Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Czy można zabić dziecko i uniknąć kary?

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2015-03-13

Monika decyzję o aborcji podjęła w dniu, kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży. W Anglii aborcja jest legalna. Wystarczy wizyta u lekarza pierwszego kontaktu, który kieruje na odpowiedni zabieg.

Nawet przez chwilę nie zastanawiała się nad swoją decyzją. Przerażenie odebrało jej rozum, a spontaniczna, nie do końca przemyślana decyzja, pozostała nieodwracalna w skutkach. 

 

Monika po 8 latach wciąż wspomina dzień, w którym zabiła swoje dziecko. Bardzo żałuje swojej decyzji, wie, że teraz zrobiłaby inaczej. Gdyby kiedyś wiedziała jaki odcisk na psychice pozostawi jej to wydarzenie nigdy nie zdecydowałaby się na aborcję. Ma teraz 38 lat, pomimo tego, że wielokrotnie próbowała nigdy już nie udało jej się zajść w ciążę. Wewnętrznie przeżywa swoją tragedię. Przyzwyczaiła się do widoku łez w swoich oczach. Pogodziła się z losem niespełnionej i nieszczęśliwej kobiety.

 

Monikę poznałam w Londynie, gdzie wspólnie pracowałyśmy w jednej z firmy consultingowych. Przez krótki czas była mi bardzo bliską osobą i dobrą koleżanką, o którą tak ciężko na obczyźnie. Nasze drogi po roku rozeszły się i dopiero niedawno, zupełnie przypadkowo, spotkałyśmy się na lotnisku Luton w Anglii. Okazało się, że czekałyśmy na ten sam samolot. Przegadałyśmy całe dwie godziny, a jak tylko samolot wylądował w Polsce usiadłyśmy w jednej z lotniskowych kafejek na kolejne kilka godzin. Monika tej rozmowy potrzebowała dużo bardziej ode mnie. Nie umiałam odmówić i odejść, chciałam pomóc i chociaż wysłuchać. Wtedy też dowiedziałam się, jak wyglądało jej życie, od kiedy dokonała aborcji. Opowiedziała mi o wielu nieprzespanych nocach, o morzu wylanych łez, o wewnętrznym strachu, o wielokrotnych spowiedziach w konfesjonale z nadzieją na rozgrzeszenie. Jej historia była wyjątkowo smutna, czułam jej ból i bardzo jej współczułam.

 

Badania naukowców z Nowej Zelandii wskazują na 30% zwiększenie częstości zaburzeń psychicznych u kobiet, które poddały się aborcji. Z kolei badania fińskie, przeprowadzone w latach 1987 – 1994 pokazują, że odsetek samobójstw kobiet, które dokonały aborcji był dwukrotnie wyższy (34%) od odsetka samobójstw po samoczynnym poronieniu (18%) i 6-krotnie wyższy od samobójstw po udanym porodzie (5,4%).

 

Na stronie www.poradnikzdrowie.pl natrafiłam na ciekawą wypowiedź psychologa.
Zdaniem Doroty Drozdowskiej-Szymborskiej, każda aborcja pozostawia ślad w psychice kobiety i to bez względu na przyczyny i okoliczności, jakie jej towarzyszyły – W psychologii funkcjonuje tzw. zespół straty – także straty po usuniętym podczas aborcji zarodku. Zabieg usunięcia ciąży może wywoływać rozmaite emocje – od poczucia winy po złość, agresję. Jeśli decyzja o aborcji została podjęta pod wpływem presji środowiska, partnera, zbyt pochopnie, to uczucie straty z pewnością będzie silniejsze. To zaś może doprowadzić do poważnych zaburzeń psychicznych, także depresji i to nawet po wielu latach. Dlatego tak ważna jest opieka psychologa w takich przypadkach. Najlepiej i przed, i po aborcji – wyjaśnia Dorota Drozdowska-Szymborska.

 

 

Kiedy wróciłam do Anglii długo nie mogłam zapomnieć naszej wspólnej rozmowy z Moniką. Było mi przykro, że tak zmarnowała sobie życie. Monika była wyjątkowo inteligentną osobą, ukończyła studia w Anglii, od kilku lat prowadziła własną firmę. Była spełniona w małżeństwie, w życiu zawodowym, ale jednocześnie jak bardzo nieszczęśliwa z samą sobą.

 

Wiem, że takich kobiet jak ona jest dużo więcej. Statystyk oddających prawdziwą sytuację nigdzie nie znajdziemy. Same musimy odpowiedzieć sobie na pytanie ile znajomych nam koleżanek dokonało aborcji i jak się teraz z tym czują. Osobiście nie znam żadnej, która byłaby z tego dumna i rozpowiadałaby dookoła o swojej decyzji. Zwykle takie tematy utrzymywane są w tajemnicy, a my przecież powinniśmy o tym mówić. Niech matki rozmawiają z córkami, babcie z wnuczkami, ojcowie z synami, koleżanki z koleżankami. To nie może być temat tabu.

 

 

Pomyślałam, że może historia Moniki powinna ujrzeć światło dziennie. Monika dla mnie reprezentuje obraz tak wielu kobiet na świecie, obraz, który należy opisać i go pokazać światu. Faktyczne przeżycia kobiety są przecież doskonałym świadectwem, jak ogromnym błędem jest decyzja o aborcji, nie tylko z faktu zabijania niewinnej istoty, ale również niszczenia własnego siebie.

 

Jeśli przynajmniej 1 osoba czytająca ten artykuł zmieni zdanie i zrezygnuje z aborcji, to uznam, że odniosłam sukces.

 

 

Kilka dni temu, na jednym z forum internetowych natknęłam się na temat o aborcji. Postanowiłam napisać krótką notkę, z prośbą o kontakt jeśli któraś z kobiet zdecyduje się na udzielenie wywiadu, anonimowość była gwarantowana. Chciałam znaleźć więcej kobiet, które dokonały aborcji i chciałyby o tym opowiedzieć. Chciałam dowiedzieć się więcej o ich życiu i przyczynie podjęcia właśnie takiej decyzji. Myślałam o wykorzystaniu tego wywiadu do mojego artykułu, oczywiście tylko za zgodą.

 

W odpowiedzi dostałam zaledwie kilka wiadomości e-mailowych szkalujących moją osobą,  wyzywając mnie od najgorszych, starając się odwieść mnie od mojego planu.

Któregoś jednak dnia telefon zadzwonił.

– Ja w sprawie aborcji – usłyszałam, gdy odebrałam.

– Tak, słucham panią – odpowiedziałam.

– Mieszkam w Polsce, muszę dokonać aborcji. Nie wiem do kogo się udać. Jestem przygotowana na wyjazd do Anglii. Proszę mi pomóc.

 

„Droga Koleżanko, która dzwoniłaś do mnie 25-ego lutego o godzinie 20:19 czasu polskiego. Być może akurat czytasz teraz mój artykuł. Pamiętaj, że aborcja nie jest jedynym rozwiązaniem w twojej sytuacji. Jeśli nie jesteś gotowa na macierzyństwo lub obawiasz się tego z jakiegoś powodu, pamiętaj, że są inne sposoby. Dziecko, po urodzeniu możesz pozostawić w szpitalu. Tam masz możliwość, by się go zrzec. Tę decyzję możesz podjąć zarówno przed porodem jak i bezpośrednio po nim. Taka decyzja jest lepsza od zabójstwa. Inną opcją jest Okno Życia. Są placówki, które umożliwiają ci anonimowe i bezpieczne pozostawienie noworodka. Więcej informacji na stronie http://www.hli.org.pl/drupal/pl/node/9681

Nie wiem, czy dałam ci wystarczająco dużo duchowego wsparcia, kiedy zadzwoniłaś. Mam jednak nadzieję, że przekonałam cię, że popełniasz błąd. Nie można zabić dziecka i uniknąć kary. Wierzę, że jeszcze nie jest za późno. Będę się modlić za ciebie, abyś pokochała swoje dziecko i nie skrzywdziła go; Ono ci kiedyś podziękuje”.

 

 

Zgadzam się z wypowiedzią Jacka Kotuli z dnia 2011-04-17, który to udzielił wywiadu Radiu Rzeszów – „Oczywiście ,że mordowanie niewinnych, bezbronnych istot ludzkich w milionach można przyrównać do holokaustu, bo aborcji rocznie dokonuje się 50 mln (wg szacunków WHO). Do dzieci poczętych zastosowano tę samą analogię co do Żydów. To ludobójstwo przerasta wielokrotnie ludobójstwo zastosowane przez hitlerowców wobec Żydów, bo corocznie w Chinach dokonuje się 10 mln aborcji, w Indich-6 mln, w Rosji 3mln. Podobnie w Unii EU zabija się 3 mln dzieci rocznie co daje jedno abortowane dziecko co 11 sekund!”

 

Osobiście uważam, że życie dziecka rozpoczyna się w momencie poczęcia i w tym samym momencie kobieta staje się matką i rozpoczyna się jej macierzyństwo. Kobieta staje jedynie przed decyzją, czy kontynuować macierzyństwo, czy je przerwać.

 

 

Czy można więc zabić dziecko i uniknąć kary?

Z całą pewnością nie można.

Ze świadomością zabójstwa trzeba żyć później całe życie.

Zastanów się jakie to będzie życie!

 

 

Justyna Matyjasiak, Bristol
https://autografpoety.wordpress.com/

*** Historie w artykule oparte są na faktach, imiona postaci zostały zmienione.

 

***

Córeczko, czy synu, tego się nie dowiem,
pod sercem wyczułam, ale głośno nie powiem.

Maleństwo długo wyczekiwane,
czemu ujrzeć ciebie nie było mi dane?

Odeszło tak szybko nienarodzone,
w mych myślach na zawsze pozostawione.

Zasnęło na wieki.
Zamknęło powieki.

Kto wytłumaczy jak to się stało,
że w trzecim miesiącu twoje serduszko bić przestało?

Czyja to wina?
Do kogo mieć żal?
Ze łzami w oczach zakładam czarny szal.

I jak co rano wstaję o poranku,
myśląc o tobie w każdej chwili, bez ustanku.
Żegnam się i odmawiam modlitwę,
tocząc z Bogiem swą prywatną bitwę.

Wiem, że przeszłości nigdy nie zmienię
i już zawsze będę dźwigać ból, jak ciężkie kamienie.

 

Justyna Matyjasiak

***

Komentarzy 10 do “Czy można zabić dziecko i uniknąć kary?”

  1. Moher49 said

    Normalna kobieta rozumie to tak jak opisuje artykuł i cierpi, bardzo cierpi. Ale światem rządzą Czubaszki, Szczuki, Środy. One mają wpływ na zbrodniczą TV , różne Vivy i część kobiet potrafią ogłupić.

  2. @+@=@@ said

    „Ballada o Nienarodzonym Dziecku”:

  3. Anzelm said

    Wklejam całość, bo nie wiem czy jeszcze teksty sa dostepne:

    NASZ DZIENNIK – Środa, 16 lipca 2003, Nr 164 (1660) – Dział: Myśl jest bronią
    Zespół poaborcyjny
    Na przestrzeni ostatnich 20 lat rozwinęła się związana z psychologią i psychiatrią wiedza na temat silnie urazowych przeżyć (PTSD – Post Traumatic Stress Disorders). Zostały one opisane w oficjalnym podręczniku Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego jako kategoria DSM-III-R. Za sytuacje skrajnie urazowe uznano te, które nie mieszczą się w obszarze normalnych ludzkich doświadczeń. Wśród nich znajduje się tzw. aborcja, która może prowadzić do zespołu poaborcyjnego.
    Wśród sytuacji skrajnie urazowych psychiatrzy wymieniają:
    – poważne zagrożenie własnego życia lub fizycznej integralności;
    – poważne zagrożenie lub faktyczną szkodę dotyczącą zdrowia lub życia własnego dziecka;
    – obecność w czasie zranienia lub zabicia innej osoby;
    – fizyczną przemoc;
    – poważne zagrożenie lub zranienie kogoś z rodziny.
    Wśród zdarzeń, które wywołują silny stres, są zdarzenia losowe, np. klęski żywiołowe, oraz spowodowane przez człowieka (man-made disasters), a wśród nich tzw. aborcja.
    Doświadczenie tzw. aborcji może być przeżywane jako charakteryzujące się w różnym stopniu wszystkimi wyżej wymienionymi cechami sytuacji stresowej, np. subiektywne odczucie przemocy ze względu na przymus otoczenia, co relacjonuje dwie trzecie kobiet w tej sytuacji.
    Aborcja może prowadzić do tzw. zespołu poaborcyjnego, czyli zespołu zaburzeń po stresie urazowym (Post Abortion Syndrom – PAS). Zespół poaborcyjny jest jednostką chorobową rozpoznawaną od niedawna jako rodzaj zaburzenia psychicznego. Powstaje on wskutek załamania się wewnętrznych sił psychicznych kobiety. Paradoksem jest, że kobieta najczęściej twierdziła, iż „musi przerwać ciążę, bo nie ma dość siły”, by sprostać wymaganiom (np. materialnym, mieszkaniowym, uczuciowym, czasowym), jakie stawia przed nią wychowanie dziecka, a gdy dziecka już nie ma, brakuje jej sił do zniesienia skutków jego nieobecności.
    Oczywiście, jak już zostało wspomniane, nie każda kobieta przeżywa tzw. aborcję jako uraz i nie u każdej negatywne skutki tzw. aborcji dają pełny obraz zespołu zaburzeń pourazowych.
    Obecnie postaram się omówić trzy grupy objawów, którymi charakteryzuje się zespół poaborcyjny:
    1. Powracanie do przeżyć związanych z tzw. aborcją w myślach, wyobrażeniach, uczuciach i zachowaniach.
    Objawia się to w postaci:
    – intensywnych przykrych odczuć (bólu psychicznego) w sytuacjach bezpośrednio lub symbolicznie przypominających o aborcji, np. na widok szpitala, wskutek publicznej dyskusji o tzw. aborcji, kontaktu z dziećmi. Przykładem mogą być wypowiedzi kobiet: „Kiedy karmiłam dzieci, to płakałam, że dla tego trzeciego jakby brakowało, że nie mogłam mu pozwolić przyjść na świat”; „Nie mogłam patrzeć na kobiety w ciąży, na ciuszki, na wózki”; „Wyłączam telewizor, gdy o tym mówią”;
    – reakcji rocznicowych – przykre przeżycia związane z tzw. aborcją intensyfikują się zwłaszcza w rocznicę jej terminu lub daty, kiedy dziecko miało się urodzić itp.: „Najsmutniej przeżywam Dzień Matki. Czuję się wtedy niedowartościowana”;
    – koszmarnych snów na temat dokonanej tzw. aborcji;
    – uczuć przygnębienia, smutku, żalu, opłakiwania straty, np.: „Łzy, ból, rozpacz ogarnęła mnie zupełnie”; „Wciąż płakałam, nie wiem, skąd wzięło się tyle łez”; „Ból psychiczny przyszedł później i trwał miesiącami. Można go porównać do tragedii, jaką się przeżywa po stracie ukochanej osoby, spotęgowanej tym, że to ja sama zdecydowałam”; „Ile nocy przepłakałam, nie da się opisać”; „Wylałam już morze łez”; „Co czuję teraz? Żal i rozpacz, że nikt nie podał mi ręki”.
    2. Pobudzenie nerwowe, które objawia się:
    – trudnościami z zasypianiem i snem;
    – drażliwością, przewrażliwieniem, brakiem opanowania, stąd wybuchy gniewu wynikające m.in. z poczucia krzywdy i niesprawiedliwości losu („tylko ja płacę teraz własnym zdrowiem i utratą dziecka za współżycie, a on lekko sobie żyje”), poczucia, że jest się na równi z dzieckiem ofiarą tzw. aborcji (np. z powodu warunków życia, lekkomyślności męża), uczucia upokorzenia i bezsilności;
    – trudnościami z koncentracją uwagi, np.: „Od tego czasu nie mogłam znaleźć sobie miejsca, na niczym się skupić, dłużej posiedzieć, skończyć, co zaczęłam. Nosiło mnie”;
    – podwyższoną czujnością, np.: „Od czasu zabiegu nie mogę odprężyć się psychicznie, odpocząć, jestem ciągle napięta jak struna, czekam na cios, boję się wszystkiego i nie wiadomo czego”;
    – reakcją przerażenia na powracające wspomnienia tzw. aborcji;
    – nadmierną reakcją fizjologiczną (np. zlewne poty, suchość w ustach, kołatanie serca, podwyższenie ciśnienia, przyśpieszenie oddechu, drżenie rąk) na bodźce, które symbolizują lub przypominają o aborcji, np.: „Pamiętam, jak niedługo po zabiegu, idąc ulicą, minęłam kobietę z wózkiem. Wszystka krew spłynęła mi do nóg, a wnętrznościami brzucha szarpnął tak straszny ból, że o mało nie upadłam”.
    Jedną z takich dziedzin, które kojarzą się kobiecie z tzw. aborcją, jest sfera współżycia seksualnego. Z badań przeprowadzonych w Polsce wynika, że zaburzenia współżycia seksualnego są stosunkowo częstą konsekwencją aborcji – u 43 proc. kobiet stwierdza się zaburzenia orgazmu, u 45 proc. zmniejszenie pożądania seksualnego, u 70 proc. obniżenie popędu płciowego;
    – poczuciem winy, wyrzutami sumienia, poniżaniem siebie i bolesnym samopotępianiem. Warto wiedzieć, że właśnie te uczucia są najczęstszą i najtrwalszą reakcją, np.: „Mam odczucie, że Pan Bóg pogardza mną”; „Ciągle sumienie nie daje mi spokoju. Sama sobie zadałam pokutę do końca życia… Na stare lata miałabym pociechę, a tak pędzę życie bez celu”; „Wyrzuty sumienia ciągle mnie prześladują, czas tutaj niewiele łagodzi. Tłumione poczucie winy wraca co jakiś czas. Publiczna dyskusja o aborcji rani moją obolałą pamięć. Wracają wspomnienia, kołatania serca, koszmarne sny”; „Tak wielkiego poczucia winy chyba nie ma żaden inny morderca, gdyż widzi swoją ofiarę, a ja cóż? Nie wiem nawet, kogo zabiłam? Syna, córkę?”; „Zło moje nigdy nie będzie niczym innym, tylko poniżającym mnie złem i nie mam nawet po latach dla siebie usprawiedliwienia”; „Czuję się osobiście bardzo winna i odpowiedzialna za to, co zrobiłam, wstydzę się tego, brzydzę się tym i dałabym wszystko za to, żeby odwrócić kartę mojego życia”; „…łzy i niespotykane dotąd wyrzuty sumienia. Ból duszy stał się wręcz fizycznym bólem”.
    Wyrzuty sumienia występują również u osób niereligijnych. Kobiety posiadające mniej dzieci i częściej dokonujące aborcji mają większe poczucie winy niż kobiety, które mają więcej dzieci i dokonały tego tylko raz.
    Wyrzutom sumienia towarzyszy żal do siebie, np.: „Refleksje przychodzą niestety po czasie, za późno, i pozostaje żal, a nawet nienawiść do siebie; że zrobiło się coś, czego nawet zwierzęta nie robią”; „25 lat temu usunęłam ciążę, ponieważ zostałam zgwałcona. Żałuję, że to zrobiłam”; „Ciągle wracam do tego myślami, mam do siebie żal, teraz bym nigdy tego nie zrobiła”; „Mogę jedynie westchnąć: ‚Gdybym miała te lata, co wtedy, ale ten rozum, co dzisiaj'”.
    Obok wyrzutów sumienia pojawia się czasem lęk przed karą i potępieniem oraz tendencja do interpretowania niekorzystnych zdarzeń z życia jako kary za tzw. aborcję. Ilustrują te przeżycia fragmenty listów: „Ilekroć spotka mnie jakieś nieszczęście, to myślę sobie, że to kara za tamte morderstwa”; „Mamy jedynego syna. Nie założył do tej pory rodziny, a ja myślę, że to kara Boska za mój czyn, bo gdybyśmy mieli więcej dzieci, to na pewno któreś założyłoby rodzinę”; „Następne dziecko urodziło się z porażeniem mózgowym, jako wcześniak. I ja myślę, że to dlatego, iż poprzedniego nie chciałam dopuścić na świat”;
    – zaabsorbowaniem osobą dziecka, np. kobieta ciągle o nim myśli, ma wrażenie, że ono jest przy niej, że wcieli się w następne poczęte dziecko, jego nieobecność ma istotny wpływ na bieg jej życia;
    – natrętnymi myślami o dziecku i wyobrażeniami o nim. Świadczą o tym liczne wypowiedzi, np.: „Liczę temu nieżyjącemu dziecku lata”; „Chociaż zdarzyło się to dawno temu, to gdy widzę dzieci – rówieśników swojego nienarodzonego dziecka, jest mi smutno i bardzo tego żałuję”; „Nieraz siedzę i patrzę na dzieci na podwórku. Myślę o moim nieurodzonym dziecku. Też by już tak biegało, wpadało do domu z nabitym siniakiem, cieszyło się i płakało wraz ze mną. Myślę, jak by wyglądało, co lubiłoby robić, jakie miałoby zdolności, jak odezwałoby się do mnie teraz, jakie miałoby brzmienie głosu, mówiąc: ‚mamusiu'”; „W myślach nazwałam ją Hanią. Teraz miałaby 26 lat. Ponieważ syn jest wspaniałym człowiekiem, zastanawiam się, jaka mogłaby być Hania”; „Ileż to razy (siedząc samotnie) myślę, jakie byłyby te dzieci, kim by były, jak ułożyłoby się moje życie, gdybym pozwoliła im się urodzić”;
    – nadużywaniem środków poprawiających nastrój lub uzależnieniem się od leków, alkoholu, narkotyków, papierosów. Niektóre kobiety mają problemy z jedzeniem, np. wilczy apetyt lub brak apetytu, doprowadzając swój organizm do wyniszczenia.
    3. Unikanie bodźców związanych z tzw. aborcją (konkretnie lub symbolicznie) oraz odrętwienie psychiczne.
    A oto objawy:
    – zaprzeczanie występowaniu myśli i uczuć związanych z tzw. aborcją, np.: „Przez pierwszych kilka tygodni wydawało mi się, że czuję ruchy dziecka i byłam szczęśliwa”; „Momenty, kiedy zasypiałam na godzinkę czy dwie, były koszmarem psychicznym. Wydawało mi się, że czuję ruchy dziecka”; „Do niedawna miałam wrażenie, że czuję ruchy mojego dziecka, a to tylko ruch jelit”;
    – „odrętwienie”, a więc brak szerszych zainteresowań, utrata celu i sensu życia, brak aktywności: „Co robić dalej? Zastanawiam się nad sensem swojego życia”; „Boże, co robić, jak żyć, gdzie się skryć?”. Nierzadko pojawiają się nawet myśli samobójcze, bywa, że kobieta próbuje je zrealizować, np.: „Załamałam się zupełnie, chciałam sobie życie odebrać”; „Były momenty, kiedy myślałam już tylko o śmierci, ponieważ nie miałam siły żyć. Po pół roku nieradzenia sobie z sobą trafiłam do szpitala psychiatrycznego z ciężką nerwicą depresyjną, z myślami i chęciami odebrania sobie życia”;
    – poczucie niezrozumienia przez ludzi, wyobcowania i samotności, izolowanie się, oziębłość w kontaktach z innymi, a czasem także zazdrość i agresja: „Zazdroszczę kobietom, które uniknęły takiej sytuacji”; „Zazdroszczę mamom dzieci w wózeczkach”; „Zazdroszczę matkom, które, choć z trudem, wywiązały się ze swego powołania. Dziś, gdy ich życie chyli się już ku wieczorowi, są szczęśliwe”;
    – zmniejszenie intensywności niektórych uczuć, chłód emocjonalny w stosunkach z bliskimi, powstanie lub pogłębienie się konfliktów małżeńskich. Wiele kobiet odczuwa bowiem wtedy zwiększoną potrzebę serdeczności i czułości, zwrócenia na siebie uwagi i bycia ośrodkiem zainteresowania męża, a jednocześnie ich nerwowość i chłód uczuciowy potęgują nieporozumienia w domu. Czasem kobiety mówią o tym, że i mąż stał się nerwowy, a mąż pijący wcześniej alkohol zwykle zaczyna pić coraz więcej, np.: „Mój mąż coraz częściej zaglądał do kieliszka i znowu zaszłam w ciążę, i przeżyłam drugi dramat”. Poczucie klęski, rozpaczy i upokorzenia jest tym większe, im bardziej aborcja była wynikiem presji najbliższych lub cel, któremu miała służyć, nie został osiągnięty, np. mąż nie stał się bardziej troskliwy, dopuścił się zdrady małżeńskiej, nie przestał nadużywać alkoholu, chłopak i tak odszedł.
    Konflikty w życiu rodzinnym odbijają się w oczywisty sposób na życiu seksualnym, ale również tam mają swoje źródło. Dość typowym objawem poaborcyjnym jest zmniejszenie zainteresowania życiem seksualnym, a czasem wręcz niechęć do zbliżeń i unikanie ich za wszelką cenę, np.: „Mąż mówi, że od tego czasu stałam się zimna jak lód”; „Nic mnie do męża już nie ciągnęło, przeciwnie, to, co skojarzone z poczęciem dziecka, budziło lęk i chęć ucieczki. Oddawałam mu się czasami z obowiązku, z musu”; „Stałam się tak obojętna na te sprawy, że czasami brałam jakieś obrazki, aby trochę w sobie wykrzesać podniecenia, ale efekt był słaby. Szukałam porad u seksuologa, psychologa. Nic nie wskórali. W czasie współżycia nie potrafiłam odczuć żadnego wzruszenia, żadnej reakcji, nie doznawałam już jak dawniej satysfakcji seksualnej, a mąż uczuciowo stał mi się obojętny”; „W czasie (bardzo rzadkich) zbliżeń towarzyszą mi inni mężczyźni, ale nigdy mój mąż. Uciekam myślami od niego”; „Nie mogę się odnaleźć, oddaliłam się od męża, współżycie nasze z mojej strony jest przeważnie na siłę, zerwała się nić, która tak bardzo wiąże małżeństwo”; „Moje późniejsze kontakty erotyczne (jak również współżycie z mężem) nie dają mi pełni szczęścia”.
    Obniżenie lub zanik pociągu płciowego jest związany z poczuciem żalu do męża, np.: „Dlaczego tylko ja mam płacić?”; „On chciał wszystko załatwić moim kosztem”; „Mam żal do męża, że nie sprawdził się jako opiekun”; „Do męża nabrałam wstrętu”; „Mam ogromny żal do męża, że jako najbliższa mi osoba nie odciągnął mnie od popełnienia niegodziwego czynu, wręcz przeciwnie, było mu to na rękę, ponieważ był i pozostał wygodny w życiu”.
    Oprócz zespołu poaborcyjnego wyrazem zaburzeń związanych z przeżywaniem aborcji jako urazu są również nerwice i choroby psychosomatyczne. Potwierdzają to zarówno badania naukowe, jak i wypowiedzi kobiet: „Wpadłam w ciężką nerwicę całego organizmu. Serce wykazywało stan przedzawałowy. Nie spałam i nie jadłam. Przestawałam funkcjonować jako żona, matka i nauczyciel. Zaczęły się leki psychotropowe… Dzieci nie miały matki. Były momenty, że ich nienawidziłam za to, że one żyją, a tamto zabiłam… Opowiadałam w kółko jedno i to samo. Chodziłam jak obłąkana”; „Stałam się jeszcze bardziej nerwowa… Długo nie mogłam odzyskać równowagi psychicznej. Nie zdawałam sobie sprawy, że można zwariować po zabiegu lub przypłacić go życiem”; „Od tego czasu jestem znerwicowana, mam ciągle samoistne nadciśnienie tętnicze”.
    Nerwice mogą być różnego typu, np. depresyjna, lękowa, hipochondryczna. Dość powszechna jest nerwica neurasteniczna. Przejawia się ona obniżeniem nastroju, poczuciem wyczerpania fizycznego, męczliwością, niechęcią do podejmowania działań (apatią), trudnościami w skupieniu uwagi, zapamiętywaniu i przyswajaniu nowych wiadomości. Część kobiet musi nawet z tego powodu zmienić lub przerwać pracę.
    U tych, które wcześniej cierpiały na schorzenia psychiczne, następuje ich zaostrzenie. Dlatego, jak potwierdziły to wyniki wielu badań, brak jest psychiatrycznych wskazań do tzw. przerwania ciąży. Tak zwana aborcja nie może być sposobem rozwiązania trudnych problemów związanych z poczęciem dziecka przez osobę chorą psychicznie, gdyż nie wywołuje pozytywnych skutków, lecz przeciwnie – zwykle nasila proces chorobowy.
    dr Dorota Kornas-Biela http://www.naszdziennik.pl

    NASZ DZIENNIK – Piątek, 24 września 2004, Nr 225 (2024) – Dział: Myśl jest bronią
    Syndrom śmierci
    Po zabiciu dziecka poczętego nie można dalej żyć normalnie. Tak zwana aborcja jest przeżyciem określanym przez psychologów jako „przekraczające zakres zwykłego ludzkiego doświadczenia”. Zintensyfikowane w ciągu ostatnich lat badania pokazują, że zabicie dziecka poczętego powoduje u kobiety cały zespół głębokich zaburzeń, określanych mianem syndromu poaborcyjnego.
    Przez poaborcyjną traumę przechodzą także ci, którzy pomagali matce w zabiciu dziecka,
    przede wszystkim jego ojciec, lekarz i personel medyczny.
    Psychologia rozpoznaje dwa zespoły zaburzeń po zabiciu dziecka poczętego: post traumatic stress disorder (PAD) – rozpacz, oraz post abortion syndrom (PAS) – syndrom poaborcyjny. Rozróżnienia dokonało Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatrów w 1987 roku. Obydwa zespoły należą do tzw. zaburzeń potraumatycznych. W 1990 roku psycholodzy zajmujący się PAD stwierdzili, że zespół ten pojawia się w pierwszych trzech miesiącach po tzw. aborcji i trwa najczęściej do szóstego miesiąca po zabiciu dziecka. PAD przybiera postać fizycznego i psychicznego bólu doświadczanego przez kobietę, poczucia wielkiej straty, zaburzenia obrazu siebie, utraty celu życia. Ta świadomie przeżywana rozpacz po śmierci dziecka trwa na ogół około roku.
    Syndrom poaborcyjny jest typem zaburzenia chronicznego, u którego podłoża leżą wyparte reakcje emocjonalne oraz ból fizyczny i psychiczny. Objawy syndromu najczęściej rozpoczynają się kilka lat po tzw. aborcji.
    Źródło depresji
    Psychologowie i psychiatrzy wskazują, że w umysłach rodziców, szczególnie matki, istnieje przywiązanie do poczętego dziecka. Związanie hormonalne z poczętym dzieckiem znajduje odzwierciedlenie w związaniu psychologicznym. Dlatego rodzicom łatwo przychodzi wyobrażać sobie poczęte dziecko, które często już w łonie matki obdarzają imieniem.
    Naukowcy są zgodni: u podstaw PAD i syndromu poaborcyjnego leży świadomość zadania śmierci osobie ludzkiej, świadomość zabicia własnego dziecka. Jednak pod wpływem lobby proaborcyjnego w publikacjach Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego tzw. aborcja została skreślona z listy zdarzeń traumatycznych.
    – ATP wprowadza jednostki chorobowe do obowiązującego systemu klasyfikacji zaburzeń psychicznych, który następnie publikuje we wznawianym co kilka lat podręczniku. Co kilka lat ATP dokonuje też korekt w tym systemie klasyfikacji, na przykład kiedyś homoseksualizm figurował jako patologia, a teraz został wykreślony. Raz w 1987 tzw. aborcja pojawiła się jako przykład zaburzenia pourazowego, gdyż dowody naukowe potwierdziły, że jest ona takim urazowym doświadczeniem – tłumaczy dr Dorota Kornas-Biela, psycholog z Katedry Pedagogiki Specjalnej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, która jako jedna z pierwszych w polskiej nauce opisała psychologiczne skutki zabicia dziecka poczętego dla matki.
    Psycholodzy i psychiatrzy, widząc, że kobiety po tzw. aborcji prezentują pewne objawy podobne do tych, jakie pojawiają się po innych urazowych doświadczeniach, sformułowali określenie syndrom poaborcyjny jako zespół objawów po stresie urazowym. Nie każda tzw. aborcja zostawia syndrom poaborcyjny, jednak każda zawsze skutkuje zaburzeniami psychicznymi. Ich charakter, natężenie objawów, czas ich wystąpienia zależą od sytuacji psychologicznej kobiety, od tego, na ile czuła się ona przymuszona przez najbliższych do zabicia dziecka, czy świadomie doświadczyła tzw. aborcji jako straty dziecka, czy też nie.
    – Negatywne psychologicznie konsekwencje tzw. aborcji występują zawsze i są niezależne od światopoglądu i religijności, podświadomie traktuje się ją jako unicestwienie życia – wskazuje dr Kornas-Biela.
    Profesor Vincent M. Rue, psycholog i psychoterapeuta z USA, w trakcie konferencji „Aborcja – przyczyny, następstwa, terapia”, która odbyła się w czerwcu br. w Warszawie, przytaczał wyniki wieloletnich badań, które wskazują, że kobiety, które zabiły swoje poczęte dziecko, podlegają wyższemu zagrożeniu leczenia psychiatrycznego, zarówno stacjonarnego, jak i ambulatoryjnego, zagrożeniu nadużywania substancji psychoaktywnych, wykazują klinicznie znaczący wyższy poziom depresji.
    Syndrom – powrót wypartych emocji
    Konsekwencje psychologiczne tzw. aborcji zależą od sytuacji psychologicznej. – Czasami mamy do czynienia z doświadczeniem przez kobietę bardzo negatywnych, dramatycznych emocji jeszcze przed tzw. aborcją, w trakcie jej trwania i tuż po. Często ten wybuch dramatycznych uczuć jest bezpośrednio związany z tzw. aborcją i jest przeżywany jak świadoma rozpacz po stracie dziecka. Trwa to około roku i mamy wówczas do czynienia z PAD – wyjaśnia dr Kornas-Biela.
    Kobieta przeżywa ból psychiczny i fizyczny, żałuje tego, co zrobiła, ma poczucie wstydu, bezsensu życia, bezsensu uśmiercenia dziecka. Pojawia się negatywna samoocena, zagubienie w pełnieniu ról. Dochodzi do zagubienia celu życia, gdyż po zabiciu własnego dziecka kobieta nie widzi dla siebie żadnych perspektyw. W końcu powoli się uspokaja, szuka sposobów wyrażenia emocji. Rozpacz poaborcyjna mija.
    O syndromie poaborcyjnym mówimy, kiedy spełnione są zasadnicze objawy tego zespołu. Nie pojawiają się one bezpośrednio po tzw. aborcji, gdyż wtedy mamy do czynienia z PAD, lecz kilkanaście miesięcy lub nawet lat po zabiciu dziecka, często w okresie klimakterium. Może go również wywołać urodzenie następnego dziecka lub też niemożność jego urodzenia.
    Wiele kobiet mówi: „Usunęłam dziecko i nie mam syndromu”. Nauka wskazuje, że rzeczywiście może tak być. Tym bardziej że kobieta posługuje się mechanizmami obronnymi: racjonalizacją, wyparciem, projekcją, tłumieniem negatywnych emocji, czyli tym wszystkim, co pozwala jej normalnie żyć.
    – Czasem u kogoś nagle po 40, 50 latach, na starość pojawia się depresja, smutek, lęk, żal, złość. Konsekwencje tzw. aborcji często są bardzo mocno stłumione i wyparte do podświadomości, często prezentują się pośrednio poprzez choroby psychosomatyczne, poprzez różnego typu nerwice, które jakby nie mają żadnego związku z tzw. aborcją. Kobieta może mieć nerwicę lękową, nerwicę natręctw, nerwicę serca czy też stany depresyjne – opisuje dr Kornas-Biela.
    Kobieta nie wiąże tego z tzw. aborcją, gdyż nie jest ona przez nią uważana za ważne i traumatyczne wydarzenie życiowe. Tak zwana aborcja nie jest postrzegana jako strata dziecka, więc nie ma po czym rozpaczać, nie ma czego żałować. Negowanie faktu, że to było dziecko, powoduje, że nie przyjmuje się możliwości negatywnych konsekwencji.
    Kliniczny obraz syndromu poaborcyjnego objawia się dużym niepokojem, bez uświadomienia jego przyczyny, niezadowoleniem z życia, brakiem sensu życia, poczuciem beznadziejności, depresją. Często występują zaburzenia relacji z najbliższymi. Pojawiają się oziębłość, problemy w relacji z mężem. Wszystko kobietę drażni, jest pełna napięcia, nie może odnaleźć się w swoim środowisku. Mogą pojawiać się także bardzo silne lęki, koszmary senne, kobieta może słyszeć głosy nienarodzonych dzieci. Bardzo często w tym okresie kobiety przeżywają gorące pragnienie wynagrodzenia popełnionego zła.
    Objawy syndromu poaborcyjnego, jeśli kobieta nie podda się terapii, mogą powracać do końca życia. W trakcie konferencji „Aborcja – przyczyny, następstwa, terapia” psychiatrzy i psychologowie z całego świata wskazywali, że koszmar poaborcyjny w najtragiczniejszych przypadkach może zakończyć się samobójstwem.
    Rodziny naznaczone śmiercią
    Swoisty „zespół poaborcyjny” dotyka wszystkich, którzy pomagali matce w zabiciu dziecka, przede wszystkim ojca dziecka, lekarzy. U ojców, którzy zabili dziecko poczęte, badania wykazały poczucie mniejszej wartości, negatywne spostrzeganie osób płci odmiennej, zaburzenia więzi z matką dziecka oraz występowanie ostrych konfliktów po zabiciu dziecka. Mężczyźni, którzy zabili swoje dziecko, doświadczają konfliktów związanych z odwróceniem tradycyjnej męskiej roli – tego, który ochrania swoje potomstwo. Psychologia i psychiatria określa to mianem syndromu „zranionego ojcostwa”.
    – Matka z dzieckiem tworzy więź biopsychiczną, która jest wynikiem więzi matki z ojcem dziecka. Dziecko jest owocem relacji bardziej lub mniej miłosnej, która stała się powodem poczęcia dziecka. Jeśli została zerwana więź matki z dzieckiem, to uderza to także w ojca dziecka, w to, co łączy matkę i ojca. Matka traci dziecko, ojciec też traci dziecko. Matka traci część ojca, która była w dziecku. Mąż traci część żony, która była w dziecku – opisuje dr Kornas-Biela.
    Rodzice tracą wzajemnie części siebie, które były w dziecku. Stratę tę można wyartykułować następująco: ty już dla mnie nigdy nie będziesz taką samą matką/ojcem, jakim byś była/był, gdyby to dziecko się urodziło.
    – Jest to zawiedzenie się w miłości, ujrzenie, że miłość nie była tak mocna, aby stawić czoło odpowiedzialności za siebie i za to, co się z nas poczęło. Naturalną cechą wszystkich istot żywych jest ochrona własnego potomstwa. Jak możemy wzajemnie sobie zaufać, jeśli zniszczyliśmy własne dziecko – opisuje zjawisko dr Kornas-Biela.
    Zaburzona więź bardzo często zaburza pożycie seksualne. Małżonkowie stają się dla siebie zagrożeniem, gdyż z ich relacji może powstać nowe życie, a przecież już raz mąż/żona nie sprostali temu zadaniu. – Każda za stron lęka się współmałżonka, gdyż zagraża on swoją płodnością – podsumowuje dr Kornas-Biela.
    Podwójne życie lekarzy
    Lekarz, który zabija dziecko poczęte, zaprzecza swojemu powołaniu w samym jego centrum: zamiast ocalać życie, zadaje śmierć niewinnej osobie.
    Podczas konferencji „Aborcja – przyczyny, następstwa, terapia” prof. Michał Troszyński, ginekolog i położnik z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, podkreślał ewidentne rozdwojenie w zakresie roli zawodowej lekarzy, którzy ratują życie dziecka jednej matki, a drugiej pomagają je zabić. Do tego dochodzi dysonans pomiędzy zawodową rolą abortera a społeczną rolą męża oraz ojca własnych dzieci.
    Ginekolodzy dokonujący tzw. aborcji najczęściej nie poruszają tego tematu w rozmowach z najbliższymi. Ta część ich życia jest spychana w pozorny niebyt. Pozorny, gdyż przed świadomością popełnionej zbrodni nie sposób uciec.
    Jednym z mechanizmów radzenia sobie z przytłaczającym poczuciem winy, doświadczeniem rozbicia własnej tożsamości i utraty sensu życia jest sięganie po używki i wpadanie w nałóg.
    Terapia – nie wystarczy „przepraszam”
    Decyzja o podjęciu żałoby po stracie dziecka i podjęciu terapii nie jest łatwa, gdyż wymaga przejścia przez cały dramatyzm tego, co się wydarzyło, i wzięcia odpowiedzialności za decyzję o zabiciu dziecka.
    – Przestrzegałabym przed pójściem na skróty w podejściu do żałoby po stracie dziecka i podejściu terapeutycznym. Istnieje moda, która sprowadza się do stwierdzenia: my już wiemy, co trzeba zrobić, i wymienia się kilka punktów postępowania. Traktuje się to niejako mechanicznie. W USA są oferty „weekendów terapeutycznych” dla kobiet z syndromem, a przecież terapia jest wielomiesięcznym procesem – zauważa dr Kornas-Biela.
    Osoby pracujące z kobietami dotkniętymi syndromem podkreślają, że najpierw trzeba sobie naprawdę uświadomić, iż zabiło się własne dziecko, i dogłębnie przeżyć smutek po jego stracie. Konieczne jest określenie, kto jest jeszcze współodpowiedzialny za zabicie dziecka, dlaczego tak postąpił, i pojednanie się z tymi osobami.
    – Niezmiernie ważna jest rozmowa z własnym dzieckiem, kiedy kobieta je przeprasza, prosi o wybaczenie, wyjaśnia, dlaczego to się wydarzyło; kiedy prosi Boga o przyjęcie dziecka na swoje łono, kiedy powierza siebie i dziecko Bogu. Kobieta jedna się z Bogiem, z własnym dzieckiem i samą sobą – tłumaczy
    dr Kornas-Biela. Dla katolików niezbędnym elementem jest spowiedź sakramentalna.
    Wszystko to tylko elementy terapii, które nie są żadnym „cudownym lekarstwem” na syndrom, gdyż uzdrowienie psychiczne i wewnętrzne jest procesem długim, skomplikowanym i zindywidualizowanym. Nie wystarczy, że powie się „przepraszam”.
    W państwach, w których tzw. aborcja jest legalna, rodziny cierpiące po zabiciu dziecka winą za swoją sytuację obarczają społeczeństwo i reguły prawne zniechęcające je do zaangażowania się w ochronę potomstwa, a zachęcające do nieodpowiedzialnych zachowań. W obliczu eseldowskiego projektu ustawy umożliwiającej zabijanie dzieci poczętych bez żadnych ograniczeń jeszcze bardziej trzeba o tym przypominać.
    Beata Andrzejewska http://www.naszdziennik.pl

    NASZ DZIENNIK – Poniedziałek, 24 stycznia 2005, Nr 19 (2124) – Dział: Świat
    „McCorvey przeciw Roe”

    Norma McCorvey, która jako Jane Roe doprowadziła w 1973 r. do zalegalizowania w Stanach Zjednoczonych zabijania dzieci poczętych, zaapelowała do Sądu Najwyższego o cofnięcie tamtej tragicznej decyzji. Na poparcie swego apelu przedłożyła sądowi m.in. świadectwa ponad tysiąca kobiet, które czują się poszkodowane w wyniku tzw. aborcji.

    Na początku 1970 r. McCorvey oświadczyła, że poczęła dziecko w wyniku gwałtu, dokonanego na niej przez grupę chuliganów. Jej świadectwo natychmiast podchwyciły dwie młode prawniczki Sarah Weddington i Linda Coffee, świeżo upieczone absolwentki Uniwersytetu Teksaskiego, które bardzo potrzebowały odpowiedniej „klientki”, aby zaatakować istniejący od stu lat zakaz zabijania dzieci poczętych w tym stanie. Skontaktowały się więc z Normą i przekonały ją, aby zamiast prosić o adopcję poczętego dziecka po jego urodzeniu, domagała się udzielenia zgody na jego legalne zamordowanie.
    W 1970 r. rozpoczął się proces, znany jako sprawa „Roe przeciw Wade”, zakończony ostatecznie wydaniem w styczniu 1973 r. przez Sąd Najwyższy zgody na legalne zabijanie dzieci poczętych we wszystkich 50 stanach USA.
    Tymczasem sama współsprawczyni ludobójczego ustawodawstwa urodziła dziecko i oddała je do adopcji. Co więcej, w 1987 r. przyznała, że wcale nie została zgwałcona i że ojcem jej dziecka jest znany jej mężczyzna. Kłamstwem były również zeznania jej domniemanych gwałcicieli. Kilka lat temu kobieta nawróciła się na katolicyzm i od tamtego czasu aktywnie działa na rzecz obrony życia.
    W tym tygodniu McCorvey przedstawiła świadectwa ponad tysiąca kobiet, które stwierdziły, że zabicie dziecka stało się dla nich źródłem wielkiego cierpienia, i ponad 5 tys. 300 stron zaświadczeń lekarskich, mówiących o szkodach, jakie tego rodzaju praktyki wywołują u kobiet. Jednocześnie McCorvey wezwała Sąd Najwyższy USA, aby
    zrewidował swą decyzję sprzed 32 lat lub przynajmniej nakazał nowe śledztwo w tej sprawie.
    – Obecnie wiemy dużo więcej na temat aborcji i błagam Sąd, aby wysłuchał świadków i na nowo
    przejrzał sprawę „Roe przeciw Wade” – zaapelowała McCorvey.
    KWM, KAI

    Hiszpania: 80 proc. kobiet po dokonaniu aborcji cierpi na depresję

    80 proc. kobiet, które poddały się aborcji, przeżywa depresję, a 40 proc. spośród nich ma zamiary samobójcze – wynika z najnowszego raportu hiszpańskich psychiatrów z uniwersytetu w Nawarze. Opracowanie metody leczenia tzw. syndromu poaborcyjnego jest szczególnie konieczne w kraju, w którym w ciągu ostatnich 20 lat dokonano ponad 1,2 miliona „zabiegów” uśmiercenia dziecka nienarodzonego.

    Badania przeprowadzone pod kierunkiem Carmen Gómez-Lavin wykazały występowanie również innych objawów pourazowych w następstwie dokonania aborcji. Należą do nich problemy w życiu seksualnym (40 proc. badanych), uzależnienie od narkotyków, szczególnie u kobiet młodych (30 proc.), zmiany w zachowaniu (60 proc) i nerwice (70 proc.).
    Z raportu wynika także, że śmiertelność kobiet w ciągu roku po zabiciu dziecka jest 3,5-6 razy większa niż w tym samym okresie u matek po porodzie. Dzieje się tak za sprawą różnych wypadków. Główną jednak przyczyną tak wysokiej śmiertelności są samobójstwa, które kobiety po dokonaniu aborcji popełniają niemal 7 razy częściej niż te, które urodziły.
    Dr Gómez zauważyła „paradoks”, iż w Hiszpanii 97 proc. z ponad 100 tys. aborcji, o których mówi się oficjalnie w ciągu roku, dokonywanych jest właśnie ze względu na domniemane poważne zagrożenie zdrowia fizycznego bądź psychicznego kobiety. Tymczasem „cała literatura naukowa podkreśla w sposób wyraźny i niepodważalny, że największe ryzyko dla zdrowia kobiety powstaje po aborcji” – stwierdziła psychiatra.
    Źródło: KAI

  4. Odys syn Laertesa said

    Chciałaś mieć tyl­ko przyjemność.
    Być może wziął Cię ja­kiś bydlak.
    I stało się życie.
    „Twój wybór” mówią więc decydujesz.
    Za dwoje.
    Ono jest niewin­ne ale przeg­ry­wa w sądzie
    bo tyl­ko Ty masz głos.
    Dzieci i ry­by go nie mają.
    Za­pada wy­rok „zgod­nie z prawem”
    „Twoim prawem”
    Bo sędzia ma zaw­sze rację!

    Tam za drzwiami pracują.
    Dzień i noc…
    „le­karze” z li­cen­cją na „zabieg”.
    Ku­reta do „łyżeczkowania”,
    kleszcze i pom­pa próżniowa.
    Słyszysz bucze­nie „do­jar­ki życia”?
    Ktoś właśnie do­konu­je „pro choice”
    Bo sędzia ma zaw­sze rację!

    Nie płacz…
    „To” nie jest życie!
    „My­lisz się Ty i Twój Bóg”
    „To” tyl­ko „pro­duk­ty zapłodnienia”!
    Za kwiaty i mod­litwę pójdziesz do więzienia.
    Tak na­pisa­li w pra­wie i sędzia tak powiedział.
    Bo sędzia ma zaw­sze rację!

    Trze­ba tyl­ko pa­miętać o wszys­tkich „częściach”.
    Trze­ba tyl­ko umieć zliczyć do czterech.
    je­den – dwie ręce,
    dwa – dwie nogi,
    trzy – korpus,
    czte­ry – głowa
    Da­lej liczyć nie trzeba.
    Pieniądze liczą się same.
    Na­wet jak się po­mylisz, to ofiary już nie.
    Bo sędzia ma zaw­sze rację!

    A po­tem już tyl­ko śmiet­nik i pustka.
    Czyż nie tak kończą wszys­tkie róże?
    Czy dla­tego życie nie jest ni­mi usłane?
    Co in­ne­go niebo
    gdzie tra­fiają dusze
    dzieci i aniołów które je ratują.
    Tam wszys­tkie mat­ki pachną różami.
    Bo tyl­ko tam sędzia ma zaw­sze rację!

    Dla Ma­ry Wag­ner – Odys, styczeń 2015
    https://odyssynlaertesa.wordpress.com/2015/01/13/nie-o-mary-wagner/

  5. ulka said

    Decydowanie się kobiet na usuwanie ciąży jest spowodowane przez nieodpowiedzialnych mężczyzn, którzy opuszczają kobiety w ciąży, to oni są współwinni zabójstwa dzieci, a najgorsze że bardzo pobłażani w swojej bezkarności w całym świecie, napiętnuje się tylko kobiety dla których to jest dramatyczna decyzja i koszmar do końca życia.

  6. olo said

    Ad. 5. Masz rację, ale nie w każdym przypadku tak jest.

  7. Anzelm said

    Ad. 5 i 6 – Dużo by się zmieniło, gdyby. . .

    Nasze drogie Panie poświęcały więcej czasu na wybór Męża,

    przynajmniej tyle ile potrzebują by znaleźć nowy kosmetyk lub ciuch.

    Uciechy są b. drogie w . . . konsekwencjach!

  8. Stary warszawiak said

    Odpowiadam na główne pytanie. Można uniknąć kary od ludzi tak. Ale od Pana Boga na pewno nie, Śmieszą mnie wypowiedzi
    niektórych dziewczyn przepraszam kobiet „moja d…a to ja decyduje co zrobię”. Albo „moja macica to itd.”. Nie ty o niczym
    nie decydujesz, o tym czy ty będziesz mogła urodzić dziecko, czy mieć więcej zdrowych i udanych dzieci na pewno decyduje NAJWYŻSZY. Ale NAJWYŻSZY wystawia nieraz kobiety na generalną próbę.
    Posłużę się tutaj w 100 % prawdziwym przykładem koleżanki mojej żony.
    Kobieta ta miała syna i często rozmawiała o problemach wychowawczych z moją żoną. Gdy chłopiec miał 10 lat zwierzyła
    się mojej żonie, że jest powtórnie w ciąży, ale przecież ona tej ciąży nie chciała, to jest ciąża przypadkowa i ona nie zamierza
    powtórnie wchodzić w pieluchy itd. itp. W rezultacie oświadczyła, że ciążę usunie. Było to czasy PRL-u i nie było większych
    problemów z usunięciem ciąży. Mimo perswazji mojej żony, ażeby tego nie robiła – poszła po ostateczne skierowanie na
    zabieg do lekarki ginekolog. Ale lekarka (może nie była taka jak profesor Chazan), była osobą daleką od jakichkolwiek
    aborcji i ją przekonała, że jednak dziecko należy urodzić. Po rozmowie z lekarką kobieta zdecydowała się na poród.
    Urodziła zdrową córkę. Co było dalej – drugie dziecko bez problemu wychowała. A dalsze losy były takie, że dorosły syn,
    który miał się żenić zachorował na białaczkę i szybko umarł. Dwa lata temu umarł tej pani mąż i gdyby początkowo nie chciana
    córka – kobieta ta została by sama jak palec. A córka wyszła za mąż i ma trójkę udanych dzieci i obecnie babcia, której przed
    laty NAJWYŻSZY dał możliwość wyboru – cieszy się udanym małżeństwem córki i wnukami.

  9. Alina said

    W szpitalu w Koszalinie zmarł 16 DNIOWY noworodek ze Szczecinka z rozpoznaniem SEPSY!
    Media donoszą, że ma być przebadane otoczenie, żeby wykryć źródło zakażenia w rodzinie dziecka…

    Tymczasem NIKT nie szuka źródła zakażenia w szczepionkach, które dziecko dostało w pierwszej dobie życia. Kalendarz szczepień jest przerażający:
    PIERWSZY rok życia:
    W ciągu 24 godzin po urodzeniu: przeciw WZW typu B pierwsza dawka) i przeciw gruźlicy.
    2. miesiąc życia: przeciw WZW typu B (druga dawka), przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi (pierwsza dawka), przeciw zakażeniom Hib (pierwsza dawka).
    Przełom 3. i 4. miesiąca życia (6-8 tygodni od poprzedniego szczepienia): przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi (druga dawka), przeciw poliomyelitis (pierwsza dawka), przeciw zakażeniom Hib (druga dawka).
    5. i 6. miesiąc życia (6-8 tygodni od poprzedniego): przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi (trzecia dawka), przeciw poliomyelitis (druga dawka), przeciw zakażeniom Hib (trzecia dawka).
    7. miesiąc życia: przeciw WZW typu B (druga dawka).

    To ze strony http://www.zdrowystartwprzyszlosc.pl/codzienne-zycie-z-dzieckiem/zdrowie-i-bezpieczenstwo/pierwsze-szczepienia-najwazniejsze-info?gclid=COnF08TLp8QCFQsNcwodOHUA-Q

    „Zdrowy start” – brzmi jak ponury żart w przypadku dziecka ze Szczecinka, i wielu innych ofiar szczepionkowych ukrytych pod „śmiercią łóżeczkową”, sepsą i podobnymi kłamstwami.

  10. Joanna d'Arc said

    Znam trzy kobiety, które przyznały się do dokonanej aborcji (ponad 20 lat temu).Nie da się nimi normalnie porozmawiać, one mają jakąś obsesję.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: