Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Julian Kornhauser: Wiersz o zabiciu doktora Kahane

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2015-05-23

Wiersz o zabiciu doktora Kahane

A jacy to źli ludzie mieszczanie kielczanie,
żeby pana swego, Seweryna Kahane,
zabiliście, chłopi, kamieniami, sztachetami!
Boże że go pożałuj i wszech synów Dawidowych
iże tako marnie zeszli od nierównia swojego!
Chciałci i jego bracia miła królowi służyć
swą chorągiew mieć, ale żołnierze dali go zabić.
Żołnierze, milicjanci, kieleccy rodzice
świętości nie mieli, bezbronne dzieci zatłukli!
Zabiwszy, ulicami powlekli, bić Żydów krzyczeli,
Polacy, kielczanie jako psy kłamacze.
Okrutność śmierci poznali, szkarady posłuchali,
krwią splamili przyjacioły, na bruk ich wyrzucili.
Bóg Polaków zamknięty w obozie, w baraku
drży, gdy dzielni chłopcy z orzełkami na czapkach
dobijają dziewczynki żydowskie, rurkami, na odlew.

*       *       *

Julian Kornhauser – „Kamyk i cień” – str 28, Wydawnictwo a5 – Poznań 1996.

ISBN 83-85568-25-5

Książka dotowana przez Ministerstwo Kultury i Sztuki

Reklamy

Komentarzy 15 to “Julian Kornhauser: Wiersz o zabiciu doktora Kahane”

  1. Antoni Kosiba said

    To nie „mieszczanie kielczanie” zabili doktora Kahanego (i inne ofiary pogromu 4 VII 1946 r.), lecz MO i KBW. Na rozkaz! Wśród „morderców zza biurka” byli ludzi różnych narodowości, Polacy, Ukraińcy (np. tow. Adam Umer, potem znany jako Adam Humer) i Rosjanie, a także Żydzi. Żydom komunistom nie przeszkadzało, że zginą ich rodacy wyznawcy mozaizmu.

  2. Piotrx said

    „wyznawcy mozaizmu”

    raczej judaizmu rabinicznego

    pojawiły sie też pytania czy nie byla to po części inscenizacja

    W dniu „pogromu” weszła na wokandę sądową sprawa Katynia.

    „Holokaust po banderowsku” – Prof. Edward Prus
    /fragmenty/

    „…W tej propagandzie nie dostrzeżono, że w tych właśnie latach Polską rządzili głównie syjoniści – i to zarówno w centralnych organach partyjnych, organach sądowych i rządzie. Nawet okrutną i dziś powszechnie uznaną za zbrodniczą policją polityczną czyli UB, kierował Jakub Berman – będący jednocześnie szefem masonerii światowej nad Wisłą. Berman miał tysiące żydowskich pomocników, którzy przybyli z ZSRR albo zostali przez Polaków uratowani. Ci nie pomni na to, Polakom przecież szkodzili aż do 1956 roku, później, najczęściej bez większych przeszkód wyjechali za granicę. Przypominam tylko niektórych: Anatol Fejgin, Luna Bristigerowa, Józef Światło, Stefan Michnik, Helena Wolińska, Salomon Morel, Różański i cała plejada innych w powiatowych komitetach partyjnych, w urzędach bezpieczeństwa, na dyrektorskich stanowiskach w gospodarce. Ostatnie badania nad „pogromem kieleckim” dowiodły, że była to nie tylko wielka prowokacja (autorzy mówią o inscenizacji) ale i mistyfikacja. Oto co na ten temat ma do powiedzenia Jan Kuraś prezes Sekcji Holocaustu przy Polish Historical Society w USA:

    „Na dużym na ćwierć strony zdjęciu w Nowym Dzienniku widzimy rząd trumien z zabitymi wiekami. Na przednim planie są dwie dziecięce trumienki, rzekomo z żydowskimi ofiarami pogromu. Jednakże przewód sądowy z roku 1946 w Kielcach, który odbył się dwa dni po „pogromie” ustalił, że zginęło tylko jedno dziecko żydowskie – i to daleko poza Kielcami”. Trzeba więc zapytać, kogo – lub raczej co -pochowano w tych dziecinnych trumienkach. Dwóch Żydów-karzełków? Kiedy zapytałem prof. Kersten, ile dzieci zginęło w Kielcach, profesor odpowiedziała: „Nikt nie wie czy i ile żydowskich dzieci zginęło w tym pogromie, bo i naprawdę nikt tego nie wypunktował.” Na pytanie, jak może wyjaśnić obecność dwu pochowanych trumienek na kieleckim kirkucie, pani profesor talmudycznie odpowiedziała na inny temat: „Jest mi znana wasza teza (że pogrom był inscenizacją i że w Kielcach pochowano trumny wypełnione cegłami), ale wy jej nigdy nie udowodnicie”. Na procesie trzech biegłych zeznało, iż (rzekomo) zbadało zwłoki ofiar pogromu i że dzieci między nimi nie było (protokół kieleckiego procesu w CA MSW, syg. SN (46, t. 2, L 257-277, mps.). Dwie dziecinne trumienki, stojące na podwórzu szpitala św. Aleksandra w Kielcach, zamieszczone w Nowym Dzienniku, jak również w licznych innych polskich gazetach, nie stoją tam przypadkowo lub w oczekiwaniu na zwłoki nie żydowskich pacjentów.

    Oficjalna Kronika Filmowa z lipca 1946 loku pokazuje, że te same trumienki są wnoszone na cmentarz na czele żałobnego orszaku po to, by jako pierwsze złożyć je we wspólnym żydowskim grobie… Poprzez umiejętną propagandę z 1946 roku – ubolewa dalej badacz – na Kielce i całą Polskę nałożono piętno „pogrobowców brunatnej zarazy”. Pięćdziesiąt lat później, ta sama propaganda, przy pomocy pióra Krystyny Kersten, utrwaliła w umysłach kielczan i wielu innych Polaków piętno i mit o „brutalnej ręce Polaka”. Mit ten jest tak silnie zakorzeniony u dzisiejszych kielczan, że nawet rzeczowe dowody (między innymi zdjęcia z kroniki filmowej). iż do grobu chowano puste lub cegłami wypełnione dziecięce trumienki, nic trafiają do przekonania. A dla chłodno i logicznie myślących Polaków pozostaje do rozwikłania zagadka: jeśli dla dekoracji pochowano na żydowskim kirkucie dwie dziecięce trumienki wypełnione cegłami, to ile dorosłych trumien nie zawierało nieboszczyków? …Jesteśmy przekonani, że dalszy bieg rozprawy rehabilitacyjnej w Sądzie Najwyższym w Warszawie wyjaśni powyższe kieleckie tajemnice i zdejmie piętno barbarzyństwa z kielczan i wszystkich Polaków.” („Teraz Polsku”, nr 1(98), 1998).

    Dr Tadeusz Skowron, także pracownik naukowy istniejącego od 1988 roku PIH w USA, który problem „pogromu kieleckiego” zbadał, pisze co następuje: „Szokiem było odkrycie, że korespondent londyńskiego „Timesa” powątpiewał w wiarygodność ofiar kieleckiej „ruchawki” (riots). W związku z tym, redaktorzy tego prożydowskiego pisma zamieścili krótki donos o kieleckich wypadkach na samym dole stronicy sportowej.

    Dziś na podstawie odnalezionych zdjęć „ofiar” w USA i raportów zachodnich korespondentów -którym pokazano „ofiary” w kostnicy i w szpitalu -twierdzimy, że pogrom nie był prowokacją ani masakrą, a inscenizacją i maskaradą… Wiele osób w kraju wzdryga się przed naszą hipotezą. Jednakże nawet bez naszych danych można powątpiewać o morderczym przebiegu pogromu. Wiadomo, że w lipcu 1946 roku rządom ZSSR-RP potrzebny był pogrom Żydów w Polsce. W dniu pogromu weszła na wokandę sądową sprawa Katynia. Po drugie, rząd ZSSR koniecznie chciał „wcisnąć” do Palestyny via Polska około 100 000 Żydów wychowanych w komunizmie w ZSSR. Palestyna miała być bazą ZSSR, wygodnie kontrolującą Morze Śródziemne i arabskie pola naftowe. Rząd Wielkiej Brytanii w żadnym wypadku nie chciał pozwolić na legalną imigrację Żydów, by nie zrażać sobie Arabów. ZSSR postanowił więc „wyemigrować” swoich agentów martyrologiczną metodą”. Jest to bardzo śmiała „hipoteza”, która już dziś stała się „pewnikiem”.

    Posłuchajmy dalej dr. Skowrona: „W związku z tym aparat terroru w Polsce Ludowej sprowokował wiosną pogromy w Rzeszowie i Krakowie. Wyniki tych prowokacji były nadzwyczaj mizerne. W Rzeszowie pogrom się nie udał, w Krakowie pobito zaledwie jednego Żyda. W końcu czerwca UB sfałszował wyniki referendum. W Norymberdze Katyń miał być omawiany począwszy od czwartego lipca. Władze komunistyczne nie mogły ryzykować, że pogrom 4.07.1946 r. w Kielcach się nie uda.

    W Kielcach musiało być zagwarantowanym, że jak nie poleje się krew żydowska, to musi się polać krew bydlęca. I tak się stało -szczególnie na podwórku na ulicy Planty użyto nadmiaru krwi bydlęcej, dla użytku zachodnich korespondentów. Stała ona tam kałużami jeszcze następnego dnia po pogromie (zamiast być wdeptana przez tłum w ziemię). Dla zwiększenia realizmu kieleckiej maskarady (nie masakry!), po pokazowym procesie – na który dopuszczono tylko żydowskich korespondentów z Zachodu – rozstrzelano dziewięciu niewinnych Polaków, których 4.07.1946 r. wciągnięto w zakazane dla postronnych pole inscenizacji. Ci, którzy dali się sprowokować, by wejść na podwórze otoczone agentami, natychmiast zostali naznaczeni do późniejszego lub natychmiastowego aresztu” („Teraz Polska”, jak wyżej). Jeszcze jedna opinia z książki Stanisława Wysockiego Żydzi w dziejach Polski :

    „W kwietniu 1946 roku odbył się I Zjazd Centralnego Komitetu Żydów w Polsce w Wałbrzychu (Dzierżoniów) z udziałem wszechwładnego wtedy rezydenta Stalina Jakuba Bermana. Obrady wałbrzyskie zbiegły się z oficjalną wizytą w naszym kraju Joska Tennenbauma – prezesa syjonistycznej Amerykańskiej i Światowej Federacji Żydów Polskich. „W czasie przyjęcia przez B.Bieruta – pisze St.Wysocki -Tennenbaum wysunął trzy postulaty: l) zorganizowanie procesów sądowych nad Polakami, którzy dopuścili się mordowania Żydów; 2) rozpatrzenie sprawy emigracji Żydów z Polski i 3) problem emigracji Żydów ze Związku Radzieckiego do Polski i z Polski do krajów zachodnich. Po zdecydowanej odmowie B.Bieruta w kwestii pierwszej Tennenbaum opuścił Polskę, a działacze żydowscy najprawdopodobniej postanowili z całą świadomością i premedytacją zorganizować w naszym kraju głośną prowokację antysemicką, aby spowodować masową emigrację Żydów z Polski do Izraela. Nadmienić należy, że w końcu czerwca 1946 roku przybyły do Polski ostatnie transporty repatriantów żydowskich z ZSRR. W sumie stan liczbowy skupiska żydowskiego w Polsce wynosił blisko pół miliona osób. Wybrali oni do tego Kielce, gdzie narastać zaczęło niezadowolenie wśród ludności polskiej dyskryminowanej w porównaniu z zamieszkałymi tam Żydami pod względem zaopatrzenia w żywność, odzież i inne artykuły codziennego użytku. Istnieją poszlaki, że to poufne zadanie zostało powierzone Bronisławowi Gontarzowi zastępcy dowódcy jednostki KBW do spraw politycznych, stacjonującej w Kielcach. W dniu l lipca 1946 roku zaufany pracownik Gontarza zwabił 8-letniego chłopca z domu rodzicielskiego w Kielcach i wywiózł do leśniczówki oddalonej o 20 km, skąd po upływie 2 dni został przywieziony do Kielc. W międzyczasie puszczono w obieg plotkę, że chłopiec został porwany przez Żydów i zamknięty w piwnicy przy ulicy Planty 7, gdzie zamieszkiwali sami Żydzi. Żydzi ponoć grozili mu śmiercią, co sugerowało przygotowanie mordu rytualnego, ponieważ krew tego chłopca miała być potrzebna do tajemnych żydowskich praktyk religijnych…”.

    12 Polaków skazano na karę śmierci, wielu na długoletnie więzienie. Korzyści z tragedii kieleckiej odnieśli jedynie syjoniści. Ich zamierzony cel został osiągnięty, bowiem po wydarzeniach kieleckich rozpoczęła się masowa emigracja Żydów z Polski. W rezultacie z prawie pół milionowego skupiska żydowskiej społeczności w Polsce, wiosną 1947 roku pozostało około 100 tysięcy. W 1947 roku trwała intensywna rozbudowa aparatu służby bezpieczeństwa, w którego Ministerstwie blisko 80% zatrudnionych pracowników było pochodzenia żydowskiego. Obok Radkiewicza jego zastępcami byli Mietkowski i Romkowski… Niektórzy działacze żydowscy w obawie przed odpowiedzialnością za swoją przestępczą działalność w Polsce wyjechali z naszego kraju do Izraela lub krajów zachodnich. Do nich należał również Józef Światło (Izaak Fleiszfarb) zastępca dyrektora X Departamentu MBP, który zbiegł za granicę. Oblicza się, że w latach 1953-1956 opuściło nasz kraj legalnie i nielegalnie około 100 tys. Żydów”. Oto cała prawda o „pogromie kieleckim”.

  3. Piotrx said

    Andrzej Duda zmienia stanowisko ws. związków partnerskich i in vitro? „Pod pewnymi warunkami”

    http://wiadomosci.wp.pl/kat,130496,title,Andrzej-Duda-zmienia-stanowisko-ws-zwiazkow-partnerskich-i-in-vitro-Pod-pewnymi-warunkami,wid,17487489,wiadomosc.html?ticaid=114d3e

    Ceni pan twórczość swojego teścia Juliana Kornhausera?

    – Bardzo.

    Zacytuje pan fragment jakiegoś jego wiersza?

    – Cicho, pusto, złoty świecznik błyszczy się jak oko lisa…

    Na pewno dotarły do pana zarzuty o antypolski charakter jednego z jego utworów.

    – Nie jest to utwór antypolski. Uważam, że artysta ma prawo wyrażać swoje odczucia.

    ***
    A ja uważam że ten wiersz jest oszczerczy i anypolski

  4. Piotrx said

    I jeszcze coś o twórczości J.Kornahausera…

    „Czerwona msza – czyli uśmiech Stalina” – Bohdan Urbankowski

    /fragmenty/

    „Trzeba przyznać, że partia potrafiła dokooptować kilka młodzieżo­wych autorytetów w sposób niezwykle trafny. Na dobrą opinię marksizmu-leninizmu pracował w Studencie wykładowca tego przedmiotu w krakowskiej AGH, niezły do tego poeta Adam Zagajewski (ro­cznik 1945). Tuż po Grudniu ’70 roku dość sprytnie i w imieniu partii przyznał się do niewielkich błędów, potem jednak zachwalał, jakie to szanse stwarza marksizm dla całej generacji młodych. Jeden ze swych reklamiarskich tekstów zatytuował nawet „Marksizm siódmej genera­cji”, co jednym mogło się kojarzyć z 7 cudami świata, innym z 7 grze­chami głównymi — w każdym razie magicznie i zachęcająco. Zaga­jewski nie widział zresztą lepszej ideologii niż marksizm-leninizm. Przecież nikt inny — jego zdaniem — jak tylko bolszewiccy rewolu­cjoniści, z karabinem w ręku i Leninem w ustach (bądź odwrotnie) rozwiązali problemy, przed którymi cofała się myśl teoretyczna. „W rosyjskim brzeźniaku — pisał w programowym wierszu «Paradoksy eleatów» — Achilles dogonił żółwia”.

    Również drugi z liderów Nowej Fali, Julian Kornhauser (1946), połączy poezję z działalnością na rzecz partii i w sposób niezwykle sprytny spróbuje sprzedać młodzieży niezbyt świeżego Lenina w no­wym opakowaniu: jako człowieka łączącego znaną rewolucyjność z taktem i delikatnością:

    MOJA ŻONA ŚPI, ILJICZU

    Paryż, 1904 rok, Łunaczarski wita Lenina na dworcu,

    malarz Aronson wykonuje portret Sokratesa, szelest

    ogłupiałych poetów, panie z towarzystwa okazują się

    agentkami obcego mocarstwa, o co walczył Lef, Mierkułow

    rzeźbi gipsowe popiersie, żydowskie kawały podczas

    gry w szachy, Bóg z głową konia wyciera tłuste palce

    w fartuch, kwadratowe okienka partii, tu leży cieśla,

    towarzyszu, a tam dalej jakiś Serb, dębowy zegar z epoki

    fin de sieclu, w tym pomieszczeniu kilka rzek jeszcze

    bez nazw, może być Leta, ziemia dla chłopów, dla wszystkich

    Kruczonych walczy o żargonowe wyrażenia w rodzaju: bić

    w mordę, aby lepiej wyrazić rewolucję, nie je, ściska

    dłoń, nie ma czasu jak to, świeże mogiły robotników,

    Vallotton pisze cyrylicą na krzyżu: dureń jest ozdobą

    życia, a w nawiasie Gorki, poemat „Lenin” jest ukończony

    i Majakowski dzwoni do huty szkła z zapytaniem o termin

    wieczoru autorskiego: niestety Włodzimierzu Włodzimierzowiczu — odpowiadają — na razie robimy rewolucję, w Paryżu

    jest marzec i ciepło, Lenin wychodzi z domu na palcach,

    aby nie zbudzić żony przyszłego ministra oświaty.

    Oczywiście nie był to jedyny wiersz Kornhausera, ale wzorce prezentowane do naśladowania w innych były równie lewicowe. W poświęconym pamięci Róży Luksemburg utworkowi pt. „Cyrk „Moderne” Scheidemanna”, w usta przywódcy socjaldemokracji Kornhauser wkłada taki oto apel:

    Na miłość boską zabijcie Różę Luksemburg

    w sposób skłaniający do studiów nad realizmem

    rewolucji, wyłupcie oczy o niezwykłym blasku

    Niemiec, wyrwijcie włosy, których letnia miękkość

    posłuży do udowodnienia sił nadnaturalnych

    zadepczcie twarz całowaną przez Lenina (…)

    Ktoś, kogo Lenin całował, musi być najpiękniejszy, także pod względem włosów, i Kornhauser ma pecha, że go nie Lenin całował, a ledwie Zagajewski… Ktoś, kogo Lenin całował, nie może też być niesłuszny — i o to właśnie tu chodzi. Kornhauser był za bardzo marksistą-leninistą, by nie wiedzieć, jak ostro Róża Luksemburg krytykowała Lenina za to, iż walcząc o władzę dla swej grupki, topi Rosję we krwi. O bolszewikach mówiła z przekąsem: „Lenin i jego nadludzie”. O tym, jak Lenin wyrażał się o Róży Luksemburg, wspominać tu nie wypada. Fikcja miłości pięknego Lenina do pięknej p. Luksemburg (Kornhauser pomija oczywiście to, że była kulawa i miała lekkiego zeza) spełnia tu inne zadanie, poszerza paradyg­mat marksizmu, daje do zrozumienia, że można nie tylko czcić Lenina, lecz i Różę. Wskazując zaś jako wrogów socjaldemokratów–morderców (ich niemieckie nazwiska muszą kojarzyć się dodatkowo z faszyzmem), Kornhauser narzuca czytelnikom jedynie słuszny wy­bór moralny. Szantażujący tematem śmierci, grający na sentymen­tach tekst Kornhausera to udoskonalona wersja socrealistycznych agitek. Nawet Róża Luksemburg była w nich piękna jak komunizm. W rzeczywistości było dokładnie odwrotnie.

    W nauce istnieje zjawisko rozwoju i obumierania teorii. W ostat­niej fazie starzejąca się teoria próbuje nadążyć za czasem i aby wszystko wyjaśnić — wchłania elementy teorii młodszych, konkuren­cyjnych. Traci w ten sposób tożsamość i po pewnym czasie się rozpada. Tak w pewnym momencie próbowano ratować marksizm. Adam Schaff w programowanej pracy Marksizm a jednostka ludzka (1965) łatał go egzystencjalizmem, Maria Janion w książce Roman­tyzm — Rewolucja — Marksizm (1972) zatykała dziury marksizmu francuskimi socjologami, niemieckimi ekspresjonistami, a nawet pró­bowała ożenić Engelsa z tym zboczeńcem de Sadem, co podobałoby się zapewne obu panom, a jeszcze bardziej czytającej publiczności. Wreszcie coś podniecającego w tym marksizmie! Rozszerzał też para­dygmat Jerzy Ziomek, zapomniany dziś słusznie profesor z Poznania, który jako najświeższe dania serwował swym studentom tzw. „filozo­fię krytyczną” paru frankfurckich marksistów i — co gorsza — zdołał na swą wiarę nawrócić młodego Barańczaka. Szydłowski z kolei lansował Brechta jako wzorzec marksisty — modzie tej na długo ulegli nawet twórcy skądinąd rozsądni jak Krynicki czy Burek.

    Drukując w 1973 roku wiersz o Róży Luksemburg, Kornhauser robił to samo, co Ważyk, pisząc w roku 1955 „Poemat dla dorosłych”, a potem jego „Krytykę”: poszerzał paradygmat. Ważyk mówił o powrocie do norm Lenina, Kornhauser jeszcze dorzucał Różę Luksemburg i kończył, szantażując apelem do heroizmu: „zaciskając zęby śpiewamy «Międzynarodówkę»”. Nie wiem, jak wychodziło Kornhauserowi śpiewanie z zatkanym przednim otworem, ale prawdziwi marksiści nie takie cuda potrafili. Podobnie jak Ważyk, tak i poeci Nowej Fali próbowali ratować partyjną ideologię, kon­struując sztuczny horyzont. Ważyk przekonywał czytelników, że można wybierać jedynie między stalinizmem a leninizmem, poeci Nowej Fali dorzucali jeszcze Różę Luksemburg i Brechta, Majakow­skiego i Łunaczarskiego, przekonywali czytelników, że mogą wybie­rać między nimi — żeby tylko nie przyszło im do głowy, że mogą rzucić w diabły całą tę lewicową, pełną zbrodni tradycję i wybrać prawicę z jej sentymentalizmem, Poniatowskim i barszczem z uszka­mi. Tudzież z wiernością sobie. Nowa Fala była uważana, i sama też się uważała, za drugie, poprawione i może ostateczne wydanie lewicy w Polsce.”

  5. Pik said

    @Piotrx
    Chluśnij jeszcze zawartością szamba Szechtera.
    Będzie ciekawiej.
    Wszak Bronek musi wygrać.

  6. pugnus said

    A tenze Kahane to z jakiej to racji mialby byc panem Kielczan?Wojewoda czy kasztelan jakis?

  7. paweł said

    Prowokacja z pogromem kieleckim mogła się udać tylko w atmosferze znacznej niechęci wobec Żydów. Pomijając wiadome powody owej niechęci, wiersz o niej właśnie mówi.

  8. Teresa said

    To co chcecie ,zeby wygral Komorowski ?.Pan dr.Andrzej Duda nie odpowiada za tescia .Przeczytajcie sobie na http://www.niezalezna.pl wypowiedz ojca Pana Andrzeja Profesora Jana Dydy .Chcialabym miec taka rodzine patriotyczna .

  9. Teresa said

    Profesor Jan Duda udzielil wywiadu .

  10. Piotrx said

    Re 5 : Bardzo „rzeczowy” argument świadczący o poziomie umysłowym piszącego. A która informacja jest nieprawdziwa ? Moralnym szambem są na przykład wymienione utwory Kornahausera. Oczywiście że Duda nie odpowiada za teścia ale za swoje słowa już tak, a powiedział tak:

    „Nie jest to utwór antypolski. Uważam, że artysta ma prawo wyrażać swoje odczucia”

    Ja sie z tym nie zgadzam i wyrazilem swoje zdanie – czy to zabronione ? Pokrętny argument „żeby wygrał Komorowski” to już nic krytycznego na temat kandydata Dudy nie można powiedzieć bo jest to „głosowanie za Komorowskim”? Promowanie /byłych?/ marksistów na wielkich artystów też jakoś nie wychodzi.

    Wiersz mówi wyraznie o Polakach (zwykłych mieszkańcach Kielc) jako wyłącznych i bezpośrednich sprawcach mordu a nie o ich niechęci w opinii niektórych żydów zapewne „wyssanej z mlekiem matki”.

  11. NC said

    RE 10: „Wiersz mówi wyraznie o Polakach (zwykłych mieszkańcach Kielc) jako wyłącznych i bezpośrednich sprawcach mordu ”
    I dlatego jest elementem żydowskiej propagandy.
    Mieszkańcy Kielc nie mieli nic wspólnego z pogromem żydowskiej biedoty zamieszkującej mieszkania w jednej z 2 klatek schodowych kamienicy przy ulicy Planty 7. Do tej klatki schodowej weszli żołnierze KBW, którzy według wikipedi zaczęli strzelać do mieszkańców, zabijając między innymi Seweryna Kahane.

    Po południu do budynku wtargnęli rzekomi robotnicy Kieleckich Zakładów Metalowych, o których pracownicy tych Zakładów nigdy nie słyszeli. Byli to przebrani za robotników pracownicy UB.

    W drugiej klatce budynku zamieszkiwali Żydzi, bedący członkami lokalnych władz partyjnych. Ta klatka schodowa nie została zaatakowana, a jej mieszkańcom nie spadł włos z głowy.

    Kornhauser o tym wie, ale hagada jest najważniejsza.

  12. Też myślałem,że przy wyborach prezydenckich będzie dokonany wybór Estery w polskim wykonaniu.Klasycy od teorii żydowskiego pochodzenia jednak twierdzą,że dziedziczy się ten zaszczyt po matce.

  13. Gazda said

    Ad 12: Jak powszechnie wiadomo, dziedziczy sie i po ojcu i po matce. Chodzi tylko o to, ze zawsze wiadomo kto jest matka, bo ona dziecko nosi, a nastepnie rodzi. Natomiast tego kto jest tatusiem, to nawet mamusia nie zawsze jest pewna.

  14. Joe said

    Artysta ma prawo wlasnej interpretacji…ale nie ma prawa moralnego,zaklamywania historii…W takim przypadku nie jest artysta tylko dzialajacym na zamowienie NAJEMNIKIEM…W filmach aktorzy nie sa aktorami i rezyserami,w poezji poetami a literaturze pisarzami…To sa K…wy Najemne…

  15. Tia said

    Polacy sa „geniuszami” zwalania swoich win i zbrodni na innych
    To nie my to niemcy
    To nie my to ubi mo
    Zalosne

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: