Trio śpiewających księży „Les Prètres” w czerwcu ma zagrać koncert w słynnej paryskiej sali koncertowej „L’Olympia”. Dochód z imprezy ma trafić na rzecz prześladowanych chrześcijan na Wschodzie, w Iraku i Syrii. Zespół, założony w 2010 r. przez biskupa Gapu i byłego rzecznika Episkopatu Francji, Jean’a-Michela Di Falco, chciał zawiesić na stacjach paryskiego metra plakaty reklamujące koncert. Paryskie zakłady komunikacyjne RATP nie zgodziły się jednak na to. Według nich słowo „chrześcijanie” na plakatach godzi w „zasadę neutralności światopoglądowej służby publicznej”. Rozgorzał ostry spór, który ma teraz rozstrzygnąć sąd – donosi francuski tygodnik „L’Express”.

W oficjalnym komunikacie RATP podkreśla, że plakaty „Les Prètres” nawiązują do „zbrojnego konfliktu za granicą”, a ponadto użycie słowa „chrześcijanie” narusza „zasadę neutralności” wyznaniowej, która wynika z konstytucyjnej zasady świeckości państwa, a zatem obowiązuje wszelkie służby publiczne. Jedną z nich jest właśnie RATP, a więc nie może ona się zgodzić na rozpowszechnienie takiego afisza na swoim terenie. Według „L’Express” chodzi głównie o to, by nie urazić francuskich muzułmanów, dla których nie tylko wzmianka o chrześcijaństwie może być drażliwa, ale także aluzja do mordów dokonywanych na chrześcijanach przez muzułmanów w Iraku i Syrii.

Na plakatach, które się pojawiły przez krótki czas w niektórych stacjach metra (między 24 a 30 marca), słowo „księża” zostało przekreślone przez nieznanych sprawców i pojawił się na nich napis: „A zasada laickości?”. Afisze zostały zdjęte iRATP zaproponowała, by wykreślić z nich wzmiankę o charytatywnym celu koncertu i zastąpić ją nazwą organizacji, która współorganizuje koncert i zbiera środki na pomoc chrześcijanom na Bliskim Wschodzie: „Dzieło Wschodu” (L’Oeuvre d’Orient). Dla kościoła katolickiego nie wchodzi to jednak w rachubę.

Fot. Twitter/@proteus13
Fot. Twitter/@proteus13

Biskup Di Falco przypomniał, że chrześcijanie na Wschodzie są prześladowanymi i masakrowanymi ofiarami. A nazwa organizacji charytatywnej większości Francuzom się z niczym nie kojarzy. A chodzi o to, by podkreślić, że dochód z imprezy ma trafić na rzecz prześladowanych chrześcijan.

Przychodzenie z pomocą populacjom w niebezpieczeństwie bez względu na to, czy są chrześcijańskie, muzułmańskie czy inne, nie jest opowiadaniem się po czyjejkolwiek stronie w jakimś konflikcie za granicą. Powoływanie się zaś w tym wypadku na zasadę neutralności wyznaniowej to świecki integryzm, który staje się groteskowym i śmiesznym polowaniem na czarownice

—podkreślił duchowny.

Decyzja RATP wywołała oburzenie po obu stronach sceny politycznej. Biskup zyskał poparcie nawet wśród zdecydowanie laickiej lewicy. Deputowany Radykalnej Partii Lewicowej (PRG) Joël Giraud oznajmił, że jest oburzony tą decyzją.

Doprawdy nie dostrzegam, w jaki sposób może stać się naruszeniem zasady świeckości koncert, którego celem jest pospieszenie z pomocą ludności, która pada ofiarą ludobójstwa, co skądinąd z mocą potępia rząd

—zaznaczył.

Posłanka centroprawicowej Unii na rzecz Ruchu Ludowego (UMP) Valerie Pecresse wezwała RATP do tego, by „jeszcze raz przemyślała swoją decyzję”. Zaapelowała także do minister transportu Ségolène Royal, by wymusiła na RAPT wywieszenie plakatów w ich oryginalnej postaci. Nawet sam premier Manuel Valls, socjalista, uznał za właściwe określenie swego stanowiska w tej sprawie, stwierdzając na Twitterze:

Żadnych wahań! Trzeba wyrazić całkowite poparcie Chrześcijanom Wschodu, ofiarom barbarzyństwa

Paryskie zakłady komunikacyjne nie zamierzają się jednak ugiąć. W oficjalnym komunikacie podkreśliły jeszcze raz, że najlepszym rozwiązaniem będzie nowa kampania plakatowa bez drażliwej wzmianki o chrześcijanach. A jeśli kościół się na to nie zgodzi, to RATP skieruje sprawę do sądu.

Jesteśmy gotowi ponieść konsekwencje ewentualnego sporu prawnego. Oczekujemy, że sąd ostatecznie zadecyduje, czy słowo „chrześcijanie” ma swoje miejsce we francuskiej służbie publicznej

—głosi deklaracja zarządu RATP. Szanse na to, że RATP wygra ten spór, są jednak niewielkie. W końcu niedawno we wszystkich stacjach metra wisiały plakaty reklamujące film „Niech Allach błogosławi Francję”. Pierwsza skarga do sądu zresztą już wpłynęła. Tyle, że przeciwko RATP. Wystosowała ją organizacja „Koordynacja Chrześcijan na Bliskim Wschodzie” (CHREDO). Sąd ma ją rozpatrzyć w trybie przyśpieszonym, już w środę.

W odpowiedzi RATP stworzyła specjalne gremium, złożone ze „znakomitych osobistości” życia publicznego, które ma rozpocząć cykl debat o tym, co można wywieszać w metrze, a co nie. Afera się więc dalej rozkręca, a zdrowy rozsądek ginie gdzieś po drodze.

Ryb, L’Express, Le Monde, le Figaro