Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Dlaczego Tomasz Lis tak nienawidzi prawicy?

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-01-07

 Gwiazdy TVP rodzinne związki ze służbami PRL. Fragment „Resortowych dzieci”!

Książka „Resortowe dzieci. Media” autorstwa Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza, a wydana przez Frondę, okazała się w mijającym roku hitem na rynku wydawniczym. Na specjalne życzenie naszych Czytelników publikujemy fragment tej pasjonującej lektury poświęcony małżeństwu Hanny i Tomasza Lisów.

***

4 czerwca 1992 roku. W Sejmie od rana kłębi się tłum dziennikarzy. Od kilku dni trwa antylustracyjna histeria wywołana uchwałą zobowiązującą ministra spraw wewnętrznych do podania pełnej informacji na temat urzędników państwowych od szczebla wojewody wzwyż, a także posłów, senatorów, adwokatów i sędziów, będących współpracownikami Służby Bezpieczeństwa w latach 1945–1990. Rano Antoni Macierewicz, minister spraw wewnętrznych, przekazuje w zaklejonych kopertach tajny wykaz osób – posłów, senatorów i urzędników państwowych, którzy w dokumentach figurują jako tajni współpracownicy SB. Koperty trafiają do szefów klubów parlamentarnych i kół poselskich, marszałków Sejmu i Senatu, prezesa Sądu Najwyższego, prezesa Trybunału Konstytucyjnego, premiera i prezydenta. Ubrany w białą koszulę i czerwony krawat młody mężczyzna przypominający działacza Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej nerwowo rozmawia z posłem KLD Andrzejem Zarębskim. Tym młodym człowiekiem jest Tomasz Lis, wschodząca gwiazda „Wiadomości” TVP. Po schodach wchodzi prezydent Lech Wałęsa. Lis mówi do dziennikarzy: „Trzeba było krzyknąć: Prezydencie, Polska z tobą”. Zaaferowany Lis opowiada, że budzi się rano, odsłania okno. „Słyszę śmigłowce, przejeżdżające ciężarówki. Mówię, o k…wa, zaczęło się”.

Sceny z filmu „Nocna zmiana” pokazały kondycję telewizji publicznej początku lat 90. i dziennikarzy pracujących w „nowych” mediach.

Olejnik [Monika – aut.] szybko staje się też duszą towarzystwa przy tzw. sejmowym stoliku, gdzie Lis z TVP, Barbara Górska z radia Zet, Maria Bnińska z «Głosu Ameryki» byli wzorem do naśladowania dla dziennikarskiej młodzieży. Tu decydowano, z kogo w sejmie należy kpić, a kogo traktować z nabożnym szacunkiem.

(…)

Fox TV

Tak została nazwana telewizja publiczna po ponownym przyjściu do niej Tomasza Lisa i jego żony Hanny Lis.

Po upadku rządu Jana Olszewskiego zawieszony zostaje „Reflex” – jeden z najlepszych w historii TVP programów politycznych (po paru miesiącach program zostanie ostatecznie zlikwidowany). Pracujący w „Wiadomościach” dziennikarze o konserwatywnych poglądach są całkowicie marginalizowani, na skutek czego część z nich rezygnuje z pracy w TVP. W tym samym czasie kariera Tomasza Lisa rozwija się błyskawicznie – jest gwiazdą numer jeden „Wiadomości”, ówczesnego monopolisty informacyjnego, a w 1994 roku wyjeżdża do USA jako korespondent TVP. Po trzech latach rozstaje się z telewizją publiczną w atmosferze konfliktu i bardzo szybko znajduje pracę w TVN – wówczas siermiężnej, niszowej stacji. Jako współtwórca „Faktów” Tomasz Lis ma ambicję, by zdetronizować „Wiadomości”, ale to się nie udaje. W 2004 roku, gdy TVN ma już mocną pozycję na rynku, Lis popada w konflikt z szefami stacji i kontrakt z nim zostaje rozwiązany.

„To był konflikt z człowiekiem chorobliwie ambitnym i egocentrycznym” – tak o Tomaszu Lisie mówi współwłaściciel TVN Mariusz Walter w wywiadzie dla „Przekroju”. Wywiad przeprowadza Piotr Najsztub, który obecnie pracuje dla „Wprost”. Prawie rok po odejściu z TVN Tomasz Lis zostaje członkiem zarządu i dyrektorem programowym Polsatu, prowadzi też autorski program „Co z tą Polską”. Ze stacją Zygmunta Solorza, także w atmosferze konfliktu, Tomasz Lis rozstaje się w 2007 roku. Kilka miesięcy później pomaga mu ówczesny prezes TVP Andrzej Urbański – Lis dostaje własny program w godzinach najlepszej oglądalności: „Tomasz Lis na żywo”. W środowisku dziennikarzy krążyła wówczas anegdota, jak Urbański tłumaczył się kolegom z „prawej strony”. Pytany, dlaczego to zrobił, Andrzej miał mówić: „Wiecie, Tomek ma kredyt, bo kupił dom w Konstancinie i jeszcze płaci alimenty” – opowiada jeden ze znajomych Andrzeja Urbańskiego.

Przez dłuższy czas wysokość kontraktu, jaki TVP zawarła z Tomaszem Lisem, pozostawała tajemnicą. W marcu 2012 roku „Gazeta Polska”, która dotarła do dokumentów finansowych TVP, ujawniła, że za odcinek programu „Tomasz Lis na żywo” firmie Lisa Deadline Productions wypłacano ponad 92 tys. zł brutto, dodatkowe honorarium tylko dla publicysty wynosiło 20 tys. zł, a na ponad drugie tyle opiewały koszty producenckie, co w sumie dawało blisko 300 tys. zł z państwowych pieniędzy.

W maju 2010 roku Tomasz Lis został redaktorem naczelnym „Wprost” – wcześniej spekulowano, że ma zastąpić Adama Michnika w fotelu redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”. Tak się nie stało i póki co Tomaszowi Lisowi pozostaje stałe komentowanie wydarzeń w piątkowych porankach TOK FM, radiu należącym do Agory, w programie prowadzonym przez Jacka Żakowskiego. Przez 20 lat Trzeciej RP można było zaobserwować krystalizowanie się poglądów Lisa, z których przebija autentyczna nienawiść do konserwatyzmu pod wszelką postacią.

Dlaczego Tomasz Lis tak nienawidzi prawicy? Być może wynika to z jego rodzinnych uwarunkowań i osobistych doświadczeń. Tomasz Lis – syn prominentnego działacza PZPR-u, dyrektora Stacji Hodowli Zwierząt, jest – jak wynika z dokumentów IPN-u – najbliższym krewnym jednego z tajnych współpracowników Wojskowej Służby Wewnętrznej. Przez lata w środowisku dziennikarskim krążyła informacja, że ojciec Tomasza Lisa był żołnierzem Ludowego Wojska Polskiego. Błąd najprawdopodobniej wziął się stąd, że żołnierzem LWP był stryj Tomasza Lisa, Włodzimierz Lis, który według znajdujących się w IPN dokumentów komunistycznej bezpieki został zarejestrowany jako tajny współpracownik wojskowej bezpieki – Wojskowej Służby Wewnętrznej o pseudonimie „Klosz”.

Tomasz Lis w latach 80. w ramach praktyk studenckich był w NRD na Uniwersytecie im. Karola Marksa w Lipsku. Tam u „przyjaciół” poznawał tajniki dziennikarstwa i nauk politycznych. Lis jako dziennikarz debiutował w listopadzie 1984 roku w dziale miejskim „Sztandaru Młodych” tekstem o skomplikowanej sytuacji warszawskich barów mlecznych.

Nie krył, że od małego ubóstwiał „Dziennik Telewizyjny”. „Kochałem Dziennik Telewizyjny” – napisał Lis. „Brzmi to dziś bardziej jak deklaracja polityczna niż deklaracja preferencji widza. Ale nic na to nie poradzę” – dodawał.

Już w wieku 7 lat nie podarował sobie „Dziennika Telewizyjnego” nawet na wczasach w Dziwnówku – maszerował do sali telewizyjnej o 19.30. Wpatrzony był w Andrzeja Kozerę, Wojciecha Zymsa czy Karola Małcużyńskiego.

Lis opisał w swojej książce, jak Sławomir Zieliński miał zakazać mówienia na antenie w czasie papieskiej pielgrzymki: „Ojciec Święty”.

Prawdę mówiąc, w późniejszych latach też tego zakazywałem, choć z zupełnie innych względów. Uważałem po prostu, że możemy kochać papieża, ale mówiąc «Ojciec Święty» manifestujemy, że jesteśmy członkami religijnej wspólnoty, wychodzimy więc z roli dziennikarzy.

Tomasz Lis serwuje nam dziennikarstwo, które do złudzenia przypomina zamierzchłe czasy PRL. Nie dziwi więc „ugrzeczniony” wywiad Lisa przeprowadzony pół roku po katastrofie smoleńskiej z prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem w jego podmoskiewskiej rezydencji.

Sześć dni przed wyborami parlamentarnymi w 2011 roku Lis zaprosił lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego. To, że w czasie rządów PiS nastąpił wzrost gospodarczy, Lis skwitował stwierdzeniem, że to zasługa poprzedników.

„Nie używam przymiotników, podaję liczby” – odrzucił zarzut stronniczości skierowany przez prezesa PiS. A chwilę później atakował Kaczyńskiego: „Mówi pan o ubogich ludziach w Polsce, których jest bardzo wielu, ale jak był pan premierem, troszczył się pan głównie o bogatych”.

Upomniał też publiczność, która klaskała liderowi PiS. Uznał, że klaszcząc zagłusza wypowiedzi.

„Ja muszę odwołać się do interesu widzów, a nie tylko państwa” – mówił.

„Pan obrażał Ślązaków. Czy śląskość to zakamuflowana opcja niemiecka?” – oburzał się redaktor, choć prezes PiS wyjaśnił, że to cytat mówiący o RAŚ, a nie o Ślązakach.

„Dlaczego pan mówi o Donaldzie Tusku «ten pan», a nie «premier»?” – dociekał Lis.

Natomiast w grudniu 2011 roku, gdy gościem był premier Donald Tusk:

„Kryzys gospodarczy, rząd Tuska wprowadza reformy. Polacy mają obawy, ale miliony Polaków czekają na nadchodzący rok z pewną nadzieją” – zaczął Lis.

Po powołaniu rządu Tuska w 2011 roku Lis rozpoczął rozmowę z ministrem Michałem Bonim: „Jak się słuchało exposé premiera, to widać było w premierze i w tym, co mówił, troskę, żeby cięcia, które będą, nie bolały”.

Do TVP razem z mężem wróciła Hanna Lis, córka Waldemara i Aleksandry Kedajów, którzy znaleźli się na liście Stefana Kisielewskiego „Kisiela” opublikowanej w 1984 roku i obejmującej najgorliwszych dziennikarzy reżimowych PRL-u.

Poniżej: Reżimowy „Dziennik Telewizyjny” z roku 1986, nadaje Aleksandra Kedaj

Waldemar Kedaj w czasach PRL udzielał się jako korespondent PAP skierowany tam przez Zarząd Główny ZMS. W roku 1974, przed oddelegowaniem na korespondenta PAP w Rzymie, Kedaj został zarejestrowany przez wywiad SB jako kontakt operacyjny „Mento”. Udał się do Rzymu wraz z żoną i córką Hanną. Nie był opłacany, ale refundowano mu koszty wynikające z realizacji zadań nałożonych przez SB. „Mento” przekazał 31 donosów, z czego wykorzystano 25. Bezpieka za jego udziałem powiększała wiedzę o kulisach rozmów Stolicy Apostolskiej z władzami PRL i o tym, co dzieje się na bieżąco w Watykanie. Po zakończeniu przez „Mento” pracy w Rzymie SB pozytywnie podsumowała współpracę z nim. W 1980 roku złożono jego sprawę do archiwum MSW. Kedaj, członek egzekutywy PZPR w PAP, był również korespondentem agencji w Hanoi. Matka prezenterki Aleksandra Kedaj była korespondentką „Życia Warszawy”, a dziadkiem Stanisław Stampf’l – dziennikarz Polskiego Radia, współtwórca słuchowiska „Matysiakowie”.

Hanna Lis, primo voto Smoktunowicz, zadebiutowała na antenie TVP w 1992 roku. O jej „fachowości” krążą legendy w świecie mediów. Gdy pracowała w „Teleexpressie”, do harmonogramu planowanych tematów wpisano nazwisko: „Kutschera”, co zapowiadało materiał z okazji rocznicy zastrzelenia kata Warszawy Franza Kutschery.

Lis biegała po newsroomie, gorączkowo pytając: «Kim jest ten Kutscher? Kto to jest Kutscher?»

– ujawniła dziennikarka Luiza Zalewska, która opisała też inną anegdotę. Gdy Lis pracowała w Polsacie, zdawała relację na żywo z Watykanu. Wielojęzyczne rzesze pielgrzymów, które przybyły do Stolicy Apostolskiej, skojarzyły się jej z wieżą Babilon, zamiast z wieżą Babel.

Hanna Lis po przyjęciu do programu „Wiadomości” w 2008 roku zaledwie po trzech dniach została odsunięta od dalszego ich prowadzenia. Odmawiała udziału w programie ze względu na materiał o zaniechanej reprywatyzacji rządu. Według niej miał być stronniczo nieprzychylny wobec ekipy Donalda Tuska. Z kolei do innego materiału w „Wiadomościach” dodała swoją zapowiedź zmieniając całkowicie wydźwięk informacji dotyczącej przeszłości Lecha Wałęsy na tle jego kontaktów z SB78. Manipulacja dotycząca materiałów IPN polegała na wygłoszeniu przez Lis w programie zapowiedzi, iż „dokument znaleziony w archiwum mówi o niewinności Lecha Wałęsy”, podczas gdy przez historyków interpretowany był inaczej. Dziennikarka dodała także, że jeszcze trudniej będzie wobec tego wykazać agenturalną przeszłość byłego lidera „Solidarności”. Za to zachowanie zawieszono ją w obowiązkach. Wyrzucono ją z TVP jednak za co innego. Bez wiedzy kierownictwa TVP w materiale o raporcie Instytutu Spraw Publicznych na temat europosłów przychylnym Platformie Obywatelskiej Lis pominęła informację, że szefową Instytutu jest Lena Kolarska-Bobińska, która jest kandydatką PO do europarlamentu. Władze TVP uznały, że Lis dopuściła się „poważnego naruszenia zasad rzetelności dziennikarskiej oraz współpracy”.

Również w atmosferze skandalu Lis opuszczała wcześniej telewizję Polsat. Gdy w 2007 roku odsunięto od kierowania programem „Wydarzenia” jej męża Tomasza Lisa, odeszła ze stacji wraz z nim atakując PiS. Głosiła opinię, iż decyzja prezesa Solorza była wyłącznie efektem nacisków ze strony PiS, do których rzekomo dochodziło od momentu wygrania wyborów przez tę partię.

W 2007 roku, gdy trwały rządy Prawa i Sprawiedliwości, dziennikarka Hanna Lis opowiadała w wywiadzie dla „Gali”, jak bardzo źle się wówczas czuła w Polsce:

Jestem zasmucona, kiedy słyszę premiera, który mówi, że jeśli opozycja wygra wybory, to będziemy mieli powtórkę z 13 grudnia. Jestem przerażona, gdy Jarosław Kaczyński oznajmia, iż nie rozumie decyzji niezawisłego sądu o wypuszczeniu na wolność doktora G., i zaraz potem dodaje, że prawo nie powinno przeszkadzać w działaniu. […] Jeśli takie są standardy Czwartej RP, to ja poproszę o Piątą.

Hanna Lis po raz kolejny powróciła do TVP w roku 2012. Władze telewizji publicznej, mimo szalejącego kryzysu i kłopotów finansowych, podpisały z nią kontrakt na kilka programów: w maju 2012 została prowadzącą „Panoramę” w TVP 2, a we wrześniu 2012 – programu „Kobiecy punkt widzenia”. Rok później, we wrześniu 2013 roku, została prowadzącą „Panoramę dnia” w TVP Info. Media pisały o gwiazdorskim kontrakcie zawartym z Hanną Lis – tego „zaszczytu” dostępują nieliczni – m.in. prezenterka „Wiadomości” Dorota Wysocka-Schnepf, żona Ryszarda Schnepfa, polityka Platformy Obywatelskiej i współpracownika Radosława Sikorskiego, czy też Barbara Czajkowska, bliska znajoma prezesa TVP Juliusza Brauna, która po objęciu przez Brauna prezesury zaczęła prowadzić w TVP Info autorski program „Kod dostępu”.

CZYTAJ TAKŻE:

Panika w TOK FM po książce o kulisach karier gwiazd III RP. Lis żąda reakcji księży i woła: „Skala nienawiści jest przepotworna! Duch Jedwabnego wciąż żywy!”

Jacek Żakowski pozywa wydawcę książki „Resortowe dzieci”. Dziennikarz żąda zmiany okładki, przeprosin i 20 tys. złotych odszkodowania

***

UWAGA! W księgarniach wciąż trudno kupić książkę „Resortowe dzieci” dlategopolecamy szybki i tani zakup wSklepiku.pl

znp

Dlaczego Tomasz Lis wyraźnie już nad sobą nie panuje i tak często publicznie bluzga?

Przyczyną główną jest spadająca dramatycznie oglądalność jego programu
To książka „Resortowe dzieci” i fragmenty mu poświęcone wyprowadziły go z równowagi
Skończyły się pomysły na quasi-pornograficzne materiały w jego piśmie
Fot. wPolityce.pl
Reklamy

Komentarzy 14 to “Dlaczego Tomasz Lis tak nienawidzi prawicy?”

  1. Antek said

    Brauna wywieźć na taczkach.

  2. aga said

    Czy to nie aby nowa odsłona starego schematu?Nowi komandos” + komandoska -Dorota Kania współautorka nie tylko resortowych dzieci ale i ataku na abp. Stanisława Wielgusa.
    O Macierewiczu ci nowi komandosi mówią tak jak starzy komandosi o Michniku…”nie byłoby wolnej Polski bez niego” che che.

    Rekomenduja książkę przeciwko resortowym dzieciom ,których koneksje znamy już chociażby z książek prof. JRNowaka.
    A co z nimi samymi?
    Czy aby nie są takimi resortowymi dziećmi z drugiej półki? Jak nie przymierzając Michniki. Kuronie w ’68?
    Osobiście byłabym zainteresowana kim jest rodzinnie Kania, Wildstein, Sakiewicz, Karnowscy.
    Targalskiego zapamięłam kiedy oburzal się na Hoffmana za obrazę ukraińcow a potem jeszcze za rządów Juszczenki próbował bronic czy wybielać ruch banderowski.I dlatego patrzę na niego jak na ukraińca z polskim dowodem osobistymi i tytułem doktora…

  3. aga said

    Raczej nie ma co liczyć ,że Tv Republika zaprosi Pana Sebastiana Karczewskiego na promocję książki o tym jak „nowi komandosi” Kania, Karnowski,Sakiewicz zniszczyli kapłana.
    Wstrząsające kulisy zamachu

    Sławomir Jagodziński

    Oskarżenie o współpracę z komunistyczną bezpieką ks. abp. Stanisława Wielgusa przed siedmioma laty wstrząsnęło Polską. Okazuje się, że nie mniej wstrząsające są kulisy wydarzeń, które uniemożliwiły objęcie urzędu nowemu metropolicie warszawskiemu. Ukazuje je książka „Zamach na Arcybiskupa”.

    Publikacja ta jest próbą pokazania prawdy o wydarzeniach, które rozegrały się na przełomie 2006 i 2007 roku. Jej autor, Sebastian Karczewski, który na łamach „Naszego Dziennika” kilka lat temu opublikował serię artykułów pt. „Wielka mistyfikacja – czyli sprawa ks. abp. Stanisława Wielgusa”, dokonuje rekonstrukcji brutalnego ataku, który doprowadził do fałszywego oskarżenia i rezygnacji z urzędu metropolity warszawskiego. – Nie podjąłbym się mozolnej pracy nad tą książką, gdybym wiedział, znalazł dowód albo chociaż domniemywał, że ks. abp Stanisław Wielgus kiedyś naprawdę współpracował z aparatem bezpieczeństwa komunistycznego reżimu – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Sebastian Karczewski. – Jednak nie ma żadnych wiarygodnych dowodów na to, że ks. abp Stanisław Wielgus kiedykolwiek współpracował z bezpieką i komuś wyrządził krzywdę – dodaje. Są natomiast dowody – zwraca uwagę – że wysunięcie wobec niego oskarżeń zostało celowo sprowokowane, a ludzie, którzy w tym brali udział, działali z wyrachowaniem. Celem było to, aby ks. abp Wielgus, nazywany przez niektórych „polskim Ratzingerem”, nie objął urzędu metropolity warszawskiego.
    Sygnał do ataku

    W książce autor przytacza ogromną liczbę wypowiedzi, wywiadów, komentarzy, jakich w tamtym czasie ochoczo udzielali liczni redaktorzy, historycy czy politycy. Najciekawsze jest to, że niektórzy podczas przesłuchań w prokuraturze nie potwierdzali już tak chętnie wypowiadanych w mediach oskarżeń. Przykładem jest redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, która zainicjowała atak na ks. abp. Wielgusa, powołując się na zawartość „zgromadzonych przez IPN” dokumentów. W publikacji z 20 grudnia 2006 r. Tomasz Sakiewicz napisał: „Informację sprawdziliśmy z niezwykłą starannością”. Zupełnie inaczej wygląda to w cytowanym przez autora książki protokole z przesłuchania Sakiewicza w charakterze świadka w prokuraturze z lipca 2009 roku. „Z tego, co wiem, w momencie publikacji pierwszego tekstu z dnia 20 grudnia 2006 r. nie dysponowaliśmy żadnymi dokumentami dotyczącymi współpracy biskupa Wielgusa” – zeznał redaktor naczelny „Gazety Polskiej”. Ale dla innych mediów, i nie tylko, teksty w tym tygodniku stały się sygnałem do ataku, którego finałem było niedopuszczenie do objęcia urzędu przez nowego metropolitę warszawskiego.
    Odwołanie ingresu

    Jak ujawnia Karczewski, odwołanie ingresu, który miał się odbyć w niedzielę, 7 stycznia, poprzedziło sobotnie spotkanie w Pałacu Prezydenckim w Warszawie. „Jego gospodarzem był prezydent RP Lech Kaczyński. Gośćmi natomiast: abp Józef Kowalczyk – nuncjusz apostolski w Polsce, abp Józef Michalik – przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, oraz bp Piotr Libera – sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski. Podczas spotkania ustalono, że nominowany przez Benedykta XVI nowy metropolita warszawski nie może wypełniać swojego urzędu, więc podczas Mszy św. następnego dnia zrzeknie się urzędu…” – czytamy w książce. Ksiądz arcybiskup Michalik, który opuścił pałac wcześniej, był zdania, że sprawę należy najpierw solidnie i uczciwie wyjaśnić, „ale nie wolno tego robić ani dziś, ani jutro, zwłaszcza że władze wiedziały o nominacji wcześniej”. Stało się jednak inaczej, a niedopuszczenie do ingresu to ewidentny przykład naruszenia konkordatu, który sprzeciwia się ingerencji władz państwowych w obsadzanie urzędów kościelnych.

    Według autora książki, to nie Papież wymusił rezygnację ks. abp. Wielgusa – jak w tamtych dniach szeroko pisano w mediach – lecz ówczesny nuncjusz apostolski w Polsce, powołując się na „wolę Ojca Świętego…”. „Osobę najważniejszą w tej sprawie, czyli Ojca Świętego, poinformowano o rezygnacji metropolity o wiele później, już po ogłoszeniu i rozpowszechnieniu w mediach komunikatu Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie, który stwierdzał, że… ’Ojciec Święty przyjął rezygnację ks. abp. Stanisława Wielgusa’” – czytamy w książce. Zatem Papież w momencie wydawania tego dokumentu w Warszawie miał nawet nic nie wiedzieć o rezygnacji metropolity warszawskiego.
    Zawiodły osoby i instytucje

    Najbardziej poruszające w tej książce jest to, że według analizowanych przez autora faktów widać, że w tej sprawie zawiodło wiele osób, a także instytucji. Historycy, dziennikarze, niektórzy hierarchowie oraz duchowni, szczególnie ci „medialni”, działali, jakby od początku przyjęli ten sam pewnik – „winny”. Wydano wyrok bez sądu, łamiąc podstawową zasadę domniemania niewinności, gdy nie ma wiarygodnych dowodów. Zawiódł IPN, Rzecznik Praw Obywatelskich, Kościelna Komisja Historyczna, najwyższe władze państwowe. Zniszczono człowieka. Złamany został konkordat poprzez naruszenie przez państwo zasady swobody obsady stanowisk kościelnych.

    I jeszcze jedno. Głównymi oskar- życielami ks. abp. Wielgusa stali się dziennikarze, którzy kojarzeni byli i są z Kościołem i prawicą. Do dziś żaden z nich publicznie nie wycofał się ze swoich zarzutów, nie mówiąc już o jakiejś formie przeproszenia księdza arcybiskupa. W tym kontekście nie dziwi już tak zmowa milczenia, jaką okryto obecną od kilku miesięcy na rynku księgarskim książkę „Zamach na Arcybiskupa”.

    Książkę Sebastiana Karczewskiego „Zamach na Arcybiskupa” można nabyć w księgarniach „Naszego Dziennika”: w Warszawie, al. Solidarności 83/89 tel. (22) 850 60 20, e-mail: ksiegarnia.wawa@naszdziennik.pl; w Krakowie, ul. Starowiślna 49, tel. (12) 431 02 45, e-mail: ksiegarnia@naszdziennik.pl; lub w wydawnictwie Veritatis Splendor, tel. (22) 300 22 72, tel. kom. 884 799 767, 533 111 939, http://www.veritatissplendor.pl

  4. aga said

    ad.3

    Raczej nie ma co liczyć ,że Tv Republika zaprosi Pana Sebastiana Karczewskiego na promocję książki o tym jak “nowi komandosi” Kania, Karnowski,Sakiewicz zniszczyli kapłana.

    „Sentire cum Ecclesia – od tego czasu wszyscy czujemy, że stała się jakaś krzywda nie tylko arcybiskupowi, ale całemu Kościołowi. Ludzie wiedzą, że jest inaczej od tych wydarzeń, że wartości chrześcijańskie są bardziej odważnie atakowane. Przywołajmy jeszcze słowa Papieża Franciszka: „Kościół ma dziś więcej męczenników niż w pierwszych wiekach. Czasy męczenników nie przeminęły. I tak dziś możemy powiedzieć, że rzeczywiście Kościół ma więcej męczenników niż w pierwszych wiekach. W Kościele jest wielu ludzi, których obrzuca się oszczerstwami, których się prześladuje i niszczy”. Także dzisiaj. I o tym jest książka „Zamach na Arcybiskupa”. Nie przeciwko osobom czy instytucji Kościoła. To pytania do różnych osób i instytucji o ich rolę w tej sprawie. To pytania, na które mamy prawo oczekiwać odpowiedzi. To wołanie o naprawienie krzywdy i zadośćuczynienie, na które nigdy nie jest za późno.”

    Ks. prof. dr hab. Henryk Skorowski Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego

    http://www.radiomaryja.pl/informacje/mamy-prawo-wiedziec/

  5. Lubomir said

    Trzeba byłoby może sformułować pytanie: Kogo lubi ludozwierz? Odpowiedż jest właściwie pewna. Nikogo. Ludozwierz nawet sobie może próbować odgryźć ogon. Tylko co taki ‚ogród zoologiczny’ robi jeszcze w Polsce?. Wyłącznie zżera pieniądze polskiego podatnika, a w zamian szkaluje solidnych Polaków?.

  6. aga said

    ad.5

    Jeśli to ogon diabelski to lepiej sobie odgryźć. Chociaż diabeł to inteligencja większa niż nam się wydaje.Co pokazala historia Solidarności i starych „komandosów” ;teraz nalezy uważać na nowych komandosów”,których ktoś nam już sprytnie podsuwa…
    stary komandos Michnik swego czasu nawet syna ochrzcił u ś.p. ks. Jankowskiego,prawda?

    …Chrześcijanin potrafi czuwać nad swym sercem, żeby odróżnić to, co jest z Boga od tego, co pochodzi od fałszywych proroków – powiedział papież podczas dzisiejszej Mszy św. w Domu Świętej Marty – pierwszej po okresie ferii z okazji Bożego Narodzenia. Ojciec Święty podkreślił, że droga Jezusa jest drogą służby i pokory a wszyscy chrześcijanie są wezwani, by podążać tą drogą za Jezusem.
    Co od Jezusa, a co od fałszywych proroków? DONATELLA GIAGNORI /PAP/EPA Chrześcijanin potrafi czuwać nad swym sercem – uwrażliwia papież Franciszek

    Papież Franciszek nawiązał do pierwszego czytania dzisiejszej liturgii (1 J 3,22-4,6), gdzie św. Jan Apostoł zachęca nas do trwania w Panu, czemu służy badanie duchów, rozpoznanie co się dzieje w naszym sercu. Zaznaczył, że konieczna jest umiejętność rozeznawania duchów, aby odróżnić, czy coś sprawia, że trwamy w Panu, czy też nas od Niego oddala. Dodał, że w naszym sercu zawsze istnieją pragnienia, pożądania, myśli. Trzeba się jednak zastanowić, czy pochodzą one od Pana, czy też niektóre z nich nas od Niego oddalają. Przychodzi bowiem na świat wielu fałszywych proroków i dlatego trzeba być czujnym, czuwać nad swym sercem, rozpoznawać, co pomaga nam trwać w Panu.

    Ojciec Święty przytoczył kryterium, na jakie wskazuje św. Jan Apostoł, by odróżnić czy coś pochodzi od Pana, czy też od Antychrysta: „każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga. Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch Antychrysta”. Wyjaśnił, iż słowa, „uznać, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele” trzeba rozumieć jako konieczność uznania Jego drogi, uznania, że On będąc Bogiem uniżył samego siebie, upokorzył się aż do śmierci na krzyżu.

    „To jest droga Jezusa Chrystusa: uniżenie, pokora, także poniżenie. Jeśli jakaś myśl, jakieś pragnienie prowadzi Cię na tę drogę pokory, uniżenia, służby dla innych, to pochodzi od Jezusa. Ale jeśli prowadzi cię na drogę próżności, pychy, na drogę myśli abstrakcyjnej, nie pochodzi od Jezusa. Pomyślmy o kuszeniu Jezusa na pustyni: wszystkie trzy propozycje, jakie szatan składa Jezusowi, chciały Go odwieść od tej drogi, od drogi służby, pokory, uniżenia, miłosierdzia, miłosierdzia wyrażającego się całym życiem. Na te trzy pokusy Jezus mówi «nie», «Nie, to nie jest moja droga»” – podkreślił papież Franciszek.

    Ojciec Święty zachęcił, by zastanowić się, co się dzieje w naszym sercu, o czym myślimy i co czujemy, czego pragniemy, do badania duchów, i zastanowienia się, czy wybieramy to, co pochodzi od Boga. „Niech św. Jan Apostoł udzieli nam tej łaski, by wiedzieć, co się dzieje w naszych sercach i mądrze rozróżniać to, co jest z Boga od tego, co nie jest od Boga” – zakończył swoją homilię papież Franciszek.

  7. Joe said

    73…Milosc panowania trwa w kazdym czlowieku nawet po jego zyciu na swiecie;jednakze tym ktorzy panowali z milosci blizniego,powierzone jest takze panowanie i w niebiosach;wtedy nie oni panuja,lecz uzytki i dobra,ktore umilowali.A kiedy panuja uzytki i dobra,panuje Pan.Ci zas ktorzy panowali z milosci siebie,po zyciu na swiecie przebywaja tam gdzie sa nedznymi niewolnikami…
    Tyle ma do powiedzenia E.Swedenborg…ktorego 250 rocz.urodzin obchodzimy.Franciszek nic nowego nie wymyslil.

  8. Joe said

    Ad 7 ..29 marca 1772r…a wiec.do 250 rocznicy nie urodzin a smierci sie zblizamy…Przepraszam.

  9. Guła said

    ” …jak “nowi komandosi” Kania, Karnowski,Sakiewicz zniszczyli kapłana.”

    Kapłan sam zrezygnował z tego co Bóg jemu ofiarował. Guła był bardzo niepocieszony tą decyzją.

    Tak nie wygrywa się, takim sposobem jest się nieobecnym. Coś się potwierdza.
    …………

    Panna Aga wróciła do R.M. – rzecz jasna jako moher?

  10. aga said

    Ad. 9
    A co RM już przestało popierać PIs?

    Patrzcie państwo sam z siebie zrezygnował i żadnej wścieklej ,żeby nie powiedzieć diabelskiej nagonki zorganizowanej przez w/w na czele z Kaczyńskimi Gula nie widział..
    No ale czego można się spodziewać po gułowatym filosemicie-piłsudczyku, syjoniscie i frankiście wychrzczonym chyba tylko na niby…
    A u bierzmowania to mame / tate Gule wysłali , chyba czy nie ?
    To może się przyda:

  11. onecik said

    Kibol (gość) napisał:

    Świniom dobrze dziś się żyje, bo w korycie mają ryje.

    Gdy o drogę do koryta jakiś szarak się zapyta,

    To dostanie takie baty, co nie dostał ich u taty!

    U nas świnie specyficzne, można by rzec – endemiczne!

    Nie zwyczajne i typowe, lecz czerwone i różowe.
    ..
    Te zajęte żarciem świnie myślą także o rodzinie
    .
    Więc koryto powiększają i rodzinę tam ściągają.

    Żrą i ryją w tym korycie, zarabiając tak na życie.

    Że lud na nich wciąż haruje, to najbardziej ich rajcuje!

    Wciąż się więcej domagają, bo za mało – mówią – mają.

    A niektóre w tym korycie przepędziły całe życie!

    Tak się już przyzwyczaiły, że oderwać nie masz siły!

    Jeden taki nawoływał, Korwin-Mikke się nazywał,

    Zlikwidować chciał koryto, lecz go szybko się pozbyto.

    Innym też nie darowali, samobójcę im posłali.

    Sprawy państwa, wielkiej wagi, nie zwracają ich uwagi.

    Kraj już nic ich nie obchodzi, ani starzy ani młodzi
    .
    Statystyki poprawiają, za granicę wyganiają!

    Tam masz mieszkać no i tyrać, lecz kasiorę tu przysyłać!

    By koryto powiększali; swoim braciom poryć dali.

    Wszystko wkoło już się wali, dług powiększa w dużej skali.

    A te świnie, jak widzicie, ciągle pasą się w korycie.

    A gdy dno już prześwituje, zachowują się jak zbóje.

    Grabią, doją, napadają i podatki podwyższają!

    Naród skomle, płacze, kwiczy, ale z nim się nikt nie liczy.

    Już policję dozbroili, w razie czego będą bili.

    A i strzelać jej poradzą, a koryta nie oddadzą.

    Trzeba doić, strzyc to bydło, a gdy padnie zrobić mydło.

    To recepta prosta taka, stosowana przez Szmaciaka.

    Świnie wiedzą, kto to taki, bo pochodzą z jednej paki…

    Nowe plemię szmaciakowe będzie robić nam odnowę!

    Gejów i lesbijki chwalić, a historię z szkół wywalić!

    Dzieci też nam demolują, seksualnie edukują.

    Nowych stworzyć chcą ludzików, bardzo sprawnych niewolników.

    Niszczą wiarę, autorytety, ludzie ślepi są niestety.

    Każą nam zaciskać pasa, niemal chodzić na golasa,

    Mirabelki jeść i szczaw, Boże od tych świń nas zbaw!

    Gdy wybory się zbliżają, świnie maski zakładają.

    Na szkło znów od rana parcie, obiecują i nam żarcie!

    Po redakcjach wciąż biegają, zatroskanych odgrywają.

    Znów ogarnia je obłuda, obiecują nowe cuda.

    Inwestycje już szykują! Wszystkim ulgi obiecują!

    Będzie miliard, sto i dwieście, wy się głupi ludzie cieszcie!

    Będą domy i mieszkania, praca, płaca, dobre dania.

    Będą szkoły i szpitale, kolejek nie będzie wcale.

    Durny naród znów się zbierze i przy urnach ich wybierze.

    Gdy im głosów trochę zbraknie, wtedy się wyniki nagnie.

    Na serwerach, u Kacapa, spoczywa niedźwiedzia łapa.

    Znów zasiądą przy korycie, będą wiedli słodkie życie.

    Historia zatoczy koło. Nam będzie smutno, a im wesoło…

  12. aga said

    Tomasz Lis to zoologiczny komuch i ateista; wyssał te ideologie z mlekiem matki, może też stryja z LWP,choc nic niewiadomo aby był żydem…

  13. aga said

    ad.12
    Lis nie wyniósł z domu, więc w sumie jest biednym kaleką jak i młodzież z palikociarni, ale niestety też wielu pseudokatolików – i to z prawa i z lewa, – tak naprawdę nie rozumieją „klucza” rozumienia wiary.

  14. Alina said

    http://wpolityce.pl/artykuly/71362-marek-krol-dla-wpolitycepl-odwagi-juliuszu-braunie-odwagi-w-oczyszczaniu-tvp-z-nieetycznych-politykow-dziennikarzy-i-innych-komediantow-iii-rp

    ………………..
    Rozumiem, że resortowe media pragną wykreować swojego świeckiego świętego, a przedwczesna śmierć Andrzeja Turskiego jest doskonałą okazją. Co prawda resortowy święty Andrzej żadnej władzy się nie naraził, ale jednak potrzebne są ofiary w procesie tej świeckiej beatyfikacji. Tylko dlaczego tą ofiarą, i to pierwszą, ma być Bogu ducha winny Jacek Karnowski i program Jana Pospieszalskiego? Czyż kierownictwo TVP nie powinno odważnie dokonać resekcji tych, którzy od dawna zachowują się niegodnie, łamiąc wszelkie zasady etyki? Czyż Bronisław „jaka wizyta, taki zamach”, Donald „on jest mi tu (w Brukseli) do niczego nie potrzebny”, by przypomnieć tylko niektóre obrzydliwe wypowiedzi tych dostojników wobec prezydenta Lecha Kaczyńskiego, czyż oni bardziej nie zasługują na zakaz wstępu do TVP niż Jacek Karnowski? Juliuszu Braunie et consortes i ty, funkcjonariuszu Rakowiecki, odwagi w oczyszczaniu TVP z nieetycznych polityków, dziennikarzy i innych komediantów III RP!

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: