Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Rodzicom z Polski Jugendamt odebrał sześciotygodniowe niemowlę

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2013-06-21

Chodzi o zwykłą rodzinę ze Śląska, żadną patologię. To co ich spotkało jest ewidentnym przykładem dyskryminacji Polaków. Wyrządzono im niewyobrażalną krzywdę. Proszę sobie wyobrazić, jak czuje się matka karmiąca piersią, której odebrano sześciotygodniowe niemowlę? To barbarzyńskie postępowanie w majestacie prawa. Nikt mi nie powie, że służy dobru dziecka. -Wojciech Pomorski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech

Przyjechali do Berlina za pracą i chlebem. Nieuczciwy pracodawca wyrzucił ich na bruk, a pracownicy Jugendamtu odebrali sześciotygodniowego synka. Od trzech tygodni polscy rodzice koczują w samochodzie w oczekiwaniu na wynik rozprawy w sądzie opiekuńczym. – Nie wrócimy do kraju bez naszego dziecka – mówią zrozpaczeni. 
Wojciech Pomorski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech nie ma wątpliwości, że na ulicach Berlina rozgrywa się nowy dramat pod starym tytułem: nadgorliwy Jugendamt kontra polscy emigranci, nie znający niemieckiego i przysługujących im praw.– Chodzi o zwykłą rodzinę ze Śląska, żadną patologię – zastrzega Wojciech Pomorski.- To co ich spotkało jest ewidentnym przykładem dyskryminacji Polaków. Wyrządzono im niewyobrażalną krzywdę. Proszę sobie wyobrazić, jak czuje się matka karmiąca piersią, której odebrano sześciotygodniowe niemowlę? To barbarzyńskie postępowanie w majestacie prawa. Nikt mi nie powie, że służy dobru dziecka.

Po sześciu latach emigracji zarobkowej w Wielkiej Brytanii operator koparek Leszek C. razem ze swoją partnerką Danielą M. postanowili poszukać pracy w Berlinie. W połowie kwietnia urodził mu się syn, Wiktor. Pana Leszka zatrudnił Polak z niemieckim obywatelstwem, właściciel firmy budowlanej. Niestety pracodawca okazał się oszustem. Nie dość, że nie wypłacił zaległych poborów, to wyrzucił rodzinę z mieszkania służbowego. Jednocześnie odebrano im zasiłek socjalny. Polacy zostali bez dachu nad głową i środków do życia. Pani Daniela zamieszkała w domu samotnej matki z dzieckiem. Pan Leszek bezskutecznie szukał nowej pracy. W końcu postanowili, że na początku czerwca wrócą do Polski. Nie zdążyli. O ich planach dowiedział się Jugendamt. W dniu 31 maja urzędnicy w asyście 15 policjantów odebrali Polakom sześciotygodniowego Wiktora i oddali do niemieckiej rodziny zastępczej.

– Sposób odebrania dziecka woła o pomstę do nieba. Policjanci obezwładnili matkę, powalili na ziemię i wykręcili jej ręce, jakby była groźnym przestępcą. Pan Leszek nie ułomek, musiało go przytrzymywać czterech funkcjonariuszy – opowiada oburzony Wojciech Pomorski. – Nie ulega wątpliwości, że Polacy potrzebowali pomocy, ale Jugendamt jak zwykle wybrał sposób najgorszy z możliwych. Powołując się na „dobro dziecka” siłą rozłączył je od rodziców zamiast zrobić wszystko, aby zostali razem.

Szukają pomocy

Zdesperowany ojciec poprosił o pomoc stowarzyszenie Dyskryminacja.de, walczące od 2007 roku o prawa polskich rodziców i dzieci pokrzywdzonych przez niemieckie sądy rodzinne. – Nie mieli pieniędzy, jedzenia, myli się pod uliczną pompą. Skrzyknąłem członków naszego Stowarzyszenia i zorganizowaliśmy łańcuch ludzi dobrej woli – mówi Wojciech Pomorski. – Jedni zapraszają rodziców do domu na ciepły posiłek. Inni udostępniają łazienkę. Ze skromnych funduszy wygospodarowaliśmy dla nich 70 euro na pokrycie najpilniejszych wydatków. No i zaalarmowaliśmy naszego prawnika.

Mecenas Markus Matuschczyk przyjechał do Niemiec w wieku sześciu lat. Mieszka w Hanowerze od wielu lat, ale nie zapomniał o polskich korzeniach. Od trzech lat współpracuje z Polskim Stowarzyszeniem Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech. – Z mojej praktyki zawodowej wynika, że większość interwencji urzędów ds. dzieci i młodzieży wobec Polaków nie dotyczy rodzin z marginesu społecznego, lecz osób, które znalazły się w tarapatach życiowych, często nie z własnej winy – stwierdza prawnik. – W przypadku rodziny ze Śląska pracownicy Jugendamtu argumentowali, że musieli przystąpić do działania, ponieważ polska rodzina nie ma uregulowanej sytuacji mieszkaniowej i jest praktycznie bezdomna. Urzędnicy obawiali się, że podobny los spotka sześciotygodniowego Wiktora. Jednak zapomnieli, że to decyzje niemieckich urzędników ściągnęły kłopoty na polską rodzinę. W maju pan Leszek i pani Daniela złożyli podanie o pomoc socjalną i do tej pory nie rozpatrzono ich wniosku. Jednym słowem jedni urzędnicy skazali rodzinę na bezdomność odbierając środki do życia, a drudzy dodatkowo ukarali za opieszałość kolegów.

Drugiego lipca sąd rodzinny dla berlińskiej dzielnicy Tempelhof zadecyduje, czy polscy rodzice odzyskają rodzone dziecko. – Wysłaliśmy do urzędu ds. dzieci i młodzieży pismo z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego rodzinie odebrano dziecko. Cały czas czekamy na odpowiedź. Na pewno będziemy na wtorkowej rozprawie w sądzie rodzinnym – informuje Michał Bolewski, I sekretarz ambasady RP w Berlinie, odpowiedzialny za pomoc prawną. Do tego czasu pani Daniela i pan Leszek spotykają się z synkiem dwa razy w tygodniu po półtorej godziny. „Widzenia“ odbywają się w siedzibie Jugendamtu pod czujnym okiem urzędników.

– Bierzemy pod uwagę dwie opcje. Pierwsza, że wygramy sprawę przed sądem socjalnym i rodzice dostaną zasiłek. Wówczas będą mieli środki finansowe, aby wynająć w Berlinie mieszkanie. Wtedy Jugendamt odda im dziecko. Drugą alternatywą – równie realistyczną – jest wyjazd do kraju.

Jugendamt żąda „twardych” dowodów, że rodzice po powrocie do Polski będą mieli środki do życia i dach nad głową. Tymczasem Pan Leszek i pani Daniela nie mają w Polsce własnego mieszkania. Babcia, mieszkająca w Ustroniu obiecała, że przyjmie ich pod swój dach. Pomoc zaofiarowało również Górnośląskie Towarzystwo Charytatywne, aby polska rodzina spełniła warunki formalne, stawiane przez Jugendamt. – Nie wiemy tylko, jakie dokumenty zadowolą niemieckich urzędników i rozwieją ich podejrzenia – mówi Markus Matuschczyk.

Kto ma dziecko, ten ma władzę

– Zdajemy sobie sprawę, że na rynku pracy panuje trudna sytuacja, ale bez stałego zajęcia rodzina nie będzie w stanie podołać obowiązkom wychowawczym – stwierdza urzędniczka Jugendamtu w berlińskiej dzielnicy Tempelhof-Schöneberg. Zgodziła się porozmawiać z Wirtualną Polską, bo przez pomyłkę wzięła naszą korespondentkę za opiekunkę środowiskową.

Czy nie byłoby lepiej, gdyby pozwolono Polakom powrócić kraju? – A kto zagwarantuje, że rodzice zapewnią dziecku właściwe warunki opieki? – odpowiada urzędniczka. – Jednak musi pani przyznać, że to nieludzkie, aby matka widywała się z dzieckiem dwa razy w tygodniu? – nie daję za wygraną. – Jesteśmy zadowoleni, że tak szybko udało się nam znaleźć rodzinę zastępczą dla niemowlaka. Liczba spotkań nie jest idealna, ale zgodna z przepisami. Proszę pamiętać, że rodzice zastępczy mają również inne obowiązki – wyjaśnia. – Czy Jugendamt miał prawo ingerować w problemy rodziny z polskim obywatelstwem? – Narodowość rodziców nie ma dla nas znaczenia. Uruchamiamy procedury, jeśli jest zagrożone dobro dziecka – kończy moja rozmówczyni.

Czy Jugendamty rzeczywiście zachowują się równie bezkompromisowo wobec innych narodowości, żyjących w Niemczech, tak jak w przypadku polskich rodziców?

– Machina biurokratyczna Jugendamtów nie oszczędza także rodzin niemieckich, choć wobec Turków i Arabów zachowują większą wstrzemięźliwość – odpowiada Markus Matuschczyk. – To rodziny wielodzietne o całkowicie odmiennej kulturze i mentalności. Natomiast urzędnicy bardzo chętnie wkraczają do rodzin z jednym lub dwojgiem dzieci, zwłaszcza wychowanych w kulturze europejskiej. Powód jest oczywisty. Dzieci te nadają się do łatwiejszej socjalizacji w Niemczech niż ich rówieśnicy z innych kultur.

Celem działalności Jugendamtów jest szeroko rozumiana prewencja dla dobra dziecka. Poparta ogromnymi uprawnieniami stanowi groźną i nieobliczalną broń. Jugendamty nie podlegają kontroli ze strony państwa i organów wykonawczych. Trzeba wiedzieć, że każde dziecko i każda rodzina przebywająca na terenie Niemiec z mocy prawa automatycznie podlega pieczy lokalnego Jugendamtu.

– Urzędnicy często insynuują sytuacje, które wcale nie muszą się wydarzyć – opowiada Uwe Kirchof, długoletni pracownik Jugendamtu w Hanowerze i placówek opiekuńczych dla młodzieży. – Na przykład matka jest Polką więc w głowach urzędników natychmiast rodzi się podejrzenie, że zechce pani wyjechać z dzieckiem do Polski.

Uwe Kirchof przyznaje, że od dawna Niemcy mają spory problem etyczny z Jugendamtami. – Pracownicy socjalni często podejmują interwencje sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, burzące spokój rodziny. Urzędnicy powinni włączyć logiczne myślenie, a nie tylko wypełniać decyzje, wpisujące się w schematy paragrafów.

– Nie jest tajemnicą, że Jugendamty stosują dyskryminujące praktyki wobec niektórych narodowości, zwłaszcza z Europy Wschodniej – kontynuuje Uwe Kirchof. – Nie będę ukrywał, że należą do nich także Polacy. Urzędnicy działają wobec rodziców w myśl zasady: wiemy lepiej, co jest dla was dobre. Po odebraniu dziecka rodzice biologiczni muszą udowadniać urzędnikom, że są porządnymi ludźmi. Dziecko staje się kartą przetargową, zakładnikiem urzędu. W myśl dewizy: kto ma dziecko, ten ma władzę.

„Omijajcie Jugendamty szerokim łukiem”

Działania Jugendamtu rozpoczynają się w różny sposób. Urzędnicy często otrzymują informacje od „życzliwych” sąsiadów albo szpitali, gdy lekarze zauważą u małych pacjentów „coś niepokojącego”. Niedawno Markus Matuschczyk zajmował się tego rodzaju przypadkiem. Polskie dziecko wybudziło się po operacji z narkozy i zaczęło przeraźliwie krzyczeć. Szpital w Karlsruhe wezwał psychologa, a ten zdiagnozował głęboką psychozę. Doszedł do przekonania, że dziecko jest w domu systematycznie bite. Natychmiast zawiadomiono Jugendamt. Historia rozgrywała się w szpitalu miejskim, a te podobnie jak Jugendamty podlegają samorządom i działają ręka w rękę. Później okazało się, że psycholog postawił błędną diagnozę, ale wystarczyła do odebrania dziecka. Na szczęście polski prawnik odkręcił całą sprawę i chłopiec szybko wrócił do domu.

– Może to marne pocieszenie, ale wielu niemieckich rodziców także boi się zwracać o pomoc do Jugendamtów – opowiada Uwe Kirchof. – Ten fakt powinien dawać Polakom wiele do myślenia. Chyba z naszymi

urzędami ds. dzieci i młodzieży jest coś nie tak, skoro ich pomoc budzi paniczny lęk. Skutki pomocy mogą być opłakane i wpędzić rodziców w jeszcze większe tarapaty. Dziwię się, że polskie władze reagują tak spokojnie na działania Jugendamtów, często naruszających prawa polskich obywateli.

Niemieckie sądy opiekuńcze prowadzą na zlecenie Jugendamtówco co roku 80 tys. postępowań w sprawie regulowania kontaktów rodziców z dzieckiem. Urzędy ds. dzieci i młodzieży odbierają rodzicom 40 tys dzieci rocznie. To ewenement na skalę europejską.

W grudniu 2009 roku Jugendamty znalazly się pod ostrzalem Parlamentu Europejskiego. Komisja Petycji PE stwierdziła, że niemieckie urzędy ds. dzieci i młodzieży dopuszczają się licznych naruszeń zasady niedyskryminowania ze względu na narodowość i powinny być poddane demokratycznej kontroli. Komisja postulowała zacieśnienie współpracy pomiędzy resortami sprawiedliwości i ministerstwami ds. rodziny poszczególnych państw UE. Eurodeputowani zapowiedzieli, że będą patrzeć na ręce niemieckim urzędnikom. – Może i patrzą, ale póki co nie odczuwamy żadnej poprawy – ocenia Wojciech Pomorski.

Do stowarzyszenia zgłasza się coraz więcej polskich rodziców, szykanowanych przez Jugendamty. W tym tygodniu wpłynęła kolejna sprawa: matka magister ekonomii, ojciec muzyk w Operze Bydgoskiej. Jugendamt stwierdził, że „nie sprawują właściwej opieki zdrowotnej nad 2-letnią córką”. W ciągu dziesięciu minut sąd rodzinny w Cottbus odebrał rodzicom prawa rodzicielskie. Rodzice nagrali na komórki przebieg rozprawy. – Przesłuchałem nagranie i jestem zaszokowany – opowiada Wojciech Pomorski. – Sędzina wyzywała matkę, traktowała ją jak element przestępczy. Na szczęście Jugendamt nie zdążył odebrać córeczki, bo rodzice natychmiast wyjechali do Polski.

Wojciech Pomorski ostrzega polskie matki i ojców o konsekwencjach przyjazdu do Niemiec. – Pamiętajcie, że w przypadku rozwodu, utraty pracy, konfliktu z prawem Jugendamt w majestacie niemieckiego prawa może wam odebrać dzieci i oddać do pogotowia rodzinnego albo niemieckiej rodziny zastępczej – stwierdza na zakończenie. – Pocztą otrzymacie rachunki za pobyt dziecka w rodzinie zastępczej. Mogą wynieść nawet kilka tysięcy euro.

Dla WirtualnejPolski Izabella Jachimska

http://wiadomosci.wp.pl/title,Rodzicom-z-Polski-Jugendamt-odebral-szesciotygodniowe-niemowle,wid,15753109,wiadomosc.html?ticaid=110cf6&_ticrsn=5

Komentarzy 8 do “Rodzicom z Polski Jugendamt odebrał sześciotygodniowe niemowlę”

  1. Polka said

    Jak swiat swiatem ,Niemiec nigdy dla Polakow nie byl bratem .Gdzie MSW ,Sikorski ,gdzie ambasada polska ,tak nam szykuje Tusk i ta cala banda z PO.Wygonic za granice bo nie ma w Polsce pracy, a Niemcy niczym Hitler ,zabrane dzieci wychowac na Niemcow .Czego nie zabieraja dzieci Turkom bo nie slowianskie.

  2. gest kozakiewicza said

    Szwaby absolutnie nigdy nie zmienia swojej
    rasistowskiej postawy wobec Polakow.
    W dobie poprawnosci politycznej, nie mozna stwierdzic tego, co jest oczywiste.
    Nawet za komuny, dzieci uczyly sie o perfidnych Krzyzakach, o pruskim Fryderyku „Wielkim” co wraz ze swoja rodaczka Katarzyna „Wielka” rozebral Polske, o „Zelaznym” debilu Bismarcku,
    ktory kazal tepic Polakow jak wilki, o bararzynskiej okupacji niemieckiej na terenach Polski, itp.
    Najwieksza tragedia Polakow jest poszukiwanie
    pracy u niemieckich zbrodniarzy, ktorzy zamierzali i nadal zamierzaja Polske unicestwic.
    Jugendamt to odmiana Gestapo, a Szwaby
    uwielbiaja panstwo policjyne. Autorytarne rzady, to ich specjalnosc. Rodziny pochodzace z „niepozandanych ras,” sa na celowniku antypolskich biurokratow, ktorzy kontynuuja polityke wschodnia [Drang nach Osten] u siebie.
    Zreszta doszlo do takich ekscesow, ze Rodacy we wlasnym kraju ogladaja szwabska propagande, ktora opluwa bohaterow AK i swiadomie znieksztalca historie. Zeby tego nie bylo dosyc, to jeszcze polski podatnik oplaca cale przedsiewziecie.
    Czlonkowie mojej rodziny zostali wywiezieni do
    Reichu w czasie wojny na przymusowe roboty.
    Musieli nosic litere „P,” bo szwabskie debile nie mogly ich rozroznic od innych Europejczykow,
    a podobno Slowianie sie „jakos roznia.”
    Szwabskie ludobujstwo na narodzie polskim
    w okresie 1939-45, to nie dzielo bezpanstowowych „hitlerowcow,” czy „nazistow,” tylko zwyrodnialego antypolskiego
    rasizmu niemieckiego.
    Od zakonczenia wojny, malo sie zmienilo w szwabskiej mentalnosci.
    Rodacy, ktorzy mysla, ze jest inaczej, dobrowolnie sie skazuje na poniewierke.
    „Deutschland, Deutschland unter alles!”

  3. Mariusz Jarzebinski said

    Teraz zabierają 40 tys. dzieci rocznie,a za tym idzie wielka kasa. Tych pasożytów z Jugendamtu nie interesuje pomoc rodzinie ale tylko, by wszelkimi metodami doprowadzić do zabrania dziecka! A nasi to łatwe ofiary, bo nasz rząd naszych rodaków nie wspomaga! Ten Jugendamt nawet zakazuje mówić z własnymi dziećmi po polsku! (Jest dużo artykułów o tym w necie). Niech łajdaki z Jugendamtu swoje śmierdzące łapy wezmą od polskich dzieci! Łapska won! Kasa za zabierane polskie dzieci im w głowie i „produkcja” młodych „Helmutków” z naszych dzieci. Nie dziwi przy takiej łaszącej się do nich postawie „naszego” aktualnego rządu gdy Tusek je Angeli z ręki, łasi się i merda przymilająco ogonkiem do niej zamiast wszystko robić dla Polaków! Jestem z Polskim Stowarzyszeniem Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech – za nich się nie muszę wstydzić! Nawet pieniądze dali tej rodzinie. To są Polacy nie jakieś sługusy Niemiaszków. Panie Prezesie Pomorski jestem z Pana dumny za to jak Pan pomaga i walczy o nasze polskie dzieci i za cala pomoc dla Polaków i ich dzieci! Bo jak pisała Maria Konopnicka: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz ni dzieci nam germanił”!

  4. amarylis said

    A co z nieuczciwym pracodawca?Nikt nie moze wziac go za paskudny ryj?Przeciez wynika z tego,ze cale nieszczescie zaczelo sie przez niego.I jaki z niego Polak?

  5. Janina said

    Co za bzdury!
    Oni nie spelniali warunkow, by otrzymac pomoc.W Niemczech trzeba przepracowac najpierw min.1 rok-360 dni, w ostatnich 3 latach, by otrzymac zasilki socjalne.Dlatego nie otrzymali pomocy!
    Poza tym Daniela aplikowala o pomoc jako samotna mama, gdzie w rzeczywistosci takowa nie byla.

    Nie mieli zadnego „mieszkania sluzbowego”.Wynajmowali pokoj w mieszkaniu z innymi Polakami.Pokoj narail im ten, u ktorego pracowal tatus.Jak przyjechali do Niemiec to Daniela byla w 6 miesiacu ciazy i mimo tego zdecydowali sie zamieszkac na pokoiku.Niepowazni mlodzi ludzie mysleli, ze moga oszukac tutejszy system i wyciagnac euro od Niemcow.Nie udalo sie, i teraz jest placz, i zgrzytanie zebow.
    Ja osobiscie nie winie urzednikow o ten stan rzeczy.Ta dwojka zrobilaby wszystko, by zostac w Niemczech i wyciagnac zasilki z pomocy spolecznej.Oni wcale nie chcieli wracac do Polski.Podjeli taka decyzje, jak sie okazalo, wyszlo na jaw, ze Daniela wcale nie jest samotna matka.Jak zrobilo sie goraco, to chcieli poprostu uciec.
    Klamstwa tutaj padaja.Jak rodzicom nie wstyd za taka publikacje…Nie ogarniam tego.
    Co, jak co, ale w Niemczech panstwo pomaga mlodym, ale nie tym ktorzy kombinuja.

  6. Edward said

    niemiecka sfolocz! vertrajbung maht szpas!

  7. Lubomir said

    Polska musi od nowa budować własny rynek pracy. Solidarni niemieccy sabotażyści i wyszkoleni przez nich solidarni kolaboranci, zrujnowali niemalże wszystko. Ilu to emisariuszy przyjeżdżało z gotowymi scenariuszami walki z polskim przemysłem i polską gospodarką?. Podawali się za adwokatów Polski w Europie. Później przekonywali nas do likwidacji wszystkiego. Do zastrajkowania wszystkiego na śmierć. Dzisiaj rozgrabiona i zrujnowana Polska wije się w konwulsjach. Niemiec znów obiecuje pomoc. Obiecuje pracę u bauera przy zbiorze ogórków lub pracę w niemieckim przemyśle. Często praca okazuje się pracą w niemieckim burdelu, niemieckim klubie dla gejów lub w niemieckim przemyśle pornograficznym. ‚Niemiecki raj’ okazuje się najnormalniejszym piekłem.

  8. Sylwia said

    Byliśmy ofiarami faszyzmu I komunizmu teraz w rzekomo w wolnej POlsce jesteśmy ofiarami POlskiego wymiaru niesprawiedliwości. Żyjemy w kraju, gdzie władza swoich obywateli ma głęboko w du**e. Jeżeli nie zmienią się rządy nie mamy co liczyć na to, że będziemy poważnie traktowani w obcym kraju..

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: