Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Smoleńsk 2015 – pięć lat żydokłamstw.

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2015-04-10

+++

PilgrimagMija piąta rocznica zamachu warszawskiego, znanego w społeczeństwie pod kryptonimem „smoleński” albo krótko jako „Smoleńsk”.

W związku z tym można zauważyć, że atmosfera poprawności polityczno-rozumowej przyklaskującej bredniom oficjalnej wersji katastrofy smoleńskiej, dyskretnie podkręcana przez sensacje i histerie ekspertów lotniczych Zespołu Macierewicza, uległa już od jakiegoś czasu mocnemu uspokojeniu.

Jak to wyłożyliśmy na stronie http://zamach.eu/ w Smoleńsku nie było ani katastrofy, ani zamachu, lecz została odegrana jedynie inscenizacja.

Natomiast Delegaci do Katynia zostali wyłapani indywidualnie przed momentem zbiórki na Okęciu, a następnie zbiorowo lub też indywidualnie wymordowani.

 

Liczne plotki puszczane o uwięzieniu lub rzekomej ucieczce do ciepłych krajów wszystkich lub prawie wszystkich członków delegacji były i są częścią psychologii wojennej. Plotki dające rodzinom jakąś nadzieję na odnalezienie porwanych mają również charakter paraliżujący wobec tych rodzin, które boją się podjęcia jakichś radykalnych środków przeciw mniej lub bardziej rozpoznanych sprawców porwania – w obawie, że może to pozbawić porwanych szansy na przeżycie i ewentualne uwolnienie. W Polsce ten chwyt psychologiczny zastosowano dwa razy, a w zasadzie nawet i trzy. Pierwszy raz przy zamachu w Gibraltarze, gdzie zaginiona córka Sikorskiego miała przeżyć „katastrofę”. Później podobnie było z synem B. Piaseckiego, którego to zbolałego ojca łudzono listami „pisanym przez syna” przez cały rok od porwania, a jak wiadomo został on rytualnie zabity prawie natychmiast po porwaniu. Trzecim przypadkiem jest Katyń, gdzie wiele wdów zwodzono (a i zastraszano) nadzieją na odnalezienie męża w ZSRR, o ile będą one siedziały cicho.

Oczywiście, we wszystkich trzech przypadkach sprawcami, beneficjentami zbrodni oraz manipulatorami medialnymi byli żydzi. Żydzi toczą przeciw Polakom totalną wojnę – terror. Jest on w zasadzie obecny nieprzerwanie od dnia 17 września 1939 roku. Pewne wydarzenia wojenne, słusznie określone przez Le Pen`a jako drobiazgi historyczne, przysłoniły Polakom obraz wydarzeń historycznych, gdzie mniej lub bardziej zmanipulowane społeczeństwo polskie jednak jakoś zgodziło się na wymuszony projekt żydowski: żydów, jako ofiar wojny, a to wobec faktu, że żydzi (nigdy albo ew. nie bardziej niż inni) takimi nie byli. Zaś faktycznie byli i są agresorami okrutnie i bezwzględnie obchodzącymi się z nami, jako bezwartościowym materiałem tubylczym, który należy totalnie zniszczyć. To celem zagarnięcia jego przestrzeni, dóbr, imienia a nawet i tożsamości narodowej. To ostanie jest coraz bardziej widoczne, bo – przykładowo – prowadzą różne kampanie medialne mówiące o żydach jako Polakach.

W nieodległej historii np. celem tego zaboru – poprzez cały szereg międzynarodowych manipulacji oraz za pomocą żyda ministra Becka – było wywołanie straszliwej wojny, w której działania obronne po naszej stronie były systematycznie sabotowane przez oficerów wysokiej rangi żydowskiego pochodzenia. Z tego powodu Polski front wschodni we wrześniu 1939 praktycznie nie istniał, co ułatwiło bolszewikom najazd i doprowadziło do upadku II RP oraz utraty kilku milionów Polaków. Ich agent żyd Anders (wespół z innymi dowodzącymi w armiach sojuszniczych) wysłał naszych (a ci swoich) żołnierzy na bezsensowny atak na Monte Cassino, a jeszcze przedtem zezwolił trzem tysiącom żydów zdezerterować z wojska i na dodatek okraść Korpus z broni i materiałów wojennych. To żyd Retinger dopomógł szpanerom w dowództwie AK w Warszawie sprowokować Powstanie, gdzie przedtem dobrze zadbano o to, aby ogromne ilości uzbrojenia wywieźć z Warszawy i tak popchnąć do beznadziejnej walki Najpiękniejszych z Pięknych – naszą wspaniałą młodzież warszawską, której podobnej nigdzie na świecie nie było. Zamordowano tak ćwierć miliona naszej przyszłej elity. Żydowskie mordy UB na naszych Niezłomnych, które trwały do lat wczesnych 60-tych, dopełniły reszty tych przedsięwzięć siłowych.

Po wojnie stopniowo nastały nowe czasy i środki przemocy, a przymus zewnętrzny (gwałt zbrojny) został zastąpiony środkami socjologii wojennej i tu wprowadzano bardziej wyrafinowane środki przemocy wewnętrznej– swego rodzaju autoagresji. Najbardziej udanym teatrem tego socjologicznego mechanizmu zbrodni wojennych była wprowadzona przez żydów aborcja, która mogła sięgać nawet do dwudziestu pięciu milionów zabitych polskich dzieci przez ponad 30 lat jej obowiązywania. A to na tle „katolickiego narodu” oraz Katolickiego Kościoła. Co prawda – po wojnie – tak naprawdę o narodzie to już trudno było mówić. Struktura hierarchiczna została zniszczona i to według zasady Talmudu nauczającej, że aby skutecznie uderzyć w społeczeństwo, trzeba najpierw zniszczyć jego elity, a reszta pójdzie jak z płatka – i tak się stało. Co więcej walka taka toczy się do dnia dzisiejszego, bo widzimy, że co wybitniejsi Polacy są mordowani w różnych skrytobójstwach. To sprawia, z nie możemy się organizować i dźwignąć jako Naród.

Oprócz tego wymiaru – czysto socjalnego – była jednak druga płaszczyzna naszego katolickiego bytowania: Kościół Katolicki i jego hierarchia. Tu, po wojnie, było początkowo inaczej, bo w Kościele Świętym – w przeciwieństwie do późniejszej, by tak rzec, „posoborowej synagogi watykańskiej” – kościoły „lokalne” nie były pozostawiane samopas, a mogły czerpać siły tak duchowe, jak i fizyczne z Watykanu, a za pomocą bożego papiestwa i z innych kościołów lokalnych, zaś o obecnej teologii żyda, która wyklucza inne istotne tematy, nie było nawet mowy. I mniej więcej tak właśnie było. Kościół katolicki, który w czasie okupacji stracił ponad trzy tysiące kapłanów, i choć wyszedł z wojny równie okaleczony jak i cały naród, to jednak szybko się podnosił i wyciągał nas z tej strasznej wojennej klęski. Żydzi to szybko zauważyli i Kościół stał się przedmiotem specjalnej troski takich ludożerców jak Berman czy Brystygierowa. A metody walki nie były skostniałe, lecz posługiwały się zdobyczami naukowymi. Po kilku powojennych latach zbrojnych wręcz napadów na kler i hierarchię, żydokomuna PRL`u przeszła od otwartej wojny do skrytobójstw na hierarchach. Akty te wspierane były szerokim instalowaniem osobników TW w strukturach tak seminariów, jak i pozyskiwaniem osób już konsekrowanych. Ten obecny żydowski potwór, jakim jest widzialny episkopat w Polsce, to faktycznie efekt żmudnej pracy 60-ciu lat żydowskiego terroru w Polsce i nasuwa się pytanie, czy ma jeszcze coś wspólnego z Kościołem czy z Polską, a nawet z tzw. chrześcijaństwem, co już dawno zaważyli liczni kaznodzieje sekt parachrześcijańskich, postrzegających tzw. „polski kościół” jako siedlisko żydowskiej trucizny w sercu Europy.

.

.

(…)

.

.

 

To wszystko nie byłoby możliwe bez okupacji niemieckiej w Polsce – jako wstępu do ataku i na Polskę, i na Kościół – która, pomijając inne aspekty, była transformacją, subwersją (+++) żydów na Polaków, a co bez tamtego wojennego gwałtu, totalnych wymian tożsamości, do czego nawoływał Józef Berman w jego referacie na posiedzeniu komitetu żydowskiego, nie byłoby możliwe.

Wojna była „zabiegiem chirurgicznym” dokonanym na Polsce i Polakach: wycięła polską inteligencję w pień, a ocaliła, „wylansowała” żydów, żydowską inteligencję nałożoną na Polaków jako masę niezdolną już do samoobrony przed tym żydowskim wirusem. Okupacja niemiecka w Polsce jest nawet modelem wzorcowym dla różnych innych subwersji w Polsce, w tym zamachu warszawskiego, ale nawet nie tylko, bo podobnie dzieje się obecnie na Bliskim Wschodzie, gdzie rzekomi islamiści są zwerbowanymi żołnierzami, mającymi na celu wprowadzenie totalnego chaosu w tamtych regionach, a co ma ułatwić ekspansję Izraela oraz grabież surowców, a nawet o ile będzie potrzeba, wtedy będzie można „terrorem islamskim” zaatakować sam Izrael, co nie stoi tu w jakiejkolwiek sprzeczności.

Zamach warszawski pod pozorem „katastrofy smoleńskiej” miał doprowadzać do totalnej utraty kontroli Polaków nad Polską i tak się stało, a co widać już gołym okiem. Ale nie tylko o to chodziło, zebranie gości pogrzebowych na państwowym pochowku prawdopodobnie miało doprowadzić do masowego ataku na przywódców światowych przybyłych na pogrzeb. Tym też zapewne tłumaczy się „dziwna” absencja niektórych z nich, którzy zapewne zostali ostrzeżeni przez własne służby. Na Bliskim Wschodzie jest to normalna procedura, że najpierw zabija się wodza, a potem na jego pogrzebie wysadza się w powietrze resztę innych osobistości wysokiej rangi. Pamiętamy, że na pogrzeb Lecha Kaczyńskiego nikt prawie nie przyjechał, a sama uroczystość – aby nie kusić losu – odbyła się w całkowicie innym miejscu niż to planowano. Podobnie było z cyrkiem marszu pokoju po farsie zamachu na redakcję Charlie Hebdo, gdzie przywódcy światowi szli własnym pochodem w osobnym miejscu. Zebranie pogrzebników w Warszawie nie miało miejsca, bo zapobiegawczo wywołano erozję wulkanu, który dał pretekst do uziemienia wszystkich samolotów na parę dni przed pogrzebem i wszyscy zostali w domu. Przy czym biorąc symbolikę wielkiego ognia, znaną w okultyzmie obecnych władców świata, można by zastanowić się, czy erozja wulkanu na długo przed 10 kwietnia dodatkowo nie była wielkim okultystycznym znakiem „wielkich zmian”, które nadchodzą i wtajemniczeni wiedzą, że trzeba zachować czujność.

Wydarzenie 10 kwietnia 2010 trzeba widzieć w szerokiej perspektywie, nie wolno zasklepiać się ani w teoriach wybuchów, teoriach ataku laserowego czy kłótniach w kokpicie. Choć na to nie ma dowodów, ale się o tym mówi, podczas kiedy również nie ma dowodów na odlot z Okęcia, ale tu się o tym milczy.

To zbrodnicze milczenie przerwane jest niegodnym klanagorem żałobników – a skutecznym. Właśnie na dniach córka Wassermana, aby wpisać się w aktywnych zwolenników „kłamstwa smoleńskiego”, domaga się konferencji międzynarodowej, która zbada tę katastrofę! Właśnie – w ramach szeroko pojętej subweresji już nie Polski tylko, ale i całego regionu – bez żenady miesza ona tu do naszych polskich spraw kwestię Ukrainy, Putina i samolotu malezyjskiego. A przecież ta gęś żałobna ma czarne skrzynki (malezyjskie) właśnie w rękach „międzynarodowych” i niech nam opowie o tym, co tam jest zapisane! Przecież czarne skrzynki samolotu z Donbasu ujawnią atak rakiety naziemnej – czyż nie? Gdzie są zapisy tego samolotu i co mówią??? Po co oskarżać gołosłownie, skoro można podeprzeć swe zarzuty dowodami? Czy pochodzenie żydowskie uprawnia w Polsce do sprawowania służby adwokackiej bez legitymacji rozumu?

Podobnie nędznie, a nawet gorzej jest z inną płaczką – Kurtyką, która na swojej stronie internetowej   http://www.pomniksmolensk.pl/     bezczelnie wywiesiła ubecką fałszywkę: „zdjęcie Tupolewa w chwili wchodzenia Prezydenta na pokład w dniu 10 kwietnia 2010”  http://gazetawarszawska.com/zamach/zamach-warszawski/403-oszustwo-smolenskie-portalu-pomniksmolenski Rodzina Gosiewskiego wystawiła pomnik o kształcie Tupolewa, w którym to miał zginać ich syn. Wdowa Merta milczy jak zaklęta w sprawie wzorcowego przykładu oszustwa smoleńskiego: palenia dowodu osobistego jej męża, aby upozorować, że jest to dowód rzeczowy, który wydobyto ze zgliszcz w Smoleńsku, podczas kiedy dowód ten jak przypuszczalnie i właściciel nigdy na lotnisku w Sewiernem nie byli i to nawet w stanie martwym.Płakać przed kamerami – TAK! Domagać się prawdy o odlocie – CICHO SZA!

Nawet konferencje smoleńskie, w tym lekarzy i psychologów, nie podejmują prostego wątku: w jakim stanie psychofizycznym był kapitan Tupolewa. Skoro oszuści smoleńscy sami twierdzą, że atmosfera na pokładzie była zła, to czy te wdowy płaczne:

nie powinny pójść po tej linii i zapytać jak czuł się kapitan, co pił na Okęciu, czy obsługa w barze dobrze przestrzegła zasad higieny rąk i czy nikt nie zainfekował kawy i ciasteczek bakteriami, które w ciągu 30-50 minut atakują bez objawów wstępnych system pokarmowy i dają u zainfekowanych gwałtowne torsje i biegunkę nie do powstrzymania?!

Czy lekarz medycyny Joanna Kurtyka takie bakterie atakujące przewód pokarmowy zna? A jeżeli zna, to dlaczego ich nie bada na Okęciu? Czy ona boi się? Boi się biegunki?

Dlaczego Merta, Wasserman, Kurtyka, Gosiewscy (matka lekarz) nie pytają o to, jak czuł się mąż czy ojciec w ostatniej chwili swego życia, co mówił do osoby, która została na lotnisku, czy był spokojny, a może był pod wpływem narkotyków? Którzy to byli takimi „osobami” odprowadzającymi, dlaczego ich nikt nie ujawnia? Jak nazywała się firma, która dawała serwis cateringowy krytycznego dnia? Etc., etc.

W naszej kulturze, bliscy autentycznie kochający swych nagle odeszłych najczęściej w ciszy przeżywają swój smutek wiecznego rozstania, ale jeżeli są już do czegoś zdeterminowani, to nie do aktorstwa, ale do poszukiwania prawdy o ostatniej chwili życia ukochanej osoby.

Zachowanie tych medialnych żałobników jest niegodne, to dalsza część kłamstwa smoleńskiego. Co gorsza, to na tle kolejnych już ofiar, jak np. inżyniera Wróbla czy – co wysoce prawdopodobnie – dr Ratajczaka. Inżynier Wróbel – mimo pięciu lat – jest dotychczas jedyną osobą sfer rządowych, która otwarcie mówiła o wersji samolotu bliźniaka w Smoleńsku. Dlatego go zamordowano. Lista ofiar smoleńskich jest długa, nie wyliczamy tu nikogo, ale trzeba dodać, że do ofiar tych należą kadry lotnicze zabite w samolocie CASA, ofiary nagłych zgonów w okresie posmoleńskim, czy architekci „z Asturias”. Mamy prawo domniemywać, że jest to wierzchołek góry lodowej. I do ofiar typu radiowiec R.Muś dołącza się całe grono tych, którzy nagle odeszli na zawały czy wylewy, a których to nazwisk nigdy nikt nie skojarzy ze Smoleńskiem.

Pisaliśmy dość dużo o ekspertach Macierewicza: Biniendzie, Nowaczyku, Szuladzinskim, etc., czy nawet tej grotesce inżynierskiejGlenn Joergensen, a w tych dniach Jürgen Roth, który podobnie jak Macierewicz z Sulęcińskim przeczytali pierwsze fragmenty hipotezy na http://zamach.eu/   i szerzą to nie, jako odrzuconą, wczesną hipotezę, lecz jako zwykle brednie (Plan B), a Roth już jako ordynarne żydowskie kłamstwa.

Wszystko to pomijamy tu, bo „experci” już mocno schodzą na plan dalszy, a najnowsze informacje mówiące o tym, że wieża kontrolna na krótko przed „lądowaniem” Tupolewa miała rozkaz zamknąć lotnisko, oddala podejrzenia od Putina, jako sprawcy, czyli experci tym bardziej idą w odstawkę, bo ich celem nie była prawda, ale Putin. I na scenie pozostają jedynie emocje, a wdowy są w tym najlepsze.

Jak powiedziano powyżej, „Smoleńsk” to cześć planu subwersji i taka metoda jest podjętą próbą przejęcia Polski przez żydów. Okres najnowszy ma swój początek 17 wrzenia 1939 roku, który obecnie gwałtownie przyspiesza, a to ze względu na wydarzania w Izraelu. Ale próba przejęcia Polski przez żydów sięga już pierwszych wieków państwowości polskiej, gdzie żydzi zaczęli mówić o przejęciu Lechitii jako swego terytorium. Kiedyś napisano o tym wiele książek, ale które udało się zniszczyć, choć pewne zapisy się zachowały.

A czasy już zupełnie najnowsze to problem Izraela, gdzie toczy się odwieczny spór miedzy ortodoksami, syjonistami i liberałami. Jest to miotanie się od asymilacji, do mesjanizmu poprzez syjonizm. Jedni chcą uciekać do Polski, inni budować wielki Izrael, choć najchętniej jako turyści, a inni nauczać gojskie dzieci masturbacji.

Tak czy owak nawet wielki Izrael z osiadłą tam dużą populacja żydowską wymaga „chwilowego” przerzucenia ludności Izraela do Europy, bo trzeba zburzyć meczet Al- Aqsa, którego istnienie uniemożliwia zbudowanie Świątyni. Zburzenia odbędzie się poprzez atak jądrowy Iranu na Izrael, a to poprzez przypadkowe trafianie właśnie w meczet. Miało do tego dojść rok temu podczas posiedzenia Knesset `u na Wawelu, ale coś nie poszło tak, jak trzeba. Z niczego jednak nie zrezygnowano.

Możliwe, chodzi tu o wątek Ukraiński lub Rosyjski (ceny ropy), a może o jakaś formę buntu w armii Izraela, której to zawodowi oficerowie mogą mieć dość nieudacznictwa swoich dowódców, którzy w tym całym chaosie wiecznych zbrodni na Palestyńczykach i notorycznych konfliktach z otoczeniem mogą wywołać lawinę nieprzewidywalnych wydarzeń.

Tak czy owak, wszyscy żydzi bez wyjątku chcą wytchnienia na łonie gojów, bo goj jest osłem, które żyje po to, aby dźwigać żyda. Jest to prawda i nie tyle rabina Izraela, ile jest ogólną mądrością żydowską, a czym każdy żyd żyje, niemal „ma to w genach”. Jak wiemy, najlepszym żydowskim osłem jest Polak. On nawet całą rodzinę zabije, a i sąsiadów też, a to po to, aby mógł żywić żyda i wynosić po nim kible. Żyd mu za to podziękuje.

Takie noszenie żydowskiego kibla i narażanie na śmierć sąsiadów, czyli nas wszystkich i to nie tylko w Polsce, ale i w całym regionie, reprezentują żałobnicy smoleńscy i cała ta chmara różnej maści ekspertów, adwokatów i publicystów, którzy krzyczą o Smoleńsku, a milczą o Okęciu – jest to jedno wielkie zagrożenie dla pokoju w Europie – noszenie żydowskiego kibla.

W Smoleńsku nic nie było, nikt tam nie zginał, ale krzyczy się tam głośno po to, aby zgłuszyć prawdę i o „Smoleńsku” i o Polsce. Polska ma znowu paść ofiarą.

In Christo

Krzysztof Cierpisz

09-IV-2015

Całość tutaj:

http://gazetawarszawska.com/zamach/zamach-warszawski/1392-smolensk-2015

Komentarzy 18 do “Smoleńsk 2015 – pięć lat żydokłamstw.”

  1. Tatar said

    Zeczywiscie ,wszyscy zydzi ,kazdy nasz bohater na pewno zyd ,ja tesz pewnie zyd bo moja babka filtrowala z jakis tam zydem na kresach .Jakie to chore .Taki narod nie moze istniec .Dziwie sie ze wyrobil ponad 1000 lat Zapewne dzieki obcoplemiencom ,jak Niemcy TATARZY Rusaki i Litwiny

  2. Victoria said

    ad.1
    Panie Tata – rze tak powiem, sze nie martf chorobami zydow, PONEROLOGIA wyjasnia ten problem w sposob naukowy potwierdzajac tylko spostrzezenia pana Krzysztofa Cierpisza.

  3. Mieczysław S.Kazimierzak said

    Hipoteza możliwa,ale jak wyjaśnić ciąg zarejestrowanych zdarzeń w rozmowie telefonicznej braci Kaczyńskich w czasie lotu i rejestratorów?!

  4. Stefan said

    A Mietek swoje 🙂

  5. Shadowman said

    „Tak czy owak, wszyscy żydzi bez wyjątku chcą wytchnienia na łonie gojów, bo goj jest osłem, które żyje po to, aby dźwigać żyda. Jest to prawda i nie tyle rabina Izraela, ile jest ogólną mądrością żydowską, a czym każdy żyd żyje, niemal „ma to w genach”. Jak wiemy, najlepszym żydowskim osłem jest Polak. On nawet całą rodzinę zabije, a i sąsiadów też, a to po to, aby mógł żywić żyda i wynosić po nim kible. Żyd mu za to podziękuje.”

    Niestety brzmi to pogardliwie, ale to po części prawda. Wystawiamy sobie taką opinię, lansując Polaków ratujących żydów, a zwłaszcza rodzinę Ulmów, gdzie aby ratować żyda pozwolono na śmierć małych dzieci. Teksty Cierpisza są czasem przerażające, ale unikalne, ten Pan ma niesamowitą wiedzę. Właśnie dlatego trzeba tępić judeofilię, aby nasze dzieci i wnuki nie były uważane za żydowskich sługusów, którzy zostaną zmyci z tej planety przez resztę rozwścieczonego świata, kiedy podniesie się rewolta przeciwko żydom.

  6. anka said

    Bo Mietek jest za stary na zmiany 🙂

  7. j said

    „Takie noszenie żydowskiego kibla i narażanie na śmierć sąsiadów, czyli nas wszystkich i to nie tylko w Polsce, ale i w całym regionie, reprezentują żałobnicy smoleńscy i cała ta chmara różnej maści ekspertów, adwokatów i publicystów, którzy krzyczą o Smoleńsku, a milczą o Okęciu – jest to jedno wielkie zagrożenie dla pokoju w Europie – noszenie żydowskiego kibla”

    To nie jest takie proste i takie latwe panie Krzysztofie jak sie panu wydaje. i Powinien pan zrozumiec tych ludzi. Nie kazdy nosi w sobie bohatera gotowego na smierc za prawde. Niektorzy chca zyc a takze nie grzebac przedwczesnie swoich bliskich. Pan sobie z tej Szwecji moze bezpiecznie dywagowac o roznych tajemniczych sprawach zamachu warszawskiego, bo dla mediow glownego scieku i dla rzadzacej wladzy jest pan nikim. Ot jakis oszolom ze Szwecji sie produkuje.Nie jest pan dla nich grozny. I tyle.
    Natomiast taki sp. dr Eugeniusz Wrobel z Politechniki Slaskiej to juz calkiem inna inszosc. On byl dla nich bardzo grozny.
    Pasjonat i znawca lotnictwa, specjalista od utrzymania i rozwoju lotnisk oraz kompetencji sluzb zarządzajacych ruchem lotniczym. Byly wojewoda katowicki, czlonek Rady Nadzorczej Polskich Linii Lotniczych oraz wiceminister transportu – juz tak bezpiecznie jak pan nie mogl interpretowac tego zamachu. To on stal sie prawdziwym zagrozeniem dla wladz, kiedy publicznie powiedzial, ze wrak na Siewiernym nie jest wrakiem prezydenckiej tutki. On i jego rodzina musieli dostac taka straszna nauczke zeby juz nikt nie mial odwagi cos podobnego zrobic. I ludzie, ktorzy tam byli oraz ludzie, ktorzy z racji swoich stanowisk wiedza wiecej a moze nawet znaja cala prawde – milcza. Ja osobiscie bylabym ostrozna z tak ostrym oskarzaniem ich i pietnowaniem.
    Pozdrawiam

  8. anka said

    Tekst strasznie chaotyczny a przez to trudny w czytaniu.

  9. olo said

    Opluta Antygona
    Ziemkiewicz
    Rafał Ziemkiewicz
    Dzisiaj, 10 kwietnia (10:09)
    W sprawie sensacyjnych stenogramów z tupolewa, krążących po mediach, zainteresowało mnie tak naprawdę tylko jedno – przypomniana przez prawicowe portale informacja o ojcu i dziadku braci Artymowiczów.
    Może ktoś powie, że było to logiczne, zatrudnić do badania wraku i czarnej skrzynki trzymanych przez Putina pod kluczem o setki kilometrów stąd właśnie Pawła Artymowicza – astrofizyka, a więc człowieka z zawodu zajmującego się ciałami odległymi i niedostępnymi. Ale, o ile mi wiadomo, inicjatywa włączenia się w „badanie” tragedii wyszła od niego samego. To on ochotniczo podjął się misji udowadniania, że wersja katastrofy zapodana przez Rosjan jest jedynie słuszną i cała winę za tragedię ponoszą jej ofiary.
    Doktor Grzegorz Szuladziński – mieszkający w Australii specjalista od inżynierii mechanicznej – opowiedział nawet, że to właśnie Artymowicz dzwonił do niego do Sydney strasznie przejęty sprawą i namawiał, by jako uznany ekspert w tej dziedzinie zabrał głos i dał odpór „tym bredniom”, które głoszą o Smoleńsku „pisowcy”. Skutek tego telefonu był zresztą nieoczekiwany, bo Szuladziński dał się namówić, ale wyszło mu z wyliczeń, że bredniami jest wersja Anodiny/Millera i stał się jednym z głównych ekspertów komisji Macierewicza.
    REKLAMA

    Zostawmy to zresztą – nie o meritum sporu w tej chwili chodzi, tylko o aktywność Artymowicza, który – w przeciwieństwie do prokuratorów wojskowych, majora Laska czy członków jego zespołu – nie musi. On chce.
    Jego brat – Andrzej, muzykolog, ceniony w branży filmowej technik-dźwiękowiec, który właśnie zdobył medialną sławę prokurując na podstawie osobnego odsłuchu w Moskwie nową, „o 30 proc. lepszą” wersję stenogramów z kokpitu, też wydaje się ożywiany poczuciem misji. Dziwnym trafem jego wersja stenogramu jest skrajnie niekorzystna dla ofiar tragedii, stanowiąc swoiste votum separatum wobec tego, co z zapisów odczytali pozostali członkowie zespołu ekspertów na czele z profesor Demenko.
    W zasadzie, sens pracy Artymowicza młodszego sprowadził się do odczytania jednego nowego słowa: „piwko”. Słowa, które ma ożywić insynuacje o rzekomym pijaństwie na pokładzie tupolewa, i – w zamyśle sprawców przecieku, a może i samego autora „nowych” stenogramów – sprowokować liderów PiS do jakiejś ostrej wypowiedzi, której dałoby się użyć tak, jak w poprzedniej kampanii nieopatrznych słów o Angeli Merkel.
    Dopiero wiadomość, że dziadek obu panów był działaczem tzw. Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi, sądzonym i skazanym z tego tytułu przez sąd wolnej Polski za zdradę, a ojciec w odręcznym życiorysie chlubił się zasługami w walce z „bandami NSZ” (dla Polaków: Żołnierzami Wyklętymi) i pozostał wierny PZPR do samego jej końca, czyni tę gorliwość bardziej zrozumiałą. Przynajmniej dla mnie, jako autora, który o kulturowych korzeniach toczonej przez Polaków postkolonialnej wojny pisze od lat.
    Wiem, wiem, już słyszę ten oburzony gęg, że lustrowanie rodzin i życiorysów jest brudne i wstrętne (chyba że się to robi po to, by insynuować ojcu Kaczyńskich małżeńską niewierność, wtedy OK), ale nie ma co zakrzykiwać rzeczywistości. Rzeczywistość jest taka, że jak w każdym kraju wyzwolonym po wielu pokoleniach życia pod obcym zaborem i narzuconym przemocą zarządem, nie mogą się u nas pomieścić w jednym państwie dziedzice elity starej, przedwojennej, i nowej, stworzonej przez okupantów. Jak to ujął Bohdan Urbankowski: trzecie pokolenie PPR i UB wciąż walczy z trzecim pokoleniem AK i NSZ.
    Ta obserwacja nie wyczerpuje przyczyn politycznego i społecznego konfliktu w III RP, bo te są bardziej złożone, ale wyjaśnia emocje, którymi jest on nasycany. Jest łatwo sprawdzalnym faktem, że jeśli przyjrzymy się przodkom najbardziej zaangażowanych szermierzy obu stron polsko-polskiej wojny, to po jednej przeważnie znajdziemy PZPR-owskiego prokuratora, milicjanta, partyjniaka czy ubeka, a po drugiej żołnierza podziemia czy przedwojennego narodowca. A jeśli ktoś chce się upierać, że atmosfera, w której się człowiek wychowywał, poglądy jego rodziców i ich codzienne rozmowy nie mają na niego wpływu, to nie ma zielonego pojęcia o ludzkiej naturze.
    Dla braci Artymowiczów przeciwstawienie się „pisowcom” – zwalczanie ogólnie pojmowanej „prawicowości”, „kruchty” i tak dalej – jest, jak podejrzewam, głębokim moralnym imperatywem. Analogicznie, jak dla profesora Nowaczyka i innych ekspertów Macierewicza jest takim imperatywem walka o prawdę o zamordowaniu przez wrogów Polski prezydenta i patriotycznej elity.
    Każdy ma swoje wspomnienie wydarzeń sprzed pięciu lat. Ja najmocniej pamiętam Grzegorza Miecugowa z TVN oznajmiającego z lękiem, że wskutek tej katastrofy „podniesie łeb demon polskiego patriotyzmu”, szereg idiotek i idiotów wyznających swój strach przed żałobnym tłumem na Krakowskim Przedmieściu i „ludźmi owiniętymi w biało-czerwone flagi”, plemienną nienawiść w twarzach platformersów, którzy nawet tragicznej śmierci Lecha Kaczyńskiego nie uznali za wystarczający powód do odpuszczenia przygotowanemu mu seansu nienawiści, tyle że zamiast sprzeciwem wobec nadania mu honorowego obywatelstwa, uzasadnili go sprzeciwem wobec pochówku „jakiegoś Warszawiaka” na Wawelu.
    W mojej pamięci nad wszystkimi innymi emocjami tego czasu dominuje paniczny, niemal namacalny strach tak zwanych elit, że ta tragedia je zmiecie. Że fala współczucia dla ofiar poniesie PiS do wyborczego zwycięstwa i przywróci „IV Rzeczpospolitą”. Ten strach kazał politykom PO płaszczyć się przed Rosją, ochoczo wyrzekać się wszystkich możliwości międzynarodowego czy polskiego wpływu na śledztwo, brnąć w kłamliwe zapewnienia, że wszystko jest należycie badane, nawet ziemia przekopywana „na metr w głąb” – a „autorytetom” i mediom pluć gorliwie na nieżyjących, podchwytywać wszystkie wrzutki putinowskiej propagandy i ogłupiać ciemnotę wyznaniami, jak to wszyscy już „rzygają tym Smoleńskiem”, bo przecież wszystko już zostało dawno wyjaśnione i jest „najboleściwiej proste”.
    Proszę zwrócić uwagę, że narracje snute przez jednych i drugich to dwa monologi w ogóle się ze sobą nie zazębiające. Jedni skupiają się na podkreślaniu bałaganu i niefrasobliwości w 36 pułku, BOR i organizacji lotu, drudzy na wykazywaniu fałszerstw rosyjskiego śledztwa. Jednym i drugim amunicji nie zabraknie. Loty VIP-ów III RP od lat już urągały wszelkim cywilizowanym zasadom (za co nikt nie poniósł odpowiedzialności, a co poniektórzy zostali nawet po tragedii awansowani), i podobnie „śledztwo” MAK urągało wszelkim cywilizowanym zasadom badania wypadków lotniczych, służąc w oczywisty sposób „zamieceniu” prawdy, a nie jej odkryciu.
    Ale to, że na przykład ktoś był w kokpicie, choć nie powinien tam być, wcale nie wyklucza zamachu. Przeciwnie, „okazja czyni złodzieja”, bajzel wykazany w 36 pułku i VIP-owskich lotach już choćby przez o kilka lat wcześniejszą od tragedii kontrolę NIK stanowił wręcz zachętę do wysłania bezkarnie i za jednym zamachem, par excellence, obu Kaczyńskich (Jarosław zrezygnował z lotu w ostatniej chwili) i całej elity IV RP do piachu.
    Wykluczyć zamach mogłoby tylko rzetelne zbadanie dowodów, na co Putin nigdy nie da zgody, a Tusk i PO zrobią wszystko, by nikt się tego nie domagał.
    Z drugiej strony, fakt, że Rosjanie od pierwszej chwili ukrywają prawdę nie oznacza automatycznie, że tą prawdą jest zbrodnia. Kto zna wielkoruskie imperialne zadęcie wie, że Rosjanie wolą być podejrzewani o zbrodnię niż przyznać się do „bardaku i gizdiajstwa”, obecnego w każdej dziedzinie funkcjonowania pragnącego straszyć cały świat byłego mocarstwa.
    Strach przed „powrotem IV RP” i potraktowanie całej tragedii wyłącznie w kategoriach pijaru, sondażowych słupków, szans wyborczych i nade wszystko – szans planowanej kariery w strukturach UE spowodowały, że dziś jesteśmy głęboko, głęboko w ciemnej… i możemy sobie „badać” parówki, puszki albo kopie tego, co ruskie pozwolili nam wedle swego uznania skopiować. Żadnej prawdy z nich nie wyciśniemy. Może powiedzą nam ją kiedyś Amerykanie, Niemcy albo inne mocarstwo, jak uznają, że to w ich interesie – ale też nie będziemy wiedzieli, czy to prawda, czy kolejna dezinformacja dołożona do poprzednich.
    Smoleńsk stał się trwale jednym z frontów postkolonialnej wojny – identycznej w swej istocie, jak tu kiedyś wyjaśniałem, co krwawa wojna Serbów prawosławnych z Serbami muzułmanami, choć toczonej innymi metodami. Więc, niestety, nad grobami ofiar spokoju nie będzie. Będą one wciąż dla jednych wrogami, których nawet po śmierci trzeba wciąż jeszcze gnoić i mieszać z błotem, dla innych kamieniami, tworzącymi patriotyczny szaniec.
    I mogą tylko jak Longinus Podbipięta z ballady Jacka Kaczmarskiego (przypadkiem także jego rocznica śmierci dziś przypada) „grymasem śmierci dawać znak ukradkiem, że wiedzą zbyt wiele, by było im dobrze”.
    —–
    PS. Przepraszam z góry obrażonych, że tekst taki długi, pełen niezrozumiałych słów i w końcu nie wyjaśnia, kto to ta tytułowa Antygona. Użyjcie przeglądarki.

    Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news-opluta-antygona,nId,1714227#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

  10. Ali Baba said

    ad 7 Sedno rzeczy…nic dodać nić ująć. SAMA PRAWDA I TYLKO PRAWDA..!!

  11. Piotrx said

    „Natomiast Delegaci do Katynia zostali wyłapani indywidualnie przed momentem zbiórki na Okęciu, a następnie zbiorowo lub też indywidualnie wymordowani.”

    Pytanie czy ten „wszystkowiedzący expert” ma na to jakiekolwiek dowody lub choćby poszlaki?czy był tam obecny ?widział to? Gdzie i przez kogo wyłapani ? Pisać „sobie a muzom” można rożne rzeczy.

  12. Stary warszawiak said

    Ad 11.
    Pisać można różne brednie.
    O zielonych ludzikach też.
    Internet jest bardzo pojemny.

  13. Victoria said

    ad.11
    A czy ci dotychczasowi „eksperci” maja jakies dowody? Wszyscy od prawa i lewa zasluzeni dla narodu w mataczeniu z macacym ZYDACTWEM ziemkiewiczem na czele, ktory ze slowotoku zyje.
    Osobiscie nie przepadam za stylem Pana Cierpisza, ale nie trzeba wysilku intelektualnego, aby stwierdzic, ze w kwestii zamachu warszawskiego
    puzzle skladaja sie perfekcyjnie, a cena gazu dla Polakow przypieczetowala tzw. „udzial” Rosji.

  14. olo said

    ad. 12. Nawet w tym się mylisz: „Internet jest bardzo pojemny.”

    Internet (skrótowiec od ang. inter-network, dosłownie „między-sieć”) – ogólnoświatowa sieć komputerowa, określana również jako sieć sieci.
    W znaczeniu informatycznym Internet to przestrzeń adresów IP przydzielonych hostom i serwerom połączonym za pomocą urządzeń sieciowych, takich jak karty sieciowe, modemy i koncentratory, komunikujących się za pomocą protokołu internetowego z wykorzystaniem infrastruktury telekomunikacyjnej.

    Pojemne są zasoby połączone tą między-siecią. Poniał Stary Warszawiak?

  15. Moher said

    Kto chce skompromitować portal takimi wrzutami ???? Pan Cierpisz sam z siebie?…

  16. I co to bedzie said

    Panie Boże! Widzisz, Cierpisz i nie grzmisz…

  17. Stary warszawiak said

    Ad 14.
    Olo poucza ojca jak dzieci robić.

  18. Alina said

    Jeszcze nikt nie zwrócił uwagi na freudowską wypowiedź Tomasza Skorego z RMF FM, radia, które upubliczniło „nowe lepsze o 30 % stenogramy z kokpitu”.
    Tu jest cały program „Newsroom Jerzego Kisielewskiego: http://www.tvp.info/19354618/11042015-2115
    Wypowiedź Skorego w 3’00”:
    ” … że ukryliśmy (…) wiedzę o ZAMACHU, albo możliwą wiedzę o ZAMACHU”
    i 18″50″:
    „Do prawdy w sprawie ZAMACHU możemy nie dojść”

    Czyli w normalnym wewnętrznym rozumieniu i dla tego dziennikarza w Smoleńsku był zamach, a tylko w tekstach pisanych, kiedy jak inni musi panować nad tym co przekazuje omija słowo zamach szerokim łukiem.
    O pozbawionym wszelkich zasad i mózgu starego komucha z Trybuny Ludu, teraz Faktu – Rolickim nie warto dyskutować bo nie ma o czym. Dostał kolejny rozkaz i wszędzie go wykonuje.

    Jedno w przekazach medialnych jest typowe. Wcisaja ludziom kit wytworzony przez Anodinę, Laska i Arabskiego Tuska i Kilchów i komisję Millera. ZUPEŁNIE POMIJANE SA PRACE ZESPOŁU PARLAMENTARNEGO A. MACIEREWICZA. Zupełnie pomijane są w godzinach największej oglądalności wyniki prac profesorów obalających ustalenia oficjalnych komisji.
    W programie j.w. dyskutuje kilku dziennikarzy, którzy NA NICZYM TECHNICZNYM się nie znają, a własne mózgi maja wyłączone. Oni nam mówią co mamy myśleć.
    Tymczasem ludzie o zdrowym umyśle muszą jako pierwszą przyczynę katastrofy w Smoleńsku wziąć pod uwagę zamach, a dopiero jeśli ten będzie wykluczony, rozważyć inna przyczynę. ZAMACH NIE ZOSTAŁ WYKLUCZONY PRZEZ ŻADNEGO SPECJALISTĘ. To co bredzi Rolicki nie ma żadnego sensu wobec faktów materialnych.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: