Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Przed Auschwitz i Kołymą była Wandea

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2015-11-17

Repertuar rewolucyjnych zdziczeń od stuleci pozostaje niezmienny i w każdej z erupcji zbrodniczych ideologii oferuje ten sam zestaw okropności. Zbrodni „dla dobra ludzkości”, masowej eksteminacji czy rewolucyjnej utylizacji ludzkiej skóry i tłuszczu nie wymyślił ani Hitler ani Stalin, lecz „republikanie” i „patrioci” czasu rewolucji francuskiej.

Przed Auschwitz i Kołymą była Wandea

Pierre-Gabriel Berthault , Topienie powstańców Wandejskich. Repr. Granger Collection/Forum

W notce pod jednym z moich tekstów dotyczących Wandei – pewien bloger podał w wątpliwość wyjątkowy charakter represji, jakie spadły na mieszkańców tego departamentu w latach 1793 i 1794. Pisał tak: …nie sądzę, by rewolucja ustanowiła w Wandei jakieś nowe standardy. Wszak masowe mordy były od wieków specjalnością wyznawców Kościoła rzymsko-katolickiego, także we Francji. Rewolucjoniści francuscy nie zstąpili z kosmosu, ani nie przywędrowali z mongolskich stepów. Byli Francuzami, „dziećmi” tej samej cywilizacji, co monarchiści.

W tej wypowiedzi można wskazać szereg stereotypów, za pomocą których „ludzie lewicy” podważają argumenty, skargi i żale „ludzi prawicy” (lewicy i prawicy szeroko pojętych i toutes proportions gardées). Na przykład: wszystko już było, nie ma więc o co drzeć szat. Albo: monarchiści i katole zachowywali się w przeszłości podobnie jak rewolucjoniści, więc nie mają prawa mieć pretensji o to, jak ich potraktowano.

 

Bogactwo historycznych źródeł

Tylko że – pomijając wszystko inne – republikańsko-rewolucyjne zbrodnie i nietolerancja miały w Wandei charakter naprawdę prekursorski. Były w znacznym stopniu nowe, wymyślone na nieznaną dotąd skalę, a na dodatek opatrzone etykietką miłości do ludzkości. I co najważniejsze, nosiły na sobie ślady, by tak rzec, „usprawnienia przemysłowego”. Co się jednak wcześniej – wbrew pozorom! – nie zdarzało.

 

Dowód? Wystarczy poczynić niewielkie wypisy z fundamentalnej pracy Reynalda Sechera Ludobójstwo francusko-francuskie. Wandea – departament zemsty opublikowanej w tłumaczeniu Mariana Miszalskiego nakładem warszawskiego Wydawnictwa Iskry w roku 2003. Co za chwilę uczynię.

 

Wprawdzie w notce pod moim tekstem tenże sam cytowany już bloger dał upust dystansowi do – jak myślę – wszelkich publikacji nielewicowych na temat Wandei i innych hekatomb rewolucyjnych, stwierdzając, że tezy Sechera są – cytuję dosłownie – oględnie mówiąc, dyskusyjne. Tymczasem w tej książce nie żadne tezy, lecz fakty mówią za siebie, dodatkowy komentarz nie jest potrzebny, bo książka ta stanowi wspaniałą prezentację bogactwa historycznych źródeł – jak zauważa w przedmowie profesor Sorbony Jean Meyer.

 

Reynald Secher bowiem przede wszystkim ukazał nieznane dotąd DOKUMENTY. I to właśnie jest jego wielką zasługą. Dzięki niemu – jak napisał sławny skądinąd badacz Pierre Chaunu w słowie wstępnym do tejże pozycji (wstępów tam, jak widać, wiele) – Wandea wkroczyła do Sorbony, i to głównym wejściem. Po tej publikacji (pierwsze wydanie francuskie w roku 1986) wyciągnięte przez Sechera na wierzch fakty spopularyzowano w licznych wysokonakładowych publikacjach skierowanych do przeciętnego odbiorcy. I to za sprawą domów wydawniczych, które trudno posądzić o rojalistyczne skłonności (vide seria Découvertes Gallimard).

 

Fakty mówią za siebie  

A zatem teraz – garść co brutalniejszych cytatów. Zaznaczam, że podobnych można w książce Sechera znaleźć o wiele więcej.

 

Oto deputowany Konwentu Jean-Baptiste Carrier, jeden z pomysłodawców i wykonawców masakry roku 1793, powiadał: Niech więc nie mówią nam o humanizmie wobec tych okrutnych Wandejczyków; wszyscy zostaną wytępieni (…) nie wolno pozostawić przy życiu ani jednego buntownika [Secher, op. cit., s. 245].

 

W rezultacie generał Turreau otrzymuje zadanie: Wandeę spalić i wyludnić. Nim to uczyni, będzie się listownie upewniał, czy rzeczywiście uczynić ma to, co mu uczynić kazano – i dostanie oficjalną carte blanche. W liście z 17 stycznia 1794 napisze zatem: Moim zamiarem jest palić wszystko, tak aby zachować tylko niezbędne punkty dla rozkwaterowania oddziałów zdolnych unicestwić buntowników,po czym 19 stycznia 1794 wyda rozkaz: Wszyscy bandyci, którzy zostaną schwytani z bronią w ręku lub dowiedzie się im tego, za bunt przeciw ojczyźnie zostaną oddani pod bagnety. W ten sam sposób należy postępować wobec dziewcząt, kobiet i dzieci. Osoby podejrzane nie będą również oszczędzone [Secher, op. cit., s. 140-141].

 

Oburzali się nawet zwolennicy Republiki

Czy Turreau rzeczywiście tak postępował? Korespondencja pomiędzy nim a jego podwładnymi nie pozostawia wątpliwości, że tak. Wiemy o tym nie tylko z luźno krążących opinii czy z natury nieprecyzyjnych tekstów publicystycznych bądź literackich. Po upadku rewolucyjnego terroru jesienią roku 1794 szereg osób winnych zbrodni oddano pod rewolucyjny (a jakże!) sąd, który ich przesłuchał, osądził i kazał zgilotynować. Zachowały się ich zeznania.
Ale też już wcześniej zdarzały się skargi cywilnych rewolucjonistów, mieszkańców Wandei, świadków prześladowań, przerażonych czynami Turreau, Carriera i im podobnych. Zwłaszcza, że republikańskie represje niejednokrotnie dotykały także samych zwolenników republiki (czyli tzw. „patriotów”) wyłącznie z racji wandejskiego pochodzenia. Nadto wielu republikańskich żołnierzy (przynajmniej w listach i relacjach) okazywało wstręt do tego, co kazano im czynić w Wandei w imię Republiki. Zachował się szereg takich listów.

Utrwalony w tych wszystkich źródłach repertuar zdziczeń przypomina jako żywo wydarzenia wołyńskie czasów ostatniej wojny światowej; jest pod tym względem, niestety, „klasyczny”. Różni się jednym faktem: został zadekretowany przez republikański Konwent, choć oczywiście Konwent nie nakazał organizować męczarni – a „tylko”, bagatela! wyciąć w pień ludność departamentu. Skończyło się gwałtami, rozpruwaniem brzuchów ciężarnym kobietom, nabijaniem dzieci na bagnety… Czytamy o tym wszystkim, przypominam!, nie w odblaskach „wieści gminnej” czy literackich wywodach, ale w dokumentach, z konkretnymi datami, miejscami i nazwiskami!

 

Zbrodnie w imię ludzkości  

Tytułem pierwszego przykładu, w raporcie oficera policji Ganneta ze stycznia 1794 roku znajduje się następujący akapit:

Amey [dowódca jednej z dywizji] nakazuje rozpalić w piecach i gdy są już dobrze rozpalone, wrzuca tam kobiety i dzieci. Posłaliśmy do niego naszą delegację; odpowiedział nam, że w ten sposób Republika chce piec swój chleb. Początkowo skazano na ten rodzaj śmierci kobiety-bandytki, i nie mieliśmy nic do powiedzenia; ale dziś krzyki tych nieszczęśliwych tak bardzo rozochociły żołnierzy i Turreau, że chcieli pozwolić na kontynuowanie tych zabaw. Z braku żon rojalistów zabrali się do żon prawdziwych patriotów. Dotąd, według naszej wiedzy, dwadzieścia trzy kobiety poddano już tej straszliwej męczarni (…) chcieliśmy odwołać się do naszej powagi, jednak żołnierze zagrozili nam tym samym losem [Secher, op. cit., s. 144].

 

Niektóre relacje budzą trwogę nie tylko opisami mordów, ale i stosunkiem do tychże. W liście ze stycznia 1794 roku kapitan Batalionu Wolności Dupuy pisze do własnej siostry (!): Niesiemy pożar i śmierć. Wiek, płeć, nic się nie liczy. Wczoraj jeden z naszych oddziałów spalił wioskę. Pewien wolontariusz zabił własną ręką trzy kobiety. To okrutne, ale ocalenie Republiki stanowczo tego wymaga [Secher, s. 144]. Ostatnie zdanie – ocalenie Republiki stanowczo tego wymaga – brzmi niczym wyjęte z pamiętnika jakiegoś „likwidatora” getta…

 

Spodnie z człowieka i kobiecy tłuszcz  

A teraz co do prekursorstwa. Zaistniało ono na przykład w dziedzinie preparowania ludzkiej skóry, której nadmiar oraz marnowanie się – w związku z masowymi egzekucjami – zwróciło widać uwagę rewolucyjnej administracji. Już 14 sierpnia 1793 Saint-Just w raporcie przesłanym Komisji Środków Nadzwyczajnych pisał: W Meudon garbuje się skórę ludzką. Skóra ludzka ma konsystencję i jakość lepszą od koźlęcej. Skóra z ciał kobiecych jest bardziej miękka, ale mniej trwała [Secher, op. cit., s. 154].

 

Świadek (świadek!) Robin w wytoczonym potem procesie zeznaje, że zwłoki obdzierane były ze skóry w połowie, bo zdejmowano skórę poniżej pasa, potem wzdłuż każdego uda aż do pięt, w ten sposób, że po zdjęciu spodnie były już częściowo uformowane, trzeba było jeszcze tylko skóry wygarbować i zeszyć [Secher, op. cit., s. 153-154].

 

A oto co głosi zeznanie innego świadka w procesie toczonym 6 listopada 1794: Niejaki Pecquel, major-chirurg 4. Batalionu Ardenów, ściągnął skórę z trzydziestu dwu ludzi (…) skóry te przewieziono potem do niejakiego Langlais, garbarza, gdzie pewien żołnierz sprawił je. Są one teraz u Prud’homme’a, rękawicznika [Secher, op. cit., s. 153-154].

 

Z kolei 5 kwietnia 1794 roku żołnierze generała Crouzata spalili w Clisson sto pięćdziesiąt kobiet, aby zdobyć tłuszcz w celach użytkowych. Jeden z nich zeznał: Wykopaliśmy jamy w ziemi, aby umieścić tam kotły, żeby zbierać w nich spływający tłuszcz, kotły przykryliśmy żelaznym rusztem i na ruszt położyliśmy te kobiety (…) a jeszcze wyżej podłożyliśmy ogień (…) Dziesięć baryłek tłuszczu wysłałem do Nantes. Był to jakby tłuszcz z mumii: służył szpitalom [Secher, op. cit., s. 154].

 

Morał

W tym kontekście niczym gorzka kpina brzmi artykuł 35 Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela ogłoszony 24 czerwca 1793 roku (a stanowiący skądinąd motto książki Sechera): Gdy rząd gwałci prawa ludu, powstanie jest dla ludu i każdej jego części najświętszym z praw i najkonieczniejszym z obowiązków.

Czyż władze Republiki mogły po tym wszystkim odzyskać zaufanie Wandejczyków? Owszem: mogły przynajmniej próbować. I próbowały. Zwłaszcza, że jesienią 1794 roku fortuna odwróciła się od rewolucyjnych katów. Po kolejnym przewrocie generałowie prowadzący antywandejską akcję zostali na rozkaz nowej władzy aresztowani, osądzeni i w końcu zgilotynowani. Nowi przywódcy podjęli próbę mediacji z mieszkańcami zdziesiątkowanego departamentu; część uwięzionych zwolniono z więzień, a po jakimś czasie Napoleon postanowił wypłacać odszkodowania za zniszczone mienie i zamordowanych krewnych (i znów – związane z tymi odszkodowaniami dokumenty stanowią niezastąpione źródło na temat stanu departamentu przed i po latach wojny domowej).

 

Niestety, nie przywróciło to życia zamordowanym obywatelom. Zaznaczmy – obywatelom regionu niegdyś wyjątkowo zasobnego, bo wbrew mitom, stanowił on przed rewolucją krainę co się zowie dostatnią. Nie przywróciło to też zaufania. Do dziś Wandea pozostaje regionem – na przekór oficjalnej, państwowej „linii” – katolickim. Tu głosuje się na prawicę, a nawet na monarchistów. Godłem zaś departamentu (ku zgorszeniu reszty Francji) jest Najświętsze Serce Jezusa.

Jacek Kowalski

Read more: http://www.pch24.pl/przed-auschwitz-i-kolyma-byla-wandea,4472,i.html#ixzz3rlD1gfdp

Reklamy

Komentarzy 5 to “Przed Auschwitz i Kołymą była Wandea”

  1. Polacy! Zwierajcie szeregi wokół Grzegorza Brauna i jego myśli politycznej! said

    Grzegorz Braun na spotkaniu we Wrocławiu 10.11.2015, zachęca do organizowania kluczy w ramach akcji Pobudka, więcej na http://www.pobudka.org/

    Pobudka – Grzegorz Braun budzi Polaków (1/3)

    Pobudka – Grzegorz Braun budzi Polaków (2/3)

    Pobudka – Grzegorz Braun budzi Polaków (3/3)

  2. oko said

    Człowiek to najbardziej okrutne zwierzę,przebrane w kolorowe piórka.Tak było od wieków i tak pozostanie na wieki

  3. Prawda nas wyzwoli said

    Życie polityków w Matrixie

    Fałszywe flagi zastępujące rzeczywistość są czymś powszechnym w życiu politycznym. Wbrew bowiem twierdzeniom telewizyjnych ekspertów [innych do głosu się nie dopuszcza], nasze życie jest modulowane tylko przez te tematy, które starsi i mądrzejsi uważają za słuszne dla maluczkich. W tym kierunku poszła powszechna edukacja państwowa, mająca za cel taką tresurę młodego pokolenia, aby nie zadawało żadnych pytań, tylko wykonywało odgórne polecenia. Stąd namnożenie takich „przedmiotów” jak politologia, socjologia, psychologia, których absolwenci mają zatrudnienie tylko w administracji państwowej, lub tworzą grupę bezrobotnych. Ludzie ci przechodzą odpowiednie pranie mózgów, zgodnie z rozszerzonym programem MK–ultra, opracowanym przez służby specjalne na początku XX wieku.

    Tresowanie polega na tym, aby nauczyć ich retoryki tak, aby przez powiedzmy dwie godziny osobnik taki gadał i gadał, ale nic nie powiedział. W ten sposób zajmuje się czas społeczeństwu tworząc pozory działalności. Osobnik taki może spokojnie rozwijać tematy w rodzaju: komu i jakie lody stawiała p. E. Kopacz, czy jakimi chorągiewkami można machać na ulicy, oczywiście w dniach, które my, czyli usłużni idioci – tym razem Goldman alias Lenin – wskażemy. Przykładowo: święto 11 listopada było obchodzone jako zakończenie I wojny światowej, a nie przyjazd Piłsudskiego alias Gineta, do Warszawy, czy jako święto niepodległości. Niemcy przywieźli swojego agenta 10 listopada i od razu niemiecka Rada Regencyjna przekazała mu władzę. Dlatego wojska niemieckie w Warszawie oddawały broń bez oporu. Uznanie 11 listopada za Święto Odrodzenia Ojczyzny nastąpiło wiele, wiele lat później. Innymi słowy, przywłaszczono sobie datę 11 listopada, zmieniając jej sens. Obecnie praktycznie już nikt nie pamięta tego, co się działo przed prawie 100 laty. Wszelkiego rodzaju współczesne publikacje utrwalają to nieprawdziwe wydarzenie.

    Nie jest to nic nowego we współczesnym świecie. Konstytucja USA mówi wyraźnie, że prezydentem USA może zostać tylko człowiek urodzony na terenie Stanów Zjednoczonych. Tymczasem obecny prezydent USA – Barak Obama, studiował na Uniwersytecie Columbia z numerem legitymacji 600962011054355, jako „foregin student” („zagraniczny student”).

    Tak więc podobnie jak w innych krajach, tzw. przepisy prawne są dla tych na dole, a nie dla tych, którzy tworzą te przepisy. Proszę zauważyć, że tak ważny fakt, jak łamanie Konstytucji w USA w ogóle nie był podany do publicznej wiadomości w naszym 52 Stanie. Nie ma się zresztą czemu dziwić, ponieważ jak podał „Nasz Dziennik”, właścicielami prasy polskojęzycznej są niemieckie wydawnictwa pod kontrolą USA. Jak podał bowiem w 2009 roku generał służb specjalnych, powstająca w 1949 roku NRF została zarejestrowana jako spółka prawa handlowego we Frankfurcie. Jak wiadomo, każda spółka posiada radę nadzorczą. Niestety, skład rady nadzorczej tej spółki, zwanej obecnie Niemcami, nie jest podany do wiadomości publicznej, ale każda spółka posiada swoich dyrektorów wykonawczych. W Niemczech noszą oni nazwę Prezydenta i Kanclerza. Akt założycielski spółki prawa handlowego zwanej Niemcy, zakłada kontrolę oświaty i mass mediów aż do 2099 roku. Przypomnę, że historię Polski przez ostatnie 125 lat pisał Petersburg, potem Moskwa, Wiedeń i Berlin. A w Niemczech przez dłuższy okres będzie historię Niemiec pisał, przy pomocy usłużnych idiotów, Waszyngton. Jak natomiast wygląda polityka Waszyngtonu, doskonale pokazują filmy takie jak „Cristiada”, czy „Krwawe diamenty”.

    W Polsce doskonale możemy to zaobserwować, przypatrując się licznym „nowelizacjom ustaw sejmowych”. Praktycznie każda ustawa sejmowa jest po krótkim okresie czasu zmieniana, w zależności od nacisków konkretnych Grup Kapitałowych o nieznanej społeczeństwu proweniencji. Jeszcze na początku lat 90. stawka zmiany takiej ustawy wynosiła, jak podała telewizja publiczna, 3 miliony dolarów. Ile obecnie wynosi stawka zmiany ustawy sejmowej, nie wiem. Ale na przykład CBA swego czasu zakwestionowało zakup willi przez Kwaśniewskiego alias Stolcmana za ponad 800 000 dolarów, ponieważ w żaden sposób nie mógł ten osobnik wykazać źródeł otrzymania takiego dochodu. Czyli było to po prostu swego rodzaju pranie pieniędzy. Jak wiadomo, sprawa nie nabrała rozwoju, ponieważ starsi i mądrzejsi musieli ukryć prawdziwych zleceniodawców i „darczyńców”.

    Innym przykładem częstych zmian ustawy jest sprawa przymusu szczepień. Każda nowelizacja usiłuje zmniejszyć liczbę osób mogących uzyskać zwolnienie ze szczepień. Poza tym, pomimo, że można się w Polsce odwoływać bezpośrednio do Konstytucji, nadal obowiązuje prawodawstwo powielaczowe tzw. rozporządzeń resortowych. Aby nie być gołosłownym, podam konkretny przykład. Ustawa o Chorobach Zakaźnych z 2008 roku mówi wyraźnie, że zwolnienie dziecka z przymusu szczepień może wystawić lekarz. Ustawa nie stawia żadnych warunków administracyjnych, czym ma się kierować lekarz wystawiający takie zaświadczenie. Niestety to utrudniło organowi nadzoru, z niewiadomych przyczyn przekazanemu GIS- owi, kontrolę i egzekwowanie kar. Przez dekady sanepidy łamały nagminnie prawo, wystawiając mandaty rodzicom nieszczepiącym dzieci. Potem nagle okazało się, że Sanepid nie ma podstaw prawnych do wystawiania mandatów. I co? I nic, żaden z tych urzędników oficjalnie łamiących prawo nie został ukarany. Mało tego, w ogóle nie wyjaśniono, gdzie te pieniądze, zarekwirowane rodzicom pod płaszczykiem prawa, zniknęły w biurach organizacji sanepidowej. A podobno w Polsce istnieje niezależna prokuratura, NIK i inne instytucje kontroli aparatu administracyjnego? Innymi słowy, państwo prawa istnieje na papierze.

    Specjalnie o tym piszę, ponieważ Główny Inspektor Sanitarny jest zobligowany do przestrzegania zakresu higieny, a nie szczepień. Stare twierdzenie, że szczepienia zapobiegają czemukolwiek, już przed 20 laty zostało obalone przez naukę. Poza tym GIS, pod pretekstem kontroli sanitarnej, może w każdej chwili zamknąć przychodnię lekarską, a to jest konkretna strata finansowa. Nie mówię tego bezpodstawnie, ponieważ oficjalnie dyrektor sanepidu przed laty zagroził w ten sposób lekarzom województwa koszalińskiego.

    Jakby tego było mało, Ministerstwo nie wiadomo dlaczego nazywane Zdrowia, wymyśliło uzasadnienie swojego istnienia w postaci rozmaitego rodzaju druków, jakie musi wypełnić lekarz wystawiający odroczenie od szczepienia. Piszę wyraźnie „Ministerstwo nie wiadomo dlaczego zwane Zdrowia”, ponieważ podczas obrad Okrągłego Stołu postulaty strony Solidarnościowej były za natychmiastową likwidacją tego tworu komunistycznego. Przecież higieną zajmować miał się GIS, a merytorycznym leczeniem Izby Lekarskie, po to one zostały powołane, a nie po to, by pełnić rolę związków mniej lub bardziej zawodowych. Sprowadzenie roli Izb lekarskich przez administracje państwową do poziomu związków zawodowych, jest profanacją zawodu LEKARZA.

    Proszę zauważyć, że odpowiednie procedury na przykład leczenia, wymyślają nieznani z nazwiska osobnicy, o których nie wiadomo, czy nawet posiadają polskie obywatelstwo, i czy są lekarzami, ale wypełniać je muszą już znani z nazwiska i imienia lekarze. Innymi słowy, leczenie sprowadziło się do wykonywania procedur, najczęściej opartych na niemerytorycznych podstawach.

    Konkretnie Ministerstwo wymyśliło wzór zwolnienia ze szczepień, w którym na pierwszym miejscu istniej rubryka „pieczątka przychodni”. Dlaczego to jest takie ważne? Przecież ustawa wcale nie mówi, że to przychodnia ma wystawiać zaświadczenia, tylko lekarz. A dlaczego według MZ, musi być pieczątka przychodni? Ponieważ przychodnie, aby istnieć, muszą mieć podpisane umowy z NFZ. A jak wiadomo, właśnie ostatnia ustawa podpisana przed rozwiązaniem Sejmu, przełożyła koszty szczepień przymusowych z MZ do NFZ. Innymi słowy, obecnie NFZ będzie kontrolował przymus szczepień w prosty sposób poprzez podpisywanie, lub nie, umów z tymi przychodniami, które będą szczepiły w 100% lub też nie. Po drugie NFZ dysponuje większą kasą i łatwiej może utopić koszty przymusowych szczepień w całokształcie tzw. refundacji. Będzie się potem chwalił, ile to miliardów wydano na refundacje leków, chociaż tak naprawdę wyda te pieniądze na nikomu niepotrzebne procedury, mające jeden cel: wzbogacenie prywatnych korporacji. Ale w następstwie tego zabraknie pieniędzy na zakup naprawdę niezbędnych preparatów leczniczych, jak na przykład Strophantyny G. jedynego leku chroniącego przed zawałami.

    To, że Izby Lekarskie zaakceptowały ten fakt sprowadzenia się do roli dawnych związków zawodowych, nie podlega dyskusji. Podam konkretny przykład. P. dr Adamcio-Deptulska, pełniąca rolę rzecznika odpowiedzialności zawodowej w Gdańskiej Izbie Lekarskiej oskarża mnie obecnie , że wystawiłem dwa zaświadczenia o zwolnieniu ze szczepień nie na tym druku jaki wymyśliło MZ, tylko na zwykłej karcie papieru. O ile się orientuję, to prawie 80% wystawianych zaświadczeń przez lekarzy nie jest na jakiś tam drukach, tylko na zwykłych receptach i nikomu to nie przeszkadza. Drukuje się karty z komputera. Liczy się bowiem merytoryczna treść zaświadczenia oraz podpis lekarza. Arogancja urzędniczki jest tego rodzaju, że nawet nie odpowiada na wysłane pisma. Podaję poniżej kilka pytań z takiego pisma, wysłanego przed kilkoma miesiącami:

    „W odpowiedzi na pismo L.Dz.1164/2015 uprzejmie proszę o podanie podstawy prawnej, na jakiej PT Rzecznik zajmuje się formalną stroną druków administracji państwowej. O ile się orientuję, to administracja państwowa do chwili obecnej dysponuje aparatem kontroli formalności druków. Chociaż prawdą jest, że minister spraw wewnętrznych tego rządu przyznał, że państwo istnieje formalnie. Po drugie, proszę o podanie podstawy prawnej, dlaczego ja muszę odpowiadać w terminie dwu tygodni, a Rzecznik nie może odpowiedzieć w okresie 1,5 roku, czyli ponad 70 tygodni. O ile się orientuję, to Izby działają na zasadzie stowarzyszeń i występuje równość stron. […] Po piąte, rozporządzenie Ministra Zdrowia nie jest ustawą i jako takie w Polsce nie ma mocy obowiązującej. Jest to znane powszechnie i dziwi mnie, że PT Rzecznik o tym nie wie. Nas na pierwszych szkoleniach po powstaniu Izb o tym informowano. Po szóste, do dnia dzisiejszego, a więc po minięciu ponad 12 tygodni, nie otrzymałem odpowiedzi na moje pismo.”

    Czyli tak jak napisał swego czasu prof. Kotarbiński: „Rzecze stary diabeł do młodego – Nic to, w więzach organizacji prawdę diabli wezmą”.

    Czyli jest tak jak piszę od wielu lat, Izby Lekarskie sprowadzono do roli kontrolerów politycznych lekarzy. Jest to bardzo interesujące, ponieważ tych urzędników opłacają lekarze z własnych składek. Dlatego podnosi się systematycznie składki i to nie na Walnych Zgromadzeniach tylko w zaciszu biura. Tym sprytnym posunięciem nałożono na PT Lekarzy podatek, ponieważ dawniej rolę takową spełniali urzędnicy państwowi.

    Od roku żaden z sprawujących funkcję w Izbach Lekarskich osobnik nie podał do publicznej wiadomości swoich związków z przemysłem farmaceutycznym a w szczególności z koncernami produkującymi szczepionki. Ciekawe, nieprawdaż?

    Autorstwo: dr Jerzy Jaśkowski
    Źródło: WolneMedia.net

  4. pugnus said

    Zadziwiajacy jest fakt,ze w Rzezi Wandei uczestniczyli generalowie i oficerowie armii francuskiej ,ktorzy przeciez w tych czasach wywodzili sie z arystokratycznych i szlacheeckich srodowisk?W Polsce byloby to niewyobrazalane!Kiedys przeliczono „wydajnosc” rzezi Wandei na wspolczesne mozliwosci i okazalo sie ,ze dzisja ilosc ofiar bylaby rzedu …3,5 mln!

  5. Buła said

    Stanowczo mówimy NIE sczepienią!

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: