Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Ks. dr Mariusz Sztaba: Sztucznie wykreowana polska rzeczywistość

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2015-12-19

Gdybym zrezygnował z działalności poznawczej – która jest elementem konstytutywnym homo sapiens, a w jej ramach z myślenia i rozumowania (wnioskowanie, dowodzenie, uzasadnianie, twierdzenie), na rzecz medialnego szumu/przekazu, to uwierzyłbym w lansowaną od tygodni tezę, że państwo polskie i naród są w śmiertelnym niebezpieczeństwie, bo nowa władza/rząd dokonuje zamachu na demokrację. Ale czy rzeczywiście i zgodnie z prawdą tak rzeczy mają się, jak wieść medialna niesie? Otóż niekoniecznie! 

Ulubionym dziś słowem, które robi karierę – zarówno na salonach artystycznych, jak i w aulach uniwersyteckich oraz na bazarach – jest termin „kreowanie”. Jeszcze do XVIII w. słowo to było zarezerwowane dla Boga-Stwórcy. To Bóg jako Creator ex nihilo stwarzał z niczego, człowiek zaś był twórczym współpracownikiem Stwórcy. Obecnie, to człowiek pragnie zająć miejsce Boga i wszystko kreować: tożsamość (gender), kulturę, politykę, społeczeństwo, itd. I jest tu pewne niebezpieczeństwo związane z pychą i ignorancją. Współczesny człowiek w samozachwycie i samozaślepieniu kreuje/stwarza rzeczywistość, której nie ma. Odnosi się to także do rzeczywistości społecznej. W tym kontekście warto pytać się samego siebie, korzystając z własnego rozumu i z całej działalności poznawczej, czy polska rzeczywistość społeczna jest przez media i opozycję rzetelnie opisywana, czy też sztucznie i w sposób cyniczny kreowana? Wydaje się, że bliżej prawdy jest to drugie stwierdzenie.

Jaka demokracja i jakie państwo prawa?

Wybrane media, „eksperci” i dyżurne autorytety na zamówienie oraz politycy opozycji i ich sympatycy obwieszczają codziennie, że demokracja w Polsce jest zagrożona. A ja pytam się, jaka demokracja? – bo przecież demokracja nie jedno ma imię! W PRL-u była tzw. demokracja ludowa (kpina z demokracji!). W kapitalizmie dominuje demokracja liberalna (woluntarystyczną), która postuluje „neutralność światopoglądową” państwa, a więc także neutralność etyczną – brak odniesienia do uniwersalnych zasad moralnych. Demokracja liberalna może także przyjąć postać demokracji proceduralnej, dla której najważniejsze są procedury legitymizujące wiążące decyzje podjęte większością głosów, ignorując niejednokrotnie prawdę, dobro i podstawowe wartości. Zachowanie procedur jest ważniejsze od tego, nad czym się proceduje. Forma jest ważniejsza od materii.

Autentyczna demokracja powinna być personalistyczno-aksjologiczna, tzn. licząca się z każdym i całym człowiekiem, pojmowanym w sposób integralny oraz ze wspólnotami, które on tworzy. U podstaw demokracji personalistyczno-aksjologicznej znajdują się trwałe i życiowo donośne wartości, takie jak: godność osobowa, prawda, dobro, miłość, sprawiedliwość, słuszne prawo będące w zgodzie z prawem naturalnym. Demokracja jest „dzieckiem” myśli i kultury europejskiej. Nie sposób zrozumieć idei demokracji oraz nie możliwe jest budowanie autentycznej demokracji bez osadzenia jej w tradycji, kulturze i religii chrześcijańskiej, w których ma ona swoje korzenie i życiodajną glebę, o czym przypominał św. Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej Ecclesia in Europa  (28.06.2003, nr 24-29).

Papież-Polak spośród rożnych zagrożeń jakie niesie ze sobą współczesne podejście do polityki i rozumienia demokracji, w swoim nauczaniu podkreślał i przestrzegał przed marginalizowaniem chrześcijaństwa w życiu publicznym i politycznym, przy równoczesnym ujmowaniu polityki jako „świeckiej religii” i fałszywym jej kultem. To swoiste „ubóstwienie” polityki i mechanizmów demokratycznych prowadzi nie tylko do prób rugowania religijnego wymiaru życia publicznego, ale także do oderwania polityki od fundamentów etycznych. Głęboki realizm nakazywał Papieżowi odrzucać wizję polityki jako namiastki religii – „świecką religię”, gdyż jest to następna i bardzo niebezpieczna w konsekwencjach utopia, co potwierdza nowożytna historia.  Zdaniem Ojca świętego (i nie tylko!) władza polityczna oraz demokratyczne państwo konstytucyjne potrzebuje zawsze transpozycyjnej legitymizacji. Podstawę do tego daje chrześcijaństwo ze swoją 2000-letnia historią, tradycją i kulturą. Chrześcijaństwo ze swoją realną i integralną antropologią oraz transcendentnie uzasadnioną godnością osoby ludzkiej, stanowi mocny i trwały fundament dla konstruowania politycznej antropologii i budowania autentycznej demokracji. Strzeżona w chrześcijaństwie prawda o niezbywalnej godności każdego człowieka oraz prawda o prawie naturalnym (lex) jako podstawie każdego prawa stanowionego (ius), była i powinna być najgłębszym legitymizacyjnym uzasadnieniem dla funkcjonowania życia społecznego.

Jan Paweł II nauczając o życiu politycznym i demokracji, wskazywał na praworządność strzeżoną i realizowaną przez państwo prawa jako ważny etyczny fundament demokracji (zob. Encyklika Centesimus  annus, nr 46). Autentyczna demokracja tworzy państwo prawa, które reguluje życie społeczne prawem stanowionym przez parlament jako władze ustawodawczą. Z drugiej strony prawo chroni demokrację przed samowolą ludzi i tym wszystkim, co uderza w podstawy autentycznej demokracji (zob. CA, nr 44). Dzięki temu państwo prawa służy tworzeniu społeczeństwa wolnych obywateli, którzy razem dążą do dobra wspólnego. Oczywiście – jak zauważa Ojciec św. – prawo stanowione przez człowieka (parlamenty i każdą instancje prawodawczą) nie może pozostawać w sprzeczności z prawem natury. Prawo stanowione ma swoje granice, których nie można przekraczać. Jan Paweł II w ciągłości z całą tradycją Kościoła przypominał więc o koniecznej zgodności prawa cywilnego z prawem moralnym (zob. Evangelium vitae, nr 72). Państwo prawa, aby wypełniać oczekiwania z nim związane, powinno liczyć się z prawem naturalnym, którego podstawowymi atrybutami są: niezmienność, powszechność i normatywność. Podstawowe elementy relacji jakie zachodzą (powinny zachodzić) pomiędzy prawem stanowionym, a prawem moralnym, przypomniał Papież w encyklice Evangelium vitae (zob. nr 71-76).  W tymże dokumencie napisał, że „nie ulega wątpliwości, że zadanie prawa cywilnego jest inne niż prawa moralnego, a zakres jego oddziaływania węższy. Jednak w żadnej dziedzinie życia prawo cywilne nie może zastąpić sumienia, ani narzucać norm, które przekraczają jego kompetencje, do których należy ochrona wspólnego dobra osób poprzez uznanie i obronę ich podstawowych praw, umacnianie pokoju i moralności publicznej . Zadaniem prawa cywilnego jest bowiem ochrona ładu społecznego opartego na prawdziwej sprawiedliwości, tak abyśmy «mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością» (1 Tm 2, 2). Właśnie dlatego prawo cywilne musi zapewnić wszystkim członkom społeczeństwa poszanowanie pewnych podstawowych praw, które należą do natury osoby i które musi uznać i chronić każde prawo stanowione” (nr 71). Prawo stanowione i instytucje za nie odpowiedzialne nie mogą zabezpieczać interesy nielicznych, sprzyjając korupcji, aferom i mafijnym układom!

Fetyszyzacja prawa stanowionego, które nie liczy się z dobrem każdego i całego człowieka oraz instytucji odpowiedzialnych za nie jest wielkim złem. Już Cycero w traktacie „O powinnościach” pisał, że „summum ius – summa iniuria”zbyt formalne przestrzeganie i ślepe wymierzanie prawa stanowionego może stać się największą niesprawiedliwością i krzywdą. O tym przypomniał też Jan Paweł II w encyklice Dives in misericordia (nr 12). Ojciec święty był przekonany, że „w rzeczywistości demokracji nie można przeceniać, czyniąc z niej namiastkę moralności lub «cudowny środek» na niemoralność. Jest ona zasadniczo «porządkiem» i jako taka środkiem do celu, a nie celem” (Evangelium vitae, nr 70). Dlatego nie fetyszyzując demokracji, przeciwstawiał się neutralności etycznej implikującej relatywizm etyczny widoczny we współczesnych koncepcjach demokracji liberalnej i proceduralnej. W encyklice Evangelium vitae, Papież wskazał te drogi, na których realnie istniejące demokracje mogą zdradzić swoje podstawowe wartości, zapoczątkowując proces ich upadku. Groźba „demokratycznej zdrady” samej demokracji i państwa prawa dotyczy najbardziej kontrowersyjnych kwestii dotykających demokracji, z których uczyniono problem polityczny i kartę przetargową pomiędzy partiami i grupami światopoglądowymi, a które mają charakter wybitnie moralny i ogólnoludzki. Chodzi o aborcję, inżynierię genetyczną oraz eutanazję.

Jan Paweł II opisał ten niebezpieczny fakt w encyklice Evangelium vitae następującymi słowami „w ten sposób dokonuje się tragiczny w skutkach zwrot w długim procesie historycznym, który doprowadziwszy do odkrycia idei «praw człowieka» – jako wrodzonych praw każdej osoby, uprzednich wobec konstytucji i prawodawstwa jakiegokolwiek państwa – popada dziś w zaskakującą sprzeczność: właśnie w epoce, w której uroczyście proklamuje się nienaruszalne prawa osoby i publicznie deklaruje wartość życia, samo prawo do życia jest w praktyce łamane i deptane, zwłaszcza w najbardziej znaczących dla człowieka momentach jego istnienia, jakimi są narodziny i śmierć. Z jednej strony, różne deklaracje praw człowieka oraz liczne inicjatywy, które się do nich odwołują, wskazują na pogłębianie się w całym świecie wrażliwości moralnej, bardziej skłonnej uznać wartość i godność każdej ludzkiej istoty jako takiej, bez względu na jej rasę, narodowość, religię czy poglądy polityczne i pochodzenie społeczne. Z drugiej strony, w kontraście z tymi wzniosłymi deklaracjami pozostają, niestety, fakty tragicznie im przeczące. Ta sytuacja jest tym bardziej niepokojąca, czy raczej tym bardziej gorsząca, że powstaje właśnie w społeczeństwie, dla którego gwarancja ochrony praw człowieka stanowi główny cel i zarazem powód do chluby. Jak można pogodzić te wielokrotnie powtarzane deklaracje zasad z nieustannym mnożeniem się zamachów na życie i z powszechnym ich usprawiedliwianiem? Jak pogodzić te deklaracje z odtrąceniem słabszych, bardziej potrzebujących pomocy, starców i tych, których życie dopiero się poczęło? (…) Gdy zaś przyjrzymy się szerszej sytuacji światowej, czyż nie zauważymy bez trudu, że te deklaracje praw osób i narodów, głoszone na forum konferencji międzynarodowych, są jedynie jałową retoryką, jeżeli nie towarzyszy im zdemaskowanie egoizmu krajów bogatych, które zamykają krajom ubogim dostęp do rozwoju albo uzależniają go od absurdalnych zakazów prokreacji i tym samym przeciwstawiają rozwój samemu człowiekowi? Czyż nie należałoby poddać pod dyskusję samych systemów ekonomicznych, przyjmowanych przez niektóre państwa często pod wpływem nacisków i uwarunkowań o charakterze międzynarodowym, a kształtujących i utrwalających sytuacje niesprawiedliwości i przemocy, które obrażają i depczą ludzką godność całych społeczeństw?” (nr 18). Ten długi, ale istotnie ważny papieski cytat, bardzo wyraźnie pokazuje, jak fakt zanegowania prawa do życia od chwili poczęcia, aż po naturalną śmierć każdego człowieka, uderza w dobro osoby ludzkiej, ale zarazem podważa samą istotę państwa prawa i praworządności oraz demokracji!

Legalizacja aborcji i eutanazji stwarza sytuację istnienia prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, a co się z nim wiąże w praktyce parlamentarnej i medycznej – sprzyja powstawaniu dylematów moralnych i konfliktów sumienia (zob. Evangelium vitae, nr 73-76). Również próby poprawiania niesprawiedliwego prawa poprzez popieranie głosowania aktów prawnych zawierających niesprawiedliwe zapisy, rodzą kolejne dylematy moralne i konflikty sumienia – mamy wtedy do czynienia z tzw. „niedoskonałym prawem”. Ustawy negujące prawo do życia wprowadzają niespójność logiczną i etyczną do prawa stanowionego, narażając je na nieracjonalność i subiektywizm połączony z manipulacją. Tym samym podważają racjonalność zasad państwa prawa, co jest wielkim niebezpieczeństwem zarówno dla poszczególnej osoby,  jak i całego społeczeństwa. Negacja prawa do życia od chwili poczęcia aż po naturalną śmierć, podważa także samą istotę demokracji. Jan Paweł II podkreślał w tym kontekście, że „ (…) ideał demokratyczny – który zasługuje na to miano tylko wówczas, gdy uznaje i chroni godność każdej osoby – zostaje zdradzony u samych podstaw: Czyż można mówić o godności każdej osoby, kiedy pozwala się na zabijanie tej najsłabszej i najbardziej niewinnej? W imię jakiej sprawiedliwości poddaje się osoby najbardziej niesprawiedliwej dyskryminacji, uznając niektóre z nich za godne obrony, a odmawiając tej godności innym? (…). W ten sposób demokracja, sprzeniewierzając się własnym zasadom, przeradza się w istocie w system totalitarny” (Evangelium vitae, nr 20).  Niewątpliwie można w tym przypadku mówić o „spodleniu demokracji”, w której moralność redukuje się do sfery indywidualnej, zaś w życiu społecznym dominuje relatywizm.

W kontekście powyższych analiz rodzą się pytania: co tak naprawdę zagraża autentycznej demokracji? Czy demokracja w Polsce jest dziś zagrożona? Kto boi się nowej władzy? Jakiej demokracji potrzebują Polacy – demokracji liberalnej i proceduralnej, czy personalistyczno-aksjologicznej? O jaką demokrację toczy się dziś walka?

Zdaniem św. Jana Pawła II, autentyczna demokracja, państwo prawa i polityka powinny działać na rzecz każdego życia broniąc jego nienaruszalności, „to znaczy przyczyniać się do odnowy społeczeństwa przez budowanie wspólnego dobra. Nie można bowiem budować wspólnego dobra, jeśli się nie uznaje i nie chroni prawa do życia, na którym się opierają i z którego wynikają wszystkie inne niezbywalne prawa człowieka. Nie może też mieć solidnych podstaw społeczeństwo, które – choć opowiada się za wartościami takimi jak godność osoby, sprawiedliwość i pokój – zaprzecza radykalnie samemu sobie, przyjmując i tolerując najrozmaitsze formy poniżania i naruszania życia ludzkiego, zwłaszcza życia ludzi słabych i zepchniętych na margines. Tylko szacunek dla życia może stanowić fundament i gwarancję najcenniejszych i najpotrzebniejszych dla społeczeństwa wartości, takich jak demokracja i pokój” (Evangelium vitae, nr 101).

Kto boi się, że demokracja liberalna i proceduralna zostanie zastąpiona dojrzałą demokracją personalistyczno-aksjologiczną?

Czy Polska nowoczesna ma być neoliberalna?

Znamy z przekazu medialnego obrońców „zagrożonej” demokracji – szczególnie tych znanych, bo lansowanych przez media. Co ich łączy? Wydaje się, że umiłowanie do demokracji proceduralnej i neoliberalne poglądy, które nie są tylko pewną koncepcją ekonomiczną, ale współczesną ideologią organicznie związaną z postmodernizmem. Obie te ideologie znajdują swoje urzeczywistnianie w procesach globalizacji, które określane są jako  międzynarodowe oblicze neoliberalizmu oraz sposób dyscyplinowania społeczeństwa (A. Saad-Filho, D. Johnson). W neoliberalizmie cała rzeczywistość jest kreowana przez dyskurs rynkowy. Najważniejsza jest logika rynku, tzn. logika nieograniczonego wzrostu i zysku. Hegemonia dyskursu rynkowego doprowadza do niemal całkowitego rozbrojenia państwa (depolityzacji) i pozbawienia go władzy poprzez deprecjonowanie reguły polityczności życia publicznego; rozmontowywanie konkurencyjnych wobec kapitału form władzy; konstruowanie ujednoliconej przestrzeni kulturowej (konsumeryzm); tworzenie własnych mechanizmów władzy (korporacje) itd. Ta sytuacja sprawia, że rynkowe idee służą za podstawową matrycę w definiowaniu rzeczywistości, tożsamości osoby i relacji między ludźmi.

W neoliberalizmie homo politicus zostaje zredukowany do homo oeconomicus, a właściwie do homo consumens. Zdarza się, że przez chwilę obywatel może poczuć się jak homo politicus – ale, w rzeczywistości zostaje wykorzystany przez graczy rynkowych do załatwiania ich interesów pod płaszczykiem praworządności i demokracji. W neoliberalizmie obywatel został utożsamiony z konsumentem. Neoliberalny człowiek to niezmordowany, zawsze wydajny producent i zarazem nienasycony konsument – bowiem konsumpcja jest podstawową zasadą jednostkowej i społecznej egzystencji oraz głównym aktem społecznym, który umożliwia jednostce udział w życiu społecznym i zarazem podstawowym mechanizmem jej uczestnictwa (M. Douglas). Człowiek autodefiniuje się poprzez wolność konsumencką. Brak dostępu do „wspólnoty komercyjnej” skutkuje poczuciem osamotnienia i utratą kontaktu ze światem. Neoliberalizm kreuje więc i wdraża nowe rynkowe modele osobowościowe. Dla tak postrzeganej jednostki cnotami są m.in. egoizm, rywalizacja, walka o sukces i wydajność. Propagowana przez neoliberalizm „filozofia społeczna” prowadzi w gruncie rzeczy do rozbijania solidarności społecznej, czego wyrazem są ataki na organizacje będące owocem społecznej samoregulacji, destabilizowanie porządku moralno-społecznego w państwie, tworzenie atmosfery wojny. Bo przecież to rynek i korporacje mają być jedyną, realną i niezależną władzą oraz współczesnym wychowawcą. Neoliberalizm kreuje nowy typ społeczeństwa, które jest utkane ze stosunków opartych na umowie. Społeczeństwo jest zbiorem jednostek i jako takie nie posiada żadnego celu (D. Boaz), poza tymi, jakie w zależności od potrzeby chwili wyznaczą korporacje. Neoliberalizm kształtuje atomistyczną wizję społeczeństwa odbierając ludziom wrażliwość na dobro wspólne. Oddala społeczeństwo od autentycznej personalistyczno-aksjologicznej demokracji, „wyhamowując” ją i osłabiając ducha obywatelskiego, co w konsekwencji sprzyja procesowi odpodmiotowiania społeczeństwa. Dlatego coraz mniej mówi się o społeczeństwie obywatelskim, na rzecz „społeczeństwa własności” (R. Legutko), „społeczeństwa udziałowców” (A. Aldridge), „społeczeństwa konsumentów” (J. Baudrillard), „społeczeństwa spektaklu” (G. Debord) itd. W ten sposób społeczna rzeczywistość zdominowana przez dyskurs i logikę rynku, stała się podobna do Friedmanowskiej wizji płaskiego świata.

W proces kreowania konsumenckiej tożsamości i władzy korporacji zaangażowane są media oraz edukacja. Ta ostatnia uległa już dyskursowi rynku, realizując edukacyjny program ekonomii korporacyjnej. Wolny rynek ze swoją logiką i ekonomicznymi prawami (z bankructwem włącznie) ma zapanować w całej edukacji. Jedynym odpowiednim systemem szkolnym wg według neoliberałów powinien być system prywatny, a więc w całości płatny. Bowiem edukacja neoliberalna jest utowarowiona, przez co przestaje być bezpłatnym prawem i dobrem wspólnym. W neoliberalnej polityce oświatowej widoczne są następujące trendy: prywatyzacja i konkurencja rynkowa w edukacji; wzmocniona, ideologiczna kontrola edukacji (zob. szturm ideologów gender); zróżnicowanie i specjalizacja edukacji, z jawną faworyzacją przyrodoznawstwa i technologii; dążenie do uzawodowienia kształcenia. Wciąż zmieniające się programy nauczania są przeładowane treściami faktograficznymi, podawanymi do zapamiętania. Element informacyjny wypiera poznawcze nastawienie na rozumienie i interpretowanie świata. Coraz mniejszy nacisk kładzie się na rozumienie pojęć, prawidłowości i zasad. W neoliberalnej edukacji nie ma miejsca na dyskusje i wątpliwości. Najważniejsze są testy i standaryzacja oraz unifikacja uczniowskich zasobów orientacyjnych. Uczeń nie musi posiadać zdolności problematyzacji rzeczywistości, poprzez dostrzeganie jej wieloaspektowości. Powinien natomiast postrzegać ją w formie prostych schematów. W perspektywie neoliberalnej szkoła widziana jest jako dogodne miejsce dostępu do dzieci i młodzieży w celu urabiania ich na konsumentów. W neoliberalnej koncepcji oświaty szkoła przygotowuje jednostkę przystosowaną do konsumpcyjnej rzeczywistości, poprzez podawanie jej informacji, a nie wiedzy, a tym bardziej mądrości. Szkoła produkuje arefleksyjne jednostki gotowe i mobilne do uczestnictwa w grze rynkowej. Edukację redukuje do kształcenia pomijając wychowanie (nie potrzebna jest historia!), z kolei zaś kształcenie do przygotowania „kapitału ludzkiego”. Etosowy potencjał ludzi sprowadza do instrumentalnej sprawności człowieka jako wydajnego producenta i nienasyconego konsumenta. Ideały ludzkiego współdziałania redukuje do zasad konkurencyjności.

Wyżej opisane zjawiska są wyrazem instrumentalnego podejścia do oświaty. Dyskurs edukacyjny jest zawłaszczany przez dyskurs ekonomiczny. Cechami neoliberalnej edukacji są więc: instrumentalizacja, polaryzacja, jednostronność, symplifikacja (wręcz infantylizacja) oraz pasywizacja. W ujęciu neoliberalnym atmosfera szkoły przesycona jest coraz bardziej duchem rywalizacji uczniowskiej, nauczycielskiej, rodzicielskiej, administracyjnej – bowiem wszyscy chcą zdobywać wyższe miejsca, pasjonując się udokumentowanym rangowaniem i statystyką. Nauczyciel nie spełnia już żadnej misji, ani powołania. Jest tylko i wyłącznie usługodawcą na rynku oświatowym oraz technikiem oświaty, realizującym założenia jawne i ukryte. Ta uwaga odnosi się także do ministerstw zajmujących się oświatą na rożnych poziomach. Nauczyciel dopatruje się wskaźników jakości własnej pracy w ilościowych danych ze sprawdzianów i testów swoich uczniów, minimalizując wychowawczą pracę z nimi. Nie ma zresztą na to czasu, bo poddany jest presji formalnych zasad awansu zawodowego. Poza tym dobrze wie, że za niesubordynację wobec reguł oświatowych i dyrektyw ministerialnych grozi mu utrata pracy. Nauczyciel współczesnej szkoły nie ma myśleć, tylko realizować wytyczne. Nie musi już wychowywać (tzn. formować umysł, wolę i  serce wychowanka), bo głównym i jedynym wychowawcą ma być wolny rynek (a dokładnie korporacje!), a celem tych zabiegów jest urobienie jednostki na wydajnego producenta i jednocześnie nigdy nienasyconego konsumenta .

Neoliberalizm, podobnie jak postmodernizm w sztucznym kreowaniu zaprezentowanego powyżej nowoczesnego świata posługuje się nowomową. Do ulubionych słów języka tej ideologii należą takie terminy jak: kreowanie, rynek, standaryzacja, dyskurs, konsumpcja, zysk, wzrost, wydajność, konkurencja, efektywność, produktywność, przedsiębiorczość, kontrola jakości, itd. Te pojęcia należą do dyskursu rynku, który uznaje się za publiczny język, podstawowy środek komunikacji. W rzeczywistości jest to neoliberalna nowomowa – ideologiczne narzędzie motywujące do działania i legitymizujące kapitalistyczne instytucje oraz redefiniujące rzeczywistość. Dyskurs neoliberalizmu odpowiada Orwellowskiej kategorii nowomowy, bowiem z jednej strony odwraca znaczenia słów, a z drugiej zaciera ich sens. Co chwila „przywołuje” on takie pojęcia jak: wolność, wolny wybór, demokracja, państwo prawa, niezależność, moralność, równość, nadając im nowe znaczenie. Neoliberalizm, często redukuje stare pojęcia, nadając im nowe znaczenie. Do takich pojęć należą chociażby: demokracja zredukowana do demokracji rynkowej; samorządna szkoła, tzn. prywatna; wolny wybór – ograniczony do wolności dokonania zakupu; homo liberalis i homo politicus zredukowani do homo consumens; obywatel utożsamiony z konsumentem; racjonalność zredukowana do racjonalności instrumentalnej itd. Neoliberalna nowomowa jest zdominowana przez kategorie ekonomiczne.

Samospełniające się proroctwo

W tym czasie sztucznie, aczkolwiek z zamysłem kreowanej wojnie polsko-polskiej w obronie rzekomo zagrożonej demokracji, należy postawić zasadnicze pytania, uznając słuszność myśli scholastyków, którzy twierdzili, że kto dobrze rozróżnia, ten i dobrze naucza: o jakiej demokracji mówimy? Jaką demokrację bronimy? Jakiej demokracji tak naprawdę potrzebujemy – i nie tylko elity, eksperci na zamówienie i politycy, ale Polacy, naród? Demokracji liberalnej i proceduralnej służącej ideologii neoliberalizmu, czy demokracji personalistyczno-aksjologicznej, szanującej każdego człowieka, jego podstawowe prawa, normy moralne i wartości egzystencjalnie ważne?

Autentyczna demokracja to nie tylko forma ustroju politycznego i nie tyle troska o zachowanie procedur oraz ślepa obrona prawa stanowionego i instytucji za nie odpowiedzialne, ale w gruncie rzeczy to postawa umysłowa, pewien styl myślenia i w konsekwencji działania. Postulat neutralności aksjologicznej państwa i demokracji jest teoretycznie kontrowersyjny, a społecznie wysoce szkodliwy. Takie podstawy teoretyczno-egzystencjalne jak: amoralizm lub relatywizm etyczny, aksjologiczny sceptycyzm czy wręcz moralny cynizm nie mają nic wspólnego ze zdrową demokracją. „Jeżeli działalność polityczna – pisał Jan Paweł II – nie ma odniesienia do wyższych kryteriów etycznych oraz integralnej wizji człowieka i społeczeństwa to zostaje podporządkowana celom niewłaściwym, a może nawet niegodziwym”. Wydaje się, że bez tych podstaw aksjologiczno-etycznych, autentyczna demokracja łatwo może przerodzić się w utopijny model demokracji charakteryzujący się m.in. takimi cechami jak: materializm, terryzm, immanencja, manipulacja, cenzura (poprawność polityczna), depersonalizacja, arodzinność.

Zatroskani o jakość demokracji w Polsce musimy pamiętać – o czym napisał Jan Paweł II w encyklice Centesimus annus, że „rozwiązanie poważnych problemów narodowych i międzynarodowych nie jest tylko kwestią produkcji gospodarczej, czy organizacji prawnej albo społecznej, ale wymaga odwołania się do określonych wartości etyczno-religijnych, a także przemiany mentalności, postępowania i struktur” (nr 60).

I jeszcze jedna uwaga, a właściwie prośba. Najwyższy czas – dla rzeczywistego dobra Polski i Polaków – skończyć z powtarzaniem jak mantra, że Polska jest w stanie zagrożenia i potrzeba wojny polsko-polskiej. Jest bowiem zjawisko samospełniającego się proroctwa (lub samospełniającej się przepowiedni) opisane przez Zimbardo, klasyka psychologii, według którego samospełniające się proroctwo to oczekiwania, które mogą zmieniać nasze zachowanie w taki sposób, że uzyskujemy to, czego oczekiwaliśmy. Mówiąc inaczej, oznacza to, że przewidywania i przekonania mogą prowadzić do takich zachowań i działań, które powodują spełnienie tych przewidywań. Przykłady opisujące to zjawisko można mnożyć. Jednym z nich jest np. plotka o kimś znanym lub nieznanym. W zależności od tego, czy będzie ona pozytywna, czy negatywna, takie stanie się nasze nastawienie do tej osoby. Gdy np. dziecko codziennie słyszy, że jest leniwe, to z czasem nie próbuje nic z tym zrobić i co gorsza, zaczyna samo myśleć tak o sobie. W końcu, faktycznie przestaje robić cokolwiek i godzi się z tą sztucznie wykreowana opinią.

Panowie eksperci, ludzie mediów, ludzie opozycji… i inni powiedzcie jasno – o jaką Wam chodzi demokrację i przestańcie podgrzewać sztuczną, ale jakże niebezpieczną wojnę polsko-polską, niszczącą tkankę narodu! Zbliżające się święta Bożego Narodzenia niech przypominają nam, że tylko prawda autentycznie wyzwala! Razem, w blasku prawdy i z wzajemnym szacunkiem troszczmy się o dobro wspólne, któremu na imię Polska.

Ks. dr Mariusz Sztaba

Instytut Pedagogiki KUL
Katedra Pedagogiki Społeczne

Komentarze 3 to “Ks. dr Mariusz Sztaba: Sztucznie wykreowana polska rzeczywistość”

  1. Mimi said

    Na niemieckim onecie, ukazał się kolejny tekst na zamówienie, mianowicie przeniesiony z TVN-owskich „Faktów po Faktach” wywiad z prof. Saflanem pt. „…to nie jest kryzys konstytucyjny, to jest coś znacznie bardziej poważnego”. Sam wywiad we wiadomym duchu i o wiadomej z góry wymowie.
    Ciekawe natomiast są posty od internautów pod tym anty-polskim materiałem, oto jeden z wpisów, cyt.:

    „Ten pseudo profesor to syn żydowskiego kolaboranta Zbigniewa Safjana który jako podporucznik ludowego wojska polskiego złożył donos w języku rosyjskim na znanego sobie żołnierza AK Jana Nesslera / wg.miesięcznika „Arka” nr6 z 1993r/ który to żołnierz / lat 21 / został skazany na karę śmierci a wyrok wykonano i zwłoki pochowano w nieznanym grobie.A sam pan Mareczek Safjan wstrzymał lustrację co pozwoliło na pozostanie na stanowiskach byłych Stalinowskich oprawców i przestępców czasy PRLu.Żeby wiedzieć trzeba czytać a wtedy zrozumiecie czyje dzieci protestują pod szyldem KOD”.

  2. Ma swoją historię działalność,która jest związana ze zwalczaniem wartości CYWILIZACJI ŁACIŃSKIEJ.
    Dziś na swoim sztandarze ma to zapisane NOWA LEWICA radykalizująca wczesne myśli Karola Marksa.Stąd przejście z antynarodowego komunizmu w globalizm bazujący na kolejnej utopii to jest GATT i globalnym wolnym handlu.Efektem jest WOJNA O PIENIĄDZ opisana przez Chińczyka Song Hongbinga,a udział w niej Polski był efektem braterstwa broni jakie zawarli spadkobiercy wojennego komunizmu pod wodzą Aleksandra Kwaśniewskiego,prezydenta „Oszusta” z demokratami wojennymi,protestantami opanowanymi przez żydowskie ruchy umysłowe i polityczne.
    Doświadczamy CYWILIZACYJNEJ MIESZANKI pod znaczącym wpływem CYWILIZACJI PODWÓJNEJ MORALNOŚCI,bo tak nazwał ŻYDOWSKĄ autor oryginalnego podziału na CYWILIZACJE Feliks Koneczny.
    Kazimierz Morawski przed napisaniem książki ŹRÓDŁO ROZBIORU POLSKI przetłumaczył PAŃSTWO W OKOWACH MASONERII A.G.Michel’a.
    Taki stan rzeczy możemy też zawdzięczać jakości nauki wiary i odchodzenia od kulturowych korzeni chrześcijaństwa,jakimi jest antyczna Grecja.To sprawia,że rozpowszechnia się znaczenie pojęcia JUDEOCHRZEŚCIJAŃSTWO.Odchodzi się od treści listu rozwodowego opisanego przez Tadeusza Zielińskiego w HELLENIZM A JUDAIZM.

  3. Analityk said

    @Mimi

    Na wszystkich onetach obcojezycznych, tym niemieckim i innych należy pisac co sie dzieje w Polsce, że to głównie komunistyczny pomiot, obłudnicy, hipokryci, antypolacy i wrogowie demokracji – gdyz Naród Polski wybrał obecne władze demokratycznie – wychodzą na ulicę aby robić burdy gdyż obawiaja sie, że zostana odsunięci od koryta, od wysokich stanowisk, od grabiezy majatku Polaków, od niszczenia godnego zycia Narodu Polskiego. Trzba pisac, że hitlerowskie Niemcy miały Norymbergę i że w Polsce nalezy sie taka Norymberga wszystkim komunistom i ich pomiotowi oraz wszytskim zdrajcom aby nigdy juz nie mieli wpływu na to co bedzie się dziać w Polsce.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: