Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Tomasz A. Żak, Stanisława Wiatr-Partyka: Opowieść o Kresach – Dwa domy (11)

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2015-02-14

ballada o utraconym domu Dwie książki wyróżnione w ubiegłorocznej edycji Literackiej Nagrody im. Józefa Mackiewicza łączy arcypolski łańcuch pokoleń, które odwołują się do najświętszej i najbardziej heroicznej tradycji kresowej, a jednocześnie czynią to w sposób dotąd niespotykany, prawdziwy po prostu. To się chce czytać i być w tych zaklętych w literaturę uczuciach. Pamiętać również należy, że obie książki, a szczególnie „Dom za żelazną kurtyną…”, to także dzieła wyjątkowej urody edytorskiej, czego zamieszczane na naszym portalu wyimki nie są w stanie oddać nawet w połowie. Zapraszamy wiec na Kresy, zapraszamy do Polski. 

 

Stanisława Wiatr-Partyka, Ballada o utraconym domu. Warszawa 2013

Nieśwież I

„Chwalcie łąki umajone” –
Z klasztoru
Nad wodą
Głos trąbki srebrzyście się ściele…
Z drugiej strony
Przez wodę
Słychać dzwony –
To w farnym kościele…
A tam znowu
Od koszar
„Ułani, ułani
Malowane dzieci…”
I po wodzie
Daleko
Głos leci… 

Światełka…
Światełka!
To gondole kolorowe na jeziorze!
Dziś jest Święto Morza!
A w Słuckiej Bramie –
Znicze…
Okna Nowego Miasta oświetlone…
Ogniska na Kolonii Urzędniczej… 

A nad wszystkim –
Ratusz!
Przed ratuszem –
Róże!
Dalej – sklep Brechałki,
Okienka w murze…
Kasyno,
Grobla,
Zamek,
Ulica Senatorska. 

Pachnie maciejka.
Ganek.
Tam była Polska.

Tarnów, 1960



 

Tomasz A. Żak, Dom za żelazną kurtyną. Tarnów 2013

 dwa domy 11

Parkowa grobla wiedzie na zamek

Rozdział XI

Miasto i łańcuch

 

(…)

To oczywiste, że dla mnie spotkanie z Nieświeżem od samego początku było wypatrywaniem małej dziewczynki z jasnymi loczkami, a może z warkoczykami „tańcującymi” przy twarzy. Zdawało mi się, że widzę ją raz z tej, raz z tamtej strony jadącego autokaru. W którą uliczkę skręciła? A może idzie tam z przodu, tam gdzie zaczyna się grobla? Wjeżdżaliśmy do Nieświeża od strony Nowego Miasta i teraz wiem, że każda inna droga byłaby zła. Wjeżdżaliśmy więc przez groblę: na lewo jezioro Panny, na prawo Zamkowe. Za wodą i drzewami wieże zamku, a blisko już Słucka Brama… (…)

Matko Boska za Słuckiej Bramy!

Daj zapomnieć ten dom błękitny.

Ten dom, który ciągle udaje,

że jest.

Pani tak kiedyś napisała, bo pamiętanie boli, a to przecież niemożliwe, żeby zapomnieć. Bo ani zapomnieć się nie da, ani nie myśleć, ani nie mówić o tym błękicie nurzającym się w jeziornej toni. Ot, to właśnie jest nasza Kresowa Arkadia: drewniany ganek, maciejka, świecące okna za wodą, z chmur utkane ogrody dzieciństwa, smak tamtej Ojczyzny Odrodzonej, którego nie znajdziesz dzisiaj nad Wisłą. To wszystko jakby na wyciągnięcie ręki.

(…)

Na nieświeskim cmentarzu ze zniszczonego kamienia odczytuję słowa Jana Kochanowskiego:  „A jeśli komu droga otwarta do nieba, Tym co służą ojczyźnie”. Kiedy w 1919 r. miasto zajęli bolszewicy, to nieświeżanie podjęli decyzję o zbrojnym oporze. W nocy z 14 na 15 marca opanowali najważniejsze budynki i zlikwidowali miejscowy tzw. sowiet, rozstrzeliwując naczelnika policji politycznej (Czeka) i komisarzy – Rozenbluma i Grynblata. Niestety, powstanie, na którego czele stał profesor Gimnazjum – Mieczysław Wołnisty, zostało zdławione, a aresztowanych przywódców rozstrzelano. W II RP postawiono w Nieświeżu dwa pomniki ku czci ofiar. Ponadto w gimnazjalnej auli (wówczas zwanej salą rekreacyjną) odsłonięto marmurową tablicę z wizerunkiem profesora Wołnistego, na której pod portretem zostało wyryte zdanie: „Umarłeś dla Ojczyzny – ucz nas dla niej żyć”. Pomnik wystawiony obok Ratusza zburzyli okupanci sowieccy już w 1939 r., a drugi, postawiony na cmentarzu, przetrwał, choć w 1944 r. odkuto z niego napis: „Zamordowani przez bolszewików”. Oprócz sentencji mistrza z Czarnolasu zachowały się jednak nazwiska zamordowanych: Mieczysław Wołnisty, Polikarp Kolenda,  Józef Januszkiewicz, Konstanty Szydłowski, Stanisław Iwanowski oraz adnotacja: „Pięciu Poległym Związek Młodzieży Polskiej Gimn. im. Wład. Syrokomli 21 marca 1926”. Kwaterę, zwaną Grobem Pięciu Poległych, otacza łańcuch o grubych potężnych ogniwach, którym wciąż daleko do zerwania, choć rdza pomalowała je już kolorowo.

(…)

Możemy już teraz pójść parkową groblą na zamek. W roku 2012 przeszło tędy nie mniej jak 300 tysięcy odwiedzających. I nie mniej jak 300 tysięcy nie mogło się powstrzymać od komiksowego: Wow! To „wow!” wywołuje widok zamku, który jest dla wszystkich niespodzianką: Coś takiego, tutaj, na tej Białorusi?! Tymczasem nim przejdziemy przez bramę i zobaczymy dziedziniec ze studnią, to warto uświadomić sobie, czym jest to odbudowane historyczne cacko. Oto przed nami największa (zespół pałacowo-parkowy zajmuje ok. 100 ha powierzchni!), najdroższa (55 milionów dolarów!) oraz najbardziej spektakularna w XXI wieku rekonstrukcja – odbudowa polskiego zabytku na całym świecie (wliczając w to także prace konserwatorskie i renowacyjne na terenie III RP). (…)

Na pewno jest w tym coś irracjonalnego: taka decyzja, takie pieniądze i taki obiekt, który w zasadzie mógłby firmować sobą inne państwo, niż Białoruś. Efekt tej „mitycznej” decyzji, który można oglądać po 10 latach, jest w każdym bądź razie niesamowity. Szczególnie z naszego, polskiego punktu widzenia, bo nawet nie chodzi tutaj o te wszystkie zabiegi, które z tzw. żywej ruiny uczyniły obiekt „klasy zero”, a właśnie o fakt, że zadbano tutaj z niebywałą pieczołowitością o wszelkie szczegóły, które odtwarzają stan zamku sprzed II wojny światowej; stan, który jednoznacznie eksponuje historyczną polskość tego obiektu. Z racji patronatu państwa, pierwszą osobą, która obejrzała odbudowany zamek w Nieświeżu był  prezydent Białorusi, Aleksander Łukaszenko. Natomiast uroczystego otwarcia wraz z prezydentem dokonali przybyli z zagranicy potomkowie książęcego rodu Radziwiłłów – Michał i Mikołaj.  Zaskoczenie? Tak Pani S., to wszystko na pewno nie pasuje do obowiązującej „w temacie” Białorusi narracji, którą wdrukowuje się u nas obecnie Polakom do głów. A łańcuch rdzewieje coraz bardziej, choć ogniwa wciąż mocne…

(…)

A dwa dni później przyszła do mnie muzyka. Było to 1 lipca, w dniu Święta Niepodległości Białorusi. Specjalnie dla przybyłej z Polski grupy nieświeżan przygotowano koncert, oczywiście na zamku. I znów zobaczyłem studnię zwieńczoną kutym w żelazie pelikanem i dziedziniec otoczony zewsząd zabudowaniami. Na program zaproponowanego nam koncertu składały się w większości standardy europejskiej opery i operetki oraz rozpisane na fortepian i żeński kwartet skrzypcowy kompozycje mistrzów romantyzmu i baroku. Wykonawcami byli artyści z różnych kontynentów biorący udział w wielkim białoruskim projekcie „Młoda muzyka”. Dawno nie otrzymałem takiej dawki twórczej energii, jak właśnie wtedy. Zwykło się w takich sytuacjach mówić o „uczcie duchowej”, a mnie po prostu było wstyd. Tak, Pani S., wstyd – wstyd za polską kulturę, która zeszła do poziomu grilla i pieśni biesiadnej. I efekt jest taki, że – szczerze mówiąc – nie wyobrażam sobie, aby np. w moim mieście – Tarnowie, jego władze takim koncertem chciały firmować swą kulturalną kondycję. Z tym wstydem w sercu, a nawet z zazdrością, dziękowałem za ten koncert, za tak poważne nas potraktowanie.

(…)

A jak ktoś chce, to się dowie, że np. zbudowana w Mińsku w 2006 r. Biblioteka Narodowa Białorusi jest jedną z największych i najbardziej niezwykłych bibliotek świata. Tutaj znajdują najliczniejsze zbiory białoruskich materiałów drukowanych, a także trzecia na świecie co do wielkości kolekcja książek w języku rosyjskim, choć sławę miejsce to zdobyło najpierw ze względu na swój kształt architektoniczny. 23-piętrowa Biblioteka została zbudowana w kształcie kryształu diamentu (wysokość ponad 70 metrów). Jej ogólna powierzchnia wynosi ponad 100 tys. m2. Na górze budowli znajdują się punkty widokowe (otwarty i zamknięty), skąd można obserwować cały Mińsk. (…)

A jak ktoś chce, to dowie się również, że wyższe wykształcenie na Białorusi można otrzymać w 45 państwowych i 10 prywatnych uczelniach, a stosunek ilości studentów do ogólnej liczby ludności jest jednym z najwyższych w Europie. Jeżeli ktoś studiował tutaj bezpłatnie, to państwo przewiduje obowiązkowe skierowanie takiego studenta do pracy na dwa lata (dodajmy, że po tzw. zawodówce czy po technikum skierowanie obowiązuje na Białorusi przez jeden rok). Dzięki temu systemowi gwarantowana jest praca w zawodzie i zdobycie doświadczenia. Po dwu latach można albo dalej pracować w tym samym miejscu, albo zmienić pracę. Oczywiście, nie każdy może być zadowolony ze skierowania. W takim przypadku wnioskuje się o zmianę miejsca, ale można też w ogóle zrezygnować z tej opcji, choć wtedy trzeba zapłacić za lata bezpłatnych studiów. Studenci, którzy mają bardzo dobre stopnie w nauce, mogą sami wybierać miejsce skierowania do pracy. I ważna dodatkowa informacja: jeżeli osoba kierowana do pracy jest w stanie małżeńskim, to komisja uczelni skieruje ją w miejscu zamieszkania lub pracy małżonki czy małżonka. Na Białorusi studiują ludzie z całego świata (odnotowano ostatnio, że z 88 krajów). (…)

A u nas w tym czasie zbudowano Stadion Narodowy. A nasi absolwenci aplikują o pracę „na zmywaku” w Londynie, albo przy zbiorze kapusty w Niemczech. Ktoś z uporem piłuje nasz łańcuch. Jeszcze trochę, a ogniwa pękną.

(…)

Tam polski świat nie tyle odszedł, co go zamordowano. Nie tyle fizycznie, co duchowo. I tutaj paradoks, tzw. poznawczy, związany z tym, kto – tak naprawdę – docenia polską przeszłość?  Dwadzieścia lat temu białoruska muzykolog – dr Olga Dadiomowa wyruszyła do Polski na poszukiwania zaginionych muzycznych rękopisów Radziwiłłów. Ku swemu zaskoczeniu w bibliotekach Warszawy i Krakowa odnalazła nuty nieświeskich kompozytorów dworskich z XVIII wieku. Odkrycie to zmieniło dotychczasową opinię badaczy, że na Białorusi nie było elitarnej kultury muzycznej. Natomiast osobista ocena tej sprawy przez panią Olgę dodatkowo „odczarowuje” sowieckie schematy: „W społeczeństwie radzieckim istniał stereotyp szlachcica krwiopijcy i ciemiężyciela ludu, o dawnej kulturze świeckiej nie mówiono. Wychodziło na to, że w środku Europy leży „trójkąt bermudzki”, który wszystkie nurty kulturalne — renesans, klasycyzm, barok — ominęły”. Pani doktor zajęła się tworzeniem naukowego wizerunku muzycznego Białorusi, a znani działacze kultury postarali się o to, aby unikatowe partytury nie wylądowały tylko w jakimś muzeum czy na bibliotecznych półkach.

Wiktor Skorobogatow, reżyser Teatru Opery i Baletu w Mińsku, wraz z kompozytorem Włodzimierzem Bajdowym i dramatopisarzem Sergiuszem Kuzniecowem podjęli się pracy nad jedną z odnalezionych oper – „Cudze bogactwo nikomu nie służy”, autorstwa Jana Dawida Hollanda. Napisano partie dla instrumentów orkiestry, dopracowano dramaturgię, utracone fragmenty partytury uzupełniono muzyką Hollanda z innych utworów, wreszcie ze szlacheckiej polszczyzny tekst przetłumaczono na język białoruski. Podkreślam to ostatnie: „przetłumaczono na język białoruski”. Szef muzyczny operowego projektu „open air” w Nieświeżu, Wiaczesław Wolicz, nie namyślał się długo i właśnie ten utwór uczynił głównym punktem programu. Po 200 latach na zamku znów zabrzmiała muzyka kapelmistrza zamkowego Radziwiłłów. A dziennikarka czasopisma „Belarus”, Wiktoria Kamiendowa, recenzując to wydarzenie, zauważyła przy okazji rzecz wyjątkowo istotną:

„Czas jak gdyby się cofnął, publiczność przypomniała sobie o dawnej świetności, była dumna ze swojego kraju, w którym teraz również jest wielu zdolnych i wrażliwych ludzi. Przyczyna uczucia, które wszystkich ogarnęło, jest prosta, po wsze czasy osoby twórcze są wierne jednej zasadzie — być źródłem inspiracji i wychowywać zamiłowanie do piękna. Póki żyje w nich natchnienie i wyobraźnia, będą aktywni i kreatywni”.

I tak, Pani S. wygląda moja niespodzianka. A może raczej lekcja pokory, którą warto by też aplikować wielu, wielu Polakom. Tylko czy uda się z niej wyciągnąć wnioski?

(…)


Książkę Tomasz A. Żaka „Dom za żelazną kurtyną. Listy do Pani S.” można nabyć m.in. w księgarni internetowej multibook.pl, korzystając z adresu:

http://multibook.pl/pl/p/tomasz-a-ak-dom-za-elazn-kurtyn-listy-do-pani-s/4950

 

Wirtualna Polonia

Komentarze 2 do “Tomasz A. Żak, Stanisława Wiatr-Partyka: Opowieść o Kresach – Dwa domy (11)”

  1. gość said

    Upamiętnią rzeź wołyńską

    Rzeźbiarz Andrzej Pityński, polski artysta, od 40 lat żyjący i tworzący w Stanach Zjednoczonych, pracuje nad realizacją pomnika Rzeź Wołyńska, który ma stanąć w Polsce. Jego lokalizacja nie jest jeszcze ustalona.

    Pomnik będzie monumentalną kompozycją rzeźbiarską, mającą 14 metrów wysokości. Odlany zostanie w brązie, pokryty jasno brązową patyną i stanie na cokole z granitu o wysokości 1,5 metra. Monument w całości zostanie sfinansowany przez Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, SWAP-Okręg 2 w Nowym Jorku.

    Monumentalny pomnik Rzeź Wołyńska będzie wymownym symbolem pamięci Narodu Polskiego o zbrodni ludobójstwa dokonanej na polskiej ludności wschodnich terytoriów II Rzeczypospolitej. Stanie w Polsce, by nigdy Polacy nie zapomnieli o swoich rodakach, którzy w bestialski sposób zostali zamordowani w latach 1942-1945 tylko dlatego, że byli Polakami i katolikami. Będzie świadectwem pamięci o tych setkach tysięcy niewinnych ofiar, głównie matek, starców i dzieci, którzy zostali pomordowani na naszych Kresach Wschodnich przez Organizację Nacjonalistów Ukraińskich i jej zbrojne ramię UPA – Ukraińską Powstańczą Armię.

    Pomnik składa się z trzech elementów. Centralnie widzimy orła w koronie. Na jego rozpostartych skrzydłach artysta umieścił nazwy miejscowości, w których UPA dokonała mordów na Polakach; w jego piersi jest wycięty krzyż, zaś w środku dostrzegamy dziecko nabite na trójzębne widły. W symboliczny sposób nawiązują one do ukraińskiego tryzuba, który dla Polaków na Wołyniu oznaczał śmierć. U jego podstawy artysta umieścił naturalnej wielkości postacie: ojca, matki z niemowlęciem, chłopca i dziewczynki, a za nimi fragment ogrodzenia ze sztachetami, na które wbite są trzy główki dziecięce, a czwarta leży obok płotu na ziemi. Postaci otoczone są abstrakcyjnymi płomieniami stanowiącymi jednocześnie podstawę kompozycji rzeźbiarskiej pomnika.

    Na skrzydłach orła artysta umieścił nazwy niektórych miejscowości, osad i wsi, gdzie UPA dokonała mordów na Polakach. Części z nich nie ma już na mapach. Większość naszych rodaków, którzy zginęli na Kresach, nie ma krzyży na swoich grobach. Nikt nie zapalił na nich znicza, nie odmówił modlitwy, bo ich ciała mordercy z UPA wrzucali do przydrożnych rowów, palili albo grzebali w zbiorowych mogiłach. Mordowali mężczyzn, kobiety i dzieci, stosując najwymyślniejsze tortury. Grabili majątki, równali całe osady i wsie z ziemią, niszcząc wszystkie ślady kultury polskiej. Blisko 90 proc. Polaków, którzy zostali przez nich zamordowani, spoczywa w niepoświęconej ziemi bez żadnego upamiętnienia.

    Nie można zrozumieć tego ogromu cierpień, jakiego doświadczyli Polacy w tamtych czasach, jak tylko i wyłącznie przez porównanie jej do męczeńskiej śmierci Chrystusa. Jezus, umierając na krzyżu, wypowiedział słowa pełne bólu i osamotnienia: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”. Zadał to pytanie swojemu Ojcu w momencie śmierci, kiedy był już całkowicie bezradny, czuł, że został opuszczony i pozostawiony sam ze swoim cierpieniem. Tak samo czuły się polskie rodziny, które musiały doświadczać niewyobrażalnego cierpienia w bestialski sposób mordowane przez swoich oprawców z UPA. Pityński zmienia słowa Jezusa i na skrzydłach orła umieszcza napis: „Boże, Nasz Boże, czemuś Nas opuścił”. Oni wtedy też pytali, dlaczego Bóg ich opuścił, był milczący, odwrócił się od nich w chwilach, kiedy doświadczali ludzkiej podłości, umierali w bólu, upodleni, doświadczając nieludzkich cierpień, pastwienia się nad nimi, udręczeni, pełni bólu i cierpienia, do końca wierząc jak Jezus w miłość Boga, który ich przyjmie do siebie. Nikt nie byłby w stanie przetrwać tych cierpień, jakie ich wtedy spotykały, bez wiary w Boga.

    Pamiętajmy też o tym, że to, co spotkało naszych rodaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1942-1945, miało miejsce także na Kresach Rzeczypospolitej ponad sto lat wcześniej, bo w 1768 roku. Wówczas doszło do buntu hajdamaków i Kozaków, którzy w taki sam, okrutny sposób, stosując te same metody, wymordowali, nie oszczędzając kobiet i dzieci, prawie 200 tys. Polaków. Symbolem tych zbrodni pozostaje rzeź w Humaniu, gdzie hajdamacy 21 czerwca 1768 roku wymordowali całą ludność miasta, Polaków i Żydów, blisko 20 tysięcy osób. O wydarzeniach w 1768 roku, w sposób niemal proroczy przestrzegając nas, pisał w swoim poemacie „Beniowski” Juliusz Słowacki. „Czy nie wiesz o tym, że na Ukrainie zaczęła się rzeź i szlachty wyrznięcie? Pod święconymi nożami krew płynie; Pop otwiera pierś, a chłop daje cięcie w bijące serce. Cały naród ginie jak w zapalonym przez Boga okręcie; A ty, że byłeś jak miecz obosieczny, Ale bezczynny, sądzisz, żeś bezpieczny!”.

    Ileż to jeszcze polskiej krwi przeleje się na tej ziemi. Polski Naród musi wiedzieć o tym, co się wydarzyło na Kresach, o mordach OUN-UPA. Nie możemy czekać, by znowu w przyszłości taka tragedia się powtórzyła. Ten pomnik jest przestrogą. W sposób realistyczny pokazuje dramat, jaki się tam rozegrał. W dolnej części pomnika dostrzegamy rodzinę, symbol odwiecznej obecności Polaków na tych ziemiach. Ojciec rodziny trzyma wysoko uniesiony krzyż w geście, jaki znamy z przedstawień w sztuce ojca przeora Augustyna Kordeckiego broniącego klasztoru w Częstochowie podczas potopu szwedzkiego w 1655 roku i ks. Ignacego Skorupki w bitwie pod Ossowem z bolszewikami w 1920 roku. Do nóg matki trzymającej w ramionach niemowlę tuli się jej córeczka trzymająca kurczowo misia. Jedynie ich syn, który w swoim młodzieńczym zapale rozkłada szeroko ramiona, próbuje podjąć walkę z oprawcami. Wszyscy stojący obok siebie stuleni jak pisklęta w gnieździe, otoczeni przez płomienie, które zniszczyły ich domostwo, z godnością przyjmują męczeńską śmierć, jaka ich czeka. Wysoko wznoszące się płomienie mają głębokie symboliczne znaczenie, bo przecież są zarówno próbą realistycznego opisu wydarzeń z tamtych dni, ponieważ wielu z naszych rodaków zginęło w podpalanych domach i stodołach, jak i mogą być postrzegane jako płonący znicz naszej pamięci o ich męczeńskiej śmierci. Z ich ofiary, z tego płomienia umęczonych Kresowian ginących w płomieniach wyrasta orzeł, symbol istnienia naszej Ojczyzny, której duch jest niezniszczalny. Umęczony Naród Polski, wielokrotnie skazany na unicestwienie, zawsze odradzał się i stawał się silniejszy. Wizja rzezi wołyńskiej mistrza Pityńskiego, przesiąknięta realistyczną prawdą, pokazuje okrucieństwo tamtych wydarzeń, jest niezwykle oryginalnym, poruszającym dziełem sztuki, pełnym polskiej symboliki, które jest w stanie poruszyć każde polskie serce. Artysta po mistrzowsku operuje formą, fakturą i światłem, kontrolując detal i finezję kompozycji. Pnące się w górę płomienie przechodzą w sylwetkę orła. Jak Feniks z popiołów rodzi się duch polskiego Narodu, duch niezniszczalny i wieczny.

    O niezwykłej sile artystycznego przekazu i wyjątkowości tego pomnika świadczy fakt, że Pityński w swojej kompozycji rzeźbiarskiej w sposób niezwykły i odważny potrafił zjednoczyć sacrum i profanum. Trzy elementy – zdawałoby się – niezależne od siebie: orzeł, rodzina i otaczające je płomienie, złączone stanowią kompozycję tworzącą w sposób symboliczny wielką monstrancję. Jej stopą jest cokół pomnika, trzon z nodusem stanowią płomienie otaczające rodzinę, a glorię rozpostarte skrzydła orła z koroną, w środku którego jest krzyż będący reservaculum. Melchizedekiem podtrzymującym hostię stają się trójzębne widły, a samą hostią będącą uosobieniem Jezusa Chrystusa ciało umierającego niewinnego dziecka przebite widłami.

    Dlatego właśnie Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce postanowiło ufundować i postawić monumentalny pomnik Andrzeja Pityńskiego Rzeź Wołyńska w Polsce. Tego wymaga godność i honor naszego Narodu. Jest on potrzebny Polsce, będzie utrwalał w świadomości narodowej fakt zbrodni ludobójstwa na polskiej ludności Wołynia i Małopolski Wschodniej. Pomnik mistrza Pityńskiego, będący monumentalną monstrancją (z łac. monstrare − pokazywać), nie pozwoli zapomnieć Polakom o pomordowanych na Kresach rodakach. Oni są godni naszych modlitw. Umierali za naszą wiarę i za to, że byli Polakami. Nasz honor wymaga, by ich męczeńska śmierć jak śmierć Chrystusa, którego adorujemy w wystawianym w monstrancji Najświętszym Sakramencie, była czczona z największym szacunkiem. Modląc się za ich duszę, modlimy się też o zbawienie dla nas samych. „Boże, jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie” (Adam Mickiewicz).

    Dr Witold Zych

    http://www.naszdziennik.pl/mysl/127637,upamietnia-rzez-wolynska.html

  2. Ryvan said

    Tomku.
    Robisz kawał pięknej i dobrej roboty. Przyjmij jeszcze raz wyrazy uznania za całą Twoją działalność owianą duchem polskości. Na spektaklu u Postańców być nie mogłem i żałuję podziwiając jednocześnie twórczą wytrwałość w tym antynarodowym środowisku decydentów.
    Ps.: Na zdjęciu rozpoznaję R. Schabowską (hi hi).

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: