Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Liberalizm nas zabije

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-12-05

Liberalizm nas zabije

 +

.
+

Demografowie biją na alarm – do 2050 roku populacja naszego kraju zmniejszy się o przeszło 4,5 miliona osób. Równocześnie wśród Polaków szerzy się ideologia, która zakłada całkowite wycofanie się państwa z prowadzenia polityki społecznej. W czasie, gdy walka o naród oznacza przede wszystkim walkę o dzietność polskich matek, o niedopuszczenie do demograficznej i ekonomicznej katastrofy, jak wirus rozprzestrzenia się liberalne zaczadzenie.

Na rodziny ani złotówki!

W Polsce modne stało się ubolewanie nad losem uciemiężonych przedsiębiorców i ich obrona przed opresyjnym państwem. Państwem, które wielu jawi się jako socjalne, mimo iż formę „maksimum” przyjmuje tylko w sferze fiskalizmu. W złym tonie jest dziś napominanie o fatalnym położeniu polskich pracowników. Już nawet ośrodki kojarzone jako lewicowe stają się własną karykaturą, występując w interesie silniejszych podmiotów. Nie ma niczego zdrożnego w podkreślaniu rzeczywistych patologii sytemu, których przecież nie brakuje. Jednak niewiele osób postuluje uproszczenie nadmiernie skomplikowanych przepisów podatkowych obciążających małe polskie firmy, czy zniesienie niepewności wynikającej ze zmiennych interpretacji tychże. Najczęściej krytyka nieudolnych rządów przyjmuje najbardziej demagogiczną z form – negującą możliwość efektywnego działania systemu w ogóle – przeciwstawiając mu wolny rynek, jako rozwiązanie niemal wszystkich istniejących problemów. Całe grupy społeczne przyjmują tę retorykę, której sednem de facto jest pozbawienie ich wszystkich praw i wpływów, wywołując grymas uśmiechu i politowania na twarzach propagatorów tych idei, takich jak członkowie Atlas Economic Research Foundation – prorynkowego think tanku, finansowanegoprzez ExxonMobil, swego czasu największą spółkę na świecie.

Przez „wolnościowe” treści sączone zewsząd ludzie zatracili swoją naturalną intuicję, która pozwalała im dostrzegać rzeczywiste przyczyny ich złego położenia. Uwierzyli, że zagraniczne koncerny żerujące w naszym kraju na niskich kosztach pracy nie pragną prawie niczego innego, jak przychylić im nieba, ale nie pozwala im na to państwo, rabując pracowników z połowy pensji, prowadząc przy tym „kryminalną redystrybucję”, czy ustanawiając „nikomu niepotrzebne” prawo pracy. Odrzucanie zasadności istnienia usług publicznych nie omija polityki prorodzinnej. Uważając ją za marnotrawstwo, krytykują rządy nie za to, że realizują imitację polityki społecznej, w dodatku okrojoną, ale wręcz przeciwnie – za to, że w ogóle o niej mówią.

Dziś możemy obserwować długofalowe skutki wycofania się państwa z tej sfery.

Akt zgonu ex ante

Polacy nie potrzebują wojny, by stać się narodem wymarłym. Nierozwinięta polityka społeczna, czy wręcz jej brak, ma swoje odzwierciedlenie we wskaźnikach rozwoju demograficznego. Pod względem współczynnika dzietności (ang: Total Fertility Rate – TFR), który w 2012 roku wyniósł wg danych Banku Światowego 1,3, nasz kraj zajmuje 8. miejsce od końca na 254 badane podmioty. Wartość wskaźnika jest drastycznie niższa, niż pożądane ok 2,1, zapewniające prostą zastępowalność pokoleń. Możemy obserwować trwały trend spadkowy tego wskaźnika w Polsce od początków przejścia na gospodarkę rynkową, z niewielkimi wahaniami.

Tak niski wskaźnik dzietności przekłada się na wspomniane we wstępie prognozy, zapowiadające katastrofę. Jeśli obecne trendy radykalnie się nie zmienią, nie tylko będzie nas mniej, ale także zmieni się struktura wiekowa naszego społeczeństwa. Prognozy Eurostatu pokazują, że w 2060r. 34,5 % ludności naszego kraju będzie miała co najmniej 65 lat, co będzie drugim najgorszym wynikiem w UE, a mediana wieku ma wynieść 51,2 roku, co z kolei oznacza trzeci wynik od końca wśród państw członkowskich. Demograf, prof. Krystyna Iglicka-Okólska szacuje, że współczynnik całkowitego obciążenia demograficznego ludności w wieku produkcyjnym osiągnie poziom 90,63 – „To oznacza, że na 100 osób w wieku produkcyjnym przypadać będzie blisko 91 osób w wieku poprodukcyjnym oraz dzieci.”. Takie parametry zwiastują upadek systemu ubezpieczeń społecznych, załamanie się budżetów państwa i samorządów. Nietrudno wyobrazić sobie powagę konsekwencji za tym idących.

Egoizm czy warunki?

Niektórzy poddadzą w wątpliwość, czy rzeczywiście ułomność funkcjonowania naszego państwa, a co za tym idzie – panujące warunki ekonomiczne, są główną przyczyną niewielkiej liczby posiadanych przez Polaków dzieci. Należy tę kwestię rozstrzygnąć – wszakże trzeba przyznać, że na dzietność wpływa wiele czynników, nie tylko bezpośrednio związanych z warunkami bytowymi w szerokim tego słowa znaczeniu. Istotną rolę odgrywa też mentalność, a ściślej rzecz ujmując – chęć (lub jej brak) do posiadania dzieci, przyjęty model rodziny, czy choćby długość edukacji. Warto więc zadać sobie pytanie – czy poprawa warunków bytowych Polskich rodzin wystarczyłaby do znacznego zwiększenia dzietności? Może nasi rodacy po prostu nie chcą zakładać licznych rodzin? Z odpowiedzią przychodzą nam brytyjscy badacze, którzy sprawdzili, ile dzieci rodzą mieszkające na terenie ich kraju imigrantki. Okazuje się, że Polki, które wyemigrowały do Wielkiej Brytanii, rodzą o wiele więcej dzieci niż ich rówieśniczki w Polsce. Wskaźnik TFR dla Polonii na wyspach wyniósł 2,13, a więc zdecydowanie powyżej wartości zapewniającej prostą zastępowalność pokoleń. Co ciekawe, nie można tego tłumaczyć strukturą wiekową polskiej emigracji, ze względu na konstrukcję wskaźnika, który składa się z cząstkowych wskaźników dla każdej grupy wiekowej, co wyjaśniła w wywiadzie dla Rzeczpospolitej prof. Krystyna Iglicka-Okólska. Trudno też przyjąć tezę, że emigrowały osoby o wyjątkowo rodzinnym usposobieniu. Oznacza to, że w sprzyjających warunkach ekonomicznych Polki są gotowe rodzić o wiele więcej potomków.

Skoro mamy dowód na to, że główną przyczyną negatywnych przemian demograficznych zachodzących w naszym narodzie są warunki bytowe, należy się zastanowić, jakie modyfikacje systemu sprzyjałyby poprawie sytuacji.

Polityka społeczna, głupcze!

Przykładem skutecznej polityki prorodzinnej może być Francja. W tym kraju po latach zapaści postawiono na silne wsparcie par decydujących się na posiadanie dziecka. Z poziomu 1,66 współczynnika TFR w roku 1993, po latach systematycznej poprawy udało się osiągnąć zadowalające 2,01 w roku 2010. Co ważne, niewielki udział w tym sukcesie miała wyższa dzietność imigrantek – wprawdzie współczynnik TFR dla kobiet pochodzenia imigranckiego był wyraźnie wyższy, ale w populacji kobiet w wieku 20-40 lat stanowiły one zaledwie 7%, przez co wpływ ich imponującej dzietności na ogólny wskaźnik TFR wyniósł zaledwie 0,1 punktu procentowego. Poprzez system ulg, zasiłków i inwestycji w usługi publiczne, takie jak żłobki i przedszkola, Francja wydaje około 4% PKB na politykę demograficzną. Ten sukces jest o tyle znamienny, że kraj ten uchodzi za jeden z najbardziej obciążonych pod względem popularności stylu życia nastawionego na realizację kariery zawodowej i osobistych ambicji, przy niechęci do budowania rodziny.

Reanimacja

Chcąc stworzyć koncepcję systemowego wspierania rodzin, należy wziąć pod uwagę kilka najważniejszych czynników bytowych, które wpływają na decyzje par pragnących posiadania co najmniej jednego dziecka. Najistotniejsze będą: warunki mieszkaniowe, dostępność przedszkoli, warunki pracy, płaca i siła nabywcza (nie bez przyczyny wymieniane na końcu).

Dla godnego i prawidłowego funkcjonowania rodziny niezbędne jest odpowiednie mieszkanie. Jest to jedno z najistotniejszych dóbr, umożliwiające spełnianie szerokiego spektrum potrzeb – od tych najbardziej fundamentalnych, jak potrzeby fizjologiczne, przez potrzebę bezpieczeństwa, po potrzeby społeczne i samorealizacji. W sytuacji, w której coraz więcej młodych ludzi nie posiada odpowiedniej zdolności kredytowej, czy to ze względu na poziom dochodów, czy brak umowy o pracę na czas nieokreślony, która umożliwiłaby zakup własnej nieruchomości, pojawia się ważny problem dostępności mieszkań. Na cele mieszkaniowe gospodarstwa domowe w Polsce przeznaczają 20,8 % swoich dochodów, co oznacza, że jest to drugi co do wielkości wydatek. W gospodarstwach domowych, które nie posiadają prawa do nieruchomości (własnościowego, spółdzielczego własnościowego, czy spółdzielczego lokatorskiego) i muszą wynajmować mieszkania po cenach rynkowych, odsetek ten jest zdecydowanie wyższy. Wynajmowanie lokum od osób prywatnych oprócz wysokich czynszów posiada jeszcze jedną wadę, szczególnie istotną w przypadku poszukiwania miejsca do życia dla rodziny – brak stabilności. Umowę najmu można stosunkowo szybko rozwiązać, co w wielu przypadkach może oznaczać niespodziewaną konieczność przeprowadzki do innego rejonu miasta, ze względu potencjalny brak wolnych mieszkań w bliskiej okolicy. Stanowi to znaczny problem, zarówno dla rodziców, którzy mogą mieć kłopot z dojazdami do miejsca pracy, jak i dla dziecka – przymus zmiany przedszkola lub szkoły to nie tylko komplikacje formalne, ale także zmiana środowiska, która może destrukcyjnie wpływać na rozwój młodego człowieka. Tego problemu nie rozwiąże regulowanie czynszów, gdyż ustalenie cen maksymalnych po pierwsze spotkałoby się z ogromnym oporem społecznym, a po drugie, mogłoby doprowadzić do spadku podaży odpowiednich nieruchomości, mimo iż inwestycja w mieszkania na wynajem jest stosunkowo lukratywną i pożądaną, zapewniającą relatywnie wysoką stopę wzrostu, przy niskim ryzyku. Sytuacji nie poprawią również programy pomocowe, polegające na dopłatach do kredytów, nie mówiąc już o takich, które umożliwiają staranie się o takie wsparcie wyłącznie w przypadku zakupu nieruchomości z rynku pierwotnego. Przede wszystkim taka pomoc byłaby skierowana do osób, które są i tak w stosunkowo przyzwoitej sytuacji, bo przy niewielkiej pomocy państwa posiadają zdolność kredytową. Ponadto, faworyzowałaby ona deweloperów, kosztem osób prywatnych sprzedających mieszkania na rynku wtórnym. Jedynym sensownym rozwiązaniem jest stworzenie programu budowy przez państwo tanich mieszkań na wynajem długoterminowy dla niezamożnych rodzin, również w formie partycypacji w kosztach budowy. Taki projekt nie tylko wspomagałby rodziny, które bezpośrednio skorzystałyby z takiej oferty, ale również te, które wynajmowałyby nieruchomości o podobnym standardzie po cenach rynkowych, gdyż zwiększona podaż mieszkań będących substytutami powinna spowodować spadek czynszów najmu mieszkań „komercyjnych”.

Równie ważna jak dostępność tanich mieszkań jest osiągalność publicznych żłobków i przedszkoli, które umożliwiłyby podjęcie pracy obu rodzicom w stosunkowo niedługim czasie po narodzinach dziecka. Jak źle wypada nasz kraj na tym polu, pokazuje porównanie z opisywaną wcześniej Francją – w 2008r. w tym kraju 42% dzieci w wieku poniżej 3 lat korzystało ze żłobków lub przedszkoli, a w Polsce tylko 7,9%. Z badań Eurostatu wynika, że w Polsce 56% dzieci w wieku powyżej 3 lat nie miało dostępu do przedszkola. Jeśli chcemy przetrwać jako naród, to nie mamy wyboru – musimy budować publiczne placówki opiekuńcze dla dzieci.

Warunki pracy są kolejnym elementem, który w naszym kraju nie sprzyja rodzinom. Żeby posiadać dziecko, trzeba mieć czas na opiekę nad nim, na wychowywanie, czy po prostu wspólne spędzane chwile. Tymczasem Polacy należą do najbardziej zapracowanych narodów – pod względem czasu pracy jesteśmy na 4. miejscu wśród państw UE. Jakby tego było mało, w wielu branżach, a szczególnie w handlu, można zaobserwować wyraźną tendencję do wydłużania pracy do późnych godzin wieczornych oraz zrównywania trybu pracy w niedzielę z dniami powszednimi. Oznacza to, że wtedy, kiedy dzieci są w szkole, rodzice odpoczywają po pracy lub przed pracą, a kiedy ich pociechy wracają z placówek edukacyjnych, opiekunowie wybierają się na drugą zmianę w zakładzie. W weekend, a w szczególności w niedzielę, która mogłaby być świetną okazją do nadrobienia tych rodzinnych zaległości i spędzenia wspólnie czasu, rodzice znów zmuszani są do pracy, na niemal identycznych zasadach jak w dni „robocze”. Popularny niegdyś system pracy od poniedziałku do piątku, w godzinach od 7 do 15, tak naturalny i dobrze korelujący z rodzinnym trybem życia, stał się dziś przywilejem dla nielicznych. Oczywistym jest, że specyfika niektórych branż wymusza ciągłą pracę i systemy zmianowe, również w weekendy. Natomiast należałoby w takich przypadkach stosownie rekompensować pracownikom te niedogodności, mając na uwadze odmienną użyteczność czasu w różnych częściach dnia i tygodnia. Nie ma za to żadnych przeciwwskazań, aby ukrócić praktyki działalności dużego handlu w niedzielę. Zakaz handlu w ten dzień obowiązuje np. w Niemczech i Austrii, bynajmniej nie ze względów religijnych. Oczywiście nie leży to w interesie właścicieli wielkich centrów handlowych i hipermarketów, których odwiedzanie w ten dzień tygodnia stało się dla wielu Polaków wręcz formą rozrywki. Te podmioty w istocie straciłyby na takim rozwiązaniu prawnym, gdyż konsumenci nie dokonywaliby u nich impulsywnego zakupu z reguły niepotrzebnych produktów przy okazji „zwiedzania” tych centrów. Ciężko natomiast mówić o stratach dla gospodarki narodowej jako takiej, gdyż rzeczywiście potrzebne produkty Polacy kupowaliby w inne dni tygodnia, a zaoszczędzone poprzez zredukowanie nieprzemyślanych zakupów pieniądze przeznaczyliby na inne cele – jak choćby oszczędności na przyszłość. Argumenty hipermarketowych lobbystów o konieczności redukcji zatrudnienia należy puścić w niepamięć, gdyż kolejnym ważnym zadaniem państwa w zakresie poprawy warunków pracy jest kontrola przedsiębiorstw pod względem przestrzegania przepisów BHP i egzekwowania praw pracowniczych – nie należą dziś do wyjątków w tych podmiotach sytuacje, że zatrudnieni pracują bez wymaganych przez prawo zabezpieczeń (nie tylko jeśli chodzi o wyposażenie, ale również stosowne przerwy), a przede wszystkim są przeciążeni obowiązkami, także w stosunku do zapisów w swoich umowach. Gdyby zlecane im zadania były odpowiednie do możliwości i płacy, liczba obecnie zatrudnionych mogłaby być wręcz niewystarczająca.

Niedostateczna jest wciąż ochrona pracujących kobiet w ciąży i po porodzie. Mimo iż zapisy prawne regulują tę kwestię w stopniu umiarkowanie dobrym, nadal pojawia się problem z praktyką i dochodzeniem swoich praw.

Ostatnim z podstawowych elementów warunków bytowych, są płace i ich siła nabywcza. Bezpośredni wpływ państwa na zarobki jest ograniczony. Obniżanie składek i stawek podatków nakładanych na pracę spowodowałoby, że tylko część z tych środków trafiłaby do kieszeni pracownika, a część do pracodawcy (ponieważ pracodawca nie byłby zmotywowany do transferu korzyści ze zmniejszonych danin do zatrudnionego – wolałby zachować całość dla siebie, a pracownikowi zapłaciłby tylko tyle więcej, ile wymógłby na nim rynek pracy w danej branży i regionie), a w dodatku skutkowałoby zmniejszeniem wpływów do budżetu, potrzebnych m.in. na realizację polityki prorodzinnej właśnie. Pozostaje ustalenie płacy minimalnej, która nie może być zbyt wysoka, aby część zatrudnionych – niewykwalifikowanych i niedoświadczonych, których praca nie przyniosłaby pracodawcy przychodów pokrywających ich gażę, nie została pozbawiona miejsca na rynku pracy. Można za to zadbać o upowszechnienie stosowania umów o pracę, aby zapisy o płacy minimalnej obejmowały wszystkich tych, których obowiązki względem podmiotu gospodarczego spełniają wymagania stosunku pracy – należy więc zdecydowanie poprawić zarówno częstotliwość, jak i skuteczność kontroli prawidłowości stosowania, bardzo dziś popularnych, umów zlecenia i o dzieło. Często wystarczyłoby bezwzględne zniesienie obowiązku informowania podmiotu gospodarczego o planowaniu wszczęcia kontroli przez organ kontrolujący. Kolejnym działaniem, które mogłoby polepszyć sytuację finansową rodzin, byłby system ulg podatkowych, obejmujący zarówno zdecydowanie zmniejszoną stawkę podatku od towarów i usług na artykuły dziecięce, jak i dużo większą kwotę zmniejszającą podatek dochodowy (wpływającą na wysokość tzw. kwoty wolnej od podatku) – zwiększającą się z każdym kolejnym dzieckiem w rodzinie. Dla tych rodzin, które z różnych powodów nie posiadają dochodów, lub są one niskie, należałoby stworzyć system zasiłków na dzieci. Dobrym posunięciem, choć może mniej bezpośrednio pomocnym, ale bardzo ważnym w wymiarze symbolicznym, byłoby zagwarantowanie wstępu do publicznych ośrodków kulturalno-rozrywkowych rodzinom za cenę np. dwóch biletów dla dorosłych, bez ograniczeń co do ilości posiadanych dzieci.

Zegar tyka

Czas mija nieubłaganie, a z każdym kolejnym rokiem negatywnych przemian demograficznych coraz bliżej jesteśmy momentu, w którym nie ma już ratunku. Jeśli w najbliższym czasie nie doczekamy się odpowiedzialnych ludzi u steru władzy, którzy za absolutny priorytet obiorą wsparcie rodzin, czeka nas katastrofa demograficzna, ekonomiczna i duchowa narodu. Niestety, zwrot naszego państwa w kierunku aktywnej polityki społecznej jest mało prawdopodobny, a szansa na to zmniejsza się wraz ze wzrostem popularności ideologii liberalnej i zwiększaniem się liczebności elektoratu antysocjalnego.

Łukasz K.

Bibliografia

Prognoza ludności na lata 2014-2050, Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 2014r., tabl. 17, http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ludnosc/prognoza-ludnosci/prognoza-ludnosci-na-lata-2014-2050-opracowana-2014-r-,1,5.html dostęp: 17-11-2014r.

ExxonMobil finansuje klimatycznych sceptyków, Wprost, 2010,http://www.wprost.pl/ar/202625/ExxonMobil-finansuje-klimatycznych-sceptykow/ . Dostęp: 17-11-2014r.

Pojęcie stosowane w badaniach statystycznych statystyki publicznej, Główny Urząd Statystyczny,http://old.stat.gov.pl/gus/definicje_PLK_HTML.htm?id=POJ-1058.htm . Dostęp: 17-11-2014r

Fertility rate, Total, THE WORLD BANK,http://data.worldbank.org/indicator/SP.DYN.TFRT.IN/countries?order=wbapi_data_value_2012+wbapi_data_value+wbapi_data_value-last&sort=desc . Dostęp: 17-11-2014r.

Piotr Szukalski, Czy w Polsce nastąpi powrót do prostej zastępowalności pokoleń?, Uniwersytet Łódzki, http://dspace.uni.lodz.pl:8080/xmlui/bitstream/handle/11089/4160/Zast%C4%99powalno%C5%9B%C4%87%20pokole%C5%84.pdf?sequence=1 , dostęp: 17-11-2014r.

Opracowanie własne, na podstawie danych z Banku Światowego: Fertility rate, Total, THE WORLD BANK, http://data.worldbank.org/indicator/SP.DYN.TFRT.IN/countries?order=wbapi_data_value_2012+wbapi_data_value+wbapi_data_value-last&sort=desc . Dostęp: 17-11-2014r.

Polska starzeje się w ekspresowym tempie. Grozi nam rewolucja?, Forsal, 2014, http://forsal.pl/artykuly/769227,polska-starzeje-sie-w-ekspresowym-tempie-grozi-nam-rewolucja.html. Dostęp: 17-11-2014r.

Babies born in England and Wales to non-UK born mothers, Office for National Statistics, 2014,http://www.ons.gov.uk/ons/rel/fertility-analysis/childbearing-of-uk-and-non-uk-born-women-living-in-the-uk/2011-census-data/info-mother-s-country-of-birth.html . Dostęp: 17-11-2014r.

Jak dzieci, to tylko na emigracji, Rzeczpospolita, 2014, http://www.rp.pl/artykul/1093843.html?p=1 . Dostęp: 17-11-2014r.

Indicateur conjoncturel de fécondité – France métropolitaine, Institut national de la statistique et des études économiques, http://www.bdm.insee.fr/bdm2/affichageSeries.action?anneeDebut=1993&anneeFin=2012&recherche=criteres&codeGroupe=1504&idbank=001686825 . Dostęp: 17-11-2014r.

Rafał Frąc, Francuska polityka prorodzinna, Stowarzyszenie Absolwentów Krajowej Szkoły Administracji Publicznej, http://saksap.ksap.gov.pl/?page_id=3613#_ftn7 . Dostęp: 17-11-2014r.

Wykres 6, Sytuacja gospodarstw domowych w 2013 r. w świetle wyników badania budżetów gospodarstw domowych, GŁÓWNY URZĄD STATYSTYCZNY Departament Badań Społecznych i Warunków Życia, Warszawa 2014r.

Przedszkola w Polsce: miejsce w publicznych placówkach ma tylko 43 proc. dzieci, Forsal, 2013,http://forsal.pl/artykuly/708610,przedszkola_w_polsce_miejsce_w_publicznych_placowkach_ma_tylko_43_proc_dzieci.html Dostęp: 17-11-2014r.

Bożena Kłos, Czas pracy w Polsce na tle innych państw członkowskich Unii Europejskiej, Tabela 2, strona 66, Studia BAS, http://orka.sejm.gov.pl/WydBAS.nsf/0/838BB23CC0D0E291C1257C4700457B75/$file/Klos.pdf dostęp: 17-11-2014r.

Uzasadnienie projektu ustawy „ WOLNA NIEDZIELA” o zmianie ustawy – Kodeks pracy, wraz z aktami wykonawczymi i wynikami przeprowadzonych konsultacji, http://wolnaniedziela.org/documents/uzasadnienieustawyWN.pdf dostęp: 17-11-2014r.

http://szturm.com.pl/miesiecznik/item/16-liberalizm-nas-zabije

Komentarzy 14 to “Liberalizm nas zabije”

  1. Onufry said

    POLACY wadza nas niszczy.I mowi nam miejcie nadzieje.

  2. „Polityka społeczna, głupcze!”…??? A to nie macie już dość pchania łap „polityki” do rodziny? Jak ja bym chciał żeby państwo się właśnie wycofało… Niestety jest właśnie na odwrót! A co ja tu czytam? a kwiatuszek jaki

    „…Bezpośredni wpływ państwa na zarobki jest ograniczony. Obniżanie składek i stawek podatków nakładanych na pracę spowodowałoby, że tylko część z tych środków trafiłaby do kieszeni pracownika, a część do pracodawcy (ponieważ pracodawca nie byłby zmotywowany do transferu korzyści ze zmniejszonych danin do zatrudnionego – wolałby zachować całość dla siebie…”

    co za bełkot marksistowski aż się rzygać chce… polecam na odtrutkę wykład Pana Skiby który mówi o FAKTACH do czego prowadzi „państwowa opieka” w rodzinie…Niebezpieczeństwa jakie przyczyniają się do jej rozkładu to przede wszystkim fałszywie pojmowana i wpajana przez zwodnicze lewicowe ideologie „równość”, jako „sprawiedliwość społeczna”. Jest też o redystrybucji dóbr przez państwo, rabunkowej polityce fiskalnej, które są zamachem na własność prywatną, co doprowadza do zubożenia rodziny i deprecjonuje powinność (zdolność) władzy rodzicielskiej do zapewniania bytu rodzinie, oraz podważa jej autorytet, który jest zastępowany przez „państwo opiekuńcze” w ramach tzw. „pomocy społecznej” i „ubezpieczenia społecznego” („gwarantowanego” przez państwo, które w zamian za nikłą szansę „emerytury” gdzieś w przyszłości, już dziś REALNIE pozbawia rodzinę kapitału). Które to państwo rości sobie również prawo do własności nad dziećmi, poprzez coraz wcześniejszy przymus edukacji gdzie dziecku wpajane są „wartości” deprecjonujące władzę rodzicielską, a utrwala się w nim przekonanie że tylko państwo stać na opiekę i wychowanie, oraz że tylko państwo stoi na straży praw dziecka, nie ucząc go jednak obowiązków wobec rodziców i narodu a tylko wobec państwa i jego „prawa”, czyli…

    i idę stąd bo mi się przed oczami czerwono zrobiło 🙂

  3. Polaczek said

    Żaden naród nie wytrzyma, gdy ma na sobie pasożyda.

  4. Guła said

    no i adekwatne do powyższego władze.

    Jest jedna rzecz która zastanawia w naszej rzeczywistości. Wybory krajowe do parlamentu europejskiego i owszem są, ale w tym parlamencie czeka na tych krajowych reprezentantów „mocna grupa pod wezwaniem”, którą nie wiadomo kto wyłania. Bo z jakimi zadaniami to już wiadomo.

  5. A-Ż said

    @2 Odysie
    Rozsądek, o który w szerszej perspektywie się tak wszyscy dobijamy mówi, że to Ty masz rację a autor artykułu rozsądek już zatracił skażony „socjalizmem”.
    Jeśli słowo „liberalizm” jeszcze kojarzy się z wolnością, to ja pytam gdzie jest wolność skoro mamy przymusowe szkoły dla dzieci, kiedy pod przymusem państwa musimy wysyłać je do szkół w wieku 6 lat? Kiedy są OBOWIĄZKOWE szczepienia, obowiązkowy ZUS, pozwolenia na budowę itp. to wolność jest czy przymus?
    Nie zadaję tych pytań Tobie, tylko tym co nie znają znaczenia słowa liberalizm (przynajmniej jego polskiego znaczenia). Więc nie odchodź, bo przyda się przewodnik w tej czerwonej mgle :).

  6. Jawnych kłamstw, przeinaczeń i odwróconej logiki przyczynowo-skutkowej jest w tym artykule wiele. W najbliższym czasie o ile będzie mi się chciało punkt po punkcie przełożę te czerwone wywody na język logiki która tu została w sposób chytry i perfidny odwrócona (będę dopisywał kolejne punkty, akapity w miarę chcenia, bo przyznam się szczerze że czasem nie chce mi się kolejny raz pisać w kółko tego samego, a kto wie czego szukać może znaleźć setki innych i lepszych od mojego tekstów obalających ten marksistowski bełkot). Bo każdy kto wie (szkoda że większość nie zdaje sobie z tego nawet sprawy!) ile i w jakiej formie zabiera mu państwo pieniędzy, wie w związku z tym doskonale jak bardzo przyczynia się ono do zubożenia obywatela w tym kraju. O ironio najwięcej właśnie zubaża tego biednego którym się rzekomo „opiekuje” (i to „za darmo” 🙂 ).

    Nie jest bowiem tak jak się sugeruje w artykule że państwo „…formę „maksimum” przyjmuje tylko w sferze fiskalizmu…” bo NAJGORSZY rabunek jakim się państwo wykazuje dotyczy właśnie sfery pozafiskalnej. Chodzi rzecz jasna o tzw. „ubezpieczenie społeczne” (i zdrowotne) które nazywa się mylnie „składkami”, dzięki którym rabowane są nie tylko pieniądze (co do których państwo orzekło poprzez wyrok Sądy Najwyższego że nie są nasze!), by obiecać „coś” w przyszłości (która z każdym podniesieniem wieku emerytalnego się oddala, niektórzy jej po prostu nie dożyją a ich pieniądze znikną w państwowym brzuchu), ale rabowane jest poczucie solidarności pokoleniowej w rodzinie. Bo oskładkowanie pracy uczy PRZEDE WSZYSTKIM właśnie EGOIZMU i liczenia na drapane od państwa, rugując ze świadomości potrzebę życia i myślenia o przyszłości tu i teraz.

    Człowiek który ma coś obiecane od państwa „na starość” (jak dożyje 🙂 )mało przykłada wagę do tego, żeby kwitła w rodzinie prawdziwa solidarność międzypokoleniowa, bo jego „rodziną” i „wspólnikiem” jest tutaj państwo, któremu oddawał przez całe zawodowe życie swój majątek, więc to państwo jest jego opiekunem i „rodziną” na starość zamiast dzieci, które w „rewanżu” (konsekwencji!) nie muszą się martwić czy obchodzić rodziców skoro rodzic ma „emeryturę”. Co innego gdyby rodzic zamiast emerytury miał oszczędności (nieprawdaż?) wtedy nawet najgorszy prymityw będzie się rodzicem opiekował by coś po nim odziedziczyć. Niestety tak w większości przypadków NIE BĘDZIE! bo „dziedziczy” państwo, które temu człowiekowi wszystko zabrało! (dlatego m.in. „państwo opiekuńcze” postanowiło jeszcze bardziej ulżyć w życiu emeryta zezwalając na wprowadzenie kolejnej bankowej usługi zwaną „odwróconą hipoteką” by ludzie starsi nie musieli żyć z głodowych emerytur i by wyprzedali się do cna zanim umrą).

    To co w większości zostało opisane w tym artykule to nie są skutki „liberalizmu” czy „kapitalizmu” w gospodarce, ale właśnie socjalizmu państwowego, i właśnie dziś realizują się (wbrew temu co tu autor napisał) KONSEKWENCJE tego bezhołowia i „wiary” w „misję społeczną” państwa, które ZAWSZE dba wyłącznie o siebie – aparat, i o „swoich” – czyli wybrańców którzy z nim współpracują w rabunku pozostałej reszty. Nie dlatego że nie realizuje swoich zadań (które na siebie wzięło i za które każe sobie słono płacić) jak trzeba, ale właśnie DLATEGO że je na siebie wzięło (nie za darmo) w zamian za nic nie warte „obietnice”! Pozbawiając tym samym rodzinę jednym ruchem długopisu pod taką czy inną ustawą władztwa nad jej majątkiem, i prawa rodziców do bycia jedynym autorytetem i źródłem dobrobytu dla swoich dzieci. Konsekwencje możemy gołym okiem obserwować… Rodzina jest rabowana (i zadłużana na koszt tej „opieki”) jednym ciągiem na kilka pokoleń naprzód!

    Największą głupotą w tym artykule jest stawianie sprawy z niską dzietnością w takiej oto zależności, że żeby zapewnić sobie przyszłość wystarczy urodzić dużo dzieci… Niestety zależność jest taka że żeby mieć dzieci to trzeba mieć środki tu i teraz (a nie „na przyszłość”), żeby móc te dzieci utrzymać, wychować i wykształcić po swojemu. W odpowiedzialności za przyszłość swoją i rodziców którzy pracują na wychowanie swoich pociech nie w celu wyhodowania parobków/podatników/dłużników i wyznawców państwowego „lewa”, ale DLA SIEBIE jako pociechę i opiekę na starość. Państwo socjalistyczne tę możliwość rodzicom i dzieciom odbiera!

    Katastrofa demograficzna jest skutkiem socjalizmu a nie liberalizmu (chyba że ktoś ma na myśli „liberalizm” obyczajowy ale to się winno wtedy mówić o libertynizmie). W państwach zachodnich widać to najlepiej ale już w innym wymiarze. Bo tam biedy (jeszcze) nie ma, ale przyczyną niskiej dzietności jest z kolei „kultura” hedonizmu i chęć czerpania przyjemności z życia (czyli libertynizm właśnie) a nie stan zamożności (który jest tylko środkiem), bo gdyby było inaczej to Polacy którzy wyjechali na zachód nie mnożyliby się w takim tempie a uprawialiby ten sam „styl życia” jak autochtoni. Trzeba więc pamiętać o tym, że kapitał to TYLKO środek. Zgniły zachód wykorzystuje go do korzystania z życia nie licząc się z przyszłością, zaś Polacy jeszcze wiedzą czym jest rodzina i dzieci więc wykorzystują ten sam kapitał po to żeby się realizować w tradycji jaką zabrali ze sobą z Polski.

    Polaków są na zachodzie MILIONY! I wystarczy tylko przywrócić normalne warunki gospodarcze w Polsce by zła sytuacja demograficzna zniknęła w jednej chwili, za sprawą powrotu tych milionów naszych rodaków wraz z dziećmi pod polską strzechę… Jednak bez likwidacji „państwa opiekuńczego”, które dziś przeciętnego Polaka kosztuje około 80% jego dochodów (w postaci różnych podatków, „składek”, opłat i nie licząc tego wszystkiego na co państwo marnuje pieniądze) nikt do Polski nie będzie chciał wracać by tu wydawać i inwestować swoje ciężko zarobione na zachodzie pieniądze… Tymczasem Polacy od 25 lat wybierają do władzy etatystów, i populistów którzy ciągle chcą się nimi „opiekować”, i są bombardowani podobnymi do powyższego gniotami rodem z leninizmu marksizmu, więc mamy to co mamy… Polecam lekturę

    http://odyssynlaertesa.wordpress.com/2014/01/09/tax-care-polska-rodzina-w-szponach-fiskusa-struktura-daniny-oddawanej-panstwu/

  7. Reblogged this on Łódź Odysa and commented:
    Jawnych kłamstw, przeinaczeń i odwróconej logiki przyczynowo-skutkowej jest w tym artykule wiele. W najbliższym czasie o ile będzie mi się chciało punkt po punkcie przełożę te czerwone wywody na język logiki która tu została w sposób chytry i perfidny odwrócona (będę dopisywał kolejne punkty, akapity w miarę chcenia, bo przyznam się szczerze że czasem nie chce mi się kolejny raz pisać w kółko tego samego, a kto wie czego szukać może znaleźć setki innych i lepszych od mojego tekstów obalających ten marksistowski bełkot). Bo każdy kto wie (szkoda że większość nie zdaje sobie z tego nawet sprawy!) ile i w jakiej formie zabiera mu państwo pieniędzy, wie w związku z tym doskonale jak bardzo przyczynia się ono do zubożenia obywatela w tym kraju. O ironio najwięcej właśnie zubaża tego biednego którym się rzekomo „opiekuje” (i to „za darmo” 🙂 ).

    Nie jest bowiem tak jak się sugeruje w artykule że państwo „…formę „maksimum” przyjmuje tylko w sferze fiskalizmu…” bo NAJGORSZY rabunek jakim się państwo wykazuje dotyczy właśnie sfery pozafiskalnej. Chodzi rzecz jasna o tzw. „ubezpieczenie społeczne” (i zdrowotne) które nazywa się mylnie „składkami”, dzięki którym rabowane są nie tylko pieniądze (co do których państwo orzekło poprzez wyrok Sądy Najwyższego że nie są nasze!), by obiecać „coś” w przyszłości (która z każdym podniesieniem wieku emerytalnego się oddala, niektórzy jej po prostu nie dożyją a ich pieniądze znikną w państwowym brzuchu), ale rabowane jest poczucie solidarności pokoleniowej w rodzinie. Bo oskładkowanie pracy uczy PRZEDE WSZYSTKIM właśnie EGOIZMU i liczenia na drapane od państwa, rugując ze świadomości potrzebę życia i myślenia o przyszłości tu i teraz.

    Człowiek który ma coś obiecane od państwa „na starość” (jak dożyje 🙂 )mało przykłada wagę do tego, żeby kwitła w rodzinie prawdziwa solidarność międzypokoleniowa, bo jego „rodziną” i „wspólnikiem” jest tutaj państwo, któremu oddawał przez całe zawodowe życie swój majątek, więc to państwo jest jego opiekunem i „rodziną” na starość zamiast dzieci, które w „rewanżu” (konsekwencji!) nie muszą się martwić czy obchodzić rodziców skoro rodzic ma „emeryturę”. Co innego gdyby rodzic zamiast emerytury miał oszczędności (nieprawdaż?) wtedy nawet najgorszy prymityw będzie się rodzicem opiekował by coś po nim odziedziczyć. Niestety tak w większości przypadków NIE BĘDZIE! bo „dziedziczy” państwo, które temu człowiekowi wszystko zabrało! (dlatego m.in. „państwo opiekuńcze” postanowiło jeszcze bardziej ulżyć w życiu emeryta zezwalając na wprowadzenie kolejnej bankowej usługi zwaną „odwróconą hipoteką” by ludzie starsi nie musieli żyć z głodowych emerytur i by wyprzedali się do cna zanim umrą).

    To co w większości zostało opisane w tym artykule to nie są skutki „liberalizmu” czy „kapitalizmu” w gospodarce, ale właśnie socjalizmu państwowego, i właśnie dziś realizują się (wbrew temu co tu autor napisał) KONSEKWENCJE tego bezhołowia i „wiary” w „misję społeczną” państwa, które ZAWSZE dba wyłącznie o siebie – aparat, i o „swoich” – czyli wybrańców którzy z nim współpracują w rabunku pozostałej reszty. Nie dlatego że nie realizuje swoich zadań (które na siebie wzięło i za które każe sobie słono płacić) jak trzeba, ale właśnie DLATEGO że je na siebie wzięło (nie za darmo) w zamian za nic nie warte „obietnice”! Pozbawiając tym samym rodzinę jednym ruchem długopisu pod taką czy inną ustawą władztwa nad jej majątkiem, i prawa rodziców do bycia jedynym autorytetem i źródłem dobrobytu dla swoich dzieci. Konsekwencje możemy gołym okiem obserwować… Rodzina jest rabowana (i zadłużana na koszt tej „opieki”) jednym ciągiem na kilka pokoleń naprzód!

    Największą głupotą w tym artykule jest stawianie sprawy z niską dzietnością w takiej oto zależności, że żeby zapewnić sobie przyszłość wystarczy urodzić dużo dzieci… Niestety zależność jest taka że żeby mieć dzieci to trzeba mieć środki tu i teraz (a nie „na przyszłość”), żeby móc te dzieci utrzymać, wychować i wykształcić po swojemu. W odpowiedzialności za przyszłość swoją i rodziców którzy pracują na wychowanie swoich pociech nie w celu wyhodowania parobków/podatników/dłużników i wyznawców państwowego „lewa”, ale DLA SIEBIE jako pociechę i opiekę na starość. Państwo socjalistyczne tę możliwość rodzicom i dzieciom odbiera!

    Katastrofa demograficzna jest skutkiem socjalizmu a nie liberalizmu (chyba że ktoś ma na myśli „liberalizm” obyczajowy ale to się winno wtedy mówić o libertynizmie). W państwach zachodnich widać to najlepiej ale już w innym wymiarze. Bo tam biedy (jeszcze) nie ma, ale przyczyną niskiej dzietności jest z kolei „kultura” hedonizmu i chęć czerpania przyjemności z życia (czyli libertynizm właśnie) a nie stan zamożności (który jest tylko środkiem), bo gdyby było inaczej to Polacy którzy wyjechali na zachód nie mnożyliby się w takim tempie a uprawialiby ten sam „styl życia” jak autochtoni. Trzeba więc pamiętać o tym, że kapitał to TYLKO środek. Zgniły zachód wykorzystuje go do korzystania z życia nie licząc się z przyszłością, zaś Polacy jeszcze wiedzą czym jest rodzina i dzieci więc wykorzystują ten sam kapitał po to żeby się realizować w tradycji jaką zabrali ze sobą z Polski.

    Polaków są na zachodzie MILIONY! I wystarczy tylko przywrócić normalne warunki gospodarcze w Polsce by zła sytuacja demograficzna zniknęła w jednej chwili, za sprawą powrotu tych milionów naszych rodaków wraz z dziećmi pod polską strzechę… Jednak bez likwidacji „państwa opiekuńczego”, które dziś przeciętnego Polaka kosztuje około 80% jego dochodów (w postaci różnych podatków, „składek”, opłat i nie licząc tego wszystkiego na co państwo marnuje pieniądze) nikt do Polski nie będzie chciał wracać by tu wydawać i inwestować swoje ciężko zarobione na zachodzie pieniądze… Tymczasem Polacy od 25 lat wybierają do władzy etatystów, i populistów którzy ciągle chcą się nimi „opiekować”, i są bombardowani podobnymi do powyższego gniotami rodem z leninizmu marksizmu, więc mamy to co mamy… Polecam lekturę

    http://odyssynlaertesa.wordpress.com/2014/01/09/tax-care-polska-rodzina-w-szponach-fiskusa-struktura-daniny-oddawanej-panstwu/

  8. Panie Arturze nie zamierzam nigdzie odchodzić! Miałem na myśli tylko ten czerwony artykuł z którego (o ile mnie oczy nie mylą) zniknęły już pewne „niefortunne” sformułowania 🙂 ale jednak trzon anty-logiki dalej sterczy jak wyciągnięta karząca ręka Lenina krzycząc „dziś Warszawa, jutro Berlin a później cały świat!”…cud jaki czy co? 😉

  9. Guła said

    Mnożą się w takim tempie ponieważ każdy noworodek w danym państwie za Odrą, staje się jego obywatelem. Co gwarantuje jego rodzicom względne bezpieczeństwo i jemu samemu też. Którego niestety od dwóch dekad nie posiadają w własnym kraju pomiędzy rodzimymi liberałami.

    Nie zagrzebywałbym problemu tymi czy innymi argumentami, ponieważ celem nadrzędnym obywatelstwa w Kraju stała się mamona.

  10. grafen said

    Po co.te statystyki,prognozy,wyjaśnienia – są zbędne.Każdy to widzi.W latach 80 ub.wieku,kiedy urodził się mój syn,podwórka osiedlowe pełne były wesołej rozkrzyczanej dzieciarni.Dzisiaj jest cisza,pusto.Plac zabaw,to dwoje,troje dzieci ( w lecie).Zapewne będzie jak dawniej,kiedy w osiedlu zamieszkają obcokrajowcy wraz z licznym potomstwem.

  11. A-Ż said

    @8 Cieszę się Odysie, że Pan nie odchodzi 🙂

    Te nagrania pewnie są znane, ale warto przypomnieć:

  12. Zenek said

    To jest właśnie ta cała żydowska teologia. Gojów jest już za dużo i stąd „globalne ocieplenie”, i stąd różne programy praludzkie, między innymi o depopulacji. Programy tworzone przez różnych mądrali od NWO i wiele, wiele innych postępowych pomysłów. Stąd podżeganie goja przeciwko gojowi, stąd patriotyczne organizacje tworzone dla gojów, stąd partie polityczne mające gojom służyć do odzyskania państwa z rąk niewiernych i bolszewików (patrz min. PiS). Bolszewizm również gojom zorganizowali i skierowali przeciwko ciemiężycielom-kapitalistom i burżujom. Czegóż une dla tych gojów nie zrobiom??? Zrobiom wszyćko, czego dusza goja zapragnie, a to wszyćko dla jego dobra. Co do demografii, to wszystko zmierza na razie w takim kierunku, jaki zakładali żydy na Klubie Rzymskim, oraz w innych miejscach swoich tajnych, humanistycznych i proludzkich spotkań… Żeby było jasne, to zboczeńców nie brakuje również wśród gojów, stąd często głupie i przeważnie chciwe goje, pomagają w utylizacji swoich i robią to najlepiej jak mogą, w swoim zaślepieniu, patrząc tylko na własną karierę i kieszeń. Są również i bezinteresowne pożyteczne durnie.

  13. Marek said

    Tak te szacunki, że do roku 2050 ubędzie tylko 4,5 mln Polaków są tak samo
    optymistyczne jak bajka o polskiej. zielonej wyspie. PO kolejnej 4-ro letniej kadencji
    władz okupacyjnych PO-PSL zapewnionej przez PiSiaków Kwaczyńskiego w Polsce
    już w roku 2020 może ubyć nawet nie 5 ale nawet 10 mln Polaków.
    Większość starszych ludzi żyjących w skrajnej nędzy bez opieki medycznej będzie
    szybko wymierać, a młodzi widząc co się dzieje będzie jeszcze szybciej opuszczać
    swoją ojczyznę. Scenariusz czarny ale za to bardzo realny.

  14. as said

    Ale polactwo ciągle głosuje i wybiera LIBERAŁÓW

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: