Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Bestie. Nieukarani mordercy Polaków – Tadeusz M. Płużański

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2011-10-22

Reporterskie śledztwo o ludziach, którzy w czasach komunizmu mordowali polskich patriotów, za co nigdy nie zostali ukarani – właśnie ukazała się książka Tadeusza M. Płużańskiego

Można było skazać strażnika z obozu w Sobiborze Iwana (Johna) Demjaniuka, mimo iż sąd w Monachium wymierzył mu bardzo niską karę. Za katowanie więźniów, strzelanie do nich i prowadzenie do komór gazowych dostał jedynie pięć lat. I „ze względów humanitarnych” do więzienia nie pójdzie. Tymczasem, za współudział w zamordowaniu 30 tysięcy osób – czyli ludobójstwo – powinien zostać skazany na maksymalny wymiar kary, czyli dożywocie. Mimo, iż w samych Niemczech żyją oprawcy odpowiedzialni za jeszcze większe i lepiej udokumentowane zbrodnie. A co robi Centrum Szymona Wiesenthala? Spoczęło na laurach? Nie, nadal ściga innych zbrodniarzy. A jak jest w Polsce?

Od kilkunastu lat badam sprawy stalinowskich oprawców – tytułowych bestii. Z niektórymi z nich rozmawiałem, ale głównie z ich ofiarami, rodzinami ofiar, bo to ich głos powinien dziś być najmocniej słyszalny. Przyglądałem się śledztwom, procesom. Linii obrony byłych funkcjonariuszy komunistycznego systemu bezprawia, upokorzeniu (ponownemu) ich ofiar, które muszą udowadniać, że były prześladowane i bite, oraz bezsilności sądów. Ale czy na pewno to tylko bezsilność? Na to i szereg innych pytań staram się odpowiedzieć w prezentowanej Państwu książce.
Wnioski są niestety mało pokrzepiające. Podstawowy jest taki, że przez 22 lata wolnej III RP nie udało się osądzić żadnego sędziego i prokuratora, którzy w czasach stalinowskich skazywali polskich patriotów, choć prawo zakwalifikowało ich czyny jako komunistyczne zbrodnie sądowe i zbrodnie przeciwko ludzkości. Jeśli w ogóle postawiono im zarzuty, nie ponieśli żadnych konsekwencji karnych. Przepraszam, jeden sędzia został skazany, ale wyrok ten został uchylony. Pozostałych sądy – mimo twardych dowodów – uniewinniły albo umorzyły ciągnące się latami sprawy z powodu „braku ustawowych znamion przestępstwa” lub śmierci oskarżonych. Niektóre procesy zawieszono na czas nieokreślony lub zwrócono akta do uzupełnienia. Jeden z sądów w ogóle odmówił rozpatrzenia sprawy… A przecież tu nie o zemstę chodzi, ale o symboliczną sprawiedliwość.

W tej sytuacji wielkim sukcesem jest kilka wyroków na stalinowskich śledczych. Ale większość z nich zostało skazanych w jednej sprawie – słynnym procesie Humera w 1996 roku. A teraz przypadek ostatni – z maja 2011 roku. Sąd skazał byłego szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Myślenicach na dwa lata więzienia za znęcanie się nad więźniem w 1946 i 1947 roku. Ubek bił go rękami po twarzy i całym ciele, kopał, zgniatał palce rąk linijką, groził pozbawieniem życia i wyzywał wulgarnymi słowami. Wyrok nie jest prawomocny i sadysta prawdopodobnie nie trafi za kraty. Zresztą w toku procesu nie przyznał się do winy. Twierdził, że nigdy nikogo nigdy nie uderzył. W apelacji mogą zwyciężyć „względy humanitarne” – że jest zbyt stary i schorowany, aby go skazywać. Bo taka „wykładnia” na ogół obowiązuje. Kilka z opisanych w książce sądów nieprzypadkowo nazywanych jest umarzalniami. Ale w innych też działa „sędziowska solidarność”.
Żyjący do dziś Eugeniusz Chimczak, którego więźniowie Rakowieckiej zapamiętali jako jednego z najokrutniejszych śledczych, prokuratorowi IPN przyznał, że pracował w MBP, ale żadnych szczegółów „nie pamiętał”. Pytany o stosowanie przymusu fizycznego i psychicznego, odpowiadał: „nie było żadnego”. Sam nie bił, nie słyszał również, aby bili inni. Skazany na kilka lat we wspomnianym procesie Humera, z więzienia został przedterminowo zwolniony ze względu na… stan zdrowia. Dziś chodzi sobie spokojnie po Mokotowie, robi zakupy, pobiera wysoką, resortową emeryturę i śmieje się w twarz swoim ofiarom i sędziom III RP.
Jerzy Kędziora, sadysta z Rakowieckiej i tajnego więzienia MBP w Miedzeszynie, którego proces trwa dziś przed sądem dla Warszawy-Mokotowa, odpowiada na pytanie oskarżenia: – Dlaczego został pan wybrany do pracy w Miedzeszynie? – Prawdopodobnie dlatego, że dostrzeżono, że potrafiłem rozmawiać w trudnych, złożonych sprawach. Ofiara Kędziory, Wacław Sikorski zeznaje w sądzie: – „Podpiszesz, taka twoja mać?”. Nie. Otwartą ręką huknął mnie w lewe ucho. O tu – Sikorski pokazuje sędzinie aparat przy uchu. – Do dziś słabo słyszę. To jest po panu Kędziorze”. Komu da wiarę sąd? Zapewne oprawcy, a nie jego ofierze. Po każdej rozprawie Kędziora – trzymany za rękę przez córkę i otoczony wianuszkiem kolegów – towarzyszy z Bezpieczeństwa – opowiada, że kończy książkę o swojej pracy dla ojczyzny. Z pominięciem lat 1944-56. – Ten okres wymazałem z pamięci – wyznaje na sądowym korytarzu.

Wracając do sędziów i prokuratorów – przecież oni należeli do tego samego aparatu terroru. Oni też mordowali, z tą różnicą, że nie znęcając się fizycznie i psychicznie, ale zza biurka. Przecież prokuratorzy oskarżali, a sędziowie wydawali wyroki na podstawie dowodów, wymuszonych biciem przez „śledzi”, którzy często byli współautorami aktu oskarżenia. Przecież na skazanie jednego człowieka pracował cały aparat partii i państwa – począwszy od Bieruta, Radkiewicza, Romkowskiego, poprzez Tajnych Współpracowników, agentów celnych (kapusiów w więziennej celi), w końcu śledczych, sędziów i prokuratorów właśnie, a na obrońcach sądowych skończywszy. Dlaczego zatem jednych – oprawców z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego można skazać, a drugich – oprawców w togach już nie?
W okresie stalinowskim niewłaściwy skład sądu nie przeszkadzał w wydaniu wyroku. Dziś błędy proceduralne minionej epoki bywają podstawą oskarżenia. Tylko z tego powodu (zamiast dwóch ławników, w procesie brał udział tylko jeden) można było w ogóle postawić przed sądem III RP prokuratora, który w 1948 r. żądał kary śmierci dla Witolda Pileckiego. Sam fakt, że Czesław Łapiński podżegał do mordu sądowego na rotmistrzu, świadomie dążąc do wyeliminowania niewinnego człowieka tylko dlatego, że był przeciwnikiem politycznym, dla systemu prawnego III RP nie ma żadnego znaczenia.
Powodem stosowania podwójnej miary w ściganiu stalinowców – skazywania śledczych, a z drugiej strony – pobłażliwości dla sędziów i prokuratorów jest – obok wspomnianej solidarności zawodowej ludzi w togach (np. immunitet sędziowski, który do dziś ma bronić stalinowskich oprawców – np. przypadek sędziego Stefana Michnika) – przede wszystkim wadliwe prawo. Po pierwsze, daje ono sądom dużą dowolność w orzekaniu na korzyść komunistycznych oprawców. Po drugie – co najważniejsze – nie potrafi ono uznać, że zbrodniarzem nie jest tylko ten, który strzela w tył głowy, nie tylko ten, który bije, kopie i topi w wannie. Pozbawić kogoś życia można również na drodze – wydawałoby się legalnej – procedury sądowej. Za stalinowskie zbrodnie tak samo odpowiedzialna jest np. prokuratorka Helena Wolińska, która – można by powiedzieć – „tylko” wydawała nakazy aresztowania. Ale w efekcie – jako jeden z trybów aparatu represji – przyczyniła się do stracenia innego bohatera Polski Podziemnej – gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila” i prześladowania innych.

Prawo wolnej Polski musi zatem przyjąć zasadę, że cały powojenny system był zbudowany na bezprawiu. Dopiero zagłębiając się w te mroczne czasy, widzimy, jak ta machina zbrodni działała. Widzimy np., że często granice między bandytą w mundurze „oficera” bezpieczeństwa z pistoletem i pałką, i tym w mundurze sędziego czy prokuratora wojskowego z długopisem i plikiem akt – zacierały się i ci sami oprawcy występowali w kilku rolach na raz. Wacław Krzyżanowski np. najpierw prowadził śledztwo, a potem oskarżał przed sądem. Niektórzy sędziowie – jak w sprawach z udziałem Wacława Langego – zabijali (dosłownie) skazanych na sali sądowej. Niektórzy śledczy – jak Tadeusz Szymański czy Mieczysław Wybraniec – wykonywali wyroki. Kto zatem był bardziej okrutny – czy śledczy, który katował, czy prokurator, który na tej podstawie oskarżał, czy sędzia, który orzekał?

Wszyscy byli katami i tak powinni być traktowani przez sądy Rzeczpospolitej. Ale klimat polityczny znów nie sprzyja rozliczaniu komunistycznych zbrodni, i znów zwyciężają głosy broniące dawny układ, w stylu: „W SB pracowało wielu porządnych ludzi”. O wielu takich „porządnych ludziach” traktuje książka „Bestie. Mordercy Polaków”.

– Praca Tadeusza Płużańskiego jest gigantycznym kompendium wiedzy o terrorze komunistycznym w latach powojennych, o próbach oddania sądowej sprawiedliwości oprawcom po 1989 roku oraz o trudnej drodze prawdy o tamtych czasach do szerszej świadomości Polaków w III RP – pisze we wstępie do książki Jerzy Zalewski, reżyser, producent filmowy, autor m.in. filmów „Obywatel poeta” (o Zbigniewie Herbercie), „Tata Kazika” (o Stanisławie Staszewskim) czy ostatnio „Elegia na śmierć „Roja” (o żołnierzu wyklętym Mieczysławie Dziemieszkiewiczu „Roju”). W 1992 roku Zalewski nakręcił dokument „Szpiedzy. Świadkowie historii”, w którym przedstawił losy czterech osób skazanych przez komunistów na karę śmierci: Jerzego Pawłowskiego, Józefa Szaniawskiego, Zdzisława Najdera i Tadeusza Płużańskiego – mojego Ojca. Dziś w recenzji „Bestii. Morderców Polaków” napisał: – Zastanawiać może tytuł książki – jednoznaczny i „prosto z mostu”. Jakże jednak nie eksponować tej jednoznacznej oceny, skoro na przykład jeszcze w 1999 roku prezydent Kwaśniewski odznaczył Supruniuka, kata Rzeszowszczyzny, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, a w roku 2003 Krzyżem Oficerskim tego orderu jeszcze innego komunistycznego oprawcę? Jak widać w III RP odróżnienie kata od osoby zasłużonej dla Polski nie jest wcale oczywiste.

Tadeusz
M. Płużański

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.

Reklamy

Komentarzy 7 to “Bestie. Nieukarani mordercy Polaków – Tadeusz M. Płużański”

  1. Wiesław P. said

    Polecam gorąco by przeczytać Polacy o tate Stolzmana i nim samym: http://polskapartianarodowa.org/files/stolz.pdf oraz to: http://ratujpolske.blogspot.com/2005/06/aleksander-kwasniewski-izaak-stoltzman.html Szczególnie polecam od strony 50 w dół. Nasuwa się po lekturze pytanie: w czyi rękach, czyim narzędziem jest IPN oraz komu służy i do czego IPN.

  2. Antek said

    IPN nie jest w polskich rękach. Lustracja to wielka blaga. Fabrują papiery na tych , których trzeba zniszczyć a wystawiają świdectwa niewinności autentycznym TW SB

  3. Wiesław P. said

    Antek raczej nie fabrykują, lecz kryją żydostwo zamieszane w zbrodnie, złodziejstwa, rabunki jak seniora Stolzmana, temat dla IPN i rabunku przez niego gdańskiej kasy Forstera w wysokości 400 mln $, ulokowane w dwu bankach w Davos, gdzie piczę sprawuje siostra Stolzmana juniora i morderca Vogel, jego korsarstwo na Bałtyku jest ukrywane. Przeczytaj to pod linkiem pdf który podałem, włos na głowie ci się zjeży a dłonie w pięść się zacisną.

  4. Wiesław P. said

    Polacy, polscy patrioci, z AK, NSZ, Gryfa Pomorskiego, WiN, mordowani byli także w lasach Bornego Sulinowa, wraz z powracającymi do Kraju żołnierzami PSZ, którzy nigdy do swych rodzin, domów nie dotarli, zaginęli po drodze a kości i ich prochy użyźniają ziemię w tamtych rejonach, gdzie ich mordował senior płk. NKWD Stolzman ksywa Kwaśniewski i taki sam zbrodniarz bez życiorysu i sowiecka matrioszka Kiszczak z plutonu egzekucyjnego. Wszystko pod tym linkiem kochani forumowicze. Czytać i polecać innym, to takie tajne komplety nauki naszej tragicznej historii. http://polskapartianarodowa.org/files/stolz.pdf Po przeczytaniu całości nasuwa się po lekturze pytanie: w czyi rękach, czyim narzędziem jest IPN oraz komu służy i do czego IPN.

  5. Wiesław P. said

    Gdynia, dnia 10 paŸdziernika 2001 r.
    Dominik Dzimitrowicz
    Syg akt S 84/01/Zk
    Instytut Pamięci Narodowej
    Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko
    Narodowi Polskiemu
    Oddział w Gdańsku
    81-311 Gdynia, ul. Witomińska 19
    W związku z postanowieniem z dnia 17 sierpnia 2001 r. o odmowie wszczęcia śledztwa w sprawie udziału w zbrodniach Izaaka Stolzmana syg. akt S 84/01/Zk na oficerach polskich w Katyniu, mordu na ludnoœci cywilnej w więzieniu na Łukiszkach w Wilnie, masakrze ludności cywilnej w m. Oszmiana obecnie na Białorusi. Podczas okupacji Wileńszczyzny przez Niemców, bierze czynny udział w rabowaniu getta żydowskiego wraz z mordowaniem żydów. Morduje żydów w Ponarach celem rabunku majątku współplemieńców. W Gdańsku UB przesłuchuje razem ze swoim pomocnikiem Leebe Bartkowskim mar. Szwedzkich oraz uciekinierów, wywozi Szwedów do Słupska, gdzie w podziemiach ich morduje, a potem spala w krematorium. Morduje żołnierzy Armii Andersa oraz część oficerów niemieckich, którzy byli u sowietów w niewoli w Borne Sulinowo. Drugą część żołnierzy niemieckich mordują zastrzykami z trucizny. W budynku Urzędu Pracy przy ul. Jaracza następnie poleca ich spalić, a prochy są mieszane z wapnem niegaszonym. Finałem tego wszystkiego było wymuszenie oraz rabunek od Alberta Forstera 400 milionów dolarów, które należały do miasta Gdańska z przeznaczeniem na odbudowę. Zostały założone dwa banki w Davos – Szwajcaria. Dyrektorem tych banków została córka Stolzmana vel Kwaśniewski. W związku z powyższym zgodnie z artykułem 305 par. 4 KPK oraz art. 306
    par. 1 KPK wnoszę o wyrażenie zgody na przejrzenie akt. o syg. akt S 84/01/Zk oraz zgodnie z art. 156 par. 1 KPK i sporządzenie z nich odpisów. Z poważaniem Oto odpowiedź IPN: Sygn. akt S 84/01/Zk
    Pan
    Dominik Dzimitrowicz
    W odpowiedzi na pismo z dnia 30.09.2001 r. uprzejmie informuję, iż brak podstaw prawnych do uwzględnienia Pañskiej prośby i wyrażenia zgody na przejrzenie akt oraz sporządzenie z nich odpisów. Równocześnie uważam za stosowne poinformowanie Pana, że większość
    z opisanych w w/w piśmie zdarzeń jest już przedmiotem prowadzonych śledztw przez Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. – czyli krótko i zwięźle bez podpisu. Mija dziesięć lat, więc pytam IPN co dalej z tym i innymi śledztwami przeciwko zbrodniarzom, bandytom i oprawcom żydobolszewickim się dzieje, na jakim są etapie?
    Oto jeden z ostatnich rozdziałów książki: OKRUTNE PIRACTWO XX WIEKU MARYNARKI SOWIECKIEJ NA BAŁTYKU POD DOWÓDZTWEM PŁK. NKWD – IZAAKA STOLZMANA – NKWD-zista, Izaak Stolzman vel Zdzisław Kwaśniewski, był wszechstronnie wykształconym oficerem. Po przybyciu na Pomorze – Wybrzeże zbudował siatkę agentów. Nawiązał współpracę z Urzędami Bezpieczeństwa w Gdańsku, Koszalinie, Słupsku i z mniejszych miejscowości oraz z WOP-em. W związku z tym Stolzman posiadał bardzo dokładne dane o statkach szwedzkich, które zawijały do portów polskich. Wszystkie działania NKWD-zisty Stolzmana były nakierowane na walkę z organizacjami niepodległościowymi na Wybrzeżu. Zorientował się też, że przy okazji może wyciągnąć dla siebie niebagatelne korzyści materialne, tak jak je bezkarnie osiągnął na „kresach”. [ cytat z książki przedstawiający tylko jedną ze zbrodni i rabunku Izaaka Stolzmana na swej rodaczce o tym samym tetełe czyli Racheli Stolzman z Wilna na ulicy Ponar: Podam przykład, gdzie byłem naocznym świadkiem i zacytuję oświadczenie innego naocznego świadka, policjanta, Zygmunta Żymajło, z pochodzenia Polaka: „Niemcy zarządzili, aby policja litewska dostarczyła grupę Żydów z getta wileńskiego do Ponar na rozstrzelanie. Był to początek likwidacji getta wileńskiego. Jak zwykle, w Ponarach znalazł się również Izaak Stolzman ze swoimi ogarami, którzy bez pardonu rabowali Żydów ze złota, dolarów, biżuterii itd. W pewnym momencie podeszła do Izaaka Stolzmana vel Kwaśniewski młoda Żydówka. Nie mogła mieć więcej niż 25 lat, jej przepiękne ciemnoblond włosy rozpuszczone sięgały aż do łydek, posiadała piękne rysy twarzy i nie wyglądała na Żydówkę. Trzymała znacznej wielkości walizkę i torbę. Zwróciła się do Stolzmana vel Kwaśniewski, że odda mu dolary i biżuterię, jeżeli uratuje on jej życie. Izaak Stolzman kazał otworzyć walizkę, w której pełno było dolarów, następnie kazał otworzyć torbę, w której znajdowała się biżuteria. Torba została zamknięta. Walizkę i torbę Stolzman przekazał pod moją opiekę. Wziął Żydówkę z lewej strony, lewą ręką przycisnął do swego lewego boku i tak spacerowali. Po kilku lub kilkunastu minutach, wyciągnął z kabury parabellum i zza swoich pleców strzelił do dziewczyny. Jednakże nie zabił jej, a tylko zranił. Żydówka upadła na ziemię, po czym odwróciła się w stronę Izaaka Stolzmana ze łzami w oczach i na policzkach, z takim wyrazem żalu na twarzy, że ciarki przeszły mi po plecach. Zapytała dość głośno: Izaaku Stolzmanie! Dlaczego? Dlaczego? Następnie wypowiedziała: Przeklinam Ciebie, Izaaku Stolzmanie, i cały Twój ród. Stolzman nie wytrzymał nerwowo. Wyciągnął ponownie pistolet z kabury i wystrzelał do dziewczyny cały magazynek. Następnie zabrał walizkę oraz torbę, a swojej obstawie kazał wsiąść do samochodu, po czy odjechali. Zastanowiło mnie, że Żydówka, którą Stolzman obrabował, a potem zastrzelił, zwracała się do niego po imieniu i nazwisku. W związku z tym przeszukałem ciało i znalazłem dowód osobisty na nazwisko Rachela Stolzman, urodzona we Lwowie”.] [ Mord Powstańców Warszawy w Słupskiej Szkole M.O – Dokładnej daty przysłania transportu do Gdańska i dalej do Słupska nie pamiętam, na pewno były dwa samochody ciężarowe. Nie ulega wątpliwości, że to byli powstańcy warszawscy od stopnia szeregowca do stopnia oficerskiego. Któryś z konwojentów powiedział im, że są przeznaczeni na rozstrzelanie. Adolf Łaniecki potwierdził, że to jest prawda. Niedaleko Słupska żołnierze zorganizowali ucieczkę, która nie powiodła się, zostali wyłapani przy pomocy kursantów ze szkoły M.O. w Słupsku. Część żołnierzy AK skierowano do UB nad rzekę Słupię, gdzie zostali rozstrzelani na polecenie NKWD-zisty Leebe Bartkowskiego, który odpowiadał za ten transport AK-owców. Drugi samochód został skierowany do szkoły M.O., gdzie na strzelnicy Bartkowski chciał, aby kursanci M.O. rozstrzelali żołnierzy Powstania Warszawskiego. Jednak kursanci szkoły M.O. odmówili strzelania do żołnierzy Powstania Warszawskiego. Wtedy NKWD-zista Leebe Bartkowski wraz z pomocnikiem rozstrzelał żołnierzy Powstania Warszawskiego. Gdy Bartkowski zapytał komendanta szkoły M.O., dlaczego on nie wyraził zgody, aby jego ludzie rozstrzelali AK-owców tenże odpowiedział, aby on zapytał się Izaaka Stolzmana vel Kwaśniewskiego, to on mu wszystko wytłumaczy. Jak się okazało, Stolzman co jakiś czas podsyłał więźniów AK-owców i Niemców w ilości 2-3 osób tygodniowo, aby wyznaczeni kursanci mogli trenować „celność” strzałów oraz przyzwyczajali się do zabijania ludzi, inaczej mówiąc byli przygotowywani na bezwzględnych zabójców. – Przykład: W 1970 r., miesiąc grudzieñ, pracownicy Stoczni Gdańskiej zastrajkowali oraz wyszli na ulicę Gdańska w związku z podwyżką żywności i innych artykułów. Strajk robotników Stoczni Gdańskiej poparli robotnicy Stoczni Gdyńskiej. Władze komunistyczne postanowiły, że użyją broni celem stłumienia strajku. O tym, że ma być użyta broń, doskonale wiedział I Sekretarz PZPR w Gdańsku Stanisław Kociołek, który zaczął wzywać robotników przez radio i telewizję, aby pracownicy powrócili do pracy. Dokładnie pamiętam. Gdy robotnicy rano wysiedli z pociągu elektrycznego na przystanku Gdynia -Stocznia, komuniści otworzyli ogień z broni maszynowej. Na przyjazd pociągu czekał w powietrzu helikopter Wojsk Ochrony Pogranicza, helikopter pilotował por. Bagniewski Stanisław. W środku znajdowali się kursanci ze szkoły M.O. w Słupsku z bronią maszynową, którzy na rozkaz swego przełożonego otworzyli ogień do robotników. Byli zabici i ranni.] – ciąg dalszy pod tym linkiem: http://polskapartianarodowa.org/files/stolz.pdf / A IPN milczy już całą dekadę w poniższym temacie, ciekawi mnie i nie tylko mnie dlaczego?

  6. Powstanie IPN i jego szumnej komisji było nie tylko w stalinowskim stylu przemyślane, ale do tego jeszcze stało się i mieczem, który tnie jak gdyby był sądem i opinią publiczną jednocześnie i zagranym tak dobrze jak by był nieodwołalnym sumieniem Narodu Polskiego.
    Stalin powołując najpierw w 1944 „Komisje Badania Zbrodni Niemieckich”, a potem w 1945r „Komisje Badania Zbrodni Hitlerowskich” powołał do ich pełnego administrowania osoby zaangażowane wcześniej w „Juden Amtach”, które jako jedyna administracja narodowości żydowskiej współpracowała w czasie II wojny z okupantem hitlerowskim w fizycznej likwidacji Narodu żydowskiego. Osobiście na wniosek Stalina nowo zaangażowani administratorzy „Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich” otrzymali pełne prawo do korzystania tylko z tak zwanych „bezpiecznych archiwów pomordowanych Polaków” w celu wykorzystania ich do kilkakrotnych zmian na nie ich nazwiska, często z Polskich Rodzin Patriotycznych. Jest to znana, ale też niezwykła forma w stylu stalinowskim eliminowania funkcjonowania w wartościach moralnych i etycznych Narodu Polskiego. Jest to relacja bardzo dobrze mi znanego osobiście Artura Kowalskiego, który walczył w Hiszpanii w sowieckiej Brygadzie Dąbrowskiego, a zaraz po II wojnie pracował w sowieckim, ale w polskojęzycznym instytucie w Paryżu, w którym pózniej pracował również Bronisław Gieremek. Sam Artur Kowalski w swojej relacji sowieckimi nazywa Brygadę Dąbrowskiego i Paryski Instytut gdzie pracował,. Artur Kowalski potem pracował na różnych strategicznych stanowiskach propagandowych w PRL. Ostatnio w 1967 jako sekretarz „Trybuny Ludu”. Sam o sobie powiedział; „wyjechałem wcześniej, wybierając wolność, ponieważ dobrze wiedziałem jaki spektakl przygotowywano dla Polski w 1968, gdzie oszukany i okłamany miał być Naród Polski, a Jego oprawcy z rolą prześladowanych, często jako agenci sowieccy lądowali bardzo miękko na zachodzie, jako najbardziej w historii wygrana mniejszość,ale w tle, jako najbardziej prześladowana mniejszość w Polsce, co też w jak najbardziej fałszywy sposób w opinii publicznej świata medialnie przy każdej okazji się podkreśla”. dalej twierdził, ” że właśnie ten niesprawiedliwy fałsz przyczynił się do jego przemiany i że już dawno temu wyleczył się z tego i zrozumiał, że przede wszystkim z tego powodu Polska przegrywa, ponieważ nieuczciwie przedstawiana jest przez dominujące na świecie masowe media jako „nacjonalistyczne zło, które nie umie opanować swoich niskich instynktów w atakowaniu największych ofiar II wojny i mniejszości godnej i sprawiedliwej…..”. Artur Kowalski bardzo przeżywał tę przemianę. Często z tego powodu bardzo się wzruszał. Po 1967 roku Artur Kowalski wydawał w Tel Avivie polską gazetę „Nowiny Kurier”. W 1976 roku postanowił ze swoją przeszłością zerwać. Najpierw przyjechał do RWE w Monachium i poprosił Tadeusza Podgórskiego o przyjęcie go do patriotycznej PPS na emigracji. Tadeusz Podgórski był redaktorem RWE i jednocześnie przewodniczącym KG PPS w RFN. Tadeusz Podgórski nie podjął decyzji przyjęcia Artura Kowalskiego do PPS, ale uwarunkował decyzję swoją rozmową, jaką miał najpierw przeprowadzić z moją osobą Artur Kowalski. Póznym latem 1976 r do mnie do Hamburga przyjeżdża Artur Kowalski. Pomimo, że wcześniej zostałem przez Tadeusza Podgórskiego uprzedzony, o wizycie u mnie Artura Kowalskiego, to jednak trudno mi było ukryć mojego zdziwienia. Wtedy zadzwoniłem do dyr RWE Zygmunta Michałowskiego, a on odpowiedział mi, że o wizycie Artura Kowalskiego do mnie jest poinformowany i poprosił mnie, że zręczniej i taktyczniej będzie jeżeli najpierw ja go przyjmę. Odpowiedziałem mu, że do PPS namówił mnie Jan Nowak Jeziorański razem z Tadeuszem Podgórskim i że jeszcze przeżywam okres przyzwyczajania się do PPS, ponieważ pochodzę z rodziny Narodowo Ludowej. Zygmunt Michałowski śmiejąc się powiedział, że tym bardziej powinienem przyjąć Artura Kowalskiego i z nim rozmawiać. W ten sposób stalem się spowiednikiem Artura Kowalskiego….
    Artur Kowalski wiedział bardzo dużo na temat niezwykle patriotycznego ” Gryfu Pomorskiego ” i o Jego tragedii. Wiedział o „piątej kolumnie”, którzy rozstrzeliwali w Piaśnicy, Szpęgawsku i na Fordonie. O tym, że najważniejsi z V kolumny na Pomorzu byli już w 1935 roku przez płk NKWD Bolesława Bieruta wciągnięci do Sowieckiej Rozwiedki, którzy przez Rokossowskiego już w 1945 roki zostali mianowani szefami UB w Gdańsku.
    O „Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskiej” miał jak najgorsze zdanie. Powiedział, że mieli prawa prokuratorskie i sądownicze i że bardziej byli z Moskwą związani niż w PRL Wojskowe Służby. Podlegali w szczególny sposób Moskwie i w PRL byli najbardziej uprzewilejowani . Ich sądy były okrutne i najszybsze za „kłamstwa o zbrodniach sowieckich”. Ponieważ problem był wstydliwy, dlatego ich prawdziwe sądownicze oblicze było w PRL najbardziej chronione tajemnicą. Skazywani za „kłamstwa o zbrodniach sowieckich” wysyłani byli na najgorszych warunkach do Rosji Sowieckiej skąd nie wracali. W związku z tym już było mniej Polskich śmiertelnych ofiar wojny. Do zadań „Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich” było programowe zmniejszanie Matyrologii Polskiej, a powiększanie Matyrologii Żydowskiej. Dlatego też Matyrologia Żydowska była czysta, a Matyrologia Polska brudna. Artur Kowalski mówił, że szczególnie w „Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskiej” obowiązywało prawo, że dzieci ich miały pierwszeństwo w pierwszej kolejności być tam zatrudnionymi. Mieli częste urlopy, wysokie pensje i przywileje.
    Ci sami ludzie już w drugim , w trzecim i w czwartym pokoleniu przeszli obok „okrągłego stołu” nie zauważeni. W Magdalence nikt nie mówił o ich prawdziwej roli. W 1991 roku ironicznie powołują „Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich”. W 1998 roku ci sami ludzie znowu ironicznie, a Polski Naród nawet tego nie zauważa powołują IPN i „Komisję Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu”. Mają tylko prawa prokuratorskie, a już nie sądownicze. Jednak ciągle zachowują się tak jak kiedyś, kiedy mieli prawa sądownicze. Wydają niezgodnie z Konstytucją i niezgodnie z Naturalnym Prawem certyfikaty o ludziach,- szczególnie o Polskich Patriotach i o ludziach działających charyzmatycznie twórczo. Jednocześnie programowo już zapominają opublikować listę 300 tys osob, ktore w Moskwie podpisały pełną lojalność Moskwie sowieckiej. Są to niezwykle grożni dla Polski agenci, dlatego IPN nagłaśnia dla odwrócenia uwagi listy TW tylko jako kopie, co w obliczu prawa jest manipulacyjne i najpierw wymaga sądów niezależnych w celu ich wyjaśnienia.

    Pozdrawiam Edmund Hulsz

  7. Vita Bravo said

    Nie można wszystkich pracowników IPN wsypać do jednego worka. Na pewno są tam ludzie w służbie agentury z agenturalnumi zadaniami. Sumując wszystkie za i przeciw IPN nie można nie docenić olbrzymich zasług IPN w odkrywaniu prawdy i kasowniu białych plam w historii Polski. Oczywiście obok tych zasług można wskazać przypadki działań agenturalnych.
    Nie zapominajmy, że Tusk obciął znacznie budżet IPN-u, a w tle chór wujów agentów żądających likwidacji IPN, co dla mnie jest dowodem na pożyteczność tej instytucji pomimo krytyki.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: