Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Postulat laicyzacji państwa jako nowa forma ateizowania państwa

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2011-09-16

Toczącą się debata na temat zasadności obecności inspiracji chrześcijańskiej w życiu społecznym i krzyża w miejscach publicznych, wpisuje się w szerszy kontekst dotyczący relacji Kościół – państwo. W ramach „realizacji” obietnic wyborczych, SLD przygotowuje projekt rozdziału państwa od Kościoła. Przekonując do niego społeczeństwo, przedstawiciele partii lewicowej posługują się pseudoargumentami rodem z PRL-u. Bo ponoć, w życiu publicznym w Polsce nie ma autonomii i niezależności państwa od Kościoła. A ponad to, separacja Kościoła od państwa, wycofanie religii ze szkół, kapelanów ze szpitali, więzień wojska itd. ma być najskuteczniejszym środkiem na „załatanie” ogromnej dziury budżetowej, (której ponoć do czasów wyborów prezydenckich nie było, bo byliśmy zieloną wyspą urodzaju w Unii Europejskiej).

Wypada się więc przyjrzeć owym mało inteligentnym i innowacyjnym propozycjom ratowania Polski przed wielkim kryzysem. SLD jako ideologiczny ( i nie tylko!) spadkobierca PZPR, zapomniał o tym, że antagonizowanie tych dwóch wspólnot jakimi są państwo i Kościół w naszej Ojczyźnie, nikomu nie wychodzi na dobre. Zresztą nikt o zdrowych zmysłach i podstawowej kulturze politycznej, nie neguje prawdy o autonomii i niezależności tych dwóch wspólnot, przy równoczesnej ich kooperacji dla dobra przecież tych samych ludzi, będących zarazem w większości obywatelami tego samego państwa i członkami Kościoła.

Są jednak tacy ludzie, którzy albo z niedouczenia, albo z braku tolerancji, bądź wprost ze złej woli, próbują podważyć tę harmonię i współpracę miedzy Kościołem a państwem, posługując się w sposób demagogiczny  pojęciem laicyzacja (sekularyzm). Uważają przy tym, że pojęcie to jest antidotum na wszelkie zło współczesnego świata. Podobnie myśleli w niedalekiej przeszłości marksiści, głosząc tezę o „neutralnym światopoglądzie naukowym”, który miał pomóc stworzyć raj na ziemi i wyzwolić ludzkość z „okowów” alienującej człowieka religijności.

Czym zatem jest owo magiczne pojecie sekularyzm (laicyzacja)? Jaka rzeczywistość kryje się za nim?

W teoriach sekularyzacji – jak zauważa V. Possenti – istnieją poważne dwuznaczności, z tego powodu, że nader rzadko rozróżnia się w nich trzy poziomy: a) sekularyzacja jako rozróżnienie sfery świeckiej i religijnej, państwowej i Kościoła; b) sekularyzacja jako ograniczenie religii do sfery ściśle prywatnej; c) sekularyzacja jako schyłek i upadek wierzeń religijnych (zob. Religia i życie publiczne. Chrześcijaństwo w dobie ponowożytnej, Warszawa, 2005).

Pierwszy poziom związany jest z autonomią działania władzy państwowej i władzy religijnej – Kościoła. Jest to tzw. sekularyzacja instytucji polegająca na niezależności tych dwóch rodzajów władz od siebie. Ten poziom sekularyzacji i związany z nim model świeckości, bliski jest koncepcji „laickości pozytywnej”, o której mówił prezydent Francji Nicolas Sarkozy, dnia 30 stycznia 2008 w Paryżu, w czasie konwencji partii Unii na Rzecz Ruchu Ludowego (UMP), poświęconej sprawom europejskim.

Autonomia państwa i Kościoła w tym modelu nie jest równoznaczna z ich sztuczną separacją, a tym bardziej z opozycją. Te dwie wspólnoty mają bowiem wspólny teren zainteresowania, którym jest dobro każdej osoby ludzkiej. Kościół szanując autonomie państwa, może wspierać je w działaniu na rzecz osoby i społeczeństwa, inspirując działanie ludzi przez głoszenie prawdy objawionej i wartości chrześcijańskich, oraz dokonując oceny etycznej władzy politycznej. Kościół bowiem przechowuje – jak uczy Benedykt XVI – „skarb wiedzy i doświadczenia etycznego, które okazuje się istotne dla całej ludzkości: w tym sensie przemawia jako przedstawiciel racji etycznej”. Laickość państwa rozumiana jest z jego autonomią w realizacji właściwych mu zadań, to znaczy zapewnienia obywatelom godziwych warunków życia, a także jako przestrzeganie wolności sumienia i religii. Państwo laickie nie powinno być jednak państwem zeświecczonym, czy tym bardziej ateistycznym – wrogim chrześcijaństwu.

Drugi i trzeci poziom związany jest z sekularyzacją świadomości – programowym usuwaniem religii i jej symboliki z tkanki życia społecznego. Poziomy te tworzą radykalny – zamknięty model świeckości, niosący ze sobą areligijny i ametafizyczny sens życia. Model ten związany jest z oświeceniowym poglądem na religię (kult rozumu) i wojującym ateizmem podtrzymywanym przez liczne teorie filozoficzne takie jak: pozytywistyczny scjentyzm, marksizm, radykalny agnostycyzm, egzystencjalizm ateistyczny itd. Ta idea świeckości jest nieadekwatna, bo nie liczy się z pamięcią historyczną i żywą tradycją narodów chrześcijańskich.

Jak wskazywał J. Maritain w Humanizmie integralnym jest to fałszywy model sekularyzacji. Jest on wysoce ryzykowny dla kultury, bo wiąże się z rozkładem tradycyjnych wartości i symboli, nie prowadząc równocześnie do pojawienia się nowych prawdziwych wartości. Kultura współczesna ma charakter wybitnie naturalistyczno-materialny ignorując coraz wyraźniej transcendentny (moralny i religijny) wymiar człowieka. Sekularyzacja kultury zamykając ją na doświadczenie sacrum, skutkuje relatywizacją etyki. Ostatecznie prowadzi to do pojawienia się antykultury w formie praktycznego materializmu, nihilizmu, cynizmu i hedonizmu. Kultura która opiera się na redukcyjnej (niepełnej, bo tylko materialistyczno-naturalistycznej) wizji człowieka jest kulturą fałszywą – pseudokulturą. „Kultura immanencji” eliminująca wszelką transcendencję i inność, była źródłem licznych totalitaryzmów i chorych demokracji a teraz jest głównym źródłem kryzysu kultury europejskiej.

Istota pozytywnej świeckości

Jak pokazuje historia nowożytna, tak pojęta sekularyzacja „pożera samą siebie”, ponieważ jest ona możliwa tak długo, jak długo istnieją treści i wartości chrześcijańskie, które można zsekularyzować. Gdy ich zabraknie, sekularyzacja przechodzi w nihilizm, ponieważ nie jest zdolna do podtrzymywania samej siebie! Dlatego w debatach nad świeckością państwa trzeba brać pod uwagę rożne modele laicyzmu (sekularyzmu), ich historie i konsekwencje oraz pamiętać o roli religii i tradycji chrześcijańskiej w życiu publicznym narodów Europy. Jan Paweł II w tym kontekście mówił o potrzebie ustrzeżenia i zachowania społeczeństwa na przyszłość „zarówno od totalitarnej utopii sprawiedliwości bez wolności, jak też od utopii wolność bez prawdy, której towarzyszy fałszywe pojecie tolerancji” (Tenże, Adhortacja Ecclesia in Europa, 2003, nr 98).

Zasada laickości jest słuszna, jeśli jest pojmowana jako rozróżnienie pomiędzy wspólnotą polityczną i religiami. Stworzenie właściwych relacji miedzy sferą sacrum a profanum jest ważne także z punktu widzenia społecznej nauki Kościoła, gdyż nie tylko chroni ludzi wierzących przed fanatycznym ateizmem, ale także zabezpiecza państwo przed religijnym fundamentalizmem. Rozróżnienie tych sfer nie oznacza jednak ignorowania jednej z nich! Laickość nie może być nową formą ateizowania i marginalizowania religii i jej społecznego charakteru. Laickość nie może stawać się chrystofobią i ideologicznym, wojującym sekularyzmem. Laickość nie może prowadzić ( a często to robi!) do traktowania polityki jako „świeckiej religii” i w prostej konsekwencji do fałszywego kultu polityki.

Kult państwa i polityki  jako nowej „świeckiej religii”

W związku z próbą traktowania polityki jako „świeckiej religii” Jan Paweł II pisał w encyklice Centesimus annus, że „gdy ludzie sądzą, że posiedli tajemnice doskonałej organizacji społecznej, która eliminuje zło, sądzą także, iż mogą stosować wszelkie środki, także przemoc czy kłamstwo, by ją urzeczywistnić. Polityka staje się wówczas „świecką religią”, która łudzi się, że buduje w ten sposób raj na ziemi. Żadnego jednak wyposażonego w organizację polityczną społeczeństwa, które posiada własną autonomię i prawa, nie można nigdy mylić z Królestwem Bożym (…). Roszcząc sobie prawo do formułowania tego sądu już teraz, człowiek stawia siebie na miejscu Boga i sprzeciwia się Jego cierpliwości (nr 12). To swoiste „ubóstwienie” polityki i mechanizmów demokratycznych prowadzi nie tylko do prób rugowania religijnego wymiaru życia publicznego, ale także oderwania polityki od fundamentów etycznych. Głęboki realizm nakazuje odrzucić wizje polityki jako namiastki religii – „świecką religię”, gdyż jest to następną i bardzo niebezpieczna w konsekwencjach utopia, co potwierdza nowożytna historia.

Potrzeba obecności chrześcijaństwa w życiu publicznym

Zdaniem Kościoła (i nie tylko!) władza polityczna oraz demokratyczne państwo konstytucyjne, potrzebują zawsze transpozycyjnej legitymizacji. Podstawę do tego daje chrześcijaństwo ze swoja 2000-letnia historią, tradycją i kulturą. Prawdziwy rozwój człowieka i całych społeczeństw – domaga się „przemiany postaw duchowych, które określają stosunki każdego człowieka z sobą samym, z bliźnim, ze wspólnotami ludzkimi, nawet najbardziej odległymi, a także z naturą, na mocy wyższych wartości, takich jak, dobro wspólne (…),czerpiąc natchnienia z wiary religijnej” (zob. Encyklika Sollicitudo rei socialis, nr 38).

O potrzebie obecności chrześcijaństwa w życiu publicznym wraz z jego symboliką, mówił Jan Paweł II podczas Mszy św. w Lubaczowie, dnia 3 czerwca 1991 r. Uczył wtedy: „W naszym ludzkim życiu nieodzowny jest wymiar świętości. Jest on nieodzowny dla człowieka, ażeby bardziej „był” — ażeby pełniej realizował swe człowieczeństwo. I nieodzowny jest dla narodów i społeczeństw. Wiara i szukanie świętości jest sprawą prywatną tylko w tym sensie, że nikt nie zastąpi człowieka w jego osobistym spotkaniu z Bogiem, że nie da się szukać i znajdować Boga inaczej niż w prawdziwej wewnętrznej wolności. Ale Bóg nam powiada: „Bądźcie świętymi, ponieważ Ja sam jestem święty!”( Kpł 11, 44). On chce swoją świętością ogarnąć nie tylko poszczególnego człowieka, ale również całe rodziny i inne ludzkie wspólnoty, również całe narody i społeczeństwa. Dlatego postulat neutralności światopoglądowej jest słuszny głównie w tym zakresie, że państwo powinno chronić wolność sumienia i wyznania wszystkich swoich obywateli, niezależnie od tego, jaką religię lub światopogląd oni wyznają. Ale postulat, ażeby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru świętości, jest postulatem ateizowania państwa i życia społecznego i niewiele ma wspólnego ze światopoglądową neutralnością. Potrzeba wiele wzajemnej życzliwości i dobrej woli, ażeby się dopracować takich form obecności tego, co święte w życiu społecznym i państwowym, które nikogo nie będą raniły i nikogo nie uczynią obcym we własnej ojczyźnie, a tego niestety doświadczaliśmy przez kilkadziesiąt ostatnich lat. Doświadczyliśmy tego wielkiego, katolickiego getta, getta na miarę narodu”.

Papież zaś Benedykt XVI w encyklice Caritas in veritate dopowiada, że „bez Boga człowiek nie wie, dokąd zmierza i nie potrafi nawet zrozumieć tego, kim jest. Wobec olbrzymich problemów rozwoju narodów, które niemal wpędzają nas w zniechęcenie i rezygnację, przychodzi nam na pomoc słowo Pana Jezusa Chrystusa, który uświadamia nam: «beze Mnie nic nie możecie uczynić» (J 15, 5) i dodaje odwagi: «A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata» (Mt 28, 20). Dyspozycyjność wobec Boga otwiera na dyspozycyjność wobec braci oraz wobec życia pojmowanego jako solidarne i radosne zadanie. I przeciwnie, ideologiczne zamknięcie się na Boga oraz ateizm obojętności, zapominające o Stwórcy i narażone na zapominanie również o wartościach ludzkich, jawią się dziś pośród największych przeszkód w rozwoju. Humanizm wykluczający Boga jest humanizmem nieludzkim. Jedynie humanizm otwarty na Absolut może nam przewodzić w krzewieniu i realizacji form życia społecznego i obywatelskiego – w obrębie struktur, instytucji, kultury i etosu – ratując nas przed ryzykiem, że staniemy się zakładnikami przelotnej mody. To świadomość niezniszczalnej Miłości Bożej podtrzymuje nas w mozolnym i wzniosłym zaangażowaniu się na rzecz sprawiedliwości i rozwoju narodów, pośród sukcesów i porażek, w nieustannym wyznaczaniu właściwych kierunków dla ludzkich spraw. Miłość Boża wzywa nas, by wyjść z tego, co jest ograniczone i nie ostateczne, dodaje nam odwagi do działania i dalszego poszukiwania dobra wszystkich, nawet jeśli nie realizuje się natychmiast, nawet jeśli to, co zdołamy uczynić, my oraz władze polityczne i zaangażowani na polu ekonomii, jest zawsze mniejsze od tego, czego gorąco pragniemy. Bóg obdarza nas siłą, by walczyć i cierpieć za miłość do dobra wspólnego, ponieważ On jest naszym Wszystkim, naszą największą nadzieją” (nr 78).

Ks. Mariusz Sztaba
KUL

Komentarzy 6 do “Postulat laicyzacji państwa jako nowa forma ateizowania państwa”

  1. telemach said

    Ks Sztaba na pewnochce wziac odpowiedzialnosc za polska gospodarke. Glosujmy na ksiedza Sztabe!

  2. Marian said

    @Telemach
    To jest jedyny madry wniosek bo jak dodat rabbini z polskiej gospodarki porobili prywatne interesy lub zlikwidowali ja.

  3. Eadge said

    A moze glosujmy na Telemacha – satyry i sarkazmu nie zabraknie.

  4. Analityk said

    Te s.syny z Komorowskim na czele wpychają Polskę w niewolę i faktycznie likwidują Nam Polakom Konstytucję

    http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110912&typ=my&id=my12.txt

  5. Obserwator said

    Powinnismy protestowac! Polska jest krajem katolickim i banda Tuskoidow nie ma prawa narzucac nam laicyzmu.
    Co jeszce zlego moga oni wyrzadzic Polakom? Oni sa nie tylko proniemieccy, prorosyjscy ale przede wszystkim proizraelscy.

  6. Andy said

    Władza w PRL-bis, nienawidząc uczciwego oraz myślącego społeczeństwa — działa jako znacząca siła destruktywna w państwie.
    Postkomunistyczna władza tworząca swój „światek o swoistych prawach i obyczajach”, w jakim odbieranie instrukcji przez posłów PO od mafii w czasie spotkań na cmentarzu — nie jest kryminalnym czynem prawnie zabronionym, nie jest także i aferą hazardową — jest gotowa nawet do „wyrzynania watah”, byleby tylko, nawet za cenę zniszczenia państwa oraz Narodu, utrzymać się przy ukochanej przez nich władzy…

    Właśnie w ten sposób psychopatyczni przywódcy PRL-bis „odkrywają swoje odmienne sposoby działania i walki o byt” — o czym szerzej pisze Jan Łobaczewski w znakomitej „Ponerologii Politycznej.”

    „Kiedy psychopaci zdobywają władzę i dobrobyt — a więc stają się patokracją[iii] — stają się skłonni do uznania siebie za kryterium normalności, a tym samym ludzi normalnych za wadliwych.”[iv] Pisząc o narastaniu takiej rakowej narośli w społeczeństwach, narośli nazwanej patokracją — Łobaczewski pisze o zjawiskach makrosocjalnych.

    Zob. całość:
    http://salski.nowyekran.pl/post/27013,osobnicy-psychopatyczni-i-czesc-innych-dewiantow-tworza-ponerogennie-aktywna-siatke-porozumien

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: