Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Wielka Brytania: 10 lat w Unii Europejskiej, już czas myśleć za siebie!

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-02-03

pfjerzybyczynski news

Brytyjska Polonia już niedługo obchodzić będzie 10-lecie obecności Polski w Unii Europejskiej. Czy będzie to jednak okazja do świętowania? Czy mamy świadomość przysługujących nam praw? Czy obok okrzyków radości znajdzie się chociażby odrobina zadumy nad tym co uzyskaliśmy w tym czasie?

Z Jerzym Byczyńskim prezesem stowarzyszenia Patriae Fidelis rozmawia Jerzy Straus, współpracownik Naszych Stron.

Jerzy Straus: Gdy pierwszy raz Cię widziałem, stałeś pod główną siedzibą BBC i grzmiałeś przez mikrofon, a za Tobą ponad sto osób z flagami I transparentami. O co wtedy chodziło? 
.

Jerzy Byczyński: Niestety BBC może specjalnie, a może przypadkowo, włączyło się w antypolski dyskurs, decydując się na emisję w angielskiej telewizji serialu “Nasze matki, nasi ojcowie”, który przedstawia Polaków w bardzo niekorzystnym świetle. Uważam, że każdy ma prawo rekonstruować historię według własnego spojrzenia na świat, powinien się jednak opierać na twardych fundamentach sprawiedliwości i dążenia do prawdy. Ten niemiecki serial “Unsere Mutter, Unsere Vater” pokazuje nieprawdę! Krzywdzi jedną z najważniejszych naszych ikon, ikonę polskości i bohaterskiej walki podczas II Wojny Światowej, Armię Krajową. Nie zgadzamy się na przedstawianie ich jako jakichś współpracowników Hitlera, współodpowiedzialnych za Holokaust. Są to kłamstwa, które coraz częściej pojawiają się w mediach. Dlatego zaprotestowaliśmy.

Zapowiadaliście wtedy, że ta akcja będzie miała kontynuację I niedawno miała. 
Tak, naszym celem nie było zorganizowanie tylko jednej demonstracji i rozejście się do domów, ale zapoczątkowanie uwrażliwiania zarówno Anglików, jak i Polaków, na sprawy polskie i wyjaśnianie, że musimy bronić naszej polityki historycznej, bo inaczej ktoś inny będzie ją pisać za nas. Na to się nie możemy zgodzić. Zorganizowaliśmy drugą demonstrację pod BBC 16 listopada i nadal chcemy pokazywać presję, aby w tej dziedzinie coś się zmieniło.  Bardzo aktywny w tej sprawie jest również pan Jan Niechwiadowicz reprezentujący Polish Media Issues, stowarzyszenie walczące z antypolonizmem, który rozesłał już do wielu skupisk Polonii materiały informujące o tym, jaka naprawdę była Armia Krajowa i jak naprawdę postępowali Polacy podczas II Wojny Światowej.  Planujemy również rozdawanie ulotek pod wszystkimi stacjami BBC w całej Anglii. Wszyscy, którzy chcą nas wspomóc, również są do tego zachęcani. W tym samym dniu co nasza londyńska demonstracja, odbyła się także taka sama pod nowojorską siedzibą BBC.

Obie te londyńskie akcje pod BBC połączone były z rozdawaniem broszur.
Mieliśmy wówczas broszurki produkowane właśnie przez pana Jana Niechwiadowicza, który jest pół-Polakiem nie mówiącym po polsku, a który poświęca się sprawom polskim tak jak niewielu Polaków, których znam. Z całą pewnością mówię o nim, że jest przykładem Polaka, jakiego najbardziej dziś potrzebujemy i jakich chcielibyśmy mieć więcej.  On swój własny wolny czas poświęca na produkowanie tych książeczek i materiałów.  Od ponad ośmiu lat skrupulatnie zbiera materiały na temat wszelkich polonofobicznych wypowiedzi i działań w Anglii i na świecie. Między innymi wydaje książeczkę “German camps, Polish victims”. Jest ona bardzo profesjonalnie złożona, pokazująca statystycznie w jakich gazetach w jakim czasie ukazywały się przekłamania na temat Polaków. Jej lektura pokazuje, że niestety, najprawdopodobniej, to obarczanie Polaków za współdziałanie w Holokauście nie jest przypadkiem, ale celowym szkalowaniem Polski, ponieważ gdy mowa o krajach takich jak Francja, gdzie również były nazistowskie obozy, nigdy w żadnych mediach nie były one nazwane francuskimi obozami koncentracyjnymi ze względu na to, że znajdowały się na terenie Francji. Zostało wyprodukowane również kilkadziesiąt tysięcy ulotek, zarówno o tym serialu, jak i przypominających też takie wpadki BBC jak skandaliczne “Stadiony Nienawiści” wyemitowane 28 maja 2012 roku, ich nałogową amnezję dotyczącą polskich osiągnięć , takich jak złamanie szyfru “Enigmy”, lekceważenie zobowiązania do zaprzestania używania wyrażenia “polskie obozy koncentracyjne” i kompletne lekceważenie polskiej społeczności I jej kultury. Były one rozdawane 16 listopada i wciąż są dostępne w języku polskim i angielskim. Chcemy, by nadal były rozdawane przede wszystkim Anglikom, by uświadomić ich jak bardzo krzywdzące błędy popełniają, czasem też z niewiedzy. Krzywdzące przede wszystkim dla tych ludzi, którzy przeżyli wojnę oraz dla tych, którzy znają historię.

Czego oczekiwałbyś od Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii w związku z planowaną emisją tego szkalującego nas serialu?
Niestety Polacy mają bardzo mały wpływ na emisję per se, czy na sposób tej emisji. To co my musimy zrobić, to wywierać presję. Inne mniejszości w Wielkiej Brytanii kiedy są szkalowane, kiedy są dyskryminowane, jednoczą się i pomimo wszelakich różnic potrafią wywalczyć ważne dla nich sprawy. Jest powszechnie znane, że Murzyni dyskryminowani w Ameryce, czy też Żydzi źle traktowani w różnych krajach, potrafią się zjednoczyć, potrafią zaufać stowarzyszeniom, które bronią ich dobrego imienia. Gdy wywierają tę presję, walcząc o swój wspólny cel, to bardzo często udaje im się ten cel osiągnąć.
Dlatego Polacy muszą teraz stać za sobą murem. Muszą brać udział we wszelakich działaniach – procesach sądowych wytoczonych przeciwko BBC, demonstracjach ulicznych, pisaniu artykułów w prasie polskiej, angielskiej i każdej innej. Każdy, kto może się przydać, powinien brać udział w tym,  w czym się najlepiej sprawdza. Niestety decyzja zapada wśród Anglików na innych szczeblach, ale nie możemy się poddać. Bo tak jak Armia Krajowa walczyła do ostatniej kropli krwi, za to żebyśmy mogli mówić po polsku, żebyśmy byli dumnymi Polakami, walczyła przeciwko hitlerowskiej propagandzie, tak my dzisiaj, gdy  mamy przecież  znacznie łatwiej, powinniśmy troszczyć się o prawdę.

Ale co konkretnie mieszkający tutaj i ciężko pracujący Polak mógłby zrobić?
Zacząć przede wszystkim od siebie i od swojego otoczenia. Czyli uczulać swych angielskich znajomych na przekłamania które są w mediach, uczulać na trudną sytuację Polski i Polaków, szukać rozwiązań. To jest takie słowo szeptane, od tego się oczywiście zaczyna. Również ważne jest zadbanie o to, aby dzieci, które wychowują się w Anglii i na chwilę obecną ich rodzice nie planują z nimi wrócić do Polski, znały prawdziwą historię, żeby były dumnymi Polakami, żeby potrafiły odkłamywać wszelkie stereotypy czy jakieś łatki przyklejane Polakom. To jest krok pierwszy. A krok drugi, o czym już wcześniej mówiłem to wsparcie wszelakich akcji, które są organizowane przez polonijne patriotyczne stowarzyszenia.

Good Job Jerzy!  Tyle tylko mogę powiedzieć o tych akcjach pod BBC. Ale prosiłbym Cię też, abyś powiedział mi kim Ty właściwie jesteś i skąd się tutaj wziąłeś w Anglii?
Przyjechałem na studia. Spędziłem już tutaj prawie pięć lat. Zdobyłem tytuł magistra z prawa międzynarodowego oraz wcześniej licencjat ze stosunków międzynarodowych, a obecnie studiuję prawo angielskie. Mówię o sobie Polak, patriota, idealista.

Czy mógł byś coś powiedzieć o swojej rodzinie?
Pochodzę z Krakowa, ale moja rodzina pochodzi z różnych części Polski, między innymi z Kresów. Dlatego czuję się bardzo blisko tematów takich jak los Polaków poza obecnymi granicami Polski. Na Kresach nadal mieszka spora liczba Polaków, którzy są zapomniani, a rząd bardzo mało robi żeby jakkolwiek ich wspomóc. Mało się o nich mówi, a są to dziesiątki, być może nawet setki tysięcy ludzi którzy marzą o tym żeby przyjechać do Polski, marzą o tym żeby poprawić swój język. Dlatego prowadzimy między innymi akcje zapraszania Polaków tam mieszkających,  na przykład kombatantów, jak Weronikę Sebastianowicz z Białorusi.  To jest część mnie. Część mojej osoby, która bardzo dba o to aby ta Polska na wschodzie nie umarła.

Na projekcji filmu pt. Historia Kowalskich, na który nas zaprosiłeś, prezentowałeś medal, który otrzymała Twoja prababcia. Mógłbyś coś o tym opowiedzieć?
Moja prababcia mieszkała pod Warszawą w Węgrowie.  Jej historia jest bardzo ciekawa, szczególnie, że dowiedziałem się o niej dopiero dwa lata temu wraz z przysłaniem tego medalu już pośmiertnie naszej rodzinie przez Instytut Yad Vashem.  Dowiedziałem się o niej dzięki Pani Havie Szpilman. Otóż zdarzyło się pewnego okupacyjnego dnia, że Niemcy urządzili łapankę na ulicach Węgrowa, gdzie całą grupę Żydów z tego miasta zebrano w jednym miejscu na rynku i miano ich przetransportować do Treblinki. Dwóm kobietom udało się jakoś zbiec. Była to Hava Szpilman i jej wnuczka Bima. Uciekały ulicami Węgrowa prosząc ludzi aby je gdzieś ukryli. Sąsiedzi, bojąc się Niemców, którzy karali śmiercią nie tylko osobę ukrywającą Żydów, ale także całą rodzinę, nie zaryzykowali aby im pomóc.  Dziś wiemy, że ogromna liczba Polaków zdecydowała się na to, żeby poświęcić się ratowaniu Żydów.  Polacy pomagali po prostu sąsiadom, nieważne jakiej byli narodowości. Ostatni dom na ulicy, którą uciekały, należał do mojej prababci.  Zdecydowały się zapukać. Szpilmanowe świetnie wiedziały jak wielkie niebezpieczeństwo sprowadzają na dom mojej rodziny. Moja prababcia, Jadwiga Waszczuk, odpowiedziała żeby się nie bały, oraz że “Jezus jest z nami, a co się stanie z wami, stanie się również z nami”. Tymi właśnie słowami je do siebie przyjęła. Potem załatwiła im dokumenty dzięki którym były w stanie przeżyć okres wojenny. Później wyjechały do Izraela.  Po ponad sześćdziesięciu latach, właśnie ta najmłodsza wnuczka, zdecydowała się odnaleźć moją prababcię. Dzięki tamu, moja rodzina została odznaczona medalem “Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”.

Co za wspaniała historia! W takim razie Jerzy, Ty chyba nie jesteś antysemitą? Wybacz mi to pytanie ale pewnie się domyślasz dlaczego je zadaję?
Dzisiaj każdy kto z kimś się nie zgadza, chce zaraz przykleić drugiemu różnego rodzaju łatki.  Dlatego przestrzegam przed nadużywaniem tych epitetów. Uważam, że w każdym narodzie są ludzie porządni i w każdym narodzie są ludzie źli. Są Żydzi z którymi Polacy mieli różnorakie konflikty przed II Wojną Światową, to były przede wszystkim konflikty ekonomiczne. Jest i był cała rzesza Żydów o patriotycznym nastawieniu, którzy mówili o sobie Polacy mojżeszowego wyznania. Niestety duża część z nich zginęła podczas wojny, tak jak i znaczna część naszych najdzielniejszych Polaków. Jestem jak najbardziej za tym żeby z tymi Żydami, którzy myślą dobrze o Polsce i chcą rozmawiać z Polakami, kontaktować się i budować przyjaźń, mieć jak najlepsze stosunki.

Pytam o to, właśnie z tego powodu, o którym mówiłeś. Dziś dożyliśmy takich podłych czasów, że patriotów, różnych zresztą krajów, obrzuca się takim między innymi epitetem. A drugim pociskiem jakim miota się w patriotów, jest słowo “faszysta”. To jak tam u was z faszyzmem?
Jeśli ktoś mnie chciałby nazwać faszystą, ja jego nazwałbym pedofilem. Bo uważam że jest to równie absurdalne. Używanie epitetów, żeby zdyskredytować swoich przeciwników politycznych, jest śmieszne. Nie martwię się tym za bardzo, bo wiem że Armia Krajowa, Narodowe Siły Zbrojne, wszystkie polskie formacje, które zachowywały się jak najbardziej honorowo i dzisiaj powinny stać na piedestale jako przykład dla nas – ich również nazywano bękartami wojny, zaplutymi karłami reakcji, faszystami, wrogami ludu. Więc zupełnie się nie przejmuję tymi nieprawdziwymi określeniami, bo wiem, że jak komuś brakuje argumentów przeciwko Polsce, przeciwko polskiemu patriotyzmowi, to posiłkuje się właśnie takim słownictwem. Śmieję się z tego!

Wiadomo kto to robi. Różnego rodzaju nadgorliwcy. Jak dla mnie, to na miano faszysty może zasłużyć tylko ktoś, kto stosuje metody faszystowskie. A do takich zaliczam działania, gdzie siłą i przemocą utrudnia się wolność słowa i życie społeczne ludziom innych poglądów. W kontekście tego, co mógłbyś powiedzieć o tourne pana Winnickiego po Wielkiej Brytanii? 
Przykrą jest sytuacją, że żadna z grup protestujących wobec przyjazdu Roberta Winnickiego, który jest jednym z kilkudziesięciu już gości, których zaprosiliśmy do WB, nie chciała podjąć z nim żadnej rzeczowej dyskusji. My zapraszamy gości o  różnorodnych poglądach. Z reguły to są ludzie, przedstawiający coś ciekawego dla Polonii, mający coś do powiedzenia na temat patriotyzmu, mówiący co moglibyśmy robić dzisiaj, ale potrafią też opowiedzieć o historii.  Zapraszaliśmy AKowców, żołnierzy NSZ, historyków, różnych znamienitych ludzi, z którymi nie zawsze musimy się zgadzać – ale jesteśmy zainteresowani rzeczowym dyskursem. Przecież z naszych ludzi też część ma pewne zastrzeżenia co do niektórych poglądów Roberta Winnickiego.  Natomiast uważamy, że wolność słowa i debata to jest coś co powinno przyświecać każdemu cywilizowanemu Europejczykowi, dlatego właśnie zorganizowaliśmy spotkania otwarte na które każdy mógł przyjść, każdy zadać pytania. I jak się właśnie okazało przychodziły czasami osoby, które niekoniecznie zgadzały się ze wszystkim co przedstawił Pan Robert, natomiast spotkania te wyszły naprawdę świetnie. Jestem z nich bardzo zadowolony. Całkowicie nie rozumiem grup  o poglądach wręcz bluźnierczych dla Polski, czyli na przykład komunistycznych, które otwarcie z sierpem i młotem, z czerwonymi flagami, protestowały przeciwko przyjazdowi tego właśnie prelegenta. Nie rozumiem ich i smuci mnie bardzo, że te grupy nie były skłonne do zorganizowania jakiejkolwiek debaty. Niech to będzie debata lewica versus prawica, czy to debata o Żołnierzach Wyklętych, jesteśmy wszelkiego tego typu spotkaniami zainteresowani i również je prowadzimy. To jest jakiś sojusz ekstremów który protestował przeciwko naszemu gościowi. Były to jakieś nieznane mi grupy narodowych-socjalistów, komunistów oraz anarchistów. Coś krzyczały, przeciwko czemuś protestowały, średnio to było wyartykułowane. Boli mnie też bardzo, jakie jest przyzwolenie na komunizm w WB. Niedawno przechodząc jedną z głównych dzielnic, zobaczyłem na wystawie normalnej galerii, wielki portret Marksa, sierp i młot, a obok tego Stalina. No nie muszę komentować jak każdy Polak a przynajmniej większość Polaków się do tego ustosunkowuje. Tutaj w Anglii niestety jest na to ciche przyzwolenie. Wszedłem do tej galerii, poprosiłem o rozmowę z jej właścicielem. Opowiedziałem o tym jak mój pradziadek był torturowany przez komunistów, ile milionów ludzi na całym świecie zginęło przez tn zbrodniczy system – następnego dnia zamiast tych portretów galeria wywiesiła obraz przedstawiający Królową. Małe zwycięstwo, ale cieszy.

A czy mógłbyś powiedzieć na przykładzie Londynu jak protest tych ludzi wyglądał? Gdy ja szedłem na spotkanie z Winnickim, sytuacja była już rozładowana,  widziałem cztery wozy policyjne i ludzi spokojnie stojących na chodniku, ale dowiedziałem się, że spotkanie będzie przeniesione w inne miejsce. Co tam się wydarzyło właściwie? 
Przede wszystkim była to nagonka komunistów na księdza, który użycza prawie zawsze wszystkim Polakom salki przyparafialnej.  Przyszła grupa zamaskowanych na ciemno ubranych około 30-40 osób, wykrzykujących najróżniejsze hasła. Część z nich to byli Polacy, co też szczególnie mnie boli, no bo jak Polacy mogą wyznawać komunistyczne ideologie.  I ta grupa chciała zakłócić to spotkanie. Rozmawialiśmy z kilkoma ludźmi od nich i zaproponowaliśmy im, żeby przyszli na debatę i zadali pytania, bez jakiegoś przeszkadzania, na co odpowiedzieli, że nie są zainteresowani dyskusją, tylko blokadą tego typu spotkań. Nie osiągnęli jednak swojego zamiaru, bo pomimo, że udało im się zmienić miejsce wygłoszenia referatu, bez problemu  przenieśliśmy ponad studwudziestoosobową grupę samochodami. Tam spotkanie się odbyło z wszystkimi chcącymi debatować o Polsce.

Są głosy, że temat przyjazdu Roberta Winnickiego do WB został zmarnowany medialnie, że nie ma zdjęć, nagrań ani chociaż streszczenia tego co on mówił, a bardzo szkoda. 
Nasza relacja nie ukazała się jeszcze na stronie. Wynika to z tego, że byliśmy bardzo zajęci zorganizowaniem kolejnych inicjatyw, gdyż działamy naprawdę w wielu miejscach naraz. Taka relacja istnieje i również są zdjęcia z każdego z tych spotkań, także wkrótce ukażą się na internecie.

Redakcja Naszych Stron czeka na relacje z tych spotkań, a kluczowe jest dla nas to, co Robert Winnicki mówił. Czy to zostało jakoś zarejestrowane?
Część spotkań została nagrana, z reszty są spisane relacje. Są to też relacje, które już można gdzieś znaleźć w Internecie, a nasza oficjalna relacja ukaże się już niebawem. Pan Winnicki mówił m.in. o przemianach politycznych w Polsce po roku 1989, o problemach z którymi obecnie boryka się nasze państwo, o sprawach ekonomicznych. Jednym z głównych tematów było także to, co musi się stać żeby Polacy zaczęli wracać do Polski. Zachęcał przebywających na emigracji Polaków do pomagania sobie na wzajem i wspierania zarówno Polonii jak i ojczystego kraju. Ludzie zadawali wiele pytań, niektóre były bardzo trudne i nie łatwo było na nie znaleźć jednoznaczne odpowiedzi. Ale warto zauważyć, że jest on jedną z nielicznych osób ze świata polityki, która zdecydowała się przyjechać i przedstawić swoje racje, która zdecydowała się dyskutować z wszystkimi Polakami którzy przyszli na te spotkania, co jest dużym plusem dla tego człowieka, bo niewielu polityków od już dłuższego czasu jest zdecydowanych żeby przyjechać, do emigracji, która nie oszukujmy się, jest bardzo obrażona na państwo polskie.

Jerzy, czy mógł byś wymienić datę powstania Patriae Fidelis i to co w ostatnim czasie robiliście. 
Data powstania jest okrągła, 11/11/11, czyli ponad dwa lata temu. Co ostatnio się działo? Nie sposób wymieniać wszystkich akcji, bo było ich przynajmniej kilkadziesiąt. Czym się zajmujemy? Przede wszystkim pamięcią o polskich bohaterach, dbamy o polskie groby, spotykamy się z kombatantami, których nagrywamy. Są to przeważnie krótkie filmiki. W dzisiejszym świecie, szczególnie Polacy, którzy są bardzo zapracowani w Anglii, nie mają czasu na oglądanie dwugodzinnych wywiadów. Chcą zobaczyć zdjęcia, krótkie momenty, filmiki, pięcio- czy dziesięciominutowe. Nagrania z kombatantami bardzo przemawiają do rodaków. W Polaku z małą ilością wolnego czasu, po wysłuchaniu kilku słów od weterana, może się obudzi duch skłaniający do zainteresowania sprawami polskimi. To właśnie jest celem tych wszystkich nagrań. Oprócz tego organizujemy cyklicznie spotkania wychowawcze naszego stowarzyszenia, przygotowujemy referaty, pomagamy sobie w znalezieniu pracy, przedstawiamy sylwetki polskich bohaterów, porównujemy prawo angielskie z  prawem polskim. Dyskutujemy z kim obecnie Polska powinna współpracować na arenie międzynarodowej, dlaczego na przykład powinniśmy się skupić na grupie wyszehradzkiej. Zacieśniamy współpracę pomiędzy Polonią. Organizujemy spotkania z różnymi wykładowcami, historykami, dziennikarzami, publicystami. To wszystko buduje w nas tą polską tożsamość. Następnie staramy sie przekuwać to w działalność dla polonijnej sprawy, po to, żeby Polonia tutaj była silniejsza. Żeby Polacy w Wielkiej Brytanii mieli więcej do powiedzenia. Skandaliczne jest to, że nie mamy żadnego reprezentującego nas posła czy jakichś bardziej znanych radnych. Szczególnie przy liczbie Polaków na Wyspach, która według najnowszych wyliczeń sięgać może do ponad miliona. Kształcimy więc takich ludzi, chcemy żeby oni nas reprezentowali, pomagamy też innym z takimi aspiracjami. Najważniejsze żeby nie przejść w bierność. Tak jak powiedziałem wcześniej, duża część Polaków wyprowadzając się z Polski, nie chciała mieć zbyt wiele wspólnego z systemem biurokratycznym, wysokich podatków i innymi problemami. Natomiast my staramy się w nich zaszczepić powrót do polskości pomimo, że mieszkamy tutaj. Na czym to polega? Staramy się być wszędzie gdzie jest Polonia. Czy to jest otwieranie polskich szkół sobotnich, organizowanie lekcji dla młodych Polaków z historii czy z prawa. Jesteśmy na prawie wszystkich ważnych rocznicach, a jest ich naprawdę sporo. No i oczywiście też dbamy o polsko-brytyjskie relacje, które w wielu momentach historii były trudne. My patrzymy pragmatycznie w przyszłość i chcemy je polepszać. Chcemy żeby Polacy z Brytyjczykami współpracowali, bo obydwu grupom to się będzie opłacać. Spotykamy się także z posłami, z przedstawicielami różnych brytyjskich instytucji, uczulamy ich na sprawy polskie, no i przygotowujemy Polaków na to co będzie niedługo. A może się dużo zmienić w Anglii ze względu na populistyczne nastroje antyimigranckie spowodowane całkowitym otwarciem granic przez Unię Europejską.

Jakie  było Twoje najtrudniejsze przeżycie na Wyspach?
Trudno znaleźć to najtrudniejsze. Każdy z Polaków przechodzi przez trudne momenty na emigracji. Pamiętam jednak taki moment w Londynie, kiedy już zacząłem studia i byłem barmanem, która to praca nie do końca dawała mi wystarczające pieniądze. Nie mogłem znaleźć mieszkania przez bardzo długo i koczowałem u znajomych. Wtedy szczególnie bardzo tęskniłem za Polską. Spałem na kanapie u kolegi, wstawałem wcześnie, patrzyłem za okno gdzie cały czas było pochmurno, deszczowo. Nastrój taki smutny. Na to się nakładał brak jakichś  bliższych relacji,  gdyż nikogo z mojej rodziny tutaj nie było. To był pesymistyczny okres, ale nie poddawałem się. Wykorzystywałem cały ten czas, żeby się uczyć i zarabiać. Po pewnym czasie stanąłem na nogi. Teraz z uśmiechem mogę te momenty tylko wspominać. Trzeba wierzyć, że będzie lepiej.

A czy miałeś jakichś polskich kolegów którzy Ci wtedy pomagali?
Tak, miałem polskich kolegów. Różnie się mówi, np. że Polak Polakowi wilkiem, że Polacy sobie nie pomagają i tak dalej. Wiadomo jak to jest. W sytuacjach trudniejszych bardzo mało osób pozostaje przy Tobie, ale było kilka takich osób na których mogłem polegać i pomimo, że nie byli moimi przyjaciółmi, bo znaliśmy się od niedługiego czasu, to zaoferowali mi swoją pomoc właśnie w tych moich trudniejszych momentach, za co jestem bardzo im wdzięczny. Mam nadzieję, że będę mógł się im odwdzięczyć, a jak nie im, to drugiemu bliźniemu Polakowi.

To powiedz jeszcze o jakiejś najfajniejszej przygodzie, przeżyciu, czymś najwspanialszym czego tu zaznałeś. 
Jednym z takich momentów był dzień, w którym zorganizowaliśmy Marsz Żołnierzy Wyklętych. Na fali tego co oczywiście się stało w Polsce, gdy Sejm zatwierdził 1 marca Dniem Pamięci o Żołnierzach Wyklętych. Nawet w najmniejszych polskich miejscowościach zaczęto organizować różnego rodzaju obchody. Jasne więc, że w Londynie też powstała presja na zorganizowanie takich obchodów. Mało się do nich przygotowywaliśmy i szczerze powiedziawszy nie wiedziałem ilu ludzi się na nich mogło pojawić. Może z trzydziestu? Mieliśmy czterech mówców i taki mały sprzęt nagłaśniający. Czasowo na demonstrację przyszedłem na styk, niespodziewanie znajdując się w wielkim biało-czerwonym tłumie prawie trzystu osób, którzy głośno śpiewali i wykrzykiwali hasła – „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Polacy przygotowali dziesiątki transparentów o tematyce patriotyczne. Były to grupy kibiców, harcerze, uczniowie, była starsza polonia i młodsza. Zobaczyłem taki ogromny tłum Polaków, którzy po prostu oczekiwali jakiegoś ruchu na rzecz upamiętnienia tych żołnierzy, którzy walczyli aż do 1963 roku. Dziś są nadal zapomniani. Wydrukowaliśmy wtedy ulotki po angielsku, które rozdawaliśmy Anglikom, którzy zupełnie nie mieli zielonego pojęcia kim tacy żołnierze byli, oraz co się stało z Polską po wojnie. Pamiętam, że gdy przyszedłem to poczułem się naprawdę dumny z bycia Polakiem, że tyle osób chciało poświęcić swój czas, zabrać rodziny, znajomych żeby się tam pojawić. Wtedy, na Trafalgar Square, byłem naprawdę dumny z tego, że jestem Polakiem.

Fantastyczne jest to co mówisz, ale czy pamiętasz jak to zostało opisane w polonijnej prasie, bo ja czytałem relację raczej niepochlebną? Że to grupa jakichś nieodpowiedzialnych krzykaczy robiła nieobyczajną burdę. 
Nie, nie, nie. Burdy tam żadnej nie było. I to była jedna taka opinia w prasie, być może nieprzemyślana, być może zrobiona w jakiś sposób nam na złość. Nie wiem dlaczego, ponieważ inna prasa polonijna opisała ten marsz pozytywnie. Argumenty przeciwko temu marszowi były wręcz śmieszne, przykładowo, że okrzyk „To my, to my, Polacy” to jakieś niezrozumiałe hasło, oraz że kilka przemówień było po polsku. Nie przejmujemy się tym, że znajdzie się jakiś dziennikarz który będzie chciał Armię Krajową, NSZ czy młodych Polaków chcących ich upamiętnić przedstawić w gorszym świetle. Uważam że każdy Polak, powinien się poczuwać do dorobku naszych żołnierzy, artystów, przedwojennych polityków, naszych pisarzy, poetów. Powinniśmy być z tego dumni. Jeśli ktoś nas krytykuje za to, że chcemy ich upamiętnić… To tylko jest mi przykro z tego powodu. Takich dziennikarzy należy w jak najbardziej miły i kulturalny w sposób uświadamiać, pożyczyć im jakieś dobre książki historyczne, żeby dowiedzieli się trochę więcej.

Z tego rozumiem, że potrzebny jest też reporter Naszych Stron na Waszych spotkaniach, a najlepiej, żeby jak najwięcej osób przychodziło i widziało jak naprawdę ta impreza wyglądała. A przede wszystkim mogło przeżyć takie wspaniałe chwile jakie tam przeżywacie. 
Zgadza się!

Jerzy, powiedz mi czym się zajmujesz teraz na co dzień. Czy tylko studiujesz czy też masz jakąś pracę?
Obecnie robię skondensowany kurs prawa angielskiego – trzy lata w jeden rok. Więc oprócz skupienia się właśnie na tych bardzo intensywnych studiach i działaniach polonijnych, nie mam już czasu na zupełnie nic innego.

A jakie jest twoje ulubione hobby, chyba nie powiesz mi, że je zarzuciłeś?
Na pewno moją pasją jest poświęcanie się sprawom polskim, ale oczywiście interesuję się innymi sprawami. Między innymi bardzo lubię wiosłować, gram w tenisa, jeśli czas mi pozwoli. Bardzo lubię wszelaki sport, także nawet jak nie mam czasu na chodzenie na jakieś profesjonalne treningi to przynajmniej co drugi dzień wybiorę się na jogging dookoła pobliskiego parku.

Ostatnie pytanie. Co chciał byś w życiu osiągnąć?
Trudne pytanie, musiałbym się chwilę zastanowić!

Może Ci ułatwię i zapytam: co tutaj w Londynie chciałbyś osiągnąć?
Myślę że jest kilka takich rzeczy, które chciałbym osiągnąć w życiu. Od takich spraw patetycznych zaczynając, to chciałbym oddać – i to już robię – część swojego życia sprawie polskiej. Także zadbać o ten dorobek pozostawiony przez wielkich Polaków ostatnich kilkuset a nawet i ponad tysiąca lat. Żeby ich dorobek przetrwał, żeby to się gdzieś wszystko nie rozmyło w tym takim wielkim kolorowym świecie, żeby coś z tego pozostało. Żeby ci ludzie, którzy dzisiaj opowiadają mi swoje historie, mając po osiemdziesiąt, dziewiećdziesiąt lat, a także ci ludzie którzy patrzą na mnie z nieba, cieszyli się, że są następcy którzy kontynuują ich pracę. Chciał bym też odnieść jakiś sukces życiowy. To znaczy w pracy jaką będę miał w przyszłości. Jeśli będę prawnikiem, to żebym był dobrym prawnikiem. No i chciałbym również kolejny obowiązek spełnić, czyli założyć rodzinę, mieć wiele dzieci. Także żeby te dzieci mówiły po polsku i czuły się dumne z bycia Polakami. Ale to jeszcze daleka przyszłość.

Jesteś jeszcze kawalerem, ale czy może już zaręczonym?
Nie jestem zaręczony, ale poznałem bardzo miłą dziewczynę, Polkę…

Rozumiem i dziękuję bardzo za rozmowę.
Dziękuję również.

Rozmawiali Jerzy Straus współpracownik gazety Nasze Strony i Jerzy Byczyński Prezes Patriae Fidelis.

uwagi do rozmówcy przekazywac

kontakt@naszestrony.co.uk

 

 

Wywiad ukazał się w 91 wydaniu gazety Nasze Strony, które ukazało się we wschodniej Anglii w dniu 10 stycznia 2014 r. Tylko od Ciebie zależy gdzie dotrze gazeta Nasze Strony nastepnym razem…

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: