Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

„Złoty pociąg” istniał naprawdę

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2015-09-18

Złoto w każdym wagonie. Co się stało z mieniem węgierskich Żydów?

„Złoty pociąg” istniał naprawdę – amerykańscy żołnierze przejęli go w Austrii tuż po zakończeniu wojny. Wiózł majątek kilkuset tysięcy węgierskich Żydów, których zgładzono w Auschwitz. Większość tych dóbr przepadła bez śladu.

Pociag przewoził kosztowności węgierskich Żydów

Foto: ShutterstockPociag przewoził kosztowności węgierskich Żydów

Z Budapesztu wyjechało ponad 40 wagonów

Skład toczył się na zachód tygodniami – sunął po szynach z prędkością ledwie paru kilometrów na godzinę. Po drodze zatrzymywał się i „szczuplał”: część złota przeładowywano na ciężarówki (nigdy nie ustalono, co się z tą częścią stało), przekupywano też po drodze coraz mniej zdyscyplinowanych esesmanów i żołnierzy Wehrmachtu, aby nikt nie zadawał zbędnych pytań.

Celem podróży były Niemcy – ale pociąg nigdy tam nie dotarł. W maju 1945 r. zatrzymali go najpierw żołnierze francuscy, a potem Amerykanie. Wtedy pociąg liczył już tylko 29 wagonów.

Wszystko, co było w tym pociągu, zagrabiono blisko 800 tysiącom węgierskich Żydów. Gdy w grudniu 1944 r. pociąg wyjeżdżał z Budapesztu, większość jego dawnych właścicieli już nie żyła i nie miała nawet własnego grobu.

Większość ich majątku także miała zniknąć.

Pozostały walizki z nazwiskami

Węgry od 1940 r. były sojusznikiem III Rzeszy, ale tamtejsi Żydzi mogli się czuć względnie bezpiecznie – nawet mimo coraz ostrzejszego antysemickiego ustawodawstwa. Gdy jednak Węgrzy zaczęli negocjować z aliantami zmianę sojuszy, Hitler zaczął okupację kraju. By zorganizować rozprawę z tamtejszymi Żydami i grabież ich majątku, wysłał do Budapesztu Adolfa Eichmanna.

Reżim admirała Horthyego, w którym coraz więcej mieli do powiedzenia węgierscy faszyści: strzałokrzyżowcy, skierował Żydów do gett i zaczął ich wywłaszczać. Rzekomo mieli oddawać wartościowe przedmioty w „depozyt” – pakowano je do walizek, te opisywano, a właściciele dostawali pokwitowania.

Nie wiedzieli jeszcze, że te formalne wybiegi nie mają żadnego znaczenia.

W ciągu dwóch wiosennych miesięcy 1944 roku z Węgier wywieziono do Auschwitz prawie 440 tys. tamtejszych Żydów. Większość z nich zapędzono do komór gazowych Birkenau prosto z rampy kolejowej. Latem admirał Horthy, pod naciskami międzynarodowymi, nakazał wstrzymać deportacje – ale większość społeczności żydowskiej na Węgrzech była już wtedy unicestwiona.

Złoto, dolary, perskie dywany i srebrne zastawy

Gdy jesienią wspierani przez Niemców strzałokrzyżowcy obalili Horthyego, Armia Czerwona zbliżała się już do Budapesztu. Nowe władze w porozumieniu z Niemcami uznały, że nic z tego, co zagrabiono Żydom, nie może wpaść w radzieckie ręce.

Mowa była o wszystkim, co przedstawiało jakąkolwiek wartość i co było ruchome. Złoto – w sumie parę ton (zarówno sztabki, jak i m.in. wyrwane ofiarom złote zęby). Biżuteria – naszyjniki, kolczyki, obrączki. Zagraniczna waluta – głównie dolary i franki szwajcarskie. Kamienie szlachetne, w tym pół tony diamentów. Perły. Porcelana, meble, garderoba. Obrazy (ok. 1,2 tysiąca) i perskie dywany. Aparaty fotograficzne i kolekcje znaczków. Ponad 1,5 tys. srebrnych zastaw stołowych.

Ile to wszystko było warte?

Organizacje żydowskie i władze Węgier szacowały wartość tego mienia na ok. 350 mln dolarów. Skromniejsze szacunki mówiły o 50-120 mln dolarów. Jeśli przyłożyć do tych kwot inflację z początków XXI wieku, mowa jest o 0,5-4 mld dolarów.

Jesienią 1944 roku Węgrzy otwarli dziesiątki tysięcy oznaczonych walizek, a ich zawartość po prostu posortowano według kategorii. Od tego momentu można było co najwyżej sporządzać spisy inwentarza, ale na ogół nie dało się już ustalić właścicieli majątku ani ich spadkobierców. Ci zresztą w większości już nie żyli.

Banalny policjant znika bez śladu

Sortowaniem, pakowaniem i organizacją transportu całego zagrabionego mienia zajmował się najprawdopodobniej niejaki Árpád Toldi.

Był to prowincjonalny policjant, wcześniej nikomu na Węgrzech nieznany. Nie był nawet strzałokrzyżowcem, za to wierzył w kosmopolityczny spisek „żydokomuny” i w to, że od lat grabi ona Węgrów z należnego im majątku. W sumie był postacią w swojej banalności bardzo podobną do Eichmanna i do sporych wpływów doszedł właśnie dzięki sumiennej współpracy z tym „mordercą zza biurka”.

Toldi prawdopodobnie nadzorował inwentaryzację zagrabionego majątku, ale spisy przepadły. To pozwoliło uszczknąć jemu i jego ludziom nieco bogactw jeszcze zanim wspomniany na wstępie skład opuścił Budapeszt.

Dobra znikały z pociągu, w miarę jak oddalał się on od stolicy Węgier. Część rozprzedano po drodze. Część poszła na łapówki. Jedna czy druga skrzynia ze złotem wpadła w ręce węgierskich i austriackich wieśniaków, gdy pociąg zwalniał lub zatrzymywał się w lesie czy polu.

Toldi i jego ludzie bardziej już myśleli nie o całym gigantycznym skarbie, lecz o tym, jak zapewnić sobie własne ocalenie za pomocą choćby jego cząstki. Toldiego, poszukiwanego potem za zbrodnie wojenne, nigdy zresztą nie odnaleziono.

Komu oddać pociąg, czyli klincz w godzinie zero

W maju 1945 roku mocno już uszczuplony „złoty pociąg” zatrzymali w Austrii amerykańscy żołnierze. Większość dóbr została od razu przetransportowana do wojskowego magazynu w Salzburgu, a dzieła sztuki – do Salzburg Residenz (tamtejszy pałac biskupi).

Organizacje żydowskie i władze Węgier szacowały wartość tego mienia na ok. 350 mln dolarów. Skromniejsze szacunki mówiły o 50-120 mln dolarów. Jeśli przyłożyć do tych kwot inflację z początków XXI wieku, mowa jest o 0,5-4 mld dolarów

To nie był wcale koniec perturbacji wokół „złotego pociągu” – raczej początek. Nie sposób było ustalić, do kogo należy jego zawartość – w chaosie europejskiej „godziny zero” olbrzymi majątek stał się przedmiotem wielostronnego klinczu.

Centralna Rada Żydów w Budapeszcie, która reprezentowała resztki tamtejszej diaspory, była świadoma, że Amerykanie przejęli pociąg. Domagała się więc od nich, by ładunek wrócił na Węgry i został rozdysponowany pomiędzy spadkobierców ofiar (o ile tylko można byłoby ustalić własność poszczególnych przedmiotów).

Organizacje żydowskie cieszyły się w tej sprawie poparciem nowych czerwonych władz w Budapeszcie – dopóki się nie okazało, że komunistom chodzi nie o zwrot majątku, ale o jego przejęcie.

Administracja prezydenta Trumana była do pewnego momentu skłonna zwrócić większość zagarniętych dóbr organizacjom żydowskim, ale była podgryzana przez brytyjskich sojuszników (rząd Clementa Attlee) – ci obawiali się, że zostanie w ten sposób sfinansowana niepożądana (z punktu widzenia interesów Londynu) fala migracyjna europejskich Żydów na coraz bardziej wrzące terytorium Mandatu Palestyny.

Generałowie i ich drogocenne meble

Amerykanie uznali w końcu, że środki uzyskane ze sprzedaży dóbr pożydowskich powinny trafić do organizacji zajmujących się pomocą dla uchodźców, których setki tysięcy przemieszczały się przez Europę.

Prawdopodobnie większość majątku ze „złotego pociągu”, który trafił w ręce Amerykanów, została wyprzedana przez ich armię w handlu koncesjonowanym przez siły okupacyjne lub wystawiona na aukcje w Nowym Jorku. Dochody przeznaczono na rzecz powstającej pod auspicjami ONZ Międzynarodowej Organizacji Uchodźców.

Sprawa zaginionego pociągu pancernego powraca od lat i budzi wielkie zainteresowanie – szczególnie wśród poszukiwaczy skarbów. Gdzie może znajdować się cenny skład? Jedna z teorii brzmi: kosztowności ukryte są w podziemnym kompleksie Riese

To jaśniejsza część tej historii.

Dopiero w latach 90. zaczęto głośniej mówić o tym, że pożydowski majątek sprzedawano za ułamek jego wartości. Niektórzy amerykańscy oficerowie pełniący w powojennej Europie służbę okupacyjną (jak gen. Harry Collins, dowódca słynnej 42. Dywizji Piechoty) zostawiali sobie na własny użytek drogocenne meble, chińską porcelanę, zastawy stołowe czy pościel. Traktowali to jak łup wojenny.

Nie wróciło też na Węgry blisko 200 dzieł sztuki, które znajdowały się w pociągu – i to mimo iż oficjalna polityka władz amerykańskich zakładała zwrot tego typu przedmiotów rządom tych państw, którym je zagrabiono.

Na aukcji za ułamek wartości

O sprawie węgierskiego „złotego pociągu” zaczęło być w USA głośniej w latach 90. Specjalną komisję ds. majątkupozostałego po ofiarach Holocaustu powołał prezydent Bill Clinton. W 1999 r. komisja opublikowała raport, który był bezlitosny wobec amerykańskiej polityki restytucyjnej po wojnie.

Wynikało z niego, że władze okupacyjne w Niemczech czy Austrii po prostu pozwoliły, aby zawartość m.in. „złotego pociągu” po prostu przeciekła im przez palce. Wynikało to z połączenia oficjalnej polityki, nieoficjalnych nadużyć i „zwykłej” wojennej grabieży.

Nikomu specjalnie nie zależało, aby szukać spadkobierców czy właścicieli (o ile przeżyli wojnę) dóbr, które znajdowały się w pociągu. Ani armia amerykańska, ani władze w Waszyngtonie nigdy nawet nie przedstawiły spisu inwentarza, który odpowiedziałby na pytanie: co dokładnie znajdowało się w zagarniętych wagonach?

Za to w 2003 roku ujrzała światło dzienne baza katalogów aukcyjnych z okresu powojennego. Wynikało z niej jasno, że rząd amerykański sprzedawał za ułamek wartości nawet te dobra, które miały właścicieli i mogły być im zwrócone.

Skarb jako dowód zbrodni

W 2001 r. grupa węgierskich Żydów, którzy ocaleli z Zagłady, złożyła w sądzie na Florydzie pozew przeciw rządowi USA. Pełnomocnicy blisko 30 tys. osób domagali się rozliczenia mienia zagarniętego wraz ze „złotym pociągiem” przez władze amerykańskie i zwrotu tej części majątku, która nadal pozostawała w ich dyspozycji.

W 2005 r. doszło do ugody, na mocy której rząd USA wypłacił skarżącym 25,5 mln dolarów. Środków tych nie wypłacano poszczególnym osobom zgłaszającym roszczenia, ale przekazywano w formie funduszów na rzecz organizacji zajmujących się pomocą ocalonym z Holocaustu. 40 procent środków miało zostać rozprowadzonych w Izraelu, po ok. 20 proc. na Węgrzech i w USA.

Przed amerykańskim sądem racje powodów przedstawiał m.in. David Mermelstein, który w wieku 15 lat został wywieziony z Węgier do Auschwitz wraz z całą rodziną. Rodzice zostali od razu zamordowani. Historia takich ludzi jak Mermelstein boleśnie przypominała, że „złoty pociąg” był w pierwszej kolejności nie niewyobrażalnym skarbem, lecz dowodem rzeczowym niewyobrażalnej zbrodni.

Mateusz Zimmerman Dziennikarz Onetu
Źródło: Onet

Komentarz
~Mick : „policjant, wcześniej nikomu na Węgrzech nieznany. Nie był nawet strzałokrzyżowcem, za to wierzył w kosmopolityczny spisek „żydokomuny” i w to, że od lat grabi ona Węgrów z należnego im majątku!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
I dalej ” Złoto – w sumie parę ton (zarówno sztabki, jak i m.in. wyrwane ofiarom złote zęby). Biżuteria – naszyjniki, kolczyki, obrączki. Zagraniczna waluta – głównie dolary i franki szwajcarskie. Kamienie szlachetne, w tym pół tony diamentów. Perły. Porcelana, meble, garderoba. Obrazy (ok. 1,2 tysiąca) i perskie dywany. Aparaty fotograficzne i kolekcje znaczków. Ponad 1,5 tys. srebrnych zastaw stołowych.”!!!!!!!!!!!!
No to pokażcie mi jeden kraj w którym 800 tys przeciętnych obywateli zgromadzi pół tony diamentów i parę ton złota, o reszcie nie wspominając!!! I jeszcze się dziwicie że ten węgierski policjant” wierzył w spisek żydokomuny i w to że od lat grabi ona Węgrów z majątku im należnego”??? A skąd węgierscy Żydzi wzięli taki majątek? Izraela wtedy jeszcze nie było!
Reklamy

Komentarzy 6 to “„Złoty pociąg” istniał naprawdę”

  1. Moher49 said

    Złodzieje ukradli złodziejom lichwiarskie skarby.

  2. Analityk said

    Pytanie: po co ściekowe media biją pianę o „złotym pociągu”, który ukryty został w Polsce? Czyżby znów próba wyłudzenia jakiegoś odszkodowania od Polaków?

  3. Analityk said

    PS.
    Znów jakiś żyd opisuje „złoty pociąg”. Czyżby po to aby znów ogłupiać goi aby kupować ich wypocone bazgroły wyprodukowane przez ich chora wyobraźnię.
    Ten Zimmerman mimo, że oglił sobie głowę ma zbyt żydowska fizjonomie aby się ukryć.

  4. mmmm said

    Swój udział w mordowaniu i ograbianiu żydów mieli ich ziomkowie.
    Sprawa Kastnera, węgierskiego zyda:

    http://andrzejwronka.blogspot.com/p/sprawa-kastnera.html

  5. emjot said

    Jak można tak bezkrytycznie przedrukowywać i powtarzać takie bzdury za żydowską propagandą?

    A o Karolu Estreicherze – historyku sztuki – słyszeliście Państwo? …

    Za wikipedią cytuję:

    „Od 1947 był wicedyrektorem, a od 1951 dyrektorem Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego (do emerytury w 1976). Ponadto w latach 1946-1964 kierował renowacją Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego, ukończoną na 600-lecie Uniwersytetu.
    – W latach II wojny światowej – po ewakuacji cennych dóbr kultury z Krakowa (Wawel) przez Rumunię do Francji – jako sekretarz premiera RP na uchodźstwie gen. Władysława Sikorskiego zaangażował się w opracowywanie strat kultury polskiej pod okupacją niemiecką. – Kierował wówczas 8-osobowym zespołem tworzącym Biuro Rewindykacji Strat Kulturalnych przy Ministerstwie Prac Kongresowych w Londynie. Zbierało ono informacje przesyłane drogą kurierską przez archiwistów, muzealników i bibliotekarzy z okupowanego kraju oraz przekazywało je w formie opracowań i raportów rządom alianckim na Zachodzie.
    – Pierwszy taki raport powstał już na początku 1940 i odnosił się do strat zadanych przez okupanta niemieckiego w 1939.

    – Końcowym efektem prac było opublikowanie w języku polskim i angielskim w 1944 (pod redakcją K. Estreichera) liczącej ponad pięćset stron książki pt. Straty kultury polskiej. Katalog strat kultury polskiej pod okupacją niemiecką 1939-1944, gdzie we wstępie redaktor napisał:
    > A skoro mowa o autorach tej książki, to pragnę wymienić w pierwszym rzędzie tych bezimiennych uczonych i miłośników kultury polskiej, co działalność Niemców w Polsce nieraz z narażeniem życia śledzili i uzyskane wiadomości przesyłali do Londynu, potem wymienić trzeba kurierów i emisariuszy, co zwozili pytania i przywozili odpowiedzi, i to nie tylko z Polski, ale i z Niemiec samych.<

    On już wtedy pisał o zrabowanych (i do dzisiaj nieodzyskanych) dziełach i zbiorach sztuki i kultury Polskiej – o pociągu liczącym ok. 40-tu wagonów – przewożącym część tych zbiorów… w tajemniczy sposób – w pewnym momencie zaginionym…

    … prześledzona trasa i okolice zniknięcia tego pociągu by się zgadzały…

    Pozdrawiam

  6. Emeryt said

    Plecam – „Tragedia na morzu” Benjamin Jacobs, Eugene Pool. Wspomnienia zyda z marszu smierci. Wyniosl z Auschwitz 1 kg zlota. Zgubil go w morzu polnocnym po wymordowaniu przez brytyjczykow paru tysiecy wiezniow, POWs – kobiet z AK z Powstania.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: