Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

„Czas ostatecznej próby jeszcze nie nadszedł”, czyli przed 11 listopada…

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2013-08-07

Wielkimi krokami zbliża się czwarta edycja największej niepodległościowej imprezy roku. Marsz Niepodległości stał się marką, tradycją, sposobem na celebrowanie 11 listopada. Największą siłą naszej corocznej „imprezy” jest jej niezależność.
Oczywiście nie chodzi tu o niezależność od organizacji. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że motorem napędowym Marszu są dwie największe organizacje narodowe: Obóz Narodowo – Radykalny i Młodzież Wszechpolska. 
Chodzi tu rzecz jasna o niezależność finansową i polityczną. Marsz niepodległości organizowany jest w całości dzięki dobrowolnym wpłatom jego uczestników. Każdy może więc dołożyć swoją cegiełkę do budowy tego wielkiego dzieła. Marsz jest niezależny politycznie, co oznacza, że od początku jego trwania, nie jest i nigdy nie był on podporządkowany żadnej partii, czego wyraz daliśmy wydając zakaz przychodzenia z emblematami partyjnymi.

Kto mógł przewidzieć, że inicjatywa organizowana bez wsparcia z budżetu państwa, bez zaplecza partyjnego, przez młodych (i rzekomo niedoświadczonych) ludzi może obrócić się w tak wielki sukces.
Zgodnie z powyższym kryterium, niezależne obchody święta niepodległości, rok przed pierwszą edycją Marszu Niepodległości zgromadziły 600 osób. Pierwsza edycja MN to już około 5000-8000 uczestników, kolejna 25000-30000, a zeszłoroczna 50 000 – 80 000 osób.
Jeżeli przyjrzymy się procentowej wartości liczby uczestników, to trudno nie zauważyć tej niesamowicie wysokiej tendencji wzrostowej.

Jak już wcześniej pisałem, nigdy nikt z nas nie próbował ukrywać tego, kto jest głównym organizatorem Marszu. Pomimo tego faktu, jak całej wrzawy medialnej, udało się zgromadzić komitet poparcia marszu, z całą rzeszą wspaniałych osób, o znanych nazwiskach. Również z każdym rokiem znacząco zwiększyć frekwencję.
Marsz stał się centralną i największą imprezą, co jednak nie każdemu odpowiadało. Pojawiły się „inne wersje” marszu 11 listopada. Rozdzielanie się na drobne jest oczywiście systemowi na rękę. W ten sposób dużo łatwiej można przemilczeć całe wydarzenie medialnie. O ile w temacie innych patriotycznych wydarzeń, środki masowego przekazu przeważnie milczały, to Marszu Niepodległości przemilczeć już nie mogły, pozostały im już tylko kłamstwa.
Nikt oczywiście nie twierdzi i nigdy nie twierdził, że tylko organizatorzy Marszu Niepodległości posiadają „monopol” na niepodległość, oraz jej celebrowanie. Powyższe stwierdzenie jest tylko spojrzeniem taktycznym na sprawę. Nie ma w Polsce środowiska które miałoby wyłączność na patriotyzm. Prawdziwość i twardość podstaw ideowych przesądzić może tylko brutalna rzeczywistość. Czas ostatecznej próby jeszcze nie nadszedł. Chociaż niektórych mogliśmy już poznać po owocach.

Marsz Niepodległości idzie i szedł dalej, mimo niesprzyjających warunków medialnych, czy politycznych. Od początku mieliśmy do czynienia z odłączaniem się od nas ludzi, którzy nas popierali lub z próbami pacyfikacji i umniejszenia inicjatywy. Ze względu na obecność Obozu Narodowo Radykalnego, komitet poparcia Marszu opuścił Marek Jurek. Tłumacząc się jak dziecko przed Gazetą Wyborczą z powodów, dla których w komitecie był i tych, dla których z komitetu odchodzi, opowiadał ewidentne brednie na temat przedwojennego ONR. Ze względu na naciski polityczne lub zawodowe, komitet poparcia MN opuściło też kilka innych osób.

Paweł Kukiz odszedł ze względu na postać Jana Kobylańskiego (którego w tym momencie serdecznie pozdrawiam), dając niestety wiarę pomówieniom Gazety Wyborczej. Janusz Korwin Mikke w swoim stylu nazwał uczestników Marszu „narodowymi socjalistami” i postanowił zorganizować swój Krakowski Marsz, w którym uczestniczyło kilkadziesiąt osób. Każdy ma do tego prawo do własnych decyzji, tu trzeba jednak twardych kalkulacji.

Marszu nie powstrzymały niemieckie antyfaszystowskie i antykapitalistyczne bojówki biegające z butelkami coca-coli w ręku. W kolejnym roku użyto autorytetu głowy państwa, usiłując przyćmić MN, pod płaszczykiem organizacji państwowych obchodów dnia 11 listopada w formie marszu.
Jakim autorytetem cieszy się władza, mogliśmy zaobserwować wprost biorąc pod uwagę liczbę uczestników (ok. 1000 osób, z czego 500 stanowili funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu). O tym, że budżet imprezy państwowej przekroczył kilkukrotnie sumę budżetu Marszu Niepodległości, już nie wspomnę. Media zawiodły, straszenie faszyzmem też nie pomogło. Prowokacje policyjne i pacyfikacja uczestników także zawiodły. Potomkowie dzielnych żołnierzy wehrmachtu i SS zawiedli, prezydent zawiódł… tregedia.
Psy szczekają, a Marsz idzie dalej.

Dla nas sam Marsz to za mało i postanowiliśmy systemowi jeszcze mocniej utrzeć nosa.
Podczas ostatniej edycji Marszu Niepodległości ogłosiliśmy powstanie nowego ruchu społecznego- Ruchu Narodowego. Tego już jednak niektórym było za wiele. Oto bowiem okazuje się, że w tym roku PiS organizuje swój marsz, głównie jak twierdzą, ze względu na naszą nieodpowiedzialność i starcia z policją. Szkoda tylko, że nieliczni porządni członkowie tej partii byli w zeszłym roku w centrum tych wydarzeń, widząc na własne oczy, kto prowokował.

Zachowały się dowody, w formie nagrań z ich wypowiedziami. Więc to nie o odpowiedzialność i jej przejmowanie tu chodzi. Wszystko wskazuje na to, że dla Jarosława Kaczyńskiego niezależna inicjatywa społeczna to zbyt wiele, by można było to tolerować.
Więc w tym roku będziemy mieli kolejny marsz partyjny i powtarzam: nikt, nikomu nie zabrania i nikogo nie potępia za świętowanie. Trzeba się tylko zastanowić kto może przyjść na Marsz Partyjny Ot. zwolennicy danej partii.
Moim zdaniem, dzień 11 listopada nie jest czasem na wiecowanie partyjne. Ja ze swojej strony zapraszam wszystkich świadomych Polaków, którzy czują więź z historią i teraźniejszością na Marsz Niepodległości.
Potrafiliśmy zjednoczyć w jednym miejscu różne środowiska, oscylujące wokół często opozycyjnych wobec siebie ideologii. Jednoczyliśmy się nie pod sztandarem partyjnym, lecz pod biało- czerwoną flagą i tak też będzie w tym roku. Wyrażam nadzieję że wszyscy Ci, którzy zechcą w stolicy zorganizować swoje obchody, zrobią to w takich godzinach, by umożliwić innym wzięcie udziału w obu imprezach.
Co by się nie działo… Do zobaczenia w Warszawie 11 listopada.
Idea niepodległości zwycięży!

Przemysław Holocher

Za prawy.pl

Komentarze 2 do “„Czas ostatecznej próby jeszcze nie nadszedł”, czyli przed 11 listopada…”

  1. marian44 said

    Czegoś nie rozumiem, lub może coś mnie ominęło, bo nie jestem w kraju.
    Pytanie zasadnicze, jaki jest cel organizowania MN ?
    Dla ułatwienia/utrudnienia odpowiedzi zakładam, że wszyscy Polacy mają świadomość braku niepodległości, od chwili podpisania Traktatu Lizbońskiego. Tego udowadniać nie potrzeba, bo nic tu nie dzieje sie na niby, dyrektywy i inne istotne dla Polski regulacje przychodzą z zewnątrz, a orzeł jedynie może, np.być czekoladowy a flaga różowa /przepraszam,że tak boleśnie zakpię/.
    Przechodząc do mojego pytania:
    – czy MN jest formą historycznego upamiętnienia odzyskania niepodległości w 1918r ?
    – czy MN jest demonstracją za przywróceniem utraconej /pomijając stopień tej utraty/ niepodległosci ?
    – czy nazwa MN jest tylko próbą pokazania, wręcz piknikowego przypomnienia w podniosłej atmosferze tego, co jest już dla nas dzisiaj nie osiągalne, ale o czym pamietamy, i tylko tak fajnie się nazywa, bez żadnych praktycznych konsekwencji ?
    Mam świeżo w pamięci, choć juz minęło ponad 30 lat, jak organizatorzy „zbiorowego protestu pod hasłem Solidarności”, gromko odcinali się od przekształcania tamtego protestu w manifestację o charakterze politycznym :-)))). Coś mi to teraz przypomina – chodżmy, krzyczmy, pomachajmy flagami, zobaczmy jak nas dużo… ale bez partii, bez wyraźnie określonego programu i celu, bez pomysłu co dalej z naszą obowiazujaca nas podległością w tej mitycznej już Niepodległości – 1918r., bo może coś z tego wyniknie, bo może władza się zagapi i coś przypadkiem nam się uda, jakoś tak, bez przerywania snu i dobrego samopoczucia, które nas nie opuszcza od pamiętnego referendum.

  2. Asindziej said

    Państwo polskie wciąż istnieje i nie słyszałem o żadnym akcie międzynarodowym, ogłaszającym koniec istnienia państwa polskiego. To, że wielu aż się pali do jego likwidacji, a niektórzy już ogłaszają, że żadnej niepodległości już nie ma, to nie dziwi. Polska miała i ma wielu wrogów, a od obcej agentury wpływu aż się roi. Głoszenie, że niepodległości Polska już nie ma jest celowe – ma obniżyć morale milionów ludzi i odebrać im chęć walki, a nawet chęć trzymania się polskości. Polska jest wciąż państwem, tyle, że rządzonym przez swoich wrogów za pomocą całej sieci kłamstw, kalumni, matactw, deprawacji i przemocy.

    A w jakim stopniu TL odebrał wolność państwom-członkom UE, świadczą Węgry – Węgry są dowodem, że państwo członkowskie UE ma tyle niepodległości, ile chcą ludzie, którzy tym państwem rządzą. Wystarczy, by Polacy uwierzyli w swą niepodległość, zapragnęli jej, odrzucili od władzy wrogów Polski, a Polska od razu będzie w pełni niepodległa. Tu nie ma zaborów, nie musimy pokonywać zbrojnie trzech zaborców – wystarczy odrzucić od władzy rządzących nami łotrów. Tylko tyle i aż tyle.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: