Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

„Krzysztof Bęgowski fizycznie pozostał mężczyzną”

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2013-02-05

„Wprost” sugeruje, że Anna Grodzka wcale nie zmieniła płci. Dawny kolega  Grodzkiej/Bęgowskiego przekonuje: „Krzysztof fizycznie pozostał mężczyzną”

Nigdy nie czułam się mężczyzną? Nawet robiąc dziecko swej żonie?

Zastanawiające informacje można odnaleźć w (generalnie nieznośnie łzawym) reportażu o Annie Grodzkiej (dawniej Krzysztof Bęgowski) zamieszczonym w tygodniku „Wprost”. Odsączmy ozdobniki i propagandę, zostawiając konkrety. A zatem:

FAKT NR 1.

Sama Grodzka potwierdza, że w stanie wojennym, jako Krzysztof Bęgowski, dwukrotnie była w Związku Sowieckim. I dodaje informację zastanawiającą dla każdego, kto trochę zna historię i pamięta PRL:

Miałam paszport upoważniający mnie do wielokrotnego przekraczania granic

– mówi. Takie paszporty mieli wtedy tylko najbardziej zaufani ludzie systemu. Zacytujmy więc fragment tekstu „Gazety Polskiej”:

Często podróżował do ZSRS. Był m.in. w Moskwie i Rostowie w lipcu 1982 r. na seminarium szkoleniowym – stroną zapraszającą był Komsomoł – komunistyczna organizacja młodzieżowa. Jako sekretarz Komisji Informacji Rady Naczelnej ZSP w 1984 r. był w NRD – Berlinie Wschodnim i Lipsku – na wizytacji firmy Reprotechnik. Jako dyrektor i redaktor naczelny studenckiej oficyny wydawniczej Alma Press pojechał też na Kubę w Brygadzie Młodzieżowej im. R. Miałowskiego, do Jugosławii oraz do Austrii do firmy Sony. Co ciekawe, na dokumentach wyjazdowych Krzysztofa Bęgowskiego Ministerstwo Spraw Wewnętrznych odnotowało, że „wpis w książeczce wojskowej nie wymaga dalszych wyjaśnień”, co oznaczało, że za osobę wyjeżdżającą gwarancje brały wojskowe służby specjalne PRL.

Oraz:

Dokumenty służb specjalnych PRL pokazują karierę partyjną, którą zaczął, będąc jeszcze studentem. Na V roku psychologii w 1982 r. (trwał wówczas stan wojenny) był już członkiem egzekutywy Podstawowej Organizacji Partyjnej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, pracownikiem Rady Okręgowej Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, gdzie był jednocześnie członkiem Komitetu Wykonawczego ds. Pracy Politycznej, a później ds. Szkoleń. We wrześniu 1982 r. Krzysztof Bęgowski został skierowany do Szkoły Podchorążych Rezerwy w Łodzi, gdzie odbywały się szkolenia polityczne. Po długotrwałym przeszkoleniu wojskowym (taka informacja znajduje się w kwestionariuszu paszportowym Bęgowskiego z 1986 r.) został dyrektorem Alma Pressu, wydawnictwa ZSP założonego w 1984 r. przez Jarosława Pachowskiego, członka PZPR, syna ambasadora PRL na placówkach w Brukseli, Paryżu, Sztokholmie i w Kambodży.

„Gazeta Polska” pisała także, że koniec lat 80. był dla Krzysztofa Bęgowskiego czasem kariery biznesowej i partyjnej. Był członkiem PZPR, a potem SdRP i SLD. Jednocześnie prężnie działał w firmach tworzonych przez działaczy postkomunistycznych.

FAKT NR 2.

Grodzka niechętnie odpowiada dziennikarce „Wprost” na pytania związane ze szczegółami rzekomej operacji zmiany płci sprzed kilku lat. Stwierdza, że „to nie jest temat, którym chciałabym się dzielić z czytelnikami tak porządnego pisma, jak „Wprost”. W pewnym momencie pada pytanie:

Czy bierze pani pod uwagę, że za jakiś czas może przestać być kobietą i wróci pani do męskiego wyglądu?

Odpowiedź:

Korekta płci to jest sprawa bardzo poważna. Ta zmiana jest nieodwracalna. Jestem szczęśliwą kobietą.

Wcześniej stwierdzenia, że w Tajlandii poddała się korekcie płci. Ale cytowany przez „Wprost” (anonimowo) kolega Grodzkiej z dawnych lat stwierdza:

Moim zdaniem Krzysiek blefuje. Fizycznie pozostał mężczyzną.

Czy to wszystko jest więc jakąś operacją w której Krzysztof Bęgowski gra swoją rolę? Jak sugeruje „Wprost” – niewykluczone. W końcu lewica zrobi wszystko by dokonać przemiany społecznej. A Grodzkiej wyznaczono rolę „delikatnej”, skrzywdzonej dziewczynki, która ma wzruszać bo „krzywdzona” ma łzy w oczach, a ten świat naokoło jest taki zły. I Tomasz Lis zapowiada ją w swoim programie (w telewizji publicznej!):

Jak przeżywa te ataki na siebie?

Odpowiedź jest prostsza niż może się wydawać – ludzie mający w PRL paszport z prawem wielokrotnego przekraczania granicy to twardzi zawodnicy. Tam nie brano osób przypadkowych.

Na zdjęciu poniżej dawne i nowe role Grodzkiej/Bęgowskiego (za „Gazeta Polskiej”):

http://wpolityce.pl/wydarzenia

Jedyny komentarz, jaki nasunął się Redakcji Wirtualnej Polonii, to poniższy obrazek:

Grodzko

Komentarzy 29 to “„Krzysztof Bęgowski fizycznie pozostał mężczyzną””

  1. Koni. said

    Tak wlasnie starsi przepowiadali.

  2. Janusz said

    Oglądałem dzisiaj film w TV Trwam o tym, jak po kilkudziesięciu latach morderstw w Kolumbii, Kościół Katolicki ekskomunikował komunistyczną partyzantkę, po której teraz nie ma śladu. Czy u nas nie powinien ekskomunikować niektórych partii? Niestety, nie ma na to szans, bo w Kolumbii Kościół był zjednoczony i współdziałał z prezydentem oraz mądrym narodem.

  3. Klon Zeusa said

    BĘGOWSKI to znany PRZEMYTNIK handlował na KELETI BUDAPESZT WĘGRY w latach 80 i nawet wcześniej… 76–81 skradzionym w AUSTRII TOWAREM zegarki waluta i złoto to szajka z Keleti BUDAPEST w latach 76- 80 ub wieku z BĘGOWSKIM dziś GRODZKIM jako hersztem młodym tygryskiem z paszportem z KONSULATU ! zgłosił zaginięcie socjala/ kraje soc. w zamian dostał POWROTNY KAPITALISTYCZNY i kursował miedzy WIEDNIEM a BUDAPESZTEM jako szef ! przemytników kontrabandy: PAPIEROSY, kawa, zegary, łańcuchy i NARKOTYKI w końcu .

  4. Klon Zeusa said

    Sprawa kastrata czy nie a raczej nie, Bęgowskiego ksywa Grodzkiego i jego walki z przyrodzeniem interesuje mnie tyle ile obcinanie napletków panujących nam miłosiernie. O ile kastracja czy nie a raczej nie, nie jest znakiem rozpoznawczym i ukrytym koniecznym atrybutem władzy to sprawa prywatna Grodzkiego. Hormonalne rozchwianie jego tożsamości także jest jego sprawa prywatną. Sejm to jednak nie cyrk i ze stosunku do własnych pierwszo i drugorzędnych cech płciowych nie można robić oręża wyborczego. Wielokrotnie protestowałem przeciwko nazwie grupy odszczepieńców nawiązującej do znęcania się nad zwierzętami. Podłość ma jednak swoje granice. mam gdzieś, że to nazwisko czołowego błazna III RP. Nie ma akceptacji do żadnego palenia kotów. Już choćby z tego tytułu ten tzw ruch palenia kotów absolutnie nie zasługuje na żadnego wicemarszałka Sejmu. Chociaż cyrk to może właściwe podsumowanie późnego Tuska i w stronę farsy to wszystko zmierza. Debilizm to też forma odmienności co nie oznacza, że warto kogoś z taką niepełnosprawnością zrobić marszałkiem Sejmu. Rozumiem parcie żydokomuny na rozchwianie. Nazwiska zmienili i żyją pod presją odrzucenia społecznego, pławiąc się we władzy i bogactwie, której nigdy wcześniej nie mieli. Problem tożsamości, podtrzymywania fikcji i walki z nią, problem znaczenia napletka dla potomków krwawych komuchów do także cyrk i maskarada. Może zazdroszczą Grodzkiemu czy Grodzkiej odwagi i dlatego to poparcie?

  5. Klon Zeusa said

    POnoć Biedroniu przyładował grodzkiej od tyłu i zrezygnowała ze stolca marszałkowskiego z powodu bólów odbytu!

  6. Wuj said

    Ad 5 A potem byla zmiana i szpak j……..al bociana

  7. MARS said

    A to nie znalazło by się w Krakowie ze dwóch facetów „z jajami” żeby złapać tego świra, gdzieś na Plantach, albo w jakiejś innej ciemnej ulicy, sprawdzić, wykastrować i (z dokładną datą tego aktu) – umięścić w jaklimś słoiku marki „WEK” – w formalinie, te jego śmierdzące atrybuty – nie wiadomo czego???. Tak dla potomnych, jak szczątki jakiegoś tam YETI, czy innego prechistorycznego gada, (w tym wypadku to chyba tylko WSI-owego, postsowieckiego GADA) Aaa??? Włot nada???

  8. mali said

    A Ja widzialem Grodzka na dworcu w Wawie jak wchodzila do meskiego WC i sikala do pisuaru Co to za komedia z ta grodzka To Krzysztof Bęgowski

  9. Osika said

    Dmuchaja sie nawzajem i mowia teraz czuje demokracje.Oj poczujecie oj poczujecie.

  10. Klon Zeusa said

    Bruksela to pewnie czytała: Miliony za cienki asfalt. Już wiemy, co ma przykryć Bęgowski ksywa Grodzka! Kolejny odcinek afery drogowej. Okazuje się, że przy budowie dróg, nie tylko zawyżano wartość kontraktów, fałszowano również dokumentacje i w ten sposób zaniżano jakość nawierzchni dróg w całej Polsce. Portal forbes.pl publikuje kolejne stenogramy rozmów podsłuchanych przez ABW.

    Kontrakt za ponad 1 mld zł na budowę południowej obwodnicy Warszawy Puławska – Lotnisko – Marynarska wraz z dojazdem do Okęcia. Oto stenogram rozmowy dyrektora warszawskiej GDDKiA z członkiem zarządu TEERAG ASDAG firmy, która wygrała przetarg:

    Dyrektor GDDKiA: I teraz ci powiem jedną rzecz, że dzisiaj złapali Budimex na Wyszkowie (wartość kontraktu 120 mln zł, odchylenia od normy sięgały 28 proc. – od red.). Musimy być bardzo ostrożni!
    Członek zarządu TEERAG ASDAG: A mnie niech badają..
    Dyrektor GDDKiA: Wiesz na czym ich złapali?
    Członek zarządu TEERAG ASDAG: No?
    Dyrektor GDDKiA: Na grubościach i na nasiąkliwości.
    Członek zarządu TEERAG ASDAG: Betonu?
    Dyrektor GDDKiA: Nie, ścieralna nie była dowałkowana. I to jak! Wiesz co zrobili? Sprowadzili wóz strażacki, kazali im polać na drodze rozlać wodę i później wiercili próbki.
    Członek zarządu TEERAG ASDAG: To skurwys*** w dupę jeża.
    Dyrektor GDDKiA: Na moście w Wyszkowie.
    Członek zarządu TEERAG ASDAG: To nas złapią? Jak na tych mostach? No wygląda to źle jak się idzie, bo woda tam stoi, wychodzi na zewnątrz.
    Dyrektor GDDKiA:To wiemy. Tak, tak…
    Członek zarządu TEERAG ASDAG: Coś z tym trzeba zrobić. Albo zerwać, albo poczekać jak się rozsypie i wtedy wymienić. Wydłużyć gwarancję i 3 sezony od razu pokażą o co chodzi.

    Kolejny kontrakt o wartości 110,6 mln zł. Odcinek Siedlce – Kałuszyn Droga Krajowa nr 2. Okazuje się, że firmy które realizowały budowę odcinka tej drogi wiedziały o planowanej kontroli GDDKiA.

    Kierownik: No panie dyrektorze, źle wyszło z tymi próbkami, no, wyszło nam za mało asfaltu. Ja byłem na 100 proc. że to są dobre próbki, bo przebadaliśmy jedną i wyszło nam dobrze. Oddaliśmy to na Korkową (laboratorium GDDKiA mieści się na ulicy Korkowej w Warszawie – od red.).Próbowałem z nimi rozmawiać ale oni wszystkich obdzwonili dookoła.
    Prezes PBDiM: Zamiast wziąć próbki pobrać sobie samemu…
    Kierownik: Podmieniliśmy te próbki z nadzoru które były. Na wszelki wypadek. I tak podmieniliśmy, że też wyszło, że za mało asfaltu znowu na tej dwójce.

    Prezes PBDiM nie zwleka i dzwoni do znajomego inspektora z laboratorium na Korkowej – relacjonuje przebieg rozmowy portal forbes.pl

    Prezes PBDiM: Mam taką sprawę, złe próbki dali do badania. No nie takie próbki dali, no po prostu, które są nie z dwójki.
    Inspektor GDDKiA: To musicie pismo wysłać wyjaśniające. Bo gdzie te zaniżone asfalty są?
    Prezes PBDiM: No, nie z tej drogi wzięli.
    Inspektor GDDKiA: Słuchaj, wszystko odkręcimy. Chyba nigdy nie było przypadku, że coś nie chciałem pomóc?
    Prezes PBDiM: Nie. Zgadza się.
    Inspektor GDDKiA: No. To, żebyście napisali dobrze.

    Kolejny stenogram tym razem z kontraktu o wartości 146 mln zł. Rozmowa dotyczy przebudowy Drogi Krajowej nr 2 na odcinku obwodnicy Białej Podlaskiej.

    Dyrektor GDDKiA: Dzisiaj mamy coś takiego, że mam badania kieleckie, które mówią tam o 220 tysiącach metrów kwadratowych, które są niewłaściwe i badania lubelskie które mówią o 40 tysiącach. (…) Komisja wpisuje, że przyjmuję warunki lubelskie jako ostateczne! Na 400 metrach proponujecie wymianę tej konstrukcji nawierzchni szorstkiej. Jeżeli jest OK – klasnę wam wszystko i już. Albo wprowadzić ograniczenia do 100 km, potrącić za te 40 tysięcy metrów. To wszystko, no!
    Dobra. Na razie. Będę musiał skończyć z tobą rozmowę. Mamy na to czas powolutku.

    Trzy godziny potem członek zarządu Mostostalu-Warszawa dzwoni do swojego pracownika, żeby się dowiedzieć czy wszystko w porządku.

    Członek zarządu Mostostalu-Warszawa: Jak się te rozmowy zakończyły?
    Pracownik Mostostalu-Warszawa: Ustaliliśmy ostatecznie, że oni zlecą do Instytutu Badawczego Dróg i Mostów ponowne badanie szorstkości tych odcinków, żeby sprawdzić czy ten wynik ostatni jest najkorzystniejszy, a przy którym droga hamowania jest prawidłowa! Czyli pomimo to, że ten wskaźnik szorstkości nie jest taki, jak podany jest w specyfikacji, to daje to możliwość jak gdyby bezpiecznego korzystania z tej drogi. Bez potrzeby stawiania znaków ograniczających prędkość (…).

    Na ten temat:
    Kosztowny skandal
    Jak ustawiano drogowe ceny
    Rząd traci unijne miliardy
    Autor: Marek Nowicki
    Żródło: forbes.pl, niezalezna.pl

  11. Klon Zeusa said

    Odnośnie ad. 10 – Proponuję ażeby prokuratura wyjaśniła na POW!!! dlaczego po zakończeniu przetargu, który wygrał Teerag Asdag ( razem z Intop Tarnobrzeg)nagle okazało się, że trzeba zmienić zakres inwestycji. Z uwagi na zwiększenie zakresu robót na inwestycji Południowa Obwodnica Warszawy między w. Marynarska, a w. Puławska Tzw. Elka firma Teerag Asdag w wyniku aneksów dwukrotnie powiększyła wartość kontraktu. Miało być 1126 milionów, teraz jest 2300 milionów. Wartość wykonania 1 kilometra obwodnicy to 3oo milionów złotych. Procedura przetargowa jest prosta. Do przetargu na budowę Elki stanęło kilkanaście firm. Teerag Asdag faktycznie dał najniższą ofertę za zakres przewidziany w zestawieniu robót wykazanych do przetargu. Teraz GDDKiA zaczyna zwiększać zakres inwestycji. Dokłada do kontraktu kilkanaście łącznic i tuneli.Kto te roboty zrobi? Oczywiście T-A bo przecież warunki wcześniejszej umowy i przepisy ustawy o zamówieniach publicznych pozwalają na to. W wyniku wielu aneksów ( kilkunastu)dochodzi do zwiększenia kontraktu. Zamiast 1126 milionów robi się 2300. Poza tym roboty ujęte w aneksach jak wiadomo nie podlegają przetargom. Warunki finansowe ustalają przedstawiciele T-A z jednej strony a Dyrektor GDDKiA ( pewnie Staszek D). Jak ustalają można sobie wyobrazić przeglądając stenogram ich innej rozmowy, której efektem było znalezienie kozła ofiarnego. Znaleźli takiego kozła w osobie Wojciecha Dąbrowskiego. Mogli zatem dalej kręcić swoje lody.

  12. Klon Zeusa said

    Kossak za drogi. – My mu zawsze kupowaliśmy obrazy, nie? Kossaka, bo on lubił Kossaka… – naradzali się mazowieccy budowlańcy, planując kolejną łapówkę dla swojego dyrektora z GDDKiA. Od dwóch lat są prokuratorskie zarzuty, ciągle nie ma sprawy. (pewnie do czasu aż się przedawni?!) –

    Tym razem ujawniamy korupcyjne motywy ustawek na polskich drogach. Wśród stenogramów rozmów podsłuchanych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), „Forbes” znalazł telefoniczną naradę prezesów Przedsiębiorstwa Budowy Dróg i Mostów z Mińska Mazowieckiego oraz Przedsiębiorstwa Robót Drogowych Regionalne Drogi Podlaskie z Siedlec.

    Zobacz też: Biznes życia na S8

    Był 18 kwietnia 2009 roku. Jak zwykle szykowali się na imieniny znajomego dyrektora warszawskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Najpierw Prezes z Siedlec zadzwonił do prezesa z Mińska Mazowieckiego.

    Prezes z Siedlec: Słuchaj Janusz w czwartek są Wojtka imieniny, kurcze. Ty coś myślałeś, jak to zrobimy? Nie wiem…

    Prezes z Mińska Mazowieckiego: Nie wiem. No dwudziestego trzeciego? No i co zrobimy? No jest problem. Wiesz przyzwyczaił się i…

    Prezes z Siedlec: No właśnie, teraz jak tego, to się obrazi kurwa.

    Prezes z Mińska Mazowieckiego: Teraz się obrazi, no i to jest, wiesz… Jest problem, no.

    Prezes z Siedlec: No wiesz, ja bym mógł jak co roku dołożyć tam, no. Tak pół na pół. Tak, jak żeśmy zawsze robili.

    Prezes z Mińska Mazowieckiego: Nie, no tak.

    Prezes z Siedlec: Tylko teraz problem, co kupić?

    Prezes z Mińska Mazowieckiego: Wiesz co? Teraz… My mu zawsze kupowaliśmy obrazy, nie?

    Prezes z Siedlec: No.

    Prezes z Mińska Mazowieckiego: Kossaka, bo on lubił Kossaka. Teraz takie obrazy Kossaka tak podrożały…

    Prezes z Siedlec: Nie, no zgadza się.

    Prezes z Mińska Mazowieckiego: To co kosztowało kiedyś 15 tysięcy teraz kosztuje 50. Wiesz ja jutro spróbuje pojeździć po Warszawie. Dobra, coś się kupi.

    Prezes z Siedlec: Ewentualnie jakbyś coś tam wybadał. To nie musi być pewnie obraz. Może coś kurwa, może coś tak… Ja nie wiem kurwa! Jakaś rzeźba może jakaś? Coś takiego. Grom wie?!

    Jeszcze tego samego dnia, po kilku godzinach, oddzwania Prezes z Mińska Mazowieckiego.

    Prezes z Mińska Mazowieckiego: Leszek, a może kupić mu jakieś pióro? Takie wiesz, powyżej 10 tysięcy?

    Prezes z Siedlec: No, można. No, jeśli wiesz w takiej cenie jest. No to musi już powyżej dychy być.

    Prezes z Mińska Mazowieckiego: No, takie są. To wiesz, to i łatwiej by było wtedy i na fakturę wziąć, nie?

    Prezes z Siedlec: No, no. Dobra.

    Nazajutrz w salonie Mont Blanc w warszawskiej Galerii Mokotów rzeczone pióro zostało nabyte za 11,7 tys zł. Budowlańcy kupili ekskluzywne pióro wieczne Pelikana z limitowanej kolekcji „Latarnia Aleksandryjska” (pasowana ręcznie stalówka z 18-sto karatowego złota, tylko 440 sztuk na świecie). Fakturę wystawiono na prezesa z Siedlec.

    W przeddzień imienin dyrektora GDDKiA. Trawiony gorączką wręczenia prezentu prezes z Mińska Mazowieckiego zadzwonił do innego mazowieckiego prezesa z Przedsiębiorstwa Robót Drogowo-Budowlanych w Gostyninie.

    Prezes z Gostynina: Będę chciał z rana wejść do dyrektora. I praktycznie jeżeli by się udało…

    Prezes z Mińska Mazowieckiego: Zastanawiam się czy od razu od siebie z Serocka nie przyjechać do tego dyrektora. Ale Leszek pewnie też gdzieś na dziesiątą dotrze.

    Prezes z Gostynina: A bo ty chcesz razem z nim wejść?

    Prezes z Mińska Mazowieckiego: No tak, tak.

    Prezes z Gostynina: Do dyrektora będę się pchał nie czekając na was.

    Rok później prezesi z Mińska Mazowieckiego i Siedlec zostali zatrzymani i przesłuchani. Obaj przyznali się do winy. Prezes z Mińska Mazowieckiego potwierdził, że wraz z kolegą wręczyli dyrektorowi GDDKiA piórą Pelikana, a rok wcześniej Kossaka. Nie wykluczył, że wręczali też inne cenne przedmioty. Wszystko po to, żeby podczas rozstrzygania przetargów łaskawszym okiem patrzył na udział ich firm. Musieli zabiegać o jego względy, bo dyrektor preferował w przetargach firmy zagraniczne.

    Dyrektor warszawskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad został zatrzymany o 6 rano 14 czerwca 2010 roku. W jednym z jego kilku domów śledczy poczuli się jak w muzeum malarstwa polskiego. Na ścianach wisiały dziesiątki obrazów Kossaka, Malczewskiego, Chmielińskiego, Fałata, Wyczółkowskiego, Brzozowskiego. Dyrektor nie przyznał się do winy. Nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek otrzymał na imieniny obrazy. Stwierdził, że jest kolekcjonerem dzieł sztuki od 20 lat – zbiera prace polskich malarzy z przełomu XIX i XX wieku. Kossaki kupował sobie sam – na pchlich targach, płacił za nie od kilkuset do kilku tysięy złotych. Nie pamięta od kogo, nie ma dowodów zakupu. A pióro? Rzeczywiście dostał na imieniny od dwóch prezesów z Mazowsza. Nie zapłacił od niego podatku, bo nawet nie wiedział ile kosztowało, że to taki unikat. Dopiero później sprawdził w internecie.

    Lech Witecki, Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad, odwołał szefa warszawskiego oddziału na 9 miesięcy przed wejściem ABW. Powodem był niewłaściwy nadzór nad budową inwestycji Wyszkowa. Mimo wykrycia wad technicznych (m.in. użycie zbyt małej ilości asfaltu), dążył do przeprowadzenia odbiorów chociaż były one nieuzasadnione. Po zwolnieniu z GDDKiA dyrektor-kolekcjoner został zatrudniony (najpierw jako szef pionu infrastruktury drogowej, aktualnie jako prokurent) w polskiej odnodze Grupy Arcadis, jednej z największych firm doradczych i inżynierskich na świecie.

    Były dyrektor warszawskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad jest jedną z 11 osób oskarżonych o udział w „zmowach przetargowych” przy realizacji inwestycji drogowych czeka na proces. To ich sprawa spowodowała przerwanie wypłaty 3,5 mld zł z funduszy UE na projekty drogowe w Polsce. Sąd jeszcze nie wyznaczył terminu rozpoczęcia procesu. Oskarżeni będą odpowiadać z wolnej stopy.

    W czerwcu 2012 roku ABW weszło na budowę południowej obwodnicy Warszawy gdy odkryto, że przy budowie nasypów stosowano glinę zamiast piasku. GDDKiA określiła to „nielegalnym procederem” i obciążyła „niesolidny i nieprawidłowy nadzór nad realizacją kontraktu”. Funkcję tę powierzono konsorcjum Arcadis-Egis. Arcadis wraz z takimi firmami projektowo-konsultingowymi jak Egis czy DHV, tworzy konsorcja, działające jako tzw. inżynierowie kontraktu, którzy z ramienia inwestora, czyli polskiego rządu, czuwają nad prawidłowym przebiegiem inwestycji drogowych. Źródło: http://www.forbes.pl/kossak-za-drogi,artykuly,138402,1,1.html

  13. Klon Zeusa said

    W sprawie zamrożonych środków KE oczekuje od Polski działań – KE, która wstrzymała wypłatę 957 mln euro z funduszy na drogi, oczekuje od Polski działań: audytu projektów drogowych i wzmocnienia systemu kontroli. Do czasu wyjaśnienia sprawy Komisja nie będzie Polsce refundować wydatków na drogi. Komisja Europejska zdecydowała w grudniu o wstrzymaniu wypłaty 957 mln euro z funduszy UE na drogi ze względu na informacje o możliwych nieprawidłowościach przy przetargach i o śledztwie ws. m.in. trzech współfinansowanych projektów drogowych, dotyczącym możliwej zmowy cenowej.

    Z danych KE wynika, że w obecnej perspektywie budżetowej Polska wykorzystała dotąd 66-70 proc. unijnych środków na drogi w ramach programu Infrastruktura i Środowiska oraz blisko połowę w ramach programu Rozwój Polski Wschodniej, a do wykorzystania ma jeszcze około 4 mld euro.

    „W liście (z 21 grudnia) i w trakcie wielu dyskusji, bardzo jasno postawiliśmy sprawę wobec polskich władz w kwestii środków, jakie powinny być podjęte. One odnoszą się do przeszłości i do przyszłości” – powiedziała w czwartek polskim dziennikarzom w Brukseli rzeczniczka KE ds. polityki regionalnej Shirin Wheeler.

    Co do przeszłości, wyjaśniła, że chodzi o sprawdzenie, czy nie ma podejrzeń, że praktyki, o jakie podejrzany jest m.in. b. dyrektor z GDDKiA były rozpowszechnione. „Jesteśmy zwłaszcza zaniepokojeni kwestiami dotyczącymi przetargów publicznych. W tym zakresie może być wykonana pewna praca, by wzmocnić system. Jesteśmy świadomi, że mają miejsce dyskusje na ten temat, możliwe, że są już prowadzone prace, co daje nam nawet więcej nadziei na znalezienie szybkiego rozwiązania” – mówiła rzeczniczka.

    Przyznała, że już w 2010 roku były rozmowy z polskimi władzami ws. możliwych nieprawidłowości, „ale dopiero, gdy prokurator założył sprawę, stało się jasne, że naruszenie unijnych zasad jest nie tylko możliwe, ale prawdopodobne”.

    Ministerstwo Rozwoju Regionalnego potwierdziło, że KE wstrzymała refundację dwóch transz płatności na kwotę 3,5 mld zł. Jednocześnie wyjaśniło, że dla urzędników KE kwota 4 mld euro to wartość pozostałych do rozliczenia projektów drogowych realizowanych przez GDDKiA. „Strona polska nie przesyłała jeszcze do KE związanych z nimi faktur, więc żadne inne płatności nie zostały wstrzymane. Projekty drogowe są w dalszym ciągu realizowane, a GDDKiA na bieżąco rozlicza się z wykonawcami” – zaznaczyło MRR.
    W piątek z KE w Brukseli m.in. o tej sprawie mają rozmawiać ministrowie rozwoju regionalnego i transportu Elżbieta Bieńkowska i Sławomir Nowak – Źródło: http://www.forbes.pl/w-sprawie-zamrozonych-srodkow-ke-oczekuje-od-polski-dzialan,artykuly,138332,1,1.html

  14. Klon Zeusa said

    Afera Amber Gold. Plichtowie wypłacili sobie 27 milionów. Tuż przed upadkiem firmy – Z ustaleń prokuratury wynika, że prezes Marcin Plichta i jego żona Katarzyna zarobili w Amber Gold łącznie blisko 27 mln zł. Pierwsze miliony zaczęli sobie wypłacać już po kilkunastu miesiącach działalności parabanku. Wszystko bez kontroli księgowej.

    Według gazeta.pl► syndyk i prokuratorzy poszukujący majątku Amber Gold analizują dziesiątki tysięcy dokumentów zabezpieczonych przez ABW w spółce. Na razie ustalili z całą pewnością, że w firmie nie istniała księgowość.

    Dlatego własnie szefowie Amber Gold, Marcin i Katarzyna Plichta mają na osłodę ponad 20 mln zł, które wypłacili sobie z parabanku. Ślad po większości z tych pieniądzy zaginął.

    Amber Gold: Raport specjalny

    W sierpniu Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, która wraz z ABW prowadziła śledztwo, przedstawiła prezesowi Amber Gold Marcinowi Plichcie siedem zarzutów, m.in. oszustwa znacznej wartości. Grozi za to do 15 lat więzienia. Marcin Plichta został aresztowany, przebywa w areszcie w Piotrkowie Tryb., ma status więźnia „szczególnie chronionego”.

    Także jego żona, Katarzyna Plichta, usłyszała osiem zarzutów, m.in. wyłudzenia poświadczenia nieprawdy. Grozi jej kara do trzech lat pozbawienia wolności. Prokuratura zastosowała wobec niej dozór policyjny oraz zakaz opuszczania kraju. Na początku października śledztwo w sprawie Amber Gold zostało przeniesione z Gdańska do Łodzi, gdzie prowadzi je tamtejsza prokuratura okręgowa oraz ABW.

    Amber Gold upadł w 2012 roku zostawiając ok. 700 mln zł długów i ok. 140 mln zł majątku. Oszukanych zostało ponad 10 tys. osób. Wedle śledczych, około pół miliarda złotych zebranych z lokat nie poszło na inwestycje, lecz inne transakcje.
    Czytaj też: Wielka akcja przeciw parabankom Źródło: http://biznes.newsweek.pl/afera-amber-gold–plichtowie-wyplacili-sobie-27-milionow–tuz-przed-upadkiem-firmy,100426,1,1.html

  15. Reblogged this on ZYGFRYD GDECZYK.

  16. miziaforum said

    http://miziaforum.wordpress.com/2013/02/06/polska-bandyci-rasisci-faszysci-chronieni-immunitetami-czyli-zboczency-ponad-prawem/

  17. Klon Zeusa said

    Tusk ma rację w jednym. Polska za jego rządów osiągnęła najwyższy wskaźnik ceny budowy 1 km autostrady i drogi stawiający ją na pierwszym miejscu w tej kategorii w Unii. Całe te setki miliardów poszły w kieszenie „zaradnych” konsorcjów budowlanych( głownie z zachodu) , które pomogły nam w osiągnięciu prawie 100% zaplanowanych nakładów przy 50% zaplanowanych realizacji. Jestem prawie całkowicie przekonany, że rozsądne i ekonomiczne gospodarowanie środkami inwestycyjnymi pozwoliłoby na uzyskanie takiego samego efektu jaki mamy dzisiaj ( jeśli chodzi o sieć oddanych dróg) z użyciem tylko i wyłącznie tej części nakładów , która pochodziła z wkładu własnego Polski. A ile złodziejstwa i korupcji na budowie dróg i autostrad? Bajońskie interesy zrobiły firmy zagraniczne i ich polscy jurgieltnicy. Republika bananowa, neokolonializm – nie inaczej. Prof. W. Kieżun ma rację. Oznacza to ni mniej ni więcej, że cała dotacja unijna została rozkradziona przez głownie zachodnie konsorcja – czyli zgodnie z dewizą Unii, że każde EUR wydane musi zwrócić się na poziomie minimum 90%. Tusk buduje najbardziej tandetne drogi w Europie za najwyższą cenę. Co to za autostrada z Wrocławia do Niemiec bez pasa awaryjnego? To tylko Tusk i jego niedouczony rząd mógł coś takiego wymyśleć. Kłamie w żywe oczy. Idzie w zaparte! Obrzydliwe. „Tusk ocenił, że odpowiedzialność za takie wpadki spada głównie na firmy budujące drogi”…. Firmy nie tylko budowlane bankrutują w Polsce na potęgę. Trzeba być wyjątkowo bezczelnym i niekompetentnym w istocie, ażeby zrzucać z siebie odpowiedzialność za taki bankrutujący stan rzeczy. Poza tym trzeba jasno stwierdzić, że po tym rządzie już niczego dobrego niemożna się sPOdziewać skoro wydając miliardy euro na drogi i stadiony firmy masowo bankrutują polskie firmy.

  18. Klon Zeusa said

    Tak samo dr G. miał w domu szafy nie domykające się od prezentów,” dobrowolnie” wręczanych. Nawet żona miała wstęp wzbroniony do tego pokoju i skarbca. Łapownictwo rozpleniło się za Tuska wszędzie na niespotykaną skalę. Gdzie ta Tarcza Antykorupcyjna? Pozorowane działania i wywalenie szefa CBA. W jakim kraju urzędnik zgłasza szefowi, premierowi przekręt i za to zostaje zwolniony niezgodnie z procedurami i oskarżony o wyssane z palca przestępstwa? To było hasłem: możecie kraść. Słownictwo i budowa zdań potwierdza przynależność do elit rodem z PRL-u. Proponuję przetłumaczyć te dialogi i przesłać do Brukseli, aby wiedziano na kogo i na co łożą Europejczycy z pracowitego zachodu. Premier Tusk jest nagradzany za proeuropejskie ambicje. Pokażmy o jakie tutaj ambicje chodzi.

  19. Klon Zeusa said

    O, zaraz widać kto jest kto. Chłopcy z PO-wskiej ferajny (bo przecież z nomenklatury PO był pan dyrektor Wojciech D.) to wspierają sztukę. Proszę – Kossak, Malczewski, Fałat. Elita pełną gebą. A chłopaki z PiSu co? Ograniczyli się do dorsza za 8,50 zeta. No to kto nadaje się bardziej do władzy? Widzicie, teraz czym jest podatek korupcyjny. Gdyby w Polsce realnie gorącym żelazem wypalono takich misiów, a nie byliby wynoszeni pod niebiosa przez G(ówno)W(artą) to taki przedsiębiorca miałby rocznie kilkadziesiąt tysięcy euro więcej np. na inwestycje. No ale przecież rządzi wspaniała PO, a nie straszny PiS z Mariuszem Kamińskim. By kradło się łatwiej, by kradło się …łatwiej… POstkomunie. Przydałby się teraz w naszym kraju Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” Bohater Narodowy. Chętnie zaciągnąłbym się do jego oddziału i trochę „pozamiatał”.

  20. Klon Zeusa said

    „Dokonaliście rzeczy niemożliwej. Z drogowego planu Marshalla uczyniliście polskie Waterloo”!!!! Otóż to.Tylko najwięksi nieudacznicy z Nikodemem Dyzmą na czele mogli tego dokonać! Jest kilka możliwości, które były przyczyną braku reakcji ze strony Tuska i jego rządu na liczne i bardzo wyraźne sygnały o korupcji, krótko mówiąc: o „kręceniu lodów” 1) Rząd wiedział, ale nie potrafił zapobiec korupcji, co wskazuje na jego brak kwalifikacji do rządzenia Polską 2) Rząd nie wiedział o przekrętach, co świadczy w najlepszym przypadku o jego braku kwalifikacji do sprawowania władzy, chociaż inni wręcz mogliby nazwać to zjawisko głupotą. Jednocześnie wskazuje, że służby specjalne nie wypełniają swoich ustawowych obowiązków i albo nie informują rządu i premiera o nadużyciach, albo nie robią tego dość stanowczo. 3)Rząd wiedział, ale nic nie zrobił, ponieważ był materialnie zainteresowany w ukrywaniu przestępstw. Każda z wymienionych przyczyn, nawet traktowana oddzielnie wskazuje, że Tusk i jego ekipa powinni zostać odsunięci od władzy, stanąć przed sądem i ponieść odpowiedzialność karną za wyrządzone straty. Karą obligatoryjnie, oprócz długoletniego pozbawienia wolności, powinna być konfiskata mienia. Już zacznijmy liczyć, ile będziemy za te wszystkie lody-drogi płacić. Stan nawierzchni widać tej zimy szczególnie wyraźnie. I tak będzie przez całe lata przez sukinsynów, którzy znaleźli sobie tutaj cycek do dojenia nas wszystkich. Zlecający – upadek zasad, wykonawcy – upadek zasad, kontrolujący – upadek zasad, nadzorujący – haratają w gałę. Tylko my wszyscy będziemy za to płacić, wnerwiać się, niszczyć zdrowie i mienie i upadać po każdym względem. Przed wojną tacy delikwenci trafiali do obozów pracy, by odpracować wyrządzone zło krajowi, przepadał majątek, a On sam i członkowie jego rodziny dożywotnio nie mogli pełnić żadnych funkcji publicznych! Ps. Pani Bieńkowska i Nowaku irackim „dłutem” rzeźbiony(stąd ta wstrętna morda) o co ze zwrotem 130mld. zł przygotowanych przez poprzedników na wybudowanie ponad 3000 km. dróg i autostrad. Przypominam iż wybudowano około 600 km. w/w obiektów a jakość wykonania delikatnie mówiąc „woła o pomstę do nieba”. Podobnie co z rozliczeniem miliardów wpakowanych w zupełnie nie użyteczne buble – stadiony, zamknięte orliki, czy niszczejące fontanny przed urzędami gmin gdzie bezrobocie przekracza 40% i 50% a oszczędności zmuszają do zamykania ostatnich szkół, etc….”Polska w budowie”. Drogi się sypią, chodniki w stolicy przypominają klawisze fortepianu. Czy wszyscy fachowcy i ludzie dobrej roboty są już na zmywakach? A może rząd zatrudnia firmy kolesiów zamiast uczciwych i solidnych wykonawców? Chyba nie na to liczyli Polacy…każdy uczeń po zasadniczej szkole zawodowej budowlanej i awansujący na majstra wie, że domieszka margla w cegłach i betonie powoduje pod wpływem wody uszkodzenie elementów budowlanych, więc prokurator już dawno powinien pociągnąć do odpowiedzialności laboratorium które wydawało certyfikat jakości i technicznego odbioru robót budowlanych oraz zastosowanie aresztu wobec kierownictwa spółek budowlanych w celu zabezpieczenia materiałów śledztwa i udaremnienia próby ucieczki z kraju.

  21. dupa said

    „Moim zdaniem Krzysiek blefuje”, moim zdaniem Krzysiek bardziej lubi kebaby, moim zdaniem Krzysiek woli Mercedesy. W dupę sobie wsadźcie to „moim zdaniem”. Najpierw spójrzcie pod spódnicę a potem piszcie, szczury polskie

  22. Sodomici kłócą się z gomorytkami http://katonnajmlodszy.wordpress.com/2013/02/10/sodomici-kloca-sie-z-gomorytkami/

  23. ajuto said

    Myślę, że Annie Grodzkiej obleci wasza ekskomunika.

  24. @ + @ = @@ said

    Przychodzi Anna Grodzka do lekarza:

    – Panie Doktorze, sikać nie mogę!

    Oczywiście, lekarz Ją dokładnie przebadał tak jak powinien i rzecze:

    – Ale jaja! Ma Pani powiększoną prostatę… konieczny będzie klasyczny zabieg operacyjny (!)

  25. oto cała prawda http://katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?lastName=b%C4%99gowski&idx=&katalogId=0&subpageKatalogId=0&pageNo=1&osobaId=50071& a przed wyborami no to trzeba było jakoś zabłysnąć i zmiana płci okazała się najlepszym rozwiązaniem

  26. @ + @ = @@ said

    Dzwoni Palikot do Biedronia:

    – Gdzie jesteś? – grzecznie zapytuje.

    – Na Grodzkiej – wyjaśnia Biedroń.

    – To dobrze, bo już bałem się, że jesteś pod Kaliszem – uspokaja się Palikot.

    – Nie martw się o mnie – mówi Biedroń. – Na Grodzkiej jest fajnie.

  27. qwerty said

    złapać rozebrać sfotografować na golasa z gazetą w kadrze tak aby nie było wątpliwości co do daty zdjęć i będzie jasne ….

  28. Prometeusz said

  29. Lubomir said

    Chciałbym spuentować tą rzeczywistość. Najlepiej chyba zrobić to przy pomocy własnej fraszki: ‚Wielkanocne reminiscencje’. ‚Baba z jajami’ i ‚chłop z jajnikami’. Obyśmy tę rzeczywistość mieli już za nami

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: