Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Andrzej Kumor: Z pieśnią na ustach

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-08-09

Okrągłą rocznicę Powstania mamy za sobą, oddaliśmy hołd bohaterom, a więc…

Tuż przed rozbiorami Rzeczpospolitej jeden z gangsterów ościennego mocarstwa raportował do swego monarchy, że Polaków łatwo owinąć wokół palca, bo są uczuciowi – wystarczy trochę pochwalić i prawić dusery, a już jedzą z ręki i robią głupstwa.

Niestety i dzisiaj też można zobaczyć, że Polak łatwo się patriotycznie wzrusza, i na tym wzruszeniu poprzestaje. No i tak powzruszaliśmy się 70. rocznicą warszawskiej hekatomby, ciarki przeszły po plecach, proporce załopotały, pieśni łzy wycisnęły. I tyle.

Polski patriotyzm jest ołtarzykowo-emocjonalny. Polak się barwami narodowymi powzrusza, pokrzyczy i napnie w ojczyźnianych pozach, a potem…

Potem wraca do bardachu, jaki ma wokół siebie, oko przymyka na szabrowany kraj, podkłada plecy do poklepywania obcą ręką i patrzy, jak by tu w rogi walnąć ziomala, na te kilka złotych.

Słowem, wielu naszych patriotów poprzestaje na teatrzyku. Bo to jest bardzo przyjemny teatrzyk, polska historia ma wielkich bohaterów. Polacy potrafią być wielcy, i to nie tylko wtedy, gdy ruszają w beznadziejne boje. Potrafimy dobrze pracować, budować, myśleć i planować. Zaś braki w naszym patriotyzmie biorą się właśnie z rozbiorowej tragedii – utraty państwa i rozbicia jego instytucji.

Owszem, patriotyzm to również szacunek do flagi, symboliki i pamięć o rocznicach. Patriotyzm to hołd składany poprzednim pokoleniom, które z myślą o nas, którzy przyszli po nich, rzucały się na kulomioty, ale patriotyzm do tego się nie sprowadza, bo miłowanie Ojczyzny to jest przede wszystkim DOBRZE UŚWIADOMIONY INTERES WŁASNY – budowa praworządnego, bezpiecznego i silnego państwa, jego instytucji i procedur, które zapewnią trwałość wolności i dostatku – jeśli już nie nam samym, to przede wszystkim naszym dzieciom i wnukom.

Miłowanie Ojczyzny to nie jest jakieś kochanie się w fantasmagoriach ze starych sztychów, lecz praca na rzecz siły narodu, zapewnienia mu należnego udziału w bogactwach i środków do skutecznej obrony przed złodziejami, oszustami, bandytami tak krajowymi, jak i zagranicznymi; prywatnymi i państwowymi.

Ta miłość do Ojczyzny każe nam bezustannie poznawać historię przodków i wyciągać wnioski, które pozwalają unikać dawnych słabości i klęsk.

Dlatego trzeba bez owijania w bawełnę mówić o tym, kiedy nie wykorzystaliśmy zwycięstw, czy też kiedy klęska zbyt dużo kosztowała.

Bez emocji i bez wzruszeń.

Emocjonalny rodzaj patriotyzmu jest bezzębny, na jego wypryski pozwalali nawet zaborcy i okupanci. Słomiany zapał i krótkotrwałe podniety są niegroźne. Niczego na nich się nie zbuduje, a pozwalają rozładować niezadowolenie i frustracje, pozwalają poczuć się razem.

Patriotyzm bez państwa nie ma jak się realizować, dlatego pierwszą rzeczą jest zbudowanie własnej państwowości – uzyskanie niepodległości. Dopiero to pozwala na stworzenie instytucjonalnych źródeł siły.

Patriotyzm to praca dla państwa, nad jego stworzeniem, zabezpieczeniem i utrzymaniem.

Miłość Ojczyzny musi przejawiać się w czynie, w pracy gospodarczej, politycznej i wojskowej. Patriotyzm to polska solidarność ekonomiczna, to finansowanie polskich organizacji społecznych i umacnianie wspólnotowych instytucji. To wreszcie identyfikowanie i neutralizowanie wrogów osłabiających Polskę i Polaków; to praca przeciwko cudzym interesom w Polsce.

Dlatego nie bójmy się politycznych rozliczeń Powstania Warszawskiego; nie zachowujmy się jak histeryczne panienki na każdą wzmiankę o błędach i głupocie polskiej polityki. Jako naród odebraliśmy wiele bardzo kosztownych lekcji. To my zdecydujemy, czy te korepetycje pójdą na marne, czy z nich skorzystamy. Jak każdy naród, mieliśmy w przeszłości bohaterów i tytanów narodowej pracy, ale mieliśmy też wielu idiotów. Dzisiaj, kiedy spokojnie leżą w grobach, trzeba się uczyć od jednych i od drugich. Aby skutecznie działać na rzecz Polski, trzeba krytycznie myśleć – również o jej historii.

Niestety i dzisiaj, jak za dawnych czasów, obce interesy w Polsce lubią jechać na kobyle łzawego polskiego sentymentalizmu, aby nas w swoich celach organizować i mobilizować.

Nie dajmy się. Pracujmy dla Polski!

Andrzej Kumor

Komentarze 3 to “Andrzej Kumor: Z pieśnią na ustach”

  1. …Siłą każdego narodu są jego elity i ich zdolność poczucia odpowiedzialność za całą słabszą duchowo resztę… Spacyfikowanie naszych elit w powstaniu warszawskim przypieczętowało zatem w dalszej perspektywie los całego narodu polskiego, czego skutki odczuwamy po dziś dzień, kiedy to odradzająca się w kolejnych pokoleniach chamokomuna wraz z jej kłamliwą ideą socjaldemokracji praktycznie nie ma politycznej konkurencji(!) i pełni dziś samozwańczą rolę elity (sprawując faktyczną władzę) w miejsce nieobecnego, bo wymordowanego w powstaniu warszawskim kwiatu polskiej młodzieży i patriotycznej inteligencji. Część tych którzy przeżyli klęskę powstania zbrojnego, nie dość że dźwigała na sobie gorycz nieproporcjonalnej w stratach ludzkich porażki, to musiała zmagać się z ogromnym poczuciem winy za skutki swojego buntu, oglądając na własne oczy hekatombę odwetowego działania hitlerowców w postaci mordów, rabunku i gwałtów na bezbronnej ludności cywilnej…

    Inną konsekwencją bezpowrotnej utraty owej esencji polskości, było ułatwienie sowietom zwalczania i ujarzmienia pozostałej po niej resztek. Sowieci bez problemu poddali owe resztki, jak i kolejne pokolenia pozbawionych przywództwa Polaków sowietyzacji. Kulminacją skuteczności tej strategii było oszustwo tzw. „transformacji ustrojowej” która potwierdziła fakt bezhołowia polskiego narodu, który pomimo kilkudziesięciu lat względnego spokoju (po śmierci Stalina) nie doczekał się odbudowy elit zdolnych poprowadzić go ku wolności kiedy system komunistyczny implodował w całym Układzie Warszawskim. Wolnościowy zryw Polaków w postaci „solidarności” okazał się wielką mistyfikacją a spora część wyniesionych na piedestał przywódców tego buntu okazała się zdrajcami spod znaku „magdalenki” i „okrągłego stołu”. Nawet w 25 lat po tamtych wydarzeniach Polskie elity do dziś nie potrafią się odrodzić i w związku z tym nie wiadomo czy kiedykolwiek się odrodzą i czy kiedykolwiek będą na tyle mocne i godne zaufania by po pierwsze przekonać do siebie naród a po drugie poprowadzić go w przeciwnym kierunku do ideologii jaką mu od dziesiątek lat wbijano (i dalej się wbija) do głowy.

    Czy w związku z tym w świetle ostatnich wydarzeń politycznych w naszym regionie można powiedzieć że wyciagnęliśmy jakieś wnioski ze stręczenia samym sobie interesów obcych mocarstw? Oczywiście nie… Właśnie spijamy kolejny „miód” (z domieszką dziegciu) realpolitik (którą rozpisał za nas ktoś inny) w postaci sankcji gospodarczych na które solennie (z własnej woli) zapracowały nasze elity upychając nasz interes narodowy poniżej interesu Ukrainy i UE/USraela. Wszystko to za możliwość paradowania na salonach Europy w glorii „przodowników” antyrosyjskiej koalicji… Historia z nas kpi i oby tym razem nie skończyło się tak jak zwykle – hekatombą fizycznych ofiar poświęceni na ołtarzu „sprawiedliwej wojny” „dobrego” zachodu ze „złym” wschodem…. Jedzmy jabłka! 😉

  2. Andrzej Kumor said

    Podpisuje się pod tą opinią

  3. Lubomir said

    A nasi historycy od ustawiania historii, otworzą kolejny instytut pamięci historycznej nie wspomnając nawet o jakimś polskim instytucie technologicznym. W wieku nowych technologii, jesteśmy wpychani w historyczną przeszłość. Terażniejszość i przyszłość zapełniamy wyłącznie historią. Czy mamy stać się już jedynie muzeum?.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: