Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

„Naukowo” o emigrantach: „bocian, „chomik” i „łosoś”

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2013-04-18

„Bocian” to emigrant, który żyje i w kraju pochodzenia, i przyjmującym, „chomik” gromadzi finansowe zapasy na potrzeby wyższego rzędu, a „łosoś” z emigracji nie wraca – taką typologię osób emigrujących przedstawiono w środę na konferencji w Katowicach.

O tym, jak skutki emigracji rodziców odczuwają dzieci i jak je minimalizować, mówiła podczas konferencji „Rodzina w kontekście zmian cywilizacyjnych a organizacja pomocy psychologiczno-pedagogicznej w szkole” Anna Dzięgiel z Regionalnego Ośrodka Metodyczno–Edukacyjnego Metis w Katowicach.

Wymieniła ona kilka odmian emigracji, zależnie od celu, jaki przyświeca osobie migrującej. I tak ci, którzy wyjeżdżają i wracają, spędzając część roku w kraju pochodzenia, a część w przyjmującym, są określani przez badaczy zjawiska jako „bociany”, inaczej migranci cyrkulacyjni; to najczęściej wybierany model.

„Chomik” emigruje po to, żeby zgromadzić wystarczająco dużo, aby można było po powrocie zaspokoić potrzeby wyższego rzędu. Określenie „buszujący” dotyczy z reguły młodych, nieobciążonych zobowiązaniami rodzinnymi emigrantów, którzy zarabiają za granicą na swoje przyjemności. „Łosoś” to emigrant, który opuszczając ojczyznę, zakłada, że już na stałe do niej nie wróci.

Jak mówiła prelegentka, rodzina migracyjna to rodzina czasowo niepełna, a sytuacja jej członków zależy m.in. od tego, czy wyemigrowało jedno czy obydwoje rodziców, na jak długi okres oraz czy emigrują z dziećmi. Kluczowa jest też kwestia przygotowania dziecka do emigracji oraz zapewnienia mu właściwej opieki, w tym udzielenia sądowego pełnomocnictwa osobom sprawującym opiekę nad dzieckiem.

Dzięgiel przestrzegała uczestniczących w konferencji nauczycieli przed stygmatyzowaniem rodzin migracyjnych, przypominając stereotypowe poglądy, że emigrant „idzie na łatwy chleb”, przyczynia się do destrukcji rodziny i że to lekkomyślność, bliska nawet patologii.

– Trzeba pamiętać, że to zawsze bardzo dramatyczna decyzja – człowiek, który decyduje się opuścić kraj zamieszkania i rodzinę, musi być bardzo zdecydowany, a robi to dla dobra swojej rodziny, by zaspokoić jej nieraz podstawowe potrzeby ekonomiczne lub zrealizować życiowe ambicje – powiedziała.

Zaznaczyła, że pojęcie tzw. eurosieroctwa jest w mediach nadużywane, jest bowiem uzasadnione tylko w przypadkach, kiedy sprawująca opiekę nad dzieckiem na miejscu rodzina jest niewydolna i opiekę przejmuje dom dziecka lub rodzina zastępcza.

– Rodzina migracyjna nie może być porównywana do rozbitej, rodzic nie zostawia dziecka i rodziny, bo ma dość, nie ma tego traumatyzującego momentu opuszczenia. Dziecko w rodzinie migracyjnej wie, że oboje rodzice są, kochają je, a rozłąka się skończy i będą żyli długo i szczęśliwie, choć jeśli długo przebywa bez obojga rodziców, może przeżywać bardzo różne emocje – złość, gniew, smutek, żal poczucie opuszczenia, samotność. Czasami dziecko idealizuje nieobecnego rodzica, czasem ma dość tęsknoty i deprecjonuje go, nigdy jednak nie na forum, ale w kręgu rodzinnym – mówiła.

Jak poinformowała Dzięgiel, częściej emigrują mężczyźni, stanowiąc 65 proc. ogółu decydujących się na taki krok. Migrują też na dłużej. Średni czas migracji kobiety to 5 miesięcy, mężczyzn – 7 miesięcy. Według badań kobiety rzadko decydują się na emigrację do chwili ukończenia przez ich dziecko 4. roku życia.

Wśród negatywnych skutków zwłaszcza długotrwałych wyjazdów dla rodziny jest osłabienie więzi między jej członkami, niejednokrotnie rozpad małżeństw i poszukiwanie nowych partnerów. Zaobserwowano, że rodzina funkcjonuje inaczej, kiedy odwiedza ją np. przebywający na emigracji ojciec, co – paradoksalnie – burzy rytm jej życia.

Najbardziej powszechnym problemem w przypadku dzieci okazały się wagary – nieobecność przez cały dzień lub pojedyncze nieusprawiedliwione godziny. – Jeśli rodzice usiłują zrekompensować dziecku swoją nieobecność dobrami materialnymi, to zwłaszcza w przypadku starszych dzieci istnieje ryzyko, że zmieni to ich system wartości, czyniąc nadrzędnym dobrem pieniądze. Rodzice muszą mieć tę świadomość – mówiła Dzięgiel.

Podkreślała też konieczność przygotowania dziecka do emigracji w rodzinie bez względu na to, czy ono samo wyjeżdża z rodzicami, czy też nie. – Dziecko powinno wiedzieć, że rodzic wyjeżdża po to, żeby sytuacja się poprawiła, poczuciu bezpieczeństwa sprzyja określenie momentu powrotu, w przypadku młodszych dzieci warto potem skreślać dni w kalendarzu. Ważne jest, by przedstawiać sprawy migracji w sposób pozytywny, nie stwarzać katastroficznej wizji nawet w przypadku wyjazdu obojga rodziców – wyliczała.

Za jeden z najważniejszych obowiązków rodziców organizujących dziecku opiekę na czas swojej nieobecności uznała udzielenie opiekunom pełnomocnictwa sądowego do czynności cywilno-prawnych. Bez tego opiekunowie mogą mieć kłopoty, kiedy dziecko będzie wymagało leczenia, a z rzeczy drobnych, ale dotkliwych dla dziecka – może nie wyjechać na szkolną wycieczkę.

Pozytywne efekty emigracji to poprawa sytuacji materialnej i standardu życia rodziny, finansowe zabezpieczenie startu życiowego dzieci, rozszerzenie szans edukacyjnych czy wzrost kapitału kulturowego.

PAP

Tytuł WirtualnaPolonia

Reklamy

Komentarze 4 to “„Naukowo” o emigrantach: „bocian, „chomik” i „łosoś””

  1. Dziadzius said

    Kazden nagina galazie zeby sobie gruszke zerwac tak i tu dla pozoru i pochlebstwa wiele ” koziolkow Matolkow” opowiada bzdury. Emigrant wyjezdza za domu bo
    ** w domu bezrobocie i z glodu umrze
    ** bo politycy sprzedali jego dom okupantom i on nie ma gdzie wracac.
    Wszystkie inne przyczyny to to samo swiatlo ale przez inne kolorowe szklo.

  2. Lubomir said

    Polacy żyli w swoich siedzibach i środowiskach podobnie jak w poprzednich pokoleniach. Otwarcie się na Europę i wyjazdy, pokazały Polakom ‚lepszą stronę życia’ – ‚wolną miłość’, nieograniczony dostęp do pornografii i prostytucji. Niestety to nie owocuje zwiększeniem dzietności w rodzinach i wzajemnym szacunkiem, ale powszechną demoralizacją, rozpadem rodzin i sfrustrowanymi singlami – niewolnikami pracy. Dzisiaj handel ludźmi i kolonialna pogarda dla ludzi pracy, rozlewa się na Europę z ojczyzny Bismarcka i Hitlera. To jest jak to określili przed laty Anglicy – hitleryzacja kontynentu. Hitlerowski ‚niewolnik’ nie miał prawo mieć rodziny. Wg niemieckich ideologów nie był nawet człowiekiem…

  3. purysta said

    Gwoli porządku – zarówno w kraju jak i za granica nadal piszemy i mówimy: pani Dzięgiel…

  4. Wuj said

    A moze towarzyszka Dziegiel, bo te jej sciemy sa nieco czerwone

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: