Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Wszystko, co mówiono ci o zdrowym odżywianiu, to bzdury

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-04-01

Piramida. chorej.zywnosc.

Czy je­dze­nie zbyt du­żych ilo­ści mar­ga­ry­ny może szko­dzić? Tak zwani ”eks­per­ci”, któ­rzy od lat z pew­no­ścią w gło­sie za­le­ca­li nam za­stą­pie­nie tłusz­czów na­sy­co­nych, ta­kich jak masło, wie­lo­nie­na­sy­co­ny­mi sma­ro­wi­dła­mi, lu­dzie któ­rzy po­win­ni wie­dzieć co mówią, nagle stali się nie­pew­ni swego. Wy­glą­da na to, że de­spe­rac­ko sta­ra­ją się wy­brnąć z in­te­lek­tu­al­ne­go za­mę­tu w jaki wpa­dli i prze­for­mu­ło­wać wła­sne teo­rie.

W ze­szłym ty­go­dniu nie­wdzięcz­na rola wy­ja­śnie­nia, dla­cze­go die­te­tycz­ny es­ta­bli­sh­ment wciąż sto­su­je się do dok­try­ny od­rzu­ca­ją­cej tłusz­cze na­sy­co­ne – choć dys­po­nu­je­my coraz więk­szym ma­te­ria­łem do­wo­do­wym, że na­le­ży od niej odejść – przy­pa­dła pro­fe­so­ro­wi Je­re­my’emu Pe­ar­so­no­wi z Bri­tish Heart Fo­un­da­tion. Otóż po prze­ana­li­zo­wa­niu przez fun­da­cję 72 badań aka­de­mic­kich, obej­mu­ją­cych ponad 600 ty­się­cy uczest­ni­ków, oka­za­ło się, że spo­ży­cie tłusz­czów na­sy­co­nych nie ma związ­ku z wy­stę­po­wa­niem cho­ro­by wień­co­wej. Wnio­ski te zga­dza­ły się z wy­ni­ka­mi innej me­ta­ana­li­zy, na pod­sta­wie któ­rej w 2010 roku usta­lo­no, iż ”nie ma prze­ko­nu­ją­cych do­wo­dów, że tłusz­cze na­sy­co­ne po­wo­du­ją cho­ro­by serca”.

Ze­spół ba­daw­czy fun­da­cji nie po­tra­fił rów­nież zna­leźć żad­nych do­wo­dów na po­par­cie twier­dzeń – jakże czę­sto sły­sza­nych z ust pro­du­cen­tów mar­ga­ry­ny oraz apo­sto­łów ofi­cjal­nych wy­tycz­nych die­te­tycz­nych – że spo­ży­wa­nie tłusz­czów wie­lo­nie­na­sy­co­nych chro­ni serce. Co wię­cej, ba­da­cze pod kie­row­nic­twem dok­to­ra Ra­ji­va Chow­dh­ry, za­ape­lo­wa­li o szyb­ką re­wi­zję ofi­cjal­nych za­le­ceń ży­wie­nio­wych. – To bar­dzo in­te­re­su­ją­ce wy­ni­ki, które po­ten­cjal­nie otwie­ra­ją nowe ścież­ki ba­daw­cze oraz skła­nia­ją do po­now­ne­go roz­wa­że­nia na­szych obec­nych wy­tycz­nych – po­wie­dział.

Dalej Chow­dh­ry ostrzegł , że na­le­ży wy­strze­gać się za­stę­po­wa­nia tłusz­czów na­sy­co­nych nad­mier­ną ilo­ścią wę­glo­wo­da­nów – ta­kich jak białe pie­czy­wo, biały ryż i ziem­nia­ki – albo cu­krem ra­fi­no­wa­nym i solą, jak ma to miej­sce w żyw­no­ści prze­two­rzo­nej. Obec­nie pro­mo­wa­na pi­ra­mi­da ży­wie­nio­wa za­le­ca, by po­sił­ki opie­ra­ły się na pro­duk­tach skro­bio­wych, więc jeśli ktoś od­ży­wia się tak, jak od lat su­ge­ru­ją mu pań­stwo­wi eks­per­ci, re­we­la­cje pro­fe­so­ra mogą go za­nie­po­ko­ić.

Czu­je­cie się za­gu­bie­ni? A może sfru­stro­wa­ni, czy wręcz tra­ci­cie już cier­pli­wość? Z pew­no­ścią tra­cił ją pre­zen­ter BBC, któ­re­go obar­czo­no za­da­niem uzy­ska­nia ja­snej od­po­wie­dzi od Bri­tish Heart Fo­un­da­tion. Tak, Pe­ar­son zgo­dził się w końcu, że ”nie ma do­sta­tecz­nie wielu do­wo­dów, by sztyw­no trzy­mać się obec­nych wy­tycz­nych o zdro­wym ży­wie­niu”, ale też wspo­mnia­ne usta­le­nia ”nie zmie­nia­ją za­le­ceń mó­wią­cych, że spo­ży­cie zbyt du­żych ilo­ści tłusz­czu szko­dzi sercu”. Re­duk­cja ilo­ści tłusz­czów na­sy­co­nych po­win­na być tylko jed­nym z czyn­ni­ków wcho­dzą­cych w skład zbi­lan­so­wa­nej diety i zdro­we­go stylu życia. Sły­szy­cie ka­pa­nie w tle? To ofi­cjal­ne wska­zów­ki die­te­tycz­ne za­czy­na­ją spły­wać do ka­na­li­za­cji.

Oczy­wi­ście już wcze­śniej mo­gli­śmy prze­ko­nać się, jak bez­na­dziej­nie błęd­na bywa ży­wie­nio­wa or­to­dok­sja. Jesz­cze nie tak dawno wbi­ja­no nam do głowy nie­pod­wa­żal­ny ”fakt”, że nie po­win­no się jadać wię­cej niż dwa jajka ty­go­dnio­wo, po­nie­waż za­wie­ra­ją cho­le­ste­rol za­ty­ka­ją­cy nasze ar­te­rie. Ta pe­reł­ka die­te­tycz­nej mą­dro­ści zo­sta­ła po cichu ode­sła­na do la­mu­sa, kiedy nie można było już dłu­żej igno­ro­wać cię­ża­ru do­wo­dów na­uko­wych wy­ka­zu­ją­cych, że cho­le­ste­rol za­war­ty w ja­jach praw­nie nie ma wpły­wu na po­ziom cho­le­ste­ro­lu w na­szej krwi.

Skut­ki anty ja­jecz­nej kam­pa­nii były głę­bo­ko ne­ga­tyw­ne. Po­ban­kru­to­wa­li pro­du­cen­ci jaj, ale przede wszyst­kim spo­łe­czeń­stwo tra­ci­ło do­stęp­ne, nie­dro­gie, na­tu­ral­ne i pełne war­to­ści od­żyw­czych po­ży­wie­nie. Ja­jecz­ni­cę na śnia­da­nie za­czę­ły za­stę­po­wać prze­my­sło­wo prze­two­rzo­ne płat­ki w kar­to­no­wych pu­deł­kach. Ale i tak wy­rzą­dzo­na szko­da była mniej po­waż­na od tej, spo­wo­do­wa­nej odej­ściem od tłusz­czów na­sy­co­nych, czyli masła i smal­cu, na rzecz mar­ga­ryn i ra­fi­no­wa­nych tłusz­czów płyn­nych.

Po­mi­mo wie­lo­krot­nych na­ci­sków ze stro­ny śro­do­wisk ba­daw­czych, w USA ofi­cjal­ne wy­tycz­ne ży­wie­nio­we zmie­nio­no do­pie­ro w 2010 roku i to wów­czas wresz­cie mi­ni­ste­rial­ni spe­cja­li­ści od zdro­wia pu­blicz­ne­go po obu stro­nach Atlan­ty­ku przy­zna­li, że che­micz­ny pro­ces utwar­dza­nia, zmie­nia­ją­cy wie­lo­nie­na­sy­co­ne tłusz­cze w mar­ga­ry­nę, wy­twa­rza za­ty­ka­ją­ce tęt­ni­ce tłusz­cze trans.

Pro­du­cen­ci zmie­ni­li tech­no­lo­gię wy­twa­rza­nia mar­ga­ry­ny. Obec­nie utwar­dza­ją ją in­ny­mi me­to­da­mi che­micz­ny­mi i za­pew­nia­ją, że te są nie­groź­ne dla zdro­wia. Nie­mniej przez więk­szą część XX wieku ra­do­śnie za­chę­ca­no nas, byśmy prze­rzu­ci­li się na rze­ko­mo dobre dla serca sma­ro­wi­dła – tak na­praw­dę bę­dą­ce re­cep­tą na zawał. Ci, któ­rzy po­słusz­nie za­mie­ni­li pysz­ne masło na po­nu­rą mar­ga­ry­nę, nie do­cze­ka­li się jesz­cze prze­pro­sin. Rzą­do­wi spe­cja­li­ści od nie­uży­tecz­nych porad ży­wie­nio­wych nie są skłon­ni by się kajać.

Ale jakie wnio­ski mo­że­my wy­cią­gnąć z tych hi­sto­rii? Mu­sie­li­by­śmy być ogra­ni­cze­ni, gdy­by­śmy nie za­czę­li trak­to­wać czę­sto po­wta­rza­nych die­te­tycz­nych mą­dro­ści z dużą dozą scep­ty­cy­zmu. Za­cznij­my od ka­lo­rii. Od za­wsze mówi się nam, że ich li­cze­nie to pod­sta­wa ży­wie­nio­wej rze­tel­no­ści, ale wszyst­ko wska­zu­je na to, że tak na­praw­dę to tylko gi­gan­tycz­na stra­ta czasu. Po­wo­li acz zde­cy­do­wa­nie ba­da­cze skła­nia­ją się ra­czej ku kon­cep­cji ”sy­to­ści”, czyli tego, jak pewne pro­duk­ty za­spo­ka­ja­ją nasz ape­tyt. Pod tym wzglę­dem biał­ka i tłusz­cze wy­róż­nia­ją się jako dwa naj­bar­dziej uży­tecz­ne skład­ni­ki od­żyw­cze. Wy­glą­da więc na to, że gło­dze­nie się na die­cie zło­żo­nej z chleb­ków ry­żo­wych i se­le­ra na­cio­we­go nie jest od­po­wie­dzią na epi­de­mię oty­ło­ści.

Pod­czas gdy biał­ka i tłusz­cze od­zy­sku­ją dobrą re­pu­ta­cję, coraz mi­zer­niej pre­zen­tu­ją się na ich tle wę­glo­wo­da­ny – ten roz­dę­ty, mięk­ki brzuch ofi­cjal­nej pi­ra­mi­dy ży­wie­nio­wej. W końcu skro­bią tu­czy­my trzo­dę chlew­ną, więc dla­cze­go u nas mia­ła­by wy­wo­ły­wać inne skut­ki? Roz­ma­ite ba­da­nia po­twier­dza­ją, że w utrzy­my­wa­niu wła­ści­wej masy ciała dieta nisko wę­glo­wo­da­no­wa jest sku­tecz­niej­sza od jej nisko biał­ko­wych i nisko tłusz­czo­wych ko­le­ża­nek.

Pod­czas gdy es­ta­bli­sh­ment ży­wie­nio­wy brał na ce­low­nik tłuszcz, nie­zau­wa­żo­ny przez ra­da­ry na nasze ta­la­rze wdarł się cu­kier. Wy­star­czy na ety­kiet­ce na­pi­sać ”ni­sko­tłusz­czo­we” albo ”0% tłusz­czu”, a można lu­dziom wci­snąć do­wol­ny śmieć. Tym­cza­sem ta re­li­gia od­tłusz­cza­nia zro­dzi­ła całą wiel­ką gałąź prze­my­słu żyw­no­ściwy­so­ko prze­two­rzo­nej, uszczę­śli­wia­ją­cej nas pro­duk­ta­mi o pod­wyż­szo­nym po­zio­mie cukru albo peł­nych po­dej­rza­nych sło­dzi­ków, które mają kom­pen­so­wać nie­unik­nio­ny de­fi­cyt smaku to­wa­rzy­szą­cy usu­nię­ciu tłusz­czu. Do­gmat o szko­dli­wo­ści tłusz­czów na­sy­co­nych dał bran­ży spo­żyw­czej ide­al­ną wy­mów­kę, by od­zwy­cza­ić nas od praw­dzi­we­go po­ży­wie­nia, które od wie­ków da­wa­ło nam siły – a ostat­nio przed­sta­wia­ne było jako ”za­bój­ca” – na rzecz bar­dziej lu­kra­tyw­nych, ”lek­kich” pro­duk­tów prze­two­rzo­nych, na­szpry­co­wa­nych che­micz­ny­mi do­dat­ka­mi i ta­ni­mi za­py­cha­cza­mi.

Zgod­nie z twier­dze­nia­mi, że tłusz­cze zwie­rzę­ce są szko­dli­we, za­le­ca­no nam też ogra­ni­czyć spo­ży­cie czer­wo­ne­go mięsa. Ale w uprosz­czo­nej de­ba­cie umknął gdzieś klu­czo­wy fakt. Słabe do­wo­dy epi­de­mio­lo­gicz­ne ob­cią­ża­ją­ce czer­wo­ne mięso nie wpro­wa­dza­ją roz­róż­nie­nia na nor­mal­ne mięso z ho­dow­li far­mer­skiej, a wy­so­ko prze­two­rzo­ne pro­duk­ty za­wie­ra­ją­ce kok­tajl che­micz­nych do­dat­ków, kon­ser­wan­tów i tym po­dob­nych. Jed­no­cze­śnie żadne pań­stwo­we wy­tycz­ne nie za­jąk­ną się nawet, że ja­gnię­ci­na, wo­ło­wi­na czy dzi­czy­zna po­cho­dzą­ca od kar­mio­nych tra­dy­cyj­nie zwie­rząt jest naj­lep­szym źró­dłem kwasu ru­me­no­we­go (CLA), skład­ni­ka który ob­ni­ża ry­zy­ko oty­ło­ści, za­cho­ro­wa­nia na raka i cu­krzy­cę.

Rzą­do­wi guru die­te­tycz­ni od lat pro­wa­dzą kru­cja­tę prze­ciw­ko soli, ale w tych szla­chet­nych wy­sił­kach za­bra­kło głosu, że nad­mier­ne spo­ży­cie soli to pro­blem zwią­za­ny z żyw­no­ścią prze­two­rzo­ną. Sól jest bo­wiem klu­czo­wa dla smaku ta­kich dań. Bez niej i ca­łe­go ka­ta­lo­gu che­micz­nych aro­ma­tów żyw­ność prze­two­rzo­na nie mo­gła­by ukryć swo­je­go praw­dzi­we­go ob­li­cza: po­zba­wio­ne­go smaku i ży­wie­nio­wej spój­no­ści. Przy­kła­do­wo, płat­ki ku­ku­ry­dzia­ne bez soli stają się nie­mal nie­ja­dal­ne. Nikt by ich nie ku­po­wał, bo na pierw­szy rzut oka widać by­ło­by, że to nic nie­war­ty śmieć. Ale niech ktoś po­ka­że nam do­wo­dy, że nor­mal­ne do­pra­wia­nie solą do­mo­we­go po­sił­ku wy­wo­łu­je za­gro­że­nie dla zdro­wia.

W przy­pad­ku soli, tak samo jak cukru, ofi­cjal­ne agen­dy rzą­do­we boją się prze­ciw­sta­wić po­tęż­nym kon­cer­nom spo­żyw­czym oraz ich po­plecz­ni­kom i dla­te­go nie wpro­wa­dza­ją roz­róż­nie­nia po­mię­dzy do­mo­wym je­dze­niem przy­go­to­wy­wa­nym z pod­sta­wo­wych skład­ni­ków, a prze­my­sło­wo prze­two­rzo­ny­mi da­nia­mi go­to­wy­mi.

W ofi­cjal­nych wy­tycz­nych ni­g­dzie nie po­ja­wia się klu­czo­we zda­nie: ”uni­kaj żyw­no­ści prze­two­rzo­nej” – cho­ciaż tak brzmia­ło­by naj­bar­dziej zwię­złe i prak­tycz­ne pod­su­mo­wa­nie fak­tów. Do­pó­ki nie le­gnie ono u pod­sta­wy wszel­kich za­le­ceń die­te­tycz­nych, po­ra­dom spe­cja­li­stów od ży­wie­nia po­win­ny to­wa­rzy­szyć po­dob­ne ostrze­że­nia, jak te wid­nie­ją­ce na pu­deł­kach pa­pie­ro­sów: sto­so­wa­nie się może pro­wa­dzić do cho­rób serca i śmier­ci.

Reklamy

Komentarzy 13 to “Wszystko, co mówiono ci o zdrowym odżywianiu, to bzdury”

  1. Zdziwiony said

    Kara za wyleczenie z raka

    To ogląda się jednym tchem i lepiej jak najlepszy kryminał. Jest to dowód na to, co znaczy życie ludzkie dla tych co chcą uważać siebie (USA również) za obrońcę życia i uczyć inne narody demokracji i wszelkich praw ludzkich.

    Proszę zauważyć że FDA chciało zamknąć polskiego lekarza do więzienia na wiele lat, tak aby z tamtąd nigdy nie wyszedł. Wydali z publicznych pieniędzy dziesiątki milionów dolarów na prawników tylko w jednym celu – ZNISZCZYĆ KOGOŚ KTO UDOWODNIŁ ŻE URATOWAŁ ŻYCIE.

    Należy bardzo podziwiać dr. Burzyńskiego że potrafił stawić czoła tak potężnej mafii. Tak chyba tylko czyni Polak. Prawdopodobnie mafia farmaceutyczna Rockefellera straciła dużo „many, many”.

    Jeśli był on w stanie przejść coś takiego i to w najbardziej publiczny sposób, to już samo to udawadnia że jego terapia jest skuteczna i on w to wierzy. Walczy z bandą wierząc, że może uratować kolejne życie. I co ciekawe – nikt z „możnych” tego świata nie zgłasza dr Burzyńskiego do np. Nagrody Nobla…

    Mamy prawo czuć się dumni z dr. Burzyńskiego i nie tylko jako Polacy.

    Część 1:

    Część 2:

    http://marucha.wordpress.com/2014/03/31/kara-za-wyleczenie-z-raka/#comment-337653

    http://www.burzynskiclinic.com/

    Spotkanie z drem Stanisławem Burzyńskim, twórcą leku na raka
    bohaterem filmu „Rak to wielki biznes”, reż. Eric Merola
    Film „Rak to wielki biznes”, reż. Eric Merola
    otrzymał nagrody publiczności warszawskiej i ogólnopolskiej
    podczas Festiwalu Humandoc 2011.
    Proszę zwrócić uwagę na wypowiedż w poniższym filmie dra Byrzyńskiego o jego terapii dozwolonej w Rosji.

    Spotkanie z dr Burzyńskim – Part 1 / 6

  2. Jacek said

    No a co powiemy o serwowanej nam od SWII diecie duchowej margaryny. A tak przy okazji kto widzial jak sie robi margaryne?

  3. Rafał said

    ja tam jem wszystko na co mam ochote-fakt jestem otyly-ale znam takich ktorzy dbali o dietke,jedli co im merdia kazaly i juz nie zyja-moj ojciec zjada tony tluszczu-a wyniki ma jak niemowle-ma 67 lat-wielu jego znajomych juz nie zyja i byli mlodsi-ja w sumie robie odwrotnie jak kaze tv-za wszystko odpowiadaja geny.

  4. Jacek said

    A tu o skutkach zycia na margarynie duchowej (za http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=12244&Itemid=47). Czy nie lepiej bylo od razu niemcow turkom w jasyr sprzedac pod warunkiem, ze przynajmniej polowe tych niemcow osiedla na np Madagaskarze?

    Poprawka HISTORII: Wiktoria Wiedeńska – jednak dla Muzułmanów !!
    01.04.2014.

    Poprawka HISTORII: Wiktoria Wiedeńska – jednak dla Muzułmanów !!

    W Wiedniu muzułmańscy uczniowie zdominowali gimnazja i licea

    2014-4-01 pch24

    W wiedeńskich gimnazjach i liceach jest więcej muzułmańskich dzieci niż katolickich – tak wynika ze statystyk. Z badań wynika także, że w najbliższym czasie muzułmańscy uczniowie będą dominować w wiedeńskich „podstawówkach”. Naukowcy podkreślają, że dane te dostarczają dowodów empirycznych świadczących o ogromnej zmianie demograficznej i religijnej, jaka dokonuje się w Austrii, kraju do niedawna katolickim.

    Z danych statystycznych wiedeńskiego kuratorium oświaty wynika, że od września ub. roku do wiedeńskich szkół gimnazjalnych i średnich zapisano 10 tys. 734 uczniów muzułmańskich, 8 tys. 632 katolików, 4 tys. 259 serbskich uczniów prawosławnych i 3 tys. 219 uczniów „bez przekonań religijnych”.

    Jeśli chodzi o szkoły podstawowe w Wiedniu, to uczęszcza do nich blisko 24 tys. katolików, prawie 18 tys. muzułmanów, 11 tys. ateistów, ponad 6 tys. serbskich studentów prawosławnych i ponad 2 tys. protestantów.

    W związku ze stale rosnącą liczbą muzułmanów w kraju władze zaaprobowały nowe podręczniki dot. nauczania islamu we wszystkich publicznych szkołach podstawowych w całym kraju.

    Podręczniki „Godzina islamu” (Islamstunde ) zostały opracowane przez islamską organizację w Austrii – Islamische Glaubensgemeinschaft in Österreich (IGGiÖ). Według IGGiÖ nowe podręczniki oparte są na „bezpiecznych i uznanych źródłach islamu”. Mają one pomóc w „osadzeniu islamu w życiu codziennym uczniów”. W przeciwieństwie do poprzednich wersji – wg IGGiÖ – nowy podręcznik „jest wystarczająco zorientowany na wartości europejskie”. Składa się on z czterech części i zawiera płytę CD z recytacją Koranu oraz z piosenkami w stylu rap.

    W wywiadzie dla austriackiej gazety „Heute” kierownik projektu IGGiÖ, Amena Shakir powiedziała, że celem nowych podręczników jest „ przekazanie wiedzy na temat stosowania Koranu w życiu codziennym”.

    Shakir dodała, że po raz pierwszy uczniowie austriaccy otrzymują do rąk podręcznik poświęcony islamowi w języku niemieckim, w dodatku napisany w odniesieniu do konkretnych sytuacji życia w Austrii.

    Islamskie organizacje działające w Austrii wezwały także rząd do przyjęcia nowej ustawy regulującej status muzułmanów w kraju. Chodzi o przyznanie im większych uprawnień i stworzenie odpowiednich gwarancji. Na razie sytuację wyznawców islamu reguluje ustawa z 1912 roku, która została przyjęta w celu integracji muzułmańskich żołnierzy z Bośni i Hercegowiny służących w armii austro-węgierskiej monarchii habsburskiej. Prawo to zezwala muzułmanom na praktykowanie islamu.

    W wywiadzie dla austriackiego radia publicznego O1 – Morgenjournal , 21 marca b.r. minister spraw zagranicznych i integracji Sebastian Kurz opowiedział się za aktualizacją prawa, które wyraźniej określi przywileje i obowiązki muzułmanów mieszkających w kraju.

    Kurz mówił, że nowa ustawa powinna zobowiązać muzułmanów do przestrzegania wartości austriackich (jeszcze nieokreślonych ) i do uznania prymatu prawa austriackiego nad islamskim prawem szariatu. Muzułmanie nie mogliby się powoływać na prawo islamskie, by ignorować prawo austriackie i wszczynać protesty. Kurz opowiedział się także za zakazaniem finansowania działalności religijnej austriackich organizacji islamskich z funduszy zagranicznych.

    Nowa ustawa miałaby uregulować kwestię odrębnych cmentarzy dla muzułmanów i posługę religijną muzułmańskich duchownych w szpitalach , więzieniach oraz w wojsku.

    Rząd austriacki w ramach polityki europeizowania islamu opowiada się także za kształceniem przyszłych imamów na uczelniach w Austrii.

    Obecnie w Austrii zamieszkuje ponad 500 tysięcy muzułmanów, co stanowi około 6 proc. populacji. Wg prognoz liczba muzułmanów w 2030 r. ma wynieść około 800 tys. osób, tj. 9.5 proc. populacji.

    Źródło: GI, AS.

  5. Pomijając sam fakt batalii naukowej o nasze zdrowie i kto ma w niej rację a kto nie, należy sobie zdawać sprawę przede wszystkim z tego, że obok (a może nawet ponad tym) toczy się batalia o nasze portfele. I nie było by w tym nic zdrożnego, gdyby nie wykorzystywanie przez największych graczy na rynku żywności, prawa i przymusu państwowego. Efektem tego “mariażu” jest tworzenie się na rynku żywności najgorszego z możliwych monopoli – korporacjonizmu kompradorskiego.
    Powyższy problem jest dobrą okazją do tego, żeby obywatele poważnie zastanowili się nad tym czy aby nie nadszedł czas na ograniczenie “zatroskanej władzuchnie” prawa do regulowania wszystkiego na co przyjdzie jej ochota. Zwłaszcza kiedy regulacje zamiast pomagać – szkodzą. Walka ze zdrową (naturalną) żywnością trwa a państwa które słyną z tego rodzaju jakości mają ciężki żywot i Polska jest tego najlepszym przykładem, o czym więcej tu: http://odyssynlaertesa.wordpress.com/2013/07/13/mariusz-gierej-rytualny-uboj-polskiej-gospodarki/

  6. Jacek said

    ad Burzynski i FDA – czyli talmudyczna agencja w dzialaniu. Tak Panie, nie ma to jak hameryka.

  7. Prometeusz said

    https://www.pocztazdrowia.pl/

    Polecam korzystać z wiedzy Poczty Zdrowia

  8. a said

    W Polsce wystarczy pojsc na cmentarz i popatrzec na groby zmarlych w ostatnim 10-ciu i oszacowac ich sredni wiek a pozniej zastanowic sie nad przyczynami takiego wieku.

  9. Jacek said

    PS

    moge potwierdzic doswiadczenia p. dr Burzynskiego co do tego jak dziala „rzad” lacznie z „rzadowymi” agencjami „naukowo badawaczymi” w „rozwinietym” kapitalizmie. W czesci pierwszej pada stwerdzenie w rodzaju „jezeli mozna ukrasc to dlaczego nie?” malo: ukrasc, to samo stosuje sie do: obrabowac.

    Tak samo dzialaja „rzady” na innych szczeblach rowniez, chyba, ze trafia na KGB wtedy zaczynaja sie schody.
    Dla ilustracji:

  10. said

    Od dobrze przeszło dwudziestu lat doktor Jan Kwaśniewski propaguje zdrowe żywienie leczące praktycznie każde schorzenie, polecam.
    Sam nieraz pisałem i umieszczałem różne materiały dotyczące zdrowia. Polecam zwłaszcza ostatni wpis:
    http://blogrysunkowy.neon24.pl/post/107235,wyleczyc-raka-w-kilka-tygodni

  11. said

    Warto zaglądać na: portal.bioslone.pl

  12. Nalezy jesc wszystko co jest naturalne i najmniej przetworzone; jesc na co ma sie ochote ale ograniczyc cukier bo to ‚biala smierc’….jajka jak najbardziej ale bez cukru (jest w majonezie ….i wtedy zachodzi reakcja chemiczna i jest tzw. zly cholesterol w wyniku).
    Gluten w bialym pieczywie to trucizna; ale juz pieczywo bez jest zdrowe i brzuchy nie rosna…
    Pszenica to tez sztuczny twor obecnie nic nie przypominajaca tej jeszczez PRL’u…ojejku ale nas naukowcy ‚globalisci zatruli i natluscili …ze nabijamy kabze ‚big farmie’….
    Czuj Duch nawet w kuchni!

  13. piwowar said

    „No a co powiemy o serwowanej nam od SWII diecie duchowej margaryny. A tak przy okazji kto widzial jak sie robi margaryne?”

    Tak, panie Jacku, ja wiem, jak sie robi margaryne, nie tylko widzialem. Zreszta, uwazam sie za specjaliste w dziedzinie emulsyfikacji, to znaczy produkcji takich wyrobow jak margaryny, shorteningi, majonezy, czy sosy i to z cwiercwiekowym doswiadczeniem w przemysle w USA. Wiem jak sie robi margaryne tradycyjna (z tluszczami uwodornianymi) i w miare zdrowa (z tluszczow naturalnie nasyconych). Nie wiem nartomiast co to jest ta duchowa margaryna. Przenosnia jakas, jak zgaduje?

    I jeszcze niestety znam kulisy tej hucpy antycholesterolowej w USA z lat osiemdziesiatych, jako ze sam wowczas dostalem rykoszetem. W skrocie powiedziawszy w odpowiedzi na probe inwazji na amerykanski rynek olejow tropikalnych wobez rosnacych cen oleju sojowego, American Soybean Board dostalo wysypki z paniki i stracilo nad soba kontrole. Jakiez oni w nerwach glupoty wypisywali – gdybyl opowiedzial, nikt by nie uwierzyl.

    Odpowiedzi jako pierwszy udzielil dr, Ought z Ohio State University w ksiazce Common Sense Nutrition. Ale wtedy niepoprawniackich politycznie wyciszano.

    Ech, moglbym truc tak i trzy dni z przerwami na dożywianie i sie nie powtorzyc, ale po co bic zdechlego konia?

    Pozdrawiam Gremium.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: