Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Dalszy ciąg sprawy bloggera Free Your Mind

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2012-06-25

Stała się rzecz dość dziwna. W związku z zamieszaniem, jakie powstało na skutek usuwania z sieci wpisów bardzo znanego i cenionego bloggera Free Your Mind, zamieściliśmy najprawdopodobniej fragment jego książki zamiast wypowiedzi, o które nam chodziło:
https://wirtualnapolonia.com/2012/06/25/kasia-doraczynska-i-gen-blasik-zyja-oglasza-prezydent-obama/

Oryginalny artykuł zachowujemy, a poniżej zamieszczamy właściwe teksty. Nie wiemy, do czego odnosi się „Suplement”, prawdopodobnie jest fragmentem innego artykułu.

Włodek Kuliński i Gajowy Marucha.

*                   *                  *

Suplement 10-04-2010 (godzina nieznana)

FYM: (moja literacka wizja tego, jak przebiegała rozmowa D. Tusk i J. Kaczyński; nikt chyba z Państwa nie sądzi, że Tusk tak bardzo by nienawidził L. Kaczyńskiego, że poszedłby pod prysznic w Dniu Tragedii rankiem i nie odbierałby telefonów, a Sikorski słałby SMS-y o “wypadku”, gdyby NIE BYŁO KATASTROFY; Rząd był przygotowany na to, że dojdzie do czegoś, ale nikt przecież nie sądził, że dojdzie do Egzekucji Polskich Dowódców – że dojdzie do drugiego Katynia – NIKT dopóki nie doszło, niestety)

Donald Tusk: Słuchaj, może być akcja taka, że Ruscy wszystkich Delegatów porwą.
Jarosław Kaczyński: Niemożliwe.
DT: Tak, może tak być.
JK: Co robimy?
DT: Powiedziałem, że może tak być. Nie wiem, czy tak będzie.
JK: Więc.
DT: Co robimy, gdy porwą? Ciebie pytam. Co zrobimy, gdy Twoją Bratową i Brata porwą?
JK: Chodzi ci o to, czy mam budzić Martę?
DT: Nie. Chodzi mi o to, co zrobimy, gdy Ich Ruscy będą chcieli zabić.
JK: Nie wiem.
DT: Ja też nie wiem.
JK: No i?
DT: Musimy podjąć decyzję, bo taki atak jest realny, niestety. Zostali zdradzeni o świcie. To Zdrada. I niewykluczone, że czeka Ich śmierć.
JK: I co wtedy?
DT: Wtedy Ruscy powiedzą: „chcemy Polski”.
JK: Co?
DT: Tak po prostu. „Dajcie”. „Poddajcie kraj”.
JK: Niemożliwe.
DT: Nie mamy czasu na namysły. To wojna.
JK: Boże.
DT: Co robimy?
JK: Nie wiem.
DT: Ja też. Ale musimy podjąć decyzję.
JK: Jaką?
DT: Taką: co zrobić, gdy powiedzą Ruscy: Polska albo Oni. Gdy Twojemu Bratu „przystawią makarowa do łba”.
JK: Boże.
DT: Tak może być, przyjacielu. Tak – może być. Co, powiedz, co robimy.
JK: Czego będą chcieli Ruscy?
DT: Polski. Nas wszystkich. Kapitulacji. Wejdą bez jednego wystrzału.
JK: Chryste Panie.
DT: Tak może się stać. Co robimy, powiedz.
JK: Nie wiem.
DT: Ty decydujesz.
JK: Czemu ja?
DT: Bo to Twój Brat i Bratowa.
JK: Ty jesteś premierem. Nie mogę o tym decydować.
DT: Ja też. Ale od tej decyzji zależy los Polski. Ruscy mogą wziąć zakładników, jak terroryści.
JK: Chryste Panie.
DT: Co robimy?
JK: Chryste. Nie wiem.
DT: Ja też.
JK: Jesteś premierem.
DT: Chodzi o Polskę.
JK: Wiem.
DT: Co robimy?
JK: Boże.
DT: Powiedz.
JK: …Jeśli Ruscy będą chcieli Polski…
DT: Tak.
JK: Tak jakby prowadzili żywe tarcze.
DT: Tak.
JK: Chryste. Nie możemy oddać Polski. Ale ty jesteś premierem.
DT: To Twoi bliscy.
JK: A co z pozostałymi?
DT: Zabiją wszystkich.
JK: Chryste.
DT: Zabiją. Część zabiją strzałem w tył głowy.
JK: Nie.
DT: Tak może być.
JK: Chryste Panie. Nie możemy oddać Polski.
DT: Wiem.
JK: Nie oddamy.
DT: Też tak sądzę. Nie możemy i nie oddamy.
JK: Chryste.
DT: Zadzwonię, jeśli okaże się, że Ich mają.
JK: Skąd wiesz, że mogą Ich mieć.
DT: Doszło do zdrady. Delegacja została rozdzielona po wylądowaniu obu tupolewów. Jadą do Lasu. Do Katynia. Nie mówiłem ci tego, ale teraz muszę: część osób zabito już. Uśpiono po prostu, jak na Dubrovce.
JK: Chryste.
DT: Tak. Do Katynia na Katyń pojadą nieliczni. Nie wiem, czy Oni… Nie wiem, czy Marylka i Leszek. Ale może tak być.
JK: Chryste.
DT: Tak zginą Dowódcy, wiem to już od naszych służb, które usiłują monitorować sytuację, ale nie mogą zareagować.
JK: Chryste. Nie.
DT: Tak zginie Gągor.
JK: Nie. Na Boga!
DT: Musimy zdecydować, co z Polską.
JK: Jak?
DT: Czy poddajemy Polskę.
JK: Chryste, nie. Nie możemy.
DT: Też tak sądzę. Nie oddamy Polski. Teraz posłuchaj. Jeśli za chwilę okaże się, że Ruscy nie żartują i decydują się zabić wszystkich.
JK: Tak?
DT: To dam ci znać, bo zmieni się wszystko.
JK: To znaczy.
DT: Ruscy chcą, by zamienić to w lotniczą katastrofę.
JK: …Nie.
DT: Chcą zabić, ale chcą ukryć tę śmierć.
JK: Chryste.
DT: Słuchaj.
JK: Tak.
DT: Jeżeli tak zechcą zrobić…
JK: Tak.
DT: To cała Polska musi zejść do Podziemia.
JK: Czyli?
DT: Polskie instytucje chowamy pod ziemią. Urządzamy pogoń za zdrajcami, ale udajemy, że doszło do lotniczej katastrofy.
JK: Jak?
DT: Stawiamy cały kraj i NATO w stan najwyższej gotowości.
JK: I?
DT: Udajemy, że jest katastrofa.
JK: Dlaczego?
DT: By zmylić bandytów.
JK: Jak?
DT: Będą sądzić, że się poddajemy. Albo idziemy w ich wersję zdarzeń.
JK: Rozumiem.
DT: Będziemy więc udawać, że Polska się poddała, że to peerel. A nawet Rosja.
JK: Rozumiem.
DT: I całe NATO nas wesprze. W związku z tym, Jarku, robimy tak: Ruscy będą nas podsłuchiwać i udajemy, że doszło do katastrofy i urządzam cyrk, że jest katastrofa, ale… NIE zachowujemy się tak, jakby rzeczywiście doszło do katastrofy.
JK: Co?
DT: Udajemy, że tak, ale NIE, że tak.
JK: Nie rozumiem.
DT: Polska schodzi do Podziemia. NATO jest w stanie najwyższego pogotowia. Gdy Ruscy postąpią krok dalej – wojna. Ale jeśli tylko zabiją tych zakładników, wciągamy Rusków w ich grę. Gdy więc ja dostanę od Rusków wiadomość, że doszło do katastrofy, czy coś w tym stylu – „samolot spadł”, „awaria” itd. To znaczy, że już zginęli. Zostali straceni. Wtedy zaczynamy cyrk.
JK: Czyli jak?
DT: Będziemy udawali idiotów.
JK: Ale jak?
DT: Będziemy prowadzić akcję tak, jakbyśmy zdurnieli, po prostu.
JK: Czyli jak.
DT: NIE będziemy badać katastrofy. Będziemy robić to, co Ruscy każą. A zarazem zagramy z nimi tak, że NATO wyszykuje Norymbergę II za tę Zbrodnię. Taka będzie podwójna gra obejmująca cały nasz kraj. PPP to państwo schowane, a na zewnątrz ‘DURNE INSTYTUCJE NIEMOGĄCE NIC WYJAŚNIĆ’. Udamy więc idiotów do tego stopnia, że ty nadal pozostajesz w nienawiści do mnie, a ja do ciebie.
JK: A media?
DT: „Zdurnieją”. By Ruscy sądzili, że się poddajemy.
JK: To znaczy?
DT: W ten sposób poznamy, kto ich zdradził. Tego jeszcze nie wiemy na sto procent. Mamy tylko podejrzenia. Część osób może zostać „ocalona”, bo to zdrajcy. Wśród nich jest rezydent GRU.
JK: Polak?
DT: Tak, to Polak. Macierewicz… Posłuchaj raz jeszcze: udajemy idiotów. Całe państwo schodzi do Podziemia, a na zewnątrz „durnie”. Ja i ty także „durniejemy”, rozumiesz?
JK: Tak.
DT: Więc otoczą cię Cienie.
JK: Jak?
DT: To zobaczymy, bo otoczą ciebie właśnie.
JK: A wokół ciebie?
DT: Może są. Też się okaże. Ale wokół Leszka przede wszystkim. To zdrada o jakiej nie mieliśmy pojęcia. Słuchaj, gdy będzie pierwsza wieść o czymś związanym z lotniczą katastrofą, to zmienia się wszystko. PPP i wszystko zaczynamy od nowa. Bronimy Polski. Bo nie zginęła póki my i polscy obywatele żyją.
JK: Tak.
DT: Ale Oni zapewne zginą. Jako Męczennicy Tej Sprawy.
JK: Tak.
DT: To może być drugi Katyń.
JK: Wiem.
DT: I tak to możemy przeżyć – nie jestem na to gotowy, ani ja, ani ty. Ale tak może być. Więc gdy zacznie się… – wiesz, co robić.
JK: Wiem.
DT: Wszystko będzie nagrywane. Do Procesu Norymberskiego II. Posłuchaj jeszcze, bo może być tak, że… zadzwoni Leszek. Że mu pozwolą. Może zadzwonić… by, mając pistolet przystawiony do głowy: „uwiarygodnić” „katastrofę”. By mieli „podkład” do swej załganej historii. I Twój Brat zapewne ją „uwiarygodni”, by ratować Polskę w ten sposób. Weźmie na siebie męczeńską śmierć.
JK: Chryste.
DT: Ale i ty to musisz tak potraktować. Udasz, że nic nie wiesz. Że rozmawiacie o zwykłych sprawach, jakby trwał lot, rozumiesz? Jakby nic niepokojącego się nie działo, bo Ruscy to nagrają, rozumiesz? Chcąc mieć podkład „niepodważalny”. Nagrają sobie to.
JK: Jak mam rozmawiać?
DT: Normalnie. To bez znaczenia, o czym. O zdrowiu Mamy Waszej, o czymkolwiek.
JK: O locie?
DT: Nie. O tym nie.
JK: A gdy spytam Go o ten lot?
DT: On już będzie w Lesie… ale możesz Go spytać. Odpowie coś dziwnego – przekaże ci „greps” – to potwierdzi, że to NIE JEST JUŻ ŻADEN LOT. Rozumiesz? Możesz więc Go spytać, lecz zapamiętaj, co powie. Co do słowa. Zwłaszcza ostatniego, nim Was rozłączą.
JK: Rozumiem.
DT: To teraz już wiesz… Wybacz, nigdy nie sądziłem, że z czymś takim do ciebie zadzwonię. Wczesnym sobotnim rankiem. Chryste, nie wiem, jak mogli to zrobić, ale zrobili, łajdacy. Błagałem ich za pośrednictwem naszych służb, by OSZCZĘDZILI choćby kobiety… nie oszczędzili.
JK: Wiem. Nie umiem ci…
DT: Pomagasz mi tym, co zdecydowałeś. Jesteśmy razem.
JK: Jak bracia niemalże.
DT: Jak Polacy. I innej już drogi nie ma. To droga przez przelaną krew naszych rodaków i twoich bliskich, ale więcej nie przeleją niż ta, Zakładników.
JK: I przez Krzyż.
DT: Przez prawdziwą Mękę. Ale przejdziemy to i zwyciężymy.
JK: Tak.
DT: Nawet za cenę śmierci tych Męczenników.
JK: Tak. Nie oddamy Polski nawet za cenę Ich śmierci.
DT: I schwytamy zdrajców. Na Norymbergę II.
JK: Czekam więc na… następny telefon.
DT: Następny może być od Leszka, nie ode mnie. Ale potem… potem będzie telefon od nas.
JK: Rozumiem.
DT: Gdy będzie rozmowa z Leszkiem, to znaczy, że to koniec.
JK: Wiem.
DT: To będzie Wasza ostatnia rozmowa.
JK: Wiem.
DT: …Chryste, to przerażające, ale… nie mamy…
JK: Dla mnie też. Taka jednak jest cena Zwycięstwa. Nas wszystkich. Także Męczenników.
DT: Masz rację.
JK: Jak jednak odkryją to wszystko Polacy?
DT: Odkryją. Urządzimy śledztwo, które będzie wyglądać jak AUTOPARODIA. Będzie śledztwem „dla idiotów”. Zgadza się będziemy na wszystko, co zaproponują Ruscy. I prosić o dalsze propozycje. Czekać na papiery, monitować itd.
JK: Czyli.
DT: Nie-śledztwo. Nie-śledztwo to będzie w naszym wydaniu. To pierwsz sygnał. My będziemy zachwalać Rusków, to drugi sygnał, jakbyśmy żyli w peerelu albo na Białorusi. Ewa pojedzie na identyfikacje i będzie chwalić Rusków pod niebiosa. Rozumiesz? W taki sposób będziemy działać. Dziennikarze też taką dostaną „dyrektywę” – będą robić przekaz, jakby się ROZREGULOWAŁO RUSKIE RADIO. Radio Erewań zrobią. Udawać będą debili. Tak jak my. A potem wysyłamy tam ludzi.
JK: Tam? Na „miejsce katastrofy”?
DT: Tak, jeśli się okaże, że tam ZWOŻĄ CIAŁA ZAMORDOWANYCH.
JK: Rozumiem.
DT: Jeśli tam przywiozą ciało Leszka, to ruszamy Obaj do Smoleńska na to lotnisko. Obaj, rozumiesz? Ale strugając wariatów skłóconych ze sobą, mimo „katastrofy”. Wrogowie nadal. Wtedy tylko – tylko wtedy wykryjemy zdrajców. Otoczą cię bowiem Cienie, które będą chciały zmienić katastrofę w zamach.
JK: Co?
DT: Tak może być, że będą chcieli w ten sposób zatuszować Zbrodnię drugiego Katynia. Ale w ten sposób poznamy zdrajców. Wyjdą z cienia.
JK: No tak.
DT: Przygotuj się więc na to wszystko, bo tak właśnie – tak może być. Gdy więc oni zamienią zbrodnię w „zamach na lotnisku”, wtedy będziemy wiedzieli, którzy to. Sami się ukażą. Nad wszystkim od początku czuwa NATO, więc na nasz sygnał świat zacznie też udawać „wariata” – globalna wioska wariatów. Dzwoniłem jednak już do prezydenta Obamy. W każdej chwili może być atak na Rosję, jeśli posunie się choć o krok dalej. Media na świecie więc też wejdą w NASZĄ GRĘ. Ale rozpoznawczym sygnałem naszym będzie materiał naszego oficera pod pseudonimem S. Wiśniewski. Jednocześnie, gdy tylko zdobędziemy jakikolwiek dowód Egzekucji, wpuszczamy go do Sieci, tam bowiem jest najszybszy obieg informacji i zacznie krążyć ten dokument.
JK: Ruscy go zakłamią.
DT: Nie szkodzi. Będzie w nim ślad Zbrodni. Szukający go znajdą.
JK: Tam już teraz są ekipy telewizyjne, więc szykowali się do transmisji.
DT: Owszem, ale redakcje telewizyjne otrzymały jasny – bardzo jasny przekaz: wyłączamy prąd. NIE POKAZUJEMY NIC. Unplugged robimy. Potem stopniowo opowiadamy bzdury o „katastrofie”, wzajemnie sprzeczne. Przez 100 minut nie dajemy obrazu, mimo że wydarzyło się to opodal itd. Rozumiesz? Przerwiemy jakąkolwiek transmisję w ten sposób. Opóźnimy wszystko, co każdemu Polakowi da do myślenia. I szukamy zdrady i zbrodni. Wszędzie.
JK: OK.
DT: Trzymaj się. Prezydent Obama jest z nami. Cały Sztab NATO jest na nogach. Wszystkie agencje wywiadowcze monitorują sytuację. Czekamy, co Oni, co czekiści zrobią i kontratakujemy, ale zakładnicy są nie do odbicia właściwie. Komandosów NATO nie może wysłać, bo za chwilę może być Egzekucja. Nie można nawet posłać myśliwca, bo są owi zakładnicy opodal… innych skupisk ludzkich.
JK: Rozumiem. Boże…
DT: Wybacz, że to się stanie, co się… stanie, ale…
JK: Wiem. Tego chce Bóg, Polska. Musimy z tym żyć. Ale nie pokonają nas zbrodniarze ani zdrajcy. Nie pokonają nas. Jak jednak Polacy odkryją prawdę?
DT: Po zachowaniu ludzi uwiarygodniających „katastrofę”. Poza tym wszystko będą analizować – każdy dokument. Ludzie służb NATO będą nad nimi czuwać i ich chronić. Będzie specjalny kordon kontrwywiadowczy wokół ludzi pracujących nad „wydobyciem prawdy na jaw” – wobec potoku kłamstw. Uważaj, ale ty też… w pewnym momencie przejdziesz od „wypadku”… do „zamachu”. Masz wejść między Cienie, jakbyś „cieniowany” był. Zamieniasz się poniekąd w „agenta”. Cienie będą zakłamywać prawdę, zaś ty będziesz ich od środka obserwował. Bo to właśnie zdrajcy. Bóg zatem z tobą.
JK: Bóg z nami wszystkimi. Z całą Polską. Będę się modlił za Nich.
DT: Ja też. Przebacz więc za…
JK: Daj spokój. Wszystko co było dziś, nie ma znaczenia.
DT: To nie będzie łatwe. To… udawanie wrogów w tych okolicznościach. Ale może jakoś…
JK: Już trochę się w tym wprawiliśmy.
DT: No tak. Mój Boże, gdybym mógł tej zdradzie zapobiec.
JK: Widocznie ona jest po to… byśmy na nowo ujrzeli cały kraj. I tych, którzy naprawdę chcą jego zguby.
DT: No tak. Bo będą szykować Zamach Stanu.
JK: Co?
DT: Nie poprzestaną na Zbrodni i urządzą atak na Władzę. W ten sposób ich poznamy.
JK: Racja.
DT: Tak więc…
JK: Czekam na telefon… od Leszka.
DT: Pamiętaj. Jest nad tym NATO i wszystko będzie także przez NATO rejestrowane, więc Ruscy tu nie porządzą na polu informacyjnej wojny, bo nie mają najmniejszych szans. Ale ludziom namącą w głowach zdrajcy – ci, co będą udawać „świętych”. My będziemy udawać „durniów”, by „świętych” wprowadzić w błąd. Będziemy grać tak, jak Oni, jak Cienie, ale sprytniej niż Oni. Nie wiedzą bowiem z kim zadarli. Sądzili, że Polska rozsypie się jak domek z kart, że porwą i zamordują kilkadziesiąt osób, a my wywiesimy białą flagę. Taka już nie jest Polska. Weźmiemy ich „twierdzę Smoleńsk” jeszcze dziś. Gdy pokażą, gdzie schowali ciało Twojego Brata, a będą musieli pokazać, bo nie będzie żadnej katastrofy, a na Siewiernym nie ma jeszcze ciał „naszych”.
JK: Ile to czasu zajmie? Nasze wykrywanie agentury i wyłanianie się z Podziemia?
DT: Różnie to może być. Zależnie od tego, co wymyślą szulerzy. Rok, dwa, ale nie więcej. Przetrzymamy to, dając coraz silniejsze sygnały Polakom. Coraz silniejsze, aż zaczniemy mówić WPROST, że była Egzekucja. Cios dla Polski będzie potężny, ale my jesteśmy przyszykowani i Oni – zbrodniarze i zdrajcy, otrzymają straszliwy cios kontratakujący. Nie podniosą się.
JK: Kto za tym stoi?
DT: Putin głównie. Ale też jego ludzie. Tam. I tu. W Polsce. Dokładnie nie wiem, ale Macierewicz na sto procent jest rezydentem GRU, więc to szycha. On rozgrywa akcję z „polskiej strony”. W Kancelarii Prezydenta na pewno J. Sasin jest takim największym podejrzanym. Kto jeszcze, czas pokaże. Cienie zbiorą się wokół ciebie. Sam zobaczysz tych zdrajców z bliska.
JK: Czyli niezłe towarzystwo.
DT: Zgadza się. Najlepsze, jakie Putin mógł wymyślić. Ale tak jest ze Zdradą. To nóż w plecy.
JK: Nóż w plecy, jak ja długo tego nie słyszałem.
DT: Dziś wszyscy to odczujemy. 10 kwietnia, sobota rano. Ostatnia sobota dawnej Polski. A zdrada zaczęła się już na Okęciu. Mimo że specjalnie sprowadziliśmy z Samary tupolewa, mimo że oba zostały tak samo oznaczone, mimo że utajniliśmy wiadomość, gdzie jest Leszek… okazało się, że nie chodzi o Leszka. Tylko o Dowódców. To wojna. Ale to będzie tylko jeden Dzień tej wojny. NATO odpowie błyskawicznie, jeszcze dziś, ale nie tak, jak chce Kreml. Odpowie tak, żeby strat było jak najmniej. Żeby uchronić świat przed globalnym konfliktem. Zginą… tylko zakładnicy, niestety. Bo to akt terrorystyczny. A z terrorystami nie paktujemy.
JK: Zgadza się.
(…)

FREE YOUR MIND 144061760 | 22.06.2012 13:44

Here is the breaking news for GRU

Powrót z Mandżurii

[ostatni rozdział Czerwonej strony Księżyca]

22.06.2012  http://freeyourmind.salon24.pl

pamięci pomordowanych na Wschodzie

A jak mieli lecieć? Przecież w Polsce nie było wtedy drugiego tupolewa, a minister Klich nie zaproponował skorzystania z innej wojskowej maszyny, choćby transportowej CASY? W każdym razie ci generałowie lecieli z panem prezydentem za zgodą szefa MON. Wszyscy wyrażali wielką satysfakcję – z niektórymi miałem okazję rozmawiać – że pan prezydent pomyślał, aby ich również na te uroczystości zaprosić.

J. Sasin („Mgła”, s. 32)

No, my wszyscy tę opowieść składamy z jakichś fragmentów, które widział, które zapamiętał każdy z nas. Na początku byliśmy kilometr stąd – widzieliśmy samochody, wozy strażackie, które jechały bardzo szybko na sygnale, widzieliśmy tłum ludzi, zamieszanie, widzieliśmy dym, ale nie wiedzieliśmy jeszcze, że to wszystko wydarzyło się na lotnisku, że dotyczy to polskiego samolotu. Potem byliśmy bliżej – dociera do nas informacja o awarii prezydenckiego samolotu. Biegniemy tutaj, przedzieramy się przez jeden kordon, biegniemy usiłując dotrzeć jak najbliżej. Wtedy zadajemy sobie pytanie, czy uszkodzone było podwozie, czy może ktoś jest ranny i nagle kiedy zatrzymuje nas kolejny kordon policji, który był już tuż obok samolotu, byliśmy może 100 m od szczątków samolotu. Wtedy widzimy urwane skrzydło, które leżało odwrócone. Koła były nad nim. Widzieliśmy gdzieś daleko za nami majaczące za drzewami silniki, fragment chyba kadłuba. W tym momencie zdaliśmy sobie sprawę, jaka straszna musiała rozegrać się tutaj ta tragedia, ale nikt nie był w stanie udzielić żadnej informacji… (…)

Ale to, co rozegrało się tutaj nam wydaje się okrutnie proste. Panowały fatalne warunki. Na poziomie ulicy ta mgła nie była tak gęsta. Myśmy widzieli co najmniej kilkaset może kilometrów przed nami, ale podstawa chmur była bardzo nisko. Można sobie wyobrazić, że pilot bardzo długo nie mógł zobaczyć tego lotniska. Mówiliśmy o relacji naszego kolegi red. Sławka Wiśniewskiego, który widział ten samolot, kiedy zbliżył się do lądowania. On był bardzo mocno przechylony na lewe skrzydło. Myśmy wszyscy widzieli wielki pas po ziemi rozorany tym skrzydłem. Widzieliśmy razem z moim operatorem to skrzydło urwane – reszta kadłubamusiała leżeć kilkaset kilometrów dalej. No na pewno poznamy przebieg wydarzeń szczegółowy, ale myślę, że dzisiaj bardzo trudno mówić o…, o tym, co się dokładnie wydarzyło wtedy na pokładzie samolotu.

P. Kraśko (relacja w: Teleexpress 10-04-2010)

Bez ostatniego rozdziału. Post scriptum: wczoraj.

Dedykowane Mojej Ukochanej Żonie, Barbarze w 15 rocznicę naszego ślubu

To, co teraz napiszę będzie bardzo osobiste, więc nikt tego nie musi czytać. To będę już mówił ja – bez zasłony, bez pseudonimu, po prostu ja. Czy wiecie Państwo, co kupiłem mojej Ukochanej Basi na 15 rocznicę naszego ślubu? Nic. Nie kupiłem nic. Bo nie mam nic. Od kilku miesięcy bez pracy, bez pieniędzy, nic. Zadłużeni oboje po uszy. Żyjący teraz wyłącznie z pensji Jej. Pojechaliśmy do Farnego Kościoła w Rzeszowie na Eucharystię wraz z Rodziną i to było całe nasze świętowanie. Potem najwyżej skromne zakupy w Lidlu. Płacone z karty mojej Basi. Mojej Ukochanej. Tak wyglądał mój wczorajszy dzień.

Gdy powiedziałem Basi, będącej i Moją Ukochaną i Moim Najlepszym Przyjacielem, osobą której ufam najbardziej, z którą dzielę wszystko – szczęście i ból, że zamierzam się ujawnić, nim ujawnią mnie nienawidzący mnie Oni, tacy jak „Macierewicz”, czy inny „Ścios” lub „KaNo”, to się rozpłakała. Po prostu rozpłakała, bo miała dość. Wystraszyła się tego, że mogą mnie jacyś ludzie zabić, albo po prostu mogą zniszczyć nas, naszą rodzinę. Zablokują konto, porwą dziecko. Itd.

Powiedziałem, że odkryłem takie rzeczy związane ze śmiercią tych 96 niewinnych osób, że nie mogę milczeć. A jeślibym ja także miał zapłacić własnym życiem, za prawdę o śmierci tamtych Męczenników, to najwyżej Basia posadzi dzikie róże na moim grobie i powie innym to, co ja chciałem powiedzieć, prawdę. Po prostu prawdę. A jak porwą dziecko?, spytała. Odpowiedziałem: to pomyśl o tych, którzy zginęli 10 Kwietnia. Pomyśl o Powstaniu Warszawskim, jak prowadzono żywe tarcze – bo 96 Męczenników Polskich to żywe tarcze Tamtego Dnia.

Tak, proszę Państwa, Polska nie zginęła 10 Kwietnia, tylko rozpoczęła Nowe Życie. To był Chrzest Krwi – to jest Nowy Kraj. Tak zstąpił Duch, na Polskę. To już jest Nowa Rzeczpospolita. I my wszyscy zostaliśmy odnowieni w ten sposób. 10 Kwietnia to najważniejszy dzień w Ich, Męczenników Katyńskich historii, i w naszej, i w historii całej Polski. Najważniejszy dzień – wyobrażacie sobie Państwo? Przeżyliśmy ponad dwa lata temu najważniejszy dla wszystkich dzień. Dzień oporu. Wzięto zakładników i postawiono pod murem cały nasz kraj – wszystkich nas. I nie oddaliśmy kraju. To Dzień Męczeństwa i Zwycięstwa. I decyzji o tym, że nie oddajemy kraju nawet za cenę męczeńskiej krwi niewinnych 96 osób, w tym Dowódców, którym przyszykowano drugi Katyń – ponowny Katyń, nie podjęliśmy my, lecz Premier D. Tusk i Premier J. Kaczyński. Czy pomagał Im w tym także ktoś jeszcze, nie wiem, ale dowiem się, bo to będzie bardzo głośna sprawa. Dowiemy się wszyscy.

Nigdy nikt z nas przed takim wyborem nie został postawiony. I dlatego powiedziałem Basi: to taki „wybór”, jak ten: „czy chce pan, by zginęła żona czy córka” – co tu można wybrać? Gdy terrorysta taki stawia wybór? Co wybierzemy? Co ja bym wybrał? Wybrałbym: zabij mnie – nie którąkolwiek z nich. Zabij mnie. Nikogo nie zabijaj, poza mną. To byłaby moja jedyna propozycja, jedyna odpowiedź. Wzięcie na siebie zła. Tak wzięli na siebie zło – i Tusk, i Kaczyński, i Minister E. Kopacz i wiele innych osób, które postawiono w sytuacji wyboru między złem a złem.

Wzięli na siebie zło. To jest dla mnie tak szokujące odkrycie, że zapiera mi dech. W ten sposób chcę też złożyć Hołd nie tylko Męczennikom Katyńskim, lecz tym wszystkim osobom, które tak wielkim heroizmem się wykazały. To było pokaz niebywałej odwagi – w obliczu Zbrodni i Zdrady. Nie wiem, czy ja bym sprostał takiej Chwili i Bogu dziękuję, że sprostali Państwo, Panie Premierze, Pani Minister i inni Państwo.

Bo nie wiem, czy Państwo czytający „Czerwoną stronę Księżyca” wiedzą, ale „trumny zalutowano” po to, by nie miał do nich dostępu zbrodniarz i zdrajca. Widzieliście Państwo, co wyrabiał zdrajca i zbrodniarz Macierewicz, chcąc się „dostać do trumien” przy ostatnich dwóch ekshumacjach? O mało do trumny nie wlazł z tego wszystkiego. Co chciał sprawdzić? Ślady po wybuchach? Nie: stan zwłok. Jak Polacy przechowali ciała Męczenników. No bo chyba nie sądzą Państwo, że wrzuciliby je Tusk, Kopacz, Kaczyński do dołów lub w śmieci, jak Ruscy na Siewiernym ciało Prezydenta rzucili.

Tak naprawdę ciała Męczenników bardzo dokładnie przebadano zaraz po ich odzyskaniu i sprowadzeniu do Polski i są przechowywane w specjalny sposób, tak by w każdej chwili, jeśliby to było potrzebne, można było dokonać jeszcze ekshumacji, ale podejrzewam, iż nie będzie ona potrzebna, bo wszystko już jest wiadome. Poznano skalę Zbrodni już o świcie 10 Kwietnia. Ciała zamordowanych zbadano tak dokładnie i tak delikatnie zapewne, jak Zakład Patomorfologii w Rzeszowie pobrał kosmówkę po śmierci dzieciny, którą straciła niedawno Basia i ja. Niedawno. Tak się przeplata wielka historia i czyjaś drobniuteńka śmierć, jak dziecinny zasypiającej pod sercem Matki. Jeszcze nie wiem, czy to była córeczka Ania, czy synek Mikołajek, ale się dowiem, bo w Poznaniu pracuje Instytut Genetyki nad tym. Tak działa obecnie polska nauka. Nie tak, jakby chciał ruski szpion Macierewicz rezydent GRU w Polsce.

No więc powiedziałem Basi, że najwyżej oddamy się w ręce Policji, a ja nawet zwrócę się do ABW. Byśmy byli bezpieczni. Powiadomimy Rodzinę, że się ujawniam i przygotujemy bliskich na różne rzeczy. Nie pozwolę jednak, kontynuowałem, by jakiś ruski leśny dziadek pod przykrywką „legendy opozycji” (z naciskiem na słowo „legenda”) w roku 2012 nie pozwalał mi mówić. Nie po to w 1989 r. wychodziłem na ulice, by protestować przeciwko komunie, by jakiś szpion Macierewicz kneblował mi dziś usta. By nie można było otwarcie mówić w gronie rodzinnym czy przyjaciół, że doszło do Zbrodni. By wszyscy Polacy się bali, jakby wrócił Stalin. Nie można na coś takiego pozwolić. Psychoza strachu bowiem, czy totalna paranoja, to nie jest coś, co chcemy, by znowu powróciło i nas opanowało, jak za peerelu. Przetrzymamy to, powiedziałem więc.

Nie mamy pieniędzy, nie mam pracy, nasze życie jest zagrożone – przetrzymamy to, powiedziałem Basi. Bo Polacy są nie do złamania właśnie. Tacy są Polacy. Nie do złamania. Łamano ich na różne sposoby i przy różnych okazjach, ale jak się im wyzabija mężczyzn, kobiety i starców, to nawet dzieci poślą z bronią w ręku, by przeciwstawić się Złu. Tacy są Polacy. To dlatego ich żaden okupant, żaden sowiet, żaden czekista, żaden ruski szpion strzelający w potylicę – nikt nie złamał do tej pory. Dlatego, mimo naszych przeróżnych osobistych porażek, tragedii, pomyłek – trwamy. Trwamy jako polska Wspólnota – mimo wad i mimo zdrad. Broniąc wolności i prawdy. Te dwie bowiem wystarczą, by przeciwstawić się Złu. W ostateczności sama prawda ma taką siłę, że nie przemoże jej nikt ani nic. Taka jest moc prawdy. Prostej prawdy, zawartej choćby w zdaniu: nie było katastrofy smoleńskiej. I zbrodniarze i zdrajcy wnet tę moc na swojej skórze poczują. Dziś.

Orzeł Biały nie został pokonany. Mimo że tak potwornie zdradzono Delegatów, stracono i sponiewierano ich ciała jak śmieć. Zbezczeszczono nawet ich zwłoki. Ale Polski nie pokonano mimo to. Zdają sobie Państwo, jaka więc jest potęga Orła Białego? Teraz widzą Państwo Jego Ducha? Duch Polski się ukazał 10 Kwietnia oczom czekistów, zbrodniarzy i zdrajców. To jest dopiero coś. To naprawdę jest coś, bo przecież już sami nie wierzyliśmy w tego właśnie Ducha. Patrzyliśmy na Polskę przez pryzmat geografii, gospodarki, przyziemnych spraw, sporów politycznych, podsycanych przez rozmaitych nienawidzących polskości i Wspólnoty, zdrajców, przez święte ryczące krowy, ale nie dostrzegaliśmy Ducha.

On się nam przypomniał. 10 Kwietnia. I już wiemy, że Jest. On Jest. Chrzest Krwi, to nowy Chrzest Polski, proszę Państwa.

Ja nie wiedziałem, że akurat mnie, zwykłemu obywatelowi przyjdzie takie słowa pisać. Był pierwszy chrzest w 966 r., a 10 Kwietnia był kolejny, stąd ta właśnie liczba 96, dla przypomnienia, że to Chrzest Drugi. Bierzmowanie. Bo Polacy to Naród wyjątkowo umiłowany przez Boga. Niech sobie Państwo zdadzą z tego sprawę. Tu nic, w tym Dniu, nie jest przypadkowe – a zbrodnia jest zawsze tylko pozornym zwycięstwem zła. Zbrodniarze są pewni, że wygrają, ale widzą tylko tyle, ile pozwala im widzieć w ich zbrodniczym zaślepieniu – Bóg. My teraz widzimy więcej. I na pewno nie dwukolorowo, jak nas uczyli siewcy nienawiści udający „Polaków-katolików”, klęczący na klęcznikach przez pół dnia, uczyli, że świat jest tylko czarno-biały.

Widzieli Państwo Hołd składany przez Rząd Tuska po przylocie Prezydenta. Przecież to klasyczny królewski Hołd. Tak jakby wróciło ciało Króla! Polska jako Królestwo – zauważyli Państwo? Nie trzeba bereł, pałaców, koron, a może być jak Królestwo! Klęczą zgodnie przed ciałem Króla wszyscy członkowie rządu. Widzieli Państwo potem klęczącą załamaną p. Martę Kaczyńską i klęczącego Premiera Kaczyńskiego? Widzieli Państwo. A gdzie był jego Rząd? W niebie, bo na ziemi otaczały go ruskie Cienie. Taka to polska kwietniowa Historia w telegraficznym skrócie. Polska przez ostatnie kilka lat miała 2 Rządy i 2 Państwa, była „Zjednoczonym Królestwem” przeciwko Złu. Z tego też powodu uknuto zbrojny Spisek, by utrącić jedną z dwóch „głów”. Chciano zniszczyć ośrodek prezydencki. Czy następny miał być do „katyńskiego” losu Rząd Premiera Tuska? Dowiemy się podczas Norymbergi II. Nie wiem przy tej okazji, czy „Zjednoczone Królestwo Polskie” nie byłoby piękną zmianą obecnej nazwy, ale może przesadzam z tym patosem :)

Nigdy nie lubiłem tej wspomnianej już metafory z czarno-białym światem, ale coś w niej wciąż jest. Patrzenie na rzeczywistość tak kontrastowo, to jak myślenie za pomocą paru pojęć-cepów, jakby rzekł Książę Poetów. Pamiętają Państwo, jak śp. Z. Herbert przestrzegał nas już w latach 90. przed śmiertelnym niebezpieczeństwem dla Polski. Nie on jeden oczywiście, ale on szczególnie. I to niebezpieczeństwo przyszło. Zło w końcu przyszło. Nie przypuszczaliśmy, że pojawi się w takiej postaci, ale się pojawiło. Pan Bóg jednak doprowadził do tego, że mężnie przeciwstawiła się Polska właśnie takiemu złu. Takiej Zbrodni i Zdradzie, jakich do tej pory świat nie widział. „Takiego dramatu świat nie widział”, mówi krótko Premier Tusk 10 Kwietnia. I to prawda. Nie widział. I nie chodzi o żadną „katastrofę smoleńską”, ale o podstępne uprowadzenie i zamordowanie 96 osób. O Zbrodnię i Zdradę. Mimo że polskie Niewidzialne dla ruskich szpionów służby były uprzedzone o możliwym ataku, do ostatnich godzin, a więc nawet gdy uprowadzono podstępnie Delegatów, nie sądzono, że zostaną zamordowani. Nie wierzono, dopóki „drugi Katyń” nie dokonał się.

Na czym jednak polega problem z dwukolorowym, czarno-białym widzeniem? Na tym, że nie widzi się najważniejszej barwy – barwy krwi. Niech Państwo popatrzą, jak świat opisuje zdrajca – jest ten świat u niego zawsze czarno-biały. Uczciwi ludzie, naukowcy, pisarze, blogerzy itd. są ruskimi agentami, ale zdrajcy już nie. Niezła konstrukcja, prawda? Święta krowa ryczy o „zamachu na Prezydenta”, ale krew Prezydenta i miejsce, gdzie ona spłynęła już zdrajcy nie interesuje, prawda? Nie trzeba szukać. Zdrajca deklamuje frazę „ludobójstwo katyńskie”, ale o tym, co w Katyniu robi zdrajca 10 Kwietnia, tego już zdrajca nie mówi. Tego już „nie trzeba”. Innych rzeczy się szuka w ramach „dochodzenia”, jakie nadzoruje ruski szpion, poza tą jedną kroplą ludzkiej krwi. Czemu? Bo może ona zaprowadzić i do zbrodni, i do zdrady. Ten więc, kto uniemożliwia szukanie chroni i zbrodnię, i zdradę właśnie, ale też samego siebie. Macierewicz chronił samego siebie „śledztwem smoleńskim” – wyobrażacie sobie Państwo? Samego siebie. Taki jest ruski szpion.

Ale miałem o sobie, a nie o zdrajcach pisać, choć jak widać z „Czerwonej strony Księżyca” i z mego blogowania, oddzielić się tego nie udało. Zdrajcy upomnieli się o mnie, jakbym im zagrażał osobiście. Ja? Człowiek w piżamie siedzący przy laptopie bez grosza przy duszy? Miałbym jakimś „Panom Ministrom” zagrażać? Jakimś „świętym krowom ryczącym najgłośniej?” Owszem, miałbym – za pomocą prostej idei prawdy. Jeśli bowiem ktoś robi wszystko, by szerzyć Kłamstwo, to nawet taki zwykły obywatel jak ja, pisarz, naukowiec, muzyk – człowiek jakich wielu po świecie chodzi – może, tak, może osobiście zatrzymać Zło. Jak ten Chińczyk czołgi na „placu niebiańskiego spokoju” (na pewno pamiętają Państwo to zdjęcie).

Powiedziałem kiedyś Basi, że to moja „habilitacja”, choć oczywiście tak tej pracy nie mogłem traktować, gdyż nie tylko powstawała pod pseudonimem, ale też miała w wielu miejscach charakter publicystyczny, literacki, a niekoniecznie stricte naukowy, co oczywiście rozmaite zdradzieckie gnidy mi „wytykały”, bo „nie jestem specjalistą od lotnictwa”. A Macierewicz był? Spec od katastrofologii? Był, ale w dziedzinie lotnictwa „bezsamolotowego” chyba. Tak jak katastrofologia może się obyć bez katastrofy. I się obyła, jak widzieliśmy. Badaczom nie przeszkadzał brak katastrofy, wprost przeciwnie – w badaniach rozkręcali się z roku na rok i mogłoby to trwać jeszcze z 68 lat, by było równe 70, jak po poprzednim Katyniu. Ale mówię tu o badaczach Macierewicza, nie o znakomitej „komisji Millera” stworzonej przez polskie Niewidzialne dla ruskiej agentury służby. Tak działają służby – są niewidzialne, nie zaś tak, jak święte ryczące krowy.

Mam jednak nadzieję, że skoro już Polska Akademia Nauk uwzględniła „CzSK” jako tekst „źródłowy” przed konferencją smoleńską, to może przynajmniej zaliczy się moją dwuletnią „rabotę” do tzw. naukowego dorobku i taki magister historii szpiegostwa i katastrofolog Macierewicz, który, mam nadzieję, spędzi dalsze lata na pisaniu więziennych pamiętników, a sporo będzie miał do opisania; będzie mnie choćby w myślach tytułował „panem profesorem”. Myślę, że zasługuję na to, bo szczególnie się moim badaniem – mojego autentycznego zespołu szukających prawdy naukowców, interesował. Bo idea prawdy jest wystarczająca do badania czegokolwiek. Jeśli zaś nie ma katastrofy, to chyba wiedza z lotnictwa do prowadzenia śledztwa ws. Zamordowania 96 osób nie jest potrzebna. Owszem kryminalistyczna, lingwistyczna, medyczno-sądowa etc. etc., ale już nie LOTNICZA. Prawda,ruskie szpiony?

A propos pamiętników i pisania. I a propos procesów ogólnoświatowych. Międzynarodowych i lokalnych. I a propos wczoraj, bo Państwo sądzą, że za dużo dygresji, a miało być o wczorajszym dniu, ale i ten tekst jest pisany nieprzypadkowo. Wczoraj mój syn Michał powiedział do mnie przy obiedzie ni z gruszki, ni z pietruszki, że jestem„najlepszym pisarzem świata”. Oczywiście był to w jego ustach żart, ale ta megalomańska fraza mi bardzo znajomo zadźwięczała w uszach. Czemu? Bo sam jej kiedyś użyłem w mym debiucie literackim, w kwietniu 1987. Czas nieszczególny, peerelowski, dzieło napisane jeszcze przez nastolatka (rocznik 1968, ur. w Mielcu, panie Macierewicz), ale tam właśnie użyta została ta buńczuczna, łobuzerska fraza.

No i co z tego? No to, że dzieło miało tytuł „Proces II”. Nieźle, co? Nie tytuł jest niezły, lecz ta koincydencja – Norymberga II, to przecież fraza używana w „Czerwonej stronie Księżyca” i moim blogowaniu. To nie koniec jednak. Wczoraj bowiem zmarł po kilkudniowej farmakologicznej śpiączce Henryk Bereza. To on uznał, mimo mojego młodzieńczego wtedy wieku i mimo nazywania siebie przewrotnie „najlepszym pisarzem świata” (na takie szaleństwo tylko ja mogłem wpaść), że jestem pisarzem, a potem z Bohdanem Zadurą i śp. Jerzym Lisowskim zdecydowali, iż mój debiut literacki się ukaże. Więc od Berezy, który moją powieść (na maszynie starej, stoi u mnie w szafie, tow. Macierewicz, czy jak tam was tytułować: Ketman? Hetman? Yuri Gagarin?) dostał jeszcze w 1986 r. się moje pisanie w ogóle zaczęło. I ja zamykam „księgę” Norymbergi II, Procesu II, a odchodzi krytyk literacki, który „z cienia” wydobył mnie. I ja ponownie debiutuję, tym razem, „światowo” wychodząc z własnego cienia, jakim był pseudonim Free Your Mind.

Bereza odchodzi, a ja już nie pokażę mu tego, co obecnie piszę, np. poematu „Ricochette” opowiadającego o tym, jak znaleziono ciało pewnej dziewczyny na miejscu pewnego wypadku. Dzielę się tą wieścią już tylko z Państwem, z Nim nie zdążę. Może zdążę się pojawić na Jego pogrzebie, ale już On poczyta ten mój nowy poemat po Tamtej Stronie świata. Bo Tamta Strona Jest, proszę Państwa – Męczennicy Katyńscy nam pomagali. Ja Ich wprost przywoływałem, wołałem do nich, choćby do śp. J. Lewandowskiej, jedynej polskiej oficer zastrzelonej kulą czekisty właśnie w Katyniu – właśnie oficer lotnictwa. To od Niej bowiem była dla mnie ta najbardziej specjalistyczna wiedza, jakiej potrzebowałem – z lotnictwa niebieskiego, bo tam odlecieli Delegaci 10 Kwietnia po pobycie na katyńskiej ziemi. Po zroszeniu jej świeżą polską krwią. Nie martwcie się Państwo, będziemy odwiedzać po Norymberdze II odnowionyKatyń bardzo często – stanie się obiektem światowego zainteresowania, nie tylko Polski. To pewne. Katyń, a nie podła, zaśmiecona łąka na Siewiernym, w której śmieciach chciał pozostawić całe śledztwo szpion Macierewicz.

Wołałem w duchu też do śp. K. Doraczyńskiej, która wyglądała jakby spała i do śpiącego gen. F. Gągora, do śpiącego mjr. A. Protasiuka i Innych Śpiących, mówiąc krótko: musicie nam pomóc. Wy musicie pomóc. Jeśli więc ktoś wierzy w świętych obcowanie, a ja wierzę, choć drżę przed tym z pokorą, no to od tych prawdziwych świętych można czasem wydrzeć trochę wiedzy, co już św. Augustyn odkrył :) . I Bogu dzięki. Życie byłoby szare bez tego poszukiwania Tamtego Świata. Bo tylko Ten nie wystarczy. Przypomnieli nam o tym Katyńscy Męczennicy.

Śp. Henryk Bereza więc nie zobaczy też jak (nie tylko „moja chluba”) POLIS Miasto Pana Cogito, ukaże się drukiem, jak powstanie coś, co zawsze było moim marzeniem – moje własne czasopismo literackie, bo sądzę, że parę osób zechce ze mną je tworzyć :) . No ale tak już jest, nie ze wszystkim człowiek jest w stanie zdążyć. Grunt jednak, by zdążyć zrobić to, co do nas należy. To także jest niezwykłe przesłanie 10 Kwietnia. Pisząc bowiem„Czerwoną stronę Księżyca” niejako „porzuciłem wszystko” – to było czyste szaleństwo, nie kryję. Nawet moja Basia miała momenty zwątpienia, czy mi nie odbiło, że w kółko siedzę „w Smoleńsku i Katyniu”, jak prawdziwy nieogolony wariat – w piżamie i z psychiatryka. Obłożony stertami książek, zapisków, zdjęć, słuchający w kółko zeznań świadków, „kóncóweczek” itd. No, wariactwo :) . „Ujawnisz się”, powiedziała, „i w psychuszce cię zamkną, a „CzSK” i tak ci nie zaliczą do dorobku naukowego, zresztą zobaczysz jak wszyscy się od ciebie zaraz odwrócą”.

Więc w końcu nie wytrzymałem i jej powiedziałem: „a nie sądzisz, że może będzie inaczej? Może nie będzie tak źle? Może naraz się okaże, że ta praca przyniesie zupełnie nieoczekiwany plon? Zupełnie? Nawet, jeśli ja nie mam NIC, a na pewno zdrajcy i zbrodniarze przez te parę lat obłowili się po uszy? Czy nie można przyjąć bardziej optymistycznego wariantu na „jutro” aniżeli taki, że „wszystko się zawali””? I opowiedziałem Jej anegdotę, która jest u Borgesa (przytaczam z pamięci, chodzi tylko o sens), że następuje koniec wszechświata i zostaje tylko mąż i żona, a żona się rozgląda i pyta: „no to gdzie my będziemy teraz mieszkać?” :)

„Tak myślą kobiety”, powiedziałem, ale nie było w tym wyrzutu. Cóż by mężczyzna zdziałał bez wsparcia Ukochanej? Cóż? Poza tym ileż kobiet z Sieci (kłania się salon24) przyczyniło się swoją niesamowitą wprost intuicją do odkrywania kamieni milowych śledztwa? Genialny strzał intheclouds dotyczący dwóch tupolewów zamknął wszystko. To już wiedziałem „wszystko”. Czułem wprawdzie, że mogą to być „niezwykłe kobiety” :) , takie Podziemne właśnie, ale tak czy tak – zadziałało. Śledztwo szło do przodu.

No i oczywiście powiedziałem Basi, że to wszystko, co pisałem, powstawało też przecież dla Niej, dla mojej Ukochanej, a więc ta praca, to coś, za co po prostu jeszcze nie uzyskałem zapłaty, ale ta zapłata na pewno kiedyś przyjdzie. I wcale nie taka „zła” :) . „Potraktuj to, że zapłacą mi później i już, i nie myśl o rachunkach za prąd czy gaz i innych długach. Nie myśl o liczeniu każdego grosza. Myśl tylko o tym, czy jesteś przygotowana na Change”. To słowo Obamy zresztą powtarzałem Basi przez całe maskirowkowe śledztwo – Change. Lubię to słowo, bardzo je polubiłem. Wszystko bowiem się Zmieni. Na pewno od dziś.

O jaką Zmianę w naszym (prywatnym) życiu by chodziło? Wytłumaczyłem Basi, że o tę, że stanę się naraz sławny. Po prostu, za jednym kliknięciem. Nieodwracalnie. Coming out. I pojechaliśmy wczoraj, jak wspomniałem Państwu, na naszą rocznicową mszę, no i wyszliśmy na parking, stoimy przed naszym brudnym oplem kombi, starym i psującym się, i Basia pokazuje mi, gdzie ostatnio jakiś gość walnął w nasz zderzak. Basia nie miała wtedy po stłuczce czasu, więc odpuściła tamtemu kierowcy i nawet nie zażądała pieniędzy na odczepnego za uszkodzenie auta. Zlitowała się, mimo że jesteśmy bez grosza. Mówię więc, patrząc na ten cholerny zderzak: „przestań się tym przejmować, bo kupimy po prostu nowe auto”. I ona się zaśmiała, moja piękna żona się zaśmiała, sądząc, że to… czysta fantazja. Czyli że nie zmieni się szczególnie nic.

„Czystą fantazją” miała być dla zbrodniarzy i zdrajców moje dzieło życia, czyli „Czerwona strona Księżyca”.Czystą science fiction. Goście nie zadali sobie trudu, by zrobić kwerendę po moich dziełach, bo może znaleźliby jakieś kompromaty. Jakieś cytaty do „podważenia wiarygodności”. Niby gość po KUL-u, a takie świństwa napisał,mógłby zacząć szpion Macierewicz spotkanie na kolejnej swej parafialnej pogadance. Tak, tow. Macierewicz, ja sam się chętnie udam waszym, towarzyszu, śladem, po parafiach i innych salach z wykładami o „katastrofologii Macierewicza”. To sądzę przyciągnie sporo osób, szczególnie tych, które uwierzyły wam, ruski szpionie, że ruski agent to ja.

Ileż nienawiści wywoływało to, co pisałem – tylko dlatego, że dążyłem jako polski naukowiec do prawdy. Myślałem więc, że ten czerwony ogień otaczającej mnie coraz ściślej nienawiści, to najlepszy, w jakim wypala się ta sztaba złota – nic bowiem lepiej nie służy takiemu wypalaniu się, jak właśnie ogień długiej, dotkliwej próby.

Bieda, sterowana przez ruskiego szpiona nienawiść ukierunkowana konkretnie na mnie, brak perspektyw, zwątpienie, utrata dziecka, choroby, ból, zepsute auto – co jeszcze, prócz wiary, że się idzie właściwą drogą? Już tylko wiary. A i ona momentami wystawiana była na ciężkie próby. Czy jest sens? Czy warto? Może zostawić pracę innym? Czy nie warto rozglądnąć się za zwykłym zajęciem? A habilitacja, do cholery? Co z habilitacją? „Co z pańską habilitacją?!”, mógł zaryczeć tow. Macierewicz na jednym ze spotkań, kierując swoje słowa w powietrze do publiczności, ale i do mnie, „że zamiast pracować nad nią, utrudnia pan śledztwo Zespołowi Parlamentarnemu? Dla kogo ten człowiek pracuje? Domyślamy się oczywiście. Może władze uczelni by się zainteresowały tym, że gość zamiast się habilitować, co ma zapisane w umowie, bo tu mi dostarczyło pewne zaprzyjaźnione źródło z SB, mogę państwu pokazać, siedzi w piżamie i bloguje? Nie sądzicie chyba państwo, że on to robi za darmo, nie? A więc dla kogo pracuje? I za ile? Gdzie jest jego prawdziwy etat? Kto go wynajął? Nie muszę chyba tłumaczyć?”, perorować mógłby „mistrz insynuacji”, a powtarzaliby za nim klakierzy w Sieci.

Przemyśliwałem więc czasem w kategoriach proroka Jonasza, co się naburmusza na Pana Boga – myślałem nawet w chwilach zwątpienia, że może faktycznie kompletnie mnie porąbało i prawdą jest wypadek lub zamach na Siewiernym, po prostu a teoria maskirowki to obłęd, więc może czas dać sobie w końcu spokój. Myślałem o tym, że – jak mawiali czasem blogerzy – nic nie wyjdzie na jaw. Nic, się nie uda, wszystko zostanie „zamiecione pod dywan”. I szlus. Ale widziałem, że się nie da. Że stopniowo prawda o Zbrodni już się przebija. I wiedziałem, że się przebije przez Mur.

Nie wiedziałem tylko długo, co to za Mur. Różne są Mury. Chiński, berliński, kremlowski. Prawda, tow. Macierewicz? Ale tym razem zobaczyłem Mur Warszawski. A ściślej Katyńsko-Warszawski. Mur ochraniający Męczeństwo, ochraniający poległych. I pomyślałem, jakby Jonasz wychodzący z wnętrza ryby: oh, my Gooood (w anglojęzycznej wersji Biblii). Jak w klasycznym amerykańskim thrillerze politycznym – nie tylko najmniej spodziewany bohater, jakiś wysoko postawiony polityk, który „trzęsie wszystkimi i wszystkim”, zostaje zdemaskowany jako zdrajca i zbrodniarz, ale też poniewierany przez redakcję i sąsiadów, odżegnywany od czci i wiary, uznawany za najgłupszego i najgorszego, paranoika takiego owakiego, dziennikarz obywatelski, zostaje zwycięzcą w Sporze. Nie byle jakim sporze, tow. Macierewicz, nie błahym. To amerykański happy end. Rambo się nawalczył z czerwonym i wraca do domu jankeskim helikopterem.

A propos Jankesów, bo wszystko musi się splatać. Czy pamiętają Państwo jak „Jankesów” odwiedził „Jankes”? Prezydent USA Barack Obama udzielił przecież kiedyś wywiadu tylko Igorowi Jankemu z salonu24, gdzie głównie blogowałem (i pozostanę, bo się już zżyłem z miejscem, choć już nie będzie to występ FYM-a, to będzie niejako „ex-FYM” po tym tekście). Dla mnie był to jakiś sygnał, ale nie wiedziałem, czy do mnie skierowany, czy nie. Sygnał był jednak czytelny, iż jest to medium pod amerykańską ochroną.

Czyli NATO jest z nami, mówiąc krótko. Wprawdzie sugerował to też tow. Macierewicz swoimi atakami (nie chodziło w nich tylko o mnie, lecz o niewidzialną osłonę, jaka mnie i cały Zespół Badawczy FYM-a chroniła (uch, jak to megalomańsko brzmi, no ale jak mam to opisać, tow. Macierewicz? No jak?), ale dopiero Obama to osobiście swym przybyciem potwierdził. Amerykański Prezydent i… ja? Człowiek w piżamie? Gdzieś w Rzeszowie? Tak tak, tow. Macierewicz, trzeba było przyjechać i byśmy pogadali na jakiejś parafii. Ja wprawdzie z parafii Bożego Ciała, ale towarzysz, to chyba z żadnej polskiej parafii nie jest, tylko z moskiewskiej. Nawet towarzysz do mnie nie zamailował. Za to darł towarzysz ryja na mój temat po wszystkich kontynentach, nawet na parafiach amerykańskich. Niemożliwe, by towarzysz nie wiedział, że ja to ja. Ścios wiedział przecież, czyli wasza prawa ręka z wbijaniem noża w plecy. KaNo wiedział, wasza lewa ręka z nożem – mistrz katastrofologii i FMS-ologii, a jak się okazało największy mistrz FYM-ologii.

Odkryłem zatem ze zdumieniem, że nie tylko Bóg jest po naszej, blogerów, ludzi w piżamach przed laptopami, stronie, ale też… NATO. Z takim zapleczem to człowiek się już w ogóle nie boi, Basiu kochana (już nasze życie będzie odtąd także „zdumiewające”). Nawet nagłej i niespodziewanej śmierci się człowiek nie boi. No a potem jeszcze ten PAN (co śmieszne podwójnie, bo starałem się zgłaszać chwilę temu na adiunkta do PAN właśnie, ale to chyba była przypadkowa koincydencja, bo nie zostałem przyjęty).

Tow. Macierewicz wraz ze swymi katastrofologami musiał mieć niezłą zagwozdkę, bo to oficjalne uznanie dla mojej książki, to na pewno była akcja polskich Niewidzialnych służb. Wiadome było Macierewiczowi (od Ściosa czy KaNo), że ja nie jestem ani z żadnej partii, ani z żadnej ABW, AW, SW, SKW, SWW etc., na pewno też sam Macierewicz pogrzebał w ABW i IPN-ie na mój temat, jako szpion, ale znalazłby raczej potwierdzenie antykomunizmu niż ruskiej agentury, no więc jak tu PAN i jakiś, kurde, piżamowiec z laptopem? Jak to wyjaśnić? Kto to dzieło „pchnął”, skoro to taki „gniot”? Tu „raport MAK”, tu „raport komisji Millera” i nagle jakiś durny FYM ze swym „badaniem UFO”? Jakże tak? Przecież to nienaukowe, ufologiczne, sekciarskie, a ma być ważna naukowa konferencja katastrofologiczna.

Ciekawe, czy się tow. Macierewicz nie usiłował też dowiedzieć, czy i jak nie trzeba by „przyblokować” tę publikację i w ogóle odwoływanie się do niej przez PAN, no bo to „science fiction”. Jak więc SF i PAN pogodzić. W PAN jest wprawdzie IFiS, ale to nie to co SF, mimo wszystko. Chociaż może właśnie to? Przecież FYM ma wykształcenie filozoficzne, może oni z IFiS za tym stoją. Jakby Macierewicz poszukał, to by znalazł prof. Andrzeja Dąbrówkę i prof. Macieja Soina, co mnie znają. Już byłby ślad: Dąbrówka lingwista, Soin filozof. A, zapomniałbym, jeszcze prof. Jan Woleński mnie zna. Mógł tow. Macierewicz wypytać, dowiedzieć się, pointerweniować, co za FYM się pcha, kto go pcha, jak pcha, skąd się pcha. No bo, prof. Jacek Trznadel związany z PAN-em wyjątkowo tow. Macierewicza bódł. Jak jakiś rogaty diabeł bodzący świętą krowę ryczącą, a mleka nie dającą, więc do niego akurat ruski szpion by nie paszoł. Paszołby won.

Poza tym, mógłby wyjaśniać sprawę na jakimś parafialnym spotkaniu z młodzieżą, FYM to tylko doktor filozofii, a nie profesor. A tu mają być profesorowie katastrofolodzy, tu zaś jakiś z bidnym doktoracikiem FYM. FYM-ik jakiś mikroskopijny. A wie tawariszcz Maciorewicz po co ta konferencja, żeby już tak „zejść ze mnie”? Paru katastrofologów może od razu zgarnąć FBI i NSA etc. Widzi towarzysz? Takie rzeczy mogą robić porządne, natowskie służby zainteresowane wyłapywaniem agentów. NATO to inny świat. Nie sowiecki, niestety. Tak więc odwróci teraz wzrok święta krowa rycząca ode mnie, a skoncentruje się na sobie i swych zeznaniach w ramach Norymbergi II. Ryczeć już na mnie nie może.

A propos Muru Obronnego Warszawsko-Katyńskiego. Coś mnie tknęło, Szanowni Państwo, gdy oglądałem film „Sobota” – gadanie polityków było tam tak niedorzeczne, że myślałem, iż sobie jaja ze mnie robią. Ale nie tylko jaja, ale jaja robią sobie ze mnie. Podobnie film „Poranek”. No, kompletne jaja, zwłaszcza z tą krową co wyłazi z jakiejś betonowej rury czy z kanału. Rycząca krowa w kanale. Kumają Państwo czaczę? Czają bazę? No ale proszę Państwa, czy ktokolwiek z obywateli sądziłby, iż telewizor do niego akurat mówi? Że Tusk, Kaczyński, Kuźniar, Mróz, Wiśniewski, Pyza gadają do mnie akurat? No bo, że pisał do mnie Wiśniewski mogło być przypadkiem, ale telewizja gadająca ze mną, medioznawcą, to już była przesada :)

Przecież każdy by się popukał w czoło. Specjalista od mediów, a media do niego mówią. Truman Show do potęgi n-tej. Ja nikogo z tych ludzi nie znam, a oni jakby do mnie – komedia „nie z tej ziemi”. Niemożliwe. Puknąłem się w czoło. I szukałem dalej, choć fraza o teatrze z dokumentalnej „Soboty”, o upiornym spektaklu na Siewiernym, w ustach, było nie było, Premiera Tuska dźwięczała mi jakoś szczególnie wyraźnie. Podobnie jak Premiera Kaczyńskiego mówienie, że Brat zadzwonił „o ósmej, po ósmej”. To już był czysty greps Podziemia, bo przecież dla katastrofologów „rozmowa Braci o locie” miała być dowodem „katastrofy”. A tu prosty „ruszek na szachownicy” i Kaczyński cofa rozmowę o 20 minut. Jak Morozow „godzinę katastrofy” cofający :)

Przykuwających uwagę szczegółów było więcej. Jak choćby detal wykryty podczas analizy dźwięku w filmiku Koli. Tak, tam jest proszę Państwa Egzekucja. Dźwięk jest PRAWDZIWY, a obraz jest PRZYKRYWKĄ dla dźwięku. To z tego powodu Ruscy z Macierewiczem na czele tyle włożyli trudu, by przykrywką zakryć dźwięk, by analizować przykrywkę – tj. szukać połączeń między dźwiękiem a obrazem, choć połączeń nie ma. Jest czysty dźwięk. To dźwięk zabijania polskich Dowódców. Nie wiem też czy Prezydenta, bo aż tak dalece wiedzą nie sięgam. Nie wiem też za jakie pieniądze zdobyto ten dźwięk, ale w przypadku NATO czy USA, w przeciwieństwie do neo-ZSSR pieniądze nie mają znaczenia. W ogóle. Nie wiem też, który z leśnych smoleńskich dziadków został kupiony przez służby NATO, więc też polskie. Ale ten dźwięk jest prawdziwy i przerażający. Niech Państwo znajdą na YT filmik Koli i wyłączą obraz. Założą słuchawki i posłuchają. To jest obraz dźwiękowy, ale obraz Egzekucji z 10 Kwietnia. Czy był przy niej także ruski szpion Macierewicz, czy widzieli ją także ludzie z filmu „Mgła”, to już kwestia śledczych NATO. Ale dlatego, że ten dźwięk tak szybko znalazł się w Sieci, dlatego też Ruscy tak szybko zaczęli konstruować dezę z „zamachem na Siewiernym”, by ukryć prawdę o KATYŃSKIM ZABIJANIU. Wyobrażacie sobie Państwo teraz skalę Zbrodni i Zdrady?

Wracam jednak do „gadania telewizji ze mną”. Jak w „Czerwonej stronie Księżyca” pojawia się specyficzny wymieszany język, przeze mnie konstruowany jako „księżycowa” czyli zawoalowana mowa. Macierewicz mógł tu łapać mnie za język, wszak jestem i pisarzem, i specjalistą od lingwistyki, ale nie próbował nawet, bo on specjalizuje się tylko w łganiu. Te wszystkie określenia „moonwalker”, „moonfilm” – cały ten księżycowy język człowiek w piżamie konstruuje na własny jakby rachunek, a tu nagle tenże piżamowiec odkrywa, że księżycowo gadają politycy.Księżycowo pisane są książki dziennikarzy. I jak wczoraj, cholera, znowu wczoraj, wziąłem książkę Kraśki do ręki – zrecenzowaną przeze mnie kiedyś jako „Smoleńsk w wersji dla idiotów”, to zacząłem (już po paru piwkach, więc Basia od razu podejrzliwie spojrzała, że znowu łowię paranoję, czyli łapię kolejną księżycową fazę) czytać Ukochanej mej na głos i ryłem ze śmiechu. Kto kod ma, czyli wie, że Rząd Polski wie już o świcie, iż o żadnej katastrofie lotniczej mowy być nie może, tylko szykuje się Zdrada i Zbrodnia, ten odkrywa Nowy Język. Jaki? PODZIEMIA POLSKIEGO. Państwo zeszło do Podziemia i posługuje się nowym językiem, dla szpionów ruskich NIEWIDZIALNYM. Niesamowite, prawda?

Dość tego patosu, chciałoby się rzec, ale na koniec, jak już gasną światła i publiczność wstaje z miejsc, to na filmach jeszcze są takie dokręcone sceny „odpadowe”. Wracam więc do przerwanej narracji o rozmowie z żoną. Dojeżdżamy naszym rzęchem pod dom i mówię, że wszystko się Zmieni. Gadam frazą Obamy, choć wiem, że Basia jeszcze tego nie widzi. I mówię na koniec: a czemu nie?, dodając: należało się :)

Serdeczne dzięki Wszystkim, którzy mnie wspierali do końca. A pamiętają Państwo tytuł filmu z małymi Braćmi Kaczyńskimi? Pamiętają na pewno. Ja tę koincydencję odkryłem tę intertekstualność (w kontekście „Czerwonej strony Księżyca”), zaglądając niedawno do „Alfabetu Braci Kaczyńskich”. Oni dwaj naprawdę ukradli księżyc. Tylko że nie w bajce. W realu, jak to mówią internauci, 10 Kwietnia ruski księżyc został przez Obu Kaczyńskich splądrowany, złupiony do szczętu, jakby przeszła wielka Krajowa Armia. Królewska Armia.

Od dziś więc nie patrzcie Państwo na trumnę Lecha Kaczyńskiego ani na Ciało wspaniałego Polskiego Prezydenta w taki sposób, że je sponiewierano, rzucając je w błoto tam, na Siewiernym. Proszę spojrzeć tak, że Rusków zmuszono – tak zmuszono do tego, by tam zawieźli to Ciało. Z tego też względu jeszcze je pogardliwie sponiewierali. Co więc też Ruscy musieli zrobić? Musieli pokazać Miejsce, gdzie Zginął Polski Prezydent. Widzicie teraz Państwo spryt Gracza?

Lechu też tu nieźle zagrał i to już Stamtąd z Polskiego Państwa Niebieskiego – szulersko. Tak jak z ruskimi szulerami zagrać należało. Pokazali bowiem w ten sposób prawdziwą „kartę podejścia dla PLF 101” kartę śmierci Prezydenta, pokazali skąd wiozą ciało. To po to zatem zorganizowano „nocny wyjazd” z Polski na XUBS. Pojechał na Siewiernyj Premier Tusk i Premier Kaczyński i Inni. Po to, by Putin „wyciągnął ciało”, wyciągnął Liść z Katyńskiego Lasu.

Putin biorąc Tuska w objęcia sądzi wtedy, że przeciąga go na swoją stronę. Ale czy widzicie, jak zachowuje się Tusk? Jakby go diabli brali, a nie jakby się rozczulał. Widzicie twarz Polskiego Premiera, gdy „prezentuje” mu Putin, co będzie robione? To jest twarz Stratega, który obserwuje armię wroga od środka. I Tusk, i J. Kaczyński zagrali genialnie. Jak na wielkich polskich polityków przystało. Śmiano się z nich, wyszydzano, ale oni zagrali idealnie – wzięli „Iwana Groźnego” jego własną bronią. Pokazali zatem, że nie trzeba mieć milionów czerwonych bojców bulgocących gębami „wsie pogibli, wsie pogibli”, armat, samolotów, czołgów itd.

Wystarczy spryt. W walce z Goliatem Dawid okazuje wyższą inteligencję. Szuka słabego punktu, znajduje i weń uderza. Jak w „Gwiezdnych wojnach” i ataku na Gwiazdę Śmierci. Polska tak odpowiedziała – takim błyskawicznym kontratakiem – rozwalając Gwiazdę Śmierci. I rozwaliła. To koniec. Dziś jest Koniec. Widzieli Państwo na pewno polskich żołnierzy na Placu Czerwonym w maju 2010. Ruscy sądzili, że w ten sposób dodatkowo upokarzają Polską Armię. Ale to był przecież pokaz polskiej Siły. Polski Żołnierz nie musi iść na wojnę z Imperium Zła z tysiącami F16 nawet. Można mu zabijać i Sztab, i Lotników najlepszych. Można zabić mu nawet wziętych Zakładników i Ochronę Prezydenta. Polski żołnierz odpowie kontratakiem takim, że następuje Czas Apokalipsy Systemu Sowieckiego. Pokazano wtedy na placu czerwonym, że możemy paradować, jakby nigdy nic, bez żadnych problemów. Miesiąc po Tragedii ten przemarsz, pamiętajmy, a Putin stalinowskie dekoracje wiesza, jakby Stalin wrócił. Żołnierze polscy maszerują, jakby to nie Polska została pokonana. Bo nie została. Zwyciężyła właśnie. Dzięki Polskiemu Duchowi. W jednodniowej Bitwie Smoleńskiej.

Tak, możemy „kłamstwo smoleńskie” przekształcić na frazę Bitwa Smoleńska, co Pan na to, Panie Premierze? Zgłaszam swoją propozycję, by wcale nie rezygnować ze słowa Smoleńsk – przeciwnie, nadać mu nowy sens: Bitwa Smoleńska 10-04-2010. W Bitwie zginęło 96 osób po stronie polskiej – po ruskiej poległo Imperium Zła wraz z całą CzeKa. Czy to nie brzmi poruszająco? I z dumą będzie mógł się prezentować polski żołnierz – nie tylko na placu czerwonym. Wszędzie.

Bo strata 96 najwspanialszych osób to wtedy skala polskiego Zwycięstwa nad Komunizmem, proszę Państwa. To „koniec historii”, ale autentyczny. Lenin i Stalin zostaną wywaleni z grobów. Uczynią to sami Rosjanie – wyzwoleni katyńską misją Prezydenta Kaczyńskiego. Była misja gruzińska w 2008 r., zatrzymała armię czerwoną zmierzającą do zajęcia całego gruzińskiego państwa – dwa lata później Prezydent Kaczyński wybrał się z tajną misją, z oddziałem specjalnym swych komandosów, by wziąć udział w Bitwie Smoleńskiej, by wyzwolić wiele narodów świata. Poległ, oddział został pokonany w zdradzieckiej pułapce, ale dzięki tej Misji – Wolność powróciła do wielu krajów, do wielu ludzi, do wszystkich nas. Czy to nie jest nieprawdopodobna chwila? Czy nie ZMIENIA SIĘ NA NASZYCH OCZACH NASZ CZAS? Czy w taki sposób nie należy patrzeć na ten dzisiejszy

BREAKING NEWS: The end of Evil Impire?

Czas Apokalipsy – jak w amerykańskim filmie. Czas Apokalipsy II, Apokalipsy Imperium Zła. O misji Kaczyńskiego i o strategii kontrataku Tuska i drugiego Kaczyńskiego będą się uczyć dzieci w szkołach już od poniedziałku pewnie :), bo takie trąby jerychońskie wnet zagrzmią. I słowo Kaczyński czy Tusk będziemy wymawiać z pełną admiracją – bo to wielcy bohaterowie. Tak jak Męczennicy Katyńscy, Delegaci Niebiescy. Ten 96 osobowy zastęp polskich Zwycięzców, ludzi, którzy dla nas przelali swoją krew.

To tak na deser :) , by otrzeć łzy. Wstańmy z kolan – Orzeł Biały wzlatuje. Panie Prezydencie Lechu Kaczyński, Panie Generale Franciszku Gągorze, Męczennicy Katyńscy i Wy Wszyscy Święci, którzy wsparliście nas w tym Niezwykłym Poszukiwaniu, Niezwykłym i Niezapomnianym – szukaniu liścia i lasu, Panie Premierze Tusk, Panie Premierze Kaczyński, Pani Marszałek Kopacz, Panie Prezydencie Obama i Wszyscy Państwo, którzy przyczyniliście się do odkrycia Zbrodni i Zdrady, i przyczynicie się teraz do Procesu II, który będzie faktycznym końcem komunizmu i nowym otwarciem Historii Świata – melduję wykonanie zadania.

Pamiętam jak szlochałem na wieść o tym, że moja córeczka (wtedy 5-letnia) Faustynka jest chora na raka. Dziś ma 12 lat i rośnie na piękną, dumną, mądrą Polkę. Pamiętam jak szlochałem przez tydzień po śmierci Męczenników 10 Kwietnia. To był straszliwszy nawet szloch niż tamten przy wieści o chorobie własnego dziecka. Wiedziałem wszak, że stało się coś niezwykle okrutnego, przerażającego. Ale wiedziałem, że Bóg na niebie i Wy Wszyscy Zamordowani, ale Żywi, pomożecie znaleźć prawdę o tym, co się stało. Melduję wykonanie zadania.

I odmeldowuję się, mając nadzieję, że sprostam nowym zadaniom, bo tak jakoś od paru miesięcy się za czymś… rozglądam :)

Paweł Przywara, do wczoraj: Free Your Mind, muzycznie jako CSI 2010

22 czerwca 2012, Nazajutrz po Wczoraj

głos z off-u:

„Wiesz kotek, to już jest wariactwo, co robisz, wstajesz o drugiej w nocy…” – moja żona.

SEE YA and KEEP ON BLOGGIN’ IN THE FREE WORLD

THIS IS THE END

(Żona pyta czy kawę piłem. Jasne, że nie piłem. 7:13 rano dopiero, a wstałem o drugiej. I znowu narzeka.)

Raz jeszcze THX – zwłaszcza tym podziemnym mrówkom Sieci. Z podziemnych tuneli. Koniec Układu Warszawskiego ogłaszam :)

A, zapomniałbym, jeśli ktoś chciałby wydać „Czerwoną stronę Księżyca” drukiem, to czekam na propozycje mailowo jako pawel_przywara@yahoo.com

Panom ze smoleńskiej „Mgły” zaś zalecam oddanie się do rąk prokuratury, nim nastąpi KONIEC. A może początek? I żeby mi tu żaden Macierewicz, niedoszły „ruski prezydent” na Polszę, długoletni rezydent GRU, się ze swym rykiem nie produkował. Już mam dość tego wrzasku. Wolę techno. Naprawdę wolę techno. Drum and bass, jungle. Coś czego tow. Macierewicz nie zna. W rytmie jungle działa umysł wolny od kłamstwa i sterowany ideą prawdy, jak też duchem pokory oraz wolności. Taką ideą prawdy, jakiej się nabywa w polskiej kulturze i na porządnych uczelniach. Nie tylko katolickich, jak w moim wypadku :) .

No widzę, że jeszcze Państwo siedzą przed tym tekstem. No to dobra, wracam na „bis” :) .

Nie wiedzą Państwo Czytelnicy, po co na Siewiernyj gnali Wierzchowski, Sasin etc.? Bo chcieli zobaczyć, czy jest tam ciało Prezydenta, skoro „gabinet ciemniaków” :) zaczął ogłaszać, że Prezydent nie żyje. Sasin zrazu tego nie ogłaszał do mediów jako on. On się bał zrazu ust otworzyć, dlatego ma takie problemy z mówieniem (ale jeszcze mu się wszystkie klapki pamięciowe pootwierają w Norymberdze II), a więc Tuskoludki zaczęły go „wywabiać” z Lasu. Podobnie „wywabiono” Macierewicza. Polska „Dwójka” (a la ta przedwojenna) zagrała GE-NIAL-NIE. Chylę czoła przed zawodowcami. Jak bowiem się Cienie wywołuje? Kierując na jakieś obiekty światło. Wtedy obiekty rzucają cienie, prawda?

Czeka nas burzliwy dzień po paru latach „zastoju” w „smoleńskim jarze”. A ja wciąż nieogolony siedzę. OK. Dość już tego Podziemia, Szanowni Państwo. Enough is enough, jakby rzekł nie tylko Obama. Choć niekoniecznie Putin.

Ryczące zaś krowy święte bardziej czy mniej niech widzą na koniec, jak machinę kłamstwa niszczy jedna prosta prawda: nie było katastrofy smoleńskiej. Wiedzieli to wszyscy bohaterowie „smoleńskiej Mgły”. Wiedzieli ci, co lecieli samochodami białoruskimi, pociągami lecieli lub lecieli motorowerem „Komar”, szczególnie ci co lecieli wszystkim, tylko nie tupolewem, a potem „łapali za telefon”, że im nic nie jest, polecieli bowiem na piechotę przez katyński las i teraz polecą do więzienia. Mgłą smoleńską należy bowiem nazwać siatkę ruskiej agentury, która usiłowała dokonać zbrojnego przejęcia władzy w Polsce 10 Kwietnia. I nie udało się jej. Wojna z tą Hydrą trwała jeden dzień. Jeden dzień. Taką intelektualną, militarną i kulturową potęgą obecnie jest Polska. Te drogi, sklepy, budowle za oknami naszych domów, to nie jest potiomkinowska wieś, Szanowni Państwo, to REALNY ŚWIAT :) , może jeszcze nie taki jak w USA (zwłaszcza jeśli chodzi o drogi, Panie Premierze :) ), ale na pewno nie taki jak w Afganistanie (za czasów sowieckiej inwazji). To, co za oknami, to wszystko się wzięło z naszej wspólnej pracy. Agentura sądziła, że przetrwa czasy neokomunizmu przygotowując się do „skoku ostatecznego”, ale 10 Kwietnia skończył się i komunizm, i neokomunizm. Nieźle, prawda? Taki strzał. Taka armata jest teraz polska. Putin wymięka przy niej.

Jeśli Państwo tego nie wiedzieli o ruskiej agenturze, to już teraz na sto procent wiedzą. Na liście proskrypcyjnej był też J. Kaczyński, dlatego w porozumieniu ze śp. Z. Wassermannem koordynatorem służb specjalnych zamienił się w ramach delegacji, gdyż – właśnie dla Bezpieczeństwa – ROZDZIELONO BRACI. Mimo że planowali być razem, mimo że byli Braćmi, mimo że byli razem politykami „jednej opcji”. Pamiętają Państwo PO-PiS? 2005 r. Ja też wtedy myślałem o konstytucyjnej większości tych dwóch partii i realnej zmianie polskiego państwa zmianie, która „zmieni wszystko”.

I tak też się stało, co najciekawsze w tej polskiej współczesnej historii. Oni spryciarze jakoś się Umówili Tajnie, węszę tu pomysł śp. prof. J. Kurtyki, który otwarcie mówił, by wrócić do idei PPP. Kiedy ON to mówił, no kiedy? Na… niedługo przed Bitwą Smoleńską, czyli 10-04-2010. Potem zaś, tj. po Tajnej Umowie o PPP (typuję, że to 2005 r.) zastosowano manewr z „dwoma państwami”. Podziemnym realnym i drugim: „potiomkinowskim”, by wciągnąć ruską agenturę do Gry, bo rozpracowywanie Siatki, to kilka lat. To nie Gra z dnia na dzień. Proszę prześledzić teraz pod tym kątem działania ruskiej rezydentury w Polsce, a zwłaszcza to, co robi sam tow. Macierewicz – co rozwala i gdzie.

Wracając do „Smoleńska”, pamiętacie Państwo, jak Macierewicz pyta ni stąd ni zowąd jednego ze świadków na posiedzeniu ZP (już nie chce mi się sprawdzać kogo, może Wierzchowskiego; mrówki internetowe potwierdzą może) czy wie, dlaczego Wassermann zamienił się z Kaczyńskim? Wtedy zapaliła mi się porządna lampka – czemu coś takiego gościa stojącego na czele ZP interesuje? Skoro bada on „katastrofę smoleńską” i liczy się dla niego „tylko FMS”. Skąd nagle waga zamiany JK na ZW? To był bowiem ruch wyprzedzający Zamach. To było wzmocnienie Ochrony Prezydenta. To było wzmocnienie Polskiego Oddziału Specjalnego, lecącego na Bitwę Smoleńską.

Ale też dlatego ruskiego szpiona Macierewicza to interesowało, bo to samo pytanie zadał ruski prokurator p. Małgorzacie Wassermann, a więc Maciora-Macierewicz szukała tej samej „zguby”, działała dla ruskiej prokuratury. Ruski prokurator Maciorewicz, nieźle, nie? Ja bym tego nie wymyślił. Wymyślił to ten ruski szpion. P. Wassermannówna z kolei, mówiąc w grudniu 2011 słynne i głośne „Nigdy się państwo nie dowiecie...”, mówi nie do nas, a do szpionów, że już są namierzani. Mówi to księżycową mową, ale już jest to wiadome. Otaczamy was – znaczy ten greps. Otaczamy was.

Podobnie Zagrodzki krzyczący: „do d… z takim państwem!” mówi do szpionów. Bo absolutnie nic nie jest do d…, jeśli chodzi o rozpracowywanie agentury. Gen. Parulski dlatego nocą w jakimś syfiastym namiocie na śmietnisku siewiernieńskim „podpisuje z prokuratorami umowę” 10-04-2010 z Ruskami „ustalającą godzinę katastrofy”, bo wciąga CzeKa w POLSKĄ GRĘ. Idiota Macierewicz będzie potem darł szaty, że „umową ustalono godz. o 10.40 i trzymano Polaków w zakłamaniu, podając 10.56”. Mają Państwo linki do „Białej Księgi”, proszę wyłapać tę „czerwoną fazę księżycową”. O co ruskiemu szpionowi chodzi? O to, że Polskie Państwo Podziemne bardzo długo PODTRZYMUJE FAŁSZYWĄ GODZINĘ KATASTROFY. Nawet tydzień po tragedii wyją syreny, w Polsce. Wyją za „lotniskową syreną 10.56” z filmiku Koli. Ale to nie jest syrena z żadnego lotniska. To syrena z „Katyńskiego Lasu”. Gniezdowo? Okolice Gniezdowa?

Ta syrena rozlega się podczas Egzekucji i zapamiętamy ją na wieki wieków, tow. Macierewicz. Chodzi więc o Syrenę Warszawską, nie zaś o godzinę. Jeśli zaś o Godzinę, to Egzekucji, a nie żadnej lotniczej katastrofy. Macierewicz zaś, wiedząc, że była Egzekucja, ma za zadanie „walczyć” o „godzinę katastrofy”. I wtedy zostaje usidłany. O co bowiem chodzi? Skoro nie było katastrofy, to ryczenie o jej godzinie nie ma sensu, prawda? Ale dla szpiona ma sens – bo przecież kwestionuje Egzekucję. Katastrofa to maskirowka dla Uprowadzenia i Zamordowania Delegacji przecież. Zadaniem rezydenta Antoniego M. zaś jest skoncentrowanie uwagi wszystkich Polaków na maskirowce, a nie Egzekucji.

Słyszeli Państwo o takich umowach, jak ta Gen. Parulskiego z ruskimi prokuratorami? Bo ja nie, ale Macierewicz, tak, jak najbardziej tak. On przecież na fałszywkach konstruuje całą narrację, skoro bowiem nie było katastrofy, o czym przecież on, ów ruski gnój, doskonale wie, to czemu „umawiać się co do godziny”? To go już nie interesuje, prawda? Tak jak nie interesuje go to, czy polska prokuratura GRA z nim czy nie, bo jest na to za cienki. Macierewicz to szpion – ruski szpion, widzicie teraz Państwo? Gad, po prostu, żywiący się Polską. Inaczej się tego nie da nazwać.

Cholera, widzę, że się rozkręca znowu narracja, a mieliśmy się rozstać. I ja nadal nieogolony, a za oknem Burza. No to dalej o tym ruskim szpionie. Grzmot słyszę. Weźcie Państwo sobie „Misję specjalną” – pierwszą „smoleńsko-śledczą” (dziennikarze – pod dyskretną osłoną Niewidzialnych Służb, wciągają szpiona do akcji – udając, że robią „śledztwo macierewiczowe” oczywiście). Kogo tam widać w pewnym momencie? Kogo? No wyłania się ze „smoleńskiego lasu” szpion ze swym głosem szpiona i gada, że dostał telefoniczną informację o 10.47. Nie dodaje tylko: gdzie akurat był o tej godzinie, bo nie był chyba cały czas w Katyniu. Czy z Gniezdowa się gdzieś udał? Czy Egzekucji dokonano w Gniezdowie, dlatego sobie szpion robi zdjęcie z uśmiechem, wiedząc, że będzie jego „Change”?

Godzina 10:47, mówi szpion, co jest otwarciem debaty o „godzinie katastrofy”, jakby godzina nierealnegowydarzenia była ważna. Teraz niech Państwo posłuchają sobie sejmowego posiedzenia z SW – SW to skrót odsłużby wywiadu, ona to bowiem robi przesłuchanie Macierewicza, a nie on Sławomir Wiśniewski (dlatego w rus. mediach podawany jest jako Śliwiński i dlatego Mrozowi się zrazu nie ujawnia przy „bramie Siewiernego”, jest bowiem z niebezpieczną misją; SW to polski James Bond, proszę Państwa, genialny gość, szacuneczek Panie „Sławomirze”! :) ).

Moonwalker to człowiek służb z legendą „polskiego montażysty”, nie domyślili się Państwo jeszcze? A jak ruskiego szpiona można zwodzić? Jak? No tylko tak, że się udaje, iż to on zwodzi nas. Proste? Ja też to odkryłem po jakimś czasie, więc prawie sam się nadaję do ABW, gdyby nie nawał innych prac. Poza tym w ABW chyba nie ma czasu na granie na gitarze na przykład :) , a i bajkę dzieciom obiecałem, że napiszę na wakacjach. A co z habilitacją? Słowem: huk roboty.

Jeśli chcesz przechytrzyć lisa, zachowuj się tak, by lis sądził, że jest chytrzejszy od ciebie. Lis to nie wilk wprawdzie patronujący Specnazowi, z którym do dziś Macierewicz współpracował, ale Lis to baaaardzo sprytne zwierzę (stąd ta okładka z Talibem w „Newsweeku”, prawda Panie Tomaszu Lis? :) ; to był kolejny sygnał dla Antoniego M., że „bije jego godzina”, że jest Terrorystą, dodałbym, Terrorystą Bolszewickim). Polskie obecne służby mogą sobie za patrona wziąć właśnie sprytnego liska :) , bo przechytrzył potężnego, krwiożerczego wilka. Ludojada. Wilkołaka. I to niejednego. Czekista to wilk. GRU to piekielne wilki. To dzicz, swołocz, tak się takich ludzi nazywało.

Smiersz, to nie żarty. Ale polska i NATO-wska odpowiedź na Smiersz też nie będzie żartobliwa. Polacy wprawdzie nie strzelają w potylicę ruskim szpionom zapatrzonym jak nie w Dzierżyńskiego to w Che Guevarę, ale mają prawo i sprawiedliwość, no i Siłę niesamowitą. Wyłoniła się ona w „operacji Smoleńsk”. O jej szczegółach można przeczytać w różnych książkach – także w mojej. Tylko, że chodzi o operację związaną z utworzeniem PPP, kontratakiem wymierzonym w „Gwiazdę Śmierci” i w neosowiecką agenturę w Polsce, który nastąpi dziś, bo zgodnie z tym, co łgał Macierewicz, ruski szpion, ja zostałem wciągnięty (trochę jak „polski montażysta”) w polską agenturę. Ale z tego jestem DUMNY. Tak pracuje polski naukowiec, pisarz, obywatel-piżamowiec (nie mylić z piżmowcem) – w chwili próby: poświęca swój czas, dla Polski. Patetycznie? Ma być patetycznie. Jestem dumny, że włączono mnie do PPP. Tak, jak ja zaś, uczyniło wiele osób od 10 Kwietnia. I nikt z nas tego nie żałuje, bo szpionów ma tropić każdy z nas, choćby szpiony się kryły pod najbardziej niesamowitymi czapkami-niewidkami („Polaków-katolików”) i miały najlepszelegendy.

Właśnie ta „polskość i katolickość” zgubiła szpiona Macierewicza. Na klęczniku przeklęczał wiele lat, ale pokory, prawdy, miłości bliźniego i innych cech autentycznego ucznia Chrystusa za grosz. Tępy jak but z lewej nogi, a butny jak typowy czekista: „nie lzja, nie lzja, nie lzja”, bo Antoni M. ustala, co „lzja”, a co nie, prawda? Ruski szpion o wszystkich i wszystkim chcący decydować, ale głownie o Prawdzie. Zapewne z tego powodu, by wyłapać Sieć, doszło do wciągnięcia o. Tadeusza nawet w PPP (gratulacje Ojcze Dyrektorze, a wie Ojciec Dyrektor, że ja kiedyś przed laty w RM byłem w jednej z audycji? Takiej krótkiej, ale byłem – no i jako naukowiec nie szpion :) ), bo wszędzie przecież rezydenta GRU Maciarewicza było pełno. Wszystkim zarządzał Maciorewicz. Wszędzie się pchał jak Maciora. I wszędzie RYŁ I RYCZAŁ po swojemu, jakby tylko on przy jakimś KORYCIE miał być. Ale z tego RYCZENIA wychodziło NIC.

Bo szpion ryczy by zagłuszać prawdę, jak zagłuszarka. Jednocześnie zaś toruje on drogę moskiewskiemu kłamstwu, a wraz z nim, Zbrodni. Nie łże się przecież bez powodu. Łże się, by zamknąć innym usta, ale też by samego siebie postawić „poza jakimikolwiek podejrzeniami”. Ale to właśnie gubi łgarza. Im więcej łże, tym gorzej. Bo w końcu łoż się obraca przeciwko niemu. Pamiętacie Państwo film „Syndrom katyński?” – to zrobiły POLSKIE SŁUŻBY, dlatego jest tak „załgany”. To specjalistyczny, instruktażowy film SŁUŻB w ramach INFORMACYJNEJ WOJNY. Podobnie materiały Wiśniewskiego – SW :) Czy za filmikiem Koli też stał „polski montaż” :) ?

Gdy się to odkrywa, to znaczy PPP albo po prostu to, że Rząd PPP wiedział, że nie ma żadnej katastrofy, to jest to klucz do wszystkich KSIĄŻEK SMOLEŃSKICH, także AMIELINA. Łoż-szpion posługiwał się często określeniem „kłamstwo smoleńskie”, co miało dotyczyć „wypadku”. Dlaczego? Dlatego, że Maciora chciała na ich miejsce wryć nam w głowach nowe Kłamstwo. Jakie? No przecież Zamach na/nad Siewiernym, straszliwy „Zamach na a może nad Siewiernym”. I dalsze dywagacje: co, gdzie, jak. Błądzenie w g…nej mgle to przecież jest.

Łoż-szpion daje g… po prostu w ramach swej roboty, bo ma on i ono odwodzić ludzi od prawdy, odcinać. Nic więcej. Trzymać jak najdalej od prawdy. I potrzeba niezłego sprytu, by szpiona na tym przyłapać, bo on potrafi bardzo elastycznie reagować, jak trojan w komputerze. Ale od czasu PO-PiS-u służby skonstruowano (w ramach PPP – za ten manewr Polskim Politykom należą się medale) NA NOWO i stąd agentura zaczęła się szykować do terrorystycznego ataku, próbując najpierw rozwalić służby w ramach akcji SKW i „likwidowania WSI”. Już tylko terror ruskim gnojom pozostawał. Tylko to. Ale i on obrócił się przeciwko terrorystom. Tak kończy w obecnej polskiej rzeczywistości ta cała agenturalna Sieć, Sieć Rezydenta GRU Macierewicza.

Czemu to wszystko piszę dziś? Bo czemu nie dziś – czy należy zapowiadać Zdrajcom i Zbrodniarzom, że czekają ich aresztowania? Oglądali Państwo film „The Incredibles”. Polecam Pan Iniemamocny ląduje na wyspie zła i mówi:Zaczynamy.

A Macierewicz to nie wiem, czy zdąży dziś uciec do Moskwy, skąd jego „ród” i „chów”, bo i tak jest obserwowany przez NIEWIDZIALNE polskie służby. Prawdziwe – niewidzialne, a realne. Macierewicz ich nie widział, a one jego. Przenikały bowiem wszędzie, a do ruskich służb szczególnie. Penetrowały jak przedwojenna Dwójka hitlerowców i sowieciarzy. Bo polska myśl kontrwywiadowcza to nie „SKW” z czerwonymi harcerzami Macierewicza – ale nowe SKW (PPP) to ludzie z krwi i kości oddani Polsce. Do krwi i do kości. Tak zadziałali wszyscy ludzie dobrej woli Polacy zjednoczeni przeciw Złu – funkcjonariusze, dziennikarze, prawnicy, medycy sądowi, naukowcy. Jest nas MOC, proszę Państwa. Jesteśmy potężnym Narodem, a nie wypierdkiem mamuta. Jedni z nas, jak Męczennicy za Polskę i Polską Sprawę, oddali krew i kość, inni odnaleźli tę krew, i tę kość – i będą pielęgnować przez najbliższe wieki.

Change. It’s Change.

Gra GRU = KONIEC. I do akcji wchodzi polski prawy sierpowy i lewy. Bo nie ma już ani prawicy, ani lewicy. Jest tylko POLSKA. I Bogu dzięki.

Idę się ogolić w końcu :) A, macie teraz Państwo mnóstwo materiału do analizowania Maciora sporo pozostawiła po sobie miotu. Matrona komunizmu to była pod nazwą Antoni M. i spółka, a w skrócie „gra GRA”. Panowie z ABW, CBA, POLICJI POLSKIEJ, SW, ŻW, SKW, BOR i Bóg wie jeszcze skąd, możecie zaczynać. Dzięki Wam wielkie za okazane mi wsparcie i zaufanie. I jakby co, mogę zasiadać w Nadzwyczajnej Komisji Polskiej ws. Tragedii Delegatów, chętnie przesłucham Maciorewicza podczas telewizyjnych transmisji, Macierewicza czy Maciarewicza, czy jak temu tam rezydentowi Ketmanowi-Hetmanowi nazwę nadano, tylko umówmy się, że nie za free. OK?   Wykonało się, Kasiu. Śpij spokojnie, bo Twoja Misja też była i będzie już Naszą Polską Misją. Mostem między Niebieską Polską a tą tu, naszą codzienną, odnowioną – w Królewski sposób. Brawo Panowie i Panie, brawo. Chylę czoła.

Brawo. Błogosławiony Janie Pawle II, błogosławiony księże Jerzy, Wszyscy Święci Patronowie Polski i Świata – to Wasz także Tryumfalny Dzień. Bo zmieni się nie tylko Polska, ale też Rosja, zmieni się świat.

Change :)

Are we cool? :)

  Click. 

————————————————————–


 dr Paweł Przywara NOTA BIOGRAFICZNA


http://wsiz.rzeszow.pl/kadra/pprzywara/default.aspx

Doktor nauk humanistycznych. Ukończył filozofię teoretyczną w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracę doktorską pisał pod kierunkiem prof. Antoniego B. Stępnia (”Teoria przestrzeni Husserla i Carnapa. Analiza porównawczo-krytyczna”).

Debiut literacki w kwietniu 1987 r. (powieść ”Proces II” na łamach miesięcznika ”twórczość”), debiut książkowy (”Amnezja. Antyutopia filozoficzna” PIW, Warszawa 1995). W 1995 r. został zaproszony przez Literatur Werkstatt do Berlina wraz z A. Stasiukiem, M. Świetlickim, M. Niemcem i U. Benką. W 2001 r. ukazała się jego kolejna książka pt. ”Euroman. Pierwsza powieść eurorealistyczna” (Stowarzyszenie Literacko-Artystyczne ”Fraza” Rzeszów). W 2008 r. (nakładem szczecińskiego wydawnictwa Forma) ukazała się jego kolejna książka pt. “Zgrzewka Pandory” (http://www.ppiw-forma.pl/wydawnictwo/zgrzewka.htm) oraz opowiadanie “Absolutysta” w antologii współczesnych polskich opowiadań “2008“. W przygotowywanej przez to wydawnictwo antologii opowiadań grozy ukazał się jego mikrothriller “Ra“.

W 1989 r. wraz z Grzegorzem Boratynem, Pawłem Gryglem i Mirosławem Adamskim tworzył Grupę Inicjatywną PROPAGANDA, która organizowała happeningi w centrum Rzeszowa i wydawała ziny trzecioobiegowe.

Autor wielu publikacji literackich, krytycznoliterackich i poetyckich na łamach ”twórczości” (http://www.culture.pl/pl/culture/artykuly/dz_li_przywara_brak_sieci), ”Pisma literacko-artystycznego”, ”Sycyny”, ”Akcentu”, ”Ethosu” i in.

Debiut muzyczny w 2003 r. wraz z grupą rockową EUROMAN – w 2004 i 2005 r. została ona nagrodzona przez brytyjskie RadioGets Wild.

Współpracownik ”Powszechnej Encyklopedii Filozofii”  przez Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu(http://www.kul.lublin.pl/efk/index.html).

We wrześniu 2006 brał udział w konferencji GAP.6 (Carnap Workshop) (http://www.hss.cmu.edu/philosophy/carnap-workshop-program.php) we Free University Berlin, gdzie wygłosił referat “Husserl’s and Carnap’s Theories of Space” (http://philsci-archive.pitt.edu/archive/00002858/). Prowadzi bloga naukowego i literackiego.

Zainteresowania: filozofia klasyczna, filozofia współczesna, fenomenologia Husserla (http://www.husserlpage.com/), teoria literatury, teoria przestrzeni, teoria informacji, lingwistyka, media elektroniczne, muzyka rockowa i techno, współczesna historia Polski, samizdat, filmy science fiction i horrory.

Adiunkt w Katedrze Nauk Społecznych.

DZIAŁALNOŚĆ DYDAKTYCZNA


Prowadzi zajęcia ze wstępu do nauki o komunikowaniu, pragmatyki językowej, etyki, filozofii, logiki, komunikacji językowej, mediów współczesnych i głównych nurtów w kulturze światowej i polskiej XX wieku.

Materiały dydaktyczne dla studentów

 Filozofia i literatura

“Związki między koncepcjami przestrzeni u wczesnego Carnapa a husserlowską fenomenologią przestrzeni” (artykuł opubl. w: “Logos i Ethos” 2 (2006))

“Czy dowód ontologiczny stanowi ostateczny argument przeciw globalnemu sceptycyzmowi?” (polemika z S. Judyckim; opublikowana w: “Analiza i Egzystencja”)

“Zasada immanencji i jej teoretyczne konsekwencje” (niepubl. polemika z S. Judyckim)

Husserl’s and Carnap’s Theories of Space

“Husserlowska teoria spostrzegania obiektów zewnętrznych” (1, 2) (fragmenty przygotowywanej książki)

Szaleństwo nauki. O moralnych i prawnych granicach badań naukowych”

Problem mentalese” (artykuł opubl. w “Rocznikach Filozoficznych” LVIII.2 (2010))

SKRYPT DO FILOZOFII

”Zu Husserl selbst” – autoreferat (obrona pracy doktorskiej)

“Zdania literackie jako reguły przekształcania przedstawień” – artykuł filozoficzny

“O czym jest literatura?” (1) szkic z filozofii literatury

”Fenomen przestrzeni” – artykuł

“Idealizm Husserla – problemy interpretacyjne” – artykuł

”Konstrukcjonizm” – hasło encyklopedyczne

“Mentalizm” – hasło encyklopedyczne (niepublikowane)

“Metajęzyk” – hasło encyklopedyczne (wersja oryginalna)

”Eutanazja jako radykalnie niehumanitarne rozwiązanie problemu cierpienia” – artykuł

“Świadomość (ani umysł) nie jest modelem świata”  (pierwodruk “Studia Philosophiae Christianae” 2008.2) – artykuł
“Świadomość jako przedmiot badań epistemologicznych” (w druku “Studia Philosophiae Christiane” 2009) – artykuł

“Epistemologiczne aspekty komunikowania” (referat)

Euroman” – pierwsza powieść eurorealistyczna

”Ghostwriter” – powieść

”Pocałunek Barabasza” – tragedia katastroficzna w trzech aktach (fragment)

Cry For Me, Argentina

”Ekspertyza” – mikropowieść w stylu eurorealizmu wojennego

”nasłuch” – poemat

“Noc poety (Puławy Zadury)” – (niepublikowany) poemat dla Bohdana Zadury

“Tęcza nad Polandią” – poemat

“Zabieram cię w drogę moje dziecko”

”nie ma Go tu” (pożegnanie)

Jan Paweł II – List do artystów

Teksty uzupełniające do zajęć z komunikologii

U. Kusio ”Środki masowego komunikowania”

W. Sadurski ”System demokracji politycznej a wolność środków masowego przekazu”

M. Iłowiecki ”Walka o dusze”

R. A. Ziemkiewicz ”Dziennikarstwo wczoraj, dziś i jutro”

A. Zwiefka-Chwałek ”Indymedia. Partyzantka informacyjna w Internecie”

P. Przywara ” Wiarygodność współczesnego języka dziennikarskiego w Polsce”

P. Przywara “O informacyjnej funkcji współczesnych mediów”

P. Przywara “Zagrożenie z kosmosu. Krótka historia jednego szumu medialnego” (artykuł w wersji skróconej opublikowany w “Studiach Społeczno-Politycznych” t. 3, Wyd. WSIiZ, Rzeszów 2009)

P. Przywara “Uroki perswazji” (artykuł opublikowany w “Zeszytach Karmelitańskich” 2009.1)

P. Przywara “PR współczesnych dziennikarzy polskich”

P. Przywara “McLuhanowska retrybalizacja na przykładzie Internetu” (w: “Nie tylko Internet” red. J. Mucha, Kraków 2010)

P. Przywara “Między IV a V władzą – dziennikarze a blogerzy. Doświadczenia amerykańskie”

Teksty uzupełniające do zajęć z pragmatyki językowej

P. Przywara “W poszukiwaniu nowego modelu komunikowania. Rozważania epistemologiczne”

P. Przywara “SMS jako środek komunikowania”

P. Przywara “Pragmatyczno-językowe i semiotyczne narzędzia do analizy konwersacji elektronicznej

P. Przywara “Wspólnota i język

Teksty uzupełniające do zajęć o kulturze XX w.

Elżbieta Szemplińska ”Prawdziwa ojczyzna” (wiersz opubl. na łamach lwowskiego ”Czerwonego Sztandaru”, z grudnia 1939)

Marek Hłasko ”Piękni dwudziestoletni” (fragment)

O Andrzeju Bobkowskim (wspomnienia, artykuły m.in. Józefa Czapskiego)

Bruno Schulz ”Sklepy cynamonowe” (fragment)

Witold Gombrowicz ”Dzienniki” (fragment)

List B. Schulza do Witkacego

Witkacy ”622 upadki Bunga czyli Demoniczna Kobieta” (fragment)

Sergiusz Piasecki ”Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy” (fragment początkowy)

Magdalena Rabizo-Birek ”Artysta w czasie marnym” (esej o współczesnej literaturze polskiej)

Włodzimierz Bolecki ”Pisarze niedocenieni – pisarze przecenieni” (ankieta ”Kultury”)

Gustaw Herling-Grudziński ”Być. I pisać” (wykład)

Przemysław Czapliński ”Proza polska – ostatnie 20 lat” (esej)

Marian Stala ”Coś się skończyło – nic się nie chce zacząć” (szkic o literaturze polskiej lat 90.)

Magdalena Rabizo-Birek ”Włodzimierz Odojewski w Rzeszowie” (relacja)

Włodzimierz Bolecki o Mackiewiczu dzisiaj (artykuł)

Włodzimierz Odojewski o Mackiewiczu dzisiaj (artykuł)

Kazimierz Wierzyński ”Moralitet o czystej grze” (poemat)

Władimir Bukowski ”…i powraca wiatr” (fragment początkowy)

Warłam Szałamow (artykuł Piotra Skórzyńskiego)

Wieniedikt Jerofiejew ”Moskwa-Pietuszki” (mikropowieść)

Andriej Płatonow ”Szczęśliwa Moskwa” (mikropowieść)

Franz Kafka ”Proces” (fragment)

Franz Kafka ”Przemiana”

Wacław Zbyszewski o Gombrowiczu i Hłasce (wspomnienie)

Bruno Schulz ”Mityzacja rzeczywistości” (szkic krytyczny)

Bruno Schulz o ”Sklepach cynamonowych” (wypowiedź)

Bohdan Zadura ”Trumny z Ikei” (wiersz dla kobiet i mężczyzn)

Allen Ginsberg ”America” (poemat)

Karen Kovacik ”Self-Portrait in Warsaw, With My Least Favourite Colour (1986)” (wiersz)

Robert Coover ”Koniec książek?” (esej)

John Barth ”Stan rzeczy” (esej o konfrontacji Hipertekstu z powieścią współczesną)

Zbigniew Herbert ”Potęga smaku” (poemat)

Josif Brodski – Czesław Miłosz (rozmowa)

Jose Saramago ”Ślepota” (fragment powieści)

Włodzimierz Odojewski ”Kraina spraw niezałatwionych” (publicystyka)

Włodzimierz Odojewski ”Czy literatura polska jest niepotrzebna?” (publicystyka)

Przemysław Czapliński o polskich pismach literackich (artykuł, 2003)

Marek Klecel o socrealizmie polskim dla dorosłych i dzieci (artykuł, 2001)


TEMATYKA DZIAŁALNOŚCI NAUKOWEJ


Filozofia współczesna, fenomenologia Husserla (http://www.husserlpage.com/), teoria literatury, teoria przestrzeni, teoria informacji, lingwistyka, media elektroniczne.


PUBLIKACJE


Przygotowuje książki na temat 1) konwersacji elektronicznej (pragmatyka językowa w obszarze CMC), 2) spostrzegania obiektów przestrzennych (teoria percepcji) oraz 3) fenomenu świata przedstawionego w dziele literackim.


SEKCJA WŁASNA


Przygotowuje się do solowego występu gitarowego :) w ramach projektu EUROMAN ACOUSTIC

Komentarzy 7 to “Dalszy ciąg sprawy bloggera Free Your Mind”

  1. all said

    all

    Nie czuje się zbyt upoważniony do komentowania, jestem tylko zwyczajnym czytelnikiem, próbujący zrozumieć świat taki jaki jest.Jednak dzisiejsza twórczość, hmmm… (pomijając bardo oryginalny styl) wydaje się kontra-produktywna. Przecież autor taki jak FYM musiałby to rozumieć, a może i rozumiał.

    Moją uwagę zwraca kilka rzeczy:
    1) Czy po tylu miesiącach wspólnej pracy nie wypadałoby wcześniej powiadomić kolegów i koleżanki o zbliżającym się coming out’cie?
    2) Czy przekazanie tego typu informacji nie powinno następować jednak stopniowo?
    3) Czemu autor chce celowo sprawiać wrażenie świra? I nie chodzi mi wcale o absurdalne tezy tylko kreowany obraz (jak chociażby szukanie en bloc wśród komentatorów spiskowców, kto nie z nami ten zdrajca).
    4) PPP, POLSKI NIE MA! a temu śni się konspiracja.
    5) NATO chroni, NATO radzi, NATO nigdy cię nie zdradzi
    6) Ciekawi mnie też, że autor tak bardzo chce uniknąć korespondencji mailowej, wsio w komentarzach. Interesujące.

    Wg mnie WSIowi korzystając z igrzysk czyszczą sobie Polszę z elementów niepożądanych, jak to ujął Michalkiewicz scenariusz rozbiorowy wchodzi w decydująca fazę.
    A jak tego dokonali w przypadku FYM’a, to już pozostawiam wyobraźni czytelników, specjalnie trudne to chyba nie było. Taki smutny kraj.

  2. kefir said

    Bloger free your mind zamordowany? Wszystko wskazuje na to, że tak!

    Posted by kefir2010 w dniu 23 Czerwiec 2012

    Co się stało z blogerem Free Your Mind?

    -blog został najpierw przejęty, a potem – zamknięty.
    -w ostatnich czasach blog został prawdopodobnie przejęty. Styl FYM jest nie do podrobienia, jest wręcz perfekcyjny. Nowy właściciel bloga szerzył natomiast coś przeciwnego – m.in. chamstwo.
    -NATO, NATO i jeszcze raz NATO – nowy właściciel bloga zachwalał pod niebiosa neonazistowskiego żandarma trzymającego w kleszczach cały świat, czyli NATO. Że niby Polska ma ochronę tej zbrodniczej organizacji. Żaden szanujący się, niezależny bloger, nie pisałby w taki sposób. No chyba, że jakiś popieprzony “solidaruch” z ciasnym umysłem. Nawet taki Petelicki czy nasz wywiad prowadzą z NATO grę operacyjną, pełnego zaufania nie ma. W siłę NATO i w to, że NATO będzie bronić polskiej pipidówy, wierzą chyba tylko dawni solidaruchy, z umysłami jeszcze w poprzedniej epoce, te same solidaruchy, co zostawiły nam rozjebany w 99% kraj i pensje 1100 złotych.
    -nowy właściciel bloga Free Your Mind (FYM), wychwalał także rząd Tuska. M.in w literackiej interpretacji ostatniej rozmowy Tuska z Kaczyńskim przed katastrofą / zamachem smoleńskim. Tą literacką wizję rozmowy Tusk-Kaczyński publikuję pod koniec tego tekstu, uwaga! Została ona napisana już przez nowego “właściciela” bloga FYM, zapewne po uciszeniu / zamordowaniu prawdziwego Free Your Mind’ a.
    -wysiłek blogera Free Your Mind był niedoceniany. Nie doceniali go komentatorzy zarówno z prawa, jak i lewa. O ile agentka CIA / Mossadu, blogerka “Kataryna” stała się celebrytką PiSowców, o tyle Free Your Mind nie był cytowany. Ale poprzez ogromne czytelnictwo, był niewygodny dla władzy.
    -ta opinia (Krzysztof Osiejuk) głosi, że Free Your Mind zwariował w wyniku śledztwa smoleńskiego i że ogólnie był wariatem.
    -komunikat administracji: Administracja:
    Na blogu użytkownika Free Your Mind zaczęły pojawiać się bardzo dziwne treści. Informujemy, że postanowiliśmy ukryć to konto do wyjaśnienia sprawy.

    ———————————————

    cyt. “Ładnie was wkręcił, szanowni wzmożeni moralnie. Niech to do was dotrze. Nie będę się śmiał.

    http://jozef.moneta.salon24.pl/428875,w-sprawie-fym-pierwszy-i-ostatni-raz#comment_6280884

    Informuję zainteresowanych, którzy czytywali ostatnimi czasy bloga freeyourmind.salon24.pl iż ów blog został shakowany a za właściciela podaje się jakiś cham ze znanej WSI.

    Rzecz w tym, że byłem do tej pory pod wrażeniem człowieka który drążył niezmordowanie sprawę smoleńską, pracowity, precyzyjny, niesamowicie sprawny w przekazywaniu swoich myśli (ba, pisarz-wirtuoz – tę opinię podzielała również moja Kochana Żona), który w bardzo celny sposób punktował zatrważające zaniedbania władzy, obnażał totalną kapitulację przed sowieckimi organami dzisiejszej Rosji, ale i również wskazywał na wiele przykładów zacierania śladów przestępstwa dokumentując wszystko dziesiątkami przypisów odsyłających ZAWSZE do informacji źródłowych. Bronił przy tym konsekwentnie m.in. posła Macierewicza (uważał go za jednego z największych w najnowszej historii polskich polityków) mimo innego podejścia do badań „katastrofy” smoleńskiej w tym wyjątkowo skąpych przesłuchań świadków. I najważniejsze: NIGDY NIE OBRAŻAŁ drugiego człowieka.

    Cóż się dziś stało?

    Blog prowadzi jakiś kacap, który próbuje udawać właściciela, do tego z jego wypowiedzi wylewa się lawa chamstwa, co jest niebywałe, bowiem FYM chamstwa na blogu nie tolerował.
    Styl poprzednika był „nie do podrobienia”, był prowadzony na najwyższym poziomie synaktycznym (logicznym i gramatycznym). Tu mamy do czynienia z ewidentną sytuacją uciszenia niewygodnego człowieka, który drążył gorące dla władzy kwestie. Blog bił rekordy popularności mimo przemilczenia z prawa i z lewa. Obecny “posiadacz dostępu” do bloga jest jak się okazuje piewcą drużyny Tuska i ich zbawczej misji opatrznościowej.

    Cześć Pamięci Miłujących Ojczyznę!

    http://kefir2010.wordpress.com/2012/06/23/bloger-free-your-mind-zamordowany-wszystko-wskazuje-na-to-ze-tak/

  3. Art said

    Dodam do powyższych dwóch komentarzy,że cytowany tu czasami Marucha wpisuje się wyraźnie w działalność WSI.
    Po za tym,dlaczego blogera FYM nie ma już w Warszawskiej Gazecie?Robi się ciasno,następuje przemeblowanie.Im Macierewicz więcej ujawnia,służby służące KGB bardziej się uaktywniają.

  4. FM said

    trzeba byc skonczonym idiota zeby brac na powaznie ten „Dialog” Tuska

  5. j said

    Regularnie czytalam Fyma i nie mam najmniejszych watpliwosci. Fym zostal wyeliminowany z blogosfery. Kiedys zrobiono to samo z interesujacym bloggerem o nicku Mizia. No coz, coraz czesciej w miejsce oryginalow podstawiaja falsyfikaty specjalnie przygotowane do neutralizacji niewygodnych bloggerow. Ci zreczne wpasowuja sie w cudze blogi i rozpoczynaja swoja destrukcyjna robote. Ale nawet z ich znajomoscia psychiki ludzkiej i w ogole wszelkich metod socjotechnicznych – kudy im tam do oryginalow, prawda?!
    Nie ta klasa, nie ta inteligencja, nie ten styl. W przypadku Fyma falszywka az bije po oczach i uszach.
    Chcialabym jeszcze poczytac prawdziwego Fyma….

  6. j said

    Ad.3-Art
    Z Marucha wpisanym w dzialalnosc WSI – tos Pan szanowny strzelil jak lysym o beton 🙂
    Mam nadzieje, ze te komiczna konkluzje spowodowala chwilowa niedyspozycja, ktora kazdemu z nas sie czasem zdarza.
    Nie chcialabym bowiem by Pan, tak rozsadny i rzetelny dyskutant – wpisywal sie w kregi podejrzanych osob, ktore za wszelka cene usiluja sklocic ze soba gospodarzy dwoch najbardziej polskich i patriotycznych portali.
    Pozdrawiam

  7. Art said

    Po prostu wyciągam wnioski.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: