czy ok. 6 – 7 minuty filmiku z prezentacji komisji widać osobę wchodząca na pokład? To Ś.p. Prezydent?

    2) co ma sugerować to drzewko przed tutką, na sekundy przed zakończeniem prezentacji?

    Cała prezentacja i pytania podstawek do mikrofonów tu:

    _______________________

    @MMariola
    czy to „spóźnienie”, zdementowane, o ile pamiętam, nie miało zatem na celu uwiarygodnienia scenki z prezentacji komisji Millera z ok. 6 – 7 min., które można byłoby zatytułować np. „spóźniony Prezydent Kaczyński na schodkach do TU-154”? (cztery samochody, od ich przyjazdu do usunięcia schodków do samolotu minęło ok. 30 sek.)

  36. z sieci said

    autorka

    Gdyby spojrzeć na tzw. prezentację komisji Millera z 18/01 pytania mam dwa:

    1) czy ok. 6 – 7 minuty filmiku z prezentacji komisji widać osobę wchodząca na pokład? To Ś.p. Prezydent?

    2) co ma sugerować to drzewko przed tutką, na sekundy przed zakończeniem prezentacji?

    Cała prezentacja i pytania podstawek do mikrofonów tu:

    (http://www.youtube.com/watch?v=YThSNoaIfAE.)

    _______________________

    @MMariola
    czy to „spóźnienie”, zdementowane, o ile pamiętam, nie miało zatem na celu uwiarygodnienia scenki z prezentacji komisji Millera z ok. 6 – 7 min., które można byłoby zatytułować np. „spóźniony Prezydent Kaczyński na schodkach do TU-154”? (cztery samochody, od ich przyjazdu do usunięcia schodków do samolotu minęło ok. 30 sek.)

  37. nowe wieści said

    TO NIE JEST TU 154 101 Z PREZENTACJI MILLERA
    http://mmariola.salon24.pl/

  38. Z freeyourmind said

    @Free Your Mind
    …..przypuszczam, że oni odeszli na południe jeszcze zanim przeszli przez Dniepr; że nie byli nigdy na północ od rzeki. Nie było też żadnego kręgu nad lotniskiem Siewiernyj.

    Pamiętasz, że Mińsk przekazał ich Moskwie? Popatrz na stenogramy: cześć-aha-spadać. Tak się nie rozmawia. Chyba komentator LIBRA popełnił odnośną analizę, która mi się dla szczegółowych uzasadnień jakie w niej zawarł b. podobała.

    To znaczy, że dyspozycje do odejścia na POŁUDNIE dostali z Moskwy. To Moskwa przekonała ich do odejścia od pierwotnego planu, i przekazała ich nie do kontroli lotów „Siewiernyj”, lecz do tej kontroli lotów, gdzie mieli zostać sprowadzeni na spotkanie z komitetem powitalnym, tym właściwym.

    Tym samym wszystko było „wierojatno” – wielki szef w samym centrum znalazł rozwiązanie w trudnej sytuacji odmowy przez lotnisko docelowe (odmowy nie wprost, odmowy przez łgającego Plusnina że „u nas 400m”, ale mimo to odmowy wiążącej dla Protasiuka w Tupolewie) zgody na lądowanie. Jakiś szef w Moskwie znalazł się w samą porę, i zezwolił im na lądowanie w Szatałowie. Poczekał, aż odeszli na południe, i przekazał do kontroli lotów, bo ja wiem, na przykład sieszczeńskiej.

    Oznaczało by to, że odebrali by oni z Siewiernego tylko jedną wiadomość: tę fałszywą prognozę pogody pt. „nie ma warunków do lądowania”.

    Ustalenia dokonywane były najprawdopodobniej z Moskwą, zarówno z samolotu, jak i te czynione przez personel na ziemi, wszystkie, o czym świadczy wiszący stale na telefonie płk Krasnokuckij.

    A odejście, o które pytasz, dokonałoby się nie z kręgu nadlotniskowego, lecz dużo wcześniej, na ok. 50km przed lotniskiem Siewiernyj, ok. 8-10 minut lotu od Szatałowa. Przez to mogliby oni byli tam wylądować zanim ktokolwiek zorientowałby się GDZIE oni właściwie są. Także radar na Siewiernym nie musiałby wyłapywać tego „silniejszego sygnału” bo byłby tam już tylko jeden obiekt, i jeden sygnał. Za to byłyby „trudności w dogadaniu się” bo podstawiony w miejsce Protasiuka interlokutor zapewne bełkotałby możliwie niezrozumiale, albo wcale. Patrz analiza libry, on to wychwycił – komunikat za komunikatem.

    Ten ostatni manewr – odejście na południe – dokonałby się na wysokości, na jakiej oni są już niewidoczni dla stacji radarowych z Polski, a być może nie są już widoczni (krzywizna Ziemi) dla białoruskiego radaru, tego z Baranowicz na przykład. Poza tym, była sobota rano – kto by się tam nimi bez specjalnego rozkazu przejmował?

    Siewiernyj nie ma okólnego radaru, i nie widział ich. Korespondencja radiowa z nimi prowadzona była na UKF-ie, zasięg 30..90km, i nikt nie wie, jaka ona naprawdę była, i kiedy kto co mówił. Czarna skrzynka z jaka – wykasowana. Też nikt nie wie, co mówili, kiedy mówili, do kogo mówili. Wosztyl raz był zamknięty w środku pod strażą, i „odcięty”, a raz mówi, że stał na płycie lotniska, i wtedy to by był dopiero odcięty (od radia, które było w kabinie).

    Z Okęcia do Smoleńska jest 780km, do Szatałowa 800km. Samolot leci na pułapie 950km/h, po zejściu niżej ok. 750km/h. Rachunek jest prosty. Jak by nie liczyć, wychodzi poniżej jednej godziny. Teraz trzeba jeszcze poznać właściwą godzinę startu. I mamy co do minuty moment, kiedy wystąpiły „mnogije obrażenija”.
    http://freeyourmind.salon24.pl/

  39. iryss said

    @Jasiek z Toronto
    Pan Macierewicz wygrał wszystkie procesy o zniesławienie wytoczone mu prze członków jego słynnej listy, w wielu przypadkach dowiedziono rzeczonym współpracę z bezpieką. Mimo to media KONSEKWENTNIE milczą o jego sukcesach lub JAWNIE PODAJĄ NIEPRAWDĘ typu: patrz na swoją wypowiedź.

  40. Ant said

    Konferencja Millera odsłania wstrząsające detale (zapewne wiele jeszcze czeka na takie odsłonięcia). Prblem z dezinformacją pojawia się przy interpretacjach. Osłoniły się też wielkie dziury, które Ekipa Millera stara się zasłonić.
    Problem więc dostrzegam w uciekaniu od rzeczowego drążenia, zgłębiania tego co już wiemy -bezpornych faktów.
    Niestety teorie pana Cierpisza, moim zdaniem, takiemu oddalaniu się od celu sprzyjają.

    PS
    Zbrodni można dokonać np pałą, lub kolbą karabinu, waląc do skutku. Można też znacznie mniejszym wysiłkiem, za pomocą palca, popchnąć w przepaść („naprowadzić” na przepaść). Po co więc myślemie pod górkę i siłowe marnotrawienie energii skoro można to zrobić prościej?
    Kiedy weżmie się jeszcze do potęgę dezinformacji to nawet ujawniane fakty będą przez ogół pomijane lub budzić wątpliwości…. Tak więc w obecnym etapie też można „naprowadzać” jak najdalej od celu….np na uganianie się za własnym ogonem.
    Dostrzegam wiele ciekawych spostrzeżeń -po co jednak na siłę podczepiać je pod wymyśloną wcześniej teorię zamiast je drążyć i wyjaśniać (iść po ścieżce).

  41. Ant said

    PS
    Aby nie było wątpliwości dodam, że już od bardzo dawna nie mam wątpliwości, że był to zamach.
    W przekonaniu utwierdzają mnie też ciągle uporczywe krętactwa (od pierwszych chwil) i wielostronne działania dezinformacyjne, którymi zagłusza się nie wyjaśnione pytania i zagadki.

  42. Lubomir said

    Re: Ant. Zatem polskojęzyczna mafia tez musi znać szczegóły zamachu. Uprowadzenia i zamachu.

  43. Ant said

    Re: Lubomir
    Jestem przekonany, że polskojęzyczna mafia w sprawie „katastrofy” ma wiedzę znacznie obszerniejszą od podawanej nam do wiadomości. Do tego często widać wyraźnie, że niektórzy chronią lokalne, mafijne interesy często powiązane z niemieckimi, izraelskimi, rosyjskimi, etc…Zapewne z obowiązku, może też z potrzeby serca.

    Problem w tym, że w uprowadzenie nie wierzę. Każda znana mi argumentacja w tym kierunku jest dla mnie zbyt mocno naciągana. No i kto miałby uprowadzić samolot? Pan Cierpisz bardzo gorliwie odwraca uwagę od Rosji.
    Niepokojące jest również to, że odsuwane są w jego argumentacji elementy, które powinny być wyjaśnione np. film nakręcony zaraz po katastrofie. W zasadzie wszystko o czym dowiedzieliśmy się do tej pory przestało być dla niego istotne…. skoro „katastrofy” (zamachu) mw Smoleńsku nie było.
    Nie wiem, czy wystarczająco jasno to wyłuskałem?

    Warto tu też zauważyć, że pan Cierpisz był projektantem. Też się tym param a metody są zawsze podobne.
    Zawsze zaczyna się od jasno określonego celu – co chce się osiągnąć. Czytelnicy zakładają, że celem jest poznanie prawdy i ku temu powinna zmierzać analiza. Jednak celem może być też uwiarygodnienie wcześniej przyjętej teorii. Teorię też można projektować. Nie zakładam nawet przewrotnych intencji służących odwracaniu uwagi ku kolejnym sensacjom i sprzyjaniu szumowi informacyjnemu, co mamy codziennie w mainstreamie. Po prostu projektanci często wpadają w pułapkę własnych życzeń i wszystko co z nimi koliduje zostaje odrzucone.
    Tutaj jednak mamy do czynienia z „odrzuceniem” totalnym (znanych nam faktów)… i co ciekawe… z przemycanym między wierszami odciążaniem z odpowiedzialności Rosjan.

    Jeszcze trochę a zaczniemy wątpić w ogóle czy ten zamach miał miejsce?
    Przypomina mi się film Szulkina „Obi, oba”- jako odwrotność tej sprawy

  44. Ant said

    Ps
    Poprawię:
    Przypomina mi się film Szulkina „Obi, oba”- jako odwrotność teorii pana Cierpisza. Tam się „coś” pojawia a u pana Cierpisza znika w bliżej nieokreślonej przestrzeni.

  45. Lubomir said

    Re: Ant. Na miejsce egzekucji samolot mogli pilotować piloci rosyjscy. Skoro nie ma dokumentacji filmowej z odlotu samolotu z Warszawy…Niczego nie da się wykluczyć. Poziom nienawiści do polskiej elity państwowej osiągnął przecież swoje apogeum wówczas. Graniczył z obłędem, zdolnym do nieobliczalnych zachowań. Ten obłęd jeszcze jakiś czas utrzymywał się u co niektórych. Wyrażnie eksponowały to polskie kamery.

  46. Analityk said

    @Lubomir

    Nasączenie rosyjską agenturą w Polsce jest nieprawdopodobnie wysokie. W Warszawie jest pełno Rosjan nie kryjących sie nawet rozmawiać po rosyjsku. Ich dzieci chodzą do polskich szkół, wszyscy mówią po polsku jak rdzenni Polacy, są obsadzani na wysokich stanowiskach w urzędach centralnych i administracji Państwa Polskiego. To się czuje z ich antypolskich i prorosyjskich działań.

    Ustawa o tajemnicy danych osobowych doskonale spełnia zadanie chroniąc wszelki agenturalny i przestępczy element w Polsce. Gdyby wszystko było jawne – wręcz przezroczyste – wówczas Polacy bez trudu wiedzieliby kto jest kto i na kogo głosować, bo byłyby znana przeszłość każdego polityka, wszelkie koligacje rodzinno-towarzyski jak i stan posiadania oraz sposób jego zdobycia.

  47. antyPO said

    A tutaj poziom nienawisci do Polski przeszedł wszelkie oczekiwania, jak tak mozna bylo przed calym swiatem http://www.youtube.com/watch?v=jk7VweJ4byc

  48. Jeremiasz Paliwoda said

    Mylisz się inżynierze w interpretacjach, chociaż przyznaję, że zwracasz uwagę na najistotniejsze fakty.

    Dlaczego od jakiejś chwili nie ma zapisów rejestratorów, pomimo, że samolot jest nadal w ruchu? Ano nie dlatego, że samolot porwano na Okęciu, ale dlatego, że samolot jeszcze leci, nieuchronnie spadając, a rejestratory (po wybuchu we wlocie powietrza środkowego silnika) leżą już w błocie…

    Pozdrawiam Szwedzką Polonię 🙂

  49. Vita Bravo + Redakcja said

    Obudź się Polsko!
    Złodziej w domu!
    A kiedy dom okradną swoi
    i wysprzedają to, co drogie
    Zawsze zostanie przecież wiara,
    że honor jest podparty Bogiem
    Że póki jeszcze my żyjemy
    Bogiem, honorem i Ojczyzną
    Nie będą ci, co podle żyją handlować
    naszą ojcowizną.
    . . . . . . . . . . . .
    Obudź się Polsko!
    Bóg jest z nami!
    Więc nie jesteśmy przecież sami,
    byś zatrwożona wilczym tropem
    skamlała prosząc Europę
    o ochłap, co nas wstydem pali,
    że już jesteśmy tacy mali,
    że nie umiemy bez pomocy
    stanąć na swoich
    własnych nogach,
    by bronić progu swego domu,
    . . . . . . . . . . . .
    bośmy skarleli od niewoli… ”

    Czy ktoś zna autora tego wiersza? Czy polskojęzyczne media pod obcym zarządem dbają o polską kulturę?
    …………………………
    Autorem wiersza jest p. Kazimierz Węgrzyn,
    Pozdrawiam, Włodek Kuliński – Wirtualna Polonia

  50. Re: 17 – 24 – 39 –

    Wiecie co moi Drodzy co myslalem i wciaz mysle o tym zamachu?
    Mysle, ze w samolocie, ktory wyladowal gdzies pod lasem moskiewskim, odstrzelono tych, ktorzy byli niepoprawni politycznie, reszta pozostajaca przy zyciu zyje sobie w zacisznym miejscu ku chwale i-sra-ela, a samolot, a raczej wrak znalezniony pod Smolenskiem stal sie swego rodzaju „alibi” dla konspiratorow z mosadu…
    („cyrk” z cialami w zapieczetowanych trumnach – przypadek czy celowe dzialanie???)

    A „gawiedz” w dalszym ciagu szukac bedzie „przyczyn”, nazwisk, zdarzen, zaleznosci i Bog wie jeszcze czego…w medialnej nieskonczonosci.
    Podejrzewam, ze Putin przez przypadek otrzymal jakies materialy, ktore byc moze calkowicie zaprzeczaja oficjalnej „wersji” zdarzen, a CIA kontrolowane przez zydow nie pusci „pary z pyska”…(podobnie jak z zabojstwem J.F.Kennedy’ego, czy Lutra Kinga).

    Przykro mi, ale tak wlasnie mysle (oczywiscie dowodow na moja opinie nie mam).
    ======================
    jasiek z toronto

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: