Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Żydowski telefon zaufania

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2015-03-23

Niezwykle tolerancyjny musi być naród, w przeważającej mierze katolicki, wybierający prezydenta mającego żydowskich przodków, syna rabina na ministra, wnuka żołnierza Wehrmachtu na premiera, oddający w większości głos na partię kierowaną przez mniejszości narodowe.

Uczestnicy dyskusji panelowej „Polska racja stanu a problem niemiecki”. Jubileusz 60-lecia Instytutu Zachodniego. Od lewej siedzą: Andrzej Olechowski, Bronisław Geremek, Adam Krzemiński, Andrzej Sakson, Władysław Bartoszewski, Adam D. Rotfeld . Fpt. Instytut Zachodni w Poznaniu

Nazywając Jana Kobylańskiego antysemitą i typem spod ciemnej gwiazdy, za najbardziej obciążający zarzut Sikorski uznał spostrzeżenie lidera południowoamerykańskiej Polonii: W Polsce muszą rządzić Polacy, to tragedia, że w polskim MSZ 80 proc. stanowisk mają Żydzi”. Ciekawe, że dostrzegł to też Bartoszewski.

W lutym 2011 r. po wizycie premiera w Jerozolimie, znany z niepohamowanego gadulstwa, ogłosił: Polska to ewenement. Proszę wskazać inny kraj w Europie, w którym w ostatnim 20-leciu trzech szefów dyplomacji, Meller, Rotfeld i Geremek, było żydowskiego pochodzenia, jeden ma honorowe obywatelstwo Izraela, a obecny ma żonę Żydówkę (dziwnie zapomniał o rodowodzie swoim, swojej żony i żony prezydenta). Z kolei minister (ten od żony Żydówki) przy tej samej okazji zadekretował: Polska to kraj filosemicki. Wiemy, także od Bartoszewskiego, jak zostaje się ministrem spraw zagranicznych. Geremek telefonicznie zapytał go: Władek, mam dla ciebie propozycję na tak lub na nie. Chcesz porządzić w MSZ?

Ewenementem w skali światowej jest zdominowanie przez mniejszość jednego z decydujących segmentów administracji publicznej, i to w kraju o społeczeństwie homogenicznym narodowościowo, jak żadne inne w Europie. Rzeczą złą jest dyskryminowanie kogokolwiek tylko z powodu jego pochodzenia, ale haniebną – wymuszanie dla siebie specjalnych przywilejów tylko dlatego, że się jest określonej nacji i wzajemne wspieranie się w tym w ramach solidarności etnicznej. Niezwykle tolerancyjny musi być naród, w przeważającej mierze katolicki, wybierający prezydenta mającego żydowskich przodków, syna rabina na ministra, wnuka żołnierza Wehrmachtu na premiera, oddający w większości głos na partię kierowaną przez mniejszości narodowe. W tej sytuacji Bartoszewski i Sikorski stają za granicą przed nie lada trudnym i dwuznacznym zadaniem przekonywania rozmówców, że ich oskarżenia Polaków o nacjonalizm, antysemityzm i ksenofobię oraz że w Polsce nie brak ludzi myślących tak, jak Breivik, są prawdziwe.

W świecie cywilizowanym od dawna funkcjonuje zawodowy korpus urzędników, pozostających w służbie państwa, obowiązują jasne kryteria przystępowania do niego, a dyplomatami są ludzie znający swój fach. Nie z układu, ale za sprawą prezentowanych kompetencji. Nienaganna przeszłość, poczucie odrębności wobec innych narodów kształtowane przez czynniki takie, jak: język, świadomość pochodzenia, poczucie tożsamości narodowej, historia, więzy krwi, stosunek do dziedzictwa kulturowego, szczególnie ujawniające się w sytuacjach kryzysowych, gdy potrzebne jest wspólne działanie na rzecz ogólnie pojętego dobra narodu – oto podstawowe cechy, które powinny określać dyplomatę Rzeczypospolitej.

Niestety, można powiedzieć, że w Polsce obowiązuje model stalinowski, gdzie ambasadorami i wysokimi rangą dyplomatami zostają ludzie, których główną rekomendacją jest znajomość z kimś ważnym, przynależność do jednej koterii, rasy. Pomaga metryka urodzenia i powiązanie z klanowym układem narodowościowym. Czasami wygląda na to, że dobrze być „wyselekcjonowanym przez Kiszczaka” lub „poleconym przez Urbana”. Szansę stworzenia po 1989 r. profesjonalnej służby dyplomatycznej zmarnowało wąskie grono ludzi związanych z Geremkiem, którzy potraktowali MSZ niemal jak łup, obsadzili w nim wszystkie ważniejsze stanowiska, dobrze przy tym chroniąc PRL i jego nomenklaturę.

Jeśli się przyjrzeć bliżej sprawie Geremka, w ścisłym kierownictwie dyplomaci z klucza narodowościowego stanowili nie mniej niż 80 procent. Paradoksalnie – równocześnie jego partia oraz jego „organ prasowy” – „Gazeta Wyborcza” – twierdzili, że Polska to kraj nękany antysemityzmem bez Żydów. Że chodziło o coś zupełnie innego, niech świadczą wypowiedzi sojuszników Geremka „w rządzeniu ksenofobicznym narodem”. W wywiadzie dla ukraińskiego „Zierkało Niedieli” – Kwaśniewski rzekł: w naszym kraju nie ma zbyt licznie reprezentowanych mniejszości narodowych, tym bardziej je więc wysoko cenimy. Wtórował mu Michnik: być może rządy AWS przyniosą pożegnanie z mityczną, choć bezsensowną wiarą w państwo narodowo-katolickie rządzone przez lustratorów i dekomunizatorów.

I przyniosły – w MSZ do takiego pożegnania doszło. „Dorobek kadrowy” Geremka w uwalnianiu MSZ od chorej polskiej ksenofobicznej tradycji był zaiste imponujący. Znaczna ilość nie tylko ważnych stanowisk, ale także dotyczących szeroko rozumianej polityki zagranicznej znalazły się pod kontrolą owej mniejszości: Geremek i jego ekipa w MSZ, przewodniczący komisji spraw zagranicznych Sejmu i Senatu, szef Komisji Integracji Europejskiej, doradca lidera „S” ds. zagranicznych. Jeśli dorzucimy do nich, jak go nazwał Siemiątkowski, „Mojżesza polskiej lewicy” – Kwaśniewskiego, upiorny krąg się domknął. Przedstawiciele owej mniejszości niby żartem konstatowali, że w takiej sytuacji zebranie „minianu”, tj. co najmniej 10 mężczyzn potrzebnych dla odbycia popołudniowej modlitwy żydowskiej, stało się w ścisłym kierownictwie MSZ, po raz pierwszy od 1968 r., znowu możliwe.

Dzieła Geremka w MSZ dokończył Sikorski. Ludzie „korporacji Geremka” masowo pojawili się w jego otoczeniu, a on sam skutecznie „dba” o nich, chyba spłacając w ten sposób dług z kampanii wyborczej. Gabinety dyrektorskie ministerstwa wypełniły się – tak, jak za czasów Geremka – prawdziwymi weteranami grupy „wujka Bronka”. Przyglądając się polskim dyplomatom, nie sposób nie zauważyć, że najatrakcyjniejsze ambasady otrzymali w mniejszym lub większym stopniu związani z nieboszczką UW. Całą dwulicowość Sikorskiego można by streścić w nominacji Ryszarda Schnepfa na ambasadora w Waszyngtonie. Schnepf to ważna postać „lobby żydowskiego”: jego ojciec, funkcjonariusz Informacji Wojskowej, przez wiele lat stał na czele Związku Religijnego Wyznania Mojżeszowego, a sam syn w latach 90. był dyrektorem w Fundacji Shalom, kierowanej przez Gołdę Tencer i Szymona Szurmieja. Gdy przypomnimy, że od dwóch lat konsulem generalnym w Nowym Jorku jest czołowa filosemitka Ewa Juńczyk-Ziomecka, a w Los Angeles Joanna Frybes-Kozińska, można wręcz powiedzieć, że stosunki polsko-amerykańskie Sikorski zamienił w stosunki żydowsko-amerykańskie.

Po 1944 r. Stalin z pełnym cynizmem powierzył władzę w Polsce etnicznym mniejszościom, umieścił kolaborujących z Sowietami Żydów na kluczowych stanowiskach w partii i administracji państwowej. Najważniejsze ministerstwa, w tym spraw zagranicznych, zostały obsadzone przez jej przedstawicieli. Był to wyrachowany zamysł socjotechniczny dla zniewolenia i podzielenia Polaków. Mniejszość poddawała się łatwej kontroli, była w opozycji do większości, spełniała wszystkie polecenia nowego okupanta. Ważne także były motywacje ideologiczne, tj. jej historyczne zauroczenie komunizmem. Stalin po wojnie przysłał do Polski tysiące takich agentów, aby w miejsce wyniszczonych polskich elit stanowili trzon nowej „polskiej” inteligencji. Najważniejsze stanowiska rządowe objęli wywodzący się z KPP ludzie narodowości żydowskiej, ci sami, którzy 17 września 1939 r. „całowali sowieckie czołgi” we Lwowie i Białymstoku. Z sowieckiego punktu widzenia byli wprost bezcenni. Nieskażeni patriotyzmem gwarantowali brak jakichkolwiek skrupułów w sprawach narodowych. Pod tym względem Sowieci się nie zawiedli. Gorliwość kolaborantów była wielka.

Jakże przewrotnie w świetle powyższego brzmią żądania organizacji żydowskich pod adresem Polski – „zadośćuczynienia za krzywdy, jakich doznała ludność żydowska na skutek komunistycznych prześladowań”. Ich zdaniem mniejszość ta była obiektem brutalnej dyskryminacji z rąk komunistów-Polaków i oddana w „polską niewolę”. W 1968 r. różni „Michniki i Szlajfery” spreparowali „powracającą falę polskiego antysemityzmu” oraz exodusu resztek Żydów z ziemi polskiej, emigrację „oddanych członków partii” do Izraela. Przed „okrągłym stołem” zaczęto przedstawiać marcowych emigrantów jako wcielenie oporu antykomunistycznego, wręcz uosobienie wszelkich cnót i zasług. Trafnie ujął to J. Eisler, który przyznał, iż współczesnych polityków polskich zrobiła marcowa propaganda komunistyczna. Można zaryzykować analogię, że tak, jak Stalin w 44 r. sięgnął do Bermana i Minca, tak Jaruzelski manewr ten powtórzył z Geremkiem i Michnikiem. W 1989 r. ludzie pokolenia marca swych przedstawicieli wprowadzili do wszystkich ważnych struktur rządowych (a i antyrządowych na wszelki wypadek). Okazało się, że w suwerennej RP aby zostać ambasadorem, najlepiej być marcowym kombatantem. Gdy w dodatku pochodziło się z rodziny sowieckich agentów albo innych TW – zawrotna kariera była niemal zagwarantowana. To dlatego syn KPP-owca i stalinowskiego dyplomaty, gdy „wypomniano” mu ojca, odparował: przecież w 1968 r. mówiliśmy wam, że wrócimy!

W niektórych przypadkach na dyplomatycznych stołkach siedzi już drugie, a nawet trzecie pokolenie pochodzącej od stalinowskich władców Polski tej mniejszości. Właściwie nic się nie zmieniło. Mniejszość ta jak rządziła, tak rządzi. Reprodukcji pokoleniowej i swoistemu ideologicznemu recyclingowi podlega kolejne pokolenie KPP-owców. Dzisiejsza dekomunizacja w Polsce lub raczej jej nieudane próby nie sięgają istoty problemu polskiego stalinizmu, gdzie Żydzi byli kastą rządzącą, a co najmniej znaczną jej częścią. Pociągnięcia dekomunizacyjne, które przede wszystkim powinny były objąć stalinowskich siewców komunizmu oraz ludzi pokroju Michnika, Urbana i Geremka, dotknęły jedynie szeregowych członków PZPR i zazwyczaj tylko tych, którzy walczyli o wpływy z KOR-owcami.

W 1989 r. w MSZ zaroiło się od nazwisk „z notesu wujka Bronka”: Szlajfer, Meller, Minc, Reiter, Schnepf, Winid, Kranz, Ananicz, Lindenberg, Perlin. Wszyscy kolejni włodarze ministerstwa mieli bardzo dziwną predylekcję do obco brzmiących nazwisk, mimo świadomości, że nie zawsze są prawdziwe. Modelowym wręcz przykładem owych „80 procent stanowisk” jest Ryszard Schnepf – autor haniebnej nagonki na Jana Kobylańskiego, syn pochodzącego z Ukrainy żydowskiego funkcjonariusza NKWD, oficera Informacji Wojskowej, jednego z szefów społeczności żydowskiej w PRL. Innym znamiennym przykładem „udanej” wymiany elit i „recyklingu” pokoleniowego w Polsce posierpniowej, gdy dyplomacja padła łupem opcji narodowościowej związanej z nomenklaturą PRL sprzed marca 1968 r., czyli de facto tych samych, co za czasów Bieruta i Bermana elit władzy, jest Stefan Meller – potomek agenta Kominternu i oficera Informacji Wojskowej. I w jego przypadku pokoleniowa zmiana warty udała się znakomicie. Wywodzący się rodzinnie z kręgów agenturalnej, antypolskiej organizacji znalazł się w pierwszym szeregu budowniczych Rzeczypospolitej. W suwerennej RP doszło przy tym do bezprecedensowej sytuacji. Dwóch potomków stalinowskich oficerów – Cimoszewicz i Meller, zostaje, jeden po drugim, ministami SZ. W jakim innym kraju możliwa byłaby tak żelazna logika postępowania, precyzja w obsadzie kluczowego stanowiska?

Oprócz „sprawdzonego patrioty” Geremka za głównego konstruktora narodowościowej polityki personalnej dyplomacji można uznać… Urbana i jego organ prasowy – tygodnik „Nie”. I to bez względu na to, kto w MSZ rządzi. Gdyby przyjrzeć się bliżej jego działalności, to można spostrzec, że niejednego dyplomatę wypromował i niejednemu karierę złamał. Swoistą „filozofię kadrową” Urbana dobrze ilustruje zamieszczony w jego szmatławcu cytat, a raczej instrukcja: „Prawdziwi zwolennicy suwerenności codziennie pokazują, że Polska, w której zechce żyć większość Polaków, suwerenna być nie może. Jej władcami byliby bowiem Rydzyk, Świtoń, Glemp, Olszewski”.

Wbrew logice – duże znaczenie w sprawach kadrowych mają… żony ministrów. Pokrewieństwo z nimi procentuje znakomicie. Krzysztof Krzymowski, ambasador RP w Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest siostrzeńcem Zofii Lewin, połowicy Bartoszewskiego. W karierze pomaga też żona stosownego pochodzenia. Raban wszczęty w związku ze zdemaskowaniem przez „Nasz Dziennik” komunistycznego kapusia, dziennikarza „Polityki”, ambasadora w Indiach Krzysztofa Mroziewicza, miał chyba zgoła inne powody. Mroziewicz aureolą dziennikarskiej sławy opromieniony został po roztropnym ożenku z Alicją Albrecht, córką Jerzego, starego KPP-owca, byłego sekretarza KC PZPR. Wiele wskazuje, że inną, ale też oryginalną i niezwykle skuteczną metodę robienia kariery obrała Regina Jurkowska (była konsul przy Schnepfie i Gugale w Urugwaju), zgłaszając się, z własnej inicjatywy, na świadka obrony w procesie wytoczonym przez Sikorskiego J. Kobylańskiemu. Jak widać – na nagrodę nie czekała długo. Jest wicedyrektorem Departamentu Współpracy z Polonią. Także nabór, a raczej selekcja młodzieży do pracy w MSZ przebiega w sposób świadczący o zamiarze szybkiego uwalniania Polski od chorej i ksenofobicznej części „populacji” (żeby użyć ulubionego słowa red. Skalskiego z „GW”). Wśród dyplomatycznego narybku mamy: wnuka szefa dystryktu loży B’nei B’rith w II RP i wnuka ostatniego w okresie międzywojennym Wielkiego Mistrza Wielkiej Loży Narodowej Polskiej. Są też byli stażyści Fundacji Sorosa i Fundacji Shalom.

Nikt nie chce ich piętnować za przeszłość ojców. Ale czy w pierwszym szeregu dyplomacji suwerennej Rzeczypospolitej powinny być dzieci funkcjonariuszy KPP, ludzi wywodzących się rodzinnie z kręgów agenturalnej, antypolskiej organizacji? Jeśli ojciec był sowieckim agentem, czy syn może być polskim patriotą i przyzwoitym człowiekiem? Wydaje się to bardzo mało prawdopodobne. Jabłko od jabłoni niedaleko pada. Wszyscy wymienieni, ze Schnepfem na czele, twierdzą, że w dyplomacji znaleźli się dzięki posiadanym kwalifikacjom, talentowi lub szczęściu, a nie powiązaniom rodzinnym. Wydaje się jednak, że ich kariery i, jak w przypadku Schnepfa, funkcje społeczne i urzędy to następstwo „zapobiegliwości” Bermana, Geremka lub Kiszczaka.

Także Lewica przejawiała, co nie dziwi, słabość do potomków „desantu wschodniego”. Zakompleksiona wobec USA SLD ewidentnie starała się kokietować Waszyngton poprzez przypodobanie się kręgom żydowskim. Wybraniec Rosatiego Daniel Passent w swym pożegnalnym felietonie, przed wyjazdem do Chile, napisał: ojczyzna powierza mi zaszczytny obowiązek ambasadora RP, zostaję ambasadorem wszystkich Polaków., co w jego wykonaniu zabrzmiało jak kpina, zwłaszcza, że w innym miejscu przyznał, iż jednym z powodów jego wyjazdu do Chile jest fakt, że czuje się zmęczony Polską. Urodzonemu w Kołomyi w 1941 r. w dobrych sowieckich czasach Andrzejowi Załuckiemu zawdzięczamy niezapomnianą humorystyczną i zarazem rodzajową scenkę: w doborowym towarzystwie – z jednej strony Primakowa (Jojny Finkelsteina), a z drugiej „naszego” ambasadora w Moskwie, Geremek w lutym 1998 r. ni stąd, ni zowąd, oświadczył: polskie sprawy są w polskich rękach. Ku zdumieniu otoczenia Geremek szczególnie zainteresował się losem Marka Greli, dyplomaty ściśle powiązanego z SLD, PZPR i innymi „organami” oraz Rosatim. Skąd owa troska? Sprawa wydaje się prosta: spowinowacenie etniczne i zasługi wobec narodu wybranego. Dowody? Grela był autorem decyzji rządowej z 1997 r. o przekazaniu 40 kg złota, wartości pół miliona dolarów na fundację pomocy ofiarom Holocaustu. Była to ostatnia część zdeponowanego po wojnie w skarbcach zachodnich należnego nam kruszcu, zrabowanego z NBP przez hitlerowskie Niemcy. Adam Daniel Rotfeld w ciągu kilku miesięcy swego urzędowania wypromował i rozesłał po świecie, niczym Trocki, kurierów Kominternu, kilkunastu wysokich rangą dyplomatów „etnicznego chowu”. Sam Rotfeld utrzymuje, że z powodu „niesłusznego nazwiska” i tzw. złego wyglądu kariery w dyplomacji PRL nie zrobił. Do MSZ w 1956 r. nie został przyjęty, mimo iż – jak twierdzi – był jednym z trzech, którzy zdali egzamin celująco. W znajdujących się w archiwach IPN meldunkach operacyjnych MBP (przypomnijmy, wówczas zarządzanego przez Fejgina i Różańskiego) zarzucono mu kontakty z syjonistami (m.​in. ze spokrewnionym z nim ojcem obecnego ministra finansów). Tenże Rotfeld, eksponent dyplomatycznej elity RP, tak dla „Rz” wyłożył teoretyczne podwaliny teorii tworzenia elit: naród pozbawiony elit jest tłumem, motłochem, a nie społeczeństwem. Jak widać, elita MSZ została stworzona, chociaż niepolska, ale motłoch… pozostał.

Czy od przedstawiciela mniejszości narodowej można oczekiwać reprezentowania i obrony polskiego interesu narodowego? Czy nie dojdzie u niego, prędzej czy później, do konfliktu identyfikacyjnego i poczucia lojalności? Ryszard Schnepf, jako minister w kancelarii premiera, szczególnie gorliwie zajmował się lobbingiem na rzecz organizacji żydowskich z USA, domagających się od Polski miliardowych odszkodowań za mienie pozostawione w Polsce. Jest także współzałożycielem i członkiem loży – B’nai B’rith, która oficjalnie za cel stawia sobie walkę o przejęcie mienia żydowskiego. Czy, jako ambasador RP, da tym roszczeniom właściwy odpór? Wobec kogo przeważy poczucie lojalności? Jacek Chodorowicz, formalnie „ambasador wszystkich Polaków” w Tel Awiwie, pierwsze urzędowe kroki skierował do Dawida Pelega dyrektora World Jewish Restitution Organization, chyba tylko po to, aby wysłuchać jego roszczeń majątkowych wobec Polski i pilnie przekazać je rządowi RP! Za swą pierwszą powinność dyplomatyczną uznał także wystąpienie o przyznanie honorowego obywatelstwa polskiego szefowi Mosadu. Tadeusz Chomicki, ambasador RP w Pekinie, z uwagi nie tylko na wzrost w MSZ zwany „Dawidkiem”, u zarania swojej dyplomatycznej kariery był dyrektorem komórki kontrolującej eksport broni. Utworzył tzw. listę negatywną, czyli wykaz państw, do których broni eksportować nie wolno. Była ona dłuższa od analogicznej ONZ i USA. Straciliśmy z tego powodu duże pieniądze, przerywając zyskowny eksport, m.​in. do krajów arabskich i Birmy. Słuszne zatem wydaje się podejrzenie, że głównym jej celem było zrujnowanie branży, a prawdziwą hipoteza, iż pozostający w polskich rękach przemysł zbrojeniowy skazany został na zagładę i rugowanie z rynków, a jego produkcja zastąpiona miliardowym importem z… Izraela.

Od wielu już lat Polska i Polacy są obiektem wściekłej kampanii plugawienia, inspirowanej przez międzynarodowe środowiska żydowskie. Tymczasem urzędnicy MSZ, z wyrachowania i z premedytacją, uprawiają propagandę szkodzącą wizerunkowi Polski za granicą, sprzeczną z jej interesami, a nawet jej wrogą. Wysłannik RP w Pekinie swym kretyńskim wygłupem kompromituje w oczach zagranicy kraj, z którego się wywodzi, Polskę.

Czyż to nie my Polacy, a zwłaszcza sprawdzony polski patriota – Jan Kobylański – jesteśmy uprawnieni do nazwania osobnika, który stoi za nominacją Chomickich, Chodorowiczów, Schnepfów, który utożsamia się ze środowiskami antypolskimi, tytułem: antypolak i typ spod ciemnej gwiazdy?

Krzysztof Górecki

Autor jest pracownikiem MSZ, pisze pod pseudonimem. Felieton ukazał się pierwotnie w ogólnopolskim tygodniku „Warszawska Gazeta”.


Źródło: http://pressmix.eu/2013/02/09/zydowski-telefon-zaufania/ , 9 luty 2013.

  • Na zdjęciu: Uczestnicy dyskusji panelowej „Polska racja stanu a problem niemiecki”.
    Jubileusz 60-lecia Instytutu Zachodniego. Od lewej siedzą: Andrzej Olechowski, Bronisław Geremek, Adam Krzemiński, Andrzej Sakson, Władysław Bartoszewski, Adam D. Rotfeld. Fot.  Instytut Zachodni w Poznaniu   / Wybór zdjęcia wg.pco
Reklamy

Komentarzy 17 to “Żydowski telefon zaufania”

  1. Wacek said

    “Niezwykle tolerancyjny musi być naród….”

    Winno być: “Niezwykle głupi musi być naród…”

  2. Janusz1945 said

    Czytając ten długi artykuł zapomniałem (starość nie radość), na jakim portalu jestem. Przeleciałem w myślach wszystkie „prawicowe” portale i nie mogłem skojarzyć tego wspaniałego artykułu z żadnym. Dopiero, gdy wróciłem do góry zobaczyłem, że prawda bez cenzury istnieje tylko na Wirtualnej Polonii (chwała Bogu, że nie spotykam już wklejek Agi).

  3. Żydowski telefon zaufania Jurka Owsika said

    „Jasna Sprawa” czyli nowa firma Owsiaka założona metodą „Amber Gold”!

    Przykładami bezczelności i poczucia bezkarności prezesa Owsiaka mógłbym sypać godzinami. Pierwsze z brzegu to oczywiście lekceważenie obowiązującego prawa: odmowa realizacji prawomocnych zarządzeń Sądu, czy permanentne łamanie ustawy o dostępności do informacji publicznej. Tylko te dwa karygodne i ostentacyjne omijanie przepisów prawa pokazują, że Jerzy Owsiak czuje się nietykalny. Niestety podobne postawy są czymś powszednim u pana prezesa i rzec by można, że na nikim to nie robi większego wrażenia. Większość się przyzwyczaiła do istnienia Owsiaków, Nowaków, Sikorskich, Wojewódzkich, pozostali tracą ochotę do opisywania patologii, którą wyniesiono na poziom cnoty. Zdarzają się jednak takie „numery”, które powinny obudzić najbardziej obojętnych. Dziś opiszę niewiarygodnie bezczelne zagranie Owsiaka, pokazujące w jakim poczuciu wyższości i kpiny ze zwykłych ludzi żyje pan prezes. W dniu 3 kwietnia 2014 roku Sąd Rejonowy w Złotoryi wydał zarządzenie, w którym zażądał od WOŚP i „Złotego Melona” przekazania kopii dokumentacji finansowej odzwierciedlającej „wszelkie operacje finansowe” w trójkącie: „Mrówka Cała”, „Złoty Melon” i WOŚP. 12 maja 2014 roku trafiło do Sądu kilkanaście nieistotnych i wewnętrznie sprzecznych świstków, z czego spora część została wyprodukowana w Excelu. Z dostarczonej do Sądu makulatury wiadomo, że z fundacji WOŚP i „Złotego Melona” prywatna firma żony Owsiaka „Mrówka Cała” wydoiła co najmniej 1,3 miliona złotych, w postaci rozmaitych zleceń i innych usług wykonywanych za pieniądze donatorów, w tym za pieniądze z puszek. Sąd nie dał wiary pociętym starym gazetom, które księgowa Pilarska i Jerzy Owsiak drwiąc z ludzkiej inteligencji podpisali: „zestawienia finansowe”. 17 czerwca 2014 roku Sąd wydał nowe zarządzenia, domagając się pełnej dokumentacji w postaci ksiąg rachunkowych, co jak wiadomo skończyło się odmową i kompromitacją Jerzego Owsiaka oraz fundacji WOŚP wraz z przyległymi spółkami i firmami.

    Powyższe fakty są powszechnie znane, ale to dopiero tło dla najnowszego biznesu Jerzego Owsiaka, przyklejonego do WOŚP i „Złotego Melona”. Gdy sprawy zaczęły się Owsiakowi i jego żonie wymykać spod kontroli, razem wykonali klasyczną dla RP III operację biznesową. Działalność spalonej „Mrówki Całej” została zawieszona, a klika dni wcześniej Jerzy Owsiak pod jakże znamienną nazwą: „Jasna Sprawa” założył własną firmę. Chociaż kolekcjonuję kłamstwa i moralne oszustwa Owsiaka i śledzę niemal każdy jego ruch, nie przyszło mi do głowy, że prezes „Złotego Melona” w czasie dla niego wyjątkowo niebezpiecznym może tak „pójść po bandzie”. Wróćmy jeszcze raz do dat i pokażmy pełne kalendarium:

    1. W dniu 3 kwietnia 2014 roku Sąd Rejonowy w Złotoryi wydał zarządzenie, w którym zażądał od WOŚP i „Złotego Melona” przekazania kopii dokumentacji odzwierciedlającej „wszelkie operacje finansowe” w trójkącie: „Mrówka Cała”, „Złoty Melon” i WOŚP.
    2. 16 kwietnia 2014 roku, po zarządzeniu Sądu Lidia Niedźwiedzka-Owsiak biegnie do urzędu i zawiesza działalność „Mrówki Całej”.
    3. 24 kwietnia 2014 roku, po zarządzeniu Sądu, Jerzy Owsiak zakłada swoją firmę „Jasna Sprawa”.
    4. 1 maja 2014 roku firma Jerzego Owsiak „Jasna Sprawa” rozpoczyna działalność gospodarczą.
    5. 12 maja 2014 roku do Sądu trafia kilkanaście nieistotnych i wewnętrznie sprzecznych świstków, z czego spora część została wyprodukowana w Excelu.
    6. 17 czerwca 2014 roku Sąd uznając dokumenty za niewiarygodne, wydaje nowe zarządzenia, w których żąda od fundacji WOŚP i „Złotego Melona” dostarczenia kopii ksiąg rachunkowych.
    7. 5 września 2014 roku pełnomocnik Owsiaka i WOŚP, po wielu tygodniach kluczenia, przysyła do Sądu pismo, w którym oświadcza, że fundacja i „Złoty Melon” nie wykonają prawomocnych zarządzeń, które dotyczyły kopii ksiąg rachunkowych.

    Sekwencja zdarzeń inteligentnemu człowiekowi mówi wszystko. Sztubackie zagrywki z wnoszeniem pudeł na salę sądową i bieganie po stole w poszukiwaniu słoika zostały przez Sąd ukrócone. Happening, który miał odwrócić uwagę od prywatnych biznesów małżeństwa Owsiaków robionych na chorych dzieciach, przy pomocy dzieci wyganianych w styczniu na ulicę, przyniósł odwrotny skutek. Ponieważ „Mrówka Cała” była podwykonawcą dla „Złotego Melona” i WOŚP, wyciągając z tego układu publiczno-partnerskiego miliony złotych, małżeństwo „filantropów” postanowiło pozbierać rozlane mleko. W jaki sposób? Metodą małżeństwa „Amber Gold”. Owsiakowie zawiesili działalność spalonej firmy i w tym samym czasie otworzyli firmę, której właścicielem jest Jerzy Owsiak, a pełnomocnikiem Lidia Niedźwiedzka-Owsiak. Czy muszę tłumaczyć, jaki profil działalności ma „Jasna Sprawa”? A jakże by inaczej, pewnie, że szkolenia edukacyjne, medyczne, produkcja filmowa, muzyczna i gadżetów wszelakich, słowem wszystkie zlecenia „Mrówki Całej” do przejęcia. „Jasna Sprawa” to najzwyklejszy w świecie klon „Mrówki Całej”. Z tej przyczyny zwykły Kowalski, którego US potrafi ogołocić za niewykazanie 10 złotych przychodu, nie potrafi zrozumieć po co ten cały cyrk? Jaki sens w tym wszystkim? Zawieszać jedną firmę i zakładać drugą pod własnym nazwiskiem, w dodatku z pełnomocnikiem, do którego należała zawieszona firma? Tak właśnie się robi, jeśli się czuje, że prokuratura, sądy, urzędy skarbowe i wszelkie inne instytucje nie tkną podobnego poziomu bezczelności, ponieważ nie ma sygnału z centrali. Czy małżeństwo „Amber Gold” wysilało się przy rejestracji nowych podmiotów? Absolutnie nie, facet z kilkoma wyrokami, drwiąc z prawa, zakładał nową firmę, a gdy się nie dało posyłał żonę i dalej na oczach wszystkich robił biznes.

    „Mrówka Cała” przez lata doiła WOŚP i „Złotego Melona” na ciężkie miliony złotych, teraz czas na „Jasną Sprawę”. Owsiak nie mógł sobie odpuścić wielkiej kasy na kilka miesięcy przed żniwami. Przypomnę, że 1 maja 2014 roku „Jasna Sprawa” zaczęła działać, żeby zdążyć przed 31 lipca na „Przystanek Woodstock”, no i coś mi się wydaje, że także w dniu 11 stycznia 2015 roku firma Owsiaka nie będzie narzekać na brak zleceń. Sama organizacja „Przystanku Woodstock” to jest 7-8 milionów, między innymi wyjętych z puszek i 1% podatków. Mając przed sobą taką perspektywę rozum śpi i budzi się pożądanie. Owsiak wiedział, że grunt mu się pali pod nogami, że sprawy przybrały fatalny obrót, ale nie był w stanie powstrzymać się przed manewrem „Amber Gold”, bo na „Przystanku Woodstock” i Finale WOŚP zarabia się największe pieniądze. Dlatego do Sądu ostatecznie nie trafiły księgi rachunkowe, tylko jakieś kieszonkowe Owsiaków z umów zleceń i śmiesznych premii, bo prawdziwa wielomilionowa kasa kryje się w dwóch źródłach: prywatne firmy prezesa i pani dyrektor finansowej wykonujące zlecenia na rzecz WOŚP oraz beztroskie życie na koszt fundacji. Przy Owsiakach „trójka madrycka”, ośmiorniczki Sienkiewicza, czy wino Sikorskiego to skromne życie.

    Policzcie sobie „kilometrówkę” Owsiaka, który niemal co weekend jedzie ponad 700 km w obie strony do Szadowa-Młyn. Policzcie jego wizyty w New Yorku, Paryżu, Londynie i wszelkie inne „szkolenia”. Policzcie wszystkie delegacje, wizyty w knajpach, hotelach, przeloty samolotowe itd., itp. Daję głowę, że roczne utrzymanie Owsiaków przez podatników i donatorów, wiele nie odbiega od poziomu ministrów napychających się u „Sowy”, że o zwykłych posłach nawet nie warto wspominać. Zresztą same ich pensje są ministerialne, no i skąd się biorą takie kwoty, jak: 4 miliony kosztów administracyjnych, czy 7 milionów na reklamę i działalność propagatorską? I wszystko to jest możliwe, ponieważ Owsiak cięgle jeszcze należy do kasty nietykalnych, gdyby takie akcje z lekceważeniem prawa i zakładaniem firm w stylu„Amber Gold” przeprowadzał Piotr Wielgucki, następnego dnia miałby US na głowie, a potem sąd pieczętowałby wniosek prokuratury o trzymiesięczny areszt. Mimo wszystko coś się zmienia, ludzie zaczynają przecierać oczy i łączyć fakty, stąd też pan prezes Owsiak z podpalonym tyłkiem schodzi coraz niżej, przesyłając 120 anonimów z prośbami ludzi, którzy mu zaufali i powierzyli swoje ciężkie losy, a których on i jego pomagierzy potraktowali, jak mięso armatnie w brudnej, łamiącej prawo walce. Ten symbolicznie wyrażony stosunek Owsiaka i WOŚP do biznesu, nie filantropii, jest doskonałym podsumowaniem i wytłumaczeniem „Jasnej Sprawy”.

    http://kontrowersje.net/jasna_sprawa_czyli_nowa_firma_owsiaka_za_o_ona_metod_amber_gold

  4. jasiek z toronto said

    re: 2 Janusz1945
    Jest kilka portali, ktore nie sa cenzurowane…

    https://marucha.wordpress.com/

    https://wiernipolsce1.wordpress.com/

    ======================
    jasiek z toronto

    Ciekawostka Panie Jaśku.
    Ma Pan racje i nie mam Pan racji.
    Zgadzam sie ze stronami p. Gajowego, natomiast ze smutkiem stwierdzam, że drugi adres jest u mnie na cenzurowanym. 😦

    Pozdrowienia śle,
    włodek ze sztokholmu

  5. Stary warszawiak said

    Ad 1.
    Pan Wacek.

    Ja bym to napisał łagodniej ” niezwykle naiwny i dobroduszny musi być naród……..”

  6. jasiek z toronto said

    Re: Artykul…
    „zydowski telefon zaufania???”…Dobre…
    A kiedy to w historii swiata zydzi posiadali zaufanie???
    Chyba do lucyfera…
    ===============
    jasiek z toronto

  7. pugnus said

    Jezeli prawda jest ,jak utrzymuje Michalkiewicz,ze po „transformacji” bezpieczniackie watahy poszukaly sobie schronienia u roznych mecenasow po fachu , zachodnich prowieniencji, to perturbacje jakich obecnie zazywaja ich protektorzy musza znajdowac odbicie w stosunkach i rozgrywkach miedzy watahami , na ktore dzieli sie obecnie bezpieka w Polsce.I tak zresetowanie resetu przez Obame spowodowalo gwaltowny wzrost znaczenia watah zwanych potocznie USraelskimi w nastepstwie czego wielu czlonkow z pozostalych watah dokonalo powtornego przewerbowania ,przesiadjac sie do wspomnianej watahy USraelskiej .Tymczasem w USA Obama nagle znalazl sie na pograniczy impetchmentu ,bo nawet media zachodnie ,dosc powsciagliwe w relacjonowaniu jakichkolwiek konfliktow na linii B.Dom-Tel Aviv ,coraz smielej zaczynaja komentowac niespotykana od nawet dziesiatkow lat sytuacje w ktorej doslownie iskrzy na wspomnianej juz linii.!Za otwarte lekcewazenie Obamy uwaza sie zaproszenie poza jego plecami Nethanyuachu przez wiekszosc republikanska..Rowniez pominieto Obame redagujac w imieniu Kongresu list do prez.Iranu w ktorym zapowiedziano,ze jakiekolwiek porozumienie nie odpowiadajace interesom Izraela bedzie przez Kongres zablokowane.Trzecim „faux pas”Kongresu byl apel
    grupy 44 kongresmanow do 50 gubernatorow o przeciwstawienie sie polityce Obamy i zmuszenie go do poprawienia stosunkow z Izraelem.Media jednak przemilczja fakt ,ze owi dysydenccy kongresmeni sa pochodzenia zydowskiego ize reszta Kongresu pozostaje na razie na uboczu.Jak wiec w tym kontekscie bedzie wygladac w Polsce pozycja watahy Usraelskiej mozna tylko snuc domysly, niemniej i wataha pruska przezywa kryzys,bo jej protektorka Makrela uwiklana jest w spor z Grecja ,ktory zaczyna ogarniac pomalu wszystkie znaczniejsze panstwa Eurokolchozu.Juz w samych Niemczech odzywaja sie glosy ,ze Niemcy sa winne Grecji reparacji wojennych.”Die Welt” jak nie pisze o „polskich obozach koncentracyjnych” to moze okazac sie nawet pozytecznym ,mianowicie na cover ostatniego jego numeru widzimy zdjecie archwalne grupy oficerow Wehrmachtu na tle Akropolu ,czemu z zadowolona mina przyglada sie ….Makrela!Przy czym samo zdjecie jest bialo-czarne a Makrela …kolorowa.Oczywiscie dodaje to animuszu Grekom ,ktorzy otwarcie zadaja od N|iemiec $350 mld. odszkodowania za czas okupacji!W hol. TV ukazaly sie reportaze omawiajace zbrodnie wojenne Niemcow w okupowanej Grecji przy czym ponure wrazenie robi szubienica na ktorej wisi chyba z 20 osob w tym jeden pop.Najlepsza jednak jest wypowiedz do kamery pewnego taksowkarza ,ktory dwa razy upewnial sie czy hol. dziennikarz nie jest Niemcem!Niemiaszki wiec uwiklane sa w trudna rozgrywke ,bo 8.IV kasa Grecji sie konczy i dalej jest tylko szara przestrzen ,jak w slynnym filmie Matrix!Wyjscie Grecji ze strefy Euro pociagnie za soba reakcje lancuchowa i zanim Bul zglosi chec wprowadzenia euro w Polsce to moze sie okazac ,ze bedzie ono obowiazywac tylko w krajach tzw. jadra Unii,a wiec najbogatszych, zatem przyjecie zebraczej Polski nie bedzie wchodzilo w rachube!Multi -kulti musi juz nawet wychodzic bokiem leberalom ,bo nieoczekiwanie VVD ,liberalna partia obecnie rzadzaca Holandia zglosila projekt calkowitego zamkniecia granic Unii przed azylantami spoza Unii!Jak dotad jedynym politykiem w Holandii ,ktory to postulowal byl Wilders i hol. internauci juz sobie pokpiwaja zauwazajc,ze jak zamkniecia granic domagal sie Wilders to byl to …rasizm!Jak wobec tego nalezy to interpretowac wykonaniu poprawnosciowej VVD?A ze dzwonek jest juz ostatni swiadczy napasc islamistow na Farage’a w pubie!Musial on nie tylko ratowac sie ucieczka ,bo sytuacja byla grozna ,ale starcil z oczu swoich dwoch synow.Po ucieczce „faszysty”, islamisci ,uprzednio przeganiajac reszte klientow ,odmowili we wspomnainym pubie….modlitwe dziekczynna do Allaha!Gdzies tu na forum WP jest artykul o protestantyzowaniu KK ,tymczasem moze sie okazac ,ze zanim to nastapi, trzeba bedzie sie uczyc…sur z Koranu!

  8. Kontra said

    Autorytet zbiorowy czyli magia sondaży

    Wyobraźmy sobie taką sytuację: idziemy spokojnie ulicą i nagle widzimy, że z naprzeciwka biegnie tłum ludzi. Są jeszcze dość daleko, niektórzy machają do nas jakby chcieli nas zawrócić z naszej drogi, coś wołają, ale nie słyszymy. I mimo że nie mamy dokładnych informacji, to prawie na pewno zawrócimy i nie będziemy iść dalej w tym kierunku.

    Będzie to zachowanie słuszne, bo gdy wielu ludzi zachowuje się podobnie, to – o ile postępują uczciwie i sami nie zostali wprowadzeni w błąd – postępują racjonalnie. Tego uczą nas doświadczenia zdobywane przez człowieka w czasie tysięcy lat. I nasze własne

    Z tego powodu łatwo przyjmuje się poglądy, o których wiadomo, że są wyznawane przez duże grupy osób.

    Więcej… Okazuje się, że w konfrontacji z grupą podobnie zachowujących się ludzi przestajemy wierzyć w słuszność własnego zdania… Ba! nawet w to, co widzą nasze oczy!

    Jest to prawda powszechnie znana, ale na wszelki wypadek amerykański psycholog Solomon Asch przeprowadził eksperyment. Osobie badanej pokazywano narysowane na tablicy 3 odcinki A, B i C, a potem jeszcze jeden – odcinek X.

    Następnie zgromadzonym osobom na sali zadawano pytanie który z trzech odpowiada odcinkowi X. Jeżeli osoba badana odpowiadała jako pierwsza, to po prostu mówiła co widzi.

    Niekiedy jednak przed osobą badaną pomocnicy eksperymentatora udający innych badanych wskazywali odcinek dłuższy niż ten X… I gdy osoba badana odpowiadała po wystąpieniach dezinformatorów to często była gotowa zaprzeczyć temu co widziały jej oczy i poddać się opinii innych.

    Okazało się, że co trzecia osoba w serii 12 pytań pod wpływem cudzych opinii przynajmniej raz zaprzeczyła temu, co oczywiste.

    Jeżeli człowiek potrafi wyrzec się własnego zdania pod wpływem zaledwie kilku osób, to ci dzieje się gdy w grę wchodzą setki osób? Albo tysiące i więcej?

    No, właśnie. Wtedy zaczynają się manipulacje ludzkimi opiniami za pomocą sondaży opinii.

    W ten sposób zmieniono w latach 70-tych nastawienie Amerykanów do sprawy zabijania nienarodzonych ludzi.

    Nigdy nie dowiedzielibyśmy się o tym, gdyby jeden z głównych dezinformatorów się nie nawrócił! Nikt inny potem nie opowiadał o manipulacjach z taką szczerością. Ale profesor Bernard Natanson po swoim nawróceniu i przystąpieniu do grona obrońców życia nie miał żadnych zahamowań. Ujawniał oszustwa, którymi wtedy zwolennicy aborcji posługiwali się w podły sposób.

    W Warszawie w październiku 1996 roku osobiście opowiadał o propagandowej akcji mającej zmienić nastawienie Amerykanów do aborcji. Mówił:

    Wszystkie pieniądze jakie otrzymywaliśmy np. od Fundacji Rockefellera i od innych radykalnych grup wykorzystaliśmy na wynajmowanie specjalistów od kontaktów z mediami. Przy posłuchu mediów i poparciu kobiet mieliśmy bitwę wygraną.

    Fabrykowaliśmy wyniki badań opinii publicznej. Wymyślaliśmy fałszywe statystyki, np dotyczące nielegalnie przeprowadzanych aborcji w USA. Twierdziliśmy na przykład, że było ich ok. miliona rocznie, gdy w rzeczywistości 150 tysięcy. Mówiliśmy, że 10 tysięcy kobiet umiera na skutek nielegalnych aborcji, gdy rzeczywista liczba zgonów wynosiła 200.

    Mieliśmy specjalistę z dziedziny statystyki, który preparował na nasz użytek całkowicie nieprawdziwe dane. Przez ciągłe powtarzanie fałszywych liczb przekonaliśmy amerykańskie społeczeństwo do zaakceptowania naszego stanowiska. Wielkie kłamstwo jest bardzo efektywne i tak było w tym wypadku.

    U nas nikt jeszcze niczego nie wyjawił, ale ja zapisałam bardzo głośne i znamienne wydarzenie…

    Było to przed wyborami 19 września 1993 roku. W przeddzień wyborów, w sobotę, łamiąc ciszę wyborczą „Super Express” opublikował wyniki jakichś rzekomo najostatniejszych sondaży. Podano, że ważne ugrupowania prawicowe – m.in. Porozumienie Centrum i „Solidarność” otrzymają góra po 1 albo 2 procent głosów. Można się domyślać, że po tym sondażu część wyborców postanowiła przenieść gdzieś swój głos, żeby go nie zmarnować.

    W rzeczywistości partiom tym zabrakło ułamków procenta do osiągnięcia progu wyborczego, co w znaczący sposób zmieniłoby proporcje w Sejmie. I losy Polski też.

    I tak już zostało…

    Do dzisiaj… Bo czyż nie są przedziwne te nagłe skoki w sondażach? I co najdziwniejsze – to COBOS najbardziej zaskakuje nas wynikami.

    Ale o tym ośrodku badania opinii mam własne zdanie, oparte na własnym doświadczeniu. Pisałam już o tym. Otóż zostałam kiedyś „wytypowana do badań jako respondentka”, o czym poinformowano mnie telefonicznie. W ślad za telefoniczną rozmową pojawił się w moim domu ankieter. Wypytał dokładnie o poglądy polityczne i … nigdy więcej nie odezwał…

    Potem kilkakrotnie – 3 lub 4 razy – telefonowano do mnie z innych ośrodków badania opinii. I za każdym razem najpierw zadawano kluczowe pytanie: – Na kogo ma pani zamiar głosować?

    Odpowiadałam, zgodnie z moimi prawicowymi poglądami i z prawdą. Wtedy padało zawsze drugie pytanie: jakie ma pani wykształcenie? Albo jaki wiek… No, to mówiłam. – Ooo, w tym przedziale już mamy komplet. Co znaczyło – sorry, tej opinii nie uwzględniamy.

    Dziwne, że nie pytano mnie o wykształcenie albo wiek na początku, tylko dopiero gdy się okazywało, że wynik ich sondażu jest moją odpowiedzią zagrożony… Tak to wygląda, tak to się robi…

    Dlatego nie wolno nam kierować się sondażami, tylko własnym rozumem.

    Za : http://blogmedia24.pl/node/70852

  9. Kontra said

    Dzisiaj – teraz19.30 KRAKÓW, Akademia Rolnicza – Aula w Centrum Kongresowym Akademii Rolniczej- Wydział leśny, Ul.29 listopada 46

    TRANSMISJA na żywo 23 marca 2015, na stronie http://www.radiochrystusakrola.pl

    rozpoczęcie o godzinie 19:30, serdecznie zapraszam.

  10. jasiek z toronto said

    Re: 4 W.K.
    Panie Wlodku, prosze mi powiedziec, kiedy Pan ostatnio goscil w Suwerennej i jaki panski komentarz byl ocenzurowany???.
    Jak Pan wie, (i nie tylko Pan), mam bardzo „ostre” teksty i tylko zydzi mnie „kasuja” (na „pejs-zbuku” pisalem tylko 8 dni…ale co napisalem, to moje :))). i nie podejrzewam, aby D.Kosiur czy P.Zieminski byli zydami, czy na Pana by sie „zawzieli”…
    =======================
    jasiek z toronto

  11. zuzia said

    ad 9
    pompujemy???// i dlaczego tak nachalnie i co gb ma wspólnego z chrystusem????
    No moze to,że kościół jest zażydzony

  12. Kontra said

    Marcin Janowski

    Czy Zygmunt Wrzodak przeprosi Grzegorza Brauna?

    Jakiś czas temu Zygmunt Wrzodak zaczął nagłaśniać brednie dotyczące działalności Grzegorza Brauna. Niestety były poseł nie zadał sobie trudu, aby sprawdzić, iż powtarzane przez niego konfabulacje zostały już dawno temu zdementowane.

    Inicjatywa edukacyjna w Skierniewicach, o której wspomina Wrzodak, nie ma nic wspólnego z żadnym Sorosem i Pełczyńskim, ale składa się z salki katechetycznej w Skierniewicach oraz grupy społeczników.

    Na początku marca w portalu Neon24 pojawił się wpis Zygmunta Wrzodaka następującej treści:

    >>skąd ten Braun nagle?
    Otóż zacznijmy od występów Brauna w Roninie i pamiętnej przyjaźni z Coryllusem, co to się nagle skończyła, hi, hi – pamiętamy? Oczywiście 🙂
    Coryllus, opisując tę dziwną szkołę**, z którą zaprzyjaźnił się Braun, jakoś nie poszedł tym tropem dalej, on, znawca spisków i szlaków agentury. Ale ja i owszem. I cóż znalazłam?
    Założycielem/fundatorem jest znany działacz polonijny Zbig Pełczyński, co to aktywnie uczestniczy w życiu publicznym. Zarówno w Polsce jak i Wielkiej Brytanii pełni wiele funkcji społecznych, m.in. jest przewodniczącym”Stefan Batory Trust” w Oksfordzie (organizacji zajmującej się promocją edukacji, nauki kultury polskiej), członkiem Rady Powierniczej”Polonia Aid Foundation Trust z siedzibą w Londynie. W 1988 w imieniu George’a Sorosa założył w Polsce Fundację im. Stefana Batorego. Obecnie jest członkiem Rady Fundacji.***
    Opisywałam to już przy okazji dyskusji o dziwnych meandrach kariery Cenckiewicza. Jemu też fundacja Zbiga załatwiła stypendium, nawet dwa razy > Byłem dwukrotnym stypendystą Polonia Aid Foundation Trust w Londynie (2000 r. i 2004 r.)****
    No to w końcu jesteśmy w domu, Braun szaleje wśród Polonii w USA i stamtąd pisze do nas, że się poświęci i wystartuje na prezydenta RP.***** Jasne, jasne, JKM wypadł z gry, bo za dużo dzieci „wykróliczył”, Wipler też z powodu dzieciaka dał ciała i zupełnym przypadkiem narodowcy wyznaczyli na kandydata niejakiego Kowalskiego.****** Co prawda facet szans nie ma żadnych, ale chyba jest czysty i nie obstawiony, skoro nasza milusińska GTW (grupa trzymająca władzę) postanowiła go zablokować Braunem. Tak, tak, chłopaki niczego nie lekceważą, nad każdym najmniejszym chwaścikiem się pochylą i podtrują, nikt i nic nie może stanąć na drodze wielkiego marszu ku NWO. Mnie osobiście do łez radości doprowadza ta cudowna zupełnie sytuacja, kiedy to kumpel Sorosa wspiera bratanka szefa TVP w walce z Judeopolonią.<>Nie wiem ale temu człowiekowi nie ufam. Nie ufam ludziom, którzy zadają się z żulami propagandy banderowskiej z pewnej szmaty gazetowej, która to kobieta powiedziała, że Polacy musieli być zamordowani na Wołyni za wspólpracę z Rosją. Niewmowlę w łonie matki też musiało zginąć.
    Braun nie wytłumaczył się z zadawania się z Pełczyńskim od Sorosa, który to Pełczyński zakładał fundację batorego.
    Braun nie odpowiada na fundamentalne postulaty o np; natychmiastowym pozbyciu się wojsk obcych z naszego terytorium oraz dlaczego opowiada się za cywiliazcją szatana tzn. zachodniej, zamiast cywilizacji łacińskiej.<>Manipulacja oparta na kłamliwej interpretacji i kpina z ludzi, którzy poświęcają się działając na rzecz krzewienia wartości w swojej społeczności. Nie, nie. To nie przesłanie płynące z tekstu z Gazety Wyborczej czy Krytyki Politycznej. Zajadły tekst wypłynął spod pióra Gabriela Maciejewskiego.

    Ten pisarz i bloger posługujący się pseudonimem Coryllus w szyderczy sposób opisał Szkołę Liderów w Skierniewicach bazując na relacji z inauguracji opublikowanej na portalu Prawy.pl [LINK]. Wolność słowa ma to do siebie, że każdy może wyrażać swoją opinię – nawet jeśli jest ona kpiną. Problem w tym, że do opisu autor sam z siebie dołożył kilka nieprawdziwych informacji rzutujących na dobre imię organizatorów.

    Polemizować z tekstem Coryllusa nie będę. Można to robić wówczas, gdy przy wyrażaniu odmiennych poglądów po obu stronach zachowane są pewne zasady. W przypadku, gdy ktoś sięga po metodę jaką jest manipulowanie za pomocą nieprawdziwych informacji, wchodzenie w dyskusję nie ma najmniejszego sensu.

    Sens ma natomiast zdementowanie zmyślonych treści, chociażby po to, by obronić dobre imię osób, wobec których wydano fałszywy osąd. W związku z tym, że Maciejewski dopuścił się oszczerstw pod adresem inicjatorów Otwartej Akademii i Szkoły Liderów w Skierniewicach na podstawie relacji, która wyszła spod mojego pióra (byłam osobiście na inauguracji oraz poznałam organizatorów) czuję się w obowiązku o dobre imię osób oczernionych zawalczyć.

    Najprostszą metodą jest sięgnięcie po informacje do samego źródła, a więc zapytanie organizatorów o fakty. Nie uczynił tego Maciejewski, jednak nie przeszkadzało mu zakomunikować, że szkoła w Skierniewicach powstawała po to, aby kadra mogła sobie zarobić. Skąd pisarz ma takie informacje, nie wiem. W krótkiej relacji, którą opublikowałam wzmianki o kosztach nie było. Jak zatem jest faktycznie, wyjaśnia portalowi Prawy.pl Marcin Janowski, współorganizator skierniewickiej Akademii.

    „Idea Otwartej Akademii właśnie na tym polega, że ma ona być OTWARTA na uczestnictwo wszystkich zainteresowanych zdobywaniem wiedzy, tak więc nie pobieramy opłat za udział w zajęciach. Ten projekt opiera się na dobrowolnej pracy i wsparciu osób prywatnych, które chcą zrobić coś dla dobra wspólnego. W ramach Akademii powstał edukacyjno-warsztatowy program – Szkoła Liderów, przeznaczony dla młodych, którzy chcą zająć się pracą społeczną i nikt z organizatorów nawet nie pomyślał o tym, żeby od tych ludzi żądać opłat za uczestnictwo.Oczywiście każda forma działalności związana jest z kosztami, ale te pokrywamy samia wcale nie należymy do ludzi zamożnych. Może panu Maciejewskiemu to się nie mieści w głowie, ale są jeszcze w naszym kraju ludzie, którzy do Polski dokładają a nie tylko z niej żyją. Także pan Coryllus może ufundować jakiś darmowy kurs dla zdolnej młodzieży w swojej gminie, my mu tego nie zabraniamy!” – powiedział Janowski.

    Maciejewski twierdzi także, iż organizatorzy szkoły w Skierniewcach mają „ponure i zbrodnicze w najgorszym razie, a nieuczciwe w najlepszym” intencje. Czy skontaktował się on z którymś z organizatorów dopytując o cel jaki przyświeca skierniewickiej Akademii? Czy poznał on osobiście któregoś z nich?

    „Nikt z trzech organizatorów Otwartej Akademii nigdy nie widział tego człowieka na oczy! Pan Maciejewski o nic nas nie pytał i wygląda na to, że jego internetowy wpis jest wytworem bujnej fantazji, co u baśniopisarzy należy uważać za ekscentryczną normę. Trudno mi powiedzieć, jakie intencje stoją za atakiem ze strony tego pana, który jak widać po wpisie, niewiele wie o całej sprawie. Gdyby Coryllus zapytał nas o ten projekt, to by usłyszał, że już kilku znamienitych wykładowców akademickich i ludzi kultury pozytywnie zareagowało na naszą ideę i zadeklarowało możliwość wygłoszenia nieodpłatnego wykładu w ramach Otwartej Akademii. A tak przy okazji spieszę zakomunikować, że dr Jan Przybył, którego dorobek stał się także obiektem dociekań pana Maciejewskiego, oprócz wieloletniego doświadczenia pracy na uczelni i pisania książek na temat Kresów, jest tłumaczem, zna kilka języków i przełożył na język polski 2. oraz 5. tom „Historii chrześcijaństwa” autorstwa Warrena Carrolla a polski wydawca – wrocławskie Wektory uzyskały od Kościoła Katolickiego imprimatur na publikację tego dzieła” – podsumował współorganizator Akademii.

    By Czytelnicy sami mogli wyrobić sobie opinię na ile Coryllus dopuścił się manipulacji warto zapoznać się z relacją z inauguracji Akademii [LINK] oraz tekstem Maciejewskiego [LINK]. Smaczkiem podsumowującym zajadłość pisarza jest to, że odnosząc się do tekstu opublikowanego na Prawy.pl interpretował on zwrot „tworzenie elit”, podczas gdy w istocie takie sformułowanie nie padło.

    Agnieszka Piwar<<

    Czy Zygmunt Wrzodak znajdzie w sobie siłę, aby przeprosić za rozpowszechnianie plotek na temat zasłużonego reżysera?

    za : http://na-argumenty.neon24.pl/post/120525,czy-zygmunt-wrzodak-przeprosi-grzegorza-brauna

  13. szczur said

    Jeszcze sobie te bydlaki przyznają wielomilionowe premie:

    http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/50-milionow-na-nagrody-dla-rzadu-a-polacy-ledwo-wiaza-koniec-z-koncem_428191.html

  14. zuzia said

  15. Ryvan said

    Czyżby panna Zuzia miała jakieś inne – może delikatniejsze propozycje? Chętnie posłuchamy.

  16. Analityk said

    https://cyklista.wordpress.com/2015/03/22/chazarskie-i-chachlackie-elity-wioda-polske-ku-wojnie-i-zniszczeniu-dajmy-temu-zdecydowany-odpor/

  17. MKCharzynski said

    Pracownik MSZ nie pisałby takich bredni. Tekst składa się z plotek, plotek i jeszcze raz plotek uzupełnionych o powyrywane z kontekstu zdania i opinie. Sorry ale ja tego nie kupuję. Lu udzie węszący wszędzie żydowskie spiski nie nadają się na partnera debaty. Gdyby nie obsesja pana Kobylańskiego to nie straciłby on urzędu konsula honorowego. Żadne liczące się państwo zachodnie nie może sobie pozwolić na to aby zawodowo/niezawodowo jego interesy reprezentował obłąkany antysemita.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: