Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Adolf Hitler: Moja walka. (część IV)

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2016-01-25

2b5d6-o-adolf-hitler-570.

Tytuł oryginału Ι
Mein Kampf
Tłumaczenie
Irena Puchalska
Piotr Marszałek

ROZDZIAŁ IV

 Monachium Wiosną 1912 roku przyjechałem do Monachium.

.

Niemieckie miasto! Jakże inne niż Wiedeń! Czułem się źle, gdy wspominałem ten Babilon narodów. Także dialekt, który był podobny do mojego, przypominał mi moją młodość związaną z Dolną Bawarią. Tak było na każdym kroku. Należałem do tego miasta bardziej niż do jakiegokolwiek innego miejsca na świecie i wynikało to z faktu, że jest ono nierozerwalnie związane z moim rozwojem.

W Austrii jedynymi przeciwnikami idei porozumienia byli Habsburgowie i Niemcy. W pierwszym przypadku było to spowodowane przymusem i wyrachowaniem, a w drugim naiwną łatwowiernością i polityczną głupotą. Naiwną łatwowiernością dlatego, że wyobrażali sobie, iż uczynią wielką przysługę niemieckiemu imperium poprzez trójstronne przymierze, które wzmocni je i zapewni bezpieczeństwo. Polityczną głupotą, ponieważ ich wyobrażenia nie przylegały do faktów i w rzeczywistości pomagały uczynić z imperium martwe państwo, ciągnęły je w przepaść, dlatego zwłaszcza, że ten alians prowadził do coraz większej degermanizacji Austrii. Habsburgowie wierzyli, że przymierze z Rzeszą zabezpieczy ich przed jej ingerencją – i niestety mieli rację – umożliwiło to im kontynuowanie polityki stopniowego wypierania niemieckich wpływów wewnątrz państwa i w dodatku osiągali to łatwo i bez ryzyka. Nie musieli obawiać się żadnych protestów ze strony niemieckiego rządu.

Gdyby w Niemczech gruntowniej studiowano historię i psychologię narodów, nikt nie mógłby uwierzyć, że Rzym i Wiedeń mogłyby stanąć razem do wspólnej walki. Włochy stałyby się prędzej wulkanem, niżby jakikolwiek rząd ośmielił się wysłać choćby jednego Włocha na pole bitwy z pomocą temu fanatycznie znienawidzonemu habsburskiemu państwu. Kilka razy obserwowałem z Wiednia namiętne lekceważenie i bezgraniczną nienawiść, jaką Włosi odczuwali do austriackiego państwa. Grzechy Habsburgów w stosunku do Włoch, ich wolności, niezależności były tak wielkie w ciągu wieków, że mogłyby zostać zapomniane, nawet gdyby chciano, aby tak się stało. Ale nie było pragnienia zarówno w narodzie, jak i we włoskim rządzie. Dlatego dla Włoch istniały tylko dwie możliwości kontaktów z Austrią – porozumienie albo wojna.

Wybierając to pierwsze, można było spokojnie przygotowywać się na drugą ewentualność.

Niemiecka polityka była zarówno bezsensowna, jak i ryzykowna, dlatego zwłaszcza, że austriackie stosunki z Rosją zmierzały coraz bardziej w kierunku wojny.

Dlaczego więc w ogóle zawarto porozumienie? Po prostu po to, by w przyszłości zabezpieczyć Rzeszę, kiedy już stanie na własnych nogach. Ale przyszłość Rzeszy nie była niczym innym jak pytaniem o możliwość egzystencji narodu niemieckiego.

A przyrost naturalny Niemiec wynosił wówczas około dziewięciuset tysięcy rocznie.

Zdobywanie nowych terytoriów dla osadnictwa wzrastającej liczby obywateli przynosi ogromne korzyści szczególnie jeżeli bierze się pod uwagę przyszłość, a nie tylko chwilę obecną.

Jedyną nadzieją na sukces tej polityki terytorialnej są w dzisiejszych czasach zdobycze w Europie, a nie na przykład w Kamerunie. Walka o naszą egzystencję jest naturalnym dążeniem.

Istnieje jeszcze jedna przyczyna, dla której to rozwiązanie wydaje się być słuszne.

Wiele państw europejskich przypomina dzisiaj piramidy stojące na swoim szczycie. Ich powierzchnia w Europie wydaje się śmiesznie. mała w porównaniu z ich koloniami, handlem zagranicznym itd. Można powiedzieć: wierzchołek w Europie, podstawa natomiast na całym świecie – w odróżnieniu od federacji amerykańskiej, której baza znajduje się na kontynencie i tylko swoim wierzchołkiem dotyka reszty świata. Stąd ogromna wewnętrzna siła tego państwa i słabość większości europejskich mocarstw kolonialnych.

Nawet Anglia nie jest tu wyjątkiem, ponieważ mamy skłonności do zapominania o prawdziwej naturze anglosaskiego świata w stosunku do imperium brytyjskiego. Jeżeli tylko zwrócić uwagę na ich związki językowe i kulturalne z federacją amerykańską, to okaże się, że nie można porównać Anglii z żadnym innym państwem europejskim.

Dlatego jedyna nadzieja Niemiec na przeprowadzenie zdrowej polityki terytorialnej leży w zdobywaniu nowych ziem w Europie. Kolonie są bezużyteczne, ponieważ nie służą osiedlaniu się tam Europejczyków na dużą skalę. W XIX wieku nie było jednak już możliwości zdobywania takich terytoriów metodami pokojowymi. Polityka kolonizacyjna tego rodzaju mogła być prowadzona w ciężkich bojach, co byłoby daleko bardziej właściwe dla zdobywania obszarów na kontynencie blisko swego państwa niż ziem leżących poza Europą.

Dla takiej polityki jest możliwy tylko jeden sojusznik’ w Europie – Wielka Brytania. Jest ona jedynym mocarstwem, które mogłoby zabezpieczyć nasze tyły w wypadku rozpoczęcia nowej germańskiej ekspansji (Germanenzug). Mamy takie samo prawo do tego, jakie mieli nasi przodkowie.

Ażeby osiągnąć porozumienie z Anglią, żadne ofiary nie będą za duże. Oznaczałoby to rezygnację z kolonii i znaczenia na morzu oraz powstrzymanie się od rywalizacji z brytyjskim przemysłem.

Był taki moment, w którym mogliśmy rozmawiać z Wielką Brytanią na ten temat, ponieważ rozumiała ona bardzo dobrze, że Niemcy, mając duży przyrost naturalny, będą musiały znaleźć jakieś rozwiązanie albo w Europie z pomocą Wielkiej Brytanii, albo gdzieś na świecie bez niej .

Na przełomie stuleci takie próby były czynione w samym Londynie. Ale Niemców irytowała myśl o ” wyciąganiu z ognia angielskich kasztanów”, tak jakby nie było możliwe porozumienie oparte na innych podstawach. Z Anglią można się było porozumieć na takich zasadach. Brytyjska dyplomacja była wystarczająco mądra, by wiedzieć, że bez wzajemnych ustępstw nie można niczego dokonać.

Wyobraźmy sobie, że Niemcy zręczną polityką zagraniczną odegrały taką rolę jak Japonia w 1904 roku trudno byłoby przewidzieć konsekwencje tego faktu dla Niemiec.

Nigdy nie byłoby wojny światowej.

Jednak tak się nie stało.

Wciąż jeszcze pozostały inne możliwości: przemysł i handel światowy, potęga morska i kolonie.

Jeżeli politykę podboju terytorialnego w Europie można było prowadzić wyłącznie w porozumieniu z Wielką Brytanią przeciwko Rosji, to polityka kolonialna i handel światowy były do pomyślenia tylko w aliansie z Rosją przeciwko Wielkiej Brytanii. W tym przypadku należałoby bezwzględnie wyciągnąć wnioski i odsunąć się od Austrii.

Przyjęto formułę „pokojowego, ekonomicznego podboju świata”. Jej celem było zniszczenie na zawsze polityki siły, którą Niemcy stosowali do tego czasu. Być może nie byli zupełnie pewni w czasach, gdy całkowicie niezrozumiałe zamierzenia pochodziły z Wielkiej Brytanii. W końcu zdecydowali się budować flotę nie w celu atakowania i zniszczenia, ale obrony „światowego pokoju” i dla pokojowego podboju Świata. W ten sposób zostali zmuszeni do utrzymania jej na skromną skalę, nie tylko co do ilości, ale także tonażu poszczególnych statków, tak że stało się oczywistym, że ich ostatecznym celem jest pokój.

Mowa o „pokojowym, ekonomicznym podboju świata” była największą głupotą, jaką kiedykolwiek uczyniono, ustanawiając ją główną zasadą polityki państwa, zwłaszcza iż nie wzdragano się przed wezwaniem Wielkiej Brytanii do udowodnienia, iż jest to możliwe do osiągnięcia w praktyce. Szkód wyrządzonych przez naszych profesorów w nauczaniu historii i teorii nie można już było naprawić; okazało się, jak wielu uczy się historii bez jej rozumienia. Właśnie Wielka Brytania miała możliwość poznać błędność tej teorii: żaden naród nie był lepiej przygotowany do ekonomicznego podboju, a później do jego utrzymania niż brytyjski. Tym samym było wielkim błędem wyobrażać sobie, że Anglia była zbyt tchórzliwa, aby przelewać krew w obronie swojej polityki ekonomicznej! Fakt, że brytyjczycy nie posiadali armii, o niczym nie świadczy, ponieważ nie chodzi tutaj o możliwość użycia siły w danej sprawie, ale raczej o wolę i determinację jej użycia. Anglia zawsze posiadała uzbrojenie, którego potrzebowała. Zawsze walczyła taką bronią, która zapewniała jej zwycięstwo. Walczyła przy pomocy najemników tak długo, jak długo byli oni wystarczającą siłą. Ale sięgała także do najlepszej krwi całego narodu, kiedy takiej ofiary wymagały zwycięstwa. Zawsze wykazywała determinację w walce i nieustępliwość w prowadzeniu wojny.

W Niemczech jednak – w szkole, w prasie i w gazetach humorystycznych – idea brytyjskiego ducha, a nawet więcej, całego imperium, była pokazywana w sposób wypaczony, co prowadziło do największych własnych pomyłek. To wszystko doprowadziło do powstania, złej opinii o Anglikach. Ta błędna idea rozprzestrzeniła się tak bardzo, iż każdy był przekonany, że Anglik jest jedynie handlarzem zarówno przebiegłym, jak i niewiarygodnie tchórzliwym. Tych niewielu, którzy ostrzegali, ignorowano albo zmuszano do milczenia. Pamiętam dokładnie zdziwienie na twarzach moich towarzyszy broni, kiedy stanęliśmy twarzą w twarz przeciwko ” Tommies” we Flandrii. Po pierwszych kilku dniach bitwy zaświtało każdemu z nas w głowie, że Szkoci nic nie mają wspólnego z tymi, o których pisano w prasie humorystycznej i w innych gazetach.

Zwróciłem wówczas uwagę na rolę propagandy i jej najkorzystniejsze formy.

To oszustwo oczywiście było korzystne dla tych, którzy je propagowali – mogli przytaczać przykłady, jednakże były one nieprawdziwe, tak jak i pomysł o słuszności ekonomicznego podboju świata. Oczekiwaliśmy sukcesu tam, gdzie i Anglikowi się powiodło. Tym bardziej, że byliśmy pozbawieni tej tak zwanej brytyjskiej perfidii, co uznawano za szczególną zaletę. Wierzono, że to przyciągnie do nas mniejsze narody i pozwoli zyskać zaufanie większych.

Wartość trójprzymierza była psychologicznie mało znacząca, ponieważ trwałość paktów zmniejsza się tym bardziej, im mocniej ogranicza się je do utrzymania istniejącego stanu. Z drugiej strony pakt staje się mocniejszy, jeżeli poszczególne mocarstwa mają nadzieję, że zyskają określone korzyści.

Ta prawda znana była tylko tak zwanym profesjonalistom. Szczególnie Ludendorff, pułkownik Wielkiego Sztabu Generalnego, wskazał tę słabość w memorandum w 1912 roku. Naturalnie, mężowie stanu nie potraktowali poważnie tej sprawy. Niemcy mieli wielkie szczęście, że wojna 1914 roku wybuchła pośrednio przez Austrię i dzięki temu Habsburgowie zostali zmuszeni do wzięcia w niej udziału. Gdyby zdarzyło się inaczej, Niemcy byliby pozostawieni samym sobie.

Państwo nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek koncepcją ekonomiczną lub ekonomicznym rozwojem. Nie jest ono zgromadzeniem podmiotów gospodarczych w jakimś okresie czasu, służących wykonaniu ekonomicznych zadań, ale organizacją społeczeństwa dla jego lepszego funkcjonowania. Tylko to i nic więcej powinno być przedmiotem zainteresowania państwa.

Państwo żydowskie nigdy nie było ograniczone do przestrzeni – w takim sensie było państwem nieograniczonym – ale było ograniczone do rasy. Dlatego ci ludzie tworzyli państwo w państwie i było ono jednym z najgenialniejszych tworów.

Jeżeli kiedykolwiek Niemcy zyskiwały znaczenie polityczne – także gospodarka ulegała poprawie – kiedy gospodarka monopolizowała życie naszych obywateli i tłamsiła zalety umysłu – państwo załamywało się ponownie razem z gospodarką.

Gdy zadajemy sobie pytanie, jakie siły tworzą i utrzymują państwo, dochodzimy do wniosku, że można zawrzeć to w jednym zdaniu: zdolność i gotowość do poświęceń poszczególnych jednostek. To, że te cnoty nie mają nic wspólnego z gospodarką, jest oczywiste z tego prostego powodu, że człowiek nigdy nie poświęca się dla celów gospodarczych, to znaczy że nie umiera dla gospodarki, ale za ideę. Nic nie wyróżnia bardziej psychologicznej przewagi Anglików w gotowości do poświęcenia się narodowym ideałom niż motywacja do podjęcia walki. Gdy walczyliśmy o chleb, Anglia walczyła o ” wolność” – ale nie o własną, lecz mniejszych narodów. W Niemczech wyśmiewano się z tej bezczelności i złoszczono na nią udowadniając w ten sposób, jak bezmyślna i głupia była przed wojną tak zwana niemiecka dyplomacja. Nie mieliśmy najmniejszego pojęcia o istocie sił, które prowadzą ludzi z własnej woli na śmierć.

Tak długo, jak Niemcy byli w 1914 roku przekonani, że walczą o ideały, robili to z zapałem, ale gdy stało się jasne, że walczą po prostu o chleb – byliby zadowoleni zaprzestając walki.

Nasi inteligentni mężowie stanu dziwili się bardzo tej zmianie.

Przed wojną wierzono, że Niemcy potrafią pokojowymi metodami, polityką handlową i kolonizacyjną otworzyć sobie świat albo go zdobyć. Był to klasyczny przykład na to, że prawdziwe cnoty, które tworzą i podtrzymują państwo – siła woli i determinacja dokonania wielkich rzeczy – całkowicie przepadły. Rychłym rezultatem tego była wojna światowa ze wszystkimi jej konsekwencjami.

Zacząłem studiować ustawodawstwo Bismarcka. stopniowo zyskiwałem przekonanie o jego fundamentalnych podstawach, tak wielkich, że od tego czasu nie musiałem już nigdy myśleć o zmianie moich zapatrywań na to zagadnienie. Podjąłem także gruntowne badania stosunków między marksizmem a judaizmem.

W latach 1913-1914 zacząłem wyrażać w różnych kręgach moje przekonania, które obecnie stanowią część doktryny ruchu narodowosocjalistycznego, a mianowicie, że przyszłym problemem dla narodu niemieckiego będzie zniszczenie marksizmu.

Wewnętrzny upadek narodu niemieckiego zaczął się dużo wcześniej, ale jak to często bywa, ludzie nie zdawali sobie sprawy z tego. Czasem traktowali to zjawisko jako chorobę, ale na ogół błędnie pojmowali jej przyczyny. Ponieważ nikt tego nie chciał wiedzieć, walka przeciwko marksizmowi nie miała większego znaczenia niż bezsensowne gadulstwo.

cdn.

Część 1

Część 2

Część 3

Komentarzy 5 to “Adolf Hitler: Moja walka. (część IV)”

  1. Antoni Bednarek said

    Do tej pory nie widzę nic zdrożnego w zapiskach i przemyśleniach p. Adolfa.

  2. Patriotka said

    Serio? Na portalu dla patriotów tłumaczenie Hitlera?
    Jestem obrzydzona.

  3. piko said

    Jacy patrioci takie tłumaczenie

  4. Krzysiek said

    Mam nadzieję że to tylko jakiś głupi, makabryczny żart – to publikowanie wypocin jednego z największych zbrodniarzy w historii ludzkości. Obok zdjęcia św. papieża Jana Pawła II publikujecie tekst propagujący poglądy Adolfa Hitlera! Wstyd!

  5. gość said

    Odbędzie się debata o ochronie kobiet w Niemczech

    W Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy odbędzie się debata związana z niedawnymi napaściami na kobiety w Niemczech.

    Rada Europy nie będzie debatować o demokracji w Polsce, przynajmniej na razie. Potrzebne były 2/3 głosów, których zabrakło. Odbędzie się natomiast debata o ochronie kobiet po atakach w Niemczech.

    Zgromadzenie zdecydowało, że na rozpoczynającej się sesji najpierw zajmie się bezpieczeństwem i zagrożeniami związanymi z terroryzmem, a następnie „ochroną kobiet i rzetelnym informowaniem o faktach” w związku z niedawnymi wydarzeniami w Kolonii i innych niemieckich miastach.

    Szef MSW Nadrenii Północnej-Westfalii Ralf Jaeger poinformował, że liczba zawiadomień o napaściach seksualnych i rabunkowych na kobiety w sylwestra w Kolonii i innych okolicznych miastach doszła do 1000.

    To nie koniec problemów w Niemczech. Imigranci zaczęli atakować także policjantki, które ledwo sobie dają radę z agresywnymi napastnikami. „Westdeutsche Allgemeine Zeitung” informuje o groźbach, obrazach i atakach ze strony islamskich imigrantów. Często nie chcą z nimi w ogóle rozmawiać… bo to kobiety.

    Gazeta rozmawiała w tej sprawie z kilkoma policjantkami. Wszystkie przyznają, że w ostatnim czasie przemoc i nienawiść ze strony muzułmanów jest zjawiskiem coraz częstszym i coraz bardziej dotkliwym. Przed napływem mas imigrantów sytuacja była spokojniejsza.

    TVN24.pl/Pch24.pl/Ndie.pl
    http://ndie.pl/odbedzie-sie-debata-o-ochronie-kobiet-w-niemczech/

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: