Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Andrzej Kumor: Wykształcenie odruchu zabijania

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-10-18

Wiele światłych umysłów zżymało się, jak to możliwe, że najbardziej wykształcone i „cywilizowane” społeczeństwo świata – Niemcy – z uśmiechem zadowolenia na twarzy patrzyło w drugą stronę, gdy tuż pod bokiem mordowano miliony ludzi, gdy w majestacie prawa zgładzano ludzi niepełnosprawnych i chorych psychicznie.

Jak to było możliwe, że wykształcony Niemiec jadł śniadanie, wsiadał w samochód i jechał do pracy na uniwersytecie, odsuwając od siebie jakiekolwiek myśli o tym, co w jego własnym kraju wyprawia się z ludźmi niepożądanymi.

Jak łatwo można nauczyć się żyć, otorbiając w głowie niewygodne informacje o otaczającym świecie, informacje, które normalnie wymagałyby zdecydowanej reakcji.

To nie jest tylko historia, to jest nasza codzienność. Co roku w Kanadzie, w mieście, w którym mieszkamy, może przecznicę od naszej pracy, zabija się ludzi – rokrocznie ok. 200 tys. Ludzi nieurodzonych, choć czasem już w pełni rozwiniętych w łonie matek. Kanada nie ma żadnych przepisów regulujących to zabijanie, a prawo uważa za człowieka tylko tych, którzy się już urodzili. Bez żadnych konsekwencji karnych można zabić dziecko w dziewiątym miesiącu ciąży.

Jak to ładnie powiedział pewien mądry rabin, kto zabija jednego człowieka, zabija cały świat; eliminuje z historii jego i jego potomstwo.

Dzisiaj przy wielkich postępach technologii medycznych, możemy łatwo podglądać ludzi w życiu płodowym, wiemy, jak wyglądają, jak się zachowują, czy śpią, czy się bawią.

Mimo to w majestacie prawa możemy pozbawić ich życia. Naturalne opory sumienia, jakie człowiek ma przed mordowaniem, są konsekwentnie znoszone przez wszechpotężną maszynę propagandową wplecioną w kulturę masową i wychowanie.

Tak jesteśmy skonstruowani, że zwykły człowiek nawet na wojnie ma problem z zabijaniem ludzi. Z analiz armii amerykańskiej wynikało, że jedynie 18 proc. żołnierzy strzela, aby zabić, dlatego zaczęto w żołnierzach wyrabiać odruch warunkowy zabijania, dzięki niemu żołnierz powinien zabijać „automatycznie” na zasadzie ruch – strzał.

W naszej nowoczesnej kulturze śmierci podobne „odruchy” wyrabia się u kobiet w stosunku do ich nienarodzonych dzieci.

Jeśli jeszcze nie jesteś „na kupnie” dziecka, jeśli przyjście na świat nowego człowieka cię zaskakuje, jeśli ten nowy człowiek może być wybrakowany, nie spełnia twoich wymagań, jeśli nie podoba ci się jego biologiczny ojciec albo nie pamiętasz, kto nim jest – generalnie – jeśli cokolwiek ci się nie podoba – masz prawo takiego człowieka wyeliminować – usunąć produkty zapłodnienia – jak to nazywają aborcjoniści. Tak mówi nasza dzisiejsza propaganda śmierci. – Masz prawo zabić dla własnej wygody. I to „prawo” ma postać niemal odruchową. W pierwszym odruchu na „niechcianą” „nieplanowaną”, zagrożoną ciążę proponuje się zabić.

To, że owe „produkty zapłodnienia” są całym wszechświatem nowej istoty ludzkiej o unikatowym genotypie, dzisiaj jest czymś oczywistym.

Aborcja lansowana jest też „odgórnie”, jako mechanizm eliminacji osób nadplanowych w celu kontroli i ograniczania populacji oraz w celu eugenicznego eliminowania osób, które władze medyczne uznają za odbiegające od ustalonej normy.

Kierownicy naszego systemu, ci z oczka piramidy, uznali, że jednym z zagrożeń stabilizacji jest nadmierna liczba ludzi, stąd konieczność depopulacji – m.in. poprzez propagowanie i oferowanie łatwego dostępu do zabijania ludzi nienarodzonych. Mordujemy bezbronnych w celu sprawnego zarządzania zasobami – to jest argument wypowiadany otwarcie. Dowodzi się również, że by państwa Trzeciego Świata mogły wydobyć się z biedy, muszą „kontrolować populację”.

Stąd coraz bardziej kulturowo lansowany odruch do zabijania własnych dzieci, stąd aborcja, jako jedna z podstawowych usług medycznych dla kobiet.

Po zajęciu Niemiec przez wojska amerykańskie, organizowano wycieczki do obozów koncentracyjnych, aby stateczni obywatele mogli sobie pooglądać stosy trupów, buldożerami wpychane do dołów. Po to żeby zobaczyli, na co byli obojętni, obok czego spokojnie pili popołudniową herbatę. Te drastyczne sceny każdemu jeżą włosy na głowie.

Dzisiaj z ulic miast usuwa się, jako „zbyt drastyczne”, antyaborcyjne wystawy ze zdjęciami usuniętych z łona matek „produktów zapłodnienia”; dzisiaj również godzimy się na to, że ktoś morduje obok nas, za zasłonką. Za zasłonką, abyśmy czasem nie przerazili się tym, co robimy.

A co robimy pokazuje czarno na białym najnowszy film dokumentalny Grzegorza Brauna zatytułowany „Nie o Mary Wagner”, który na kanwie procesu kanadyjskiej obrończyni godności życia, stawia nam przed oczami grzech naszego zaniechania. Pokazuje dosłownie i bez ogródek, o co toczy się walka Dawida z aborcyjnym Goliatem.

Goliat ma dzisiaj do dyspozycji wszystkie instrumenty masowego rażenia łącznie z mediami, szkolnymi programami nauczania, filmami fabularnymi, sterowaną przez kierowników systemu młodzieżową kulturą masową. Może się wydawać, że walka jest beznadziejna.

Po drugiej stronie jest tylko czułość, miłość, szacunek, dobre słowo, które ma skołowanych, okłamanych ludzi odwieść od odrzucenia najcenniejszego daru, jaki dostają w życiu; od zamordowania własnego dziecka. Po drugiej stronie jest tylko biała róża Mary Wagner…

Film Grzegorza Brauna w wersji polskiej lub angielskiej jest do nabycia na stronach ahaaa.pl. Warto go obejrzeć i dać obejrzeć innym. Choćby po to, abyśmy nie szli przez życie z klapkami na oczach.

Andrzej Kumor

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: