Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Mówi Stanisław Michalkiewicz: Włosy stają dęba

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2015-07-03

Felieton    Radio Maryja    2 lipca 2015

Szanowni Państwo!

Legitymację partyjną oddał Wincenty Kalemba, a tam zachodnim bankierom włosy stają dęba” – śpiewał w 1981 roku Andrzej Rosiewicz. Jak wiadomo, na skutek napięć wywołanych powstaniem „Solidarności”, pojawiła się obawa, że Polska przestanie spłacać długi zaciągnięte w latach 70-tych. Te długi Polska zaciągnęła u zachodnich bankierów, którzy w obawie przed najgorszym połączyli się w dwa kluby: tak zwany „klub paryski” skupiał bankierów, którzy pożyczyli Polsce pieniądze pod gwarancje rządów własnych krajów oraz tak zwany „klub londyński”, w którym skupiły się banki nie mające żadnych rządowych gwarancji. Więc tym właśnie zachodnim bankierom włosy stawały dęba, aż wreszcie generał Jaruzelski ogłosił stan wojenny. Mniej wartościowy naród tubylczy został przez soldateskę wzięty za twarz, dzięki czemu zachodni bankierzy mogli wreszcie odetchnąć z ulgą, bo przywrócenie dyscypliny oznaczało, że Polacy będą wymiotować krwią, ale długi spłacą.

Nawiasem mówiąc, te długi były zaciągane na lichwiarski procent, zwłaszcza w drugiej połowie lat 70-tych, kiedy stało się jasne, że Edward Gierek i jego pierwszy minister Piotr Jaroszewicz zwyczajnie przekombinowali. W rezultacie Polska, która pożyczyła 20 miliardów dolarów, w 1989 roku była zachodnim bankierom winna ponad 40 miliardów dolarów, chociaż przez całe lata 80-te nic, tylko długi spłacała i spłacała. Szkoda, że wtedy rządzili Polską ateiści, którzy pewnie nie słyszeli o wskazówce danej przez Pana Boga Żydom, a zapisanej w Księdze Powtórzonego Prawa: „Będziesz pożyczał wielu narodom, a sam od nikogo nie będziesz pożyczał; będziesz panował nad wielu narodami, a one nad tobą nie zapanują”. Kierując się tą wskazówką Izrael, który dostaje od Stanów Zjednoczonych 4 miliardy dolarów rocznie, z których, jako jedyne państwo, nie musi się rozliczać, natychmiast pożycza te pieniądze amerykańskiemu rządowi na wysoki procent.

Podobnie kombinuje dzisiaj grecki rząd premiera Ciprasa. Zachodni bankierzy chcieliby mu pożyczyć pieniądze, żeby mógł im spłacić poprzednie pożyczki, a on już nie chce i najwyraźniej woli zbankrutować. Bankructwo Grecji przedstawiane jest, zwłaszcza przez pozostające na garnuszku zachodnich bankierów niezależne media głównego nurtu w Polsce, jako coś w rodzaju końca świata. Tymczasem warto przypomnieć, że nie takie państwa bankrutowały i to nawet wielokrotnie. Bankrutowała Hiszpania, bankrutowała Francja, bankrutowała nawet Anglia – i nic strasznego się nie stało – oczywiście poza bankructwami banków, którym zbankrutowane państwa nie oddały pieniędzy. Nawiasem mówiąc, kiedyś było to nawet bardziej dramatyczne, niż dzisiaj. Kiedyś bowiem banki obracały prawdziwym pieniądzem, to znaczy – pieniądzem kruszcowym, który najpierw musiały jakoś zdobyć. Tymczasem dzisiaj banki oferują kredytobiorcom pieniądz fiducjarny, którego mogą sobie wydrukować, ile tylko chcą – i w zamian za ten papierowy pieniądz próbują przechwytywać ludzką pracę i własność całych narodów.

I niektóre narody zaczynają to rozumieć. Przed kilkoma laty Islandia przeprowadziła referendum i odmówiła spłacania lichwiarskich długów. Wynajęci przez bankierów i poprzebierani za ekonomistów agitatorzy zapowiadali „izolację” Islandii – ale nic takiego się nie stało, poza tym, że islandzki rząd nie bardzo mógł zadłużać państwa za granicą. Ale to chyba dobrze, bo przecież powiększanie długu publicznego przez rządy to nic innego, jak rabunek przyszłych pokoleń – bo na poczet długu publicznego rządy zastawiają u bankierów dochody z przyszłych podatków, a więc tak naprawdę – przyszłe dochody obywateli. Jeśli z takich czy innych powodów nie będą mogły już tego robić – to właśnie o to chodzi. Teraz takie referendum zapowiada Grecja, w związku z czym włosy stają dęba nie tylko zachodnim – głównie niemieckim bankierom, ale również politykom, którym właśnie wali się strategia budowy w Europie IV Rzeszy środkami pokojowymi. W panikę wpadają również dygnitarze brukselscy, bo jak tak dalej pójdzie, to rozpadnie się Eurokołchoz, a oni przestaną być dygnitarzami i będą musieli wrócić z Brukseli do domu, bo nie będą już mieli łatwych pieniędzy na hotel i restaurację. Najwyraźniej czeka nas gorące lato tym bardziej, że właśnie prof. Zbigniew Brzeziński radzi, by udzielić Rosji gwarancji, że Ukraina nie zostanie przyjęta do NATO. Najwyraźniej postępy Kalifatu sprawiają, że zimny ruski czekista Putin staje się „sojusznikiem naszych sojuszników”, podobnie jak Józef Stalin w latach czterdziestych. Żeby tylko nie skończyło się podobnie, jak wtedy. Ale o tym przekonamy się po wakacjach, kiedy – mam nadzieję – znowu spotkamy się na antenie.

Mówił Stanisław Michalkiewicz

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza z cyklu „Myśląc Ojczyzna” jest emitowany w Radiu Maryja w każdy czwartek o godz. 7.00 i 17.50. Komentarze nie są emitowane podczas przerwy wakacyjnej w lipcu i sierpniu.

Tu znajdziesz komentarze w plikach mp3 – do wysłuchania lub ściągnięcia.

Komentarzy 8 do “Mówi Stanisław Michalkiewicz: Włosy stają dęba”

  1. Victoria said

    Krotko, zwiezle, ale matolki i tak nie zrozumieja. Czekam, kiedy odwazni chlopcy ten wyswietlajacy sie dlug urzadzony i naliczany przez okupantow zydowskich w Warszawie odpowiednio potraktuja, znaczy z rozmachem.

  2. Przed nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi problem : JAK WYJŚĆ Z PUŁAPKI kolejnej ekonomicznej utopii?!

  3. amerykańskie delirium tremens said

    Czy Rosja uratuje Europę?

    Ameryka chce przetrwać. Ale nie chce przetrwać jako ktoś równy pomiędzy równymi. O nie! USA chcą przetrwać jako hegemon ludzkości, jako najwyższy władca planety, jako niezastąpiona nacja. Bo tylko to gwarantuje w Stanach dobrobyt i spokój społeczny, gdyż wyczerpały się surowce i pozostały tylko drukarnie dolarów. Pracują pełną parą i mnóstwo zielonych papierków z napisem „In God We Trust” zalewa świat. A więc zmusić trzeba cały świat, żeby handlował w amerykańskich dolarach, żeby kupował amerykańskie obligacje i inne bezwartościowe już papiery, żeby w Ameryce nie było rewolucji, żeby żydoanglosascy oligarchowie nie musieli się obawiać degradacji.

    cd. tu:
    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/czy-rosja-uratuje-europe-2015-06

  4. Polak i przed szkodą i po szkodzie głupi said

    Banki w Polsce z pełną premedytacją przygotowały oszustwo na wielką skalę.

    Zagraniczni bankierzy w prywatnych rozmowach przyznają , że absolutnie nie są w stanie zrozumieć, jak można dać się tak rżnąc jak Polacy, przy pełnej akceptacji najwyższych czynników państwowych: od premiera, prezydenta, po urzędy skarbowe – krytykuje Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK, w rozmowie z miesięcznikiem „WPIS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka.”

    Leszek Sosnowski: Dyskusja o tzw. frankowiczach, gwałtownie nasilona w czasie kampanii wyborczej spowodowała, że decyzja o repolonizacji przynajmniej niektórych banków wisi w powietrzu. W mediach prorządowych, a także w TVP, sprawę oczywiście przedstawia się tak, jakby państwo (czyli podatnicy) musiało w przypadku przewalutowania dopłacić frankowiczom jakieś 40-50 miliardów, bo tyle te banki zarobiły tylko i wyłącznie na różnicach kursowych.

    Janusz Szewczak: Świadoma manipulacja, świadome wprowadzanie w błąd. To tylko banki wymyśliły sobie, że w razie czego poratuje się frankowiczów z publicznych pieniędzy; Związek Banków Polskich złożył tego rodzaju propozycję. Zarówno prezydent elekt Andrzej Duda, jak i Jarosław Kaczyński, powiedzieli wyraźnie: żadnych publicznych pieniędzy nie można tu wydawać.

    Inaczej mówiąc, chodzi o to, żeby banki zwróciły ze swoich środków to, co w niezbyt uczciwy sposób, a może nawet niezbyt zgodnie z prawem zarobiły?

    Jak najbardziej. Mało tego, stawiam tezę, co potwierdza wielu wybitnych specjalistów z zakresu prawa finansowego, jak profesor Witold Modzelewski, iż zyski te były nie tylko niesprawiedliwe, ale też niezgodne z obowiązującymi wówczas w Polsce przepisami prawa. Przede wszystkim nie były to tylko tzw. kredyty frankowe, bowiem kredytobiorcy ani nie dostali nigdy franków do ręki, ani nikt nie przelał na ich konta szwajcarskiej waluty. Kredyty te były jedynie indeksowane i denominowane.

    Po drugie, i to jest zasadnicza wątpliwość prawna, czy w ogóle były kredytami? Kredyt to jest postawienie do dyspozycji klienta określonej kwoty pieniędzy z określoną wielkością odsetek, spłacalnej w określonym terminie. Tzw. kredyty frankowe były pewnego rodzaju opcjami spekulacyjnymi, toksycznymi opcjami walutowymi. Ludzie, którzy je wzięli, wciąż przecież nie wiedzą, ile jeszcze będą musieli oddać bankom, choć zobowiązania spłacają już siedem, osiem lat…

    Gdyby im ktoś od razu wyraźnie powiedział, że być może za parę lat będą musieli płacić za franka cztery złote, nawet jeden chętny by się nie znalazł.

    Równie dobrze może się niebawem okazać, że kurs wyniesie nie cztery, tylko np. sześć albo osiem złotych; tu wszystko jest absolutnie otwarte – i to jest druga wątpliwość prawna. Wreszcie jest kwestia trzecia, którą nazwałbym uwięzieniem tych ludzi w spłacanych przez nich mieszkaniach, bo właściwie nie mogą się ich wyzbyć, sprzedać, przenieść się – nic. Mieszkanie może zmienić właściciela tylko na rzecz banku. Ludzie ci są w nich tam do momentu, aż ich wyrzucą, jeśli nie będą w stanie spłacać dalej tej lichwy. Czegoś takiego nigdzie nie ma, jest to forma wyzysku, autentycznego wyzysku.

    Niektórzy „mędrcy” z całą bezwzględnością komentują jednak tę sytuację stwierdzeniem: „widziały gały, co brały”. Ale to przecież nieprawda, bo jednak nie widziały.

    Nie tylko te gały w dużej mierze nie widziały, co brały, ale – można niestety powiedzieć – „wiedziały (tamte) gały, co dawały”. To była misternie skonstruowana pułapka, która w moim przekonaniu ma bardzo rozgałęzione macki w polskim systemie władzy, polityki, w sposobie zarządzania centralnymi instytucjami finansowymi w Polsce.

    Otóż w latach 2005-2008 nagminna była sytuacja, że rodzina, która zgłaszała się do banku po kredyt na mieszkanie w złotych polskich, otrzymywała informacje, że nie posiada zdolności kredytowej, ponieważ nie może utrzymać się przez miesiąc za trzy tysiące złotych w dużym mieście i jeszcze płacić regularnie ratę kredytową.

    Ta sama rodzina u tego samego doradcy dowiadywała się jednak, że może utrzymać się za trzy tysiące złotych i spłacać kredyt, ale pod warunkiem, że weźmie kredyt walutowy. Wtedy będzie miała zdolność kredytową. Ponadto stawiam tezę – na razie jako jedyny w Polsce – że mogło dojść w tamtych latach do manipulowania stawką WIBOR – Warsaw Interbank Offered Rate. WIBOR jest podstawą wyznaczania oprocentowania dla większości kredytów udzielanych przez polskie banki, w tym dla rodzin i mniejszych przedsiębiorstw. Otóż, proszę sobie wyobrazić, że ten WIBOR przez lata, do bodajże 2013 r. ustalali w Polsce tylko przedstawiciele banków.

    Łącznie z Narodowym Bankiem Polskim i Komisją Nadzoru Finansowego?

    Ależ skąd, to były banki komercyjne. Spotykało się 16 bankierów i przedstawiali tzw. kwotowania, czyli cenę, po jakiej banki pożyczają sobie wzajemnie pieniądze, a więc tak naprawdę cenę pieniądza, czyli wysokość oprocentowania dla kredytów złotowych.

    Czyli mogli ustalać stawkę WIBOR po prostu z kapelusza?

    Oczywiście. Niedawno była wielka afera w Londynie w sprawie podobnych manipulacji (LIBOR). Tam udowodniono winę, zapadły wyroki, płacone są dziesiątki miliardów odszkodowań. Płacą znane banki, np. HSBC, UBS itd.

    Płacą, bo mają z czego. Nie zwrócili się po pieniądze do podatników.

    Mają z czego, u nas też mają, ale to jest oczywiście kwestia do udowodnienia; dwa lata temu zwróciliśmy się z senatorem Grzegorzem Biereckim do szefa Komisji Nadzoru Finansowego z prośbą, żeby zbadał, czy nie mogło dojść do manipulacji stawką WIBOR. Otrzymaliśmy wówczas odpowiedź zarówno z NIK-u, bo i do NIK-u była taka interpelacja, i z KNF-u, że od tej pory NBP zajmie się już tym tematem i będzie nadzorował ustalanie stawki WIBOR wspólnie z KNF, że będą uważniej się temu przyglądać – taka była odpowiedź w tej sprawie.

    I na tym koniec? Nie było odpowiedzi odnośnie do tego, co działo się wcześniej?

    W tej kwestii odpowiedzi nie było. To wymagałoby poważnej kontroli, czyli postąpienia tak, jak wszystkie instytucje nadzorcze w Londynie i Nowym Jorku, które zbadały dokładnie fałszerstwo stopą LIBOR, w wyniku czego okazało się, że manipulowano tam cenami kredytu na gigantyczną skalę. Polska Komisja Nadzoru Finansowego tak naprawdę tylko wobec małych coś może. Wobec dużych – niewiele. U nas zresztą nie chodzi wyłącznie o kredyty frankowe; są i inne instrumenty finansowe, które, moim zdaniem, są absolutnie bezprawne i oszukańcze, a które banki na wielką skalę stosowały i nadal stosują, np. polisolokaty.

    Wyjaśnijmy może, co to są owe polisolokaty, bo nie każdy jeszcze dał się na nie nabrać, nie każdy więc wie, co znaczy to słowo.

    Sprzedawało się akcje jakiejś firmy z jakiegokolwiek rejonu świata, obiecując, sugerując, że za 10 lat dużo się na tych akcjach zarobi. Każdy mógł oczywiście wcześniej zrezygnować z tego instrumentu finansowego, z tej polisolokaty, ale – uwaga! – tzw. opłata likwidacyjna sięgała nawet 90 proc.!

    Ależ to nie jest instrument finansowy, lecz złodziejstwo.

    Otóż to. Okazuje się, że aktuariusze, czyli tacy fachowcy, którzy uprzednio sporządzali dla banków pewne opinie, obliczali stopień ich ryzyka, zeznają w procesach, iż firmy ubezpieczeniowe, banki, instytucje finansowe, które tego typu produkt sprzedawały, miały pełną świadomość, że 70-80 proc. ludzi nie wytrzyma i wcześniej zerwie swoją umowę, na czym straci prawie wszystkie swoje pieniądze.

    Świadczy to, że z pełną premedytacją przygotowane oszustwo na wielką skalę. Jak w przypadku kredytów bankowych sprawa dotyczy mniej więcej 500 tysięcy ludzi plus rodziny, czyli około półtora miliona osób, tak w przypadku polisolokat sprawa dotyczy czterech do pięciu milionów Polaków, w sumie na kwotę ok. 50 miliardów złotych. Też miałem propozycję takiej polisolokaty, wykupiłem ją, a po dwóch miesiącach już się zorientowałem…

    …przepraszam, ale jak Ciebie nabrali, to co dopiero zwykłego klienta bankowego!

    Po dwóch miesiącach zorientowałem się, że to jest oszustwo. Poprosiłem o zwrot i dostałem z powrotem 10 procent. Na szczęście, to co ja zainwestowałem, to była mała kwota, bo też był to rodzaj ćwiczenia, by zbadać, o co chodzi w tym całym przedsięwzięciu.

    Ale teraz wyobraźmy sobie, że zachęcony intensywną reklamą idzie do banku lub do jakiegoś pośrednika starszy człowiek, który pełen nadziei pakuje w polisolokatę oszczędności całego życia… Skala tego procederu w Polsce, jak mówiłem, jest olbrzymia, to cztery do pięciu milionów osób. Pokrzywdzeni założyli stowarzyszenie pod nazwą „Przywiązani do polisolokat”, skierowali zawiadomienie do prokuratora generalnego przeciwko Komisji Nadzoru Finansowego, że dopuszcza i toleruje rabowanie tych ludzi. Sprawę umorzono.

    Bo pewnie to oszustwo, jak i wiele innych tego typu, dokonuje się w majestacie polskiego prawa.

    Twierdzę, że w Polsce rządzą duże grupy finansowe i duże koncerny zagraniczne, które traktują osoby zarządzające tym teoretycznym państwem jako marionetki, co np. wyszło na jaw, kiedy pani premier potajemnie posłała list do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, gdzie toczy się sprawa z powództwa rządu węgierskiego, o uznanie kredytów walutowych za opcje spekulacyjne, za toksyczne instrumenty finansowe, które miały być wyłącznie spekulacyjną pułapką. A polski rząd napisał list, żeby Trybunał jednak się zastanowił, bo wyrok skazujący mógłby grozić wielu bankom w Polsce poważnymi stratami.

    Innymi słowy rząd zadział przeciwko polskim obywatelom i polskim firmom. Ale właściwie dlaczego akurat w tym przypadku miałoby być inaczej niż zawsze… Wróćmy jeszcze do kredytów frankowych. Jak coś zostało zarobione nieuczciwie, trzeba oddać. To jest poza dyskusją. Dlatego niektóre banki podobno wyprowadzają się z Polski.

    To jest zastanawiające, dlaczego przy takich komfortowych warunkach, przy jednej z najlepszych zyskowności banków w całej Europie, sporo z nich nagle wychodzi z Polski. Do sprzedania jest np. Raiffeisen, zaczęto sprzedaż Alior Banku, zamyka działalność w Polsce Royal Bank od Scotland (RBS), nie wyklucza się, że Deutsche Bank również się od nas wyniesie. O tym się nie mówi, ale Millennium też będzie całkowicie sprzedany, już uruchomiono przyspieszoną sprzedaż 15 proc. tego banku. Czy banki – nie tylko tu wymienione – liczą się z tym, że przyjdzie nowa władza, która zdaje sobie sprawę, jak Polacy są grabieni i zastopuje tę grabież?

    Kto jak kto, ale bankier sprzedaje chyba po to, żeby zarobić, a nie ratować się przed niechęcią władzy?

    Zgadza się, chodzi zatem o to, żeby mieć podwójny zysk: zarobić na sprzedaży banku i zarazem uniknąć kary finansowej ze strony państwa. Pytanie, czy banki nie liczą na to, że za duże pieniądze kupi je w całości lub częściowo Skarb Państwa? Czyli, że my, Polacy, zapłacimy naszymi podatkowymi pieniędzmi wielokrotnie więcej za coś, co kilka lub kilkanaście lat temu tanio sprzedaliśmy i jeszcze po drodze doinwestowaliśmy?

    Nie używałbym sformułowania, że to „my sprzedaliśmy”, bo ani ja, ani Ty, ani nasi Czytelnicy, ani miliony innych Polaków nie brało w tym udziału. Sprzedawali określeni ludzie, rządowi menadżerowie. Sprzedawali bardzo tanio, a teraz ich koledzy lub następcy odkupywać będą za duże pieniądze?

    Dokładnie tak to może wyglądać. Najnowszy przykład – spółka Skarbu Państwa, jaką jest PZU, kupiła właśnie 25 proc. udziałów Alior Banku za 1,6 mld złotych; wcześniej na powstanie tego banku wyłożono 400 milionów euro, czyli po przeliczeniu właśnie 1,6 mld zł. Alior Bank bierze zatem tyle, ile włożył w cały bank, ale Skarb Państwa nie bierze całości, bankowi zostaje bowiem aż 75 proc. Wcześniej, w październiku ub. roku, podobnej operacji dokonała inna spółka Skarbu Państwa – PKO BP, która przejęła szwedzki Nordea Bank. Ten miał w puli swych kredytów aż 90 proc. kredytów frankowych; można szacować, że jest to kwota 17-18 miliardów złotych. PKO BP nie wziął Nordei za darmo. Zapłacił prawie 3 miliardy, a kupił potencjalnie olbrzymi kłopot – trzeba się bowiem liczyć z mniejszą lub większą denominacją kredytów frankowych i zwrotem pieniędzy frankowiczom.

    Frankowiczom zwracać (prawdopodobnie) będzie zatem już nie Nordea, ale PKO BP. A wtedy okaże się, że koszt przejęcia szwedzkiego banku wyniesie de facto wydane już prawie 3 mld zł na zakup akcji plus ileś tam miliardów zwracanych jako następca prawny z powodu manipulacyjnych kredytów. Jeśli tak ma wyglądać repolonizacja banków, to szykuje się następna manipulacja polegająca na tym, że najpierw wpompuje się pieniądze Skarbu Państwa w niektóre banki drogą zakupu ich udziałów i to po bardzo wysokich cenach, a potem instytucje te „poratują” frankowiczów. Ale będą ich ratować de facto nie swoimi zyskami, tylko pieniędzmi publicznymi.

    Oczywiście idea repolonizacji jest ze wszech miar słuszna. Przypomnijmy, że w Polsce udział banków zagranicznych w całym sektorze bankowym wynosi prawie 70 proc. W większości krajów Unii Europejskiej jest to wartość od 8 do 25 proc. Jeśli zaś nie ma się własnej struktury bankowej, nie ma się też żadnego wpływu na gospodarkę, na jej realne narzędzia itd. Trzeba więc mieć własne banki, ale nie można kupować czegoś na kształt wydmuszki – niby jajko, ale w środku puste lub zgniłe.

    Ludzie zastanawiają się zwykle, na czym te banki w Polsce tak dużo zarabiają? Według mego rozeznania przede wszystkim na setkach albo i tysiącach różnych opłat.

    Zarabiają na wszystkim, ale faktem jest, że w Polsce mamy jedne z najwyższych bankowych marż, opłat i prowizji w Europie. Bogatsi od nas Niemcy, Włosi czy Francuzi płacą niższe koszty podstawowych usług i opłat bankowych niż my.

    Czy to jest jakaś zmowa banków, że żaden z nich nie chce zejść z tych opłat choćby po to, aby stać się bardziej konkurencyjnym?

    Żeby wymusić taki ruch, musiałaby być tym zainteresowana władza publiczna, polski rząd –patriotyczny, zdroworozsądkowy. Mógłby zrobić prostą rzecz – stworzyć własny, nowy bank, który wprowadzi mocno konkurencyjne warunki.

    Nie byłoby to lepsze niż repolonizacja?

    Na pewno prostsze, dające natychmiastowe efekty i nie tak kosztowne. Zresztą państwo ma większościowe udziały w PKO BP i można by tam uruchomić od zaraz takie warunki kredytowe, opłatowe, licencyjne, leasingowe, ubezpieczeniowe itd., które zmusiłyby zagraniczne banki w naszym kraju do natychmiastowej, radykalnej zmiany ich polityki wobec polskiego społeczeństwa.

    Albo do sprzedania tanio swoich akcji, tak jak kiedyś tanio je kupili.

    No więc właśnie, środki nacisku są, nie ma tylko kto ich wykorzystać. Śmieszne i bezczelne zarazem jest straszenie Polaków, które uskutecznia pan Petru inspirowany przez pana Balcerowicza, że nie można narzucić bankom żadnego ekstra podatku, nie wolno zaostrzać kursu wobec nich, bo odbije się to na klientach, gdyż banki jakoby natychmiast podniosą opłaty i my wszyscy poniesiemy koszty ich operacji.

    Jak podniosą opłaty, to stworzy im się konkurencję i do widzenia panowie!

    No więc, odpowiedź jest prosta. To świetnie, niech tylko to zrobią – natychmiast wyrośnie im konkurencja. Nawet tutejsi zagraniczni bankierzy w prywatnych rozmowach przyznają – sam spotkałem się z takimi opiniami – że absolutnie nie są w stanie zrozumieć, jak można dać się tak rżnąc jak Polacy? Przy pełnej akceptacji najwyższych czynników państwowych: od premiera, prezydenta, po urzędy skarbowe.

    Załóżmy, że mamy już polskie banki; są to raczej banki państwowe?

    Niekoniecznie, to mogą być banki branżowe, sektorowe, np. firmy ubezpieczeniowe zakładają własny bank, eksportowe tworzą export-import bank, powstaje bank pocztowy itp. To mogą być również banki z publicznym udziałem, np. samorządowym – przecież dzisiaj samorządy polskie trzymają swoje konta w bankach zagranicznych, na tym polu tylko PKO BP z nimi trochę konkuruje.

    To byłaby lepsza forma niż bank czysto państwowy?

    Zdecydowanie tak. Uważam, że powinien istnieć bank – zresztą jestem autorem takiego pomysłu – ZUS-owski. Jeszcze ciągle polski Zakład Ubezpieczeń Społecznych powinien zostać zamieniony na Państwowy Bank Emerytalny, czyli strukturę bankową działającą komercyjnie, będącą własnością państwa i zarabiającą dla nas pieniądze, dla polskich emerytów. Gdyby ZUS przekształcić w Państwowy Bank Emerytalny, mógłby nasze składki inwestować w odkupywanie majątku narodowego, niegdyś tanio i głupio sprzedanego. Stopniowo moglibyśmy zamieniać nasze płacone co miesiąc składki na realną wartość majątku – pracowałoby to realnie na przyszłe emerytury. Byłaby to instytucja, która zarabia i jest oparta na składnikach majątku narodowego.

    Czyli w Polsce nie należy szukać nieustannie inwestorów z zagranicy i cieszyć się, że byle Koreańczyk czy Chińczyk wejdzie do nas z paroma milionami, bo może korzystać z państwowych dopłat i potężnych ulg w specjalnych strefach ekonomicznych, lecz samemu trzeba stać się inwestorem i to nie tylko w kraju, ale może właśnie w Chinach na przykład?

    Tak jest. Dlaczego w Polsce wpakowano do ZUS-u ponad 130 mld z OFE, a nie utworzono na tej bazie np. banku komercyjnego? Państwowego, ale komercyjnego.

    Co robią banki zagraniczne w Polsce z zarabianymi rok w rok pieniędzmi?

    W zdecydowanej większości transferują je do swoich centrów zagranicznych pod postacią dywidendy, ale nie tylko. Te zarabiane w Polsce pieniądze idą np. na to, żeby klienci holenderscy, niemieccy, włoscy czy francuscy mogli swobodnie i tanio pożyczać pieniądze w swoim banku, rozwijać się, inwestować, pobudzać konsumpcję. Tu się drenuje, a tam się dofinansowuje.

    Repolonizacja zatem jest potrzebna, ale absolutnie musi być realizowana przez ludzi uczciwych, wiarygodnych i o zdecydowanym propolskim myśleniu, broń Boże nie takich, którzy mają za sobą doświadczenia we wcześniejszych procesach prywatyzacyjnych.

    Jest to tylko cześć rozmowy. Całość można znaleźć w miesięczniku „WPIS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka” (nr 6/2015).
    http://ruch-obywatelski.com

    /https://marucha.wordpress.com/2015/07/03/banki-w-polsce-z-pelna-premedytacja-przygotowaly-oszustwo-na-wielka-skale/#comments/

  5. Kapsel said

    tak to się zaczęłó…

    Jednym z etapów budowania Nowego Porządku Świata, było stworzenie centralnego, prywatnego systemu bankowego w Stanach Zjednoczonych – okręcie flagowym światowej finansjery. Już wiele lat wcześniej rodzina bankierska Rotschildów stwierdziła ,że kontrolując system kredytowy danego państwa , kontroluje się jego gospodarkę i politykę. Podobnie Lenin twierdził, że ustanowienie banku centralnego to dziewięćdziesiąt procent komunizacji kraju. W istocie jednak owe banki centralne nie były własnością państwa , tylko prywatnych korporacji. Dlatego też Bank Anglii, Bank Francuski , czy Bank Niemiecki nie były w posiadaniu rządów, lecz wyłącznie prywatnie posiadanymi monopolami, darowanymi zwykle przez głowę państwa za pożyczki ([5] str. 168). W przypadku Stanów Zjednoczonych początkowo korzystano z tysięcy zupełnie niezależnych banków , stanowiących własność na poziomie lokalnym. W 1791 r. Kongres ustanowił bank centralny, pierwszy bank Stanów Zjednoczonych , przyznając mu dwudziestoletni patent. Rząd posiadał jedynie dwadzieścia procent udziałów, resztę posiadały osoby prywatne, z czego zdecydowaną większość stanowiły udziały Rotschilda. W 1811 roku patent nie został odnowiony z powodu sprzeciwu banków stanowych , które nie zgadzały się z systemem centralnym. Jednak w 1816 roku Kongres po raz drugi koncesjonował Bank Stanów Zjednoczonych ([5] str. 169). W 1822 roku prezydent Andrew Jackson „uśmiercił Bank Stanów Zjednoczonych, zakładając veto wobec kolejnej ustawy odnawiającej patent. W następnym roku zupełnie wycofał on stamtąd fundusze USA, mówiąc – „jesteście gniazdem żmij – złodziei. Zamierzam wyrwać was z korzeniami i na Boga wiecznego wyrwę was .” Stwierdził on, że Bank stanowi „władzę pieniężną” i monopol używany przez „bogatych i silnych” dla ich wyłącznej korzyści (…) oskarżył otwarcie Bank o wtrącanie się do polityki poprzez udzielanie kongresmenom pożyczek dla wywarcia wpływu na ustawodawstwo (…) Jackson faworyzował politykę „twardego pieniądza” , opierając walutę krajową na złocie i srebrze. 8 stycznia 1835 r. Jackson spłacił ostatnią ratę długu państwowego. Był on jedynym prezydentem , który tego dokonał .” Mimo tego potęga międzynarodowych banków pozostawała nadal mocna. Jak się uważa właśnie to one sfinansowały wystąpienie Południa z Unii , co spowodowało wybuch Wojny Domowej. Podobnie śmierć prezydenta Abrahama Lincolna była najprawdopodobniej bezpośrednim następstwem tego ,że odmówił on przyjęcia oferty złożonej przez Rotschildów i dotyczącej finansowania Północy. Wedle tych ustaleń Rotschildowie działali poprzez Judaha P.Benjamina, agenta Południa, by wynająć Wilkesa Bootha dla zabicia Lincolna ([5] str. 170). Wkrótce pojawiają się kolejne naciski , ze strony bankierów międzynarodowych by przywrócić bank centralny, ale tym razem nie państwowy ,ale prywatny. Na początku XX wysłali oni swoich ekspertów , by asystowali oni przy ostatecznych narodzinach amerykańskiego systemu bankowego. W 1907 roku na ich polecenie przybył do USA Paul Moritz Warburg , ze sprzymierzonej z Rotschildami firmy bankowej. W tym samym roku J.P.Morgan rozpuszcza pogłoski na temat niewypłacalności konkurencyjnego banku. Jak stwierdza badacz Des Griffin ([5] str. 170) :

    „Stany Zjednoczone pogrążyły się w kryzysie monetarnym, mającym wszelkie znamiona sprytnie zaplanowanej „roboty” Rotschilda. Wynikła stąd panika zrujnowała finansowo dziesiątki tysięcy niewinnych ludzi w całym kraju i – przyniosła miliardy elicie bankowej. Cel „kryzysu” był dwojaki: (1) spowodować finansowe „zabicie” krajowców i (2) wzbudzić w Amerykanach „wielką potrzebę” banku centralnego .”

    Powstała w 1907 roku panika sprawia ,że Kongres ustanawia Narodową Komisję Monetarną z senatorem Nelsonem Aldrichem na czele, który jest związany bardzo ściśle z bankierami międzynarodowymi. Jego córka wyszła za Johna D.Rockefellera Jr., którego wnuk, Nelson Aldrich Rockefeller został w 1974 roku wiceprezydentem USA ([5] str. 171). Wspomniana Komisja straciła blisko dwa lata na badaniu centralnego systemu bankowego w Europie. Pod koniec 1910 roku dochodzi do niezwykle ważnego, tajnego spotkania bankierów międzynarodowych, w czasie którego zapada ostateczna decyzja o powołaniu w USA centralnego systemu bankowego pod nazwą Federal Reserve System. W wyniku tego władza kreowania pieniądza została przeniesiona z rządu amerykańskiego na małą grupę prywatnych bankierów :

    http://w.kki.com.pl/piojar/polemiki/novus/rezerwa/rezerwa.html

  6. Kapsel said

    „Legitymację partyjną oddał Wincenty Kalemba, a tam zachodnim bankierom włosy stają dęba”

    Pieśń o zachodnich bankierach

    Andrzej Rosiewicz – Banksterzy

  7. Sędziowie w Polin wykradają Polakom dzieci ! said

    23 czerwiec 2015·

    Dość krzywdzenia dzieci Państwa Bałutów przez Sąd w NIsku

    Biuro Marka Michalaka deklaruje, że monitoruje sprawę. Na prośbę rodziców.
    – Tuż po zabraniu nam dzieci osobiście byłam w Biurze Rzecznika Praw Dziecka. Było to w grudniu 2014 r., przed świętami Bożego Narodzenia – mówi pani Katarzyna Bałut, matka trzech dziewczynek rozłączonych z rodzicami. Przekazała wtedy pismo wyjaśniające sprawę, dokumenty,w tym pozytywną dla rodziców opinię ośrodka opieki społecznej w Nisku. A także list jednej z córek do Świętego Mikołaja, w którym pisze, że nie chce żadnego prezentu, tylko prosi o to, żeby mama więcej nie płakała, i że chce już wrócić do domu. – Pokazywałam też zdjęcia naszego mieszkania. Potem dzwoniłam,wysyłałam tam e-maile. Bez żadnej konkretnej odpowiedzi. Jesteśmy tym głęboko rozczarowani – relacjonuje. – W liście wyjaśniłam panu rzecznikowi, że jesteśmy normalną rodziną i że nie rozumiemy, dlaczego odebrano nam dzieci, podczas gdy jest tyle innych rodzin patologicznych,gdzie są i narkotyki, i alkohol, a dzieci im się nie odbiera podkreśla Katarzyna Bałut.
    Pytane o problem rodziny Bałutów biuro rzecznika zapewnia, że sprawę monitoruje.
    Jakie są efekty tego monitu? Sąd w Nisku udzielił zabezpieczenia dobra dzieci poprzez umieszczenie starszych córek państwa Katarzyny i Sławomira Bałutów w placówce opiekuńczej, a najmłodszej w rodzinnej formie pieczy zastępczej, dając rodzicom czas na wypełnienie zaleceń zawartych w orzeczeniu sądowym. Obecnie Rzecznik Praw Dziecka czeka na opinię
    Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego; po zapoznaniu się z diagnozą rodziny podejmie dalsze działania – informuje Marek Michalak. Państwo Bałutowie realizują
    zalecenia sądu – uporządkowali mieszkanie, codziennie odwiedzają wszystkie trzy córeczki.
    A to trudne, bo godziny odwiedzin w domu dziecka pokrywają się z godzinami wizyt u najmłodszej dziewczynki. – Naszym dzieciom dzieje się krzywda. Powinna być jakaś reakcja, a tymczasem miesiące płyną, jest już maj, a rzecznik nie robi w tej sprawie nic – żali się pani Katarzyna. – Jak mam się czuć jako matka, gdy moja siedmioletnia córeczka mówi do mnie, że żałuje, że się urodziła, bo musi przebywać w domu dziecka, że lepiej żeby jej na świecie nie było Kiedy stoi przy oknie i krzycz za matką, aż ta nie zniknie z jej pola widzenia? Instytucje państwowe nie robią nic. I to jest krzywdzenie dzieci – kwituje matka.Powód odebrania dzieci był kuriozalny: bałagan w domu,brak warunków do nauki. Tak
    ocenił sąd. Dzieci nie dość, że wyrwano z rodzinnego domu,to jeszcze rozdzielono. Dwie starsze córki: Kinga i Klaudia, przebywają w Domu Dziecka w Rudniku, najmłodsza, 10-miesięczna Sabinka, w rodzinie zastępczej w Nisku. Wszystko zaczęło się od anonimowego donosu na policję,
    który przed dwoma laty ktoś złożył na rodzinę. To zaowocowało ingerencją instytucji państwowych, w tym sądowym nakazem nadzoru kuratora. Potem sprawy potoczyły się
    błyskawicznie: kolejne rozprawy sądowe, wywiad środowiskowy przeprowadzony przez ośrodek pomocy społecznej, wizyty z dziećmi u psychologa i przeprowadzenie badań w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno–Konsultacyjnym w Stalowej Woli. Dzieci rozdzielono, choć w Stalowej Woli, 6 kilometrów
    od Niska, działa placówka opiekuńcza, w której dzieci mogłyby zostać umieszczone razem. Powód był banalny: sąd stwierdził,że warunki lokalowe były trudne, mieszkanie nieuporządkowane i pełne zwierząt (pies i rybki). W rodzinie miało dochodzić do patologii, których jednak sąd nie potrafił sprecyzować. W dodatku odmówił rodzicom zgody na urlopowanie dzieci.

    http://naszdziennik.pl/polska-kraj/136553,gluchy-rzecznik.html

  8. Alina said

    Wprawdzie wykład jest z 2013 roku, ale nic nie stracił na aktualności, chociaż wówczas żyli jeszcze Jaruzelski i Bartoszewski

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: